FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
33 obserwujących
0 obserwowanych
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
14
Wyrazy podziękowania ,,szanownej" redakcji za uprawianie swojej dyktatury.
4
Historie z piekła rodem:
O tym, że futbol to coś więcej niż sport już wiemy. Przynajmniej wielu z nas wie. Jednak o tym, że futbol to też coś więcej niż sprawa życia i śmierci przekonał się osobiście generał Omar Actis. Był 19 sierpnia 1976 roku. Pozostawały już niecałe dwa lata do wielkiego futbolowego święta w Argentynie. Przewodniczący komitetu organizującego mistrzostwa świata w Argentynie (Ente Autárquico Mundial – EAM’78) – generał Omar Actis – ma tego dnia przedstawić światu na konferencji prasowej wielki plan oszczędności i w ciągu kilku godzin wprowadzić go w życie. Nie udaje mu się. Na kilka godzin przed rzeczoną konferencją prasową ginie w zamachu i do dzisiaj nie wyjaśniono, na czyje zlecenie zginął. Podejrzenia są, lecz nikomu nigdy nic nie udowodniono. O tajemniczych okolicznościach jego śmierci niech świadczy fakt, że istnieją dwie wersje. Jedna mówi o zastrzeleniu generała (relacja The New York Times z 1976 roku), według drugiej natomiast, Omar Actis zginął w zamachu bombowym. Nie istnieje nawet jedna zgodna wersja czy wspomniany zamach odbył się przed konferencją (na kilka godzin lub dwa dni wcześniej), czy generał Omar Actis zginął po konferencji. Istnieje zbyt dużo niejasności i już na wstępie sprawa wydaje się nieumiejętnie tuszowana. Albo świadomie wprowadzono chaos informacyjny. Fakt jest jednak taki – generał Actis zginął w zamachu. Prawo do organizacji mistrzostw świata w 1978 roku w Argentynie przyznano w 1966 na Kongresie w Londynie. Mundial tym samym miał powrócić do swojej macierzystej ziemi – Ameryki Południowej. W 1966 roku FIFA znajduje się w erze rządów dżentelmenów, chcących w zdrowy sposób rozwijać globalne postrzeganie futbolu, w myśl chrześcijańskich zasad i haseł: „wielka piłkarska rodzina”, „łączymy społeczności oraz narody” czy „futbol przyczynia się do fizycznego i moralnego postępu”. Prezydentem FIFA jest wówczas Sir Stanley Rous, kontynuujący dzieło jego dostojnych poprzedników, m.in. Daniela Woolfall’a, Julesa Rimet’a oraz Arthura Drewry’ego. Jednak w latach 1974 i 1976 zmienia się kompletnie klimat i całe środowisko związane z organizacją mistrzostw świata w Argentynie. W roku 1974 Prezydentem FIFA zostaje Joao Havelange. Dlaczego to jest warte wspomnienia? Uważa się powszechnie, że właśnie od tego okresu FIFA przeistoczyła się w jedną wielką mafijną rodzinę (oczywiście nie od razu, ale wybór Havelange’a jest istotną cezurą czasową). Drugim wydarzeniem jest dojście do władzy w Argentynie junty generała Jorge Videla w roku 1976. I na tym chciałbym się teraz przez moment skupić. Po zamachu stanu junta generała Videli zlikwidowała działalność polityczną, zawiesili działania związków zawodowych, a kraj nie dość, że pogrążony był w chaosie wewnętrznych walk(głównie między lewicowymi oddziałami partyzanckimi a prawicowymi zbrojnymi grupami peronistowskimi) to dodatkowo dotknięty kryzysem gospodarczym. W takich okolicznościach generał Videla postanowił dodatkowo terroryzować i tłumić wszelkie przejawy opozycji wobec jego rządów. Lata, w których rządził(1976-1982) określa się mianem tzw. „brudnej wojny”. Videla, który nie był największym fanem sportu, dostrzegł jednak jego potencjał i możliwości wizerunkowe, jakie płyną z prawa organizacji mistrzostw świata w piłce nożnej. „Brudna wojna” miała być wybielona właśnie dzięki futbolowi. Nowa ekipa FIFA z jednoznacznym celem „zarobić ile się da, nieważne jakim kosztem”, oraz nowa ekipa rządząca w Argentynie z równie jednoznacznym celem polityczno-wizerunkowym postanowiły zrobić z mundialu wielką pokazówkę. Bardzo ważną kwestią związaną z organizacją mistrzostw świata w Argentynie był fakt, iż zlecono budowę kilku nowych stadionów oraz przebudowę innych wówczas istniejących na bardziej nowoczesne. Argentyna zainwestowała 700 mln $ w środku trawiącej świat recesji, która nie ominęła także i tego kraju. A co na to przewodniczący komitetu organizacyjnego? Generał Omar Actis był gorącym zwolennikiem oszczędności – albo inaczej – po prostu wiedział, na ile sobie można pozwolić. Toteż na 3 lata przed startem turnieju nie ruszyła nawet budowa trzech stadionów – w Mendozie, Cordobie i Mar del Plata. Teoretycznie – dobrze dla kraju. Praktycznie – źle dla generała Actisa. Jak już wspomniałem, w 1974 zmienił się prezydent FIFA i nowe władze, po ekspresowym zaaranżowaniu odpowiednich fikcyjnych firm, znalezieniu sponsorów oraz nakręceniu całej biznesowej maszyny – szykowały się na wielki i epicki turniej. Wielki turniej, gdzie FIFA zaprezentuje się na tle efektownych stadionów i… w kolorowej telewizji. Acits popełnił dla siebie śmiertelny błąd, opowiadając się przeciwko pomysłom nowej władzy i blokując te projekty. Zebrały się nad nim ciemne chmury, a decyzja o odsunięciu go od organizacji mistrzostw świata zapadła prawdopodobnie w najważniejszych gabinetach. Pamiętać trzeba także o prezydencie Videli, który za wszelką cenę chciał pokazać światu wielkość i wspaniałość Argentyny. Argentyna miała być postrzegana jako nowoczesny kraj, z m. in. doskonale