1

@kulek22 No tak zgadza się! Nie wziąłem pod uwage bezpośrednich spotkań z nimi...

1

@Comentateiro Osobiście wybrałbym pierwszy punkt, zwłaszcza że nie masz gwarancji na to że Balde wypadłby aż na rok...!

0

@Faro Wydaje mi się że potrzebna jest do tego wygrana Celty Vigo!

9

@FCBparasiempre
4 maja 1943 r. urodził się Georgi Asparuchow, znakomity bułgarski napastnik. Posłuchajcie jego tragicznej historii. Beżowa Alfa Romeo mknęła krętą, górską drogą. Licznik wskazywał aż 140 km/h, ale prowadzący nie był kierowcą wybitnym. Jego głowę zaprzątało wiele myśli, w tym feralne zawieszenie. Być może dlatego nie zatrzymał się przed znakiem STOP i wpadł wprost na cysternę. Powietrze przeszyła eksplozja. Chwilę później samochód o charakterystycznym numerze rejestracyjnym CA 9999 spłonął doszczętnie. Tak zginął Georgi Asparuchow, bułgarski książę, pierwszy wielki piłkarz z tego kraju. Jego historię można zacząć od słów trenera Lewskiego Sofia: “Nie ma niczego, czego moglibyśmy go nauczyć. Ten chłopiec urodził się piłkarzem”. “Gundi” miał wtedy ledwie 16 lat i oprócz smykałki do piłki miał także talent do siatkówki. Swoją przygodę z profesjonalną piłką rozpoczął w Lewskim w 1960 roku, kiedy to jako 17-letni chłopak zadebiutował w meczu przeciwko Botewowi Płowdiw występując na pozycji… obrońcy. Klub jego pierwszego rywala będzie znaczącym przystankiem w dalszej karierze Asparuchowa. Pomimo swojej łagodnej natury, udało mu się wywołać konflikt na linii sekcja piłkarska – sekcja siatkarska. Nikt nie jest w stanie w pełni profesjonalnie łączyć tych dwóch odmiennych dyscyplin sportowych, więc logiczne jest, że każdy z trenerów chciał namówić ten wielki talent do pozostania w swojej sekcji. Na szczęście dla piłki nożnej wybrał właśnie ją, a nauczyciel siatkówki, szczerze rozgoryczony, twierdził, że jego dyscyplina straciła wielki talent. Z powodu powołania do wojska musiał opuścić swojego ukochanego Lewskiego i Sofię, w której do tej pory spędził całe życie, na rzecz jednostki w Płowdiw. Jako że władze umożliwiły mu uprawianie sportu, został przydzielony do gry w barwach żółto-czarnego Botewu. Przyjście utalentowanego piłkarza stało się zbawienne dla klubu, który swoje jedyne mistrzostwo kraju wywalczył całe dziesięciolecia przed tymi wydarzeniami (1929) i skutkowało zdobyciem Pucharu Bułgarii (1962) oraz wicemistrzostwem sezon później. Georgi już jako napastnik regularnie trafiał do siatki rywali. Dzięki świetnej grze w zespole blisko związanym z wojskiem, Asparuchow został powołany do reprezentacji swojego kraju na mistrzostwa świata, które odbywały się w Chile. Zagrał tam w dwóch grupowych spotkaniach przeciwko Węgrom (Ci zdemolowali bułgarskie „Lwy” 6:1, a gola dla Bułgarów zdobył bohater tekstu) oraz Anglii (0:0). W pierwszym starciu przegranym z Argentyną nie wystąpił. Z jednym punktem na koncie i bilansem bramek 1:7, Georgi wraz z kolegami przedwcześnie musieli udać się do domu, a cały turniej wygrała fenomenalna Brazylia z Garrinchą i Pele w składzie. Po odbyciu służby wojskowej wrócił do domu i rozpoczął drogę ku historii i uwielbieniu. Strzelając gola za golem w klubie oraz reprezentacji, w końcu stanął oko w oko z “Czarną Panterą” z Portugalii w ramach eliminacji drugiego turnieju o mistrzostwo Europy. I to zapewne po tych trzech meczach barażowych, w których zdobył w sumie 3 gole, w sercu Eusebio zaczęła się rodzić sympatia do “Gundiego”. Asparuchow strzałem z 85 minuty decydującego starcia dał awans swojej drużynie narodowej do kolejnej rundy eliminacji. Georgi Asparuchow czarował. Był typem boiskowego dżentelmena oraz artysty. Wszyscy obrońcy znali jego zwody, jednak mało kto potrafił im się przeciwstawić. Niejednokrotnie uciekali się więc do bardzo brutalnych zagrań, dzięki którym przez całą swoją karierę miał problemy z kontuzjami. Rok 1965 był niezwykle szczęśliwy i ważny w życiu “Gundiego”. W premierowych pięciu meczach sezonu zdobył aż dziewięć bramek i przyczynił się do objęcia fotela lidera przez Lewskiego, którego piłkarze “Niebieskich” nie oddali już do końca, i mogli cieszyć się z pierwszego od dwunastu lat mistrzostwa. Nasz bohater ustanowił nowy rekord klubowy, zdobywając w całej kampanii aż 27 goli. Został także wybrany najlepszym piłkarzem Bułgarii, a w decydującym starciu o awans do mistrzostw świata w Anglii, strzelił zwycięską bramkę. Wszystko to przyczyniło się do nominacji w plebiscycie na “Złotą Piłkę”. W końcowym rozrachunku zajął w nim ósmą pozycję ex aequo z legendarnym Sandro Mazzolą oraz graczem Torpedo Moskwa – Walerijem Woroninem. Środowisko doceniało go, o czym może świadczyć fakt, że wyprzedził w tejże klasyfikacji m.in Ferenca Puskasa, Denisa Lawa, Lwa Jaszyna czy Franza Beckenbauera. To właśnie w tym roku Eusebio w pełni docenił klasę Georgiego: „Pragnąłem grać obok Asparuchowa. W meczu pomiędzy Benficą i Lewskim podbił Lizbonę. Nikt wcześniej nie zdobył dwóch goli na naszym stadionie”. Wielka legenda oczywiście przesadzała, jednak cytat ten idealnie ukazuje jaką miłością darzył Bułgara. Prawdą jednak jest, że “Gundi” niemal w pojedynkę “napędził stracha” dumnym Portugalczykom w trakcie rozgrywek o Puchar Europy. Próbowali oni nawet ściągnąć go do swojego zespołu, jednak komunistyczne władze Bułgarii nie wyrażały zgody na wyjazd piłkarza poza granice kraju. Podczas mistrzostw globu w roku 1966, po raz kolejny był jedynym strzelcem bramki dla swojego zespołu, a sztuki tej dokonał znów w przegranym spotkaniu z Węgrami (1:3). Kiepski występ drużyny narodowej na tym turnieju, nie przeszkadzał światu w uwielbianiu go. Przed meczem Pucharu Zdobywców Pucharów w Mediolanie, działacze włoskiego klubu proponowali mu 500.000 dolarów za sam podpis na kontrakcie, pomoc w ucieczce z kraju oraz zarobki na poziomie największych gwiazd światowej piłki. Dumny Georgi Asparuchow odmówił jednak AC Milanowi słowami, które wdarły się do świadomości kibiców piłkarskich jako potwierdzenie nadzwyczajnej miłości oraz poświęcenia: ,,Istnieje taki kraj – Bułgaria. W tym kraju jest taki klub – Lewski, może o nim nie słyszeliście? W tym klubie się urodziłem i w tym klubie umrę! W mediach dosyć często można trafić na stwierdzenie, że jest on także strzelcem pierwszego gola w historii bułgarskiego futbolu na Wembley, jednak jest ono błędne. Dwanaście lat wcześniej uprzedziło go trzech rodaków, którzy w meczu kwalifikacyjnym do Igrzysk Olimpijskich zremisowali z “Synami Albionu” 3:3. Nie ujmujmy jednak znaczenia tej bramce, która pozwoliła lwom z Bułgarii zremisować na legendarnym stadionie 1:1. W barwach Lewskiego Sofia zdobył w sumie trzy mistrzostwa Bułgarii oraz tyle samo pucharów kraju. Przez całą karierę uzbierał grubo ponad 200 bramek, był jednym z tych zawodników, którego obecność na boisku była inspirująca dla kolegów z zespołu, a on sam zawsze poświęcał się dla dobra ogółu. Między innymi dlatego na swoje ostatnie mistrzostwa w roku 1970 pojechał z kontuzją. Na turnieju w Meksyku był cieniem samego siebie, a Bułgaria po raz kolejny nie wyszła, tym razem ze stosunkowo łatwej grupy. Oprócz remisu z Maroko zanotowała też porażki z Peru i RFN. Ostatni Mundial w życiu okazał się niewypałem. 28 czerwca 1971 roku Lewski rozgrywał spotkanie ostatniej kolejki ligowej z CSKA Sofia, do którego tracił dwa punkty w tabeli. Jako, że w ówczesnych czasach za zwycięstwo przyznawane były właśnie dwa “oczka”, “Niebiescy” musieli pokonać swojego rywala różnicą 10 bramek, by odebrać im prymat w kraju. Oczywiście nie było to zbyt prawdopodobne. Młodemu obrońcy “Czerwonych”, Płamenowi Jankowowi nakazano indywidualne krycie gwiazdy reprezentacji i wyłączenie go z gry za wszelką cenę. Młodziak widocznie zbyt dosłownie potraktował słowa szkoleniowca , zachowując się w stosunku do “Gundiego” niezwykle agresywnie. Georgi, który ten mecz, zresztą jak cały sezon rozgrywał w specjalnych ortopedycznych butach w końcu nie wytrzymał. Wziął odwet na swoim przeciwniku, a sędzia do tej pory obojętny na agresywną grę, pokazał obu zawodnikom czerwone kartki. Komisja ligi dorzuciła mu jeszcze trzy mecze zawieszenia. Lewski wygrał to spotkanie 1:0 i nieco popsuł mistrzowską fetę lokalnemu rywalowi, jednak kilka dni później nikt o tym nie pamiętał. Między innymi z powodu tego zawieszenia zgodził się rozegrać towarzyski mecz pokazowy w górskiej miejscowości Witinia. Wziął ze sobą serdecznego kolegę z zespołu Nikola Kotkova i wsiadł do tego cholernego samochodu.

