FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
8
Feliz cumpleaños Giovanni!
5 lutego tyle że 1975 r. urodził się Giovanni Van Bronckhorst, holenderski obrońca, jeden z najlepszych lewych obrońców Blaugrany XXI wieku. Do Barcelony ściągnął go w 2003 r. z Arsenalu Frank Rijkaard na zasadzie wypożyczenia, po czym w ramach wolnego transferu FC Barcelona sprowadziła go na stałe. Z Dumą Katalonii Giovanni wygrał Lige Mistrzów oraz 2-krotnie mistrzostwo Hiszpanii. Gio, dziękujemy ci za to wszystko bardzo serdecznie i nigdy o tobie nie zapomnimy.
Feliz cumpleaños Neymarze!
5 lutego 1992 r. urodził się Neymar da Silva Santos Junior, wszystkim bardzo dobrze znany napastnik rodem z kraju kawy. Mimo wszystko dziękujemy mu za te nieliczne ale jednak chwile radości i sukcesów. Jednocześnie życzymy powodzenia na nowej drodze kariery.
@Arkon
@AssisMoreira
@Compadre
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
1
@Firestone Ależ naturalnie że można ale słowo Italia jest znane wszem i wobec
0
Naprawde!? I to jest aż tak istotne w kontekście naszego ukochanego klubu........???
0
Moim ukochanym klubem w Serie A jest SSC Napoli. Natomiast dzisiaj w wielkich derbach Italii kibicuje wyłącznie Interowi.
Vamos Internazionale Milano! Vamos a ganar!
1
@Arkon Aaaa, o to chodzi! No rzeczywiście w tej kwestii to szkoda tego Arsenalu za Wengera. Ale też podobna sytuacja, niemal identyczna jeśli chodzi o LM, ma miejsce w przypadku Valencia CF. Oni dwukrotnie pod rząd grali w finale Champions League(i to bardzo ładnie grali) i też niestety się nie udało!
0
@Arkon Wprawdzie nie sympatyzuje za ,,Kanonierami" ale dlaczego szkoda Arsenalu? Przecież wygrali z Liverpoolem i byli zdecydowanie lepsi!
10
Pekerman i Tocalli odradzają argentyński futbol:
Nawet największe rewolucje miewają zwyczajne początki. W 1994 roku AFA zatrudniła Jose Pekermana na stanowisko trenera reprezentacji młodzieżowych do lat 20 i do lat 17. Zważywszy na dotychczasową karierę Pekermana, był to zaskakujący wybór ale okazał się strzałem w dziesiątke. Dzięki zaprowadzonym przezeń porządkom Argentyna, której skandaliczne zachowanie w trakcie mistrzostw świata do lat 20 w 1991 r. przyniosło w konsekwencji wykluczenie z młodzieżowych mistrzostw Ameryki Południowej, będących zarazem eliminacjami do kolejnego młodzieżowego mundialu, stała się grającą najbardziej regularnie i najbardziej utytułowaną drużyną w historii tych rozgrywek. Wygrała 5 z 7 mundiali organizowanych w latach 1995-2007. Zanim kontuzja kolana zmusiła go do zakończenia kariery w wieku 28 lat, Pekerman był raczej niewyróżniającym się pomocnikiem Argentinos Juniors i Independiente Madellin. Żeby utrzymać rodzine, podejmował się najróżniejszych prac, był między innymi taksówkarzem aż w końcu znalazł zatrudnienie w młodzieżówce Chacarita, jako 32 latek zaś wrócił do Argentinos i tam również podjął prace z juniorami. Dekade później przeprowadził się do Chile i objął młodzieżówke Colo-Colo. Z pewnością zebrał doświadczenie ale w żadnym z tych miejsc nie odnosił wielkich sukcesów. Po przyjęciu propozycji federacji Pekerman poprosił o pomoc Hugo Tocalliego i specjaliste od przygotowania fizycznego, Eduardo Urtasuna. Kiedy Tocalli przestał grać w piłke, otrzymał oferte pracy z mlodzieżówką Velezu Sarsfield, który właśnie zatrudnił Jose Yudicę na stanowisko trenera pierwszego zespołu i chociaż 3 lata później odszedł do Quilmes, gdzie zaczął trenować dorosłą drużynę, to właśnie jego działalność w Velezie zwróciła uwagę Pekermana. Już po roku nowy tercet zdobył wicemistrzostwo Ameryki Południowej do lat 20, ulegając w finale Brazylii ale zdobywając prawo do gry w organizowanych przez Katar mistrzostwach świata w 1995r. Z perspektywy czasu skład na ten turniej wydaje się jeszcze dość skromny. Z jego ówczesnych członków tylko Juan Pablo Sorin rozegrał więcej niż 2 mecze w dorosłej reprezentacji a ostatnie spotkanie fazy grupowej zakończyło się porażką z Portugalią, co oznaczało awans z drugiego miejsca. W fazie pucharowej jednak przyszły zwycięstwa z Kamerunem, Hiszpanią i Brazylią. Argentyna nie straciła gola i zdobyła młodzieżowe mistrzostwo świata po raz pierwszy od sukcesu drużyny z Maradoną w składzie w 1979 r.
Tocalli nie miał wątpliwości iż to Pekerman był kluczem do zwycięstwa. ,,Ma cholernie mocną osobowość – mówił – choć wcale na takiego nie wygląda. No i żyje dla futbolu a poza tym cały czas się rozwija”. W 1997 r. Argentyńczycy obronili tytuł podczas mistrzostw w Malezji a w drużynie grali Walter Samuel, Esteban Cambiasso, Juan Riquelme i Pablo Aimar, zawodnicy, którzy zdobyli wkrótce światową sławe i stali się podporą dorosłej reprezentacji. Dwa lata później w Nigerii nie udało się powtórzyć sukcesu ale w 2001 roku na własnych boiskach, z Caballero, Julio Arcą, Burdisso, Coloccinim, Saviolą, Maxi Rodriguezem i d’Alessandro w składzie, zostali mistrzami ponownie, pokonując w finale Ghane. Trzy psy Pekermana wabiły się Katar, Malezja i Argentyna, dla upamiętnienia miejsc, w których wygrywał kolejne mundiale ale mimo całej radości to nie kolekcjonowanie trofeów było jego celem. ,,W piłce młodzieżowej nie chodzi o budowanie drużyn z myślą o wygrywaniu meczów i turniejów ale o wychowywanie piłkarzy. Ludzie, którzy się tym zajmują, muszą pamiętać że ich najważniejszym zadaniem jest rozwijanie talentów. Ich podopieczni nie mogą trenować i myśleć jak zawodowcy bo jeszcze nimi nie są. W naszym świecie zwycięstwo bez myślenia o przyszłości nie ma większego znaczenia, inaczej niż w dorosłej piłce. Jakość gry jest ważniejsza od wyników”- tłumaczył Tocalli. Nic dziwnego że młodzieżówka odnosiła sukcesy nawet po przejściu Pekermana na stanowisko koordynatora technicznego drużyny narodowej. W 2005 r. Francisco Ferraro poprowadził ją do zwycięstwa na mistrzostwach świata w Holandii a w drużynie grali wówczas Messi, Zabaleta, Garay, Gago Biglia i Aguero. Dwa lata później Tocalli zdobył kolejne mistrzostwo, tym razem w Kanadzie a wśród jego podopiecznych oprócz Aguero znaleźli się także Sergio Romero, Federico Fazio i Angel di Maria.
