FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
1
@FcPortoFan1999 Wiem, słyszałem. Każdy kto go widział zachwycał się jego techniką. To był geniusz. Zdecydowanie najlepszy polski piłkarz w historii!
12
Spektakularny transfer spektakularnego piłkarza:
W grudniu 1933 roku 17-letni Ernest Wilimowski przeszedł z 1.FC Katowice do Ruchu Hajduki Wielkie. Był to sensacyjny transfer, gdyż opiewał na kwote 1000 zł. a dodatkowo klub z Katowic miał otrzymać zysk meczowy z dwóch spotkań z Ruchem. O ile to drugie rozwiązanie było dość często stosowane, o tyle zapłata tak dużej kwoty praktycznie się nie zdarzała w polskim futbolu. Należy pamiętać że były to czasy kryzysu gospodarczego, dużego bezrobocia oraz biedy. Żeby uzmysłowić wartość owej kwoty, należy zaznaczyć iż w 1934 roku dowódca kompanii we Lwowie w stopniu kapitana zarabiał 527 zł miesięcznie, co było bardzo wysoka pensją, praktycznie nieosiągalna dla ogółu społeczeństwa. Dla porównania zdecydowana większość urzędników państwowych i nauczycieli zarabiała do 200 zł miesięcznie, co oczywiście i tak było całkiem niezłym wynagrodzeniem. Podobnie zarabiali wykwalifikowani robotnicy w przemyśle ciężkim, jednakże większość robotników a także znaczna część pracowników umysłowych nie zarabiała więcej niż 150 zł miesięcznie. Trzeba dodać że najczęściej za tę jedną pensje trzeba było utrzymać często wieloosobową rodzine. Czy zatem pojawiająca się wielokrotnie informacja prasowa że wartość transferu była równa 10 miesięcznych pensji listonosza jest prawdą? Nie jest, gdyż listonosz potrzebował około 7 pensji ażeby taką kwote zarobić. Nie umniejsza to jednak faktu iż wysokość transferu była dla przeciętnego mieszkańca kraju zawrotna. Należało by postawić pytanie o powody transferu Wilimowskiego do Ruchu. Sam Ernest tylko raz wypowiedział się o okolicznościach zmiany klubu: ,,Po meczu Ruch-1.FC. zakończonym 4:4, Peterek namówił mnie bym przeszedł do Ruchu”. Chodzi tutaj o mecz rozegrany 25 grudnia 1932 r., w którym zarówno Peterek, jak i Wilimowski zdobyli po jednym golu. Było to jednak rok przed transferem i nawet jeżeli Wilimowski taką propozycje otrzymał, to transfer nie doszedł do skutku. Być może powodów należy szukać w obawach rodziców, spowodowanych młodym wiekiem Ernesta. Niewykluczone również iż podejmował kroki przejścia do Ruchu, lecz definitywnie sprzeciwili się takiemu pomysłowi działacze katowickiego klubu. Wszystko zmieniło zdobycie przez Ruch w 1933 r. pierwszego mistrzostwa Polski. Perspektywa grania nie tylko w najwyższej klasie rozgrywkowej, lecz także w najsilniejszym klubie w kraju była niezwykle atrakcyjna. Zarówno działacze hajduckiego, jak i katowickiego klubu zdawali sobie sprawę z wartości młodego piłkarza. 1.FC zaproponowało wysokie wymagania finansowe a Ruch je zaakceptował. Należy pamiętać że tak naprawdę hajducki zespół miał ogromny problem, gdyż kontuzja Gwosdzia w jednym z ostatnich meczów sezonu 1933 roku spowodowała wyrwe w formacji ofensywnej Ruchu. Potrzebny był gracz, który z miejsca zapełnił by luke w składzie a zarazem byłby gwarantem utrzymania hegemonii sportowej w kraju. Dla działaczy hajduckiego klubu Wilimowski był nadzieją na zrealizowanie powyższych kryteriów. 1.FC tak naprawdę mógł ,,sprzedać”, lecz Ruch Wilimowskiego ,,kupić” musiał. Prawdopodobnie Ruch dogadał się wpierw z graczem a dopiero później z katowickim klubem. Świadczyć może o tym kara jednego miesiąca dyskwalifikacji, którą Wydział Gier i Dyscypliny ŚOZPN-u wymierzył Wilimowskiemu za bezprawne grywanie w barwach KS. Ruch Wielkie Hajduki.
@Adran360
@Arkon
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@NeroTFP1
@Ogorinho1974
@Symson
0
Potrafi nas w ostatnich meczach Barcunia zadziwiać, niekoniecznie pozytywnie ale zadziwiająco zadziwia...
1
@Pawel13sz Nie zagłębiałem się w psychike Flicka ale dla mnie Ferran Torres to jest zakała rodziny(czytaj klubu)...
2
Jest całkiem zrozumiałym iż bez względu na dzisiejszy wynik kwestia mistrzostwa Hiszpanii napewno nie będzię jeszcze rozstrzygnięta. Na tym etapie rozgrywek to chyba nawet i 15-punktowa strata była kiedyś odrabiana. Tyle że w naszym wypadku, kiedy ewentualnie przegramy, co na dzień dzisiejszy nie będzie jakimś wyjątkowym szokiem, może być brzemienne w skutkach natury psychicznej. W poprzednim sezonie było to bardzo widoczne kiedy pierwsi traciliśmy gola. W tym sezonie jest podobnie. W ostatnich meczach nie potrafimy stłamsić przeciwnika i szybko zamknąć mecz. Jak to zmienić i czy dzisiaj może to się udać...?
7
Bez ,,Roniego” nie ma zabawy:
3 grudnia 2003 r. FC Barcelona poniosła klęske 5:1 z Malagą CF na wyjeździe. Blaugrana w Andaluzji poniosła najwyższą porażke w erze Franka Rijkaarda. Osłabiona brakiem Ronaldinho i Puyola, zagrała kompromitujące spotkanie. Malaga wykorzystała niemal wszystkie okazje jakie stworzyła a jedyny stracony przez nią gol padł po samobójczym trafieniu Sanza, syna byłego prezydenta Realu Madryt. Dumie Katalonii nie pomógł ani debiut Mario, ani powrót do drużyny Luisa Enrique i Gerardo. Porażka 5:1 była najwyższą od 1995 r. a ostatni raz Barça przegrała w identycznym stosunku w sezonie 1964/65 z Levante. ,,Nie brakuje Ronaldinho, tylko przeszkadzają pozostali”- tak podsumowały mecz hiszpańskie gazety.
12
Feliz cumpleaños panie Davidzie!
Szanowni cules, dzisiaj 43 lat kończy David Villa, żywa legenda hiszpańskiego futbolu! Ma w swoim dorobku wiele triumfów, zwłaszcza z Dumą Katalonii, z którą wygrał m.in. Ligę Mistrzów, Superpuchar Europy czy Klubowe Mistrzostwo Świata. W reprezentacji Hiszpanii rozegrał 98 spotkań i strzelił 59 goli(rekord), zdobywając mistrzostwo Europy i Mistrzostwo Świata. Dziękujemy ,,El Guaje” za chwile radości, za gole i za poświęcenie Dumie Katalonii. Cules nigdy ci tego nie zapomną!
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
12
Nieco zapomniane legendy futbolu:
2 grudnia 1948 r. w Pradze urodził się Antonín Panenka jedna z legend czeskiego futbolu, ofensywny pomocnik znany przede wszystkim ze stylu wykonywania rzutów wolnych i karnych. Przez większą część kariery grał w klubie Bohemians 1905, do którego dołączył w 1959 roku. W 1981 roku Antonin odszedł z klubu z Pragi do austriackiego Rapidu Wiedeń, gdzie zdobył Puchar Austrii i dwa razy wywalczył mistrzostwo kraju. W 1985 roku Rapid doszedł do finału Pucharu Zdobywców Pucharów, w którym Panenka wszedł z ławki rezerwowych a jego klub przegrał 3-1 z Evertonem. Rok później Panenka przeniósł się do VSE St. Polten, gdzie grał jeszcze dwa sezony by w końcu zostać trenerem Bohemians Praga. Tam pracuje do dzisiaj. Antonín Panenka stał się popularny po tym jak w finale mistrzostw Europy '76 w serii rzutów karnych strzelił decydującą jedenastkę. Sposób wykonania tego rzutu karnego jest do dziś kojarzony z czeskim piłkarzem– Panenka wziął długi rozbieg, zasymulował silne uderzenie, czym zmylił bramkarza RFN Seppa Maiera, po czym lekkim, technicznym strzałem posłał piłkę pod poprzeczkę, ustalając wynik rzutów karnych na 5-3.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Uruguay Campeon!
