0

@FcPortoFan1999 To prawda. Przydałoby się znacznie więcej aby prześcieradła nie mogły bezkarnie zdobywać Lig Mistrzów!

7

(Nie)zapomniane El Clasico:

1 maja 2002 r. FC Barcelona zremisowała na Santiago Bernabeu z Realem Madryt 1:1 w rewanżowym meczu półfinału Ligi Mistrzów. Nie było niespodzianki w Madrycie. Real zremisował z Barceloną 1:1 i awansował do finału Ligi Mistrzów. Atmosfera przed półfinałowym spotkaniem Ligi Mistrzów pomiędzy Realem i Barcą była wyjątkowo gorąca. Prezydent katalońskiego klubu lekceważąco wypowiadał się o mistrzowskiej drużynie królewskich z lat pięćdziesiątych, która pięć razy zdobywała Puchar Europy. Waga tych oskarżeń zmalała po zamachach bombowych w Madrycie, w których lekko rannych zostało 17 osób. Rozważano nawet przełożenie meczu, ale po konsultacjach z policją UEFA dała piłkarzom zielone światło. ,,Na początku trochę się bałem, ale teraz wszystko się uspokoiło” - mówił przed meczem jeden z kibiców Realu. -,,Nie mógłbym zresztą przepuścić takiego wydarzenia”. Mecz jednak wielkim wydarzeniem nie był. W pierwszej połowie był niemalże wierną kopią pojedynku sprzed tygodnia. Barça, która żeby awansować, musiała strzelić trzy gole, atakowała a Real spokojnie się bronił. Najlepszą okazję Katalończycy stworzyli dość przypadkowo. Fabio Rochemback strzelił silnie z 20 metrów, tor lotu piłki zmienił jeszcze Cocu, ale nie na tyle by wpadła do siatki. Po odbiciu od słupka próbowali dopaść do niej Patrick Kluivert i Cesar. Holender nieumyślnie rozorał korkami twarz bramkarza Realu, który jednak grał do końca meczu. Pod koniec pierwszej połowy obrońcy Blaugrany stracili piłkę pod polem karnym. Raul przymierzył i zza pola karnego strzelił nie do obrony w okienko bramki Bonano. Wprawdzie tuż po przerwie po samobójczym strzale Ivana Helguery był remis ale więcej goli już nie padło. Piłkarze FC Barcelony zagrali ambitnie ale w finale(o dziewiąty puchar Europy w historii)- zagrał Real.

@Stinger_
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Adran360

0

@mkord Zgadza się, no ale czego oczekiwać na Estadio Lluis Companys? Nasza katedra to Camp Nou!

9

Premierowe trafienie ,,La Pulgi”:

Dokładnie 20 lat temu Leo Messi strzelił swojego pierwszego gola w La Liga. Niespełna 18-letni wówczas Argentyńczyk pojawił się na boisku w 87 minucie meczu z Albacete. Po dwóch minutach otrzymał świetne podanie od Ronaldinho i przelobował bramkarza lecz sędzia boczny zasygnalizował spalonego. Jak wykazały powtórki, niesłusznie. Zaledwie 60 sekund później Ronaldinho ponownie wspaniale podał piłke za plecy obrońców i Messi strzelił niemal identycznego gola, tym razem uznanego przez arbitra. Dokładnie 1 maja 2005 roku w meczu z Albacete Balompie Messi zdobył swoją pierwszą bramkę w La Liga. Miał wtedy 17 lat i 311 dni, co uczyniło go najmłodszym strzelcem ligowego gola dla klubu. Prawie trzynaście lat później Argentyńczyk ma na swoim koncie 365 trafień więcej. Dotychczas najskuteczniejszym w klasyfikacji strzelców w pięciu najsilniejszych ligach był Gerd Mueller, ale w starciu z Realem, 30-latek przebił legendarnego Niemca.

Tylko spójrzcie:



@Sysia11
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Adran360

11

Pierwsze trofeum pod egidą UEFA:

1 maja 1958 r. FC Barcelona zdobyła pierwsze prestiżowe trofeum w Europie a mianowicie Puchar Miast Targowych(późniejszy Puchar UEFA). Zwycięzcy trzyzespołowych grup utworzyli pary półfinałowe. W jednym z półfinałów ,,Duma Katalonii’’ stoczyła niezwykle zażarty dwumecz z Birmingham City. Barça przegrała w Anglii 4:3, wygrała u siebie 1:0(po golu Kubali w końcówce) a w dodatkowym spotkaniu pokonała anglików 2:1. W finale rywalem była reprezentacja Londynu. Blaugrana w pierwszym meczu zremisowała na wyjeździe 2:2 a w rewanżu rozgromiła rywali 6:0! Po dwa gole zdobyli Luis Suarez oraz Evaristo a po jednym trafieniu dołożyli Eulogio Martinez i Verges.

@Stinger_
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Adran360

12

Spektakularny wyczyn Paragwajczyka:

1 maja 1957 r. jedna z legend Barçy, znakomity paragwajski napastnik Eulogio Martinez ,,huknął’’ 7 goli w jednym meczu(!) i to 5 pod rząd w pierwszej połowie! Wydarzyło się to w meczu 1/8 Pucharu Króla z Atletico Madryt, wygranym aż 8:1(!) i do dziś jest jednym z najwyższych zwycięstw FC Barcelony w tych rozgrywkach. Wyczyn Martineza jest wprost niebywały a przecież w tym meczu grał również genialny Kubala, który strzelił zaledwie jednego gola.

@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
@Stinger_

0

Komentarz usunięty przez użytkownika

0

Komentarz usunięty przez użytkownika

11

Międzynarodowy puchar zdobyty po raz pierwszy w dziejach klubu!

Duma Katalonii wzięła udział w I Pucharze Pirenejów, w którym rywalizowali mistrzowie Guipúzcoa, Katalonii, Midi-Pirenejów, Langwedocji-Roussillon i Akwitanii. 1 maja 1910 roku, drużyna Blaugrany pokonała w finale w Tuluzie Real Sociedad 2:1, wówczas aktualnego zdobywcę Pucharu Króla. Tytuł ten drużyna zdobyła już w 1909 roku pod nazwą Club Ciclista San Sebastián, gdyż nie była wówczas zarejestrowana. Od września 1909 roku klub nazywał się Sociedad de Fútbol de San Sebastián, a od lutego 1910 roku — Real Sociedad, po otrzymaniu od Alfonsa XIII nazwy Real. 24 kwietnia Barça wyeliminowała Olympique Cettois w Cette, a Real Sociedad pokonał Stade Bordelais w Bordeaux. W finale Real Sociedad wystawił Beę; Goinaz, Arocena; Arillaga, Echevarria, Belausteguigoitia; McGuinnessa, Goitisolo, Lacorta, Simmonsa i Prasta. W barwach Barcelony zagrali: Solà; Bru, Amechazurra; Grau, Aguirreche, Peris; Forns, Graell, Comamala, Rodríguez, Wallace. Prast wyprowadził Real na prowadzenie, ale Graell i Pepe Rodríguez wrócili do gry jeszcze przed przerwą, ustalając wynik na 2:1, co doprowadziło do jednej z pierwszych w historii celebracji przy kiosku ,,Canaletes”, gdzie kibice otrzymali tę nowinę telegramem.

@Stinger_
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Adran360

0

@Trojanek23 Tak! Jak najbardziej tak uważam...

10

Epokowe starcie w historii Dumy Katalonii:

1 maja 1904 r. FC Barcelona rozegrała pierwszy w swojej historii międzynarodowy mecz. Przeciwnikiem był francuski ESTADE OLYMPIQUE DE TOULOUSE. Oczywiście był to mecz towarzyski, rozgrywany w Tuluzie, który Barça wygrała 3:2, po golach Steinberga, Lassaleta i legendarnego Romy Fornsa. Niemiec Udo Steinberg szybko wyprowadził Katalończyków na prowadzenie ale gospodarze zdołali wyrównać jeszcze przed przerwą, kiedy zostali „bombardowani przez rzesze fotografów i kibiców”. Wszystko zmierzało ku katastrofie, gdy gra została wznowiona i Estade strzeliło gola ponownie, podczas gdy Barça grała w dziesiątkę, gdy Morris Junior został mocno uderzony i nie był w stanie kontynuować gry. Pamiętajmy iż w tamtych czasach nie było jeszcze żadnych zmian. Barça rzuciła do ataku wszystkie swoje siły i ostatecznie została za to nagrodzona, gdy Bernat Lassalett strzelił wyrównującego gola a Romà Forns (który później został menadżerem FCB w pierwszym sezonie ligowym w 1929 roku) miał jeszcze czas na zdobycie zwycięskiego gola w końcówce spotkania. Kibice gospodarzy, dalecy od rozgoryczenia, znieśli kapitana i prezesa Barcelony Arthura Witty'ego z boiska na własnych ramionach a oba kluby zjadły obfity posiłek w lokalnej jadłodajni, po czym goście zostali odprowadzeni na dworzec, skąd mieli wsiąść do nocnego pociągu powrotnego do Katalonii.

