FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
6
Nieco zapomniane legendy polskiego futbolu:
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Adran360
1
@KSSniper Masz absolutnie racje! W meczu z Osasuną Messi strzelił łącznie 371 goli a więc jeszcze nie pobił tego prawdziwego rekordu Alcantary. Bardzo dobrze że to wyłapałeś, gdyż musze ten błąd skorygować. Jeszcze raz bardzo dziękuje za te spostrzeżenie.
13
Fantastyczny rekord Blaugrany:
17 marca 1901 r. FC Barcelona pokonała na wyjeździe Gimnastic Tarragona 18:0(!) w Pucharze Alfonso Macaya(prekursorze Mistrzostw Katalonii). Jest to najwyższe zwycięstwo w historii klubu w meczu o stawke. W meczu tym 9 goli! (co również jest rekordem klubu) strzelił Joan Gamper. Uczynił to zresztą po raz drugi z rzędu w tych rozgrywkach co jest absolutnie niebywałe! Tak, tak, założyciel Barçy był w tamtych czasach genialnym napastnikiem ale również świetnym sportowcem w innych dyscyplinach. Natomiast jeśli chodzi o Copa Macaya, to pomimo wysokich wygranych Blaugrany, po puchar sięgnęła wówczas Hispania CF(nie istniejący już klub z Barcelony). Następną edycje Copa Macaya rok później, zdobyła już jednak Duma Katalonii.
@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
0
@KSSniper Nie wykluczone że masz racje. Będe to musiał jeszcze raz sprawdzić, zwłaszcza że swego czasu korygowałem statystyke Paulino Alcantary. Dzięki sliczne za spostrzeżenie :)
2
Mamy to! Jesteśmy mistrzami.., to znaczy będziemy mistrzami Hiszpanii! Taki pokaz siły przeciwko Atletico świadczy o wielkości i o charakterze mistrza. Po drodze rozjebiemy te ,,białe prześcieradła" na Lluis Companys" i będziemy mistrzem Hiszpanii!
Visca el Barca parasiempre!
0
@DonCarletto A to nie wiedziałem! Od kiedy?
0
No jeśli my dzisiaj wygramy na Civitas Metropolitano to już nic nas nie powstrzyma w wyścigu po mistrzostwo Hiszpanii! Jest tylko jedno ,,ale", musimy wygrać choćby 1:0, co wcale nie jest aż tak oczywiste z tym przeciwnikiem...
10
Wybitne postacie argentyńskiego futbolu:
16 marca 1938 r. urodził się Carlos Salvador Bilardo, były argentyński piłkarz, trener i ginekolog. Jako zawodnik pełnił funkcję pomocnika i większość swojej kariery spędził w San Lorenzo de Almagro i Estudiantes de La Plata w latach 60-tych. Bilardo z reprezentacją Argentyny wygrał mistrzostwo świata na mundialu Mexico 1986 a we Włoszech w 1990 r. wicemistrzostwo. Bilardo nazywano ,,El narigon”- Wielki nos ale Bilardo miał jeszcze coś, co wyróżniało go w futbolowym środowisku. Skończył studia medyczne i został lekarzem. Pracował w najlepszych klubach: Estudiantes , Deportivo Cali, San Lorenzo, FC Sevilla i Boca Juniors. W tych dwóch ostatnich trenował Maradone. Jest jedną z najwybitniejszych postaci argentyńskiego futbolu ale we własnym kraju doceniono go dopiero, kiedy doprowadził kolumbijskie Deportivo do finału Copa Libertadores, po czym federacja kolumbijska powierzyła mu funkcje trenera reprezentacji. Kiedy Argentyna przegrała mundial w Hiszpanii, Bilardo jako trener mistrzowskiego Estudiantes w lidze Metropolitano, stał się naturalnym kandydatem na trenera kadry i był nim przez 8 lat.