0

@ShawnC Jaki fan Realu? Marciniak? Kiedy tak powiedział? Daj mi linka tej wypowiedzi

0

@Azazel_Pazuzu A co ta chińszczyzna znaczy?

0

@konrad1661 To prawda! Jednak prestiż Szczęsnego i Lewandowskiego jest nieporównywalny do Zielińskiego i Zalewskiego...

0

Widze że pan Marciniak będzie sędziował nasz mecz. No i fajniutko, w końcu to Polak i będzie sprzyjał naszym rodakom w Barcuni :)

7

Legendy peruwiańskiego futbolu:

4 maja 1926 r. urodził się Valeriano López Mendiola, napastnik nazywanym ,,Tanque de Casma”. Uznawany za jednego z najważniejszych piłkarzy Peru, był wszechstronnym napastnikiem z doskonałym wykończeniem, pozycjonowaniem i umiejętnościami główkowania. W latach 1946–1960 rozegrał 207 meczów, aż do przejścia na emeryturę. Kariera Lópeza rozpoczęła się w peruwiańskim klubie Sport Boys w wieku 20 lat. Stał się bardzo skutecznym napastnikiem, zdobywając tytuł najlepszego strzelca ligi peruwiańskiej w trzech pierwszych sezonach (1946, 1947 i 1948) z 62 golami strzelonymi w 54 meczach! Po udanym początku w Peru, w 1949 roku López przeniósł się do kolumbijskiego klubu Deportivo Cali i pozostaje jednym z najbardziej kultowych piłkarzy tego klubu.

@Stinger_
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Arkon
@Adran360

7

Wybitne legendy futbolu:

Dokładnie 100 lat temu urodził się Jenő Buzánszky, jeden z najlepszych defensorów w dziejach futbolu. Buzánszky w wielkim stylu przyczynił się do największych sukcesów węgierskiej piłki nożnej w XX wieku - do zdobycia olimpijskiego złota w 1952 r. w Helsinkach, do wielkiego zwycięstwa nad Wielka Brytanią w 1953 r. w Londynie i do zdobycia wicemistrzostwa na mistrzostwach świata w Szwajcarii w 1954 r. Wystąpił w 274 meczach ligowych, 48 razy był reprezentantem kraju. Po zakończeniu kariery był trenerem wielu zespołów, ale nigdy nie przyjął propozycji zza granicy. W 1996 r. został wiceprezesem Węgierskiej Federacji Piłkarskiej (odpowiednik polskiego PZPN-u). Należał do najpopularniejszych węgierskich sportowców XX wieku. W 2011 r. otrzymał tytuł „Sportowca Narodu", a dwa miesiące przed śmiercią wybrano go na członka Związku Nieśmiertelnych Sportowców Węgierskich.

