FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
@FcPortoFan1999 No nie wiem jakby postąpił, ciężko teraz coś takiego stwierdzić, można tylko spekulować...
4
@FCBparasiempre
Nie był to
już seryjny zwycięzca z FC Barcelony, który z jakichś powodów obniżał loty
zakładając reprezentacyjną koszulke. Zobaczono w nim człowieka, nie maszyne do
wygrywania. Nikt nie mógł mieć wątpliwości ze naprawdę mu zależy. Nikt nie
wątpił że zwyczajnie nie zasłużył na wszystko co go dotąd spotkało i czemu
postanowił położyć kres schodząc ze sztucznej nawierzchni MetLife Stadium w
East Rutherford. W końcu okazał jakąś słabość, więc jedyne co trzeba było teraz
zrobić to pomóc mu wyjść z dołka. W Argentynie rozpoczęła się kampania mająca
wpłynąć na zmianę jego decyzji. O rezygnacji Messiego dyskutowano nawet w
politycznych programach argentyńskiej telewizji. Na elektronicznych rozkładach
jazdy metra w Buenos Aires wyświetlano napisy ,,No te vayas, Lio”(leo nie
odchodź). Martino podał się do dymisji i nowym selekcjonerem został Edgardo
Bauza, który doprowadził San Lorenzo do zwycięstwa w Copa Libertadores.
Wiedziano że ma świetne relacje z Messim i faktycznie zdołał namówić gwiazde
Blaugrany do powrotu. Jednak zarówno wyniki, jak i gra reprezentacji pod Bauzą
były fatalne. Nowy selekcjoner został zwolniony już po 9 miesiącach, kiedy
wyglądało na to że Argentyna nie zdoła zakwalifikować się na mundial w 2018 r.
Zdesperowana AFA zwróciła się do Jorge Sampaoliego, ucznia Bielsy, który
odnosił wielkie sukcesy z Universidad de Chile a następnie doprowadził
reprezentacje tego kraju do dwóch wygranych w Copa America. Seria trzech
remisów sprawiła że w ostatniej kolejce eliminacji Albicelestes musieli pokonać
na wyjeździe Ekwador. Zrobili to oczywiście dzięki hattrickowi Messiego w
wygranym 3:1 meczu. Zasadnicze problemy, przed którymi stała reprezentacja
jednak nie zniknęły. W Chile Sampaoli był w stanie sprawić że drużyna grała
intensywnym pressingiem, gdyż miał do dyspozycji grupe zawodników chętnych do
współpracy i przyzwyczajonych już do tego stylu przez Bielse. W przypadku kadry
Argentyny nie dość że brakowało mu czasu na wprowadzenie swoich metod, to
jeszcze odziedziczył grupę niezdarnych defensorów, którzy nie byli
przyzwyczajeni do bronienia wysoką linią z dala od własnej bramki. Nie mówiąc
już o tym że wielu ważnych zawodników(z Messim na czele) albo nie potrafiło,
albo nie chciało podporządkować się wymaganiom stylu bazującego na pressingu i
naciskaniu rywali. Po remisie 1:1 z Islandią w pierwszym swoim meczu mundialu w
Rosji Argentyńczycy mieli zmierzyć się z Chorwatami. W trakcie hymnów Messi
nerwowo pocierał twarz. Wcześniej nie wziął udziału w zorganizowanym z okazji
Dnia Ojca ,,asado” w bazie reprezentacji. Spędził tamten wieczór samotnie, nie
kryjąc niepokoju. Do przerwy było 0:0 ale Argentyńczycy grali słabo. Siedzący
na ławce Sampaoli wyglądał wręcz na chorego, jego poszarzała twarz błyszczała
od potu. Trudno było nie mieć wrażenia że zdaje sobie sprawę iż jego drużyna
znalazła się na krawędzi. W końcu ściągnął marynarke i zaczął bezsilnie
wymachiwać wytatuowanymi rękami, niezdolny do powstrzymania fali anarchii jaka
pozbawiała właśnie Argentyne szans na sukces w tym meczu. Chorwacja wygrała 3:0
a łatwość z jaką Rakitič zdobył trzeciego gola wywoływała sarkastyczne
uśmiechy. Sampaoli wpadł w pułapke, niezdolny do narzucenia piłkarzom własnej
wizji futbolu ale niechętny również czemuś, co próbowali zrobić dwaj jego
poprzednicy- zbudowaniu drużyny wokół Messiego. Efektem był chaos i brak
dyscypliny, w którym zbyt wielu piłkarzy próbowało zrobić zbyt wiele na własną
rękę. Biegali po murawie jak wariaci, za często faulowali podczas desperackich
prób odzyskania piłki, za mało myśleli i choć trudno winić Messiego za bałagan
w defensywie to jego udział w grze ofensywnej był znikomy. W całym meczu miał
tylko 49 kontaktów z piłką, z czego w ciągu ostatniego kwadransa zaledwie sześć.
Zniknął akurat wtedy kiedy ojczyzna znalazła się w potrzebie. Trudno nie
widzieć absurdu ukrytego w tym ostatnim zdaniu. Dlaczego wszystko miało znów
zależeć wyłącznie od niego? Jak to możliwe ze w kraju tej skali nie mógł liczyć
na wsparcie żadnego z partnerów? Czy ktokolwiek byłby w stanie udźwignąć tak
ogromną presje? Z jakim ciężarem musi wiązać się świadomość iż błysk geniuszu
uważany jest za standard a jakikolwiek słabszy występ oznacza potępienie? W
ostatnim meczu fazy grupowej Argentyna musiała pokonać Nigerie i liczyć na to
że Islandia nie zdoła wygrać z Chorwacją. Messi kolejny raz stanął na wysokości
nakładanego nań przez naród zadania i zdobył pięknego gola na 1:0. Awans został
jednak przypieczętowany dopiero w samej końcówce przez najmniej spodziewanego
strzelca- Marcosa Rojo, który trafił z woleja swoją słabszą nogą. Z turniejem
drużyna pożegnała się wprawdzie po epickim boju z idącymi wtedy po złoto
Francuzami ale choć porażka 3:4 nikomu ujmy nie przyniosła, była to wciąż
porażka i trudno było nie myśleć że gdyby Argentyńczycy zajeli pierwsze miejsce
w grupie nie musieliby mierzyć się z faworytami turnieju tylko podążać ścieżką,
która przez mecze z Danią, Rosją i Anglią doprowadziła Chorwacje aż do finału.
Jak już
wspomnieliśmy, Conmebol wciąż zagęszczał kalendarz rozgrywek Copa America
szukając sposobów na finansowe wsparcie pogrążonych w tarapatach federacji. Dla
Argentyny i Messiego oznaczało to więc kolejne szanse na zakończenie
przedłużającego się okresu czekania na trofeum. Turniej rozgrywany w Brazylii w
2019 r. odbywał się przynajmniej zgodnie z kalendarzem ale Argentynie ponownie
się nie udało. Przegrała pierwszy mecz z Kolumbią, później odniosła niezbyt
przekonywujące zwycięstwo 2:0 z Katarem, co dało jej awans do dalszych gier, lecz
w półfinale gospodarze pokonali ją 2:0. Federacja podziękowała za pracę
Sampaolemu i zatrudniła na jego miejsce Lionela Scaloniego, którego główną
zaletą było to że jako członek sztabu szkoleniowego poprzedniego selekcjonera
znajdował się akurat pod ręką i wiele nie kosztował. Z upływem czasu okazało
się iż nie był to tylko wybór na przeczekanie. Choć działacze AFA zatrudnili go
niemal przez pomyłke, dawny boczny obrońca Deportivo La Coruña, West Hamu i
Lazio krok po kroku budował drużynę, która znów pozwoliła Messiemu zabłysnąć.
Być może gdyby Copa America 2020 odbywała się zgodnie z kalendarzem na sukces
byłoby jeszcze za wcześnie ale pandemia koronawirusa doprowadziła do zmiany
planów i przesunięcia turnieju o rok. Chaos organizacyjny wydawał się tym razem
zrozumiały. Początkowo impreza miała się odbyć w Kolumbii i Argentynie ale
Kolumbijczycy wycofali się ze względu na trwające w kraju zamieszki a
pandemiczne obostrzenia uniemożliwiły także zaproszenie uczestników Copa
America do Argentyny. Będący koronasceptykiem prezydent Brazylii Jair Bolsonaro
z radością skorzystał z okazji, choć nawet w jego kraju większość meczów odbyła
się bez udziału publiczności. W nowym formacie rozgrywek planowano początkowo
podzielić uczestników na dwie 6-drużynowe grupy ale po tym jak z powodu
pandemii wycofali się goście z innych kontynentów(Australia i Katar)
ostatecznie w każdej z grup zagrało 5 ekip. Ażeby wyeliminować 2 najsłabsze i
tym samym wyłonić ćwierćfinalistów trzeba było rozegrać aż 20 spotkań.
Argentynie ten długi rozbieg przed decydującą rozgrywką ewidentnie przypadł do
gustu. W fazie grupowej wreszcie imponowała solidnością w defensywie.
Trzykrotnie wygrała, raz zremisowała i straciła tylko 2 gole. W ćwierćfinale
wygrała 3:0 z Ekwadorem. Asertywna postawa bramkarza Emiliano Martineza okazała
się decydująca w półfinałowej serii rzutów karnych kończących mecz z Kolumbią a
o wygranej w całym turnieju miał rozstrzygnąć mecz z Brazylią na Maracanie.