@Arkon
@AssisMoreira
@Compadre
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson
8
Niedoceniane legendy futbolu:
4 lutego 1926 r. urodził się Gyula Grosics, bramkarz, członek węgierskiej "Złotej Jedenastki", mistrz olimpijski z Helsinek w 1952 r. Był nazywany "Czarną panterą" od koloru stroju, w którym występował. Zasłynął świetną techniką i umiejętnością gry na przedpolu. Osiągnąłby jeszcze więcej, gdyby nie proces o szpiegostwo ze sfingowanymi zarzutami jeszcze pod koniec lat 40-tych. W latach 1947-1962 rozegrał 86 meczów w reprezentacji Węgier. Grał w trzech mistrzostwach świata. W jego pierwszym występie Węgrzy przegrali w finale imprezy w Szwajcarii w 1954 roku z Niemcami 2:3. W kolejnych w Szwecji w 1958 i cztery lata później w Chile nie zanotowali sukcesów. Od lat miał poważne kłopoty zdrowotne, kilka razy był hospitalizowany z powodu kłopotów z układem oddechowym. 9 lat temu znalazł się w budapesztańskim szpitalu, po tym jak spadł ze schodów. W wyniku upadku doznał złamania kości stopy i obrażeń klatki piersiowej. Gyula Grosics zmarł 13.06.2014 r. w wieku 88 lat.
@Symson
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Compadre
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
10
Ku czci legend Katalońskiej Dumy:
4 lutego 1917 r. po raz pierwszy w historii FC Barcelony odbył się mecz w hołdzie zasłużonemu piłkarzowi. Bohaterem był Ramon Torralba, defensywny pomocnik, który co ciekawe, był wciąż aktywnym graczem. W spotkaniu tym Blaugrana pokonała Terrasse FC 6:2. Dla Torralby zorganizowano również kolejny mecz, który odbył się na stadionie Les Corts 1 lipca 1928 r. na zakończenie jego kariery. Ramon Torralba do lat 60-tych posiadał rekord spotkań w koszulce Barçy wynoszący 475, który pobił dopiero legendarny defensor Joan Segarra Iracheta.
@Arkon
@AssisMoreira
@Compadre
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson
0
@agaFCB Co ty gadasz!!!? Przecież tam nie było żadnego faulu!
0
Ależ fajniutka atmosfera na Estadio de Mendizorroza w postaci sekcji perkusyjnych, tylko pozazdrościć. Jeśli chodzi o naszą linie defensywną, grającą na niskim a chwilami tragicznym poziomie, to przejście SSC Napoli w Lidze Mistrzów będzie graniczyło z przysłowiowym cudem. Natomiast chciałbym się odnieść do Julesa Kounde. Gdy ten defensor przychodził do nas, to byłem mocno przeświadczony że to będzie wielki krak w defensywie FC Barcelony, zwłaszcza na prawej obronie a jak na razie jest to wielkie rozczarowanie i nic nie wskazuje na to żeby to się kiedyś zmieniło na lepsze...
0
Apeluje do redakcji o zaniechanie używania języków obcych, za wyjątkiem nazw gazet, telewizji itp.
7
Zapomniane legendy futbolu:
3 lutego 1947 r. urodził się znakomity bułgarski napastnik oraz trener- Christo Bonew. Wychowanek Łokomotiwu Płowdiw, w którego seniorskiej drużynie grał przez siedemnaście sezonów: od 1965 do 1984 roku tylko z dwoma przerwami, kiedy krótko występował w barwach CSKA Sofia (1967/1968) i AEK Ateny (1981/1982). Był liderem linii ofensywnej Łokomotiwu; mimo iż zespół w tamtym okresie nie należał do faworytów ligi (największym zespołowym osiągnięciem Bonewa jest wicemistrzostwo kraju 1973 oraz Puchar Armii Sowieckiej 1983), to sam zawodnik zdobył wiele wyróżnień indywidualnych, m.in. trzykrotnie został wybrany na najlepszego piłkarza roku w kraju. Łącznie w barwach Łokomotiwu w 420 meczach strzelił 210 bramek, co do dziś pozostaje niepobitym rekordem tego klubu. Należy do jednego z lepszych pokoleń w historii bułgarskiej piłki nożnej (jest rówieśnikiem m.in. Dimityra Penewa, Georgi Asparuchowa, Dobromira Żeczewa i Petyra Żekowa); podobnie jak wielu innych jego kolegów na przełomie lat 60. i 70. odnosił sukcesy nie tylko w barwach klubowych, ale również zanotował wiele udanych występów z reprezentacją. Brał udział w dwu Mundialach: 1970 i 1974. Chociaż Bułgarzy odpadli już po fazie grupowej, to Bonew nie tylko na obu był podstawowym zawodnikiem ale także na każdym z tych mundiali strzelił po jednym golu(w 1970 w przegranym 2:3 meczu z Peru a cztery lata później w zremisowanym 1:1 spotkaniu z Urugwajem). Łącznie w barwach drużyny narodowej zdobył 47 goli i do listopada 2009 roku był rekordzistą kraju pod względem liczby strzelonych bramek. Ostatni raz trafił w swoim pożegnalnym, przegranym meczu 1:2 przeciw Argentynie na Estadio Monumental w Buenos Aires(25 kwietnia 1979). W tym towarzyskim meczu grał oczywiście śp. Diego Armando Maradona.
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@Compadre
@AssisMoreira
@Arkon
7
Nieszczęsne El Clasico:
3 lutego 1935 r. Real Madryt rozgromił FC Barcelone 8:2 na Estadio Chamartin w ramach 10 kolejki Primera Division. To największe ligowe zwycięstwo w historii El Clasico. Katalończycy walczyli dzielnie do stanu 1:1 w 15 minucie. Potem nie byli w stanie przeciwstawić się gospodarzom. Już w 47 minucie było 7:1 ale w drugiej połowie ,,Królewscy” spuścili nieco z tonu. Warto odnotować że Hiszpanie używali wówczas słowa ,,free kik” na określenie rzutu wolnego.
@Arkon
@AssisMoreira
@Compadre
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
0
@Kreegen Posłuchaj mnie. Zacznijmy od tego ile ty masz lat a przedewszystkim jakiego(bądź jakich) języka uczono cie w szkole? Wiedz o tym iż mnie w szkole uczono tylko i wyłącznie języka rosyjskiego, a i to od czasu szkoły nie miałem styczności z tym językiem, więc znam go bardzo przeciętnie. Natomiast ja nie pracuje w zagranicznych firmach i już napewno nie bede pracował bo kompletnie nie znam żadnego obcego języka i raczej już się nie naucze. Zresztą nie mam do tego zdolności. Zarzucają mi że słowo ,,deadlina" to takie samo zapożyczenie z obcego języka jak komputer, weekend czy presing. Absolutnie się z tym nie zgodze! W moim otoczeniu nie istnieją takie słowa jak deadlina, corpo(czy jak tam), open space czy tam jakieś fakapy. To jest dla mnie całkiem obcy świat! Poza tym, co jest chyba najważniejsze, na tej polskiej stronie powinno się używać niemal wyłącznie polskich słów, gdyż nie każdy musi znać tą cholerną ,,chińszczyzne"! A że redakcja i użytkownicy tylko to utrudniają, to już na to nic nie poradze. Generalnie nienawidze takiego wpieprzania się zachodu do Polski. Całe zło dla naszego narodu to ten chory zachód i jego cholerny wszechobecny język! Na miłość Boską! Przecież nasze dzieci, wnuki będą mówiły kiedyś wyłącznie po chińsku! Koniec świata a właściwie Polski się zbliża...
