FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
33 obserwujących
0 obserwowanych
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
1
@arasz1819 No prosze, Jakbyś czytał w moich myślach! :) Jeszcze raz pozdrawiam i zdrówka życze :)
1
@arasz1819 Dziękuje z całego serca!:) Niespodziewałem się aż tak ciepłych słów i nominacji z twojej strony. Z kilku powodów nie pociąga mnie ta ,,redakcyjna Złota Piłka", jednak jeszcze raz ogromnie dziękuje za to że doceniasz moje starania na rzecz historii ,,naszego" klubu. Dla mnie jedną z największych wartości klubu, jest i będzie zawsze jego historia. Gorąco pozdrawiam, wierny na zawsze cule Barcy!
2
Baskonia, naród zdolny do najgorszego…….?
13 grudnia 1981 r. Bernd Schuster doznał poważnej kontuzji. Athletic Bilbao Javiera Clemente zdobył 2 mistrzostwa Hiszpanii ale gra jego drużyny była niezwykle brutalna. Na swojej skórze odczuł to grający wówczas w Blaugranie Schuster. Andoni Goikoetxea, nazywany ,,Rzeźnikiem z Bilbao”, zaatakował korkami jego kolano. Niemiec po interwencji lekarza wrócił na boisko. Po kilku minutach zdecydował się jednak opuścić murawe a wstępne diagnozy wskazywały na naciągnięte więzadła w kolanie. ,,Na pierwszy rzut oka uważam iż nie będzie mógł grać z Realem Madryt w kolejnym tygodniu. Wygląda na to że będziemy mieli problem”- powiedział klubowy lekarz. Radiografia pokazała że kontuzja jest o wiele poważniejsza niż sądzono i Schuster wyjechał na operacje do Kolonii. Niemiec ironizował: ,,Jedyny pozytywny aspekt całej sytuacji jest taki, że święta spędze z rodziną”. Sprawca całego zamieszania Goikoetxea tak opisywał całe zdarzenie: ,,To jedna z tych sytuacji, kiedy jeden zawodnik ucieka a drugi, który widzi że jest wolniejszy i słabszy technicznie, chce go jedynie zatrzymać i posłać na ziemie. Jeżeli później miał to nieszczęście że zerwał więzadła… naprawdę szczerze jest mi smutno”. W wypowiedzi dla radia RAC 1 Bask nie był jednak tak uprzejmy: ,,Lo de Schuster no fue absolutamente nada”(Sprawa Schustera to tak naprawdę nic ważnego). Schuster pojawił się na boisku dopiero w pierwszym meczu następnego sezonu.
5
Po pierwsze wspaniała atmosfera na Estadio El Sadar. Po drugie przy tak dużej liczbie absencji graczy kluczowych, Xavi nie miał dużego pola manewru aby wykorzystać zmiany i przechylić szale zwycięstwa. Po trzecie zespół jest źle przygotowany fizycznie do sezonu, nie wspominając już o sytuacji finansowej. Podsumowując, w takich okolicznościach jest to naprawde cenny punkt. Szacunek dla chłopaków za walke. Prawdziwi cules na zawsze z Dumą Katalonii! Na dobre i na złe! Pozdrawiam:)
1
Niejaka Julia Cicha i jej ,,mecz nowej ery". Śmiechu warte...
4
FCB dzień po dniu:
12 grudnia 2010 r. FC Barcelona rozgromiła na Camp Nou Real Sociedad 5:1 w 15 kolejce Primera Division. Dwa gole zanotował Messi, natomiast po jednym golu zdobyli: Villa, Iniesta i Krkič. Po tej kolejce Barça umocniła się na pozycji lidera z dwupunktową przewagą nad Realem Madryt.
2
@hazo428 Jeśli legendarny Alcantara de facto grał na 9-tce, a ztego co się orientuje to tak było, to dla mnie on był bezwzględnie najlepszą w historii 9-tką! Co nie zmienia faktu że murzynka Samuela również uwielbiałem.
4
To musiała być zajebista Copa!
