FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
1
@Sysia11 właśnie miałem pytać wszem i wobec, co się do jasnej cholery dzieje z naszą kochaną Igunią Świątek!? Tam chyba coś bardzo niedobrego dzieje się w jej głowie. No ale przecież Iga ma bardzo dobrą i bardzo chwaloną psycholog Darie... jak jej tam? Ałmanowicz? Czy ona nie umie jej pomóc i jakoś wyleczyć?
11
Festiwal goli w starciu z ,,Los Rojillos":
26 kwietnia 2017 r. FC Barcelona rozgromiła Osasunę Pampeluna 7:1 w ramach 34 kolejki Primera Division. Dwa gole do swojego pokaźnego dorobku strzeleckiego dodał Lionel Messi. Z bardzo dobrej strony pokazali się także piłkarze, którzy od początku sezonu byli krytykowani na Camp Nou. Po wygranym Klasyku z Realem Madryt trener Luis Enrique zdecydował się na 5 roszad w podstawowej jedenastce i zmianę systemu na 3-4-3. Jednym z piłkarzy, który nie padł "ofiarą" rotacji był Lionel Messi. Argentyńczyk był bohaterem El Clasico a w doliczonym czasie gry zdobył gola na 3:2. Był to gol numer 500. w barwach FC Barcelony. Kolejne pół tysiąca Messi otworzył już w 12. minucie meczu z Osasuną. Napastnik przejął piłkę na połowie rywala, błyskawicznie pobiegł w pole karne i po sprytnej podcince trafił do siatki. W trakcie starcia z Realem Madryt Luis Enrique przeprowadził tylko jedną zmianę. W końcówce na boisku pojawił się Andre Gomes, który za swój występ zebrał bardzo dobre recenzje. W ramach nagrody, portugalski pomocnik zagrał również w środku tygodnia i po pół godzinie podwyższył rezultat, wykorzystując asystę Ivana Rakiticia. Tuż po zmianie stron niespodziewanie kontaktowego gola zdobyli goście a świetnie z rzutu wolnego przymierzył Roberto Torres. Trafienie tylko zmotywowało Barcelonę do podkręcenia tempa. "Duma Katalonii" w ciągu 10 minut zdobyła bowiem... 4 gole! Strzał Gerarda Pique w słupek skutecznie dobił Andre Gomes. Portugalczyk w poprzednich 41 meczach w barwach Barçy zdobył… 1 bramkę i przeciwko Osasunie potroił swój dorobek. Dla 23-latka, który jest łączony z opuszczeniem Camp Nou, to zdecydowanie najlepszy okres w sezonie. Chwilę później świetnym strzałem z dystansu popisał się Messi. Argentyńczyk pewnie pędził po koronę króla strzelców (33 gole i 9 bramek przewagi nad drugim Luisem Suarezem). Tuż po trafieniu, przy owacjach na stojąco, opuścił boisko. To nie był jednak koniec strzeleckiego show. Z ostrego kąta do siatki trafił Paco Alcacer a wynik podwyższył Javier Mascherano. Argentyńczyk wykorzystał "jedenastkę" po faulu na Denisie Suarezie i cieszył się z pierwszego trafienia w barwach Blaugrany! Czekał na to aż 319 meczów! W samej końcówce wyczyn Messiego i Gomesa skopiował Alcacer. Były napastnik Valencii minął golkipera i trafił do pustej siatki. Tym samym atakujący, który kilka miesięcy czekał na premierowego gola w koszulce Barcelony, zanotował swój pierwszy dublet w nowym klubie. FC Barcelona wygrała 7:1 i po tej serii spotkań utrzymała się na fotelu lidera Primera Division.
@Stinger_
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira @Adran360
1
@Danny Gaucho Mowa jest srebrem a milczenie złotem...
Tak więc zamilcz gówniarzu!
Żegnam!
0
@Danny Gaucho https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_footballers_who_achieved_hat-trick_records
11
Najwięcej hattricków w historii futbolu zaliczyli…. ale najpierw krótka historia hat tricka:
Hat trick to nazwa, która padła po raz pierwszy nie podczas meczu piłki nożnej, lecz na rozgrywce krykieta. W 1858 roku sympatycy krykieta zapragneli uczcić występ H.H. Stephensona, który zdobył 3 tzw. furtki trzema kolejnymi podaniami. Złożyli się na kapelusz (hat) dla zwycięzcy a drugi człon nazwy pochodzi od angielskiego słowa trick - sztuczka. Historia hat tricków w piłce nożnej rozpoczyna się od strzałów Szkota Johna McDougalla w meczu Szkocji z Anglią w 1878 roku. Tradycyjnie, jeśli piłkarz zdobędzie trzy gole, ma prawo zabrać ze sobą piłkę meczową.
Erwin Helmchen: 141 hattricków; Josef Bican: 101 hattricków; Ferenc Deak: 100 hattricków; Ronnie Rooke: 97; Pele: 92
Z obecnie grających: Cristiano Ronaldo 66 a Lionel Messi 59 hattricków.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
9
@FCBparasiempre
W 1925 roku zmienił się brytyjski futbol. Nowy przepis o spalonym stanowił że gra może być kontynuowana jeśli w momencie podania przed napastnikiem znajduje się tylko dwóch Obrońców (albo obrońca i bramkarz) a nie jak dotąd trzech. Część zespołów rozpoczęła wówczas eksperymenty z wycofaniem jednego ze środkowych pomocników do linii defensywnej i uczynienie z niego trzeciego obrońcy a pod koniec dekady trener Arsenalu Herbert Chapman stworzył słynny system W - M. W Ameryce Południowej jednak zmiana przepisów nie miała z początku wielkiego wpływu na taktykę, większość drużyn występowała nadal, jak w pierwszych latach rozgrywek ligowych w ustawieniu 2-3-5, choć gdy spojrzało się na graczy ofensywnych(ponieważ łącznicy zwykle trochę się cofali) również można było mówić o nieco spłaszczonej literze W. Zdarzały się oczywiście intrygujące wariacje, których najlepszym przykładem była ofensywna piątka Independiente: Zoilo Canavery, Alberto Lalin, Louis Ravaschino, Manuel Seoane, i Rajmundo Orsi, gdzie skrzydłowi byli najbardziej wysuniętymi zawodnikami, łącznicy grali nieco niżej od nich a środkowy napastnik pełnił rolę ,, dyrygenta", kreując grę od tyłu (Formacja ofensywna przybierała wówczas kształt litery V). Właśnie ta rola napastnika była symbolem różnicy między Nowym Światem a koncepcją gry kultywowaną na starym kontynencie. Brytyjczycy grali bezpośrednio, starając się jak najszybciej dostać pod bramkę, Argentyńczycy zaś preferowali metody bardziej subtelne, próbując raczej tworzyć schematy rozegrania w drugiej linii niż po prostu wrzucać piłkę w pole karne. To właśnie tamten zespół Independiente pojawia się w powieści Ernesto Sabato ,, O bohaterach i grobach", w której jedna z postaci Julien d'Arcangelo, streszcza bohaterowi o imieniu Martin incydent z udziałem Lalina i Seoane, noszącego dwa przydomki: ,,La Chancha” i ,,El Negro”. ,, Opowiem ci pewną barwną anegdotę - mówi d' Arcangelo do Martina. Pewnego popołudnia w trakcie przerwy ,,La Chancha” mówi do Lalina: ,, wrzuć mi piłkę chłopie a ja wejdę jak w masło i strzelę". Druga połowa się zaczęła, Lalin dośrodkową a El Negro oczywiście doszedł do piłki, wszedł jak w masło i strzelił. Seoane wzniósł ramiona i popędził do Lalina wrzeszcząc: ,, widzisz Lalin, widzisz!?", na co Lalin odpowiedział: ,, tak ale nie mam z tego żadnej frajdy". No i proszę bardzo: o to masz cały problem argentyńskiego futbolu w pigułce". Wedle dzisiejszych kryteriów Seoane wydaje się nieco zbyt otyły jak na sportowca. Kiedy patrzymy na jego zdjęcie, widzimy jak sznurki pod kołnierzykiem rozciągają się aby objąć wypukłą klatkę piersiową a szeroką twarz zdobi szczery uśmiech trudno sobie wyobrazić by ktoś o takim uśmiechu jakiekolwiek partnerstwo na boisku traktować pragmatycznie. Jak wielu najdawniejszych herosów argentyński piłki Seoane uwielbiano nie tylko ze względu na umiejętności ale także z uwagi na to, jak bardzo był reprezentatywny dla klubu i dla jego kibiców. Ojciec Seoane był hutnikiem, który wyemigrował z hiszpańskiej Galicji i zamieszkał najpierw w Rosario a potem w Avellanedzie. Co do daty i miejsce urodzenia przyszłej legendy Inderpendiente nie ma pewności, choć w oficjalnych biogramach mówi się o marcu 1902 roku i będącym dzielnicą Avallenedy Piñeiro, sam Seoane opowiadał w wywiadzie dla czasopisma ,, Imparcial" że urodził się 4 miesiące wcześniej w Rosario. Jako młody chłopak praktykował w fabryce szkła ,,Papini” a potem zatrudnił się w zakładach tekstylnych ,,Campomar”, gdzie grał w piłkę w drużynach robotniczych. W 1918 roku dołączył do zespołu Club Progresista i zdobywał tam coraz większy rozgłos z racji fenomenalnego dryblingu, świetnej gry głową i zdolności przewidywania, które rekompensowały brak sprawności fizycznej. Independiente ściągnęło go w grudniu 1920 roku a zadebiutował w meczu drużyn młodzieżowych z CA Students, strzelając hattricka, który natychmiast zapewnił mu uwielbienie fanów. Zawsze miał skłonność do przybierania na wadze ale potrafił uczynić z niej zaletę: choć w pojedynku biegowym Nie miał szans, wykorzystywał swą tuszę w walce o piłkę i przepychaniu się wśród rywali, wykazując niezwykły talent do znajdowania miejsca na niewielkiej przestrzeni. Przede wszystkim jednak zdobywał gole, pamiętne 55 goli w 40 meczach(!) dla Independiente podczas marszu po mistrzostwo kraju w 1922 roku, o 23 trafienia więcej niż ktokolwiek w poprzednim sezonie i o 8 więcej niż ktokolwiek w kolejnych sezonach. Tylko genialny Arsenio Erico, który przyszedł do Independiente dekadę po Seoane, potrafił strzelić więcej niż 40 goli w jednym sezonie argentyńskiej ligi. Rok później, gdy Independiente straciło tytuł na rzecz lepszego o 3 punkty San Lorenzo, Seoane był jednym z czterech piłkarzy, którzy zaatakowali sędziego podczas rozgrywanego u siebie meczu z River Plate, co doprowadziło do jego przerwania. Podczas dyskwalifikacji występował w barwach El Porvenir w lidze AFA, pojechał też z Boca Juniors na europejskie tournee w 1925 roku a w 1926 roku wrócił do Independiante. W kolejnym sezonie zdobył 39 goli a jego drużyna znów wygrała ligę tracąc w ciągu całego sezonu tylko cztery punkty!