@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
@Stinger_

0

@lucca87 No zgoda ale jednak nie można porównywać Pucharu Króla do półfinału Ligi Mistrzów. Poza tym jak dla mnie, Inter jest groźniejszy u siebie od Atletico i to nie tylko w kontratakach. Stałe fragmenty ma bardzo dobre a i atak pozycyjny też nie najgorszy...

1

No tak jak można było przypuszczać że Inter może ukąsić, no i ukąsił i to aż 3 razy! To niedopuszczalne jak szybko i łatwo w meczu tracimy gole! Co z tego że zagraliśmy bardzo dobry mecz a nie wygraliśmy!? Na San Siro będzie jeszcze trudniej a trzeba zagrać równie dobry mecz jak wczoraj plus z wiekszą skutecznością. Czy to się uda? No nie wiem, oj nie wiem...

3

Inter Mediolan to nie jest zespół, któremu wrzuca się 4 czy 5 goli a już napewno nie w Lidze Mistrzów, ba! tej ekipie jest bardzo trudno strzelić nawet 3 gole! Jeśli będzięmy w stanie strzelić im dzisiaj 3 gole nie tracąc żadnego, to jestem całkowicie spokojny o awans do finału. Przedewszystkim nie można pójść na ,,hurra" całym zespołem z linią defensywną ustawioną na środku boiska, gdyż to będzie ogromnie ryzykowne, ponieważ Inter bardzo groźnie kontratakuje. Musimy porządnie zabezpieczyć tyły bo jak stracimy gola a nie daj Boże dwa(!) to na San Siro możemy nie dać rady awansować. Tak czy inaczej zadecyduje rewanż w Mediolanie...

11

Zjawiskowy ,,Ezi”:

30 kwietnia 1939 roku Ruch Chorzów pokonał wicelidera polskiej ligi Cracovie aż 5:1. Pisząc o tym meczu nie sposób pominąć niezwykłego osiągnięcia Ernesta Wilimowskiego, który zaliczył klasycznego hattricka w ciągu... trzech minut! Ten rekord ligi państwowej do dzisiaj nie został pobity. Na świecie wynik Eziego pobił dopiero Tommy Ross z Ross County, który w 1964 roku swoje trzy gole strzelił w 90 sekund! Pozostałe dwa gole w meczu z Cracovią zdobył Teodor Peterek. Na meczu pojawiło się nieco ponad 4000 sympatyków Ruchu lub ponad 6 000 jak twierdził dziennikarz ,,Śląskiego Kurjera Porannego”. Ruch w tym meczu wystąpił w składzie: Tatuś, Giemsa, Ibrom- Mikunda, Skrzypiec - Fica, Kruk, Słota, Peterek, Wilimowski, Wodarz.


@Adran360
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@NeroTFP1
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani

1

@Pawel13sz No to trzymam cię za słowa, ponieważ od 22 lat nie wygraliśmy z nimi więcej niż różnicą 2 goli...

1

@Pawel13sz Z tym miażdżymy to raczej nie powinno być miejsca! Kto i kiedy zmiażdżył Inter a zwłaszcza w półfinale Ligi Mistrzów powiedz mi? Za rzekome zmiażdżenie uważam pokonanie ich minimum czterema golami a osobiście nie pamiętam kto ostatnio w takich rozmiarach ,,zmiażdżył" Inter? Jeśli my dzisiaj wrzucimy im 3 gole nie tracąc żadnego, to będzie nasze apogeum i w moim mniemaniu taki wynik da nam awans do finału...

13

Derby na trójke:

30 kwietnia 2017 r. FC Barcelona pokonuje RCD Espanyol na Estadio Cornella-El Prat w derbach Barcelony 0:3 w 35 kolejce Primera Division. Gole strzelili: Luis Suarez(2) oraz Ivan Rakitič. To zwycięstwo umocniło Blaugrane na drugiej pozycji w tabeli i na tejże pozycji Barça zakończyła sezon ligowy ze stratą 3 punktów do Realu Madrid.

@Stinger_
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Adran360

12

Zapomniane El Clasico:

30 kwietnia 1976 r. FC Barcelona pokonuje Real Madrid na Santiago Bernabeu 0:2 na dwie kolejki przed końcem rozgrywek Primera Division po golach Rexacha i Heredii. W końcowym rozrachunku to zwycięstwo pozwoliło zająć tylko drugie miejsce w tabeli za Realem Madrid.



Po prostu El Clasico!

30 kwietnia 1988 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madrid 2:0 po golach Carrasco(już w pierwszej minucie) oraz Linekera(70 minuta) w 35 kolejce Primera Division. Niestety Blaugrana uplasowała się w rozgrywkach ligowych dopiero na 6 pozycji w tabeli. Blaugrane prowadził wówczas Luis Aragoñes a w następnym sezonie Barçe poprowadził już sam Johan Cruijff.

@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
@Stinger_

12

Zapomniane legendy polskiego futbolu:

29 kwietnia 1903 r. w Moskwie urodził się Jerzy Bułanow. Pierwszym piłkarzem spoza Polski reprezentującym nasz kraj, który dodatkowo nie miał na początku z nią nic wspólnego, był człowiek urodzony w Imperium Rosyjskim. Jerzy Bułanow przebył długą drogę po to, żeby zostać kapitanem reprezentacji Polski. Zanim piłkarz urodzony w Moskwie trafił do Polski, grywał w lokalnych klubach. Niestety nie ma zbyt wielu informacji na temat jego przygody z nimi. Rodzina piłkarza wyemigrowała do Polski w obawie przed Bolszewikami. Sam zawodnik szybko dostosował się do warunków panujących w naszym kraju i na początku lat 20. XX wieku zadebiutował w Polskiej kadrze. Jego rodzina dostarczyła kilku dobrych piłkarzy, Jerzy miał trzech braci, którzy dobrze grali w piłkę i reprezentowali Polonię Warszawa. Gdy dostał się do kadry, nie miał nawet Polskiego obywatelstwa. Nikt jednak nie robił mu przez to problemów. Jerzy Bułanow swoją karierę w Polsce rozpoczął w nieistniejącej już Koronie Warszawa. Po dobrych meczach, które rozgrywał, dostał zaproszenie do Krakowa na mecz treningowo-kwalifikacyjny przed starciem z Rumunią. Na stadionie w Krakowie wypadł całkiem nieźle i znalazł się w drodze do Czerniowców. Musicie przyznać, że na pewno było to wielkie wydarzenie w życiu niespełna 19-letniego Rosjanina. Obawiano się, że na granicy może mieć problemy, ponieważ nie posiadał polskiego obywatelstwa. W rękę wciśnięto mu paszport Stefana Popieli, piłkarza Cracovii i tym o to sposobem przeszedł kontrolę. Świeżo upieczony reprezentant miał mieszane uczucia przy hymnie narodowym. Opowiadał, że czuł się dziwnie mały. Po raz pierwszy stał z orzełkiem na piersi, wysłuchując Mazurka Dąbrowskiego. Miał chwile, w których chciał wykrzyczeć „puśćcie mnie!” i uciec. Mecz zakończył się remisem a Bułanow całkiem dobrze sobie poradził. Na kolejne spotkanie w kadrze narodowej musiał czekać aż 6 lat! Sam Jerzy wspominał, że PZPN nie wiedział, że jest Rosjaninem i dlatego dostał powołanie. Ponoć przez to nieporozumienie nie był brany pod uwagę. Nie miało nawet znaczenia to, że był kluczowym piłkarzem Polonii Warszawa. Można powiedzieć, że stał się jej legendą. W drodze wyjaśnień należy zaznaczyć, że Jerzy Bułanow przez rodziców nazwany został Jurij. Dopiero po kilku latach w Polsce zmienił imię, żeby brzmieć bardziej swojsko. Mówił coraz lepiej w naszym ojczystym języku. Jego zainteresowaniem było dziennikarstwo. Lubił wcielać się w rolę reportera sportowego. Wydawał pismo, napisał również dwie książki. Zanim bohater tego tekstu ponownie zagrał w kadrze, wraz z Polonią sięgnął po wicemistrzostwo kraju. Po dobrych występach dostał propozycję z Wiednia, w którym miał grać na zasadzie profesjonalnego kontraktu. Wysłannicy z Austrii argumentowali, że w Polonii nic dobrego go nie czeka, a u nich będzie grał na odpowiednim poziomie i zarobi sporo pieniędzy. Jednak od zawsze twierdził, że sport kończy się tam, gdzie są pieniądze. Dzisiaj chyba już nikt na to nie zważa, jeśli tak jest, to rzadko. W obecnym futbolu bez pieniędzy nic nie można osiągnąć, ale fakt nie można porównywać czasów przed II wojną światową do dzisiejszego rozwoju, jedno jest pewne, piłka jest była i będzie.