2 grudnia 1923 r. Urugwaj pokonał Argentyne 2:0 na ,,Parque Central” w Montevideo w 6 meczu 7. Edycji Copa America i tym samym sięgnął po to trofeum trzeci raz w historii. Wszystkie emocje skupiły się na starciu Urugwaj-Argentyna, czyli de facto finale. ,,Albicelestes” choć dokładali starań, nie byli w stanie dorównać gospodarzom. Do ich składu po paroletniej przerwie powrócił fenomenalny Hector Scarone i on też wodził rej na Estadio Parque Central. Jednak debiutanci: Nassazi, Andrade, Petrone czy Cea, nie ustępowali mu ani na jotę. Do 22 tys. zdumionych i oczarowanych widzów docierało przeczucie iż towarzyszą właśnie narodzinom drużyny, jakiej jeszcze świat nie widział. Swój popis futbolowej maestrii ,,Celestes” zakończyli dwoma golami(Petrone i Sommy), które przygwoździły waleczną, lecz momentami niemal bezradną Argentynę.
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
8
@FCBparasiempre
Dokładnie 121 lat temu rozegrano pierwsze w historii derby Madrytu. Zwyciężyło w nich Atletico 1:0 a właściwie Athletic, bo właśnie pod taką nazwą zespół jeszcze występował. W tym samym roku odbyły się jeszcze dwa mecze, zakończone po jednym zwycięstwie zarówno Realu, jak i Atletico. Podział na Real i Atletico od początku zarysowywał się, jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli, w „targecie” do jakiego działacze obu klubów kierowali swoją ofertę. Szefostwo Realu postawiło na kibiców, których stać było na głębsze sięgnięcie do portfela. Temu też służyło m.in. podniesienie cen biletów. Efekt? Główne grono kibiców Los Blancos zaczęło składać się z przedstawicieli burżuazji, bogatych mieszczan, słowem, ludzi zamożnych. Atletico zaś z kolei przyciągało tych biedniejszych, głównie robotników, proletariat. I nietrudno zgadnąć, że w związku z tym Real bardziej przyciągał konserwatystów, zwolenników prawicy. Los Colchoneros zaś w dużym stopniu zaczęło być kojarzone z lewicą. W lidze hiszpańskiej po raz pierwszy do meczu pomiędzy obydwoma zespołami doszło w 1929 roku. Real wygrał ten pojedynek 2:1. Do roku 1936 niezbyt wiele rozegrano takich spotkań, gdyż Atletico przez cztery lata znajdowało się dopiero w drugiej lidze hiszpańskiej. Rozpoczynająca się wojna na kilka lat zahamowała po raz kolejny szansę na wspólne starcia. Faktycznie jednak przed II wojną światową to Real mógł się pochwalić większymi sukcesami i lepszym bilansem w bezpośrednich pojedynkach. Największy w historii świata międzynarodowy konflikt, w Hiszpanii nie spowodował wielkich szkód. Jego przebieg okazał się na tyle łagodny, że liga hiszpańska już po wojnie domowej z powrotem zainaugurowała rozgrywki. Sam kraj był już jednak innym państwem, pogrążonym w reżimie generała Franco. Człowieka, który przez najbliższe lata miał walczyć o utrzymanie władzy w kraju, który na arenie państw był ze względu na panujący system polityczny po prostu izolowany. W cieniu tych wydarzeń futbol prędzej czy później musiał paść kolejną ofiarą. I rzeczywiście, po II wojnie światowej spory cień na piłkę nożną w kraju rzucił przede wszystkim sam generał Franco. Siłą rzeczy klub popierany przez dyktatora musiał być nienawidzony przez kibiców pozostałych zespołów, a już zwłaszcza tych, którym nie po drodze było z frankistowskim reżimem. Większość dziś przypisuje rolę klubu Franco, właśnie drużynie z Santiago Bernabeu. Łatwo jednak przeoczyć pewien fakt, że początkowo ulubionym klubem generała było jednak…Atletico. A wszystko dlatego, że przez pewien okres zespół ten otrzymywał dotację z Hiszpańskich Sił Powietrznych. Faktycznie jednak lata 50. przyniosły już nową sytuację. To Real stał się oczkiem w głowie generała Franco. Przede wszystkim wpływ miały na to dwie rzeczy. Po pierwsze, w klubie tym zaczęła się era tak wybitnych zawodników, jak De Stefano, Puskas, Gento, Raymond Kopa, Santamaria. Po drugie, ich geniusz i doskonała gra stały się doskonałą i w zasadzie jedyną wizytówką, jaką Franco mógł wysłać w świat. Jak już bowiem wspomnieliśmy, Hiszpania dalej tkwiła w izolacji. ,,Real Madryt to najlepszy ambasador jakiego mamy”– Francisco Franco. Na bazie tych doświadczeń przyjęło się mówić, że Real symbolizuje prawicę a Atletico lewicę. Ale czy na pewno? Dokładniej śledząc atmosferę panującą na Vicente Calderon, odkrylibyśmy, że prawda leży gdzieś pośrodku. Owszem, Atletico dalej reprezentuje głównie środowiska nieco mniej zamożne, to nie ulega wątpliwości, ale z drugiej strony daleko im do ogłoszenia siebie lewicowymi sympatykami. Bo target stricte robotniczy, niemal komunistyczny został już w pełni opanowany przez Rayo Vallecano, o czym pisaliśmy nie tak dawno. Prawda jest nieco inna. Na Vicente Calderon również nie brakuje nacjonalistów, którzy niechętnie zwłaszcza odnoszą się do ruchów separatystycznych np. katalońskich czy baskijskich. Z tego punktu widzenie mimo wszystko można dostrzec kilka nitek łączących kibiców dwóch stron Madrytu.
