1

@Comentateiro Stety czy niestety ale jeszcze Xaka pociągał Bernardo za koszulke. Rzut karny jak najbardziej zasłużony

3

Legendy polskiego futbolu:

1 stycznia 1900 r. we Lwowie urodził się Mieczysław Batsch, legendarny polski napastnik. Niechaj zwycięstw wciąż seria nowa wieńczy łuki twoich bram, strzelaj bramki na chwałę Lwowa, Pogoń niechaj żyje nam – tak brzmi fragment przedwojennego hymnu Pogoni Lwów, czterokrotnego mistrza Polski, drużyny 19 reprezentantów Polski. Mieczysław Batsch jest jednym z symboli najlepszego okresu „Pogoniarzy”. Przygodę z piłką zaczynał w uczniowskim klubie Hellada Lwów, jednak jako 16-latek przeszedł do Pogoni i jest powszechnie uważany za jej wychowanka. Razem z Wacławem Kucharem i Józefem Garbieniem tworzył słynne ofensywne trio Pogoni w jej najlepszym okresie przed powstaniem ligi polskiej (tytuły mistrzowskie w latach 1922, 1923, 1925, 1926). Niezwykle przebojowy, waleczny, świetnie wyszkolony technicznie, z nosem do strzelania goli – to wszystko zjednało mu szerokie grono entuzjastów w całym kraju. Był członkiem reprezentacji olimpijskiej, która przygotowywała się do występu na igrzyskach w Antwerpii w 1920 r. (do startu nie doszło wskutek wojny polsko-bolszewickiej). W 1924 r. do Paryża już pojechał, jednak tam Polacy zakończyli udział w turnieju po porażce 0:5 z Węgrami. Jako rezerwowy był obecny na pierwszym historycznym meczu Polaków w Budapeszcie (18 grudnia 1921 r.), a zadebiutował ostatecznie 2 grudnia 1923 r. z Rumunią (remis 1:1). W sumie w reprezentacji zagrał 11 razy i strzelił osiem goli, w tym aż cztery w wygranym 7:1 meczu z Finlandią (Poznań, 8 sierpnia 1926 r.). Z koszulką z orłem na piersi pożegnał się 12 września 1926 r. – Polska wygrała z Turcją 6:1, a Batsch dwa razy trafił do siatki rywali. Debiutował i żegnał się z reprezentacją w swoim ukochanym Lwowie. Po zakończeniu kariery w 1929 r. grywał w Oldboyach Lwów, był także członkiem Sądu Koleżeńskiego LKS Pogoń Lwów. Znalazł czas na naukę i w 1931 r. ukończył Wydział Mechaniczny Politechniki Lwowskiej. Pracował w okręgowej dyrekcji PKP we Lwowie, po wojnie to samo robił w Przemyślu i Medyce. Tuż przy nowej granicy z ZSRR codziennie obserwował odjeżdżające do Lwowa pociągi, jednak sam nigdy nie zdecydował się pojechać do miasta swojej młodości. Do pięknych lwowskich czasów miał okazję wrócić na chwilę w 1957 r. Odbył się wtedy w Warszawie z okazji jubileuszu 50-lecia kariery sportowej Wacława Kuchara mecz byłych zawodników Pogoni z Polonią Warszawa. Zmarł 27 września 1977 r. w Przemyślu i tam został pochowany.

2

Wspomnień czar:

1 stycznia 1921 r. znakomity prawostronny napastnik Vicenç Piera zadebiutował w pierwszej drużynie Blaugrany. Młodziutki Vicenç zastąpił wówczas kontuzjowanego Paulino Alcantare i w swoim debiucie przeciwko Arenas de Getxo strzelił 2 gole! To był mecz towarzyski wygrany ostatecznie przez Barçe 3:1. Od tego dnia Piera grał we wszystkich meczach Barçy aż do przejścia na piłkarską emeryturę.

0

@hefaj6 Masz racje, 80 lat! Jedna ze stron internetowych wprowadziła mnie w błąd. Na przyszłość będe musiał być czujniejszy:)

9

75 lat kończy dzisiaj Alexender Chapman Ferguson, szkocki napastnik i wybitny trener, który doprowadził między innymi Manchester United do zdobycia dwukrotnie Ligi Mistrzów. Wszystkiego najlepszego panie Sir!

1

Kojarzy ktoś z was Claudio Gentile? Cóż to był za bezczelny typ!

Ten włoski piłkarz był diabłem na boisku, ale zanim zagłębimy się w jego losy, przytoczmy pewną bardzo ciekawą historię. Był koniec lat 70-tych, gala wręczenia Złotej Piłki. Parafrazując znanego komentatora: „Eleganckie panie, panowie w garniturach, leją się trunki”. Gdy wyczytano w końcu nazwisko zwycięzcy, ten wstał dumny i ruszył po swoje trofeum. Był nim Anglik Kevin Keegan, znany (wówczas) z fryzury w stylu Thomasa Andersa z zespołu Modern Talking. Kevin, dumny i elegancki, jak zawsze zaczął się przeciskać w kierunku sceny, aby odebrać nagrodę. Kiedy jednak Keegan mijał krzesło zajmowane przez Claudio Gentile, runął jak długi na podłogę. Dlaczego? Gentile… podłożył mu nogę, powodując natychmiastowy upadek Kevina. Gdy skonsternowany Anglik zaczął się podnosić, Włoch szepnął mu do ucha: ,,Nie zdobyłbyś jakiejkolwiek nagrody, gdybym to ja cię krył”. Keegan zaniemówił, nie wiedział czy iść po swoją Złotą Piłkę, czy potulnie wrócić i usiąść na wcześniej zajmowanym stołku. Cały Gentile!

