7

El Clasicos:

9 listopada 1960 r. FC Barcelona remisuje na Santiago Bernabeu 2:2 z Realem Madryt w pierwszym meczu 1/8 finału Pucharu Mistrzów. Obydwa gole dla Barçy zdobywa Luis Suarez(27 m. i 87 z rzutu karnego). Obie ekipy naszpikowane były gwiazdami światowego formatu, uznano więc ich rywalizację za przedwczesny finał tej edycji. Już pierwszy mecz w Madrycie, poprzedzony niesamowitą mobilizacją w obu obozach i precyzyjnymi przygotowaniami, oglądany był przez blisko 120 tys. widzów a naoczni świadkowie określili go ,,walką na śmierć i życie”. Katalończycy nie zrażeni początkowym prowadzeniem ,,Los Blancos” po golach Mateosa i Gento, na które odpowiedzieli tylko golem Luisa Suareza, z determinacją kontratakowali po przerwie, doprowadzając na 3 minuty przed końcem do remisu, po kapitalnym przeboju Brazylijczyka Evaristo, zakończony rzutem karnym wykorzystanym bezbłędnie przez Luisa Suareza.

9 listopada 1985 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Real Madryt 2:0 w 11 kolejce Primera Division po bramkach Marcosa Alonso i Caldere. Zwycięstwo na Camp Nou w końcowym rozrachunku nie przyniosło sukcesu. Katalończycy pogubili w trakcie sezonu dużo punktów i w efekcie Barça przegrała walke o mistrzostwo z Królewskimi tracąc do nich aż 11 punktów.

Skrót klasyku:



@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

1

@FcPortoFan1999 Na tą chwile tak ale wróćmy do tematu za dwa, trzy lata i żebyś się nie zdziwił...

1

@FcPortoFan1999 Wiem, dlatego też mocno podkreślam że nie staną się hegemonem w Portugalii, co nie znaczy że są beznadzieją, tak to oceniam...

1

@FcPortoFan1999 No cóż, z takimi przeciwnikami to raczej nie stanął się takim hegemonem jak chociażby Crvena Zvezda w Serbii...

1

@FcPortoFan1999 To prawda ale z drugiej strony 2 lata temu byli mistrzami a nie co roku ,,świeci słońce". Cierpliwości...

1

@FcPortoFan1999 No bez przesady z tą beznadzieją. Przecież chyba poza pierwszą trójke nie wypadają ostatnio a w tym roku to nie wygrali czasem pucharu Portugalii?

9

@FCBparasiempre
Złotymi czasami dla kibiców ,,Smoków” były lata 80-te. Zwłaszcza druga połowa, chociaż już w 1984 roku podopieczni trenera Jose Mario Pedroto dotarli do finału Pucharu Zdobywców Pucharów. W finale rywalem był Juventus mający w składzie Zbigniewa Bońka. Na stadionie w Bazylei lepsza okazała się ekipa z Włoch. Na trafienie Beniamino Vignoli zdołał wprawdzie odpowiedzieć Antonio Sousa, ale gol strzelony przez „Bello di Note” był ostatnim w tym meczu, dzięki czemu trofeum powędrowało do Turynu. Były prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej tak wspominał triumf Starej Damy w europejskich rozgrywkach: ,,Po finale z Porto udaliśmy się do knajpki i długo się zabawiliśmy, pośmialiśmy się, pośpiewaliśmy trochę. Nie byliśmy ekipą sztywniaków. Jak sobie przypomnę tamtą noc, to jeszcze czuję, jak mocne zabarwienie miało tamtejsze wino… Coś w tym chyba jest, że kiedy koledzy chcieli wyjść do miasta, brali mnie ze sobą. Wiedzieli, że ze mą nie będą się nudzić”. W tym samym sezonie do rąk zawodników FC Porto trafiły Puchar i Superpuchar Portugalii. W walce o mistrzostwo kraju musieli uznać wyższość Benfiki, mimo że w całym sezonie stracili zaledwie… dziewięć goli. Kolejne dwa lata upłynęły pod znakiem sukcesów na arenie krajowej. W 1985 roku drużyna została przejęta przez nowego szkoleniowca. Został nim Artur Jorge i od razu poprowadził ją do tytułu najlepszej drużyny w Portugalii. Rok późnej udało się obronić mistrzostwo i dołożyć do tego Superpuchar. O tym co, miało nadejść w kolejnym sezonie, nie marzyli chyba nawet najwierniejsi sympatycy klubu. Zanim FC Porto wdrapało się na szczyt europejskiej piłki, drużynę zasilił Józef Młynarczyk. Bramkarz reprezentacji Polski został sprowadzony z francuskiej Bastii. Pierwsze spotkanie w sprawie transferu odbyło się w Paryżu. Tak tłumaczył to sam zainteresowany: ,,Nie wypadało się spotkać na terenie Bastii, a poza tym wszyscy zdawali sobie sprawę, że gość z Portugalii może zostać na Korsyce potraktowany(mówiąc delikatnie) niegrzecznie”. Kontrakt również został sfinalizowany w stolicy Francji. Wszystko odbyło się bardzo szybko. Rozmowy były krótkie i konkretne – przekonuje Młynarczyk. Wspomina także, że został bardzo ciepło przyjęty w nowym klubie: ,,Portugalczycy mnie zaskoczyli. Oczekiwałem miłego przyjęcia, ale nie aż takiego. Masa dziennikarzy, prezydenci klubu, kamery, flesze, mnóstwo pytań. Byłem nieco speszony, bo pierwszy raz znalazłem się w podobnej sytuacji. Z lotniska udaliśmy się prosto na stadion, gdzie odbyła się dodatkowa konferencja. Tam pojawił się Wiesław Wichtowski, obecnie mój dobry przyjaciel, który mieszkał już w Portugalii pięć lat i bardzo mi wtedy pomógł w kłopotach językowych”. Rok 1987 był dla FC Porto wyjątkowy. Łupem Smoków padły aż trzy międzynarodowe trofea (Puchar Europy, Superpuchar Europy i Puchar Interkontynentalny). Najpierw gablota wzbogaciła się o najcenniejszy puchar w klubowej piłce. By tak się stało, Portugalczycy musieli przebyć wyboistą drogę. Pierwsza przeszkoda nie była trudna. Maltański Ajax Rabat stracił w konfrontacji z Porto aż 10 goli i nie zdobył żadnej. Nieco trudniejsze zadanie czekało w drugiej rundzie. W pierwszym spotkaniu portugalski zespół minimalnie przegrał w czeskiej Ostrawie, ale w rewanżu z nawiązką odrobił straty. Zwycięstwo i remis z duńskim Broendby dały zaś przepustkę do najlepszej czwórki. Tam czekało radzieckie Dynamo Kijów. ,,Trener polecił nam, abyśmy w przeddzień meczu poszli na wieczorny trening Dynama. Przeciwnik był groźny, ale do meczu stanęliśmy pełni optymizmu. Prowadziliśmy 2:0, gdy padła bramka gości. Akcja szła z prawej strony zespołu radzieckiego, z końcowej linii poszło dość ostre dośrodkowanie na mniej więcej 15 metrów, gdzie całym pędem nadbiegł Michajliczenko i głową skierował piłkę do siatki. Ta skozłowała jeszcze przed samą bramką i spadła tuż przy słupku. Usiłowałem bronić, ale piłka była zbyt mocna. Wygraliśmy to spotkanie 2:1 zdając sobie sprawę, że przed rewanżem z Rosjanami jest to „zaliczka” dość nikła – opisywał pierwsze półfinałowe starcie Młynarczyk.