Okoliczności były osobliwe. Z jednej strony trudno było nie myśleć o tym, co
mogło się wydarzyć 7 lat wcześniej podczas mundialu. Z drugiej, na widowni
zasiadło tylko 5 tysięcy widzów. Cały turniej był dziwny i do tego stopnia nie
usatysfakcjonował kibiców że można się było zastanawiać czy w ogóle powinien
zostać rozegrany ale w 22 minucie jego ostatniego meczu Renan Lodi źle ocenił
tor prostopadłego podania Dodrigo de Paula do Angela Di Marii, który skorzystał
z okazji i przerzucił piłke nad Edersonem. Podobnie jak podczas igrzysk w 2008
roku, gol Di Marii był jedynym trafieniem finału. Długie lata oczekiwania na
sukces wreszcie dobiegły końca. Wszystko wokół wydawało się dziwnie sztuczne
ale Argentyńczyków to nie obchodziło. ,,Radość jest ogromna. Marzyłem o tym
wiele razy i bardzo tego potrzebowałem. Świadomość że z drużyną narodową
niczego dotąd nie osiągnąłem, tkwiła we mnie jak cierń”…
7
@FCBparasiempre
Siedemnaście
dni po finale mundialu w 2014 r. w wieku 83 lat zmarł Julio Grondona. Był
prezesem argentyńskiej federacji piłkarskiej przez 35 lat! Pod koniec życia jako
postać mocno izolowana ale wciąż o niezaprzeczalnych wpływach. Jego śmierć
oznaczała koniec epoki, choć nie koniec kłopotów argentyńskiej piłki, których
działacz stał się zresztą symbolem. Być może jak wielu przywódców tego kraju
nie potrafił stawić czoła szerszym problemom społeczno-ekonomicznym ale(jak
zauważył Menotti) z pewnością wiedział ze akurat na drużynie narodowej można
zarobić. Inna sprawa że prawa do transmisji meczów kadry sprzedał firmie ,,Traffic”,
która rychło znalazła się pod lupą FBI. W ramach prowadzonego przez agencje
dochodzenia w maju 2015 r. aresztowano w Zurichu siedmiu prominentnych
działaczy FIFA. Jakkolwiek jednak skorumpowany był sam Grondona(zważywszy na
stopień, w jakim inni działacze ,,Conmebolu” byli zamieszani w afere, można
chyba uznać że śmierć wybawiła go od poważnych kłopotów) federacja, którą
zarządzał nie działała w oderwaniu od argentyńskiej gospodarki. Dzień po jego
śmierci Argentyna zbankrutowała po raz kolejny. Długie przenoszenie się z
poprzedniego upadku poszło na marne. Światowy kryzys finansowy uderzył głównie
w argentyńskich eksporterów a zważywszy na to, jak bardzo tamtejsza gospodarka
zależy od eksportu, trudno się dziwić iż w 2012 i 2014 roku kraj popadł w
recesje. Inflacja rosła, co było nie uniknione przy sztucznie zaniżonym kursie
peso. Oficjalne dane z lipca 2014 roku mówiły że wynosi niemal 11 procent, choć
powszechnie uważano ze w rzeczywistości jest trzy razy wyższa. 31 lipca
Argentyna ogłosiła że nie jest w stanie spłacić 539 milionów dolarów odsetek z
obligacji wyemitowanych jeszcze przed krachem w 2001 r. a później wykupionych
za niewielkie sumy przez amerykańskie fundusze inwestycyjne, które odmówiły
przystąpienia do porozumień zawartych przez Argentyne z większością
wierzycieli. Tym razem były to raczej, jak to ujął rząd, ,,techniczne
trudności” niż niekontrolowana katastrofa przypominająca tę z 2001 r. Argentyna
bardziej nie chciała niż nie była w stanie spłacić spekulantów. Obyło się też
bez protestów ulicznych i kolejek do banków, życie toczyło się dalej, choć
ogłoszenie niewypłacalności z pewnością nie świadczyło o sile miejscowej
gospodarki. Z perspektywy wielu inwestorów wojownicza retoryka rządu i poczucie
że ogłoszenie bankructwa było zabiegiem mającym wymusić na wierzycielach
kolejną restrukturyzacje zadłużenia, oznaczały że Cristina Kirchner nie jest
partnerem godnym zaufania. Nikt nie mógł więc zaprzeczyć że Grondona kierował
AFA w trudnym czasie. Z drugiej strony z pewnością ponosił odpowiedzialność
zarówno za panujący w federacji chaos, jak i za niepowodzenia w zwalczaniu
stadionowej przemocy i generalny rozpad infrastruktury piłkarskiej. Unosząca
się nad futbolowym związkiem aura korupcji sprowadziła zresztą do jego biur
kontrolerów finansowych. Stało się to wkrótce po pochówku prezesa na cmentarzu
w Avellanedzie, tym samym, na który patrzył przed laty z okien pokoju
zajmowanego wraz z rodzeństwem. O drugiej połowie jego rządów trzeba powiedzieć
przede wszystkim to że były epoką straconych szans. Sukcesy Argentyńczyków w
piłce młodzieżowej(tych 5 tytułów mistrza świata do lat 20-tu wywalczonych na
przestrzeni zaledwie 12 lat) nie przełożyły się na triumfy w dorosłym futbolu.
Rozgrywany w Chile turniej Copa America 2015 przyniósł kolejne rozczarowanie.
Gerardo Martino, który prowadził Messiego w FC Barcelonie został zatrudniony na
miejsce Sabelli być może dlatego że miał dobrze rozumieć swojego krajana z
Rosario. Po roztrwonieniu dwubramkowego prowadzenia z Paragwajem w pierwszym
meczu ,,Albicelestes” udało się wprawdzie wygrać 1:0 z Urugwajem i Jamajką ale
mecz ćwierćfinałowy z Kolumbią zakończył się bezbramkowym remisem i awansem do
półfinału tylko dzięki lepiej strzelanym rzutom karnym.
Argentyna
zabłysła dopiero podczas rozgrywanego w Concepcion półfinału. Messi, którego
powrót do formy pomógł Blaugranie zdobyć kolejne trofeum Ligi Mistrzów grał
fantastycznie, podobnie zresztą jak Javier Pastore. Argentyńczycy wygrali swój
drugi mecz na turnieju z Paragwajem i to aż 6:1(!) a choć Leo gola nie strzelił
to asystował przy trzech trafieniach, odnotował przedostatnie podanie przy
dwóch a przy golu na 4:1 zainicjował całą akcje. Jego gambeta w tej sytuacji
była tak olśniewająca że dwóch próbujących go powstrzymać paragwajskich
obrońców o mało na siebie nie wpadło. Znaczące było też to iż tym razem
zgromadził wokół siebie wychodzących na drugą połowe partnerów i powiedział do
nich kilka słów. Tuż przed przerwą Paragwajczycy strzelili gola na 2:1, więc
jego przesłanie brzmiało prosto: nie spać! Nie był to już ów ,,cichy lider” z
mistrzostw świata w Brazylii. Jeśli doliczyć przegrany z Brazylią Puchar
Konfederacji w 2005 r. był to piąty występ Argentyny w finale wielkiej imprezy
ale skończył się tak samo jak pozostałe cztery. Twardzi i dobrze zorganizowani
gospodarze turnieju mieli poczucie że po 99 latach prób nadszedł w końcu ich
czas. Po pół godzinie gry Di Maria złapał kontuzje i Argentyńczycy stracili
początkowy rozpęd. W końcówce Messi znów wyglądał na sfrustrowanego i
osamotnionego a mimo to ponownie mógł przesądzić o losach meczu. Po jego świetnym
podaniu Lavezzi dośrodkował do Higuaina ale grający wówczas w Napoli napastnik
trafił w boczną siatke. Podczas serii rzutów karnych można było odnieść
wrażenie że z góry wiadomo jak się skończą. Higuain i Banega spudłowali i Chile
wygrało Copa America. Kiedy reszta Argentyńczyków próbowała szukać pocieszenia
w swoim towarzystwie, Messi stał samotnie pośrodku boiska oddzielony od innych
i świadomością własnego talentu i związanych z nim oczekiwań. Jego twarz
mogłaby być symbolem smutku. Po zejściu do szatni wybuchnął płaczem i łkał
nawet wtedy, gdy wiozący drużynę autobus dojechał już do hotelu. Ogrom krytyki
i obelg, któremu musiał stawić czoło w następnych dniach był tyleż
przewidywalny co niesprawiedliwy. To prawda, ani w finale mistrzostw świata,
ani w finale Copa America nie zagrał wielkiego meczu ale z drugiej strony w obu
tych meczach niemal cała energia rywali skupiała się na wyłączeniu go z gry.
Czy w takiej sytuacji ktoś inny nie mógł przejąć pałeczki? Gdyby w obu tych
meczach dobre okazje wykorzystał Higuain, Argentyna byłaby mistrzem świata i
kontynentu, Messi zaś zostałby kluczową postacią drużyny, która odniosła te
sukcesy. Z drugiej jednak strony owe minimalne porażki wpisywały się w pewien
znany schemat. Przecież mieliśmy tu doczynienia z historią Argentyny w pigułce,
światem wielkich nadziei, które niemal nigdy się nie spełniały. Kanadyjski
sukces z 2007 r. był zarazem ostatnim etapem pracy Tocallego z argentyńską
młodzieżówką. Pekerman rozpoczynał właśnie prace z dorosłą reprezentacją a kiedy
działacze federacji zaczeli na niego naciskać by dokonał zmian w sztabie
szkoleniowym, Tocalli zrezygnował i wkrótce objął posade trenera Velezu
Sarsfield. Później prowadził Colo-Colo i Quilmes, zajmował się młodzieżą w
Argentynie a w 2013 roku wyjeżdżał właśnie do Santiago, gdzie przez następne
lata pracował z młodzieżową reprezentacją Chile. Po jego odejściu młodzi
Argentyńczycy nie zakwalifikowali się do dwóch z trzech mistrzostw świata do
lat 20-tu a w 2011 r. odpadli w ćwierćfinale. Co poszło nie tak?
,,Prowadziliśmy reprezentacje przez 14 lat. Im dłużej to robiliśmy tym większe
trudności mieliśmy ze znalezieniem odpowiednich zawodników. Wielu ściągnęliśmy
bezpośrednio z interioru, jak Zubeldie czy Aimara. Kiedy zacząłem pracować w
lidze, nie chciało mi się wierzyć że w Argentynie przestali się rodzić zdolni
piłkarze. Myślałem iż może po prostu nie umiemy się nimi zajmować w klubach że
zmuszamy ich do przejścia na zawodowstwo w czasie, gdy jeszcze się rozwijają.
Kiedy jednak trafiłem do akademii Argentinos, zobaczyłem że odpowiedzialność
leży po naszej stronie, tych, którzy zajmują się rozwojem młodych piłkarzy. 10
lat temu w tym kraju było jeszcze mnóstwo ,,potreros”, teraz prawie zniknęły.
Obecnie to my musimy uczyć piłkarzy tego wszystkiego, czego tam uczyli się
sami. Inna sprawa że takiej pracy naprawdę trzeba się poświęcić. W Argentinos zaczynałem prace o 7 rano,
kończyłem po południu a co drugi tydzień jeździłem po argentyńskiej prowincji
żeby obejrzeć tam jakichś 400-tu zawodników. Temu naprawdę trzeba być oddanym.
