FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
12
Duma Katalonii w Copa del Rey:
9 kwietnia 1986 r. FC Barcelona pokonała Athletic Bilbao na San Mames 2:1 w rewanżowym starciu półfinału Pucharu Króla. Barça tylko sobie znanym sposobem przetrwała pierwszy kwadrans rewanżu(na Camp Nou Barça wygrała skromnie 1:0). Bramkarz Urruticoechea kilkakrotnie ratował zespół przed utratą gola, który mógł dać wyrównanie stanu rywalizacji. W 15 minucie Schuster wykonał rzut rożny na krótki słupek, toru lotu piłki nie przeciął żaden z piłkarzy i wpadła ona do bramki. Dziesięciu piłkarzy Athletic, na czele z bramkarzem Zubizarretą domagała się odgwizdania faulu na golkiperze gospodarzy ale arbiter uznał gola. Piękny gol z rzutu wolnego Goikoetxei dał nadzieje na odrobienie strat, lecz przypadkowe wybicie z własnej połowy, po którym Carrasco wykorzystał sytuacje sam na sam zmniejszyło szanse Athleticu niemal do zera. ,,Wiedziałem że zagramy z Blaugraną ale nie spodziewałem się że spotkamy się również przeciwko trójce sędziowskiej. Przy pierwszym trafieniu arbiter najpierw wykonał gest jakby chciał odgwizdać faul ale nagle pokazał na środek boiska. Po tej sytuacji każda decyzja sędziego była dziwna”- podsumował trener Basków Iñaki Saez. Natomiast Schuster miał zupełnie inne zdanie: ,,Sędziowanie było fantastyczne”- podsumował Niemiec.
@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@siwykrb
@Stinger_
8
Żywe legendy polskiego futbolu:
8 kwietnia 1972 r. urodził się Piotr Świerczewski. Pomocnik. Młodsza publiczność zna go głównie jako celebryte i bohatera reality show ,,Agent”. Dawniej jego wizerunek gościł w domach wielu nastolatków na całym świecie. Pan Piotr znalazł się bowiem na okładce pierwszej edycji kultowej gry z serii FIFA. Szatnia GKS Katowice często gościła charakternych piłkarzy. Tacy byli Adam Kucz, Sławomir Wojciechowski czy Adam Ledwoń. W niczym nie ustępował im jednak właśnie Świerczewski. Waleczny, ambitny aż do ostatniego gwizdka, bardzo ofiarny zawodnik znakomicie sprawdzał się w roli defensywnego pomocnika. Pseudonim ,,Świr” pochodził tyleż od nazwiska, co bezkompromisowego drapieżnego stylu gry. Przekore pokazał już na początku kariery. Starszy brat Marek swe kroki skierował do Sandecji Nowy Sącz. Piotr postanowił natomiast iść do innej drużyny i wybrał derbowego rywala klubu krewniaka- Dunajec. Z powodu tych cech charakteru wpadł w oko Januszowi Wójcikowi trenerowi reprezentacji olimpijskiej. ,,Wójt” zabrał go na igrzyska do Barcelony, choć istniało poważne ryzyko wykluczenia Świerczewskiego. Zawodnik nie przeszedł pierwszych testów dopingowych. Kolejna próba oczyściła go jednak z zarzutów. Na turnieju zagrał w 5 z 6 meczów. Między innymi zaliczył asyste w starciu z Kuwejtem, po dośrodkowaniu z lewej strony. W finale został wprowadzony w 55 minucie za Marcina Jałochę. Grę od pierwszej minuty uniemożliwiał mu drobny uraz. Z Hiszpanii przywiózł srebrny medal. Odważnie zapowiadał w rozmowie z bratem jeszcze przed turniejem że medal przywiezie. Akurat pewności siebie nigdy mu nie brakowało.
Wraz z Tomaszem Wałdochem chyba najmocniej potem odcisnął piętno na seniorskiej reprezentacji Polski. Razem z Koźmińskim byli kluczowymi postaciami kadry Jerzego Engela, która awansowała na Mundial w 2002 r. Zagrał w 9 z 10 spotkań eliminacji. Na samych MŚ wystąpił zaś przeciwko Koreańczykom oraz Portugalii. Łącznie w kadrze wystąpił 70 razy i strzelił 1 gola. Dzięki temu należy do Klubu Wybitnego Reprezentanta. Na początku lat 90-tych był natomiast jedną z najbardziej wyróżniających się postaci na pozycji defensywnego pomocnika w Ekstraklasie. Razem z GKS Katowice sięgnął dwukrotnie po Puchar Polski i raz po Superpuchar; wywalczył wicemistrzostwo Polski oraz brązowy medal. Później rozwijał swa karierę we Francji. Wraz z S.C. Bastią zwyciężył w Pucharze Intertoto a z Olimpique Marsylia, gdzie pełnił rolę kapitana , zajął 3 miejsce w Ligue 1. Krótko grał też w Japonii i Anglii. Po przekroczeniu 30-tego roku życia powrócił do Polski. Na rodzinnej ziemi jeszcze dwukrotnie świętował zdobycie Pucharu Polski(z Groclinem Dyskobolią i Lechem) a także dołożył do tego 2 Puchary Ligi(oba z Groclinem), Superpuchar Polski(z Lechem) oraz brązowy medal mistrzostw Polski z Groclinem. Świerczewski w swojej karierze nie unikał kontrowersyjnych sytuacji. Zdawało się że czas ustatkowania się nadejdzie już przed igrzyskami. ,,Świr” wziął ślub i sprzedał ,,szpanerskiego” forda sierre. Jego zapalczywy charakter niejednokrotnie jednak dawał potem o sobie znać. Przydarzyły mu się między innymi bójki z dziennikarzami, kibicami, piłkarzami innych drużyn czy nawet… policjantami. Z drugiej strony dzięki ambicji cieszył się sławą jednego z bardziej lubianych zawodników w kraju. Występował w filmach i serialach. Nie odszedł całkiem od futbolu. W Ekstraklasie był m.in. menadżerem ŁKS-u. Ponadto prowadził też Znicza Pruszków czy Motor Lublin. Niedawno pełnił również funkcje II trenera w kadrze U-21.
@Adran360
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@siwykrb
@Stinger_
0
@FcPortoFan1999 No cóż, nie każdy będzie ,,alfą" i ,,omegą"....
13
Legendy polskiego futbolu:
8 kwietnia 1950 r. w Malborku urodził się Grzegorz Lato, napastnik. Były takie czasy kiedy Ekstraklasa stanowiła jedyną lige na świecie, gdzie w jednym meczu spotykali się dwaj królowie turniejów olimpijskich oraz król strzelców mundialu. Działo się tak podczas spotkań Legii Warszawa ze Stalą Mielec. W drużynie ze stolicy grał zdobywca korony z Igrzysk z Monachium. Po stronie mielczan jego osiągnięcie skopiował Andrzej Szarmach w Montrealu. Natomiast Grzegorz Lato był najskuteczniejszym zawodnikiem Mistrzostw Świata w RFN. Do dziś jest jednym z dwóch(z Rosjaninem Salenką) zawodnikiem z takim tytułem, który biegał po boiskach Ekstraklasy ale jedynym, który go zdobył jako przedstawiciel klubu z najwyższej polskiej ligi. W RFN wyszedł mu turniej życia. Lato pokonał po 2 razy bramkarzy Argentyny i Haiti. Był też autorem zwycięskich trafień w starciach ze Szwecją i Jugosławią. W spotkaniu ze Skandynawami zakończył wyborną serie Ronniego Hellstroema(595 minut bez straty bramki). Był też pierwszym zawodnikiem, który go pokonał na tych MŚ. Na zakończenie zaś w spotkaniu z Brazylią, czyli obrońcą tytułu, jego błyskotliwy rajd dał Polakom 3 miejsce na świecie. W tej decydującej akcji pokazał swoje największe zalety- ruchliwość, spryt, umiejętność zmiany tempa oraz dobre oko. Na linii środkowej otrzymał podanie od Maszczyka. Reszta aż po sam moment wykończenia, należała już do niego. Balansem ciała oszukał obrońcę Canarinhos i wyrobił sobie nad nim sporą przewagę. Tego dystansu przeciwnik nie był już w stanie nadrobić. Tymczasem Lato pociągnął aż pod same pole karne i lekkim ale bardzo precyzyjnym strzałem posłał piłke obok bramkarza. ,,Zobaczyłem że sędzia liniowy podnosi chorągiewke. Zorientowałem się w tym momencie iż Kapka jest na pozycji spalonej. W tej sytuacji zrezygnowałem z oddania mu piłki i zaryzykowałem samotny rajd. Na szczęście zakończył się on powodzeniem. Teraz niech pokażą Holendrzy czy potrafią strzelić więcej niż ja goli”- opowiadał o tej sytuacji dziennikarzom ,,Nowin Rzeszowskich” Grzegorz Lato.