Przy okazji rewanżu, na stadionie w Kijowie pojawiło się 100 tysięcy kibiców, którzy powitali przyjezdnych gwizdami. To jednak nie zdeprymowało gości. Powtórzyli wynik z pierwszego spotkania i mogli cieszyć się z udziału w najważniejszym meczu sezonu. Polski bramkarz uważa, że awans należy zawdzięczać przede wszystkim dobrej grze w defensywie: ,,Bardzo dobrze grała nasza obrona i wszystkie sytuacje, jakie stworzyli gospodarze udało się wybronić, bądź mnie, bądź zawodnikom obrony. Wygraliśmy to spotkanie 2:1 ku zdziwieniu i rozczarowaniu licznej grupy fachowców radzieckich. Po raz pierwszy byliśmy w finale. W najważniejszym spotkaniu Pucharu Europy na Praterze w Wiedniu faworyt był znany – to oczywiście klub ze stolicy Bawarii. Kiedy przylecieliśmy do Wiednia, gdzie miało być rozegrane to spotkanie, nikt się nami nie interesował. Bukmacherzy płacili za nasze zwycięstwo 19:1. Oczywiście my też zdawaliśmy sobie sprawę, że rywale są dużo silniejsi od nas”– wspominał Młynarczyk. Obiekt w stolicy Austrii mógł pomieścić 60 tysięcy ludzi, ale tłumy kłębiły się także poza stadionem, ponieważ nie wszyscy dostali się na trybuny, żeby obejrzeć to wyjątkowe starcie o prymat w Europie. Po pierwszej połowie wszystko przebiegało zgodnie z przewidywanym przez większość scenariuszem. Po trafieniu Ludwiga Koegla prowadzili Niemcy. ,,Do dzisiaj widzę to doskonale. Moje nieporozumienie z Magalhaesem, Ludwig Koegl momentalnie uderza głową i przegrywamy”– dalej opowiada były bramkarz reprezentacji Polski. W drugiej odsłonie skazywani na porażkę Portugalczycy zdołali odwrócić losy spotkania. Wyrównał cudownym strzałem piętą Rabah Madjer. Najbardziej wszechstronny, kompletny piłkarz, z jakim grałem – tak o Algierczyku mówił polski bramkarz, który dzielił z nim pokój na zgrupowaniach. Był to gracz, który „miał wszystko”. Dobrą zarówno prawą, jak i lewą nogę, szybkość, sprawność, nienaganną technikę, skoczność. Dosłownie wszystko. Wydaje mi się, że tym, co zatrzymało jego karierę, było jego pochodzenie. Był Arabem z Algierii. Nie potrafił pogodzić się z tym, że ktoś nim kieruje, ktoś mu mówi, co ma robić. To powodowało częste konflikty z działaczami i trenerami FC Porto – opisuje tę postać Młynarczyk i dodaje: To, co prezentował na treningach, gdy psychicznie był rozluźniony, nie mieści się w głowie. Potrafił ograć bramkarza, że człowiek miał ochotę go udusić. Niestety był niesolidny. W Algierii był gwiazdą, więc z chęcią jeździł tam na każde spotkanie reprezentacji, nawet niezbyt ważne. Z powrotem potrafił się spóźnić nawet o tydzień. Michał Kołodziejczyk tak opisywał triumfatora Pucharu Narodów Afryki 1990 we wspomnianej publikacji: ,,Mówiono o nim, że z piłka przy nodze porusza się jak tancerz na parkiecie, elegancko prowadząc swoją partnerkę. Zresztą w Porto kochają go do dziś i dostaje owację na stojąco za każdym razem, gdy spiker ogłosi, że przyjechał na mecz”. Na dziewięć minut przed końcem padła zwycięska bramka, którą zdobył Filho Juary. 27 maja 1987 roku stał się dla fanów Smoków datą, która już zawsze kojarzyć się będzie z wielkim triumfem. W opinii wielu ekspertów do sukcesu by nie doszło gdyby nie… brak w kadrze FC Porto najlepszego zawodnika. Z powodu kontuzji na boisko nie mógł wyjść Fernando Gomes – najskuteczniejszy strzelec zespołu. Paradoksalnie absencja tego gracza sprawiła, że piłkarze z Portugalii oraz trener Jorge zmuszeni byli szukać niekonwencjonalnych rozwiązań, czego efektem było to, iż całkowicie zaskoczyli rywali. O klasie Gomesa świadczyć mogą słowa Młynarczyka: ,,Gomes to król pola karnego, jeśli tylko zdołał przyjąć piłkę w polu karnym i obrócić się, był bardzo groźny, gdyż z każdej piłki potrafił zrobić użytek. Nie raz, nie dwa wyrastał jakby spod ziemi. Był swego czasu królem strzelców Europy, zdobył „Złoty but”. Z dobrej strony pokazał się nasz rodak, który w taki sposób wspominał pomeczową radość i doceniał kunszt obrony: ,,Euforia po wywalczeniu pucharu była niesamowita. Wylądowaliśmy w Porto w środku nocy i zanim doszliśmy do autokaru, kibice zdarli z nas niemal całe ubranie. Później jednak nie pojechaliśmy spać, tylko prosto na stadion, gdzie o szóstej urządzono oficjalną prezentację trofeum. W obronie graliśmy, jak zwykle zresztą, dość prawidłowo i piłkarze Bayernu nie mieli stuprocentowych sytuacji, natomiast dość dużo wrzucali na wysokiego Hoenessa, który miał te piłki zgrywać. Jeśli chodzi o wychodzenie z bramki, to czułem się w tym spotkaniu dość pewnie i wszystkie piłki wyłapywałem. W tym meczu najwyższe oceny powinna dostać nasza obrona”.