rozbudowaną siecią transportową jak na tamte czasy. Nie liczono się z kosztami i z racjonalnie myślącymi ludźmi. A cel uświęca środki. W środku całego zamieszania postać gen. Actisa zaczęła być niewygodną barierą hamującą postęp organizacji mistrzostw świata – takiej jakiej wizję chciały władze FIFA oraz Argentyny. W Argentynie wówczas nie było za bardzo wiadomo, jak takich ludzi się usuwa dyplomatycznie i po dżentelmeńsku, więc bezceremonialnie go zamordowano w biały dzień. Zastępcą w komitecie organizacyjnym MŚ generała Actisa został admirał Alberto Lacoste. Nagle mistrzostwa świata w Argentynie stały się dużo przyjaźniejsze dla sponsorów. Z „drobną” pomocą rządzącej junty, która usunęła niewygodnego człowieka oraz współtworzyła komitet organizacji mundialu w Argentynie, „szczęśliwie” udało się zdążyć ze wszystkim na czas. Zmodernizowano dwa stadiony w Buenos Aires oraz wybudowano pozostałe areny tam, gdzie planowano. Ironicznie jednak – miejscowi oglądali turniej w czarno-białej telewizji… W ramach ciekawostki finansowej: FIFA planowała uzyskać 9 mln franków szwajcarskich przychodów z MŚ w Argentynie i przewidywała w swoim budżecie na lata 1978-1982. Oficjalnie jednak FIFA zarobiła „jedynie” nieco ponad 5,5 mln franków. Gdzie reszta? Najprawdopodobniej rozpłynęła się po kieszeniach odpowiednich ludzi. A ci odpowiedni ludzie zadbali o to, żeby nikt nie dotarł, gdzie dokładnie owe pieniądze się podziały. Pytanie tylko – kto za to odpowiada w takim razie oficjalnie? Oczywiście, że dyrektor finansowy FIFA… admirał Alberto Lacoste. Ten sam, który był zastępcą generała Actisa. Meksykańska La Jornada określiła wprost dyrektora finansowego FIFA jako ucieleśnienie „całego horroru i całej brutalności dyktatury”. Swoją drogą, jest to ciekawa postać, przeciwko której kilkukrotnie wszczynano dochodzenia w sprawie morderstw (popełnionych przez niego bądź na jego zlecenie; podejrzewa się, że to właśnie on zlecił zabójstwo generała Acitsa). W trakcie działalności Lacosta wychodziły też takie afery, jak wzięty kredyt na FIFĘ na pół miliona dolarów. Lacoste nie potrafił wyjaśnić pochodzenia tego kredytu i wszystko musiał ratować Havelange i okazał się on pilnie potrzebnym wierzycielem. A Lacoste kupił ziemię w Urugwaju, posiadając środki z niewiadomego źródła. Przypadek?
0
@Worny 1. Manchester City
2. Liverpool
3. Chelsea
4. Arsenal
2
Historia jakiej nie znacie:
3 stycznia 1904 r. FB Barcelona gromi w Mistrzostwach Katalonii zespół FC Sant Gervasi 10:0! Hattrickiem w tym meczu popisuje się legendarny Katalończyk Roma Forns, jednak jeszcze większego wyczynu dokonuje również legendarny Katalończyk Carles Comamala, który strzela w tym meczu aż 5 goli! Wówczas Comamala, obok Gampera i Romy Fornsa był jednym z najlepszych napastników w Hiszpanii.
2
Generalnie mecz przeciętny, bezbarwny, żeby nie powiedzieć brzydki, zwłaszcza w drugiej połowie. Mniej istotne to że akurat gola strzelil Luc de Jong, równie dobrze mógł strzelić Araujo czy Jutgla. Owszem w całym meczu byliśmy lepsi ale z drugiej strony również sprzyjało nam szczęście a ponoć właśnie lepszym sprzyja szczęście. Jednak te drugie połowy w tym sezonie gramy słabo a niekiedy bardzo słabo, więc Xavi będzie musiał to jak najszybciej naprawić. Ogromnie ważne 3 punkty w kontekście walki o 4 pozycje w tabeli. Visca el Barca, para siempre!
1
@Janiama Mamy mocno przetrzebiony skład więc niestety strzelam 2:1 dla Realu
5
Nasz generał:
2 stycznia 2011 r. Xavi Hernandez wyrównał rekord Migueliego w ilości spotkań dla pierwszej drużyny Barçy. Otóż mecz z Levante był dla niego 549 meczem w barwach Dumy Katalonii. Dokonał tego w swoim 13-tym sezonie występów. Po zakończeniu spotkania cała rodzina ,,Blaugrana” zaprezentowała baner z napisem ,,Xavi t’estimem”(co po katalońsku znaczy ,,Xavi kochamy cię”). Natomiast Migueli pojawił się na boisku z wnukiem aby pogratulować nowemu rekordziście. Xavi rozegrał 767 oficjalnych spotkań i jeszcze do niedawna dzierżył absolutny rekord pod tym względem, jednak wyprzedził go nie kto inny jak sam Messi.
1
@sintesox Jednak mecz Chelsea-Liverpool(jeśli oglądasz) jest całkowitym zaprzeczeniem twojego wpisu.
7
Nie oglądam regularnie Premiere League. Jednak wystarczy obejrzeć 3,4 mecze na szczycie w ciągu miesiąca aby stwierdzić jaką prezentuje wysoką jakość. Co tu dużo czarować, jest to zdecydowanie najlepsza liga na świecie i to co najmniej od 2 lat! Tam jest wszystko: niespotykane zaangażowanie, intensywność i wreszcie jakaż dramaturgia, nie gorsza niż u Hitchcocka! Krótko mówiąc niech żyje ,,Jej wysokość Premiere League!"
1
Wszystko dobrze, ładnie, pięknie ale uważam że jeśli ,,Królewscy" dzisiaj przegrają, to my również polegniemy na Mallorce, zwłaszcza że zagramy w pół rezerwowym składzie. Obym się mylił.....
1
O prosze! Odpalam monitor komputera, wchodze na strima, myśle zarzuce mecz ,,mojego wroga", patrze, a tu Madryt prowadzi z Madrytem! Oczywiście chodzi o madryckie Getafe. Humor od razu się poprawił:)
3
Barça w europejskich pucharach:
2 stycznia 1963 r. FC Barcelona przegrała na Stade du Ray w Nicei z Crveną Zvezdą Belgrad 0:1 po golu Kosticia z rzutu karnego. To był dodatkowy(de facto finałowy) mecz 1/8 Pucharu Miast Targowych, po którym Blaugrana odpadła z rozgrywek.
