0

@FcPortoFan1999 Dobre pytanie. Postawiłbym jednak na ,,Kolejorza". Mam przeczucie że nie zmarnują szansy u siebie i wycisnął choćby te 1:0 na wage majstra!

2

@Bernard777 Dzięki śliczne :) Jednak z ręką na sercu przyznaje że to nie mój tekst, tylko z internetu ale uważam że trzeba o takich rzeczach pamietać!

9

@FCBparasiempre
W historii meczów piłkarskich są takie wydarzenia, które powodują, że chciałoby się cofnąć w czasie, aby móc je zobaczyć na własne oczy. Gdyby była taka możliwość to przeniósłbym się do 19 maja 1938 roku, na okres 90 minut, na Górny Śląsk i na stadion położony w Wielkich Hajdukach. Wcześniej musiałbym jednak kupić bilet, bo inaczej przed meczem nie było szans na załatwienie wejściówki. W czasach przedwojennych piłkarze rozgrywali szereg meczów towarzyskich. Do rangi wielkiego święta aspirował mecz reprezentacji Śląska. Dla każdego śląskiego piłkarza był to zaszczyt móc reprezentować swój region i niebiesko – białe barwy z naszytym na koszulce Śląskim orłem. Oto historia niezwykłego meczu Wolverhampton Wanderers – reprezentacja Śląska. W lidze angielskiej czas końcowych rozstrzygnięć, na czele ligi Arsenal, tuż za nim popularne „Wilki” z jednym punktem straty. 9 kwietnia 1938 roku Wolverhampthon podejmował Leicester City i rozbił go aż 10:1(!) co do dzisiaj jest rekordowym zwycięstwem tej drużyny w lidze. Po cztery gole zdobyli 16 letni lewoskrzydłowy Dicky Dorsett i Dennis Westcott. Po meczu popularne „Lisy” złożyły skargę do Montague Lyons, członka w Izbie Gmin Leicester, że manager drużyny Wolverhampthon major Frank Buckley wstrzykiwał piłkarzom gruczoły małpy. Lyons zażądał, aby Minister Zdrowia Walter Elliot wszczął śledztwo w tej sprawie. Mimo, że śledztwo nie wykazało żadnych naruszeń, ministrowie Partii Konserwatywnej nakazali zaprzestania tych praktyk. Działacze Ligi Angielskiej przeprowadzili własne śledztwo i postanowili, że każdy Klub czy zawodnik na zasadzie dobrowolności może przyjmować różne gruczoły. Major Frank Buckley po tym wydarzeniu był krytykowany za to, że jego metody są zbyt rewolucyjne. Prasa pisała o nim: „Buckley jest bowiem zwolennikiem metod ultra-nowoczesnych. W ciągu ostatniej zimy wzbudził on wielką sensację, ogłaszając, iż gracze „Wolves” poddani zostaną specjalnej kuracji hormonowej, która w porozumieniu z wybitnymi lekarzami polegała na karmieniu swych pupilów preparatami z gruczołów! Dieta ta podziałać miała nadzwyczajnie: „Wilki” wygrali osiem spotkań pod rząd”. Dodatkowo na boisku treningowym zainstalowano urządzenie do podawania piłek. Specjalne treningi z tym urządzeniem miał bramkarz Scott, który wyłapywał wyrzucane z tego urządzenia piłki w różnych kierunkach. Buckley jak typowy wojskowy nie znosił sprzeciwu, stosowanie nowoczesnych metod po prostu wymuszał na swoich zawodnikach. Ostatecznie na koniec sezonu ligi angielskiej Wolverhampthon został wicemistrzem kraju i zakontraktował mecze towarzyskie z drużynami z kontynentu: reprezentacją Pragi (łączona drużyna Slavii i Sparty), reprezentacją Budapesztu oraz reprezentacją Śląska. W pierwszym meczu w Pradze „Wilki” przegrały aż 0:4, porażkę przypisywano zmęczeniu długą podróżą. W kolejnym meczu w stolicy Węgier padł remis 0:0. Piłkarze Wolverhampthon wyjechali z Budapesztu pociągiem specjalnym i przyjechali do Katowic we wtorek 17 maja o godzinie 18:34 i zakwaterowali się w hotelu „Monopol” w Katowicach. Przyjechała prawdziwa wataha wilków: prezydent Klubu Cadwallader z córką, manager Klubu mjr Buckley z żoną, trenerzy Davies i Bradford, masażysta Fowler, redaktor: „Daily Telegraph” p. Forcey, 15 zawodników, kierownik jednego z londyńskich biur podróży p. Miklos i jego sekretarki p. Cade i panna Sharpe.

Tymczasem w Wielkich Hajdukach(od kwietnia 1939 roku Chorzów), stolicy piłkarskiej Górnego Śląska, gdzie panującym królem był hajducki Ruch, odbywały się przygotowania do meczu z Wolverhampthon. Zarząd Śląskiego OZPN poinformował, że ze względów technicznych przedsprzedaż biletów trwać będzie tylko do dnia 16 maja 1938 roku. Dystrybucja biletów w przedsprzedaży była rozprowadzana w wielu punktach: Firma Sport, ul.8 Maja 22 w Katowicach, U Bienia – skład likierów, ul. Pocztowa 2 w Chorzowie, kiosk gazet Karaś, ul. M. Piłsudskiego w Wielkich Hajdukach, Drogeria Predelok, Tarnowskie Góry (Rynek), skład tytoniowy Tatarczyk, ul. Sobieskiego w Rybniku, „Sport” Gajduszek, ul. 3 Maja w Bielsku, biuro podróży „Orbis” w Sosnowcu oraz biuro podróży „Orbis“ w Krakowie. Bilety sprzedawały się jak ciepłe bułeczki, ok. 30 tysięcy sprzedanych biletów w pierwszych dniach sprzedaży zmusiło organizatorów do podjęcia zdecydowanych działań. Mecz miał się odbyć na stadionie, na którym obecnie swoje mecze rozgrywa Ruch Chorzów, stadion ten w 1938 roku był największym i najpiękniejszym stadionem w Polsce, mógł pomieścić na trybunach 50 tysięcy widzów, kiedy jednak wykorzystało się bieżnię stadionu, pojemność mogła być powiększona nawet do 70 tysięcy widzów. Działacze Śląskiego OZPN podjęli zatem decyzję o rozłożeniu ławek i krzeseł na bieżni stadionu aby powiększyć liczbę miejsc o 10 tysięcy. Razem na tym meczu mogło się pojawić zatem ok. 60 tysięcy kibiców. W dniu zawodów sprzedaż biletów odbywała się w Wielkich Hajdukach przy ul. Chorzowskiej, róg Ratuszowej na parterze w gmachu Banku Ludowego oraz w dwóch następnych oknach domów parterowych. Organizatorzy meczu codziennie w prasie informowali o szczegółach dotyczących dodatkowych miejsc kupowania biletów, zamknięcia części dróg dojazdowych oraz parkingów dla samochodów, motocykli, furmanek, rowerów i innych środków lokomocji. Parkingi te mieściły się na placu Ulricha (dojazd ul M. Piłsudskiego). To tak informacyjnie jakby ktoś, kiedyś podróżował swoim wehikułem czasu i szukał miejsca parkingowego. Jedną z kluczowych informacji administracyjnych było wydłużenie o 3 godziny przekraczania granicy do Niemiec na przejściach granicznych w Rudzie, Łagiewnikach, Chorzowie, Orzegowie i Szombierkach. W dniu meczu jako przedsmak głównego dania zaplanowano spotkanie Chorzów vs. Gliwice o godzinie 16:00. 19.05.1938 rok, godzina 14:00. Na otwarcie kas stadionu Ruchu Wielkie Hajduki oczekiwały tłumy kibiców, którzy nie zdołali zakupić biletów w przedsprzedaży. Pojawiły się również dodatkowe patrole Policji, które pilnowały porządku przed meczem. Na pół godziny przed meczem Chorzowa z Gliwicami wszystkie miejsca na trybunie głównej, wszystkie miejsca stojące na trybunach były zapełnione, pozostało część wolnych miejsc siedzących na bieżni stadionu. Pojawił się silny wiatr, który mógł zwiastować ciężką grę lub burzę. Ani jedno, ani drugie nie nastąpiło, była idealna pogoda do grania. Mecz pomiędzy drużynami Chorzowa i Gliwic rozgrzał tylko trochę kibiców (wynik 3:2 dla Gliwic). Przed godziną 18.00 na stadionie zjawiło się od 30 do 40 tysięcy widzów (ta duża rozbieżność wynikała z pochodzenia prasy, która tę liczbę zawyżała lub zaniżała). Tuż przed rozpoczęciem meczu, kiedy jeszcze kończył się przedmecz na boisku pojawiła się drużyna „Wilków”, która oklaskami została przywitana przez śląską publiczność. Przed głównym meczem organizatorzy skropili wodą całe boisko i odświeżyli linie boiskowe. Jako pierwsi na boisko wbiegli piłkarze Wolverhampthon ubrani w żółte koszulki, czarne spodenki i czarne getry w żółte paski. Bramkarz wystąpił w zielonej koszulce. Drużyna angielska wybiegła w następującym składzie: Alex Scott – Bill Morris, Jack Taylor, Tom Smalley – Tom Galley, Joe Gardiner, Ted Maguire – Horace Wright, John Kirkham, Bryn Jones, Dickie Dorset. Kiedy na murawie boiska pojawiła się reprezentacja Śląska ubrana w białe koszulki i niebieskie spodenki publiczność zgotowała im wrzawę, którą było słychać w promieniu paru kilometrów. Bramkarz reprezentacji Śląska był ubrany w granatowa koszulkę. Kapitan związkowy Śląskiego OZPN p. Lubina ustalił następujący skład drużyny reprezentacji Śląska: Mrugała (AKS Chorzów) – Giemsa (Ruch W.Hajduki), Kinowski (AKS) – Bendkowski (AKS), Piec II (Naprzód Lipiny), Dytko (Dąb Katowice), Piec I (Naprzód Lipiny), Piontek (AKS), Wostal (AKS), Wilimowski (Ruch), Wodarz (Ruch). Jako rezerwowi: Tatuś z Ruchu, Stolarczyk z AKS-u, Cebula ze Śląska Świętochłowice i Niedurny z Policyjnego KS Katowice. Piontek opuścił boisko w 80 minucie meczu z powodu drobnego urazu. Godzina 18:00. Prasa śląska bardzo szczegółowo zrelacjonowała przebieg tego niezwykłego spotkania. Pisała ona: „Pierwsze minuty gry rozpoczęły się żywym tempem, przy czym Anglicy grają system „W“ a mianowicie daleko wysuniętym do przodu napastnikiem środkowym. Gra jest wyrównana, a Ślązacy pierwsi strzelają na bramkę przeciwników, jednak bezskutecznie”. Już w 5 minucie meczu Ernest Wilimowski strzelił pierwszego gola.