Bułanow po powrocie okazał się ważnym ogniwem dla zespołu. Obrońca został kapitanem w drużynie prowadzonej przez Józefa Kałużę. W 1931 roku wyprowadził Polskę na stadionie w Brukseli już, jako najważniejszy zawodnik w zespole. Mimo przegranej Polacy zaimponowali 40-tysięcznej publiczności. W jego wspomnieniach możemy przeczytać, że przegrali z powodu słabej gry Kossoka czy Wypijewskiego, którzy grali całkowicie bez wyrazu. Po dwóch latach Polacy zagrali pierwszy mecz w historii z reprezentacją Niemiec. Broniąc się do ostatnich minut, Polacy ulegli w końcówce spotkania. Nim wybuchła wojna, w 1934 roku pożegnał się z reprezentacją. Przygotowywał się do meczu z Niemcami, który miał być jego 30-stym spotkaniem z orłem na piersi, lecz nagle został całkowicie usunięty z kadry. Bułanow skomentował to po latach poniższym zdaniem: ,,Zostałem wycofany z obiegu. Szmelc wyrzuca się do kosza. Czyż trzeba publicznie dać mi do zrozumienia, że już się zestarzałem, że tacy jak ja nie mają żadnej wartości dla reprezentacji? Zaprawdę nie wszystko było robione w myśl zasady fair play!”. W wieku 34 lat doznał ciężkiej kontuzji kolana, która zakończyła jego karierę. W sumie pewnie nie pograłby za długo, w czasie wojny mało kto uprawiał ten sport. W późniejszym okresie Rosjanie przepędzili go z Polski. Trafił do armii prowadzonej przez Władysława Andersa we Włoszech. Po zakończeniu wojny osiedlił się w Anglii a władzę PRL rozkazały wymazać Jerzego Bułanowa z wszelkich archiwów. Żeby w miarę godnie żyć, zajmował się różnymi rzeczami, od bycia trenerem po zajęcie się wcześniej wspomnianym dziennikarstwem. Przed tym wyemigrował do Buenos Aires, gdzie zmarł na zawał serca 17 marca 1980 roku.

@Adran360
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
@Stinger_

10

Wybitne legendy polskiego futbolu:

29 kwietnia 1927 r. w Hajdukach Wielkich urodził się Gerard Cieślik, bohater pamiętnego, wygranego przez Polskę 2:1 meczu ze Związkiem Radzieckim. 20 października 1957 roku strzelił dwa gole legendarnemu Jaszynowi i sam stał się legendą. W Ruchu Chorzów rozegrał łącznie 249 spotkań i zdobył 177 goli, co do dziś jest klubowym rekordem. Pierwszą piłką Cieślika była szmacianka uszyta z pończoch ukradzionych mamie, starych skarpet i szmat. Niespełna 10-letni Gerard zrobił ją własnoręcznie. ,,Na moim podwórku był tylko jeden chłopak, który miał skórzaną piłkę. Był jednak mały problem. On grał od czasu do czasu a ja za futbolówką mogłem się uganiać od rana do wieczora– wspomina Cieślik. Jego szmacianka była nie tylko okrągła, tak jak normalna piłka, ale i sprężysta, bo odbijała się od ziemi. – Idealnie nadawała się do ćwiczenia siły i techniki uderzenia. Dzięki temu doświadczeniu strzelałem gola za golem, grając już normalną piłką”– zauważa pan Gerard.

Oczywiście bardzo chciał zostać napastnikiem. Gdy podawał piłki zawodnikom Ruchu, to z rozmysłem trafiał w słupek lub poprzeczkę. ,,Żeby mieć jeszcze jedną szansę na kopnięcie bala (tak mówiło się na piłkę w śląskiej gwarze)”– wyjaśnia słynny gracz Ruchu. Uczył się też trafiać w jedno miejsce. Kiedy stanął do naboru, to za pierwszym razem uderzył w spojenie a potem bezbłędnie powtórzył swój trik! Egzaminujący chłopaków Teodor Peterek przecierał oczy ze zdziwienia. Tak zaczęła się kariera piłkarza, który dziś jest symbolem przywiązania do klubowych barw. ,,Ofert miałem bez liku. Legia cztery razy podchodziła. A Widzew Łódź kusił trzypokojowym mieszkaniem, w dodatku ładnie umeblowanym. Ja wtedy miałem jeden pokój z kuchnią”– mówił Cieślik. W chorzowskim zespole debiutował jako 18-latek. Był 12 września 1945 roku, Ruch grał ze Zgodą Bielszowice. Niebiescy dopiero zaczynali marsz do I ligi. Dotarli tam trzy lata później, przy wydatnej pomocy Cieślika, który strzelał jak na zawołanie. Czasami nawet i po 5 goli w meczu. Najtragiczniejszym rozdziałem w życiu byłego gracza Ruchu jest II wojna światowa. Antoni Cieślik, ojciec piłkarza, zginął w nalocie Luftwaffe pod Wolborzem. Uciekali z Chorzowa, bo tata walczył w powstaniach śląskich. Po jego śmierci rodzina wróciła do domu. ,,Drzwi były jednak zaplombowane. Dzieci powstańców nie miały prawa się kształcić. Cudem uniknęliśmy wywózki na roboty do Niemiec. W wieku siedemnastu lat zostałem jednak wcielony do Wehrmachtu”- wspominał Cieślik. Okres służby w hitlerowskiej armii wspomina w swojej książce „Urodzony na boisku". „Musiałem stawić się w Cottbus. Miałem więcej szczęścia niż rozumu, bo szef kompanii był nieprzychylny Hitlerowi. Przez pierwszych pięć dni pobytu nie zakładałem munduru. Przełożonemu powiedziałem, że Niemcy ojca mi zabili i dlatego nie założę tych ciuchów. Szef poklepał mnie po ramieniu i odszedł" – pisze o pierwszych dniach w niemieckiej armii.