7
Urugwajskie legendy futbolu:
2 lutego 1952 r. urodził się urugwajski napastnik Fernando Morena, zdobywca Copa America-1983 ; zdobywca Copa Libertadores-1982(z Peñarol) ; zdobywca Pucharu Interkontynentalnego-1982(z Peñarol) ; zdobywca Superpucharu Europy-1980(z Valencia CF) ; 6-krotny Mistrz Urugwaju: 1973,1974,1975,1978,1981,1982 oraz 7-krotny król strzelców ligi urugwajskiej. Fernando Morena pierwsze kroki stawiał w River Plate Montevideo w roku 1969. W 1973 przeszedł do Peñarol gdzie grał 6 sezonów. W 1979 wyjechał do klubów hiszpańskich, madryckiego Rayo Vallecano i Valencii. W 1981 wrócił do Peñarol po czym na rok 1984 trafił do argentyńskiego Boca Juniors a karierę zakończył rzecz jasna w barwach Peñarol w roku 1986. Pobił wszystkie możliwe rekordy strzeleckie w swoim kraju. Siedmiokrotnie był królem snajperów ligowych: 1973,1974,1975,1976,1977,1978 i 1982! Łącznie przypisuje mu się 667 goli a w reprezentacji w latach 1971-83 strzelił aż 78 goli! Potrafił strzelać 7 goli w jednym meczu! W Peñarol był siedmiokrotnie mistrzem Urugwaju oraz zdobywcą Copa Libertadores i Copa Intercontinental w 1982 roku. Z Valencią w 1980 wywalczył Superpuchar Europy. W jego imponującej kolekcji nie zabrakło też Copa America chociaż na trofeum to musiał czekać aż do 1983 roku. W drugim meczu turnieju strzelił wprawdzie ,,swoją’’ bramkę Wenezueli ale okupił ją dotkliwą kontuzją po jednej z brawurowych akcji, która pozbawiła go szansy występu w spotkaniach decydujących o późniejszym tryumfie Urugwaju. Fernando miał 177 cm wzrostu i w szczytowej formie ważył 76 kg. Szczupły, pięknie zbudowany, posiadał niebywały ,,siódmy’’ zmysł do strzelania goli. Uderzał raczej lekko, precyzyjnie, niemal zawsze w ruchu, wrodzonym instynktem wymykając się obrońcom i wyprzedzając ich myśli o tę jedną najważniejszą sekundę. Jak powiadają Urugwajczycy, w lewej nodze ,,miał rękę’’! Z taką bowiem dokładnością posyłał piłkę w dowolne miejsce. Również wybornie grał głową jak i wzorowo współpracował z partnerami. Jednak przy tych wszystkich wyjątkowych zaletach poza Urugwajem nie zrobił takiej kariery, na jaką się pierwotnie zanosiło. Mógł być jednym z najlepszych piłkarzy świata a pozostanie w historii ,,tylko’’ a może ,,aż’’ najlepszym snajperem w dziejach swojego kraju. Jednak Fernando Morena niewątpliwie zasługuje na miano jednego z najlepszych napastników w historii futbolu.
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@Compadre
@AssisMoreira
@Arkon
0
@P33ck Poza Champions League, goal i Samuel Eto'o nic nie rozumiem z tej ,,chińszczyzny" ale wystarczy mi Samuel Eto'o aby dać ci za to zielony herb naszego klubu!
6
@FCBparasiempre
Hughie Gallacher płakał. Od dłuższego czasu przechadzał się tam i z powrotem, rozmyślając o swoim życiu. Myśli nie przychodziły jednak łatwo. Zbyt wiele się w jego życiu wydarzyło. Zbyt wiele. Wszedł na kładkę kolejową nad linią Edynburg — Londyn. Spojrzał jeszcze raz na St. James’ Park, miejsce, gdzie czarował tłumy. W oddali usłyszał znajomy dźwięk nadjeżdżającego pociągu. Przed oczyma stanęła mu jego najdroższa żona Hannah. Kochał ją nad życie. Jej tragiczna śmierć odmieniła wszystko i była początkiem. Początkiem złego. Pociąg był coraz bliżej. Gallacher krzyknął „przepraszam” i … skoczył. Gallacher urodził się 2 lutego 1903 r. Śmiało można stwierdzić, że Hughie był swego rodzaju „królem życia”. Często przebywał w pubach, wydawał mnóstwo pieniędzy na dobrze skrojone garnitury lub wyścigi konne. Alkoholu również sobie nie odmawiał. Gdyby żył kilkadziesiąt lat później, pewnie zaprzyjaźniłby się z Georg’em Bestem. Jednym słowem — żył pełną piersią, choć początki wcale nie były łatwe. Wczesne lata jego młodości upływały na katorżniczej, dziesięciogodzinnej pracy w kopalni. To właśnie tam poznał Annie McIlvaney — swoją pierwszą żonę, z którą jednak nie było mu dane cieszyć się szczęśliwym pożyciem małżeńskim. Wybawieniem spod ziemi okazał się futbol. Zanim uzyskał pełnoletność, był już rozchwytywany w całej Szkocji. W swoim pierwszym klubie Queen of the South zdążył rozegrać tylko dziewięć spotkań, zanim przeszedł do Airdrieonians. Powodem tak rychłego transferu było dziewiętnaście strzelonych bramek w owych dziewięciu meczach w barwach „Królowej Południa”. Grając dla „Diamentów”, pomógł im się wdrapać niemalże na szczyt rozgrywek, trzykrotnie zajmując drugie miejsca w tabeli i zdobywając Puchar Szkocji, przerywając tym samym hegemonię magnatów z Glasgow. Bramki strzelał jak na zawołanie i jasnym było, że ojczyzna Williama Wallace’a stała się dla niego za mała. Z odsieczą przyszedł Newcastle, który pozyskał go za zawrotną sumę 6500 funtów. Dla porównania dodam, że ówcześni zawodnicy nie zarabiali więcej niż 10 funtów tygodniowo. Od pierwszych chwil w klubie znad rzeki Tyne dominował. Starsi koledzy, którzy również dłużej grali w United, z miejsca czuli, że spotyka ich zaszczyt gry z geniuszem. Geniuszem, który przejawiał również wielkie serce do gry i ogromny głód bramek. Jeżeli przytrafił mu się mecz, w którym nie udało się pokonać bramkarza rywali (a było to niezwykle rzadko), chodził niepocieszony do kolejnego spotkania, nawet gdy Newcastle zwyciężało! Był również wielkim twardzielem. W większości przypadków jedynym sposobem na zatrzymanie Gallachera był brutalny faul. Jeden z boiskowych kolegów piłkarza opowiadał, jak wchodząc w przerwie meczu do szatni, ujrzał napastnika, który spokojnie palił papierosa. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że z jego nogi odstawał kawałek mięsa, a całe getry oraz najbliższa okolica były zbroczone krwią. Hughie, jak przystało na walecznego Szkota, nigdy nie pozostawał dłużny swoim rywalom. Jego popisowym numerem było stawanie na stopach bramkarza podczas rzutów rożnych. Te drobne grzeszki nie zaburzały jednak jego obrazu, jako genialnego piłkarza. Legendarny bramkarz Manchesteru City Frank Swift, powiedział kiedyś o nim: ,,Był to najlepszy środkowy napastnik, jakiego kiedykolwiek widziałem”. W dzień solidnie trenował, nocą zaś odwiedzał wszelkiego rodzaju kluby nocne. Nie przeszkadzało mu to jednak w byciu zawsze pierwszym na treningu. Nawet w wieku 36 lat, pod koniec swojej kariery, był szybszy od większości swoich współpartnerów. Już w drugim sezonie w barwach „Srok” doprowadził zespół do swojego jedynego mistrzostwo Anglii, strzelając po drodze 36 bramek i notując w rozgrywkach aż pięć hat-tricków. Jest to rekord niepobity po dziś. O tym, jak bardzo angielscy obrońcy musieli go nienawidzić, świadczy również mecz reprezentacji „Synów Albionu” i Szkocji. 31 marca 1928 roku na Wembley gospodarze dostali srogi łomot od rywala 5:1. Gallacher co prawda bramki wtedy nie strzelił, jednak po tym meczu Szkotów okrzyknięto mianem „Wembley Wizards”. A St. James’ Park śpiewał o nim ponoć tak: ,,Czy wiesz chłopcze, że Hughie Gallacher był Szkotem? Najlepszy środkowy napastnik jakiego kiedykolwiek miało Newcastle. Jeśli on nie strzeli gola, czeka go niedola, posadzimy go na dołek I wyślemy z powrotem do Szkocji.