11 grudnia 1979 r. Paragwaj sięgnął po tytuł Ameryki Południowej. Po 4 latach przerwy doszło do 31 edycji Copa America. Tak jak poprzednio rozgrywki toczyły się w trzech grupach. Ponownie złośliwy los zetknął w jednej z nich dwóch zdecydowanych faworytów, Argentyne i Brazylie, tym razem w towarzystwie Boliwii. Pozostałe grupy były niepomiernie słabsze. Paragwaj natomiast już od pewnego czasu znajdował się wyraźnie na fali wznoszącej. Pierwszy mecz w Asuncion z Urugwajem nie przyniósł rozstrzygnięcia. ,,Celestes” szczelnie zaryglowali dostęp do bramki i skutecznie paraliżowali akcje gospodarzy już w środku pola. O wszystkim decydował rewanż w Montevideo. Na Estadio Centenario przybyło zaledwie 18 tys. widzów. Post factum rzec można iż mieli racje i zarazem jej nie mieli. Wprawdzie ich ukochana drużyna remisując odpadła z turnieju, lecz za to byli świadkami akcji, która daje się porównać z późniejszym rajdem Maradony z 1986 r. Lewoskrzydłowy Eugenio Morel przejął piłke na własnej połowie, rozejrzał się wokół i raptem ruszył przed siebie jak strzała. Mijał kolejnych przeciwników i po kilkudziesięciometrowym samotnym biegu, z ostrego kąta wpakował piłke w górny róg bramki Rodrigueza. Wcześniej tenże Morel strzelił pierwszego gola i tym samym został bohaterem meczu. W rezultacie Paragwaj awansował do półfinałów. Oczy całego świata a zwłaszcza Ameryki skierowane były przede wszystkim na starcie gigantów w grupie drugiej. Wydawało się że bój kolosów Argentyny i Brazylii przyćmi pozostałe wydarzenia. Tymczasem zdarzyła się rzecz, o jakiej nawet filozofom się nie śniło; tak jakby ktoś jednym ruchem obalił obowiązujące prawa fizyki. Niedoceniana, skromna Boliwia przypomniała sobie czasy chwały z 1963 r. i bezwstydnie, za nic mając uświęcone hierarchie i szacunek dla autorytetów. Wygrała zarówno z Albicelestes jak i z Canarinhos! Z pewnością warunki klimatyczne miały w tych zwycięstwach swój udział, jednak te okoliczności nie zmieniają faktu iż boliwijscy górale poczynali sobie naprawdę dzielnie. W ich szeregach wyróżniali się weterani z 1963…. Naturalizowani Argentyńczycy Vargas i Espinoza oraz błyskotliwy rozgrywający Erwin Romero i szybki lewoskrzydłowy Miguel Aguilar. W tej samej grupie 2 sierpnia 1979r. Brazylia podejmowała na Maracanie Argentyne. Ówcześni mistrzowie świata potraktowali rozgrywki eksperymentalnie. Trener Menotti postanowił dać szanse zawodnikom drugiego rzutu, ze zwycięskiej drużyny zostawiając tylko charyzmatycznego Daniela Passarelle, który tymczasem wybił się na najlepszego obrońcę pod słońcem. Drugim wybitnym piłkarzem, którego Menotti włączył do składu był sam Diego Maradona, opromieniony świeżo zdobytym tytułem mistrza świata juniorów. To jeszcze nie był perfekcyjnie oszlifowany brylant, czas pełnej dojrzałość miał osiągnąć nieco później. Tym dwóm fenomenalnym piłkarzom asystowali gracze raczej przeciętni. Morze tylko młody Barbas zapowiadał się na piłkarza ponad przeciętnego. Tak czy owak to był ,,drugi garnitur”. Gospodarze rzucili do walki zespół znacznie silniejszy. Golkiper Leão dawał w bramce gwarancje bezpieczeństwa. Para stoperów Edinho-Amaral była dostatecznie solidna. W pomocy uwijał się jak w ukropie młody Zico, któremu już wtedy wróżono karierę na miare Pelego. Potem pojawiły się jeszcze 2 nazwiska, które przeszły do historii futbolu a mianowicie Junior i Socrates. Mecz był niezwykle zacięty choć zaznaczyła się techniczna przewaga Canarinhos. Zico i Tita strzelili po golu