W Primera chodzi po prostu o wybór drużyny, jedenastu piłkarzy. Kiedy któryś
gra słabo, zastępujesz go innym. W drużynach młodzieżowych musisz natomiast
zawodników rozumieć, wyczuwać ich nastrój, znać ich rodziny, czasami wejść w
buty rodzica ale nie rezygnując przy tym z własnych poglądów i nigdy nie
rozluźniając dyscypliny. Piłkarze jej potrzebują, nie ważne czy są dobrzy czy
źli, jeśli będą się spóźniać na treningi, nie będą grać. Jeśli nie opracujesz
jasnych reguł, nie stworzysz też atmosfery szacunku a we wrogiej atmosferze
nikt sobie nie poradzi. Dobrzy trenerzy drużyn młodzieżowych wiedzą kiedy użyć
marchewki a kiedy kija. Czasami potrzeba dwóch marchewek i jednego kija, nigdy
jednak nie można się ograniczać tylko do kija albo tylko do marchewki a
prawdziwi fachowcy wiedzą kiedy czego użyć”- opowiadał Tocalli.
Żaden inny
kraj nie odnosił tylu sukcesów w piłce młodzieżowej a od ostatniego triumfu na
mistrzostwach świata minęło ponad 20 lat. ,,Nikt nie powie że w Argentynie
brakowało zdolnych piłkarzy. Mieliśmy ich za każdym razem, w 2002, 2006, 2010
roku… ale wygranie mundialu nie jest łatwe. Kluczowe jest przygotowanie
fizyczne, bo gdy zespół jest zmęczony może popaść w tarapaty. No i oczywiście
trzeba mieć szczęście, gdyż na przykład w 2006 r. prowadziliśmy z Niemcami 1:0
i musieliśmy dokonać dwóch wymuszonych zmian, po czym rywale przejeli
inicjatywę a kiedy wyrównali, Messi, Saviola i Aimar przyglądali się temu z
ławki”- mówił Tocalli. Być może Argentyńczycy uznali że ich zasoby talentów są
nieskończone. Być może zgubiło ich samozadowolenie. Tocalli rzecz jasna winą za
kryzys w piłce młodzieżowej obciążał władze federacji. ,,Jestem fanem myślenia
w długiej perspektywie – deklarował. – Widać że przynosi ono efekty w Hiszpanii,
gdzie wszystko zaczęło się od zmian w piłce młodzieżowej… W reprezentacji
Niemiec też panuje ciągłość. Najpierw był Klinsmann, potem jego asystent Löw a
w Argentynie wszystko jest postawione na głowie, miotamy się od ściany do
ściany bez żadnej stabilizacji”. Trudno było nie odnieść wrażenia iż Tocalli
opisuje walkę z czasem. Copa America Centenario z 2016 roku wyglądało jak
jeszcze więcej tego samego. Teoretycznie turniej miał być okazją do uczczenia
setnej rocznicy rozegrania pierwszych meczów o ten puchar i choć była w tym
jawna próba pozyskania dodatkowych funduszy przez coraz bardziej ubożejącą
konfederacje, format rozgrywek był dużo bardziej sensowny niż w przypadku
tradycyjnej Copa America. Ze strefy Concacaf zaproszono 6 ekip, w tym będące gospodarzem
USA, co oznaczało że uczestników można podzielić na cztery grupy złożone z 4
drużyn. Argentyna bez żadnych problemów przeszła nie tylko przez pierwszą faze.
Wygrała wszystkie 3 mecze a Messi podczas spotkania z Panamą zdobył hattricka.
W ćwierćfinale z Wenezuelą i półfinale z USA strzelała po 4 gole. W finale
czekało na nią Chile, które pokonała już 2:1 w grupie. Tym razem nie zdołała
jednak złamać oporu rywali. O zwycięstwie miały zadecydować rzuty karne a Messi
znalazł się w gronie tych, którzy spudłowali. W szatni ponownie płakał, później
zaś, dwa dni po swoich 29 urodzinach ogłosił że rezygnuje z dalszych występów w
drużynie narodowej. ,,W tej chwili myślę że skończyłem z reprezentacją.
Starałem się jak mogłem. To już mój czwarty finał ale żadnego nie wygraliśmy.
Naprawde chwytałem się wszelkich możliwych sposobów. Rani mnie to jak nic na
świecie ale to ewidentnie nie dla mnie”- mówił ze spuszczoną głową i unikając
kontaktu wzrokowego z otaczającymi go dziennikarzami. Działaczom AFA zaś
powiedział że poprzedni tydzień był katastrofą. Wyglądało na to jakby myślał że
ciąży na nim klątwa. Jakim cudem drużyna, która wygrywała mistrzostwa świata do
lat 20-tu w 2005 i 2007 roku a w 2008 sięgneła jeszcze po olimpijskie złoto nie
była w stanie wygrać czegokolwiek na poziomie seniorskim? Z pewnością czuł się
też rozczarowany funkcjonowaniem federacji i nieustanną krytyką ze strony
fanów, choć przecież nie z jego winy AFA była tak sklerotyczna a Higuain
marnował wyśmienite okazje w ważnych meczach. I to właśnie wtedy, w jednej
chwili podejście argentyńskich fanów do Leo Messiego się zmieniło.
11
Argentyna to Messi, Messi to Argentyna:
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11
2
Jak chaos przerodził się w reguły gry:
Po kilku wiekach państwowego ostracyzmu na Wyspach Brytyjskich w końcu zaakceptowano że piłka nożna jest im najzwyczajniej pisana. W czasach królowej Wiktorii futbol był już bezdyskusyjnie uważany nie tyle za słabość plebejuszy, co za cnotę arystokratów. Przyszli przywódcy uczyli się zwyciężać na piłkarskich boiskach ekskluzywnych szkół i uniwersytetów tam też dobrze urodzeni paniczykowie wyładowywali swój młodzieńczy zapał, uczyli się dyscypliny, odwagi i przebiegłości na drugim biegunie drabiny społecznej robotnicy nie potrzebowali ćwiczyć ciała; od tego były fabryki i warsztaty. Jednak ojczyzna kapitalizmu i rewolucji przemysłowej szybko odkryła że piłka nożna jest rozrywką dla mas, przynosi biednym pociechę, odciągała ich od strajków i innych, równie zgubnych przedsięwzięć. Początki współczesnego futbolu sięgają 1863 roku, kiedy to 12 angielskich klubów zawarło dżentelmeńską umowę w jednym z londyńskich pubów. Zobowiązywały się przestrzegać przepisów opracowanych w 1846 roku na Uniwersytecie Cambridge, kiedy doszło do rozbratu między piłką nożną a rugby. Tak więc w futbolu zakazano przenosić piłkę za pomocą rąk i kopać rywali: ,, czubki palców mogą być skierowane wyłącznie w stronę piłki", głosiła jedna z reguł. Mimo to półtora wieku później wciąż są piłkarze, którzy mylą głowę rywala z futbolówką, pewnie dlatego że mają one zbyt podobny kształt. Porozumienie zawarte w Londynie nie ograniczało liczby zawodników, wymiarów boiska, wysokości bramki czy czasu gry. Mecze trwały więc od dwóch do trzech godzin a ich bohaterowie wdawali się w pogawędki i wspólnie palili papierosy, kiedy piłka była daleko. Ale już wtedy sędziowie odgwizdywali spalonego. Strzelanie goli, gdy zawodnik czyhał na piłkę za plecami rywali było niedozwolone. W owych czasach zawodnicy nie zajmowali konkretnych pozycji na boisku; wszyscy radośni biegali za piłką albo wędrowali po placu, samowolnie wymieniając się rolami. Najszybciej uporządkowały swoją grę zespoły szkockie. Około 1870 roku piłkarzy zasilali trzy linie: obrony, pomocy i ataku. W tym samym czasie liczba zawodników została ograniczona do 11. Żaden nie mógł dotykać piłki ręką, nawet żeby ją zatrzymać w powietrzu i położyć na ziemi. Dopiero w 1871 roku pojawił się bramkarz, jedyny wyjątek od tabu zakazującego gry rękoma, który mógł bronić całym ciałem.
Na jego kwadratowej reducie stała bramka dużo mniejsza ale wyższa niż współczesna, zrobiona z dwóch żerdzi połączonych taśmą na wysokości 5,5 m. W 1875 roku taśmę zastąpiono drewnianą poprzeczką. Stracona i zdobyte gole odznaczano małymi nacięciami na słupkach. Stąd wzięło się wciąż powszechnie używane (mimo że wynik wyświetla się już na elektronicznych tablicach) wyrażenie ,,Marcel un gol” (zaznaczyć gola). Sama bramka nie ma już kształtu łuku (po hiszpańsku Arco, stąd bramkarz to arquero) jak kiedyś, lecz prostokąta. Od 1872 roku na meczach zaczęli pojawiać się arbitrzy. Do tego czasu sędziami byli sami piłkarze, którzy wyznaczali sobie kary za popełnione faule. Począwszy od 1880 roku sędziowie mieli już zegarki i decydowali kiedy zakończy się spotkanie, mogli też usuwać piłkarzy z boiska, choć sami wciąż nie mogli na nie wejść, wykrzykiwali więc swoje decyzje zza linii bocznej pierwszy arbiter wkroczył na murawę stadionu piłkarskiego w 1891 roku, od gwizdał pierwszego karnego i odmierzając 12 Kroków pod bramki wyznaczył miejsce, z którego miał on zostać wykonany. Już kilka lat wcześniej brytyjska prasa dopominała się o wprowadzenie rzutu karnego do przepisów aby chronić piłkarzy w polu bramkowym, gdzie dochodziło do prawdziwych rzezi. ,, Westminster Gazette" regularnie publikowała listę ofiar śmiertelnych i tych, którzy połamali kończyny w podbramkowych pojedynkach. W 1882 roku angielskie władze piłkarskie zgodziły się aby rzuty z autu zawodnicy wykonywali rękami. Od 1890 roku linie ograniczające pole gry zaznaczono wapnem a pośrodku rysowano koło W tym samym roku w bramkach założono siatki aby uniknąć wątpliwości, czy gorę rzeczywiście padł. Koniec tego stulecia oznaczał też zmierzch brytyjski dominacji w piłce nożnej. W 1904 roku powstała FIFA, Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej, która od tamtej pory nadzoruje relacje między nogami piłkarzy a piłką na całym świecie.