Po mistrzowskim sezonie, przez kolejne lata Newcastle błąkało się w środkowej części tabeli, nie mogąc nawiązać do złotego roku 1927. Choć Hughie ciągle strzelał bramki, reszcie zespołu brakowało wyraźnej jakości, żeby chociaż zbliżyć się do podium First Division. Sprzeczka z trenerem Cunninghamem zabrała wszystko, co dobre i drogie „Srokom”. Po bramkostrzelnego gracza zgłosiły się dwa klubu z Londynu: Arsenal oraz Chelsea. Serce piłkarza zdobyła jednak niebieska część miasta i podpisał kontakt z beniaminkiem. Jego gole, zamiast pomagać w walce o trofea, wspierały w batalii o utrzymanie. Komizmowi w całej sytuacji niech doda fakt, że Arsenal już w pierwszym sezonie pobytu Szkota na Stamford Bridge zajął drugie miejsce, a rok później zwyciężył w rozgrywkach. „The Blues” pomimo posiadania w swoich szeregach dwóch kolejnych uczestników masakry z Wembley: Tommy’iego Law oraz genialnego napastnika, który w tamtym meczu zdobył trzy bramki – Aleca Jacksona, nie potrafili wzbić się ponad ligową szarzyznę. Starzejący się Gallacher strzelał coraz mniej bramek i coraz rzadziej pojawiał się w wyjściowym składzie. Efektem tej zniżki formy okazał się transfer do Derby. Ku zdumieniu włodarzy Chelsea, napastnik uzyskał tam „drugą młodość”, zdobywając trzydzieści bramek przed zakończeniem rozgrywek, a Derby sezon skończyło aż o sześć miejsc wyżej niż jego poprzedni klub. Hughie nigdzie jednak nie czuł się tak szczęśliwy, jak w Newcastle. Grał jeszcze w Notts County, Grimsby Town oraz Gateshead, nim barwną karierę zakończył wybuch II wojny światowej. Statystyki podają, że w 576 rozegranych spotkaniach, zdobył 435 bramek! Jego pierwsze małżeństwo z Annie McIlvaney rozpadło się szybko. Kobieta jednak przez długi czas nie zgadzała się na rozwód, chcąc jak najwięcej uszczknąć z fortuny piłkarza. Gdy w końcu stał się on faktem, pokaźnie uszczuplił majątek gracza, czyniąc go niemal bankrutem. Jeszcze przed orzeczeniem sądowym, podczas jednej z syto zakrapianych imprez w Newcastle, poznał siedemnastoletnią córkę właściciela pubu, która nosiła imię Hannah. Między nimi pojawiło się gorące uczucie, które groźbami w ich kierunku próbowano nieco ostudzić. Nadaremno. Para obecna była razem w każdym miejscu, w którym przyszło grać Gallacherowi. Z tego związku narodziło się trzech synów. Po zakończeniu kariery, Szkot wiódł beztroskie życie w Gateshead, nieopodal Newcastle. W każdym pubie był witany niczym bohater, a każdy skłonny był postawić kolejkę. Sielankę przerwała jednak nagła śmierć ukochanej partnerki. To ona powoli odbierała mu radość życia, doprowadzając w końcu do tragedii. Hughie coraz rzadziej się uśmiechał, jednak z całych sił dbał o swoje dzieci. Imał się różnych zajęć, żeby tylko zarobić na chleb. Czarę goryczy przelało jednak oskarżenie o znęcanie się nad synem. Podczas jednej z domowych kłótni ojciec w nerwach rzucił popielniczką w ścianę. Nie zrobił tym jednak nikomu żadnej krzywdy, a Matt, najmłodszy potomek uciekł z domu. Kilka dni później emerytowany piłkarz otrzymał wezwanie na rozprawę sądową. Groziło mu odebranie praw rodzicielskich, co doszczętnie go rozbiło. Znajomemu dziennikarzowi powiedział: ,,Mają mnie. Moje życie jest skończone. Nie ma sensu walczyć, gdy wiesz, że nie możesz wygrać”. Dla dumnego Szkota oskarżenie o przemoc domową było nie do zniesienia. W ciepły czerwcowy poranek, na kilka dni przed datą rozprawy zdruzgotany wyszedł z domu, zmierzając w kierunku torowiska.
6
Tragiczny los legendarnego szkota:
@Arkon
@AssisMoreira
@Compadre
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Rastafarnianin
8
Campeonato Sudamericano de Selecciones:
2 lutego 1941 r. Chile pokonało Ekwador 5:0 na Estadio Santiago Nacional w pierwszym meczu 16 edycji Copa America. Jedenastka Chile, którą trener Maximo Garay znakomicie przygotował do turnieju rozpoczęła w imponującym stylu, gromiąc Ekwador i zwyciężając odwiecznego rywala z tej samej strony Andów, Peru 1:0. Chilijczycy poddani zostali niezwykle rygorystycznemu reżimowi treningowemu, poprzedzonemu specjalnym zgrupowaniem. Na zajęcie szkoleniowe pomiędzy kolejnymi meczami udawali się w szyku zwartym, wożeni wyłącznie do tego celu służącym autobusem. Po drodze witały ich wiwaty wyległych na ulice tłumów. Była to bowiem wcześniej nie oglądana nowinka techniczno-organizacyjna. Warto odnotować debiut najlepszego w dziejach chilijskiego futbolu bramkarza. Sergio Livingstone szybko zyskał sławe kontynentalną. W 1943 r. za sumę 33 tys. pesos przeszedł z Universidad do słynnej argentyńskiej jedenastki Racingu i był to w owym roku finansowy rekord na transferowym rynku. Przed własną publicznością Livingstone bronił jak w transie. W meczu z Peru wielokrotnie parował straszliwe bomby Fernandeza, bohatera turnieju z 1939. Na tym wszakże impet gospodarzy się wyczerpał. Stało się jasne że pod nieobecność Brazylii rozstrzygającą batalie stoczą faworyci, czyli jak zwykle Argentyna i Urugwaj. Trener Argentyny Stabile właśnie wkraczał w swój fantastycznie długowieczny cykl, któremu kres miała położyć dopiero szwedzka katastrofa z 1958 r. Teraz był u początku drogi i wszelkie możliwe atuty leżały w zasięgu ręki. Dysponował wspaniałą armadą fenomenalnych piłkarzy, których szczyt umiejętności przypadł właśnie na tę dekade. Miał do czynienia z prawdziwymi kłopotami bogactwa, zwłaszcza jak zwykle w ataku. Na mecz z Urugwajem Stabile zdecydował się wystawić atak: Pedernera, Moreno, Marvezzi, Sastre, Garcia. Teoretycznie tylko środkowy Marvezzi nieco odstawał klasą od utytułowanych kolegów, lecz to właśnie on imponując twardością i ciągiem na bramke, został królem strzelców tego turnieju, zdobywając wszystkie 5(!) goli w jednym meczu z Ekwadorem, co zresztą było wyrównaniem rekordu legendarnego Hectora Scarone z 1926. Pozostali byli istną ,, arką przymierza” między dawnymi i nowymi laty. W ostatnim turnieju w jakim uczestniczyła Argentyna, w roku 1937, grał w przedniej formacji geniusz lewego skrzydła Enrique Garcia, bowiem inny filar, wszechstronny Sastre występował wtedy w linii pomocy. Z grona innych weteranów 4 lata wcześniej grał jeszcze bramkarz Estrada, środkowy pomocnik Minella oraz boczny Colombo. Teraz doszła nowa, niebywale uzdolniona generacja, którą reprezentowali przede wszystkim potężnie zbudowany stoper Salomon i prawa strona ataku River Plate- Pedernera i Moreno. Każdy z nich zapisał niezapomniany rozdział w dziejach południowoamerykańskiego futbolu.
