6

@FCBparasiempre
23 grudnia Ruch Hajduki Wielkie rozegrał kontrolne spotkanie z reprezentacją Szarleja, które wygrał 7:0. Sparing był konieczny w celu zachowania rytmu meczowego zawodników przed jednym z najważniejszych wyjazdów zagranicznych klubu w jego przedwojennej historii. 30 grudnia 1934 r. Ruch miał się zmierzyć w Monachium z Bayernem a dwa dni później z VFB Stuttgart. Ekipa Ruchu wyjechała do Bawarii w ligowym składzie: Tatuś w bramce, Wadas, Kacy lub Rurański w obronie, w pomocy Dziwisz, Badura, Zorzycki lub Panhirsz oraz Urban, Giemsa, Peterek, Wilimowski i Wodarz w ataku. Rezerwowymi byli Kubis, bramkarz Krömer, Nowakowski oraz naturalnie trener Gustav Wieser. Z ramienia Polskiego Związku Dziennikarzy Sportowych odział śląski reprezentował redaktor Edmund Karaś, który tak oto zrelacjonował ten mecz: ,, W niedziele w południe z pieśnią na ustach przybyliśmy autobusem do stadionu Bayernu. Pogoda doskonała, aczkolwiek boisko wskutek deszczu, jaki padał w dniu poprzednim, było rozmokłe. Gdy przybyliśmy do szatni ogarnia nas wszystkich podniecenie, lecz gdy dowiadujemy się z ust kierownika drużyny że ekipa gra w ,,byczym” składzie: Tatuś, Rurański, Kacy, Dziwisz, Badura, Zorzycki, Urban, Giemsa, Peterek, Wilimowski, Wodarz, wiara w nasze siły nas nie opuściła. Według wzrostu wybiega drużyna Ruchu na boisko. Gromkie trzykrotne ,,Cześć” Ślązaków, witają Bawarczycy długotrwałemi oklaskami. Po chwili później idą Bawarczycy. Bez ceremonii powitalnych Wodarz dokonuje w towarzystwie sędziego i kapitana drużyny Bawarczyków Szneidra wyboru boiska. Ruch gra przeciwko wiatrowi i słońcu a więc w warunkach mniej korzystnych od Bawarczyków. Gre rozpoczyna Ruch i przez 10 minut demonstruje ładną gre. Bawarczycy cofają się do defensywy i powtarza się znów ten sam obraz gry, co w meczu z Bawarczykami w Wielkich Hajdukach(porażka 1:2 z 8 grudnia). Ślązacy, znając już taktykę przeciwnika, przeszli do defensywy by umożliwić naszemu atakowi rozwinięcie się w polu przeciwnika. Taktyka taka okazała się doskonałą bowiem Bawarczycy, trzymając się swego systemu gry defensywnej, popsuli w ten sposób swe szyki, gdyż Ruch zmusił ich do gry ofensywnej. W połowie pierwszej części gry przeciwnicy kilkukrotnie poważnie zagrażają bramce Ruchu i w 21 minucie na skutek nastrzelonej ręki Dziwisza, sędzia dyktuje rzut karny. Wśród niesłychanego napięcia czekano na wykonanie rzutu, który w 99 procentach zwykle się udaje. Piłka ostro strzelona leci płasko nad ziemią w prawy róg bramki. Na trybunach jakby zagrzmiało. Wszystko krzyczy ,,T…o…r”, lecz Tatuś skokiem pantery odbija piłke wzdłuż linii autowej w pole. Był to pierwszy wypadek by doskonałemu strzelcowi Szneidrowi nie udało się strzelić gola z karnego. Sytuacja jaka wynikła po rzucie karnym, pobudza obie drużyny do jeszcze intensywniejszej gry. Ataki Bawarczyków są co prawda liczniejsze a ton nadaje im doskonały kierownik ataku, Gaesler. Najgroźniejsza była lewa strona ataku gdzie Simenstreiter ma szereg pięknych momentów. Wprost z brawurą pracowały jednak nasze linie defensywne a bramkarz Tatuś miał tak doskonałe momenty iż raz po raz oklaskiwano jego brawurową gre.

Z ataku naszego cofa się jedynie Giemsa i dzięki jego pracowitości i z jego właśnie inicjatywy wychodzi szereg ataków. Nadzieje w powodzenie naszego ataku zawiodły, bowiem okazało się że Giemsa miał za ciasny but i na 10 minut przed przerwą wyrzuca oba buty poza obręb boiska, grając w skarpetkach. Giemsa jakby odżył i miał wraz z Urbanem szereg dobrych momentów. Pilnuje ich jednak dobrze doskonały obrońca Heitkampf. Pod koniec przerwy Polacy znów są w ofensywie. Prawie że w ostatniej minucie przed przerwą piłke otrzymuje Giemsa, biegnie z nią na prawem łączniku, oddaje daleko ponad głowami do Wilimowskiego i już zdawało się że Wilimowski strzeli gola. Widzi jednak że Peterek stoi na lepszej pozycji przed bramką Finga i ostrem strzałem pasuje do Peterka. Piłka wsunięta do bramki z odległości 8 metrów. Polacy prowadzą 1:0 i cieszą się niebywałym sukcesem. Uśmiechnięta drużyna Ruchu wybiega do szatni. Przy wejściu oblega ją moc kibiców domagając się autografu. Po przerwie Ruch rozpoczął grać defensywnie, podobnie jak to czynili Bawarczycy na meczu w Wielkich Hajdukach. Giemsa przeszedł do pomocy i siłą rzeczy więcej z gry mieli przeciwnicy. Szereg ich zagrań likwiduje nasza obrona, dokąd potrafili się jedynie przedrzeć. Wyprowadziło to z równowagi Bawarczyków do tego stopnia że ,,potracili oni głowy” i napotykając na skuteczny opór Polaków załamali się we wszystkich prawie liniach. Ruch zerwał się od razu do ataku i tylko dzięki brawurowej obronie bramkarza Finga, Polacy nie mogli wykorzystać szeregu dogodnych momentów do zdobycia gola. W dodatku nasze linie defensywne do tego stopnia uniemożliwiły przedarcie się napadowi Bawarczyków że już na przedpolu nie stanowili oni groźnych przeciwników dla Ruchu. W dodatku z niebywałem powodzeniem bronił bramki Tatuś. W meczu tym wyróżniła się cała drużyna i trzeba zaznaczyć że wygrała ona ten mecz dzięki doskonałej taktyce, polegającej na tem, by przyciągnąć drużynę bawarską do ofensywy i by umożliwić naszemu atakowi należyte rozwinięcie się. Troche słabiej wypadła gra Zorzyckiego, natomiast Tatuś, Kacy, Rurański, Dziwisz, Giemsa i Wilimowski byli najlepsi.