Prasa pisała: „Widzów ogarnął istny szał. Bito brawa, krzyczano a czapki rzucano w powietrze”. Gracze śląscy atakują bramkę raz za razem, raz z pustej bramki wybił obrońca, raz piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła w ręce Alexa Scotta bramkarza popularnych „Wilków”. Do trzech razy sztuka i 2:0 dla reprezentacji Śląska. Prasa pisała: „W 12 minucie Ślązacy zdobywają drugą bramkę, co znowu wprowadza widzów w istny szał i tę drugą bramkę strzelił Wilimowski, który był najlepszym graczem obu drużyn. Dytko podał piłkę prostopadle w kierunku bramki a gdy piłka dobiegła do Wodarza, ten od razu przedłużył podanie i oddał ją Wilimowskiemu, który strzelił obok wybiegającego z bramki Anglika”. Piłkarze Wolverhampthon zaczęli indywidualnie kryć „Eziego” Wilimowskiego, który stosował wiele pomysłowych trików, z którymi zawodnicy „Wilków” nie umieli sobie poradzić. Obraz meczu zmieniła przypadkowa akcja Horace’a Wrighta: „Bramkę tę zawinił Mrugała. Bardzo ostro strzelił do bramki Wright i Mrugała wypiąstkował piłkę tak nieszczęśliwie, że poleciała ona wprost na głowę Wrighta, który główką umieścił ją w bramce”. 2:1. Gra jest niezwykle szybka z obu stron, choć inicjatywę cały czas mają ślązacy, dobre zawody rozgrywał Wostal, ale królem meczu był Ernest Wilimowski, który z podania Pieca w 36 minucie meczu w zamieszaniu podbramkowym ulokował po raz trzeci piłkę w bramce. Niespodziewanie inicjatywę przejmują piłkarze Wolverhampthon, którzy najpierw za sprawą Maguire, a później Kirkhama na dwie minuty przed końcem pierwszej połowy wyrównują stan meczu na 3:3. Przerwa. O drugiej połowie meczu prasa pisała: „Po przerwie Anglicy rozpoczynają grać dość ostro. Zespół śląski, jakby opadł na siłach, co wyraża się zwolnieniem tempa gry. Przez pierwsze 15 minut nie ma specjalnie ciekawych momentów. Dopiero w 20 minucie gry następuje kilka pokazowych zagrań Anglików i w tym to okresie dochodzi do incydentu pomiędzy prawo skrzydłowym gości i Dytką. Ten ostatni zostaje dwukrotnie spoliczkowany”. Sędzia zdarzenia nie zauważył. Edmund Giemsa pomścił kolegę z drużyny chwilę później, kiedy skasował prawoskrzydłowego „Wilków”. W 78 minucie meczu Gerard Wodarz legenda hajduckiego Ruchu zdobył wspaniałym strzałem bramkę na 4:3, jednak do wyrównania doprowadził Horace Wright na 3 minuty przed końcem spotkania. Prasa podsumowała te zawody: „Publiczność zachwycona. Mecz był wspaniałym pokazem kunsztu piłkarskiego (…) Zaletą Anglików, to przede wszystkim dobra kondycja i dokładne opanowanie techniczne, natomiast nie było u nich widać błyskotliwych akcyj i zagrań, którymi zwłaszcza w pierwszym okresie i pod koniec imponowała drużyna Śląska, a specjalnie jej atak. Publiczność opuszczała boisko bardzo zadowolona, bo przyznać trzeba, że był to jeden z najciekawszych meczów, jakie w tym sezonie oglądaliśmy na boiskach śląskich” (…) Anglicy pokazali futbol dobrej marki: szybki, na wysokim poziomie (…) Specjalnie podobał się niezawodny stoping w każdej pozycji i idealne odbieranie piłek”. Śląski Okręgowy Związek Piłki Nożnej za przyjazd Wolverhampton Wanderers zapłacił 10 tysięcy złotych, reklama i organizacja tego meczu kosztowały dodatkowe 5 tysięcy złotych. Jednak na sprzedaży biletów zarobiono ponad 40 tysięcy złotych. Prasa oprócz szczegółowych wyliczeń pokusiła się o różnego rodzaju podsumowania: O piłkarzach „Wilków” prasa pisała: „Opis piłkarzy angielskich musimy zacząć od ich niezgrabnych spodenek. Smukli, świetnie wyrobieni gimnastycznie chłopcy, w długich po kolana spodenkach, o kroju z czasów występów pierwszych sportowców z Eton, co działo się blisko sto lat temu, tracą na swym wyglądzie bardzo wiele. Ale w spodenkach tak fatalnego kroju występują nie tylko piłkarze, ale wszyscy sportowcy angielscy”. O najlepszym zawodniku meczu prasa pisała: ,,Zaszczytny wynik dla zespołu śląskiego, to w znacznej mierze zasługa Wilimowskiego. „Ezi“ zagrał pierwszorzędnie. Był najlepszym z 22 graczy. Demonstrował zagrania na jakie zdobyć się może tylko piłkarz najwyższej klasy światowej. Wniósł on do ataku śląskiego, moment inicjatywy i niezwykłej pewności. Zaskoczyło to nie tylko Anglików ale również naszą drużynę i publiczność. Wilimowski jest niewątpliwie graczem bardzo wielkiej klasy, ale nigdy nie wiadomo kiedy zechce zagrać dobrze. Są przecież mecze, zwłaszcza mecze ligowe, na których „Ezi” wypada jak ostatni „patałach”. O wywiadzie z Majorem Frankiem Buckleyem prasa pisała: „Anglicy byli bardzo zaskoczeni dobrą grą drużyny śląskiej. Mjr. Buckley oświadczył, że nie spodziewał się, by Polacy posiadali tak dobrych piłkarzy. Kilku graczy z tych, którzy grali w reprezentacji Śląska (według opinii kierownika Wolverhamptonu) znalazłoby niezłe posady w zawodowych zespołach pierwszej ligi angielskiej (…) zwłaszcza lewa strona: Wilimowski – Wodarz. Pochwalił też dobrą grę środkowego pomocnika Pieca II, którego uważa za gracza bardzo wartościowego, natomiast zganił obronę za nieczystą w jego pojęciu grę. W sumie mjr Buckley był zaskoczony doskonałą grą Polaków”.