5
Piłka, przedmiot uwielbienia:
Piłkę, którą niegdyś kopali Chińczycy była zrobiona ze skóry i wypełniona gałganami. W królestwie faraonów napełniano ją słomą lub otrębami, owiniętymi następnie w kolorowe szmatki Grecy i Rzymianie używali napompowanego i zaszytego pęcherza wołu w średniowiecznej i renesansowej Europie grano owalną piłką wypełnioną włosiem w Ameryce robiono ją z kauczuku, dzięki czemu odbijała się jak żadna inna. Hiszpańscy kronikarze opisywali jak Hernan Cortes podbił meksykańską pelote(piłke) wysoko w górę na oczach zdumionego cesarza Karola V. Gumowa pompowana dętka obszyta skórą pojawiła się w połowie XIX stulecia, co zawdzięczamy geniuszowi Charlesa Goodyeara, Amerykanina z Connecticut. Dużo później, dzięki przemyślności trzech Argentyńczyków z Cordoby (Tossoliniego, Valbonesi i Polo) pojawiła się piłka bez szwów, którą napełniano powietrzem za pomocą pompki z igłą dzięki temu od mistrzostw świata w 1938 roku zawodnicy mogli główkować bez obaw o dość częste do tamtej chwili kontuzje. Do połowy XX wieku piłka była brązowa. Później białe. Dziś modele szybko się zmieniają, zazwyczaj jest to czarny wzór na białym tle. W obwodzie ma 70 cm, zrobiona jest z poliuretanu i pianki polietylenowej. Nie przepuszcza wody, waży mniej więcej pół kilograma i osiąga w locie znacznie większą prędkość niż stary futbolówki, którymi w deszczowe dni grało się naprawdę ciężko. Bywa różnie nazywana: futbolówka, gała, pocisk, kula, balon, instrument. Brazylijczycy nie mają żadnej wątpliwości że jest kobietą. Mówią pieszczotliwie grubiutka (gorduchinha) albo maleńka (menina) i nadają imiona: Maricota, Leonor albo Margaritę. Pele ucałował ją na Maracanie, gdy wbił swojego 1000 gola a di Stefano postawił jej przed domem pomnik, piłkę z brązu, pod którą widnieje podpis: ,,Dziękuję stara”. Ponoć Piłka jest wierna. W finale Mistrzostw Świata rozgrywanym w 1930 r. obie drużyny upierały się żeby grać własną futbolówką. Sędzia wydał salomonowy wyrok: pierwsza połowa zostanie rozegrana piłką argentyńską, druga urugwajska. Argentyna wygrała pierwsze 45 minut a Urugwaj drugie. Piłka miewa jednak swoje kaprysy, czasami zmierza prosto do bramki ale w ostatniej chwili zmienia zdanie i zbacza z drogi. Wszystko przez to że łatwo się obraża. Nie lubi jak się ją traktuje ,, z buta" ani gdy kopie się z wściekłością. Wymaga czułości, pocałunków, tulenia do piersi i pieszczenia stopą. Jest dumna i trochę próżna ale nie bez powodu. Wie że napełnia radością wiele ludzkich serc i że równie wiele z nich zamiera, gdy spada i odbija się w złą stronę.
7
@FCBparasiempre
Igrzyska z
1992 roku zostały zapamiętane z wielu powodów: fizycznej transformacji
Barcelony jako miasta; nagranego w 1988 roku duetu Montserrat Caballe i
Freddiego Mercurego; wielkości amerykańskiej drużyny koszykarskiej dowodzonej
przez Michaela Jordana; udziału Kuby po zbojkotowaniu dwóch poprzednich imprez;
dostojeństwa okazanego przez sportowców z Etiopii i nowej, post
apartheidowskiej Republiki Południowej Afryki. Przede wszystkim turniej pokazał
jednak potencjał demokratyczny Hiszpanii choć gładki przebieg igrzysk stał się
dowodem zdolności organizacyjnych autonomicznego rządu Katalonii, to na świecie
impreza była odbierana jako hiszpańskie wydarzenie, zwłaszcza ze względu na
obecność hiszpańskiej rodziny królewskiej To nie była jednak celebracja
faszyzmu, jak za czasów franco Ale potwierdzenie że to pluralistyczne
społeczeństwo jednoczyło się wokół monarchy, który reprezentował prawa
wszystkich Hiszpanów. Podczas otwarcia igrzysk ekipy Hiszpanów wyprowadzał
młody następca burbońskiego tronu książę Felipe a tymczasem jego ojciec wraz z
matką zajęli swoje miejsca na trybunie honorowej wśród przedstawicieli rządu i
lokalnych polityków. Byli Oni wspólnie pokaz szczerego entuzjazmu i cieszyli
się z imponującej zdobyczy medalowej Hiszpanii pamiętnych zwycięstw podczas
tamtych igrzysk był złoty medal hiszpańskiego atlety Fermina Cacho, który
wygrał bieg na 1500 m. Jednak najbardziej symboliczny okazał się złoty medal
młodej hiszpańskiej drużyny piłkarskiej, który zapowiadał nową obiecującą erę
krok definiującym momentem była ostatnia minuta ostrego starcia Hiszpanów z
Polską w finale turnieju piłkarskiego. Wówczas to Francisco Miguel Narwarez Machon,
znany jako Kiko, przejął piłkę odbitą przez bramkarza i wbił ją do siatki, co
dało Hiszpanom złoty medal. Tego dnia wśród zawodników zwycięskiej hiszpańskiej
drużyny znajdował się 21 latek o nazwisku Pep Guardiola. Dwa lata wcześniej
Johan Cruijff awansował Guardiolę z drużyny młodzieżowej do pierwszego zespołu
FC Barcelony by został jego ,, numerem cztery". Holender widział go jako
rozgrywającego myślnik zawodnika, który biega pośrodku boiska, rozdając
podanie, i który jest kluczową postacią w udoskonalonej przez niego wersji ,,
futbolu totalnego" z lat 70. Awans Guardioli okazał się opatrznościowy,
skierował tego piłkarza na ścieżkę kariery, która Pewnego dnia doprowadziła go
do trenowania jednej z najlepszych drużyn w historii futbolu jednak przed Guardiolą
był Johan Cruijff, którego lata kariery piłkarskiej składały się tylko na
połowę jego legendy. Holender mówił o sobie że dopiero gdy skończył 30 lat zdąż
zrozumieć dlaczego robił pewne rzeczy, które wyczyniał z piłką. Od tamtego
czasu większość swojego życia spędził dzieląc się z innymi swoją filozofią na
temat tego, jak należy grać w piłkę nożną. Jako trener FC Barcelony i mentor
Guardioli Cruijff ma prawo myśleć o sobie jak o kimś, komu klub ten bardzo dużo
zawdzięcza. Holender zasłużył się zresztą dla całej hiszpańskiej piłki. ,, Lubię
przemieszczanie piłki, lubię atak, lubią patrzeć, jak drużyna przejmuje
kontrolę nad sytuacją. Ta ,, inna" gra polegała po prostu na kilku
zasadach: grajcie długą piłkę, zgaście ją, grajcie z tego miejsca. Mam inne
podejście ale sądzę że moja metoda pozwala lepiej wykorzystywać indywidualne
umiejętności"- opowiadał ,,boski” Johan. Barça przed erą Cruijffa, w
przeciągu pięciu lat miała trzech zagranicznych trenerów każdy z nich
przeprowadził jedną lub dwie gwiazdy, na których opierała się strategia gry
zespołu. Lattek sprowadził Schustera, Menotti Maradone a Venables Archibalda i
Linekera. Cruijff uważał że taki system podważał tożsamość klubu i nie pasował
do społecznego i kulturowego kontekstu Katalonii. Wiedział o tym z własnego
piłkarskiego doświadczenie i chciał pewne rzeczy naprawić. W końcu przybył do
klubu z Holandii, czyli kraju, który od dawna zapewnia utalentowanej młodzieży
możliwość rozwoju. Właśnie dlatego skupił się na zachęcaniu do rywalizacji nowego
pokolenia zawodników Barçy, które przebijało się przez system szkoleniowy klubu
i prowadzą jego przedstawicieli do drużyny, w której grali wartościowi Baskowie
oraz kilka zagranicznych gwiazd. Dzięki takim działaniom Holendra odrodziła się
hiszpańska piłka. Cruijff wyjaśnił jak wyszukiwał talenty wśród miejscowej
młodzieży, którym dawał później szansę gry: ,, Kiedy przyjechałem była to nowa
grupa zawodników, która przeszła przez canterę i czekała na przyłączenie ich do
pierwszej drużyny. W zespole były wolne miejsca, które pojawiają się pod koniec
pewnego pięcio czy Sześcioletniego cyklu. Zrozumiałem Też inną rzecz. Kibice na
całym świecie lubią dobrych zawodników, którzy mają tę samą mentalność co oni a
jeszcze lepiej jeśli pochodzą z ich kraju jeżeli trener ma wybrać między
obcokrajowcem a rodzimym graczem z takimi samymi umiejętnościami, to wybierze
miejscowego dzięki temu, jeśli w drużynie nie będzie się powodziło, to kibice
dwa razy się zastanowią zanim go wygwiżdżą kropkę w Barcie lubią w pierwszym
zespole zawodników z kantory, dzięki temu kibice czują że trener jest częścią
FC Barcelony. Dlatego próbowałem robić wszystko w taki sposób, jak oni lubią,
stworzyć też gry, który oni by mogli uważać za kataloński. Byłem tu jako
piłkarz, więc wiedziałem czego chcieli".