Wróćmy jednak do kwestii sportowych. Do roku 1999 to Real wciąż był bardziej utytułowanym zespołem. W ciągu kilkudziesięciu lat Atletico kilkukrotnie udało się zwyciężyć w lidze (od ostatniego triumfu w 1951, później wygrywali jeszcze pięciokrotnie). Z kolei na przestrzeni bezpośrednich pojedynków wciąż wygrywał głównie Real. Dlaczego jednak piszemy o roku 1999? Bo właśnie wtedy rozpoczęła się czarna seria, trwająca czternaście lat, w której trakcie drużynie z Vicente Calderon nie udało się pokonać zespołu z Santiago Bernabeu. Czternaście lat upokorzeń, porażek, a także chwilowej tułaczki w drugiej lidze. Smutny był to czas dla kibiców tego zespołu. Piłkarsko bowiem Atletico w derbowych pojedynkach najzwyczajniej w świecie nie miało argumentów. Brakowało również tego czegoś, co jest niezbędne w pojedynkach o takiej wartości, swoistego boiskowego cwaniactwa, zimnej krwi, walki. Dopiero to wszystko piłkarzom Atletico wpoił właśnie Diego Simeone. Nie dało się lepiej przygotować tego przełamania. 17 maja 2013 roku na Santiago Bernabeu odbył się mecz o Puchar Króla. Real Madryt po wyeliminowaniu Barcelony podejmował Atletico. To miał być prawdopodobnie jeden ostatnich meczów Jose Mourinho, którego media traktowały już jako przyszłego szkoleniowca The Blues. Real w tamtym czasie nie był sobą. Drużyną targały konflikty, na czele z tym na linii Mou – Casillas. Nie wyglądało to dobrze. Nadzieją dla Portugalczyka miało być zwycięstwo w Lidze Mistrzów, ale tam poległ w półfinałowym starciu z Borussią Dortmund. Atletico zaś chciało krwi. Zanim to jednak nastąpiło, na 1:0 gola strzelił Cristiano Ronaldo. Real prowadził. Klasyka. Większość pewnie odpuściłaby, ale nie zespół Simeone. Nie, Argentyńczyk na to by nie pozwolił. I właśnie dlatego mecz nie zakończył się takim wynikiem. Gong, Diego Costa 1:1, a później Jao Miranda w dogrywce na 2:1. Symboliczna zaś była nie tylko kartka dla Gabiego, ale przede wszystkim dla Cristiano Ronaldo. Największy as Realu opuścił plac gry w takim momencie. Atletico wygrało po raz pierwszy od czternastu lat i to w jak ważnym spotkaniu. Tu już nie chodziło tylko o przełamanie, ale też i zwycięstwo w tak kluczowym meczu. Bezpośrednim pojedynku o Puchar Króla. Trzeba to sobie jasno powiedzieć, od tej pory Atletico przestało być chłopcem do bicia, stając się przede wszystkim wielkim rywalem dla zespołu „Królewskich”. Od tej pory starcia te stały się wykwintnym daniem, które serwował m.in. właśnie Simeone. Bo nikt tak dobrze jak on nie zdołał stać się taki przekleństwem dla kibiców Realu. To właśnie przez Argentyńczyka z obawami Real podchodzi do pojedynków z rywalem. Nikt nie ma takiego patentu na wygrywanie z Realem jak właśnie Atletico. Oczywiście, nie jest tak, że teraz to zawodnicy z Santiago Bernabeu stali się chłopcem do bicia. Przecież wygrali m.in. pamiętnym finał Ligi Mistrzów z 2014 roku. Spokojnie, proporcje bynajmniej nie zostały odwrócone. Dziś z pewnością są one dużo bardziej wyważone. W obliczu niepodległości Katalonii i wykluczenia z ligi Barcelony już mało kto mówi o lidze jednej prędkości, raczej wspomina się o walce wewnątrz Madrytu. To tylko pokazuje, jak bardzo zmienił się obraz przez te kilka lat. Ktoś powie, że to tylko magia Simeone. Być może, ale może to właśnie na kogoś takiego czekano przez tyle. W historii derbów miało miejsce kilka ciekawych zdarzeń, spotkań, do których warto powrócić, aby zobrazować, że te derby faktycznie rządzą się swoimi prawami. Historia zna już takie przypadki, piłkarz grał w jednym klubie, by potem rywalizować w barwach wielkiego rywala. Nic nowego. W Madrycie również mieliśmy już wielokrotnie z tym do czynienia. Jaka jednak może być motywacja w przypadku zawodnika, który opuścił klub, bo właściciel nie chciał opłacać drużyn juniorskich? Prawdopodobnie duża. Chociaż z perspektywy lat wydaje się to nieprawdopodobne, właśnie ofiarą tej czystki został Raul Gonzalez, który do dziś kojarzony jest przecież z Realem. A tymczasem jako junior występował w barwach rywala z drugiej strony miasta. Jak mogła się skończyć ta historia? Styczeń 1997 roku, Real wygrywa na Vicente Calderon 4:1 a dwa gole strzela właśnie nie kto inny jak Raul. W obydwu klubach występował również Bernd Schuster. Niemiec miał przyjemność uczestniczyć w finale Pucharu Króla w 1992 roku już w barwach Atletico. Trenerem Los Colchoneros był wówczas legendarny Luis Arragones. A oto jak motywował on swoich piłkarzy do tego meczu: ,,Jeśli dzisiaj nie wygracie, wsadzę sobie tę butelkę w d..ę! To jest ten moment, na który czekaliście: Real Madryt i Santiago Bernabeu. Oni bardzo długo trzymali ją w Waszych d…ach, teraz macie szansę, żeby się zrewanżować! Po czym wskazał na tablicę z taktyką i powiedział: ,,Widzicie to? To nie ma znaczenia. Zapomnijcie o taktyce, to jest Real Madryt. Wychodźcie stąd i wsadźcie im to w d..ę!”. Atletico wygrało ten mecz 2:0. Przed spotkaniem w finale Lidze Mistrzów w 2014 roku, do tego czasu drużyny te spotkały się tylko raz w europejskich rozgrywkach. Puchar Europy, rok 1959. W Zaragozie dochodzi do dodatkowego spotkania między Realem i Atletico. Rojiblancos nie byli wskazywani jako faworyci. Mało tego, Real w tamtym czasie bronił tytułu jako drużyna wręcz galaktyczna, z wielkimi gwiazdami w składzie. Spodziewano się łatwego zwycięstwa „Królewskich”. To prawda, Real wygrał, lecz zwycięstwo to przyszło w nieco trudniejszych warunkach.
7
,,El Derbi Madrileño”(wiecie gdzie czytać? To czytajcie):
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
1
@Safrani Przepraszam że od razu nie odpisałem ale jeździłem na rehabilitacje. Jeśli chodzi o piłkarzy węgierskich to rzeczywiście mieli wybitnych i uwierz mi że mieli ich nawet więcej niż troche. Pierwszą wybitną węgierską postacią(o której już donosiłem na forum) był Imre Hirschl, który zrewolucjonizował futbol w Argentynie. Byli również wybitni György Sárosi, Zsengellér Gyula, Ferenc Deák. Wbrew pozorom było ich wielu, nie wspominając już o Bozsiku, Kocsisu i wreszcie Puskasu. Węgierski futbol był jednym z najlepszych przed I i II wojną światową i zdecydowanie najlepszy przez 10 lat po drugiej wojnie. Na mundialu w Szwajcarii byli najlepsi ale perfidnie przekręcili ich ,,Szwaby"! Opisywałem te szwabskie świństwo również kilkakrotnie. Uwierz mi to nie był żaden ,,Cud w Bernie". To był największy przekręt w dziejach mundiali. Jak będę miał więcej czasu to ci niebawem podeśle ten mój artykuł o tym...
1
@Czajka90 Coś podobnego! Nie dość że odszedł Brychczy to jeszcze w tym samym dniu Duckadam! Niezbadane są wyroki boskie...
12
Wyjątkowe legendy argentyńskiego futbolu:
2 grudnia 1938 r. urodził się argentyński napastnik Luis Artime, Zdobywca Copa Libertadores-1971(z Nacional Montevideo) Zdobywca Pucharu Interkontynentalnego-1971(z Nacional Montevideo) oraz król strzelców Copa America-1967(5 goli). Piękna sylwetka jednego z lepszych snajperów w historii futbolu. Zadebiutował w lidze argentyńskiej jako zawodnik rewelacyjnej Atlanty w 1958 r. Po 4 latach za rekordową kwotę 15,216 mln pesos kupił go River Plate. Z kolei w 1966 r. ściągnął go CA Indepiendiente za 25 mln pesos! W 1968 przeszedł do brazyliskiego Palmeiras, w 1969 do urugwajskiego Nacional, w 1972 do brazylijskiego Fluminense aż w końcu po roku wrócił do Nacional by w następnym sezonie zakończyć karierę. Artime pasjonował się jedną czynnością: strzelaniem goli. Tytuły ,, goleadora’’ zgarniał seryjnie. W lidze argentyńskiej dwukrotnie w River(1962 i 1963) i dwukrotnie w Independiente(1966 i 1967). W urugwajskiej dla Nacionalu 3 razy z rzędu(1969,1970,1971). W Argentynie zdobył(dla Atlanta, River i Independiente)165 goli w 219 meczach(ze znakomitą przeciętną 0,75), w Urugwaju 74 gole a w Brazylii 65. W 23 spotkaniach reprezentacji Argentyny strzelił 23 gole! W Copa Libertadores strzelił łącznie 20 goli a w Copa Intercontinental-3. W całej karierze począwszy od amatorskiego Independiente de Junin uzyskał łącznie 1021 goli! Był mistrzem Argentyny z Independiente w 1967, trzykrotnym mistrzem Urugwaju z Nacoinal w latach 1969-71, mistrzem Brazylii z Palmeiras w 1969 oraz klubowym mistrzem Ameryki i świata z Nacional w 1971. Obdarzano go sugestywnymi brzmiącymi przydomkami: Artillero, Fantasma(duch), Diente(ząb), Senior. W pełni zasłużył na wszystkie. Do perfekcji absolutnej doprowadził technikę użytkową a zwłaszcza technikę strzału. Nie gustował w dryblingach, nie kręcił finezyjnych kółeczek tylko podawał, przyjmował piłkę albo też bez przyjęcia strzelał. Pojawiał się na polu karnym niczym zjawa, duch(fantasma) aby w tej jednej najbardziej sprzyjającej sekundzie przyłożyć głowę lub nogę do piłki. Szybki, ruchliwy, sprytnym manewrem potrafił wyprowadzić w pole każdego obrońcę. Wzorowo osłaniał piłkę ciałem, grał czysto będąc pod każdym względem ideałem sportowca w nieco staroświeckim, rycerskim stylu. Wspaniały kolega, dżentelmen w każdym calu, który zaskarbił sobie zasłużenie powszechny podziw i sympatię w całej Ameryce.
