4

Napisałbym coś szczerego o polskim futbolu ale wówczas dostane bana i to porządnego, więc po co mi to? Powiem tylko najłagodniej jak potrafie: PZPN na czele z panem Kuleszą powinien zostać rozwiązany w trybie natychmiastowym...!

12

Grande Espectacolo El Clasico:

19 listopada 2005 r. FC Barcelona rozbija w Klasyku Real Madryt na Santiago Bernabeu 0:3 w ramach 12 kolejki La Liga. Duma Katalonii pod rządami Franka Rijkaarda odniosła najbardziej efektowne zwycięstwo nad Realem na wyjeździe od czasu tryumfu 0:5 w sezonie 1973/74. Holender został pierwszym w historii trenerem Barçy, który dwukrotnie wygrywał w La Liga na Santiago Bernabeu(Cruijff jako trener uczynił to zaledwie jeden raz w ośmiu spotkaniach). Wynik meczu otworzył Eto’o po podaniu debiutującego w El Clasico Messiego. Bohaterem meczu został jednak Ronaldinho, który dwoma efektownymi rajdami dobił ,,Los Blancos” w drugiej połowie. Brazylijczyk był pierwszym piłkarzem Blaugrany od czasu Diego Maradony, którego gole oklaskiwali kibice madryckiego klubu na Santiago Bernabeu. Dwóch z fanów Królewskich, którzy na stojąco wyrażali swój podziw dla umiejętności Ronaldinho, stało się celebrytami. Byli bohaterami komiksów w gazetach, wywiadów dla prasy i telewizji. Takie arcydzieło można oglądać bez końca:





@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360

10

Legendarne mecze, legendarne postacie:

19 listopada 1911 r. FC Barcelona gromi FC Catale 17-1(!) na Camp del Carrer de Industria, w ramach pierwszej kolejki Mistrzostw Katalonii. Mało tego, 8 goli(!) w tym meczu strzela legendarny napastnik Jose Rodriguez Vasquez, znany bliżej jako Pepe Rodriguez. Jest tylko jeden piłkarz w historii Blaugrany, który strzelił więcej goli od Pepe w meczu o stawke a mianowicie sam założyciel klubu Joan Gamper(9 goli). Jest to jedno z najwyższych zwycięstw w historii klubu. Pomimo tego Duma Katalonii zajęła w rozgrywkach 2 miejsce ex aequo z FC Espanya ale na pocieszenie Pepe Rodriguez został królem strzelców tychże rozgrywek. Trzeba również podkreślić iż w tym meczu 4 gole strzelił…. rzekomo pierwszy Polak w Blaugranie- Walter Rozitsky.



@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

11

Postacie polskiego futbolu:

18 listopada 1953 roku urodził się Janusz Wójcik. Zostanie zapamiętany przede wszystkim jako były selekcjoner reprezentacji Polski, którą prowadził w latach 1997-1999. Był także jednym z architektów sukcesu olimpijskiej reprezentacji piłkarskiej, która sięgała po srebro na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie w 1992 roku. Wójcik prowadził tę kadrę w latach 1989-1992. W swojej karierze piłkarskiej grał głównie w warszawskich klubach: Gwardii, Ursusie i Hutniku. W wieku 23 lat wyjechał do Pakistanu, gdzie reprezentował barwy klubu Ravalpindi. Karierę zawodniczą zakończył już w 1980 roku w Toronto Falcons. Następnie poświęcił się trenerskiemu fachowi. Oprócz prowadzenia reprezentacji Polski był także między innymi szkoleniowcem Jagiellonii Białystok, Legii Warszawa, Pogoni Szczecin, Śląska Wrocław i Widzewa Łódź.

Pierwszym sukcesem absolwenta Wydziału Trenerskiego AWF w Warszawie był awans z Jagiellonią Białystok do ekstraklasy w 1987 roku. Dwa lata później został trenerem reprezentacji olimpijskiej (po pracy na stanowisku szkoleniowca kadry do lat 18), z którą awansował na igrzyska olimpijskie w Barcelonie 1992. W Hiszpanii, mając w składzie m.in. Andrzeja Juskowiaka, Wojciecha Kowalczyka, Tomasza Łapińskiego, Tomasza Wałdocha, Jerzego Brzęczka, Ryszarda Stańka, Piotra Świerczewskiego i Marka Koźmińskiego, zajął drugie miejsce. W finale igrzysk biało-czerwoni przegrali z Hiszpanią 2:3, tracąc decydującą bramkę w ostatniej minucie. Po olimpijskim sukcesie Wójcik stał się jednym z najbardziej popularnych trenerów w Polsce. Wydawał się faworytem do objęcia funkcji selekcjonera pierwszej reprezentacji, ale ostatecznie powierzoną mu ją dopiero w 1997 roku. Wcześniej prowadził m.in. Legię Warszawa, z którą w 1993 roku zajął pierwsze miejsce w lidze (tytuł został odebrany przez PZPN i przyznany Lechowi Poznań). W latach 1994-96 Wójcik prowadził olimpijską reprezentację Zjednoczonych Emiratów Arabskich, pracował też w klubach w tym kraju. Od jesieni 1997 prowadził seniorską reprezentację Polski. Ta przygoda trwała dwa lata i zakończyła się po nieudanych eliminacjach mistrzostw Europy 2000. Kadra Wójcika zaczęła eliminacje od cennego wyjazdowego zwycięstwa 3:0 w Burgas nad mocną wówczas Bułgarią, ale ostatecznie nie zdołała wyprzedzić w grupie Szwecji i Anglii. Później popularny "Wójt" prowadził drużyny Pogoni Szczecin i Śląska Wrocław. W latach 2001-02 był zatrudniony przez cypryjski Antorthosis Famagusta, a w 2003 objął funkcję selekcjonera reprezentacji Syrii. Po powrocie do Polski był jeszcze trenerem Świtu Nowy Dwór Mazowiecki, Znicza Pruszków i - na krótko - walczącego bez powodzenia o utrzymanie w ekstraklasie łódzkiego Widzewa. Był jedną z wielu osób zamieszanych w aferę korupcyjną w polskim futbolu. Prokurator przedstawił mu zarzuty dotyczące czasów pracy w Świcie Nowy Dwór Maz. w 2004 roku. W październiku 2014 trener został skazany przez wrocławski sąd na karę dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu, dwuletni zakaz pracy w roli trenera i grzywnę. Wójcik był jedną z barwniejszych postaci polskiego futbolu w ostatnich kilkudziesięciu latach. Janusz Wójcik, zmarł 20 listopada 2017 r. w wieku 64 lat.