13
Tego można było uniknąć:
2 stycznia 1971 roku szóstka przyjaciół z niewielkiego, liczącego około 2000 mieszkańców, szkockiego miasteczka Markinch, wyruszyła do oddalonego o pół godziny marszu Glentrohes. To właśnie stamtąd odjeżdżały do Glasgow autobusy zabierające zarówno fanów Celticu jak i Rangersów na mecze ich ukochanych drużyn. Chłopcy byli podekscytowani. Choć na meczach swoich klubów byli niejednokrotnie, tradycyjne noworoczne derby Glasgow to okazja specjalna – piłkarskie święto, którym zawsze żyje cała Szkocja. A oni mieli być pośród około 80 000 szczęśliwców oglądających tę piłkarską ucztę z trybun Ibrox. Trzynastoletni Peter Easton, czternastolatkowie Bryan Todd, Ronald Paton, Mason Philip i piętnastoletni Douglas Morrison kibicowali Rangersom. Ostatni z tej szóstki, Shane Fenton, był fanem Celticu. Choć dzieliło ich uwielbienie drużyn stojących po przeciwnych stronach barykady, łączyło wszystko inne. Przede wszystkim miłość do piłki nożnej. Wszyscy mieszkali w tej samej okolicy (czwórka z nich mieszkała na tej samej ulicy – Park View), uczęszczali do tej samej szkoły, wszyscy byli członkami juniorskich drużyn Markinch United. W piłkę grali zawsze i wszędzie. Futbolówkę kopali w szkole, a po lekcjach na boiskach klubowych. Później do zmierzchu doskonalili swoją piłkarską technikę w pobliskim parku. Aby zebrać pieniądze na koszulki dla swojej drużyny, pukali do drzwi domów i zbierali szmaty i butelki, odnosząc je następnie do skupu. Bryan przygotowywał szopę w ogrodzie przy domu swoich rodziców, która służyła chłopcom za szatnię. Pete był świetnym uczniem, a poza szkołą cichym, spokojnym chłopcem, którego pokój wytapetowany był zdjęciami zawodników Glasgow Rangers. Ronald był niezłym piłkarzem i jeszcze lepszym golfistą, wróżono mu profesjonalną karierę sportową. Cała szóstka miała opinię świetnych uczniów, bystrych inteligentnych młodych ludzi. Mama Petera, Gisela Easton, do dziś pamięta każdy szczegół tego dnia: ,,Mąż nie chciał zgodzić się, by Peter pojechał na mecz. Przekonałam go dopiero mówiąc, żeby pozwolił mu jechać w nagrodę za dobre zachowanie. Zanim wyszedł , pożegnał się ze mną. Chciałam go przytulić i ucałować, ale wiedziałam, że czułby się tym zakłopotany. Był taki dorosły, jak na swój wiek. Patrzyłam z okna sypialni jak wraz z kolegami szedł ulicą śpiewając piosenki Rangersów”. Kiedy chłopcy dotarli na miejsce, pożegnali się z Shane’em, który wsiadł do autobusu pełnego fanów Celticu. Reszta chłopaków wdrapała się po schodkach do pojazdu wiozącego kibiców Rangers. Shane Fenton miał być jedynym z szóstki przyjaciół, który po meczu wrócił do domu. Stadion Ibrox Park miał wśród kibiców złą sławę, którą zawdzięczał serii groźnych wypadków, do których dochodziło w czasie odbywających się na nim imprez sportowych. W 1902 roku, podczas meczu pomiędzy Szkocją i Anglią zawaliła się jedna z trybun otaczających murawę obiektu. Stalowo-drewniana konstrukcja, nadmiernie obciążona zbyt dużą liczbą kibiców, podmyta przez ulewne deszcze poprzedzające mecz, nie wytrzymała ciężaru tłumu. Zginęło 25 osób, a ponad sto zostało rannych. W późniejszych latach trybuny tego typu zostały uznane za niebezpieczne i zastąpiono je konstrukcjami betonowymi wspartymi na wale ziemnym. Jednak nierozwiązany pozostał problem zbyt dużego zagęszczenia tłumu. W latach sześćdziesiątych miała na Ibrox miejsce cała seria bliźniaczo podobnych wypadków. W 1961 roku pod naporem tłumu zginęły dwie osoby. W incydentach w 1967 i 1969 roku rannych zostało w sumie 32 fanów. Trudno było oprzeć się wrażeniu, że nierozwiązany problem zbyt dużej ilości kibiców na stadionie, oraz zbyt mała liczba wyjść prowadzących na ulice Glasgow, prędzej czy później doprowadzi do tragedii. Ta tragedia wydarzyła się właśnie podczas derbowego spotkania pomiędzy drużynami Celtic i Rangers, 2 stycznia 1971 roku. Ibrox Park wypełniony był po brzegi 80 000 kibiców obydwu drużyn z Glasgow. Wynik bezbramkowy utrzymywał się przez niemal cały mecz, aż do ostatniej minuty regulaminowego czasu gry, kiedy to Jimmy Jonhstone wyprowadził Celtic na prowadzenie. Kibice Rangersów poczęli masowo opuszczać stadion, gdy w doliczonym czasie, Colin Stein doprowadził do remisu. Schody prowadzące z korony stadionu do najbliższej stacji kolejowej, tak zwane wyjście numer 13, całkowicie wypchane były fanami opuszczającymi stadion. Szacuje się, że nawet połowa zebranych na stadionie kibiców mogła właśnie tędy próbować opuścić Ibrox. To właśnie tutaj rozegrała się jedna z największych tragedii w historii brytyjskiego futbolu. Początkowo sądzono, że ryk kibiców Rangers po zdobyciu przez ich drużynę wyrównującej bramki spowodował odwrócenie ruchu na schodach w wyniku którego fala kibiców opuszczających stadion zderzyła się z kibicami próbującymi na stadion wrócić. Policyjne śledztwo wykluczyło jednak taką możliwość, wskazując na inny bieg wydarzeń. Według zeznań świadków, tragedia rozpoczęła się od dwóch chłopców, którzy pochylili się, aby podnieść przedmioty upuszczone na schodach. Popchnięci przez podążających za nimi kibiców upadli, wywołując reakcję łańcuchową. Nic nie mogło zatrzymać naporu tłumu, padały kolejne osoby. A na nich lądowały kolejne. Według świadków masa ludzka dosłownie przesypywała się przez barierki rozdzielające schody na węższe korytarze. Barierki ugięły się pod naporem kłębowiska ciał, przygniatając leżących na schodach ludzi. Kłębowisko ludzkich ciał sięgało w niektórych miejscach dwóch