W czasach schyłku amatorstwa w argentyńskiej piłce Seoane strzelił rekordowe 207 goli. Z upływem lat jego waga zaczęła jednak stanowić problem a kłopoty kondycyjne doprowadziły do niefortunnego zdarzenia podczas upalnego dnia w Concepcion, gdzie w trakcie chilijskiego tournee pociągnął łyk z butelki z terpentyną w przekonaniu że to sok pomarańczowy. Przez dwa dni wydawało się że nie przeżyje ale wrócił do gry i grał aż do poważnej kontuzji odniesionej w meczu z Quilmes w 1932 roku. Oficjalnie zakończył karierę rok później i wrócił do sortowania wełny w fabryce ,,Campomar”. W tabeli najskuteczniejszych strzelców w historii Ligi argentyńskiej do dziś pozostaje na piątym miejscu. W tamtej złotej epoce na stylu gry skupiano się co najmniej równie mocno jak na wynikach a w rezultacie ówczesne dyskusje o piłce (i odnosi się to do całego argentyńskiego futbolu) dotyczyły mniej tego, kto wygrał Puchar czy ligę a bardziej tego, jak grał. Mecze rozstrzygające o tytułach miały oczywiście znaczenie, co pokazują choćby zdarzające się regularnie w ich trakcie rozróby między kibicami ale o szczegółach szybko zapominano i zostawało generalne wrażenie. Dziedzictwo Złotego Wieku i okresu, który go bezpośrednio poprzedzał nie opierało się więc na statystykach zdobytych tytułów albo zdobytych goli, tylko na wrażeniach pozostawianych w pamięci zbiorowej, dzięki którym tworzyły się tożsamości poszczególnych klubów. Boca założona przez pięciu włoskich imigrantów nauczonych gry w piłkę przez Paddy'ego McCarthy'ego, irlandzkiego boksera, który wyemigrował do Argentyny w 1900 roku, było klubem z samego serca miasta a zarazem zespołem włoskiej społeczności i robotników, klubem mas, które nawet obecnie posiadają w nim 50% i jeden udział. Łatwo w dzisiejszych czasach dać się uwieść romantycznej opowieści o La Boca, z jej pomalowanymi domami, artystami tanga i włoskimi barami na przeznaczonej tylko dla ruchu pieszego ulicy Caminito, choć dobrze pamiętać że tuż za kilkoma idealizowanymi przez turystów przecznicami leży mocno podupadłe ,, barrio", którego poważnym problemem jest drobna przestępczość. Słynne niebieskie koszulki z poprzecznym żółtym pasem zaczęto nosić w 1913 roku, po siedmiu latach gry z pasem po przekątnej. Jednak kiedy klub zakładano, piłkarze grali w białych koszulkach w cienkie czarne pasy, później zmienili je na jasno błękitne trykoty a potem wrócili do strojów w paski. Legenda głosi że kiedy w 1906 roku przyszło im grać z Nottingham de Almagro, okazało się że obie drużyny mają niemal identyczne stroje. Ustalono że zwycięzca zachowa prawo do ich noszenia A przegrany będzie musiał je zmienić pokonanie zawodnicy Boca postanowili zaadaptować kolor flagi z pierwszego statku, który wpłynie do portu był to frachtowiec ze Szwecji z powiewającym na maszcie żółtym krzyżem na niebieskim tle. River Plate z czasem podążyło aspiracyjnym szlakiem na północ, w sportowej dzielnicy przeniosło się do Nuñiez, blisko zamieszkałych przez klasę średnią Palermo i Belgrano i zaczęło być postrzegane najpierw jako zespół dorobkiewiczów a następnie wyniosłych arystokratów, którzy przedkładają styl na pot i harówkę Boca. Independiente pozostawało zakorzenione w kurzu i smole przemysłowej Avellanedy na południu, pozbawione blasku Racingu, który choć wywodził się z podobnego środowiska, po dekadzie dominacji mógł się przedstawiać jako ojciec założyciel argentyńskiego futbolu. Tożsamość San Lorenzo była bardziej skomplikowana. Na samym początku grupa chłopaków spotykała się na rogu Mexico i Treinta y tres Orientales, jedną przecznicę na północ od Avenida Independiencia. Ksiądz Lorenzo Massa widząc jak któryś z nich niemal wpada pod tramwaj w pogoni za piłką i martwiąc się o ich bezpieczeństwo w związku ze zwiększającym się ruchem ulicznym zaproponował im grę na przy kościelnym placyku, pod warunkiem że wszyscy jej uczestnicy będą chodzić na niedzielne msze. W 1908 roku podczas spotkania założycielskiego w Almagro, przejściowej i dzielnicy na zachód od centrum, gdzie klasa średnia mieszała się z robotniczą a sale do tanga sąsiadywały z warsztatami, zdecydowano nazwać klub San Lorenzo żeby uhonorować zarówno księdza Massę (chociaż próbował się opierać), jak i jego patrona Świętego Wawrzyńca oraz Bitwę pod San Lorenzo, jedno z najważniejszych starć w wojnie o niepodległość.
9
Pierwsza złota era argentyńskiego futbolu:
@Stinger_
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Arkon
@Adran360
5
@FCBparasiempre
Być może o nim słyszeliście w ramach afery korupcyjnej FIFA. Być może nawet wiecie, że był sekretarzem generalnym CONCACAF. Ale dlaczego człowiek ze strefy o dużo mniejszym stricte sportowym znaczeniu dotarł na sam szczyt globalnego piłkarskiego imperium? Opisano wiele historii sportowców czy trenerów, lecz dzieje działaczy sportowych bywają nie mniej barwne niż najpopularniejszych piłkarzy. Chuck Blazer swoją karierą wpisuje się w ten panteon piłkarskich osobowości, nad którymi warto się na chwilę zatrzymać. Charles Gordon Blazer urodził się 26 kwietnia 1945 roku w żydowskiej rodzinie klasy średniej w dzielnicy Queens w Nowym Jorku. W młodym wieku pomagał ojcu prowadzić małą rodzinną firmę. Po ukończeniu studiów Uniwersytecie Nowojorskim został księgowym. Z czasem w latach 70. przejął prowadzenie biznesu swojego teścia, który produkował popularne żółte przypinki „smiley-face”. Popularność produktu jednak minęła i Blazer musiał reorganizować firmę w kierunku produkcji i sprzedaży materiałów promocyjnych oraz marketingowych, takich jak popielniczki czy ręczniki plażowe z monogramem. Firma walczyła o utrzymanie i w pewnym momencie Blazer znalazł się niemalże na bruku. Wtedy wówczas miał jednak bardzo dużo wolnego czasu. Chuck Balzer nigdy nie grał profesjonalnie w piłkę nożną i w żadnym większym stopniu nie miałby z nią do czynienia, gdyby nie fakt, że(w wyniku problemów z firmą) w 1976 roku zaczął trenować młodszą drużynę piłkarską swojego syna. Blazer wyróżniał się wyjątkowymi umiejętnościami zarządczymi oraz wykazywał zdolności jako administrator spraw związanych z piłką nożną. I w takim charakterze bardzo szybko awansował w szeregi Youth Soccer Organization w New Rochelle w Nowym Jorku, by potem szybko awansować do Eastern New York State Soccer Association. Charakteryzowano go jako osobę, która zamiast trenowania bardziej wolała się skupić na organizowaniu harmonogramów gier, logistyki stadionowej czy wręcz projektowaniem strojów drużynowych. W 1984 roku po niespełna 10 latach pracy jako trener młodzieżowy i działacz ligowy, Blazer został wybrany wiceprezydentem Amerykańskiej Federacji Piłkarskiej (USSF), gdzie był odpowiedzialny za turnieje międzynarodowe. Na tym polu również odnalazł się bardzo dobrze. Dla porównania: w latach 1981-1983 reprezentacja USA rozegrała tylko kilka oficjalnych spotkań. Po jego wyborze zespół rozegrał kilkanaście meczów w okresie krótszym niż dwa lata. Miał nosa do reinkarnacji reprezentacji kraju, ponieważ okazało się to niezbędne do uzyskania kwalifikacji na MŚ w 1990 roku – po raz pierwszy od 40 lat. Innym sukcesem Blazera był wydatny wpływ na wybór kandydatury USA na gospodarza mistrzostw świata w 1994 roku – to on prowadził rozmowy, lobbował za otwarciem się FIFA na rynek amerykański i nieoficjalnie zbierał głosy, które miały być przychylne temu wyborowi.