@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson

10

(Nie)zapomniane legendy futbolu:

18 listopada 1963 r. urodził się Peter Schmaichel, duński bramkarz, mistrz Europy z 1992 r. oraz zdobywca Ligi Mistrzów z 1999 r. Święcił sukcesy zarówno w karierze klubowej, jak i z reprezentacją Danii. Kibice na całym świecie pamiętają go z serii świetnych występów w barwach Manchesteru United, jednak klub z Old Trafford był tylko jednym z wielu przystanków w bogatej karierze Petera Schmeichela. Duński bramkarz, Peter Schmeichel mimo to, że urodził się w Skandynawii obywatelem Danii został dopiero w wieku 7 lat. Wcześniej, przez pierwsze lata swojego życia nosił obywatelstwo po ojcu, który był Polakiem. Zresztą o polskich korzeniach jednego z najwybitniejszych bramkarzy świata w historii świadczy także jego drugie imię, Bolesław. Te otrzymał po dziadku. Z biegiem czasu rodzina Schmeichelów na dłużej osiadła jednak w Danii i ze względu na fakt, że matka Petera była Dunką ten bez problemu otrzymał obywatelstwo tego kraju. Talent piłkarski młodego Schmeichela nie został jednak dostrzeżony zbyt szybko. Dopiero w roku, w którym skończył 18 lat rozpoczął treningi w piłkarskim klubie. Jego pierwszą przystanią w piłkarskiej karierze stał się w 1981 roku miejscowy klub Gladsaxe Hero. Tam szybko zyskał sobie zaufanie szkoleniowców i stał się pierwszym bramkarzem drużyny. Schmeichel był wyróżniającym się zawodnikiem jedenastki z Gladsaxe i szybko zainteresowanie jego osobą wyraziły większe kluby Danii i Europy. On jednak pozostawał wierny barwom klubowym przez dwa lata. W roku 1984 Schmeichell trafił do Hvidovre IF. Tam mógł w dalszym ciągu szlifować swój kunszt bramkarski i... strzelecki. Przez dwa lata gry w tym klubie rozegrał bowiem 88 spotkań, w których strzelił sześć bramek, głównie po rzutach wolnych i karnych. O strzelającym bramkarzu szybko zrobiło się w Danii głośno.

W 1987 roku chęć zatrudnienia uzdolnionego golkipera wyraziło słynne duńskie Brøndby Kopenhaga. Na przeprowadzce do stolicy 24-letni wówczas Peter Schmeichel wyraźnie zyskał. Miał szansę nie tylko na grę wśród wielu reprezentantów kraju, ale także walkę o mistrzostwo Danii. Po tytuł ten udało mu się z jedenastką z Kopenhagi sięgnąć już w pierwszym roku gry w jej barwach. Po roku sukces ten powtórzył. W 1989 roku Brøndby musiało obejść się smakiem i przegrało walkę o mistrzostwo kraju, ale odkuło się zdobyciem Pucharu Danii. Kolejne dwa sezony przyniosły znów niepodważalną dominację drużyny ze stolicy, a Schmeichel zbierał bardzo pochlebne opinie. Nic więc dziwnego, że chęć zatrudnienia uzdolnionego bramkarza wyraziły największe kluby Europy, w tym słynny Manchester United. W tej sytuacji zadziałała magia Sir Alexa Fergusona, któremu udało się nakłonić Duńczyka do przeprowadzki na Old Trafford. Po latach sam przyznał, że była to jedna z najlepszych inwestycji jaką klub zrobił w minionym stuleciu. Latem 1991 roku Peter Schmeichel trafił do drużyny Czerwonych Diabłów i szybko wywalczył sobie miejsce między słupkami bramki drużyny szkockiego menedżera. Z przyjściem golkipera przyszły też liczne sukcesy Manchesteru na arenie angielskiej, jak i w Europie. Już w pierwszym roku gry Schmeichela na Wyspach The Red Devils zdobyły Superpuchar Europy. W latach 1993, 1994, 1996, 1997, 1999 Man Utd. sięgał po tytuł mistrza Anglii, w 1994, 1996, 1999 zdobył Puchar kraju, zaś w 1993, 1994, 1996, 1997 wywalczył Tarczę Wspólnoty. Spory w tym udział Schmeichela, który w 1992 roku został uznany za najlepszego bramkarza świata i swojego panowania długo nie oddał. Kapitalną erę w drużynie z Manchesteru Schmeichel ukoronował zdobyciem pucharu Ligi Mistrzów w 1999 roku. Wówczas po zaciętym finale drużyna Sir Alexa Fergusona pokonała Bayern Monachium 2:1 i mogła świętować zdobycie drugiego w historii klubu Pucharu Europy. Wraz z sięgnięciem po triumf w europejskich rozgrywkach skończyła się jednak era Schmeichela na Old Trafford. 36-letni wówczas golkiper zdecydował się na piłkarską emeryturę przenieść się w cieplejsze regiony Europy. Ostatecznie jako kierunek obrał Portugalię, gdzie związał się kontraktem ze Sportingiem Lizbona. Już pierwszy sezon Schmeichela spędzony w Portugalii przyniósł sukcesy. Drużyna ze stolicy kraju sięgnęła po mistrzowski tytuł a duński bramkarz był jej bardzo pewnym punktem.

Gra w preferującej techniczny styl rozgrywania piłki lidze nie przypadła jednak imponującemu świetnymi warunkami fizycznymi golkiperowi do gustu. Po dwóch latach gry w Verde-e-Brancos Schmeichel zdecydował się na powrót na Wyspy Brytyjskie. Wbrew pozorom 38-letni bramkarz nie miał większych problemów ze znalezieniem sobie klubu w angielskiej Premier League. Podpisał kontrakt z Aston Villa i przez rok gry w drużynie z Birmingham rozegrał w jej barwach 29 spotkań, strzelając jedną bramkę. W roku 2002 jako 39-latek trafił do Manchesteru City, odwiecznego rywala Czerwonych Diabłów, z którymi święcił największe sukcesy. Nie zostało to jednak źle na Old Trafford odebrane. Kibice pełni szacunku dla tego, co Schmeichel zrobił dla ich klubu przywitali go brawami, gdy znów zagościł na stadionie United. W barwach The Citizens Schmeichel występował przez rok. Rozegrał 29 spotkań, po czym zakończył bogatą karierę zawodniczą. Łącznie rozegrał w niej 653 spotkania, z czego aż 350 w Premier League. Obok bogatej kariery klubowej Peter Schmeichel może poszczycić się także imponującą karierą reprezentacyjną. Choć miał polskie korzenie, szczególnego wyboru nie miał i wybrał grę w reprezentacji Danii. W narodowych barwach zadebiutował w 1987 roku. Pięć lat później, jako kapitan duńskiej reprezentacji osiągnął z nią największy jej dotychczasowy sukces. Zatriumfował w Mistrzostwach Europy 1992 roku. Jak potem mówił, był to dla niego najwspanialszy sukces w całej karierze. Schmeichel bronił też duńskiej bramki podczas Mundialu 1998 roku we Francji. Karierę reprezentacyjną zakończył w 2001 roku, zaliczając 129 gier w narodowych barwach, w których strzelił jednego gola.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

0

@FcPortoFan1999 Widze że nic z tej ,,Walkirii" dobrego nie wyszło. Z ,,Lwiego serca" również...

0

@FcPortoFan1999 Czyli mam rozumieć że Walkiria to ,,walka w najlepsze pomimo deficytu"? Przyznam szczerze że dla mnie Walkiria kojarzy się z jakimś niemieckim filmem...?