@Adran360
@Arkon
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
@Stinger_

5

Duma Katalonii w europejskich pucharach:

4 maja 1960 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Birmingham City FC 4:1 w finałowym dwumeczu(pierwszy mecz rozegrano 29 marca) Pucharu Miast Targowych. Gole dla Barçy zdobyli: Eulogio Martinez, Zoltan Czibor(2) oraz Luis Coll. To był drugi z rzędu wywalczony Puchar M. T. Puchar Miast Targowych został założony 18 kwietnia 1955 roku, dwa miesiące po utworzeniu Pucharu Europy Mistrzów Krajowych. Początkowo zawody nazywały się Puchar Targów a ich ideą było, aby drużyny z miast, w których odbywają się targi międzynarodowe, rywalizowały ze sobą w zawodach trwających trzy lata: Barcelona ,Bazylea, Birmingham, Kopenhaga, Frankfurt nad Menem, Lozanna, Lipsk, Londyn, Mediolan i Zagrzeb. Chociaż początkowy zamysł zakładał, że w zawodach wezmą udział drużyny miejskie a nie kluby z tych miast, to rzeczywistość od początku była odwrotna. Już w pierwszej edycji Barcelona wystąpiła z piłkarzami wyłącznie z FC Barcelony i to w niebiesko-bordowym stroju. W większości pozostałych miast reprezentowały je główne drużyny miejskie a nie wybrane zróżnicowane drużyny. Mistrzem pierwszej edycji została Blaugrana, która pokonała londyńską drużynę w dwumeczu 8-2. W drugim wydaniu wprowadzono zmiany. Zaplanowano turniej trwający krócej, dwa lata ( 1958-1960 ), w którym drużyny rywalizowałyby ze sobą w rundach eliminacyjnych, w drodze losowania, rozgrywając mecze u siebie i na wyjeździe . Uczestnikami nadal musiały być drużyny z miast, w których odbywały się targi, ale nie musiały to być już drużyny miejskie, lecz kluby. Od trzeciej edycji ( 1961 ) zawody stały się coroczne a liczba uczestniczących drużyn w ostatnich edycjach przekroczyła 60. Ostatnia edycja Pucharu Miast Targowych odbyła się w 1971 roku, w kolejnym roku zmieniła format i nazwę. Przez pierwsze kilka lat w Pucharze Miast Targowych dominowały drużyny hiszpańskie i włoskie. FC Barcelona wygrała trzy edycje a Valencia CF – dwie. Dopiero w 1968 roku trofeum zdobyła drużyna z północnej Europy, angielski klub Leeds United FC, chociaż w ostatnich trzech edycjach puchar ten zdobywały drużyny angielskie.

@Stinger_
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Arkon
@Adran360

0

@Nightraider Są takie drużyny jak np. Atletico Madryt, gdzie nie powinno się rzucać całą drużyną na połowe przeciwnika, gdyż dobrze grający kontrą przeciwnik wypunktuje nas raz, drugi a może i trzeci! Osobiście to jest dla mnie zbyt ryzykowne, no ale w większośći przypadków(czytaj drużyn) jakoś się sprawdza...

0

@FcPortoFan1999 On tak cały sezon w sumie ryzykuje. No ale masz racje, dlatego napisałem że kto nie ryzykuje...

1

Ryzykant z tego Flicka. Ma tupet grając często całą drużyną na połowie przeciwnika. Z drugiej strony kto nie ryzykuje ten nie pije szampana, jak to mawiają...

8

Feliz cumpleaños panie Francescu!

Fabregas kończy dzisiaj 38 lat. Cesc odchodził z Barçy w 2003 r. jako 16-latek i najlepszy z ówczesnej generacji jej wychowanków. W drużynie rocznika 1987 był gwiazdą numer jeden i to Messi krążył wówczas wokół niego a nie na odwrót. Władze klubu nie zaproponowały jednak jemu na czas odpowiedniego kontraktu i jego rodzice dali się namówić na wyjazd z synem do Arsenalu. Notabene to właśnie ta nauczka oraz odejście w podobnych okolicznościach Pique do Manchesteru United sprawiły iż odpowiednio zajęto się Messim. Powrotny transfer Cesca z Arsenalu do Barcelony przypominał klasyczną telenowele. Ciągnął się aż przez dwa letnie okna transferowe. W 2010 r. wydawało się że wszystko zmierza w dobrym kierunku ale ostatecznie kluby nie osiągnęły porozumienia w sprawach finansowych. Podobnie było rok później, Barça dawała 25 milionów euro, Arsenal chciał więcej bo Real Madryt, do którego oczywiście piłkarz nie zamierzał się przenosić, oferował za gwiazde nawet 50 milionów. Decydująca była rozmowa, którą Fabregas odbył z Wengerem. Według relacji piłkarza obaj mieli łzy w oczach. Francuz zrozumiał w końcu że musi się zgodzić na odejście ukochanego dziecka bo niestety jest ono tylko adoptowane a teraz chcą je z powrotem jego naturalni rodzice i ku nim wyrywa się jego serce. Gdy powiedział sakramentalne ,,tak”, szefowie Kanonierów dali zielone światło i Fabregas wrócił do Barcelony kupiony za 34 miliony funtów. Guardiola upierał się na Cesca gdyż doskonale go pamiętał z zespołów juniorskich Barçy. Z kolei dla Fabregasa Guardiola był idolem. Pewnego razu Pep ofiarował chłopcu swoją koszulke z numerem 4 i napisał na niej: ,,Kiedyś ty będziesz tutaj numerem 4”. Dziś z perspektywy czasu można gorzko zauważyć iż żaden z nich nie wiedział że owa dedykacja nabierze całkiem niespodziewanego sensu, gdy obaj zaczną współpracować. Otóż u Pepa i jego następców Fabregas stał się czwartym pomocnikiem Blaugrany.

