FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
9
Epokowe tournee ,,Niebieskich”:
1 stycznia 1935 r., dwa dni po historycznym zwycięstwie 1:0 nad Bayernem Monachium, Ruch Hajduki Wielkie pokonuje w Stuttgarcie tamtejszy VFB 5:4, prowadząc sensacyjnie już do przerwy 5:2! Koncert w Stuttgarcie zagrali: Wilimowski, który popisał się hattrickiem oraz Peterek strzelec 2 goli. Przypominam że Ruch Chorzów to jedyny polski klub, który zdołał pokonać Bayern Monachium!
@Adran360
@FcPortoFan1999
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@NeroTFP1
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
@Symson
10
Legendy polskiego futbolu:
1 stycznia 1900 r. we Lwowie urodził się Mieczysław Batsch, legendarny polski napastnik. ,,Niechaj zwycięstw wciąż seria nowa wieńczy łuki twoich bram, strzelaj bramki na chwałę Lwowa, Pogoń niechaj żyje nam” – tak brzmi fragment przedwojennego hymnu Pogoni Lwów, czterokrotnego mistrza Polski, drużyny 19 reprezentantów Polski. Mieczysław Batsch jest jednym z symboli najlepszego okresu „Pogoniarzy”. Przygodę z piłką zaczynał w uczniowskim klubie Hellada Lwów, jednak jako 16-latek przeszedł do Pogoni i jest powszechnie uważany za jej wychowanka. Razem z Wacławem Kucharem i Józefem Garbieniem tworzył słynne ofensywne trio Pogoni w jej najlepszym okresie przed powstaniem ligi polskiej (tytuły mistrzowskie w latach 1922, 1923, 1925, 1926). Niezwykle przebojowy, waleczny, świetnie wyszkolony technicznie, z nosem do strzelania goli – to wszystko zjednało mu szerokie grono entuzjastów w całym kraju. Był członkiem reprezentacji olimpijskiej, która przygotowywała się do występu na igrzyskach w Antwerpii w 1920 r. (do startu nie doszło wskutek wojny polsko-bolszewickiej). W 1924 r. do Paryża już pojechał, jednak tam Polacy zakończyli udział w turnieju po porażce 0:5 z Węgrami. Jako rezerwowy był obecny na pierwszym historycznym meczu Polaków w Budapeszcie (18 grudnia 1921 r.), a zadebiutował ostatecznie 2 grudnia 1923 r. z Rumunią (remis 1:1). W sumie w reprezentacji zagrał 11 razy i strzelił osiem goli, w tym aż cztery w wygranym 7:1 meczu z Finlandią (Poznań, 8 sierpnia 1926 r.). Z koszulką z orłem na piersi pożegnał się 12 września 1926 r. – Polska wygrała z Turcją 6:1, a Batsch dwa razy trafił do siatki rywali. Debiutował i żegnał się z reprezentacją w swoim ukochanym Lwowie. Po zakończeniu kariery w 1929 r. grywał w Oldboyach Lwów, był także członkiem Sądu Koleżeńskiego LKS Pogoń Lwów. Znalazł czas na naukę i w 1931 r. ukończył Wydział Mechaniczny Politechniki Lwowskiej. Pracował w okręgowej dyrekcji PKP we Lwowie, po wojnie to samo robił w Przemyślu i Medyce. Tuż przy nowej granicy z ZSRR codziennie obserwował odjeżdżające do Lwowa pociągi, jednak sam nigdy nie zdecydował się pojechać do miasta swojej młodości. Do pięknych lwowskich czasów miał okazję wrócić na chwilę w 1957 r. Odbył się wtedy w Warszawie z okazji jubileuszu 50-lecia kariery sportowej Wacława Kuchara mecz byłych zawodników Pogoni z Polonią Warszawa. Zmarł 27 września 1977 r. w Przemyślu i tam został pochowany.
