FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
11
Cudowne wspomnienia, cudowna ekipa:
Kochani cules, 18 grudnia 2011 r. FC Barcelona pokonała FC Santos 4:0 w finale Klubowych Mistrzostw Świata, po 2 golach Messiego oraz Xaviego i Fabregasa. Blaugrana była pierwszą drużyną, która dwukrotnie wygrała te rozgrywki(nie licząc Pucharu Interkontynentalnego). W finale Barça po znakomitym meczu rozgromiła Santos 4:0. W ekipie brazylijskiej grał Neymar, lecz sam nie był w stanie przeciwstawić się supremacji Katalończyków. Messi dzięki dwóm finałowym golom wyrównał osiągnięcie Pedro z 2009 r., strzelając gola w 6 różnych rozgrywkach w jednym roku kalendarzowym.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Stinger_
8
Wybitne postacie Dumy Katalonii:
18 grudnia 1977 r. prezydent FC Barcelony zrezygnował ze stanowiska. Agusti Montal był ekonomistą i synem jednego z poprzednich prezydentów Barçy. Jego rodzina zajmowała się przemysłem włókienniczym. W 1969 r. został prezydentem klubu, pokonując Pedro Bareta stosunkiem głosów 126 do 112. W tamtych czasach prezydenta Barcelony wybierali oficjalni przedstawiciele a nie sami socios. W 1973 r. został wybrany na drugą kadencje wygrywając z Luisem Casacubertą 902 do 340. Jednym z powodów, dla których zwyciężył tak zdecydowanie było sprowadzenie do klubu Johana Cruijffa. W czasie sprawowania urzędu przez Montala otwarto hale Palau Blaugrana i Palau Blaugrana 2, zainstalowano elektroniczną tablice wyników i oświetlenie na Camp Nou. Montal walczył z reżimem Franco i przeforsował projekt nowego hymnu klubowego po katalońsku, używanego aż do dzisiaj. Poza tym w języku katalońskim zaczął ukazywać się oficjalny biuletyn klubu i informacje prezentowane przez megafony podczas meczu. Za jego kadencji poza Cruijffem sprowadzono również Johana Neeskensa, Hugo Sotila i przede wszystkim legendarnego Rinusa Michelsa, który wywalczył z klubem mistrzostwo kraju w 1974 r. po 14 latach bez tego trofeum. W 1977 r. zrezygnował z funkcji prezydenta na rzecz wiceprezydenta Raimona Carrasco, który sprawował ten urząd do kolejnych wyborów w 1978 r.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
1
@Luciano99 To jest bardzo poważne pomówienie, nie poparte absolutnie żadnymi dowodami!
1
@Kapitan hawk A co to niby ma znaczyć: Ile Messi zapłacił za zdobycie Mistrzostwa Świata?
10
Blaugrana w europejskich pucharach:
18 grudnia 1963 r. FC Barcelona przegrała w Lozannie dodatkowy mecz 1/8 Pucharu Zdobywców Pucharów z Hamburger SV 2:3 i odpadła z tychże rozgrywek. Gole zdobyli: Bähre i Seeler(2) dla Niemców oraz 2 gole znakomity Sandor Kocsis dla Blaugrany. Kocsis strzelił nawet gola na 2:1 dla Barçy w 66 minucie, jednak neutralny teren okazał się pechowy i do ćwierćfinału awansowali Niemcy.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
12
,,Kolejorz” przełamuje złą passe:
17 grudnia 2008 r. Lech Poznań pokonuje na wyjeździe Feyenoord Rotterdam 0:1 w grupowych rozgrywkach Pucharu UEFA. Do sześciu razy sztuka. Przed Lechem w europejskich pucharach aż pięć polskich drużyn rywalizowało z Feyenoordem i żadna nie wyszła z tej potyczki zwycięsko. Co więcej, ani jednej ekipie znad Wisły nie udało się wygrać na słynnym De Kuip w Rotterdamie. Zespół prowadzony przez Franciszka Smudę zapisał się więc w historii naszego futbolu, a co więcej – dzięki temu zapewnił sobie miejsce w 1/16 finału Pucharu UEFA. Przed meczem wydawało się, że do osiągnięcia tego celu poznaniacy potrzebowali będą co najmniej dwubramkowej przewagi, ale korzystny wynik w La Coruñi (gdzie Deportivo pokonało AS Nancy 1:0) sprawił, że także Kolejorz znalazł się na premiowanym awansem miejscu w tabeli.
@Adran360
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
1
@FcPortoFan1999 Zgadza sie. Akurat wówczas nie ,,szalałem" tak za Widzewem ale to prawda, zarówno Lech jak i Legia były mocne...
16
Pamiętajmy o rodzimych legendach ekstraklasy:
17 grudnia 1966 r. urodził się napastnik Jerzy Podbrożny. Długo trwało oczekiwanie na kolejnego członka ,,Klubu 100” w Ekstraklasie po Andrzeju Szarmachu. Klątwe tę przełamali dopiero w odstępie kilku tygodni Marek Koniarek oraz Jerzy Podbrożny. Ten pierwszy zatrzymał się jednak niewiele dalej w swoim dorobku. Drugi zaś poszedł aż w okolice pierwszej ,,10” w klasyfikacji strzelców wszechczasów. Nikt w dekadzie jego gry nie strzelił tylu goli, co właśnie Podbrożny. Jest on jedynym zawodnikiem w Klubie 100, który strzelał gole aż dla 7 klubów. Ze wszystkich drużyn, w których zagrał, nie udało mu się pokonać bramkarzy tylko w barwach Wisły Płock oraz Świtu Nowy Dwór Mazowiecki ale popularny ,,Gumiś” trafił tam już pod sam koniec kariery. Następny na liście Marcin Robak ma w dorobku 6 klubów. Szczególnie jedna zmiana przynależności klubowej w przypadku Podbrożnego była pamiętna. Zawodnik ten wywalczył z Lechem Poznań mistrzostwo Polski w 1993 roku, po czym odszedł do Legii. Działo się to jednak w dość trudnym okresie dla polskiej piłki. Tamtą edycje rozgrywek formalnie na pierwszym miejscu skończyli bowiem ,,Wojskowi”. Władze PZPN dopatrzyły się jednak w ich postawie niesportowego zachowania i ukarały klub anulowaniem ostatniego meczu. W związku z tym na pierwszą pozycje wskoczył ,,Kolejorz”. Zarówno w tej odsłonie rozgrywek, jak i poprzedzającej, Podbrożny został królem strzelców rozgrywek. Był on pierwszym zawodnikiem od czasów Kazimierza Kmiecika z koroną w dwóch sezonach z rzędu. Co więcej Podbrożny z miejsca, w barwach Legii, zmienił się w głównego prześladowcę Lecha. W pięciu starciach z tym rywalem strzelił 5 goli. W tym zawiera się hattrick oraz gol na 1:1 zdobyty w 90 minucie.
