1

,,Podbić Signal Iduna Park!" No z pewnością będzie to bardzo trudne. W dodatku bardzo krótka historia meczów z ,,Borussen" pokazuje że jeszcze tam nie wygraliśmy! Ponoć każda passa się kiedyś kończy a więc? Tego ostatniego meczu na Signal Iduna Park jakoś wogóle sobie nie przypominam? Zapewne go zakodowali na jakiejś stacji...

10

@FCBparasiempre
11 grudnia 1896 r. urodził się Józef Daniel Garbień, znakomity przedwojenny napastnik. Różne postacie w historii polskiego futbolu miały możliwość występu w reprezentacji Polski. Wśród nich nie brakowało osób z perspektywy czasu legendarnych. Ludzi, którzy grę w kadrze łączyli z innymi, zawodowymi obowiązkami i radzili sobie doskonale, nie tylko w swoim fachu, lecz też na boisku. Złotymi zgłoskami pod tym względem w historii naszego kraju zapisał się Józef Garbień, bezapelacyjnie jeden z najlepszych piłkarzy w Polsce międzywojennej. Urodzony w 1896 roku w Łupkowie Garbień już od najmłodszych lat świetnie sobie radził na placu gry. Co ciekawe, wiele lokalnych źródeł twierdzi, że Garbień urodził się w Łupkowie – około 50 km od Sanoka obecnie przy granicy ze Słowacją. Młody zawodnik wykazywał nieprzeciętne umiejętności. Zanim miał możliwość je w pełni wykorzystać w poważniejszych rozgrywkach, musiało minąć jeszcze sporo czasu. Samemu Józefowi przyszło zaś wkrótce walczyć o niepodległość dla ukochanego kraju. Niewiele brakowało a Garbienia na boiskach II RP byśmy nie zobaczyli. Na początku wojny został wysłany z Legionami na front włoski. Po powrocie w rodzinne strony został ciężko ranny w trakcie obrony Lwowa, w której brał udział razem z zawodnikami Pogoni. Rok później mianowano go na kapitana w Korpusie Oficerów Sanitarnych Lekarzy. Z pewnością nie uszły wówczas uwadze jego wielkie umiejętności w zupełnie innej dziedzinie – medycynie. Tak, prócz wielkiego talentu do piłki, Garbień imponował również ogromną wiedzą, predestynującą go do lekarskiego fachu. A było tak: po ukończeniu szkół średnich w Stryju i Lwowie, Garbień przystąpił do studiów na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu im. Jana Kazimierza. Spędził tam bardzo dużo czasu, wkrótce musiał przecież pogodzić grę w piłkę z nauką. Jednak dawał sobie radę. Podobno jego dzień wyglądał mniej więcej tak: Do południa – uczelnia; Po południu – treningi; Wieczór i noc – książki. Jego żona musiała mieć do niego sporo cierpliwości. Podobno, gdy chodziła spać, Garbień chował się za zasłoną, zatracając się w lekturze medycznych przypadków. Ostatecznie absolwentem został w roku 1924. Prawdopodobnie od tego momentu jego kariera zaczęła powoli przesuwać się w kierunku pracy i odchodzić od piłki. Zanim jednak do tego doszło, zawodnik dał jeszcze kibicom sporo radości… Kojarzycie takich piłkarzy jak Wacław Kuchar czy Spirydion Albański? Jeśli tak, to Józefa Garbienia możecie zaklasyfikować do tej samej grupy utalentowanych zawodników, co wymieniona dwójka. Zawodnik Pogoni Lwów wraz z kilkoma klasowymi piłkarzami był częścią kultowego zespołu lat 20-tych. W rozgrywkach finałowych mistrzostw Polski wielokrotnie nękał rywali swoimi atakami na bramkę. Miał ku temu zresztą odpowiednie warunki fizyczne. Nieprzypadkowo zwano go bowiem „Tank” – w ten sposób podkreślano jego szczególne atrybuty – siłę, szybkość i niesamowity zmysł do zdobywania goli. Był to – nie bójmy się tego słowa – kompletny napastnik. Garbień był nie tylko klasowym zawodnikiem zespołu ze Lwowa. Jak już zasygnalizowano, występował też w koszulce reprezentacji Polski. Zadebiutował dokładnie w 1922 roku. Polska grała na wyjeździe ze Szwecją. Stadion w Sztokholmie stał się wówczas świadkiem historycznego wydarzenia w historii naszej piłki – pierwszego oficjalnego trafienia z akcji autorstwa, a jakże, Józefa Garbienia. Do tamtego spotkania Polska potrafiła strzelić tylko gola z rzutu karnego. Można zaryzykować tezę, że zawodnik Pogoni „odczarował bramkę”. Dwa lata później w barwach reprezentacji zadebiutował na Igrzyskach Olimpijskich w meczu z Rumunią, zremisowanym 1:1. Ostatecznie w narodowym zespole rozegrał osiem spotkań, ostatni w 1926 roku. W drugiej połowie lat 20-tych Garbień zaangażował się w projekt opieki medycznej nad sportowcami. Z perspektywy zawodowej zaliczył dość niezły awans, będąc mianowanym na lekarza naczelnego w Chrzanowie. W mieście oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów od Krakowa pracował aż do wybuchu II wojny światowej.