@Symson
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Adran360
9
Cules pamiętają:
1 stycznia 2014 r. w wieku 90 lat zmarł Josep Seguer, legenda Blaugrany. Josep Seguer całe swoje życie spędził grając w FC Barcelonie. W 1940 roku dołączył do młodzieżowych rezerw Barçy, zaś w 1943 roku awansował do pierwszej drużyny, gdzie spędził czternaście sezonów. Seguer występował najczęściej na pozycji pomocnika i zdobył wszystkie najważniejsze tytuły z Barçą w latach 40-tych. Być może stało się to dlatego, że miał wielką zdolność do przystosowywania się do każdej pozycji. Ponadto był zarówno silny jak i utalentowany. Przeciwnikom zawsze bardzo trudno było przewidzieć jego następny ruch. Jego przydomek ,,Diesel” wziął się od niesamowitej ilości przebiegniętych kilometrów podczas każdego spotkania. Jego umiejętności i wytrzymałość sprawiły, że stał się filarem legendarnej drużyny ,,Pięciu Pucharów’’. W sezonie 1942/43 został wypożyczony do Granollers, sezon później wrócił do pierwszego zespołu Barcelony, w którym grał przez 14 lat(1943-1957), rozegrał 495 spotkań i zdobył 133 gole. Seguer z Barçą pięciokrotnie wygrywał Primera Division, czterokrotnie Puchar Hiszpanii, dwa razy Copa Latina oraz dwa Copa Eva Duarte. W 1959 roku zakończył karierę piłkarską i rozpoczął pracę jako trener. Początkowo występował jako zastępca Salvadora Artigasa, jednak na początku sezonu 1969/1970 pierwszy trener został zwolniony i to właśnie Seguer objął to stanowisko, jednak prowadził Dume Katalonii tylko w 11 meczach. Zastąpił go Vick Buckingham a Seguer został jego asystentem. Będąc trenerem Villareal w trzeciej lidze odkrył talent Roberta, który grał później dla Barçy i Valencii. W latach 80-tych na stałe zamieszkał w L’Hospitalet de L’Infant, gdzie założył penye Barcelony i został jej pierwszym prezydentem. W kwietniu 2013 r. na krótko przed śmiercią Seguera prezydent Rosell oddał mu hołd, odwiedzając go w domu wypełnionym trofeami i pucharami zdobytymi w ciągu całej kariery.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
@Symson
9
Zapomniane El Clasico:
1 stycznia 1932 r. FC Barcelona zremisowała na ,, Camp de Les Corts” z Realem Madryt 1:1 w 6 kolejce Primera Division. Pierwszego gola dającego prowadzenie Blaugranie strzelił znakomity napastnik Angel Arocha w 68 minucie. Do remisu na 12 minut przed końcem doprowadził Luis Regueiro z rzutu karnego. Ten remis uplasował Dume Katalonii na 4 pozycji, tracąc 4 punkty do prowadzącego Espanyolu.
@Symson
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Arkon
@Adran360
8
Debiut legendarnej Katalońskiej ,,La Brujy”:
1 stycznia 1921 r. znakomity prawoskrzydłowy Vicenç Piera zadebiutował w pierwszej drużynie Blaugrany. Młodziutki Vicenç zastąpił wówczas kontuzjowanego Paulino Alcantare i w swoim debiucie przeciwko Arenas de Getxo strzelił 2 gole! To był mecz towarzyski wygrany ostatecznie przez Barçe 3:1. Od tamtego dnia Piera grał we wszystkich meczach Barçy aż do przejścia na piłkarską emeryturę.