i minimalne zwycięstwo 2:1 zostało przy Brazylii. Rewanż na River Plate zgromadził niespełna 70 tys. widzów. Argentyna po dwóch porażkach walczyła właściwie już tylko o honor. Menotti za późno sięgnął po posiłki. Americo Ruben Gallego, dysponujący nieograniczonym zasobem energii, miał wyeliminować z gry Zico. Uwikłali się w nieustający pojedynek z wymianą słownych i fizycznych uszczypliwości. Ostatecznie urugwajski sędzia usunął obu zakapiorów z boiska. Na pewno wzmocnieniem było wejście kolejnego mistrza świata, Valencii oraz fantastycznego dyrygenta Indepiendiente, filigranowego Ricardo Bochiniego, który wszakże nie miał szczęścia do reprezentacji i do najlepszej ekipy globu w 1986 został włączony właściwie za niewątpliwe zasługi. Na dwa gole Socratesa, gospodarze odpowiedzieli golami niezawodnego Passarelli i Roberto Diaza. Wynik 2:2 uratował honor Argentyny, lecz dał awans do półfinału Brazylii. W półfinale na Canarinhos czekał już przysłowiowy Goliat. Opromieniona tryumfem nad mistrzem świata Brazylia była pewna swego. Wzmocnił ją powrót do składu członka zwycięskiej ekipy z MŚ’70, Marco Antonio oraz pojawienie się nowych gwiazd- Falcão i Edera. 24 października stadion Defensores del Chaco w Asuncion szumiał niczym wezbrane morze. W 16 minucie stało się coś, co wprawiło publiczność w ekstazę. Morel stojąc jakieś 20 metrów od brazylijskiej bramki wyskoczył w górę do wysokiego dośrodkowania. W powietrzu przyjął piłke na pierś i odwrócony tyłem do bramki wykonał najbardziej klasyczną ,,chilene” czyli przewrotkę. Potężna bomba ugodziła w wewnętrzną część poprzeczki, piłka odbiła się od murawy, ponownie trafiła w poprzeczkę i dopiero wtedy wpadła do bramki mimo ekwilibrystycznej parady Leão. ,,Golazo! Gol stulecia!”- zachłystywali się do utraty tchu wniebowzięci sprawozdawcy. Widziały to również miliony telewidzów w całej Ameryce, z USA włącznie. Osłupiałych Canarinhos dobił jeszcze Tallavera strzelając na 2:0. Ostatecznie skończyło się na wygranej 2:1, co w obliczu rewanżu na Maracanie dało słynnemu trenerowi Saldahnii asumpt do uwagi: ,,Paragwaj stracił życiową szanse. Mógł odnieść rekordowe zwycięstwo. Teraz jednak straty odrobimy u siebie bez trudu”. Siedem dni później 80 tys. widzów na Maracanie wściekle dopingowało swoich. Doping zamienił się w owacje, kiedy Falcão poraził Fernandeza straszliwym strzałem. Wiwaty raptem ucichły, bowiem tym razem w ślady swego brata Eugenio poszedł Miliciades Morel. Rąbnął z całych sił w poprzeczke i piłka skozłowawszy obok bezradnego Leão wpadła do siatki. Nadzieje Brazylii na krótko podtrzymał Socrates, lecz wtedy do akcji wkroczyło ,,cudowne dziecko” Paragwaju- Julio Cesar Romero zwany Romerito, który owej pamiętnej nocy ostatecznie powalił Brazylijskiego Goliata, ustalając wynik meczu na 2:2, co dało awans ,,Guarani” do finału. W ówczesnej formule finał(jak i cały turniej) rozgrywany(od sierpnia do grudnia) był dwumeczem. W tymże finale Paragwaj walczył z Chile. W pierwszym meczu w Asuncion gospodarze pewnie wygrali 3:0. Natomiast w rewanżu w Santiago Chilijczycy skromnie wygrali 1:0. W tych okolicznościach regulamin przewidywał spotkanie dodatkowe bowiem liczyły się tylko punkty. Odbyło się ono 11 grudnia 1979 r. na neutralnym boisku Velez Sarsfield w Buenos Aires. Po 90 minutach gry był remis 0:0. Dogrywka również nie przyniosła goli. Jako że Paragwajczycy mieli lepszą różnice goli od Chile, to właśnie oni sięgnęli po raz drugi w historii po puchar Ameryki.