Niestety, ta formacja liczyła w zespole zawsze tylko trzech piłkarzy. Cesc grał w Barcelonie przez 3 sezony, lecz nigdy nie wyszedł poza status ekskluzywnego rezerwowego. Co prawda bardzo często grał w wyjściowym składzie ale kiedy wszyscy byli zdrowi i trzeba było ustalić jedenastke na ważny mecz w sztandarowej taktyce 4:3:3, zawsze wybiegali w nim jako ofensywni pomocnicy Xavi oraz Iniesta(Busquets na pivocie), zaś Fabregas albo siadał na ławce, albo był ustawiany w ataku. Tragizm jego położenia polegał na tym że będąc trzecim najlepszym playmakerem na świecie, grał w tym samym zespole, co dwaj wybitniejsi od niego. Zrozumiałe iż taka sytuacja wpędzała go w frustacje. Starał się ją w sobie tłumić, trenerzy i koledzy przekonywali go że jest ważnym członkiem drużyny, jednak fakt pozostawał faktem. Wybitny piłkarz musi zawsze w podstawowej jedenastce w kluczowych meczach, inaczej zawsze będzie nieszczęśliwy i nie ma na to żadnego lekarstwa. Zdołowany, przygnębiony a przy tym przez wszystkich prawdziwie ceniony i lubiany kolega siłą rzeczy psuje atmosferę w szatni bo nigdy nie cieszy się sukcesami tak samo jak inni. Wobec tego na usta ciśnie się fundamentalne pytanie: czy jest czystym przypadkiem że w trakcie trzech sezonów spędzonych przez Fabregasa na Camp Nou Barça ani razu nie wygrała Ligi mistrzów, natomiast uczyniła to zarówno rok przed jego przybyciem, jak i rok po jego odejściu? Ponoć gdzie kucharek sześć……

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani

3

No w takim zestawieniu personalnym to my napewno nie rozniesiemy tego Realu Valladolid. Mało tego, obawiam się że możemy nawet stracić punkt...? Ja rozumiem że musimy zagrać w sumie rezerwowym składem no ale Dani Rodriguez? Kto to wogóle jest i skąd się wziął?

0

@Arkon No właśnie i tu jest pies pogrzebany! Jeśli rzeczywiście pan Michał ma decydować o obliczu Legii to byłbym raczej spokojny. Natomiast ten Mioduski, mimo że nie jestem kibicem Legii, jest dla mnie całkowicie nie do przyjęcia!

9

Zawodnicy z największą liczbą hat-tricków z rzędu w historii:

Josef Bican, Stjepan Lucijanić oraz Ahmed Rizwan zdobyli po 5 takich hattricków. Tom Jennings: 3 hattricki z rzędu.

Nie posiadam danych dotyczących 4 hattricków z rzędu. Nie wykluczone że nie ma takiego piłkarza ale oczywiście mogę się mylić…?

@Stinger_
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Adran360

8

@FCBparasiempre
Grałem dla Blaugrany przez 5 lat od 1973 do 1978 roku. Pozwoliło mi to stworzyć więzi z klubem a także z Katalończykami. Umocniły się one 10 lat później, kiedy zostałem trenerem Barçy i kiedy cała nasza rodzina przeprowadziła się do Katalonii na dobre. Pierwszy sezon, który spędziłem tam jako gracz był oczywiście spektakularny. Wielka ekscytacja moim transferem, zwycięstwo 5:0 z Realem Madryt, mistrzostwo a później (dla mnie osobiście) mistrzostwa świata w Niemczech. Oczekiwania w FC Barcelonie zawsze były wysokie ale od 1974 roku do końca mojego pobytu w klubie nie wygraliśmy już ligi. Puchar Króla zdobyliśmy dopiero w moim ostatnim sezonie. Im dłużej grałem w Hiszpanii, tym lepiej rozumiałem, jak ważną rolę w tym sporcie odgrywa polityka. Z początku nigdy nie postępowałem zgodnie z linią partii, jak inni zawodnicy. Jestem amsterdamczykiem, który mówi jak jest. Armand Caraben, kataloński nacjonalista, który był w tamtych czasach członkiem zarządu FC Barcelony uważał moje podejście za wspaniałe. Nie myślałem o tym za wiele ale później zrozumiałem że celowo wykorzystywał mój charakter jako część wkładu klubów postępującą walkę o wolność przeciwko władzom w Madrycie. Jako zawodnik o międzynarodowej sławie byłem całkowicie nietykalny, co oznaczało że wolno mi było od czasu do czasu sprowokować Franco. Grałem w piłkę a nie bawiłem się w politykę ale w końcu zauważyłem że sprawy nie układają się tak jak powinny. W 1977 roku byłem w życiowej formie i wszystko wskazywało na to że zdobędziemy tytuł. Później bez powodu dostałem nagle czerwoną kartkę podczas meczu z Malagą. Według sędziego nazwałem go ,, Hijo de puta", czyli sukinsynem. Ja jednak nigdy nie użyłem takiego określenia. Dużo gadałem na boisku ale głównie wtedy, kiedy ganiłem albo chwaliłem kolegów z drużyny. Oczywiście w ferworze gry czasem wołałem coś nie do końca grzecznego; czasem trzeba powiedzieć coś ostro żeby być usłyszanym. Nie poniżałem ludzi wyzwiskami. Myślę że nigdy o nikim nie powiedziałem nic gorszego niż ,, świr". Podczas meczu z Malagą krzyknąłem coś do jednego z moich kolegów z drużyny, który kilkakrotnie zgubił swojego zawodnika, coś w rodzaju ,, musisz go lepiej pokryć". Kiedy sędzia podbiegł do mnie i wyrzucił mnie z boiska osłupiałem. To nie było w porządku. Niestety stało się a później przed komisją dyscyplinarną w Madrycie liczyło się moje słowo przeciwko jego słowu. Nie miałem żadnych szans i zostałem zawieszony na trzy mecze, z których dwa przegraliśmy a jeden zremisowaliśmy. Później mogliśmy już tylko pomarzyć o mistrzostwie. W tamtym sezonie La Liga wygrało Atletico Madryt, w dwóch poprzednich i trzech następnych latach triumfował Real. Nawet dziś ta czerwona kartka jest dla mnie najjaśniejszym dowodem na to, jak bardzo polityka wpływała w tamtych czasach na sport. Na szczęście wiele rzeczy się zmieniło w Hiszpanii od tamtych lat, od czasu przemian demokratycznych około 1988 roku Duma Katalonii zdobyła tytuł 15-krotnie a Real Madryt 12-krotnie. Życie w Barcelonie jest cudowne. Po prostu fantastyczne a obecność Rinusa Michelsea i Johanna Neeskensa, który został kupiony z Ajaxu po mnie, sprawiły że nigdy nie straciliśmy całkowicie holenderskiego stylu gry. Niestety nigdy nie mogłem w pełni cieszyć się pobytem w Hiszpanii z rodziną, ponieważ piłka nożna zajmowała mi każdą godziną dnia. Szczególnie kłopotliwe były podróże na mecze wyjazdowe, często autobusami lub pociągami i niekiedy w nocy, co oznaczało że musieliśmy spać gdzieś po drodze. Dużo podróżowałem i prawie niebywałem w domu, niekiedy było to bardzo wyczerpujące.