Przy napiętych stosunkach między kibicami obu klubów, w Warszawie ,,Gumiś” wyrósł na bohatera pierwszej wody. W Poznaniu stał się zaś wrogiem publicznym numer jeden! W ,,Kolejorzu” w obu sezonach, gdy zostawał królem strzelców, wywalczył mistrzostwo Polski. W Legii także zdobył 2 tytuły. Dzięki temu został pierwszym piłkarzem(po piłkarzach Górnika Zabrze grających w latach osiemdziesiątych) z tytułem mistrzowskim w czterech sezonach z rzędu. Jego wynik wyrównał dopiero Kasper Hamalainen w latach 2015-2018. Podbrożny dołożył do tego też 2 Puchary Polski i Superpuchary Polski. Ponadto na jego koncie znajdują się wicemistrzostwa Polski(z Legią i Pogonią), brązowy medal(z Amiką Wronki) oraz finał Pucharu Polski również z Amiką. W pierwszych 6 sezonach, w których wystąpił w Ekstraklasie, strzelił łącznie 100 goli. W pięciu edycjach z rzędu jego dorobek nie spadł poniżej 14 goli. Potem wyjechał do Hiszpanii oraz USA. Za Oceanem w barwach Chicago Fire dołączył do swej kolekcji mistrzostwo oraz puchar tego kraju. Po powrocie już nie należał do czołowych strzelców ligi. Nadal jednak gwarantował kilka goli na sezon. Z upodobaniem za to zaczął zmieniać kluby. W ciągu 3,5 roku zaliczył aż 6 drużyn! W niektórych z nich grał tylko w jednej rundzie. W europejskich pucharach jego największym osiągnięciem jest ćwierćfinał Ligi Mistrzów z Legią. To on strzelił zwycięskie gole w eliminacjach z IFK Göteborg oraz w meczu grupowym z Blackburn Rovers. W reprezentacji Polski natomiast miał okazje zagrać tylko 6 razy, nie strzelając żadnego gola. Po zakończeniu kariery wyczynowej występował jako grający trener w niższych ligach. Potem pracował jako szkoleniowiec oraz dyrektor sportowy, między innymi w Resovii. Ma za sobą także nieudany start w wyborach parlamentarnych.
@Symson
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Lahey
@FcPortoFan1999
@Adran360
9
@FCBparasiempre
17 grudnia 1944 roku urodził się znakomity węgierski napastnik Ferenc Bene. W wieku 14 lat zaczął grać w piłkę nożną w Marcali Medosz. Na sezon 1960-61 przeniósł się do Kaposvári Kinizsi, gdzie został również powołany do kadry narodowej juniorów. Następnie w 1961 roku, jako nastolatek, przeniósł się do Budapesztu, by grać z Újpesti Dózsa, gdzie mógł rozwijać swoją klasę. Odtąd przez 17 lat kontynuował grę w piłkę nożną z „fioletowymi białymi”. Węgry nadal miały kilku świetnych graczy w latach 60-tych. W Újpesti TE's (wtedy Újpesti Dózsa) Bene został uznany przez wielu kibiców za najlepszego. Bene był rasowym napastnikiem z dobrą techniką, który był również bardzo szybki. Ze swoim klubem został ośmiokrotnym mistrzem kraju i trzykrotnym zdobywcą pucharu. Bene został także pięciokrotnie królem strzelców węgierskiej pierwszej ligi. Podczas swojej kariery w Újpest rozegrał 418 ligowych występów i strzelił 303 gole, co plasuje go na trzecim miejscu wśród najlepszych strzelców wszechczasów klubu, po Szusza Ferencu (392) i Zsengellér Gyula (368). Był także członkiem drużyny Újpest, która dotarła do półfinału Pucharu Mistrzów Krajowych 1974 i finału Pucharu Miast Targowych 1969. Po pobycie w Újpest był nadal aktywny jako zawodnik Volán SC Budapest (Div.II), Domsodi Vizugu, Sepsi 78 Seinäioki Palloousera w Finlandii (gdzie rozegrał 39 meczów i strzelił 10 bramek), Soroksári VOSE i wreszcie Kecskemét SC, gdzie zakończył karierę jako zawodnik w 1985 roku. Kiedy 14 października 1962 roku zadebiutował w narodowej jedenastce przeciwko Jugosławii (przegrał u siebie 0:1), nikt nie mógł sobie wyobrazić, że zostanie jednym z kluczowych węgierskich graczy swoich czasów. Grając jako środkowy napastnik dla Újpesti, w reprezentacji stworzył słynny duet jako prawy skrzydłowy ze środkowym napastnikiem Albertem Flóriánem, kolejną legendą węgierskiego futbolu. Bene został wybrany na Igrzyska Olimpijskie w Tokio w 1964 roku (złoty medal, 5 rozegranych meczów i król strzelców z 12 golami). Tam zrobił duże wrażenie i strzelił sześć goli przeciwko Maroku. Był także w kadrze na Mistrzostwa Świata 1966 w Anglii, z którą doszedł do ćwierćfinału (4 rozegrane mecze i 4 gole!). W 1964 roku zdobył również brązowy medal z węgierską jedenastką na Mistrzostwach Europy w Hiszpanii (5 meczów i 3 gole) i to w dużej mierze dzięki jego wysublimowanym umiejętnościom i zabójczej sile Węgry zajęły trzecie miejsce. Jego międzynarodowa kariera w reprezentacji Węgier trwała od 14.10.1962 do 12.09.1979 (ostatni mecz wygrał 2:1 z Czechosłowacją). Trzykrotnie był wybierany do kadry Europy. 1 maja 1972 roku „Europa” wygrała w Hamburgu z Hamburger SV 7:3, 3 października w Bazylei przegrała z USA 2:0, a 31 października 193 roku w Barcelonie zremisowała z USA 4:4.