0

@FcPortoFan1999 A! o Magde Linette. No ale ,,Walkiria że nie złożyła broni po 1:4" to ja dalej nie panimaju o co chodzi? Konkretnie co to znaczy Walkiria i co ma do nie zlożenia broni?

0

@FcPortoFan1999 Tak to prawda ale tym bardziej warto o takiej postaci wspominać...!

0

@FcPortoFan1999 O jaką Magde ci chodzi i co to znaczy ta cała walkirii?

8

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

18 listopada 1897 r. w Warszawie urodził się Tadeusz Gebethner. ,,Nigdy nie zapomnimy Tadeusza Gebethnera, tego szlachetnego człowieka, który uratował życie moje i męża. Kto jeszcze okazał tak wiele serca, tak głębokiego człowieczeństwa, tyle dobrej woli i bezinteresowności? Kto bardziej niż on zasługuje na wieczną wdzięczność i drzewko w Alei Sprawiedliwych w Jerozolimie?” – pytała wiele lat po wojnie ocalała Ludwika Abrahamer. Działacz sportowy, biznesmen, polityk, patriota, drukarz, wydawca, żołnierz, członek konspiracji niepodległościowej, Sprawiedliwy wśród Narodów Świata – to wszystko odnosi się do Tadeusza Gebethnera. Mimo tak wielu aktywności znalazł także czas na całkiem imponującą karierę piłkarską. Pochodził ze znanej warszawskiej rodziny księgarzy, a sport był mu bliski od zawsze. Jako nastolatek grywał w klubie Stella Warszawa, działającym przy Warszawskim Kole Sportowym. 8 października 1915 r. w lokalu jego matki przy ul. Zgoda 12 w Warszawie razem z grupą kolegów ze Stelli (w tym z braćmi Janem i Wacławem) założył klub Polonia Warszawa i został jego pierwszym prezesem (miał wtedy niespełna 18 lat). Grę dla Czarnych Koszul godził z nauką w Wyższej Szkole Handlowej (dzisiejsza SGH). W październiku 1918 r. rzucił to wszystko i został żołnierzem odradzającej się po 123 latach zaborów Polski. Walczył w 1920 r. z bolszewikami w słynnym 5. Pułku Ułanów Zasławskich. Do futbolu wrócił po wojnie, kiedy to ze swoją Polonią promował polskość na Górnym Śląsku, tuż przed ustanowionymi przez Ligę Narodów plebiscytami. Znalazł się w gronie założycieli Polonii Bytom, zyskał nawet miano jej honorowego prezesa. Podczas pierwszych pełnych rozgrywek o mistrzostwo Polski w piłce nożnej Polonia Warszawa zajęła drugie miejsce, a Tadeusz Gebethner był kapitanem drużyny wicemistrzów. Karierę piłkarską zakończył w 1925 r. w wieku 28 lat po 137 meczach dla Polonii. Od tej pory skupiał się na pracy w rodzinnym przedsiębiorstwie, jednak grywał od czasu do czasu w meczach oldboyów i działał na rzecz swojego ukochanego klubu. Jako ochotnik walczył w kampanii wrześniowej, a w czasie okupacji cały czas był aktywny w konspiracji. W swoim mieszkaniu przy ul. Śniadeckich 32 przez dwa lata ukrywał trzyosobową żydowską rodzinę Abrahamerów, która szczęśliwie doczekała końca wojny na Węgrzech (w 1981 r. dostał za to od Instytutu Jad Waszem w Jerozolimie medal Sprawiedliwego wśród Narodów Świata). Była to niestety nagroda wręczona pośmiertnie, ponieważ Tadeusz Gebethner zginął w Powstaniu Warszawskim. Jako zastępca dowódcy I kompanii 3. Batalionu Pancernego AK „Golski” (pseudonim „Gustaw”) 1 września 1944 r. został ciężko ranny, co skończyło się amputacją ręki i nogi. Po upadku Powstania trafił do Stalagu XI A 341 w Altengrabow niedaleko Magdeburga. Fatalne warunki sanitarne i brak odpowiednich lekarstw sprawiły, że Tadeusz Gebethner nie „wylizał” się ze swoich ciężkich ran i zmarł.

@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

12

Wybitne legendy Katalońskiej Dumy:

18 listopada 1926 r. urodził się Estanislao Basora, wybitny hiszpański skrzydłowy. Do FC Barcelony trafił w 1946 r. z Manresy. W pierwszym sezonie zarabiał ogromną jak na ówczesne czasy sume 35 tys. Peset. W 1949 r. jego ojciec został zastrzelony dubeltówką przez swojego pracownika z fabryki tekstyliów. Krótko potem Estanislao zadebiutował z golem przeciwko Irlandii w reprezentacji oraz strzelił hattricka przeciwko Francji w Colombes w ciągu 12 minut. Po tym drugim spotkaniu zyskał przydomek ,,potwora z Colombes’’. W latach 1952-54 grał w Blaugranie wraz ze swoim bratem Joaquinem. W 1956 r. trener Plattko nie wystawiał go w składzie i Basora otrzymał propozycje przejścia do Realu Madryt. Mimo trudnej sytuacji wolał jednak trafić na krótko na wypożyczenie do Lleidy aby niedługo po tym wrócić do Barçy. Był członkiem ,,Grupy przyjaciół’’- piłkarzy Blaugrany, którzy cieszyli się z samej możliwości gry w piłke a nie tylko ze zdobywanych trofeów. Estanislao Basora uważany jest za jednego z najlepszych skrzydłowych świata lat 40-tych i 50-tych. Z Dumą Katalonii zdobył 4 Mistrzostwa Hiszpanii i również 4 Puchary Hiszpanii. Basora był też ostatnim żyjącym członkiem najsilniejszej linii ataku, do której w swojej wspomnieniowej piosence(,,Temps era temps’’) nawiązywał Joan Manuel Serrat, znany hiszpański muzyk.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

8

FC Barcelona bez historii jest jak człowiek bez pamięci:

18 listopada 1900 r. FC Barcelona rozegrała pierwszy w historii mecz na wydzierżawionym boisku Camp del Hotel Casanovas. Przeciwnikiem był Hispania Athletic Club, zwany ,,czerwonym teamem" ze względu na kolor strojów w jakim występowali przeciwnicy. W meczu tym nie mógł wystąpić legendarny napastnik i jednocześnie ikona Blaugrany- Joan Gamper, z powodu ciężkiej choroby. Mecz zakończył się wynikiem bezbramkowym ale najważniejsze było to że boiskowe wydarzenia oglądało około 4 tysięcy osób, z czego tysiąc na siedząco. Tak wysoka frekwencja wynikała z masowego wysyłania zaproszeń przez sekretarza FC Barcelony. Spośród obecnych w loży honorowej znaleźli się między innymi prezesi Katalońskiego Stowarzyszenia Gimnastyki oraz Klubu Bicyklowego- dwóch najpopularniejszych organizacji sportowych tamtej epoki. Ponieważ nie był to obiekt spełniający wszystkie warunki, lecz zaledwie plac do rozgrywania meczów, jako szatnie piłkarze musieli wykorzystywać pokoje hotelu Casanovas, z czym wiązały się wielkie niedogodności. Do mycia mieli tylko miednicę a poza tym każdy z zawodników musiał przynosić z domu własny ręcznik. Piłkarze nie mieli też napojów by muc uzupełniać płyny w przerwie meczu i w efekcie dzielili się cytrynami, pijąc z nich sok, którym gasili pragnienie. Tak oto wyglądały pionierskie czasy futbolu.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