Rodak
Cruijffa jego trener, Rinus Michels wywarł ogromny wpływ na niego podczas ich
czasu spędzonego razem w Ajaxie. W FC Barcelonie taka surowa postawa przyniosła
Cruijffowi sukces ale nie brakowało wewnętrznych w sporów na przykład ciśnienie
podskoczyło, kiedy Cruijff domagał się wystawienia Linekera na innej pozycji
niż ta, na której Anglik grał przez całe życie. ,, powiedziałem że Lineker był
strzelcem i to jest dobre dla każdej drużyny ale wiedziałem także że w bardziej
ofensywnym systemie, z większą liczbą zawodników prących do przodu, pole gry
pod bramką się kurczyło dlatego przesunąłem go ze środka na prawo aby dać mu
więcej miejsca, w którym mógł wykorzystać swoje przyśpieszenie"- opowiadał
Cruijff. Jednak Lineker odebrał to inaczej: ,, całkiem szybko zrozumiałem że
krew Najzwyczajniej chciał ściągnąć swoich ludzi na moje miejsce ale zamiast
przyjść i powiedzieć mi: nie jesteś graczem, który pasuje do mojej koncepcji,
próbował bawić się ze mną wystawiając mnie na skrzydle... Byłem jednym z dwóch
grających szeroko zawodników. Nie byłem indywidualistą, Byłem po prostu
numerem, tak jak numer 4 był częścią systemu w życiu byś nie pomyślał że Gary Lineker
potrafi grać na skrzydle ale wiem czemu to zrobił - po to, abym zaczął narzekać
a następnie kibice obróciliby się przeciwko mnie i w taki sposób mógłby się nie
pozbyć z klubu". Jednak Lineker miał swoich sympatyków. Według jego agenta
był bardzo ceniony zarówno na poziomie osobistym, jakiś zawodowym przez ,,
Bryana Clougha hiszpańskiej piłki" Javiera Clemente. Zanim objął stanowisko
selekcjonera, trener podczas swoich licznych przygód w wielu hiszpańskich
klubach próbował bez skutku ściągnąć angielskiego ,, matadora". ,,
Clemente zawsze powtarzał Linekerowi że Cruijff nigdy do końca nie rozumiał jak
należy grać w piłkę nożną i nigdy nie cenił go tak, jak powinien"- Holmes,
agent Linekera. Choć mili do siebie osobisty i zawodowy szacunek, to Linker
odrzucił zaloty Clemente, podobnie jak Alexa Fergusona, który chciał go
wystawić w ataku obok innego byłego zawodnika Barçy Marka Hughesa. Hughes
przeniósł się do Manchesteru United z Bayernu Monachium, do którego został
wypożyczony po nieudanej próbie dostosowania się do życia w Barcelonie (w
której nie wytrzymał dłużej niż sezon). W przeciwieństwie do niego Lineker
uwielbiał tutejszy klimat i jedzenie a poza językiem hiszpańskim nauczył się
także katalońskiego i w uznaniu za swoje zdolności strzeleckie zyskał przydomek
,, El Matador'. W korridzie słowo matador określa Torreadora w momencie
uśmiercania byka a nie prowadzenia walki natomiast ,,torero” jest tą osobą,
która wykorzystuje swoje zdolności do tańczenia z płachtą aby skonfrontować się
z bykiem i stopniowo go zdominować linek jakby uważany za klasycznego
napastnika, z zabójczym instynktem w ataku, któremu brakowało jednak
wszechstronności, jakiej Cruijff wymagał od swoich zawodników. Ostatecznie
różnice zdań między Anglikiem a holendrem okazały się nie do pogodzenia i Lineker
opuścił barce przechodząc do Tottenhamu w wyniku transferu, który wynegocjował
trener ,,Spurs” Terry Venables. To właśnie ten szkoleniowiec sprowadził
Linekera do FC Barcelony wraz z Archibaldem, kiedy przejął drużynę w 1984 roku
po Cesarze Menottim. Venables grał i trenował w kilku klubach w Anglii, zanim
przybył do Katalonii, gdzie spędził najlepszy okres swojej kariery,
doprowadzając FC Barceloną w sezonie 1984/1985 do pierwszego od 10 lat
mistrzostwa a w kolejnym roku do finału Pucharu Europy i do zwycięstwa w
pucharze ligi hiszpańskiej. W 1995 roku, 8 lat po odejściu z FC Barcelony Venables
już jako selekcjoner reprezentacji Anglii podczas wywiadu, który odbył się w
siedzibie angielskiej federacji piłkarskiej wyjaśnił czym według niego różni
się angielska piłka od hiszpańskiej. Wspominał: ,, Kiedy byłem w Barcelonie
jechaliśmy do San Sebastian autokarem. Podróż trwała jakieś 7, może 8 godzin i
piłkarze przez całą jazdę tam i z powrotem po prostu pili wodę w Anglii
piłkarze w drodze na mecz pili wodę i coca-colę ale wracając żłopali piwo. W
Hiszpanii nie widziałem żeby jakikolwiek piłkarz pił lub palił do momentu w
którym nie wygraliśmy ligi, wtedy dopiero wszyscy się totalnie schlali.
Zachowywali się bardzo profesjonalnie i dobrze wykonywali swoją robotę w Anglii
świętujemy tak co sobotę po zakończeniu meczu... Hiszpańscy piłkarze dbają o
swoją kondycję, formę i zachowanie. Bardzo lubią popisywać się swoimi
umiejętnościami. Brytyjczycy są bardziej funkcjonalnie, po prostu wykonują
swoją robotę i z tego punktu widzenia są profesjonalistami A jeśli brakuje im
zdolności technicznych, które mają Hiszpanie to nadrabiają to odpornością...
Każdy ma swoje słabsze i mocniejsze strony ale widok niezwykle utalentowanych,
zmotywowanych i zdyscyplinowanych piłkarzy oczekujących na mnie przed moją
pierwszą sesją treningową z FC Barceloną był bardzo przyjemnym widokiem".
Wyjątkiem był Maradona, który po kłótni z prezydentem FC Barcelony Nuñezem
opłacę i warunki pracy już negocjował swój transfer do Napoli. Nuñiez, który
wykorzystał pierwsze lata Maradony w stolicy Katalonii do zarobienia dla klubu
dużych pieniędzy, teraz już nie mógł się doczekać jego odejścia po tym, jak
Argentyńczyk stracił formę a do tego prywatnie Detektywi zbierali coraz więcej
dowodów na jego rozwiązłe życie osobiste. N l gdyż taką ksywkę miał Venables w
jego rodzinnej Wielkiej Brytanii był popularną postacią w Barcelonie zanim
zasłużone miejsce wśród angielskich trenerów, którzy pobłogosławili hiszpańską
piłkę swoją obecnością. Jednak to Cruijff był osobą, która w przeciągu roku od
odejścia Venablesa zainicjowała jeden z najbardziej ekscytujących i
interesujących okresów w historii hiszpańskiej piłki klubowej. Z nim jako
trenerem FC Barcelona sięgnęła po raz pierwszy po Puchar Europy, pokonawszy w
finale na Wembley 1992 roku Sampdoria i zdobyła 10 kolejnych krajowych i
zagranicznych trofeów w latach 1988-1996. W czasach gdy europejskie kluby
musiały dostosowywać się do nałożonych przez UEFA ograniczeń co do liczby
zagranicznych graczy w kadrze pierwszego zespołu, Cruijff zbudował drużynę
wokół kilku gwiazd. Brytyjczycy zostali zastąpieni przez takich graczy jak
Koeman, Laudrup i Stoiczkow a młodzi piłkarze jak Lewis Milla i Pep Guardiola
awansowali do pierwszego zespołu z Młodzieżowej Drużyny Barçy. Cruijff uważał
Guardiolę za utalentowanego piłkarza, który nie tylko wkomponował się w
specyfikę kulturową i polityczną Blaugrany ale był też uosobieniem jej
najwspanialszych sukcesów, zarówno jako piłkarz, jaki trener musiały minąć lata
zanim Guardiola zyskał w Hiszpanii powszechny szacunek bez względu na dzielące
ludzi poglądy.
7
Holenderska myśl szkoleniowa w Hiszpanii:
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
12
(Nie)zapomniane legendy francuskiego futbolu:
22 marca 1933 r. urodził się Michel Hidalgo. Swoją piłkarską karierę zaczynał jako junior w klubie US Normande, z którym w 1952 r. sięgnął po mistrzostwo Normandii. Wkrótce potem trafił do Le Havre AC, skąd po dwóch latach przeniósł się do Stade de Reims. W 1955 r. ze swoim nowym klubem zdobył mistrzostwo Francji, a rok później razem z kolegami znakomicie się zaprezentowali w premierowej edycji Pucharu Europy. Dotarli do wielkiego finału, gdzie stoczyli zacięty bój z Realem Madryt. Hidalgo strzelił nawet bramkę, dając swojej drużynie prowadzenie 3:2, ale Hiszpanie zdołali odpowiedzieć dwoma trafieniami i Stade de Reims przegrało 3:4. W 1957 r. przeniósł się do AS Monaco. W klubie z księstwa występował do 1966 r., kiedy to zakończył karierę. Dwukrotnie w tym czasie sięgał po mistrzostwo kraju (1961 i 1963 r.) i Puchar Francji (1960 i 1963 r.). W reprezentacji zagrał tylko jeden raz w 1962 r. w towarzyskim meczu z Włochami. Po zakończeniu kariery piłkarskiej został trenerem. Początkowo pracował z rezerwami AS Monaco. W 1976 r. zastąpił Ștefana Kovácsa na stanowisku selekcjonera narodowej reprezentacji. Wcześniej pomagał mu jako asystent. Pod jego wodzą Francuzi zaczęli coraz więcej znaczyć w światowym futbolu. Po dwunastu latach nieobecności znowu zagrali na mistrzostwach świata. W 1978 r. zajęli trzecie miejsce w trudnej grupie z Włochami, Argentyną i Węgrami. Cztery lata później w Hiszpanii poszło im dużo lepiej. W pierwszej rundzie zajęli drugie miejsce w grupie za Anglikami, a w drugiej nie mieli większych problemów z Austrią i Irlandią Północną. W półfinale stoczyli bardzo zaciętą walkę z RFN i przegrali dopiero po rzutach karnych. W meczu o trzecie miejsce Hidalgo dał odpocząć kilku swoim podstawowym graczom i Francuzi przegrali z Polską 2:3. Największy sukces odnieśli jednak dwa lata później na organizowanych u siebie mistrzostwach Europy. Francuzi wygrali wszystkie mecze i w porywającym stylu wygrali cały turniej. Po tym sukcesie Hidalgo ustąpił ze stanowiska i rozpoczął pracę jako dyrektor techniczny w federacji, a potem przez kilka lat był związany z Olympique Marsylia.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
11
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
22 marca 1917 r. urodził się Ewald Cebula, obrońca. Spora była grupa piłkarzy, którym II Wojna Światowa zabrała najlepsze lata kariery. Trwała w końcu blisko 70 miesięcy. Jeśli ktoś miał na jej początku 22 lata, to wyzwolenia doczekał tuż przed trzydziestką, czyli w wieku bliskim kresu kariery, zwłaszcza w tamtych czasach. Taki los był także udziałem Cebuli. Mimo to zdołał zapisać swą niepowtarzalną karte w dziejach ligi. Zdarzyło się kilku zawodników Ekstraklasy, którzy zagrali w reprezentacji Polski zarówno przed wojną, jak i po zakończeniu okupacji. Tylko jeden z nich powołany został natomiast na dwa wielkie turnieje międzynarodowe w obu okresach. Był nim właśnie Ewald Cebula. W 1938 znalazł się w składzie zgłoszonym na mistrzostwa Świata. Ostatecznie jednak został w domu, ponieważ Polska nie miała wystarczających środków finansowych aby zabrać wszystkich zgłoszonych zawodników. Czternaście lat później pojechał już na Igrzyska Olimpijskie do Helsinek. Tam wystąpił tylko w meczu rundy wstępnej z Francją i doznał wtedy poważnej kontuzji kolana. Te wydarzenia przedzieliła cezura wprowadzona do światowej historii przez Adolfa Hitlera 1 września 1939 r. Jeszcze 4 dni wcześniej Cebula był jednym z współautorów znakomitego zwycięstwa 4:2 nad Węgrami, uznawanego za kapitalny polski triumf reprezentacyjny przed II Wojną Światową. ,,Cebula początkowo sztywny, nagle się rozruszał. Nie był może ideałem kierownika ataku ale zawziętością swą i nieustępliwością w walce stwarzał defensywie węgierskiej sporo kłopotów”- pisano o nim w ,,Przeglądzie Sportowym”. Selekcjoner kadry Józef Kałuża powołał go tez na kolejny mecz, który miał się odbyć tydzień później, przeciwko Bułgarii. Ostatecznie jednak Cebula zamiast na murawie, znalazł się na froncie. Grał w czasie wojny dla TuS Schwientochlowitz i był kandydatem do gry w kadrze III Rzeszy. Kiedy jednak otrzymał powołanie do Wermachtu, udało mu się zbiec do Armii Andersa. We Włoszech, przez które wiódł jego szlak bojowy , grywał w drużynie wojskowej, był zawodnikiem klubu Ancona Calcio i podobno zachwyciło się nim nawet Lazio Rzym. On zdecydował się na powrót do Polski. W Ekstraklasie ponownie pojawił się w 1948 r. w barwach Ruchu Chorzów. Działo się to już 13 lat po jego debiucie w najwyższej klasie rozgrywkowej a zarazem… 12 po rozegraniu ostatniego meczu w elicie. Jego pierwsze zetknięcie z tym szczeblem było bowiem krótkotrwałe. Zaliczył je w Śląsku Świętochłowice, który w kolejnej edycji, po premierowym występie Cebuli, spadł z ligi i już do wybuchu wojny nie zdołał powrócić do elity. Sam zawodnik pozostał zaś wierny temu klubowi. Do mundialowej kadry został więc powołany jako przedstawiciel A klasy, czyli ówczesnego drugiego poziomu rozgrywek. Do Ekstraklasy powrócił w barwach nie tylko innego klubu ale też… z nowym imieniem. Komunistyczne władze wymogły na nim zmiane niemiecko brzmiącego Ewalda na Edwarda. Zresztą Cebula z racji Andersowskiej przeszłości był szczególnie narażony na szykany ze strony notabli. Uratował go od większych prześladowań Wiktor Markiewka, były napastnik Śląska Świętochłowice a po wojnie poseł. ,,Edward” odwdzięczył się znakomitą grą.