metrów. Kilka minut po zakończeniu meczu, wzdłuż linii końcowej boiska porządkowi zaczęli układać ofiary tragedii. Główną przyczyną zgonów okazała się asfiksja, czyli stan niedoboru tlenowego, spowodowany nadmiernym uciskiem na klatkę piersiową. Śmierć poniosło 66 osób, ponad 200 odniosło obrażenia. Wśród ofiar śmiertelnych było wiele dzieci, najmłodsze z nich miało 8 lat. Zginęło także pięciu chłopców z Markinch. Od wydarzeń stycznia 1971 roku minęło już ponad 40 lat, jednak mieszkańcy Markinch nadal pamiętają Petera, Bryana, Todda, Ronalda,Masona i Douglasa. Pamiętają o nich także kibice z Glasgow. To właśnie oni zainicjowali akcję, dzięki której zebrano środki finansowe potrzebne do odnowienia obelisku z pamiątkowa tablicą, który po wydarzeniach 1971 roku stanął przy ulicy Park View w Markinch. Podczas uroczystości upamiętniających czterdziestą rocznicę wydarzeń na Ibrox wokół niewielkiego pomnika zebrało się kilkaset osób, rodzin i przyjaciół ofiar, byłych i obecnych piłkarzy Rangers, lokalnych urzędników, mieszkańców miasteczka. Sygnał do rozpoczęcia dwóch minut ciszy dał Shane Fenton – jedyny z szóstki przyjaciół, który tego ponurego styczniowego dnia 1971 roku powrócił do domu. Chciałoby się na koniec powiedzieć, że tragedia ta nie poszła na marne, że w jej wyniku na brytyjskich stadionach w końcu priorytetem stało się bezpieczeństwo fanów piłki. Niestety choć ostatecznie Rangers zmuszone zostało do wypłacenia odszkodowań rodzinom ofiar, nikt nie poniósł kary za śmierć 66 kibiców. Także Ibrox po tragedii niewiele się zmieniło. Kosmetyczne naprawy na stadionie przeprowadzone niewielkim kosztem nie rozwiązywały problemów bezpieczeństwa. Na rozpoczęcie gruntownej przebudowy trzeba było czekać do 1977 roku, w którym zmarł panujący od 1963 prezes klubu John Lawrence. Nowy zarząd postanowił za wszelką cenę zerwać z wizerunkiem klubu nie dbającego o bezpieczeństwo fanów. W ciągu kilku lat zbudowano jeden z najnowocześniejszych na Wyspach stadionów. Nowe Ibrox zyskało uznanie FIFA, która przyznała mu najwyższą, pięciogwiazdkową kategorię. W wyniku rządowego śledztwa powstał tak zwany Raport Wheatley’a, który jako przyczyny tragedii wskazywał brak reakcji Rangers na poprzednie wypadki na stadionie, zignorowanie ostrzeżeń Szkockiej Federacji Futbolowej dotyczących zagrożeń, a przede wszystkim brak jednolitych przepisów dotyczących bezpieczeństwa na obiektach piłkarskich. I choć na podstawie wspomnianego raportu prawo regulujące zasady zapewnienia bezpieczeństwa na stadionach powstało, to służby odpowiedzialne za egzekwowanie owych przepisów nie były odpowiednio sprawne. Potrzeba było kolejnych tragedii (Bradford, Hillsborough, a także – pośrednio – Haysel) i kolejnych ofiar, aby brytyjska piłka zmieniła się na zawsze.
2
Trenerskie legendy FCB:
2 stycznia 1884 r. urodził się Jack Greenwell, piłkarz oraz piąty w kolejności historycznej trener FC Barcelony. Jedenaście lat kariery piłkarskiej spędził w Crook Town, skąd w 1912 r. trafił do Barçy, w której grał do zakończenia kariery w 1916 r. Rok później prezydent Gamper zatrudnił go w roli trenera. Greenwell zadebiutował na ławce 7 lipca 1917 r. w wygranym 3:1 meczu z Club Esportiu Europa. Prowadził drużynę nieprzerwanie przez 7 lat, co jest drugim najlepszym wynikiem w historii(najdłużej pracował śp. Johan Cruyff). Przez ten okres zdobył 5 mistrzostw Katalonii i 2 Puchary Hiszpanii(La Liga jeszcze wówczas nie istniała). W 1931 r. powrócił jeszcze na 2 sezony do FC Barcelony i dołożył jeszcze mistrzostwo Katalonii.
3
Cules pamiętają:
1 stycznia 2014 r. w wieku 90 lat zmarł Josep Seguer, legenda Blaugrany. Josep Seguer całe swoje życie spędził grając w FC Barcelonie. W 1940 roku dołączył do młodzieżowych rezerw Barçy, zaś w 1943 roku awansował do pierwszej drużyny, gdzie spędził czternaście sezonów. Seguer występował najczęściej na pozycji pomocnika i zdobył wszystkie najważniejsze tytuły z Barçą w latach 40-tych. Być może stało się to dlatego, że miał wielką zdolność do przystosowywania się do każdej pozycji. Ponadto był zarówno silny jak i utalentowany. Przeciwnikom zawsze bardzo trudno było przewidzieć jego następny ruch. Jego przydomek - Diesel - wziął się od niesamowitej ilości przebiegniętych kilometrów podczas każdego spotkania. Jego umiejętności i wytrzymałość sprawiły, że stał się filarem legendarnej drużyny ,,Pięciu Pucharów’’. W sezonie 1942/43 został wypożyczony do Granollers, sezon później wrócił do pierwszego zespołu Barcelony, w którym grał przez 14 lat(1943-1957), rozegrał 495 spotkań i zdobył 133 gole. Seguer z Barçą pięciokrotnie wygrywał Primera Division, czterokrotnie Puchar Hiszpanii, dwa razy Copa Latina oraz dwa Copa Eva Duarte. W 1959 roku zakończył karierę piłkarską i rozpoczął pracę jako trener. Początkowo występował jako zastępca Salvadora Artigasa, jednak na początku sezonu 1969/1970 pierwszy trener został zwolniony i to właśnie Seguer objął to stanowisko, jednak prowadził Dume Katalonii tylko w 11 meczach. Zastąpił go Vick Buckingham a Seguer został jego asystentem. Będąc trenerem Villareal w trzeciej lidze odkrył talent Roberta, który grał później dla Barçy i Valencii. W latach 80-tych na stałe zamieszkał w L’Hospitalet de L’Infant, gdzie założył penye Barcelony i został jej pierwszym prezydentem. W kwietniu 2013 r. na krótko przed śmiercią Seguera prezydent Rosell oddał mu hołd, odwiedzając go w domu wypełnionym trofeami i pucharami zdobytymi w ciągu całej kariery.