Jego szkoła futbolu nazywana bilardizmo, nakazywała zawodnikom wykonywanie poleceń trenera i trzymanie się nakreślonych przez niego planów meczu. Z kolei Menottismo, szkoła Menottiego dawała graczom większą swobode ale mimo tych reguł Bilardo nie ograniczał piłkarzy i Argentyna pod jego wodzą grała w Meksyku bardzo ładnie, widowiskowo, strzelała sporo goli. Kiedy już zdobyła tytuł, w szatni na Estadio Azteca Bilardo się rozpłakał i jak twierdzi w swojej książce Maradona, powtarzał tylko nazwisko swojego mistrza, słynnego, nieżyjącego wówczas trenera Estudiantes Osvaldo Zubeldii. To on jako pierwszy trener w Argentynie rozpoczynał przygotowania do meczu od zebrania informacji na temat każdego zawodnika w drużynie przeciwnika i jej stylu. Bilardo przestrzegał tych zasad i w pewnym stopniu także dzięki temu, podczas mundialu we Włoszech doszedł z Argentyną do finału. Drużyna grała wtedy znacznie słabiej niż w Meksyku. Zwykle opanowany, nie wytrzymał, kiedy w finale mundialu w Meksyku Burruchaga strzelił gola na 3:2 a wszyscy piłkarze Argentyny przez minute się cieszyli. Bilardo krzyczał na nich, przeklinał, groził, kazał cofnąć się napastnikom a wszystko to miało być jasnym przekazem: ,,Co z tego że prowadzicie jednym golem. To jest finał mistrzostw świata, do końca meczu pozostało aż 5 minut a po drugiej stronie boiska stoją Niemcy!”.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11
6
@FCBparasiempre
16 marca
1983 r. na Anfield Road, FC Liverpool pokonał Widzew Łódź 3:2 w rewanżowym
meczu ćwierćfinałowym Pucharu Mistrzów i… odpadł z rozgrywek! Jeszcze w dniu
rewanżu Widzew zyskał niewielką przewagę. Wcześniej poważnym problemem były
kartki Andrzeja Grębosza. W związku z tym iż bohater pierwszego meczu pauzował,
na jego pozycji zagrał Tłokiński a więc była to strata po części podwójna. Tyle
że z drugiej strony Kenny Dalglish, lider Liverpoolu, z samego rana obudził się
z potężnym bólem brzucha i mimo wysiłków lekarzy po południu ogłoszono że nie
będzie w stanie zagrać. Jednak zawodnicy z Anfield sprawiali wrażenie, jakby ta
informacja ich nie dotyczyła. Po fatalnym zagraniu ręką Filipczaka, gola z
rzutu karnego strzelił dla gospodarzy Phil Neal. W tym okresie widzewiacy
bronili się jak nigdy przedtem. Dziennikarz ,,The Times” w swojej relacji
podkreślał że ,,Obrona Widzewa nie panikowała, choć po początkowym okresie,
kiedy składała się z 9 zawodników, szybko przeszła do ustawienia z jedenastoma
piłkarzami w okolicy własnego pola karnego. Teraz piłkarze Liverpoolu rzadko
pojawiali się na własnej połowie, walili raczej nieustannie w mur białych
koszulek”. Powodzenie przyniosła tradycyjna polska szkoła gry, czyli szybki
atak. Graeme Souness poślizgnął się, piłke przechwycił Rozborski i od razu
posłał ją do Smolarka a ten popędził na bramke Grobbelaara i został sfaulowany.
Sędzia podyktował rzut karny. Souness po meczu przyznał iż był to najgorszy
błąd w jego całej dotychczasowej karierze. Może wpływ na pomyłke Sounessa miała
śliska murawa. Przecież jeszcze na godzinę przed meczem była kompletnie zalana.
Tadeusz Świątek opowiadał że był wówczas zafascynowany systemem zupełnie w
Polsce nie znanym. Kilku pracowników chodziło po boisku i wbijało w nie
metalowe pręty. Wkrótce powierzchnia nadawała się do gry, była wręcz stworzona
do szybkiej wymiany piłki ale i błędów, takich jak ten, który przytrafił się
szkockiemu pomocnikowi. Pierwotnie karnego miał strzelać Smolarek. Trener Żmuda
zaznaczył że jeśli to on będzie faulowany, wtedy wykonawcą będzie kolega
Smolarka z pokoju Tłokiński i tak też się stało. Nie był to jakiś nadzwyczajnie
wykonany karny. Właściwie przy odrobinie szczęścia Grobbelaar mógł go obronić
ponieważ piłka przeleciała mu pod brzuchem. Tłokiński wypuścił powietrze, znowu
wszystko do niego docierało. Nawet na chwile ucichł doping, który większość z
nich pamięta do dziś jako najlepszy przy jakim kiedykolwiek grali. Gdy w 52
minucie Filipczak zagrał do Smolarka a ten podwyższył na 2:1, wszystko było
rozstrzygnięte. Liverpool strzelił jeszcze 2 gole ale do awansu potrzebował
czterech. Trener Paisley przed sezonem zapowiadał 4 trofea. Kilka dni przed
swoim pierwszym meczem z Widzewem przegrał w Pucharze Anglii a teraz odpadł z
Pucharu Europy. Pozostałe trofea zgarnął, wygrał tytuł mistrza Anglii oraz
Puchar Ligi.
,,Było
wielkie rozczarowanie. Byliśmy przekonani iż mamy najlepszy zespół w Europie.