@Symson
@Sysia11
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
10
Cules pamiętają o wybitnych legendach Dumy Katalonii:
2 grudnia 1898 r. urodził się Ferenz Plattko Kopiletz, legendarny węgierski bramkarz FC Barcelony. Nieco zapomniany, niezwykle utalentowany bramkarz, który przyzwyczaił pierwszych kibiców Barçy do sukcesów na arenie krajowej. Początki jego kariery są owiane tajemnicą, niezwykle ciężko znaleźć wiarygodne informacje o tym zawodniku. Dopiero jego pojawienie się w latach 1910-1920 w klubie Vasas SC, pozwoliło odnaleźć początki jego kariery. Największe sukcesy osiągnął rzecz jasna z Blaugraną, zastępując samego Ricardo Zamorę, który był legendą w bramce. Zanim jednak do tego doszło, to warto przenieść się do roku 1917, gdy Barça zagrała dwa towarzyskie mecze z MTK Hungaria FC, której barw bronił Plattko. Obydwa spotkania zakończyły się bezbramkowymi remisami a Węgier wywarł tak wielkie wrażenie, na działaczach Azulgrany, że Ci postanowili go niezwłocznie zakupić. Tuż po przejściu do Katalońskiego Giganta, socios nie wyobrażali sobie możliwości zastąpienia kogoś takiego jak Zamora. Franz szybko jednak zaczął tworzyć swoją własną historię. W hiszpańskim klubie spędził siedem lat, od 1923-1930 roku. W tym czasie zdobył sześć Pucharów Katalonii, trzykrotnie wznosił Copa Del Rey i co najważniejsze, wygrał z drużyną pierwsze mistrzostwo Primera Division. Po siedmiu latach wspaniałej gry w bramce, Plattko przeszedł do Recreativo Huelva i tam zakończył swoją zawodową karierę. Później zaczynał jako trener, najpierw w podrzędnych klubach francuskich, by potem powrócić do FC Barcelona, lecz już w zupełnie innej roli, jako szkoleniowiec pierwszej drużyny. Mimo, że w sezonie 1934/35 zdobył Puchar Katalonii, to jednak został zastąpiony przez Patricka O'Conella. Minęły dwie dekady i ponownie przypomniano sobie o Ferenzu w Katalonii, który po raz drugi objął stery Blaugrany. Sezon 1955/56 był imponujący w wykonaniu FC Barcelony z przynamniej dwóch powodów. Pierwszym była wspaniała gra Ladislao Kubali i Luisa Suareza, którzy czarowali widzów swoją techniką. Drugą rzeczą był jeszcze do niedawna (2005), niepokonany rekord w ilości zwycięstw z rzędu w La Liga. Aż 10 spotkań pod rząd wygrywali podopieczni Ferenca Plattko. Jednak nawet te 10 wygranych pod rząd, nie pozwoliło Barçy zająć pierwszego miejsca. Druga lokata, tuż za Athletikiem Bilbao nie satysfakcjonowała zarządu, który postanowił zwolnić Węgra. Ciekawostką jest że Rafael Alberti napisał poemat o węgierskim bramkarzu, po trójmeczu w finale Copa Del Rey(wtedy jeszcze nie było dogrywek). Plattko grał z takim zapałem, determinacją i heroizmem, że Alberti nie mógł się powstrzymać, od upamiętnienia tego.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@FcPortoFan1999 To prawda, wyjątkowa legenda i wyjątkowa postać...
4
Kilkukrotnie o nim wspominałem a teraz chciałbym złożyć kondolencje całemu środowisku sportowemu z powodu śmierci wybitnej postaci polskiego futbolu Lucjana Brychczego.
Spoczywaj w pokoju wiecznym nasza legendo. Pamięć o tobie nigdy nie zaginie!
0
To my już we wtorek gramy na Majorce? Coś krótka ta przerwa, nie wiem czy nie przydałby się dluższy wypoczynek dla naszych milusińskich...
0
@ranger3120 No rzeczywiście ciężko w to uwierzyć. Nie wiem być może ktoś miał? Po prostu znalazłem taka ciekawą statystyke na internecie i ją wrzuciłem a na ile ona jest prawdziwa to trudno mi stwierdzić.....?
0
@Pnog37 Dla mnie on jest jeźdźcem bez głowy! Rzekłbym: Za szybkim jeźdźcem bez głowy...
0
@Pnog37 Ferran Torres? Ten patałach! Daj spokój...
0
@FCB_dimiCNie zmieścił się w rankingu
0
@NeroTFP1 Bolta nie bierzemy pod uwage jako pilkarza...
9
Najszybsi piłkarze w dziejach futbolu:
1. Thierry Henry: 39.2km/h
2. Micky van de Ven: 37.38km/h
3. Kyle Walker: 37.31km/h
4. Arjen Robben: 37 km/h
5. Chiedozie Ogbene: 36.93km/h
6. Gareth Bale: 36.9 km/h
7. Pedro Neto: 36.86km/h
8. Dominik Szoboszlai: 36.76km/h
9. Dara O'Shea: 36.73km/h
10. Antonio Rüdiger: 36.72 km/h
11. Mohamed Salah: 36.64 Km/h
12. Ronaldo Nazario: 36.2 km/h
13. Kylian Mbappé: 36 km/h
14. Leroy Sané: 35.9 km/h
15. Antonio Valencia: 35.1 km/h
16. Cristiano Ronaldo: 33.95 km/h
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Kessie
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson
2
@Safrani No ale przyznaje się bez bicia że to nie są moje słowa. Znalazłem to gdzieś w internecie a insze biografie opisuje z książek. W każdym razie dzięki śliczne za docenienie moich wpisów :)
0
@FcPortoFan1999 No może nie w każdym przypadku ale generalnie masz racje...