,,To był ekscytujący gol”- dodawał londyński dziennik ,,Observer”. Mógł jeszcze podwyższyć rezultat. W 88 minucie wyszedł bowiem sam na sam ale bramkarz Canarinhos tymrazem był górą. Polska wygrała ten mecz 1:0 i cieszyła się z 3 miejsca na świecie. Holendrzy(o których mówił pan Grzegorz) na czele z Cruijffem na czele nie dogonili go jednak w klasyfikacji strzeleckiej. W ten sposób Lato zdobył koronę króla strzelców z dorobkiem 7 goli. ,,Zdobycie tytułu króla strzelców to to zasługa wszystkich kolegów z zespołu”- odpowiadał sam skromnie. O 2 trafienia wyprzedził wtedy Neeskensa i swego kolegę z reprezentacji a wkrótce też z klubu- Andrzeja Szarmacha. Do dziś plasuje się pod względem liczby trafień na jednym Mundialu na 7 miejscu ex aequo z Jairzinho. W całej historii wyprzedzają ich tylko Stabile, Ademir, Kocsis, Fontaine, Eusebio oraz Gerd Müller. Trafił też po tym Mundialu do zespołu All-Stars według agencji UPI oraz jedenastek turnieju AFP i News of the World. Magazyn ,,Sunday People” sklasyfikował go na 3 miejscu wśród najlepszych zawodników turnieju. Kiedy z Mundialu wrócił do Polski, Ekstraklasa wraz z Bundesligą i portugalską Primeirą Ligą stanowiła elite lig, w których w sezonie 1974/75 występowali królowie strzelców Mundialu. Od tego momentu kibice w najwyższej polskiej lidze ochoczo skandowali: ,,Grzegorz Lato tego lata najlepszym piłkarzem świata”. Na krajowym podwórku również Lato błyszczał skutecznością, choć tak naprawdę… nie był on napastnikiem. Trenerzy ustawiali go najczęściej na prawym skrzydle. Jego ruchliwość sprawiała jednak że można się było jego spodziewać w każdym sektorze boiska. ,,Czy Lato jest najlepszym polskim skrzydłowym? Na pewno najszybszym”- powiedział kiedyś Kazimierz Górski w wywiadzie dla walijskiej prasy. Podczas medalowego Mundialu bardzo często zamieniał się stronami z Gadochą, co wzbudziło popłoch w szeregach rywali. ,,W ataku czuję się nie gorzej niż w pomocy”- mówił sam o sobie.
Bardzo dobrze grał też głową. Niektórzy żartowali iż gracz obdarzony niegdyś bujną czupryną, stracił włosy właśnie od częstych zagrań głową. W pierwszym meczu po powrocie z MŚ od razu wpisał się na liste strzelców. Jego skuteczność zawodnicy z Ekstraklasy znali zresztą jeszcze przed turniejem. Już w sezonie 1972/73 został królem strzelców. Powtórzył ten wynik także w edycji rozgrywanej bezpośrednio po Mundialu. Dokonał tego z dorobkiem 19 goli, co było najlepszym wynikiem w lidze od 6 lat. Z mielecka Stala zdobył 2-krotnie mistrzostwo Polski, wicemistrzostwo oraz dwa brązowe medale. W europejskich pucharach jego największym dokonaniem była gra w ćwierćfinale Pucharu UEFA. Zdobył też Lige Mistrzów ale w strefie CONCACAF, gdzie występował po wyjeździe z Europy. Po 3 miejscu na Mundialu oraz koronie króla strzelców znalazł się na 6 miejscu w plebiscycie Złotej Piłki wśród najlepszych piłkarzy Europy. Rok później był 17 ex aequo z Christo Bonewem, Ivo Viktorem i Gerdem Müllerem. Zostal 3-krotnie piłkarzem roku w Polsce: w 1974 według ,,Sportu” oraz w 1977 i 1981 według ,,Piłki Nożnej”. Wśród polskich piłkarzy wyróżnia się największą kolekcją medali z turniejów międzynarodowych. Posiada złoto i srebro Igrzysk Olimpijskich ale też 2 srebra Mundialowe(za 3 miejsca). Wraz z Władysławem Żmudą oraz Markiem Kustą i Andrzejem Szarmachem tworzył kwartet jedynych piłkarzy, którzy byli w kadrze na obu MŚ zakończonych podium Polaków(1974 i 1982). Z tym pierwszym szedł łeb w łeb pod względem rozegranych meczów na Mundialu. Starcie z Francją o 3 lokate w 1982 była dla obu 20 meczem na MŚ w karierach a dla Laty też 100 w kadrze. Po nim zdecydował się jednak zakończyć karierę. ,,Nie stać chyba już by mnie było na pogodzenie występów w klubie i drużynie narodowej a nie chciałbym aby powoływano mnie na kredyt”- uzasadniał Lato. Na tym drugim turnieju pod wodzą Piechniczka, tak jak 8 lat wcześniej, należał do najważniejszych postaci kadry. Gola strzelił w starciu z Peru.
Legendarny bramkarz Włoch, Dino Zoff powiedział o nim przed półfinałem: ,,Jest super wzorem jak należy grać w piłke”. Trafienia na Mundialu zanotował też w 1978 przeciwko Tunezji i Brazylii. Jego kolekcja goli z MŚ liczy więc aż 10 goli. To rekord wśród Polaków. Lato był pierwszym zawodnikiem w historii, który rozegrał 100 oficjalnych spotkań w reprezentacji. Jego wynik na razie przebili tylko Żewłakow, Błaszczykowski i Lewandowski. Ponadto znajduje się na 3 miejscu pod względem liczby strzelonych goli za Lewandowskim i Lubańskim. Po zakończeniu kariery na początku lat 90-tych był trenerem, prowadził m.in. Stal Mielec, Widzew Łódź, Olimpie Poznań i Amikę Wronki. Później zajął się działalnością polityczną. Sprawował mandat senatorski. W latach 2008-12 był też prezesem PZPN. To za jego kadencji Polska organizowała Euro 2012.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Adran360
1
@Safrani Akurat ten wynik jest w zasięgu naszej Barcuni ale mnie się wydaje że te minimum 3:0 powinno wystarczyć do awansu, gdyż na wyjeździe Blaugrana gra lepiej, więc coś tam może ustrzeli...
12
Twierdza Camp Nou:
8 kwietnia 2009 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou 4:0 Bayern Monachium w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów. Duma Katalonii śpiewająco poradziła sobie z Niemcami. Zwycięstwo 4:0 było potężne ale gdyby skończyło się 8:0, nikt nie mówiłby o niesprawiedliwości, gdyż Katalończycy dominowali na boisku całkowicie. ,,Wysublimowanie techniczne zawodników Blaugrany sprawiło że ten mecz był dziełem sztuki. Bayern został upokorzony”- pisał ,,El Pais”. Mimo tak wyraźnej przewagi swych zawodników Guardiola szalał przy linii bocznej, wyzywał sędziego i ostatecznie został usunięty na trybuny. Gole dla Barçy zdobyli: Messi(2), Eto’o oraz Henry.
Oto dzieło sztuki:
@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@siwykrb
@Stinger_
11
Legendarni prezydenci Blaugrany:
8 kwietnia 1964 r. zmarł Agustin Montal Galobart, prezydent FC Barcelony w latach 1946-52. Stanowisko objął decyzją dyktatorów reżimu ale z perspektywy klubu był to dobry wybór. Za jego rządów liczba socios zwiększyła się z 20 do 30 tysięcy. 28 lipca 1948 r. zorganizował pierwsze zgromadzenie socios po 12 latach przerwy. W 1949 r. z okazji 50-lecia powstania Blaugrany zorganizował turniej będący hołdem dla Waltera Wilda i Joana Gampera, w którym uczestniczyły brazylijski Palmeiras i Boldklubben Kopenhaga. Mecz z Duńczykami uroczyście rozpoczął wnuk Gampera. Na turniej zaproszono byłego gracza Emilio Waltera, któremu Agustin przez kilka lat wysyłał paczki żywnościowe do Niemiec. Inne ważne decyzje mandatu Montala Galobarta to zatrudnienie Kubali i kupno terenów pod przyszłe Camp Nou.
@Stinger_
@siwykrb
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Adran360
0
@Safrani Z Borussią!? Weź nie żartuj! Przecież my nawet z Leganes nie potrafimy 5:0 wygrać....
10
Rekordy Blaugrany:
8 kwietnia 1962 r. FC Barcelona odniosła rekordowe w swojej historii zwycięstwo w Pucharze Hiszpanii, gromiąc Club Deportivo Basconia aż 10:1(!) w rewanżowym starciu ⅛ tychże rozgrywek. Hattrickiem popisał się w tym meczu Jesus Pereda. Pozostałe gole strzelali Verges(2), Szalay(2), Pais, Zaldua oraz Zaballa.