A to, że sam przy okazji zbudował znakomitą sieć kontaktów? Skutek uboczny. Mimo to nie został wybrany na kolejną kadencję. Kolejne cztery lata spędził na prowadzeniu American Soccer League (ASL) – półprofesjonalnej ligi piłkarskiej składającej się z 10 drużyn na wschodnim wybrzeżu USA. W międzyczasie zarządzał nawet krótko jedną z franczyz ASL w Miami. W 1989 roku prowadził kampanię wyborczą Jacka Warnera, którego poznał w trakcie swojej kadencji jako wiceprezydent w strukturach USSF. Warner nie był głupi i dogadał się z Blazerem, który poznał już bardzo dużo osób w trakcie swojej kariery w USSF – „Ty pomóż mi przekonać ludzi, ja zrobię z ciebie swoją prawą rękę”. Choć inna teoria mówi, że to Blazer zainicjował pomysł wyboru Warnera, samemu wyrażając chęć sterowania organizacją z tylnego siedzenia. Tak czy inaczej, Warner w 1990 roku wygrał wybory i został prezydentem Konfederacji Piłki Nożnej Ameryki Północnej, Środkowej i Karaibów (CONCACAF). Warner rzecz jasna nie zapomniał o swoim „kierowniku kampanii” i ten szybko został mianowany sekretarzem generalnym CONCACAF. W 1990 roku Blazer dołączył zatem do stratosfery światowego futbolu, regularnie uczestnicząc w najważniejszych spotkaniach futbolowych organizacji, coraz to bardziej rozszerzając swoją sieć znajomości, które w mniej niż dwie dekady uczyniły go jednym z najbardziej wpływowych ludzi w historii światowego futbolu. Od 1990 roku do 2011 roku był sekretarzem generalnym CONCACAF, kierując i nadzorując wszystkie jego operacje. Po udanych organizacyjnie mistrzostwach świata w 1994 roku w USA Blazer dołączył do Komitetu Wykonawczego FIFA, ugruntowując swoją pozycję w strukturach FIFA (w Komitecie zasiadał w latach 1996-2013). W trakcie tej kadencji stał się również członkiem zarządu komitetu marketingu i telewizji. Nie muszę chyba tłumaczyć, że to właśnie ten komitet akceptował najważniejsze kontrakty komercyjne dla FIFA. Komitet Wykonawczy FIFA dokonuje wyboru gospodarza Pucharu Świata, do którego miana pretendują zazwyczaj najważniejsze państwa świata lub wschodzące potęgi. Delegacje tych krajów składają się z wielu notabli, nie tylko związanych z futbolem. Zazwyczaj taka kandydatura ma wsparcie kilku najważniejszych osób publicznych danego państwa. Dzięki temu Chuck Blazer był kokietowany przez Billa Clintona, księcia Williama, Nelsona Mandelę czy Władimira Putina. A to tylko ułamek osób, które były zaangażowane w piłkarski lobbing. Poza oficjalnymi rozmowami polega to także m.in. na wystawnych bankietach. A tych Chuck Blazer odbył zapewne kilkadziesiąt. Właśnie wówczas odbywają się najważniejsze nieoficjalne kontakty między członkami Komitetu oraz delegacjami. Blazer był jedną z najważniejszych osób w Komitecie, więc zabieganie o jego głos równało się z kilkoma kolejnymi. Powiedzieć, że Blazer czuł się wówczas jak ryba w wodzie, to jak nic nie powiedzieć. Lecz dlaczego FIFA postanowiła włączyć w swoje struktury Blazera? Czyżby pamiętali jego zasługi dla amerykańskiej i światowej piłki sprowadzając Puchar Świata do USA? FIFA wiedziała, jak pragmatycznym liderem był Blazer. Tuż po wyborze Warnera i mianowaniu Blazera sekretarzem generalnym, zdecydowano się na przemianowanie oficjalnych Mistrzostw CONCACAF na Złoty Puchar CONCACAF (Gold Cup).
Pierwsza edycja odbyła się już w 1991 roku. Blazer doskonale wiedział, jaka już infrastruktura stadionowa istnieje w USA – istniało więcej dużych obiektów niż w Ameryce Środkowej czy na Karaibach, gdzie zazwyczaj rozgrywano mistrzostwa. Dodatkowo pamiętać należy o dopiero rodzącej się soccermanii w USA w latach 90. Blazerowi tym ruchem udało się wynegocjować większe kontrakty sponsoringowe i telewizyjne, przy jednoczesnym zachowaniu tendencji wzrostowej statystyk kibiców na trybunach. W 2007 roku średnia ta wynosiła 37 752; w 2013 roku 39 348; w 2015 roku już 41 854. Ten komercyjny sukces futbolu w stanach został napędzony w latach 90. właśnie przez Blazera, a FIFA to dostrzegła. Pod koniec swojej działalności w FIFA nawiązał współpracę z FBI i – mówiąc kolokwialnie – zaczął sypać oraz nagrywać. Jako tajny współpracownik FBI nagrał spotkania najważniejszych działaczy FIFA, również podczas Igrzysk Olimpijskich w 2012 roku. Poza wskazaniem działaczy, którzy mogli być zamieszani w działalność korupcyjną wewnątrz FIFA, sam też przyznał się przed nowojorskim sądem – zeznał, że przyjmował łapówki w trakcie zasiadania w Komitecie Wykonawczym FIFA. Dotyczyło to wyboru Francji i RPA na gospodarzy Pucharu Świata w 1998 i 2010 roku. Jednak to nie te konkretne sprawy spowodowały, że zainteresowały się nim służby. Jego wcześniejszej działalności uważniej przyglądał się urząd podatkowy w USA (Internal Revenue Service). IRS prześwietliło lata działalności Blazera jako sekretarza generalnego CONCACAF i stwierdzono następujące oskarżenia: wyłudzanie pieniędzy, unikania podatków dochodowych oraz pranie pieniędzy. Po tym jak zgłosił się do niego IRS, postawiono go pod ścianą. Albo więzienie, albo łagodna kara w zamian za współpracę. W 2015 roku otrzymał dożywotni zakaz działania w strukturach FIFA oraz czekał na wyrok w sprawie przestępstw podatkowych w USA. Niestety nie doczekał się go – 12 lipca 2017 roku zmarł w wyniku choroby niedokrwiennej serca oraz powikłaniach cukrzycowych. Niewątpliwie zdolny działacz i sprawny manager, którego pomysły na komercyjny rozwój futbolu wydatnie wpłynęły na finansowanie kilku organizacji. Doskonale wyczuł moment, w którym należy koniecznie wprowadzić piłkę nożną do USA. Swobodnie poruszał się w świecie futbolu, do którego nie wszedł przecież od razu. Jednoczył wokół siebie ludzi, którzy chętnie wchodzili z nim w układy. Swoją drogą to ciekawy jest fakt, że niewielu działaczy najwyższego szczebla było jakkolwiek związanych z uprawianiem futbolu w sposób profesjonalny. Chuck Blazer nie był odosobnionym przypadkiem.
5
Jak z prowincji futbolu dotrzeć na szczyt? Tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
8
@FCBparasiempre
26 kwietnia 1910 r. w Moskwie urodził się Wiktor Masłow, piłkarz, trener, wizjoner futbolu. Szarża Ajaksu Amsterdam do półfinału Ligi Mistrzów 2018/19 skradła serca kibiców. Młodzi piłkarze zaskoczyli doświadczonych kolegów, nie pozwalając im utrzymać się przy piłce – Real Madryt miał problem, aby wyjść z własnej połowy. Holendrzy stosowali intensywny pressing – element wymyślony przez Wiktora Masłowa, zapomnianego wizjonera futbolu. Walery Łobanowski i Rinus Michels dali podwaliny współczesnej piłce nożnej. Ich wkład w grę został doceniony po latach. Mało kto pamięta jednak o protoplastach nowoczesnego futbolu, na których bazowali sami rewolucjoniści. Ludziach, takich jak Wiktor Masłow. ,,Zawsze zastanawiało mnie to, dlaczego nazywają go dziadkiem. Piłkarze, których prowadził, mogli być jego synami, ale nie wnukami. Myślę, że przydomek odnosił się raczej do jego sposobu bycia i wyglądu. Do słusznej postawy, łysej głowy, krzaczastych brwi, ale też do ogromnej mądrości, która go cechowała. Był uczciwym i dobrym człowiekiem”– wspominał po latach swojego byłego trenera Mychajło Koman. Masłow był otwarty dla graczy. Byli dla niego przede wszystkim ludźmi, dopiero później piłkarzami. Ufał im, a oni odpłacali mu tym samym. Był jednak kategoryczny w swoich sądach. Jeśli ktoś mu podpadł, nie miał szans na rehabilitację. W konflikcie znaczenia nie miała nawet klasa zawodnika. Przekonał się o tym Eduard Strielcow, gwiazdor prowadzonego przez Masłowa Torpedo Moskwa. W 1958 roku, po budzącym kontrowersje procesie, został skazany za gwałt. Trener się za nim nie wstawił, a piłkarz trafił do łagru na dwanaście lat. Podobne doświadczenia z Masłowem miał sam Łobanowski. Wiodący wówczas gracz Dynama Kijów miał odmówić wypicia toastu za sukces drużyny, czym podpadł trenerowi. Dalsze tarcia i napięcia pomiędzy oboma panami poskutkowały odejściem młodszego z nich. Łobanowski przeszedł do Czornomorca Odessa. Masłow był uznanym zawodnikiem. Stanowił o sile przedwojennego Torpedo. Był jedną z gwiazd nowo powstałej ligi radzieckiej. Po zakończeniu kariery, jeszcze w trakcie II wojny światowej, został pierwszym trenerem zespołu. W Moskwie czuł się doskonale. To tutaj się urodził i wychował. To tutaj osiągał też pierwsze sukcesy. Jako szkoleniowiec dwukrotnie został wicemistrzem Związku Radzieckiego. W latach sześćdziesiątych przyszedł jednak czas na zmiany. Po krótkiej przygodzie w Rostowie nad Donem trafił do Ukraińskiej Republiki Radzieckiej. Dzięki umiejętnemu poruszaniu się po politycznych salonach szybko złapał wspólny język z Wołodymyrem Szczerbyckim. To ówczesny przewodniczący komitetu centralnego ściągnął go do Kijowa. W 1964 roku Masłow trafił na Ukrainę, rozpoczynając najważniejszy etap swojego życia. Miał 54 lata i głowę pełną pomysłów. W ich realizacji pomagał mu... Szczerbycki. Dzięki koneksjom ukraińskiego działacza do Kijowa zaczęli trafiać najlepsi piłkarze z całej republiki. Kusiły ich mieszkania i profity oferowane przez partię. Choć Masłow był ściśle powiązany z kastą rządzącą, potrafił zachować niezależność. Jedną z kijowskich legend przytoczył Jonathan Wilson w książce "Odwrócona piramida". W przerwie meczu do szatni Dynama miał wejść jeden z aparatczyków, chcąc przekazać swoje niezadowolenie z boiskowej postawy zespołu. Masłow miał wyprosić go z szatni, twierdząc, że następnego dnia ma spotkanie z jego szefem i to z nim wyjaśni wszystkie kwestie. "Dziadek" był bowiem dobrym trenerem. Przed każdym spotkaniem krótko instruował graczy, zachęcając ich niczym nadinspektor komisarza Rybę w "Kilerze". – Macie być silni jak lwy, szybcy jak jelenie i zwinni jak pantery – zwykł wołać. Choć plastyczna motywacja przynosiła efekty, za wyniki odpowiadała przede wszystkim taktyka. Masłow widział, w jaką stronę podąża futbol. Coraz więcej zespołów odchodziło od archaicznej formacji WM (3-2-5) wymyślonej przez Herberta Chapmana. Przykładami dla trenera Dynama były węgierska "Złota Jedenastka" oraz mistrzowska Brazylia z 1958 i 1962 roku. Te grały już w systemie 4-2-4, korzystając z czterech obrońców. Masłow postanowił pójść krok dalej. Zdecydował się wycofać wysoko ustawionych skrzydłowych, przesuwając ich do linii pomocy.
