12

Legendy rodzimego futbolu:



20 lutego 1980 r. urodził się Artur Boruc, ,,Król Artur” Boruc. Polska miała szczęście do wyjątkowych postaci w bramce reprezentacji. Edward Szymkowiak i jego genialny występ przeciwko ZSRR. Mistrz olimpijski Hubert Kostka. ,,Człowiek, który zatrzymał Anglie”, czyli Jan Tomaszewski. Medalista MŚ i zdobywca PEMK Józef Młynarczyk czy choćby zwycięzca Ligi Mistrzów Jerzy Dudek. To tylko kilka z wielu cegieł budujących renome słynącej na całym świecie ,,polskiej szkoły bramkarskiej”. Potężnym filarem tej marki jest także Boruc, rekordzista w liczbie występów w kadrze jako bramkarz. Jako piłkarz klubu najwyższej rodzimej ligi rozegrał w reprezentacji w sumie 7 meczów. Niedużo ale też cały XXI wiek nie sprzyjał golkiperem występującym nad Wisłą w budowie rekordów. Spośród nich w reprezentacji Polski w tym czasie tylko Sebastian Przyrowski zanotował więcej meczów niż Boruc. Od zakończenia kariery prze Młynarczyka przewyższyli go zaś pod tym względem jeszcze tylko Józef Wandzik(32 mecze jako gracz Górnika), Jarosław Bako(25 meczów jako gracz ŁKS, Zagłębia Lubin oraz Lecha Poznań) i Grzegorz Szamotulski(13 meczów jako gracz Legii i Amiki). Na początku XXI wieku świeża była jeszcze pamięć o Szamotulskim, młodym, pewnym siebie, może nawet nieco szalonym bramkarzu, który w wieku 20 lat wygryzł z bramki dużo bardziej doświadczonego Zbigniewa Robakiewicza. Stąd, z Łazienkowskiej 3 trafił nawet do pierwszego składu reprezentacji w czasach Kłaka, Matyska, Szczęsnego, Woźniaka czy Sidorczuka. Kto by przypuszczał że spod tego samego adresu jeszcze wyżej zawędruje wkrótce inny piłkarz…. Po przerwie zimowej sezonu 2001/02 pierwszym bramkarzem Legii został Radostin Stanew. Bułgar zagrał w pierwszym meczu ligowym po przerwie zimowej z Amiką i rozpoczął też kolejny mecz z Pogonią Szczecin. Po pół godzinie gry musiał zapobiec akcji Roberta Dymkowskiego. Wybiegł mu naprzeciw, jednak napastnik gospodarzy przechytrzył go a w dodatku ,,spotkanie” zakończyło się zderzeniem i urazem Stanewa. Bułgara zastąpił Boruc i spisał się raczej… słabo. Przepuścił bowiem łatwego gola z rzutu wolnego pod koniec meczu. Nic zatem dziwnego że Dragomir Okuka zaczął poszukiwać zmiennika. Ostatecznie jednak serbski trener aż do powrotu do zdrowia Stanewa nie dokonał roszady w składzie. Boruc rozegrał 5 meczów, przepuścił 6 goli i dwa razy zachował czyste konto. W tym raz w arcyważnym starciu z Wisłą Kraków. Dzięki niemu Legia strąciła Białą Gwiazde z pozycji lidera. Na koniec sezonu bramkarz mógł zaś wypiąć pierś po złoty medal za mistrzostwo kraju i zwycięstwo w Pucharze Ligi.

Niekwestionowanym numerem jeden stał się zimą 2003 r. już po odejściu Stanewa, choć legia ani przez trochę nie szczędziła na wartościowych konkurentach. Póki jednak był Boruc, ich nadzieje rozbijały się najdalej o ,,ogony” w mniej ważnych meczach. Boruc stał się zaś nie tylko podstawowym graczem ale też ulubieńcem trybun. Podbijał lige efektownymi interwencjami, skuteczną grą ale też olbrzymią charyzmą i zuchwałością. Kiedyś w starciu z Widzewem podszedł nawet do wykonywania rzutu karnego. Płaski plasowany strzał dał mu jedynego gola w Ekstraklasie. Oczywiście nie byłby sobą gdyby radości nie zamanifestował w osobliwy sposób. Po skutecznej próbie nerwów podbiegł do narożnika i wyjął… chorągiewke, za co otrzymał żółtą kartke. Takie euforyczne chwili były zresztą jednym z jego znaków rozpoznawczych.



,,Potrzebuje zmiennika dla Dudka!”- jak mantre powtarzał w tym czasie od kilku miesięcy selekcjoner reprezentacji Polski Paweł Janas. ,,Janosik” budował nową reprezentacje z jasno określonym celem: mundial 2006. Między słupkami nadal numerem jeden był oczywiście Dudek. Brakowało jednak wartościowego zmiennika. Od zakończenia poprzednich eliminacji selekcjoner próbował w tej roli Szamotulskiego, Kuszczaka, Nalepę i Kowalewskiego. Żaden nie zdołał na dłużej osiąść w kadrze. Boruc pierwsze powołanie otrzymał na zgrupowanie przed meczem towarzyskim z Irlandią w kwietniu 2004 r. W lidze w barwach legii nie przepuścił gola w 5 z 8 meczów poprzedzających nominacje do udziału w batalii z Irlandią. ,,Jerzy Dudek jest pewniakiem ale musimy mieć przecież gotowego do gry zmiennika”- przyznawał Maciej Skorża, wtedy asystent Janasa. Premiera wypadła lepiej niż w lidze. Artur nie przepuścił żadnego gola. Blask jednak zyskał nie przeciwko Irlandii ale kilka tygodni później w Szczecinie. W meczu przeciwko Grecji fenomenalnie wybronił sytuacje sam na sam. ,,Dość powiedzieć że po przerwie Polska ani razu celnie nie strzeliła na bramke rywali. Najmocniejszym punktem był w tej sytuacji Boruc. Chyba można zaryzykować że Polska ma drugiego bramkarza. Spokojny bezbłędny. Uratował zespół od utraty pewnej, wydawałoby się bramki”- pisała Gazeta Wyborcza. Kres wszelkim wątpliwościom położył zaś występem przeciwko USA. W mecz wszedł może nie specjalnie bo sprokurował rzut karny. Jego notowania znacząco spadły, jednak na zaledwie kilkanaście sekund. Błąd naprawił bowiem broniąc ten strzał z ,,wapna” Briana McBride’a. ,,W drużynie polskiej był świetny bramkarz, kto wie czy nie najlepszy piłkarz meczu, zapora niemal nie do przebycia”- skomentował mecz trener Bruce Arena. Tym występem zakończył dyskusje nad poszukiwaniami dublera, lecz rozpoczął nową… Nad tym czy nie powinna nastąpić roszada w bramce w meczach eliminacyjnych! On, piłkarz Legii, konkurent- gracz Liverpoolu. Dystans między ich sławą, osiągnięciami i pozycją klubów w europejskim rankingu wydawał się nie do przebycia. Boruc skrócił go jednak dzięki ledwie trzem meczom w koszulce reprezentacji. ,,Stawiam że najbliższe 10 lat to będzie show jednego człowieka – Artura Boruca. W tej chwili każdy z nich może bronić a decyzje można podjąć tylko będąc na zgrupowaniu, na którym obaj przebywają. Pozycja Jurka jest poważnie zagrożona”- mówił Maciej Szczęsny dla ,,Życia Warszawy”. Była zatem duża szansa na zakończenie serii trwającej od 1997 roku, ostatniego występu bramkarza z Ekstraklasy w meczach o punkty w reprezentacji Polski. Wtedy Szamotulski z Legii strzegł bramki w starciu z Gruzją. Ostatecznie jednak Janas zdecydował się na Dudka i ta passa ciągnie się nadal… Boruc od meczu z Danią jeszcze 3 razy stanął w bramce biało-czerwonych jako piłkarz Legii. Latem 2005 przeszedł do Celtiku a potem nastąpił debiut Boruca w meczu o punkty. Łzy rozpaczy w Dortmundzie, gdy po fenomenalnym meczu w Mistrzostwach Świata z gospodarzami skapitulował w ostatnich sekundach. Był splendor i pochwały od prezydenta, śp. Lecha Kaczyńskiego, po jednym z najgenialniejszych występów w historii polskiego bramkarstwa, gdy na Euro 2008 w pojedynke zatrzymał Austriaków, przepuszczając strzał tylko z rzutu karnego. Były chwile triumfu po nominacji do trzech najlepszych bramkarzy świata w 2007 roku. Była cudowna interwencja z Belgią, wybrana najlepszą obroną kolejki w eliminacjach ME. Były też chwile trudne, jak sławetny błąd z Irlandią Północną czy wyrzucenie przez Smude z kadry. Był wreszcie triumfalny powrót, rekord w liczbie występów na tej pozycji w reprezentacji i udział w EURO 2016, gdzie już z perspektywy ławki rezerwowych cieszył się z pierwszego od 1982 roku awansu do ćwierćfinału wielkiego turnieju. Tę sinusoidę emocji przeżywaną przez tysiące kibiców w całej Polsce przez 13 lat i 196 dni rysował Artur Boruc. Koniec tej drogi nastąpił w piątek 10 listopada 2017 r. na stadionie PGE Narodowym. Dzięki temu uplasował się na drugim miejscu pod względem największej rozpiętości między pierwszym a ostatnim występem w reprezentacji Polski wśród bramkarzy. W Celtiku zyskał miano bohatera klubowego. Nazywany jest tam ,,Holly Goallie”(Święty bramkarz). Z tym klubem 3 razy był mistrzem Szkocji, wywalczył też po razie Puchar Szkocji oraz Puchar Ligi. Później bronił barw Fiorentiny, Southampton i Bournemouth. Z tym ostatnim został mistrzem Championship(drugiego poziomu rozgrywkowego w Anglii). Wszędzie gdzie się pojawiał udawało mu się wywalczyć pozycje pierwszego bramkarza. Po odejściu z Ekstraklasy był między innymi dwukrotnie notowany na trzecim miejscu wśród najlepszych bramkarzy świata.