29 czerwca 1982, mundial w Hiszpanii. Mecz życia Claudio oraz najlepszy, a zarazem jeden z najgorszych pokazów w dziejach futbolu, jeśli chodzi o grę obronną. 43 tysięcy ludzi zgromadzonych na Estadio Sarria było świadkami, jak Gentile czapką nakrył samego Diego Maradonę, a Włosi pokonali w starciu drugiej rundy Argentyńczyków 2:1 po golach Tardellego i Cabriniego. Honorowe trafienie dla Los Albicelestes zanotował Pasarella. Defensor nie zrobił tego jednak do końca uczciwie… Zwyczajnie polował na nogi Argentyńczyka. Piłka nożna jest dziś zwyczajnie ładniejsza, bezpieczniejsza, mniej brutalna. Sergio Ramos został niedawno odsądzony od czci i wiary, ale przy mordercach pokroju Gentile jest łagodny jak baranek. Spójrzmy na mecz Włochów przeciwko Argentynie w 1982 roku. Gentile ganiał za Maradoną przez cały mecz, niczym rozwścieczony pitbull za ofiarą. Szarpał, faulował, wybijał piłkę, rzucał go na murawę – wszystko w imię zwycięstwa i zgodnie z doktryną religii powszechnie znanej jako catenaccio. Boiskowe popisy oraz fajerwerki Gentile zostawiał innym – jego zadaniem było jedynie wyłączenie z gry Diego. W sumie sfaulował go aż 23(!!!) razy, od 1. minuty grając z żółtą kartką na koncie. Nie wiadomo jakim cudem dograł do końca meczu bez czerwonej kartki. Do dzisiaj wydaje się to niepojęte. Co ciekawe, był to pierwszy raz, kiedy Włoch krył nie napastnika, a pomocnika drużyny przeciwnej. By dobrze przygotować się do meczu, przez dwa (!) dni studiował taśmy video z grą Maradony. Po spotkaniu na Claudio spadła wielka fala krytyki, zarzucano mu bowiem chamstwo, brutalność oraz zabijanie piękna gry, którego symbolem był przecież Diego Armando Maradona. Gentile miał to jednak gdzieś. Kiedy po meczu dziennikarze przekrzykiwali się jeden z drugim, atakując włoskiego stopera, ten jedynie uśmiechnął się i załatwił sprawę tak, jak zrobił to z Maradoną. Popatrzył przed siebie, jakby chciał wszystkich zagryźć, po czym wypowiedział jedno z najsławniejszych zdań w historii piłki nożnej: ,,Futbol nie jest dla baletnic”. O co chodzi z przytoczonym wyżej cytatem? W taki właśnie sposób odpowiedział jeden z piłkarzy Serie A w połowie lat 70-tych, spytany przez kolegę z zespołu: „Kto rozwalił Ci korkami udo?” Claudio to był boiskowy pies obronny. Przedstawmy jednak Gentile nie tylko jako oprawcę z Trypolisu (tam właśnie przyszedł na świat), ale przede wszystkim jako genialnego obrońcę. Mizerne warunki fizyczne (wspomniane wcześniej niepełne 178 centymetrów wzrostu) niwelował ogromną wolą walki, zaciętością oraz nieustępliwością. Nie był stoperem z rodzaju tych eleganckich, jak wspomniany wcześniej Scirea, czy później np. Paolo Maldini. Gentile przeważnie nie wyprowadzał pięknych piłek, nie podawał jak Beckenbauer, za to bronił dostępu do własnej bramki, niczym Cerber wrót do świata zmarłych. Myślicie, że „popis” przeciwko Argentynie i Maradonie był finałem dokonań Claudio na mundialu w 1982 roku? Skąd. Podobnie jak „boskim” Diego, tak samo zajął się w meczu przeciwko Brazylii(3:2) innym z wirtuozów lat 80-tych, czyli Zico. Brazylijczyk bał się tego meczu i jego obawy potwierdziły się w 200%. Gentile nie ustępował mu nawet na krok, faulując go i uprzykrzając mu życie przy każdej możliwej okazji. Claudio odbierał mu piłki, deptał i szturchał, całkowicie dominując kolejnego wybitnego gracza na drodze do zwycięstwa w całym turnieju. Po jednym z wejść Włoch dosłownie zdarł z Zico koszulkę. Dziennikarze śmiali się, że kwestię pomeczowej wymiany trykotów Gentile załatwił po swojemu. Co ciekawe, sytuacja ta miała miejsce w… polu karnym Włochów. W piłce jak w życiu – trzeba też mieć szczęście. Ciekawostką jest natomiast to, iż w całej swojej karierze Włoch nigdy(!) nie został ukarany czerwoną kartką za przewinienia. Niewiarygodne! Claudio Gentile już na zawsze pozostanie synonimem boiskowego brutala, chociaż trzeba uczciwie przyznać, że oprócz tego był genialnym stoperem. Przeciwnicy nie wypowiadali się jednak nigdy o nim dobrze, żeby zacytować chociażby świętej pamięci Włodzimierza Smolarka: ,,Po faulu zawsze podawał rękę i pomagał wstać, ale równocześnie stawał korkami na nodze”. Pisało się często, że Włoch był sprawcą klaustrofobii u wielu swoich oponentów. Dlaczego? Ponieważ w momencie, gdy osaczał swoich rywali, to powodował, że nagle świat się kurczył. Nie można było się od niego uwolnić. Na temat swojego odwiecznego wroga wypowiedział się także sam Maradona w roku 2010, komentując jeden z fauli na Leo Messim: ,,Nie jesteśmy już w czasach takich boiskowych morderców jak Gentile”. Sam Claudio nie pozostał dłużny, odpowiadając ówczesnemu selekcjonerowi reprezentacji Argentyny: ,,Maradona to bardziej bufon niż trener. Ja nigdy nie zostałem usunięty za agresywną grę. On ma prawo do swojej opinii, ale ja jej nie szanuję i się z nią nie zgadzam”. Niezłą traumę musiał Gentile spowodować w głowie Maradony, jeśli ten nadal próbował się odgryźć Włochowi i to po… 28 latach. Kevin Keegan też coś pewnie chętnie by dodał, Co ciekawe, Maradona wtedy skrytykował Włocha, ale znowu w swojej autobiografii pisał:

,,Za każdym razem, gdy dochodziłem do piłki, on już polował na moje kostki. Nie wyrzucili go jednak z boiska. To nie była jednak jego wina, to była jego praca. To była wina sędziów”. Sam Claudio Gentile nigdy nie robił tajemnicy ze swojej piłkarskiej filozofii, a w jednym z wywiadów ujął to tak: ,,Moim celem nie było zastraszanie przeciwników, a pokazanie, że ja tutaj rządzę. Trzeba być ostrym i zdeterminowanym, a czasem po prostu trzeba wiedzieć, jak sfaulować rywala”. Taka kiedyś po prostu była piłka, zawodnikom na więcej pozwalano. Dziś futbol się zmienił. Bardzo dobrze. Więcej jest samej gry, a mniej agresji i chamstwa. Dzisiaj raczej trudno byłoby mu odnaleźć się w dzisiejszej piłce. Co chwilę wylatywałby z boiska i dostawał kary zawieszenia. Szukając ciekawej puenty odnośnie Gentile, jeden z angielskich dziennikarzy tak oto się odniósł w stosunku do Włocha: ,,Odwieczne pytanie brzmi, czy Claudio przetrwałby w dzisiejszym futbolu? Ale lepsze pytanie będzie takie: Czy dzisiejszy futbol przetrwałby spotkanie z Claudio Gentile?”

1

Jeśli ktoś miał, czy też nadal ma jakiekolwiek pozytywne oczekiwania Dembele wobec ,,naszego" klubu to wypada tylko jemu współczuć. Od samego początku był to piłkarz niesłychanie irytujacy, zarówno na boisku jak i poza nim. Już dawno miałem zamiar ostro go skrytykować ale czułem że mnie tu wyśmieją.

1

Jedno z najważniejszych Klasyków w sezonie:

30 grudnia 1984 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madryt 3:2 w 18 kolejce Primera Division. Gole strzelali: Gerardo w 25 minucie, Migueli w 53 oraz Esteban Vigo w 79 dla Barçy; Sanchis w 30 minucie i Butragueño w 89 dla Królewskich. Zwycięstwo to pozwoliło umocnić się Blaugranie na pierwszym miejscu w tabeli z sześciopunktową przewagą nad Realem Madryt.

4

Niezapominamy i wspominamy legendy naszej Barçy:
29 grudnia 1914 r. urodził się Domenec Balmanya Perera, kataloński pomocnik, który w barwach Blaugrany grał w latach 1935-37 oraz 1941-44. Piłkarz, który już za życia został uznany za legendę FC Barcelona. Historia FC Barcelona usłana jest wieloma wspaniałymi nazwiskami. W dobie Internetu, mass mediów i niezwykle ułatwionej komunikacji, banalną sprawą jest wypromowanie czyjegoś nazwiska. Najprostszym przykładem tego jest Leo Messi, który w niespełna rok stał się gwiazdą światowej piłki. Jednak, jak to wyglądało na początku, gdy Barça dopiero zaczynała tworzyć swoją legendę? Jednym z wielu, którzy w tym pomogli był Domenec Balmanya. Urodził 29 grudnia roku 1914, w trakcie krótkiej przerwy I Wojny Światowej, jaką sobie zrobili żołnierze. Barcelona była miejscem jego narodzin i właśnie to miasto ukształtowało go jako człowieka i sportowca. Właśnie tam spędził większość swojej kariery, zarówno piłkarskiej, jak i trenerskiej. W swoim życiu pełnił wiele ról. Od podawacza piłek, piłkarza, trenera, selekcjonera do komentatora radiowego. Jedno jest pewne - został nieco zapomniany. Zacznijmy więc od początku. Karierę rozpoczął w małym klubiku Girona FC. Tam zebrał pierwsze piłkarskie szlify. Jego przejście do FC Barcelona jest owiane tajemnicą. Swój debiut zaliczył przed iście katalońską publicznością, w meczu z Espanyolem. Barça ten mecz wygrała 1:0, a ówczesny trener - Patrick O'Conell - zaczął częściej sięgać po Domeneca. Statystycy obliczają, że Balmanya podczas swojej pierwszej przygody z Barceloną, rozegrał 111 spotkań. Liczba ta mogłaby być zupełnie większa, jednak brak zarchiwizowanych dowodów na kilka innych, domniemanych meczów z jego udziałem, nie pozwala na dopisanie wyższej liczby występów. Podczas swojego debiutanckiego sezonu, Domingo (jak go nazywali w Katalonii), pomógł drużynie w zdobyciu mistrzostwa Katalonii oraz dojściu do finału Pucharu Hiszpanii. Rok później, w sezonie 1936/1937 rozgrywki zostały zawieszone z powodu wybuchu hiszpańskiej wojny domowej. Mimo to, FC Barcelona wraz z resztą zespołów z republikańskiej strefy Hiszpanii, wzięła udział w lidze klubów śródziemnomorskich . Dzięki wydatnej pomocy Balmanya'i i O'Conella, Blaugranie udało się tryumfować w tych rozgrywkach. W roku 1937 zespół udał się na tournee do Meksyku oraz Stanów Zjednoczonych. Barça rozegrała 14 spotkań, z takimi przeciwnikami, jak Club America, CF Atlante, Necaxa, oraz z reprezentacją Meksyku. W U.S.A Barcelona zmierzyła się ze stwarzanymi naprędce drużynami, jak reprezentacja Brooklynu czy Nowego Jorku. Udało im się też zagrać z drużyną narodową Stanów. Dzięki temu wyjazdowi, finanse klubu uległy znacznej poprawie. Niestety O'Conell wrócił do Hiszpanii z tylko czterema piłkarzami. Reszta (wraz z Balmanyą) emigrowała do Francji. Po zakończeniu wojny domowej, generał Franco nałożył sześcioletnią dyskwalifikację na sportowców, którzy podczas wojny opuścili kraj i do niego nie wrócili. Jednakże Enrique Pineyro, który w tamtym czasie szefował FC Barcelona, sprawił, że Balmanya wraz ze swoim utalentowanym kolegą - Escolą - powrócili do drużyny. Podczas swojego pierwszego sezonu, po powrocie, Barca ledwo się utrzymała, potrzebując baraży z Realem Murcią, by zapewnić sobie pierwszoligowy byt. Jednak co ciekawe, Katalończykom udało się dojść do finału Copa del Generalisimo (Copa del Rey), pokonując Athletic Bilbao 4:3.Warto wspomnieć, że między 1935 a 1944 rokiem, Balmanya rozegrał cztery spotkania w reprezentacji Katalonii. 19 stycznia 1936 roku na Les Corts rozegrano spotkanie na cześć Josepa Samitiera, rywalem było SK Sidenice z Czechosłowacji. Ciekawostką jest, że tego samego dnia w katalońskiej jedenastce debiutował także Emilio Sagi Linan, który bardzo się zasłużył Blaugranie. Nasz bohater po zaliczeniu kolejnych 41 spotkań w barwach FC Barcelona, zdecydował się zmienić otoczenie, podążając za swym dotychczasowym trenerem Noguesem do Gimnastic Tarragona. Właśnie tam zakończył swoją piłkarską kariere. Od razu po zawieszeniu butów na kołku, zabrał się za trenowanie. W 1949 roku udało mu się objąć Gimnastic, jako następca swojego mentora - Noguesa. Jego osiągnięcia (spuszczenie Gimnastic do drugiej ligi) były na tyle rozczarowujące, że rok później podziękowano mu i zwolniono. Po epizodach w Girona FC i Zaragozie, Domenecowi udało się poznać smak sukcesu na ławce Realu Oviedo. W roku 1955 poprowadził Oviedo do drugiego miejsca w Segunda Division. Nie minęło wiele lat, gdy Balmanya wrócił do Barcelony. W latach 1956-58 trenował Katalończyków, w których składzie grały takie legendy jak Ramallets, Evaristo, Luis Suarez czy Kubala. W tym czasie udało mu się wygrać Puchar Hiszpanii w 1957 r., gdzie po drodze w ćwierćfinale rozgromił Real Madryt 6:1! Natomiast rok później poprowadził Dume Katalonii do pierwszego w historii tryumfu w europejskich pucharach a mianowicie Pucharu Miast Targowych, gdzie w drugim meczu finałowym FC Barcelona rozgromiła reprezentacje Londynu 6:0! W drugim sezonie swoich rządów Blaugrana zajęła jedynie trzecie miejsce w lidze, co było dużym rozczarowaniem. W efekcie został zastąpiony na ławce trenerskiej przez legendarnego Helenio Herrere.