3
@Pawel13sz O jejku, to bardzo miłe z twojej strony, nigdy bym się tego niespodziewał. Generalnie nie popieram tej złotej piłki redakcji ale ślicznie dziękuje za pamięć , za nominacje i za wszystko :)
1
Niespotykane gole:
11 grudnia 1994 r. Georghe Hagi strzelil gola z połowy boiska. Rumun pojawił się w FC Barcelonie w miejsce Laudrupa. Niestety nie spełnił pokładanych w nim nadziei, choć jednym zagraniem zachwycił fanów. W grudniowym meczu z Celtą Vigo, rozgrywanym w silnej mgle, Hagi dostał szanse na występ z powodu braku w składzie Koemana(obowiązywał wtedy limit trzech obcokrajowców). W doliczonym czasie gry drużyna z Vigo zdobyła honorowego gola. Romario rozpoczynał gre od środka boiska i zaproponował Rumunowi uderzenie, biorąc pod uwagę ograniczoną widoczność krzycząc ,,Strzelaj, strzelaj!”. ,,Maradona Karpat” oddał niespodziewane uderzenie z połowy boiska(52 metry), które kompletnie zaskoczyło bramkarza rywali. W tym samym spotkaniu ostatniego gola w barwach blaugrana zdobył wspomniany Romario, który nie długo po Nowym Roku opuścił drużynę.
2
Kalendarium Ligi Mistrzów:
11 grudnia 2002 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Newcastle United 3-1 w II fazie grupowej Ligi Mistrzów, po golach Daniego, Kluiverta oraz Thiago Motty. Honorowego gola dla Newcastle strzelił Ameobi.
3
Barça w europejskich pucharach:
11 grudnia 1963 r. FC Barcelona remisuje na wyjeździe z Hamburger SV 0:0 w rewanżowym meczu 1/8 Pucharu Zdobywców Pucharów. W pierwszym meczu tych drużyn na Camp Nou padł niecodzienny remis 4:4! Wówczas nie liczyły się podwójnie strzelone gole na wyjeździe, w wyniku czego potrzebny był mecz dodatkowy, o którym napisze za tydzień.
5
Nie tylko dla kibiców Widzewa:
10 grudnia 1980 r. Widzew Łódź pokonał Ipswich Town 1:0 w 1/8 Pucharu UEFA. Po wyeliminowaniu drużyny klanu Agnellich, Widzew wylosował w kolejnej rundzie angielski Ipswich Town. Wyspiarze nie byli murowanymi faworytami w starciu z wicemistrzami Polski, którzy w 1/32 finału wyeliminowali słynny Manchester United i cieszyli się w Anglii dużym szacunkiem. Piłkarze Ipswich Town odrobili jednak pracę domową i na swoim terenie pokonali łodzian aż 5:0. Rewanż na zaśnieżonym stadionie przy al. Unii 2 był formalnością, ale widzewiacy honorowo pokonali przeciwników 1:0 po bramce Marka Pięty, co przypominano m.in. w archiwalnym materiale Telewizji Polskiej. Tamtą edycje PUEFA wygrał właśnie Ipswich pokonując w dwumeczu AZ Alkmaar. Pomyśleć że dzisiaj takie Ipswich(mistrz Anglii), Sunderland(6-krotny mistrz Anglii) czy choćby Portsmouth(dwukrotny mistrz Anglii) tułają się na trzecim poziomie rozgrywek w Anglii….
Pozdrawiam wszystkich sympatyków Widzewa :)
0
@Emial22 Powiem szczerze że było by co oglądać, ponieważ Wisła zawsze gra ofensywnie, a Barca zresztą też, więc można byłoby się spodziewać wielu goli a to przecież bardzo cieszy oko kibica:)
3
No cóż to był za mecz!
Na wstępie chciałbym pozdrowić pana Henia Kasperczaka, którego bardzo cenie i szanuje. Otóż 10 grudnia 2002 r. Krakowska Wisła pokonała na wyjeździe Schalke 04 1:4 w rewanżowym spotkaniu 3 rundy PUEFA. Okazałe zwycięstwo i awans do ćwierćfinału Pucharu UEFA stały się faktem! Rewanżowym spotkaniem z Schalke, Wisła Kraków napisała piękną historię, którą z wielkim sentymentem wspominają nie tylko kibice pod Wawelem, ale także w pozostałych częściach Polski. Pomeczowa radość Wiślaków na opustoszałej Arena AufSchalke – te obrazki kibice zapamiętają na zawsze! Gole dla Wisły: Żurawski(2), Kalu Uche oraz Kosowski. Honorowego gola dla Schalke strzelil Tomasz Hajto.