4
@FCBparasiempre
Rozmowa trenera Leopolda Nitscha z piłkarzami w przerwie nie przyniosła rezultatów, bo w 57. minucie Schalke prowadziło już 3:0. Piłkarze z Westfalii byli coraz bliżej trzeciego z rzędu triumfu, a Wiedeńczykom korzystny wynik się oddalał. Kibice Schalke zaczęli nawet skandować „9:0, 9:0, 9:0” nawiązując do wygranej sprzed dwóch lat z Admirą. Piłkarze Rapidu zaczęli jednak wreszcie grać z większym zaangażowaniem i agresją. Trzy minuty po stracie trzeciego gola, nadzieje w serca kibiców Rapidu wlał Georg Schors, strzelając pierwszą bramkę dla Wiedeńczyków. Chwilę później dał o sobie znać geniusz Bindera i jego potężne uderzenie. W ciągu ośmiu minut ustrzelił hat-tricka i wyprowadził Austriaków na prowadzenie. W 62. sędzia podyktował rzut wolny dla Rapidu. Do piłki podszedł jak zwykle Binder. Silnie uderzył z około 30 metrów i było 2:3. Chwilę po wznowieniu gry, arbiter odgwizdał drugi w tym spotkaniu rzut karny dla Austriaków. Futbolówkę na 11. metrze ustawił Binder, który chciał się zrehabilitować za przestrzelonego karnego sprzed przerwy. Uderzył tuż przy prawym słupku, nie dając bramkarzowi szans na obronę. Remis. Siedem minut później, w 70. minucie spotkania Rapid po raz kolejny otrzymał rzut wolny. Znów do bramki około 30 metrów. Binder wierzył w siebie. Uderzył i trafił. Rapid wyszedł na prowadzenie i nie oddał go już do końca. Wiedeńczycy zostali mistrzami Niemiec. Rozradowani kibice znieśli Bindera z boiska na swoich ramionach. Piłkarze Schalke mieli pretensje do sędziego, przez którego rzekome błędy zostali pozbawieni mistrzostwa. Kapitan Ernst Kuzorra odmówił nawet przyjęcia pamiątkowego medalu za zajęcie drugiego miejsca. Eksperci byli jednak zgodni, że Schalke przegrało przez swoją nonszalancję i zbytnią pewność siebie, a także przez błędy bramkarza Hans Klodta. Niektórzy z przegranych potrafili jednak docenić kunszt Bimbo: ,,Jak można tak huknąć? – komplementował Franza obrońca Schalke, Otto Tibulski. Na mistrzowskim pucharze brakowało nazwy zwycięskiego klubu. Pozostały na nim jedynie świeże otwory po śrubach – wcześniej była przykręcona tabliczka z nazwą Schalke 04. Dla Rapidu takiej nawet nie sporządzono. W reprezentacji III Rzeszy Binder zadebiutował 29 stycznia 1939 r. W debiucie strzelił gola, a Niemcy wygrali na wyjeździe z Belgią 4:1. Ogółem dla nowej drużyny narodowej rozegrał 9 meczów i strzelił 10 bramek. Zdobył hat-tricka przeciw mistrzom świata – Włochom. Przygodę z tą kadrą zakończył 1 czerwca 1941 r. meczem z Rumunią w Bukareszcie. Ostatnie spotkanie Bindera dla III Rzeszy było pierwszym w tej roli dla Ernesta Wilimowskiego. W reprezentacji Seppa Herbergera grał m. in. z: Edmundem Conenem, Paulem Janesem, Ernstem Lehnerem, Helmutem Schönem, czy Fritzem Walterem. W dniu, w którym Rapid zdobywał jedyne w swojej historii mistrzostwo Niemiec, rozpoczęła się operacja Barbarossa. Wojska niemieckie zaatakowały ZSRR. Wojna trwała już od września 1939 r., ale w Wielkich Niemczech jej trudów nie odczuwano. Piłkarze byli pomijani przy powołaniach do wojska. Sytuacja zmieniła się 5 lutego 1941 r., kiedy to do sił zbrojnych wezwano Bindera i jego dwóch kolegów z drużyny – Pessera i Skoumala. Media poświęciły dużo miejsca zaangażowaniu wiedeńskich gwiazd w armii. Kicker pisał nawet na pierwszej stronie o Radiooperatorze Binderze. Mimo powołania do wojska, piłkarze byli cały czas do dyspozycji trenerów Rapidu. Bez przeszkód brali udział w meczach, a w czerwcu zdobyli mistrzostwo. W koszarach Breitenseer, które leżały w pobliżu stadionu Rapidu – przebywali także inni sportowcy. Byli to m. in. piłkarz Austrii Wiedeń – Karl Decker i bokser Josef Weidinger. Ten drugi tak wspominał po latach pobyt Bindera w wojsku: ,,Maszerowaliśmy na zewnątrz z plecakami, hełmami i karabinami. w pewnym momencie Franz zwrócił się do kapitana: panie kapitanie, serce mnie boli. musiałem przez 20 km nieść jego plecak i karabin. wieczorem normalnie trenował z Rapidem. Myślałem, że zwariuję.” Binder jednak nie symulował. Naprawdę miał problemy z sercem. 11 listopada trafił nawet z tego powodu na ponad miesiąc do szpitala. Co zrozumiałe, grywał coraz rzadziej. Rok później ukończył kurs trenerski. Na początku 1943 otrzymał rozkaz wymarszu na Wschód. Wielu twierdziło, że była to kara za odniesione dwa lata wcześniej zwycięstwo nad Schalke, ale to nieprawda. Został przydzielony do 2. dywizji pancernej i brał udział w walkach pod Smoleńskiem i Orłem. W 1943 r. dostał przepustkę, którą spędził w Wiedniu. Przeszedł wtedy operację wycięcia wyrostka robaczkowego. Jego syn tak opisywał tamte wydarzenia: ,,Głównym lekarzem w szpitalu Hanusch-Krankenhaus był klubowy lekarz Rapidu. wyciął mu zdrowy wyrostek robaczkowy. później [binder] dostał trzy miesiące zwolnienia lekarskiego i nie wrócił już do Rosji, ale do Francji.” Sam Bimbo również opisał tę sytuację w 1946 r.: ,,W listopadzie 1943 r. przybyłem do Wiednia na wakacje. Poddałem się wtedy operacji wycięcia wyrostka robaczkowego, dzięki czemu nie wróciłem już na front.” Mimo, że walczył w Wehrmahcie, nigdy nie został członkiem NSDAP. Na froncie zachodnim, pod koniec wojny, Binder dostał się w ręce aliantów. Przebywał w obozie jenieckim w Kufstein, który był pod nadzorem francuskim. Naczelnik obozu pamiętał Bindera z towarzyskich gier Rapidu we Francji i ten wkrótce znowu zaczął kopać piłkę. Został kapitanem miejscowego SC Kufstein i zajmował się także sprawami organizacyjnymi. Jesienią jednak grał już w Wiedniu. 21 października 1945 r. w pierwszym po wojnie meczu w barwach Rapidu, świętował zwycięstwo 4:1 z Helfort a tydzień później zdobył swojego pierwszego gola w nowej Austrii w meczu z FC Wien, wygranym 1:0. Rapid tamten sezon zakończył na pierwszym miejscu, o jeden punkt wyprzedzając Austrię Wiedeń. Jak się później okazało, w decydującym meczu przedostatniej kolejki, Rapid rozbił Austrię na jej boisku 5:1, do czego walnie przyczynił się Binder swoimi czterema golami. Pierwszy po wojnie sezon kończył rozgrywany 20 czerwca 1946 r. finałowy mecz krajowego pucharu, w którym jednak brały udział tylko wiedeńskie kluby. Zmierzyły się w nim Rapid Wiedeń i First Vienna. Już w 5. minucie wynik otworzył nie kto inny jak Binder. W 65. minucie wyrównał Karl Decker, ale Bimbo jak zawsze grał do końca, co potwierdził strzelając zwycięskiego gola na pięć minut przed końcem meczu. W ten sposób Rapid zdobył dublet. Zaraz po wojnie władze Rapidu zarządziły denazyfikację. W 1946 r. Franza wybrano do zarządu i wkrótce potem objął stanowisko kierownika sekcji piłki nożnej. Jesienią 1946 r. węgierskie i szwajcarskie gazety pisały, że Binder był oficerem SS i jednym z zarządców obozu pracy dla żydowskich robotników przymusowych w węgierskim mieście Sopronbanfalva. Jak się potem okazało, chodziło o nazistę o tym samym imieniu i nazwisku. W aferze Bindera interweniował nawet ówczesny minister sprawiedliwości i prezydent Österreichischer Fußball-Bund – Josef Gerö, który przesłał do węgierskiego rządu odpowiednie dokumenty potwierdzające niewinność Bindera.