Później trafił do radzieckiej niewoli. Pół roku siedział w obozie w Brandenburgu. Wywózki na Sybir uniknął dzięki Teodorowi Wieczorkowi. ,,Ruscy go szanowali, bo w czasie wojny pracował z rosyjskimi jeńcami w kopalni. Jak się dowiedział, że jestem na liście do wywózki, to nakrzyczał na kogo trzeba i zwolniono mnie do domu – wspomina Cieślik. W 1957 roku mógł się odegrać na Ruskich na boisku. – Tyle że wtedy nie myślałem o zemście za jakieś stare krzywdy – opowiada o największym momencie chwały w swojej karierze. – Początkowo nie miałem wystąpić w tym meczu. W ostatnim sparingu kadry z reprezentacją Śląska strzeliłem jednak dwie bramki i dostałem powołanie. Kiedy Ewald Cebula przyszedł do mnie do domu, by mi o tym powiedzieć, to akurat jadłem obiad. Z wrażenia łyżka zawisła mi nad talerzem z zupą – uśmiecha się na wspomnienie tamtej historii Cieślik. – Trener Tadeusz Foryś taktykę na spotkanie przedstawił przy śniadaniu. Przełykaliśmy kolejne kęsy i słuchaliśmy wskazówek. Miałem strzelać w dogodnej sytuacji i to robiłem. Pierwszą gola zdobyłem z podania Kempnego. Kopnąłem fałszem i piłka wpadła do siatki, odbijając się od słupka. Drugie trafienie to wymiana podań z Brychczym. „Kici" zacentrował a ja uderzyłem głową i przelobowałem Jaszyna” – mówi Cieślik. Wielki Brat padł na kolana a kibice zanieśli strzelca goli na rękach do szatni. W latach 50-tych był jedną z największych gwiazd polskiej piłki. To m.in. o nim jest słynna piosenka „Trzej przyjaciele z boiska" z muzyką Władysława Szpilmana i słowami Artura Międzyrzeckiego. Cieślik był w tej piosence „łącznikiem z miasta Chorzowa". Potrafił się postawić. Kiedy PRL-owska władza, w ramach akcji przywracania polskości na Górnym Śląsku, kazała mu zmienić imię na Czesław, to stwierdził, że prędzej przestanie grać. Dzisiaj jest za to wzorem do naśladowania dla młodych piłkarzy Ruchu i klubową legendą. ,,Jak tak mówią, to ja się nie gniewam. Kiedy grałem, chciałem być dla Ruchu tym, kim dla Wisły był Mieczysław Gracz – zdradza. – A Ruch to było i jest całe moje życie. Urodziłem się na boisku, bo pierwszy stadion Niebieskich był w Chorzowie-Batorym, obok mojego bloku. Do dziś pamiętam popisy Ernesta Wilimowskiego i pierwsze treningi w kolarkach, które zaprzyjaźniony szewc przerobił mi na korki. A pierwsze buty piłkarskie dostałem od Ryszarda Wyrobka. Były trzy numery za duże, więc napchałem bandaży. Ciągle staram się chodzić na mecze mojej ukochanej drużyny, ale jak są późno, to wolę je oglądać w telewizji. Zresztą w domu czuję się, jakbym był na Cichej. Otacza mnie całe mnóstwo pamiątek.”- wspominał Śp. Gerard Cieślik.

@Stinger_
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Adran360

2

@FCBparasiempre
Natomiast 18 grudnia doszło do historycznego, pierwszego meczu reprezentacji Polski. Przegraliśmy w Budapeszcie z Węgrami 0:1 ale liczył się przede wszystkim debiut drużyny z białym orłem na piersi na arenie międzynarodowej. Mielech wspominał to jako jedno z najważniejszych wydarzeń w swoim życiu. W biało-czerwonej koszulce zagrał potem jeszcze tylko raz, w meczu przeciwko Jugosławii i też był to pionierski występ – 1 października 1922 r. nasza reprezentacja zanotowała pierwsze zwycięstwo w historii (3:1). W 1923 r. przeniósł się do Warszawy i przez ostatnie cztery lata swojej kariery piłkarskiej występował w Legii. Spotkanie Red Star – Cracovia (5-2) rozegrane 1 stycznia 1923 r. było moim ostatnim meczem rozegranym w barwach Cracovii. W parę tygodni później przeniesiono mnie służbowo do Warszawy. Maczał w tym palce WKS Legia i to bez porozumienia ze mną. Ponieważ jednak cichym pragnieniem mojej żony, która była warszawianką i miała rodziców mieszkających w Warszawie, było zamieszkanie w stolicy, nie oponowałem przeciwko przeniesieniu i już na wiosnę występowałem w barwach WKS Legia. Udało mu się jeszcze zaliczyć występ w meczu ligowym Legii w sezonie 1927. Było to 10 kwietnia w derbach z Polonią Warszawa – do swojej bogatej kolekcji udziałów w pionierskich wydarzeniach „dorzucił” udział w pierwszym historycznym sezonie polskiej ligi piłkarskiej. Karierę piłkarską zakończył w wieku 33 lat. Był świetnym piłkarzem, uważanym za pioniera zwodów w pełnym biegu (wiele czerpał od Antoniego Poznańskiego). Miał także życie poza graniem w piłkę. W 1924 r. uzyskał doktorat z prawa na UJ, specjalizował się w zagadnieniach celnych. Był także oficerem Wojska Polskiego i dziennikarzem „Przeglądu Sportowego”, „Stadionu”, „Raz Dwa Trzy”, „Kuriera Porannego” i „Kuriera Sportowego”. W świecie mediów również był pionierem.3 grudnia 1933 r. Polska reprezentacja grała w Berlinie z Niemcami. Przegraliśmy ten mecz 0:1 (na zwycięstwo z Niemcami trzeba było jeszcze czekać… 81 lat), ale to akurat nie jest najistotniejsze. Po raz pierwszy Polskie Radio postanowiło przeprowadzić transmisję na żywo z meczu piłkarskiego, a przed mikrofonem zasiadł Stanisław Mielech. Miał za zadanie relacjonować wyjście drużyn na boisko, przywitanie i rozpoczęcie, a potem całą drugą połowę. Pamiętam, iż transmisję drugiej połowy spotkania rozpocząłem słowami: Na pewno niejedno polskie serce zacznie żywiej bić na wiadomość, że tu w Berlinie nasza drużyna toczy równorzędną walkę z reprezentacją Niemiec, budząc podziw dla swej gry, i że nasi nie dali sobie jeszcze strzelić bramki”. Wszyscy chwalili Mielecha za relację, także przewodniczący Związku Polskich Związków Sportowych płk Ulrych. Jednak na koniec wbił szpilkę – według niego Mielech nie powinien się cieszyć, kiedy utrzymywał się wynik bezbramkowy. Należało biadolić, że nie wygrywamy! Zaliczył też epizod trenerski – w 1933 r. prowadził tymczasowo Legię Warszawa przed przyjazdem Austriaka Gustawa Wiesera. Potem cały czas był aktywny jako dziennikarz sportowy, rozwijał też swoją karierę prawniczą. W 1939 r. dr Stanisław Mielech został mianowany polskim naczelnym inspektorem ceł w Wolnym Mieście Gdańsku. Właśnie nad morzem zastał go wybuch II wojny światowej. Przywieziono do Victoria Schule i działaczy polskich. Do naczelnego inspektora ceł dra MIELECHA (znanego w swoim czasie piłkarza) strzelano przy aresztowaniu, pobito jeszcze przed przywiezieniem do Victoria Schule, stawiano pod ścianą z rękami w górę przed plutonem egzekucyjnym itd. – to relacja Melchiora Wańkowicza we „Wrześniu żagwiącym”. Jako oficer Stanisław Mielech został internowany przez Niemców i prawie całą wojnę spędził w obozie na Węgrzech. Losy rzuciły mnie na Węgry. Wojnę przebyłem w obozach dla internowanych. Miałem tam okazję przypatrzeć się organizacji sportu wiejskiego. Każda wieś w pobliżu Budapesztu posiadała klub sportowy i boisko do gry, na którym odbywały się również różne kiermasze i obchody narodowe. W sezonie toczyły się na nich zawody o mistrzostwo powiatu.

Była też okazja do oglądania zawodowców: ,,W roku 1944 mieszkając w Budapeszcie co niedziela chodziłem na mecze zawodowców o mistrzostwo Węgier. Dziwne to były mistrzostwa. Radzieckie armie weszły już na teren Węgier i gdy zajęły jakąś prowincję, to drużynę pochodzącą z tej prowincji… skreślano z ligi i rozgrywki toczyły się dalej.” Wycofujący się Niemcy wywieźli Mielecha do oflagu w Luckenwalde na południe od Berlina. Tam doczekał się wyzwolenia. Przed powrotem do Polski obejrzał jeszcze kilka meczów, rozgrywanych między oficerami różnych armii. Piłka nożna była obecna zawsze i wszędzie. Po powrocie do kraju zaangażował się odbudowę polskiego piłkarstwa. Był autorem projektu rozgrywek o pierwsze powojenne MP w 1946 r. Działał także aktywnie w PZPN, a w latach 1946-1947 był nawet pierwszym zastępcą prezesa. Napisał historię Legii Warszawa do 1939 r. na potrzeby księgi jubileuszowej z okazji 50-lecia. Jest autorem trzech wspaniałych książek, pozycji obowiązkowych dla fanów wczesnego piłkarstwa polskiego: „Style, szkoły i systemy w piłce nożnej” (Warszawa 1955), „Gole, faule i ofsajdy” (Warszawa 1957) oraz „Sportowe sprawy i sprawki” (Warszawa 1963). Stanisław Feliks Mielech zmarł 17 listopada 1962 r. w Warszawie.