0
@Kwiatek67 Kogo masz na myśli? porównując do chłopaków z Orlika?
5
El Clasico!
10 grudnia 2011 r. FC Barcelona pokonała na Santiago Bernabeu Real Madryt 3:1(1:1). Mecz rozpoczął się kapitalnie dla Realu, który objął prowadzenie już w 1. minucie, ale później bramki padały już tylko dla mistrzów Hiszpanii. Spotkanie rozpoczęło się fantastycznie dla Realu Madryt, który potrzebował niespełna minuty na objęcie prowadzenie. Piłkę spod własnej bramki fatalnie wybijał Victor Valdes, ta trafiła do Angela Di Marii, a po chwili do siatki wpakował ją Karim Benzema. Barcelona po kiepskim początku szybko doszła do siebie. W 30. minucie Lionel Messi uruchomił kapitalnym podaniem Alexisa Sancheza, który strzałem w długi róg nie dał szans Ikerowi Casillasowi. Druga bramka dla Barcelony padła w kuriozalnych okolicznościach. Xavi Hernandez uderzył piłkę z woleja zza pola karnego, ta trafiła w Marcelo, odbiła się od słupka, po czym wpadła do bramki. Stracony gol zupełnie zbił z tropu graczy „Królewskich". W 66. minucie wynik ustalił Cesc Fabregas, który wykorzystał znakomite podanie Daniego Alvesa. FC Barcelona dzięki trzem punktom zdobytym na Santiago Bernabeu została nowym liderem Primera Division. Warto również przypomnieć iż w tym meczu Blaugrana zagrała z pierwszą reklamą na koszulkach. Zarząd klubu ujawnił że napis ,,Qatar Foundation” będzie pierwszą reklamą na koszulkach Blaugrany, za którą klub zacznie pobierać pieniądze. Obecny wcześniej Unicef nie tylko nie płacił nic za reklamę ale wręcz otrzymywał dodatkowe wsparcie finansowe. Kontrakt opiewał na 5 lat i 30 mln euro za każdy sezon. To o 6,7 mln euro więcej, niż zarabiały wówczas na reklamach Manchester United i Liverpool. Zdaniem Javiera Fausa, wiceprezydenta ds. ekonomicznych, ,,jest to najlepsza umowa w historii futbolu i gdyby nasz prezydent pojawiał się częściej w mediach, nie udało by się uzyskać tak korzystnego kontraktu”. Dodał też: ,,Gdyby to była marka komercyjna, nie doszło by do podpisania umowy”. Niecały rok później zarząd zmienił jednak zdanie i na koszulkach pojawiła się reklama Qatar Airways.
2
@Janiama O! No to super! W taki razie masz bardzo miłe wspomnienia na całe życie! No cóż tylko pozazdrościć...
3
Pamiętamy i dziękujemy! Wszystkiego najlepszego panie Januszu!
„Jak tylko się urodziłem, to już do kołyski dostałem pierwszą piłkę od taty” - 9 grudnia, 66 lat temu, urodził się jeden z najlepszych polskich pomocników przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych Janusz Kupcewicz. Został wybrany najlepszym zawodnikiem 90-lecia Arki Gdynia. Zadebiutował w drużynie narodowej mając 21 lat. Trener tysiąclecia Kazimierz Górski postanowił go przetestować w meczu towarzyskim z Argentyną. 