5

Czy wiecie że….

29 grudnia 2004 r. reprezentacja Katalonii przegrała z reprezentacją Argentyny 0:3. Od 1997 r. regularnie, najczęściej w okresie bożonarodzeniowym, reprezentacja Katalonii rozgrywa swoje mecze z drużynami z całego świata. W 2004 r. okazja była szczególna ponieważ na Camp Nou zjawiła się Argentyna, najlepsza oprócz Brazylii drużyna, która dotąd przyjęła zaproszenie do Katalonii. Mecz ułożył się dobrze dla gości, bo już w pierwszej minucie objeli prowadzenie. Ostatecznie mimo odważnej gry gospodarzy, goście wygrali 0:3. W meczu tym zadebiutował młodziutki Gerard Pique, który kilka miesięcy wcześniej przeszedł do Manchesteru United. Mecz z Argentyną był również ostatnim spotkaniem ,,Pichiego” Alonso w roli selekcjonera. Pierwszy mecz reprezentacji Katalonii odbył się 20 lutego 1917 r., w którym Katalończycy polegli aż 0-7 z Francją. Kolejne spotkania odbywały się dość regularnie przed wojną domową w Hiszpanii. W czasie dyktatury generała Franco były rozgrywane sporadycznie i zostały zawieszone zupełnie po 1976 r. aż do wspomnianego 1997 r. Chociaż mecze reprezentacji Katalonii zawsze były okazją do demonstrowania poglądów politycznych, w ostatnich latach żądania niepodległościowe nasiliły się.

0

@Ali3231 Ogladałem ostatnie 2 bądź 3 mecze reprezentacji Hiszpanii. Wyróżniali się głównie Busquets, Nico i Gavi. Ferrana Torresa nie kojarze aby się wyróżniał

0

Z cyklu (nie)zapomniane El Clasicos:

28 grudnia 1969 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madryt 1:0 w 16 kolejce Primera Division po golu Gallego w 29 minucie. To zwycięstwo pozwoliło jedynie awansować na 10-te miejsce w tabeli a sezon zakończyć dopiero na siódmym miejscu.



28 grudnia 1975 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Real Madryt 2:1 w 15 kolejce Primera Division. Gole dla Barçy strzelili: Neeskens już w 3 minucie oraz decydującego o zwycięstwie Rexach w 89 minucie. Te 2 punkty uplasowały Blaugrane na 4 pozycji ze stratą jedynie 3 punktów właśnie do Realu Madryt.

1

Nie no, taką sensacje robiła i robi z tego transferu zarówno redakcja, jaki i użytkownicy tej strony, jakby przychodził sam Bóg albo przynajmniej Mbape. Nie oglądam regularnie Manchesteru City i reprezentacji Hiszpanii i nie kojarze aby ten zawodnik jakoś wybitnie się wyróżniał w przeciwieństwie do Gaviego czy Nico. W dodatku przychodzi piłkarz kontuzjowany i to za jaką kwote? A podobno naszej Barcy nie stać na coś takiego? Mam bardzo mieszane uczucia, obyśmy się nie rozczarowali tak jak kiedyś Andre Gomesem albo ostatnio Dembele.

4

Feliz cumpleaños panie Sergi! Z okazji 50-tych urodzin.