@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@siwykrb
@Stinger_
14
Hattrick ,,La Pulgi”:
7 kwietnia 2018 r. FC Barcelona pokonała na własnym stadionie CD Leganes 3:1 w 31 kolejce Primera Division. Hattrick zaliczył Leo Messi. Dla gości w 68. minucie trafił El Zhar. Duma Katalonii zrobiła kolejny krok ku mistrzowskiej koronie. Od początku potyczki z Leganes widać było, że gole dla gospodarzy były kwestią minut. Strzały Philippe Coutinho i Gerarda Pique bronił bramkarz lub były one niecelne. Z kolei w 19. minucie Luis Suarez z bliska trafił w Pichu Cuellara. Premierowy gol padł w 27. minucie. Z rzutu wolnego z ok. 25 metrów uderzył Lionel Messi, źle ustawiony bramkarz nie mógł obronić tego strzału. Pięć minut później padła druga bramka. Messi otrzymał piłkę w polu karnym od Philippe Coutinho i z rywalem na plecach przebiegł kilka metrów. Strzał z ok. 11 metrów był formalnością. W drugiej części Leganes kilka razy pokazało pazurki. W 49. minucie minimalnie niecelnie głową uderzył rezerwowy Claudio Beauvue. Z kolei w 67. minucie przestrzelił Darko Brasanac. W międzyczasie w bramkę z bliska nie trafił Pique. Goście złapali kontakt w 68. minucie Sprzed pola karnego precyzyjnie uderzył Nabil El Zhar i zrobiło się tylko 2:1. Barcelona nie panikowała, tylko grała swoje. W 81. minucie z kilku metrów nie trafił Suarez. Skuteczniejszy był Messi. Argentyńczyk na dwie minuty przed końcem, uderzając z sześciu metrów, skompletował hattrick i ustalił wynik gry.
@Sysia11
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Adran360
9
Duma Katalonii w końcu się doczekała:
7 kwietnia 1974 r. FC Barcelona zapewniła sobie długo wyczekiwane mistrzostwo Hiszpani. To był tytuł, który cules świętowali najmocniej w całej historii klubu. Katalończycy nie wygrali La Ligi przez 14 lat(!) a w tym samym czasie Real Madryt świętował tytuł aż dziewięciokrotnie. Blaugrana przypieczętowała sukces w Gijon z tamtejszym Sportingiem, gdzie grał Quini, o którym Michels mówił iż nie widzi dla niego miejsca w składzie gdyż zatrudnił już Claresa. Barça zaczęła sezon 1973/74 od miejsca w strefie… spadkowej! Dopiero transfer Cruijffa spowodował że nie przegrała 24 kolejnych spotkań i wygrała w tym okresie 19 meczów. W Gijon Duma Katalonii przegrywała już 2:1 lecz w ciągu 12 minut Marcial ustrzelił hattricka i zapewnił upragniony tytuł. Po meczu pytano Michelsa czy można porównać FC Barcelone do Ajaxu a ten odpowiedział: ,,To nie było by sprawiedliwe. Ajax ma kilka Pucharów Europy a Barça dopiero zaczyna”. Michels okazał się swego rodzaju prorokiem ponieważ FC Barcelona na kolejny tytuł czekała aż 11 lat!
@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@siwykrb
@Stinger_
9
Rewanż z rezerwami:
7 kwietnia 1957 r. FC Barcelona pokonała na ,,Les Corts” CD Condal(do 1956 r. rezerwy FC Barcelony) 5:0 w 28 kolejce Primera Division, po 2 golach Luisa Suareza oraz po jednym Basory, Manchona i Rodriego. Historia rezerwowych drużyn Blaugrany jest skomplikowana. Przeszły przez nią historie fuzji, sojuszy kibiców i rozstań, zanim w 1970 r., wraz z utworzeniem FC Barcelona B, znanej wówczas jako Barcelona Atlético, ustalono obecną strukturę. Pierwszym zespołem, który został zrzeszony jako rezerwowy zespół klubu, był Sección Deportiva La España Industrial. Założony w 1923 roku, był drużyną fabryczną producenta tekstyliów, którego właścicielem był Josep Antoni de Albert, który w 1943 roku został prezesem FC Barcelona. W 1946 roku zespół został w pełni zrzeszony z Barçą i zaczął okazjonalnie grać na ,,Camp de Les Corts”, podczas gdy większość meczów rozgrywano na ,,Campo de Hostafranchs”. W 1952 roku klub dotarł do La Segunda, a cztery lata później wywalczył awans do La Primera. Aby zająć pozycję w najwyższej klasie rozgrywkowej, klub odłączył się od FC Barcelona i przyjął nazwę CD Condal. Nadal grali w ,,Les Corts”, ale ich pobyt w La Primera trwał tylko jeden sezon i zakończyli na ostatnim miejscu. Oba ich mecze z FC Barcelona rozgrywane były na ,,Les Corts”. Pierwszy mecz 12 stycznia 1957 r., z Condal jako gospodarzem, zakończył się remisem 1-1. Rewanż na ,,Les Corts” odbył się 7 kwietnia 1957 r. i był jednostronnym widowiskiem, w którym Barcelona wygrała 5-0.
@Stinger_
@siwykrb
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Adran360
11
Premierowe Derby w Primera Division:
7 kwietnia 1929 r. FC Barcelona rozegrała pierwsze ligowe derby z Espanyolem w 8 kolejce premierowych mistrzostw Hiszpanii. Duma Katalonii wygrała ten mecz 1:0 po golu Jose Sastre. Bramki Espanyolu strzegł wówczas legendarny Ricardo Zamora, który zapobiegł utracie kolejnych goli.
@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
0
@FcPortoFan1999 No to cię pociesze że Porto ,,nie grozi" Liga Mistrzów, więc możesz spać spokojnie. A co do O Classico, to byłoby miło gdyby Smoki wygrały, więc trzymam za nich mocno kciuki. Jak nie zasne to będe oglądał do końca.......!
0
@FcPortoFan1999 Jak mam to rozumieć: ,,przynajmniej będę miał spokój z oglądaniem przyszłorocznej ligi fraudów/klaunów"?
0
@FcPortoFan1999 Byłem niemal pewny na 100% że zareagujesz na mój komentarz :) No powiedzmy że nie jest faworytem ale ja jestem za FC Porto zawsze, od czasu Józia Młynarczyka! Skoro mówisz że Smoki nie są faworytem to jak obstawiasz te O Classico!?
2
O prosze! W Portugalii O Classico(!) po raz 257 w historii i po raz 182 w lidze jeśli się nie myle? Bilans ligowy jest bodaj na korzyść FC Porto, jeśli dobrze licze 72 zwycięstwa Porto do 60 Benfiki. Patrząc na ostatni wynik na ,,Estadio do Dragão"(5:0), to FC Porto wydaje się być faworytem do zwycięstwa. No i niech tak zostanie...
2
@FCBparasiempre
Herrera
przekonał swoich zawodników że pokonają Rosjan a następnie sięgnął po
mistrzostwo. Jednak franco poskromił jakiekolwiek sny, które ta grupa najlepszych
graczy hiszpańskich klubów miała o Europejskiej chwale, zakazując jej
rozegrania meczów na terytorium Radzieckim i zamiast tego proponując rozegranie
dwóch meczów na neutralnym terenie. Moskwa odrzuciła Tę prośbę. Działania Franco
wynikały z pamięci o hiszpańskich weteranach błękitnej Dywizji, który wraz z
Niemcami cierpieli na froncie wschodnim i których część rzekomo wciąż
przebywała w sowieckich obozach koncentracyjnych. Jednak później twierdził że
tym, co zmusiło go do podjęcia takiej decyzji były otrzymane przez niego
szczegółowe raporty policji, które ostrzegały przed informacjami radzieckich
mediów przewidujących że Rosja otrzyma duże wsparcie kibiców nie tylko w
Moskwie ale także i na Bernabeu. Franko wyczuł komunistyczną intrygę: sowiecką
sztuczkę propagandową mającą wyeksponować niepopularność reżimów wśród
uchodźców z okresu wojny domowej a także pozostałych zwolenników Republiki. Te
przypuszczenia wraz z prośbą Rosjan o zagranie hymnu sowieckiego a także
zawieszenie flagi ZSRR nad stadionem Bernabeu przyniosły zbyt dużo argumentów
aby Franko i jego poplecznicy (towarzysze broni z Wojny domowej) z
hiszpańskiego Związku Piłki Nożnej mogli pozostać na nie obojętni, więc
wycofali reprezentację Hiszpanii z turnieju. Szczegóły tej kontrowersji nigdy
nie zostały przedstawione poddanych w tamtych czasach ostrej cenzurze mediach
hiszpańskich, czego głównym powodem była próba obwinienia Związku Radzieckiego
o wywieranie nacisków, aby mecz został rozegrany na neutralnym terenie. Spór
został źle odebrany wśród części piłkarzy, którzy prywatnie mieli żal do
polityków o bezpardonowe wtrącanie się w ich działalność sportową. Reprezentant
Hiszpanii Pereda powiedział podczas wywiadu, którego udzielił w 2010 roku: ,, Wszyscy
powróciliśmy do domu wielce zasmuceni. Ja a także inni raczej nigdy nie byliśmy
w Rosji. Byliśmy naprawdę zaciekawieni tym że zobaczymy kraj, który wydawał się
tajemniczy dla nas i innych Hiszpanów, którzy nie udali się po wojnie domowej
na wygnanie lub nie walczyli tam podczas II wojny światowej. Była to także dla
nas okazja aby zagrać w finale dużego turnieju. Pamiętam że zbieraliśmy się w
siedzibie Hiszpańskiego Związku w Madrycie, kiedy nagle powiedziano nam że mecz
został odwołany i że możemy wracać do domów. To wszystko z powodu presji
politycznej. Niektórzy ministrowi powiedzieli żeby grać, inni żeby nie grać ale
to Franco był szefem a on powiedział nie". W imieniu drużyny Herrera
publicznie wyraził swoje niezadowolenie, nie czyniąc bezpośredniej wzmianki o
polityce a tym bardziej nie obwiniając Franka. Rozgłaszane wszędzie plotki
sugerowały że żal nie był wynikiem jakich patriotycznych pobudek czy miłości do
piłki nożnej ale raczej utraty bonusów finansowych, które hiszpański Związek
Piłki Nożnej obiecał Herrerze w przypadku pokonania Związku Radzieckiego. To posunięcie
na pewno nie pomogło Franco w poprawie wizerunku za granicą. ,, The times"
potępił to, co nazwał arbitralnym i próżnym politycznie, przymusowym działaniem,
które naruszało podstawowe założenia MKOL-u i FIFA. Gazeta sugerowała, całkiem
zresztą precyzyjnie że Franco chciał uwierzytelnić swój wizerunek
antykomunistycznego wojownika zimnej wojny, aby zyskać w oczach swojego
militarnego i handlowego sojusznika Stanów Zjednoczonych. Rzeczywiście sprawa
miała niewiele wspólnego z samą piłką nożną. Herrera przetrwał jeszcze dwa lata
na stanowisku selekcjonera reprezentacji Hiszpanii, jednak zyskał tyle samo
wrogów co przyjaciół i ci pierwsi ostatecznie go dorwali. Argentyńczyk od razu
musiał zmierzyć się z krytyką z powodu pozbycia się Kubali, najpierw z Barçy a
następnie z drużyny Narodowej. Swoją decyzję usprawiedliwiał utratą formy a
także brakiem dyscypliny co wiązało się z nadużywaniem alkoholu przez Węgra.