Najbardziej pamiętnym momentem Bene na międzynarodowej scenie piłkarskiej był prawdopodobnie mecz na ,,Goodison Park” podczas Mistrzostw Świata w Anglii w 1966 roku, kiedy Ferenc w drugiej minucie meczu z Brazylią w pojedynkę doszedł do linii bramkowej, mijając kilku brazylijskich obrońców a następnie otworzył wynik piękną bramką zdobytą słabszą lewą nogą. W tym samym meczu wywalczył rzut karnym, który wykorzystał Mészöly Kálmán, dzięki czemu zwycięstwo 3:1 stało się faktem. Była to również pierwsza porażka Brazylii w meczu mistrzostw świata, po porażce z Węgrami w 1954 roku. W 1985 roku zakończył karierę jako zawodnik w wieku 41 lat. Następnie płynnie przeszedł do kariery trenera piłki nożnej, zajmując liczne stanowiska w klubie, z którym był synonimem, Újpest, w tym trenera i dyrektora generalnego. W 1988 roku był aktywny w sztabie kadry narodowej i rozpoczął pracę jako trener norweskiej Vagarkameratene, a następnie w latach 1995 i 1996 asystował trenerowi Dunai Antalowi jako asystent trenera w przygotowaniach do rozgrywek piłkarskich U-19. Igrzyska Olimpijskie w Atlancie w 1996 roku. Następnie poszerzył swoje horyzonty, trenując kobiecą drużynę László Kórház, a od lata 2004 roku nawet narodową drużynę Beach Football Team, pokazując swoje możliwości młodszemu pokoleniu. Jego starania w wielorakich działaniach przez te wszystkie lata nie pozostały niezauważone i 4 września 2005 roku został drugim po Szuszy Ferencu piłkarzem, który został honorowym obywatelem Újpest. Jednak w grudniu 2005 roku, tuż przed Bożym Narodzeniem, uległ poważnemu upadkowi na tafli lodu i kilka dni później jego obrażenia wymagały hospitalizacji. Zdiagnozowano u niego ciężki krwotok wewnętrzny w jednej z nóg i po kilku operacjach trafił na ponad miesiąc na intensywną terapię w Árpád Kórház w Budapeszcie. Bene zmarł w szpitalu 27 lutego 2006 roku . Miał zaledwie 61 lat. Reprezentował legendarne węgierskie tradycje piłkarskie i był jednym z ostatnich węgierskich napastników światowej klasy. Jego były kolega z drużyny, Dunai Antal , powiedział o nim: „Był niesamowity, był zawodnikiem, który kochał trenować. Nie było rzadkością, że czasami godzinami ćwiczył określony rodzaj strzału. Naprawdę był wojownikiem, który nigdy się nie poddawał i chcieliśmy po prostu wygrać. To dodało nam energii”. Kolejna węgierska ikona, Kereki Zoltán wspomina z dumą Bene: „Był idolem mojego pokolenia, był niezwykle wysportowany” - powiedział.
Sukcesy klubowe :
* 8-krotny mistrz Węgier z Újpesti Dózsa (1969, 1970, 1971, 1972, 1973, 1974, 1975 i 1978)
* 3-krotny zdobywca Pucharu Węgier z Újpesti Dózsa (1969, 1971 i 1975)
* 5-krotny król strzelców w lidze węgierskiej (1963, 1969, 1972, 1973 i 1975 - 23, 27, 29, 23 i 20 bramek).
* Piłkarz Roku 1969.
Reprezentacyjne :
* 76 występów
* 36 goli
* Złoty medal Igrzyska Olimpijskie Tokio 1964
* Król strzelców Igrzysk Olimpijskich Tokio 1964 z 12 bramkami.
* Brązowy medal Mistrzostw Europy Hiszpania 1964.
9
Wybitne legendy nie tylko węgierskiego futbolu:
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
7
@FCBparasiempre
W połowie maja 2018 r. brytyjskie, a za nimi światowe media sportowe poinformowały o śmierci Raya Wilsona. Urodzony 17 grudnia 1934 roku zawodnik uznawany był w latach 60-tych za jednego z najlepszych lewych obrońców na świecie. Swoją klasę potwierdził na Mistrzostwach Świata w 1966 roku, zdobywając z drużyną „Synów Albionu” tytuł najlepszej drużyny globu. Przyjrzyjmy się jego biografii. W rzeczywistości nazywał się Ramon Wilson. Imię otrzymał na cześć niezwykle popularnego w latach 20. i 30. meksykańskiego aktora Ramona Novarro. Gwiazda srebrnego ekranu znana była z takich filmów jak „Scaramouche” i „Ben Hur”. Trudno powiedzieć, w jakim stopniu ceniony był wśród mieszkańców Shirebrook w hrabstwie Derbyshire ale imię przypadło do gustu rodzicom przyszłego reprezentanta Anglii. Jego ojciec musiał przedwcześnie przerwać pracę górnika z powodu poważnego wypadku, a gdy Ray był jeszcze dzieckiem, Wilsonowie postanowili się rozwieść. Matka chłopca zmarła, gdy ten miał 16 lat. Mimo trudności i życia w biedzie Ray Wilson był szczęśliwy, gdy tylko mógł grać w piłkę. Przepełniony nieustanną chęcią zwycięstw Ray był gwiazdą meczów rozgrywanych w czasie przerw w szkole. Mimo tego nie był wybierany do oficjalnej szkolnej drużyny z powodu niskiego wzrostu. Sytuacja zmieniła się, gdy nauczyciel zachorował i chłopcy sami wybrali skład spomiędzy siebie. Raya ustawiono wówczas na lewym skrzydle. Doświadczenie zdobyte na tej pozycji pozwoliło mu w przyszłości udoskonalić swoją grę na lewej stronie obrony. Jako junior grał dla East Derbyshire Boys, Shirebrook Victoria i Langwith Junction. Treningi i mecze musiał godzić z pracą fizyczną na stacji kolejowej. Szybko został zauważony przez skauta Huddersfield Town (oczywiście podczas meczów, a nie w czasie pracy przy trakcji). Niestety, zanim trafił do pierwszej drużyny, przyszło powołanie do wojska. Dwuletnia służba w Egipcie nie przeszkodziła mu jednak w podpisaniu profesjonalnego kontraktu z „The Terriers”. W 1952 roku złożył podpis pod umową, ale na debiut przyszło mu czekać aż do jesieni 1955 roku i meczu z Manchesterem United. Trenerem, który zaczął zdecydowanie stawiać na Wilsona, był nie kto inny, tylko słynny Bill Shankly. To właśnie twórca późniejszych sukcesów Liverpoolu postanowił na stałe przesunąć Raya z lewego skrzydła na lewą obronę, licząc na jego siłę fizyczną (czyżby efekt pracy na kolei?). W tym czasie w Huddersfield zebrał się naprawdę niezły skład: Denis Law, Bill McGarry, Les Massie, John Coddington i Kevin McHale. Klubowi nie udało się niestety nawiązać do sukcesów z lat 20., gdy trzykrotnie zdobywał mistrzostwo Anglii. Z czasem odeszli i