Oczywiście Widzew nam zaimponował w pierwszym meczu, lecz wciąż uważaliśmy że
jesteśmy w stanie odrobić straty. To był w końcu Liverpool”- podkreślał
pomocnik Ronnie Whelan. Piłkarze Widzewa wygrali nie tylko awans ale również
uznanie angielskiej publiczności. Widzewiacy początkowo chcieli szybko umknąć
do szatni bo mieli w pamięci stek wyzwisk i przedmiotów, które leciały swego
czasu na nich z trybun Old Trafford. Spotkała ich jednak niespodzianka. Fani
The Reds urządzili Widzewowi owacje na stojąco a przecież początkowo było
zupełnie inaczej. Młynarczyk w pierwszej połowie miał za sobą kibiców z The
Kop, najtańszej trybuny zawładniętej przez najwierniejszych fanów. Na początku
gdy chodził po piłke, musiał wycierać twarz ze śliny miejscowych chuliganów,
uchylać się przed monetami, udawać że nie słyszy różnych odmian
najpopularniejszego słowa tworzących najbardziej wymyślne przekleństwa znane w
języku angielskim. Teraz wszystko się zmieniło. ,,Przeszły mnie dreszcze”-
przyznał Włodzimierz Smolarek, który potem paradował w oryginalnym hełmie,
który dostał od angielskiego policjanta, podobnie zresztą jak Tłokiński. To oni
byli największymi bohaterami tego meczu. Wieczorem podczas kolacji Paisley
rozmawiał nawet ze Smolarkiem, sondował możliwości jego przejścia do klubu z
Anfield. Pan Włodek już wcześniej miał oferty z europejskich klubów, choćby w
tym samym roku negocjował z Hellas Verona, która wkrótce miała stać się jedną z
najmocniejszych włoskich drużyn ale Liverpool to był zupełnie inny poziom.
Zresztą Smolarek był wówczas rozchwytywany, wiadomo że był bardzo zaawansowany
w rozmowach z Eintrachtem i ostatecznie trafił właśnie do niemieckiego klubu,
tyle że 3 lata później. Podczas gdy rozmawiał z przedstawicielami Liverpoolu i rozdawał
autografy, z Tłokińskim wstępnie negocjowali przedstawiciele RC Lens, którzy
przyjechali, a jakże, po Smolarka. Ówczesny trener Lens, Gerard Houllier i jego
asystent Joachim Marx, były reprezentant Polski, mieli przełamać lody pomiędzy
Smolarkiem a Francuzami. Po pierwszej rozmowie z trenerem Żmudą wiadomo było że
nic z tego nie wyjdzie. Żmuda zaproponował więc Tłokińskiego. Do Polski
piłkarze Widzewa wracali jako bohaterowie już nie tylko łodzi ale całego kraju.
Stali się jego ambasadorami, tak jak kiedyś w latach 60-tych piłkarze Górnika
Zabrze, którzy walczyli i zwyciężali w meczach z największymi drużynami Starego
Kontynentu. Pokonując Liverpool stali się na pewno jedną z dwóch największych
drużyn klubowych w historii polskiego futbolu. Przez długie jeszcze miesiące na
stadionach Polski byli witani owacyjnie, wizytowali zakłady pracy, domy
dziecka, zakłady karne. Było to apogeum popularności Widzewa bo przecież zespół
już od dłuższego czasu był numerem 1 w kraju, co zresztą doskonale wykorzystywał
prezes Sobolewski, wprowadzający wbrew wszystkim swój kapitalistyczny model
zarządzania. Fani z całej polski wysyłali prośby o pamiątki do klubu. Widzew
stał się więc symbolem i wzorem. Dziennikarze usłyszeli nawet pod szatnią
poznańskiego Lecha, jak Wojciech Łazarek, trener bezpośredniego rywala łodzian
do wygrania mistrzostwa Polski, krzyczy na odprawie: ,,Musicie grać twardo!
Musicie być jak Widzew!”.
To co
wyprawiał wówczas Widzew w Europie przechodzi ludzkie pojęcie, zwłaszcza że
grał już bez Bońka, który odszedł do Juventusu. Czegoś takiego nie dokonał
żaden Polski klub i raczej już nie dokona. Ja osobiście jako gówniarz oglądałem
ten mecz w Polskiej telewizji i byłem wówczas tak szczęśliwy i dumny że nie
zapomnę tego do końca życia! Jeśli ktoś jest zainteresowany historią ,,tamtego”
Widzewa to polecam książke ,,Wielki Widzew”.
Gorąco
pozdrawiam wszystkich sympatyków Widzewa!
6
Spektakularny wyczyn w dziejach polskiego futbolu:
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360
11
Duma Katalonii w Lidze Mistrzów:
16 marca 1994 r. FC Barcelona pokonała w fazie grupowej LM Spartak Moskwa 5:1(1:1) na Camp Nou. W grupie A faworytem do zwycięstwa była oczywiście Blaugrana, której głównym problemem pozostawał wciąż obowiązujący limit trzech obcokrajowców w meczu. Cuyff miał w składzie Koemana, Laudrupa, Stoiczkowa i Romario, więc wybór był trudny a jeden gwiazdor każdorazowo obrażony. Najpierw padło na Stoiczkowa, choć to właśnie 2 gole Bułgara w rewanżowym meczu drugiej rundy kwalifikacji z Austrią Wiedeń zapewniły Barcie awans do fazy grupowej. W drugim meczu na ławce zasiadł Romario, w trzecim Laudrup, podobnie jak i w czwartym. Właśnie mecz tej serii, wygrany ze Spartakiem 5:1 był pierwszym, w którym popis dał duet rywalizujących ze sobą na boisku ale przyjaźniących się szczerze poza nim(Stoiczkow został chrzestnym dziecka Romario) napastników. W piątym znowu na trybunach zasiadł Stoiczkow a w szóstym Laudrup. Jak widać nietykalny był tylko Ronald Koeman.