24 marca 1976 wszedł na ostatnie 16 minut w przegranym spotkaniu w Chorzowie 1:2. Następny występ miał miejsce po ponad roku. Selekcjonerem był już wtedy Jacek Gmoch. Zabrał Kupcewicza na mistrzostwa świata w 1978 roku. Na tym mundialu nie było mu dane zadebiutować. Musiał poczekać cztery lata. Szansę dał mu Antoni Piechniczek. Zabrał Kupcewicza do Hiszpanii w 1982 roku. Ten mundial rozpoczął na trybunach. Po remisie z Włochami i Kamerunem w kadrze nastąpiły zmiany. „Moim zdaniem, w piłce i w życiu trzeba zawsze mieć sporo szczęścia. Bez szczęścia w życiu ciężko się „przebijać” (…) Jedni twierdzą, że to decyzja trenera Piechniczka, inni że to zasługa trenera Hajdasa, który był w sztabie szkoleniowym (…) Zostałem włączony do szerokiej kadry, a następnie dowiedziałem się, że w kolejnym meczu z Peru zagram. Wygraliśmy wtedy 5:1, zaliczyłem jedną asystę i asystę drugiego stopnia. Wyszedłem na to spotkanie bez stresu, bo tak naprawdę niczym nie ryzykowałem” -opisał swój debiut na mistrzostwach w wywiadzie na wmzpn.pl. Od tego momentu grał już we wszystkich spotkaniach. Strzelił jedną z najładniejszych bramek w historii występów Polski na Mundialu. Mecz odbył się 10 lipca 1982 roku w Alicante. O trzecie miejsce na świecie rywalizowaliśmy z Francją. W tamtych czasach to był drużyna najeżona wielkimi gwiazdami jak Michel Platini czy Jean Tigana. Mecz rozpoczął się od gola dla przeciwników. W 12. minucie zdobył go strzałem z około 20 metrów Rene Girard. Na szczęście nie załamało to naszych piłkarzy. W 41. minucie, po podaniu Zbigniewa Bońka, Andrzej Szarmach uderzył na bramkę. Piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki. Poszliśmy za ciosem. Właśnie wtedy swój geniusz pokazał Kupcewicz. Trzy minuty później wykonywał rzut rożny. Posłał futbolówkę bardzo precyzyjnie w pole karne. Tam wspaniałą główką bramkę zdobył Stefan Majewski. 2:1 do przerwy. Druga połowa rozpoczęła się wspaniale. Z prawej strony francuskiej bramki został sfaulowany Boniek. Do piłki podszedł Kupcewicz. Trójkolorowi spodziewając się dośrodkowania ustawili tylko dwuosobowy mur. A Polak uderzył obok muru na krótki słupek. Całkowicie zaskoczył bramkarza Jeana Castenadę. Wspaniałe uderzenie, piękna bramka, wyjątkowo inteligentne zagranie. Najwyższa klasa światowa. Prowadziliśmy 3:1. Trójkolorowi odpowiedzieli tylko jednym golem. Wygraliśmy i drugi raz w naszej historii zdobyliśmy trzecie miejsce na mistrzostwach świata. Janusz Kupcewicz w reprezentacji Polski zagrał 20 spotkań, w których strzelił 5 goli. Opisywana powyżej była jego najważniejszą w karierze. Został piłkarzem 90-lecia Arki Gdynia i rozstał się z ukochanym klubem. Dzięki swojej postawie, umiejętnościom i serduchu jakie zostawił w klubie z wybrzeża został wybrany najlepszym piłkarzem w jego 90-letniej historii. Niestety zaraz po tym wielkim wyróżnieniu rozstał się z klubem. „Nie mam żalu, że nie przedłużyłem kontraktu. Arka Gdynia była, jest i będzie Chciałbym, aby już za rok wróciła do ekstraklasy, ale za bardzo w to nie wierzę. Degradacja to efekt tego, że od lat nie było odpowiednich wzmocnień, a wśród zagranicznych transferów zbyt dużo było niewypałów” - mówił Janusz Kupcewicz na sport.trójmiasto.pl. ". Jak się okazuje nowi właściciele nie uszanowali ikony klubu z Gdyni. A bez historii nie ma przyszłości.