Shankly i Dennis Law i w końcu również Ray Wilson. Gdy w 1964 roku Wilson przenosił się do Evertonu, był już cenionym reprezentantem Anglli. Debiut w narodowych barwach zaliczył w 1960 roku w spotkaniu przeciwko Szkocji. Co ciekawe, jego klub grał wówczas w II lidze, więc powołanie do kadry było niezwykłym wyróżnieniem. W 1962 roku znalazł się w składzie na Mistrzostwa Świata w Chile w zastępstwie kontuzjowanego Micka McNeilla z Middlesbrough. Wystąpił tam we wszystkich meczach Anglików: z Węgrami, Argentyną i Bułgarią w grupie oraz w przegranym ćwierćfinale z Brazylią. Do dziś rekord występów w reprezentacji spośród zawodników Huddersfield należy do Wilsona. Jest on również ostatnim graczem „Terierów”, który wystąpił w angielskich barwach na Mundialu. Okoliczności jego przenosin na Goodison Park był dość burzliwe. Wilson, mając dość przeciętności „The Terriers”, chciał odejść z klubu. Pokłócił się z Eddie Bootem, następcą Shankly’ego na Leeds Road (ówczesny stadion Huddersfield) podczas negocjacji umowy. Sytuacje załagodziło 35 000 £, które Everton przelał na konto dotychczasowego klubu Wilsona. Dodatkowo w przeciwną stronę niż Ray powędrował młodzieżowy reprezentant Irlandii Mick Meagan.
Początki w klubie z Liverpoolu nie były łatwe. Wysokie wymagania na treningach stanowiły spore wyzwanie dla gracza, który zbliżał się do 30. urodzin. Pamiętajmy, że to zupełnie inne czasy i futboliści nie mieli takich możliwości regeneracyjnych, jakimi dysponują w XXI wieku. Obciążenia szybko dały o sobie znać i Wilson musiał pauzować aż 4 miesiące z powodu urazu biodra. Po kontuzji stał się jednak jednym z najlepszych zawodników klubu, który zakończył sezon na niezłym, 4. miejscu. Rok 1966 okazał się najlepszym karierze Ramona Wilsona. 14 maja w fascynującym finale Pucharu Anglii na Wembley jego Everton pokonał Sheffield Wednesday 3:2, choć przegrywał 0:2. Dziesięć tygodni później, na tym samym stadionie, Wilson miał doświadczyć triumfu, który dany był tylko jednemu pokoleniu angielskich piłkarzy. Reprezentacja „Ojczyzny futbolu” pokonała w finale Mistrzostw Świata RFN 4:2. Bohaterem tego pamiętnego meczu był oczywiście strzelec hat-tricka Geoffrey Hurst. O Wilsonie jednak też mówiło się sporo, ponieważ mając 32 lata, był najstarszym członkiem angielskiej drużyny. Na kultowym zdjęciu, na którym Booby Moore podnosi Złotą Nike, a sam niesiony jest przez trzech kolegów z zespołu, Ray Wilson znajduje się z prawej strony. Fotografia stała się inspiracją do powstania niemniej słynnego pomnika „The World Cup Sculpture”. Statua znajdująca się w pobliżu rozebranego stadionu West Ham United w Boleyn Ground (Upton Park) w londyńskiej dzielnicy Newham wyrzeźbiona została przez królewskiego rzeźbiarza Philipa Jacksona. Wilson jest jedyną postacią ukazaną na pomniku niezwiązaną z West Hamem. Postali dwaj piłkarze to Hurst i Martin Peters, legendy drużyny „Młotów”. Wielu obserwatorów spodziewało się, że po takim sukcesie Wilson zakończy reprezentacyjną karierą. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Obrońca Evertonu decyzję taką podjął dopiero dwa lata później po mistrzostwach Europy, w których Anglicy zajęli III miejsce. W ostatnim spotkaniu z jego udziałem „Synowie Albionu” pokonali ZSRR 2:0. Na pewno na jego decyzję wpływ miało pojawienie się w kadrze młodego obrońcy Leeds United Terry’ego Coopera. Wilson rozegrał w kadrze 63 spotkania, co przez długi czas było najlepszym wynikiem wśród obrońców. Rekord ten później został pobity przez Kenny’ego Sansoma. W późnych latach sześćdziesiątych kariera klubowa Raya również zaczynała zmierzać ku końcowi. Po tym, jak skręcił kolano w 1969 roku, stracił jeden ze swoich największych atutów – szybkość. Latem przeniósł się do Oldham Athletic. Na odchodne legendarny trener „The Toffees” Harry Catterick powiedział o nim, że to największy profesjonalista, jakiego kiedykolwiek znał. W Oldham z miejsca został kapitanem klubu, jednak znów kiepskie zdrowie dało o sobie znać. Kolejna kontuzja była chyba ostatecznym sygnałem, że pora kończyć grę na tak wysokich obrotach. W sezonie 1970/1971 Wilson przyjął ofertę grającego menadżera Bradford City, klubu grającego na trzecim poziomie rozgrywek, w którym wystąpił tylko w kilku meczach. Wilson szybko jednak uznał, że ławka trenerska to nie jest jego żywioł. Odnalazł się w dość specyficznym biznesie, jakim jest branża pogrzebowa, dołączając do firmy swojego teścia w Outlane, niedaleko Huddersfield. Po śmierci właściciela przejął przedsiębiorstwo, które funkcjonowało bardzo sprawnie, a sam Ray przeszedł na emeryturę w roku 1997 roku. Nie był pierwszym i nie ostatnim piłkarzem, który po zakończeniu kariery wybrał nietypowy zawód. W roku 2000 wraz z kolegami z mistrzowskiej drużyny Rogerem Huntem, Georgem Cohenem, Nobby Stilesem i Alanem Ballem otrzymali Order Imperium Brytyjskiego (MBE) za zasługi na rzecz futbolu. Przyznanie tego odznaczenia poprzedzone było głośną kampanią medialną, w której podkreślano, że akurat tych czterech mistrzów świata nigdy nie zostało należycie docenionych. Minęły zaledwie cztery lata od tej miłej uroczystości, gdy u Raya Wilsona zdiagnozowano chorobę Alzheimera. Co ciekawe, a przede wszystkim smutne, na tę samą przypadłość z czasem zapadli inni członkowie złotej ekipy z 1966 – wspomniani już tu, Nobby Stiles i Martin Peters. Większość lekarzy uważa, że przyczyną tej strasznej choroby u byłych piłkarzy może być zagrywanie piłek głową. Nie bez znaczenia jest też fakt, że w latach 60. i 70. futbolówki nie należały do najlżejszych, szczególnie gdy nasiąknęły wodą. Wilson z chorobą zmagał się aż do końca życia. Mimo tego nie rezygnował z odwiedzania stadionu Huddersfield. Najczęściej towarzyszył mój jego syn, Russell.