Po zakończeniu sezonu trener Jorge opuścił Porto i objął stery w Racingu Paryż. Smoki straciły także jednego z najważniejszych graczy – Paolo Futre. Zawodnik, który zajął drugie miejsce w plebiscycie „France Football”, zasilił szeregi Atletico Madryt. To on w wiedeńskim finale asystował przy cudownej bramce Madjera. W dodatku pomógł drużynie w wywalczeniu dwóch tytułów mistrzowskich i takiej samej liczby krajowych Superpucharów. Srebrna piłka została mu wręczona, gdy był już piłkarzem madryckiego klubu. Dwukrotnie uznano go za najlepszego piłkarza Portugalii. Kiedy opuścił ten kraj, tamtejsza prasa pisała: ,,Porto oddaje swoje cudowne dziecko – po czym drobnym drukiem dodawała: Oddaje, ale za rekordową sumę w Portugalii – 650 tysięcy dolarów”. Na przełomie 1987 i 1988 odbyła się walka o Superpuchar Europy. Wówczas grano mecz i rewanż (pierwsze spotkanie w listopadzie, drugie w styczniu). Jedyny raz w historii pierwsze spotkanie rozegrano w innym roku niż starcie rewanżowe. Przeciwnikiem Portugalczyków był Ajax – triumfator Pucharu Zdobywców Pucharów. Po pierwszym meczu w stolicy Holandii z posady trenera amsterdamskiego zespołu zwolniony został Johan Cruyff. Stało się to za sprawą bramki zdobytej przez Rui Barrosa. W rewanżu wynik się powtórzył dzięki trafieniu Antonio Sousy. Tym samym Józef Młynarczyk stał się drugim, po Zbigniewie Bońku, piłkarzem znad Wisły mającym na koncie to trofeum. Tak mówił o rewanżowej rywalizacji z holenderskim klubem: ,,Graliśmy w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych. W tym okresie w Portugalii padają obfite deszcze, boisko było grząskie i śliskie. Ze względu na warunki , ciężko określić widowiskowość tego meczu. Mieliśmy dość wyraźną przewagę, stworzyliśmy kilka groźnych sytuacji i wydaje mi się, że ten dwumecz z Ajaxem wygraliśmy zasłużenie”. Jeszcze w 1987 roku FC Porto cieszyło się z innego międzynarodowego tytułu. W Japonii piłkarze Smoków świętowali wywalczenie Pucharu Interkontynentalnego. O jego zdobyciu przesądzić miał mecz przeciwko najlepszej ekipie Copa Libertadores. Był nią Peñarol Montevideo. Spotkanie rozegrane zostało w fatalnych warunkach pogodowych. Boisko pokryte było śniegiem, a żółta piłka stawała w błocie. Lepiej w takiej sytuacji poradziła sobie portugalska ekipa, która zwyciężyła 2:1 po dogrywce. Znów dał znać o sobie geniusz Madjera, bo to właśnie Algierczyk w niezwykły sposób strzelił decydującego gola. Z dużej odległości zdołał przelobować bramkarza. Po zakończonym boju powiedział, że w białym puchu widział jedynie sylwetki graczy i mógł tylko podejrzewać, że golkiper Urugwajczyków wyszedł z bramki. ,,Pojechaliśmy do Tokio dużo wcześniej, żeby nie było kłopotów z aklimatyzacją. Nie byliśmy jednak w stanie przewidzieć, że Japonię w tym czasie nawiedzą niesamowite burze śnieżne”– opowiadał Młynarczyk. Wiele miał do powiedzenia także o wykańczającej go pogodzie, którą chyba najbardziej zapamiętano z tego widowiska. W pewnym momencie Młynarczyk miał dość z przeszywającego go zimna, jednak musiał wytrzymać. ,,Poprzedniego dnia na treningu nic nie wskazywało na to, że przyjdzie nam grać w tak trudnych warunkach. W dniu meczu rano zaczął padać deszcz, który potem zamienił się w śnieg, a temperatura spadła poniżej zera. Na boisku leżała około 10-centymetrowa warstwa śniegu, to znaczy na wierzchu śnieg, a pod spodem woda. Ani jeden, ani drugi zespół nie wyszedł na rozgrzewkę, chcąc rozpocząć spotkanie z marszu. Tylko ja, przezornie, wraz z asystentem trenera Octtavio, wyszedłem na boisko. W czasie rozgrzewki zorientowałem się, że warunki są ciężkie, jeśli chodzi o tyły bramkarzy, gdyż łatwo o kiks. W pierwszej fazie spotkania Peñarol miał optyczną przewagę, stwarzał dużo sytuacji. Byłem zmuszony dość często interweniować, często kłaść się w błoto. Było mi potwornie zimno. W pierwszej połowie nie puściłem żadnej bramki, natomiast bramkarz urugwajski jedną puścił, co dało nam 1:0. Na drugą połowę wyszliśmy w suchych strojach. Peñarol za wszelką cenę chciał wyrównać. Urugwajczycy zdobyli przewagę w polu, stworzyli kilka groźnych sytuacji pod naszą bramką. Moje coraz częstsze kontakty ze śnieżną breją spowodowały, że z minuty na minutę kostniałem coraz bardziej. Doszło do wyrównania. Byłem już tak zmarznięty i mokry, że po tej bramce odechciało mi się wszystkiego. Myślałem, że już nie zrobię nawet kroku”.