Jako jeden z pierwszych zastosował ustawienie 4-4-2. Zmianę formacji dotkliwie odczuł wspomniany wcześniej Łobanowski. Powodem jego odejścia z zespołu nie był wyłącznie konflikt personalny. Dynamo grało bez bocznych atakujących, więc lewoskrzydłowy nie był już potrzebny drużynie Masłowa. Kluczową rolę w zespole przejął rozgrywający. To wokół niego budowano cały zespół. Wszyscy zawodnicy na boisku poruszali się tak, jak chciał tego środkowy pomocnik. By to osiągnąć, gracz na tej pozycji musiał otrzymać pełnię swobody. Oznaczało to więcej pracy dla jego kolegów. Odejście od szerokich ataków na rzecz centralnego rozgrywającego zmusiło Masłowa do kolejnej korekty. Postanowił zrezygnować z używanego dotychczas krycia indywidualnego, zastępując je strefą. Oznaczało to, że piłkarz nie biegał już za wyznaczonym mu rywalem. Asekurował przypisaną mu przestrzeń. Takie rozwiązanie pozwoliło Dynamu na innowacyjną wówczas wymienność pozycji. Obrońca mógł podłączyć się do ataku, wiedząc, że w jego strefę wejdzie inny gracz. Drużyna nie traciła na defensywie, zyskując w ofensywie. Przeciwnik korzystający z krycia indywidualnego mógł być zdziwiony faktem, że atakowany jest przez jednego z obrońców, gdy napastnik stoi przy linii środkowej. Zmiana systemu bronienia otworzyła kolejną szufladkę w głowie Masłowa. Skoro piłkarze nie są przywiązani do wyznaczonego zawodnika, to dlaczego nie mogliby kolektywnie zaatakować newralgicznych stref rywala. Formację 4-4-2 przemodelował tak, by ta przypominała bardziej 4-1-3-2. Nietypową pozycję tuż przed linią obrony zajął Wasyl Turianczuk. Jak pisał Wilson stał się tym samym jednym z pierwszych defensywnych pomocników w historii. Jego zadaniem było bowiem aktywne odbieranie piłki od przeciwnika. Turianczuk miał atakować przeciwnika, nie bacząc, w jakiej ten znajduje się strefie. Swoimi ruchami miał dawać sygnały całej drużynie, by ta dołączała do jego prób. Dynamo Kijów połowy lat sześćdziesiątych jako jeden z pierwszych zespołów na świecie zaczęło korzystać z pressingu. Taka gra nie spodobała się moskiewskiej prasie. Ta miała skrytykować styl gry Masłowa słowami – "Nie chcemy takiej piłki". Gracze Dynama atakowali bowiem kolektywnie, utrudniając grę rywalowi. Efekty były doskonałe. Dzięki obronie strefowej i pressingowi Dynamo było bardzo trudnym przeciwnikiem. Rywale nie mogli poradzić sobie ze skomasowanymi atakami, często oddając pole gry. Drużyna Masłowa zaczęła tracić coraz mniej bramek. By grać w tak aktywny sposób gracze Dynama musieli być znakomicie przygotowani fizycznie. Motoryka to kolejny element, na który Masłow kładł ogromny nacisk. ,,Był pierwszym trenerem Dynama, który dbał o przygotowanie piłkarzy. Nie Łobanowski, jak zwykło się mówić, a Masłow zmienił podejście do tego tematu– mówił Wołodymyr Muntian. Robił jednak wszystko to, co uważał za słuszne. Łobanowski do przygotowań wprowadził za to badania naukowe”– dodał. Choć Masłow był twórcą wielkiego Dynama, komunistyczne władze nie uszanowały jego dorobku. Gorsze wyniki z sezonu 1969/70 przekreśliły piękną kartę, którą zapisał w zespole z Kijowa. Przed meczem z CSKA do delegacji zespołu dołączył jeden z działaczy partyjnych. Tuż przed spotkaniem, na zebraniu w Hotelu Rosja, ogłosił drużynie, że Masłow nie jest już trenerem zespołu. Szkoleniowiec nie poprowadził Dynama w meczu z CSKA. Cały mecz obejrzał z trybun, po czym po prostu został w Moskwie. W latach siedemdziesiątych prowadził jeszcze jego ukochane Torpedo i ormiański Ararat Erywań, ale nigdy nie powtórzył już osiągnięć z Dynama. Zmarł 11 maja 1977 roku, pozostawiając schedę, z której czerpali najwięksi. Nie tylko pracujący z nim Łobanowski, ale także Rinus Michels. Masłow dał bowiem podwaliny futbolowi totalnemu stosowanemu przez Ajax nie tylko w latach siedemdziesiątych ale i obecnie.
8
Wiktor Masłow– twórca pressingu:
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
8
@FCBparasiempre
26 kwietnia 1920 r. urodził się Stanisław Baran, pomocnik/boczny obrońca. Był w kadrze na mistrzostwa świata w 1938 roku, zagrał w drużynie narodowej w słynnym meczu z Węgrami w ostatnią przedwojenną niedziele. Najlepsze piłkarskie lata zabrała mu niemiecka okupacja ale potem zdążył jeszcze zostać legendą ŁKS, z którym zdobył mistrzostwo kraju. Jest jednym z trzech piłkarzy(obok Szczepaniaka i Jabłońskiego), którzy wystąpili w ostatnim przed wojną i pierwszym po wojnie meczu reprezentacji Polski, lecz przecież nie to czyni go zawodnikiem wyjątkowym. Stanisław Baran doskonale wiedział czego od sportu chce i był w stanie temu wiele poświęcić. Podejmował trudne, często dramatyczne decyzje a jednak na koniec życia miał prawo powiedzieć że warto było się męczyć i ryzykować. ,,Jest jedną z legend naszego klubu. Zasłużył sobie na wielki szacunek każdego kibica”- zapewnia Jacek Bogusiak, kustosz tradycji ŁKS. Baran pochodził z Podkarpacia, w piłke uczył się grać w Resovii ale gdy miał 17 lat ruszył w Polskę. ,,Mówiąc wprost: uciekł z domu, zresztą ze swoim o 2 lata starszym kolegą Tadeuszem Hogendorfem. Dojechali do stolicy i tam się zgłosili do Warszawianki. Musieli być nieźli bo szybko zapadła decyzja że warto ich zatrzymać w klubie”- opowiada Bogusiak. Warszawianka natomiast była już drużyną z elity. Stanisław zaczął w niej grać jako żółtodziób, razem z Hogendorfem, mając za kolegów byłych reprezentantów Polski: Sroczyńskiego, Jokscha, Kniołę, Smoczka a nade wszystko olimpijczyka z Berlina Henryka Martyne. Baran migiem zaistniał w nowej rzeczywistości. W ekstraklasie debiutował 24 kwietnia 1938 a już na początku czerwca był z reprezentacją Polski na mistrzostwach świata we Francji! Z Brazylią jednak nie zagrał ale zbierał cenne doświadczenie. Natomiast pierwsze minuty w kadrze zaliczył jako 19-latek w ostatnim przedwojennym meczu z Węgrami w Warszawie. Cenił go kapitan związkowy Józef Kałuża. Mocno zachwalał też trener Alex James., były reprezentant Szkocji i wieloletni zawodnik Arsenalu, zaproszony przez polską federacje do pomocy w tworzeniu nowej drużyny narodowej. Prowadził treningi ale też jeździł po Polsce i wypatrywał piłkarzy, których warto sprawdzić w kadrze. Miał skale porównawczą. Wprawdzie nazwisko Barana w notesie Kałuży pojawiło się już wcześniej, to jednak Szkot podobno przy każdej okazji zachwalał walory prawoskrzydłowego Warszawianki. Do tego przekonania doszedł podczas zajęć z reprezentantami. Encyklopedia Piłkarska Fuji donosi iż ,,James był zachwycony fenomenalną koordynacją ruchową młodego gracza, co zapewne było następstwem jego ogólnej sprawności fizycznej bo uprawiał wiele konkurencji lekkoatletycznych”. To miał być człowiek, który bez wątpienia za chwile będzie kluczową postacią reprezentacji. Wszystkie prognozy brutalnie przekreśliła wojna. Pan Stanisław stracił najlepsze piłkarskie lata. Po wojnie Barana wywiało nad morze, zresztą znowu w towarzystwie Hogendorfa. Zaczeli grać w Baltii Gdańsk, poprzedniczce dzisiejszej Lechii ale najwyraźniej ŁKS był im pisany. Do Łodzi sprowadził ich Lucjan Zapędowski, nieformalny sponsor ŁKS, który robił wszystko by skompletować silną piłkarską ekipe. Zapędowski załatwił im prace w elektrowni, zadbał by mieli co jeść i mogli grać w piłke. Więc oni grali i robili to coraz lepiej, tak jakby nie zauważali że zbliżają się do trzydziestki. Encyklopedia Piłkarska wytypowała Barana do najlepszej drużyny złożonej z polskich piłkarzy za lata 1945-52. W ŁKS był kimś więcej niż zwykłym zawodnikiem podstawowej jedenastki. Dla młodych stawał się autorytetem z ciekawą także przedwojenną