Kiedy przyszedłem do Barçy Rinus Michels był trenerem ale to nie on sprowadził mnie do klubu. Armand Caraben powiedział mi później że pierwszym wyborem Michelsa był król strzelców Bundesligi Gerd Müller. Nigdy nie rozmawiałem o tym z Michelsem a i on nigdy nie zrobił nic żeby zasugerować że nie byłem najlepszy, podobnie jak w Ajaxie, w Barcelonie rozmawiał ze mną o wszystkim przed meczem i dawał mi wolną rękę w rządzeniu na boisku. Nie było już tak z Hennesem Weisweilerem, który zastąpił Michelsa przed sezonem 1975/76. Rzadko kłóciłem się z innymi trenerami ale on był jedynym, z którym nie mogłem pracować. Problem z Weisweilerem polegał na tym że mówił dorosłym, jak mają postępować niezależnie od tego, czy potrafią to zrobić czy nie. To działa jeśli zawodnik posiada odpowiednie umiejętności ale on wydawał się nie brać tego pod uwagę. Niektórzy w ogóle nie potrafili ruszyć z miejsca. W końcu powiedziałem mu: ,, o co ci chodzi? każesz zawodnikom robić rzeczy, do których są całkowicie niezdolni". Weisweiler był wściekły i nie rozumiał mojego podejścia. To typowy przykład przepaści między niemieckimi a holenderskimi metodami treningowymi. W tamtych czasach w Niemczech trener podejmował decyzję a wszyscy inni je wykonywali. W Holandii interesował nas wspólny wysiłek. Kiedy zgadzaliśmy się co do najlepszego rozwiązania, wprowadzaliśmy je w życie a kiedy uważaliśmy że jest błędne rezygnowaliśmy z niego. Tamten sezon skończyliśmy na drugim miejscu z Realem Madryt. Weisweiler został wylany przed końcem rozgrywek i winił za to mnie. Gdyby jednak był uczciwy, przyznałby że nie tylko na mnie nie działały jego metody, lecz nie działały na nikogo w drużynie. Waisweiler i FC Barcelona to kombinacja skazana na porażkę. Niestety, jak to się często zdarza był to przypadek niewłaściwego trenera w niewłaściwym klubie. W 1978 roku dwa rozegrane przeze mnie pożegnalne mecze dla poprzednich klubów stanowiły przepowiednię tego że nie było mi jeszcze pisane kończyć kariery. W Barcelonie przegraliśmy 1:3 z Ajaksem a zorganizowany później w Amsterdamie mecz z Bayernem Monachium był całkowitą katastrofą, gdyż zostaliśmy rozniesieni 0:8. Nie można powiedzieć aby było to wymarzone pożegnanie. Później zostałem biznesmenem, była to jedna z najważniejszych lekcji w moim życiu, może najważniejsza. Działo się to w czasie, kiedy niektóre rzeczy wymknęły się trochę spod kontroli. Widywałem mojego teścia tylko trzy czy cztery razy do roku. Kiedy jeszcze grałem w piłkę Cor nie miał za dużo do roboty jako mój agent. Podpisywałem wieloletnie kontrakty, których warunki były ustalone a 80% czasu spędzałem na treningach lub na meczach ale od czasu kiedy przestałem grać wykorzystywałem te 80% w inny sposób, nie zawsze dokonując dobrych wyborów. Nie będę wymieniał nazwisk, powiem tylko że podczas trwania mojej kariery zbudowałem krąg znajomych a jeden z nich zasugerował mi świetnie zapowiadającą się inwestycje. Niestety dotyczyła ona obszaru biznesu, o którym nic nie wiedziałem a na dodatek (i to właśnie najgłupsze) z którym nic mnie nie łączyło. Wykorzystano moją ignorancję. Miałem pieniądze a gdzie są pieniądze tam zawsze zbierze się trochę szczurów. Stara prawda ale wtedy o tym nie wiedziałem. Wierzcie lub nie, zainwestowałem w firmę hodującą trzodę chlewną. Jak mogłem się zaangażować w coś takiego? Jeśli coś sprawia ci przyjemność albo interesujesz się tym czymś, być może da się uzasadnić inwestowanie w to coś ale w tym przypadku nie dało się tego wyjaśnić. Po prostu zanurkowałem. Nie powiedziałem nawet żonie co robię. Czasem nieuświadamiamy sobie idiotyzmu swojego zachowania, dopóki ktoś nam nie pokaże że sami się oszukujemy. Ktoś nas pyta: ,, co ty tu licha robisz? Czy to jest twoja przyszłość? Czy tak chcesz spędzić resztę życia? Wtedy musisz szczerze przyznać się do błędu że w ogóle nie interesują cię świnie i walisz głową w ceglany mur. Tak mocno że nie masz już żadnych wymówek. Przez pewien czas sądziłem że dobrze zrobiłem aż do kolejnej wizyty teścia w Barcelonie. ,, Coś ty zrobił?"- spytał. Powiedziałem mu że kupiłem trzy działki, na których możemy budować. Core natychmiast kazał mi pokazać akty własności ziemi. Później zaczął na mnie wrzeszczeć. Zapłaciłem ale nigdy nie poprosiłem o żadne dokumenty. Nie byłem przyzwyczajony do takich rzeczy. Mówiąc w największym skrócie zdawało się że nie ma żadnych aktów własności. Cor powiedział że zostałem zrobiony w balona i nie mogłem już nic zrobić. ,, Zapłaciłeś ale nie ma żadnego dokumentu na twoje nazwisko. Wybij sobie takie interesy z głowy. Pogódź się ze stratą i rób to, w czym jesteś dobry". Jakby tego było mało wyszła jeszcze sprawa z Josepem Luisem Nuñezem. W 1978 roku został prezesem FC Barcelony i od razu wykręcił mi numer, pierwszy z wielu. Przez całe lata kluby w Hiszpanii płaciły podatki za zawodników. W pewnym momencie zmieniono prawo i wszyscy musieli płacić wstecz. Klub powiedział że ureguluje należności za wszystkich... poza mną. Ze względu na to że miałem odejść z Barcelony, Nuñez odmówił zapłacenia za mnie, mimo że chodziło o pieniądze, które zarobiłem jako zawodnik grający w klubie. Potrzebował reszty drużyny na nowy sezon, więc rozwiązał problem za nich ale mnie miało już nie być, więc musiałem radzić sobie sam. Zupełnie nie wiem ile pieniędzy wtedy straciłem. Oddałem większość mienia. Musieliśmy spakować manatki i opuścić nasze mieszkanie. W gazetach pojawiły się artykuły donoszące o tym że straciłem około 6 milionów dolarów ale nie mam pojęcia czy to prawda. Wiem że chodziło o bardzo dużą kwotę. Szybko jednak znów stanąłem na nogi. Przyszło mi to łatwo, ponieważ nigdy nie przejmowałem się pieniędzmi. To teść zawsze zajmował się finansami. Kiedy zmarł w 2008 roku musiałem po raz pierwszy od 30 lat sam pójść do banku. Nie wiedziałem nawet gdzie mam konto. Taki już mam typ osobowości, szybko przestałem przejmować się błędami, które wtedy popełniłem. Również dlatego że wierzę iż każdy ma własny los. Mój prawdopodobnie polegał na odejściu od sportu we wczesnym wieku, zrobieniu czegoś fenomenalnie głupiego a potem ponownym odnalezieniu równowagi jako zawodnik. Tak naprawdę te kilka linijek powyżej podsumowuje całą moją karierę.