8

@FCBparasiempre
29 kwietnia 1894 r. urodził się Stanisław Mielech, wybitna postać polskiego sportu. Był założycielem Legii Warszawa i pomysłodawcą jej nazwy. Wystąpił w pierwszym meczu reprezentacji Polski i strzelił pierwszego gola w finałach mistrzostw Polski. Był pierwszym prowadzącym na żywo relację radiową z meczu naszej kadry. Jako pierwszy prowadził też klasyfikację strzelców ekstraklasy. Doktor prawa, oficer Wojska Polskiego, dziennikarz, działacz i trener, ale przede wszystkim świetny piłkarz krakowskich klubów tuż po ich powstaniu. Stanisław Mielech to postać absolutnie wyjątkowa w historii polskiej piłki nożnej. Był świadkiem i uczestnikiem powstawania wszystkiego, co ważne– klubów, Polskiego Związku Piłki Nożnej, reprezentacji, ligi a także dziennikarstwa sportowego. ,,Wspomnienia moje zaczynam od roku 1907. W tym to roku zmarł dobry dr Jordan, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, dokonawszy dzieła swojego życia. Dał już bowiem młodzieży impuls do uprawiania ćwiczeń fizycznych i od r. 1891 istniał Park Sportowy jego imienia. Nie byłem świadkiem narodzin krakowskiej piłki nożnej, gdyż wtedy nie interesowałem się jeszcze piłką nożną. Nie widziałem pierwszego w Krakowie meczu piłki nożnej. Na Zielone Świątki 1906 roku przyjechała pod Wawel drużyna I LKPN „Czarni” i w obecności prof. Jordana, na XIII boisku Parku pokonała 2:0 drużynę przodowników Parku. Był to właściwie mecz reprezentacji szkół średnich Krakowa i Lwowa. Wtedy to Kraków po raz pierwszy zobaczył drużynę piłkarską ubraną w kostiumy i obuwie sportowe. Tak zaprezentowali się lwowianie; przodownicy Parku wystąpili w meczu w mundurkach szkolnych. XIII boisko Parku miało wymiary 60×35 m. Nie widziałem też drużyny Mazura uchodzącej za pierwszą w Krakowie. W roku 1906 literat Tadeusz Konczyński sprawił jej pierwsze kostiumy, słynne później biało-czerwone pasiaki.” W 1906 r., kiedy powstawały pierwsze krakowskie kluby, Stanisław Mielech miał 12 lat i jeszcze do końca nie wiedział, o co chodzi w piłce nożnej. Zresztą football był wówczas czymś egzotycznym, fanaberią garstki zapaleńców, tępioną przez kadrę nauczycielską porządnych szkół. Dopiero rok później zaczął pisać swoją fantastyczną piłkarską historię. Stanisław Feliks Mielech urodził się 29 kwietnia 1894 r w Stanach koło Niska. Miał niecałe trzy miesiące, kiedy 14 lipca 1894 r. rozegrano pierwszy oficjalny mecz na ziemiach polskich (historyczny gol Włodzimierza Chomickiego). Rodzice szybko przenieśli się jednak do Krakowa, gdzie spędził dzieciństwo i młodość. W symbolicznym roku 1906 jedynie przyglądał się trenującym na krakowskich błoniach „mistrzom” (tak nazywano drużyny seniorów). Miał już wtedy swojego idola – był nim Staszek Szeligowski „samorodny talent, pierwszy wielki piłkarz Polski”. Kilka razy zdarzyło się 12-letniemu Stasiowi kopać piłkę w przerwie „poważnych” meczów, jednak sam swoje prawdziwe granie zaczął poza Krakowem. W lecie 1907 r. Mielech zdał do II klasy gimnazjum i pojechał na letnią kolonię do Poręby Wielkiej w Gorcach. Było tam boisko piłkarskie i choć jeden „out” podchodził trochę w górę, a drugi opadał w dół, można było rozgrywać mecze. Co kilka dni rozgrywano wielkie mecze między klubami „Zorza” i „Poręba”. Takie bowiem dwa kluby stworzyli koloniści. (…) [miejscowi górale] pękali ze śmiechu, gdy któryś z zawodników odbił „banię” głową, uważając go za wybitną niezdarę. „Młodemu” kazali grać na boku i podawać piłkę starszym, aby mogli strzelać na bramkę. Dzięki temu opanował niemal do perfekcji dośrodkowania. Umiejętności zdobyte pod Turbaczem przydały się po powrocie do Krakowa. W nowym roku szkolnym powstała drużyna klasy II B piątego gimnazjum a Mielech został jej kapitanem. Marzył o grze w Cracovii, ale konkurencja była zbyt wielka. Mieli tam wówczas aż 12 juniorskich drużyn, więc Staszek z kolegami postanowił „zapukać” po drugiej stronie błoń. Zostali trzecią drużyną Wisły. Na debiut w pierwszej drużynie czekał rok. W 1910 r. 16-letni Mielech zagrał po raz pierwszy dla Wisły: ,,Pierwszym moim meczem w I drużynie Wisły było spotkanie z podgórskim Krakusem. Wygraliśmy 7:1 a ja strzeliłem jednego gola. Prawdę powiedziawszy chciałem tylko z trudnego kąta, z półobrotu oddać centrę, ale piłka poszła w bramkę. Podobno przerzuciłem ją nad bramkarzem. Sam tego momentu nie widziałem, bo popchnięty przez przeciwnika wyczyniałem na trawie koziołki. Po tym meczu prasa po raz pierwszy wymieniła moje nazwisko, przepowiadając mi wielką przyszłość. Sam tego sprawozdania nie czytałem, bo zamieścił je jako korespondencję z Krakowa lwowski „Nowy Wiek”. Ta bramka, której nie chciałem strzelić i sprawozdanie, którego nie czytałem, miały jednak wpływ na moją dalsza karierę.” W Wiśle zagrał zaledwie kilka spotkań, ale w księdze jubileuszowej z 1936 r. został wymieniony jako jeden z „najwybitniejszych graczy I drużyny” w latach 1910-1911.

W 1911 r. niejaki Romański (ps. Kusy), zawodnik pierwszej drużyny Wisły, obraził jednego z młodszych kolegów. Zapoczątkowało to konflikt między „starymi” a młodzieżą, w którym zarząd klubu wziął stronę „Kusego”. Mielech i spółka opuścili więc Wisłę i przenieśli się do Cracovii. Moje przejście do Cracovii w czasie, gdy miałem widoki na grę w I drużynie Wisły, bądź co bądź jednej z najlepszych drużyn w Polsce, było z punktu widzenia sportowego dobrowolną degradacją. Na tym transferze bardziej jednak straciła Wisła niż Mielech. W Cracovii pod okiem ekscentrycznego Czecha Františka Kożelucha i Węgra Imre Pozsonyi’ego stał się jednym z najlepszych polskich piłkarzy. Zadebiutował 6 czerwca 1912 r. Cracovia wygrała w Opawie 3:2, a sam Mielech nie wspomina dobrze tego występu : Grałem nieodpowiedzialnie, nie rozgrywałem piłek, starając się pozbywać ich jak najprędzej. Potem zagrał jeszcze 29 września we Lwowie z Pogonią, ale na szerokie wody wypłynął 5 października w Krakowie w starciu z Floridsdorfer Atletic Club z Wiednia. Na początku był stremowany, ale kiedy trzy raz z rzędu, wykorzystując „trick Poznańskiego”, ośmieszył wiedeńskiego obrońcę, złapał wiatr w żagle. Cracovia wygrała 2:0, a publiczność na dobre zapamiętała jego nazwisko. Sława przyniosła pewien problem – wciąż był uczniem gimnazjum, a ci mieli zakaz wstępowania do klubów sportowych. Wydrukowanie jego nazwiska w oficjalnym programie meczowym mogło przynieść spore kłopoty, zwłaszcza że miał „opinię ucznia, który gdy tylko może, broni się przed nadmiarem wiedzy”. W oficjalnym składzie pojawił się więc tajemniczy Wieruski – pod tym pseudonimem Mielech występował aż do wybuchu pierwszej wojny światowej. Były też dobre strony popularności. Pewnego razu odprowadzał wieczorem koleżankę. Nagle drogę zastąpiło mu kilku mało sympatycznych typów, którym nie podobało się podrywanie dziewczyn „na ich dzielni”. Robiło się bardzo nieciekawie, kiedy nagle jeden z osiłków krzyknął: Chłopcy, to pan Wieruski z Cracovii!. Porozmawiali więc sobie sympatycznie o futbolu i rozeszli po serdecznym uścisku dłoni. Dziewczyna była zapewne mocno zaskoczona (przypomina wam to scenę z „Poranku Kojota”?). Sława pomagała też na studiach (po maturze dostał się na prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim), zwłaszcza podczas zajęć u profesorów kibicujących Cracovii. Dostawał powołania do reprezentacji Krakowa (grał m.in. w bardzo prestiżowych przed powstaniem niepodległej Polski rozgrywkach o Puchar Żeleńskiego, w których rywalizowały Kraków i Lwów), został też reprezentantem Galicji. Wybuch pierwszej wojny światowej sprawił, że piłka nożna zeszła chwilowo na dalszy plan. W 1914 r. Stanisław Mielech, jak większość młodych mieszkańców Galicji, został powołany do wojska. W maju bądź czerwcu 1915 r. znalazł się w Piotrkowie, dokąd przybył ze szpitala wojskowego w Arad w Rumunii. Jechałem „na krótsze drogi” przez Budapeszt, Wiedeń, Kraków, z przerwami, przystankami, oglądaniem ciekawszych meczów, odwiedzaniem ciotek i znajomych i naturalnie z „fasowaniem” w każdym Verpflegungsstelle co się tylko dało. Wojna miała trwać długo i jak się później okazało, Austria miała ją przegrać, nie było się więc do czego śpieszyć. Właśnie na dworcu w Piotrkowie skończyła się ta sielanka niczym z „Przygód dobrego wojaka Szwejka”. Mielecha zatrzymał żandarm i zaprowadził do Komendy Miasta. Tam przyglądał się żołnierzom aresztowanym za symulowanie chorób. Mocno już spocony Mielech spodziewał się, że jego też zamkną. Nagle pojawił się… Antoni Poznański.