Herrera przepędził nie tylko Kubalę ale także inną legendę hiszpańskiego
futbolu- Pepe Samitiera, byłą gwiazdą a następnie dyrektora technicznego FC Barcelony.
Po sporze z trenerem Samitier przeniósł się do Realu Madryt, gdzie miał tyle
samo przyjaciół, włącznie z samym Franco, co w stolicy Katalonii i tam pielęgnował
powiększającą się urazę do Argentyńczyka. Do czasu kiedy Hiszpania awansowała
na Mistrzostwa Świata w Chile 1962 roku Herrera stał się, jak przedstawił to
Alfredo Relaño ,, czarnym charakterem w filmie... Dla wielu innowator, dla
innych prawdziwych antychryst piłki nożnej". Na papierze drużyna
Hiszpanii, która pod wodzą Herrery awansowała na mundial w 1962 roku mogła
wyłącznie zachwycać ze względu na dużą liczbę utalentowanych zawodników i
doświadczenie. W składzie było czterech naturalizowanych obcokrajowców: di
Stefano, urodzony w Urugwaju obrońca Realu Madryt Jose Santa Maria, Puskas oraz
urodzony w Paragwaju napastnik Barçy Eulogio Martinez i grupa rdzennie
hiszpański gwiazd, wśród których byli Gento, Collar, Peiro, Garay, Adelardo i
del Sol. Jednak w Hiszpanii a nie zdołała przebrnąć przez pierwszą rundę, w
której zmierzyła się z Meksykiem oraz z późniejszymi finalistami turnieju
Czechosłowacją i przyszły mistrzem Brazylią.
Jak pisał
Brian Glanville, składowe elementy drużyny brazylijskiej ,, rozleciały się a
następnie dziwnie i równomiernie powróciły na swoje miejsce". W ciągu tych
czterech lat od poprzedniego Mistrzostwa Świata Brazylii, dwóch kluczowych
zawodników tej reprezentacji z mieszanymi sukcesami grało La Liga. Vawa, który
strzelił dwa gole w finale z 1958 roku spędził dwa udane sezony w barwach
Atletico Madryt. Drugim z graczy był Didi, jedna z nielicznych zagranicznych
gwiazd ściągniętych przez Bernabeu, której nie powiodło się w Realu Madryt. Po
części wynika to z faktu że nigdy nie potrafił nadążyć za energią i szybkością
drużyny a po części z powodu problemów osobistych, który wiązały się z osobą
jego żony. Jego partnerka pracowała jako dziennikarka i twierdziła że di
Stefano jest zazdrosny o jej męża i źle go traktuje. Tymczasem di Stefano
zarzucał Didiemu że za mało walczy o piłkę i zbyt łatwo ją traci. ,, Stadion
Bernabeu lubi jakość ale ceni także wysiłek, pracowitość, oddanie- pragnie
bitwy. To widownia, która jest przyzwyczajona do wygrywania a aby wygrywać
trzeba walczyć"- powiedział kiedyś di Stefano. Innymi słowy Didi się nie
liczył. Prawdopodobnie to brak szczęścia a nie słaba gra zadziałał na
niekorzyść reprezentacji Hiszpanii dowodzonej przez Helenie Herrera. Zaczęło
się od chwiejnego startu, w którym Hiszpanie przegrali z Czechami 01. Ich
pierwsze akcje zostały otwarte przez solidną obronę a płynności gry
przeszkadzały brutalne ataki, które okaleczyły gwiazdy Herrery. Agresja Czechów
doprowadziła do tego że jeden z graczy, Martinez, z czystej frustracji kopnął
jednego z rywali w brzuch. W drugim meczu z Meksykiem Hiszpanie odnaleźli swój
rytm. Po raz kolejny solidna obrona stawiała opór atakom Hiszpanii ale tym
razem Bogowie się do nich uśmiechali i Peiro w ostatniej minucie zdobył
zwycięską bramkę. W ostatnim meczu fazy grupowej Hiszpania zmierzyła się z
Brazylią. Hiszpanom do wyjścia z grupy wystarczał remis. To był mecz, w którym
Didi planował zemścić się na Di Stefano ale ten po naderwaniu mięśnie został
pominięty w wyjściowym składzie. Zanim turniej się rozpoczął ojciec di Stefana
pojawił się z ,, magiczną" maścią, która jednak nie pomogła
kontuzjowanemu. Konflikt osobowości doprowadził do trwałego sporu pomiędzy Di
Stefano a Herrerą. Wówczas młody reprezentant Hiszpanii Fuste wspominał: ,, di
Stefano był facetem, który chciał przewodzić, chciał być szefem i chciał żyć
jak szef. Problem tkwi w tym że Herrera także chciał być szefem i nie było W
tej drużynie miejsce dla nich obu". Herrera przed meczem z Brazylią podjął
ogromne ryzyko: dokonał 9 zmian w swoim wyjściowym składzie. Wymienił dwóch
napastników, del Sola i Suareza, bramkarza Carmelo oraz obrońcę Santamaria. W
ich miejsce wystawił atakującą piątkę z Puskasem i Gento obok trzech graczy
Atletico Madryt prowadzonych przez Peiro. Dziennikarze ogłosili to spotkanie jednym
z najlepszych w turnieju. Hiszpania grała z poświęceniem i sprytem. Wśród tych,
którzy oglądali mecz znalazł się angielski dziennikarz i Bryan Granville, który
zauważył że przez pierwszą godzinę Hiszpania grała defensywnie, co rozciągnęło
grę Brazylijczyków. Szybki kontratak wyprowadzony przez Puskasa pozwolił Hiszpanom
zdobyć gola na 10 minut przed przerwą. Hiszpanie pozostali wierni swojej
taktyce i utrzymali się przy prowadzeniu do 72 minuty, kiedy to Brazylia
wyrównała. Następnie na 4 minuty przed końcem Brazylijczycy strzelili
zwycięskiego gola. Glanville doszedł do wniosku że to była ,, wielka
niesprawiedliwość wobec Hiszpanii", która jego zdaniem była tamtego dnia
lepiej zorganizowana i bardziej zmotywowana. Niemniej jednak odpadnięcie
Hiszpanii z mistrzostw świata w 1962 roku odnowiło starą debatę na temat
przyszłości hiszpańskiej piłki, które dała dojść do głosu okrutnym uprzedzeniom
z przeszłości. Ataki nacjonalistów skupiły się na wpływach zagranicznych, które
były widoczną częścią hiszpańskiej ekspedycji. Krytyce przewodził kontrolowany
przez państwo dziennik sportowy ,, Marca". Gazeta pisała że słabe
osiągnięcia Hiszpanii były spowodowane niedostateczną hiszpańskością w składzie
a także w duszy wybranych zawodników. Z jednej strony dziennik uznawał że
zagraniczni piłkarze, jak di Stefano, Puskas i Kubala oraz trenerzy, jak Daučik
(węgierski teść Kubali), Paragwajczyk Manuel Fleitas czy sam Herrera dodawali
,, barw i emocji", które pomogły klubom takim jak FC Barcelona, Real
Madryt oraz Atletico Madryt zdobyć krajowe oraz międzynarodowe trofea ale z
drugiej strony twierdzono że obcokrajowcy blokują rozwój rodzimych talentów. ,,
Jest jeszcze gorzej, kadra narodowa jest tak pełna zagranicznych graczy i tak
wyszkolona na zagraniczną modłę że już przestała grać jak drużyna prawdziwych
Hiszpanów: z pasją, agresją, odwagą, męstwem a przede wszystkim z furią"-
pisała ,,Marca". Nawet największa gwiazda kadry, urodzonej wychowywany w
Hiszpanii Luis Suarez nie umknął przed krytyką. Fakt że postanowił opuścić swój
kraj i występować w zagranicznym klubie został użyty przeciwko niemu przez jego
adwersarzy, którzy nazwali to aktem niepatriotycznym. Co do Herrery, to podczas
swojego pobytu w Hiszpanii narobił sobie tak wielu wrogów że stał się celem
bezpardonowych ataków, które uczyniły z niego najemnika, lojalnego wyłącznie
wobec siebie.