„The Terriers” również pamiętali o swoim najsłynniejszym zawodniku. 30 lipca 2016 r., pięćdziesiąt lat po tym, jak Anglicy wznieśli Puchar Świata, Huddersfield Town wydał na jego cześć nowy zestaw trzecich strojów na sezon 2016–17. Komplet został wyprodukowany z metką „Legends Are Rarely Made”. Czerwoną koszulkę na cześć zwycięskich strojów mistrzów świata z 1966 roku zdobił biały podpis Wilsona tuż pod kołnierzem z tyłu i poniżej białego herbu z przodu. Dwaj synowie Raya i jego żona wydali oświadczenie przy okazji prezentacji nowych strojów: „Jesteśmy bardzo wdzięczni i zaszczyceni, że Huddersfield Town postanowiło uhonorować naszego ojca tym kompletem strojów. Rozmawialiśmy z nim o tym i jest absolutnie zachwycony. Ray często wspomina swoją karierę, a zwłaszcza przyjemny czas w Huddersfield. Chcielibyśmy podziękować klubowi za ten hołd i dodać, że wspaniale jest wiedzieć, że Ray jest tak dobrze pamiętany”. Warto dodać, że dla Huddersfield Ray zagrał 283 razy i strzelił 6 goli. Jeśli chodzi o występy w Evertonie, to uzbierał ich 116, ale tam też pamięć o nim jest żywa. To właśnie dzień meczu Huddersfield z Evertonem ogłoszono „Ray Wilson Day”. Już po śmierci Wilsona swojego kolegę z „The Toffees” wspominał Joe Royle, gwiazda klubu z przełomu lat 60. i 70.: „Grając z nim, wiedziałeś, że masz w składzie szybkiego byłego skrzydłowego, który z pewnością nie da się wyprzedzić. Ray doprowadził do powstania nowego gatunku bocznych obrońców. Przed Rayem wszyscy byli „wartownikami”, dużymi, wysokimi chłopami. Był wtedy najlepszy na swojej pozycji. I był świetnym facetem, zawsze z uśmiechem lub pomocnym słowem. Grałem z Rayem i to było jak słuchanie maestro. Znał się na swojej robocie”. Opinie tego typu nie były odosobnione. Ray Wilson w rzeczywistości był jednym z najlepszych lewych obrońców w historii. Być może niektórym to imię i nazwisko kojarzy się z byłym wokalistą zespołu Genesis, innym z brytyjskim żużlowcem z lat 70. ale dla fanów piłki nożnej Ray Wilson to na zawsze członek mistrzowskiej drużyny „Synów Albionu”.
7
Wybitne legendy brytyjskiego futbolu:
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
10
Wybitne legendy rodzimego futbolu:
17 grudnia 1933 r. urodził się Stefan Florenski, głównie obrońca. Florenski był prekursorem gry wślizgami. Pochodził z Sośnicy, ze śląskiej, górniczej rodziny, w której nie było tradycji sportowych. Tuż po wojnie zaczął treningi w miejscowym klubie. Na początku grał jako napastnik i strzelał sporo goli. W 1956 r. A-klasowa Sośnica przegrała z Górnikiem w sparingu 0:8, ale Florenski pokazał się z na tyle dobrej strony, że ówczesny trener zabrzan Augustyn Dziwisz chciał go mieć u siebie. Prezesem Sośnicy był wówczas Władysław Lubański – ojciec słynniejszego Włodka. Poradził młodemu chłopakowi, że lepiej, żeby przeszedł do drugoligowego Piasta, bo w Zabrzu może wpaść w nieodpowiednie towarzystwo. Florenski liczył się z jego zdaniem, bo prezes był też sztygarem w kopalni, w której pracował i dał mu na tyle lekką pracę, żeby mógł jednocześnie trenować i grać. Ostatecznie jednak po długich namowach przeszedł do Górnika. Zadebiutował 3 lutego 1957 r. w drugiej rundzie Pucharu Sportu w meczu ze Stalą Huta Kościuszko. Górnik wygrał 4:1, a młody obrońca zebrał pochlebne recenzje. Jego kariera zaczęła przyspieszać. W tym samym sezonie świętował z zespołem pierwszy w historii mistrzowski tytuł. Zaliczył debiut w reprezentacji 29 września 1957 r. w meczu z Bułgarią a już kilka tygodni później brał udział w pamiętnych bojach z ZSRR. Był w składzie na igrzyska olimpijskie w Rzymie ale tuż przed turniejem, w jednym ze sparingów złamał nogę i całą imprezę przeleżał z nogą w gipsie w hotelowym pokoju. Ostatni mecz w barwach Górnika zagrał miesiąc przed 37. urodzinami. W sumie dziewięciokrotnie(!) zdobył z zespołem mistrzostwo kraju (1957, 1959, 1961, 1963, 1964, 1965, 1966, 1967, 1971) i pięciokrotnie puchar Polski (1965, 1968, 1969, 1970, 1971). Grał w trzecim meczu z AS Romą i w finale z Pucharu Zdobywców Pucharów z Manchesterem City. W Reprezentacji rozegrał 11 meczów.