@Adran360
@Arkon
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
@Symson
7
@FCBparasiempre
Zdaniem niektórych była to kara za ślub z katoliczką. Fergusona niesłusznie oskarżano, że jego pierwszy syn Martin był ochrzczony w kościele katolickim. Żeby zrozumieć powagę sytuacji, trzeba przypomnieć sobie, że tamte czasy pełne były konfliktów na tle wyznaniowym. Inni twierdzili, że Alex nie poradził sobie z presją ogromnej kwoty transferowej. Sam Ferguson stwierdził po latach, że jego walka o akceptację przebiegała trudniej, niż powinna. Choć Alex Ferguson miał propozycję transferu do Nottingham Forrest, zdecydował się na przenosiny do występującego w Second Division Falkirk. Grał tam dla swojego byłego menadżera z Dunfermline – Williego Cunnighama. Drużyna szybko awansowała do wyższej ligi, a Ferguson kilka razy pokazał partnerom, co oznacza jego gniew. W przerwie meczu Pucharu Szkocji na Ibrox pobił się z Johnem McLaughanem, który popełnił błąd przy golu dla Rangersów. W tym czasie menadżer, jak gdyby nigdy nic, opierał się łokciem o ścianę, czekając na rozstrzygnięcie bokserskiego pojedynku. Rozdzieliło ich dopiero kilku młodszych zawodników. W następnym sezonie przeniesiono do go trzeciego zespołu, gdzie trenował praktycznie samotnie. Zdarzało się, że wyjeżdżał na mecze tak niskiego szczebla i nawet nie wchodził na boisko. Doskonale wiedział, że jego dni na Ibrox są policzone. Klub, który kochał za dziecka, co chwilę wystawiał go na pośmiewisko. Choć Alex Ferguson miał propozycję transferu do Nottingham Forrest, zdecydował się na przenosiny do występującego w Second Division Falkirk. Grał tam dla swojego byłego menadżera z Dunfermline – Williego Cunnighama. Drużyna szybko awansowała do wyższej ligi, a Ferguson kilka razy pokazał partnerom, co oznacza jego gniew. W przerwie meczu Pucharu Szkocji na Ibrox pobił się z Johnem McLaughanem, który popełnił błąd przy golu dla Rangersów. W tym czasie menadżer, jak gdyby nigdy nic, opierał się łokciem o ścianę, czekając na rozstrzygnięcie bokserskiego pojedynku. Rozdzieliło ich dopiero kilku młodszych zawodników. Następnym razem furię okazał w meczu pożegnalnym Arthura Hamiltona. Kiedy jego kolega z boiska, niejaki Ford, niecelnie podał piłkę, wystawił się na gniew Alexa. ,,Fergie przebiegł sprintem przez całe boisko, żeby mnie opieprzyć, a gra toczyła się dalej. Wbijał mi palec w twarz. Nie podobało mi się to co mówił i nie podobał mi się ten palec, więc mu trochę oddałem” – opowiadał uczestnik zajścia. Temperament i kontuzje ostatecznie zgasiły karierę Fergusona. Przed końcem zdążył jeszcze zagrać killa spotkań w Ayr, by ostatecznie zawiesić piłkarskie buty ma kołku. Miał 33 lata i był już ojcem trójki synów. W 1974 roku powrócił do Falkirk, żeby podpisać swój pierwszy kontrakt trenerski z East Stirlingshire.