U Bawarczyków wyróżnił się w napadzie Gaesler, w pomocy nowo nabyty Knap a w obronie również nowonabyty Bader, który przewyższał Heitkampfa o całą klase. Troche stonniczo ustosunkował się do Polaków sędzia Thalmajer. Podyktował on rzut karny zbyt pochopnie i w szeregu wypadkach wydawał orzeczenia krzywdzące Ruch. Przy zejściu drużyny Ruchu z boiska publiczność zgotowała jej owacje. Przy opuszczaniu boiska F.C. Bayern, na ulicach miasta gracze Ruchu spotykali się z wielką sympatją Bawarczyków. Przed hotelem gromadziły się tłumy ciekawych. W międzyczasie przesłano już drogą telefoniczną sprawozdanie z meczu do polski, bowiem na wynik meczu czekał przedewszystkim śląski świat sportowy. O godzinie 18 przyjmowano całą eskspedycje Ruchu na kolacji wydanej przez Bayern. O godz. 19 drużyna Ruchu i kierownictwo przyjęte zostało w wielkiej Sali ,,Künstlerhausu”. Drużyne polską przywitał w serdecznych słowach dr. Ettinger, który na końcu swego przemówienia wzniósł toast na cześć prezydenta Rzeczypospolitej oraz marszałka Polski, poczem odegrano hymn Polski. Za przyjęcie podziękował w imieniu drużyny Ruchu oraz obecnego ministra konsula Monachium dr. Lesiewicza mgr. Baranowski i na końcu wzniósł toast na cześć kanclerza Rzeszy. Cała drużyna Ruchu obdarowana została orginalnemi kubkami do piwa z napisem ,,F.C. Bayern Ruchowi”. Następnie drużyna polska odśpiewała swoją pieśń klubową. O godzinie 23 drużyna polska, żegnana niezwykle żywiołowo, opuściła salę ,,Künstlerhausu”. Radościom z okazji zwycięstwa naturalnie nie było końca, Ślązacy musieli je należycie ,,oblać”, tem bardziej że piwo monachijskie dobrze im smakowało. Nic też dziwnego iż mimo usilnych próśb kierownictwa, szereg najbardziej zapalonych wyłamało się i na swój sposób obchodziło zwycięstwo. W poniedziałek rano nie obeszło się naturalnie bez kataru. O godz. 13, żegnana serdecznie przez dr. Ettingera drużyna Ruchu opuściła Monachium, udając się na kolejny mecz do Stuttgartu.” Do dzisiaj zachowało się niezwykle cenne źródło z tego wydarzenia, przechowywane w muzeum Bayernu a konkretnie lista obecnych. Kameradschaftsabend, czyli braterski wieczór, od tego rozpoczyna się karta księgi pamiątkowej, pod którą podpisali się obecni na przyjęciu. Widać sygnatury zawodników Ruchu, niemieckich włodarzy i graczy, redaktora Karasia, polskiego konsula, trenera Wiesera oraz kierownictwa ,,Niebieskich”. Słowem prawdopodobnie wszystkich obecnych a widnieje tam 378 podpisów, w tym graczy TSV 1860 Monachium. Na następnej stronie zaprezentowana jest pierwsza strona księgi pamiątkowej. Niemiecka prasa podkreślała że piłkarze Ruchu wygrali zasłużenie, mieli doskonałe wyszkolenie techniczne i lepszy start do piłki. Dziennikarze podkreślali bardzo dobrą taktykę a także ofiarność piłkarzy. ,,Der Kickers” jako najlepszych zawodników wskazał Rurańskiego oraz Dziwisza, ,,München”- bramkarza Tatusia. Jedynie dr. Beker z tygodnika ,, Fussball” napisał o wyjątkowo defensywnej taktyce, która przyniosła sukces polskiej drużynie. Praktycznie cała niemiecka prasa ogólnokrajowa a czasami nawet lokalna, odnotowała wynik mistrza Polski. Pamiętajmy! Jak dotąd żadna inna polska drużyna nie pokonała Bayernu Monachium…

8

Czy polscy kibice wiedzą, który polski klub jako jedyny pokonał Bayern Monachium i to ,,w jaskini lwa”!? No właśnie! Chyba już wiecie gdzie można się tego dowiedzieć? No to czytajcie!

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@NeroTFP1
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Adran360

13

Grande Espectacolo El Clasico:

30 grudnia 1984 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madryt 3:2 w 18 kolejce Primera Division. Gole strzelali: Gerardo w 25 minucie, Migueli w 53 oraz Esteban Vigo w 79 dla Barçy; Sanchis w 30 minucie i Butragueño w 89 dla Królewskich. Zwycięstwo to pozwoliło umocnić się Blaugranie na pierwszym miejscu w tabeli z sześciopunktową przewagą nad Realem Madryt.


@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

0

@Mitch_Atleta No nie byłbym tego w stu procentach taki pewny!

0

@FcPortoFan1999 A no to ja nie wiedziałem ile ma dokładnie Andy Cole. W takim wypadku to już i w tym sezonie może go prześcignąć a jak się nie uda to w następnym z pewnością...!

0

@FcPortoFan1999 No chyba będzie ciężko bo w Anglii ma 171 goli a nie wiem ile ma Cole?

0

@Mitch_Atleta Zgadza się, na szybko pisałem, więc poplątałem :)

0

@Balboa901 A już wiem: Ronald Koeman, zgadza się?

0

No prosze jak nam się Salah rozstrzelał. W hierarchii pierwszoligowej ma już 229 goli, tyle samo co Andy Cole. Zaraz wyprzedzi Van Nistelrooya(232 gole).

0

@Balboa901 Strzelam że Neeskens, ewentualnie Cruijff ale chyba jednak Cruijff

1

@Safrani Wiesz co? Manchesterowi City kibicuje od 15 lat, zanim jeszcze trafił tam Guardiola. Wiesz z jakiego powodu? a raczej z czyjego powodu?