1
@Comentateiro Stety czy niestety ale jeszcze Xaka pociągał Bernardo za koszulke. Rzut karny jak najbardziej zasłużony
3
Legendy polskiego futbolu:
1 stycznia 1900 r. we Lwowie urodził się Mieczysław Batsch, legendarny polski napastnik. Niechaj zwycięstw wciąż seria nowa wieńczy łuki twoich bram, strzelaj bramki na chwałę Lwowa, Pogoń niechaj żyje nam – tak brzmi fragment przedwojennego hymnu Pogoni Lwów, czterokrotnego mistrza Polski, drużyny 19 reprezentantów Polski. Mieczysław Batsch jest jednym z symboli najlepszego okresu „Pogoniarzy”. Przygodę z piłką zaczynał w uczniowskim klubie Hellada Lwów, jednak jako 16-latek przeszedł do Pogoni i jest powszechnie uważany za jej wychowanka. Razem z Wacławem Kucharem i Józefem Garbieniem tworzył słynne ofensywne trio Pogoni w jej najlepszym okresie przed powstaniem ligi polskiej (tytuły mistrzowskie w latach 1922, 1923, 1925, 1926). Niezwykle przebojowy, waleczny, świetnie wyszkolony technicznie, z nosem do strzelania goli – to wszystko zjednało mu szerokie grono entuzjastów w całym kraju. Był członkiem reprezentacji olimpijskiej, która przygotowywała się do występu na igrzyskach w Antwerpii w 1920 r. (do startu nie doszło wskutek wojny polsko-bolszewickiej). W 1924 r. do Paryża już pojechał, jednak tam Polacy zakończyli udział w turnieju po porażce 0:5 z Węgrami. Jako rezerwowy był obecny na pierwszym historycznym meczu Polaków w Budapeszcie (18 grudnia 1921 r.), a zadebiutował ostatecznie 2 grudnia 1923 r. z Rumunią (remis 1:1). W sumie w reprezentacji zagrał 11 razy i strzelił osiem goli, w tym aż cztery w wygranym 7:1 meczu z Finlandią (Poznań, 8 sierpnia 1926 r.). Z koszulką z orłem na piersi pożegnał się 12 września 1926 r. – Polska wygrała z Turcją 6:1, a Batsch dwa razy trafił do siatki rywali. Debiutował i żegnał się z reprezentacją w swoim ukochanym Lwowie. Po zakończeniu kariery w 1929 r. grywał w Oldboyach Lwów, był także członkiem Sądu Koleżeńskiego LKS Pogoń Lwów. Znalazł czas na naukę i w 1931 r. ukończył Wydział Mechaniczny Politechniki Lwowskiej. Pracował w okręgowej dyrekcji PKP we Lwowie, po wojnie to samo robił w Przemyślu i Medyce. Tuż przy nowej granicy z ZSRR codziennie obserwował odjeżdżające do Lwowa pociągi, jednak sam nigdy nie zdecydował się pojechać do miasta swojej młodości. Do pięknych lwowskich czasów miał okazję wrócić na chwilę w 1957 r. Odbył się wtedy w Warszawie z okazji jubileuszu 50-lecia kariery sportowej Wacława Kuchara mecz byłych zawodników Pogoni z Polonią Warszawa. Zmarł 27 września 1977 r. w Przemyślu i tam został pochowany.
2
Wspomnień czar:
1 stycznia 1921 r. znakomity prawostronny napastnik Vicenç Piera zadebiutował w pierwszej drużynie Blaugrany. Młodziutki Vicenç zastąpił wówczas kontuzjowanego Paulino Alcantare i w swoim debiucie przeciwko Arenas de Getxo strzelił 2 gole! To był mecz towarzyski wygrany ostatecznie przez Barçe 3:1. Od tego dnia Piera grał we wszystkich meczach Barçy aż do przejścia na piłkarską emeryturę.
0
@hefaj6 Masz racje, 80 lat! Jedna ze stron internetowych wprowadziła mnie w błąd. Na przyszłość będe musiał być czujniejszy:)
9
75 lat kończy dzisiaj Alexender Chapman Ferguson, szkocki napastnik i wybitny trener, który doprowadził między innymi Manchester United do zdobycia dwukrotnie Ligi Mistrzów. Wszystkiego najlepszego panie Sir!
1
Kojarzy ktoś z was Claudio Gentile? Cóż to był za bezczelny typ!
Ten włoski piłkarz był diabłem na boisku, ale zanim zagłębimy się w jego losy, przytoczmy pewną bardzo ciekawą historię. Był koniec lat 70-tych, gala wręczenia Złotej Piłki. Parafrazując znanego komentatora: „Eleganckie panie, panowie w garniturach, leją się trunki”. Gdy wyczytano w końcu nazwisko zwycięzcy, ten wstał dumny i ruszył po swoje trofeum. Był nim Anglik Kevin Keegan, znany (wówczas) z fryzury w stylu Thomasa Andersa z zespołu Modern Talking. Kevin, dumny i elegancki, jak zawsze zaczął się przeciskać w kierunku sceny, aby odebrać nagrodę. Kiedy jednak Keegan mijał krzesło zajmowane przez Claudio Gentile, runął jak długi na podłogę. Dlaczego? Gentile… podłożył mu nogę, powodując natychmiastowy upadek Kevina. Gdy skonsternowany Anglik zaczął się podnosić, Włoch szepnął mu do ucha: ,,Nie zdobyłbyś jakiejkolwiek nagrody, gdybym to ja cię krył”. Keegan zaniemówił, nie wiedział czy iść po swoją Złotą Piłkę, czy potulnie wrócić i usiąść na wcześniej zajmowanym stołku. Cały Gentile!