10

@FCBparasiempre
Nie ma w historii argentyńskiego futbolu drużyny szanowanej bardziej niż ,,La Maquina” czyli zespół River Plate z lat 40-tych XX wieku. Nazwiska jej ofensywnego kwintetu: Juan Carlos Muñoz, Jose Moreno, Adolfo Pedernera, Angel Labruna i Felix Lustau, ewokują wciąż aurę mistycznej przeszłości, w której doceniano piękno i styl a argentyńscy kibice nie mieli wątpliwości że to w ich kraju gra się najlepszą piłkę świata. Nawet w tamtych czasach wydawało się niemożliwe opisywać ich inaczej niż w kategoriach romantycznego zachwytu. ,, Wychodziłem na mecz z ,,La Maquiną” żeby wygrać ale jako miłośnik futbolu wolałbym czasem zostać na trybunach i podziwiać jak grają"- mówił Ernesto Lazzatti, pomocnik Boca Juniors. Status legend wyprzedzał ich i definiował, okazując się czasem silniejszy niż rzeczywistość. Słynna piątka zagrała w tym zestawieniu w zaledwie 19 meczach. Wydawało się że ,,La Maquina” nie tylko jest najwyższym osiągnięciem w historii argentyńskiej piłki ale także ucieleśnia całą argentyńską kulturę. To tutaj bowiem spotykały się Tango i piłka nożna, destylując w swym połączeniu ideał ,,criollo"(rasa konia domowego). ,, Tango to najlepszy sposób treningu. Trzymasz rytm a potem nagle go zmieniasz robiąc krok naprzód. Uczysz się figur, wykonujesz zwroty. Ruszasz biodrami, uginasz nogi"- tłumaczył Muñoz. Gdy piłkarze ćwiczyli tango, muzycy tworzyli swoje hołdy dla ,,La Maquiny”. Przykładowo Justo Pablo Bonora został autorem Tanga ,, La maquina". Czysty indywidualizm lat 20-tych został już nieco powściągnięty a wśród piłkarzy wzrosła świadomość że gra zespołowa jest niezbędna, więc niewątpliwie posiadanie piłki i podania należały do ważnych elementów stylu dla ,,Maquiny”, jednak wciąż był to(przynajmniej w oczach reszty świata) futbol nieco staroświecki, bazujący na umiejętnościach i technice, gdzie przygotowanie fizyczne czy zorganizowana gra obronna nie odgrywały wielkiej roli. Zawodnicy przy piłce nie byli niepokojeni zbyt ścisłym kryciem. Uważano że mają prawo bawić się zarówno na boisku, i jak i poza nim. Przed każdym meczem, w niedzielę koło południa Moreno pochłaniał ogromne ilości rosołu skóry i co najmniej butelkę czerwonego wina. Kierownictwo klubu kazała mu zerwać z tym złym stylem życia... Przez tydzień Moreno nie zerwał nocy i pił tylko mleko, po czym zagrał najgorszy mecz w karierze. Kiedy powrócił do dawnych zwyczajów Klub Go zawiesił. Koledzy z drużyny zastrajkowali w akcie Solidarności z niepoprawnym hulakom. Historyjka to wydaje się nawiązywać do zdarzenia z października 1939 roku, kiedy Moreno faktycznie został zawieszony po kluczowym meczu z Independiente przegranym przez River Plate 3:2. Nawet jeśli w wydaniu nieco podkoloryzowanym, jest to przecież esencję argentyńskie piłki w tamtych czasów: szelmowskiej, , zachwycającej genialnej i jak się w końcu okazywało, grzęznącej w samozadowoleniu. Pomiędzy 1930 a 1958 rokiem żaden zawodowy piłkarz z Argentyny nie wystąpił w mistrzostwach świata a jeśli już, to nie w barwach ojczystego kraju. Reprezentacja, jaką wysłano na mundial w 1934 roku nie miała nic wspólnego z najsilniejszym narodowym składem. Tworzyli ją sami amatorzy, z których tylko dwóch(lewy pomocnik Arkadio Lopez oraz napastnik i kapitan Alfredo de Vincenzi) było wcześniej powoływanych do kadry. W meczu ze Szwedami wprawdzie dwukrotnie obejmowali prowadzenie ale ostatecznie przegrali 2:3 żegnając się z turniejem po pierwszym meczu i nie wrócili na Mistrzostwa przez kolejne 24 lata. Ich futbol jednak pozostawił to sobie ślad. Zdobywca drugiego gola w meczu ze Szwecją, Alberto Galateo, ze swoją twarzą żałobnika i smutnymi oczami nie przypominał wprawdzie klasycznego ,,pibe”. Jego boiskowa postawa a zwłaszcza mistrzowskiego opanowanie ,,gambety”(dryblingu) były typowe dla bardziej rozważnych reprezentantów szkoły argentyńskiej kreatywności, i jego biografię zaś naznaczył charakterystyczny tragizmu. Jako nastolatek grał w San Lorenzo Santa Fe, będącym de facto satelitą i jednego z dwóch największych klubów w mieście, Colon. Kiedy przyszło mu podpisywać pierwsze zawodowy kontrakt, zarówno on, jak i jego przyjaciel Antonio Rivarola otrzymali oferty od największego rywala Colon, klubu Union. Niezręczność sytuacji pogłębiał fakt że narzeczone Galateo i Rivaroli były córkami seniora Desimone, założyciela San Lorenzo Santa Fe i wiernego kibica kolumn. Jak tylko The Simone usłyszał o decyzji, którą uważał za zdradę, wyrzucił obu młodych piłkarzy z domu. Rivarola postanowił wówczas oddać pieniądze jakie już otrzymał z Unią, związał się z colą i oficjalnie się zaręczył. Dlatego nie zrobił ale stał się lokalną gwiazdą a po Mistrzostwach Świata przeniósł się do Nacionalu Rosario aż w końcu dostał szansę w stolicy, gdzie podpisał kontrakt z Huracanem. Nie był jednak szczęśliwy i zaczął pić. W 1937 roku był już zawodnikiem Chacarita Juniors, Gdzie grał z Ernesto Duchhinim, wspominającym go później jako najlepszego dryblera, jakiego kiedykolwiek widział. Jego alkoholizm się pogłębiał i po zakończeniu kariery sąsiedzi regularnie słyszeli Jak awanturuje się z rodziną. 26 lutego 1961 roku groził żonie i córce nożem. Jego syn Dawid stanowi w obronie wyciągając rewolwer kalibru 38. Padły strzały i Galateo zginął.