1

@MesQueUnClub96 Pożyjemy, zobaczymy...

14

Prawdziwi cules pamiętają!

W miarę trwania wojny domowej zwiększyło się cierpienie ludności cywilnej, zwłaszcza gdy stawała się ona bezpośrednio ofiarą bombardowań. Jedno z najgorszych i jakie dotknęło Barcelonę, miało miejsce 16 marca 1937 roku. Było pierwszym, które uderzyło w stolicę tysiącami Bomb. Mieszkańcy byli na taki cios zupełnie nieprzygotowani. Bilans tego pierwszego powietrznego ataku to sześciu zabitych oraz liczne uszkodzenia budynków, głównie przy ulicy ,,Annibal i Creu de Mollers”, w pobliżu Alei Paral-lel. Poza tym mnóstwo mieszkańców zostało rannych. Jednym z nich był barceloński bramkarz pierwszej drużyny FC Barcelony Ramon Llorens Pujadas, zwany przez kolegów ,, Ramonet", jeden z członków komitetu pracowniczego, dzięki któremu klub uniknął konfiskaty ze strony CNT. Po powietrznym ataku trafił do Szpitala Klinicznego z obrażeniami brzucha. Działania nowych władz klubu umożliwiły przeniesienie Llorensa do ,,Mutual Esportiva de Catalunya”, założonego przez doktora Emilego Moragasa, honorowego socio Blaugrany a Barça pokryła wszystkie koszty związane z pobytem bramkarza w tym centrum klinicznym. Co ciekawe, Llorens znów został ranny(tym razem w ramię) w trakcie kolejnego bombardowania miasta. Ramon Llorens trafił do FC Barcelony w bardzo młodym wieku. Z pierwszej drużynie grał w latach 1926-1929, do czasu gdy Węgier Plattko i Aragończyk Josep Nogues odsunęli go na ławkę rezerwowych. Mimo wszystko pozostał w klubie aż do 1936 roku i w barwach Blaugrany rozegrał łącznie 142 mecze. Po zakończeniu kariery został członkiem sztabu szkoleniowego klubu. W nowej roli wyróżniał się tym, że odkrywał młode talenty takie jak środkowy obrońca Gustau Biosca i lewoskrzydłowy Eduardo Manchon, popularnie zwany ,, La Bicykleta". W 1950 roku Llorens trenował nawet pierwszą drużynę zastępując na ławce rezerwowych Urugwajczyka Enrique Fernandesa Viole.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
@Symson

0

Mimo wszystko Vamos Pepie i Vamos Obywatele!

2

No ,,Pepito"(!) przed tobą ciężki orzech do zgryzienia, gdyż w bramce rodak Polak Jakub Stolarczyk! Oj ciężki czas nastał dla ,,Obywateli"...

1

@blakkudium No widać że nie oglądam Leicester, zresztą Premier Lig też regularnie nie oglądam. Dzieki za informacje użytkowniku blakkudium :)
Szkockiej też nie ogladam a widze że w Celtiku broni Schmeichel...

0

@blakkudium Nie znam gościa. On tam regularnie broni? Przecież tam Casper Schmeichel bronił...?

0

@blakkudium Kim jest do cholery ten Stolarczyk? bo chyba przecież nie Maciej!?

13

,,La Casa Juncadella”:

W grudniu 1936 roku na stronach tygodnika La Rambla ogłoszono utworzenie Centurii Josepa Sunyola. To jednostka militarna nosząca nazwisko byłego prezydenta FC Barcelony zamordowanego kilka miesięcy wcześniej w Sierra Guadarrama, została umieszczona w czwartym oddziale Macia-Companys, znanym także jako Czwarty Oddział Kataloński. Punkt rekrutacyjny znajdował się w budynku lewicy Francesca Macii, założyciela jednostki; Nie bez powodu Josep Sunyol był jednym z fundatorów tego domu. Lokal, w którym obecnie mieści się kompleks hotelowy znajdował się przy ,,Gran Via del Les corts Catalanes” i to właśnie tam 10:00 rano w wigilię zebrali się pierwsi wolontariusze centurii, z których większość była członkami republikańskiej lewicy Katalonii(ERC), partii Sunyola i niepodległościowej partii ,,Estat Catala”. 27 grudnia 1936 roku członkowie Centurii wraz z innymi członkami oddziału Macia-Companys, zostali o 8:00 rano wezwani do kwatery głównej ERC, do lokalu partii znajdującego się przy skrzyżowaniu ,,Rambla Catalonia” z ,,Diputacio”, gdzie wtedy stał dom Emiliego Juncadelli. Ten modernistyczny budynek został zaprojektowany przez słynnego barcelońskiego architekta Enrique Sagniera, który dostał zamówienie od jego właściciela Juncadella, należącego do Barcelońskiej wyższej klasy średniej, związanego z przemysłem włókienniczym, pasjonata fotografii górskiej i turystyki. Tam zainstalowała się i zorganizowała milicja antyfaszystowska, tam też założono kwaterę generalną Centurii, noszącej nazwisko rozstrzelanego prezydenta FC Barcelony.

@Symson
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Lahey
@Adran360

0

@normasubiektywna Dokładnie! Nic dodać nic ująć...

1

Robert przychodząc do ,,naszego" klubu był(i jeszcze ciągle jest) najlepszą ,,9" na świecie. Gdy tylko podpisał tak długi kontrakt(nie pamiętam dokładnie czy na 3 lata +1 rok?) w wieku 34 lat to pisałem na łamach fcbarca.com że jest to mało poważny, żeby nie powiedzieć calkiem niepoważny kontrakt ze strony Laporty. Chodziło mi właśnie o to że w takim wieku był to bardzo ryzykowny kontrakt. Owszem Robert w dalszym ciągu jest najlepszym strzelcem Barcy ale czy przy przy takich zjazdach formy(czytaj nieskuteczności), zwłaszcza w tym wieku przełoży się to na jakiekolwiek sukcesy, na trofea? Uważam że ten kontrakt jest za długi przynajmniej o rok...