29 czerwca 1982, mundial w Hiszpanii. Mecz życia Claudio oraz najlepszy, a zarazem jeden z najgorszych pokazów w dziejach futbolu, jeśli chodzi o grę obronną. 43 tysięcy ludzi zgromadzonych na Estadio Sarria było świadkami, jak Gentile czapką nakrył samego Diego Maradonę, a Włosi pokonali w starciu drugiej rundy Argentyńczyków 2:1 po golach Tardellego i Cabriniego. Honorowe trafienie dla Los Albicelestes zanotował Pasarella. Defensor nie zrobił tego jednak do końca uczciwie… Zwyczajnie polował na nogi Argentyńczyka. Piłka nożna jest dziś zwyczajnie ładniejsza, bezpieczniejsza, mniej brutalna. Sergio Ramos został niedawno odsądzony od czci i wiary, ale przy mordercach pokroju Gentile jest łagodny jak baranek. Spójrzmy na mecz Włochów przeciwko Argentynie w 1982 roku. Gentile ganiał za Maradoną przez cały mecz, niczym rozwścieczony pitbull za ofiarą. Szarpał, faulował, wybijał piłkę, rzucał go na murawę – wszystko w imię zwycięstwa i zgodnie z doktryną religii powszechnie znanej jako catenaccio. Boiskowe popisy oraz fajerwerki Gentile zostawiał innym – jego zadaniem było jedynie wyłączenie z gry Diego. W sumie sfaulował go aż 23(!!!) razy, od 1. minuty grając z żółtą kartką na koncie. Nie wiadomo jakim cudem dograł do końca meczu bez czerwonej kartki. Do dzisiaj wydaje się to niepojęte. Co ciekawe, był to pierwszy raz, kiedy Włoch krył nie napastnika, a pomocnika drużyny przeciwnej. By dobrze przygotować się do meczu, przez dwa (!) dni studiował taśmy video z grą Maradony. Po spotkaniu na Claudio spadła wielka fala krytyki, zarzucano mu bowiem chamstwo, brutalność oraz zabijanie piękna gry, którego symbolem był przecież Diego Armando Maradona. Gentile miał to jednak gdzieś. Kiedy po meczu dziennikarze przekrzykiwali się jeden z drugim, atakując włoskiego stopera, ten jedynie uśmiechnął się i załatwił sprawę tak, jak zrobił to z Maradoną. Popatrzył przed siebie, jakby chciał wszystkich zagryźć, po czym wypowiedział jedno z najsławniejszych zdań w historii piłki nożnej: ,,Futbol nie jest dla baletnic”. O co chodzi z przytoczonym wyżej cytatem? W taki właśnie sposób odpowiedział jeden z piłkarzy Serie A w połowie lat 70-tych, spytany przez kolegę z zespołu: „Kto rozwalił Ci korkami udo?” Claudio to był boiskowy pies obronny. Przedstawmy jednak Gentile nie tylko jako oprawcę z Trypolisu (tam właśnie przyszedł na świat), ale przede wszystkim jako genialnego obrońcę. Mizerne warunki fizyczne (wspomniane wcześniej niepełne 178 centymetrów wzrostu) niwelował ogromną wolą walki, zaciętością oraz nieustępliwością. Nie był stoperem z rodzaju tych eleganckich, jak wspomniany wcześniej Scirea, czy później np. Paolo Maldini. Gentile przeważnie nie wyprowadzał pięknych piłek, nie podawał jak Beckenbauer, za to bronił dostępu do własnej bramki, niczym Cerber wrót do świata zmarłych. Myślicie, że „popis” przeciwko Argentynie i Maradonie był finałem dokonań Claudio na mundialu w 1982 roku? Skąd. Podobnie jak „boskim” Diego, tak samo zajął się w meczu przeciwko Brazylii(3:2) innym z wirtuozów lat 80-tych, czyli Zico. Brazylijczyk bał się tego meczu i jego obawy potwierdziły się w 200%. Gentile nie ustępował mu nawet na krok, faulując go i uprzykrzając mu życie przy każdej możliwej okazji. Claudio odbierał mu piłki, deptał i szturchał, całkowicie dominując kolejnego wybitnego gracza na drodze do zwycięstwa w całym turnieju. Po jednym z wejść Włoch dosłownie zdarł z Zico koszulkę. Dziennikarze śmiali się, że kwestię pomeczowej wymiany trykotów Gentile załatwił po swojemu. Co ciekawe, sytuacja ta miała miejsce w… polu karnym Włochów. W piłce jak w życiu – trzeba też mieć szczęście. Ciekawostką jest natomiast to, iż w całej swojej karierze Włoch nigdy(!) nie został ukarany czerwoną kartką za przewinienia. Niewiarygodne! Claudio Gentile już na zawsze pozostanie synonimem boiskowego brutala, chociaż trzeba uczciwie przyznać, że oprócz tego był genialnym stoperem. Przeciwnicy nie wypowiadali się jednak nigdy o nim dobrze, żeby zacytować chociażby świętej pamięci Włodzimierza Smolarka: ,,Po faulu zawsze podawał rękę i pomagał wstać, ale równocześnie stawał korkami na nodze”. Pisało się często, że Włoch był sprawcą klaustrofobii u wielu swoich oponentów. Dlaczego? Ponieważ w momencie, gdy osaczał swoich rywali, to powodował, że nagle świat się kurczył. Nie można było się od niego uwolnić. Na temat swojego odwiecznego wroga wypowiedział się także sam Maradona w roku 2010, komentując jeden z fauli na Leo Messim: ,,Nie jesteśmy już w czasach takich boiskowych morderców jak Gentile”. Sam Claudio nie pozostał dłużny, odpowiadając ówczesnemu selekcjonerowi reprezentacji Argentyny: ,,Maradona to bardziej bufon niż trener. Ja nigdy nie zostałem usunięty za agresywną grę. On ma prawo do swojej opinii, ale ja jej nie szanuję i się z nią nie zgadzam”. Niezłą traumę musiał Gentile spowodować w głowie Maradony, jeśli ten nadal próbował się odgryźć Włochowi i to po… 28 latach. Kevin Keegan też coś pewnie chętnie by dodał, Co ciekawe, Maradona wtedy skrytykował Włocha, ale znowu w swojej autobiografii pisał:
,,Za każdym razem, gdy dochodziłem do piłki, on już polował na moje kostki. Nie wyrzucili go jednak z boiska. To nie była jednak jego wina, to była jego praca. To była wina sędziów”. Sam Claudio Gentile nigdy nie robił tajemnicy ze swojej piłkarskiej filozofii, a w jednym z wywiadów ujął to tak: ,,Moim celem nie było zastraszanie przeciwników, a pokazanie, że ja tutaj rządzę. Trzeba być ostrym i zdeterminowanym, a czasem po prostu trzeba wiedzieć, jak sfaulować rywala”. Taka kiedyś po prostu była piłka, zawodnikom na więcej pozwalano. Dziś futbol się zmienił. Bardzo dobrze. Więcej jest samej gry, a mniej agresji i chamstwa. Dzisiaj raczej trudno byłoby mu odnaleźć się w dzisiejszej piłce. Co chwilę wylatywałby z boiska i dostawał kary zawieszenia. Szukając ciekawej puenty odnośnie Gentile, jeden z angielskich dziennikarzy tak oto się odniósł w stosunku do Włocha: ,,Odwieczne pytanie brzmi, czy Claudio przetrwałby w dzisiejszym futbolu? Ale lepsze pytanie będzie takie: Czy dzisiejszy futbol przetrwałby spotkanie z Claudio Gentile?”