O imprezie w Sali Koła Towarzyskiego w Katowicach prasa pisała: „Po meczu odbył się bankiet na część gości angielskich i niemieckich (drużyna Gliwic). Zebrali się gracze czterech drużyn i grupka zaproszonych gości (…) Drużyna angielska otrzymała w upominku piękną płaskorzeźbę, a poszczególni gracze wartościowe upominki (…) Prezes angielskiego Klubu podziękował za miłe przyjęcie dając wyraz przekonaniu, że piłkarstwo polskie ma przed sobą wielką przyszłość (…)”. O transmisji radiowej prasa pisała: „Jeżeli Polskie Radio decyduje się na transmisję ze Śląska, to musi to być impreza szczególnej wagi (…) nadano co prawda reportaż, ale władze Referatu Sport. Polskiego Radia w Warszawie (…) zdecydowały iż może go przeprowadzić tylko jeden z „fachowców” warszawskich (…) O zastrzeżeniach dziennikarzy prasa pisała: „Przydałyby się tylko telefony na stadionie, aby sobie można było zaoszczędzić wyścigu do najbliższej restauracji (zwłaszcza w czasie przerwy) celem nadania wiadomości do redakcji”. W drużynie Wolverhampthon awizowano przyjazd do Wielkich Hajduk doskonałego obrońcy „Wilków” i reprezentacji Anglii Stana Cullisa, który ostatecznie nie dotarł na mecz z drużyną z Górnego Śląska. Cullis miał blisko, bo 5 dni wcześniej miał zagrać w meczu reprezentacji w Niemcami w Berlinie. Nie zagrał, bo został wykluczony z reprezentacji przed meczem. Dlaczego tak się stało? Stan Cullis był jedynym piłkarzem angielskim, który odmówił wykonania nazistowskiego salutu, które wykonali jego koledzy z drużyny. Wydarzenie to, do dzisiaj jest czarną kartą w historii angielskiego futbolu. Wolverhampton Wanderers z Cullisem w składzie w kolejnym sezonie w 1939 roku przeżyło tzw. „The Double Horror” kiedy zamiast podwójnej korony „Wilki” zaliczyły wicemistrzostwo i przegrały finał FA Cup z Portsmouth. Kiedy po zakończeniu II Wojny Światowej odradzała się piłka nożna działacze Wolverhampton powierzyli mu kierowanie drużyną. Cullis przez 16 lat będąc managerem doprowadził klub do największych sukcesów w jego historii (3 mistrzostwa Anglii, 2 puchary Anglii i 4 zwycięstwa w meczach o Tarczę Wspólnoty) i stał się wspaniałą legendą tego Klubu. Jego imieniem nazwana jest jedna z trybun stadionu Molineux, a przed nią stoi pomnik upamiętniający Stana Cullisa. Dla niektórych piłkarzy reprezentacji Śląska było to przetarcie przed zbliżającym się meczem reprezentacji Polski z Irlandią, które zakończyło się zwycięstwem Biało-Czerwonych 6:0. Niecałe trzy tygodnie później kolejnym etapem był wyjazd na Mistrzostwa Świata, w których Polska spotkała się z Brazylią (5 czerwca 1938 roku). W pierwszym składzie w tym meczu zagrało pięciu zawodników (Wodarz, Wilimowski, Piontek, Piec, Dytko) dwóch kolejnych siedziało na ławce rezerwowych (Giemsa, Piec), jeden z nich z powodu kontuzji został w domu (Wostal) a jeden (Cebula) nie pojechał ponieważ PZPN nie miał wystarczających środków aby wysłać wszystkich rezerwowych na mistrzostwa. W sumie 9 zawodników, którzy byli w składzie reprezentacji Śląska w starciu z Wolverhampton Wanderers.

10

10

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

19 maja 1910 r. w Warszawie urodził się Władysław Szczepaniak. Jeden z najlepszych obrońców w latach 30-tych i kapitan naszej reprezentacji w jej debiucie na mistrzostwach świata. Jako młody chłopiec, już w wolnej, niepodległej Polsce, zainteresował się sportem. Zimą jeździł na własnej roboty prymitywnych łyżwach, a kiedy pogoda pozwalała, to z upodobaniem kopał piłkę. Kiedy miał 13 lat zmarł mu ojciec. Szybko musiał dorosnąć i pomagać matce. Do zespołu Polonii dołączył w 1926 r. Początkowo grywał jako napastnik. Ligowy debiut zaliczył 8 lipca 1927 r. w przegranym 0:3 meczu z Czarnymi we Lwowie. Swojego pierwszego gola strzelił w wygranym 4:3 derbowym pojedynku z Legią 21 lipca. Premierowy sezon zakończył z trzema golami na koncie, a w kolejnej ligowej kampanii dorzucił sześć trafień. Później został przesunięty do pomocy, gdzie radził sobie również bardzo dobrze. 17 sierpnia 1930 r. w meczu z ŁKS-em strzelił swojego pierwszego hat-tricka w lidze, a Polonia wygrała 4:2. W 1935 r. występował już jako obrońca. Dzięki swojemu doświadczeniu w ofensywie miał niesamowitą intuicję i zawsze potrafił interweniować w odpowiednim momencie. Nie zdarzały mu się jakieś rażące błędy i do końca kariery utrzymywał równy, wysoki poziom. W reprezentacji debiutował w 1930 r. w meczu ze Szwecją. Na igrzyskach w Berlinie wystąpił w spotkaniu o brąz z Norwegią. Na mistrzostwach świata we Francji był kapitanem, a ogółem w tej roli rozegrał aż 18 spotkań. Imponował wszechstronnością na boisku, był dobrze wyszkolony technicznie i mimo nieco atletycznej budowy był dość szybki. Mimo że w trakcie jego kariery nie brakowało ostrych spięć i nawet usunięć z boiska, to zawsze mówiono o nim jako o człowieku z klasą. Przed wojną nie zdołał ze swoim ukochanym klubem zdobyć mistrzostwa. Podczas okupacji grał w konspiracyjnych rozgrywkach w drużynach Piaseczna i Radości. W pierwszej powojennej edycji mistrzostw Polski spełnił swoje wielkie marzenie. Polonia dość nieoczekiwanie sięgnęła po tytuł, a Szczepaniak wystąpił we wszystkich meczach. Jest rekordzistą stażu w ekstraklasie. Jego pierwszy mecz od ostatniego dzieliło 19 lat i 331 dni. Po zakończeniu kariery pracował w Gwardii, Polonii (wygrana w Pucharze Polski w 1952 r.) i Pogoni Grodzisk. Krótko trenował jeszcze kilka podwarszawskich klubów, ale najwięcej czasu poświęcił wychowaniu młodych piłkarzy Czarnych Koszul. W różnym okresie od końca lat 50. do 70. był trenerem juniorów, juniorów młodszych i trampkarzy. Cieszył się niezwykłą estymą i poszanowaniem. W Reprezentacji rozegrał 34 mecze.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Astad
@Adran360

9

Przykre pożegnanie z ,,Latającym Holendrem”:

19 maja 1996 r. zarząd FC Barcelony zwolnił z funkcji trenera Johana Cruijffa. Decyzje podjęto tuż po tym jak Blaugrana zremisowała z Espanyolem 1:1, tracąc w 87 minucie gola i zarazem matematyczne szanse na mistrzostwo. Przed poinformowaniem Cruijffa o zakończeniu współpracy działacze skontaktowali się już z Bobby Robsonem. Holender był wściekły i nie chciał przywitać się z Gaspartem mówiąc ,,Czemu podajesz mi rękę Judaszu” po czym dodał jeszcze: ,, W Barçy jeden puszcza muzykę a reszta tańczy, nie poszedłbym z nim na piwo”. Prosił o wsparcie dla drużyny i nowego trenera, ,,wprowadzonego do drużyny, której nie może ułożyć pod siebie wobec przedłużenia kontraktów przez kilku graczy”. Po kolejnym meczu na Camp Nou kibice zwrócili się przeciwko prezydentowi Nuñezowi, którego przywitały białe chusteczki a oklaskami żegnali Jordiego Cruijffa kierując na niego sympatie, którą darzyli jego ojca.

@Adran360
@AssisMoreira
@Astad
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

11

Ostatnie El Clasico na słynnym ,,Les Corts”:

19 maja 1957 r. FC Barcelona gromi na „Estadio Camp de Les Corts” Real Madrid aż 6:1(!) w ramach ¼ Copa del Rey. Aż cztery(!) gole w tym meczu(co niezwykle rzadko zdarza się w El Clasico) zdobył znakomity paragwajski napastnik Eulogio Martinez a pozostałe dwa zdobyli Kubala i Villaverde. To było ostatnie El Clasico na legendarnym „Camp de Les Corts”. Następne odbywały się głównie na Camp Nou. Przypomnijmy zatem składy z tego epokowego wydarzenia:

FC Barcelona: Ramallets, Olivella, Biosca, Segarra, Gensana, Verges, Basora, Villaverde, Martinez, Kubala, Tejada.

Real Madrid: Alonso, Torres, Marquitos, Lesmes, Santisteban, Zarraga, Joseito, Mateos, Di Stefano, Rial, Gento.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Astad
@Adran360

10

Feliz cumpleaños panie Jose!

Dzisiaj swoje 69 urodziny obchodzi Jose Ramon Alexanco, obrońca, kapitan i jedna z legend FC Barcelony. Choć pochodzi z Barakaldo a swoją karierę zaczynał w barwach Los Leónes, to głównie kojarzony jest z Dumą Katalonii. Spędził kilkanaście lat jako piłkarz ekipy z Katalonii, zdobył pierwsze trofeum Ligi Mistrzów w historii klubu (wtedy jeszcze Puchar Europy). Rozegrał 276 spotkań ligowych w barwach Blaugrany, więcej niż choćby Pep Guardiola. Od wielu lat był niekwestionowanym liderem zespołu, także w negocjacjach z pracodawcami a z jego zdaniem liczyli się wszyscy prezesi Blaugrany. Na dowód jego niezwykłej roli w klubie przytocze taki oto fakt: W czasie wszystkich wyjazdów FC Barcelony tylko Alexanco otrzymywał w hotelu ,,jedynke”, samodzielny pokój należny pierwszemu wśród równych. Podczas finału Pucharu Europy z Sampdorią, Johan Cruijff wpuścił go na boisko na końcowe minuty dogrywki. Na Wembley te kilka minut na murawie były czymś więcej, niż tylko udziałem w walce dla utrzymania korzystnego rezultatu. Te minuty stały się piękną nagrodą dla wspaniałego gracza a jego nazwisko napisane zostało wśród zdobywców najcenniejszego trofeum. Cztery miesiące później Alexanco obchodził swoje 36 urodziny a więc zdążył w ostatniej chwili swojej kariery sięgnąć po wspaniałą nagrodę.