11

Sekcja kulturalna FC Barcelony:

W 1932 roku, pod wodzą Joana Comy Sararolsa, w środku słabego pod względem sportowym sezonu, w którym nastąpiło odejście z klubu tak ważnych piłkarzy jak Josep Samitier czy Vicenç Piera Pañella, utworzono sekcję Kultury FC Barcelony (SCFCB). Wśród jej publicznych reprezentantów znajdziemy między innymi takich barcelonistów jak Ramon Sabria czy Antoni Cabestany. SCFCB zajmowała się wspieraniem barcelonizmu, aktywnością patriotyczną i rozpowszechnianiem kultury. Promowała działania kulturalne wśród socios. Organizowano kursy języka katalońskiego pod nadzorem Pompeua Fabry a także kursy z literatury i teatru które prowadził barceloński dramaturg Adria Gual. Przyłączyła się także do kampanii na rzecz nauczania języka katalońskiego i współpracowała z nacjonalistyczną grupą ,,Palestra”. Poza tym zajmowała się organizowaniem wizyt różnych szkół na stadionie ,,Les Corts” oraz zajęć gimnastycznych dla kibiców blaugrany. Raz na kwartał wydawała także ,, biuletyn FC Barcelony", w którym informowała sympatyków klubu o swojej działalności. Kolejnym zadaniem Sekcji Kultury była promocja kina i teatru. W porozumieniu z osobami odpowiedzialnymi za program teatru ,,Romea” informowano o repertuarze socios Barçy. Przedstawienia odbywały się w sali budynku, w którym niegdyś mieściła się biblioteka klasztoru ,,Sant Agusti Nou”. Na tych terenach postawiono zresztą dwa teatry: teatr ,,Sant Agusti” i teatr ,,Hospital”. Ten drugi w którym organizowano tańce i przedstawienia teatralne został przebudowany w połowie XIX wieku i otwartym na nowo w listopadzie 1863 roku, już pod nazwą teatr Romea, w hołdzie popularnemu aktorowi z Murcji, Julianowi Romei Yanguasowi. Cztery lata później zmienił nazwę na ,,Teatr Catala Romea”, ponieważ większość spektakli grano w języku katalońskim. Pod dyrekcją przedsiębiorcy Josepa Canalsa teatr ,,Romea” stał się jednym z najpopularniejszych teatrów w mieście; Nie bez kozery to właśnie w nim odbywały się premiery sztuk najznamienitszych autorów tamtych czasów, Angela Guimera, Josepa Marii de Sagarri tudzież Santiago Rusiñola, w których występowali słynni aktorzy i aktorki. Bogata o działalność sceniczna teatru Romea zakończyła się wraz z wybuchem wojny domowej w lipcu 1936 roku. Rok wcześniej sekcja Kultury FC Barcelony została oficjalnie rozwiązana. W ten sposób zniknęła instytucja, która nigdy nie została odtworzona. Jednak teatr ,,Romea” wznowił działalność w 1943 roku. Dwa wydarzenia spowodowały że projekty SCFCB stały się niemożliwe do zrealizowania: z jednej strony zdarzenia z 6 października 1934 roku(nieudane powstanie zbrojne którego celem było proklamowanie państwa katalońskiego) a z drugiej spadek zainteresowania ze strony katalońskiej społeczności z powodu wojny domowej. Frankistowski reżim zamknął wszystkie stowarzyszenie, tak popularne w okresie republiki i nagle pogrzebał na zawsze projekty SCFCB: zreformowanie piłkarskich rozgrywek o mistrzostwo Katalonii, zacieśnienie więzi między różnymi klubami sportowymi z krajów katalońskich czy utworzenie nowych sekcji sportowych, niekoniecznie nastawionych na rygorystyczną rywalizację(, turystyka piesza sporty zimowe, boks pływanie, alpinizm czy żagle).

@Adran360
@Arkon
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
@Symson

2

@Sysia11 Dawniej tylko piłkarze pochodzący z Europy mogli otrzymywać ,,Złotą Pilke" a to dlatego że tą nagrode wymyślił Francuz redaktor naczelny tygodnika ,,France Football" Gabriel Hanot. Dopiero później ktoś postanowił zmienić zasady...

11

Czy wiecie że….

Dokładnie 20 lat temu reprezentacja Katalonii przegrała z reprezentacją Argentyny 0:3. Od 1997 r. w miare regularnie, najczęściej w okresie bożonarodzeniowym, reprezentacja Katalonii rozgrywa swoje mecze z drużynami z całego świata. W 2004 r. okazja była szczególna ponieważ na Camp Nou zjawiła się Argentyna, najlepsza oprócz Brazylii drużyna, która dotąd przyjęła zaproszenie do Katalonii. Mecz ułożył się dobrze dla gości, bo już w pierwszej minucie objeli prowadzenie. Ostatecznie mimo odważnej gry gospodarzy, goście wygrali 0:3. W meczu tym zadebiutował młodziutki Gerard Pique, który kilka miesięcy wcześniej przeszedł do Manchesteru United. Mecz z Argentyną był również ostatnim spotkaniem ,,Pichiego” Alonso w roli selekcjonera. Pierwszy mecz reprezentacji Katalonii przeciwko ekipie zrzeszonej w FIFA odbył się 20 lutego 1912 r., w którym Katalończycy polegli aż 0-7 z Francją. Kolejne spotkania odbywały się dość regularnie przed wojną domową w Hiszpanii. W czasie dyktatury generała Franco były rozgrywane sporadycznie i zostały zawieszone zupełnie po 1976 r. aż do wspomnianego 1997 r. Chociaż mecze reprezentacji Katalonii zawsze były okazją do demonstrowania poglądów politycznych, w ostatnich latach żądania niepodległościowe nasiliły się.