8
@FCBparasiempre
W okresie 12
lat pomiędzy mistrzostwami świata z 1950 a 1962 roku reprezentację Hiszpanii
prowadziło 16 trenerów. Żaden z nich nie miał talentu, zdolności
organizacyjnych czy wizji, aby wyciągnąć to, co najlepsze z klubowej piłki
stworzyć drużynę z dolną do zdobywania tytułów. Być może ten jedyny, któremu
udało się to osiągnąć, Helenio Herrera, selekcjoner w latach 1959-62, był zbyt
arogancki i swoim podejściem powodował zbyt wiele podziałów, aby był w stanie
stworzyć prawdziwą kadrę narodową. Podczas gdy kluby podnosiły swój poziom
dzięki obecności zagranicznych graczy i pobierały lekcje u zdolnych trenerów,
Hiszpania jako kraj piłkarski z pewnym opóźnieniem podchwytywała zagraniczne
sztuczki i czary, których przebłyski widziała podczas tournee San Lorenzo de Almagro.
Spośród wielu przyczyn sławy Herrery mało która może być tak negatywna jak
doprowadzenie do alienacji zarówno Alfredo di Stefano, jak i Ladislao Kubali,
dwóch największych postaci w hiszpańskim futbolu. Herrera był koczownikiem,
który u szczytu swojej kariery wprowadził do zawodu trenera piłkarskiego
magiczne dotknięcie a także silną osobowość. Urodził się w Argentynie jako
dziecko hiszpańskich imigrantów, Jego ojciec był wygnanym anarchistą. Kiedy
miał 4 lata wyemigrował z rodzicami do Casablanki, gdzie przyjął francuski
obywatelstwo. RR w późniejszych latach twierdził że nauczył się wszystkiego, co
potrzebował wiedzieć o piłce nożnej, nazywanej przez niego szkołą życia, jako
chłopiec dorastający w Afryce północnej, integrując się i grając na jednym
boisku z Arabami, Żydami, Francuzami i Hiszpanami. Podczas swojego dwuletniego
pobytu w FC Barcelonie w latach 1958-1960 używał swoich mocy psychologicznych,
aby motywować drużynę, która zbyt często zdawała się mentalnie obciążona
historią klubu, oraz przejawiał skrywane kompleksy wobec swojego rywala Realu
Madryt. Szybkość, z jaką barwę wydobywa się z czasowego zastoju i rozkwitła pod
wodzą Herrery spowodowała że w Madrycie powstały teorie spiskowe na temat
oszustw, sekretnych rytuałów a także nielegalnego stosowania narkotyków. Choć większość
negatywnych informacji w prasie dotyczyła bezwstydnego merkantylizmu trenera,
to zyskał on szacunek swoim zawodników, z wyjątkiem starzejącego się Kubali,
którego uważał za niepotrzebny dodatek. Puste, który w tamtym czasie był jednym
z młodszych graczy Bursy wspominał: ,, Herrera był psychologiem piłki nożnej.
Był bardzo dobry w motywowaniu piłkarzy. Przekonywał ich że są lepsi od
przeciwnika. Zaczął mnie wystawiać, kiedy miałem 17 lat. Patrzyłem na starszych
kolegów: Kubalę, Evaristo i Ramalletsa, jakby byli bogami. Herrera wiedział jak
najlepiej wykorzystać środki, które miał do dyspozycji". Herdera
wprowadził hiszpańską i włoską piłkę nożną w nowoczesną erę trenerów, którzy
wpływali na styl i światopogląd swoich zawodników. Z tego powodu był pierwszym
trenerem, którego uznano za twórcę sukcesów swojej drużyny. Do tamtego momentu
rola szkoleniowca była raczej marginalna, z wyjątkiem przedwojennych przykładów,
ekscentrycznych angielskich dżentelmenów jak Mr. Pentland z Athletic Bilbao czy
nieustraszonych Irlandczyków jak trener FC Barcelony Patryk O'connel. W latach
50-tych zespoły były bardziej znane ze swoich zawodników niż trenerów, jak
chociażby Real Madryt i di Stefano. Jednakże Katalończycy wciąż wspominają erę
Herrery, zaś Inter Mediolan z lat 60-tych nadal jest określany jako Inter Herrery.
Zaczęto go nazywać ,, Magiem" a to ze względu na innowacyjne metody
motywacyjne, które część obecnych utytułowanych trenerów, jak Pep Guardiola czy
Jose Mourinho wciąż stosuje. Jego pełne animuszu przemówienia zawierały takie
zwroty jak: ,, ten, kto nie daje z siebie wszystkiego nie daje niczego".
Herrera gardził innymi hiszpańskimi trenerami, którzy nie byli w stanie nawiązać
więzi z podopiecznymi i zmienić ich nawyków. Jego przedmeczowe rozgrzewki, jaki
sesje treningowe były bardzo wymagające, jego konferencje prasowe zazwyczaj
kontrowersyjne, Podobnie było z przygotowywaniem drużyny do meczów. Po podaniu
piłkarzom filiżanek z herbatą zrobioną z różnych ziół i przypraw, których skład
znał tylko on, kazał swoim piłkarzom uformować koło. Następnie po kolei rzucę
piłkę w kierunku każdego zawodnika i patrząc mu prosto w oczy wykrzykiwał
pytania: ,, Co sądzisz o meczu? Jak zagramy? Dlaczego wygramy?" i żądał
odpowiedzi. Im dłużej kręcił się wokół okręgu, tym pytania nabierały
intensywności. W momencie gdy wrzawa osiągnęła swoje apogeum krąg się rozpadał,
piłkarze się rozbiegali, potem wracali do kręgu i wykrzykiwali: ,, wygramy".
Herrera
zachęcał do przesądów, które(jak sam wierzył) uzupełniały tradycyjne, z jakimi
większość klubów była związana z racji katolickich korzeni dużej części
piłkarzy i kibiców. Znalazł podatny cel swoich sztuczek w postaci urodzonego w
Galicji Luisa Suareza, atakującego pomocnika, który ze względu na kreatywne
podanie i wybuchowy talent strzelecki był przezywany ,, El
Arquitecto"(Architekt). Galicja nigdy nie mogła pochwalić się tyloma
gwiazdami piłkarskimi co inne duże regiony Hiszpanii. Po Suarezie jedynie Amancio
z Realu Madryt stał się znany, obu łączyło także to że na początku swojej
kariery postanowili grać dla większych, nie galicyjskich klubów. Pozostali Hiszpanie
twierdzą że Galicyjczykom brakuje siły Basków, wyobraźni Katalończyków, odwagi
Kastylijczyków i sprytnej zręczności Andaluzyjczyków. Popularne wśród kibiców
żart brzmi następująco: ,, Andaluzyjczyk wykopał piłkę na aut i się uśmiechnął.