@Adran360
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

1

@Herato Dokładnie tak!

7

@FCBparasiempre
20-ty dzień lutego 1992 roku na zawsze odmienił oblicze angielskiej piłki klubowej. To wówczas 22 najlepsze zespoły w kraju zrezygnowały z gry w First Division i tym samym, z bycia częścią Football League. Trzy miesiące później powołano do życia rozgrywki, które nadal budzą ogromne emocje wśród kibiców na całym świecie. Powstała najbogatsza i najbardziej kosmopolityczna liga piłkarska w Europie – Premier League. Okres w angielskim futbolu, który upłynął pod znakiem Premier League, obejmuje zaledwie ostatnich 31 lat. Wcześniej forma rozgrywek ligowych znacznie bardziej promowała pomniejsze kluby, a nie – tak jak dziś – sportowych i finansowych gigantów. Tak zwaną The Football League założyło w 1888 roku dwanaście klubów, a po kilku latach dołączyło do nich prawie drugie tyle i rozgrywki podzielono na dwie ligi. Stopniowo chętnych do gry w piłkę przybywało i oprócz First i Second, w 1920 roku powstała także Third Division (rok później skład tej ostatniej rozszerzono i podzielono na Północ i Południe). Oznaczało to, że całą The Football League tworzyło 86 klubów. Ich liczba zwiększyła się do 92 w 1950 roku (nie zmieniło się to aż do początku lat 90.), a osiem lat później rozgrywki zyskały czwarty poziom ligowy. Podwaliny do powstania Premier League położono jeszcze w latach 80., bo to właśnie w tym czasie w angielskiej piłce zachodziły pierwsze wielkie zmiany. Na początku dekady Football League podpisała lukratywny kontrakt na sponsorowanie rozgrywek z firmą Canon; zmieniono też zasady dotyczące podziału dochodów z biletów i odtąd każdy klub mógł zatrzymać dla siebie całość wpływów (zamiast przekazywać jego część do Football League, jak było do tej pory). Jednak lata 80. na zawsze zapisały się w historii angielskiego futbolu głównie ze względu na problemy stwarzane przez chuliganów. Zastrzeżenia budził też stan wielu stadionów, które nie spełniały żadnych wymogów bezpieczeństwa. Szerokim echem odbiła się tragedia na stadionie Valley Parade, do której doszło 11. maja 1985 roku w meczu Bradford City z Lincoln City w Thrid Division. Było to ostatnie spotkanie sezonu, po którym planowano huczne świętowanie sukcesu Bradford, bo zespół już w kwietniu zapewnił sobie awans poziom wyżej. Na trybunach zasiadło 11 tysięcy kibiców, którzy byli świadkami ogromnego pożaru. Tak o wydarzeniach opowiadał John Helm, komentator tego spotkania: Pewien Australijczyk, który odwiedzał syna, skończył palić papierosa, rzucił go na drewnianą podłogę i próbował przygasić stopą. Papieros spadł jednak przez dziurę nieco niżej i mężczyźni zobaczyli lekki płomyk. Szybko wlali do szczeliny kawę i na moment nic nie wskazywało na możliwy pożar. Po kilku chwilach jednak płomień zaczął narastać, więc ojciec i syn pobiegli powiedzieć o tym stewardowi. Gdy wrócili, było już za późno.



Ogień pochłonął drewniane elementy konstrukcji, pochodzące jeszcze z 1909 roku. Na stadionie zginęło 56 osób, a 250 zostało rannych.

Zaledwie dwa tygodnie później, 29. maja, na stadionie Heysel w Brukseli FC Liverpool mierzył się w finale Pucharu Europy z Juventusem. Jeszcze przed rozpoczęciem spotkania fani angielskiej drużyny zaatakowali kibiców z Włoch, w wyniku czego jedna ze ścian stadionu się zawaliła. Życie pod gruzami straciło 39 osób, około 600 odniosło obrażenia, a chuligani walczyli nawet z policją. Aby nie rozzłościć publiczności jeszcze bardziej, postanowiono, że mecz się odbędzie. Juventus wygrał 1:0, a po spotkaniu UEFA wyciągnęła konsekwencje – podjęła decyzję o wykluczeniu angielskich klubów z gry w europejskich pucharach na czas nieokreślony (Liverpool na dodatkowe trzy lata liczone od momentu, kiedy pozostałe drużyny otrzymają zgodę na ponowne występy). Ostatecznie Anglicy wrócili do rywalizacji w Europie w sezonie 1990/91, a Liverpool rok później. To właśnie z Liverpoolem wiąże się najbardziej dramatyczne wydarzenie w historii angielskiej piłki. Doszło do niego 15. kwietnia 1989 roku, czyli w sezonie obchodów stulecia istnienia Football League. Półfinał FA Cup pomiędzy Liverpoolem a Nottingham Forest zatrzymano po 6 minutach, bo na stadionie Hillsborough w Sheffield wybuchła panika. Kibice byli stłoczeni na trybunach wskutek błędów organizacyjnych i nieprawidłowej pracy policji, która postanowiła wyłączyć kołowrotki i otworzyć bramę – dzięki temu kilka tysięcy fanów zgromadzonych przed stadionem otrzymało szansę na wejście do środka przed pierwszym gwizdkiem spotkania. Ci, którzy wydostali się na trybunę, zobaczyli, że nie ma już na niej miejsca; nie było też możliwości przejścia na pozostałe części stadionu. Dodatkowo murawę od rzędów krzesełek oddzielały wysokie płoty. 96 osób zginęło – większość z powodu niedoboru tlenu w organizmie. Tragedia na Hillsborough była bezpośrednią przyczyną opublikowania w styczniu 1990 roku raportu Taylora, który uznał winę policji za wydarzenia z Sheffield i ustalił zasady bezpieczeństwa. Większość klubów odnowiła swoje stadiony lub wybudowała nowe, zlikwidowano miejsca stojące i usunięto płoty. Wprowadzenie tych zmian zbiegło się w czasie ze znakomitym występem reprezentacji Anglii na mundialu w 1990 roku we Włoszech, kiedy to kadra prowadzona przez (wtedy jeszcze nie sir) Bobby’ego Robsona zajęła czwarte miejsce. Angielskie kluby wróciły do gry w Europie, i to z sukcesami, bo w sezonie 1990/91 Manchester United triumfował w Pucharze Zdobywców Pucharów. Na początku lat 90. stało się jasne, że angielska piłka potrzebuje powiewu świeżości. Zespoły z Wysp wyraźnie odstawały od topowych drużyn występujących na Starym Kontynencie (dość powiedzieć, że ostatnim angielskim klubem, który zdobył Puchar Europy, był FC Liverpool w 1984 roku). Rozwiązaniem tego problemu mógł być zastrzyk gotówki dla pierwszoligowych klubów, które nie chciały już dzielić się zarobionymi pieniędzmi z pozostałymi zespołami zrzeszonymi w The Football League. To dlatego w lipcu 1991 roku drużyny z First Division podpisały porozumienie w sprawie utworzenia Premier League. Nowo powstała liga miała być spółką niezależną od Football League i Football Association w kwestiach finansowych (w praktyce oznaczało to swobodę wyboru sponsorów ligi i zawierania kontraktów na transmisje telewizyjne). Od tej pory zyski z najwyższej klasy rozgrywkowej miałby zasilać konta jedynie 22, a nie aż 92 zespołów grających w Anglii. Początkowo na takie rozwiązanie nie chciała przystać Football Association, ale kluby postawiły na swoim i 20. lutego 1992 wszystkie grające w pierwszej lidze zespoły wystąpiły z The Football League. Trzy miesiące później oficjalnie powstała Premier League, i to same należące do niej kluby miały zdecydować, kto otrzyma prawa do transmisji meczów ligi. W międzyczasie The Football League zmieniła swoją strukturę – ligi druga, trzecia i czwarta otrzymały kolejno nazwy First, Second i Third (dziś to Championship, League One i League Two). O zwycięstwo w medialnym wyścigu starały się BSkyB, ITV oraz SBC (Swiss Bank Corporation). BSkyB Ruperta Murdocha (utworzona po fuzji Sky Television z BSB) złożyła Premier League ofertę wspólnie z BBC, która nadawała program „Match Of The Day” i to właśnie ta opcja zwyciężyła podczas głosowania w maju 1992 roku. Dwa kluby wstrzymały się od głosu; BSkyB przekonało 14 klubów, a ITV (która proponowała, że mecze „wielkiej piątki” będą transmitowane najczęściej) sześć – były to Arsenal, Aston Villa, Everton, Leeds, Liverpool i Manchester United. Tottenham poparł ofertę BSkyB, co dało jej 2/3 większości wymaganych do zwycięstwa głosów. Sprzedano też prawa do nazwy rozgrywek, choć początkowo ówczesny prezes FA, Graham Kelly, tak komentował odrzucenie oferty marki Carling: ,,Czystość nazwy FA Premier League powinna być nienaruszalną świętością. No, przynajmniej na ten sezon.”