3
Był sobie….. pierwszy taki Dembele
9 grudnia 1996 r. Emanuel Amunike pojawił się w Barcelonie aby podpisać kontrakt. Nigeryjczyk był niezłym piłkarzem, lecz ze względu na kontuzje nie osiągnął wróżonego mu poziomu. Historia jego transferu i pobytu w Blaugranie jest jednak niecodzienna. W czerwcu 1996 r. ówczesny piłkarz Sportingu Lisbona miał zostać zawodnikiem FC Barcelony ale nie przeszedł badań medycznych. Zdaniem Katalończyków Amunike miał kontuzjowane kolano. Portugalczycy twierdzili natomiast że… jest zupełnie zdrowy. W lipcu wiceprezydent Gaspart oskarżył Sporting o oszustwo. Portugalczycy nie chcieli aby piłkarz przeszedł gruntowne badania kontuzjowanej nogi, odrzucając propozycje artroskopii kolana. Prezydent Nuñez oświadczył nawet że Amunike jest ,,nowym samochodem z awarią silnika”. 9 grudnia 1996 r. Nigeryjczyk pozytywnie przeszedł wszystkie badania i trafił do Barcelony za 3,6 mln euro. Trener Bobby Robson przedstawił go jako ,,transfer najwyższej klasy’ i jego ,,największy koszmar” z czasów, gdy trenował FC Porto i grał przeciwko drużynie Amunike. Z biegiem czasu okazało się iż Nigeryjczyk stał się koszmarem FC Barcelony. Przez 3,5 roku przeszedł 5 operacji: trzy artroskopie, jedną osteotomie i transplantację chrząstki stawu kolanowego uzyskanej od zmarłego pacjenta. W październiku 1999 r. Barça próbowała rozwiązać jego kontrakt, starając się udowodnić że Amunike nie może wykonywać zawodu piłkarza. W tym samym czasie Nigeryjczyk domagał się… pieniędzy za jedną z operacji, które przeszedł w USA. Blaugrana zakazała mu treningów z zespołem ale w kwietniu decyzje tą uchylił hiszpański ubezpieczyciel. W 2000 r. po zakończeniu kontraktu ,,kukułcze jajo” przejęło Albacete. W kontrakcie zapisano klauzule że w przypadku kolejnej kontuzji kolana klub może rozwiązać kontrakt z piłkarzem. 13 stycznia 2001 r. Amunike doznał urazu… ścięgien Achillesa, co w praktyce zakończyło jego karierę piłkarską ale uniemożliwiło Albacete pozbycie się Nigeryjczyka z listy płac.
3
Co to znaczy skreślony? W jaki sposób? z czego? z listy płac? z listy powołanych na mecz? Pani Julio, pani dalej się bawi w kotka i myszke z nudów?
8
Visca el Barca, Visca el Catalonia, Parasiempre!!!
0
Kalendarium Barçy:
9 grudnia 1959 r. FC Barcelona pokonuje Reprezentacje Belgradu w rewanżowym meczu półfinału Miast Targowych 3:1 po golach: genialnego Kubali, świetnego Evaristo oraz błyskotliwego Eulogio Martineza i awansuje do finału, który odbył się na wiosne przyszłego roku w formule dwumeczu.
1
@Peciak Lenglet i jego klasa! No to ja nie mam więcej pytań i odpowiedzi!
0
@Nihas Jakiego ty piłkarza(wzmocnienia) oczekujesz za 9,6 miliona euro po awansie do 1/8? Przecież z taką kadrą to nie tylko nie awansujemy do ćwierćfinału ale z dużym prawdopodobieństwem skompromitujemy się w 1/8! Takie pieniądze to są śmieszne dla takiego klubu jak Barca, starczą jedynie na pensje dla piłkarzy.
0
No prosze, wystarczy udać się do Saint Petersburga i bardzo dobra, klasowa Chelsea gra tam jak... zupełnie inna Chelsea niż ta z Premiere League!
4
Jak drzewo bez korzeni, człowiek bez przeszłości, tak FC Barcelona nie może istnieć bez historii:
8 grudnia 1921 r. w Gran Teatre del Bosc(teatr założony w 1905 r.) zarząd FC Barcelony wynajął jego szeroki parter aby zorganizować tutaj generalne zgromadzenie socios. Głównym punktem porządku dnia było przedstawienie projektu nowego stadionu. Szefowie klubu chcieli uzyskać przyzwolenie socios aby skonkretyzować kupno terenu, na którym miał stanąć przyszły Estadio Camp de Les Corts. W trakcie zebrania Gamper i inni członkowie rady, jak Joan Cabot i sekretarz Josep Julines, przemówili do zebranych, wskazując na konieczność doprowadzenia do realizacji tego projektu, który zaprezentowali jako naglącą potrzebę dla klubu. Ich wystąpienie zakończyło się owacją , będącą wyrazem jednogłośnej aprobaty dla propozycji przedstawionej przez dyrekcję. Gran Teatre del Bosque stał się więc teatrem marzeń barcelonizmu, gdzie narodził się przyszły, wymarzony stadion.