Trofeum powędrowało jednak do Portugalczyków. O najważniejszych momentach meczu nasz rodak opowiadał w następujący sposób: ,,W dogrywce Peñarol nie prezentował już takiej siły przebicia, wiedzieliśmy, że Urugwajczycy czekają na rozstrzygnięcie spotkania karnymi. W drugiej części dogrywki dochodzi do sytuacji, że ostatni stoper wyprowadza piłkę z jakichś 30 metrów spod własnej bramki, wykorzystuje to Madjer, atakując odbiera mu piłkę. Widząc to bramkarz urugwajski wybiega z bramki, by ratować sytuację, Madjer go mija i piłka wolno toczy się do bramki. Mało nam serca nie stanęły, bo zatrzymała się na śniegu, tuż za linią. Utrzymujemy wynik do końca dogrywki. W naszym zespole radość. Piłkarze Peñarolu płaczą jak dzieci”. Polski piłkarz po latach w taki sposób opowiadał o klubie, z którym odnosił opisane sukcesy: ,,Porto to specyficzny klub. Zazwyczaj jest to fantastyczny zespół, ale bez gwiazd. Dopiero w naszej drużynie piłkarze wyrabiali sobie nazwisko. Wszystko kręci się zawsze wokół jednego, dwóch zawodników, jak kiedyś wokół Futre, a w XXI wieku wokół Deco. Aby „Smoki” odnosiły sukcesy na arenie międzynarodowej, moim zdaniem potrzebny jest także odpowiedni typ trenera. Kiedy drużyną opiekował się Artur Jorge mieliśmy tylko trenować i wygrywać, a nie dyskutować. Podobnym autorytetem cieszył się potem Mourinho”. Kibiców znad Wisły może cieszyć fakt, że duży wpływ na wspaniały okres miał bramkarz urodzony w Nowej Soli. Bez jego interwencji wszystkie te triumfy byłyby niemożliwe. Zapytany o to, w czym tkwiła siła zespołu, odpowiedział: ,,Technika tych południowych piłkarzy była prawie wrodzona, bardzo serio podchodzili do swych zadań i obowiązków. Byli bardzo dobrze przygotowani szybkościowo i kondycyjnie. Wydaje mi się, że również istotna była osoba trenera Artura Jorge. Umiał nas psychicznie odpowiednio nastawić. Przed każdym meczem powtarzał, że przeciwnik w niczym nie jest od nas lepszy, zarabia może tylko więcej pieniędzy, bo pochodzi z bogatszego państwa, ale my musimy zrobić wszystko dla Portugalii i naszych kibiców”. W taki zaś sposób reprezentant Polski wypowiadał się o znajomych z szatni: ,,Kontakty prywatne były ograniczone, gdyż nie było na to czasu, a zresztą nie było to praktykowane. Ze wszystkimi byłem na dobrej stopie i żyłem bezkonfliktowo. Wszyscy dali się poznać jako ludzie bardzo sympatyczni, szczerzy, gdyby przyszło co do czego, podzieliliby się ostatnią kromką chleba. Byli to dobrzy koledzy, zarówno na treningu, na boisku, jak i poza klubem”. Lata 80-te były wyjątkowo bogate w sukcesy dla FC Porto. Mimo, że Smoki zdobywały trofea na arenie krajowej, na kolejne międzynarodowe osiągnięcia fani klubu musieli czekać do początku obecnego stulecia, kiedy prowadzona przez Jose Mourinho ekipa zdobywała europejskie puchary rok po roku. Obecnie o takie zdobycze trudno i niewiele wskazuje na to, by taki stan rzeczy miał się zmienić.