przeszłością. ,,Panowie – kapelusze z głów! Tak grają Rycerze Wiosny”- pisał ,,Przegląd Sportowy”, gdy w kwietniu 1957 ŁKS w drugiej ligowej kolejce wygrał w Zabrzu z Górnikiem 5:1! a przecież przegrywał w 30 minucie 0:1, na dodatek od tego momentu musiał grać w 10-tke bo kontuzji doznał jeden z zawodników a przepisy nie pozwalały na wprowadzenie gracza rezerwowego. Nie miało to jednak żadnego znaczenia a wręcz natchnęło gości do kosmicznej gry. ,,ŁKS dokonał w Zabrzu naprawdę huzarskiej sztuki”- napisał w relacji ,,PS”. To był kapitalny mecz ełkaesiaków, najlepsza godzina w dziejach klubu. ,,Tak grająca drużyna mogłaby się pokazać na każdym boisku świata”- komplementował zwycięzców węgierski trener gospodarzy Zoltan Opata. Właśnie wtedy pojawił się ,,rycerski” przydomek, który już na zawsze przylgnął do łódzkiej drużyny. Najbardziej zapracował na niego Baran, który wtedy miał… 37 lat! Wcześniej bywał już ustawiany bliżej swojej bramki ale w nowym sezonie trener Król przywrócił go do formacji ofensywnej. A Baran grał tak, jakby znowu się narodził. Po zabrzańskim boisku hasał niczym młodzieniaszek. W takim meczu strzelił 4 gole! ,,Mecz w Zabrzu był pięknym benefisem strzeleckim pana Stanisława, jedynego ligowca, który grał jeszcze w przedwojennych mistrzostwach. Baran był żywym przykładem dla młodych piłkarzy, jak należy grać i jak należy strzelać”- zachwycał się ,,Przegląd Sportowy”. ,,Kilka dni później w Łodzi odbył się prestiżowy, towarzyski mecz z mistrzem Austrii Rapidem Wiedeń. ŁKS wygrał 2:1 a Baran zdobył zwycięskiego gola. Miał swój wielki czas, kibice najchętniej nosiliby go na rękach”- opowiada Bogusiak. Stanisław Baran był w świetnej formie a skoro tak dobrze mu szło, to otwarcie deklarował gotowość powrotu do reprezentacji. Ostatni raz zagrał w niej w 1950, zresztą tak jak zaczął czyli znowu z Węgrami. W przeciwieństwie do przedwojennego zwycięstwa tym razem świetna ekipa Madziarów z kapitanem Puskasem przećwiczyła Polaków na stadionie Wojska Polskiego(5:2). W Warszawie Baran zagrał tylko w pierwszej połowie, po przerwie zastąpił go dobry znajomy Marian Łącz. No i po 7 latach 37-letni weteran znowu zgłaszał akces do kadry. ,,Byłoby to dla mnie duże wyróżnienie, gdyby władze naszego piłkarstwa, nie mając nikogo lepszego, pozwoliły mi jeszcze przywdziać koszulke z Białym Orłem. Nie ukrywam iż przyjął bym to wyróżnienie z największą radością. Ze swej strony dołożyłbym wszelkich starań aby godnie wypełnić ten wielki obowiązek”- deklarował na łamach ,,PS”. Jednak nic z tego, powołania nie dostał. Jego reprezentacyjny licznik zablokował się na 9 występach, każdy z nich był grą towarzyską. Za to w lidze ciągle potrafił błyszczeć. Porównywano go do Stanleya Matthewsa. Słynny w tamtych czasach reprezentant Anglii, również prawoskrzydłowy był od Polaka 5 lat starszy i ciągle wyczynowo grał w piłke. Pan Stanisław deklarował że boiskową długowiecznością postara się dotrzymać mu kroku ale tego ambitnego zadania nie zdołał wykonać. Piłkarska emerytura oznaczała płynne przejście do innych zajęć. Zresztą już jako zawodnik zajmował się pracą trenerską gdzie prowadził m.in. Włókniarza Pabianice. Stanisław Baran trafił do wielkiej historii ŁKS a potem do końca życia był jego wiernym kibicem. Zmarł w wieku 73 lat, został pochowany na łódzkim Starym Cmentarzu. Dla kibiców ŁKS stał się jednym z najważniejszych symboli sportowej świetności ukochanego klubu.
7
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
@Adran360
@Arkon
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
12
Duma Katalonii w europejskich pucharach:
25 kwietnia 1961 r. FC Barcelona przegrała rewanżowe starcie w Hamburgu z tamtejszym HSV 2:1 w ramach półfinału Pucharu Mistrzów. Honorowego gola uderzeniem głową zdobył w ostatnich sekundach meczu Sandor Kocsis. W pierwszym meczu na Camp Nou Blaugrana wygrała z Niemcami 1:0. Wówczas nie liczyła się zasada zdobytego gola na wyjeździe jako podwójnie liczona. W efekcie UEFA zarządziła rozegranie trzeciego dodatkowego meczu. Jak się później okazało ten ,,honorowy gol” Kocsisa był bezcenny ponieważ Duma Katalonii wygrała ten trzeci mecz, o czym napisze przy okazji właśnie tego dodatkowego meczu(03.05.1961).
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
1
@Safrani Jako piłkarza to pamiętam go bardzo dobrze ale jak grał to właściwie nie pamiętam. Jeśli go ogladałem to chyba tylko w Interze a i to chyba niewiele. W reprezentacji jak grał to wogóle nie kojarze...?
10
Wybitne legendy FC Barcelony:
26 kwietnia 1886 r. urodził się Roma Forns, Katalończyk z krwi i kości. Roma Forns w barwach Blaugrany grał jako napastnik w latach 1903-1913. Przeszedł do historii jako pierwszy strzelec gola na ,,Camp de la Industria”(pierwszy własny stadion Barçy)). Roma Forns jako pierwszy Kataloński trener prowadził również Dume Katalonii w sezonie, w którym zdobyła pierwsze w historii mistrzostwo Hiszpanii, jednak w marcu 1929 podał się do dymisji wraz z prezydentem Arcadi Balaguerem. Sezon dokończył jako asystent trenera Jamesa Bellamy’ego. Warto dodać że sezon wcześniej Roma Forns(jego pierwszy sezon) zdobył z Blaugraną Puchar Króla, pokonując w meczu finałowym silną wówczas ekipe Realu Sociedad San Sebastian 3:1.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
8
Wybitne legendy urugwajskiego futbolu:
25 kwietnia 1966 r. urodził się Ruben Sosa, napastnik, dwukrotny zdobywca Copa America(1987 i 1995), 3-krotny mistrz Urugwaju, zdobywca Pucharu UEFA z Interem Mediolan(1994), mistrz Niemiec z Borussią Dortmund(1996) oraz zdobywca Pucharu Króla z Realem Saragossa(1986).
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
9
Zapomniane legendy futbolu:
25 kwietnia 1939 r. urodził się Tarchisio Burgnich, włoski obrońca, wicemistrz świata z 1970 r., mistrz Europy z 1968 r. oraz 2-krotny zdobywca Pucharu Mistrzów z Interem(1964 i 1965). Tarcisio to jeden z najwybitniejszych obrońców w historii klubu. Przez 12 sezonów(1962-74) razem z Giacinto Facchettim tworzył defensywny trzon zespołu, który dominował we Włoszech, w Europie i na świecie. Burgnich był także filarem obrony reprezentacji Włoch(w 1968 zdobył Mistrzostwo Europy). Grał też na 3 Mundialach(1966,1970 i 1974). W 1970 roku w finale z Brazylią miał kryć samego Pele. Legendarny Brazylijczyk strzelił pierwszego gola a Burgnich po meczu powiedział: „Mówiłem sobie przed spotkaniem że to tylko człowiek z krwi i kości. Myliłem się.” Pierwszym klubem Tarcisio w karierze było Udinese skąd przeniósł się do Juventusu a potem do Palermo. Kiedy w 1962 roku trafił do Interu okazało się że doskonale pasuje do defensywnego sposobu gry preferowanego przez Helenio Herrerę. Grał jako prawy lub środkowy obrońca, poza tym idealnie nadawał się do ówczesnego Interu dzięki twardości i bezkompromisowości na boisku. Wywalczył z klubem 4 tytuły mistrza Włoch, 2 Puchary Mistrzów oraz 2 Puchary Interkontynentalne. W sumie wystąpił w 467 meczach strzelając 4 gole. Zagrał także 66 razy w reprezentacji(debiut w 1963). Na Mundialu w 1970 w pamiętnym półfinale z RFN Burgnich strzelił bardzo ważnego gola na 2-2 w ósmej minucie dogrywki a emocjonujący mecz Włosi wygrali ostatecznie 4-3! W 1974 Tarcisio odszedł z Interu do Napoli, z którym w 1976 zdobył Puchar Włoch. Karierę zakończył rok później w wieku 38 lat. Jako trener pracował później w kilku włoskich klubach ale bez sukcesów.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
0
@Lucyffffer1922 Coś mi się wydaje że sobie żarty stroisz ale nie wiem po co!?
11
,,Seny, pit i collons!”
Cules nigdy nie zapomną!