Nie próżnował, gdy Polska jeszcze raz potrzebowała pomocy, tym razem będąc już pod jarzmem okupacji niemieckiej. Z oczywistych względów futbol już dawno poszedł w odstawkę. Podejmował się przeróżnych zadań, od organizacji i pracy w szpitalach polowych po pomoc przy przerzutach ludności żydowskiej. Niestety złapany przez Gestapo, wylądował w więzieniu na Montelupich, gdzie szybko odkryto jego nieprzeciętne umiejętności. Dzięki temu Garbienia mianowano na lekarza więziennego. On sam zaś starał się wykorzystywać swoją funkcję, by pomagać więźniom, wiązać koniec z końcem, a także w sprzyjających warunkach, uwalniać znajome konspiratorki w ciąży. Ta ciągła egzystencja na granicy ryzyka w końcu musiała się na nim zemścić. Niemcy, zorientowawszy się o dywersji ze strony lekarza, zesłali go wraz z pomagającym mu Józefem Cyrankiewiczem do „Dunkelzelle”. Tak, tym samym człowiekiem, który po wojnie już jako działacz komunistyczny w trakcie poznańskiego czerwca wygrażał o odrąbaniu ręki wszelkim przeciwnikom władzy ludowej. W specjalnym miejscu został poddany coraz to wymyślniejszym formom tortur, które tragicznie odbiły się na jego zdrowiu. Po kilku tygodniach został ponownie przywrócony na Montelupich. Niestety, nie mógł już operować jako chirurg z taką samą sprawnością. Mimo to po wyjściu z więzienia dalej pracował w konspiracji, pomagając m.in. usuwać tatuaże więźniom z Oświęcimia. Smutno zakończyła się cała ta historia. Po zakończeniu wojny Garbień tylko raz wybiegł na boisku, w symbolicznym meczu Krakowa z Bytomiem. Zagrał w barwach tego drugiego zespołu wraz z wysiedlonymi przyjaciółmi z Kresów. Przez kolejne lata cierpiał coraz bardziej z powodu licznych schorzeń. Wojna mocno odbiła się na jego zdrowiu i kondycji, które nigdy w stu procentach nie pozwoliły mu wrócić do pełnej sprawności.

10

13

Duma Katalonii w Lidze Mistrzów:

11 grudnia 2002 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Newcastle United 3-1 w II fazie grupowej Ligi Mistrzów, po golach Daniego, Kluiverta oraz Thiago Motty. Honorowego gola dla Newcastle strzelił Ameobi.




@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

10

Niespotykane gole Blaugrany:

Dokładnie 30 lat temu Georghe Hagi strzelil gola z połowy boiska. Rumun pojawił się w FC Barcelonie w miejsce Laudrupa. Niestety nie spełnił pokładanych w nim nadziei, choć jednym zagraniem zachwycił fanów. W grudniowym meczu z Celtą Vigo, rozgrywanym w silnej mgle, Hagi dostał szanse na występ z powodu braku w składzie Koemana(obowiązywał wtedy limit trzech obcokrajowców). W doliczonym czasie gry drużyna z Vigo zdobyła honorowego gola. Romario rozpoczynał gre od środka boiska i zaproponował Rumunowi uderzenie, biorąc pod uwagę ograniczoną widoczność krzycząc ,,Strzelaj, strzelaj!”. ,,Maradona Karpat” oddał niespodziewane uderzenie z połowy boiska(52 metry), które kompletnie zaskoczyło bramkarza rywali. W tym samym meczu ostatniego gola w barwach Blaugrany zdobył wspomniany Romario, który nie długo po Nowym Roku opuścił drużynę.