Tej potędze Urugwaj przeciwstawił niewiele gorszą ekipe. Bramkarz Paz, obrońcy Gambetta i Martinez oraz pomocnik Obdulio Varela stworzyli ruchomą fortece, do wnętrza której tylko jeden jedyny raz w przeciągu wszystkich meczów udało się wtargnąć arcymistrzowi Sastre. W przodzie całość trzymał w garści weteran boisk argentyńskich i włoskich Roberto Porta. Gra Urugwaju wywarła tak wielkie wrażenie ze w przeciągu niedługiego czasu większość jego zawodników została dosłownie rozdrapana przez bogate kluby argentyńskie. Koniec końców Argentyna pokonała Urugwaj po golu Josepa Sastre 1:0, lecz to jeszcze nie dawało triumfu w turnieju. Dopiero ostatni mecz z gospodarzami turnieju przesądził o pierwszym miejscu w Copa America, w którym Albicelestes wygrali 1:0 po golu lewoskrzydłowego Enrique Garcii w 71 minucie.
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@Compadre
@AssisMoreira
@Arkon
7
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
2 lutego 1943 r. w Piekarach Śląskich urodził się Walter Winkler, obrońca. Polacy tylko raz grali na słynnej Maracanie. Dla Waltera Winklera występ w meczu z Brazylią 8 czerwca 1966 r. był pierwszym w narodowych barwach. Trudno sobie wyobrazić lepsze miejsce do reprezentacyjnego debiutu. Wychowanek bytomskiej Polonii nie przestraszył się jednak wirtuozów z Ameryki Południowej i rozegrał bardzo solidne spotkanie. W swoim drugim występie również miał naprzeciw siebie piłkarzy światowej klasy, bo 5 lipca 1966 r. w przededniu mistrzostw świata do Chorzowa przyjechali Anglicy. Wygrali co prawda 1:0, ale polski zespół postawił bardzo twarde warunki i był wymagającym rywalem dla przyszłych mistrzów świata. Zawodnikiem Polonii został, kiedy miał 15 lat. Szybko stał się jedną z głównych postaci zespołów juniorskich. Jego talent i umiejętności dostrzegli również trenerzy reprezentacyjnej młodzieżówki i w 1962 r. dali Walterowi szansę pokazania się na arenie międzynarodowej. Rok wcześniej po raz pierwszy wystąpił w barwach Polonii w meczu ligowym. 5 sierpnia zagrał w spotkaniu z Wisłą w Krakowie, a bytomianie wygrali 5:2. W swoim pierwszym sezonie w seniorach wystąpił jeszcze dwukrotnie i pokazał się z dobrej strony. Kiedy w 1962 r. Polonia zdobywała mistrzostwa Polski, Winkler wystąpił w pięciu meczach skróconego sezonu i miał swój niemały udział w tym sukcesie. W 1965 r. był już podstawowym zawodnikiem drużyny, która święciła triumfy w USA. Chwalono go za znakomitą grę głową i solidne wywiązywanie się z powierzonych mu zadań. Wspominany jest jako pogodny, dobry człowiek, który uśmiechem zarażał innych i zawsze służył dobrą radą. Przez kilka lat był jednym z wyróżniających się reprezentantów kraju. Ostatnie oficjalne spotkanie z orłem na piersi rozegrał 12 maja 1971 r. z Albanią (1:1), ale wystąpił jeszcze w obu spotkaniach z amatorami z Grecji w remach eliminacji do igrzysk w Monachium. Polonię opuścił w 1974 r. Rozegrał dla klubu 265 meczów i strzelił sześć goli. Przez kilka lat nosił opaskę kapitańską i był prawdziwą podporą zespołu. Wyjechał do Francji, gdzie został zawodnikiem Lens. Nie odgrywał tam jednak takiej ważnej roli jak Faber czy Grzegorczyk i w ciągu dwóch lat zaliczył tylko 16 występów. Potem wrócił do kraju, do Polonii, która grała wówczas na zapleczu ekstraklasy i w 1976 r. zakończył karierę. Wiele lat pracował jako trener młodzieży w swoim ukochanym klubie, ale także w Silesii Miechowice i w Olimpii Bielany. Kiedy stan jego zdrowia się pogorszył i musiał mieć amputowaną nogę, to kibice zorganizowali zbiórkę i ofiarowali mu nowoczesną protezę. Jedna z ulic w Bytomiu nosi jego imię. W Reprezentacji rozegrał 23 mecze.
@Arkon
@AssisMoreira
@Compadre
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
0
@P33ck Jak minął? Ano minął w konfrontacji z antypolskimi wyznawcami na Polskiej, ano właśnie zaraz! Czy to jeszcze Polska strona....?
Jakby co, to ja nie odpuszcze i będe walczył o Polskość!
9
Feliz cumpleaños panie Gerardzie!
Zdrowia, szczęścia, pomyślności. Piwa, wódki i miłości. Miłych dni, ciekawych wrażeń i spełnienia wszystkich marzeń!
37 lat temu w Barcelonie urodził się Gerard Pique Bernabeu, którego wszyscy doskonale znamy. Jego dziadek Amador Bernabeu był w przeszłości wiceprezydentem FC Barcelony, stąd Gerard od najmłodszych lat był związany z Blaugraną. W wieku 10 lat trafił do La Masii. Tam wypatrzyli go skauci Manchesteru United a sam sir Alex Ferguson przyleciał do Katalonii by spotkać się z piłkarzem i jego rodziną. Dzięki temu namówił nastolatka do przenosin do Anglii. W Manchesterze Pique rozegrał jednak tylko 23 mecze w ciągu 3 sezonów, w międzyczasie będąc wypożyczonym na rok do Realu Saragossa. W 2008 r. Ferguson sprzedał go Barcelonie za 5 milionów euro i talent środkowego obrońcy eksplodował, gwarantując mu podstawowe miejsce w składzie Dumy Katalonii niemal aż do zakończenia kariery.