25 kwietnia 2014 roku zmarł 46-letni trener FC Barcelony, Tito Vilanova. Katalończyk i cule z krwi i kości od zawsze marzył o grze w barwach swojej ukochanej drużyny. Choć tego marzenia nigdy w pełni nie udało mu się zrealizować, to cules będą pamiętać o nim przez długie lata. Francesc Vilanova i Bayo, bo tak naprawdę brzmiało jego imię i nazwisko, przyszedł na świat w katalońskim miasteczku Bellcaire d’Emporda 17 września 1968 roku. Pierwsze piłkarskie kroki Tito stawiał jako pomocnik w maleńkim klubie z rodzinnego miasta. Jako dwunastoletni dzieciak przeniósł się do pobliskiego Figueres, gdzie wypatrzyli go skauci Barcelony. W starym budynku obok Camp Nou, gdzie mieściła się La Masia, zamieszkał w 1984 roku. Wówczas również poznał młodszego o ponad 2 lata, acz bardziej utalentowanego piłkarsko Pepa Guardiolę. Nawiązała się między nimi przyjaźń, która przetrwała czas, gdy Tito został ”odsiany” przez brutalną selekcję w rezerwach Dumy Katalonii. Na rozmaitych szczeblach drabiny rozwojowej Blaugrany występował przez sześć lat, z czego ostatnie dwa sezony spędził w rezerwach. Nie dane było mu zadebiutować w pierwszym zespole. Później przez kolejną dekadę reprezentował głównie kluby w niższych ligach.
Apogeum piłkarskiej kariery wychowanka La Masii przypadło na lata w Galicji, gdzie z Celtą Vigo między 1992 a 1995 rokiem grał w Primera Division, choć zanotował tam ledwie 26 występów przez trzy sezony. Buty na kołku zawiesił w 2001 roku, zająwszy się trenerką. Nim otrzymał od swojego przyjaciela szansę powrotu do Barcelony, zbierał pierwsze szlify na prowincji – w Palafrugell i Figueres. W międzyczasie pełnił też rolę dyrektora sportowego w Terrassie. To stąd wyciągnął go sygnał od Pepa Guardioli. Stary znajomy Vilanovy zaproponował 35-latkowi współpracę u swojego boku, w roli asystenta trenera rezerw Barcelony. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Po roku i wywalczeniu awansu z Barcą B do Segunda Division, Pep zastąpił Franka Rijkaarda w pierwszym zespole. Wraz z przyjacielem tę samą drogę przebył Tito. Kolejne 4 lata pracy wspomnianego duetu w Barcelonie, to najlepszy okres w historii klubu. Zdobyli 14 trofeów, w tym dwa Puchary Europy. Czas ten jednak miał też ciemniejsze oblicze… 22 listopada 2011 roku FC Barcelona poinformowała, że Tito Vilanova przeszedł zabieg usunięcia guza ślinianki przyusznej. Już po kilku dniach został wypisany do domu, a na początku grudnia pojawił się na Camp Nou. Wydawało się, że wrócił do zdrowia, a choroba pójdzie w niepamięć. Minął rok, Tito zdążył przejąć schedę po Pepie. Barca pod jego wodzą kroczyła w lidze od zwycięstwa do zwycięstwa, notując po drodze tylko remis w El Clasico. W Lidze Mistrzów potknęła się dwukrotnie, przegrywając mimo dominacji z Celtikiem i remisując w na poły rezerwowym składzie z Benfiką. Blaugrana zaczęła więc sezon w świetnym stylu, wygrała swoją grupę w Lidze Mistrzów i prowadziła w La Liga. Kiedy wszystko układało się wyśmienicie, trener Dumy Katalonii usłyszał wiadomość, która spowodowała ogólną konsternację.
19 grudnia klub wydał komunikat, że Tito Vilanova ma nawrót nowotworu ślinianki. Pieczę nad zespołem przejął w owym czasie jego asystent, Jordi Roura. Szkoleniowiec nazajutrz ponownie znalazł się na stole operacyjnym. Kolejnymi etapami leczenia stały się chemioterapia i radioterapia. Minął miesiąc i trener katalońskiego klubu pojawił się na ławce w meczu wyjazdowym z Realem Sociedad San Sebastian. Powrót okazał się jedynie chwilowy. Miejscem dalszej terapii były Stany Zjednoczone. Leczenie za oceanem zakończono w końcówce marca. Choroba wyglądała jedynie na przykre wspomnienia. W decydującej fazie rozgrywek, 44-latek, tak jak na początku sezonu, dyrygował bordowo-granatową orkiestrą. Zanim ruszyły na dobre letnie przygotowania do kolejnej kampanii, stało się jasne, że Tito nie poprowadzi w niej Dumy Katalonii. Wydarzenia z lipca 2013 odbiły się w naszym kraju szerokim echem. Dzień przed planowanym sparingiem przedsezonowym z Lechią Gdańsk na PGE Arenie, serwisy informacyjne podały: „Tito Vilanova nie będzie już trenerem Barcelony. Zastąpi go Gerardo 'Tata’ Martino”. Oczywiście mecz na trójmiejskim obiekcie natychmiast został przełożony o 10 dni. Tito leczony w barcelońskiej klinice uniwersyteckiej Vall d’Hebron, pomiędzy kolejnymi zabiegami i fazami leczenia zawitał kilkukrotnie na Camp Nou. Zawsze był witany owacyjnie i wzbudzał ogromne emocje. Okazywano mu wsparcie i szacunek za to, czego dokonał z klubem. Kiedy znów powiało optymizmem i Tito opuścił placówkę medyczną, stało się najgorsze. 24 kwietnia 46-letni Katalończyk z powodu problemów żołądkowych wrócił pod opiekę lekarzy. Szybko zapadła diagnoza: ,,Rak zaatakował żołądek chorego. Stan byłego trenera jest krytyczny” – informowali lekarze. W tym wypadku nic nie dało się już zrobić i 25 kwietnia Francesc „Tito” Vilanova zmarł, pogrążając w smutku całe środowisko Barcelony, ale przede wszystkim swoją rodzinę. Zostawił żonę Montse, z którą przeżył wspólnie 22 lata oraz dwójkę dzieci: córkę Carlotę i syna Adrię, który nota bene grał i do dziś gra w młodzieżowych drużynach Barcy.
Tytuł artykułu to motto życiowe Tito Vilanovy. W wolnym tłumaczeniu z katalońskiego: „Rozsądnie, odważnie i z jajami”.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
1
@Safrani Cześć Widzewiak! Nie miałem dzisiaj za dużo czasu ale już ci odpowiadam: Otóż nie do końca się z tobą zgodze co do najważniejszej postaci ,,naszego" umiłowanego klubu. Uważam że generalnie nie da się określić tej jednej jedynej najważniejszej postaci FC Barcelony. Nawet to że Gamper bardzo dbał i założył Blaugrane w moim mniemaniu niekoniecznie musi figurować jako ten najważniejszy. Na przykład wielka osobistość, jakim był Josep Sunyol przypłacił życiem za ,,nasz" klub, o czym niejednokrotnie już wspominałem. Następna wybitna postać to Josep Samitier, o którym powinieneś słyszeć. Nie dość że był wybitnym piłkarzem, to był jeszcze wybitnym prezesem FC Barcelony. To on osobiście sprowadził wielkiego ,,Laszlo" Kubale do klubu, który jechał pociągiem do Madrytu podpisać kontrakt z Realem. Mało tego(nie wiem czy wiesz?), to właśnie dzięki geniuszowi Kubali powstał kultowy Camp Nou! Tak, tak, ludzie byli do tego stopnia zachwyceni Węgrem że potrzebny był dużo większy stadion niż ,,Camp de Les Corts", gdyż zwyczajnie był za mały. A nie wiem czy wogóle wiesz że jedyny pomnik(stojący pod Camp Nou), to pomnik właśnie Laszlo Kubali. Następna postać to genialny strateg Rinus Michels. Owszem Johan Cruijff rozwinął ten tzw. futbol totalny ale to Michels go stworzył, no i przedewszystkim Michels ściągnął Johana do Barcuni. Tak że uważam że nawet sam Gamper nie może być jedyną najważniejszą postacią w historii FC Barcelony...
0
@JordiAlbion Generalnie masz racje ale jak ci wchodzą do szatni i grożą śmiercią a w efekcie przegrywasz 11:1, to co będzie później czuł każdy prawdziwy cule???
0
@Lucyffffer1922 Ale jako kilkulatek? Czy to ma być żart?
1
@July_6_BcN Ależ prawdziwi cules zawsze będą mieli w sercu coś do Realu a mianowicie wrogość i nienawiść...!