Ostatecznie od 1993 do 2001 roku liga nosiła nazwę „FA Carling Premiership”, a na jej konto wpłynęło 12 milionów funtów w pierwszych czterech sezonach tej umowy (od 1997 do 2001 Carling musiało zapłacić już w sumie 36 milionów – to wzrost o 300%). Od 2001 do 2004 ligę sponsorowało przedsiębiorstwo Barclaycard, które zapłaciło za tą możliwość 48 milionów funtów. Później sponsorem został bank Barclays (w latach 2004-2007 „FA Barclays Premiership”, a 2007-2017 „FA Barclays Premier League”), który w pierwszy okresie umowy płacił 65.8 miliona funtów, a w drugim już 300 milionów (sic!). Po wygaśnięciu umowy z Barclays zrezygnowano ze sprzedaży praw do nazwy, aby rozgrywki zyskały więcej prestiżu.

W pierwszym, historycznym sezonie Premier League (ruszył 15. sierpnia 1992 roku) wzięły udział 22 drużyny (już od tamtego momentu zakładano, że w przyszłości skład ligi będzie obejmował jedynie 20 zespołów, co udało się osiągnąć pod koniec sezonu 1994/1995, kiedy to cztery kluby spadły do niższej ligi, a awansowały tylko dwa). To jednak nie był jedyny element rewolucji – mecz Nottingham Forest z Liverpoolem z pierwszej kolejki sezonu 92/93 przeszedł do historii jako pierwszy niedzielny mecz transmitowany w telewizji. Jeszcze w tej samej kolejce Queens Park Rangers i Manchester City zagrały w poniedziałek – co również było wydarzeniem bez precedensu. Inauguracyjny sezon Premier League wygrał Manchester United, kończąc tym samym niechlubną serię 26 lat bez zdobycia mistrzostwa kraju. W sumie United okazali się najlepsi w tych rozgrywkach aż 13 razy, co po dziś dzień jest rekordem, a na przestrzeni trzech dekad liga miała zaledwie siedmiu różnych triumfatorów (Manchester United, Blackburn Rovers, Arsenal, Chelsea, Manchester City, Leicester City i Liverpool). Było ich trzech do momentu, gdy w sezonie 2004/2005 ligę wygrała Chelsea zasilana przez pieniądze Romana Abramowicza (klub został mistrzem kraju dopiero drugi raz w swojej historii; na powtórzenie sukcesu musiał czekać 50 lat). Kilka lat później do grona najlepszych dołączył Manchester City (poprzednie mistrzostwo: 1968), tym razem opłacany przez szejka Mansoura, co tylko potwierdziło teorię, że finanse grają w Premier League pierwsze skrzypce. Ostatnich 30 lat obfitowało w wydarzenia wyjątkowe w sensie sportowym. Można zaliczyć do nich chociażby: wyczyn Manchesteru United, któremu dwukrotnie udało się wygrywać Premier League przez trzy sezony z rzędu, drużynę Arsenalu, która nie przegrała ani jednego ligowego meczu w sezonie 2003/2004, Leicester City, które w maju 2016 roku zostało mistrzem Anglii w swoim drugim z rzędu sezonie w najwyższej klasie rozgrywkowej czy wreszcie Liverpool, który w 2020 roku sięgnął po swój pierwszy triumf w Premier League. Obecnie trwa 124. sezon w historii piłki nożnej w Anglii i 31. sezon Premier League. Od momentu jej utworzenia jedynie sześć klubów wystąpiło we wszystkich 31 sezonach – to Arsenal, Chelsea, Everton, Liverpool, Manchester United i Tottenham Hotspur. Co ciekawe, nigdy nie zdarzyło się, aby wszystkie trzy drużyny, które w danym sezonie spadły z Premier League, powróciły do niej w kolejnym. Trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę przepaść finansową dzieląca Premier League i Championship – nagroda za wygranie tej pierwszej to około 40 milionów funtów, podczas gdy zwycięzcy drugiej ligi zarabiają zaledwie około 100 tysięcy funtów. Budżety drużyn występujących w Premier League są zasilane nie tylko przez tzw. equal share za prawa do transmisji meczów (w zeszłym sezonie było to po 84 miliony funtów dla każdego zespołu), ale też bonusy (ich wysokość zależy od tego, ile razy spotkania tych drużyn pokazywano w telewizji oraz które miejsce drużyna zajmie w tabeli – najsłabszy ze spadkowiczów dostaje niewiele ponad 2 miliony funtów). Dla porównania: kluby z Championship otrzymują kwotę pomiędzy 7 a 8 milionów funtów za prawa telewizyjne za sezon (zawiera się w niej equal share, która wynosi 2.5 miliona, „płatność solidarnościowa” od Premier League, czyli 4.5 miliona i bonusy za transmisje konkretnych meczów – po 100 tysięcy funtów każdy). W nieco lepszej sytuacji są spadkowicze, którzy mogą liczyć na tzw. „płatność spadochronową” wypłacaną przez trzy sezony – to odpowiedni procent equal share z danego sezonu Premier League (55% w pierwszym sezonie, 45% w drugim i 20% w trzecim, co obecnie daje odpowiednio 40, 35 i 15 milionów funtów). Wypłatę w trzecim sezonie dostaną tylko te kluby, które przed spadkiem grały w Premier League dłużej niż przez jeden sezon. Łatwo zauważyć, że obecny system rozgrywek obok aspektów czysto sportowych promuje też umiejętne zarządzanie klubem i trafiającymi do niego pieniędzmi.

8

Wybitne legendy argentyńskiego futbolu:

20 lutego 1933 r. urodził się Humberto Dionisio Maschio, legendarny napastnik. Mistrz Argentyny, mistrz Włoch, zdobywca Copa Libertadores(z Racingiem Club w 1967 r.), zdobywca Pucharu Interkontynentalnego, również z Racingiem w 1967 i wreszcie zdobywca Copa America z 1957 r. Maschio to dziecko Racingu, gdyż urodzony w dzielnicy Avellaneda i chociaż zaczynał w Arsenal Sarandi, ,,Akademia” szybko upomniała się o obiecującego młodzieńca. Ustawiony akurat pomiędzy Corbattą i Angelillo, zadebiutował w lidze w 1955 a już rok później grał w reprezentacji. W kadrze w przeciągu zaledwie 2 lat(1956-57) osiągnął rewelacyjną przeciętną: w 12 meczach strzelił… 12 goli! Opanowany, poważny i ponadprzeciętnie inteligentny zarówno na boisku jak i poza nim, solennie zasłużył na przydomek ,,Bocha” czyli głowa. Bowiem Maschio głównie tą częścią ciała posługiwał się w grze. Owszem główkował dobrze, lecz przede wszystkim myślał. Zimny i rozważny momentalnie wyrósł na wybitnego stratega linii ataku. Proporcjonalnie zbudowany(176 cm i 76 kg) silny i skoczny, dryblował i strzelał nie gorzej od innych. Jednak wszystko to robił ekonomicznie, żadnego zbędnego ruchu, żadnej kiwki ponad rzeczywistą potrzebe. Po mistrzowsku wiązał akcje całej piątki, zmieniał rytm gry i dyktował tempo. Zdumiewał mrówczą pracowitością; bezpośrednio po stracie piłki angażował się w jej odzyskanie. Wkrótce po Copa America wykupiła go włoska Bolonia. We Włoszech zapisał piękną karte. Dla Bolonii w latach 1957-59 strzelił 13 goli w 43 meczach, po czym z równym powodzeniem występował w Atalancie(1959-62, 80 meczów i 22 gole), w Interze(1962-63, 15 meczów i 4 gole) a wreszcie w Fiorentinie(1963-66, 51 meczów i 11 goli). Kiedy wydawało się że ta błyskotliwa kariera dobiegła końca, Maschio zadziwił wszystkich. Od zamiaru zawieszenia butów na kołku odwiódł go dawny kolego z boiska, trener Racingu Juan Pizzuti. W 1966 powrócił do swojego starego klubu i w imponującym stylu poprowadził go do ligowego mistrzostwa. Do gry odnowionego, świetnego zespołu(Cejas, Perfumo, Basile, Cardeñas, Rulli) wniósł całą nabytą wiedze i mądrość wytrawnego reżysera. Racing w ogromnej mierze dzięki jego przywództwu, stworzył nową jakość w argentyńskim futbolu: ,,dinamica collectiva”, zespołowy dynamizm. Pod wodzą Maschio ,,Akademia” zdobyła Copa Libertadore i jako pierwszy klub Argentyny, po dramatycznych meczach ze szkockim Celtikiem została w 1967 roku klubowym mistrzem świata!

@Adran360
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
@Sysia11

10

Na San Siro górą Milan:

20 lutego 2013 r. AC Milan pokonał FC Barcelone 2:0 w 1/8 Ligi Mistrzów. Milan nie mógł skorzystać z pozyskanego z Manchesteru City Balotellego a w Blaugranie z kontuzją grał Xavi. Ostatecznie to zespół prowadzony już przez Jordiego Roure, który zastąpił Tito Vilanove po tym, jak u następcy Guardioli wykryto nowotwór, wyraźnie przegrał na San Siro 0:2.

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360

0

@Cvzx No tak ale nie tylko samym serwisem Iga potrafiła wygrywać mecze...
a jaki jest tego powód że grała średnio...?