@Adran360
@AssisMoreira
@Astad
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

0

@barejant Kompromitacja? Niezły z ciebie bajerant...

10

Bazylika ,,Merce”:

Zbudowana między 1765 a 1775 rokiem bazylika Matki Boskiej Miłosierdzia znajduje się przy ,,Plaça de la Merce”. Budynek stanął na miejscu dawnego kościoła z XIII wieku, który należał do zakonu „Mercedarianów”. Zbudowany na planie krzyża miał nawę centralną oraz dwie boczne usytuowane przed kaplicami. Jego wnętrze zostało przyozdobione elementami rokokowymi i pokrytym marmurem oraz gipsem. Bazylikę poświęconą Matce Boskiej Miłosierdzia, która w 1687 roku została patronką miasta dzieląc ten honor wraz ze świętą Eulalią. Tak uzgodniła Rada stu(Consell de Cent), barcelończycy powierzyli się opiece Matki Boskiej Miłosierdzia żeby wyzwoliła miasto od plagi szarańczy, która nawiedziła stolicę Katalonii. W ten sposób wizerunek nowej patronki Barcelony stał się jedną z najczęściej czczonych figurek w mieście. Pośród barcelończyków oddających hołd gotyckiej rzeźbie Matki Boskiej Miłosierdzia, które znajduje się w kościele, datowanej na rok 1361 i przypisywanej złotnikowi Peremu Moraguesowi, są również dyrektorzy, piłkarze i sympatycy FC Barcelony. Kiedy jakaś drużyna klubu zdobywa trofeum odwiedza bazylikę żeby ofiarować je dziewicy. Jest to tradycja kultywowana od pierwszych lat istnienia klubu, która przetrwała aż do naszych czasów. Historia Barçy pełna jest przykładów takich wizyt, jak choćby wtedy, gdy drużyna wygrywała Puchar Łaciński w 1952 roku. 2 lipca tysiące cules wiwatowały na widok autokaru, którym piłkarze jechali z Mataro do Barcelony. Przejazd ulicami stolicy zakończył się przed Bazyliką wraz z ofiarowaniem trofeum Matce Boskiej Miłosierdzia. Rytuał ten powtarzano dziesiątki razy, na przykład w maju 1979 roku, kiedy Barça wywalczyła w Bazylei Puchar Zdobywców Pucharów, dzięki bramce zdobytej w dogrywce przez znakomitego Hansa Krankla. W trakcie świętowania prawie milion osób zgotowało owację piłkarzom Blaugrany, którzy jechali z lotniska do bazyliki. Po ofiarowaniu pucharu patronce miasta przenieśli się na plac ,,Sant Jaume”, gdzie kontynuowano fiestę.

@Adran360
@Astad
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
@Sysia11

1

Jak tam nasza Barcunia sobie radzi(?) bo ten chalierny kanał plus prawie wszystko zakodował a te pieprzone strumyki nie chcą ciągnąć! Co to za czasy nastali

8

,, La Nau dels Esports":

Jednym z głównych elementów popularyzacji futbolu w Barcelonie były narodziny prasy sportowej. W trakcie dwóch pierwszych dekad XX wieku pojawiło się wiele tytułów specjalizujących się w tej kwestii, podążających śladem takich pionierskich gazet jak ,, Barcelona Sport”, która ukazała się po raz pierwszy w 1887 roku i ,, Los Deportes", wychodząca od roku 1897. Niedługo potem pojawiły się kolejne: ,, El Mundo Deportivo(1906), ,, La Jornada Deportiva(1921), ,, Xut"(1922), ,, Sports"(1923), ,, L’Esport Catala"(1925) czy ,,La Nau Dels Esports"(1929)- tygodnik sportowy założony przez przedsiębiorcę i wydawcę Josepa Sunyola, socio Barçy od 1925 roku i przyszłego prezydenta klubu. Pierwszy numer ukazał się 7 października 1929 roku. Redakcja tygodnika dzielona z redakcją dziennika ,, La Nau" mieściła się przy Via Laietana. Zresztą reporterzy gazety, z których większość przyszła z dziennika ,, El Poble Catala" byli zarazem dziennikarzami sportowymi pisma. Wśród najbardziej wyróżniających się współpracowników znajdowali się słynni rysownicy, jak Valenti Castanes czy Miquel Cardona. Po kilku miesiącach, z racji tego że lokal okazał się za mały redakcja przeniosła się do budynku przy ,,Ronda Universitat”. Jednak w tym miejscu też nie zagrzała miejsca zbyt długo. Tygodnik, który ukazywał się co poniedziałek wydawany był w wielkim formacie i liczył 12 stron. W trakcie czterech pierwszych miesięcy istnienia stał się jednym z najważniejszych tytułów pracy sportowej. Oprócz tradycyjnych komentarzy Perego Ventury i Virgilego wyróżniały się inne sekcje, jak ,, Przy Canaletes mówią...”, gdzie informowano o bieżących sprawach związanych z Blaugraną, tudzież ,, Can Rabia", w której zamieszczano relacje z meczów rozgrywanych przez Espanyol. W ostatnim numerze wydrukowanym 3 lutego 1930 roku, sam Josep Sunyol ogłosił w jednym z artykułów zmianę tytułu tygodnika. Od tamtej pory, po wydaniu 18 numerów, ,,La Nau dels Sports" ukazywał się pod nazwą ,,La Rambla". Nowy tytuł promowany przez Josep Sunyola, który wtedy zajmował jedno z dyrektorskich stanowisk w FC Barcelonie i był prezesem katalońskiej federacji piłkarskiej, odegrał główną rolę w rozprzestrzenianiu się hasła ,, Esport i ciutadania"(Sport i obywatelstwo). Sunyol chciał je rozpowszechnić w całej katalońskiej społeczności. Pierwszy numer czasopisma, wydawanego w wielkim formacie ukazał się 10 lutego 1930 roku zaledwie tydzień po wyjściu ostatniego numeru ,, Nau dels Esports". Na jego 10 stronach mieszały się tematy polityczne i społeczne, relacje sportowe oraz ilustracje. Pismo, którego nakład wynosił 40 000 egzemplarzy zachowało niektóre sekcje znane z ,, La Nau dels Esports", w tym ,, Przy Canaletes mówią..." i ,,Can Rabia". Lluis Aymami był kierownikiem sekcji sportowej a Sunyol pełnił funkcję wydawcy. Zespół, który podejmował decyzję odnośnie publikacji złożony z samego Sunyola i czterech jego pracowników nazywał siebie żartobliwie ,, sowietem". Aymami wspomina: ,, Mówiliśmy sowiet ponieważ nazwa ta przerażała wiele ludzi. Wyobraźcie sobie sowiet kierowany przez milionera!". ,, La Rambla" była karana wieloma grzywnami, Zdarzały się konfiskaty wydań, interwencje sądowe a nawet policyjne rewizje i żeby uniknąć definitywnego zamknięcia, w kwietniu 1930 roku pismo zmieniło nazwę na ,, La Rambla de Catalunya", pod którą ukazało się 55 numerów, aż w kwietniu 1931 roku wraz z nastaniem Republiki pojawiło się na nowo jako ,, La Rambla".