@Adran360
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
8
Zapomniane legendy FC Barcelony:
16 marca 1930 r. urodził się Ramón Villaverde, urugwajski pomocnik. Zakup Urugwajczyka z Kolumbijskiego Millonarios F.C. był jednym z największych transferów FC Barcelony lat 50-60 z poza Europy. Grał najczęściej w środku pomocy albo na skrzydle ale nawet grając na skrzydle często schodził do środka, gdzie w pełni wykorzystywał swój niezwykły talent do czytania gry. Podobnie jak wielu latynoamerykańskich graczy w jego czasach, Villaverde miał potężny strzał i niesamowitą kontrolę, w tym niezwykłą umiejętność omijania przeciwników bez pozornie nawet dotykania piłki. On i galicyjski napastnik Luis Suárez doskonale się rozumieli, podczas gdy jego fani i koledzy szczególnie cenili jego prosty, przyziemny charakter. Był także wspaniale zdyscyplinowany, jeśli chodzi o swój potencjał, co wydatnie pokazał w sezonie 1963/64, kiedy zgodził się spędzić ostatni rok swojego kontraktu na wypożyczeniu w Racing Santander, mówiąc: „Nie jestem jeszcze za stary na piłkę nożną, ale jestem za stary, by grać dla Barçy”. Villaverde w barwach Blaugrany zdobył 151 goli, zdobywając 2 mistrzostwa Hiszpanii, 2 Puchary Miast Targowych oraz 2 Puchary Hiszpanii.
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360
11
Czy wiecie że…
16 marca 1920 r. FC Barcelona rozegrała towarzyskie spotkanie ze Slavią Praga na ,,Camp del Carrer Industria”, wygrane nie bez trudu 3:2. Był to pierwszy mecz w historii z drużyną z Europy środkowowschodniej.
@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
15
Rekordy ,,La Pulgi”:
16 marca 2014 r. Lionel Messi strzela hattricka w meczu La Liga z Osasuną, czym bije rekord klubowy Blaugrany należący do Paulino Alcantary(395 goli). Niektóre źródła błędnie podają 369 goli Alcantary. Tutaj oficjalnie: https://www.fcbarcelona.com/en/card/648422/paulino-alcantara
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Adran360
0
@Foton Nie rozumiem co masz na myśli? Jakiego towaru?
8
Wobec takiej historii, żaden cule nie może przejść obojętnie:
16 marca 1938 r. Barcelona została zbombardowana przez włoskie lotnictwo. Od początku wojny domowej niektórzy piłkarze Barçy wraz z zawodnikami Athletic Bilbao uczestniczyli w walkach. Rok wcześniej po zamordowaniu Josepa Sunyola, sekretarz generalny Rossend Calvet wraz z trzema byłymi działaczami klubu załatwił Blaugranie tournée po Ameryce Południowej. Część piłkarzy zdecydowała się zostać w Meksyku a Balmanya i Escola uciekli do Francji. W 1938 r. podczas jednego z nalotów na Barcelone, jedna z bomb spadła na budynek siedziby Barçy, w którym znajdowały się trofea i dokumenty klubowe. Calvet wraz z Josepem Cubellsem i innymi działaczami przez kilka dni odzyskał większość przedmiotów.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@FcPortoFan1999 Akurat pisząc ten artykuł nie miałem na myśli meczu eliminacyjnego do mistrzostw świata ale można to potraktować jako swego rodzaju zapowiedź tego klasyku.
7
Aneks do Copa America 1957:
Właściwie wynik meczu z Brazylią nie powinien tak długo stać pod znakiem zapytania. Argentyńczycy mieli miażdżącą przewagę, stwarzali kolejne okazje, strzelali raz za razem 3 minuty przed ostatnim gwizdkiem sędziego twardy prawy łącznik racingu humberto maschio podwyższył wynik na 2:0. Na fali ulgi, która ogarnęła wówczas prowadzących, skrzydłowy independiente oswaldo krusowi dołożył trzeciego gola i Argentyna mając jeden mecz w zapasie zdobyła Mistrzostwo Ameryki Południowej po raz 11 w historii a kiedy piłkarze fetowali jeszcze sukces na murawie estadionacional w limie, jeden z działaczy wręczył mikrofon obrońcy River Plate Federico vairo. Choć vairo był liderem drużyny, na jego łagodnej twarzy zwykle Malowała się troska. Tym razem jednak zawładnęły nim inne emocje. Próbował się opanować, chwycił mocniej mikrofon ale gdy zaczął mówić głos mu Drżał. ,, to wszystko (zaczął niepewnie) to wszystko dzięki tym caras sucias, dzięki tym pięciu sinverguenzas". Głos odmówił mu posłuszeństwa, oddał więc mikrofon człowiekowi, który wcześniej wypchnął go do przodu. Zdołam powiedzieć tylko jedno zdanie ale w zdaniu tym nie dość że nadał drużynie nazwę, pod którą przeszła do historii, to jeszcze podsumował ducha argentyńskiego futbolu tamtych czasów. Wszyscy wiedzieli kogo miał na myśli. Piątka graczy ofensywnych: orestes korbatta, humberto maschio, Antonio angelio Omar sivori i oswaldo Cruz, była postrachem rywali przez cały turniej, Prezentując piłkę techniczną, płynną i sprawiającą wrażenie radosnej. Faktycznie trudno o lepsze określenie tych pięciu zawodników, którzy poprowadzili Argentynę do zwycięstwa w campeonato sudamericano. Los Angeles com caras sucias"(aniołowie o brudnych twarzach) to ukłon wobec filmu z 1938 roku z Jimmy kagneyem i humprejem bogartem a zarazem nawiązanie do bezczelności i beztroski ich stylu gry oraz co najmniej swobodnego podejścia do treningów. Z czasem Carasucias(przydomek skrócił pełną nazwę, pomijając kwestię ich anielskości) stali się symbolem tyleż wielkiej, co utraconej przeszłości argentyńskiej piłki; Złotego Wieku, w którym wiodły talent, zuchwalstwo i zabawa i w którym nikomu nie śniła się jeszcze epoka odpowiedzialności i sceptycyzmu. Przeszłość bywa idealizowana, coś o tym wiemy ale poczucie straty, kiedy ów Złoty wiek przeminął było z pewnością prawdziwe: nostalgia za iluzoryczną przeszłością, kiedy świat nadal się stwarzał a idealizm nie podporządkowywał się jeszcze cynizmowi, stworzyła psychodramę argentyńskiego futbolu a może i całej Argentyny.