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@Ogorinho1974 Aj! Przepraszam! Naturalnie że przed przerwą. Poprzez wczorajsze emocje i troche brak czasu teraz nie sprawdziłem tego jeszcze raz dokładnie...
8
Zaskakująca porażka:
17 grudnia 2006 r. FC Barcelona przegrała z Internacional Porto Alegre 1:0 w finale Klubowych Mistrzostw Świata. ,,Nie należy mówić że jest się najlepszym, trzeba być najlepszym” – tak przed finałowym meczem w Klubowych Mistrzostwach Świata wypowiedział się Frank Rijkaard, podkreślając że bez dobrej gry nie wygrywa się trofeów. Niestety wydarzenia boiskowe potwierdziły obawy trenera. Nie licząc końcówki pierwszej połowy i trzech sytuacji między 72 a 74 minutą, Blaugrana osłabiona brakiem Eto’o i Messiego prezentowała się słabo. Najlepszy na boisku Pedro Iarley wyprowadził perfekcyjną kontre i to po jego dośrodkowaniu gola strzelił Luiz Adriano. Do końca meczu pozostało 10 minut, lecz jedynym pomysłem Barçy było granie długich piłek na niskiego Giuly’ego. Katalończycy na brakujący tytuł musieli czekać kolejne 3 lata.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
2
Panie i Panowie. 16 grudnia 2024, Stadion Olimpijski w Rzymie i mecz, który ogladałem, przejdzie do historii nie tylko włoskiego ale i światowego futbolu! Oglądałem mecz ale jakżesz dwie kompletnie inne połowy! Chodzi mi oczywiście o starcie Lazio z Interem, gdzie (patrząc na końcowy wynik) to o dziwo Lazio było lepsze w pierwszej połowie ale tajemnicza kontuzja nieznanego mi Mario Gila kompletnie odwróciła losy meczu i to jak odwróciła!? Jak żyje to nie pamiętam aby w Serie A w drugiej połowie jedna drużyna zaaplikowała przeciwnikowi grającemu u siebie aż 6 goli! Co za kuriozalny mecz! Chyba byłem świadkiem jakiegoś rekordu? Pomijając już kłopoty Lazio, to Inter ma taką ławke rezerwowych i taki potencjał że właściwie jest niemal skazany na dojście do finału Ligi Mistrzów ale znając życie(futbolowe) to może już odpaść w ćwierćfinale tychże rozgrywek...
2
@misterio A jeżeli chodzi o ścisłość to: Atletico! bez h
10
Spektakularny ,,Kolejorz”!
16 grudnia 2010 roku Lech Poznań pokonuje na wyjeździe Red Bull Salzburg 0:1. Dzięki temu zwycięstwu wychodzi z fazy grupowej Ligi Europy. Rywalizował w niej także z Juventusem Turyn i Manchesterem City. "Kolejorz" grał w pucharach po wywalczeniu tytułu mistrza Polski a ten udało się zdobyć przy wspaniałej postawie Roberta Lewandowskiego. Po zakończeniu ligi odszedł on do Borussii Dortmund. Po remisie z Juventusem sytuacja była nadzwyczaj interesująca. Manchester zgromadził 10 a Lech miał w dorobku 8 punktów. Juventus tylko 5. Red Bull się już nie liczył. Poznaniacy aby myśleć o wyjściu z grupy musieli przynajmniej zremisować, na wyjeździe, z zespołem z Austrii. Mecz rozstrzygnął się w 30 minucie. Ze środka boiska Injac podał, na lewą stronę pola karnego, do Peszki. Ten wycofał lekko do tyłu do Semira Stilicia. Zawodnik Kolejorza, pięknym uderzeniem w długi róg bramki, pokonał bramkarza gospodarzy. „Chciałbym przede wszystkim podziękować moim piłkarzom za trzy punkty oraz kibicom za niesamowity doping. Nie jestem żadnym cudotwórcą. Jednak zwycięstwo trzeba też zadedykować trenerowi Zielińskiemu” - powiedział Bakero.