Ostatni sukces Bindera jako piłkarza, to szósty w karierze tytuł mistrza kraju z sezonu 1947/48. Zdobywał jeszcze z Rapidem wicemistrzostwo w sezonach: 1946/47 i 1948/49. W latach: 1946, 1948 i 1949 został wybrany piłkarzem roku w Austrii. Gdyby jednak w 1947 nie odwołano plebiscytu z powodu niedostatku papieru, miałby na koncie pewnie cztery takie tytuły. Do reprezentacji Austrii wrócił 6 grudnia 1945 r. w meczu z Francją. Ogółem po wojnie zagrał w pięciu meczach, w których zdobył pięć bramek. Ostatni raz reprezentacyjną koszulkę założył 5 maja 1947 r. w przegranym 2:3 meczu z Czechosłowacją, gdzie także wpisał się na listę strzelców. Całkowity jego bilans w kadrze to 16 trafień w 19 występach. W 1949 r. Rapid Wiedeń świętował 50-lecie istnienia. Z tej okazji udali się na tournée po Ameryce Południowej. Tam Bimbo po raz ostatni przywdział biało-zielone barwy. 9 czerwca 1949 r. w Rio de Janeiro, w obecności 50 tys. widzów, miejscowe Vasco da Gama rozbiło gości z Europy aż 5:0. Binder opuścił boisko w przerwie, rozczarowany zdjął buty i rzucił je później w kąt swojego pokoju hotelowego. Zdobyte w Brazylii doświadczenie zaprocentowało kilkanaście miesięcy później. Jeszcze jako piłkarz, został kierownikiem sekcji w Rapidzie i współtworzył wraz z trenerem Hansem Pesserem sukcesy tego klubu z początku lat 50. W tamtej drużynie grali tacy zawodnicy jak: Walter Zeman, Max Merkel, Ernst Happel, Gerhard Hanappi, Robert Dienst czy Erich Probst. Tamta ekipa, której najlepsze lata przypadły jeszcze przed erą europejskich pucharów, była uważana za jedną z najlepszych na kontynencie, co potwierdzili wygrywając w rozgrywkach Zentropa Cup w 1951 r. Później sam próbował swoich sił jako trener. Zaczynał w klubie SSV Jahn Regensburg w latach 1952-54. Kolejnym etapem w jego trenerskiej karierze było 1. FC Nuernberg, które poprowadził do zwycięstwa w Oberlidze Süd. Zaliczył też epizod w Holandii, gdzie z PSV Eindhoven zajął drugie miejsce w lidze w 1962 r. Po tamtym sezonie wrócił do Rapidu, gdzie znowu objął stanowisko kierownika sekcji. W 1964 świętował kolejne mistrzostwo Rapidu, a dwa lata później opuścił klub. Od listopada 1969 do 1970 był szkoleniowcem TSV 1860 Monachium, ale bez sukcesów. W 1975 r. raz jeszcze powrócił do Wiednia. Tym razem jako trener wspólnie z Robertem Körnerem. Współpraca ta dała owoce w 1976 r., kiedy to Rapid zwyciężył w rozgrywkach o puchar kraju. Również jako trener wykazywał swoje słynne chłodne opanowanie. W 1962 r. w jednym z meczów jego PSV na minutę przed końcem remisowało 1:1. Mieli wykonać rzut wolny. Binder zauważył, że prawy skrzydłowy Jan Louwers jest jakby nieobecny i patrzy w niebo, wstał z ławki, podszedł do linii i zawołał do niego: ,,No, co jest panie Louwers, mamy rzut wolny, może warto udać się w pole karne?” Zmotywowany Louwers świetnie odnalazł się w polu karnym i po dośrodkowaniu z rzutu wolnego umieścił głową piłkę w siatce, a PSV wygrało 2:1. Świetnie sprawdzał się w roli budowniczego zespołów – po jego odejściu, po mistrzostwo kraju sięgnęło zarówno 1. FC Nuernberg jak i PSV Eindhoven. Zdobyty w 1976 r. przez Rapid puchar Austrii, był jego ostatnim sukcesem w karierze trenera. Po tamtym sezonie postanowił zakończyć przygodę z futbolem. W każdym z sezonów, w którym zdobywał koronę króla strzelców, strzelał średnio więcej niż jedną bramkę na mecz. Wykazywał się niesamowitą skutecznością. Rozegrał dla Rapidu 319 oficjalnych meczów i strzelił w nich 395 goli! Warto pamiętać, że kilka lat zabrała mu wojna, więc jego dorobek mógł być jeszcze bardziej okazały. Według różnych źródeł, Bimbo Binder strzelił 1006 goli w 756 meczach, co daje imponującą średnią 1,33 gola na mecz. Inne statystki mówią o 1151 trafieniach w 794 występach, co dawałoby średnią 1,45 gola na mecz. W tamtym okresie było znacznie mniej spotkań na najwyższym poziomie niż dzisiaj, a także więcej międzynarodowych i krajowych spotkań czy turniejów towarzyskich. Z drugiej strony jednak grało się też bardziej ofensywnie. Niemniej jednak osiągnięcia Bindera nadal pozostają imponujące. Ernst Happel, którego imię nosi narodowy stadion austriackiej reprezentacji mówił o Binderze, że był to jedyny piłkarz z radarem w stopie. Odszedł z tego świata 24 kwietnia 1989 r. W jego ostatniej drodze towarzyszyło mu tysiące osób. Został pochowany na cmentarzu Baumgartner w Wiedniu. Promenada w Sankt Pölten nosi jego imię. W 1999 r. został wybrany do jedenastki stulecia Rapidu Wiedeń.
7
@FCBparasiempre
Pewnie nigdy nie dowiemy się, który piłkarz strzelił najwięcej goli w całej swojej karierze. Głównie dlatego, że trudno ustalić wiarygodność przedwojennych źródeł. Nie wszystkie relacje też przetrwały próbę czasu. Z dużym prawdopodobieństwem możemy natomiast wskazać graczy, którzy w swoich występach przekroczyli magiczną granicę 1000 bramek. Najsłynniejszym z nich jest Pele, kilka lat temu dołączył do niego Romario. Dużo mniej osób pamięta o Arturze Friedenreichu czy o Jozefie Bicanie. Innym wybitnym, nieco zapomnianym zawodnikiem, jest Franz Binder.
