Z czym kojarzy się Ci się Vertonghen? Mi tylko z tym: Vertonghen. Takie wyczekiwanie przez Belgów na to aby dotrwać do końca pierwszej połowy. Tutaj Smolarek! Będzie okazja!! Ebi! Ebii! Ebiii!
@Katalończyk 99 byłem ostatnio na imprezie urodzinowej gdzie grał DJ, prawie cała młodzież bawiła się przy tym numerze, my siedzieliśmy, potem ja z moją dziewczyną tańczyliśmy do Perfect i Anny Jantar a oni poszli na fajkę.. chyba jesteśmy za starzy na imprezy a mamy 31 i 27 lat
Nadszedł ten dzień. Dzień, który powinien być początkiem kalendarza Klasyki Futbolu. Dzień, w który każdy z nas powinien łyknąć dużą Caipirinhę za zdrowie tego największego.
Za 43. urodziny Ronaldo Luísa Nazário de Limy.
Nie dorastał w slumsach, jak spora część brazylijskich mistrzów. Miał normalny dom na północnych przedmieściach Rio de Janeiro. Rodzice nie byli zamożni, ale nie wywodzili się też z totalnej biedy. Jednym z jego pierwszych wspomnień jest… malowanie. Rok 1982, przeddzień mistrzostw świata w Hiszpanii. Ronaldo, razem z kolegami z dzielni, zgodnie z tradycją przystrajał ulice radosnymi muralami. Brazylijskie flagi, wizerunki piłkarzy, żółte kanarki… Malował i marzył o tym, żeby sam zostać piłkarzem.
Tamte mistrzostwa oglądał u pewnego staruszka, Pana Renato, który zapraszał chłopców przed swój telewizor i proponował paluszki i wodę sodową, co na tamte czasy było niemałym luksusem.
- Wierzcie lub nie, ale już mając pięć lat wiedziałem, że chcę zostać piłkarzem. Jeszcze nie do końca rozumiałem, z czym to się wiąże. Nie wiedziałem, gdzie piłka mnie poniesie, ale gdzieś w głębi serca już wtedy czułem, że nim zostanę. Wtedy byłem tylko jednym z milionów Brazylijczyków, którzy chcieli iść tą drogą. Myślę jednak, że coś odróżniało mnie od reszty. Ja nie marzyłem. Ja WIERZYŁEM w to, że kiedyś będę jednym z najlepszych w historii – opowiada.
Niewiele zabrakło, a Ronaldo byłby… Dadado. Jako dzieciak miał problemy z poprawną wymową swojego imienia, co w mig podchwycili jego starsi bracia. Kiedy zdobywał bramkę, ci krzyczeli: Dadadooooo!
Kiedy bracia znudzili się kopaniem piłki, zostawał sam. Grał do upadłego. Prawa noga, lewa noga, podbijanie, drybling między drzewami za domem. Wtedy podwórko było jego Maracaną. Od momentu, kiedy skończył 13 lat, wszystko potoczyło się błyskawicznie. Wyjechał do Belo Horizonte, żeby grać dla Cruzeiro. Zwrócił na siebie uwagę europejskich klubów. W wieku 15 lat otrzymał pierwsze zaproszenie na trening z reprezentacją. Rok później zadebiutował w seniorskiej piłce, a dwa lata później był już na mistrzostwach świata w USA.
- Nie zagrałem tam wtedy nawet minuty, ale ten wyjazd był dla mnie jak przyśpieszony piłkarski Harvard. Goście pokroju Romario czy Bebeto uczyli nie tego, jak grać w piłkę, ale tego jak być piłkarzem. Jak być mistrzem świata. Tamto lato zmieniło moją karierę i całe moje życie – mówił po latach.