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson
7
Czy wiemy że…
16 grudnia 1899 r. w Fiaschetteria Toscana na ulicy Berchet założono AC Milan, Klubowy Mistrz Świata 2007, zdobywca Ligi Mistrzów/Pucharu Europy 1963, 1969, 1989, 1990, 1994, 2003, 2007, i 18-krotny mistrz Włoch. Kilpin, Allison oraz Davies- to trzej Anglicy którzy wpadli na pomysł stworzenia klubu i przedstawili swoją ideę biznesmenom Edwardsowi Nathanowi i Barnettowi którzy wsparli inicjatywę.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@Lahey
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
7
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
16 grudnia 1922 r. urodził się Józef Kohut, napastnik. Wisła Kraków miała szczęście do znakomitych napastników. Henryk Reyman był pierwszym piłkarzem, który strzelił w lidze 100 goli. Niewiele ustępował mu potem skutecznością Artur Woźniak. Po II wojnie światowej pierwsze skrzypce w ataku Białej Gwiazdy zaczął odgrywać ich następca – Józef Kohut, chłopak rodem z grodu pod Wawelem. W dodatku posiadł rekord, jakiego nie mieli w dorobku ci dwaj pozostali gracze ani żaden z innych napastników w lidze. W czasie okupacji z lubością podglądali go nawet Niemcy, którzy darzyli szacunkiem jego fantazje oraz waleczność. Nic zatem dziwnego że w pierwszych powojennych sezonach to on był czołowym strzelcem w kraju. Szczególnie zabłysnął w edycji rozgrywanej w 1948 roku. Dzięki temu jest do dziś ostatnim piłkarzem w historii, który przekroczył bariere 30 goli w jednym sezonie. Nikt od tego czasu nie zbliżył się do uzyskanej wówczas prze niego średniej goli na kolejke – 1,11. Z tamtej edycji pochodzi też jego wciąż niepobity rekord. Kohut jako jedyny w historii w 3 kolejnych meczach Ekstraklasy popisał się hattrickiem! Do dziś jest jedynym piłkarzem w historii ligi z takim wyczynem na koncie. Był zresztą wtedy w niespotykanym gazie. W pięciu sąsiadujących ze sobą kolejkach aż 4 razy popisał się hattrickiem, raz poprzestał zaś na dublecie. Nikt inny nie miał równej passy. Jest tez autorem jednego z najszybszych goli w historii ligi. Już w 12 sekundzie pokonał bramkarza Legii. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 8:0 a on uzyskał w nim hattricka. Ten strzelecki rezultat powtarzał jeszcze w dwóch następnych kolejkach rozgrywanych przy Reymonta po tym wydarzeniu. Indywidualne osiągnięcia z tamtych rozgrywek nie dały jednak wtedy Wiśle mistrzostwa. Biała Gwiazda przegrała bowiem baraż o końcową wygraną z Cracovią i została ze srebrnym medalem. Niepowodzenie powetowała sobie w dwóch kolejnych sezonach. Za każdym razem czołowa postacią tej drużyny był Kohut. W obu mistrzowskich edycjach notował na koncie dwucyfrówkę w strzelonych golach. Tytuł zdobył też w 1951 ale wskutek regulaminu było to oficjalnie tylko ,,mistrzostwo ligi”. Mistrzostwo Polski jako zdobywca Pucharu Polski zgarnął zaś Ruch Chorzów. Poza tym 2 razy został wicemistrzem Polski i 2 razy zdobył brąz. Na 9 rozegranych sezonów 7 razy kończył więc na podium. Indywidualnie jego dorobek wyniósł 81 goli w 125 meczach w Ekstraklasie. Średnia wyniosła zatem 0.65 gola na mecz. Kibiców ujmowała jego skuteczność ale też pełen fantazji styl gry oparty na ciągłych przyspieszeniach, szybkości niekonwencjonalnych rozwiązań. Tworzył znakomitą pare z Mieczysławem Graczem, dużo bardziej pracowitym od niego. Dlatego Gracza bardzo denerwowało że jego partner z ataku nie wraca się po piłke do linii środkowej. Z drugiej strony nie było w tych czasach bardziej lubianego piłkarza Wisły od Kohuta. Łatwość wyrabiania pozycji strzeleckich przysłaniała wszelkie wady. Dostrzegał to też trener Białej Gwiazdy – Josef Kuchynka. Jego zawodnik regularnie dawał mu pozasportowe powody do usuwania go ze składu. Zamiast skreślić towarzyskiego napastnika ordynował mu jednak treningi, w czasie których Kohut ćwiczył ubrany w podwójny sweter aby wypocić toksyny nagromadzone nocą… Może zresztą dzięki tym słabostkom, zdawał się kibicom bliższy niż pozostali zawodnicy. Imponował też walecznością, tak na boisku, jak i poza nim. Kiedyś wdał się nawet w bójke z oficerem Służby Bezpieczeństwa, co mogło przekreślić jego karierę. Sława uratowała go od większych konsekwencji. W reprezentacji Polski zagrał 11 razy i zdobył 4 gole. Dwukrotnie udało mu się wpisać na liste strzelców w starciach z Węgrami. W kadrze zadebiutował zaś zmieniając Kazimierza Górskiego w meczu zakończonym porażką 0:8 z Danią. Kariere piłkarską zakończył w 1953 r. Zmarł zaś niespełna 17 lat później. Wisła Kraków swego czasu organizowała memoriał jego imienia.
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
11
Epokowa edycja turnieju w dziejach Dumy Katalonii:
16 grudnia 2009 r. FC Barcelona pokonuje FC Atlante 3:1 w półfinale Klubowych Mistrzostw Świata rozgrywanych w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Po 5 minutach meczu mistrz Ameryki Północnej prowadził po golu Rojasa, jednak w 35 minucie wyrównał Busquets. Po przerwie gole Messiego(55 m.) i Pedro(67 m.) zapewniły Blaugranie udział w wielkim finale.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lahey
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
9
Debiut żywej legendy:
16 grudnia 1990 r. Josep Guardiola OFICJALNIE zadebiutował w barwach Blaugrana meczem z Cadiz CF na Camp Nou w ramach 15 kolejki La Liga(de facto Pep zadebiutował już 1 maja 1989 r. wraz z Francesciem Vilanova i Jordim Roura, który strzelił 2 gole, w towarzyskim meczu z CD Banyoles wygranym 6:2). Guardiola miał szczęście ponieważ Amor pauzował za żółte kartki. Johan Cruyff dał mu od razu szanse w podstawowym składzie i nie omieszkał pochwalić go po meczu. ,,Zawsze należy być dumnym z pochwał, zwłaszcza jeżeli pochodzą od trenera. Jestem zadowolony ze swojej postawy, choć zawsze mógłbym zagrać lepiej. Byłem otoczony tyloma doskonałymi graczami, że trudno było zagrać źle w takim doborowym towarzystwie. Wszyscy mi pomagali i pozwoliło mi to dobrze wykonać swoją prace.’’– podsumował swój występ Pep. Guardiola zachował koszulke z debiutu ale mimo udanej gry był świadomy tego iż Amor wróci do składu w kolejnym meczu. ,,Czuję że od teraz będzie się ode mnie wymagać więcej na Mini Estadi(gdzie grywał w drużynie rezerw). Przeciwnicy będą mnie ostrzej atakować ale przyjmuje wyzwanie. Czuje że mogę być przydatny w pierwszym zespole’’- kontynuował Pep. Przypomnę tylko że mecz z Cadiz, Barça wygrała 2:0 a Pepito zagrał w nim pełne 90 minut. Jeszcze w owym sezonie Guardiola wystąpił w Primera Division trzykrotnie, natomiast od sezonu 1991/92 na stałe awansował do kadry Cruyffa. Jak widać ,,boski’’ Johan miał nosa i miał przysłowiowe ,,jaja” zarazem aby dać zagrać Pepowi w meczu La Liga.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
0
Jak większość z nas oglądałem wczoraj spotkanie naszej Barcuni z Leganes. Ten mecz był dla mnie kuriozalny i niewytłumaczalny. Nie przypominam sobie tak absurdalnego pojedynku. To prawda że z każdym można przegrać ale w takim stylu i z taką ilością zmarnowanych ,,setek"!!? Coś ten ,,Estadio Lluis Companys" nie pasuje dla nas pod każdym względem. Ciekaw jestem kiedy i czy wogóle nastąpi taki wstrząs, który miał miejsce w pierwszym sezonie Luisa Enrique, po noworocznej porażce z Realem Sociedad. Panowie piłkarze, czy wy nie możecie zachować odpowiedniej koncentracji w pierwszych minutach meczu? Przecież umiejętności są do tego, trzeba tylko się porządnie spiąć od samego początku i nie lekceważyć nawet najgorszego przeciwnika, gdyż mam wrażenie że tak właśnie było wczoraj...