0

@Eklerek Jeśli wystarczy bardzo dobrze wyglądać na turnieju i wygrać z pięciokrotną zwyciężczynią wielkoszlemowych turnieji i drugą rakietą świata, to wiele tenisistek badzo dobrze wygląda. Dlaczego akurat tej młodej siksie się udało?

0

Co się dzieje z naszą kochaną Igą? Żeby tak gładko przegrać z jakąś młodziutką siksą! O co tu chodzi?

10

Tym razem Neeskens zastąpił Rijkaarda:

20 lutego 2008 r. Blaugrana grała w ⅛ Lidze Mistrzów o posadę Franka Rijkaarda. Media plotkowały że Joan Laporta pozostaje w stałym kontakcie z Jose Mourinho i jest gotów zatrudnić go u siebie. Na Celtic Park, gdzie holenderski szkoleniowiec musiał zasiąść na trybunach a zespół poprowadził Johann Neeskens (przed sezonem zastąpił w roli asystenta Henka ten Cate), Barça jednak wygrała 3:2 po dwóch golach Messiego(18 i 79 minuta) oraz Henry’ego(52 minuta), mimo że do czasu strzelenia gola przez Francuza przegrywała 2:1. Artur Boruc pomimo puszczenia trzech goli został uznany najlepszym graczem meczu. W rewanżu naznaczonym kontuzją Leo Messiego też spisał się wybornie chroniąc zespół przed wyższą niż 0:1 porażką. Przypominam że Boruc obchodzi dzisiaj urodziny, więc jeszcze o nim wspomnę…



Jubileusz ,,Pepa”:

20 lutego 2010 r. Josep Guardiola rozegrał swój setny mecz na ławce rezerwowych jako trener FCB. Blaugrana pokonała wówczas Racing Santander 4:0 a największą gwiazdą wieczoru był młodziutki Thiago Alcantara- syn Mazinho, mistrza Świata z 1994 r. W pierwszych stu spotkaniach Guardiola zanotował aż 71 zwycięstw i był to drugi najlepszy wynik w historii klubu. Rekordzistą jest Helenio Herrera, który w pierwszych stu meczach wygrał 72 razy, tyle że Pep przegrał w tym samym czasie o 6 meczów mniej.



@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

0

@partymaker Jaki mecz?

1

Co to za losowanie 1/8 Ligi Mistrzów kiedy już dobiera się potencjalnego przeciwnika?

9

Wyjątkowe legendy futbolu:

19 lutego 1954 r. urodził się Sócrates Brasileiro Sampaio de Souza Vieira de Oliveira, legenda brazylijskiego futbolu. Z dwóch mistrzostw świata nie przywiózł medalu, tylko raz otrzymał nagrodę dla najlepszego zawodnika kontynentu, futbolem - jak sam mówił - zajął się przypadkowo, bo nigdy się nim nie interesował. Brazylijczycy jednak uważają go za jednego z najlepszych graczy, którzy nosili kanarkową koszulkę reprezentacji, a dla kilku pokoleń kibiców na świecie Socrates był synonimem piłkarza wirtuoza. Choć miał aż 193 cm wzrostu, z piłką wyczyniał cuda. Jego podania rozbrajały najszczelniejsze defensywy. - Wybierał optymalne rozwiązania, wiedział, gdzie pobiegnie kolega i rywal. Imponował nieszablonowym dryblingiem - wspomina Stefan Majewski. Słynął z zagrań piętą. Pele uważał, że Socrates grał lepiej tyłem niż większość przodem. - Na boisku zachowywał się dostojnie. Grał czysto. Rywalizowanie z nim było przyjemnością. Mało biegał, ale imponował inteligencją i wyszkoleniem technicznym - mówi Zbigniew Boniek. Obaj Polacy grali przeciw Socratesowi w 1/8 finału MŚ w 1986 r. Przegraliśmy wtedy 0:4. Socrates wyżej od sukcesów na boisku cenił te, które odniósł poza nim. Historia Socratesa nie jest typową opowieścią o brazylijskim piłkarzu, który wychował się w faweli, szybko rzucił szkołę, a młodość spędził na ulicy, uganiając się boso za zdartą piłką. Jego ojciec życie spędził z nosem w książkach, dorobił się olbrzymiej biblioteki, najstarszemu synowi podsuwał dzieła antycznych filozofów. - Moi młodsi bracia nazywają się Sofokles i Sostenes. To o ojcu mówi wszystko - wspominał Socrates. Sam między treningami czytywał nie tylko greckich filozofów, ale i dzieła Machiavellego oraz Hobbesa. Fascynowali go Che Guevara, John Lennon i Fidel Castro. Dlatego jeden z sześciu synów Socratesa otrzymał imię po kubańskim dyktatorze. Gdy matka spytała go, czy nie obawia się, że imię Fidel może być dla dziecka obciążeniem, spytał ją tylko, gdzie była, kiedy ojciec wybierał imię dla niego. Jak na lewicowca przystało, wprowadził w klubie "demokrację Corinthians". Brazylią rządziła wówczas wojskowa dyktatura, a Socrates uważał, że szefowie klubu traktują piłkarzy jak generałowie obywateli. Wymusił na działaczach, by decyzje podejmowano, głosując. Zaczęło się od spraw błahych, każdy - od sprzątaczki po prezesa - decydował, kiedy drużyna zje obiad i jakich piłkarzy sprowadzić. Później zawodnicy decydowali, czy wyjdą na boisko w koszulkach z napisem "democracia", czy wypisanym wezwaniem do udziału w wyborach.

Wtedy zaprzyjaźnił się z Luizem Inácio Lulą da Silvą, sławnym działaczem związkowej opozycji, prezydentem kraju po obaleniu wojskowej dyktatury. Razem brali udział w demonstracjach przeciw torturowaniu więźniów politycznych. W 1984 r. przed 1,5 mln ludzi Sokrates obiecał, że jeśli dojdzie do wolnych wyborów, odrzuci propozycję gry we Włoszech. Wtedy jeszcze się nie udało i Socrates na rok przeniósł się do Fiorentiny. Był krytykiem współczesnego futbolu. Tłumaczył, że coraz lepiej zbudowani fizycznie piłkarze mają na boisku mniej miejsca, grają z pierwszej piłki, przez co mecze są coraz brzydsze. - W 1970 r. zawodnik biegał ok. 4 km w każdym meczu, teraz prawie cztery razy więcej. Inne sporty dostosowały się do zmian, a w piłce wciąż obowiązują te same przepisy. Dziś powinno się grać dziewięciu na dziewięciu - uważał Socrates. Nie oszczędzał też selekcjonerów reprezentacji Brazylii. Na mundialu w 2002 r. defensywne pomysły trenera Luiza Felipe Scolariego nazwał "kupą g.". Na mistrzostwach świata w RPA kibicował Hiszpanom, bo uważał, że prowadzona przez Dungę reprezentacja Brazylii wyrzekła się korzeni. - Zwycięstwo nie może być celem samym w sobie. Artyzm i piękno to także część tej gry - mówił, a rodacy słuchali kapitana ostatniej reprezentacji "Canarinhos", która swą grą wprowadzała kibiców w ekstazę.

Brazylia z 1982 r. uchodzi do dziś za najlepszy zespół, który nie zdobył mistrzostwa świata. I jest przez rodaków cieplej wspominana od grających nudno zwycięzców mundialu z 1994 r. Brazylia, uważana za faworyta turnieju w Hiszpanii, potrzebowała remisu z Włochami, by awansować do półfinału. Choć na 20 minut przed końcem było 2:2, dowodzeni przez Socratesa "Canarinhos" nie zrezygnowali z ataków. Włoch Paolo Rossi zdobył swoją trzecią bramkę i Brazylijczycy przegrali 2:3. Cztery lata później odpadli w ćwierćfinale po rzutach karnych z Francją, a pierwszej jedenastki nie wykorzystał Socrates. - Nie ubolewałem nad porażkami, jestem dumny, że grałem na dwóch mundialach i byłem częścią fantastycznego zespołu z 1982 r. - mówił. Po zakończeniu kariery pisał felietony, w których rzadko zajmował się futbolem. Bardziej interesowały go polityka i ochrona środowiska. Choć skończył medycynę i otworzył klinikę, zdrowiem nigdy się nie przejmował. Od 13. roku życia palił kilka paczek papierosów dziennie, dziennikarzom opowiadał, że tysiące razy próbował rzucić nałóg, ale determinacji starczało mu na kilka godzin. - Umrę na raka lub rozedmę płuc - mówił kilka lat temu. Zabił go jednak alkohol. Jego przyjaciele opowiadają, że niezależnie od tego, ile w siebie wlał, nigdy nie był pijany. Socrates zaprzeczał, że jest alkoholikiem, ale przyznawał, że "lubi łyknąć sobie rano i po południu". W ostatnich tygodniach miał problemy z wątrobą, czekał na przeszczep.

Grał w Botafogo (1974-78), Corinthians (1978-84), Fiorentinie (1984-85), Flamengo (1988-89) i Santosie (88-89). W 2004 r., po 50. urodzinach, zagrał kilka minut w meczu amatorskiego angielskiego Garforth Town. W reprezentacji wystąpił 60 razy, strzelił 22 gole. Miesięcznik "World Soccer" uznał go za 61. spośród najlepszych piłkarzy w dziejach.