Mimo nieobecności na kolejnych mundialach Argentyna wciąż uczestniczyła w mistrzostwach Ameryki Południowej, w których zresztą dominowała. W istocie jednak argentyński futbol rozwijał się w izolacji i w jego ekosystemie brakowało naturalnych wrogów, Co doprowadziło do powstania idiosynkratycznego i kruchego stylu gry, opartego na technice indywidualnej i przywiązaniu do ofensywy, , w stylu który kultywowano z oddaniem nieznanym w historii futbolu innych krajów, , zarówno przedtem jak i potem. To był Złoty wiek, gdy na stadion chodziły tłumy, ,, l grafika" znajdowało się u szczytu potęgi a cały naród żarliwie śledził rozgrywki ligowe niczym sportową Operę mydlaną. Wspominając w 1954 roku wizytę w Buenos Aires w latach 30-tych, Jules Rimet opisywał ,, tramwaje i autobusy wszelkich rozmiarów, wypełnione pasażerami, gdzie dało się postawić dwie nogi. Niektórzy młodzieńcy wchodzili nawet na dachy tramwajów. Wracając z meczu, rzecz prosta, nigdy w drodze na mecz, potrafili czasem odłączyć pantograf od linii trakcyjnej, co wywoływało straszliwy chaos i korki a hałas stawał się ogłuszający". Piłkarski bum miał wiele źródeł. Przyczyny ekonomiczne takie jak krach na Wall Street w 1929 roku i realia Wielkiego kryzysu a zarazem wzrost nacjonalizmu na całym świecie zmniejszyły zapotrzebowanie na piłkarzy z Argentyny poza jej granicami, co w połączeniu z wprowadzeniem zawodowstwa w lidze krajowej a więc płaceniem zawodnikom po prostu za gre w piłkę, spowodowało że największe gwiazdy zostawały w ojczyźnie. Zarazem gdy załamał się eksport a warunki życia uległy pogorszeniu futbol stanowił formę eskapizmu. Wokół waliło się wszystko ale on pozostawał niezmienny. Były też bardziej praktyczne powody. Buenos Aires miało wystarczająco wiele dzielnic o poczuciu odrębnej tożsamości żeby ich mieszkańcy wspierali lokalne zespoły, nawet jeśli na co dzień nie interesowali się piłką nożną. Ponieważ mecze stały się popularnymi wydarzeniami, nisko nad trybunami latały samoloty z balonami reklamowymi a na pobliskich ulicach handlarzy oferowali darmowe paczuszki ze słodyczami lub papierosami. No i był także zaczarowany świat radia, bardziej niż wszystko inne odpowiedzialne za kulturalną dominację Buenos Aires nad resztą rozwijających się w błyskawicznym tempie miast Argentyny. W latach 30-tych jego sieć obejmowała już cały kraj, od gorących krain pod zwrotnikowych na północy bo mroźne południe i andyjskie szczyty na zachodzie, nadając relacje zarówno z klubów Tanga, i jak i ze stadionów piłkarskich i skupiając uwagę całego narodu na stolicy. Transmisje z meczów stały się ważne do tego stopnia że zgromadzeni na stadionie kibice godzili się na opóźnienie rozpoczęcia samego meczu by radiowcy mogli przeprowadzić przedmeczowe wywiady z piłkarzami. Słuchaczy od Tucuman po Tierra del Fuego uwodziły dźwięki tanga zespołów Hectora Vareli i Oswaldo Pugliese i pionierskie komentarze piłkarskie Fioravantiego(pseudonim używany przez Joaquina Carballo Serantesa). Urodzony w Urugwaju Serantes w dzieciństwie przeprowadził się do Santa Fe żeby wkrótce stać się jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów Argentyny. Fraza ,, Atento, Fioravanti!" używana przez redaktorów w studiu by przerwać komentatorowi i poinformować słuchaczy o wydarzeniach na innych boiskach stała się jednym z pierwszych skrzydlatych słów argentyńskiego radia. W efekcie tego wszystkiego mieszkańcy prowincji zaczynali kibicować drużynę z Buenos Aires a Aura metropolii dodatkowo zachęcała ich do przeprowadzki. Fala migracji z Atlantyku z przełomu wieków zaczęła się wprawdzie zmniejszać ale rozpoczęty za jej sprawą proces urbanizacji został zwieńczony właśnie napływem ludności wiejskiej.

8

11

,,Chilijka” inaczej przewrotka:

Zagranie to wynalazł lewy obrońca Ramon Unzaga w 1914 r. w chilijskim porcie Talcahuano. W wyskoku, z plecami ułożonymi równolegle do murawy, nogami wykonał nożyce, uderzając piłke nad głową. To dlatego tą powietrzną akrobacje hiszpańscy dziennikarze nazwali ,,La Chilena”, gdy pare lat później w 1927 r. chilijski klub Colo-Colo przyjechał na tournée do Europy a napastnik David Arrellano zaprezentował to zagranie na stadionach Hiszpanii. Tak właśnie przewrotka, zupełnie jak wcześniej truskawki i cueca(chilijski taniec narodowy), dotarła przez Atlantyk do Hiszpanii. Arrellano strzelił jeszcze pare powietrznych goli, po czym zmarł tego samego roku w szpitalu w Valladolid po fatalnym zderzeniu z obrońcą.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

4

Nasza Barcunia poległa na ,,Anoeta" tylko 0:1 ale jednak poległa. Czy był to wypadek przy pracy, czy kolejna klątwa tego stadionu? A może jedno i drugie na raz? Jeśli dobrze pamiętam to na tym obiekcie w La Liga nie wygrał tam w roli szkoleniowca ani Johan Cruijff, ani Josep Guardiola...
A i jeszcze jedna sprawa. Nie wystawianie przez Flicka do gry Wojtka Szczęsnego już przestało być śmieszne! W czym ten Penia jest od Wojtka lepszy? W łapaniu much? To jest bardzo nie fer!

0

@Stinger_ Czyli jednak się myliłem że grał regularnie za Benhaakera. Jednak jakby nie patrzeć, to sam fakt nie zabrania go na mundial w Niemczech przez Janasa był skandalem i szokiem, przynajmniej dla mnie...

0

@Herato Wówczas Boruc, Żewłakow, Bąk czy Krzynówek to była klasa światowa, więc tamta kadra z pewnością nie była gorsza a nawet jeśli to nieznacznie. Poza tym chyba był jeszcze Frankowski ale być może się myle...?

1

@Herato No czy najlepszy to bym spekulował. Z pewnością Adam Nawałka nie był gorszym trenerem, czego efektem jest ćwierćfinał Euro 2016...