@Symson
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@Compadre
@AssisMoreira
@Arkon
8
@FCBparasiempre
Josep Samitier Vilalta, jedna z najwybitniejszych postaci Dumy Katalonii, genialny piłkarz oraz trener. Ponad 100-letnia historia FC Barcelony posiada 4 wielkie symbole: Katalończyka Samitiera, Węgra Kubalę, Holendra Cruyffa oraz Argentyńczyka Messiego. Z nimi zostały zapisane najlepsze rozdziały historii klubu i byli oni bez wątpienia najbardziej emblematycznymi i popularnymi piłkarzami Barçy. Josep Samitier wywarł wpływ na całą epokę i styl gry. Jego sława pokonała granice sportu i stał się legendą podziwianą przez wiele pokoleń. W wieku 11 lat już grał w klubie Internacional, aż do 17 roku życia. W 1919 roku został kupiony przez Dumę Katalonii otrzymując jako podarunek garnitur i zegarek z podświetlaną tarczą. Los chciał że zadebiutował w drużynie Blaugrany tego samego dnia co jego kolega z drużyny, później rywal na boisku ale zawsze przyjaciel- Ricardo Zamora. Był to drugi mecz pod wodzą byłego piłkarza Azulgrany- Jacka Greenwella trenera, który najdłużej zajmował to stanowisko w Katalońskim klubie. Samitier zadebiutował w meczu przeciwko drużynie Krajów Sprzymierzonych aby uczcić zakończenie Ι Wojny Światowej. Było to 31 maja 1919 r. Josep liczył sobie wtedy 17 lat i w debiucie tym strzelił nawet jednego gola. Pod jego wodzą FC Barcelona stała się naprawdę wielką drużyną zdobywając w tym czasie 10 Pucharów Katalonii, 5 razy Puchar Hiszpanii oraz pierwsze(1929) Mistrzostwo La Liga! Jego sława od czasu debiutu nigdy nie zgasła. Był nazywany ,,Człowiekiem-langustą’’ ze względu na niesamowitą elastyczność ciała oraz ,,Człowiekiem-konikiem polnym’’ z powodu niesłychanej skoczności a także ,,Królem piłki ‘’ ale głównie ,,magikiem’’. Jego postać była szeroko rozpowszechniona poza granicami kraju. Europejscy specjaliści od futbolu postrzegali go jako najlepszego piłkarza Europy i zawsze umieszczali go w pierwszej piątce najlepszych na świecie. Samitier ekscytował publiczność fantastycznymi zagraniami i pięknymi golami dzięki swojej zadziwiającej technice i godnym pozazdroszczenia warunkom fizycznym. Jego charyzma i zdolność dokonywania rzeczy niemożliwych przeszły do historii klubu. W barwach FCB w latach 1919-1932 rozegrał 454 spotkania zdobywając 333 gole. W dodatku jego styl gry był niepowtarzalny i miał wszystkie cechy popularnego bohatera jakim dzisiaj jest Leo Messi. Niewielu piłkarzy, którzy grali kiedykolwiek w klubie, na zatrudnienie którego Pep miał decydujący wpływ, miało takie zdolności przywódcze jak grający w Blaugranie przez 13 lat genialny Samitier. Jego niezwykłe umiejętności piłkarskie łączyły się z osobowością jaka uczyniła go niepodważalnym liderem ekipy, która zdobyła wiele tytułów. Często zdarzało się, że to on, a nie trener decydował o wyjściowym składzie. Mało tego, Samitier potrafił nawet wskazać miejsce w szeregu władzom klubu, które nie miały innego wyjścia, jak tylko podkulić ogon i posłuchać najwspanialszego obok Ricardo Zamory i Paulino Alcantary przedwojennego piłkarza Barcelony. Dlaczego? Najtrafniej opisał to Jimmy Burns: ,,Kiwał i omijał przeciwników na całej długości i szerokości placu gry, od jednego końca do drugiego, wprawiając swoich przeciwników w osłupienie, a czasem nawet sprawiając, że jego koledzy z drużyny sądzili, iż znajdują się na boisku jedynie po to, by mu pomagać. Nasz legendarny bohater brał też udział w nocnym życiu miasta. Był bliskim przyjacielem Carlosa Gardela- wielkiego mistrza tanga tragicznie zmarłego w katastrofie lotniczej. Okazał się także jedynym graczem zdolnym przyciągnąć na trybuny genialnego architekta-Antonio Gaudiego, który nie raz gościł na stadionie Les Corts(Gaudi nigdy wcześniej nie był na stadionie zanim nie dostał zaproszenia od Samitiera, któremu nie odmówił).
,,Zostałem zmuszony do odejścia do Realu Madryt’’-wielokrotnie powtarzał Josep(klub pozbył się wówczas innych sław jak Pierę, Masa oraz Sagi Barbę). Konflikty z prezesem a także stałe zainteresowanie jego osobą ze strony Santiago Bernabeu spowodowały odejście Katalończyka do obozu odwiecznego rywala-Realu Madryt co było pierwszą wielką sensacją w klubie. Powodem jego odejścia był rzekomo ,,niski poziom jaki prezentował’’(to słowa prezesa Sarasolsa). Z powodu fali protestów ze strony fanów, którzy byli oburzeni odejściem ich idola, zarząd podał jako przyczynę jego odejścia……wiek(przez pomyłkę przypisano mu 34 lata a miał wtedy 30) i fakt że piłkarz był ,,centrum niezdyscyplinowania’’ drużyny. To było jak odejście z klubu tylnymi drzwiami choć wciąż był on wielkim piłkarzem i większość zawodników była równie niezadowolona z decyzji prezydenta jak i kibice. Był to największy żal wobec klubu jaki miał Samitier, klubu, którego kochał całym sercem. Prawdą jest iż relacje Sarasolsa z Samitierem były złe a do tego po odejściu Katalończyka do Realu prezydent Barçy- Sarasols powiedział: ,,Żaden klub o takim statusie nie będzie kochał piłkarza w jego wieku’’. Właśnie takie słowa spowodowały że legenda Blaugrany zagrała w szeregach największego rywala, gdyż chciał on udowodnić że wciąż nadaje się do gry. Chęć zademonstrowania swoich umiejętności przyczyniła się do zdobycia tytułu mistrza kraju przez ,,Blancos’’ z 9 punktami przewagi nad ukochanym klubem Samitiera-Barçą. Pomimo iż niektórzy interpretowali to jako zdradę to w rzeczywistości fani zawsze go uwielbiali i podziwiali postrzegając jako symbol i najlepszego gracza jaki zakładał koszulkę w bordowo-granatowych barwach. Wojnę domową spędził na wygnaniu we Francjii gdzie grał przez pewien czas w Olympique de Nice. W 1943 roku zawiesił buty na kołku i wrócił do futbolu aby trenować Atletico Madryt. Po roku wrócił do Katalonii i poprowadził swoją umiłowaną Dumę Katalonii z Cesarem Rodriguezem i Escolą w ataku podbijając ligę w swoim pierwszym sezonie(1944-45) zdobywając po 17 latach Mistrzostwo Hiszpanii! Z pewnością miał olbrzymi wkład w sukces drużyny jakim było mistrzostwo La Liga. Był świetnym psychologiem, który doskonale znał sposób bycia i myślenia każdego z piłkarzy. Zawodników traktował poważnie jednocześnie zachowując poczucie humoru. Stworzył drużynę, która bez piłkarzy światowej klasy ale z mieszanką młodości i doświadczenia pozwalała wiązać ze sobą nadzieje. To była grupa prawdziwych przyjaciół dowodzonych przez opanowanego Pepa, który zawsze nosił ze sobą hawańskie cygaro. Josep Samitier grał futbol totalny znacznie wcześniej niż wymyślili go Holendrzy, za pomocą schematu ,,WM’’ Herberta Chapmana z Arsenalu, który dzięki niemu uczynił z Austrii w latach 30-tych słynny ,,Wunder Team’’. Wycofał jednego z trzech środkowych pomocników do obrony(do tamtego czasu grało się dwójką w obronie) lecz jego zdolności psychologiczne okazały się najważniejsze. Następnie objął stanowisko sekretarza technicznego FC Barcelony.