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Arkon
@Astad
@Adran360

3

@FCBparasiempre
Nobby nie tylko sięgnął wreszcie po pierwsze trofeum z klubem, ale również zadebiutował w reprezentacji. Miało to miejsce 10 kwietnia 1965 r. na Wembley w ramach British Home Championship. Anglia zremisowała ze Szkocją 2:2, zapewniając sobie zwycięstwo w turnieju. W spotkaniu wystąpili także Charlton, Law i Crerand; dwaj pierwsi zdobyli zresztą po bramce. Następny sezon był rozczarowujący dla Manchesteru United. Na początek drużyna podzieliła się Tarczą Dobroczynności z Liverpoolem, zdobywcą Pucharu Anglii. W Europie Czerwone Diabły odbyły wspaniałą kampanię, odnosząc sześć kolejnych zwycięstw; jej zwieńczeniem było rozbicie Benfiki na jej własnym stadionie 5:1. Później przyszła półfinałowa porażka z Partizanem w Belgradzie (2:0 dla gospodarzy). W rewanżu Stiles strzelił jedynego gola, który rzecz jasna nie wystarczał do awansu. (Wcześniej w ciągu sezonu trafił do siatki dwa razy, oba na Old Trafford, dając Diabłom remis z Newcastle i podwyższając na 2:0 w wygranym 2:1 meczu z Arsenalem.) Matt Busby był załamany, wydawało mu się, że stracił ostatnią szansę na zwycięstwo w Pucharze Europy. United odpadli już z wyścigu o mistrzostwo, a kilka dni później przegrali także półfinał FA Cup z Evertonem na Burnden Park. Nobby w zakończonych bez nowego trofeum rozgrywkach pełnił bardzo ważną rolę w drużynie. Tym razem opuścił trzy mecze ligowe, ale wystąpił we wszystkich pozostałych spotkaniach – łącznie było ich 55. Tylko Dunne i Crerand grywali częściej (po 56 razy). Po sezonie w Anglii odbyły się piłkarskie mistrzostwa świata. Stiles otrzymał powołanie na turniej. W trakcie przygotowań doczekał się narodzin drugiego syna – Roberta Francisa. W dniu rozpoczęcia mistrzostw miał 24 lata, a swój kraj reprezentował do tej pory 14 razy. Strzelił jednego gola, w wygranym 1:0 meczu towarzyskim z RFN na Wembley w lutym 1966 r. Otrzymał numer 4 – szóstka, z którą najczęście występował w klubie, zarezerwowana była dla środkowego obrońcy i kapitana drużyny, Bobby’ego Moore’a z West Hamu. Nadszedł kolejny z momentów chwały Nobby’ego. Grał od deski do deski, od pierwszego do ostatniego gwizdka turnieju, w którym Synowie Albionu wywalczyli mistrzostwo. Pomocnik Manchesteru United miał duży udział w tym, że jego drużyna aż do półfinału nie straciła ani jednego gola. Dał z siebie wszystko, pokazał najlepsze, co miał. Otrzymał jedną żółtą kartkę, krótko przed przerwą w ostatnim meczu fazy grupowej przeciwko Francji, przy stanie 1:0 dla gospodarzy (Anglicy wygrali 2:0). Zwłaszcza dwie chwile utrwaliły się w zbiorowej pamięci, przechodząc do historii futbolu. Pierwszą jest to, jak w jubileuszowym, dwudziestym występie dla reprezentacji Stiles zdołał zneutralizować wielkiego Eusébio w spotkaniu półfinałowym z Portugalią, wygranym 2:1 (gole dla Anglików strzelił Bobby Charlton, a po faulu jego brata Jacka na portugalskim snajperze sam poszkodowany zdobył bramkę honorową). Druga to taniec Nobby’ego po zwycięskim finale z Pucharem Świata w jednej ręce i sztucznymi zębami w drugiej. W nowym sezonie United szybko odpadli z rozgrywek pucharowych, ale na wiosnę nie ponieśli ani jednej porażki w lidze i odzyskali mistrzostwo kraju. Stiles był niezastąpiony, rozgrywając 40 spotkań, w tym 37 w First Division. Strzelił trzy gole. Tak jak dwa lata wcześniej, trafił do bramki już w pierwszej kolejce, w ósmej minucie meczu z West Browmich Albion na Old Trafford. Podwyższył tym samym prowadzenie gospodarzy na 2:0; wygrali to spotkanie 5:3. W styczniu po raz drugi w karierze strzelił samobója w derbach Manchesteru, dając the Citizens wyjazdowy remis w samej końcówce. W marcu natomiast Anglik po raz pierwszy od dawna pokonał bramkarzy w dwóch meczach pod rząd. Najpierw uratował punkt w starciu z Fulham na Craven Cottage, a nazajutrz otworzył wynik w rewanżu; niecałych dziesięć minut przed końcem podstawowego czasu gry wyrównał Steve Earle, lecz zwycięstwo zdążył zapewnić gospodarzom Foulkes. Kolejne rozgrywki Czerwone Diabły rozpoczęły od remisu z Tottenhamem w spotkaniu o Charity Shield. W lidze zajęły drugie miejsce, dwa punkty za Manchesterem City. Z FA Cup odpadły już w trzeciej rundzie, natomiast w Pucharze Europy dotarły do finału. Nobby opuścił aż cztery miesiące, rozgrywając tylko dwadzieścia spotkań w First Division, lecz wrócił na ćwierćfinałowe batalie z Górnikiem Zabrze i półfinałowe z Realem Madryt. Wziął oczywiście udział także w ostatnim występie drużyny Busby’ego na Wembley. Finał rozegrano jedenaście dni po dwudziestych szóstych urodzinach Nobby’ego. Znów przyszło mu mierzyć się z Eusébio i jego kolegami. United po dogrywce pokonali Benfikę 4:1 i sięgnęli po upragniony Puchar Europy.

W międzyczasie reprezentacja Anglii awansowała na swój pierwszy turniej finałowy mistrzostw Europy. Ponieważ kwalifikowały się nań wówczas tylko cztery drużyny, było to samo w sobie pewnym osiągnięciem. Sir Alf Ramsey porzucił cokolwiek wymuszoną formację bez skrzydłowych, która dała mu sukces na mistrzostwach świata, i postawił na nowe twarze w pomocy: Alana Mullery’ego z Tottenhamu oraz Briana Labone’a z Evertonu. W pierwszym spotkaniu Synowie Albionu musieli uznać wyższość reprezentantów Jugosławii po golu Dragana Džajicia z 86. minuty; w 89. Mullery został wyrzucony z boiska. Stiles wrócił do składu w meczu o brąz. Anglicy pokonali ZSRR 2:0, wynik otworzył Bobby Charlton. Jesienią Manchester United zmierzył się z Estudiantes w rywalizacji o Puchar Interkontynentalny. Pomocnik angielskiego klubu z pewnością na długo zapamiętał te wydarzenia. Oba starcia były nader brutalne, rozegrane ponadto w gorącej atmosferze na trybunach, co miało związek jeszcze z ćwierćfinałowym spotkaniem Anglii i Argentyny z mistrzostw świata. Oliwy do ognia dolał trener Benfiki, Otto Glória, który posunął się do nazwania Stilesa zabójcą w wywiadzie dla prasy. W programie meczowym ukazała się jego dalsza wypowiedź; Brazylijczyk określił pomocnika Czerwonych Diabłów brutalem o złych zamiarach, pozbawionym ducha sportu. Na słynnym stadionie La Bombonera argentyński klub wygrał 1:0 po golu Marcosa Conigliaro z pierwszej połowy; w 79. minucie prowadzący zawody Hugo Sosa Miranda z Paragwaju wyrzucił Nobby’ego z boiska. Anglik przez cały mecz był celem wyjątkowo paskudnych ataków rywali, a i sędziowie zdawali się być do niego uprzedzeni. W pewnym momencie liniowy zgłosił Mirandzie przewinienie Stilesa, gdy ten po prostu krótko krył Carlosa Bilardo, odznaczającego się w tamtym spotkaniu ostrą grą nawet na tle kolegów (kilkanaście lat później to właśnie Bilardo jako trener sięgnie po mistrzostwo świata z Argentyną, z Diego Maradoną czy Danielem Passarellą w składzie). W końcu Nobby nie wytrzymał, posunął się do faulu i został natychmiast ukarany, być może przesadnie. Został wykluczony jedyny raz w trakcie gry dla klubu z Old Trafford. Nie mógł wystąpić w rewanżu, który mimo wysokich cen biletów przyciągnął olbrzymie zainteresowanie. United zarobili na tym meczu 50 tys. funtów, co stanowiło wówczas rekrod w Anglii. Podopieczni Busby’ego naciskali od samego początku, a choć Juan Ramón Verón (ojciec Juana Sebastiána) uciszył tłum już w szóstej minucie po dośrodkowaniu Raúla Madero, gospodarze nie ustawali w wysiłkach, by zwyciężyć. Stworzyli niemało groźnych sytuacji. Piłkarze obu stron nadal traktowali się nawzajem z dużym ładunkiem agresji. Kontuzjowany Law opuścił boisko, a goście niemal strzelili drugiego gola, zanim wszedł na nie rezerwowy Carlo Sartori. W samej końcówce zrobiło się naprawdę wesoło. Krewki Best uderzył w twarz José Hugo Medinę i obalił na ziemię Néstora Togneriego. Konstantin Zečević nakazał Ulsterczykowi i pierwszej z jego ofiar, by udali się do szatni. Best opluł rywala, czego ten nie pozostawił bez odpowiedzi i obaj musieli być sprowadzeni z boiska pod eskortą. Medina miał problem z zejściem do szatni mimo pomocy policji, gdyż kibice hojnie obrzucali go monetami. Chwilę potem Willie Morgan wyrównał. Brian Kidd strzelił gola na 2:1, który doprowadziłby do rozegrania trzeciego meczu; sędzia uznał jednak, że bramka padła po ostatnim gwizdku. Piłkarze i kibice gospodarzy byli wściekli. Jeden z nich uderzył przeciwnika w twarz. Zawodnicy Estudiantes spróbowali okrążyć boisko ze zdobytym pucharem, ale grad przedmiotów sypiący się z trybun odwiódł ich od tego zamiaru.