@Sysia11
@Symson
@Stinger_
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@Lahey
@Culer9002
@Adran360

10

Zapomniane legendy FC Barcelony:

Dokładnie 110 lat temu urodził się Domenec Balmanya Perera, kataloński pomocnik, który w barwach Blaugrany grał w latach 1935-37 oraz 1941-44. Piłkarz, który już za życia został uznany za legendę FC Barcelony. Historia FC Barcelona usłana jest wieloma wspaniałymi nazwiskami. W dobie Internetu, mass mediów i niezwykle ułatwionej komunikacji, banalną sprawą jest wypromowanie czyjegoś nazwiska. Najprostszym przykładem tego jest Leo Messi, który w niespełna rok stał się gwiazdą światowej piłki. Jednak, jak to wyglądało na początku, gdy Barça dopiero zaczynała tworzyć swoją legendę? Jednym z wielu, którzy w tym pomogli był Domenec Balmanya. Urodził się 29 grudnia roku 1914, w trakcie krótkiej przerwy I Wojny Światowej, jaką sobie zrobili żołnierze. Barcelona była miejscem jego narodzin i właśnie to miasto ukształtowało go jako człowieka i sportowca. Właśnie tam spędził większość swojej kariery, zarówno piłkarskiej, jak i trenerskiej. W swoim życiu pełnił wiele ról. Od podawacza piłek, piłkarza, trenera, selekcjonera aż do komentatora radiowego. Jedno jest pewne, został całkowicie zapomniany. Zacznijmy więc od początku. Karierę rozpoczął w małym klubiku Girona FC. Tam zebrał pierwsze piłkarskie szlify. Jego przejście do FC Barcelony jest owiane tajemnicą. Swój debiut zaliczył przed iście katalońską publicznością, w meczu z Espanyolem. Barça ten mecz wygrała 1:0, a ówczesny trener, Patrick O'Conell zaczął częściej sięgać po Domeneca. Statystycy obliczają, że Balmanya podczas swojej pierwszej przygody z Barceloną, rozegrał 111 spotkań. Liczba ta mogłaby być zupełnie większa, jednak brak zarchiwizowanych dowodów na kilka innych, domniemanych meczów z jego udziałem, nie pozwala na dopisanie wyższej liczby występów. Podczas swojego debiutanckiego sezonu, Domingo(jak go nazywali w Katalonii), pomógł drużynie w zdobyciu mistrzostwa Katalonii oraz dojściu do finału Pucharu Hiszpanii.

Rok później, w sezonie 1936/1937 rozgrywki zostały zawieszone z powodu wybuchu hiszpańskiej wojny domowej. Mimo to, FC Barcelona wraz z resztą zespołów z republikańskiej strefy Hiszpanii, wzięła udział w lidze klubów śródziemnomorskich . Dzięki wydatnej pomocy Balmanya'i i O'Conella, Blaugranie udało się tryumfować w tych rozgrywkach. W roku 1937 zespół udał się na tournee do Meksyku oraz Stanów Zjednoczonych. Barça rozegrała 14 spotkań, z takimi przeciwnikami, jak Club America, CF Atlante, Necaxa, oraz z reprezentacją Meksyku. W U.S.A Barcelona zmierzyła się ze stwarzanymi naprędce drużynami, jak reprezentacja Brooklynu czy Nowego Jorku. Udało im się też zagrać z drużyną narodową Stanów. Dzięki temu wyjazdowi, finanse klubu uległy znacznej poprawie. Niestety O'Conell wrócił do Hiszpanii z tylko czterema piłkarzami. Reszta(wraz z Balmanyą) emigrowała do Francji. Po zakończeniu wojny domowej, generał Franco nałożył sześcioletnią dyskwalifikację na sportowców, którzy podczas wojny opuścili kraj i do niego nie wrócili. Jednakże Enrique Pineyro, który w tamtym czasie szefował FC Barcelona, sprawił, że Balmanya wraz ze swoim utalentowanym kolegą - Escolą - powrócili do drużyny. Podczas swojego pierwszego sezonu, po powrocie, Barca ledwo się utrzymała, potrzebując baraży z Realem Murcią, by zapewnić sobie pierwszoligowy byt. Jednak co ciekawe, Katalończykom udało się dojść do finału Copa del Generalisimo, pokonując Athletic Bilbao 4:3.Warto wspomnieć, że między 1935 a 1944 rokiem, Balmanya rozegrał cztery spotkania w reprezentacji Katalonii. 19 stycznia 1936 roku na Les Corts rozegrano spotkanie na cześć Josepa Samitiera, rywalem było SK Żidenice z Czechosłowacji. Ciekawostką jest, że tego samego dnia w katalońskiej jedenastce debiutował także Emilio Sagi Linan, który bardzo się zasłużył Blaugranie.

Nasz bohater po zaliczeniu kolejnych 41 spotkań w barwach FC Barcelony, zdecydował się zmienić otoczenie, podążając za swym dotychczasowym trenerem Noguesem do Gimnastic Tarragona. Właśnie tam zakończył swoją piłkarską kariere. Od razu po zawieszeniu butów na kołku, zabrał się za trenowanie. W 1949 roku udało mu się objąć Gimnastic, jako następca swojego mentora - Noguesa. Jego osiągnięcia(spuszczenie Gimnastic do drugiej ligi) były na tyle rozczarowujące, że rok później podziękowano mu i zwolniono. Po epizodach w Girona FC i Zaragozie, Domenecowi udało się poznać smak sukcesu na ławce Realu Oviedo. W roku 1955 poprowadził Oviedo do drugiego miejsca w Segunda Division. Nie minęło wiele lat, gdy Balmanya wrócił do Barcelony. W latach 1956-58 trenował Katalończyków, w których składzie grały takie legendy jak Ramallets, Evaristo, Luis Suarez czy Kubala. W tym czasie udało mu się wygrać Puchar Hiszpanii w 1957 r., gdzie po drodze w ćwierćfinale rozgromił Real Madryt 6:1! Natomiast rok później poprowadził Dume Katalonii do pierwszego w historii tryumfu w europejskich pucharach a mianowicie Pucharu Miast Targowych, gdzie w drugim meczu finałowym FC Barcelona rozgromiła reprezentacje Londynu 6:0! W drugim sezonie swoich rządów Blaugrana zajęła jedynie trzecie miejsce w lidze, co było dużym rozczarowaniem. W efekcie został zastąpiony na ławce trenerskiej przez legendarnego Helenio Herrere.

@Adran360
@Arkon
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
@Symson

11

Argentina Campeon!

28 grudnia 1947 r. Argentyna pokonuje Urugwaj 3:1(1-0) na ,,Estadio George Capwell” w Guayaquil w 25-tym meczu, de facto rozstrzygającym o 9-tym triumfie ,,Albicelestes” w dziejach Copa America, wyprzedzając o 2 punkty Paragwaj i o 3 punkty Urugwaj. Gole dla Argentyny zdobyli legendarni: Norberto Mendez(30 i 46 minuta) oraz Felix Loustau(85 minuta). Historyczne składy:

ARGENTYNA: Cozzi – Marante, Sobrero – Yácono, Rossi, Pescia – Boyé, Méndez (86 Fernández), Pontoni (69 Di Stéfano), Moreno, Loustau (86 Sued)

URUGWAJ: Tulic – Terra, Tejera – Gambetta (46 Rodríguez Andrade), Romero, Cajiga – Britos, García, Falero (79 Chelle), Sarro (46 Riephoff), Magliano


@Symson
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Arkon
@Adran360

8

Feliz cumpleaños panie Sergi!