@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

8

Barça w europejskich pucharach:

11 grudnia 1963 r. FC Barcelona remisuje na wyjeździe z Hamburger SV 0:0 w rewanżowym meczu 1/8 Pucharu Zdobywców Pucharów. W pierwszym meczu tych drużyn na Camp Nou padł niecodzienny remis 4:4! Wówczas nie liczyły się podwójnie strzelone gole na wyjeździe, w wyniku czego potrzebny był mecz dodatkowy, o którym napisze za tydzień.


@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

0

Dla nas, to znaczy dla kogo? Chyba tylko dla pana Flicka, gdyż dla klubu nie daje nic a już napewno nie przekłada to się w żadne sukcesy...

10

Pamiętamy!

10 grudnia 2002 roku, Wisła Kraków pokonała na wyjeździe Schalke Gelsenkirchen. To było apogeum "Ery Cupiała". Niemcy długo nie mogli znieść porażki. Może dlatego, że nie była to jakaś tam zwykła porażka. To było upokorzenie! Kiedy po meczu kierownik drużyny, Jerzy Kowalik, niósł do szatni skrzynkę piwa, miejscowi nie chcieli go przepuścić. W końcu jakoś się przepchnął. Zawodnicy Wisły Kraków wskoczyli z piwem do basenu, doprowadzając gospodarzy do białej gorączki. Kurtynę festiwalu żenady zasłonił obrońca niemieckiej drużyny, Tomasz Hajto, który wszedł do szatni wiślaków i co prawda pogratulował im awansu, ale też za chwilę pomachał kartą kredytową. - To ja lecę sprawdzić stan konta - powiedział. I wyszedł. Wiślacy popatrzyli po sobie, jakby właśnie spotkali bogatego badylarza - króla wioski. Kilkadziesiąt minut wcześniej przeszli do historii polskiego futbolu. 10 grudnia 2002 roku pokonali na wyjeździe Schalke 04 Gelsenkirchen 4:1. Wisła Kraków Henryka Kasperczaka była ostatnią polską drużyną klubową, którą można zaliczyć w poczet historycznych - wielkich. Bo nie tylko miała wyniki, ale też imponowała fantastycznym, porywającym stylem. Kamil Kosowski, Mirosław Szymkowiak czy Maciej Żurawski - to byli zawodnicy, których pokochała cała Polska.



@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360

1

@Safrani No mnie ,,wzieło", jeśli chodzi o Widzew, 2 lata później a konkretnie od ćwierćfinałowych starć z Liverpoolem. Oczywiście chodziłem wówczas do podstawówki ale wtedy najmocniej sie to chłoneło w sobie te emocje. Żałuje że nie urodziłem się bliżej Łodzi...
No cóż, ja też byłem za młody a mój ojciec niestety ma inne zainteresowania...

0

@esem91 Widze że mam doczynienia ze swego rodzaju profesorem. Tylko co konkretnie ,,profesor" ma na myśli mówiąc dowiezie, spełni oczekiwania itd.?

9

Nie tylko dla kibiców Widzewa:

10 grudnia 1980 r. Widzew Łódź pokonał Ipswich Town 1:0 w 1/8 Pucharu UEFA. Po wyeliminowaniu drużyny klanu Agnellich, Widzew wylosował w kolejnej rundzie angielski Ipswich Town. Wyspiarze nie byli murowanymi faworytami w starciu z wicemistrzami Polski, którzy w 1/32 finału wyeliminowali słynny Manchester United i cieszyli się w Anglii dużym szacunkiem. Piłkarze Ipswich Town odrobili jednak pracę domową i na swoim terenie pokonali łodzian aż 5:0. Rewanż na zaśnieżonym stadionie przy al. Unii 2 był formalnością, ale Widzewiacy honorowo pokonali przeciwników 1:0 po bramce Marka Pięty, co przypominano m.in. w archiwalnym materiale Telewizji Polskiej. Tamtą edycje PUEFA wygrał właśnie Ipswich pokonując w dwumeczu AZ Alkmaar.
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@esem91 A jak rozumieć dowiezie? Co dowiezie?