Stiles przyglądał się temu z boku. W całym sezonie pojawił się jednak na boisku 56 razy. Poza omówionym starciem z południowoamerykańską drużyną trener pominął go tylko w jednym meczu. Pomocnik United strzelił dwa gole. Tydzień po przegranej w Buenos Aires jako pierwszy pokonał bramkarza irlandziego Waterfordu w rewanżowym spotkaniu I rundy Pucharu Europy. United zwyciężyli 7:1 (10:2 w dwumeczu), a Law, który zdobył hattricka w pierwszej potyczce, na Old Trafford dorzucił aż cztery gole. W marcu Nobby trafił do siatki w 85. minucie meczu z Queens Park Rangers, podwyższając na 5:1. Czerwone Diabły w końcówce rozszarpały rywali, dorzucając jeszcze trzy bramki. Zwycięstwo 8:1 na Old Trafford było niestety pierwszym ligowym od dwóch miesięcy. United przesunęli się dzięki niemu z siedemnastej na piętnastą pozycję. Ostatnie miesiące mieli całkiem niezłe i zakończyli rozgrywki na jedenastym miejscu. W FA Cup dotarli do VI rundy, a w Pucharze Europy odpadli w półfinale z Milanem, który sięgnął w tamtym sezonie po trofeum. Gol z QPR był dziewiętnastym i ostatnim strzelonym przez Nobby’ego w barwach United. Przez następne dwa lata pod wodzą Wilfa McGuinnessa i ponownie sir Matta rozegrał łącznie 32 mecze. Wyniki Diabłów były raczej słabe. Angielski pomocnik nie zawsze był stanie grać, a na boisku zdawał się niekiedy wypalony. W reprezentacji na trwałe ustąpił miejsca Mullery’emu; pojechał na mundial do Meksyku, ale nie kopnął nawet piłki. Nigdy już nie zagrał w narodowych barwach. Uzbierał łącznie 28 występów – najmniej z całej jedenastki, która zagrała na Wembley w finale mistrzostw świata. W maju 1971 r. Stiles, obchodzący w tym miesiącu dwudzieste siódme urodziny, opuścił klub. Przeniósł się do Middlesbrough za 20 tys. funtów, mając za sobą 395 spotkań w koszulce Manchesteru United. Wygrał łącznie dwa mistrzostwa Anglii i dwukrotnie Tarczę Dobroczynności (do podziału z Liverpoolem i Spurs), a ponadto zdobył Puchar Europy. W barwach drugoligowca Nobby spędził dwa sezony. Wystąpił dla Boro w 69 meczach, w tym przeciwko United w Pucharze Anglii. Strzelił dwa gole. W 1973 r. dołączył do Bobby’ego Charltona w Preston North End. 31-letni Stiles był nadal zawodnikiem, a jego starszy kolega został trenerem the Lilywhites. Środkowy pomocnik zagrał łącznie w 46 spotkaniach i zdobył jedną bramkę. Po pierwszym sezonie drużyna Preston spadła do Third Division. Latem 1975 r. Stiles został menadżerem klubu, kiedy Charlton odszedł w geście sprzeciwu wobec sprzedaży ważnego, 27-letniego obrońcy Johna Birda do Newcastle. Nobby zrezygnował z posady po zaledwie tygodniu. Uczynił to jako wyraz solidarności z byłym kolegą z United i reprezentacji. W 1977 r. objął PNE ponownie, tym razem na cztery lata. Później pracował w Kanadzie, dokąd sprowadził również syna, grającego wcześniej w Shamrock Rovers. John występował potem jeszcze m. in. w Leeds United czy Doncaster Rovers. We wrześniu 1985 r. Nobby został menadżerem West Bromwich. Już po kilku miesiącach został zwolniony, zanotowawszy jedynie trzy zwycięstwa. W latach 1989-1993 należał do sztabu szkoleniowego młodzieżówki Manchesteru United. Pracował z takimi zawodnikami, jak Ryan Giggs, David Beckham, Paul Scholes, bracia Neville i Nicky Butt. W 2000 r. wraz z czterema innymi byłymi reprezentantami został odznaczony Medalem Imperium Brytyjskiego po nagłośnieniu przez media okoliczności, iż nie zostali nagrodzeni za osiągnięcia sportowe, mianowicie zdobycie Pucharu Świata. W 2013 r. u Nobby’ego zdiagnozowano raka prostaty. Trzy lata później – swego rodzaju chorobę zawodową piłkarzy, demencję. Nie mógł wziąć udziału w uroczystościach pięćdziesięciolecia wywalczenia mistrzostwa globu. „Bezzębny Tygrys” z Collyhurst odszedł 30 października 2020 r.

7

@FCBparasiempre
Osiemdziesiąt trzy lata temu w Collyhurst, w północnej części śródmieścia Manchesteru, Charlie Stiles, kierownik domu pogrzebowego i jego ciężarna żona, Kitty, chronili się w piwnicy domu w trakcie niemieckiego nalotu bombowego. Ataki lotnicze należały od dawna do rzadkości ale wciąż się zdarzały i nie było rozsądnym lekceważyć zagrożenie. Zanim minęło niebezpieczeństwo, Kitty zaczęła rodzić. Na świat przyszedł chłopiec. Rodzice nadali mu imiona Norbert Peter. Rodzina Stilesów szczęśliwie przetrwała tak tamten nalot, jak i całą wojnę. Nobby nie stracił dachu nad głową. Jego dom nie został zniszczony. Od małego natomiast Stiles żywił uczucie do klubu piłkarskiego, który nie miał tyle szczęścia – do Manchesteru United. Stadion Old Trafford poważnie ucierpiał w wyniku bombardowań i minęło kilka lat, zanim doczekał się odbudowy, a piłkarze mogli znów na nim występować. Tymczasem Nobby rósł, zawzięcie i ambitnie ucząc się futbolowego rzemiosła. Nie na darmo. Pierwsza z tych spraw — rośnięcie – szła mu słabo; nigdy nie osiągnął nawet 170 centymetrów. Jednak nadrabiał sercem oraz umiejętnościami. Uczył się w katolickiej szkole podstawowej św. Patryka. Religia w późniejszych latach zajmowała ważne miejsce w życiu Norberta. Dużą rolę w jego rozwoju odegrał starszy brat, Charles. Sam, wedle słów przyszłego reprezentanta Anglii, był utalentowanym piłkarzem. O ile przegapił swoją szansę, o tyle zadbał, by Nobby nie zmarnował potencjału. Kiedy po jednym ze spotkań dumny z brata Charlie zabrał go do pubu, zaproponowano nastolatkowi piwo. Starszy ze Stilesów odpowiedział, że ten chłopak jest inny. Nie chciał, by zszedł z drogi, która mogła zaprowadzić go na szczyt. Jak się okazało, miał rację. Jako piętnastolatek Stiles zagrał w juniorskiej drużynie Anglii, a wkrótce potem, we wrześniu 1957 r., dołączył do Manchesteru United. Klub słynął wtedy z wychowywania młodzieży, która pod wodzą Jimmy’ego Murphy’ego zgarnęła właśnie piąty z rzędu puchar w ramach niedawno utworzonych rozgrywek FA Youth Cup. Niektórzy z zawodników zginęli w mrokach niepamięci (kojarzy ktoś takie nazwiska, jak Tony Hawksworth, John Queenan, Dennis Filder, Bobby Harrop, Bryce Fulton?). Inni zyskali sławę – należeli do nich Duncan Edwards, Liam Whelan, Bobby Charlton czy Shay Brennan. Stiles już spełnił swoje marzenie, ale z pewnością nie zamierzał spocząć na laurach. Pragnął dołączyć do tego grona. Nobby trenował w klubie niecałe pół roku, kiedy doszło do tragedii, która nie tylko zachwiała zwykłym trybem szkolenia, ale niemal doprowadziła do wycofania pierwszej drużyny z rozgrywek. Oczywiście chodzi o katastrofę lotniczą w Monachium, w której zginęło siedmiu zawodników, ósmy zmarł po dwóch tygodniach, a kilku odniosło obrażenia wykluczające ich występy, w dwóch przypadkach – na zawsze. United, aby grać dalej, ściągnęli kilku piłkarzy z innych klubów, doszedł do tego zaciąg z rezerw i młodzieżówki. Stiles miał dopiero szesnaście lat. Było dla niego zbyt wcześnie, by otrzymał szansę na grę. Odpływ piłkarzy do pierwszej drużyny, nowe obowiązki Murphy’ego i całe zamieszanie wokół katastrofy nie pozostały bez wpływu na wyniki młodzieżówki. Nobby nigdy nie dotarł do finału FA Youth Cup.