@Sysia11
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Adran360
@Arkon
0
@FcPortoFan1999 No może i masz racje...
0
@FcPortoFan1999 No powiedzmy ale i tak miałbym wkurwiające oglądanie, gdyż mecz jest na Canal + , którego nie posiadam a te strimy mnie wkurwiają bo idą, idą i nagle stają!
0
No prosze Real Madrid zagra na Estadio de la Ceramica a więc musze nie oglądać!
11
Czy wiemy że:
15 marca 1892 r. narodził się jeden z najpopularniejszych klubów na świecie. Liverpool Football Club mógłby się nigdy nie narodzić, gdyby nie jedna postać. W roku 1892 powstał spór o najem, w efekcie czego Everton opuścił Anfield, a prezes klubu John Houlding został wspólnie z garstką fanów i tylko trzema zawodnikami z pierwszego zespołu. Jednak był zdecydowany tworzyć historię piłki nożnej w mieście. Utworzył więc od podstaw nowy klub, wybrał nazwę Liverpool... i stworzył legendę. Nawet on sam nie mógł przewidzieć jak udany będzie jego plan. Po ponad 120 latach, ,,The Reds” jest jednym z najbardziej utytułowanych klubów na świecie, 19-krotni Mistrzowie Kraju, 8-krotni zwycięzcy FA Cup, 9-krotni zwycięzcy Pucharu Ligi, 6-krotni zdobywcy Pucharu Europy i 3-krotni zdobywcy Pucharu UEFA.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
1
@FcPortoFan1999 No dokładnie! Ten obecny format Ligi Mistrzów i nieliczące się podwójnie gole na wyjeździe, to jest dla mnie krótko mówiąc pojebane!
7
Blaugrana w Lidze Mistrzów:
15 marca 1995 r. FC Barcelona przegrała w Paryżu z tamtejszym PSG 2:1 w ćwierćfinale rewanżowego starcia w Lidze Mistrzów i odpadła z rozgrywek. Gole dla PSG zdobyli Rai i Guerin; honorowe trafienie dla Barçy zaliczył Bakero. W pierwszym meczu na Camp Nou padł wynik 1:1. Jak widzimy już wówczas PSG mocno zalazło nam za skóre. Niejako ciekawostką jest fakt iż bramki Barçy strzegł wówczas Carles Busquets(ojciec Sergio).
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
9
Cruijff i spółka wyeliminowali Aston Ville:
15 marca 1978 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Aston Ville 2:1 w rewanżowym meczu ćwierćfinału Pucharu UEFA. Jako że w pierwszym meczu na Villa Park padł remis 2:2, do półfinału awansowała Duma Katalonii. Gole strzelili: Migueli oraz Asensi.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
1
@Safrani No nie!? Ja sam ją dopiero wczoraj odkryłem na internecie. Fajna to nawet za mało powiedziane. Wprost niesamowita!