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360

8

Zasłużone postacie polskiego futbolu:

19 lutego 1940 roku w Warszawie urodził się Andrzej Michał Strejlau, absolwent stołecznej AWF, w młodości uprawiał w warszawskich klubach piłkę nożną i ręczną. Podczas mistrzostw świata 1974, zakończonych wielkim sukcesem polskich piłkarzy(trzecie miejsce), a także na igrzyskach olimpijskich 1976 (drugie miejsce) był asystentem w sztabie szkoleniowym Kazimierza Górskiego, natomiast później - kolejnego trenera kadry Jacka Gmocha. W 1989 roku został selekcjonerem reprezentacji Polski, którą prowadził do 1993 roku. Jako szkoleniowiec ligowy trenował m.in. Legię Warszawa (dwukrotnie: 1975-79 i 1987-89, Puchar Polski) i Zagłębie Lubin. Pracował także w klubach zagranicznych - z Islandii (Fram Reykjavik), Grecji (AE Larisa) oraz Chin (Szanghaj Shenhua). Wielki pasjonat futbolu, od lat ceniony komentator i ekspert w różnych stacjach telewizyjnych. Znawca piłki w wydaniu międzynarodowym i krajowym, zarówno seniorskim jak i juniorskim. Wciąż w dobrej formie, którą - jak przyznaje - zawdzięcza m.in. nauczycielom z czasów szkolnych. "Jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne, wspomnę o warszawskim liceum, popularnej "jedynce" (na Żoliborzu), którą kończyło wiele znanych osób, m.in. mój kolega prof. Zbigniew Religa. Miałem tam świetnego nauczyciela wychowania fizycznego, pana Czerwińskiego. Kładł duży nacisk na wszechstronne zajęcia. Ci, którzy uprawiali gimnastykę, na różnych przyrządach, musieli również ćwiczyć dyscypliny drużynowe. To się później bardzo przydało" - przyznał Strejlau. Pan Andrzej nie ukrywa, że miał szczęścia do spotykania na swojej drodze wspaniałych ludzi. "Jestem wychowankiem Jerzego Talagi, do PZPN ściągnął mnie Ryszard Koncewicz, a później w reprezentacji pracowałem przy Kazimierzu Górskim" - wspomina. Strejlau jest od lat niekwestionowanym autorytetem wśród trenerów. "Zawsze starałem się trzymać określonych zasad. Pamiętajmy, że szkoleniowców zmienia się często. Najważniejsze, żeby umieć zachować swoją filozofię postępowania. Trzeba mieć cały czas swoje zdanie, bez względu na okoliczności i problemy. Przecież trener, podpisując kontrakt, tak naprawdę podpisuje jednocześnie swoje... zwolnienie. Tak jest na całym świecie" - podkreślił. Jak dodał, w przypadku szkoleniowców ważna jest również odpowiedzialność za drużynę. "Wszelkie analizy zawsze trzeba rozpoczynać od siebie, a nie od zespołu. Czasami trenerzy mówią po porażkach, że biorą winę na siebie. A przecież to oczywiste. Kolejne przesłanie dla młodszych kolegów - niech słuchają wszystkich. Będą zdania mądrzejsze, głupsze, ciekawe lub nie, ale na koniec trzeba samemu podjąć decyzję. To trener musi mieć ostatnie zdanie" - zaznaczył Strejlau. Sam przyznaje, że pełnił prawie wszystkie funkcje w PZPN. M.in. przewodniczącego Kolegium Sędziów, szefa wydziału szkolenia, a nawet rzecznika prasowego. Był również prezesem Stowarzyszenia Trenerów Piłki Nożnej. W 1999 roku odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. W swoim bogatym życiorysie ma także... epizod w popularnym, zwłaszcza wśród młodzieży, filmie fabularnym (komedia "Poranek kojota", reż. Olaf Lubaszenko).

@Adran360
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

8

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

19 lutego 1931 r. w Nowym Bytomiu urodził się Marceli Strzykalski, waleczny i dysponujący niespożytymi siłami pomocnik. Wychowywał się w Nowym Bytomiu, dzielnicy Rudy Śląskiej. Jego sąsiadem z podwórka był Lucjan Brychczy. Przygodę z piłką zaczynał jeszcze w czasach okupacji. Kiedy w 1945 r. rodzice przeprowadzili się do Bobrka, Marceli próbował swoich sił w Szombierkach, ale nie zrobił tam na nikim wrażenia. Jako młody piłkarz był zawodnikiem śląskich klubów – Pogoni Nowy Bytom i Bobrka Bytom. Później przeniósł się do Sosnowca, choć proponowano mu grę w hutniczym Baildonie, ale działacze Zagłębia powiedzieli mu, że klub wkrótce zostanie rozwiązany, więc Strzykalski wybrał występy w Sosnowcu. W 1951 r. trafił do Garnizonowego WKS Kielce. Oprócz gry w piłkę próbował swoich sił w sportach walki. Kiedy grał w Bytomiu, to zimą po zakończeniu sezonu przychodził na halę i walczył na zapaśniczej macie. W Kielcach zgłosił na treningi bokserskie, bo jako sportowiec nie musiał wtedy brać udziału w ćwiczeniach młodego rocznika. W klubie brakowało boksera wagi ciężkiej, więc Strzykalski sporo przybrał na wadze, żeby osiągnąć odpowiedni limit i nawet stoczył kilka oficjalnych walk. Z Kielc przeniesiono go do Krakowa, gdzie został zawodnikiem Wawelu.

W 1953 r. pod okiem trenera Artura Waltera zespół zdobył nieoczekiwanie wicemistrzostwo Polski, mając w składzie takich graczy jak Edmund Kowal, Czesław Uznański, Eugeniusz Piechaczek czy właśnie Strzykalski. Nie mogło być tak, że Okręgowy Wojskowy Klub Sportowy, jakim wówczas był Wawel, jest lepszy od klubu centralnego, jakim była Legia. Wawel rozwiązano, a najlepsi jego piłkarze trafili do Warszawy. Wśród nich był też Strzykalski. Na debiut w ekstraklasie w barwach nowego klubu musiał jednak czekać do 17 października, kiedy to wystąpił w meczu z ŁKS-em. Zaprezentował się na tyle dobrze, że trener János Steiner stawiał na niego konsekwentnie do końca sezonu. Rok później, kiedy Legia pod wodzą Węgra sięgała po tytuł mistrzowski i po puchar Polski, to Strzykalski był jednym z ważniejszych ogniw drużyny. Sukces ten powtórzył w kolejnej kampanii, ciekawostką jest fakt, że w meczu z Odrą Opole 15 kwietnia 1956 r. przez kilka minut zastępował w bramce opatrywanego Szymkowiaka. W Legii razem z Edmundem Zientarą stworzył najlepszą klubową parę pomocników. Na Łazienkowskiej występował do 1963 r. Zagrał dla klubu w 162 meczach i zdobył 15 goli. Grał twardo i czasami ostro. Zdarzało się, że sędziowie wyrzucali go z boiska, ale swoją walecznością zdobył serca kibiców. Po odejściu z Legii grał jeszcze przez rok dla Warszawianki. W biało-czerwonych barwach pierwszy raz wystąpił w 1952 r. jeszcze jako zawodnik Wawelu. Wystąpił w wygranym 3:0 meczu z NRD, a w 58. minucie został zmieniony przez Czesława Suszczyka. To właśnie ten piłkarz blokował mu miejsce w kadrze przez kolejne lata. Na szansę w reprezentacji czekał cztery lata, kiedy trener Koncewicz wystawił go zremisowanym 0:0 meczu Norwegią. W drużynie narodowej występował z mniejszym lub większymi przerwami do 1961 r., kiedy to zagrał w starciu z RFN, które Polacy przegrali 0:2. W Reprezentacji rozegrał 17 meczów.

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Adran360

8

Mecz w cieniu katastrofy:

19 lutego 1958 roku Manchester United powrócił z piekła. W trzynasty dzień po katastrofie w Monachium miał miejsce przełożony mecz piątej rundy Pucharu Anglii z Sheffield Wednesday. W zimny, lutowy wieczór na ,,Old Trafford” zebrało się 60 tysięcy oddanych fanów „Czerwonych Diabłów”. Wielu z nich miało na sobie biało-czerwone szaliki owinięte czarnymi wstęgami. Większość płakała. Kibice otrzymali programy meczowe bez wpisanego składu gospodarzy i to spiker zawodów zachęcał obecnych do własnoręcznego wypełnienia dokumentu. Asystent sir Matta Busby’ego – Jimmy Murphy – który podjął się misji odbudowania klubu podczas czasowej absencji bossa, do ostatnich chwil przed meczem kompletował skład. Po latach wspominał zakontraktowanie Stana Crowthera: ,,Eric Houghton był managerem w villa w tym czasie i powiedział stanowi, ze my się nim interesujemy. Stan nie chciał opuszczać aston villa, ale Eric zabrał go na Old Trafford na mecz z Sheffield Wednesday. Po drodze powiedział mu, ze chciałby, żeby Stan pomógł nam, ale ten odparł, ze nie wziął ze sobą stroju. „Nie martw się, mam twoje buty w bagażniku” – powiedział Eric. Spotkaliśmy się o 17.30 i godzinę przed rozpoczęciem meczu Stan podpisał kontrakt! Cytat ten pokazuje dobitnie, w jaki sposób była budowana jedenastka United. Gdyby nie pomoc managerów z całej Anglii, zapewne ciężko byłoby doprowadzić nie tylko do tego spotkania, ale i tak rychłej odbudowy klubu. Z pośród graczy, którzy przeżyli katastrofę lotniczą, w tym meczu wybiegł tylko bramkarz Harry Gregg i obrońca Bill Foulkes. Junior Ian Greaves, który zastępował Rogera Byrne’a, powiedział po meczu: ,,Pamiętam, że w szatni było bardzo cicho. Przebierałem się w miejscu, gdzie zwykle siedział Roger. Miałem na sobie jego koszulkę…”.