8

Zapomniane legendy futbolu:

8 listopada 1942 r. w Turynie urodził się Alessandro Mazzola, ofensywny pomocnik, Mistrz Europy z 1968 r., wicemistrz świata z 1970 r., 2-krotny zdobywca Pucharu mistrzów(1964 i 1965) oraz 2-krotny zdobywca Pucharu Interkontynentalnego(1964 i 1965). Ten wybitny włoski pomocnik karierę rozpoczynał pod okiem legendarnego Helenio Herrery i był podstawowym graczem wielkiego Interu lat 60-tych. Całą 17-stoletnią karierę spędził w Mediolanie, gdzie rozegrał w sumie 565 spotkań, w których strzelił 160 goli. Sandro(jak powszechnie był określany) urodził się w Turynie i właśnie tam w AC Torino grał jego ojciec Valentino-jeden z najwybitniejszych włoskich piłkarzy lat 40-tych. Valentino Mazzola był ofensywnym pomocnikiem i Sandro poszedł w jego ślady. Wspominał iż ojciec od małego zakładał mu na stopy buty piłkarskie i uczył zachowania na boisku. Valentino zginą z całą drużyną Torino w katastrofie lotniczej w 1949 r. Sandro zadebiutował w pierwszej drużynie Interu 10 czerwca 1961 r. gdy ,,Nerrazzuri” przegrali wówczas z Juventusem w Turynie 1:9 w meczu zbojkotowanym przez wystawienie składu juniorskiego a honorowego gola strzelił właśnie Mazzola.

Regularnie zaczął grać w sezonie 1962/63, kiedy Inter zdobył mistrzostwo Włoch. Wtedy w swoich pierwszych derbach Mediolanu Sandro zdobył gola już w 13-tej sekundzie meczu! Rok później Mazzola strzelił 2 gole w wygranym 3:1 finale Pucharu Europy Mistrzów Klubowych z samym Realem Madryt! Najlepsze dla niego były 3 kolejne sezony, w których zdobywał ponad 20 goli. W 1965 w Serie A trafił do siatki rywali 17 razy i został królem strzelców ligi. W sumie zdobył z Interem 4 mistrzostwa Włoch, 2 razy Puchar Mistrzów i 2 razy Puchar Interkontynentalny. W tych ostatnich rozgrywkach Inter pięciokrotnie w ciągu 2 lat potykał się z argentyńskim Independiente a Mazzola strzelił w tych meczach 3 gole. Sandro grał z numerem 10, który noszą zawsze największe gwiazdy zespołu. Razem ze świetnym Hiszpanem Luisem Suarezem odpowiadał w słynnym systemie ,,catenaccio” za rozprowadzanie piłek w ataku a także za asekurację w bocznych sektorach boiska, kiedy wysunięci skrzydłowi włączali się do ofensywy. O miejsce w reprezentacji Włoch Sandro rywalizował z zawodnikiem Milanu Giannim Riverą. Pomocnik Interu rozegrał jednak więcej spotkań(w 70 spotkaniach strzelił 22 gole). W 1968 roku Mazzola zdobył Mistrzostwo Europy a 2 lata później zagrał w finale Mistrzostw Świata z Brazylią gdzie włosi przegrali 1:4. Grał także na mundialu w 1966 oraz 1974 Karierę zakończył 3 lipca 1977 roku podczas gdy Inter przegrał w Pucharze Włoch 0:2 z Milanem. Później Sandro pracował na różnych stanowiskach w Interze a także podjął się pracy w AC Torino, gdzie chciał odbudować wielki klub z czasów ojca i w 2000 roku został dyrektorem sportowym. Następnie był komentatorem telewizji RAI.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

10

Czy wiecie że...
137 lat temu w sali Kościoła Świętej Marii przy ulicy East Rose (dziś Forbes Street) w Glasgow założono Celtic FC. Głównym założycielem był Brat Walfrid a głównym celem klubu piłkarskiego było naprawa fatalnej sytuacji materialnej rodzin zamieszkałych na wschodnim krańcu Glasgow.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

1

@Safrani Ja też nie oglądałem. Wprawdzie miałem już Cyfrowy Polsat no ale mecze na żywo były(i wciąż są) na Canal+. Jednak właśnie z tego Polsatu, jeśli dobrze pamiętam to chyba nagrałem skrót tego meczu na płytke dvd...