8

Tydzień temu obchodziliśmy rocznicę urodzin Śp. Johana Cruijffa. Z tej okazji pragnę przedstawić wspomnienia ,,boskiego” Johana:

@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
@Stinger_

14

Legendy argentyńskiego futbolu:

3 maja 1949 r. urodził się Leopoldo Luque. Urodzony w Santa Fe napastnik na początku swojej kariery wędrował od klubu do klubu i nigdzie nie potrafił na dłużej się zadomowić. Sytuacja ta zmieniła się dopiero w 1975 r., kiedy został zawodnikiem wielkiego River Plate. Już w swoim debiucie w prestiżowym pojedynku z Boca Juniors zdołał przekonać do siebie kibiców, zdobywając gola na wagę zwycięstwa. 22 lutego 1976 r. River Plate rozbiło 5:1 zespół San Lorenzo, a Luque zapisał się tego dnia w kronikach, strzelając dla swojej ekipy wszystkie pięć bramek. W drużynie Los Millonarios spędził w sumie pięć lat i w tym czasie pięć razy cieszył się ze zdobytego mistrzostwa. Rozegrał dla klubu 176 spotkań i strzelił 75 bramek. Jego strzeleckie umiejętności nie umknęły uwadze selekcjonera narodowej reprezentacji. César Luis Menotti dał Luque szansę pokazania się w Copa América w 1975 r., a napastnik jej nie zaprzepaścił. Podczas mundialu w 1978 r. był podstawowym zawodnikiem. W pierwszym meczu z Węgrami Luque strzelił wyrównującego gola, a w drugim grupowym starciu przeciwko Francji jego trafienie dało Argentynie wygraną. W czasie gry doznał urazu łokcia i powinien opuścić plac gry, ale limit zmian Argentyńczycy zdążyli już wykorzystać. Luque został więc opatrzony poza boiskiem i z zabandażowanym ramieniem wrócił na ostatnie kilka minut gry. W tym samym dniu w wypadku samochodowym zginął brat. Luque kiedy się o tym dowiedział, opuścił zgrupowanie reprezentacji, żeby wspomóc rodzinę w tym tragicznym czasie i pożegnać brata. Zabrakło go więc w kończącym grupowe zmagania pojedynku z Włochami, ale wrócił na najważniejsze starcie drugiej rundy, jakim dla Argentyńczyków był mecz z Brazylijczykami. Wynik 0:0 bardziej pasował drużynie Albicelestes, która na koniec mierzyła się z Peru, podczas gdy Brazylię czekał jeszcze mecz z Polską. Peruwiańczycy zgodnie z oczekiwaniami gładko przegrali 0:6, co oznaczało, że to Argentyna zagra w finale. Luque zaaplikował drużynie Peru dwie bramki i w czterech meczach turnieju miał już na koncie cztery trafienia.

Liczył, że poprawi ten dorobek w wielkim finale, ale Holandia postawiła bardzo twarde warunki. Po 90 minutach gry był remis 1:1 i gospodarze dopiero w dogrywce zdołali przechylić szalę wygranej na swoją korzyść. Dwie bramki w finale strzelił Mario Kempes, który z sześcioma golami został królem strzelców turnieju. Luque, który zaliczył przecież bardzo dobre występy, pozostawał przez to nieco w cieniu reprezentacyjnego kolegi. Po odejściu z River Plate grywał w zespołach Racingu i Unión de Santa Fe. Zaliczył też krótki epizod w brazylijskim Santosie. Znowu jednak nigdzie nie zadomowił się na dłużej. Nigdy też nie próbował szczęścia w którejś z europejskich lig. Karierę zawodniczą zakończył w 1985 r., a jego strzelecki dorobek w argentyńskiej Primera División zamyka się okrągłą liczbą 100 trafień. W 2007 r. przeszedł zawał serca, po którym jednak zdołał wrócić do zdrowia. Pod koniec 2020 r. z objawami COVID-19 trafił do szpitala. Początkowo obyło się bez komplikacji, ale po paru dniach jego stan się pogorszył i trzeba go było podłączyć do respiratora. Swój ostatni mecz jednak przegrał i zmarł 15 lutego w wieku 71 lat.

@Sysia11
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Adran360
@Arkon

1

@4drian0 A to chyba że tylko o to!

2

W co gra Atletico Madryt...? a właściwie to o co i po co gra?

13

Pele, Maradona, Messi i on…

Geniusz ,,Mane”:

W roku 1958 reprezentacja Brazylii rozgrywała we Włoszech towarzyski mecz z AC Fiorentina, będący jednym z ostatnich sprawdzianów przed mistrzostwami świata w Szwecji. Garrincha wpada w pole karne, ,,kładzie” na ziemi jednego obrońcę, po czym odpiera szarże drugiego i trzeciego. Kiedy w końcu minął bramkarza, zobaczył że na linii stoi jeszcze jeden przeciwnik. Zamarkował więc strzał w róg bramki a ten biedak próbując ratować sytuacje, rozbił sobie nos o słupek. Tymczasem do gry ponownie włączył się bramkarz. Wówczas niewzruszony ,,Mane” posłał mu piłke między nogami wprost do siatki. Potem wziął ją pod pache i ruszył w strone środka boiska. Szedł powoli ze wzrokiem wbitym w czubki butów. Wyglądał jak Chaplin w zwolnionym tempie. Zupełnie jakby przepraszał za gola, który poderwał na nogi cały stadion we Florencji…