Nowym graczem w składzie był również Shay Brennan – Irlandczyk, który nie mógł sobie wymarzyć lepszego debiutu. To właśnie jego dwie bramki znacząco przyczyniły się do zwycięstwa Manchesteru United. Trzecią dołożył Alex Dawson. „Czerwone Diabły” grające ku czci swoich zmarłych kolegów, niesione dopingiem publiczności zdemolowały rywala z Sheffield 3:0. Jednak tego wieczoru nie wynik był najważniejszy. Rozdarte bólem i cierpieniem serca fanów radowały się jednocześnie, ponieważ ich klub(wielki Manchester United) nie upadł. Nawet po tak wielkiej tragedii, dzięki pomocy swoich rywali, podniósł się i pokazał światu, że był, jest i będzie wielki, a jego czerwone niczym krew ofiar koszulki wzbudzać będą strach wśród konkurentów przez lata.

@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

12

Pogrom na Osasunie i hattrick Romario:

19 lutego 1994 r. FC Barcelona rozgromiła na Camp Nou Osasune Pampelune 8:1 w ramach 24 kolejki Primera Division. Hattrickiem popisał się genialny brazylijski napastnik Romario. Pozostałe gole zdobywali: Koeman(2 gole z rzutów karnych), Amor, Quique Estebaranz oraz Stoiczkow(również z rzutu karnego). Po tej kolejce Barça zajmowała 3 pozycje z dorobkiem 30 punktów, tracą 6 punktów do prowadzącego Deportivo La Coruña.

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360

0

@esem91 Chciałbym w to wierzyć! Te dziadygi zrobią(potriafią zrobić) wszystko żeby dzisiaj awansować. Real to nie Atalanta...

8

Kultowy stadion Dumy Katalonii:

19 lutego 1922 r. rozpoczęto budowę słynnego stadionu Blaugrany: Camp de Les Corts. FC Barcelona kupiła za 960 tysięcy peset tereny na końcu ulicy Les Corts i 19 lutego 1922 rozpoczęła tam budowę nowego stadionu na 25 tysięcy osób, który zainaugurowano 20 maja tego samego roku. Później pojemność zwiększono do 30 tys., następnie dzięki małym trybunom po sześć siedzeń dostawionym tuż przy boisku – do 45 tysięcy, aż w końcu do 60 tysięcy. Wszystko przez ogromne zainteresowanie kibiców, zafascynowanych występami zwłaszcza takich zawodników jak Samitier, Alcântara, czy Zamora. Na początku boisko nie miało trawy, ale musiano ją posiać w 1926 roku w związku z wymaganiami Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej. Obiekt powstał około kilometra od zbudowanego trzy dekady później Camp Nou, pomiędzy istniejącymi do dziś ulicami Numancia, Travessera de les Corts, Vallespir i Marques de Sentmenat. W uroczystości uczestniczyło około 2,5 tys. kibiców, wśród nich Joan Gamper oraz przedstawiciele innych klubów katalońskich i hiszpańskich, między innymi Athleticu Bilbao i Realu Madryt. Pierwszy mecz na legendarnym Les Corts FC Barcelona rozegrała przeciwko drużynie Saint Mirren i zwyciężyła 2:1. Premierową bramkę zdobył nie kto inny jak Paulino Alcântara. Stadion przy Les Corts jest symbolem pierwszej złotej ery w historii Blaugrany, która trwała przez całe lata 20-te. Jest również symbolem niesamowitej ekspansji i rozwoju klubu, ponieważ musiał być cały czas rozbudowywany. Kolejne rozbudowy nie były jednak w stanie zmienić faktu, że był on za mały na potrzeby rosnącego w siłę zespołu. 21 kwietnia 1957 roku remisem 1:1 zakończyło się spotkanie FC Barcelony z Sewillą, które było jednocześnie ostatnim meczem na stadionie Les Corts. W 1966 roku został on ostatecznie zburzony a w jego miejscu znajduje się dziś ,,Parc de Les Corts”.

@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

2

@Safrani No ma, gdyż to wybitny był piłkarz na swojej pozycji...

5

@FCBparasiempre
Gary Neville to piłkarz, który zasłynął ze swojej nieograniczonej miłości do Manchesteru United. Ulubieniec trybun zajmuje 5 miejsce pod względem liczby występów w barwach klubu z Old Trafford. Anglik zakończył karierę piłkarską w 2011 roku, ale wciąż jest na ustach kibiców piłki nożnej, za sprawą swojej kariery w roli eksperta Sky Sports. Oto jego historia. Gary Neville urodził się 18 lutego 1975 roku w miejscowości Bury. Od samego początku popisywał się wysokimi umiejętnościami w grze w obronie tak samo, jak jego młodszy o dwa lata brat Phil. W wieku szesnastu lat dołączył do akademii piłkarskiej Czerwonych Diabłów i szybko zaskarbił sobie uwagę Sir Alexa Fergusona. Będąc kapitanem młodzieżowej drużyny United, zdobył Fa Youth Cup w 1991 roku. Szybko wspinał się w hierarchii klubowej i już następnego lata zadebiutował w pierwszej drużynie Manchesteru United, kiedy ta mierzyła się z Torpedo Moskwa w Pucharze UEFA. Młody obrońca należał do młodzieżowej rewolucji, która w latach 90. odmieniła oblicze klubu z Old Trafford. Wraz z Garym Nevillem do tej rewolucji należeli do niej tacy piłkarze jak Ryan Giggs, Paul Scholes, czy David Beckham. Kariera Gary’ego Nevilla zaczęła się rozwijać wraz z rozpoczęciem 1994 roku. Wtedy to zadebiutował w reprezentacji Anglii, występując w czterech spotkaniach na Euro 1994, dochodząc aż do półfinału. Dołączył także do pierwszej jedenastki United w wyniku kontuzji Paula Parkera. Także w tym samym sezonie do pierwszej drużyny został powołany jego brat Phil, który w przeciwieństwie do Gary’ego, grał na lewej obronie. Obrona złożona z braci Neville już od samego początku pomogła Manchesterowi w zdobywaniu trofeów, takich jak mistrzostwo Premier League i FA Cup w sezonie 1995/96. Manchester United w 1997 roku ponownie wygrał ligę, a Gary Neville w końcu doczekał się pierwszej bramki w swojej karierze w zremisowanym 3 do 3 meczu przeciwko Middlesbrough. Łącznie w swojej karierze tylko siedem razy trafi do siatki. Następny sezon Czerwone Diabły zakończyły w cieniu Arsenalu, który wygrał ligę i FA Cup, ale w sezonie 1998/99 to United ponownie zostało najlepszą drużyną Anglii. W lidze wyprzedzili Arsenal o jeden punkt, a w finale FA Cup odnieśli zwycięstwo nad Newcastle. Po pokonaniu Bayernu Monachium w dramatycznym finale Pucharu Ligi Mistrzów, Gary Neville nie tylko świętował zdobycie potrójnej korony, ale także najlepszy sezon w karierze, gdyż zagrał w aż 54 meczach we wszystkich rozgrywkach. W kolejnych sezonach Gary Neville był nieodłączną postacią swojego zespołu, do którego przychodziły kolejne gwiazdy w postaci Cristiano Ronaldo, Wayna Rooneya, Rio Ferdinanda czy Edwina van der Sara. Obrońca z czasem wyrósł na lidera swojej szatni i w listopadzie 2005 roku otrzymał opaskę kapitana, kiedy z zespołu odszedł dotychczasowy kapitan Roy Keane. Niestety w marcu 2007 roku Neville doznał kontuzji w meczu z Bolton Wanderers. Kontuzja sprawiła, że zakończył swoją przygodę z reprezentacyjną i zabrakło go w finale Ligi Mistrzów, gdzie Manchester pokonał Chelsea w rzutach. Okres ponad rocznej rekonwalescencji poświęcił życiu prywatnemu, poślubiając swoją dotychczasową partnerkę Emmę Hadfield. Powrócił do gry w sezonie 2008/2009 ale problemy ze zdrowiem sprawiły, że nie zawsze się pojawiał w wyjściowej jedenastce United. Mimo wszystko, w ostatnich latach, rozgrywał ponad 20 spotkań rocznie i wciąż był cennym piłkarzem dla swojego ukochanego klubu, któremu pomagał w zdobywaniu kolejnych trofeów. Wciąż był gotów do powrotu do reprezentacji, co sam przyznał w wywiadzie dla The Times przed mistrzostwami świata w RPA. „Nie oszukujmy się, mam już 35 lat na karku i od ponad roku nie grałem w kadrze. Skupiam się na występach w klubie, jednak jeśli Fabio Capello znajdzie dla mnie miejsce w składzie reprezentacji Anglii, to na pewno mu nie odmówię”. Jego nieustępliwość w pomaganiu reprezentacji i klubowi nie mogła trwać wiecznie. Już nie udało mu się wrócić do takiej formy, by ponownie zostać powołanym do reprezentacji, a kariera klubowa także kroczyła ku końcowi. Gary Neville przez całą sportową karierę był związany z Manchesterem United i nie wyobrażał sobie kończenia kariery w innym klubie. Ostatecznie 2 lutego 2011 roku, niedługo przed swoimi 36 urodzinami, postanowił zawiesić buty na kołku. Spędził łącznie 20 sezonów z pierwszą drużyną United i zapisał się w historii piłki nożnej do wąskiego grona sportowców takich jak m i.n Paolo Maldini czy Francesco Totti, którzy całą swoją karierę spędzili tylko i wyłącznie w jednym klubie.