Jego dyplomatyczność i wytrwałość pozwoliły mu na sfinalizowanie trudnego transferu wybitnego Ladislao Kubali. ,,Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem jak on gra od razu oznajmiłem że stałem przed największym fenomenem jakiego widziałem. Kiedy się dowiedziałem że jego trener jest jego szwagrem zadecydowałem iż transfer trzeba przeprowadzić najpierw zatrudniając…. Daucika-jego szwagra. I tak też się stało. W ten sposób pojawił się Ladislao Kubala. Później podpisał również kontrakt z Alfredo di Stefano ale na skutek problemów politycznych i dziwnych manewrów władz Argentyńczyk wylądował w Realu Madryt. Samitier miał wyjątkowe podejście do transferów. Lista graczy przez niego odkrytych przedstawia się następująco: Evaristo, Villaverde, Martinez… Ostatnie nieoczekiwane posunięcie Samitiera miało miejsce w 1961 roku, kiedy z powodu nieporozumień z trenerem Helenio Herrerą(Samitierowi nie podobał się jego sposób traktowania Kubali) wrócił do Madrytu skąd prawie codziennie Bernabeu wzywał go do objęcia pozycji sekretarza technicznego. Enric Llaudet naprawił ten błąd i legenda Blaugrany wróciła do klubu w 1963 aby objąć ponownie funkcję sekretarza. Josep Samitier zmarł w Barcelonie 5 maja 1972 roku. Jego pogrzeb był manifestacją niezwykłej żałoby. Żaden człowiek przed nim nie potrafił tak idealnie zintegrować się z Dumą Katalonii i jej kibicami. Mało kto miał jego umiejętności i mało kto był obiektem takiego uwielbienia i podziwu. Był geniuszem w każdym znaczeniu tego słowa. Dla uczczenia jego pamięci zostało stworzone ,,Forum Samitier’’-pierwsza taka organizacja w katalońskim i hiszpańskim futbolu.
Cześć i chwała legendom ,,naszego” klubu!
8
Każdy prawdziwy cule powinien go wspominać!
Wybitne legendy Dumy Katalonii:
2 lutego 1902 r. w Barcelonie urodził się…(powinniście o nim przeczytać w odpowiedzi na mój komentarz)
@Arkon
@AssisMoreira
@Compadre
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson
0
@jaras121 Niemożliwe gdyż tak sobie życzy redakcja a redakcja nie jest Bogiem i wszędzie i każdego nie zmusi do tego...
0
@Hellrider To Polak z Polakiem na polskiej stronie jest zmuszony używać angielskiego języka? Boże, widzisz i nie grzmisz!
0
@jaras121 Chodzi mi o zaprzestanie używania na polskiej stronie obcych języków!
7
@FCBparasiempre
1 lutego 1969 r. urodził się Gabriel Omar Batistuta, wybitny argentyński snajper. Mały Gabriel od dzieciństwa wykazywał talent do sportu. Początkowo jednak, głównie za sprawą wzrostu, grał więcej w koszykówkę niż w piłkę nożną. Miłością do futbolu zapałał dopiero jako dziewięciolatek. Wtedy to miał okazję oglądać jak Argentyna zdobywa tytuł mistrza świata. Idolem chłopaka stał się Mario Kempes, król strzelców imprezy. Dorastając w miejscowości Reconquista, rozpoczął karierę juniorską w drużynie Platense. Podczas jednego z lokalnych turniejów strzelił w finale dwie bramki drużynie Newell’s Old Boys. Zwróciło to uwagę włodarzy utytułowanego klubu i 19-latek podpisał kontrakt z drużyną z Rosario w 1988 roku. Dla Gabriela była to pierwsza profesjonalna umowa. Przygoda z dorosłą piłką nie zaczęła się całkowicie po jego myśli. Przeprowadzka do Rosario oznaczała rozstanie z rodziną, co w pierwszych miesiącach źle wpływało na jego występy. Pobyt w rodzinnym mieście Lionela Messiego i Che Guevary jednak nie poszedł na marne. Ówczesnym trenerem Newell’s Old Boys był Marcelo Bielsa. Szkoleniowiec dostrzegł wrodzony strzelecki talent bohatera tego tekstu. Ich drogi ponownie zbiegły się po latach w reprezentacji Argentyny. W połowie roku 1989 Batistuta przeniósł się do słynnego River Plate. Tym razem jednak nie mógł odnaleźć wspólnego języka z trenerem. Daniel Passarella, legendarny kapitan Albiceleste z 1978 roku, odsuwał go od składu. Batistuta grał mało, chociaż szkoleniowiec w wywiadach podkreślał jego profesjonalizm: ,,Kiedy Batistuta znajdzie drużynę, z która uda mu się zagrać, to stanie się śmiertelnie groźny” – Daniel Passarella w wywiadzie dla magazynu „El Grafico” z 1990 roku. W 1990 roku Gabriel stał się przedmiotem wyjątkowej transakcji. Z River Plate został przetransferowany prosto do Boca Juniors. Grając w żółto-niebieskiej koszulce wreszcie zaczął występować jako środkowy napastnik. Pozycja okazała się dla niego idealna. Mógł wreszcie w pełni wykorzystać swoją szybkość, technikę oraz znakomite warunki fizyczne. Zakończył sezon jako najlepszy strzelec drugiej rundy, gdy Boca Juniors wygrali mistrzostwo Clausura. Znakomite ligowe występy zaowocowały spekulacjami o powołaniu do kadry na zbliżający się turniej Copa America. Zadebiutował w reprezentacji w czerwcu 1991 roku, podczas towarzyskiego meczu z Brazylią. Choć bramki nie strzelił, to jednak ten występ dał mu miejsce w kadrze na mistrzostwa Ameryki Południowej. Na mecz z chilijskimi gospodarzami Batistuta wyszedł w pierwszym składzie. Alfio Basile, będący selekcjonerem Albicelestes, szybko przekonał się, że była to słuszna decyzja. Gabriel strzelił w tamtym meczu dwie bramki, a całą fazę grupową zakończył z czterema trafieniami. Runda finałowa turnieju to jego dalszy strzelecki popis. Z sześcioma golami stał się królem strzelców imprezy, a Argentyna trzynasty raz została najlepszą drużyną na kontynencie. Napastnik odegrał również kluczową rolę rok później, podczas premierowej edycji Pucharu Konfederacji. Albiceleste wygrali turniej, a Batistuta strzelił dwie bramki w półfinale przeciwko Wybrzeżu Kości Słoniowej. Swój zwycięski marsz Argentyńczycy kontynuowali także na kolejnym turnieju. Trzydziesta szósta edycja Copa America ponownie zakończyła się ich wygraną. Zwycięstwo w finale (wówczas nie było już tej dziwnej finałowej fazy grupowej) przeciwko Meksykowi zapewniły trafienia Batistuty. Znakomite występy w kadrze sprawiły, że napastnikiem zaczęły interesować się kluby z Europy. Po Copa America 1991 Batistuta został zakupiony przez Fiorentinę. Decyzja o transferze do florenckiego klubu okazała się „strzałem w dziesiątkę”. Już w debiutanckim sezonie strzelił 13 bramek. Kolejny rok indywidualnie dla napastnika był jeszcze lepszy. Jego 16 goli nie pozwoliło jednak uchronić Fiorentiny przed sensacyjnym spadkiem do Serie B (pomimo iż w drużynie grali również min. Stefan Effenberg i Brian Laudrup). Po tym tragicznym wyniku napastnik podjął decyzję, dzięki której stał się legendą we Florencji. Pomimo degradacji postanowił pozostać w klubie i pomóc w awansie. Dowodzona przez Claudio Ranieriego drużyna po roku wróciła do Serie A. W kolejnych sezonach stała się jedną z mocniejszych włoskich drużyn.