– Co to wszystko znaczy? – zawołałem. – Za co jestem aresztowany?

– Nie jesteś aresztowany – śmieje się Poznański – tylko widzisz, my tu w Piotrkowie organizujemy drużynę piłki nożnej i z nadchodzących transportów wyławiamy piłkarzy. Sierżant cię poznał jako gracza Cracovii i … przyprowadził do mnie. Chyba się cieszysz?

– A niech was wszyscy diabli wezmą. Tak straszyć ludzi.

– Widocznie masz niezbyt czyste sumienie – zanoszą się obaj ze śmiechu – ale to nic, będziemy razem kopać piłkę. Montuje się mocna drużyna, jest już Wykręt z Cracovii, Kowalski z Wisły i inni. Zaraz się z nimi zobaczysz. Będziemy grać z drużyną Landwehry. W ten sposób zwerbowano mnie do drużyny, z której później powstała Legia. Stanisław Mielech miał udział w pionierskich grach Wisły i Cracovii, jednak w żadnym z tych klubów nie był od samego początku.

W przypadku warszawskiej Legii był nie tylko jednym z założycieli, ale nawet wymyślił jej nazwę. „Metoda Poznańskiego” po raz drugi przyniosła mu chwałę. W porozumieniu z żandarmerią z Komendy Garnizonu, spośród legionistów-ozdrowieńców wracających ze szpitala, Antoni Poznański wyławiał piłkarzy i wcielał ich do formującej się Kompanii Sztabowej. Powstała drużyna, ale nie było z kim grać – na razie musiały wystarczyć treningi. Dopiero w 1916 r. żołnierze Legionów powędrowali na Wołyń i Kompania Sztabowa znalazła się niedaleko Maniewicz. Front się ustabilizował, więc można było pomyśleć o graniu. Mielech i spółka wyrównali teren, przygotowując boisko do gry. Był problem ze sprzętem, siatki do bramek sporządzili z łupanych na pół prętów brzozowych, przybijając je gwoździami do poprzeczek i słupków… Najważniejsze, że piłka przez taką siatkę nie przelatywała. Legia na początku miała czarne barwy. Skąd taki pomysł? Otóż istniało już wtedy wiele drużyn pułkowych, które biel i czerwień wyeksploatowały na wszystkie możliwe sposoby, a jakoś przecież trzeba było się odróżniać. Legioniści postanowili więc pójść w ślady Czarnych Lwów. Był to pierwszy polski klub, oni natomiast chcieli być pierwszym polskim klubem wojskowym. Stanęło więc na bieli i czerni. W kwietniu 1916 r. w budynku „Sztabówki” odbyło się pod przewodnictwem chorążego Zygmunta Wasseraba zebranie założycielskie klubu. Długo zastanawiano się nad nazwą. Wreszcie na mój wniosek, poparty przez chorążego Wasseraba, zgodzono się na nazwę „Drużyna Sportowa Legia”. Nazwa przypominała Legiony, a poza tym tkwiły w niej reminiscencje lektury Cezara. Jego legie grając w „harpastum” zaznajomiły w Wielkiej Brytanii Anglików z tym sportem, który później przerodził się w piłkę nożną. W tym momencie pewna dygresja. Cytowany fragment pochodzi z książki „Sportowe sprawy i sprawki” (s. 194-195), która wyszła już po śmierci Mielecha (1963). Nawiązywanie do rzymskiego Harpastum i legii Cezara pojawiło się także w księdze jubileuszowej Legii, która też ukazała się po jego śmierci. Andrzej Gowarzewski twierdzi, że był to celowy zabieg, aby pomniejszyć legendę Legionów i Józefa Piłsudskiego, a te zdania do wspomnień Stanisława Mielecha dopisała cenzura. Wracając do roku 1916 – Legia rozegrała latem kilka meczów, na które przychodziło wielu kibiców, kuszonych zapowiedzią na afiszu, że „dziś będzie grał Poznański”. Raz zdarzyło się, że w czasie meczu nadleciał nieprzyjacielski lotnik. Sędzia mecz przerwał, publiczność przezornie skoczyła do lasu, ale lotnik po kilku okrążeniach boiska odleciał nie rzucając bomb. Sędzia odliczył stracony czas i zawody potoczyły się dalej. Ofensywa gen. Aleksieja Brusiłowa zakończyła sielankę na Wołyniu. Legioniści musieli się wycofać, a pierwsze boisko Legii zajęły rosyjskie tabory. Drużyna Legionowa znalazła się w Warszawie i tutaj grała dalej, m.in. przeciwko Cracovii z Józefem Kałużą w składzie. Jednak historycznym pierwszym meczem Legii w Warszawie było derbowe starcie z Polonią na stadionie Agrykoli. Działo się to 29 kwietnia 1917 r. – dokładnie w dniu 23. urodzin Stanisława Mielecha. Padł remis 1:1, a nasz bohater, jak na pioniera przystało, strzelił w tym meczu bramkę. Pierwszy historyczny gol dla Legii na warszawskiej ziemi padł w ostatniej minucie spotkania. O meczach Legii z Mielechem w składzie rozpisywała się prasa, jednak po tzw. kryzysie przysięgowym (lipiec 1917 r. – polscy żołnierze odmówili złożenia przysięgi na wierność cesarzowi w Wiedniu) trzeba było zapomnieć o piłce nożnej. I Brygadę Legionów internowano w obozie w Szczypiornie (gdzie pomysłowi żołnierze wymyślili piłkę ręczną na dużym trawiastym boisku, czyli… szczypiorniaka! Ale o tym więcej mógłby opowiedzieć Andrzej Strejlau), natomiast II Brygada razem z Kompanią Sztabową trafiła pod Przemyśl. Lwowska Pogoń próbowała zorganizować mecz z legionistami, ale veto postawiły władze austriackie. Stanisław Mielech wrócił do swojej Cracovii, gdzie – jak sam pisał – „osiągnął życiową formę” (choć zagrał jeszcze okazyjny mecz w drużynie legionowej w 1921 r. – nazwę Legia oficjalnie przywrócono w 1922 r.). Legia zamarła aż do 1920 r., kiedy to wznowiła działalność jako Wojskowy Klub Sportowy (choć specjalista od historii sportu w stolicy dr Robert Gawkowski powiedziałby zapewne, że powstał wtedy zupełnie nowy klub, niemający nic wspólnego z Legią z Wołynia). Rok 1921 przyniósł kolejne dwie rzeczy, w których Mielech okazał się pionierem. 21 sierpnia w 20. minucie meczu Cracovii z Pogonią stał się strzelcem pierwszego gola w finałach mistrzostw Polski (Cracovia wygrała 2:0).