0
@FcPortoFan1999 Jeszcze nie jest powiedziane że ten kontrakt wypełni do końca? Generalnie wszystko jest możliwe.........
0
@Sysia11 Cholo daje rade? No nie jestem przekonany w stu procentach że daje rade, gdyż niczego ostatnio nie zdobywa!
0
@FcPortoFan1999 Dokładnie a najchętniej widziałbym go jako trenera Albicelestes....!
0
@esem91 No to w takim razie czas na reprezentacje, gdyż nie wierze w to że całkowicie zniknie z branży!
0
Wynik derbów Manchesteru mógł być odwrotny ale nie ulega wątpliwości że ,,Obywatele" przechodzą duży kryzys. Szkoda mi Pepa, uważam że powinien już odpuścić sobie ten klub i otoczenie. Czas na odpoczynek i zmiany...
2
,,Plaça Sant Jaume":
Aktualny plac zawdzięcza nazwę kościołowi ,,Saint Jaume”, prawdopodobnie najstarszemu w mieście, który stał kiedyś na tym miejscu. W 1823 roku został zburzony aby mogła tędy przebiegać ulica Ferran. Wcześniej plac był tylko małym zaułkiem, jako że resztę przestrzeni zajmowała krypta, siedziba magistratu i sądu oraz sam kościół. Począwszy od XIV wieku w tym miejscu znajdowała się ,,Casa Della Ciutat”, obecnie Urząd Miasta a także Pałac Katalońskiego Parlamentu- budynek z początku 15 stulecia. Od pierwszych lat XX wieku duma Katalonii prezentowała zdobywane puchary z balkonu parlamentu i Urzędu Miasta, co związało klub z najważniejszymi instytucjami miasta i kraju. Była to tradycja niemalże liturgiczna, gdyż piłkarze, trenerzy i szefowie klubu zwracali się do zebranych na placu kibiców. Tak było choćby 14 maja 1922 roku, kiedy Barça po raz piąty zdobyła Puchar Króla pokonując w Vigo Real Union Irun. Zamieszki, do których doszło po meczu łącznie z atakami na piłkarzy Blaugrany wywołały ogromne wzburzenie w Barcelonie. Wszystko to przełożyło się na pamiętne przywitanie drużyny. Przy ,,Passeig de Gracia” na zawodników czekało ponad 20 000 osób. Tłum eskortował drużynę aż do placu Sant Jaume, gdzie została ona przyjęta przez Burmistrza Ferrana Fabre y Puiga, markiza d'Alella i prezydenta Mancomunitatu Josepa Puiga y Cadafalcha. Podobne wydarzenie powtórzyło się w 1928 roku, kiedy klub zdobył kolejny puchar a kapitan Josep Samitier z balkonu pałacu parlamentu skierował się do socios i sympatyków drużyny, którzy wypełnili plac do ostatniego miejsca: ,, Przed wyjazdem obiecaliśmy wam że wygramy a więc dziś przynosimy wam trofeum!". Tak samo działo się w okresie republiki, kiedy na ówczesnym placu republiki barceloniści między 1931 a 1938 rokiem świętowali wiele sukcesów. W miarę jak klub zdobywał nowe tytuły wygłaszanie przemówień z balkonu stało się tradycją i tak, obok zwykłych okrzyków na cześć Katalonii i Barçy, zaczęto wygłaszać mniej stereotypowe przekazy, jak choćby ten ówczesnego piłkarza Josepa Guardioli, kiedy klub po raz pierwszy wygrał Puchar Europy Mistrzów Klubowych w 1992 roku, gdy parafrazując słowa przewodniczącego Parlamentu Josepa Tarradellasa wykrzyknął: ,, Mieszkańcy Katalonii, już go tutaj mamy!". Balkon parlamentu był także świadkiem podskoków prezydenta Jordiego Puyola y Soleya w obecności Bułgara Christo stoliczkowe czy też parodiowania holenderskiego trenera Luisa Van Galla przez Oscara Garcia. Pomijając te wystąpienia, plac był przede wszystkim miejscem spontanicznych celebracji kibiców Barçy. Z wyjątkiem ostatnich lat, kiedy wszystko idealnie przygotowywano, wcześniej plac Sant Jaume był epicentrum spontanicznych wystąpień piłkarzy, prezentujących miasto swoje trofea. Jednak na początku XXI wieku, ze względu na wielkie tłumy chętnych, świętowanie przeniesiono na Camp Nou gdzie jest znacznie więcej miejsca i gdzie od 2005 roku piłkarzy celebrują razem z kibicami zdobyte trofea swobodnie, bez potu i ścisku. Joan Gamper oprócz tego że był piłkarzem a potem prezesował FC Barcelonie, często także przychodził na stadion kiedy grały juniorskie drużyny klubu. Po zakończeniu meczu miał w zwyczaju schodzić na plac gry i (niezależnie od wyniku) krzyczeć z murawy: ,, Visca el FC Barcelona i Visca Catalunya!”. Stąd właśnie pochodzi źródło popularnych okrzyków, które potem stały się tradycją w wystąpieniach piłkarzy i trenerów na placu Saint Jaume.
2
@LeoMessiiBarcaPepa Może nie tyle słaby, co fakt że gro meczy nie grał jako napastnik...
Kilka zmarnowanych rzutów karnych też zrobiło swoje...
Ten sam fakt tyczy się również co do Ladislao Kubali...