Gary Neville pomimo niewysokiego wzrostu (1.80 m), był świetnym obrońcą, rozgrywającym i piłkarzem asekurującym luki w obronie, kiedy pozostali koledzy z drużyny ruszali do ofensywy. Sam też uczestniczył w wielu rajdach, ale brakowało mu umiejętności technicznych i ofensywnych, co nie było wielką przeszkodą przy innych talentach. Jego styl gry był bardzo prosty, gdyż nie wychodził ze swojej roli prawego obrońcy: „Eric Harrison, trener zespołu młodzieżowego, w którym grałem miał na mnie, nieświadomy wtedy, wpływ poprzez to, jak kazał nam oglądać mecze. Jako juniorzy Manchesteru United oglądaliśmy każdy mecz seniorów na Old Trafford. I on nalegał, powtarzał nam, byśmy nie patrzyli na piłkę i to gdzie ona leci, tylko oglądali mecz przez pryzmat naszej pozycji. Więc jeśli ktoś był bocznym obrońcą, to przez całe spotkanie śledził grę Denisa Irwina i Paula Parkera. Nawet jeśli piłka była na lewym skrzydle, to ja patrzyłem na to, jak ustawiał się prawy obrońca. Co robił, jaką część boiska asekurował, w którym momencie podłączał się do ataku.” Przez większość swojej kariery klubowej i reprezentacyjnej (378 spotkań) współpracował z Davidem Beckhamem grającym na prawej pomocy. Ich porozumiewanie się na boisku było niemal perfekcyjne. Często w trakcie kreowania akcji ofensywnych, Neville wybiegał na skrzydło, by odciągnąć obrońców rywali. Wtedy Beckham, słynący z precyzyjnych dośrodkowań, otrzymywał więcej wolnego pola do zagrania bezpośredniej piłki w pole karne rywala. Jednocześnie, w trakcie takich wypadów Nevilla, Beckham asekurował jego pozycję w obronie, na wypadek kontrataku rywali. Ten prosty podział ról sprawdzał się przez wiele lat, a piłkarze zaprzyjaźnili się ze sobą, także w życiu prywatnym. Gary Neville wystąpił w 85 meczach reprezentacji Anglii, najwięcej w historii spośród wszystkich prawych obrońców. Zadebiutował pod wodzą trenera Terry’ego Venablesa przeciwko Japonii w czerwcu 1995 roku. Dwukrotnie brał udział w mistrzostwach świata (1998, 2006, Mundial w 2002 pominął z powodu kontuzji) i trzykrotnie na Euro (1996, 2000, 2004). Nigdy nie zdobył żadnej bramki. Razem ze swoim bratem Philem Nevillem są rekordzistami wszechczasów w ilości występów braci dla tej samej reprezentacji: 142 spotkania. Gary Neville ośmiokrotnie wygrywał Premier League i pięciokrotnie był wybierany do drużyny roku Premier League. Trzykrotnie wygrywał FA Cup, EFL Cup i Tarczę wspólnoty, a także dwukrotnie sięgnął po Puchar Ligi Mistrzów: w 1999 i 2008 roku. We wszystkich rozgrywkach rozegrał łącznie 602 spotkania w koszulce Manchesteru United, co czyni go piątym najczęściej występującym piłkarzem w historii Czerwonych diabłów. Rozegrał 400 spotkań w Premier League, a 148 razy drużyna z nim w składzie zachowała czyste konto. Strzelił łącznie 7 goli, 5 w Premier League, 2 w rozgrywkach pucharowych. Po zakończeniu kariery piłkarskiej Gary Neville nadal chciał wiązać swoje życie z piłką nożną. Tuż po zakończeniu kariery przeszedł do telewizji Sky Sports w roli eksperta. Chciał jednak spróbować swoich sił także w karierze trenerskiej i w latach 2012-2016 był asystentem trenera w Reprezentacji Anglii. Dodatkowo, w trakcie sezonu 2015/16, prowadził hiszpańską Valencie. Niestety jego umiejętności trenerskie odbiegały od umiejętności piłkarskich i po zwolnieniu z funkcji trenera poprzestał na dalszym poszukiwaniu pracy w tej roli. Powrócił do swojej roli eksperta w telewizji Sky Sports, którym pozostaje aż do tej pory. Jest bardzo ceniony za swój profesjonalny styl podchodzenia do piłki nożnej jako całości, a nie tylko do zdobywanych goli. Tak skomentował sytuacje, kiedy swego czasu Charlie Adam strzelił bramkę z połowy boiska: „Jeśli miałbym zanalizować taką bramkę, to po prostu puściłbym ją w normalnym tempie, mówiąc: Świetny gol, brawo! I tyle. Dlaczego? Bo wszyscy przed telewizorami widzą, jak on to zrobił, co to za gol i ja nie mogę dodać niczego nowego od siebie. Nie chcę traktować widza jak idiotę, nie chcę go oszukiwać. Mnie bardziej interesuje, dlaczego ta drużyna wygrała? Jak dana drużyna wygrała? (…) Kluczem jest sposób oglądania meczu. Próba odczytania wszystkiego, co się dzieje, a nie ciągłe patrzenie na piłkę. Myślę, że wiele ludzi ogląda mecze, ale nie widzi, co się w nich dzieje.”

Statystyki i osiągnięcia:

Osiągnięcia zespołowe:

Manchester United

8x Mistrzostwo Angli: (1995–96, 1996–97, 1998–99, 1999–2000, 2000–01, 2002–03, 2006–07, 2008–09)

3x Puchar Angli:(1995–96, 1998–99, 2003–04)

3x Puchar Ligi: (2005–06, 2008–09, 2009–10)

3x Tarcza Wspólnoty: (1996, 1997, 2008)

2x Liga Mistrzów: (1998–99, 2007–08)

1x Puchar Interkontynentalny: (1999)

1x Klubowe mistrzostwo Świata: (2008)

0

@KamQiX No nie, to nie jest stanie w miejscu, owszem. Tylko czy to jest utrudnianie przeciwnikowi? Przecież z drugiej strony trudno oczekiwać żeby stanał jak słup soli! Poza tym były dwie sytuacje, w których sędzia mógł śmiało podyktować rzut karny dla Rayo. Jakby nie patrzeć, to wczoraj przeciwnik bardzo łatwo wchodził w pole karne, co już samo w sobie podlega głębokiej krytyce...

8

Wspaniałe legendy futbolu:

18 stycznia 1967 r. urodził się Roberto Baggio, m.in. wicemistrz świata z 1994 r. oraz zdobywca ,,Złotej Piłki France Football” z 1993 r. Początki kariery Roberto to rok 1981 i klub Vicenza. W sezonie 1984/1985 razem z zespołem awansował do Serie B, strzelił w nim 12 goli w 29 meczach. Po roku zadebiutował w Serie A meczem z Sampdorią, który odbył się 21 września 1986 roku. Pierwszego gola zdobył grając przeciw Napoli 10 maja 1987. Przełom nastąpił w sezonie 1987/1988. Baggio zdobył w nim 9 goli i został powołany na mecz towarzyski Włochów z Holendrami. Miało to miejsce w listopadzie 1988 roku. W następnym sezonie Roberto Baggio osiągnął z Fiorentiną finał Pucharu UEFA, w finale tym doznał porażki z innym zespołem z Italii - Juventusem. W 1990 roku we Włoszech odbywał się Mundial a Baggio znalazł się w kadrze. Niestety nie wystąpił w pierwszych dwóch spotkaniach. W pierwszym swoim występie przeciwko Czechosłowacji zdobył przepięknego gola, uznawanego za jednego z najpiękniejszych w historii mistrzostw. Włosi przegrali półfinał z Argentyną i mundial ukończyli na trzeciej pozycji. Po mistrzostwach Roberto przeszedł do Juventusu Turyn. W pierwszym sezonie zdobył 14 goli w 33 spotkaniach. W następnym sezonie w 32 meczach Serie A udało mu się strzelić 18 bramek. W sezonie 1992/1993 Baggio sięgnął z Juventusem po Puchar UEFA. Zdobył w tych rozgrywkach w 9 meczach 6 goli. W lidze z kolei osiągnął jeszcze lepszy wynik strzelając 21 goli w 27 spotkaniach.