11
Ufo nad stadionem we Florencji:
Zabieram was do roku 1954, a konkretnie 27 października, kiedy to Niezidentyfikowany Obiekt Latający przerwał mecz piłki nożnej. Pamiętacie słynną historię, jakoby słuchowisko radiowe ‚Wojna Światów’ H.G. Wellsa, miało wywołać ogólnonarodową panikę wśród obywateli USA, którzy uwierzyli, że spiker podaje w radiu prawdziwy komunikat o inwazji istot pozaziemskich? W rzeczywistości wydarzenia z 30 października 1938 roku sprowadzały się do kilku pojedynczych przypadków łatwowiernych słuchaczy z New Jersey, którzy uwierzyli w desant sił kosmicznych i dopiero w późniejszych latach ta anegdota urosła do rangi legendy i przybrały niebotyczne rozmiary, upiększana przez kolejnych bajarzy. Szesnaście lat później 10 tysięcy osób zebranych na arenie Stadio Artemio Franchi, nie musiało włączać odbiorników radiowych. UFO ukazało się im oczom w pełnej krasie. Fiorentina rozgrywała akurat spotkanie z Pistoiese i kontrolowała mecz, gromiąc rywala 6-2. Piłkarze zapewne myśleli już, czy na kolację zjeść pizze, czy lasagne i lampką, jakiego wina zapić wieczorną strawę, kiedy to ich uwagę przykuło coś, czego absolutnie nikt się nie spodziewał. Umówmy się. Włosi to naród, który uwielbia ubarwiać przeróżne historyjki i skłonni bylibyśmy zbyć opowieść o statku kosmicznym machnięciem ręki, ale jeśli 10000 osób, plus piłkarze, sztab szkoleniowy i chłopcy od podawania piłek twierdzą, że widzieli coś na niebie i nie był to ptak, ani samolot, ani nawet superman… to wiedz, że coś się działo. Nie był to nawet talerz, wyrzucony przez okno przez temperamentną, włoską ragazzę, która chwilę wcześniej dowiedziała się o zdradzie swojego niewiernego chłopaka i ciskała w niego wszystkim, co miała pod ręką. Świadkowie twierdzili, że Niezidentyfikowany Obiekt Latający przypominał kształtem jajko i zawisł na niebie na kilkanaście minut. Mecz oczywiście został przerwany, tłum najpierw wydał z siebie nieartykułowany krzyk, a następnie wgapiał się w dziwaczne zjawisko.
Zresztą UFO zauważyli również inni mieszkańcy Florencji, którzy tego dnia znajdowali się poza stadionem. Carabinieri oraz prasa odebrała tego popołudnia wiele zgłoszeń opowiadających o dziwach, mających miejsce wysoko nad ziemią. Co ciekawe, wizycie latającego dysku, towarzyszył opad mazi przypominającej lepką bawełnę, która pokryła wiele miejsc toskańskiego miasta. Tajemniczy, jajowaty obiekt, mieniący się srebrnym światłem widziano jeszcze przez kilka dni nad różnymi miejscowościami regionu.
„Pamiętam wszystko od A do Z. Gdy rozgrywaliśmy mecz, nagle wszystko się zatrzymało, ponieważ wszyscy zaczęli intensywnie spoglądać w niebo. Gdy tam spojrzałem, ujrzałem coś dziwnego, przypominającego kształtem jajko, było świecące, owalne i poruszało się bardzo, bardzo wolno. Byliśmy zdumieni, ponieważ nigdy wcześniej nie widzieliśmy czegoś podobnego. Odkąd tylko to ujrzeliśmy, byliśmy absolutnie zszokowani.”- Wspominał po latach Arcadio Magnini, który przywdziewał wówczas fioletowe barwy. Chociaż substancja, która spadła na Florencję topiła się w promieniach słońca, to jeden z miejscowych dziennikarzy zdołał zachować jej próbkę, chowając nabraną na patyczek maź do pudełka zapałek. Naukowcy, którzy przebadali skład waciastej substancji, stwierdzili zawartość krzemu, wapnia, magnezu i boru. Pajęczyna, unosząca się w powietrzu, która przybrała jajowaty kształt! To była odpowiedź uczonych, twardo stąpających po Ziemi. Wszak październik jest miesiącem migracji pająków. Sporych rozmiarów pajęcze sieci, dryfujące w powietrzu odbijały światło słoneczne, przez co przywodziły na myśl UFO. Nonsens!– odpowiadają znawcy tematu, zdejmując z głowy swoje foliowe czapeczki i drapiąc się po nich. – To na pewno próba zamydlenia nam oczu, taka sama jak w przypadku komunikatu o balonach meteorologicznych, które spadły nad Roswell. Przyznam szczerze, że samemu ciężko mi się przełyka wytłumaczenie o pajęczych sieciach. Tym bardziej że entuzjaści UFO argumentują, iż wydzielina pajęczaków składa się jedynie z azotu, tlenu, wodoru i wapnia. Dodatkowo podobna maź, miała towarzyszyć pokazaniu się UFO w takich miejscach jak: Irlandia (w 956 roku), Norymberga (1561r.), Oloron (1952 rok) i Selkirk (1980 rok). Co stało się nad Stadio Artemio Franchi? Tego zapewne nigdy się nie dowiemy… Lecz uczestnicy tamtych zdarzeń, są pewni swego. Chociażby gracz Pistoiese Romolo Tuci: ,,W tamtych czasach ludzie lubili rozprawiać o życiu na Marsie czy UFO w Ameryce, a my przeżyliśmy takie doświadczenie, widzieliśmy to konkretnie. Myślę, że to było coś z innej galaktyki. Byliśmy na stadionie i widzieliśmy to”. Wielu fanów Violi uważa, że obcy przybyli na ziemię, by udzielić błogosławieństwa ich klubowi i tchnąć w nich kosmiczną moc. Niespełna dwa lata później, Fiorentina sięgnęła po swoje pierwsze Scudetto.