11

Blaugrana w Pucharze Hiszpanii:

29 kwietnia 1998 r. FC Barcelona tryumfowała w Copa del Rey po raz 22 w historii pokonując w finale RCD Mallorca po rzutach karnych. Tylko raz w historii zdarzyło się tak aby Barça potrzebowała rzutów karnych aby sięgnąć po Puchar Hiszpanii. Mallorca już w 3 minucie objęła prowadzenie po golu Stankovicia. W 66 minucie wyrównał Rivaldo i pomimo późniejszej dogrywki i dwóch czerwonych kartek dla graczy Mallorki więcej goli z gry już nie padło. Rzuty karne trwały aż 8 serii. W pierwszej z nich solidarnie pomylili się Rivaldo oraz Ivan Rocha a w trzeciej Celades i Ivan Campo. W szóstej serii strzał Luisa Figo został obroniony więc przed wielką szansą stanął Stankovič ale przestrzelił. Wreszcie w ósmej serii trafił Reiziger a następnie strzał Xaviego Eskurzy(byłego piłkarza Blaugrany) obronił Ruud Hesp i Duma Katalonii wygrała 5:4 zdobywając Puchar Hiszpanii.

Popatrzmy:



@Stinger_
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Adran360

10

Historia Barçy jakiej nie znacie a może, którą chcielibyście poznać:

W roku 1916, prawdopodobnie na przełomie kwietnia i maja, w popularnym barze kibiców ,,Izquierda” w dzielnicy Eixample w Barcelonie, działacze FC Barcelony zorganizowali swoje coroczne zgromadzenie. Spotkanie miało wyłonić nowy zarząd oraz zakończyć polemikę odnośnie do zachowania niektórych piłkarzy pierwszej drużyny w półfinale Pucharu Hiszpanii(15.04.1916). W tamtym dwumeczu Barça została wyeliminowana po rozegraniu dwóch dodatkowych spotkań z FC Madrid. Część barcelońskiej publiczności okazała niezadowolenie wobec boiskowej postawy niektórych zawodników w ostatnim meczu, który oznaczał wyeliminowanie Blaugrany po porażce 2:4. Wszystko to sprzyjało zmianom na czele klubu. Nowym prezydentem został Gaspar Roses i Arus, wówczas szef barcelońskiego Ratusza a niedługo potem deputowany do hiszpańskich Kortezów z ramienia Ligi Regionalistycznej. Aby rozwiązać sprawę z półfinałów, nowy zarząd, dowodzony przez Rosesa, postanowił zreformować drużynę, pozbywając się wielu piłkarzy, jak choćby braci Massana i sprowadzając innych. Klub opuścił również(tyle że dobrowolnie) legendarny Paulino Alcantara, który z powodów osobistych wrócił na Filipiny. Związek Esquerry, jak powszechnie zwany był bar, z Barçą nie skończył się wraz z tamtym zgromadzeniem. Trzy lata później klub znów zwołał swoich socios do lokalu przy Exaimple na zgromadzenie ogólne zarządu. Miało ono na celu poproszenie Gampera, by wrócił na stanowisko szefa klubu. Jak podają kroniki z tamtych lat, była to prośba jednogłośna i pełna entuzjazmu. Mimo to założyciel FC Barcelony odrzucił propozycje, w następstwie czego nowym prezydentem został Ricard Graells i Miro. Lokal, który w prasie nazywano mianem ,,pierwszorzędnej restauracji”, w 1923 r. stał się siedzibą Penyi Esquerra- jednego z pierwszych klubów kibica Barçy. Z dala od wszelkich konotacji ideologicznych jego nazwa odnosiła się tylko do miejsca, w którym spotykali się sympatycy klubu. Penya Esquerra, złożona wyłącznie z socios Blaugrany była pionierem wśród barcelońskich klubów kibica, które po latach zaczęły zrzeszać się wokół klubu. Do penyi należą honorowi barceloniści, tacy jak Delfi Vinyoles, Pere Lloveras czy Ernest Gassol ale także byli piłkarze, jak choćby legendarny Katalończyk Roma Forns.

@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
@Stinger_

11

Żywe legendy futbolu:

28 kwietnia 1988 r. urodził się Juan Manuel Mata García, hiszpański piłkarz grający na pozycji pomocnika w Manchesterze United i w reprezentacji Hiszpanii, mistrz świata (2010) i Europy (2012), uczestnik Mistrzostw Świata 2014. Wychowanek klubu Real Oviedo, od 2003 do 2006 roku zawodnik juniorskich zespołów Realu Madryt. W sezonie 2006/2007 podstawowy gracz Realu Madryt Castilla, występującego w Segunda División. Latem 2007 roku przeszedł na zasadzie wolnego transferu do Valencii. 2 września zadebiutował w jej barwach w Primera División w wygranym 2:1 meczu z Almeríą, natomiast pierwszego gola strzelił 3 lutego 2008 r. w spotkaniu z Realem Valladolid. W 2008 roku wraz z Valencią zdobył Puchar Hiszpanii: w wygranym 3:1 finale z Getafe CF zdobył jedną z bramek. W sezonie 2007/2008 zadebiutował również w europejskich pucharach – 11 grudnia 2007 zagrał w spotkaniu Ligi Mistrzów z Chelsea. Podstawowym zawodnikiem Valencii stał się w połowie grudnia 2007 roku. W sezonach 2008/2009 i 2009/2010 regularnie występował w rozgrywkach Pucharu UEFA/Ligi Europy, natomiast w sezonie 2010/2011 rozegrał siedem meczów i zdobył jednego gola (z rzutu karnego w meczu fazy grupowej z tureckim Bursasporem) w Lidze Mistrzów.

21 sierpnia 2011 roku Chelsea porozumiała się z Valencią w sprawie transferu Maty. Trzy dni później Hiszpan został zawodnikiem londyńskiego klubu, podpisując z nim pięcioletni kontrakt. W nowym zespole zadebiutował 27 sierpnia w wygranym 3:1 meczu z Norwich City, w którym strzelił jednego z trzech goli dla swojej drużyny. W sezonie 2011/2012 wraz z Chelsea zdobył puchar Anglii, wygrał również Ligę Mistrzów – w spotkaniu finałowym z Bayernem Monachium wystąpił w podstawowym składzie, a w serii rzutów karnych nie zdobył bramki (Manuel Neuer obronił). W sezonie 2013/14 po przyjściu do klubu nowego trenera - Jose Mourinho, Mata zasiadł na ławce rezerwowych. Nie wystąpił w Superpucharze Europy w meczu z Bayernem, a jego drużyna uległa w rzutach karnych. Dopiero po kilku meczach portugalski szkoleniowiec dał zagrać w podstawowym składzie The Blues. Ostatecznie Mata znowu wrócił do pierwszego składu londyńskiej drużyny. 24 stycznia 2014 roku Manchester United poinformował, że ustalił z Chelsea warunki transferu Maty. Dzień później piłkarz oficjalnie podpisał kontrakt z nowym klubem. 28 stycznia 2014 roku zadebiutował w meczu z Cardiff City wygranym przez zespół z Manchesteru 2:0, Mata zanotował asystę przy drugim trafieniu. 29 marca 2014 zdobył pierwszego gola w barwach United, w wygranym 4:1 spotkaniu z Aston Villą. Od 1 lipca 2021 roku, po wygaśnięciu kontraktu z Manchesterem United, był wolnym zawodnikiem. Następnego dnia ponownie związał się roczną umową z tym klubem. 2 czerwca 2022 roku Manchester United poinformował o nie przedłużeniu kontraktu z Matą. W 2006 wraz z reprezentacją Hiszpanii U-19 został mistrzem Europy. W turnieju, który został rozegrany w Polsce strzelił cztery gole (w tym hat-tricka w spotkaniu grupowym z Turcją) w pięciu meczach. Rok później uczestniczył w mistrzostwach świata do lat 20 w Kanadzie – wystąpił w czterech pojedynkach i zdobył dwie bramki. W 2007 zadebiutował w reprezentacji U-21, z którą w 2011 wywalczył mistrzostwo Europy oraz został wybrany do drużyny gwiazd turnieju. W seniorskiej reprezentacji Hiszpanii zadebiutował 28 marca 2009 w wygranym 1:0 meczu z Turcją. W tym samym roku wziął udział w Pucharze Konfederacji – wystąpił w dwóch spotkaniach, zaś Hiszpania zajęła trzecie miejsce. W 2010 roku wraz z reprezentacją został mistrzem świata. W turnieju, który odbył się w Republice Południowej Afryki zagrał jedynie w meczu fazy grupowej z Hondurasem (2:0), zmieniając w drugiej połowie Fernando Torresa. W mistrzostwach Europy w Polsce i na Ukrainie (2012) wystąpił jedynie w wygranym 4:0 meczu finałowym z Włochami, w którym zmienił w 87. minucie Andrésa Iniestę i chwilę później strzelił czwartego gola dla Hiszpanów. Następnie uczestniczył w igrzyskach olimpijskich w Londynie, w których był podstawowym zawodnikiem reprezentacji – zagrał we wszystkich trzech meczach kadry w podstawowym składzie.