11

Udany rewanż:

Dokładnie 10 lat temu FC Barcelona pokonała PSG 3:1 w fazie grupowej Lidze Mistrzów. W szóstej kolejce Blaugrana zrewanżowała się PSG za porażką z września i dzięki wygranej 3:1 zapewniła sobie zwycięstwo w grupie. Bardzo znamienne były nazwiska strzelców goli. Prowadzenie na Camp Nou ekipie z Francji dał Ibrahimović ale potem kolejno trafiali Messi, Neymar i Luis Suarez. Po tym meczu wydawało się że w klubie nie ma żadnych tarć ani problemów. ,, Naszym jedynym planem na 2015 rok jest wygrać wszystko, absolutnie wszystko"- mówił w grudniu Neymar w rozmowie z ,,Mundo Deportivo”. Jednak na początku roku, po przegranym meczu ligowym z Realem Sociedad zespół dopadł poważny kryzys. Enrique nie wystawił w meczu z Baskami Neymara, Alvesa i Messiego, zmęczonych długimi powrotnymi wojażami ze świąt. Leo się wściekł, następnego dnia nie przyszedł na trening, zbuntował kilku innych zawodników, którzy zaczęli domagać się usunięcia trenera. Prezydent Bartomeu zachował się jednak wytrawnie. Odmówił stanowczo tym prośbom i skasował wniosek Louisa Enrique o ukaranie Messiego. Strony musiały się pogodzić. Trener zrezygnował z kilku rygorów, które doskwierały piłkarzom a ci pogodzili się z tym że nie będzie tańczył tak jak mu zagrają. Ten ,, modus vivendi" zaprowadził FC Barcelonę do zwycięstwa zarówno w Primera Division jak i w Lidze Mistrzów.



@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

0

@KrychaFCB Jakoś nie bardzo rozumiem i jednocześnie jestem wściekły na ten cały canal +. Czy oni stracą jakiekolwiek pieniądze jeśli pozwolą dla TVP 1 na pokazanie choćby jeden mecz naszej Barcy? Przecież oni i tak zarabiają na swoich klijentach a jeden mecz i tak jest zawsze sprzedany do TVP! Więc o co tu chodzi?

0

@Lionel_Messi10 Z ,,ogórkami"? Mówiąc ogórki masz na myśli Real Madrid?

16

Grande Espectacolo El Clasico!

10 grudnia 2011 r. FC Barcelona pokonała na Santiago Bernabeu Real Madryt 3:1(1:1). Mecz rozpoczął się kapitalnie dla Realu, który objął prowadzenie już w 1. minucie ale później gole padały już tylko dla mistrzów Hiszpanii. Spotkanie rozpoczęło się fantastycznie dla Realu Madryt, który potrzebował niespełna minuty na objęcie prowadzenia. Piłkę spod własnej bramki fatalnie wybijał Victor Valdes, ta trafiła do Angela Di Marii, a po chwili do siatki wpakował ją Karim Benzema. Duma Katalonii po kiepskim początku szybko doszła do siebie. W 30. minucie Lionel Messi uruchomił kapitalnym podaniem Alexisa Sancheza, który strzałem w długi róg nie dał szans Ikerowi Casillasowi. Drugi gol dla Blaugrany padła w kuriozalnych okolicznościach. Xavi Hernandez uderzył piłkę z woleja zza pola karnego, ta trafiła w Marcelo, odbiła się od słupka, po czym wpadła do bramki. Stracony gol zupełnie zbił z tropu graczy „Królewskich". W 66. minucie wynik ustalił Cesc Fabregas, który wykorzystał znakomite podanie Daniego Alvesa. FC Barcelona dzięki trzem punktom zdobytym na Santiago Bernabeu została nowym liderem Primera Division. Warto również przypomnieć iż w tym meczu Blaugrana zagrała z pierwszą reklamą na koszulkach. Zarząd klubu ujawnił że napis ,,Qatar Foundation” będzie pierwszą reklamą na koszulkach Blaugrany, za którą klub zacznie pobierać pieniądze. Obecny wcześniej Unicef nie tylko nie płacił nic za reklamę ale wręcz otrzymywał dodatkowe wsparcie finansowe. Kontrakt opiewał na 5 lat i 30 mln euro za każdy sezon. To o 6,7 mln euro więcej, niż zarabiały wówczas na reklamach Manchester United i Liverpool. Zdaniem Javiera Fausa, wiceprezydenta ds. ekonomicznych, ,,jest to najlepsza umowa w historii futbolu i gdyby nasz prezydent pojawiał się częściej w mediach, nie udało by się uzyskać tak korzystnego kontraktu”. Dodał też: ,,Gdyby to była marka komercyjna, nie doszło by do podpisania umowy”. Niecały rok później zarząd zmienił jednak zdanie i na koszulkach pojawiła się reklama Qatar Airways.