9

Historyczny awans na Euro:

17 listopada 2007 r. reprezentacja Polski pokonała Belgie na Stadionie Śląskim w Chorzowie 2:0 w el. ME. Ten dzień, ten zespół i sztab trenerski, a także ta publiczność ze Stadionu Śląskiego przejdą do historii. 17 listopada 2007 r. Polska zapewniła sobie awans na mistrzostwa Europy. Po raz pierwszy w historii. Koncerty gwiazd światowego rocka U-2 i Red Hott Chili Peppers rozgrzewały Stadion Śląski do czerwoności, ale nawet te wydarzenia nie wytrzymują porównania z "Orłami" Leo Beenhakkera. Ich gra i bramki strzelane przez niesamowitego Ebiego były jak wulkan, dzięki któremu nikt nie czuł mrozu. Smolarek junior zaliczył serial pięciu goli w dwóch kolejnych meczach eliminacyjnych (wcześniej hat-trick w starciu z Kazachami), o jakim jego tata Włodzimierz mógł tylko pomarzyć. Nic dziwnego zatem, że gdy Ebi schodził z boiska, stadion żegnał go na stojąco, a uradowany Leo Beenhakker aż podniósł swego snajpera do góry. Historyczny mecz zaczęliśmy jednak niewyraźnie. Jakby sparaliżowani stawką, która była większa, niż kiedykolwiek. Co więcej, w I połowie groźniejsza była Belgia, ale to my strzeliliśmy gola "do szatni". Belgowie grali "o pietruszką", ale nie wyglądali, jak baranki prowadzone na rzeź. Ciasno kryli naszych środkowych, blokowali również skrzydła, gdzie toczyła się większość akcji Orłów. Przebiliśmy się bokami w 24. min, ale najpierw Wojciech Łobodziński za mocno dośrodkował, a za moment Krzynówek, bijąc z prawej nogi nie trafił. Tak samo jak Michał Żewłakow z rzutu wolnego chwilę później. Sceneria meczu była wspaniała. Leo Beenhakker wiedział, co mówi, gdy podkreślał: ,,Warunki pogodowe nam niestraszne. Wiem, że murawa jest w bardzo dobrym stanie”. Istotnie, nowiutki świeżo rozwinięty trawiasty dywanik wyglądał imponująco. Także kibice postarali się o doskonałą oprawę, w trakcie hymnu układając z kartoniady gigantyczną flagę, a przede wszystkim cały czas głośno wspierając zespół. Dzięki temu piłkarze nie mieli na co narzekać. Na dodatek wokół murawy krążyły cheerleaderki w narodowych barwach i zagrzewały do dopingu kibiców. Kontuzja, przez którą Jakub Błaszczykowski wypadł ze składu na mecz z Kazachstanem odbija mu się czkawką do dzisiaj. Prawoskrzydłowy Borussii Dortmund nie znalazł uznania w oczach Leo Beenhakkera na spotkanie z Belgami. Leo spodobał się na treningach we Wronkach Wojciech Łobodziński. Po 10 minutach to Belgowie byli bliżsi zdobycia gola. Po szybkiej wymianie podań na lewej stronie Kevin Mirallas zostawił piłkę wbiegającemu w pole karne Farisowi Harounowi, a ten z lewej nogi przymierzył w lewy róg. Na szczęście dla nas Artur Boruc z kocią zwinnością rzucił się w tamtą stronę i dosięgnął piłki. Odpowiedzieliśmy 10 minut później. W polu karnym Belgów zakotłowało się, ale uderzenia Jacka Krzynówka i Macieja Żurawskiego zostały zablokowane. A Mirallas był cierniem w oku naszej defensywy. W 34. min Jacek Bąk musiał się ratować się faulem, bo Belg uciekał mu na czystą pozycję. Bąk obejrzał żółtą kartkę, a po chwili, po kropnięciu z 30 metrów z wolnego Jana Vertonghena nie straciliśmy gola tylko dzięki sprawności Boruca. Jak lampart rzuca się na antylopę - on poszybował w kierunku piłki i sobie tylko znanym sposobem przeniósł ją nad poprzeczką. Długo nie mógł tego pojąć trener Belgów Rene Vandereycken, który już widział piłkę w okienku polskiej bramki. Za moment znowu było groźnie, ale po strzale Mirallasa piłkę głową wybił Michał Żewłakow. Po przechwycie piłki brakowało nam przyspieszenia. Przy rozgrywaniu akcji zachowywaliśmy się czasem jak w szczypiorniaku, który nie bez kozery w języku słowackim i czeskim nazywany jest "hadzaną". Orłów do lotu poderwała akcja dobrze spisującej się dwójki Marcin Wasilewski - Radosław Sobolewski. "Sobol" ofiarnie minął dwóch rywali i wyłożył piłkę na szesnastkę Euzebiuszowi Smolarkowi. Ten uderzył celnie, ale za lekko, więc Stijn Stijnen spokojnie złapał piłkę.

Stadion Śląski oszalał z radości tuż przed przerwą po prezencie Belgów. Vertonghen zbyt lekko wycofał do Stijnena. Wykorzystał to Ebi, który tylko czekał na taki przypadek. Poszedł do końca i choć bramkarz ratował się wybiciem piłki wślizgiem, Smolarek zablokował piłkę ciałem, podholował kilka metrów i z siedmiu metrów wpakował do pustej bramki! Na nic się zdała ratunkowa pogoń Daniela Van Buytena. Była godzina 21.17. ,,Wielkość Leo polega na tym, że on potrafi reagować na zmieniającą się sytuację. Nic nie jest w stanie go zaskoczyć”- podkreślał były asystent Holendra Dariusz Dziekanowski. Beenhakker potwierdził to w tym starciu. Prowadzenie do przerwy wcale go nie zadowoliło. Wiedział, że ta gra nie tak ma wyglądać. Dlatego "Żurawia" cofnął do drugiej linii, a Ebiego posłał do ataku, a na lewe skrzydło powędrował "Krzynek". Na początku drugiej połowy, gdy Ebi ukąsił po raz drugi, dla milionów Polaków rozsianych po całym świecie wszystko stało się prostsze i w jaśniejszych kolorach. Awansu na mistrzostwa Europy nie mógł nam wydrzeć. Nawet Bart Goor z Anderlechtu, który ze wściekłością kopnął na bramkę w 55. min (kolejna świetna interwencja Boruca). Choć gola na 2:0 zdobył również Smolarek, Leo Beenhakker po ojcowsku przytulił za niego wprowadzonego chwilę wcześniej Jakuba Błaszczykowskiego. Bo to właśnie Kubuś rozruszał ofensywę Orłów i zaczął bramkową akcję pięknym krzyżowym podaniem, po którym obrońcy zdołali odbić piłkę krótko - pod nogi Krzynówka. Ten wypalił ile sił, bramkarz odbił przed siebie, a dobitka Ebiego była formalnością. Jak zareagował Stadion Śląski? Chóralnym "Ebi!", "Leo!" i jeszcze głośniejszym "Mazurkiem Dąbrowskiego". Człowiek czuje się dumny z tego, że jest Polakiem.