9
Duma Katalonii w europejskich pucharach:
25 kwietnia 1979 r. FC Barcelona pokonuje na wyjeździe SK Beveren 1:0 w ramach rewanżowego spotkania półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów i awansuje do finału(w pierwszym meczu Blaugrana również wygrała 1:0 po wykorzystanym rzucie karnym przez Rexacha). Jedynego gola z rzutu karnego zdobył dosłownie w ostatnich sekundach meczu Krankl. W drużynie z Beveren występował wówczas genialny bramkarz Jean Marie Pfaff, jednak przy rzucie karnym był bez szans.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
7
Debiuty legend:
25 kwietnia 1965 r. w wyjazdowym meczu z Racingiem Santander w 1/16 Copa del Rey zadebiutował Carles Rexach, jednocześnie strzelając gola w debiucie. Mecz zakończył się zwycięstwem Blaugrany 1:4.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
8
Jak drzewo bez korzeni, człowiek bez przeszłości, tak Duma Katalonii nie może istnieć bez historii:
25 kwietnia 1901 r. Bartomeu Terradas i Brutau został drugim w kolejności prezydentem FC Barcelony, zastępując na tym stanowisku Waltera Wilda. Terradas, były pomocnik i aż do tamtej chwili skarbnik organizacji jest pierwszym w historii katalońskim prezydentem Dumy Katalonii. To właśnie Terradas poszukał właściwego miejsca aby drużyna mogła rozgrywać swoje mecze po opuszczeniu boiska przy hotelu Casanovas. Terradas znalazł odpowiednią działke w pobliżu domu Can Sabadell, usytuowaną przy skrzyżowaniu ulic Horta i Pinar del Rio, przy Guinardo. W tym rejonie futbol był już zakorzeniony dzięki takim klubom jak Iberia i Catalonia FC. Założył je i kierował nimi Ricardo Cabot, który w 1921 r. został jednym z dyrektorów Blaugrany. Bartomeu Terradas był jednym z najbardziej utalentowanych prezydentów w historii FC Barcelony. Podczas swojej kadencji, Bartomeu walnie przyczynił się do powstania Katalońskiego Związku Piłki Nożnej, który skupiał ówcześnie wszystkie kluby z regionu katalońskiego z wyjątkiem Espanyolu i Internacionalu. Zespoły te dołączyły do katalońskiej organizacji dopiero później. To właśnie za rządów Bartomeu Terradesa powstała pierwsza Komisja Sportowa Klubu, w skład której wchodzili Gamper, Meyer i Widerkehr. Wtedy też zostały utworzone druga i trzecia drużyna Blaugrany.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
5
@FCBparasiempre
Johan Cruyff jest jedną z tych postaci w historii futbolu, która wywarła ogromny wpływ na jego rozwój. Podniósł styl gry na nowy poziom, który ewoluuje do dziś. Oto postać, która do dziś jest uważana za jednego z najlepszych piłkarzy, oraz trenerów w historii futbolu. Hendrik Johannes Cruijff (poza Holandią przyjęło się używanie zapisu Cruyff) przyszedł na świat 25 kwietnia 1947 roku w amsterdamskiej dzielnicy Betondorp, która znajdowała się zaledwie kilkaset metrów od ówczesnego stadionu Ajaxu – de Meer. Rodzicami Holendra byli Hermanus Cornelis Cruyff oraz Petronella Bernarda Draaijer. Rodzina była średnio zamożna, matka zajmowała się domem a ojciec prowadził sklep z warzywami. Już od najmłodszych lat u Cruyffa widać było zamiłowanie do piłki nożnej. Wydaje się to naturalne, biorąc pod uwagę sąsiedztwo stadionu piłkarskiego. Młodzieniec wraz z kolegami wciąż grał w piłkę na lokalnych skwerach i ulicach. Piłka szybko stała się częścią jego codziennego życia, a w wieku 7 lat rozpoczął on regularnie grywać z rówieśnikami, będącymi częścią lokalnej akademii piłkarskiej Trzy lata później został dostrzeżony przez skautów Ajaxu. Co ciekawe, Cruyff na początkach swojej sportowej kariery przejawiał również zamiłowanie i talent do koszykówki. Gdy Holender miał 12 lat, jego ojciec zmarł na atak serca, co bardzo dotknęło młodzieńca. Szybko zajął się nim człowiek, który odpowiadał za murawę na stadionie Ajaksu. Dzięki temu chłopiec mógł spędzać jeszcze więcej czasu na stadionie, obserwować pierwszą drużynę i stawać się częścią „klubowej rodziny”. Piłkarski talent Cruyffa został szybko dostrzeżony, przez co piłkarz został szybko wcielony w szeregi akademii. Angielski styl treningowy narzucony przez trenera wzmocnił siłę, dynamikę i pewność siebie u Hendrika. W połączeniu z jego naturalną inteligencją boiskową i wysokimi umiejętnościami technicznymi Cruyff szybko zaczął przeważać nad rówieśnikami. Gdy miał 15 lat był już na tyle ukształtowanym piłkarzem, że trenował z 3 lata starszą grupą zawodników. Mimo to na debiut w pierwszej drużynie Ajaksu czekał do 15 listopada 1964 roku, kiedy to w wieku 17 lat wystąpił przeciwko drużynie FC Groningen. Debiut był bardzo udany, gdyż Cruyff zdołał strzelić gola. Bardzo słaba postawa drużyny w sezonie 1964/1965 i 13 pozycja na zaledwie 16 zespołów w lidze spowodowała, że w klubie zaczęto odważne zmiany. Jedną z nich było postawienie na Cruyffa, który miał kilka błyskotliwych występów w poprzednim sezonie, jednak był uważany za zbyt młodego i niedoświadczonego, by liczyć na stałe występy. Nowy trener Rinus Michels nie bał się stawiać na 18 latka, widząc w nim cechy niezbędne dla wprowadzenia swojego systemu taktycznego. Był to strzał w dziesiątkę, gdyż drużyna zaczęła grać coraz lepszą piłkę, a o 18-letnim Holendrze, który seriami zdobywa bramki, rozpoczęło się robić naprawdę głośno. Sezon zakończył się sukcesem dla drużyny, która zdobyła mistrzostwo, ale również dla piłkarza, który został dostrzeżony przez George’a Kesslera – ówczesnego selekcjonera Oranje.
Ciężko powiedzieć, czy za sukcesem Cruyffa stały jego niezwykłe umiejętności, czy osoba Rinusa Michelsa, który rozpoczął rewolucję w Ajaksie. Bez wątpienia piłkarz idealnie dopasował się do filozofii, którą wdrażał trener. Drużyna, która ostatnie lata była w wyraźnej stagnacji, z miejsca zaczęła wygrywać nie tylko na własnym podwórku, ale również w Europie. W sezonie 1966/67 Cruyff został królem strzelców, strzelając 33 gole, a jego zespół zdobył mistrzostwo i Puchar Ligi. Również kolejny sezon był bardzo udany, gdyż drużyna po raz trzeci z rzędu zdobyła mistrzostwo, oraz dotarła do finału Pucharu Europy, gdzie uległa Milanowi. Można oczywiście przypisywać część zasług świetnej postawie Cruyffa, który miał ogromny mentalny wpływ na całą drużynę, niemniej jednak nie sposób nie oddać zasług trenerowi, który stworzył podstawy taktyczne kierujące Cruyffem przez całą piłkarską i trenerską karierę. ,,Granie w piłkę jest bardzo proste, jednak granie prostej piłki jest jedną z najtrudniejszych rzeczy.”- mawiał Cryujff. Kolejne sezony w Ajaksie to ciągła droga na szczyt. Pomimo kontuzji, która wyeliminowała Holendra na początku sezonu 1970/71, Johan wrócił do gry i strzelił wiele cennych bramek. Wartym odnotowania jest występ przeciwko AZ Alkmaar i strzelone 6 bramek. Był to bardzo udany sezon, w którym to Ajax odzyskał krajowy tytuł, oraz zdobył upragniony Puchar Mistrzów, pokonując w finale na Wembley Panathinaikos 2:0. Był to ostatni sezon w Amsterdamie ówczesnego trenera Rinusa Michelsa, który przeniósł się do Barcelony. Cruyff nie poszedł jednak w ślady swojego trenera i pomimo spekulacji na temat przenosin do Katalonii, przedłużył kontrakt z Ajaksem o kolejne 7 lat. Świetny sezon w wykonaniu zespołu i zawodnika przełożył się na pierwszy w karierze tytuł Europejskiego Piłkarza Roku 1971. Pomimo ogłoszenia najlepszym piłkarzem, Cruyff nie zwalniał tempa. Kolejny sezon to dalsze sukcesy drużyny, która pod wodzą nowego trenera obroniła Puchar Mistrzów. Kluczem do wygranej była świetna postawa Johana, który zdobył 2 bramki. Drużyna nie zwalniała tempa, wygrywając Superpuchar Europy oraz po raz trzeci z rzędu broniąc Pucharu Mistrzów w meczu, w którym przeciwnikiem był Juventus. Za sprawą wybitnej gry w sezonie 1972/73 Cruyff został ponownie uhonorowany tytułem Europejskiego Piłkarza Roku 1973. Był to zarazem ostatni sezon w barwach Ajaksu. To, co nie udało się 3 lata wcześniej, stało się faktem latem 1973 roku. Warto zwrócić uwagę, że jednym z głównych powodów braku transferu w sezonie 1970 był zakaz transferów piłkarzy obcego pochodzenia, jaki w tamtym czasie obowiązywał w Hiszpanii. Gdy został on zniesiony w 1973 roku, Cruyff był jednym z pierwszych piłkarzy sprowadzonych na półwysep Iberyjski. Początkowo zarząd Ajaksu nie chciał wyrazić zgody na transfer, jednak ostateczna kwota oscylująca w granicach 1,5 mln dolarów przekonała włodarzy do zgody na transfer. Najlepszy piłkarz Europy przeszedł do Barcelony, ustanawiając nowy rekord transferowy.