@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson

0

@jaras121 Wystarczy że za kablówke płace, co i tak przy najniższej krajowej jest dla mnie nie mało. A ty zapłacił?

16

Żywe legendy francuskiego futbolu:

9 grudnia 1969 r. urodził się Bixente Lizarazu, francuski obrońca. Mistrz Świata i Europy. Fantastyczny piłkarz, inteligentny, świetnie czytał grę. Fachowiec na lewej obronie. W jego seniorskiej karierze reprezentował cztery kluby – Girondins Bordeaux (299/28), Athletic Bilbao (23/0), dwukrotnie Bayern Monachium (łącznie 273/8) i Olympique Marsylia (15/0). Trofea tylko z Bayernem – pięć Mistrzostw i Pucharów Niemiec, cztery Puchary Ligi oraz Puchar Europy i Puchar Interkontynentalny. W reprezentacji Francji 97 meczów i dwa gole (z Izraelem i Arabią Saudyjską). Grał w dwóch Mundialach (1998 – złoto oraz 2002) i w trzech Euro (1996, 2000 – złoto oraz 2004). Wygrał także dwukrotnie Puchar Konfederacji (2001, 2003). W 1999 r. w Drużynie Roku w Europie wg. dziennikarzy, rok później w Jedenastce Euro, w 2002 w Jedenastce Świata wg. FIFA. W Bayernie, po powrocie grał z numerem 69 – urodził się w 1969, mierzył 169 cm i ważył 69 kg. Po zawieszeniu butów na kołku trenował brazylijskie Jiu-Jitsu i surfował. W tej pierwszej dyscyplinie odnosił spore sukcesy gdyż był m.in. Mistrzem Europy! Bixente jest Baskiem i jednocześnie pierwszym Francuzem, który reprezentował barwy klubu z Bilbao. Oprócz języka baskijskiego, zna biegle francuski, hiszpański i angielski. Co ciekawe, nigdy nie nauczył się niemieckiego, mimo że w Bayernie grał łącznie prawie dziewięć sezonów.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@Gall Obecna TVP to są Dziady Kalwaryjskie!!! Niech się wypchają!!!

0

@mordini123 To niech się cwaniaki z powrotem postarają o tą licencje!
Jakoś tak dziwnie się sklada że canal plus zawsze ma wybór FC Barcelony...?

0

@BartqRKO Ale z jakiego powodu ja się pytam(?) TVP nie ma takiego komfortu w doborze meczu?

0

@norbi77 A przed laty to kto decydował i dlaczego że często publiczna transmitowała ,,nasze" mecze?

0

Jak żaden Polak nie grał w Barcuni to publiczna telewizja transmitowała jeden po drugim mecz Barcy. Kiedy natomiast Robert strzela gole w Lidze Mistrzów, to publiczna telewizja wypieła się dupą na ,,nasz" klub. Ot i cała sprawiedliwość!