28 grudnia 1971 r. urodził się Sergi Barjuan, niedawny trener Barçy B. Ten lewy obrońca był ostatnim członkiem ,,Dream Teamu” Johana Cruijffa, który opuścił klub. Sergi trafił do drużyny w tym samym roku, w którym legendarny Holender objął stanowisko szkoleniowca. Wcześniej dał się poznać jako znakomity strzelec. W ostatnim sezonie w poprzednim klubie(EC Granollers) zdobył aż 40 goli jako boczny pomocnik lub napastnik, lecz w nowym klubie po przejściu drużyn młodzieżowych trafił do FC Barceony C jako lewy obrońca. 24 listopada 1993 r. wobec kontuzji Jona Goikoetxei, Cruyff powołał go z Barçy B na mecz z Galatasaray Stambul, gdzie niespodziewanie zadebiutował w pierwszym składzie. Kilka dni później Cruyff dał mu szanse w meczu ligowym z Rayo Vallecano i wkrótce jego pozycja w drużynie stała się niepodważalna. Podczas pierwszej kadencji Luisa Van Gaala ich wzajemne relacje osłabiły pozycje Hiszpana. W 2002 r. gdy Holender wrócił na stanowisko trenera, stało się jasne iż Sergi będzie musiał odejść. W sumie w koszulce Blaugrany rozegrał 463 mecze, co czyni go najczęściej występującym lewym obrońcą w historii klubu. Po odejściu z Barçy przez 3 lata grał w Atletico Madryt, gdzie zakończył karierę. W 2009 roku został trenerem Juvenilu B, w którym spędził dwa lata. Pierwsze doświadczenia w profesjonalnej piłce zbierał przez dwa sezony w Huelvie. Następnie po krótkiej przerwie przeniósł się do Almeríi w końcówce sezonu 2014/15. Jego zespół spadł z Primera División ale Sergi zachował posadę. Stracił ją dopiero w październiku po nieudanym początku kolejnej kampanii. W dalszych miesiącach trener pracował w katalońskiej telewizji TV3 a potem spróbował uchronić od spadku Mallorcę. Drużyna odnotowała dobre wyniki ale nie udało jej się utrzymać w Primera Division. Kolejną przygodą Barjuana były Chiny, w których spędził niemal dwa lata. Przez dwa lata pozostawał bez klubu a latem 2021 roku przejął Barçę B po zwolnionym Garcíi Pimiencie. Jednak rok później zarząd FC Barcelony postanowił zwolnić Barjuana po zajęciu 9. miejsca w Primera RFEF. Ponadto był też trenerem pierwszego zespołu po zwolnieniu Ronalda Koemana, gdzie w trzech pojedynkach odniósł jedno zwycięstwo i zaliczył dwa remisy.

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360

8

Zapomniane El Clasicos:

28 grudnia 1969 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madryt 1:0 w 16 kolejce Primera Division po golu Gallego w 29 minucie. To zwycięstwo pozwoliło jedynie awansować na 10-te miejsce w tabeli a sezon zakończyć dopiero na siódmym miejscu.

28 grudnia 1975 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Real Madryt 2:1 w 15 kolejce Primera Division. Gole dla Barçy strzelili: Neeskens już w 3 minucie oraz(decydującego o zwycięstwie) Carles Rexach w 89 minucie. Te 2 punkty uplasowały Blaugrane na 4 pozycji ze stratą jedynie 3 punktów właśnie do Realu Madryt.




@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Stinger_
@Symson

12

Argentina Campeon!

27 grudnia 1936 r. Brazylia pokonała Peru 3:2. To był mecz otwierający 14-tą edycje Copa America. Gospodarzem zmagań była Argentyna a głównym obiektem turnieju był stadion klubu CA San Lorenzo de Almagro zwany ,,Nuevo Gasometro”, mieszczący ponad 65 tys. widzów. Po radiowych rewelacjach sprzed 2 lat, Buenos Aires olśniło przybyszów dosłownie i w przenośni. Po raz pierwszy w historii mecze odbywały się późnym wieczorem przy sztucznym świetle. Takie spektakle ze względu na niezwykły klimat i walory estetyczne zyskały wkrótce miano ,,nokturnów”. Regulaminową nowinką była możliwość dokonania nawet dwóch zmian w trakcie spotkania(w tamtych czasach generalnie nie dozwolona była zmiana piłkarzy). Tu wszakże organizatorom nie starczyło wyobraźni i rezerwowi czekali na swoją szanse kucając lub leżąc na trawie w pobliżu linii autowej. Dopiero te doświadczenia sprawiły iż z biegiem czasu zainstalowano ławke. Turniej był niezwykle mocno obsadzony, chociaż miał też swoich wielkich nieobecnych. Na kontynentalną scenę wrócił wprawdzie Paragwaj, lecz paroletnia wyniszczająca wojna z Boliwią złamała kariery bez mała całej, nader zdolnej generacji. Młodzi piłkarze bowiem szli na front. Mimo tego talenty paragwajskie rodziły się na kamieniu. W trakcie wojny o Gran Chaco w Argentynie znaleźli się piłkarze najwyższej światowej klasy. Niestety żaden z nich nie wystąpił w tym turnieju, choć wiele wskazuje na to że ich obecność uczyniła by z teamu ,,Guarani” bodaj głównego faworyta Copa America. Chodzi o Arsenio Erico i Delfina Beniteza Casereca.