Holender zadebiutował w drużynie Dumy Katalonii 28 października 1973 roku, w meczu przeciwko Grenadzie. Należy pamiętać, że drużyna Barcelony przechodziła w tym okresie wyraźny kryzys, mając zaledwie 4 punkty po 8 kolejkach. Piłkarze nie potrafili przeciwstawić się potędze Realu Madryt. Nawet próby przeniesienia hiszpańskiej myśli filozoficznej futbolu totalnego, którego piewcą był Michels, nie przynosiły specjalnego rezultatu. Transfer Cruyffa odczarował drużynę. Od debiutu Holendra do ostatniego meczu sezonu Barcelona nie przegrała żadnego spotkania, zdobywając swój pierwszy tytuł od 14 lat. To nie tytuł jednak smakował kibicom najbardziej, a wygrana 5:0 nad Realem. Obserwatorzy byli zgodni – z Cruyffem w składzie drużyna „czuła, że nie może przegrać”. Udany sezon klubowy i reprezentacyjny oraz dostrzegalny wpływ zawodnika na drużynę Dumy Katalonii przełożyły się na kolejny tytuł Piłkarza Roku w Europie roku 1974. Tym samym Holender osiągnął to, co do tej pory nie udało się nikomu – zdobył ten tytuł trzykrotnie. Kolejny sezon w Barcelonie nie był już tak udany. Zmiana trenera na Hennesa Weisweilera zaowocowała wprowadzeniem ścisłej dyscypliny w klubie, co nie spodobało się zawodnikom. Również Cruyff zaczął popadać w konflikt z trenerem, a narastające problemy nie tylko natury sportowej spowodowały, że zawodnik zaczął szukać nowych wyzwań. Johan przeniósł się do USA, gdzie otrzymał lukratywne warunki zarobkowe. W 1979 roku zawodnik występował w Los Angeles Aztecs, następnie w Washinghon Diplomats, by ostatecznie wrócić do Europy. W wieku 34 lat w sezonie 1981/82 historia Cruyffa zatoczyła koło, a zawodnik wrócił do Ajaksu. Ostatecznie Holender zawiesił buty na kołku w wieku 37 lat, po krótkiej przygodzie z Feyenoordem Rotterdam. Wielkie sukcesy Cruyffa były bezpośrednio związane z rozwojem holenderskiej myśli taktycznej. Tak zwana „mechaniczna pomarańcza”, jak zwykło się określać reprezentację Holandii, wywodziła swoje jestestwo z sukcesów krajowych drużyn. Zarówno Ajax, jak i Feyenoord stanowiły w tym czasie o sile europejskiego futbolu, czego dowodem były liczne występy i sukcesy w finałach Pucharu Europy. Cruyff był symbolem holenderskiej myśli taktycznej, która opierała się między innymi na szybkości ruchów i podejmowanych decyzji. W reprezentacji Holandii podobnie jak w całej holenderskiej piłce zakochały się miliony ludzi za sprawą otwartej, ofensywnej gry. Najlepiej przedstawiają to słowa Cruyffa: ,,Jakość bez rezultatu jest bez znaczenia. Rezultat bez jakości jest nudny.”
Znaczenie, jakie Cruyff wywierał na reprezentacji, oddaje fakt, że gdy w meczu strzelił gola, drużyna nigdy nie przegrała. Swój debiut zaliczył w meczu przeciwko Węgrom, kiedy to w końcówce spotkania zdobył bramkę na wagę remisu. W swoim drugim meczu w kadrze otrzymał on czerwoną kartkę za niesportowe zaatakowanie przeciwnika. Jednym z najważniejszych momentów w karierze zawodnika były mistrzostwa świata w 1974 roku. Holandia zakwalifikowała się na tę imprezę po raz pierwszy od 1938 roku, a mimo to była stawiana w gronie faworytów. Droga do finału była zaskakująco łatwa, a 14 bramek w 6 kolejnych spotkaniach tylko umocniło zawodników, że zasługują na mistrzostwo. Pewność siebie okazała się zgubna, gdyż ulegli gospodarzom turnieju RFN 2:1. Mimo to bilans bramek 15:3 i efektowna gra rozkochały w reprezentacji nie tylko holenderskich kibiców. Cruyff poprowadził drużynę do 3 miejsca w mistrzostwach Europy, które odbywały się 2 lata później w Jugosławii. Rezultat ten był zawodem dla kibiców i drużyny. Zawodnik odmówił wyjazdu na mistrzostwa świata w 1978 roku, tłumacząc się brakiem formy, jednak jak wiele lat później się okazało, powodem była próba porwania jego rodziny. Najwięksi piłkarze nie przechodzą na emerytury – oni co najwyżej zmieniają charakter swojej przygody z futbolem. Również Cruyff jest przykładem dowodzącym tej tezy. Trzykrotny zdobywca Złotej Piłki poszedł w ślady swojego mentora i autorytetu – Rinusa Michelsa, przejmując stery Ajaksu Amsterdam. Trener z miejsca zaczął wprowadzać koncepcję futbolu, która była mu najbliższa – oparł formację na trzech obrońcach, oraz jednym defensywnym pomocniku, który w razie potrzeby uzupełniał szyki obronne. Przed nimi było miejsce dla dwóch kolejnych pomocników, którzy odpowiadali za kontrolę środka pola. Formację uzupełniało dwóch zawodników skrzydłowych, ofensywny pomocnik pełniący funkcję cofniętego napastnika i środkowy napastnik. Niestety Cruyff nie zagrzał długo miejsca w ekipie Ajaksu, przenosząc się do Barcelony. Dopiero w Katalonii Holender dostał czas, środki i zaufanie do pełnego wdrożenia swojej myśli futbolu. Gdy w 1988 roku była legenda klubu objęła jego stery na ławce trenerskiej, kibice łączyli z nim duże nadzieje. Cruyff odważnie postawił na młodych piłkarzy, ucząc ich myślenia na boisku. Trener zwrócił uwagę na technikę użytkową, twierdząc, że: ,,Technika to nie zdolność do żonglowania piłką 1000 razy. To może zrobić każdy przy odpowiednim treningu praktycznym i może zagwarantować sobie jedynie pracę w cyrku. Technika to podawanie piłki na jeden kontakt, z odpowiednią szybkością i do odpowiedniej nogi partnera z zespołu.” Jedną z najważniejszych rzeczy, które Holender wypracował w Barcelonie, to polityka kadrowa i decyzja o wprowadzeniu Guardioli do składu. Bez tego nie wiadomo, gdzie dziś byłaby Duma Katalonii. Zanim były piłkarz Blaugrany trafił na ławkę trenerską, zespół nie potrafił wygrać ligi. Podobnie jak to miało miejsce 20 lat wcześniej, tak też i tym razem, osoba Cruyffa była kluczowa dla przełamania złej passy Barcelony. Pod wodzą Holendra zespół zaczął grać ofensywny, miły dla oka futbol, a drużyna zaczęła odnosić sukcesy. Spędzając 8 lat na ławce trenerskiej, stał się najbardziej utytułowanym trenerem w historii klubu, zdobywając z nim 4 tytuły mistrzowskie, 3 superpuchary Hiszpanii, Puchar Europy oraz inne trofea, które dziś dumnie zdobią gablotę Camp Nou.
Pod koniec swojej przygody trenerskiej Cruyff popadł w konflikt z ówczesnym prezesem. Po dwóch sezonach bez trofeum odszedł z Barcelony, odrzucając przy tym kolejne propozycje objęcia drużyn lub reprezentacji. Z perspektywy czasu o Cruyffie wydaje się mówić tylko dobrze. Niemniej jednak jak każda wielka osobistość, tak też i Holender miał swoje wady, które w mniejszym lub większym stopniu mogą wpływać na jego ocenę. Zwłaszcza na początku kariery Cruyff był bardzo samolubnym piłkarzem. W swoich wywiadach zaznaczał, że robił to, co potrafił najlepiej – strzelał bramki. Jego samolubność na boisku była wybaczona przez zabójczą skuteczność. Nie można odmówić legendzie braku skromności – dowodem tego mogą być, chociażby takie wypowiedzi jak „Zanim zrobię błąd, nie robię takiego błędu”, „Rzadko popełniam błędy, ponieważ nie lubię być w błędzie”, czy „Ludzie, którzy nie są na moim poziomie, nie mogą wpłynąć na moją uczciwość”. Holender potrafił być wybuchowy, o czym świadczy czerwona kartka w meczu przeciwko Węgrom na początku kariery reprezentacyjnej. Gdy został ukarany czerwoną kartką w barwach Barcelony, nie mógł się z tym pogodzić i nie chciał zejść z boiska – musiał zostać odprowadzony do szatni siłą. Innym razem po otrzymaniu czerwonej kartki, obraził sędziego. To pokazywało, że Cruyff nie zawsze potrafił panować nad emocjami, zwłaszcza gdy się z czymś nie zgadzał. Negatywnie o Cruyffie wypowiadał się również Van Gaal, chociaż nie sposób nie odnieść wrażenia, że obaj za sobą nigdy nie przepadali. Możliwe, że jest to spowodowane podobieństwami charakteru zarówno jednego, jak i drugiego Holendra. Oboje są uparci i pewni swoich racji. Osobną kwestią jest krytyka ze strony podopiecznych, których Cruyff trenował w Barcelonie. Powszechna jest opinia, że był on bardzo surowy i wymagający. Jego metody treningowe były mordercze dla piłkarzy, niemniej jednak nie sposób odmówić sukcesów, które te metody przynosiły. Jako ciekawostkę można dodać, że Johan od wczesnych lat palił papierosy. Pomimo nałogu nie narzekał na wydolność oddechową. Niemniej jednak w 1991 roku po wszczepieniu bypassu rzucił on palenie i zaczął udzielać się w kampaniach antynikotynowych. Był żonaty od 1968 roku i miał trójkę dzieci. Wielu uważa, że imię, które wybrał dla swojego najmłodszego syna (Jordi), było eskalacją sprzeciwu wobec dyktatury Generała Franco, który zakazał używania symboli i nadawania imion związanych z Katalonią. Cruyff zaprzeczył tym doniesieniom, twierdząc, że wybrał to imię z powodu ładnego brzmienia, a nie znaczenia (Jordi to typowo katalońskie imię). Hendrik Johannes Cruyff to wielka postać. Miał on ogromny wpływ nie tylko na drużyny, w których występował, ale na cały proces rozumienia piłki nożnej. Jego liczne sukcesy tylko po części oddają wielkość. Aby ocenić Holendra, należy spojrzeć szerzej, przez pryzmat dziedzictwa, które wciąż widzimy w drużynach grających Futbol Totalny. Cruyff stał na czele fundacji, która pomaga dzieciom, które nie mają szans na karierę w sporcie. Jest źródłem wielu publikacji, biografii i filmów dokumentalnych. Jego osoba znajduje się w TOP 10 największych Holendrów (wyprzedził m.in. Vincenta van Gogha, Marko van Bastena i holenderską królową Julianę), a jego imieniem nazwano nawet jedną z nowoodkrytych asteroid.
18
Panie i panowie, szanowni cules dzisiaj przypada 78 rocznica urodzin Ś.P. Johannesa Hendrika Cruijffa. Pochylmy się w zadumie ku czci ikony futbolu i wielkiej legendy FC Barcelony…
Samolubny geniusz czyli ,,Latający Holender”:
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
0
@ricardo0705 Dokładnie tak jak mówisz! W finale rozpierdzielilibyśmy tych szwabów aż miło...