Franz Binder urodził się 1 grudnia 1911 r. w oddalonym o 60 km od Wiednia mieście Sankt Pölten. Dorastał w robotniczej rodzinie, jako czwarte z dziewięciorga dzieci. Mieszkali w jednym z wielu podobnych do siebie domków kolejowych w przemysłowej dzielnicy miasta. Przygodę z piłką rozpoczął, jak na dzisiejsze standardy, dość późno. Trzeba jednak pamiętać, że duża część jego dzieciństwa przypadła na niespokojne czasy I wojny światowej. W wieku 12 lat został członkiem zespołu Sturm 19 St. Pölten. Trzy lata później, jako 15-latek, grał już w pierwszym składzie robotniczego zespołu razem z dorosłymi zawodnikami, a mając 17 lat został wyselekcjonowany do drużyny Dolnej Austrii. W 1930 r. doszło do spotkania, w którym drużyna Bindera podejmowała zespół złożony z węgierskich robotników. Na trybunach Wackerplatz zasiedli przedstawiciele najbardziej utytułowanego wtedy austriackiego klubu – Rapidu Wiedeń. Byli to szef sekcji piłkarskiej – Dionys Schönecker i trener pierwszej drużyny – Edi Bauer. Ten drugi zobaczył mierzącego 190 cm Bindera w akcji i od razu zapragnął go mieć u siebie. Franz wyróżniał się siłą fizyczną, skocznością, grą w powietrzu i dysponował potężnym uderzeniem z obu nóg. Na jego przenosiny do Wiednia nie chciała się jednak zgodzić matka, która obawiała się, że wielkie miasto może mieć zły wpływ na młodego chłopaka. Binder dojeżdżał więc na treningi koleją. W nowym zespole zadebiutował 12 października 1930 r. w meczu z SK Slovan, gdzie udało mu się dwukrotnie wpisać na listę strzelców. Początki w Rapidzie nie były jednak łatwe. Przez swój wzrost miał problemy z szybkością i koordynacją, a także trudno mu było się odnaleźć w nowym zespole. Na tle silniejszych rywali uwidoczniły się jego braki techniczne. Nadrabiał je jednak wolą walki i ambicją. Przełom w jego karierze nastąpił 9 listopada 1931 r. Rapid grał z drużyną Soproni Vasutas. Binder strzelił po przerwie pięć bramek, wszystkie z rzutów wolnych, a mecz zakończył się wynikiem 11:3. Jego udane występy w Rapidzie szybko przysporzyły mu fanów w rodzinnym mieście, którzy często na mecze dojeżdżali rowerami. Sytuacja materialna w rodzinnym domu była nie do pozazdroszczenia, cała Europa odczuwała skutki Wielkiego Kryzysu. Binder jako piłkarz początkowo nie zarabiał wiele, ale jak tylko mógł, starał się pomagać najbliższym. O tym, że nie było im łatwo świadczyć może fakt, że dom rodzinny opuścił dopiero w wieku 26 lat i do końca dzielił łóżko z bratem. Binder bardzo dobrze radził sobie w rozgrywkach ligowych. 30 października 1932 r. zdobył 6 goli w meczu z Admirą a cały tamten sezon zakończył z 25 golami na koncie i tytułem króla strzelców. Dzięki znakomitej formie w rozgrywkach ligowych, zdobył uznanie w oczach selekcjonera reprezentacji. Legendarny Hugo Meisl dał mu szansę pokazania swych umiejętności w towarzyskim meczu z Belgią, który rozegrano 11 czerwca 1933 r. w Wiedniu. Binder szansę wykorzystał i zdobył dwie bramki w debiucie, a austriacki Wunderteam wygrał 4:1. Na początku 1934 r. zagrał również w dwóch meczach Pucharu Europy Środkowej, który był protoplastą Mistrzostw Europy. W pierwszym, który 11 lutego rozegrano Turynie, Austriacy pokonali Włochów 4:2 (niespełna cztery miesiące później piłkarze z Półwyspu Apenińskiego zrewanżują się w półfinale rozgrywanych we Włoszech MŚ, inna sprawa, że zrobią to z pomocą szwedzkiego arbitra – Ivana Eklinda). Drugi mecz Wunderteam grał 25 marca w Genewie ze Szwajcarią i również zwyciężyli, tym razem 3:2. Co ciekawe, tamte edycje Pucharu rozgrywane były na przestrzeni trzech lat. Binder dobrze spisywał się w lidze, nieźle radził sobie w reprezentacji, ale na mistrzostwa do Włoch, gdzie Austria była jednym z głównych kandydatów do końcowego zwycięstwa, nie pojechał. Był w podobnym wieku co Bican i mieli podobne doświadczenie na arenie międzynarodowej. Jednakże Bindera z udziału w czempionacie wykluczyła kontuzja.
W 1935 r. Binder po raz pierwszy zdobył mistrzostwo Austrii a Rapid zanotował drugi w historii sezon bez porażki w lidze. Dwa lata później zdobył aż 29 bramek z 51 strzelonych przez Rapid i po raz drugi wywalczył koronę króla strzelców. Żeby awansować na MŚ we Francji w 1938 r., Austriacy potrzebowali tylko jednego meczu. 5 października 1937 r. na wiedeńskim stadionie Prater pokonali Łotwę 2:1. Była to już jednak całkiem inna reprezentacja. Hugo Meisl zmarł na atak serca 17 lutego 1937. Drużynę narodową przejął po nim jego współpracownik Heinrich Retschury, a z zawodników, którzy grali na poprzednim czempionacie, został tylko Karl Zischek. W 1938 r. Binder po raz drugi zdobył z Rapidem mistrzostwo w lidze, przerywając tym samym dwuletnią dominację Admiry. ,,Bimbo”, jak Franza określali kibice, drugi raz z rzędu został królem strzelców, tym razem z 22 bramkami. Ciekawa historia wiąże się z nadaniem przezwiska Franzowi. Przydomek ,,Bimbo” zyskał w trakcie tournée po Afryce Północnej. Podczas przystanku w Marsylii Binder wraz z kolegami z drużyny oglądał w kinie film Pustynna Burza. W filmie tym, w jednej ze scen, przedstawiono ciemnoskórego żołnierza nazwiskiem Bimbo, który biegł do fortu. Był wysoki i silny, podobnie jak Binder, tak więc dla jego kolegów z Rapidu stało się jasne, że to idealne przezwisko. Binder miał później powiedzieć, że żołnierz z tego filmu biegał bardzo podobnie do niego samego. ,,Ojciec przez dziesięciolecia nosił ten przydomek z dumą. Nigdy mu nie przeszkadzał, wręcz przeciwnie, czuł się zaszczycony” – mówił syn Bindera o przydomku ojca. Sezon 1937/38 wszystkie austriackie zespoły kończyły w zupełnie innej rzeczywistości niż do nich przystępowały. Z I wojny światowej Austria, podobnie jak Niemcy, wyszła bardzo osłabiona. Państwo austriackie w niczym nie przypomniało silnej monarchii austrowęgierskiej. Oba państwa, jako główni winni wojny, zostały celowo osłabione poprzez Traktat Wersalski, żeby więcej nie doprowadziły do takiego kataklizmu. Dlatego też pomysły połączenia się obu krajów na początku lat 20. czy stworzenia unii celnej w 1931 r. zostały skutecznie udaremnione przez mocarstwa zachodnie. W 1933 r. do władzy w Niemczech doszedł Adolf Hitler. Po kilku ustrojowych reformach, przystąpił on do planu obalenia porządku wersalskiego. W 1936 r. zerwał traktat lokareński i wprowadził wojska do zdemilitaryzowanej Nadrenii. Przyłączył też do Rzeszy Kraj Saary. Wszystko to przy biernej postawie państw zachodniej Europy i Ligi Narodów. Po zmianie rządów w Austrii, władze tego kraju bardziej skłaniały się ku Włochom Mussoliniego niż ku III Rzeszy. Na początku roku stawiły skuteczny opór narodowym socjalistom, chcącym przejąć władzę. Kanclerz Kurt Schuschnigg zdecydował, że najlepiej będzie zapytać o zdanie obywateli. 9 marca 1938 r. ogłosił rozpisanie referendum, w którym Austriacy mieli się wypowiedzieć na temat przyszłości swojej ojczyzny. Hitler, nie będąc pewnym wyników plebiscytu, szantażem i groźbami doprowadził do zmiany kanclerza na bardziej mu przychylnego Arthura Seyss-Inquarta. 12 marca wojska niemieckie wkroczyły na tereny Austrii, a dzień później przyjęta została uchwała o włączeniu Austrii do III Rzeszy. Państwa zachodnie i tym razem się nie popisały – ograniczyły się tylko do wysłania protestacyjnych not dyplomatycznych. 3 kwietnia na stadionie Prater zorganizowano pokazowy mecz pomiędzy Austrią, która grała jako Ostmark, czyli Marchia Wschodnia, a Niemcami, którzy grali jako Altreich, czyli Stara Rzesza. Austriacy wygrali 2:0 po bramkach Sindelara i Sesty, ale mecz nie jest uznawany za oficjalny. 10 kwietnia obywatele obu krajów poparli w referendum połączenie swoich państw. Według oficjalnego komunikatu, za głosowało 99 % Niemców i 99,7 % Austriaków. Wielkie Niemcy uznane zostały zarówno przez Francję, jak i Wielką Brytanię. Od tego czasu klubowe drużyny austriackie zostały włączone do niemieckiego systemu ligowego. Wiele klubów, jak np. żydowska Hakoah Wiedeń, która wychowała wielu olimpijczyków, zostało rozwiązanych. Innym naziści pozmieniali nazwy. Wprowadzono obowiązkowe hitlerowskie pozdrowienie zarówno przed, jak i po meczu. Austriackie kluby często traktowane były z pogardą, jako rzekomo niegodne prawdziwego, niemieckiego profesjonalizmu w sporcie. Reprezentacja Austrii, która wywalczyła awans na MŚ, nie pojechała na turniej, bo kraj, który reprezentowali przestał formalnie istnieć. Piłkarze dotąd reprezentujący Austrię, stali się członkami drużyny niemieckiej. Nie wszyscy jednak chętnie przywdziewali nowe barwy. Matthias Sindelar odmówił gry dla III Rzeszy, a rok później poniósł śmierć w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. Josef Bican nie podpisał natomiast niemieckiej karty narodowościowej, mimo że w domu mówiono po niemiecku. Od sezonu 1937/38 związał się ze Slavią Praga, a wkrótce potem zaczął reprezentować Czechosłowację. Binder nie miał oporów przed grą dla nowego kraju. Na mistrzostwa we Francji jednak nie pojechał. Ogółem w reprezentacji Niemiec znalazło się dziewięciu zawodników z Austrii. Po mistrzostwach, które okazały się dla Niemców wielkim rozczarowaniem, oskarżano austriackich piłkarzy o rzekomy brak zaangażowania. Czternaście miesięcy później trwała już wojna i marzenia o występie na światowym czempionacie Bimbo Binder musiał odłożyć. Nigdy ich jednak nie zrealizował.