Z początku wspomagał Gerarda Cieślika, Henryka Alszera i Czesława Suszczyka w ataku. Z czasem jednak trenerzy zczeli go cofać. Skończył ostatecznie jako środkowy obrońca.. Nie była to dla niego nowość. Jeszcze w 1939 selekcjoner reprezentacji przesunął go w trakcie gry na tą pozycje w meczu ze Szwajcarią. Wszechstronny zawodnik wszędzie odnajdował się z równym powodzeniem. Z Ruchem Chorzów wywalczył 2 mistrzostwa Polski(w tym jedno przyznane za zdobycie Pucharu Polski). Do historii przeszedł szczególnie drugi z tych tytułów. Przed sezonem 1952 świeżo upieczonemu Olimpijczykowi powierzono funkcje pierwszego szkoleniowca. Z zadania wywiązał się bez zarzutu. Doprowadził klub do wygranej w Ekstraklasie. Co więcej, dowodził nim nie z ławki rezerwowych ale z boiska! Rozegrał 8 z 12 spotkań tamtej edycji. Dzięki temu stał się jedynym w dziejach polskiego futbolu grającym trenerem z mistrzowskim tytułem w Ekstraklasie. Nie ograniczył się tylko do statystowania w tym triumfalnym pochodzie. ,,Przegląd Sportowy” uznał go boiskowym bohaterem pierwszego z dwóch spotkań finałowego dwumeczu(wtedy dwie najlepsze drużyny w tabeli spotykały się w bezpośrednim starciu decydującym o tytule), który Ruch wygrał aż 7:0! z Polonią Bytom. Był wówczas jedynym zawodnikiem, który w Ekstraklasie grał jeszcze w sezonie 1935. Od 1949 r. wraz ze Stanisławem Baranem z ŁKS tworzyli duet jedynych formalnych uczestników mundialu występujących na polskich boiskach w najwyższej klasie rozgrywkowej. Mistrzostwo zdobyte w roli grającego trenera jednocześnie zakończyło jego wyczynową karierę. Pozostał jednak szkoleniowcem klubu. Udało mu się obronić mistrzostwo w kolejnym sezonie a przy kolejnym powrocie do klubu brał udział w triumfie w 1960 r. Mistrzostwo zdobył też z Górnikiem Zabrze w 1963. Czyni to z niego jednego z najbardziej utytułowanych trenerów w historii ligi. To on dał ponadto zadebiutować 16-letniemu Lubańskiemu w lidze. Wielokrotnie pełnił role asystenta selekcjonerów. Przed słynnym meczem z ZSRR w 1957, osobiście długo namawiał Henryka Reymana, by dał szanse późniejszemu bohaterowi potyczki- Gerardowi Cieślikowi. Podczas zgrupowanie przed tym starciem musiał się też opędzać od natrętnego wynalazcy, który próbował mu wcisnąć maszyne… do przepowiadania składu. Po zakończeniu kariery nadano mu członkostwo honorowe PZPN. Zmarł 1 lutego 2004 r. w Chorzowie.
@Safrani
@Ogorinho1974
@NeroTFP1
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360
12
Wybitne legendy Blaugrany:
22 marca 1922 r. urodził się Mariano Gonzalvo Falcon(znany bardziej jako Gonzalvo III), pomocnik, bez wątpienia najlepszy z trojga braci przebywających w FC Barcelonie. W latach 40-tych i 50-tych wielu ekspertów uważało go za najlepszego pomocnika ligi. Początki z Dumą Katalonii nie były łatwe, gdyż trenerzy nie zauważyli jego doskonałego talentu. Szukając ogrania przeniósł się na jeden sezon do Saragossy. W końcu dostał się do składu Blaugrany, obok takich znakomitości jak Ramallets, Segarra, Escola, Basora, Cesar Rodriguez i genialny Kubala. Gonzalvo prezentował wspaniałą technikę, która onieśmielała kolegów z zespołu. Dobra gra głową to również był jeden z wielu atutów Gonzalvo. Kariere zakończył w Club Deportivo Condal w 1957 r. Przypomne tylko iż Condal to był pierwotnie drugi zespół FC Barcelony. Mariano grając w Dumie Katalonii zdobył 5 mistrzostw Hiszpanii, 3 Puchary Hiszpanii, 2 Puchary Łacińskie oraz 3 Puchary Evy Duarte.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
1
@LOPEZ16 Miałem na myśli oczywiście zwycięstwo Argentyny. Tak się czasami mówi po zwycięstwie: Mamy to!
1
Mamy to! Urugwaj pokonany na własnej ziemi! Warto było nocke zarywać, zwłaszcza dla tego prześlicznego gola strzelonego przez Thiago Almade, jeśli się nie myle to pierwszego przeciw Urugwajowi. Wprawdzie Celestes zawsze są groźni u siebie ale wczoraj o dziwo nie mieli w zasadzie nic do powiedzenia. Swoją drogą coż to za sprawiedliwość żeby mistrz świata musiał grać eliminacje...?
Viva la Argentina! Para siempre!
4
Prosze nie robić krzywdy Litwie, w końcu to nasza druga ojczyzna...
2
@Lionel_Messi10 Aaa Cristian Romero! No to pisz troche bardziej po ludzku...!
Ps. Bardzo obawiam się tego starcia. Urugwaj na ,,Centenario" jest bardzo groźny! remis biore w ciemno...
1
@Lionel_Messi10 A kim jest do cholery Cuti?
2
@Sysia11 Podłączam się do pytania
14
Wybitne legendy futbolu:
21 marca 1961 r. urodził się Lothar Matthäus, niemiecki obrońca i defensywny pomocnik. 8 marca 2000 roku, o godzinie 22:37 na Stadionie Olimpijskim odbyło się uroczyste pożegnanie zasłużonego gracza Bayernu, Lothara Matthäusa. Zgromadzona w komplecie publiczność dopingowała swoją drużynę podczas ważnego, europejskiego meczu z Realem Madryt. Wygrane 4:1 spotkanie dla Matthäusa było zarazem ostatnim, wynikającym z umowy meczem w monachijskiej drużynie. Opuszczającego w 90 minucie murawę, zawodnika z numerem 10 publiczność nagrodziła nieustającymi brawami oraz wszelakimi transparentami pożegnalnymi. W Monachium Matthäus spędził 12 lat, jednak początki jego kariery związane są z FC Herzogenaurach. Tam po raz pierwszy podpisał kontrakt zawodowy. Niedługo potem menadżer Borussii Mönchengladbach zauważył utalentowanego 18-latka i w 1979 roku Lothar zmienił pracodawcę. Po 5 latach, młody obrońca ostatecznie zdecydował się na FC Bayern, gdzie nastąpił gwałtowny "rozkwit" jego kariery. 7 razy cieszył się z Mistrzostwa Niemiec (1985-87, 1994, 1997, 1999, 2000), 3-krotnie z Pucharu DFB (1986, 1998, 2000) i w 1996 roku z Pucharu UEFA. Szczęśliwa pasa przerwana została w 1988 roku, kiedy Matthäus został wypożyczony do włoskiego Interu na 4 lata. W tym czasie zdobył Mistrzostwo Italii (1989) oraz Puchar UEFA (1991). Ukoronowaniem wysiłku niemieckiego obrońcy było zdobycie z reprezentacją kraju Mistrzostwa Świata w 1990 roku. W drużynie narodowej wystąpił aż 150 razy, co nie udało się nikomu wcześniej. Rozegrał również 302 spotkania ligowe dla Bayernu, trafiając 85 razy do siatki przeciwnika. W 1990 i 1999 roku odznaczono go mianem "Najlepszego Piłkarza Niemiec". Dodatkowo w 1990 roku został zauważony w Europie, a w 1990 i w 1991 roku wybrano go "Najlepszym Piłkarzem Świata". Lothar Matthäus jako jeden z dwóch graczy na świecie brał udział w 5 Mistrzostwach Świata. Jako piłkarz Matthäus odznaczał się szybkością, chęcią do walki, siłą strzału i odpowiedzialnością, jednak jego najważniejszą umiejętność stanowiły przejrzyste, dokładne i długie podania, często gwarantujące sukces. Wiosną 2000 roku, po oficjalnym meczu pożegnalnym z udziałem wielu gwiazd światowego futbolu, Lothar opuścił klub. Dziś swoją pracę kontynuuje jako trener. Nie wyklucza również powrotu do Bayernu w tej roli za kilka lat.