8

Cules pamiętają, cules wspominają:

8 listopada 2008 r. FC Barcelona gromi na Camp Nou Real Valladolid 6:0(!) w 10-tej kolejce Primera Division. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt iż w tym meczu aż 4 gole zdobył kapitalny snajper Samuel Eto'o i to do przerwy! Biorąc pod uwagę to że w meczu tym całe 90 minut rozegrał Lionel Messi a Eto'o został zmieniony w 74 minucie przez Hleba, to trzeba przyznać że wyczyn ten jest spektakularny. Jeśli się nie myle jest to rekord ,,Czarnej perły" w Blaugranie jeśli chodzi o gole zdobyte w jednym meczu.

Warto sobie odświeżyć:



@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

11

Nieodżałowany Włodek załatwił sprawę:

7 listopada 1984 r. Widzew Łódź pokonał 1:0 Borussie Mönchengladbach w 1/16 pucharu UEFA. Po huśtawce nastrojów w Mönchengladbach, wyrafinowana gra w Łodzi. Piłkarze Widzewa wiedzieli, że po tym jak w Niemczech strzelili dwa gole, mimo porażki 2:3 wystarczy im skromne, jednobramkowe zwycięstwo. Grali ostrożnie i nieustannie dążyli do celu. Ten udało się osiągnąć za sprawą trafienia kapitana Włodzimierza Smolarka. Później podopieczni Władysława Żmudy powstrzymywali ataki rywali a skutecznie w bramce spisywał się Henryk Bolesta. Trzeba jednak zaznaczyć, że bramkarz łodzian miał sporo szczęścia, bo chwilę przed zwycięskim trafieniem Widzewa, sędzia powinien podyktować rzut karny dla gości, po tym jak faulowany przez golkipera był Uwe Rahn. Arbiter tego jednak nie zrobił i ze zwycięstwa dającego awans do trzeciej rundy Pucharu UEFA cieszyli się czerwono-biało-czerwoni.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
@Adran360

4

@Safrani W takim razie tym bardziej mam tą satysfakcję że o tym wspomniałem...

1

@Safrani ,,Kowal" to jest swój chłop, wie co gada!

15

Nie pamiętam czy był jakiś artykuł bądź ktoś wspominał o ostatnim wspaniałym El Clasico odnośnie wyniku po przerwie? Otóż ,,nasze" październikowe zwycięstwo na ,,Santiago Bernabeu" przeszło do historii futbolu, gdyż do tej pory żaden Klasyk nie skończył się wynikiem czterobramkowym dla jednej drużyny w drugiej połowie. Jeśli ktoś jednak o tym już wspominał to znaczy że to przeoczyłem ale chyba nie zaszkodzi przypomnieć...
@Arkon
@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

11

Pamiętajmy o wybitnych legendach polskiego futbolu:

114 lat temu(7.11.1910) w Świętochłowicach urodził się Teodor Peterek, jeden z najwybitniejszych polskich napastników w historii, ikona Ruchu Chorzów. Teodor Peterek, cóż to był za napastnik! W oficjalnych meczach ligowych z eRką na koszulce zanotował na swoim koncie 192 mecze ligowe, w których strzelił 157 goli. Uwaga! Od 3 października 1937(od meczu z Pogonią Lwów) Peterek strzelał gole w kolejnych 16 meczach ligowych z rzędu! Wówczas był to rekord świata, który przetrwał aż do 2013 r. kiedy to pobił go nie kto inny jak sam Messi, który strzelał gole w 21 meczach z rzędu! W koszulce reprezentacji Polski zagrał w oficjalnych 9 meczach, w których strzelił 6 goli. Zdobył również 10 goli! w oficjalnym meczu pucharowym(Ruch - Śląsk Siemianowice, wygrany 15:1). Do tego niezliczone mecze i gole w meczach towarzyskich, w reprezentacji Ligi czy reprezentacji Śląska zaliczają go do najlepszych strzelców przedwojennych. Nie da się nawet pobieżnie zliczyć jego osiągnięć. Można tylko się opierać na wycinkach prasowych z tego okresu, jak bramkostrzelnym piłkarzem był Teodor Peterek. Kiedy w 1934 roku Ruch Wielkie Hajduki wygrał ligę bez najmniejszych problemów, Peterek, król wykonywanych skutecznie rzutów karnych, nie mógł przeboleć, że w tym sezonie zdobył 28 goli i nie został królem strzelców. Taki właśnie był ,,Mietlorz” jak go nazywano.

@Safrani
@Ogorinho1974
@NeroTFP1
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Adran360
@Arkon

9

Legendarna golleada:

7 listopada 1915 r. FC Barcelona rozgromiła Universitari S.C. 12:2(!) w ramach 3 kolejki mistrzostw Katalonii. Warto a nawet trzeba wspomnieć że aż 6(!) goli w tym meczu ustrzelił genialny snajper Paulino Alcantara, który został królem strzelców mistrzostw Katalonii edycji 1915/16 z dorobkiem 23 goli.