Po objęciu władzy w Niemczech przez nazistów w 1933 r., gruntownie przebudowano rozgrywki piłkarskie. Mistrza kraju wyłaniano w turnieju finałowym, który rozgrywano systemem pucharowym. W turnieju brali udział mistrzowie lig regionalnych – Gaulig. Rapid Wiedeń z Bimbo Binderem szybko odnaleźli się w nowej rzeczywistości. W pierwszym sezonie po aneksji przystąpili do rywalizacji w Pucharze Niemiec. Rozgrywki te były wówczas nazywane Pucharem Tschamerra, a nazwano je tak na cześć Reichsportfurerha – Hansa von Tschammera und Osten, który był twórcą tych zawodów. Co ciekawe, był on również pomysłodawcą sztafety z ogniem olimpijskim. Rapid przystąpił do rozgrywek razem z siedmioma innymi zespołami z Austrii w osobnych eliminacjach. Zwycięzcy dwumeczów kwalifikowali się do ćwierćfinałów, w których dolosowywano do nich drużyny niemieckie. Te także wcześniej musiały przebrnąć eliminacje. W ćwierćfinale pokonali SV Waldhof Mannheim 3:2, a w półfinale uporali się z mistrzami Bawarii – 1. FC Nuremberg. W finale naprzeciw siebie stanęły FSV Frankfurt i Rapid Wiedeń. 8 stycznia 1939 r. na Stadionie Olimpijskim w Berlinie, w obecności 40 tys. widzów, drużyna Bindera zwyciężyła 3:1. Warte podkreślenia jest, że wszystkie trzy bramki Rapid zdobył w ostatnich dziesięciu minutach. Sam Binder ustalił wynik meczu w 90. minucie. Po meczu sporo kibiców wbiegło na boisko, a frankfurccy kibice skandowali w kierunku twórcy pucharu: Tschammer von Osten – Twój puchar rdzewieje! Czuli się oszukani przez sędziego Fritza Rühle, który uznał ostatnią bramkę dla Rapidu, a ta miała paść z pozycji spalonej. W Gaulidze Ostmark Rapid zajął 3. miejsce, a Bimbo znowu został królem strzelców. Tym razem strzelił 27 z 60 bramek ogółem zdobytych przez Rapid. ,,Bimbo” znany był z bardzo silnego uderzenia. W jednym z eliminacyjnych meczów Pucharu Tschamerra w sezonie 1939/40, los zetknął ze sobą Rapid Wiedeń i Bayern Monachium, który dopiero aspirował do wielkiej piłki. Mecz zakończył się zwycięstwem Austriaków 5:2, a po jednym ze strzałów Bindera miała rozerwać się siatka w bramce. Sam tak wspominał po latach tamtą sytuację: ,,Gdy 30 kwietnia 1939 r. graliśmy w Monachium przeciwko Bayernowi w pucharze Tschamerra i wygraliśmy 5:2, udało mi się rozerwać siatkę w bramce, strzelając gola. i ci prości monachijczycy chcieli to potwierdzić, ofiarowując mi zdjęcie rozerwanej siatki. żeby nikt nie mógł zakwestionować jak piekielnie mocnego gola strzeliłeś” – powiedzieli, śmiejąc się. Cholernie mnie to ucieszyło. Co ciekawe, sędzia był przekonany, że gola wtedy nie było i chciał odgwizdać rzut od bramki. Dopiero pod wpływem nacisków kapitana Rapidu – Bindera, obejrzał przerwaną siatkę i ogłosił zdobycie gola. Kolejny sezon był dla wiedeńskiej drużyny wyjątkowy. Zwyciężyli w rozgrywkach Gauligi Ostmark, a Bimbo po raz szósty w karierze został najlepszym strzelcem w lidze. Wygrana w regionalnej Gaulidze dawała im szansę na grę w turnieju finałowym o mistrzostwo całego kraju. W fazie grupowej okazali się lepsi od TSV 1860 Munchen, Stuttgarter Kickers i VfL Neckarau. Po wyjściu z grupy, trafili na Dresdner S.C., którego barw bronił znakomity później trener – Helmut Schön. 8 czerwca 1941 r. na stadionie im. Hinderburga w Bytomiu, który dziś nosi imię Edwarda Szymkowiaka, rozegrano mecz, który decydował o awansie do finału. Drużyna z Drezna rok wcześniej zdobyła wicemistrzostwo kraju, a na początku roku zwyciężyła w Pucharze Tschamerra. Trudno więc było wskazać faworyta, mimo, że w Rapidzie oprócz Bindera grało kilku innych reprezentantów kraju. Nasz bohater otworzył wynik już w 9. minucie spotkania, a dziesięć minut po przerwie strzelił drugiego gola. Ostatecznie mecz wygrali 2:1 i mogli się szykować do finału z obrońcami tytułu – Schalke. Finał jest osobną historią. 22 czerwca 1941 r. na Stadionie Olimpijskim w Berlinie zasiadło 95 tys. osób. Mieli być oni świadkami łatwego zwycięstwa drużyny z Zagłębia Ruhry. Drużyna z Gelsenkirchen była przedstawiana jako wizytówka nazistów. Szykowali się do kolejnego występu w finale. W ciągu poprzednich dziewięciu sezonów za każdym razem docierali do strefy medalowej. Finał opuścili tylko 1932 i 1936 r. Pięciokrotnie zwyciężali w tej rywalizacji. W 1941 stali przed szansą zdobycia po raz pierwszy w historii tytułu mistrza kraju – po raz trzeci z rzędu. Rapid Wiedeń przystępował do zmagań z zamiarem zmazania plamy na honorze wiedeńskiego futbolu. Dwa lata wcześniej bowiem w finale Schalke 04 spotkało się z inną wiedeńską drużyną – Admirą. W pierwszym sezonie, w którym austriackie drużyny uczestniczyły w mistrzostwach Niemiec, jednej z nich udało dotrzeć się do finału. Tam jednak Admira poniosła sromotną klęskę, dostając lanie aż 0:9! Zawodnicy prowadzeni przez Otto Faista zaczęli z animuszem i już po siedmiu minutach gry prowadzili z Rapidem 2:0. W 41. minucie Bimbo stanął przed szansą zdobycia kontaktowej bramki z rzutu karnego, ale fatalnie przestrzelił i na przerwę Austriacy schodzili z dwubramkową stratą. Schalke prowadziło grę, efektownie grali z pierwszej piłki, co określano w Niemczech jako Schalker Kreiselspiel. Rapid często dawał się zamykać na własnej połowie.
7
Wybitne legendy austriackiego futbolu:
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
1
@Lionel_Messi10 No jasne, na własnych śmieciach to na spokojnie pogra i z 5 lat...