Dramat tego pierwszego polegał na tym iż nigdy nie zagrał w reprezentacji, chociaż był najlepszym piłkarzem w historii Paragwaju, zaś zdaniem takiego autorytetu jak ś.p. Di Stefano w ogóle najwybitniejszym środkowym napastnikiem w dziejach światowego futbolu. Tego typu kategoryczne opinie zawsze budzą wątpliwości. Jednak Erico dowiódł swojej wielkości w sposób nader wymierny. W latach 1934-46 w 335 ligowych meczach zdobył dla Independiente 293 gole! Liderując argentyńskiej tabeli wszechczasów! Z całą pewnością był graczem genialnym i nie ma w tym słowa przesady. Główkarz niezrównany, z którym w zawody mogliby najwyżej iść Kocsis i Passarella. Przy wzroście 175 cm. Fruwał w powietrze na wysokość poprzeczki. Wielokrotnie głową wytrącał bramkarzom piłke, którą- zdawało się już, już trzymali w wyciągniętych w górę jak struna rękach. Strzelał z równą łatwością nożycami, z woleja, z powietrza, z ziemi. Jego palomity(gołąbki) urzekały brawurą i elegancją. Skończony technik i drybler, zdumiewał bogactwem akrobatycznych sztuczek. Pomyśleć tylko, że taki człowiek nigdy nie przywdział pasiastej koszulki ,,Guarani”! A to był ,,za młody”, a to ,,wynarodowił się” tak długo mieszkając w Argentynie, a to trener powątpiewał w jego ambicje… kompletny absurd! Drugim wielkim nieobecnym był Benitez Caseres, skutecznością niewiele ustępujący samemu Erico. W 1937 był już gwiazdą Boca Juniors, jednak sztab trenerski Paragwaju nie widział go w składzie- cóż za idiotyzm! Mimo tak niedorzecznych absencji Paragwaj pokazał kilku obiecujących zawodników, którzy niebawem zrobili udane kariery w lidze argentyńskiej, jak Esquivel, Marcial Barrios, Ortega, Flor czy też najlepszy z nich znakomity napastnik Aurelio Gonzalez. ,,Guarani’’ grali nierówno. Potrafili pokonać Urugwaj, lecz z Brazylią i Argentyną nie mieli cienia szans. Chile nieoczekiwanie rozgromiło Urugwaj 3:0 i stoczyło heroiczny bój z Brazylią, który był popisem napastników i blamażem obrońców. Wynik 4:6 na korzyść Brazylii dobrze oddawał te proporcje.

Natomiast Urugwajczycy owładnięci byli jedną myślą: po raz kolejny wygrać z Argentyną! Wszystko więc podporządkowali temu celowi, w trakcie innych meczów będąc wręcz nieobecnymi duchem. I dopieli swego. 60.tysięczna publiczność na Estadio San Lorenzo oglądała porywające swą dramaturgią widowisko. Już w 5 minucie Villadoniga strzelił gola, który ,,ustawił” dalszy przebieg meczu. Obrona Celestes skutecznie zamurowała dostęp do bramki. W 51 minucie Juan Emilio Piriz strzelił drugiego gola a ,,urusi” poszli za ciosem i w efekcie Varela podwyższył na 3:0. Dopiero wtedy gospodarze otrząsnęli się z szoku. Pod bramką Besuzzo rozpętał się huragan. Varallo w 63 i Zozaya w 68 minucie zmniejszyli klęskę do rozmiarów porażki. Na więcej nie starczyło czasu. O wszystkim decydował teraz ostatni mecz turnieju Argentyna-Brazylia. Canarinhos mieli 8 punktów, zaś Albicelestes 6 punktów. Po wyrównanym ciężkim meczu kapitalny rajd lewoskrzydłowego Enrique Garcii w 48 minucie przesądził sprawę. Wielcy rywale zrównali się punktami. Nie po raz pierwszy w dziejach Copa America doszło więc do dodatkowego meczu. W normalnym czasie przeciwnicy nie ustępowali sobie ani na jotę. Atak za atak, oko za oko. Urugwajski sędzia Mirabal zarządził dogrywke. Za doświadczonego Varallo wszedł nieopierzony młodzian, Vicente de la Mata. Nagle stało się coś takiego, jakby młody żarłoczny jastrząb spadł na spłoszone stadko kuropatw. De la Mata w przeciągu niespełna 4 minut(109 i 112) dwukrotnie odtańczył z piłką nieprawdopodobny taniec ,,świętego Wita” i kompletnie osłupiali obrońcy tylko spoglądali bezradnie jak baletmistrz wjeżdża do pustej bramki. Dzięki tym dwóm fantastycznym zagraniom Argentyna po 8 latach odzyskała Puchar Ameryki. Choć trzeba przyznać iż natknęła się na godnego siebie rywala. W turnieju po raz pierwszy zagrał Ekwador. Po raz czwarty z rzędu zwyciężyli gospodarze, za to pierwszy raz uczestniczyło w rywalizacji więcej niż połowa członków Conmebol. Po raz pierwszy też lider klasyfikacji o miano najlepszego snajpera, Chilijczyk Toro, zdołał strzelić aż 7 goli.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lahey
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Sysia11
@Stinger_