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360
8
Żywe legendy argentyńskiego futbolu:
14 marca 1955 r. urodził się Daniel Bertoni, napastnik. Mistrz świata z 1978 r., 3-krotny zdobywca Copa Libertadores oraz zdobywca Pucharu Interkontynentalnego z 1973 r. z CA Independiente. Bertoni jest wychowankiem Quilmes Atlético Club. To w jego barwach zadebiutował w 1971 roku w drugiej lidze argentyńskiej mając zaledwie 16 lat. W 1973 roku Bertoni przeniósł się do innego klubu ze stolicy- Independiente. Od razu zaczął grać w podstawowym składzie i jeszcze w tym samym roku wywalczył Copa Libertadores (wystąpił w obu meczach z Colo Colo Santiago). Niedługo potem zdobył kolejne trofeum – Puchar Interkontynentalny, w którym to Independiente pokonało 1:0 Juventus Turyn. Rok później Bertoni znów wystąpił w finale Pucharu Wyzwolicieli a Independiente tym razem okazało się lepsze od São Paulo FC. W 1975 klub po raz trzeci z rzędu powtórzył ten sukces pokonując Unión Española Santiago. Od tego czasu Bertoni nie osiągał już sukcesów z Independiente na arenie międzynarodowej, lecz na krajowej, gdy w latach 1977 i 1978 wywalczył z nim mistrzostwo fazy Nacional. Latem 1978 Bertoni opuścił ojczyznę i wyjechał do Europy. Jego pierwszym klubem na tym kontynencie była hiszpańska Sevilla FC. Pierwszy sezon miał mniej udany, gdy zdobył tylko 8 goli w lidze a z Sevillą zajął 11. pozycję ale w kolejnym zagrał już dużo lepiej zdobywając 16 goli i zostając najlepszym strzelcem zespołu, który zakończył rozgrywki na 8. miejscu w tabeli.
W 1980 roku Bertoni wyjechał do Włoch. Przez pierwsze 4 sezony grywał we Fiorentinie. W 1982 roku osiągnął z nią wicemistrzostwo Włoch (zdobył 9 goli) ale z czasem tracił miejsce w składzie i w swoich dwóch ostatnich sezonach w klubie z Florencji opuścił prawie 30 ligowych spotkań a w ostatnim (1983/1984) zajął z nim 3. miejsce. W 1984 roku Bertoni przeszedł do SSC Napoli, gdzie w linii ataku grał ze swoim rodakiem, Diego Maradoną, jednak z klubem nie osiągnął większych sukcesów. W sezonie 1986/1987 Daniel grał w Udinese Calcio, w którym zdobył zaledwie jednego gola i spadł z nim do Serie B. Po tamtym sezonie zakończył piłkarską karierę w wieku 32 lat. W reprezentacji Argentyny Bertoni zadebiutował w 1974 roku. W 1978 roku został powołany przez selekcjonera Césara Luisa Menottiego do kadry na Mistrzostwa Świata, których gospodarzem była Argentyna. Tam występował w podstawowym składzie w ataku u boku Mario Kempesa oraz Leopoldo Luque. Już w pierwszym meczu przeciwko Węgrom zdobył zwycięskiego gola, ustalającego wynik meczu na 2:1. Grał we wszystkich meczach, także w finałowym z Holandią, gdy w 116. minucie pokonał Jana Jongbloeda i Argentyna wygrywając 3:1 została mistrzem świata. W 1982 roku Bertoni ponownie znalazł się w kadrze "Albicelestes" na mistrzostwa świata, tym razem był to mundial w Hiszpanii. Tam podobnie jak 4 lata wcześniej był podstawowym zawodnikiem kadry i grał we wszystkich meczach, jednak Argentyna nie obroniła mistrzostwa i odpadła już w drugiej rundzie przegrywając 1:2 z Włochami oraz 1:3 z Brazylią. Podobnie jak na mundialu w Argentynie tak i tu zdobył 2 gole, oba w grupowych meczach: z Węgrami (4:1) oraz Salwadorem (2:0). Po tym turnieju Bertoni zakończył reprezentacyjną karierę. W kadrze przez 8 lat wystąpił łącznie w 31 meczach i zdobył w nich 12 goli.