Najbardziej zakumplował się z Romario, który raczył go opowieściami o grze w Lidze Mistrzów i zdobywaniu pucharów. Kiedy Ronaldo podpisał kontrakt z PSV, zapowiedział, że zdobędzie trzydzieści bramek. I zdobył trzydzieści bramek. Potem zapowiedział, że zostanie najlepszym piłkarzem świata. Poszedł do Barcelony i zgarnął Złotą Piłkę. A potem przyszedł rok 1998 i mundial we Francji.
- Miałem 21 lat, to była dla mnie zabawa. Aż do finału z Francją. Wtedy stało się coś niewytłumaczalnego. Nagle zrobiłem się strasznie chory. Leżałem w łóżku, nie mogłem się rusyzć. Lekarze dali mi zielone światło na grę, więc zagrałem, ale bardzo słabo i przegraliśmy 0:3. To były okropne chwile – wspomina.
Potem były kontuzje, operacje, czyli kolejne ciężkie chwile. Aż do mundialu w 2002 roku, gdzie Brazylia dotarła do finału.
- Przed meczem z Niemcami, trener Scolari przyniósł do szatni telewizor, co wtedy było kompletną ekstrawagancją. Włączył nam brazylijską stację – Globo – której nie oglądaliśmy od wyjazdu do Korei i Japonii. To jednak nie były zwykłe wiadomości. Pokazywali tam rodzinne miasta każdego z nas, po kolei. W końcu doszli do mojego Bento Ribeiro i… nagle zobaczyłem ulice, po których biegałem z piłką jako gówniarz. Widziałem mury, od których odbijałem futbolówkę. Zobaczyłem dzieciaki przy muralach, które kiedyś sam malowałem. Niesamowicie mnie to napompowało – powiedział.
A potem strzelił dwie bramki w finale mundialu. To były najlepsze dni jego życia. Wielodniowa impreza. Brazylijska reprezentacja latała od miasta do miasta i bawiła się razem z miejscowymi.
- Słuchajcie, kiedy strzelałem te dwie bramki w finale mistrzostw świata z Niemcami, każda z nich była jak orgazm… Ale sto razy silniejszy niż zwykle.
@Suzu@Chaoss@Hosh kibicem się jest i dopinguje, kibicuje cały czas a nie bywa. Jakby Barcelonie też tak gra się nie układała to kibice nie powinni dopingować?
We can confirm that Alexis Sanchez joins Inter Milan on loan until 30 June 2020. We wish @Alexis_Sanchez the best of luck in Italy. https://t.co/DdcRQRoEMk">pic.twitter.com/DdcRQRoEMk
@Cochise bardzo fajnie napisane. Btw. Twój nick, Białystok, rockowa krew - nasuwa mi się pytanie: znasz kogoś z zespołu Cochise lub jesteś jednym z nich? ;)
0
no dobra, to raczej nierealny jest powrót Pepa, a bardziej realny Klopp, Favre, Martinez?
0
Przygotowanie fizyczne? A na co to komu?
0
Z czym kojarzy się Ci się Vertonghen? Mi tylko z tym:
Vertonghen. Takie wyczekiwanie przez Belgów na to aby dotrwać do końca pierwszej połowy. Tutaj Smolarek! Będzie okazja!! Ebi! Ebii! Ebiii!
2
W siatkę nie, w nogę nie.. Kamil, Dawid, Piotrek - liczymy na Was w zimie!
1
Drzazga weź sie chłopie nie kompromituj
0
trzeci set a ja dopiero robie sobie drinka, o dwa sety za późno
0
@ViscaBarca123 A może warto będzie coś wspomnieć o naszej legendzie, w końcu to nasz przyszły trener ;) Z drugiej strony w tikitace jest info o tym
0
@ViscaBarca123 Ja strzelam - Xavi jako trener, Neymar i Malcom ;)
0
@Katalończyk 99 byłem ostatnio na imprezie urodzinowej gdzie grał DJ, prawie cała młodzież bawiła się przy tym numerze, my siedzieliśmy, potem ja z moją dziewczyną tańczyliśmy do Perfect i Anny Jantar a oni poszli na fajkę.. chyba jesteśmy za starzy na imprezy a mamy 31 i 27 lat
0
@KamQiX za to też, podstawa za takie rzeczy o których mówisz plus prowizja za wyniki, proste
1
Takie kontrakty powinny być - grasz to dostajesz wypłatę, jak w normalnej pracy
2
zbieram szczękę z podłogi.. Szacun!