W czerwcu następnego roku angielski pomocnik podpisał zawodową umowę z Manchesterem United. Jeszcze przez sezon pozostawał poza pierwszym zespołem. Wspomnianą niezbyt imponującą budowę ciała nadrabiał zadziornością i zawziętością. Był nie tylko niski, lecz dodatkowo zaczął nader wcześnie łysieć, a ponadto miał problemy ze wzrokiem. Poza boiskiem, gdy założył okulary, wyglądał raczej na jakiegoś belfra niż na jednego z najtwardszych sportowców tamtych lat. Nastoletni Nobby nie odstawiał nogi, a nawet głowy. Już w wieku piętnastu lat nie miał przednich zębów. Na placu gry wytrwale krążył za piłką, doskakiwał do rywali, a gdy sam był w posiadaniu futbolówki, nie oddawał jej łatwo – choć zwykle nie bawił się w efekciarskie rajdy, chętniej zagrywał do bardziej utalentowanych pod tym względem kolegów. Chłopak z Collyhurst zadebiutował 1 października 1960 r. na Burnden Park, w wieku osiemnastu lat. United zremisowali 1:1 mecz ligowy z drużyną Bolton Wanderers. Trenerem Kłusaków był William Ridding, w latach 30. młody napastnik sprowadzony na Old Trafford z Manchesteru City w zamian za Williama Dale’a, Harry’ego Rowleya i 2 tys. funtów. Karierę Billa niestety przedwcześnie zakończyła kontuzja; przeszedł na piłkarską emeryturę krótko przed dwudziestymi trzecimi urodzinami. Dwa tygodnie później, po przerwie reprezentacyjnej, Stiles zagrał w wyjazdowym spotkaniu z Burnley. Swój pierwszy występ zaliczył wówczas o niemal rok starszy Irlandczyk, Tony Dunne. Obok niego ustawiony był w obronie nominalny pomocnik, Maurice Setters. Matt Busby tamtej jesieni często korzystał w ten sposób z angielskiego piłkarza, co zresztą zwolniło miejsce w środku pola dla Stilesa. Niestety, obrona United tamtego dnia się nie popisała. Dennis Viollet zdobył hattricka, lecz zawodnicy Burnley zwyciężyli 5:3. Dwie bramki wbił Harry’emu Greggowi skrzydłowy John Connelly, przyszły Czerwony Diabeł. W środę, 19 października Nobby znalazł się w składzie na pierwszy, historyczny mecz United w nowo utworzonym Pucharze Ligi. Piłkarze Busby’ego mierzyli się na wyjeździe z przedstawicielem najniższej, czwartej klasy rozgrywkowej – Exeter City. Przegrywali od 15. minuty, ale ostatecznie padł remis 1:1. W najbliższą sobotę Stiles zaliczył debiutancki występ na Old Trafford. Czerwone Diabły pokonały Newcastle United 3:2, a nastoletni pomocnik strzelił swojego pierwszego gola w zawodowym futbolu, zdobywając bramkę na 2:0. I tego rywala prowadził były napastnik klubu z Manchesteru – Charlie Mitten. Dwa dni później United zwyciężyli w starciu z Nottingham Forest (2:1), a w następną środę pokonali w rewanżu Exeter 4:1. Na koniec miesiąca ulegli niestety Arsenalowi (2:1 na Highbury; gola na 2:0 dla gospodarzy zdobył David Herd). W swoich pierwszych rozgrywkach Stiles wystąpił łącznie 31 razy, co było przyzwoitą liczbą. Strzelił dwie bramki. Druga padła w pamiętnym, styczniowym meczu z Tottenhamem Hotspur na Old Trafford. Gospodarze zwyciężyli 2:0. Nobby otworzył wynik spotkania po niecałym kwadransie. Koguty sięgnęły wtedy po Podwójną Koronę, a ten mecz był jedynym w tamtym sezonie, w którym nie strzeliły gola, choć Gregg doznał urazu i między słupkami musiał stanąć najskuteczniejszy napastnik gospodarzy, Alex Dawson. Bramkarz drużyny Busby’ego asystował Markowi Pearsonowi piętą przy drugim trafieniu dla United. W marcu Stiles znalazł się na liście strzelców raz jeszcze, tym razem jednak po niewłaściwej stronie protokołu meczowego. Czerwone Diabły przegrały na wyjeździe z Blackpool, a samobój młodego pomocnika ustalił wynik na 2:0. W kolejnych rozgrywkach Anglik stał się jednym z podstawowych zawodników. Zaliczył mniej spotkań pucharowych (United nie wzięli udziału w League Cup, dotarli za to do półfinału Pucharu Anglii), ale znacznie więcej ligowych. Łącznie wychodził na boisko 38 razy. Strzelił też siedem goli, co miało stanowić jego najlepszy wynik w całej karierze. To właśnie Stiles zdobył pierwszą bramkę dla klubu w sezonie, w meczu z West Hamem United na Boleyn Ground (zakończonym niestety podziałem punktów – 1:1). We wrześniu dał zespołowi remis w spotkaniu z Aston Villą w Birmingham, a potem otworzył wynik już w drugiej minucie starcia derbowego z Manchesterem City na Old Trafford. Po niespełna kwadransie gospodarze prowadzili 2:0 – podwyższył Viollett. Wprawdzie w 19. minucie Nobby nieszczęśliwie pokonał Gregga, a w 24. wyrównał Bobby Kennedy, lecz samobój Dave’a Ewinga na początku drugiej połowy rozstrzygnął mecz na korzyść United. W styczniu nastolatek znów strzelił gola Tottenhamowi (na 2:1 dla gości; końcowy wynik – 2:2), a 3 lutego 1961 r. ponownie trafił do siatki na samym początku meczu na Old Trafford – tym razem przeciwko Cardiff City (gospodarze zwyciężyli 3:0). W kwietniu pokonał jeszcze bramkarzy Ipswich Town (ustalił wynik meczu u siebie na 5:0) oraz Sheffield United (dzień po porażce 0:1 w Manchesterze zawodnicy Busby’ego przegrywali 0:2; kwadrans przed końcem nadzieję dał im Sammy McMillan, trzy minuty później wyrównał Stiles a w końcówce McMillan odwrócił ostatecznie losy spotkania).

W sezonach 1962/63 i 1963/64 Nobby grywał nieco mniej – uzbierał odpowiednio 35 i 21 występów. Zdobył dwa gole: przeciwko Burnley we wrześniu 1962 r. (na 1:3 u siebie; Shay Brennan nie wykorzystał karnego, Connelly strzelił hattricka, a United przegrali 2:5) i Aston Villi w kwietniu 1963 r. (na 1:0 na wyjeździe; Czerwone Diabły zwyciężyły 2:1). W pierwszym z wymienionych sezonów Stiles wziął udział w czterech meczach Pucharu Anglii, w tym w półfinale na Villa Park (1:0 przeciwko Southampton). Nie zagrał jednak na Wembley, kiedy to klub z Manchesteru pokonał Leicester City 3:1, mimo że wcześniej wystąpił w kwietniowych meczach ligowych z Lisami (2:2 na Old Trafford i 4:3 dla gospodarzy na Filbert Street). W finale środek pola tworzyli Pat Crerand, Bill Foulkes oraz Setters. Szkocki menadżer niekiedy ustawiał tamtej wiosny Nobby’ego jako napastnika z numerem 8, podczas gdy z „czwórką” w pomocy biegał Crerand. W czerwcu 1963 r. 21-letni Stiles wziął ślub. Wybranką jego serca została Kay Giles – siostra ówczesnego kolegi z klubu, reprezentanta Irlandii, Johna Gilesa. Anglik zadebiutował wkrótce w rozgrywkach europejskich. W grudniu 1963 r. zagrał (znów w ataku) w pierwszym meczu II rundy Pucharu Zdobywców Pucharów z Tottenhamem. Obrońcy trofeum wygrali 2:0. W rewanżu Stiles nie pojawił się na boisku, a United skorzystali na złamanej nodze Dave’a Mackaya i zwyciężyli 4:1. W trzeciej rundzie Nobby, wciąż jako napastnik, wystąpił w meczu ze Sportingiem Lizbona na Old Trafford. Gospodarze ponownie wygrali 4:1, lecz w Portugalii, gdy zamiast Stilesa do składu wrócił Phillip Chisnall, zostali upokorzeni. Zielono-biali rozbili angielską drużynę 5:0. W maju 1964 r. Nobby skończył 22 lata. Wcześniej, na początku miesiąca, miało miejsce doniosłe wydarzenie w życiu rodziny: Kay urodziła syna, Johna Charlesa. Tymczasem nadchodził najlepszy okres w karierze świeżo upieczonego taty. Do United dołączyli Connelly i nowy bramkarz, Pat Dunne, do składu wchodził George Best. Nowy sezon Stiles rozpoczął pechowo, od samobójczej bramki z West Hamem w czwartej kolejce. Czerwone Diabły prowadziły na Old Trafford już od pierwszej minuty dzięki golowi Connelly’ego. Angielski pomocnik pokonał Davida Gaskella pięć minut później, ale przed upływem pół godziny gry do siatki gości trafił Denis Law, a wkrótce po przerwie wynik ustalił Best. United odnieśli dopiero pierwsze zwycięstwo w rozgrywkach. Ostatecznie dotarli do półfinałów Pucharu Anglii i Pucharu Miast Targowych, a co ważniejsze – zdobyli pierwsze mistrzostwo Anglii w epoce po monachijskiej tragedii. Stiles wreszcie wygryzł Settersa ze składu. Starszy z pomocników w listopadzie odszedł do Stoke City. Nobby grał najczęściej u boku Creranda, z Foulkesem cofniętym do obrony. Pełnił rolę „przecinaka”, w której świetnie wywiązywał się ze swoich obowiązków. Potrafił też czasem pomóc szkockiemu rozgrywającemu w rozdawaniu piłek do skrzydłowych i napastników. Anglik miał wielki wpływ na sukcesy drużyny. Wystąpił w 59 meczach – to więcej, niż rozegrał spotkań w przeciągu dwóch poprzednich lat. Tyle samo meczów zaliczyli Best i Bobby Charlton, więcej zanotowali Dunne, Brennan, Foulkes i Connelly. Nobby opuścił tylko jedno spotkanie, z Sunderlandem na Roker Park pod koniec lutego w First Division. Rozgrywano je cztery dni po pucharowej wygranej z Burnley na Old Trafford (2:1) i trzy dni przed ligowym meczem z Wolverhampton Wanderers, również u siebie (3:0). Miejsce pomocnika zajął osiemnastoletni John Fitzpatrick. Sunderland wygrał 1:0.

0

@Bogan No dokładnie! Troche pomogło szczęście a troche(w pore) reakcja Rijkaarda w tymże finale...