Galisyjczyk potrzebował aż 20 minut by ją odzyskać". Suarez był inny. Nie
tylko był świetnym i kreatywnym środkowym napastnikiem, który jako pierwszy
piłkarz urodzony w Hiszpanii został wybrany w 1960 roku europejskim piłkarzem
roku ale także był niezwykle przesądny. Tak więc uznając Suareza za ,,
prawowitego następcę" di Stefano, Herrera wykorzystywał wiarę zawodnika że
przypadkowo rozlany kielich z winem podczas przedmeczowego obiadu dobrze wróży
jego szansom strzeleckim. Kiedy Suarez nie patrzył Herrera mocno stukał w swój
kielich a następnie donośnym głosem mówił: ,, jaka szkoda że zniszczyliśmy taki
piękny obrus!" a piłkarz natychmiast podbiegał, maczał palec w rozlanym
winie, po czym dotykał nim czoła oraz czubków butów. Oprócz znajomości sztuczek
Herrera miał dobrą wiedzę na temat piłki nożnej oraz tego, co zrobić, aby gra
bawiła a drużyna wygrywała. Eksperymentował z innowacyjną grą ofensywną,
ustawiając obrońców jako skrzydłowych, których w zadaniach defensywnych
wspierał Libero bądź środkowi obrońcy. Dzięki temu drużyna mogła szybciej
wyprowadzać kontrataki, co powodowało że w meczach ze słabszym przeciwnikiem
zespół zdobywał więcej goli. Wiedział także jak wywierać presję na rywalu
pozostać za linią obrony A tymczasem reszta drużyny indywidualnie kryła
przeciwników i szybko kontratakowała. Herrera twierdził że jego taktyka nieco
różniła się od ,,catenaccio”, z którym zaczęto utożsamiać włoskie kluby znane z
negatywnej gry. Sam lubił mieć wśród swoich opcji system, w którym stojący
przed stoperem środkowi obrońcy pilnowali rywali a bocznie obrońcy musieli
biegać z piłką i atakować. Herrera był pełen pochwał dla dwóch zagranicznych
nabytków Barçy: Węgra Kocsisa, ,, Złotej głowy", który miał pewne
przyjęcie i dużo siły w nodze, oraz jego rodaka Czibora, który potrafił bardzo
pewnie biegać z piłką i był równie zdolny w strzelaniu goli. Podczas gdy Czibor
lubił określać siebie jako ,, inżyniera pośród pracowników", Herrera kładł
nacisk na wspólny wysiłek drużyny. Chciał ducha rywalizacji, siły i prędkości
oraz dobrej techniki, co wszystko razem wzięte składało się na zwycięską
formułę. W erze zagranicznych transferów w największym wkładem Herrery w dobrą
kondycją fizyczną hiszpańskiej piłki było pójście w ślady Atletico Bilbao i
promowanie piłkarzy z drużyny młodzieżowych Barçy, takich jak Olivella, Gensana,
Gracia, Verges i Tejada. ,, zawdzięczamy im wiele zwycięstw", powiedział.
,, grają nie tylko z klasą ale także z absolutnym oddaniem dla barw
klubowych". Jakieś 3 lata przed jego śmiercią w 1997 roku Herrere
odwiedził w jego weneckim Palazzo pisarz Simon Kuper. Zapytany o czas spędzony
w Hiszpanii trener wytłumaczył że wystawiał swoich ,, sprytnych obcokrajowców
do ataku"- Kocsisa, Villaverdego, Czibora i tak dalej, zaś obronę opierał
na domorosłych talentach, których lubił określać jako ,, jego Wielkich
Katalończyków": Ramalletsie, Olivelli, Rodrze, Gracii, Segarze i Gensanie.
,, Katalończykom mówiłem: kolory Katalonii, grajcie za swój naród, a zaś
obcokrajowcom mówiłem: pieniądze...". Herrera przeniósł się z FC Barcelony
do mediolańskiego Internazionale w 1960 roku, trenując dalej także
reprezentację Hiszpanii. Jak się okazało, to urodzony w Galicji Luis Suarez a
nie Katalończyk czy obcokrajowiec, tego samego roku podążył śladami Herrery i
za sprawą 250 milionów lirów, który wyłożył na niego Inter został bohaterem
najdroższego transferu w świecie piłki nożnej. W swojej karierze Herrera
trenował sześć hiszpańskich klubów a w latach 1959-62 reprezentacje. To on
prowadził zespół, kiedy po osobistej interwencji Franco wycofano kadrę z
ćwierćfinałowego dwumeczu ze związkiem radzieckim podczas pierwszych
historycznych Mistrzostw Europy po przekonujących zwycięstwach prowadzonej
przez Herrrere reprezentacji w eliminacjach nad Polską i Jugosławią a także
dwóch wygranych w meczach towarzyskich (3:1 z Włochami na Camp No oraz 3:0 nad
Anglią na Bernabeu) Hiszpanie byli optymistycznie nastawieni do kolejnej
rywalizacji. Herrera przejął kadrę w 1959 roku i od początku oparł swoją
drużynę na tak utalentowanych graczach, jak gwiazdy Realu Madryt: di Stefano, Gento
czy del Sol, bohaterowie Barcy: Luis Suarez, Ramallets i Segarra a także
Joaquin Peiro i ,, Chus" Pereda, ofensywni pomocnicy grający odpowiednio
dla Atletico Madryt i FC Sewilli.
11
,,El Mago” czarował w Hiszpanii:
@Adran360
@Arkon
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11
@siwykrb
1
Vamos Pepito! Vamos ,,Obywatele" Vamos a ganar!
6
@FCBparasiempre
Stoperów
można podzielić na dwie kategorie. Pierwsi to typowi siłacze. Chociaż brakowało
im polotu i techniki, to nadrabiali wszystko nieustępliwością i wolą walki.
Głównie chodziło im o to, żeby wybić. Druga kategoria to bardziej uniwersalni
środkowi obrońcy. Potrafili dobrze wyprowadzać piłkę, prezentowali się z nią
lepiej przy nodze, grali bardziej elegancko, na wyprzedzenie. W tym artykule
chciałbym przedstawić postać, która łączyła oba te style. Chociaż Pietro
Vierchowod nie zyskał nigdy takiej sławy jak Franco Baresi, Gaetano Scirea czy
też Paolo Maldini, to za swoją grę należy mu się ogromny szacunek. Urodził się
6 kwietnia 1959 roku w Calcinate, małej miejscowości w pobliżu Bergamo. Jeśli
ktoś nie słyszał wcześniej o Vierchowodzie, to może go zaskoczyć dość dziwne
jak na Włocha nazwisko. Ojcem Pietro był Ukrainiec – Ivan Lukjanovič Verchowod,
który służył w Armii Czerwonej. W czasie wojny trafił do niemieckiej niewoli, a
następnie przebywał w więzieniu w różnych miejscach, w tym m.in. w Bergamo. Po
jej zakończeniu nie mógł wrócić do ojczyzny, tam groziła mu śmierć przez zsyłkę
na Sybir. Zdecydował się więc na dezercję i ukrywanie się w górach w okolicy
Bergamo. Tam poznał matkę Pietro. Właśnie ze względu na swoje korzenie włoski
obrońca otrzymał później pseudonim „Car”. Rodzinie cały czas doskwierała bieda,
dlatego przyszły stoper zdecydował się na porzucenie szkoły już w wieku 14 lat
i rozpoczęcie pracy. Vierchowood zarabiał niewielkie pieniądze jako pomocnik
hydraulika. Po latach przyznał, że trudne dzieciństwo i młodość bardzo
ukształtowały jego charakter. Przełożyło się to oczywiście na nieustępliwy i
twardy styl gry.
Karierę
rozpoczął w Como Calcio. Wcale nie musiał zostać piłkarzem. Osiągał bowiem
świetne wyniki w biegach na krótkich dystansach. Zwracano uwagę na to, że jest
atletyczny, inteligentny i obdarzony niezwykłą szybkością. Wielka miłość do
piłki jednak zwyciężyła. W Como rozegrał ponad 100 meczów, od 17 do 22 roku
życia. Pomógł drużynie przebyć drogę z Serie C1 do Serie A. Jako jedyny gracz w
historii Como Calcio otrzymał powołanie do reprezentacji narodowej. Było to 6
stycznia 1981 w meczu z Holandią. Zaraz potem przeniósł się do Fiorentiny.
Udało mu się załapać do drużyny, która wzięła udział w mistrzostwach świata w
1982 r. Nie zagrał tam ani minuty, ale jak to się mówi – „zebrał cenne
doświadczenie”, a ponadto mógł cieszyć się ze złotego medalu. Defensywę
tworzyli tacy zawodnicy jak Claudio Gentile, Gaetano Scirea czy też Fulvio
Collovati. Nie było żadnych szans, żeby się przebić. Po hiszpańskim turnieju
„Car” przeniósł się do AS Romy. Grał u boku takich piłkarzy jak Pruzzo, Conti,
Cerezo i Falcao. Romę trenował wtedy Nils Liedholm. Jego zespół preferował
bardzo ofensywny styl gry. Szwedzki trener zaznaczał, że w trudnych sytuacjach
możemy pozwolić sobie na atakowanie bardzo dużą liczbą graczy, szczególnie, że
wszystko asekuruje Vierchowod. Szybkość, dokładność i wyczucie – tym
charakteryzował się Pietro w czasie swojej gry w stolicy Włoch. Spędził tam
ostatecznie jeden sezon, ale zdobył mistrzostwo Italii. Od sezonu 1983/1984
„Car” zaczął bronić barw Sampdorii, której pozostał wierny aż przez 12 lat.
Świętował z nią wiele sukcesów. Wraz z ekipą z Genui sięgnął po cztery Puchary
Włoch, Puchar Zdobywców Pucharów, Superpuchar Włoch i przede wszystkim – jedyne
w historii całego klubu mistrzostwo kraju. Najlepszy moment przypadł na lata 1986-1992.