@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson

11

Niespełnione legendy polskiego futbolu:

17 listopada 1964 r. w Katowicach urodził się Krzysztof Warzycha. Popularny ,,Gucio” zaczynał karierę w Ruchu Chorzów wraz z Waldemarem Fornalikiem. Obaj dobrnęli do pierwszej drużyny, obaj przeżyli z nią spadek do drugiej ligi a potem szybki powrót do elity i równie błyskawiczne mistrzostwo Polski. ,,Po degradacji mogłem odejść. Były przymiarki do Legii Warszawa, do Śląska Wrocław… Jasne że chodziłoby o służbę wojskową ale zostałem, drużyna się nie rozpadła, to był fundament pod wygranie ligi”- zwraca uwagę pan Krzysztof. Podobnie jak w aktorskim epizodzie, Warzycha więcej osiągnął od Fornalika również w karierze piłkarskiej, dokładnie odwrotnie niż w trenerskiej, bo na tym polu ,,Waldek King” zbudował prawdziwe królestwo. Warzycha też próbował, między innymi również w Ruchu ale nie ma się czym pochwalić. Za to piłkarzem jest legendarnym i to dwóch klubów – Ruchu i Panathinaikosu Ateny. ,,Który jest mi bliższy? To są sprawy nieporównywalne. Z Polski wyjeżdżałem w wieku 25 lat, czyli więcej życia spędziłem już w Grecji. W Polsce grałem tylko w Ruchu, nastrzelałem dla niego sporo goli ale dla Panathinaikosu o wiele więcej. Z Ruchem miałem mistrzostwo kraju a z Panathinaikosem też krajowe tytuły, ponadto półfinał Ligi Mistrzów i w ogóle mnóstwo meczów, które niosły mnie jak na skrzydłach”- opowiada ,,Gucio”. Strzelił zwycięskiego gola Ajaxovi w Amsterdamie(1:0) w pierwszym półfinałowym meczu wspomnianej Ligi Mistrzów w 1996 r. To był dzień jego chwały. ,, W rewanżu przegraliśmy 0:3. Ajax miał fantastyczną drużynę, mocniejszą od naszej”- przyznaje bohater Koniczynek, który w 2000 r. w fazie grupowej LM strzelił gola także Juventusowi(3:1). Łącznie w tych prestiżowych rozgrywkach zdobył 8 goli. Do Aten trafił po mistrzowskim sezonie w Ruchu, kiedy z 24 golami został królem strzelców. W 15 jesiennych meczach dorzucił jeszcze 12 ligowych trafień i już nikt nie był w stanie go zatrzymać przed zmianą klubu.

,, W Panathinaikosie szukali napastnika bo poważną kontuzje złapał ich as Dimitris Saravakos. Dobrą opinie wystawił mi niezwykle ceniony w Grecji Kazimierz Górski ale decydujący był chyba dwumecz Ruchu w Pucharze Europy z CSKA Sofia. Na Stadionie Śląskim zremisowaliśmy 1:1. W rewanżu strzeliłem gola i choć przegraliśmy 1:5, najwyraźniej mi to nie zaszkodziło”- wspomina Warzycha. Trenerem greckiej drużyny był Christo Bonew, legenda bułgarskiego futbolu. Bardzo chciał mieć polskiego napastnika w składzie. Podjął fantastyczną decyzje! Panathinaikos zawdzięcza mu sprowadzenie najlepszego snajpera w historii klubu(288 goli w 503 oficjalnych meczach). W reprezentacji nie był taki skuteczny. W 50 występach strzelił tylko 9 goli ale naprawdę ważnego tylko raz, kiedy Polacy okrutnie męczyli się w starciu z Albanią na Stadionie Śląskim w eliminacjach MŚ ’90, gdzie wreszcie posłał zwycięską piłke do bramki. Zwykle jednak spadała na niego krytyka. Stał się wręcz symbolem piłkarza, który nie potrafił przełożyć formy z klubu na kadre narodową. ,,Ciągnie się ta łatka za mną przez całe lata ale dzisiaj mam już do niej duży dystans. W klubie sytuacja psychologicznie była dla mnie łatwiejsza. Nie wyszedł mi jeden mecz, nie wyszedł drugi a i tak grałem w trzecim, w którym umiałem znowu odpalić. W reprezentacji było inaczej. Przyjeżdżałem na zgrupowanie i już była presja że mam strzelać jak w lidze. Nie strzeliłem, to wypadałem. Ta świadomość zaczęła mi wreszcie ciążyć. Inna sprawa że w kadrze, zwłaszcza na początku, grałem w pomocy a ja zawsze najlepiej czułem się na szpicy. Nie robiłem z tego problemu. Grzecznie stosowałem się do decyzji a może jednak z większym naciskiem powinienem był tłumaczyć że jestem wysuniętym napastnikiem?”- zastanawiał się ,,Gucio”.

W Ekstraklasie debiutował za czasów trenera Lenczyka, wiosną 1983, czyli w tej samej rundzie co wspomniany Fornalik. Następny sezon zaczął już w podstawowym składzie. Tak było w dwóch meczach ale w trzecim wszedł na boisko z ławki w 87 minucie i potrzebował kilkudziesięciu sekund by strzelić pierwszego ligowego gola. Na dodatek nie byle gdzie i nie byle komu – Legii przy Łazienkowskiej! Jego trafienie przypieczętowało wygraną 2:0. Po tym meczu Ruch był liderem a w następnej kolejce znowu wygrał, ponownie po golu Warzychy(wyjazdowe 2:0 z GKS Katowice). Finalnie Niebiescy ligi jednak nie podbili. Zajeli miejsce w środku stawki a po rundzie jesiennej Lenczyka zastąpił Alojzy Łysko. Młody Warzycha na dobre zadomowił się w podstawowym składzie i w marcu 1984 , mając niespełna 20 lat i mniej więcej tyle samo spotkań w ekstraklasie, zagrał w dorosłej reprezentacji Polski. W wyjazdowym meczu towarzyskim ze Szwajcarią(1:1), w którym gola strzelił Boniek, zastąpił na ostatnie 20 minut Włodka Smolarka. ,,Zaczynałem u selekcjonera Piechniczka i u niego 13 lat później kończyłem, gdy znowu prowadził kadre”- przypomina pan Krzysztof. Swego czasu uważano go za piłkarza niedostępnego dla polskich mediów. Sugerowano że jest obrażony za te wszystkie złośliwe uwagi w sprawie jego gry w kadrze. Gdy wiosną 1996 przyjeżdżał do Warszawy na ćwierćfinał Ligi mistrzów, Legia-Panathinaikos(0:0), nie chciał rozmawiać z dziennikarzami. W rewanżu mistrzowie Grecji wygrali 3:0 po 2 golach Warzychy. ,,Czy byłem obrażony? Nie przesadzajmy. Ja jestem skromnym chłopakiem, nie chciałem za często pojawiać się w mediach, taki mam charakter. To nie było po złości.”- zapewnia teraz Warzycha. W kwestii potyczek z Legią ma jeszcze jedną uwagę: ,,Wtedy ją ograliśmy ale rok później ona ograła nas w Pucharze UEFA. Uznajmy że wychodzi na remis.”- kończy rozmowe ,,Gucio”. Krzysztof Warzycha poza mistrzostwem Polski z Ruchem w 1989, 5-krotnie zdobywał mistrzostwo Grecji z Panathinaikosem i tyleż samo Pucharów Grecji oraz dwukrotnie Superpuchar Grecji.

@Symson
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360

2

@Safrani A no tak! To z całą pewnością te mecze z Romą i ta cała otoczka to wizytówka polskiego futbolu, zwłaszcza klubowego. Tym bardziej że Rome prowadził ,,El Mago" wielki Helenio Herrera, który na przełomie lat 50-tych i 60-tych odmienił ,,naszą" Barcunie...