@Adran360
@Arkon
@Comentateiro
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani

7

Zapomniane boisko ,,Fabra i Coats”:

W 1982 roku za prezydentury i Josepa Luisa Nuñeza, klub nabył na własność obiekt znajdujący się w dzielnicy San Andreu. Był to sportowy kompleks, na który składało się boisko przystosowane do gry w piłkę wraz z trybunami, boisko do uprawiania innych sportów, basen oraz kilka ogrodów. Operacja była wydatkiem rzędu 96 540 375 peset, które klub zapłacił właścicielom, czyli firmie włókienniczej ,,Companya Anonima Filatures de Fabra i Coats”, powstałej w 1903 roku z połączenie ,,Societat Anonima de Fabra i Portabella” ze szkocką marką ,,J&P Coats Ltd”. Boisko kupione przez FC Barcelona znajdujące się między ,,Passeig de Fabra” i ulicą Dublin miał 93 m długości i 54 szerokości krople na trybunach mieściło się 4700 widzów, z czego 800 miało miejsce siedzące. Był to plac, na którym grała drużyna CE Fabra i Coats, utworzona w 1922 roku jako CE Filatures z inicjatywy firmy włókienniczej. 1953 roku zmieniła nazwę ale zachowała pionowe biało-czarne pasy na koszulkach. Jeszcze jako CE Fabra i Coats w sezonie 1962/63 walczyła o awans do Segunda Division. Niedługo potem, w 1965 roku przemianowała się na Athletic Catalunya Club de Futbol i rozpoczęła współpracę z Barçą, dlatego też od tamtej pory występowała w strojach ,,blaugrana”. Przed nabyciem boiska Fabra i Coats, FC Barcelona płaciła za wynajem, ażeby drużyny juniorskie i młodzieżowe mogły rozgrywać swoje mecze. Wśród tych zespołów była Barcelona Athletic, która grała tutaj w latach 1970 - 1982, czyli do chwili, gdy zbudowano Mini Estadi. Pozostałe drużyny juniorskie korzystały z tego boiska aż do lat 90-tych. Później zarząd klubu, z Nuñezem na czele, postanowił sprzedać w dwóch fazach obiekt Klubowi Pływackiemu Sand Andreu, założonego w 1971 roku przez pracowników fabryki ,,Fabra i Coats”. Dzięki tej operacji Barça zarobiła 198 milionów peset. Na kupionych terenach klub San Andreu zbudował obiekt sportowy dla swoich członków a boisko wraz z trybunami zostało zburzone aby w tym miejscu mógł stanąć basen olimpijski. Niezależnie od przeszłości obiektu sportowego, w 1995 roku budynek fabryki włókienniczej sąsiedzi z San Andreas zamienili w centrum kulturalne.

@Stinger_
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Arkon
@Adran360

16

Legendy polskiego futbolu:

3 maja 1947 r. urodził się Lesław Ćmikiewicz. Pierwsze piłkarskie kroki stawiał jako trzynastolatek w Lotniku Wrocław ale po pięciu latach przeniósł się do Śląska Wrocław. Występował w nim w latach 1965-1970. W sumie rozegrał z nim 76 meczów i strzelił cztery gole. Był bardzo wszechstronnym zawodnikiem. Początkowo grał jako obrońca, ale później został przesunięty do linii pomocy. Najwyższy poziom piłkarski osiągnął w latach gry w Legii Warszawa, do której trafił w wieku 23 lat, i spędził dziewięć kolejnych. Co ciekawe, jego transfer nie był związany z powołaniem do wojska, jak miało to miejsce w wielu innych przypadkach tamtych lat. Ćmikiewicz był cywilem i nigdy nie został zawodowym żołnierzem. To z Legią świętował największe sukcesy klubowe. Dwukrotnie stawał na podium mistrzostw Polski (srebro w 1971 r. i brąz w 1972 r,), dwa razy zdobył też Puchar Polski (w latach 1973 i 1980). Po mistrzostwach świata w 1974 r. kusił go Górnik Zabrze, który oferował lukratywne jak na tamte czasy warunki. Ćmikiewicz nie zdecydował się jednak na zmianę klubu i pozostał w stolicy. Czuł się tam dobrze, a i koledzy darzyli go dużą sympatią. W 1971 r. Ćmikiewicz dotarł z Legią do ćwierćfinału Pucharu Europy, gdzie zagrał w dwumeczu przeciw Atletico Madryt ze słynnym Luisem Aragonesem. Warszawski zespół stoczył zacięty bój, ale odpadł po porażce 0:1 na wyjeździe i… zwycięstwie w rewanżu na swoim stadionie 2:1. Ćmikiewicz jako defensywny pomocnik grał w tym okresie w środku pola obok Kazimierza Deyny, a ich współpraca układała się znakomicie. W Legii Ćmikiewicz pełnił też funkcję kapitana drużyny, a odszedł z niej jesienią 1979 r. po niemal dekadzie gry. Następnie występował w amerykańskich klubach New York Arrow(1980) i Chicago Horizon(1980-1981). Łącznie w latach 1965-1979 w Ekstraklasie rozegrał dla Śląska Wrocław i Legii Warszawa 306 meczów, strzelając 18 goli.