8

@FCBparasiempre
9 grudnia 1955 roku w Gdańsku urodził się Janusz Kupcewicz, pomocnik i były trener. Jego ojciec Aleksander oraz starszy brat Zbigniew również grali w piłkę(a tata w późniejszym czasie pracował jako trener) i występowali m.in. w Lechii Gdańsk. Pierwszy z nich w biało-zielonych barwach zaliczył 60 meczów, w których strzelił siedem goli. Janusz kontynuował rodzinną ścieżkę i do Lechii trafił praktycznie w samej końcówce swojej kariery. Tę rozpoczął w juniorach Warmii Olsztyn, by następnie przenieść się do większego w mieście Stomilu. Dzieciństwo, pierwsze lata szkolne i początki przygody z futbolem spędził właśnie na Mazurach, aby w końcu wrócić w rodzinne strony i napisać piękną, ośmioletnią historię w Arce Gdynia. Przez kibiców został wybrany najlepszym graczem w dziejach tego klubu, choć zdobył z nim jedynie Puchar Polski. Liczne kontrowersje wzbudziły jego występy dla obu tych drużyn, bowiem nie jest tajemnicą, iż w Trójmieście darzą się one sporą wrogością. ,,Piękne to były czasy. Z piłką pod pachą i… gra od rana do wieczora na boiskach o różnej nawierzchni. Niezapomniane chwile”– wspominał czas spędzony w Olsztynie w jednym z wywiadów dla TVP Sport. Starsi kibice mają ogromny przywilej pamiętania najpiękniejszych chwil w historii polskiej piłki. Jedną z nich bez wątpienia stanowił brązowy medal zdobyty na mistrzostwach świata w 1982 roku. W słonecznej Hiszpanii nasza reprezentacja pod wodzą Antoniego Piechniczka osiągnęła niezwykły sukces. Bohater tekstu nie mógł jednak od początku turnieju liczyć na uznanie selekcjonera. Do składu wskoczył dopiero na mecz z Peru, czyli ostatnie starcie w grupie. Kreatywność, zmysł gry oraz fantastyczne uderzenie z dystansu to cechy, które charakteryzowały Kupcewicza, który nie oddał już miejsca w wyjściowej jedenastce aż do samego końca mundialu. Zaliczył pełne 90 minut w bataliach z Belgią, ZSRR oraz przegranym półfinale z Włochami. Został już tylko mecz o krążek z brązu. To właśnie w pojedynku z „Trójkolorowymi” strzelił najważniejszego gola w życiu. Polacy ostatecznie pokonali Francję 3:2 i zgarnęli brąz, a Kupcewicz pięknym golem z rzutu wolnego oraz asystą przy trafieniu Stefana Majewskiego wyraźnie się do tego przyczynił. Cztery lata wcześniej miały miejsce mistrzostwa w Argentynie, gdzie Polska niestety rozczarowała. Kupcewicz winę za słabszą formę kadry zrzucał na selekcjonera Jacka Gmocha. ,,Atmosferę popsuł Gmoch. Byłem na tych mistrzostwach i nawet nie powąchałem murawy. Do Argentyny poleciał najlepszy zespół w historii polskiej piłki nożnej. Jak doskonale pan wie, grono doświadczonych, utytułowanych piłkarzy uzupełnili przecież młodzi – Nawałka, Boniek, Iwan. Jeśli jednak sobie przypomnę, to pierwszymi skojarzeniami związanymi z tamtymi mistrzostwami są kłótnie. A mogliśmy wtedy osiągnąć bardzo wiele.”– mówił szczerze we wspomnianej już rozmowie z TVP Sport.

Kupcewicz w sezonie 1982-1983, a więc w czasie fantastycznej formy na mistrzostwach świata w Hiszpanii, występował w Lechu Poznań, bowiem Arka spadła z najwyższej ligi, a on chciał utrzymać pozycję w kadrze i uczynić dalszy krok w karierze. W sfinalizowaniu transferu pomogli fani, grupa prywaciarzy zapłaciła działaczom Arki. W stolicy Wielkopolski od razu wygrał mistrzostwo kraju i postanowił ruszyć na podbój zagranicznych lig. Od 1983 do 1986 roku grał na obczyźnie. Reprezentował barwy francuskiego Saint-Etienne, a także greckiej AE Larisa. Wiodło mu się tam różnie, ale nie przepadł. W Saint-Etienne zaliczył łącznie 35 gier, a w Larisie 23. Sporo czasu stracił przez nękające go ówcześnie kontuzje. ,,Za mnie Saint-Etienne zapłaciło 380 tysięcy dolarów. To jeden z największych wydatków klubu na piłkarza. Jak do tego doszło? Francuzi szukali pomocnika. Sama drużyna cieszyła się popularnością w kraju. Mieli sporo problemów i powoli zaczęli upadać. Próbowano zatem wszystkiego, by ratować zespół. Sprowadzono mnie oraz zawodnika z Paragwaju. Niestety najbardziej znani gracze poodchodzili, więc trudno było powstać z kolan. Ja nie nauczyłem się języka, nie spełniłem też do końca sportowych oczekiwań.”– tłumaczył. Do Polski powrócił w 1986 roku i związał się z Lechią, co wywołało poruszenie w Gdyni. Legenda „Żółto-Niebieskich” zasiliła szeregi największego sportowego rywala. Kupcewicz wtedy nie miał żadnych innych ofert, a w wieku 31 lat czuł się jeszcze na siłach, aby kopać w pierwszej lidze. Po latach podchodził do tematu na spokojnie: ,,Trochę się nasłuchałem od kibiców. Rozumiem to, że patrzono na mnie spod byka. Jestem arkowcem, nie będę tego ukrywał. Okres spędzony w Lechii wspominam jednak bardzo dobrze.”