10
@FCBparasiempre
Panie i Panowie, 83 lata kończy dziś Alex Ferguson. Kiedy 8 maja 2013 roku Alex Ferguson ogłosił, że po sezonie kończy z futbolem, piłkarski świat się zatrzymał. Przecież odchodził największy menadżer w historii dyscypliny, człowiek, którego sepleniący szkocki akcent już na zawsze będzie kojarzyć się ze słynną „suszarką”. W trakcie 27 lat w Manchesterze United prowadził tę drużynę w 1500 spotkaniach, co jest absolutnym rekordem. Żeby zrozumieć etos pracy Szkota, trzeba cofnąć się do Wielkiej Brytanii z czasów tuż po II wojnie światowej. Ulice pełne kataryniarzy, piosenkarzy i sprzedawców owoców. Gdzieś w tle migoczące stoczniowe żurawie. I ciągłe odgłosy stoczni. Właśnie tak wyglądało Govan, dzielnica Glasgow, w której dorastał Alexander Chapman Ferguson. Urodził się w Sylwestra 1941 roku, kilkanaście dni po tym, jak Japonia zaatakowała Pearl Harbor. Wielka Brytania była już w stanie wojny, jednak największy zbrojny konflikt w dziejach, nie miał bezpośredniego wpływu na dzieciństwo małego Szkota. Imię otrzymał po ojcu, który należał do klasy robotniczej. Pracował jako ochroniarz w sklepie, później także jako stoczniowiec. Był człowiekiem skrytym, jednak niezwykle impulsywnym. To właśnie po nim późniejszy menadżer Manchesteru United odziedziczył tę cechę charakteru. Matkę Lizzie Ferguson opisywał jako „kamień naszego życia”. Była kobietą niezwykle silną, uwielbiała tańczyć. „Pochodzenie nigdy nie powinno stanowić przeszkody w osiągnięciu sukcesu. Skromne początki w życiu mogą czasem pomóc raczej niż zaszkodzić. Jeśli przyjrzeć się ludziom, którzy odnoszą sukces, warto spojrzeć na to, czym się zajmowali ich rodzice, by zrozumieć, skąd u ich dzieci taka energia i motywacja” – Alex Ferguson w swojej autobiografii wydanej przez Wydawnictwo Literackie. Ferguson lubił powtarzać, że człowiek jest tym, kim są jego rodzice. Doskonale rozumiał fakt, że to właśnie oni mają największy wpływ na życie potomka. Tak jak w wielu rodzinach w tamtym czasie, Fergusonów nie było stać na wystawne życie, jednak nigdy też nie głodowali. Nie mieli telewizora, ani własnego samochodu. ,,Zawsze mieliśmy co jeść, nigdy nie chodziliśmy na wagary, byliśmy czyści” – opowiadał po latach Alex Ferguson. Mieszkał we wspólnym pokoju z młodszym bratem Martinem. To właśnie jego kilkadziesiąt lat później mianuje szefem skautów Manchesteru United, a brat odwdzięczy się wynalezieniem dla klubu Ruuda van Nistelrooya czy Diego Forlana. Wróćmy jednak do Govan. Chłopców uczono prostych zasad, w myśl których postępowali przez całe życie. Ich matka w obawie przed wejściem w złe towarzystwo, zapisała synów do młodzieżowych organizacji charytatywnych. Nie przynosiło to jednak zamierzonych skutków, ponieważ Alex i Martin co jakiś czas wracali do domu ze śladami bójki na twarzy. A wszystko przez impulsywny charakter Szkota, który od najmłodszych lat, twardo stał przy swoim zdaniu. Martin wspominał, że jego brat kochał rywalizację, ale nienawidził przegrywać. Zdarzało się też, że podkradał pieniądze, żeby grać z kolegami w karty. Od najmłodszych lat Alex Ferguson był zakręcony na punkcie piłki nożnej. Podobnie jak większość Govan od dziecka był „niebieski”. Kibicował Rangersom, choć jego ojciec potajemnie kochał się w drugiej drużynie z Glasgow-Celticu. Miłości do zielono-białych nie odziedziczył też drugi z potomków Alexandra, więc w trakcie Old Firm Derby w domu państwa Ferguson, musiało dochodzić do ciekawej wymiany zdań. Chłopcy wspólnie chodzili na Ibrox podziwiać swoich idoli. Później wracali na ulice i grając z kolegami, wyobrażali sobie, że są jednymi z nich. W tym przypadku nie różnili się od miliardów dzieci z innych zakątków świata. Duży