1

@misterio No i w zasadzie generalnie się z tobą zgadzam. Swego czasu miałem tu konto pod inną nazwą. No i usuneli mi te konto. Ostatecznie usuneli mi konto po ostatnim moim wulgarnym komentarzu w odwołaniu od bana. Naturalnie nigdy bym sobie nie pozwolił na aż takie wulgaryzmy, gdyby mnie wcześniej nie banowali. Wiesz za co mnie banowali? No to wyobraź sobie że banowali mnie kilka razy za to, że zamieszczałem komentarze o historii FC Barcelony nie tam, gdzie im się podoba, a zamieszczałem na ogół w ,,Porannym przeglądzie prasy". Zaczeli mnie za to banować aż w końcu nie wytrzymałem i porządnie ich opie......! Teraz naturalnie jest La Rambla, więc bez większych przeszkód mogę zamieszczać takie komentarze. Sam widzisz jakimi to ,,wartościami" kieruje i kierowała się ta ,,sprawiedliwa" redakcja. Nie wykluczone że ponownie mnie sprowokują i nie wytrzymam po raz kolejny ale wisi mi to! Nie mam zamiaru więcej użerać się z młodymi cwaniaczkami(generalnie z dyktaturą), którym przeszkadza za długi komentarz o moim ukochanym klubie. Może przynajmniej co niektórzy zapamiętają prawdziwego cule(Zenka) z Białej Podlaskiej, wędrującego ulicami miasta w czapeczce i koszulce Blaugrany...

9

Zapomniane legendy argentyńskiego futbolu:

18 maja 1920 r. urodził się Rene Alejandro Pontoni, posągowo zbudowany napastnik z Cordoby, który renome uzyskał grając w Newell’s Old Boys a szczyt sławy osiągnął w latach 1945-48 w CA San Lorenzo de Almagro gdzie przeszedł za 100 tysięcy pesos. Grając właśnie w San Lorenzo, obrońca Boca Juniors de Zorzi wkraczając desperackim wślizgiem, rozłupał mu noge dosłownie w drzazgi. To był praktycznie koniec wielkiej kariery, choć potem Pontoni był jeszcze idolem w klubach kolumbijskich. W reprezentacji w latach 1942-47 rozegrał 20 spotkań, strzelając 19 goli i 3-krotnie pod rząd zdobywając Copa America(1945, 1946 i 1947). W lidze uzbierał 132 gole. Ten okaz zdrowia niebywałą finezje techniczną łączył z potęgą strzału i bezbłędnym zmysłem do wyrafinowanej gry kombinacyjnej.

@Sysia11
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Astad
@Adran360

10

,,Galopujący major”:

Ferenc Puskas jest autorem wielu strzeleckich rekordów. Jednym z nich jest liczba trafień w meczu finałowym Pucharu Europy. Tylko jemu udało się czterokrotnie pokonać bramkarza w finale. Działo się to 18.05.1960 r. na największym stadionie Europy ,,Hampden” Park w Glasgow w obecności ponad 120 tys. widzów! Real Madryt pokonał wówczas Eintracht Frankfurt 7:3 a oprócz Węgra hattrickiem popisał się wówczas legendarny Alfredo di Stefano.

@Adran360
@AssisMoreira
@Astad
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

1

@misterio Nie wiem jak w tym wypadku postąpi ta cała Moderacja, natomiast moje odczucia są takie że jeżeli już zdecydowali się stworzyć ,,La Rambla", to w tym dziale powinno się wyłącznie pisać o sporcie. Przecież to jest chore aby na specjalnej stronie klubu FC Barcelona wypisywać o polityce i innych durnotach. W końcu w internecie nie brakuje stron, gdzie można o tym pisać, czyż nie? Jeśli nie są w stanie kontrolować wszystkich użytkowników La Rambli, to niech ją zlikwidują! Ja wogóle bym jej nie zakładał! Natomiast z pewnością założył bym dział historyczny o Barcuni, gdyż jest to całkowicie zaniedbane i wręcz niedopuszczalne ze strony tej całej śmiesznej redakcji...

0

@sergio5 Przyłączam się do pytania

9

Zdumiewająca klęska w finale:

18 maja 1994 r. FC Barcelona poległa w finale Ligi Mistrzów przegrywając z AC Milan 4:0. Zdecydowanym faworytem starcia w Atenach był ,,Dream Team” Johana Cruijffa. Blaugrana była do tego pojedynku niepokonana przez 20 spotkań(w tym 17 zwycięstw) a cztery dni przed finałem została mistrzem Hiszpanii. W finale istniał tylko Milan, Barça ani przez moment nie zagroziła rywalom. Trudno w to uwierzyć. To było coś wręcz niewytłumaczalnego, jak ,,Dream Team” mógł aż w taki sposób spartolić finał?



@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Astad
@Arkon

1

@Bogan No właśnie(!) to był kolejny nieudacznik, którego niecierpiałem. Oleguer to był chyba jeden z najgorszych podstawowych prawych obrońców w historii Barcuni...!

9

El Clasico w Pucharze Ligi:

18 maja 1986 r. FC Barcelona pewnie pokonała Real Madrid na Santiago Bernabeu 0:4 w rewanżowym meczu 1/8 Copa de La Liga i awansowała do ćwierćfinału. Gole strzelali: Amarilla(2 i 41 m.), Urbano(47 m.) i Esteban Vigo(68 m.).

@Adran360
@AssisMoreira
@Astad
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

12

Tragiczny epizod pełen patosu:

17 maja 1919 r. w trakcie meczu Urugwaj-Chile(2:0), podczas Copa America 1919, Urugwajski bramkarz Roberto Chery, interweniował tak nieszczęśliwie że uderzył głową o słupek tracąc momentalnie przytomność. Agonia na łóżku szpitalnym trwała 2 tygodnie. Przy jego łóżku czuwali na przemian koledzy z drużyny i gracze innych zespołów uczestniczących w turnieju. Niestety Roberto zmarł 30 maja 1919, skończywszy zaledwie 23 lata. Dla uczczenia jego pamięci, Brazylia(w strojach Peñarol) z Argentyną(w koszulkach Urugwaju) rozegrały specjalny mecz. Oba zespoły ufundowały puchar imienia Roberto Chery, który został uroczyście przekazany do honorowych zbiorów Peñarol, zaś w samym Urugwaju powstał klub o nazwie Roberto Chery biorący w latach 1922-25 udział w rozgrywkach ligowych. Roberto Chery, zwany ,,Poetą”, miał wielkie uzdolnienia literackie. Swoje wiersze czytywał na głos przyjaciołom, również tym z boiska, stąd ów przydomek.

@Adran360
@Astad
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
@Stinger_

1

@Comentateiro Co prawda w futbolu wszystko jest możliwe ale jakoś ciężko mi w to uwierzyć że zacznie seryjnie wygrywać w Premier Lig a zwłaszcza w Lidze Mistrzów. W Anglii bardzo ciężko jest utrzymywać się na szczycie przez wiele lat z rzędu. Mam przeczucie że Pepito już niewiele wygra w Anglii, jeśli wogóle coś wygra? On się juz tam dusi we własnym sosie...

3

Tak szczerze to naprawde chciałbym aby ,,Obywatele" Pepito zdobyli Puchar Anglii. Jednak z drugiej strony chyba lepiej byłoby żeby to przegrali. Dlaczego? Bo jak Pep się czegoś uczepi to nigdy nie odpuści a w City już jego czas nie ubłagalnie minął i tylko męczy się niepotrzebnie...

12

Campeones!

Dokładnie 10 lat temu FC Barcelona w przedostatniej kolejce Primera Division pokonała na wyjeździe 1:0 Atletico Madryt i zapewniła sobie tytuł mistrzowski La Liga. Jedynego gola zdobył w 65. minucie Lionel Messi. Ten dzień rozstrzygnął wszystko w końcowym rozrachunku La Ligi: mistrzostwo zgarnęła Duma Katalonii a Real Madryt musiał zadowolić się srebrem. Dzień na tyle przewrotny, że Królewscy na otarcie łez wygrali w Barcelonie z Espanyolem, zaś Blaugrana złote medale zapewniła sobie w Madrycie. Barça miała zadanie dużo trudniejsze, bowiem zwycięstwo w rozgrywkach mogła zapewnić sobie na jednym z najtrudniejszych terenów w Europie, Vicente Calderon. Zawodnicy Atletico w swoim stylu walczyli jak lwy, jednak to Blaugrana kontrolowała grę przez niemal pełne 90 minut. Tradycyjnie wystarczył jeden moment geniuszu Leo Messiego, żeby przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Argentyńczyk wygospodarował sobie metr kwadratowy między obrońcami gospodarzy i zdołał zmieścić piłkę w lewy róg Jana Oblaka w 65. minucie. To był siódmy triumf ligowy Dumy Katalonii w ostatnich jedenastu latach.

Przypomnienie meczu:



@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Astad
@Arkon
@Adran360

0

@Bogan A ja z kolei patrząc jak gra ten cały Van Bommel wściekałem się na niego i na Rijkaarda że go wogóle wystawił na finał...

0

@sciahoo No trudno się z tobą nie zgodzić ale z duchem walki takie niewielkie spalone i gole wówczas uznawano...

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?