Duchowe wspomnienie:

7 listopada 1982 r. Papież Jan Paweł II odprawił mszę świętą na murawie Camp Nou w jednym z ostatnich dni swojej pielgrzymki do Hiszpanii. Pomimo ulewnego deszczu na Camp Nou zebrało się 120 tys. ludzi a wśród nich prezydent Generalitat Jordi Pujol, burmistrz Barcelony Narcis Serra a także prezydent klubu Josep Lluis Nuñez z żoną. Po uroczystości Nuñez zaprosił polskiego papieża do pomieszczeń klubowych i wręczył mu karnet socio o numerze 108 000.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj

0

@FcPortoFan1999 Dzięki za info :)
Jednak z drugiej strony niepodoba mi się taka sytuacja z Białorusią...

11

Sebastian Mila ,,załadował!”:

6 listopada 2003 r. Manchester City zremisował z Groclin Dyskobolia Grodzisk Wlkp. 1:1 w ramach drugiej rundy Pucharu UEFA. Piękny sen trwał nadal. Po wyeliminowaniu Herthy BSC Berlin o klubie z niewielkiego Grodziska Wielkopolskiego pierwszy raz usłyszeli kibice w Europie. Piłkarze Groclinu Dyskobolii podkreślali jednak, że po dwumeczu z ekipą z Bundesligi nie można już było liczyć na to, że ktoś ich zlekceważy. Druga runda przyniosła kolejne wielkie wyzwanie, któremu podopieczni Dušana Radolský’ego postanowili sprostać. Na City of Manchester Stadium stoczyli otwarty bój z faworyzowanym rywalem i mimo, że to „The Citizens” stworzyli więcej dogodnych okazji, goście kilkukrotnie im się rewanżowali. Do historii polskiego, klubowego futbolu przeszedł też efektowny gol Sebastiana Mili z rzutu wolnego, który jak się później okazało, był kluczowy w kwestii awansu do trzeciej rundy Pucharu UEFA.

,,Jestem rozczarowany wynikiem, choć wcześniej ostrzegałem zawodników, że wicemistrzowie Polski nie będą się tylko i wyłącznie bronić. Że lubią grać ofensywnie. Uważam remis za wynik sprawiedliwy”- pomeczowa wypowiedź trenera Manchesteru City Kevin Keegan.

,,Zagraliśmy bardzo dobrze taktycznie. Remis w Manchesterze nie oznacza wcale, że jesteśmy w trzeciej rundzie Pucharu UEFA. Przed nami ciężki mecz rewanżowy i ostrzę sobie apetyt na awans”- pomeczowa wypowiedź trenera Groclinu Dušan Radolský

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
@Adran360

0

@Stinger_ Masz racje ale jakoś zwyczajnie mi to umknęło...

0

@Stinger_ No nie! Po prostu nie interesuje mnie Białoruski reżim. Gdybym obstawiał, to z pewnością bym wiedział ale od 2 lat już mi się nie chce obstawiać...

0

@FcPortoFan1999 Koniec świata...!

0

@FcPortoFan1999 No ale przecież Białoruś to ewidentnie sojusznik Rosji(!) i UEFA na to poszła?

0

Legia gra jutro z Dynamem Mińsk. Tylko zaraz, zaraz czy mnie pamięć nie myli że wszystkie konfrontacje ze sportem Rosyjskim i Białoruskim są wstrzymane?

10

Podział punktów na ,,Giuseppe Meazza”:

6 listopada 2018 r. Inter Mediolan zremisował na San Siro 1:1 (0:0) z FC Barceloną w fazie grupowej LM i przybliżył się do wymarzonego awansu do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Cenny punkt gospodarzom zapewnił Mauro Icardi w 87. minucie meczu. Zgodnie z przedmeczowymi przewidywaniami, to goście od początku dłużej utrzymywali się przy piłce i starali się konstruować akcje w ataku pozycyjnym. Chaotyczność przeprowadzanych akcji spowodowała jednak, iż Katalończycy mieli duże problemy z zagrożeniem bramki strzeżonej przez Samira Handanovicia. A nawet jeśli oddali już celny strzał z dobrej pozycji, słoweński golkiper znów udowadniał, że jest jednym z najlepszych fachowców w tej dziedzinie na świecie. Najlepszą sytuację FC Barcelona stworzyła sobie trzy minuty przed końcem pierwszej połowy. Na strzał z dystansu zdecydował się Coutinho i chociaż piłka została zablokowana przez obrońców, to szybko spadła na nogę nadbiegającego Luisa Suareza. Urugwajczyk huknął mocno z linii pola karnego, lecz oczywiście czujnie zachował się Handanović, wybijając piłkę na rzut rożny. Inter był pasywny i niewidoczny. Bardzo rzadko stwarzali jakiekolwiek zagrożenie pod bramką Marca Andre ter-Stegena, skupiając się przede wszystkim na skutecznej obronie. Po przerwie obraz gry nie zmienił się. Podopieczni Ernesto Valverde prowadzili grę, ale nie potrafili otworzyć wyniki spotkania. W 60. minucie umieścili nawet piłkę w siatce, jednak sędzia Szymon Marciniak uznał, że przy dośrodkowaniu Ivana Rakiticia do Luisa Suareza piłka wyszła poza pole gry. Chwilę później kapitalną okazję zmarnował Coutinho, który nieprecyzyjnym strzałem z bliskiej odległości pozwolił na skuteczną paradę Handanoviciowi. 180 sekund później to gospodarze mogli wyjść na niespodziewane prowadzenie. Do dobrego dośrodkowania Ivana Perisicia z lewej strony doszedł Matteo Politano, jednak fatalnie przestrzelił. W kolejnych fragmentach spotkania, gra nieco się wyrównała i wydawało się, iż wszystko zmierza do bezbramkowego remisu. Nic jednak bardziej mylnego. W 81. minucie na murawie pojawił się Malcom, który już 120 sekund później otworzył wynik meczu. Brazylijczyk oddał płaski, precyzyjny strzał z rogu pola karnego i zaskoczył nieskutecznie interweniującego Handanovicia. Inter nie zamierzał się jednak poddawać i chciał wywalczyć choćby jedno oczko. Udało się! Trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry do siatki gości trafił Mauro Icardi, wykorzystując bezpańską piłkę po zablokowanym strzale Matiasa Vecino. Argentyńczyk z charakterystyczną dla siebie skrupulatnością i spokojem skierował futbolówkę obok bezradnego ter-Stegena. Do końca meczu już nic się zmieniło, choć goście starali się jeszcze przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Bramkowy remis wydaje się być korzystny dla obu drużyn. FC Barcelona praktycznie zapewniła sobie awans do 1/8 finału, natomiast Inter przystępować miał z trzypunktową przewagą nad Tottenhamen Londyn, z którym zmierzyć się miał już w następnej kolejce na Wembley.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