Wtedy to Blucerchiatich prowadził Vujadin Boskov. W jego ostatnim roku pracy
Sampdoria dotarła do finału Pucharu Europy. Tam musiała jednak uznać wyższość
Barcelony. Wraz z Vierchowodem wspaniałą drużynę tworzyli m.in. napastnicy
Gianluca Viali i Roberto Mancini czy też bramkarz Gianluca Pagliuca. Viali
przyznawał, że ówczesna drużyna Blucerchiatich nie grała być może piłki
przyjemnej dla oka, ale on i jego partnerzy byli zabójczo skuteczni.
Po wielu
latach spędzonych w Sampdorii przeniósł się do mistrzowskiego Juventusu, ale
spędził tam tylko jeden sezon. Mógł się jednak cieszyć, ponownie jak w Romie,
ze stuprocentowej skuteczności, ponieważ wraz ze Starą Damą sięgnął po
mistrzostwo Włoch. Dotarł też do finału Ligi Mistrzów, gdzie rozegrał cały mecz.
W Rzymie Juventus zmierzył się z Ajaxem. Bianconeri pokonali rywali z Holandii
po rzutach karnych. „Car” mógł wznieść do góry najcenniejsze klubowe trofeum w
Europie. W 1997 roku przeniósł się do Milanu. Trafił na bardzo trudny moment w
historii Rossonerich. Klub z San Siro zajął dopiero 11. miejsce w lidze. „Car”
był tylko rezerwowym obrońcą, ponieważ koszulkę w czerwono-czarne pasy nosili
wtedy tacy zawodnicy jak: Franco Baresi, Alessandro Costacurta i Marcel
Desailly. Znów zdecydował się na szybką zmianę barw klubowych. Cztery razy w
jednym klubie spędził tylko sezon – Fiorentina, Roma, Juventus, no i Milan.
Ostatnim przystankiem w jego karierze była Piacenza Calcio, w której grał do
2000 roku. Zakończył karierę w wieku 41 lat. Pietro Vierchowod zagrał na
włoskich boiskach 562 razy, co daje mu siódme miejsce w klasyfikacji wszech
czasów, której przewodzi Paolo Maldini (647 spotkań). Zatrzymywał kilka pokoleń
napastników. Zico, Careca, Maradona, van Basten czy też Ronaldo – im wszystkim
skutecznie uprzykrzał życie. Nie dziwi więc wielki szacunek, jakim darzyli
obrońcę ci wybitni napastnicy. Marco van Basten i Diego Maradona wspominali, że
nigdy nie spotkali się z trudniejszym obrońcą niż Pietro Vierchowod. Słynny
Holender zakończył karierę już w wieku 29 lat. Widząc 40-letniego Włocha ciągle
biegającego po boisku, spytał go po jakimś czasie: Ty wciąż jeszcze grasz!? Van
Basten przyznawał, że chociaż pojedynki z „Carem” były bardzo twarde, to obaj
piłkarze darzyli się dużym szacunkiem. Maradona wspomina z uśmiechem jeden z
epizodów kiedy próbował za wszelką cenę minąć Vierchowoda. Chociaż używał
wszystkich swoich sztuczek, to obrońca i tak zapędził go do narożnika, gdzie
zakończył jego akcję. Wtedy „Boski Diego” powiedział do niego z uśmiechem: ,,Mieli
rację kiedy powiedzieli, że jesteś jak Hulk. brakuje ci tylko zielonego koloru.”
Swojego uznania wobec Vierchowoda nie ukrywał także Gary Lineker, który mierzył
się z nim w czasie mundialu 1990 r.: ,,Był bardzo brutalny i szybki jak
błyskawica. Raz lub dwa sprawił, że musiałem podnosić się z kolan.” Podobnie
jak van Basten i Maradona, również słynny Anglik uznał Vierchowoda za
najbardziej twardego obrońcę, przeciwko któremu przyszło mu grać. Duże problemy
z „Carem” miał także wspomniany wcześniej Ronaldo. Pod koniec lat 90-tych
słynny Brazylijczyk brylował w barwach Interu. W sezonie 1997/1998 nie strzelił
on bramki tylko dwóm zespołom. Był to mistrzowski Juventus oraz Piacenza,
której szefem obrony był oczywiście Pietro Vierchowod.
Pietro
Vierchowoda można zaliczyć do piłkarzy długowiecznych. Grał na najwyższym
poziomie przez prawie 20 lat. Karierę zakończył dopiero, kiedy na torcie mógł
zdmuchnąć 41 świeczek. Wielu obserwatorów zastanawiało się więc – z czego
wynikała niezwykła kondycja, którą posiadał włoski obrońca. Z pewnością nie bez
znaczenia było to, że unikał alkoholu i innych używek. Szkoda, że z tych
postanowień nie korzystało wielu piłkarzy zarówno przed nim, jak i po nim. W
1997 roku, kiedy trafił do Milanu, został poddany testowi szybkościowemu. Miał
wtedy już 38 lat, ale dystans 100 metrów pokonał poniżej 11 sekund. Wszystko
wynikało z niewyobrażalnie silnego organizmu. Cristiano Ronaldo chwali się, że
pomimo 33 lat na karku ma wciąż zdrowie 23-latka. Portugalczyka czeka jednak z
pewnością jeszcze dużo pracy, aby grać na wysokim poziomie do 40-tki i
prezentować się tak jak „Car” włoskiej piłki. Mam nadzieję, że tym artykułem
udało mi się przekonać was, że Pietro Vierchowod zasługuje na to, by stawiać go
w jednym rzędzie z największymi sławami włoskiego futbolu. Jest trochę
zapomnianym stoperem. Przez wielu uznawany był za obrońcę kompletnego. Był
wytrzymały, inteligentny i niezwykle twardy. Ponadto świetnie asekurował swoich
kolegów i potrafił nawet kreować sytuacje do zdobycia gola. Strzelanie bramek
również nie było mu obce. Chciałoby
się, żeby każdy wielki mistrz mógł tak długo kontynuować swoją karierę.
Pokazali to, chociażby Gigi Buffon, Francesco Totti, Paolo Maldini czy Edwin
van der Sar, Niestety wszystko, co dobre, musi się kiedyś skończyć.
5
Włoski niezniszczalny „Car”:
@Stinger_
@siwykrb
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Arkon
@Adran360
13
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
6 kwietnia 1939 r. w Chorzowie urodził się Eugeniusz Faber. Jeden z najlepszych skrzydłowych w historii chorzowskiego Ruchu. Godny następca Gerarda Wodarza. W 1954 r. rozpoczął pracę w kopalni Prezydent i szybko został zawodnikiem zakładowego klubu. Swoją grą zrobił wrażenie na Erwinie Michalskim, który chętnie powoływał go do reprezentacji miasta. Kiedy Roman Lentner odniósł kontuzję, to właśnie Michalski optował za tym, żeby do reprezentacji Śląska powołać w jego miejsce Fabera. Ojga, jak mówili na niego koledzy, spisał się na tyle dobrze, że wkrótce ściągnął go do Ruch. W drużynie Niebieskich szybko się zaadaptował i od pierwszych meczów zrobił wrażenie na kibicach. Uwielbiali go nie tylko za wspaniałe umiejętności, szybkość i strzelecką precyzję, ale też za to, że zawsze grał czysto i fair. Raz tylko dał się sprowokować i uderzył rywala, za co został zawieszony na rok, ale po trzech miesiącach PZPN go ułaskawił. W Ruchu występował przez 12 lat i przez cały ten okres był jednym z najlepszych w zespole. Dwukrotnie sięgał po mistrzostwo kraju (1960 i 1968). Reprezentacyjny debiut zaliczył w starciu z Finlandią (wygrana 6:2) w ramach eliminacji do igrzysk w Rzymie. Jego głównym rywalem do gry na lewej flance był Roman Lentner, dlatego też Faber nieraz występował na prawym skrzydle, gdzie radził sobie równie dobrze. Pojechał na igrzyska, ale w samym turnieju nie zagrał. W reprezentacji występował przez 10 lat. Pożegnał się wygranym meczem z Holandią (2:1) 7 września 1969 r. Z Ruchu odszedł niedługo po przyjściu trenera Vičana. Szkoleniowiec nie chciał mieć w zespole zbyt wielu starszych zawodników, a sam Faber nie miał już tyle sił, żeby wytrzymać ciężkie treningi nowego trenera. Wyjechał do Francji, gdzie został zawodnikiem Lens. W 1961 r. Ruch grał tam mecz towarzyski, a Faber swoim występem zrobił na tamtejszym prezesie duże wrażenie. O transferze nie mogło być wówczas mowy. Kiedy jednak Francuzi dowiedzieli się, że piłkarz może odejść z klubu, to z miejsca się po niego zgłosili i po paru dniach był już w Lens. Z klubem awansował do I ligi, grał w finale pucharu Francji. W końcu wrócił do Polski, gdzie prowadził zespoły trzecioligowe. 12 grudnia 1981 r. wyjechał do Francji na święta do znajomych. Kiedy wprowadzono stan wojenny, zdecydował się pozostać na emigracji. Eugeniusz Faber zmarł w 2021 roku właśnie we Francji w wieku 82 lat. W Reprezentacji rozegrał 36 meczów, strzelając 11 goli.