@Stinger_
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Adran360

8

@FCBparasiempre
W roku 1921 The Football Association, organizator finałów Pucharu Anglii i meczów reprezentacji, podjął decyzje o budowie nowego stadionu. Nosił on nazwe The Empire Stadium Wembley. Mówiło się jednak Wembley i tak już zostało. Jego historia zaczęła się tak efektownie że nawet najwięksi spece od marketingu nie mogli tego przewidzieć. W sobotę 28 kwietnia 1923 r. na nowym Wembley rozgrywano finał Pucharu Anglii pomiędzy Bolton Wanderers a West Ham United. Poczatek meczu wyznaczono, jak to w Anglii, na godz. 15.00. Tradycją finału jest obecność na nim kogoś z rodziny królewskiej. Pierwszym monarchą, który oglądał finał z loży na stadionie był Jerzy V w roku 1914 na meczu Burnley-Liverpool. W roku 1923 na Wembley też był Jerzy V i to, co zobaczył przeszło jego wyobrażenia. Im bliżej Wembley znajdował się jego samochód, tym większe tłumy policja musiała usuwać z drogi. Specjalnym tunelem prowadzącym niemal do samej loży królewskiej wjechał bez przeszkód ale kiedy spojrzał z góry na boisko… boiska nie było. Na całej jego powierzchni tłoczyły się tłumy ludzi. Ponad ich głowami wystawały tylko bramki. W kasach stadionu sprzedano wszystkie bilety ale przygotowano ich około sto tysięcy a pod bramami stało ponad trzy razy tyle chętnych. Przedsprzedaży nie było, z czego zresztą w następnych latach wyciągnięto wnioski. Kto przyszedł na stadion wcześniej, ten wszedł. Tysiące innych ludzi sforsowało bramy a przede wszystkim ogrodzenie, za którym już nikt nikogo nie kontrolował. Każdy siadał na miejscu, do którego się przecisnął. Z pomeczowego raportu wynika że około 12 tysiącom ludzi z biletami w ogóle nie udało się wejść na stadion. Organizatorzy zmuszeni zostali do zwrotu w sumie ponad 4 tys. funtów. Najdroższy bilet kosztował 15 szylingów a najtańszy 2 szylingi. Już wtedy do stadionu dochodziło metro, reklamowane jako najszybszy środek transportu z centrum Londynu do stacji Wembley Park, istniejącej nadal, dla linii Metropolitani Jubilee. Zainteresowanie meczem było tak duże że bodaj pierwszy raz wydrukowaną piracką wersje oficjalnego programu. Kiedy kibice pokonywali zamknięte bramy i stadion nie mógł już pomieścić wszystkich chętnych sędzia David Asson wezwał kapitanów obu drużyn na narade. ,,Panowie – powiedział. Tam na górze czeka Jego Wysokość, ludzi jest tyle że zaczyna się robić niebezpiecznie. Co robimy w tej sytuacji? Gramy czy przekazujemy komunikat o przełożeniu meczu? Przekładamy – zadecydował kapitan West Ham George Key. Gramy – odparł kapitan Bolton Joe Smith. Jest popołudnie. Jeśli policja szybko usunie tłum z boiska, powinniśmy skończyć przed zmierzchem”. Być może sędzia w porozumieniu z policją brał pod uwagę konsekwencje decyzji o odwołaniu finału tego dnia. Mogłoby dojść do paniki, która pociągnęła by za sobą ofiary. Już karetki odwoziły do szpitali ludzi z połamanymi nosami, żebrami, ogólnie potłuczonych, nieomal stratowanych i uduszonych. To cud że nikt nie zginął. Na pewno ważna była informacja policji że w kierunku stadionu zbliżają się posiłki,. W centrum Londynu pakowano policjantów w samochody ciężarowe i przywożona na Wembley. Ważniejszy od funkcjonariuszy pieszych okazał się szwadron policji na koniach. To oni weszli w tłum i delikatnie przesuwali go z boiska na boki, gdzie tylko się dała a dało się nie wiele. Tysiące ludzi stało przy liniach bocznych, utrudniając piłkarzom wrzucanie autów i wykonywanie rzutów rożnych. Ta operacja trwała ponad pół godziny i przeszła do historii futbolu dzięki białemu koniowi, wyróżniającemu się na tle szarego tłumu. Dlatego mecz znany jest pod nazwą White Horse Final. Był to jedyny koń tej maści w szwadronie. Nazywał się Billy a dosiadał go posterunkowy George Scorey, który nie miał nic wspólnego z futbolem, nie był kibicem i kiedy w sobotni poranek przed pójściem do pracy jadł grzanki z konfiturą myślał o ślubie , który czekał go za kilka dni. Nie wiedział nawet że na Wembley odbywa się jakiś mecz. Na posterunku powiedziano mu że wraz z resztą szwadronu pojedzie na stadion. Zrobił co do niego należało ale koń przyniósł mu sławe. Na początku tego wieku przejście łączące stacje metra z drogą prowadzącą na stadion nazwano Mostem Białego Konia. Na trybunach i w pobliżu boiska doliczono się wtedy 126 047 widzów ale nikt nie jest w stanie zweryfikować tej liczby. Bardziej prawdopodobne jest to że ludzi było więcej niż mniej. Wraz z kibicami stojącymi pod stadionem uzbierało się ich około ćwierć miliona. To rekord świata. Sam mecz stał się w tej sytuacji niemal dodatkiem do niecodziennych wydarzeń. Bolton wygrał 2:0. Po ostatnim gwizdku sędziego problem powrócił, ponieważ kibice znów weszli na boisko. Ledwo udało się utorować drogę do loży królewskiej, gdzie Jerzy V wręczył puchar kapitanowi Bolton, Joemu Smithowi i pogratulował zawodnikom obydwu drużyn. Każdy otrzymał pamiątkowy medal. Zawodnicy Bolton dostali w nagrodę od klubu złote zegarki. Król był zachwycony. Pierwszego gola na Wembley zdobył już w 3 minucie 24- letni reprezentant Anglii David Jack. Trzy lata później ponownie zagrał na Wembley. Tym razem Bolton pokonał Manchester City 1:0, znowu po jego golu. Jack był tez pierwszym piłkarzem na Wyspach Brytyjskich, za którego zapłacono ponad 10 tys. funtów. W 1928 Arsenal wydał na niego 10 890 funtów. Jack był pierwszym piłkarzem, który wywalczył Puchar Anglii z dwoma różnymi klubami. W 1930 jego Arsenal pokonał 2:0 Huddersfield. Stadion Wembley był dla piłki nożnej czymś takim jak La Scala dla opery. Jego dwie charakterystyczne wierze Twin Towers, mające w planach architektów stanowić londyńska odpowiedź na wieże Eifla, stały się znakiem towarowym. Tu Anglia rozgrywała większość swoich meczów, tu w roku 1966 zdobyła mistrza świata. Stadion był arena pierwszych po wojnie igrzysk olimpijskich, odbywały się na nim finały Pucharu Mistrzów/Ligi Mistrzów oraz koncertowały gwiazdy rocka.

10

Wybitne legendy belgijskiego futbolu:

28 kwietnia 1907 r. urodził się Raymond Braine, legendarny belgijski napastnik. Dawno temu, kiedy liga Czechosłowacka była jedną z najsilniejszych w Europie, Raymond Braine, najskuteczniejszy snajper zespołu Beerschot VAC (141 goli w 142 meczach) przeszedł do Sparty Praga. W Pradze Braine zadziwił publiczność, wykazując się jeszcze większą skutecznością niż w Belgii(120 goli(!) w 106 występach). Po sześciu latach powrócił do Antwerpii, ponownie zakładając koszulkę Beerschot, gdzie wyśrubował swój strzelecki dorobek do 210 goli. W reprezentacji Braine dziurawił siatki rywali 26 razy w 54 występach, co daje mu piąte miejsce w historii najlepszych belgijskich snajperów. Ogółem Braine nastrzelał 338 goli na poziomie pierwszej ligi, tyle samo co wybitny brazylijski snajper Mario Jardel.

@Stinger_
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Adran360

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?