1

@Invincible No cóż, jak ktoś kocha historie futbolu a zwłaszcza Barcunie to zrobi niemal wszystko dla niej niemal wszystko...

8

Dublet ,,La Pulgi” w Champions League”:

6 listopada 2013 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou AC Milan 3:1 w 4 kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów. Gole dla gospodarzy strzelali Messi(2) i Busquets. Ponadto samobójcze trafienie dołożył Gerard Piqué. Katalończycy rozpoczęli mecz w następującym składzie: Valdés; Alves, Piqué, Mascherano, Adriano; Xavi, Sergio, Iniesta; Alexis, Messi, Neymar. Podopieczni Martino rozpoczęli tradycyjnie dla siebie a więc spokojnym rozgrywaniem futbolówki. Pierwsza groźna sytuacja miała miejsce już po kilku minutach od pierwszego gwizdka meczu. Neymar podał do Messiego a ten szybko odegrał piłkę do Brazylijczyka, który lepiej przyjmując piłkę znalazłby się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. W 19. minucie meczu bliski zdobycia bramki był Alexis, kiedy po dobrym dośrodkowaniu Adriano Chilijczykowi zabrakło może pół metra do umieszczenia piłki w siatce. Jednak już dziesięć minut później Azulgranie udało się otworzyć wynik meczu. Faulowany w polu karnym był Neymar a do rzutu karnego podszedł Messi, który strzałem w środek bramki pokonał Abbiatiego. Kilka minut później argentyński napastnik miał szansę na drugą bramkę, gdy ograł Zapatę, ale jego próba lobu była bardzo niecelna. Jednak minutę później było już 2:0. Xavi dobrze dośrodkował z rzutu wolnego, a niepilnowany w polu karnym Busquets umieścił piłkę w bramce. Kiedy wydawało się, że pierwsze czterdzieści pięć minut zakończy się dwubramkowym prowadzeniem gospodarzy Milan wyprowadził groźną kontrę. Kaka wykorzystał nieobecność Alvesa i dośrodkował w pole karne. Tam bardzo niefortunnie interweniował Piqué, który skierował piłkę do własnej bramki. Druga część spotkania zaczęła się od groźnej akcji Messiego, którego dramatycznym wejściem zatrzymywać musiał Zapata. Chwilę później pokazał się, zmieniony w przerwie, Balotelli. Jego strzał z ostrego kąta zatrzymał Valdés. Włoch nadal starał się nękać gospodarzy, jednak obrońcy Blaugrany umiejętnie radzili sobie z napastnikiem Milanu. W 73. minucie Neymar popisuje się genialną akcją. Brazylijczyk mija 4 zawodników gości, ale w decydującym momencie oddaje niecelny strzał. Szkoda! Już kilkanaście sekund później dogodną okazję miał Alexis, ale Chilijczyk nie potrafił pokonać bramkarza włoskiego klubu. Trzynaście minut przed końcem meczu na murawie pojawił się Fabregas i po chwili Barça strzeliła kolejną bramkę. Messi zagrał do Fabregasa, ten doskonale odegrał do Argentyńczyka, który minął obrońcę i pewnym strzałem pokonał Abbiatiego. Pięć minut przed zakończeniem meczu Messi miał okazję na hat-tricka ale w dobrej sytuacji zdołał do dogonić Mexes i zablokować uderzenie. Do końca spotkania wynik nie uległ zmianie.

@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360

1

@John_Doe Nie oglądałem meczu, więc jestem zszokowany tylko samym wynikiem. Gyokeresa też nie widziałem w akcji ale dlaczego grający piłkarz miałby już iść na trenera i dlaczego akurat do ManU?

1

@Herato Wiem i nie raz już o tym wspominałem

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?