28 grudnia 1971 r. urodził się Sergi Barjuan, obecny trener rezerw. Ten lewy obrońca był ostatnim członkiem ,,Dream Teamu” Johana Cruijffa, który opuścił klub. Sergi trafił do drużyny w tym samym roku, w którym legendarny Holender objął stanowisko szkoleniowca. Wcześniej dał się poznać jako znakomity strzelec. W ostatnim sezonie w poprzednim klubie(EC Granollers) zdobył aż 40 goli jako boczny pomocnik lub napastnik, lecz w nowym klubie po przejściu drużyn młodzieżowych trafił do FC Barceony C jako lewy obrońca. 24 listopada 1993 r. wobec kontuzji Jona Goikoetxei, Cruyff powołał go z Barçy B na mecz z Galatasaray Stambul, gdzie niespodziewanie zadebiutował w pierwszym składzie. Kilka dni później Cruyff dał mu szanse w meczu ligowym z Rayo Vallecano i wkrótce jego pozycja w drużynie stała się niepodważalna. Podczas pierwszej kadencji Luisa Van Gaala ich wzajemne relacje osłabiły pozycje Hiszpana. W 2002 r. gdy Holender wrócił na stanowisko trenera stało się jasne iż Sergi będzie musiał odejść. W sumie w koszulce Blaugrany rozegrał 463 mecze, co czyni go najczęściej występującym lewym obrońcą w historii klubu. Po odejściu z Barçy przez 3 lata grał w Atletico Madryt, gdzie zakończył karierę. w 2009 roku został trenerem Juvenilu B, w którym spędził dwa lata. Pierwsze doświadczenia w profesjonalnej piłce zbierał przez dwa sezony w Huelvie. Następnie po krótkiej przerwie przeniósł się do Almeríi w końcówce sezonu 2014/15. Jego zespół spadł z Primera División, ale Sergi zachował posadę. Stracił ją dopiero w październiku po nieudanym początku kolejnej kampanii. W dalszych miesiącach trener pracował w katalońskiej telewizji TV3, a potem spróbował uchronić od spadku Mallorcę. Drużyna odnotowała dobre wyniki, ale nie udało jej się utrzymać w Primera. Kolejną przygodą Barjuana były Chiny, w których spędził niemal dwa lata. Przez dwa lata pozostawał bez klubu, a latem tego roku przejął Barçę B po zwolnionym Garcíi Pimiencie. Dalszy ciąg znamy chyba wszyscy?

0

Wiecie co, już nie można patrzeć na tego Ronaldo, przecież to jest jakiś pieprzony terminator a nie normalny piłkarz...

1

Niedoceniane mistrzostwa:

27 grudnia 1936 r. Brazylia pokonała Peru 3:2. To był mecz otwierający 14-tą edycje Copa America. Gospodarzem zmagań była Argentyna a głównym obiektem turnieju był stadion San Lorenzo zwany Nuevo Gasometro, mieszczący ponad 65 tys. widzów. Po radiowych rewelacjach sprzed 2 lat, Buenos Aires olśniło przybyszów dosłownie i w przenośni. Po raz pierwszy w historii mecze odbywały się późnym wieczorem przy sztucznym świetle. Takie spektakle ze względu na niezwykły klimat i walory estetyczne zyskały wkrótce miano ,,nokturnów”. Regulaminową nowinką była możliwość dokonania nawet dwóch zmian w trakcie spotkania(w tamtych czasach generalnie nie dozwolona była zmiana piłkarzy). Tu wszakże organizatorom nie starczyło wyobraźni i rezerwowi czekali na swoją szanse kucając lub leżąc na trawie w pobliżu linii autowej. Dopiero te doświadczenia sprawiły iż z biegiem czasu zainstalowano ławke. Turniej był niezwykle mocno obsadzony, chociaż miał też swoich wielkich nieobecnych. Na kontynentalną scenę wrócił wprawdzie Paragwaj, lecz paroletnia wyniszczająca wojna z Boliwią złamała kariery bez mała całej, nader zdolnej generacji. Młodzi piłkarze bowiem szli na front. Mimo tego talenty paragwajskie rodziły się na kamieniu. W trakcie wojny o Gran Chaco w Argentynie znaleźli się piłkarze najwyższej światowej klasy. Niestety żaden z nich nie wystąpił w tym turnieju, choć wiele wskazuje na to że ich obecność uczyniła by z teamu ,,Guarani” bodaj głównego faworyta Copa America. Chodzi o Arsenio Erico i Delfina Beniteza Casereca. Dramat tego pierwszego polegał na tym iż nigdy nie zagrał w reprezentacji, chociaż był najlepszym piłkarzem w historii Paragwaju, zaś zdaniem takiego autorytetu jak Ś.p. Di Stefano- w ogóle najwybitniejszym środkowym napastnikiem w dziejach światowego futbolu. Tego typu kategoryczne opinie zawsze budzą wątpliwości. Jednak Erico dowiódł swojej wielkości w sposób nader wymierny. W latach 1934-46 w 335 ligowych meczach zdobył dla Independiente 293 gole! Liderując argentyńskiej tabeli wszechczasów! Z całą pewnością był graczem genialnym i nie ma w tym słowa przesady. Główkarz niezrównany, z którym w zawody mogliby najwyżej iść Kocsis i Passarella. Przy wzroście 175 cm. Fruwał w powietrze na wysokość poprzeczki. Wielokrotnie głową wytrącał bramkarzom piłke, którą- zdawało się już, już trzymali w wyciągniętych w górę jak struna rękach. Strzelał z równą łatwością nożycami, z woleja, z powietrza, z ziemi. Jego palomity(gołąbki) urzekały brawurą i elegancją. Skończony technik i drybler, zdumiewał bogactwem akrobatycznych sztuczek. Pomyśleć tylko, że taki człowiek nigdy nie przywdział pasiastej koszulki ,,Guarani”! A to był ,,za młody”, a to ,,wynarodowił się” tak długo mieszkając w Argentynie, a to trener powątpiewał w jego ambicje… kompletny absurd! Drugim wielkim nieobecnym był Benitez Caseres, skutecznością niewiele ustępujący samemu Erico. W 1937 był już gwiazdą Boca Juniors, jednak sztab trenerski Paragwaju nie widział go w składzie- cóż za idiotyzm! Mimo tak niedorzecznych absencji Paragwaj pokazał kilku obiecujących zawodników, którzy niebawem zrobili udane kariery w lidze argentyńskiej, jak Esquivel, Marcial Barrios, Ortega, Flor czy też najlepszy z nich znakomity napastnik Aurelio Gonzalez. ,,Guarani’’ grali nierówno. Potrafili pokonać Urugwaj, lecz z Brazylią i Argentyną nie mieli cienia szans. Chile nieoczekiwanie rozgromiło Urugwaj 3:0 i stoczyło heroiczny bój z Brazylią, który był popisem napastników i blamażem obrońców. Wynik 4:6 na korzyść Brazylii dobrze oddawał te proporcje. Natomiast Urugwajczycy owładnięci byli jedną myslą: po raz kolejny wygrać z Argentyną! Wszystko więc podporządkowali temu celowi, w trakcie innych meczów będąc wręcz nieobecnymi duchem. I dopieli swego. 60.tysięczna publiczność na Estadio San Lorenzo oglądała porywające swą dramaturgią widowisko. Już w 5 minucie Villadoniga strzelił gola, który ,,ustawił” dalszy przebieg meczu. Obrona Celestes skutecznie zamurowała dostęp do bramki. W 51 minucie Juan Emilio Piriz strzelił drugiego gola i Urusi poszli za ciosem i w efekcie Varela podwyższył na 3:0. Dopiero wtedy gospodarze otrząsnęli się z szoku. Pod bramką Besuzzo rozpętał się huragan. Varallo w 63 i Zozaya w 68 minucie zmniejszyli klęskę do rozmiarów porażki. Na więcej nie starczyło czasu. O wszystkim decydował teraz ostatni mecz turnieju Argentyna-Brazylia. Canarinhos mieli 8 punktów, zaś Albicelestes 6 punktów. Po wyrównanym ciężkim meczu kapitalny rajd lewoskrzydłowego Enrique Garcii w 48 minucie przesądził sprawę. Wielcy rywale zrównali się punktami. Nie po raz pierwszy w dziejach Copa America doszło więc do dodatkowego meczu. W normalnym czasie przeciwnicy nie ustępowali sobie ani na jotę. Atak za atak, oko za oko. Urugwajski sędzia Mirabal zrządził dogrywke. Za doświadczonego Varallo wszedł nieopierzony młodzian, Vicente de la Mata. Nagle stało się coś takiego, jakby młody żarłoczny jastrząb spadł na spłoszone stadko kuropatw. De la Mata w przeciągu niespełna 4 minut(109 i 112) dwukrotnie odtańczył z piłką nieprawdopodobny taniec świętego Wita i kompletnie osłupiali obrońcy tylko spoglądali bezradnie jak baletmistrz wjeżdża do pustej bramki. Dzięki tym dwóm fantastycznym zagraniom Argentyna po 8 latach odzyskała Puchar Ameryki. Choć trzeba przyznać iż natknęła się na godnego siebie rywala. W turnieju po raz pierwszy zagrał Ekwador. Po raz czwarty z rzędu zwyciężyli gospodarze, za to pierwszy raz uczestniczyło w rywalizacji więcej niż połowa członków Conmebol. Po raz pierwszy też lider klasyfikacji o miano najlepszego snajpera, Chilijczyk Toro, zdołał strzelić aż 7 goli.