4
(Nie)zapomniane legendy futbolu:
8 grudnia 1941 r. urodził się Goeffrey Hurst, angielski napastnik, Mistrz Świata z 1966 r. Piłkarz, który został bohaterem finału Mistrzostw Świata w Anglii(1966) jeszcze pół roku wcześniej w ogóle nie grał w reprezentacji! Alf Ramsey miał wśród napastników duży wybór, Hurst był jednym z wielu. Nie pomogło mu nawet wywalczenie z drużyną West Ham Pucharu Zdobywców Pucharów(1965). Z punktu widzenia angielskiego trenera miernikiem wartości piłkarza były rozgrywki ligowe i pucharowe we własnym kraju. A ponieważ tutaj Hurstowi szło całkiem dobrze, Ramsey postanowił zaryzykować. Geoffrey zadebiutował w reprezentacji w lutowym meczu przeciw RFN, do rozpoczęcia mundialu zagrał jeszcze tylko cztery razy i z takim marnym dorobkiem musiał rozpoczynać turniej na ławce rezerwowych. Tym bardziej iż najlepszy strzelec Anglii-Jimmy Greaves osiągnął wysoką formę(4 gole przeciwko Norwegii na 2 tygodnie przed Mundialem). Ale w meczu z Urugwajem rozpoczynającym Mundial Anglia nie strzeliła żadnej bramki. Dwa kolejne-z Meksykiem i Francją-wygrywała takim samym wynikiem 2:0 ale Ramsey nie był zadowolony i za każdym razem próbował innych napastników. Zaczynał z Greavsem i Conelym, w drugim meczu jego miejsce zajął Teryy Paine a w trzecim Ian Callaghan. Żaden z nich nie spisywał się zgodnie z oczekiwaniami selekcjonera a w dodatku Greaves doznał kontuzji i Ramsey na ćwierćfinałowy pojedynek z Argentyną z konieczności wystawił Hursta.
I obydwaj dobrze na tym wyszli ponieważ Anglia wygrała 1:0 a jedynego gola strzelił właśnie Hurst, który doskonale współpracował z klubowym kolegą Martinem Petersem i wiadomo było że zdobył miejsce w drużynie a miał wówczas 24 lata. W półfinale z Portugalią Geoffrey gola nie strzelił ale w sobotę 30 lipca 1966 roku przeszedł do historii futbolu. Nikt inny nie zdobył 3 goli w finale mistrzostw świata. W dodatku Hurst pokazał niespotykaną wszechstronność. Pierwszą bramkę zdobył głową, drugą(tę dyskusyjną) prawą nogą a trzecią-lewą. Cztery lata później pojechał na Mundial do Meksyku. Wiosną 1972 roku wystąpił w kadrze po raz ostatni, ponownie przeciw RFN, która w jednym z najlepszych meczów w historii futbolu pokonała na Wembley Anglików 3:1. Hurst w 49 meczach dla Anglii zdobył 24 gole. Na mundial do Hiszpanii(1982) pojechał jako asystent trenera, który go wychował w West Ham-Rona Greenwooda. Geoffrey Hurst otrzymał z rąk królowej tytuł szlachecki. Koszulka, w której grał podczas finału na Wembley osiągnęła na aukcji wartość 80 tys. funtów. Hurst sprzedał ją mimo iż sytuacja materialna go do tego nie zmuszała. Natomiast piłkę, którą Hurst strzelił 3 gole zabrał Niemiec Helmut Haller. Dopiero z górą po 30 latach wystawił ją na aukcji, dzięki czemu wróciła do Anglii.
0
@Wossi61FCB Osobiście nie sądze że Barca odpuściła całą drugą połowe. Ostatnie 15 minut to się zgodze, ponieważ Bayern musiałby w tym czasie strzelić 3 gole. Nie zmienia to jednak faktu że z Niemcami na ich terytorium gra się bardzo ciężko i rzadko się wygrywa.
1
W 2015 r. nasza kochaniutka Barcunia była zdecydowanie najlepsza na świecie! Jednak będąc wówczas potęgą z Luisem Suarezem, Neymarem i Messim na czele nie dała rady nawet zremisować na Alianz Arena z Bayernem 12 maja. Wówczas Robert Lewandowski zdobył jednego z goli dla Bayernu. Dzisiaj mamy o niebo słabszą drużyne więc tylko chyba jakiś cud pozwoliłby nam wygrać ten mecz. Ponoć cuda się zdarzają.....?