@Adran360
@Arkon
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@NeroTFP1
@Ogorinho1974
@Safrani
@siwykrb
1
@Safrani No chociażby! Oby, oby :)
1
@Safrani No niestety za naszego życia to już raczej nie wrócą. No chyba że za sto lat...?
10
To był zaiste WIELKI(!) Widzew:
6 kwietnia 1983 r. Juventus pokonał Widzew Łódź 2:0 na Stadio Olimpico Gran Torino, po golach Tardelliego i Bettegi w ramach pierwszego półfinału Pucharu Mistrzów. Półfinał Pucharu Europy Mistrzów Krajowych to największy sukces w historii występów Widzewa w europejskich pucharach. To także jedno z największych osiągnięć polskiego klubu na arenie międzynarodowej. Dalej dotarł jedynie Górnik Zabrze, który zagrał w finale, tyle że mniej prestiżowego Pucharu Zdobywców Pucharów. Początek drogi do półfinału był łatwy, bo w pierwszej rundzie łodzianie trafili na maltański Hibernians FC i bez problemów wygrali obydwa spotkania (3:1 oraz 4:1). Schody zaczęły się już od kolejnego rywala. Los przydzielił Rapid Wiedeń. Mistrz Austrii (dwa lata późnej zagrał w finale PZP) wygrał u siebie 2:1, ale w Łodzi Widzew szybko odrobił straty (po półgodzinie prowadził 3:0) i zwyciężył 5:3. W ćwierćfinale trafił się już przeciwnik z najwyższej półki - Liverpool FC. U siebie podopieczni trenera Władysława Żmudy wygrali 2:0, w rewanżu prowadzili 2:1, ale w końcówce Anglicy strzelili dwa gole. To było jednak za mało, by wyeliminować łodzian. „Jesteście wspaniali. Do zobaczenia w Atenach. Zbyszek" - napisał wtedy do byłych kolegów z Widzewa Zbigniew Boniek, który był już piłkarzem Juventusu. Były prezes PZPN-u w ten sposób życzył, by te zespoły zagrały ze sobą w finale. Stało się inaczej i podczas losowania już w półfinale Widzew trafił na Włochów. Pierwszy mecz(w Turynie) odbywał się tuż po Wielkanocy. Dlatego piłkarze trenowali w świąteczną niedzielę a w Lany Poniedziałek polecieli do Włoch. Trener Żmuda jeszcze przed wylotem analizował na podstawie zapisu wideo mecz Juventusu z Torino. Podkreślał, że rywale dali sobie wbić trzy gole w pięć minut. Paolo Rossi, napastnik Juventusu, stwierdził, że to będzie podobne spotkanie do tego z 1982 r. podczas mundialu w Hiszpanii, kiedy Włochy pokonały Polskę 2:0.
Najwięcej miejsca włoska prasa poświęcała oczywiście Bońkowi. Ba, dziennikarze "La Gazetta Dello Sport" wcześniej odwiedzili Polskę, by napisać reportaż o Zibim. "Niejednokrotnie mówiłem, że nastąpił dość nieszczęśliwy zbieg okoliczności, który sprawił, że musimy spotkać się z Widzewem już w półfinale. Dziś jestem piłkarzem Juventusu, kierują mną sportowe ambicje i chciałbym zdobyć ze swą drużyną Puchar Europy. Dlatego też dołożę wszelkich starań, by przyczynić się do zrealizowania tych marzeń" – cytował Bońka "Dziennik Łódzki". "Dziś w Turynie supermecz" - zapowiadała polska prasa. Włosi podkreślali rekordowe zainteresowanie kibiców. Do kasy Juventusu ze sprzedanych biletów wpłynęło 1 mld 100 tys. lirów (wtedy około 800 tys. dolarów). To był nowy rekord Włoch pod względów wpływów z wejściówek. "Jeżeli w pierwszych 15 minutach nie popełnimy błędów, wówczas osiągniemy bardzo korzystny rezultat. Jestem pewny, że sprawimy naszym sympatykom prezent" - twierdził Mirosław Tłokiński. Jak się okazało, rację miał Paolo Rossi. Tłokiński też nie minął się z prawdą, bo widzewiacy nie utrzymali bezbramkowego rezultatu przez kwadrans. Gola stracili już w ósmej minucie. Na oczach 70 tys. widzów Widzew przegrał 0:2, choć wcale tak nie musiało się skończyć. "Widzew nie do końca wykorzystał swoje szanse. Nie było widać zbyt wyraźnej przewagi mistrza Włoch, a nawet powiedziałbym więcej, że przez wiele fragmentów właśnie piłkarze Widzewa zamykali zespół gwiazd na ich połowie" - pisał korespondent DŁ. " ,,Gospodarze zaimponowali mi konsekwencją i mieli więcej sił. W pierwszej połowie byliśmy równorzędnym partnerem. Drugą część moi chłopcy rozpoczęli fatalnie, popełnili wiele błędów i straciliśmy drugiego gola. Wyróżniam Młynarczyka i Smolarka" - mówił trener Żmuda.
Składy obu drużyn:
Widzew: Młynarczyk, Świątek, Grębosz, Wójcicki, Kamiński, Wraga (81. Myśliński), Romke, Rozborski, Surlit, Tłokiński, Smolarek.
Juventus: Zoff, Gentile, Scirea, Brio, Cabrini, Boniek, Bonini, Platini, Tardelli, Bettega, Rossi (78. Marocchino).
@Safrani
@siwykrb
@Stinger_
@Ogorinho1974
@misterio
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Adran360
@Arkon
9
Strach ma wielkie oczy:
6 kwietnia 2011 r. FC Barcelona rozgromiła Szachtar Donieck 5:1 na Camp Nou w ramach ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Blaugrana oczywiście była zdecydowanym faworytem zmagań z Szachtarem ale w Katalonii pamiętano w jakich mękach Barça pokonywała tego rywala w 2009 r. w meczu o Superpuchar Europy. Jedyny gol padł wówczas dopiero w dogrywce w 115 minucie. Ponadto tajniki warsztatu Guardioli doskonale znał Czyhrynski, kupiony w 2009 r. przez kataloński klub z Szachtara za 25 milionów euro i sprzedany rok później za 15. Na domiar złego pogłębiły się kłopoty Barçy ze stoperami, gdyż u Abidala wykryto guza wątroby i Francuz na dłuższy czas wypadł ze składu. Mimo tych perturbacji Blaugrana wygrała pierwszy mecz 5:1 ale wszystko mogło potoczyć się inaczej gdyby przy prowadzeniu gospodarzy 1:0 Brazylijczycy z Szachtara byli skuteczniejsi. Rewanż w Doniecku okazał się meczem bez historii, który Katalończycy wygrali 1:0.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@siwykrb
16
Arcydzieło Messiego:
Dokładnie 15 lat temu FC Barcelona pokonała na Camp Nou Arsenal 4:1 w rewanżowym spotkaniu ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Wszystkie 4 gole strzelił genialny Messi. Ten mecz jest uważany za jeden z najlepszych indywidualnych występów Argentyńczyka w całej karierze. Mecz zaczął się dość niespodziewanie. Już w 18 minucie Kanonierzy wyprowadzili szybką akcje, po której Wallcot wyłożył piłke Bendtnerowi a duński napastnik otworzył wynik. Raptem 3 minuty później Messi doprowadził jednak do wyrównania a jeszcze przed przerwą skompletował hattricka. Pod koniec spotkania dokończył dzieła i ustalił wynik meczu. Hiszpanie określają taki wyczyn mianem ,,Pokera”, co odnosi się do układu znanego w Polsce jako ,,kareta”.
To trzeba sobie przypomnieć:
@Sysia11
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Arkon
@Adran360
11
Cześć i chwała legendom Blaugrany:
6 kwietnia 1966 r. zmarł nagle Julio Cesar Benitez. 27-letni Urugwajski piłkarz FC Barcelony zmarł w wyniku zakażenia przewodu pokarmowego po zjedzeniu zepsutych owoców morza. Tragiczne wydarzenie nastąpiło na 3 dni przed arcyważnym pojedynkiem z Realem Madryt w Primera Division. 150 tysięcy ludzi uczestniczyło w ostatniej drodze Beniteza, który na Camp Nou występował od 1961 r. Grał przeważnie w obronie stając się z czasem ulubieńcem publiczności. Jego poświęcenie najlepiej oddają słowa wypowiedziane tuż przed śmiercią: ,, Do boju chłopaki! Pokonamy Real 2:0!”. Mecz z Królewskimi został przełożony o 2 dni, lecz koledzy Urugwajczyka nie byli w stanie się pozbierać i zremisowali 1:1. Pod koniec tamtego sezonu Katalończycy wygrali jednak z Realem finał krajowego pucharu i zadedykowali trofeum zmarłemu koledze.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_