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
10
Blaugrana w europejskich pucharach:
21 marca 1984 r. FC Barcelona poległa na ,,Old Trafford” 3:0 w rewanżowym pojedynku ćwierćfinałowym Pucharu Zdobywców Pucharów. Co prawda w pierwszym meczu Blaugrana wygrała 2:0, lecz w rewanżu nie miała nic do powiedzenia wobec takich przeciwników jak Robson, Wilkins, Stapleton czy Whiteside.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
1
@Safrani Ja natomiast pole orałem i do lasu jeździłem wycinać drzewa...
11
Duma Katalonii w europejskich pucharach:
21 marca 1979 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou w meczu rewanżowym Ipswich Town 1:0 w ramach ¼ Pucharu Zdobywców Pucharów. W obliczu rewanżu barceloński tygodnik ,,Don Balon” publikuje zestawienia zawodników najlepiej zarabiających. Otwierają listę dwukrotny wicemistrz świata holender Neeskens i Austriak Krankl. Obaj starają się przekonać że są warci krociowych honorariów ale jedynego gola strzela doświadczony reprezentant Hiszpanii obrońca Migueli. W pierwszym meczu Ipswich wygrało 2:1 a więc te 1:0 i klucz podwójnego liczenia goli ,, wyjazdowych" otwiera Blaugranie drzwi do półfinałów.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360
@Arkon
1
@Safrani Aaa no rzeczywiście coś mi się tam obiło. W tamtych latach nie śledziłem Widzewa jak wcześniej, czy teraz...
1
@Safrani A kto to taki? Pierwszy raz o nim słysze?
11
Szanowni cules, pamiętamy i nigdy nie zapominamy:
Feliz cumleaños panie Ronaldzie! Z okazji 62 urodzin
Feliz cumpleaños panie Ronaldo de Asis Moreira! Z okazji 45 urodzin
Feliz cumpleaños panie Alba! Z okazji 36 urodzin
Cóż za wybitne legendy Blaugrany obchodzą dzisiaj urodziny! To trzeba uczcić, choćby lampką wina… ale po pracy oczywiście
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
7
@FCBparasiempre
Kiedy Roman
Siergiejewicz Zobnin zawalił w ostatnim meczu Euro 2020 Dania – Rosja gola na
2:0, nieostrożnym podaniem otwierając drogę do bramki Yussufowi Poulsenowi,
duńskojęzyczne zakamarki internetu zasypane zostały imieniem i nazwiskiem dość
często występującym w Skandynawii: Jesper Olsen. Dlaczego? Wiąże się to z
jednym konkretnym Jesperem Olsenem, niegdyś niepozornej postury blondwłosym chłopakiem,
który właśnie kończy 64 lata. Wypatrzony jako nastolatek przez Ajax, skrzydłowy
znany jako „Pchła” przez trzy lata popisywał się na holenderskich boiskach
dryblingami, unikaniem wślizgów, szybkością. Należał do drużyny, która
bombardowała przeciwników golami, m.in. rozbijając Feyenoord 8:2!(Olsen został
zawodnikiem meczu). Miał okazję grać z samym Johanem Cruyffem; to właśnie Olsen
asystował przy pamiętnym i tylekroć pokazywanym golu z rzutu karnego. W zespole
byli także jego rodacy, Søren Lerby i Jan Mølby, później gracze odpowiednio
Bayernu i Liverpoolu a także Wim Kieft, Gerald Vanenburg, Marco van Basten oraz
Frank Rijkaard. Jesper zadebiutował w kadrze jeszcze jako zawodnik Næstved IF,
w towarzyskim meczu ze Związkiem Radzieckim. Już jako piłkarz Ajaxu strzelił
dwa gole w eliminacjach do Euro 1984, w tym decydującą bramkę na 2:2 w ostatnich
chwilach spotkania z Anglią na Wembley. Pojechał z kadrą do Francji i wystąpił
w meczu otwarcia przeciwko gospodarzom, zmieniając na prawym skrzydle Franka
Arnesena z mocnego wówczas Anderlechtu (w przyszłości zdobywcę Potrójnej Korony
z PSV) chwilę po trafieniu Michela Platiniego na 1:0. W 87. minucie Olsen
nieprzepisowo zatrzymał Manuela Amorosa, a wściekły obrońca Trójkolorowych
najpierw niecelnie rzucił w Duńczyka piłką, po czym po prostu walnął mu w czoło
z główki. Niemiec Volker Roth natychmiast wyrzucił zawodnika gospodarzy z
boiska, lecz i Jesper otrzymał żółtą kartkę. Mimo przewagi jednego gracza,
podopieczni Seppa Piontka nie zdołali wyrównać. Reprezentacja Danii straciła
być może największą gwiazdę: Allana Rodenkama Simonsena. Były gracz Borussii
Mönchengladbach i FC Barcelony oraz zdobywca Złotej Piłki to również ciekawa
postać, temat na osobny tekst. Turniej zakończył w straszny sposób już w
pierwszej połowie starcia w Paryżu: Yvon Le Roux złamał mu nogę. Simonsena
zastąpił John Lauridsen z Espanyolu. Trener Piontek miał do dyspozycji kilku
ciekawych piłkarzy. Oprócz wspomnianych już w tekście Arnesena i Lerby’ego byli
to choćby Michael Laudrup, Morten Olsen (Anderlecht), John Sivebæk (w
przyszłości piłkarz Manchesteru United), Preben Elkjær Larsen czy Ivan Nielsen.
Drużyna pojechała do Lyonu i rozbiła Jugosławię 5:0, po czym wywalczyła awans w
Strasbourgu, pokonując Belgię 3:2, choć Enzo Scifo, Jan Ceulemans, Jean-Marie
Pfaff i koledzy zaczęli od prowadzenia 2:0. W półfinale czekali zwycięzcy drugiej
grupy: Hiszpanie. Wynik meczu w Lyonie otworzył Lerby już w siódmej minucie. W
67. Wyrównał Antonio Maceda, wobec czego Piontek powtórzył manewr z pierwszego
spotkania i zmienił Arnesena, a wpuścił Olsena. I tym razem 23-letni wtedy
Olsen nie wpłynął na grę na tyle, by Duńczycy zdobyli gola, zarobił jednak znów
żółtą kartkę. W dogrywce z powodu drugiego żółtego kartonika boisko opuścić
musiał Klaus Berggreen. Wynik 1:1 utrzymał się do ostatniego gwizdka, o awansie
do finału zadecydować miały rzuty karne. Skuteczniejsi okazali się podopieczni
Miguela Muñoza, zwyciężając 5:4. Olsen nie mógł sobie nic zarzucić, gdyż swoją
okazję wykorzystał. Jako jedyny pomylił się Elkjær, który fatalnie
przestrzelił. Po turnieju tak Mølby (jedynie rezerwowy), jak i Jesper Olsen
trafili do Anglii. Jesper, z dwoma tytułami mistrza kraju oraz pucharem
Holandii, został sprowadzony za 350 tys. funtów do Manchesteru United, gdzie
Ron Atkinson planował zastąpić nim innego byłego gracza Ajaxu, o dziesięć lat
starszego Arnolda Mührena (swoją drogą – kolejna bardzo ciekawa postać,
związana m. in. z widowiskowym golem; to on cztery lata później asystował przy
fenomenalnym trafieniu Marco van Bastena w finale Euro 1988).
Czas
angielskiego trenera powoli dobiegał końca, jednak zdołał jeszcze wywalczyć
drugi Puchar Anglii w trakcie swego pobytu na Old Trafford. Olsen wystąpił w
finale, a w lidze w swoim pierwszym sezonie strzelił pięć goli, szóstego
dokładając w Pucharze Ligi. Występował także regularnie w Pucharze UEFA. W
kolejnych rozgrywkach niestety nie mógł się zaprezentować na europejskich
boiskach ze względu na wykluczenie angielskich klubów. Zdobył jednak aż
trzynaście bramek (jedenaście w lidze i dwie w FA Cup), często wykonując rzuty
karne. Był to wynik tym lepszy, iż część sezonu Jesper stracił przez kontuzję;
kupiony został nawet następca, Peter Barnes z Coventry City (mający już za sobą
wypożyczenie do United), lecz wobec powrotu Duńczyka do zdrowia nie zagrzał
miejsca w wyjściowym składzie. Olsen zanotował m. in. hattricka w meczu First
Division przeciwko West Browmich Albion, w którym z „wapna” trafił do siatki
dwukrotnie. W trakcie sezonu do United dołączył Sivebæk. Obaj Duńczycy zostali
powołani na mundial w Meksyku. Forma Olsena oznaczała, że tym razem będzie
podstawowym zawodnikiem. Los zetknął Danię ze Szkocją przez Alexa Fergusona. W
jej barwach grał klubowy kolega Jespera, Gordon Strachan, a wśród rezerwowych
był kolejny, Arthur Albiston. Mecz między tymi dwoma drużynami zakończył się
wygraną Danii (1:0 po golu Elkjæra), a Olsen grał do 80. minuty, kiedy zmienił
go Mølby (trochę wcześniej Sivebæk wszedł za Andresena). Drugi mecz skrzydłowy
Manchesteru United rozpoczął na ławce rezerwowych. Przeciwnikiem była
reprezentacja Urugwaju, która od 19. minuty musiała sobie radzić w dziesiątkę,
ponieważ dwie żółte kartki otrzymał Miguel Bossio. Duńczycy prowadzili wtedy
już 1:0 dzięki kolejnemu trafieniu Elkjæra. Przed przerwą podwyższył Lerby, a
kontaktowego gola do szatni strzelił z rzutu karnego Enzo Francescoli. Nie
wybiło to półfinalistów ostatnich mistrzostw Europy z rytmu. Na początku
drugiej połowy do siatki trafił Laudrup, a następnie hattricka skompletował
Elkjær, wysuwając się przy okazji na czoło wyścigu o koronę króla strzelców
turnieju. Olsen wchodził na murawie już przy stanie 5:1, niecałych dziesięć
minut przed końcem podstawowego czasu gry. 25-latek zmienił Laudrupa i dopełnił
dzieła zniszczenia, w 88. minucie ustalając wynik meczu na 6:1. Grupa E
mistrzostw świata w Meksyku była tą, dzięki której w anglojęzycznej prasie
spopularyzowano określenie „grupa śmierci”, znane od lat tam, gdzie mówi się po
hiszpańsku. Poza Danią, naszpikowaną gwiazdami ligi angielskiej, Szkocją oraz
walecznymi ,,Urusami” (rok później niektórzy z nich po raz drugi z rzędu
zdobyli Copa America) trafili tam także wicemistrzowie świata z poprzedniego (a
jak się miało wkrótce okazać – także i właśnie trwającego) mundialu: piłkarze z
RFN. Duńczycy jednak zostawili w pokonanym polu wszystkie trzy ekipy. Po
odprawieniu Szkotów i Urugwajczyków, na deser przypieczętowali awans pewnym
zwycięstwem 2:0, choć i tym razem nie obyło się bez czerwonej kartki. Olsen
pokonał kapitana Niemców, Haralda Schumachera, strzałem z jedenastki w 43.