7

@FCBparasiempre
Chociaż grał z Polakami, podczas wojny polsko-bolszewickiej walczył po stronie tych drugich. Później już podczas II wojny światowej objął polską stronę. Historia pierwszego obcokrajowca w naszej lidze pełna jest niespodziewanych zwrotów akcji. Przed Wami Paweł Akimow, czyli pierwszy obcokrajowiec naszej ligi. Pierwsze kluby piłkarskie pojawiły się na obecnym terytorium naszego kraju w momencie, kiedy Polska nie widniała na żadnych mapach świata, a więc do roku 1918. W owym czasie obcokrajowcem formalnie był także Polak, lecz musiał on pochodzić z terenu będącego pod innym zaborem. Dlatego też biorąc pod uwagę definicyjne ujęcie innej narodowości, pierwszych wzmianek musimy szukać po roku 1914. Jeśli istnieje miejsce, w którym na kartach historii znajdziemy piłkarza innej narodowości, to z całą pewnością jest to Lwów, a dokładniej mówiąc, należy się przyjrzeć dwóm zespołom: Pogoni oraz Czarnym Lwów. Pierwsze oficjalne spotkanie obu zespołów miało miejsce podczas rozgrywania Mistrzostw Galicji w 1914 roku. Ich pojedynek był jednocześnie meczem derbowym o prym w mieście. Wobec tego w sposób nie do końca formalny zaciągały one do swoich szeregów Czechów, Węgrów oraz Austriaków, którzy licznie przebywali na tamtych terenach. Pierwszych wzmianek o takich zabiegach można odszukać w „Księdze Pogoni”. Dokładniej mowa o uczniu pochodzącym z niemieckiego gimnazjum, którego ściągnięto na skutek braków kadrowych. W jego przypadku głównym problemem była bariera językowa oraz to, że cechował się nadmierną ostrością w grze. Niestety nie znane nam jest nazwisko tego chłopaka, ponieważ „Księga Pogoni” spisywana była z ustnych przekazów i niestety nikt nie pomyślał, aby zapamiętać jego dane. Kolejne informacje przedstawiają węgierskiego zawodnika, który na co dzień reprezentował PCT Bela Deutsch a do Pogoni Lwów trafił przypadkiem. Należał on do szeregów pułku huzarów, który mniej więcej w 1907 roku stacjonował koło Lwowa. Dodatkowo w „Księdze” możemy odszukać wzmianki o niejakim Löblu, lewoskrzydłowym Victorii Wiedeń, a także o Johannie Kammererze z Florsidorfer AC. W obecnej stolicy Małopolski w 1909 roku pojawił się węgierski piłkarz Ludwik Dominiak, który reprezentował barwy Wisły Kraków do 1911 roku. Co ciekawe nie odniósł on wielkich sukcesów z zespołem ani nie był nawet wiodącym piłkarzem, to wedle podań miał on nauczyć kolegów z zespołu podań wykonywanych wewnętrzną częścią stopy, o czym niejednokrotnie wspominał Stanisław Mielech. „Dominus” trafił do Wisły z szeregów armii austriackiej. Mówiono o nim, że nie tylko był piłkarzem, ale także w pewnym momencie był także trenerem oraz swego rodzaju prezesem. Co ciekawe tym samym okresie rozegrał kilka spotkań dla Krakusa Podgórze. Poszukując pierwszego zagranicznego piłkarza w historii polskiej piłki, należy najpierw nakreślić, w jakim aspekcie będziemy przeprowadzać poszukiwania. Jeśli mamy na myśli formalne rozgrywki piłkarskie, to musimy się przenieść do 1927 roku, kiedy to rozegrano pierwsze krajowe mistrzostwa w systemie ligowym. W tym ujęciu pierwszym obcokrajowcem w sformalizowanym polskim futbolu był zawodnik Legii Warszawa Paweł Mironowicz Akimow grający na pozycji bramkarza, urodzony 27 grudnia 1897 roku w Moskwie. Profesjonalną przygodę z futbolem rozpoczął w 1923 roku jako zawodnik warszawskiej Legii. Występował głównie w spotkaniach towarzyskich oraz nieformalnych lokalnych turniejach. Dwa lata później na skutek problemów finansowych Legii przeniósł się do WTC Warszawa. Niestety trafił z deszczu pod rynnę, ponieważ przez ówczesnych włodarzy klubu został zaszantażowany nieprzedłużeniem wizy zezwalającej na pobyt w kraju, jeśli ten nie podpisze nowej umowy w klubie. W świetle tych wydarzeń postanowił wrócić do Legii. W innym przypadku zostałby deportowany do ZSRR, gdzie wisiało nad nim widmo represji politycznych dla zdrajców. Decyzja o powrocie do Legii okazała się strzałem w dziesiątkę pod względem sportowym. Niespełna rok później sięgnął z klubem po Puchar Polskiego Towarzystwa Eugenicznego, które jest uznawane za pierwsze trofeum w bardzo bogatej historii klubu. Choć trzeba zaznaczyć, że forma 15-minutowych spotkań rozgrywanych w systemie sześciu na sześciu ma niewiele wspólnego z obecną formułą.

W 1927 roku utworzono pierwsze mistrzostwa kraju rozgrywane w systemie ligowym a Akimow zadebiutował w rozgrywkach 15 maja 1927 roku w meczu przeciwko Warcie Poznań. W wygranym 3:1 spotkaniu stał się dodatkowo pierwszym obcokrajowcem, który oficjalnie zagrał w polskiej lidze. Dla Legii zagrał łącznie w 24* oficjalnych spotkaniach w latach 1925-1936. Co ciekawe na dwa lata przed końcem swojej piłkarskiej podróży w pojedynku z Garbarnią Kraków na skutek decyzji szkoleniowca Gustava Wiesera wystąpił jako napastnik. Zanim Akimow trafił do stołecznego klubu, po raz pierwszy w piłkę zagrał, reprezentując drużynę Internowanych Toruń, gdzie występował w 1921 roku. Dwanaście miesięcy później bronił barw Czarnych Toruń. Akimow wobec obecnych standardów swoim wyglądem nie przypominał bramkarza. Mierzył zaledwie 172 cm wzrostu. Co ciekawe swój debiut oraz ostatni mecz w barwach Legii Warszawa zaliczył w spotkaniach z Wartą Poznań, odpowiednio 15 maja 1927 roku i 23 sierpnia 1936. Losy Akimowa nie były łatwe. W 1920 roku otrzymał powołanie do Armii Czerwonej w randze szeregowca, a następnie trafił na front wojny polsko-bolszewickiej. Podczas starć pod Radzyminem został pojmany do niewoli przez polski oddział, po czym zamknięto go w obozie dla jeńców wojennych w okolicach Torunia. Po zakończeniu wojny nie zdecydował się na powrót na ziemie rosyjskie. W okresie międzywojennym zamieszkał w Warszawie i w 1921 roku złożył wniosek o przyznanie polskiego obywatelstwa. Uzyskał je dopiero w 1937 roku po ślubie z Polką. Po raz kolejny na front trafił po wybuchu II Wojny Światowej, a dokładniej mówiąc w trakcie kampanii wrześniowej. Po przedostaniu się na teren Francji wstąpił do 10 Brygady Kawalerii płk. Stanisława Maczka. Po krótkim czasie wysłano go do Wielkiej Brytanii, gdzie awansował na stopień kaprala 1. Dywizji Pancernej. Po roku 1944 brał udział w starciach na terytorium Francji, Holandii oraz Belgii. „Paszka” jak go nazywano, na froncie odznaczył się wielkim bohaterstwem, za co otrzymał Order Virtuti Militari. Podczas bitwy został poważnie raniony odłamkiem pocisku, na skutek czego doznał poważnych ran szarpanych brzucha, lecz pomimo tego postanowił on uratować kompana spod linii silnego ostrzału oddziału niemieckiego.

*W zależności od źródeł liczba jego występów dla Legii Warszawa wynosi 23 bądź 24 mecze.

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?