31
nawet śmiechłem ;)
https://scontent.fwaw3-2.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/70276584_2399019500210833_7439003246389100544_n.png?_nc_cat=103&_nc_oc=AQlST-OEcpVZs7KpPYosjmhwCjCDU-oEhOYuV9V1hVHhLDKblvyg-9IW9fTl84pnjSU&_nc_ht=scontent.fwaw3-2.fna&oh=0dca052620fc8719e7b54f478be6d74e&oe=5E09DA32
0
no to zaraz będzie: zły VAR, pierwsza bramka przypadek a w drugiej spalonego nie było :P
7
Nadszedł ten dzień. Dzień, który powinien być początkiem kalendarza Klasyki Futbolu. Dzień, w który każdy z nas powinien łyknąć dużą Caipirinhę za zdrowie tego największego.
Za 43. urodziny Ronaldo Luísa Nazário de Limy.
Nie dorastał w slumsach, jak spora część brazylijskich mistrzów. Miał normalny dom na północnych przedmieściach Rio de Janeiro. Rodzice nie byli zamożni, ale nie wywodzili się też z totalnej biedy. Jednym z jego pierwszych wspomnień jest… malowanie. Rok 1982, przeddzień mistrzostw świata w Hiszpanii. Ronaldo, razem z kolegami z dzielni, zgodnie z tradycją przystrajał ulice radosnymi muralami. Brazylijskie flagi, wizerunki piłkarzy, żółte kanarki… Malował i marzył o tym, żeby sam zostać piłkarzem.
Tamte mistrzostwa oglądał u pewnego staruszka, Pana Renato, który zapraszał chłopców przed swój telewizor i proponował paluszki i wodę sodową, co na tamte czasy było niemałym luksusem.
- Wierzcie lub nie, ale już mając pięć lat wiedziałem, że chcę zostać piłkarzem. Jeszcze nie do końca rozumiałem, z czym to się wiąże. Nie wiedziałem, gdzie piłka mnie poniesie, ale gdzieś w głębi serca już wtedy czułem, że nim zostanę. Wtedy byłem tylko jednym z milionów Brazylijczyków, którzy chcieli iść tą drogą. Myślę jednak, że coś odróżniało mnie od reszty. Ja nie marzyłem. Ja WIERZYŁEM w to, że kiedyś będę jednym z najlepszych w historii – opowiada.
Niewiele zabrakło, a Ronaldo byłby… Dadado. Jako dzieciak miał problemy z poprawną wymową swojego imienia, co w mig podchwycili jego starsi bracia. Kiedy zdobywał bramkę, ci krzyczeli: Dadadooooo!
Kiedy bracia znudzili się kopaniem piłki, zostawał sam. Grał do upadłego. Prawa noga, lewa noga, podbijanie, drybling między drzewami za domem. Wtedy podwórko było jego Maracaną. Od momentu, kiedy skończył 13 lat, wszystko potoczyło się błyskawicznie. Wyjechał do Belo Horizonte, żeby grać dla Cruzeiro. Zwrócił na siebie uwagę europejskich klubów. W wieku 15 lat otrzymał pierwsze zaproszenie na trening z reprezentacją. Rok później zadebiutował w seniorskiej piłce, a dwa lata później był już na mistrzostwach świata w USA.
- Nie zagrałem tam wtedy nawet minuty, ale ten wyjazd był dla mnie jak przyśpieszony piłkarski Harvard. Goście pokroju Romario czy Bebeto uczyli nie tego, jak grać w piłkę, ale tego jak być piłkarzem. Jak być mistrzem świata. Tamto lato zmieniło moją karierę i całe moje życie – mówił po latach.