Jego związek z futbolem dobiegł końca w Turcji. W 1988 roku pograł przez kilkanaście miesięcy w Adanasporze. Po zawieszeniu butów na kołku próbował swoich sił w trenerce. Prowadził m.in. reprezentację Polski w futsalu, a także zespoły z niższych lig. Jako asystent trzy lata spędził w kadrze do lat 21. Pracował również jako nauczyciel wychowania fizycznego w Szkole Podstawowej numer 10 w Gdyni Chyloni. W latach 2001–2003 poproszony został o doradztwo sportowe w ukochanej Arce, dla której w przeszłości rozegrał ponad 150 meczów. O swoim przywiązaniu do klubu mówił wszem wobec. Pomimo iż urodził się w Gdańsku, jego serce biło dla Gdyni i bić przestało w Gdyni. Miał swój epizod w polityce, ale kogo właściwie to teraz interesuje? 4 lipca tego roku odszedł od nas piłkarz zasłużony zarówno dla regionu pomorskiego, jak i dla reprezentacji. Ta jedna z pięciu zdobytych dla kadry bramek, w hiszpańskim mieście Alicante przeciwko Francji, na zawsze pozostanie legendarna. ,,Zdobyłem mistrzostwo Polski, Puchar Polski, medal mistrzostw świata. Jako gwiazda młodego pokolenia troszkę mi w główce zaszumiało, ale na szczęście przyszła pokora. Uważam, że miałem wspaniałą karierę i osiągnąłem bardzo dużo.” Janusz Kupcewicz dołączył do takich osobistości jak Kazimierz Deyna czy Włodzimierz Smolarek i teraz razem grają gdzieś mecz, bez pośpiechu czekając na nas wszystkich.

Osiągnięcia i statystyki:

Osiągnięcia klubowe:

Arka Gdynia

Puchar Polski (1x) – 1978/79

Lech Poznań

Mistrzostwo (1x) – 1982/83

Osiągnięcia Reprezentacyjne:

3 miejsce Mistrzostw Świata (1x) – 1982

2

@LukaszFan No właśnie! Zgadzam się z tobą w stu procentach. Za jego czasów defensywa nie była monolitem, no może poza catenaccio...

18

Rekord pobity!

Dokładnie 12 lat temu Leo Messi pobił rekord Gerda Müllera w ilości bramek strzelonych w jednym roku kalendarzowym. Dotychczasowy rekordzista zdobył ich 85. W meczu FC Barcelony z Betisem Sewilla w 15-tej kolejce Primera Division Argentyńczyk strzelił jednak dwa gole i z wynikiem 86 trafień w 2012 roku wyprzedził Niemca. Pierwszą bramkę zdobył już po 15 minutach czym wyrównał rekord niemieckiego "Bombera Der Nation", a samodzielnym liderem klasyfikacji wszech czasów został w 24 minucie. Müller gratulował, ale twierdził, że dziś strzeliłby więcej goli. ,,On zasłużył na to, aby mnie wyprzedzić. Ale z defensywą jaka jest w dzisiejszym futbolu, łatwiej jest strzelać bramki”- powiedziała niemiecka gwiazda dla ,,La Gazzetta dello Sport”.


@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson
@Sysia11

1

@misterio Eliminacji nie było. Poniżej w komentarzu masz opisaną historie

1

@Mitch_Atleta To nie są żadne prehistoryczne czasy a ni tym bardziej amatorskie. W Pucharze Miast Targowych jak sama nazwa wskazuje wystepowały reprezentacje tych miast ale również i największe kluby z tychże miast. Jedynym niezaprzeczalnym faktem jest najniższy prestiż tego europejskiego pucharu w porównaniu do dwóch pozostałych.
Tutaj masz historie tego pucharu: https://rfbl.pl/tabela-wszech-czasow-pucharu-miast-targowych/

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?