@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
@Symson
9
Wybitne legendy polskiego futbolu:
14 marca 1946 r. urodził się Zygmunt Anczok. Zygmunt Anczok uważany jest za najlepszego lewego obrońcę w historii polskiej piłki nożnej. Karierę piłkarską rozpoczął w 1959 roku w Sparcie Lubliniec, w którym występował do 1963 roku. Następnie przeniósł się do Polonii Bytom, z którym odnosił spore sukcesy na arenie krajowej i międzynarodowej. Ból głowy związany z obsadą lewej obrony był całkowicie obcy selekcjonerowi reprezentacji Polski na przełomie lat 60-tych i 70-tych. Dysponowali bowiem w swoich szeregach jednym z najlepszych specjalistów od gry na tej flance defensywy na świecie- Zygmuntem Anczokiem. Potwierdzeniem tej pozycji w międzynarodowym futbolu było powołanie zawodnika grającego wówczas w Polonii Bytom do reprezentacji Europy przez Seppa Herbergera na mecz pożegnalny Lwa Jaszyna rozgrywany w Moskwie przy stu tysiącach widzów. Akurat w tamtym starciu zagrał on na prawej stronie obrony. Zyskał jednak bardzo pozytywne recenzje a dodatkowo zdobył na własność piłke, którą rozegrano spotkanie i zebrał na niej autografy swoich kolegów z boiska. A było od kogo zbierać. U jego boku wystąpili między innymi Bobby Charlton, Gerd Müller, Dragan Dżajič, Christo Bonew czy Giacinto Facchetti. On sam zmienił Jeana Djorkaeffa(ojca przyszłego mistrza świata- Youriego) po przerwie. W tym gronie mistrzów i medalistów najważniejszych imprez Anczok nie był postacią anonimową. O jego sile zdołali się już wcześniej przekonać Garrincha, Pele czy Allan Ball.
,,Anczok w szybkim tempie wyrósł nam na obrońcę klasy doprawdy już międzynarodowej. Nazywanie go ,,polskim Facchettim” jest już uzasadnione. Anczok jest na tą chwile najlepszym naszym piłkarzem”- pisali dziennikarze po meczu reprezentacyjnym z Anglią, gdy stanowił mur nie do przebicia dla dumnych synów Albionu. Wielkie wrażenie robiła jego elegancja, szybkość i wytrzymałość ale przede wszystkim dalekie ofensywne wypady, rzadkie jeszcze wtedy u zawodników na jego pozycji. Sam wziął ten styl od Facchettiego, którego podglądał dzięki… nielegalnie oglądanej czechosłowackiej telewizji. Znakomita wydolność pozwalała mu bez szwanku dla drużyny wracać do swojej formacji, gdzie już z wielką pieczołowitością zajmował się przeciwnikiem. Swoimi występami w kadrze przeciwko Brazylii, Argentynie czy Anglii wywołał tak wielkie wrażenie że już jako 20-latek został pierwszym w historii Piłkarzem Roku w plebiscycie katowickiego ,,Sportu”. Ten elegancki, dystyngowany wręcz obrońca był autorem ,,psikusa” zrobionego sędziemu Padureanu na pomeczowym bankiecie. Rumuński arbiter w starciu z Bułgarią wyraźnie forował rywali. Anczok udał że ostrzy nóż i pokazał sędziemu kilka wyzywających gestów. Podobno ten nieomal wybiegł z sali… Duże sukcesy odnosił także ze swoim klubem na arenie międzynarodowej. W 1965 r. z Polonią Bytom zdobył Puchar Rappana. Brał udział w obu spotkaniach finałowego dwumeczu przeciwko Lokomotiwowi Lipsk. Kilka miesięcy później przyczynił się do sukcesu w rozgrywkach Interligi oraz Pucharu Ameryki, czyli prestiżowych turniejach organizowanych w USA dla europejskich zespołów. Po powrocie do kraju kibice z Bytomia nieśli na rękach cały zespół, od dworca aż do stadionu.
Na pierwsze(i jedyne) mistrzostwo Polski w karierze musiał jednak poczekać do przenosin w szeregi Górnika Zabrze. Złoto udało mu się zdobyć w sezonie 1971/72. Był to zresztą szczęśliwy dla niego rok. Kilka miesięcy po triumfie w lidze odniósł swój największy sukces reprezentacyjny. Razem z zespołem trenowanym przez Kazimierza Górskiego zdobył mistrzostwo Olimpijskie. Anczok czuwał nad lewą stroną w każdym z 7 meczów tego turnieju. Niewiele później musiał jednak zakończyć poważną karierę. Wielokrotne kontuzje kości śródstopia uniemożliwiły mu wyjazd na Mistrzostwa Świata w RFN. W tym samym czasie zagrał po raz ostatni w Ekstraklasie. Swój bilans zamknął na 232 meczach i czterech medalach(złoto, srebro i dwa razy brąz). Zdobył także Puchar Polski z Górnikiem. Na mistrzostwach świata w RFN zastąpił go Adam Musiał. Zrobił to poprawnie, dał bardzo dużo drużynie. Czy gdyby Anczok był zdrowy i utrzymał miejsce w zespole, to osiągnęlibyśmy więcej? Pewnie nie ale przez to, że nie mógł uczestniczyć w mundialu, wielu kibiców o nim zapomina. Zresztą złoci medaliści z Monachium, którzy później nie zagrali na mistrzostwach świata, nie cieszą się taką popularnością jak ekipa z 1974 r. Zupełnie niesłusznie, bo bez takich graczy jak Anczok, Kraska, Ostafiński, Szołtysik czy Marx nie byłoby sukcesu z 1972 r., a co za tym idzie dużo trudniej byłoby o dobry wynik w RFN.
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Adran360
0
@FcPortoFan1999 Wiem że znany. Napisałem że nieco zapomniany, choć nie zauważyłem żeby kiedykolwiek ktoś na łamach fcbarca.com o nim wspominał a już raczej nie w dzień jego urodzin.