3

Choć dzisiaj wydaje się to nie do pomyślenia, to jednak 27 grudnia 2007 r. socios Blaugrany w ankiecie bożonarodzeniowej chcieli wyboru Jose Mourinho na przyszłego trenera FC Barcelony. Ponad połowa ankietowanych była za dymisją Franka Rijkaarda po zakończeniu sezonu, choć jeszcze rok wcześniej w identycznej sondzie otrzymał on większy kredyt zaufania niż piłkarze i to pomimo przegranych niewiele wcześniej Klubowych Mistrzostw Świata. Ronaldinho, który niemal w niczym nie przypominał piłkarza sprzed 2 lat, również był negatywnie oceniany i prawie 45% ankietowanych domagała się jego sprzedaży jeszcze w zimowym okienku transferowym. Niecałe 2/3 kibiców nie wierzyło w zdobycie mistrzostwa. Co prawda ankieta była przeprowadzona jedynie wśród 300 socios i tuż po przegranym meczu z Realem, lecz oddawała stopień niezadowolenia kibiców osiąganymi wynikami. Tak jak domagali się tego fani, Rijkaard i Ronaldinho odeszli po zakończeniu sezonu, w którym piłkarze zajeli w La Liga dopiero trzecie miejsce i skończyli rozgrywki bez żadnego trofeum. Swoją drogą to bardzo ciekawe co by się działo gdyby doszło do zatrudnienia pana Mourinho? Tego jednak już się nie dowiemy.

1

Święta to czas wspomnień, różnorakich zabaw, konkursów itp. Ja postanowiłem ułożyć swoją najlepszą jedenastke wszechczasów. Nie da się w takiej jedenastce zmieścić wszystkich wybitnych legend, więc w nawiasie umieściłem drugą jedenastke:

Lew Jaszyn(Vladimir Beara), Nilton Santos(Giacinto Facchetti), Beckenbauer(Passarella), Jose Nasazzi(Blankenburg), Djalma Santos(Cafu), Manoel Francisco dos Santos(Di Stefano), Maradona(Cruijff), Platini(Xavi), Zidane(Valdir Pereira), Pele(Luis Nazario de Lima), Messi(Cristiano Ronaldo)

6

Ku pamięci legend:

26 grudnia 1943 r. odbył się mecz w hołdzie Antonio Franco. FC Barcelona zagrała wówczas na Les Corts z Realem Madryt. Do zakończenia II wojny światowej obie drużyny aż 26 razy spotykały się w meczach towarzyskich. Tamten ,,Klasyk” toczył się w atmosferze , o którą trudno w dzisiejszych czasach. Mimo zwycięstwa Katalończyków 4:0 obie drużyny były zadowolone ze spotkania. ,,Widziałeś to! Futbol to ma. Pasjonuje tłumy i ekscytuje kibiców, którzy żyją w wielkim napięciu, oczekując na końcowy rezultat. Jesteśmy żywiołowymi Latynosami ale jeżeli szlachetność napotyka szlachetność, umiemy się przyjąć z otwartymi ramionami”- zachwycał się atmosferą Santiago Bernabeu, prezydent Realu. ,,Nie spodziewałem się takiego wspaniałego pożegnania. Nie zasługiwałem na tyle jako zawodnik, mecz był również ważny dla obu drużyn. Dziękuje obu zespołom i kibicom, którzy zawsze traktowali mnie wspaniale”- powiedział żegnający się z futbolem Antonio Franco, pomocnik Barçy w latach 1934-43 i kapitan klubu w ostatnich latach kariery. Być może i tak właśnie było w ten świąteczny grudniowy dzień, jednak ja osobiście nie wierzę Bernabeu w te słowa o szlachetności wobec Dumy Katalonii, zwłaszcza po tym co się wydarzyło tego samego roku 13 czerwca na Estadio Chamartin w Copa del Generalismo. Kto nie wie o co chodzi, bądź słabo się orientuje, to polecam przeczytać książke ,,Barça. Życie, pasja, ludzie”, a jeszcze lepiej książke ,,FC Barcelona Real Madryt Wojna światów” a w niej rozdział ,,Skandal”.