minucie spotkania. W drugiej połowie na 2:0 podwyższył rezerwowy John Eriksen,
który w przerwie zmienił Elkjæra, co tylko podkreślało przygotowanie składu
Piontka. Potem, około dwudziestu minut przed końcem meczu, Olsena zmienił
niemal 34-letni Simonsen. W końcówce drugą żółtą kartkę otrzymał Arnesen, lecz
dwie bramki różnicy utrzymały się do ostatniego gwizdka. Dania zakończyła
zmagania fazy grupowej jako jedna z dwóch (obok Brazylii) reprezentacji z
kompletem trzech zwycięstw, a dzięki wysokiemu zwycięstwu z Urugwajem miała
wraz z ZSRR najlepszy stosunek bramkowy (9:1). Po dwóch meczach na ,,Estadio
Neza 86” Jesper Olsen i koledzy zostali w Queretaro. W 1/8 finału na arenie
zwycięskiego meczu z Niemcami mieli zmierzyć się po raz kolejny z Hiszpanami.
Piłkarze z Półwyspu Iberyjskiego zajęli drugie miejsce w grupie D, przegrywając
jedynie ze wspomnianą Brazylią (0:1), a następnie przeganiając demony z
Walencji (gospodarze poprzedniego mundialu przegrali tam z Irlandią Północną
0:1; tym razem zwyciężyli 2:1) i przekonująco odprawiając Algierię (3:0). Tym
razem w wyjściowych jedenastkach znalazło się trzech Hiszpanów i aż dziewięciu
Duńczyków, którzy dwa lata wcześniej wzięli udział w półfinałowym spotkaniu w
Lyonie. Reprezentacje prowadzili także ci sami trenerzy. Sepp Piontek posłał w
bój m. in. Olsena. Sivebæk, który także zagrał w pamiętnym półfinale, tym razem
znalazł się na ławce rezerwowych.
I tu
dochodzimy wreszcie do konkluzji. Jesper przeżył w Queretaro największy dramat
w karierze. Wydawało się, że może zostać bohaterem. W 33. minucie spotkania
kolejnym strzałem z rzutu karnego zdobył swojego trzeciego gola na mundialu, a
zarazem piątego (i jak się miało okazać ostatniego) w narodowych barwach, dając
Danii prowadzenie. Jednak do historii i do duńskiego języka potocznego Olsen
wszedł dziesięć minut później. Otrzymał podanie od bramkarza, Larsa Høgha.
Chciał zwrócić mu futbolówkę, lecz zrobił to zdecydowanie zbyt słabo. Emilio
Butragueño dopadł do piłki i strzelił Duńczykom gola do szatni. Druga połowa
rozpoczęła się zatem przy stanie 1:1. Hiszpanie poszli za ciosem. Butragueño w 56.
minucie dał im prowadzenie. Na 3:1 Andoni Goikoetxea trafił do siatki z rzutu
karnego, a na przestrzeni ostatnich dziesięciu minut podstawowego czasu gry
Butragueño najpierw skompletował hattricka (jako czwarty zawodnik na
mistrzostwach w Meksyku), a później strzałem z „wapna” dorzucił czwartą bramkę
– zdobywając cztery gole jako pierwszy piłkarz na mundialu od czasu Eusebio 20
lat wcześniej (w ćwierćfinale z Koreą Północną, wygranym przez Portugalię 5:3).
Hiszpanie zwyciężyli zatem 5:1. Olsen nie dograł meczu do końca. W 71. minucie,
przy stanie 1:3, zmienił go Mølby. Klęska drużyny Piontka była na tyle
dotkliwa, że trudno stwierdzić, aby to właśnie błąd 25-letniego wówczas
,,Czerwonego Diabła” kosztował reprezentację awans. O wiele bardziej można byłoby
mieć pretensje do Elkjæra z powodu wspomnianego pudła na wcześniejszym turnieju
Euro. Niemniej jednak powiedzenie „en rigtig Jesper Olsen” (prawdziwy Jesper
Olsen), a często po prostu „Jesper Olsen” weszło do języka duńskiego. Stało się
wyrażeniem używanym na określenie sytuacji, kiedy ktoś coś zupełnie spartoli.
Wyrównującego gola Butragueño można porównać np. do samobója Janusza Jojki, a
nazwisko naszego bohatera wywołuje skojarzenia jak np. „Kuszczak – Wpuszczak”
po pamiętnym meczu z Kolumbią czy „zrobić Wawrzyniaka” w kontekście
poślizgnięcia się. Z drugiej strony – jak już wspomniano, skrzydłowy zdobył na
turnieju trzy gole. Spośród jego kolegów tylko wspomniany Elkjær mógł się
pochwalić lepszym dorobkiem (cztery trafienia). Dalsza kariera Olsena to powolny
schyłek. W październiku pobił się na treningu z Remim Mosesem i znalazł się na
liście transferowej. To jednak menadżer, „Duży Ron”, opuścił Manchester United
jako pierwszy. Zastąpił go Alex Ferguson. Widział on nadal miejsce dla
duńskiego skrzydłowego w swojej drużynie – pozbył się m. in. Petera Barnesa,
który odszedł do Manchesteru City, i nie ściągnął Johna Barnesa z Watfordu, gdy
była po temu okazja (skrzydłowy z Karaibów trafił do Liverpoolu, gdzie spędził
aż dziesięć lat). Jednak sam Jesper widział, że coraz trudniej mu było
dostosować się do zmieniającego się futbolu. Ostatniego gola dla Czerwonych
Diabłów zdobył nieco ponad rok po przejęciu sterów przez Fergusona. Powołany
został na kolejne mistrzostwa Starego Kontynentu, lecz nie zagrał ani minuty. W
wieku 27 lat odszedł z Old Trafford, zanim szkocki trener przekształcił United
niemal w żywiącego się trofeami potwora. Następnych kilka lat Olsen spędził we
Francji, aż po poważnej kontuzji zakończył karierę w 1992 roku, choć ponoć
interesowały się nim Blackburn Rovers oraz Nottingham Forest. Zamieszkał w
Australii. W maju 2006 r. przeszedł krwotok podpajęczynówkowy, na szczęście
wyszedł z tego. Od kilkunastu lat zajmuje się promowaniem piłki nożnej na
Antypodach. Przez krótki czas był asystentem trenera Melbourne Heart (obecnie
Melbourne City). Dla rodaków, niestety, chyba na zawsze pozostanie „prawdziwym
Jesperem Olsenem”.
6
Duński pechowiec, który przeszedł do historii:
@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
@Stinger_
1
@OzzyFCB O tak, tak! Masz racje, to bardzo zabolało! Jednak też z drugiej strony tak jak bardzo kochamy Messiego, tak w tamtym meczu,kiedy spartolił rzut karny, byłem na niego tak wściekły jak nigdy!
12
Wybitny wyczyn Legii:
20 marca 1991 roku Sampdoria Genua zremisowała w rewanżowym starciu ćwierćfinałowym Pucharu Zdobywców Pucharów z Legią Warszawa 2:2 i odpadła z rozgrywek. „Jak do tego doszło, nie wiem” – jak dziś zaśpiewałby pan Zenon Martyniuk z grupy Akcent. Włosi powiedzieliby: incredibile (niewiarygodne)! W marcu 1991 roku dziennikarze, sami piłkarze a także kibice obu drużyn nie byli w stanie uwierzyć w to, co się stało. Stołeczny zespół, który w lidze spisywał się fatalnie, nie potrafił wygrywać i zajmował odległe 11. miejsce, walczył jak równy z równym z pewnie kroczącą po mistrzostwo Włoch Sampdorią. Meczowi w Genui towarzyszyły ogromne emocje i spora dramaturgia. Legioniści prowadzili 2:0 po popisie 19-letniego Wojciecha Kowalczyka, ale gospodarze zdołali wyrównać. Wojskowi kończyli spotkanie w dziesiątkę, bo w 88. minucie czerwoną kartkę (2. żółtą) obejrzał znakomicie broniący tego dnia Maciej Szczęsny. Jako, że Władysław Stachurski wykorzystał limit zmian (obowiązywały wówczas dwie), między słupki wszedł Marek Jóźwiak. Gola na szczęście nie wpuścił i to Legia zameldowała się w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów!
,,To był mój jedyny raz w bramce. Mogłem stanąć między słupkami podczas gry w Guingamp, ale trener się na to nie zdecydował. I to był jego błąd, bo kolega wpuścił dwie bramki, a myślę, że ja na jego miejscu lepiej bym się spisał. Do końca było mało czasu, więc musieli przedostać się pod naszą bramkę najprostszymi środkami. Posyłali, jak to się mówi, długą lagę do przodu i liczyli na łut szczęścia. W naszym polu karnym było dużo zamieszania ale koledzy z obrony spisali się bardzo dobrze, dzięki czemu nie miałem za dużo pracy”-Marek Jóźwiak, były obrońca Legii w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
1
@Tarnowitz Jakżesz mógłbym nie oglądać(!) kiedy Barcunie pokochałem zaledwie 2 lata wcześniej. Miałem wówczas 34 lata...
Jakżesz chciałbym mieć teraz choćby jeszcze 45 lat!
1
@Szalik Ja natomiast wściekałem się że Rijkaard postawił na ,,swojego" patałacha Van Bommela a na ławce dusił takie tuzy jak Iniesta i Larson!