Najbardziej zakumplował się z Romario, który raczył go opowieściami o grze w Lidze Mistrzów i zdobywaniu pucharów. Kiedy Ronaldo podpisał kontrakt z PSV, zapowiedział, że zdobędzie trzydzieści bramek. I zdobył trzydzieści bramek. Potem zapowiedział, że zostanie najlepszym piłkarzem świata. Poszedł do Barcelony i zgarnął Złotą Piłkę. A potem przyszedł rok 1998 i mundial we Francji.
- Miałem 21 lat, to była dla mnie zabawa. Aż do finału z Francją. Wtedy stało się coś niewytłumaczalnego. Nagle zrobiłem się strasznie chory. Leżałem w łóżku, nie mogłem się rusyzć. Lekarze dali mi zielone światło na grę, więc zagrałem, ale bardzo słabo i przegraliśmy 0:3. To były okropne chwile – wspomina.
Potem były kontuzje, operacje, czyli kolejne ciężkie chwile. Aż do mundialu w 2002 roku, gdzie Brazylia dotarła do finału.
- Przed meczem z Niemcami, trener Scolari przyniósł do szatni telewizor, co wtedy było kompletną ekstrawagancją. Włączył nam brazylijską stację – Globo – której nie oglądaliśmy od wyjazdu do Korei i Japonii. To jednak nie były zwykłe wiadomości. Pokazywali tam rodzinne miasta każdego z nas, po kolei. W końcu doszli do mojego Bento Ribeiro i… nagle zobaczyłem ulice, po których biegałem z piłką jako gówniarz. Widziałem mury, od których odbijałem futbolówkę. Zobaczyłem dzieciaki przy muralach, które kiedyś sam malowałem. Niesamowicie mnie to napompowało – powiedział.
A potem strzelił dwie bramki w finale mundialu. To były najlepsze dni jego życia. Wielodniowa impreza. Brazylijska reprezentacja latała od miasta do miasta i bawiła się razem z miejscowymi.
- Słuchajcie, kiedy strzelałem te dwie bramki w finale mistrzostw świata z Niemcami, każda z nich była jak orgazm… Ale sto razy silniejszy niż zwykle.
[Klasyka Futbolu]
1
Lubię Tomka Smokowskiego ale do komentowania niestety się nie nadaje
8
Piękna grafika:
https://www.instagram.com/p/B2eT-13nVSG/?igshid=qqnpt97bf9re
1
@Cave dla fanów Batmana i jego świata jest to pozycja obowiązkowa
3
Wyskakujecie z nowymi odsłonami Fify i Pesa a ja wczoraj grałem w sieci w Pes 6, piękna sprawa :D
1
@Suzu @Chaoss @Hosh kibicem się jest i dopinguje, kibicuje cały czas a nie bywa. Jakby Barcelonie też tak gra się nie układała to kibice nie powinni dopingować?
0
największym brakiem w dzisiejszym meczu jest.. brak dopingu
1
@wlodek54 Nawałka i zmarnowane lata? Chłopie, o czym Ty mówisz?
2
Oglądam ten mecz i nie rozumiem, co tu się ogólnie odbrzęcza...
0
Darek, skończ już z tym komentowaniem...
1
Wyjścia są dwa: albo Ney z prawnikami wycofają pozew, skutkiem czego Barca też, albo zamknie sobie drzwi do powrotu
5
Oficjalnie: Alexis wypożyczony do Interu Mediolan
1
Szpaku z Żewłakiem to chyba przez messengera nadają
0
@4drian0 tak szybko wchodzi ze nie nadąża się sprawdzać ;)
30
Oficjalnie:
Lewandowski przedłużył kontrakt z Bayernem do 2023 roku
1
@Cochise bardzo fajnie napisane. Btw. Twój nick, Białystok, rockowa krew - nasuwa mi się pytanie: znasz kogoś z zespołu Cochise lub jesteś jednym z nich? ;)