1
Jeśli ktoś miał, czy też nadal ma jakiekolwiek pozytywne oczekiwania Dembele wobec ,,naszego" klubu to wypada tylko jemu współczuć. Od samego początku był to piłkarz niesłychanie irytujacy, zarówno na boisku jak i poza nim. Już dawno miałem zamiar ostro go skrytykować ale czułem że mnie tu wyśmieją.
1
Jedno z najważniejszych Klasyków w sezonie:
30 grudnia 1984 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madryt 3:2 w 18 kolejce Primera Division. Gole strzelali: Gerardo w 25 minucie, Migueli w 53 oraz Esteban Vigo w 79 dla Barçy; Sanchis w 30 minucie i Butragueño w 89 dla Królewskich. Zwycięstwo to pozwoliło umocnić się Blaugranie na pierwszym miejscu w tabeli z sześciopunktową przewagą nad Realem Madryt.
4
Niezapominamy i wspominamy legendy naszej Barçy:
29 grudnia 1914 r. urodził się Domenec Balmanya Perera, kataloński pomocnik, który w barwach Blaugrany grał w latach 1935-37 oraz 1941-44. Piłkarz, który już za życia został uznany za legendę FC Barcelona. Historia FC Barcelona usłana jest wieloma wspaniałymi nazwiskami. W dobie Internetu, mass mediów i niezwykle ułatwionej komunikacji, banalną sprawą jest wypromowanie czyjegoś nazwiska. Najprostszym przykładem tego jest Leo Messi, który w niespełna rok stał się gwiazdą światowej piłki. Jednak, jak to wyglądało na początku, gdy Barça dopiero zaczynała tworzyć swoją legendę? Jednym z wielu, którzy w tym pomogli był Domenec Balmanya. Urodził 29 grudnia roku 1914, w trakcie krótkiej przerwy I Wojny Światowej, jaką sobie zrobili żołnierze. Barcelona była miejscem jego narodzin i właśnie to miasto ukształtowało go jako człowieka i sportowca. Właśnie tam spędził większość swojej kariery, zarówno piłkarskiej, jak i trenerskiej. W swoim życiu pełnił wiele ról. Od podawacza piłek, piłkarza, trenera, selekcjonera do komentatora radiowego. Jedno jest pewne - został nieco zapomniany. Zacznijmy więc od początku. Karierę rozpoczął w małym klubiku Girona FC. Tam zebrał pierwsze piłkarskie szlify. Jego przejście do FC Barcelona jest owiane tajemnicą. Swój debiut zaliczył przed iście katalońską publicznością, w meczu z Espanyolem. Barça ten mecz wygrała 1:0, a ówczesny trener - Patrick O'Conell - zaczął częściej sięgać po Domeneca. Statystycy obliczają, że Balmanya podczas swojej pierwszej przygody z Barceloną, rozegrał 111 spotkań. Liczba ta mogłaby być zupełnie większa, jednak brak zarchiwizowanych dowodów na kilka innych, domniemanych meczów z jego udziałem, nie pozwala na dopisanie wyższej liczby występów. Podczas swojego debiutanckiego sezonu, Domingo (jak go nazywali w Katalonii), pomógł drużynie w zdobyciu mistrzostwa Katalonii oraz dojściu do finału Pucharu Hiszpanii. Rok później, w sezonie 1936/1937 rozgrywki zostały zawieszone z powodu wybuchu hiszpańskiej wojny domowej. Mimo to, FC Barcelona wraz z resztą zespołów z republikańskiej strefy Hiszpanii, wzięła udział w lidze klubów śródziemnomorskich . Dzięki wydatnej pomocy Balmanya'i i O'Conella, Blaugranie udało się tryumfować w tych rozgrywkach. W roku 1937 zespół udał się na tournee do Meksyku oraz Stanów Zjednoczonych. Barça rozegrała 14 spotkań, z takimi przeciwnikami, jak Club America, CF Atlante, Necaxa, oraz z reprezentacją Meksyku. W U.S.A Barcelona zmierzyła się ze stwarzanymi naprędce drużynami, jak reprezentacja Brooklynu czy Nowego Jorku. Udało im się też zagrać z drużyną narodową Stanów. Dzięki temu wyjazdowi, finanse klubu uległy znacznej poprawie. Niestety O'Conell wrócił do Hiszpanii z tylko czterema piłkarzami. Reszta (wraz z Balmanyą) emigrowała do Francji. Po zakończeniu wojny domowej, generał Franco nałożył sześcioletnią dyskwalifikację na sportowców, którzy podczas wojny opuścili kraj i do niego nie wrócili. Jednakże Enrique Pineyro, który w tamtym czasie szefował FC Barcelona, sprawił, że Balmanya wraz ze swoim utalentowanym kolegą - Escolą - powrócili do drużyny. Podczas swojego pierwszego sezonu, po powrocie, Barca ledwo się utrzymała, potrzebując baraży z Realem Murcią, by zapewnić sobie pierwszoligowy byt. Jednak co ciekawe, Katalończykom udało się dojść do finału Copa del Generalisimo (Copa del Rey), pokonując Athletic Bilbao 4:3.Warto wspomnieć, że między 1935 a 1944 rokiem, Balmanya rozegrał cztery spotkania w reprezentacji Katalonii. 19 stycznia 1936 roku na Les Corts rozegrano spotkanie na cześć Josepa Samitiera, rywalem było SK Sidenice z Czechosłowacji. Ciekawostką jest, że tego samego dnia w katalońskiej jedenastce debiutował także Emilio Sagi Linan, który bardzo się zasłużył Blaugranie. Nasz bohater po zaliczeniu kolejnych 41 spotkań w barwach FC Barcelona, zdecydował się zmienić otoczenie, podążając za swym dotychczasowym trenerem Noguesem do Gimnastic Tarragona. Właśnie tam zakończył swoją piłkarską kariere. Od razu po zawieszeniu butów na kołku, zabrał się za trenowanie. W 1949 roku udało mu się objąć Gimnastic, jako następca swojego mentora - Noguesa. Jego osiągnięcia (spuszczenie Gimnastic do drugiej ligi) były na tyle rozczarowujące, że rok później podziękowano mu i zwolniono. Po epizodach w Girona FC i Zaragozie, Domenecowi udało się poznać smak sukcesu na ławce Realu Oviedo. W roku 1955 poprowadził Oviedo do drugiego miejsca w Segunda Division. Nie minęło wiele lat, gdy Balmanya wrócił do Barcelony. W latach 1956-58 trenował Katalończyków, w których składzie grały takie legendy jak Ramallets, Evaristo, Luis Suarez czy Kubala. W tym czasie udało mu się wygrać Puchar Hiszpanii w 1957 r., gdzie po drodze w ćwierćfinale rozgromił Real Madryt 6:1! Natomiast rok później poprowadził Dume Katalonii do pierwszego w historii tryumfu w europejskich pucharach a mianowicie Pucharu Miast Targowych, gdzie w drugim meczu finałowym FC Barcelona rozgromiła reprezentacje Londynu 6:0! W drugim sezonie swoich rządów Blaugrana zajęła jedynie trzecie miejsce w lidze, co było dużym rozczarowaniem. W efekcie został zastąpiony na ławce trenerskiej przez legendarnego Helenio Herrere.