Decydujący wpływ na dobre wyniki Violi miała przede wszystkim spektakularna liczba goli strzelanych przez Batistutę. Z 26 trafieniami Argentyńczyk został najlepszym strzelcem w batalii 1994/95. Pobił wtedy 30-letni rekord Ezio Pascuttiego, strzelając bramkę we wszystkich pierwszych 11 meczach sezonu. Kolejny rok to zdobycie z Fiorentiną Pucharu oraz Superpucharu Włoch. W czasie pobytu we Florencji do Gabriela przylgnął przydomek „Batigol”. Argentyńczyk stał się prawdziwym ulubieńcem kibiców. Dla snajpera niezwykle udany okazał się rok 1999. Pomimo prawie miesięcznej przerwy z powodu kontuzji, został wybrany najlepszym zagranicznym piłkarzem ligi, a Viola w lidze zajęła miejsce na podium. W plebiscycie FIFA zajął trzecie miejsce w głosowaniu na Piłkarza Roku. Łącznie, w czasie dziewięcioletniego pobytu we Florencji, Batigol osiągnął spektakularną liczbę 152 trafień w Serie A. Argentyńczyk do dzisiaj jest najlepszym strzelcem klubu w historii ligi włoskiej. Co więcej, w 2016 roku został wybrany w głosowaniu do najlepszej jedenastki Fiorentiny w dziejach. Przez większość lat 90. był podstawowym graczem argentyńskiej kadry. Mundial 1994 Albicelestes rozpoczęli w spektakularny sposób. W wygranym 4:0 meczu z Grecją dali popis technicznej i zespołowej gry. Batistuta zaliczył hat-tricka, a same akcje z tego meczu należą do jednych z najbardziej widowiskowych w dziejach argentyńskiego futbolu. Mistrzostwa w Stanach Zjednoczonych zakończyły się jednak dla kadry skandalem. Narkotykowa afera z udziałem Diego Maradony rozbiła reprezentację od środka. Argentyna odpadła w 1/8 po meczu z Rumunią, ale sam „Batigol” mógł być zadowolony z indywidualnego występu – zdobył na turnieju cztery gole. Później selekcjonerem kadry został dobrze znany Gabrielowi Daniel Passarella. Choć przed laty ich wzajemna współpraca w River Plate nie układa się najlepiej, to jednak trener w końcu przekonał się do napastnika, który nadal strzelał jak na zawołanie, zostając między innymi królem strzelców Copa America 1995. Passarella stracił jednak zaufanie do piłkarza w czasie eliminacji do mundialu we Francji. Decyzja była zaskoczeniem dla kibiców, którzy bez odważnego goleadora nie wyobrażali sobie składu. Na szczęście dla sympatyków reprezentacji, Batistuta znalazł się w kadrze na same mistrzostwa. Przed turniejem, na oczach całego świata, kolejny raz dał popis strzeleckich umiejętności. Rozegrano pokazowy mecz Reszta Świata kontra Europa. „Batigol” zaliczył dwa piękne trafienia, chociaż zagrał tylko 45 minut. Mistrzostwa 1998 Argentyna rozpoczęła od meczu z Japonią, która była absolutnym debiutantem. Jedyną bramkę meczu strzelił nie kto inny jak… Batistuta. Napastnik dokonał jeszcze większego popisu w kolejnym meczu z Jamajką. W ciągu dziesięciu minut strzelił trzy gole! Osiągnięcie okazało się historyczne – stał się pierwszym piłkarzem w historii, który strzelił trzy gole w jednym meczu na dwóch różnych mundialach. W podszytym politycznymi podtekstami meczu z Anglią zaliczył kolejne trafienie. Marsz po tytuł Albicelestes zakończyli jednak na ćwierćfinale. Przepiękna bramka Dennisa Bergkampa pozbawiła Argentynę marzeń o kolejnym tytule. Batistuta z pięcioma golami został wicekrólem strzelców. Cztery lata później kadra pod dowództwem Marcelo Bielsy również należała do jednych z faworytów turnieju. Losowanie grup na turniej w Japonii i Korei okazało się jednak pechowe. Grupa śmierci z Nigerią, Szwecją i Anglią. Wyszła z tego bariera nie do przejścia. Batistuta w wygranym meczu z afrykańską drużyną strzelił swoją dziesiątą mundialową bramkę. Na nieszczęście dla Argentyny, bilans czterech punktów nie wystarczył do awansu. Po turnieju, w wieku 33 lat snajper zakończył swoją bogatą (choć niespełnioną) reprezentacyjną karierę. Nigdy nie udało mu się wywalczyć medalu mistrzostw świata, jednak pozostaje on absolutną legendą argentyńskiej kadry. Najlepiej oddają to liczby. 77 mecze, 54 gole – liczba trafień aż do 2016 roku była najwyższa w historii piłkarzy występujących w biało-błękitnych koszulkach. Do Batistuty ciągle należy jednak inny imponujący rekord. Dziesięć goli na mundialach nie strzelił nigdy żaden inny Argentyńczyk – ani Kempes, ani Maradona, ani Messi! Batistuta przebywał we Florencji do sezonu 1999/2000. Pomimo obiecującego początku ligowych zmagań, klub zajął dopiero siódme miejsce w lidze. Nie udało się również osiągnąć sukcesu w Europie – Fiorentina została wyeliminowana w drugiej fazie grupowej Ligi Mistrzów.
Po dziewięciu sezonach opuścił Florencję. Transakcja do Romy opiewała na wartość 70 miliardów lirów (36,2 miliona euro). Trzyletnia umowa gwarantowała zawrotne zarobki na poziomie 7,6 miliona euro rocznie. Pieniądze zapłacone przez rzymski klub były wtedy najwyższą kwotą, jaka kiedykolwiek została zapłacona za gracza w wieku powyżej 30 lat. „Batigol” okazał się wart wyłożonej sumy. W sezonie 2000/01 w końcu zdobył zdobył z Romą upragnione scudetto. Do zdobycia mistrzostwa przyczyniło się przede wszystkim 20 goli Argentyńczyka. Kolejne lata były już dla napastnika mniej udane. Spadek strzeleckiej formy sprawił, że wypożyczono go do Interu Mediolan. Dużo asystował, ale dwie bramki w 12 meczach były rozczarowującym bilansem. W 2003 roku wyjechał z Włoch do Kataru, dołączając do drużyny Al-Arabi. Na piłkarskiej „emeryturze” strzelił imponujące 25 goli w 21 spotkaniach. W 2005 roku oficjalnie zakończył swoją piłkarską karierę. Parę lat po zawieszeniu butów na kołku, głośnym echem w świecie piłkarskim odbił się jeden z wywiadów z Batistutą. Opowiedział on mianowicie o swoich traumatycznych przeżyciach związanych z towarzyszącymi mu bólami: ,,Krótko po skończeniu kariery, praktycznie nie mogłem chodzić. Moczyłem łóżko, choć toaleta była raptem kilka kroków dalej, ale z bólu nie mogłem do niej dość. Spotkałem się więc z doktorem Avanzim i poprosiłem go, by amputował mi nogi. Lekarz odmówił, powiedział, że oszalałem. Zoperował mnie ponownie, wstawiono mi śruby, ale sytuacja się nie poprawiła. Problemem było to, że nie miałem chrząstek, a ścięgna były w strzępach, cała waga mojego ciała spoczywała na kości i umierałem z bólu”. Na całe szczęście, Batistuta sam dodał, że po trudnej i żmudnej rehabilitacji sytuacja zdrowotna znacząco się poprawiła. W innych wywiadach potrafił podkreślać, że futbol traktował bardziej jako zawód, a nie pasję. Nie wziął całkowitego rozwodu z futbolem. W czasie mundialu 2006 był ekspertem telewizyjnym oraz pracował później w sztabie Club Atletico Colan. W ostatnich latach pojawiały się różne doniesienia o ambicjach trenerskich Batistuty, więc być może wybitny Argentyńczyk jeszcze nam o sobie przypomni.
6
Żywe legendy argentyńskiego futbolu:
@Arkon
@AssisMoreira
@Compadre
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974