9

Górnik wkracza na salony:

Ponad pół wieku temu po raz pierwszy w historii mistrz Polski przebrnął przez drugą rundę Pucharu Europy Mistrzów Klubowych. Na starcie edycji 1967/68 stanęło 32 krajowych mistrzów. Oczywiście mapa Europy wyglądała wówczas zupełnie inaczej – jednego mistrza miały: Związek Radziecki, Jugosławia i Czechosłowacja, a w „rodzinie” UEFA nie było choćby Izraela. W pierwszej rundzie zabrzanie poradzili sobie z mistrzami Szwecji, Djurgardens Sztokholm, wygrywając 3:0 (Włodzimierz Lubański 2, Roman Lentner) i 1:0 (Jerzy Musiałek). Z kolei mistrzowie ZSRR po ciężkich bojach wyeliminowali Celtic Glasgow (2:1 w Szkocji, 1:1 w Kijowie). Na Stadionie Centralnym w Kijowie zasiadło 90 tysięcy kibiców, liczących na wygraną gospodarzy. Trener zabrzan dr Istvan Kalocsai wystawił w pierwszym składzie zamiast doświadczonego Lentnera, 18-latka z Michałkowic, Alojzego Deję i był to przysłowiowy strzał w dziesiątkę, bowiem młodzian nie pękł przed utytułowanymi graczami wielkiego rywala. Taktyka Górnika była prosta – pieczołowite krycie radzieckich graczy i szybkie kontry. Ustawienie 4-4-2 zamiast 4-3-3 też zaskoczyło ekipę Wiktora Masłowa. Jeden piłkarz więcej w drugiej linii pozwolił na opanowanie sytuacji w środku pola. Pierwsza gol padł z samobójczego strzału Alfreda Olka, który w 12. minucie zaskoczył Huberta Kostkę. Stracony gol nie załamał Górnika. Zabrzanie doskonale przygotowani do tego meczu wyrównali już 180 sekund później po uderzeniu Zygfryda Szołtysika z 20. metrów. Bramkarz radziecki nawet nie drgnął. Decydujący gol padł w 61. minucie, po strzale głową Włodzimierza Lubańskiego. Lubański świetnie radził sobie z radzieckimi defensorami, stwarzając duże zagrożenie pod bramką Wiktora Bannikowa. W 82. minucie po rzucie wolnym z okolic narożnika pola karnego przed bramką Huberta Kostki powstało wielkie zamieszanie. Gdy wydawało się, że piłka już wpadnie do bramki Górnika, na linii bramkowej ręką zatrzymał ją Rainer Kuchta. Sędzia podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Josef Szabo. Kostka jednak odbił strzał, a następnie nakrył ją przed bramką. Wtedy niezwykle chamskim zagraniem „popisał się” nieźle grający do tej pory Witalij Chmielnicki. Wszedł on z całym impetem w zabrzańskiego golkipera. Kostka zacisnął zęby i dotrwał na posterunku do końca, lecz po ostatnim gwizdku arbitra nie był w stanie o własnych siłach opuścić boiska.

17 listopada 1967, Stadion Centralny w Kijowie

1/8 finału Pucharu Europy

Dynamo Kijów – Górnik Zabrze 1:2 (1:1)

Gole: Olek 12., sam. – Szołtysik 15., Lubański 61.

Dynamo: Wiktor Bannikow – Władimir Szczegołkow, Wadim Sosnichin,Władimir Lewczenko, Wasilij Turjańczyk, Siergiej Krulikowski – Jozsef Sabo, Fiodor Miedwied, Wiktor Sieriebriannikow – Anatolij Byszowiec, Witalij Chmielnicki.

Górnik: Hubert Kostka – Rainer Kuchta, Stefan Floreński, Stanisław Oślizło, Henryk Latocha – Erwin Wilczek, Alfred Olek, Zygfryd Szołtysik, Alojzy Deja – Włodzimierz Lubański, Jerzy Musiałek.

@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson

0

@Hindus Jest jeszcze klasowy Jacek Magiera, który z pewnością nie był by gorszy od Brzęczka...

11

Argentina Campeon!

17 listopada 1929 r. Argentyna pokonuje 2:0 Urugwaj na Estadio ,,San Lorenzo” w Buenos Aires w 6-tym meczu(de facto finałowym) 12-tego turnieju Copa America, po golach Bernabe Ferreyry(14 minuta) oraz Mario Evaristo(77 minuta). Tym samym Argentyna triumfowała po raz 4. w historii tych najstarszych reprezentacyjnych rozgrywek. Bez względu na okoliczności pokonanie dwukrotnych mistrzów olimpijskich miało swoją wymowę. Opinia publiczna widziała w ,,Albicelestes” stuprocentowych faworytów do miana najlepszej drużyny już nie tylko kontynentu ale i świata. W rzeczy samej, wszystko zdawało się potwierdzać owe przewidywania.



@Sysia11
@Symson
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360

13

Trafiła kosa na kamień:

17 listopada 1998 r. wybuchł konflikt Nuñeza z Cruyjffem i Stoiczkowem. Dwa lata po odejściu Cruijffa z klubu jego stosunki z prezydentem Nuñezem wciąż nie były najlepsze. ,,Wyraziłem zgodę na 2 mecze pożegnalne dla Cruijffa. Gdybym się na to nie zdecydował, nie miałbym teraz problemów. Dodatkowo oskarżył mnie o to że nie pozwoliłem mu na ostatnie spotkanie z kibicami a to nie prawda. Jest jedyną znaną mi osobą, która będzie miała 4 mecze pożegnalne: w Barcelonie i Amsterdamie, gdy kończył karierę piłkarską i 2, które czekają go teraz. Chyba każdy, kto mógłby do tego zarobić 200 mln peset(Cruijff miał dostać za mecze ponad milion euro) byłby szczęśliwy. A może się myle?”- ironicznie opisywał sytuację Nuñez. Dodatkowo prezydent Barcelony był skonfliktowany ze Stoiczkowem, który opuścił klub w 1998 r.: ,,To był błąd iż pozwoliłem mu w 1996 r. wrócić do drużyny. Niektórzy nie umieją zaakceptować tego, że jak tracą jakość w grze, to trafiają na ławke rezerwowych. Mogłem przewidzieć że jak Stoiczkow nie będzie grał w podstawowym składzie , to zaczną się problemy”- żalił się Nuñez. Stoiczkow, a jakże(!) nie pozostał mu dłużny: ,,Nuñez oszukuje ludzi. Gratuluje mu lat, które spędził z nami. Kiedy mówimy o nim źle, odpowiada, że atakujemy całe środowisko ,,barcelonismo”. Nie, panie Nuñez, mówimy o panu. Dziedzictwo Barcelony pochodzi od socios i zawodników. Bez nas kilka lat temu Nuñez był nikim”.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson

1

@Adran360 Zgadza się. Ja jednak chciałem przedstawić te najbardziej jaskrawe i głośne...

1

@Zoker Ano faktycznie! W tamtym okresie średnio śledziłem Serie A a tym bardziej Milan. Dopiero od 2 lat mam te Eleveny, więc teraz bym z pewnością wiedział...

0

@Zoker A on kogo zdradził bo nie kojarze? Wiem tylko że gra teraz w Interze...

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?