5
Czy wiecie że….
29 grudnia 2004 r. reprezentacja Katalonii przegrała z reprezentacją Argentyny 0:3. Od 1997 r. regularnie, najczęściej w okresie bożonarodzeniowym, reprezentacja Katalonii rozgrywa swoje mecze z drużynami z całego świata. W 2004 r. okazja była szczególna ponieważ na Camp Nou zjawiła się Argentyna, najlepsza oprócz Brazylii drużyna, która dotąd przyjęła zaproszenie do Katalonii. Mecz ułożył się dobrze dla gości, bo już w pierwszej minucie objeli prowadzenie. Ostatecznie mimo odważnej gry gospodarzy, goście wygrali 0:3. W meczu tym zadebiutował młodziutki Gerard Pique, który kilka miesięcy wcześniej przeszedł do Manchesteru United. Mecz z Argentyną był również ostatnim spotkaniem ,,Pichiego” Alonso w roli selekcjonera. Pierwszy mecz reprezentacji Katalonii odbył się 20 lutego 1917 r., w którym Katalończycy polegli aż 0-7 z Francją. Kolejne spotkania odbywały się dość regularnie przed wojną domową w Hiszpanii. W czasie dyktatury generała Franco były rozgrywane sporadycznie i zostały zawieszone zupełnie po 1976 r. aż do wspomnianego 1997 r. Chociaż mecze reprezentacji Katalonii zawsze były okazją do demonstrowania poglądów politycznych, w ostatnich latach żądania niepodległościowe nasiliły się.
0
@Ali3231 Ogladałem ostatnie 2 bądź 3 mecze reprezentacji Hiszpanii. Wyróżniali się głównie Busquets, Nico i Gavi. Ferrana Torresa nie kojarze aby się wyróżniał
0
Z cyklu (nie)zapomniane El Clasicos:
28 grudnia 1969 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madryt 1:0 w 16 kolejce Primera Division po golu Gallego w 29 minucie. To zwycięstwo pozwoliło jedynie awansować na 10-te miejsce w tabeli a sezon zakończyć dopiero na siódmym miejscu.
28 grudnia 1975 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Real Madryt 2:1 w 15 kolejce Primera Division. Gole dla Barçy strzelili: Neeskens już w 3 minucie oraz decydującego o zwycięstwie Rexach w 89 minucie. Te 2 punkty uplasowały Blaugrane na 4 pozycji ze stratą jedynie 3 punktów właśnie do Realu Madryt.
1
Nie no, taką sensacje robiła i robi z tego transferu zarówno redakcja, jaki i użytkownicy tej strony, jakby przychodził sam Bóg albo przynajmniej Mbape. Nie oglądam regularnie Manchesteru City i reprezentacji Hiszpanii i nie kojarze aby ten zawodnik jakoś wybitnie się wyróżniał w przeciwieństwie do Gaviego czy Nico. W dodatku przychodzi piłkarz kontuzjowany i to za jaką kwote? A podobno naszej Barcy nie stać na coś takiego? Mam bardzo mieszane uczucia, obyśmy się nie rozczarowali tak jak kiedyś Andre Gomesem albo ostatnio Dembele.
4
Feliz cumpleaños panie Sergi! Z okazji 50-tych urodzin.
28 grudnia 1971 r. urodził się Sergi Barjuan, obecny trener rezerw. Ten lewy obrońca był ostatnim członkiem ,,Dream Teamu” Johana Cruijffa, który opuścił klub. Sergi trafił do drużyny w tym samym roku, w którym legendarny Holender objął stanowisko szkoleniowca. Wcześniej dał się poznać jako znakomity strzelec. W ostatnim sezonie w poprzednim klubie(EC Granollers) zdobył aż 40 goli jako boczny pomocnik lub napastnik, lecz w nowym klubie po przejściu drużyn młodzieżowych trafił do FC Barceony C jako lewy obrońca. 24 listopada 1993 r. wobec kontuzji Jona Goikoetxei, Cruyff powołał go z Barçy B na mecz z Galatasaray Stambul, gdzie niespodziewanie zadebiutował w pierwszym składzie. Kilka dni później Cruyff dał mu szanse w meczu ligowym z Rayo Vallecano i wkrótce jego pozycja w drużynie stała się niepodważalna. Podczas pierwszej kadencji Luisa Van Gaala ich wzajemne relacje osłabiły pozycje Hiszpana. W 2002 r. gdy Holender wrócił na stanowisko trenera stało się jasne iż Sergi będzie musiał odejść. W sumie w koszulce Blaugrany rozegrał 463 mecze, co czyni go najczęściej występującym lewym obrońcą w historii klubu. Po odejściu z Barçy przez 3 lata grał w Atletico Madryt, gdzie zakończył karierę. w 2009 roku został trenerem Juvenilu B, w którym spędził dwa lata. Pierwsze doświadczenia w profesjonalnej piłce zbierał przez dwa sezony w Huelvie. Następnie po krótkiej przerwie przeniósł się do Almeríi w końcówce sezonu 2014/15. Jego zespół spadł z Primera División, ale Sergi zachował posadę. Stracił ją dopiero w październiku po nieudanym początku kolejnej kampanii. W dalszych miesiącach trener pracował w katalońskiej telewizji TV3, a potem spróbował uchronić od spadku Mallorcę. Drużyna odnotowała dobre wyniki, ale nie udało jej się utrzymać w Primera. Kolejną przygodą Barjuana były Chiny, w których spędził niemal dwa lata. Przez dwa lata pozostawał bez klubu, a latem tego roku przejął Barçę B po zwolnionym Garcíi Pimiencie. Dalszy ciąg znamy chyba wszyscy?
0
Wiecie co, już nie można patrzeć na tego Ronaldo, przecież to jest jakiś pieprzony terminator a nie normalny piłkarz...