Lesław Ćmikiewicz może pochwalić się bardzo dużym dorobkiem w reprezentacji Polski. W latach 1970/1979 rozegrał w niej 57 meczów, a w 2014 r. został włączony do Klubu Wybitnego Reprezentanta. Lata występów Ćmikiewicza w reprezentacji pokryły się z okresem gry w Legii Warszawa. W koszulce z białym orłem na piersi zadebiutował za kadencji Ryszarda Koncewicza w 1970 r., choć akurat wtedy był jeszcze piłkarzem Śląska Wrocław. Zagrał w przegranym 0:2 towarzyskim meczu z Węgrami w Budapeszcie. Najwyższą formę prezentował w czasach, gdy kadrę przejął legendarny szkoleniowiec Kazimierz Górski. W 1972 r. Ćmikiewicz pojechał na igrzyska olimpijskie do Monachium i zagrał w sześciu meczach, włącznie z finałem z Węgrami, zakończonym wygraną Polaków 2:1 i zdobyciem złotego medalu olimpijskiego. Jak się później okazało, ten spektakularny sukces stał się tylko preludium do kolejnych wyczynów Biało-Czerwonych. Ćmikiewicz miał wtedy 25 lat, a już imponował wszechstronnością – mógł występować zarówno jako obrońca, jak i defensywny pomocnik. W 1973 r. Ćmikiewicz był ważną postacią drużyny, która wywalczyła awans na mistrzostwa świata w RFN. W rewanżowym meczu z Walią w Chorzowie Polska wygrała 3:0 po golach Roberta Gadochy, Grzegorza Laty i Jana Domarskiego, ale to Ćmikiewicz był cichym bohaterem tego spotkania. Jako defensywny pomocnik zostawił na boisku dużo zdrowia i wykonał kawał „czarnej roboty”. W ocenie Kazimierza Górskiego był człowiekiem od zadań specjalnych, świetnie asekurował kolegów z linii obrony. Jego zadania były mało widowiskowe, ale bardzo doceniane przez trenerów. Umiał skutecznie przerywać akcje rywala i przetrzymać piłkę, dając kolegom czas na ustawienie szyków obronnych. Ćmikiewicza rozegrał też w pełnym wymiarze czasowym oba mecze z Anglią – zarówno ten zwycięski z Chorzowa (2:0), jak i owiany sławą mecz na Wembley (1:1), gdzie wspomógł obrońców w walce z licznymi atakami Brytyjczyków. Następnie pomocnik Legii uczestniczył w finałach mistrzostw świata w RFN, gdzie drużyna Kazimierza Górskiego wywalczyła trzecie miejsce. Na mundialu zaczynał spotkania na ławce rezerwowych, ale trener aż sześć razy zdecydował się wpuścić go na boisko jako zmiennika. W tym okresie większe uznanie w oczach Górskiego miał Zygmunt Maszczyk. Dwa lata później Ćmikiewicz do kolekcji medalowej dołożył kolejny krążek – za wicemistrzostwo olimpijskie w Montrealu, gdzie rozegrał trzy mecze. Ostatni raz w reprezentacji Polski wystąpił w 1980 r. w spotkaniu eliminacji mistrzostw Europy z NRD, przegranym 1:2. W 1981 r. Ćmikiewicz rozpoczął karierę trenerską, którą zakończył 25 lat później. Zaczynał jako asystent trenera Legii Warszawa Kazimierza Górskiego, a później prowadził m.in. takie kluby jak Motor Lublin, Stal Rzeszów, Górnik Zabrze, Pogoń Szczecin czy Gwardię Warszawa. Pełnił też rolę asystenta trenera w Amice Wronki oraz Cracovii. Jest jedynym zawodnikiem z drużyny „Orłów Górskiego”, który miał okazję poprowadzić reprezentację Polski. W latach 1989-1993 pełnił rolę asystenta selekcjonera Andrzeja Strejlaua a po jego dymisji samodzielnie poprowadził naszą drużynę narodową w trzech spotkaniach. Jego następcą został Henryk Apostel. W latach 1999-2001 Ćmikiewicz był selekcjonerem reprezentacji Polski U-21. W 2001 r. został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, a w 2011 r. Złotą Odznaką Polskiego Związku Piłki Nożnej.

@Adran360
@Arkon
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani

0

@Arkon Aaa to o Żewłakowa chodzi. A jesteś pewien że to pan Michał zadecyduje o tym wszystkim a nie ten cwaniak Mioduski...?

0

@Ogorinho1974 Zgadza się, wiem o tym. Szarmach to jedno a drugie to że mało nie zamordował Matysika w meczu... no właśnie już nie pamiętam czy z Włochami, czy z Francją o 3 miejsce? W każdym razie w Hiszpanii piłkarze mieszkali bez klimatyzacji i nie mogli nocami spać. Tam pod tym względem był podobny koszmar co 4 lata później w Meksyku...
Po mistrzostwach Matysik wylądował w szpitalu z powodu odwodnienia i długo dochodził do siebie. Gdzieś to czytałem tylko nie pamiętam dokładnie gdzie...

13

Perfect hat-trick:

Idealny hat-trick to sytuacja, w której zawodnik zdobywa trzy gole w jednym meczu, ale sposób, w jaki zdobywane są gole, ma znaczenie. Aby zawodnik zdobył idealnego hat-tricka, musi strzelić jednego gola prawą nogą, jednego gola lewą nogą i jednego gola głową. Nie musi być żadnej konkretnej kolejności, aby zdobyć idealnego hat-tricka, ale zawodnik musi strzelić gola jedną bramką każdą z trzech metod.

Chociaż hat-trick stał się synonimem piłki nożnej, tak naprawdę nie zaczął się jako termin wymyślony przez tę piękną grę. Zamiast tego termin „hat-trick” pochodzi z gry w krykieta. Hat-trick w grze w krykieta oznacza, że rzucający zdobywa trzy ,,wicket” w trzech kolejnych dostawach. Aby uczcić zdobycie hat-tricka przez zawodnika, klub wręczałby mu czapkę upamiętniającą jego osiągnięcie. Podczas gdy kluby piłkarskie raczej nie wręczają swoim zawodnikom czapek, aby uczcić zdobycie hat-tricka, zawodnikowi zazwyczaj pozwala się zabrać piłkę meczową do domu po zdobyciu hat-tricka. W Premier League nie brakowało strzelców hat-tricka Premier League. Legendarni strzelcy goli, tacy jak Louis Saha, Edin Džeko, Peter Crouch, Thierry Henry, Les Ferdinand, Jimmy Floyd Hasselbaink, Andy Cole i Matthew Le Tissier, wszyscy strzelili idealnego hat-tricka. Choć nie jest to szczyt wszystkiego, ponieważ wielu światowej klasy piłkarzy nie strzeliło hat-tricka, stał się elitarnym klubem dla niektórych z najlepszych.

Istnieje jednak bardziej wyselekcjonowana grupa graczy, którzy zdobyli idealny hat-tricka więcej niż raz. Największy gracz Manchesteru City, Sergio Aguero, zdobył dwa idealne hat-tricki, strzelając gole w 2015 i 2018 roku przeciwko Newcastle United.

Podczas gdy wybryki Aguero są imponujące, jedynym graczem, który zdobył trzy idealne hat-tricki, był Robbie Fowler. Maszyna do zdobywania goli dokonała tego wyczynu przeciwko Southampton w 1993 r., Arsenalowi w 1995 r. i Southampton ponownie w 1999 r. Podczas gdy tacy gracze jak Alan Shearer i Wayne Rooney plasują się w rankingu strzelców mniej więcej na równi z Fowlerem, żaden z angielskich mistrzów nie zdołał zbliżyć się do rekordu Fowlera i uważamy, że prawdopodobnie pozostanie on najlepszy przez jakiś czas.

@Stinger_
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Adran360

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?