3

Ten pierwszy raz w historii:

Zdajecie sobie sprawę iż ,,nasza” Barça 25 grudnia 1955 r. rozegrała swój pierwszy mecz w europejskich pucharach? Otóż 65 lat temu FC Barcelona rozgrywała spotkanie z reprezentacją Kopenhagi w ramach ćwierćfinału Pucharu Miast Targowych. Było to trzecie spotkanie pierwszej edycji tych rozgrywek w historii. Mecz z Kopenhagą odbył się na słynnym Les Corts przy komplecie 35 tys. widzów a Blaugrana wystąpiła w czarnych koszulkach, białych spodenkach i z herbem miasta Barcelony na piersi. O poziomie przeciwników świadczy fakt iż rzut karny wywalczył dla nich 18-letni Andersen, gracz z trzeciej ligi duńskiej. Mecz zakończył się zdecydowanym zwycięstwem gospodarzy 6:2 a pierwszego oficjalnego gola dla Barçy w europejskich pucharach strzelił Areta z podania Kubali.

7

Wyłącznie dla prawdziwych cules? Niekoniecznie…

W latach 20-tych poprzedniego wieku teren na wzgórzu Montjuic, gdzie mieścił się kamieniołom, został odpowiednio przystosowany, żeby wybudować na nim stadion piłkarski- Estadi Catala, jak oficjalnie go nazwano- mogący pomieścić 35 tys. osób. Projekt ten powstał w wyniku kandydowania Barcelony do zorganizowania Igrzysk Olimpijskich w 1924 roku. W ramach kampanii na rzecz organizacji igrzysk, 25 grudnia 1921 r. Barça rozegrała mecz inauguracyjny przeciwko Sparcie Praga w obecności 30 tys. widzów, którzy wypełnili trybuny nowego stadionu, i setek pozostałych, śledzących boiskowe wydarzenia z pobliskich wzgórz. Według ówczesnych relacji, tamtego świątecznego dnia futbol przestał być dyscypliną marginalną, a stał się sportem masowym. Sam Samitier zabrał głos w tej sprawie: ,,Zawsze uważałem iż wizyta Sparty była decydująca dla katalońskiego futbolu. Od tamtej chwili liczba widzów rosła z dnia na dzień”. Podczas inauguracji stadionu na trybunach obecny był ówczesny burmistrz miasta, Antoni Martinez, któremu towarzyszył między innymi prezydent Mancomunitatu i przewodniczący Parlamentu. W tamtym towarzyskim meczu e Spartą, które prowadził sędzia Bru, Blaugrana wystawiła taki oto skład: Zamora, Planes, Martinez Surroca, Torralba, Sancho, Samitier,Vinyals, Vicente Martinez, Josep Gracia, Sagi Barba oraz ówczesny kapitan Paulino Alcantara. W doliczonym czasie gry Sparta zdołała pokonać Barçe 3:2, lecz następnego dnia rozegrano mecz rewanżowy, który zakończył się zwycięstwem gospodarzy 2:0, po golach Planesa i Alcantary z karnego.

8

Wszystkim użytkownikom a także całej redakcji fc.barca.com pragnę złożyć najserdeczniejsze życzenia Błogosławionych Świat Bożego Narodzenia, wszelkiej pomyślności i przede wszystkim Nadziei płynacej z Betlejemskiego żłóbka. Niech przyjście na świat Chrystusa przyniesie ze sobą radość, pokój, nadzieję i miłość.
Pozdrawia dozgonny cule Zenek.

5

Cóż to był za wspaniały prezent na święta:

23 grudnia 2017 r. Real Madryt przegrał na Santiago Bernabeu z FC Barceloną 0:3(0-0). Real Madryt poległ na własnym stadionie ze swoim odwiecznym rywalem, FC Barceloną. Messi i spółka przez całą pierwszą połowę byli przyczajeni, ale po przerwie wyczekali na zabójczą kontrę, którą zakończył Luis Suarez. Po chwili idiotycznie w polu karnym zachował się Dani Carvajal, który postanowił zmienić dyscyplinę sportu i pograć w siatkówkę. Barcelona powiększyła przewagę nad drugim w tabeli Atletico do dziewięciu punktów, przez co chyba już znamy mistrza Hiszpanii na sezon 2017/18. Mecz w pierwszej połowie był bardzo wyrównany i nie aż tak otwarty, przez co sytuacji strzeleckich nie było zbyt wiele. Lepsze sytuacje stworzył sobie Real, który starał się nie dopuścić Barcelony do narzucenia warunków gry. Po zmianie stron Real jednak całkowicie się posypał. Cała organizacja gry obronnej spaliła na panewce, gdy w 54. minucie pilnujący Messiego Mateo Kovacić odpuścił drybling Ivana Rakiticia. Chorwacki pomocnik "Blaugrany" przebiegł z piłką spory dystans, a następnie rozciągnął grę do Sergi Roberto. Ten wyłożył piłkę Suarezowi, który nie mógł się pomylić i umieścił piłkę w niemal pustej bramce. Na 27 minut przed końcem spotkania idiotycznie zachował się Dani Carvajal. Prawy obrońca "Królewskich" celowo zagrał ręką w polu karnym. Lionel Messi nie pomylił się z rzutu karnego i podwyższył prowadzenie. Katalończycy dorzucili trzecie trafienie w doliczonym czasie gry. Prawym skrzydłem szarżował Messi, by następnie wycofać piłkę do wbiegającego Aleixa Vidala, który płaskim strzałem pokonał Keylora Navasa. Kostarykański bramkarz odbił piłkę, ale ta i tak wpadła do bramki, choć wydaje się, że mógł zachować się dużo lepiej. Grający w dziesiątkę piłkarze Realu nie zdołali już odpowiedzieć. Obrona tytułu była wówczas dla podopiecznych Zinedine'a Zidane'a raczej niemożliwa.