W następnym sezonie zdobył swoją setną bramkę we włoskiej pierwszej lidze. Uwieńczeniem sukcesów i znakomitej gry było otrzymanie przez Roberto Baggio "Złotej Piłki" dla najlepszego piłkarza Europy. Na mundialu w Stanach Zjednoczonych Baggio stanowił o sile włoskiej reprezentacji. Uważany za najlepszego wówczas piłkarza świata Baggio, prezentował się znakomicie i zdobył w tym turnieju pięć goli, a Włosi dotarli aż do finału, w którym zmierzyli się z Brazylijczykami. W regulaminowym czasie żadnemu zespołowi nie udało się strzelić gola, konieczny był konkurs rzutów karnych. Baggio przestrzelił najważniejszą jedenastkę i tytuł Mistrzów Świata przypadł "Canarinhos". Nie strzelony karny przez(zdaniem wielu) najlepszego piłkarza owego czasu i całych mistrzostw, stał się jednym z najsłynniejszych i najważniejszych nietrafień w historii piłki nożnej. W 1995 wciąż w Juventusie Turyn osiągnął w końcu mistrzostwo Włoch. Kontuzja nie pozwalała mu wejść na maksymalne obroty. W Juventusie pojawiła się nowa gwiazda - Alessandro del Piero, a Baggio musiał wybierać – zostać w drużynie tracąc 1/3 swoich dotychczasowych dochodów, albo odejść. Wybrał drugie rozwiązanie. Zdecydował się na AC Milan, z którym także sięgnął po Mistrzostwo Italii. W 1997 zdecydował się przejść do Bolonii. 22 strzelone gole pozwoliły mu znaleźć się w kadrze Włoch na Mistrzostwa Świata we Francji w 1998 roku. Na tym mundialu zdobył dwie bramki. W ćwierćfinale jego reprezentacja natknęła się na późniejszych mistrzów świata Francuzów. W meczu konieczna była dogrywka, Baggio nie wykorzystał w niej stuprocentowej okazji, niecelnie strzelając z woleja, milimetry obok lewego słupka francuskiej bramki. Mimo wykorzystania jedenastki przez Roberto w konkursie rzutów Karnych Włosi odpadli.

Po Mistrzostwach trafił do mediolańskiego Interu. Baggio podpadł tam w konflikt z trenerem, a drużyna wylądowała w jego pierwszym sezonie w nowym klubie na 8. miejscu. Roberto zmienił klub - w 2000 roku stał się zawodnikiem Brescii, gdzie zakończył karierę (2004 rok). W między czasie odrzucił oferty takich gigantów jak Real Madryt, czy Arsenal Londyn. W pierwszym sezonie Baggio wraz z Brescią zajął najwyższe w historii klubu 7. miejsce. Dawało to klubowi możliwość gry w Pucharze Intertoto, w którego finale Brescia w przegrała z Paris Saint Germain. Na kolejne Mistrzostwa Świata już nie pojechał, nie został powołany przez Giovanniego Trapattoni'ego. Baggio, w ostatnim meczu w barwach Brescii zmierzył się z Milanem, była to ostatnia kolejka sezonu 2003/2004, zaś Milan świętował swoje 17-te mistrzostwo Włoch. Ostatni mecz w reprezentacji swojego kraju Roberto Baggio zaliczył 28 kwietnia 2004 roku przeciwko Hiszpanom. Trzykrotnie był wicekrólem strzelców włoskiej Serie A. W lutym 2005, już po zakończeniu zawodowej kariery piłkarskiej wystąpił w meczu charytatywnym na rzecz ofiar azjatyckiego tsunami na Camp Nou w Barcelonie. W marcu 2004 roku Pele umieścił go na liście "FIFA 100" - 100 jego zdaniem najlepszych piłkarzy w historii futbolu.

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360

10

Zapomniane legendy polskiego futbolu:

18 lutego 1950 r. w Radomsku urodził się Jan Benigier, napastnik. Pierwsze piłkarskie lekcje pobierał w zespołach Stali i Czarnych w rodzinnym Radomsku. Jako 16-latek trafił do Hali Sportowej Łódź, gdzie pod okiem trenera Leszka Jezierskiego wywalczył z kolegami tytuł mistrza Polski juniorów. Po pół roku zaliczył debiut w II-ligowym Starcie. Z Łodzi przeniósł się do Bydgoszczy, gdzie od 1970 r. występował dla Zawiszy. Dobre występy nad Brdą zaowocowały transferem na Śląsk. Do Ruchu ściągnął go czeski trener Michal Vičan. W Chorzowie współtworzył jedną z najlepszych drużyn lat 70. w polskiej piłce klubowej. Trzykrotnie sięgał po mistrzostwo Polski (1974, 1975 i 1979) i raz po puchar Polski (1974). Chorzowska drużyna świetnie radziła sobie również w europejskich pucharach. W Pucharze UEFA odpadła w ćwierćfinale po ciężkim, zakończonym dogrywką boju z Feyenoordem, a w Pucharze Europy w tej samej fazie pechowo odpadli z AS Saint-Étienne. Kazimierz Górski powoływał go do kadry, ale głównie na mecze nieoficjalne. Znalazł się nawet w szerokiej kadrze piłkarzy na mistrzostwa świata w Niemczech, ale na mundial nie pojechał. Sam wspominał, że doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak wielka jest konkurencja na jego pozycji, ale po cichu liczył, że w końcu przyjdzie jego czas. W oficjalnym meczu zadebiutował 24 marca 1976 r. z Argentyną. Latem pojechał z kadrą na igrzyska olimpijskie w Montrealu. Tam wystąpił jednak tylko w jednym spotkaniu. W wygranym 3:2 pojedynku z Iranem wszedł na boisko w 65. minucie, zmieniając Kazimierza Kmiecika. To był jego ostatni występ w kadrze, których uzbierał w sumie ledwie cztery. W Ruchu grał do 1980 r. Później swoim Polonezem wyjechał do Belgii, gdzie został zawodnikiem RFC Seraing, ale po dwóch latach wrócił do Chorzowa. Karierę kończył w bytomskiej Polonii, choć dał się jeszcze namówić na występy w Przemszy Siewierz. Pracował jako trener w GKS Tychy, Szombierkach Bytom, Polonii Bytom czy Rymerze Niedobczyce. Ukończył szkołę trenerów PZPN w Warszawie.

@Adran360
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@NeroTFP1
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

1

@misterio To prawda, masz absolutną racje! El Clasico to zawsze El Clasico!

0

@JimMorrisonFCB Nic takiego nie miało miejsca jak uniemożliwianie Inigo Martinezowi udział w akcji. po prostu na niego wpadł. Gol powinien być uznany

8

Wybitne legendy trenerskie:

18 lutego 1933 r. urodził się Robert Wiliam Robson, legenda brytyjskiego futbolu, napastnik, pomocnik oraz wybitny trener m.in. FC Barcelony. Ten angielski ,,gentelmen” już od samego początku miał niesamowicie utrudnione zadanie, gdyż do Barcelony przyszedł jako następca samego boskiego Johana Cruyffa. Presja jaką na nim wywierano była wręcz kolosalna, a na dodatek, obojętnie czego by nowego nie wprowadził do drużyny, wszystkie jego nowatorskie pomysły na ustawienie i sposób gry, spotykały się z niesamowitą falą krytyki. Pomimo tej całej niezbyt przyjemnej otoczki, Bobby Robson nie ugiął się, a wszystkich niedowiarków przekonał do siebie dzięki odniesionym przez zespół wynikom. Barça, pod wodzą Anglika, zdołała uplasować się na drugim miejscu w Primera División i sięgnąć po dwa puchary. Pierwszym z nich był Puchar Zdobywców Pucharów, kiedy to wyższość Katalończyków musieli uznać zawodnicy z Paris Saint Germain przegrywając 0:1, jak również Copa del Rey, w finale to którego Betis Sevilla dał sobie wbić na Santiago Bernabéu 3 gole, strzelając przy tym tylko dwa. Kiedy to cała zwycięska drużyna powróciła do swego miasta, w tamtejszej twierdzy, Camp Nou, została przywitana niczym mityczni herosi. Pomimo tego, że Robsonowi dobrze wiodło się w roli szkoleniowca, od samego początku było wiadomo, że jego kadencja długo nie potrwa, gdyż w kolejce już od dawna stał trener, wydawało się - genialny, który to z Ajaxem Amstrerdam zdobył wszystko, co było do zdobycia i jeszcze trochę. Chodzi oczywiście o Luisa Van Gaala. Kiedy Holender zasiadł na ławce Camp Nou, Anglik musiał szybko podjąć decyzję co dalej, dlatego też przychylił się ku propozycji przystąpienia do zarządu FC Barcelony. Wcześniej jednak, kiedy to właśnie on jeszcze dowodził zespołem, udało mu się wypromować zawodnika, który może się poszczycić mianem jednego z najlepszych napastników w historii futbolu. Nikt chyba nie może zakwestionować geniuszu Brazylijczyka Ronaldo, który z miejsca został Pichichi Ligi Hiszpańskiej i ulubieńcem fanów Blaugrany, podobnie jak jego 'riserczer'. Sir Bobby Robson opuścił stolicę Katalonii w lecie 1998 roku, po tym, jak niezwykle kuszącą ofertę złożyło mu PSV Eindhoven.

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360

9

,,The Citizens” byli wówczas jeszcze za słabi na ,,nas”:

18 lutego 2014 r. FC Barcelona pokonała na wyjeździe Manchester City 0:2 w 1/8 Ligi Mistrzów. ,,Obywatele” długo świetnie dawali sobie rade z Blaugraną ale w 53 minucie Demichelis w jednym ze swoich słynnych ,,zaćmień” sfaulował w polu karnym Messiego, za co wyleciał z boiska a napastnik Barçy wykorzystał jedenastke. Manuel Pellegrini tak się pieklił na sędziego Jonasa Erikssona że potem dostał 2 mecze dyskwalifikacji a ekipa Chilijczyka ostatecznie poległa u siebie 0:2. Drugiego gola dołożył Dani Alves w 90 minucie.

@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

7

Duma Katalonii w Lidze Mistrzów:

18 lutego 2003 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Inter Mediolan 3:0 w ramach drugiej rundy fazy grupowej Champions League po golach Savioli, Cocu i Kluiverta.



@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?