2

Początki rywalizacji:

23 grudnia 1945 r. FC Barcelona pokonała Athletic Bilbao w finale Copa de Oro Argentina. Prekursorem Superpucharu Hiszpanii stał się zorganizowany w 1945 r. mecz pomiędzy mistrzem kraju FC Barceloną a zdobywcą Pucharu Hiszpanii Athletic Bilbao. Inicjatywa wyszła od konsula Argentyny w Barcelonie a trofeum ufundowali jego rodacy mieszkający w stolicy Katalonii, stąd nazwa: Złoty Puchar Argentyny. Po emocjonującym meczu Blaugrana zwyciężyła zasłużenie 5:4 a zyski ze spotkania przeznaczono dla szpitali w Barcelonie i Bilbao. ,,To był prawdziwy finał pucharu: entuzjazm i rządza tytułu 22 paladynów, którzy wyszli na boisko naładowani w poszukiwaniu cennego trofeum. Dwie różne drogi zdobywania goli i emocjonujące ostatnie 5 minut, gdzie jedni dążyli do wyrównania a drudzy starali się utrzymać minimalne prowadzenie. Finał, który pozwolił nam posmakować 90 minut dobrej gry i niezaprzeczalnych emocji. To był historyczny sukces naszego wspaniałego futbolu, który zostanie dobrze zapamiętany przez tysiące kibiców, mających szczęście zobaczyć to na własne oczy”- komplementowała spotkanie gazeta ,,El Mundo Deportivo”. W 1947 r. organizator rozgrywek ligowych RFEF urządził ponownie spotkanie o Superpuchar pod nazwą Copa Eva Duarte.

4

Cudowne lata:

23 grudnia 1906 r. FC Barcelona rozegrała towarzyski mecz we Francji przeciwko Olimpique Cette- klubowi założonemu w mieście Seta, na obrzeżach Montpellier. W relacji z tamtych czasów występ Blaugrany, która pokonała Francuzów 4:2, odbił się szerokim echem. Serdeczne relacje między klubami sprawiły iż wkrótce doszło do drugiego meczu, tym razem w Barcelonie a po nim piłkarze i szefowie obu klubów udali się do Gran Hotel Falcon na pożegnalny bankiet. Uroczystość prowadził lekarz i ówczesny deputowany republikański- Per Pi y Sunyer, który w przemowie odwoływał się do patriotycznego znaczenia zwycięstw obu drużyn.

3

Premierowe derby:

23 grudnia 1900 r. FC Barcelona rozegrała pierwsze w swojej historii derby Barcelony z Espanyolem. Towarzyskie spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem i toczyło się w przyjacielskiej atmosferze, co trudno sobie dzisiaj wyobrazić. Barça zagrała bez obcokrajowców a przeciwnicy zaprezentowali się pod nazwą Sociedad Española de Futbol co po Polsku znaczy Hiszpańskie Towarzystwo Piłki Nożnej. Dopiero później przekształcili nazwe na RCD Espanyol.

3

Karim Benzema po strzeleniu wczoraj 2 goli ma już na swoim koncie 250 goli w klasyfikacji strzelców pierwszoligowych. Do Telmo Zarry, którego z pewnością prześcignie traci jedynie 2 gole. Do Ś.P. Cruyffa(290) czy nawet Krzysztofa Warzychy(310) jeszcze mu sporo brakuje. Ciekawe czy będzie w stanie pobić naszego ,,Gucia"? Oby nie

3

Jeden z geniuszy futbolu:

22 grudnia Lionel Messi strzela 92 gola w całym 2012 roku. Rok ten był dla Argentyńczyka niesamowity. Już 9 grudnia w meczu z Betisem pobił dotychczasowy rekord Gerda Müllera, który w barwach Bayernu i reprezentacji Niemiec strzelił w 1972 r. 85 goli. Biorąc pod uwagę iż obecnie futbol jest dużo bardziej fizyczny i pada znacznie mniej goli, osiągnięcie było niesamowite. Do 22 grudnia i meczu z Realem Valladolid Messi zdążył jeszcze dołożyć siedem trafień. 92 gole zdobyte we wszystkich oficjalnych meczach to rekord w historii światowego futbolu(Pele w 1959 strzelił jedynie 75 goli). Znany dziennikarz ,,AS-a” Tomas Roncero przekonywał co prawda że rekord wciąż należy do Zambijczyka Godfreya Chitalu, który ponoć strzelił w swoim kraju 107 goli w 1972, aczkolwiek teorii tej nie wzięto na poważnie. Z końcem 2012 r. 25-letni wówczas Messi miał już na koncie dziesiątki rekordów. Do najważniejszych należą: najwyższa ilość goli w jednym sezonie La Liga(50), czterokrotna korona króla strzelców Ligi Mistrzów(2010-13), rekord goli w jednym sezonie(73) a także wyrównanie rekordu Anglika Viviana Woodworda w ilości goli w rozgrywkach międzynarodowych, również reprezentacji(25 goli).

1

@Pawel13sz Przykro mi al nie mam żadnych linków, takie fragmenty mam tylko na płytach dvd gdzieś.

3

Golazo!

22 grudnia 1973 r. Mijały właśnie ostatnie minuty pierwszej połowy meczu Barçy z Atletico Madryt na Camp Nou. Na wrzutkę w pole karne zdecydował się Rexach ale wydawało się że piłka jest poza zasięgiem Cruijffa. Holender zdecydował się więc na akrobatyczne zagranie nogą na dużej wysokości w stylu dzisiejszych uderzeń Ibrahimovicia i jego strzał znalazł droge do siatki w prawym górnym rogu bramki. To był najładniejszy gol ,,boskiego” Johana podczas jego pobytu w Barcelonie a być może i w całej karierze. Holender rozgrywał wówczas wspaniały sezon zakończony mistrzostwem Hiszpanii dla Blaugrany a ten gol pozwolił mu zdobyć przydomek ,,Latający Holender”.

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?