wpływ na młodego, uczęszczającego do szkoły średniej Alexa miał Douglas Smith, który włączył go do drużyny Drumchapel Amatuers. To właśnie on wychował m.in. Kenny’ego Dalglisha, Paddy’ego Creranda czy Davida Moyesa, który później zastąpi Alexa Fergusona na stanowisku trenera United. Smith swoim podopiecznym wpajał twarde zasady moralne, które pokrywały się z wizją wychowywania dzieci przez Alexandra seniora. Były to: dyscyplina, dobre zarządzanie czasem, nieprzeklinanie, duch sportowy, a także duch walki. Wiele z tych cech Alex przekazywał swoim podopiecznym. Być może wyjątkowa barcelońska noc 1999 roku miała swój początek już w latach 50. w Glasgow…
Wkrótce po szesnastych urodzinach Ferguson odszedł z Drumchapel, żeby grać w amatorskim, aczkolwiek legendarnym Queen’s Park. To najstarsza szkocka drużyna, która dwukrotnie grała w finałach Pucharu Anglii. Już sama możliwość kopania piłki na słynnym Hampden, była dla młodego Fergusona wielką nobilitacją. Tak dużą, że jak przystało na kluby amatorskie, grę stawiał ponad zarobki. Za występy w The Hoops nie dostawał ani centa. Pieniądze zarabiał na praktykach w narzędziowni Wickman’s. Tam też zasłynął jako prowodyr strajku praktykantów, domagając się większych pensji. Po sześciu tygodniach strajk zakończył się fiaskiem. Grał na pozycji napastnika. Szybko przeszedł przez młodzieżowe szczeble, by kilkanaście miesięcy później zadebiutować już w rozgrywkach seniorskich. Było to miesiąc przed jego siedemnastymi urodzinami. Drużyna Queens Park udała się na mecz do dalekiego Stranraer. W trakcie tamtego spotkania odebrał kolejną cenną lekcję. Kiedy w przerwie poskarżył się trenerowi, że został ugryziony przez lewego obrońcę przeciwnika, usłyszał w odpowiedzi, że ma odwdzięczyć się tym samym. Niestety źródła nie podają, czy Ferguson posłuchał rady trenera. Wiadome jest, że strzelił bramkę po solowym rajdzie, jednak jego drużyna przegrała 1:2. Po zawstydzającej porażce cała drużyna wymknęła się ze stadionu i przeszła przez tory kolejowe, czekając na pociąg do Glasgow. Ostatecznie w Queen’s Park spędził trzy sezony. Pozostawił po sobie 15 zdobytych goli a także opinię zawodnika, który… unikał treningów. ,,Dwóch czy trzech z nas dobrze biegało na ćwierć mili. Niektórym się to nie podobało. Zaczynając bieg, szukaliśmy wzrokiem pozostałych, ale na torze nie było nikogo. Chowali się w tunelu albo gdzieś indziej i dołączali do nas na trasie, gdy trochę już przebiegliśmy. Alex był zawsze jednym z nich. Nie wyróżniał się też jako zawodnik. Ale to był dobry chłopak” – wspominał wspólne czasy w Queen’s Park, bramkarz Bill Pinkerton. Skuszony obietnicą regularnych występów w First Division, Alex Ferguson podpisał kontrakt z drużyną St. Johnstone. Tam szybko zrozumiał, że został oszukany. Obietnica w gry w pierwszym składzie szybko stała się mrzonką, gdy do klubu mającego swoją siedzibę w Perth dołączył Jimmy Gauld. Szkot dalej pracował w narzędziowni, jednak przeniesiono go do innego zakładu. Żeby dostać się na trening, dwa razy w tygodniu musiał przesiadać się z autobusów do taksówek, a następnie pociągu. Podróż była długa, umilały ją jedynie żarty z kolegami z zespołu. I także w tym przypadku, klub złamał dane wcześniej słowo. Alexowi obiecano, że St. Johnstone będzie zwracać pieniądze za dojazdy, które były bardzo kosztowne. Jak nie trudno się domyślić, nic takiego nie miało miejsca. W ostatniej kolejce sezonu 1961/1962 doszło do spotkania Dundee United z drużyną Fergusona. Dundee do wygrania ligi wystarczał remis, który również satysfakcjonował „Świętych” – dawał im utrzymanie w lidze. Przed meczem jeden z piłkarzy St. Johnstone zaproponował po trzydzieści funtów dla każdego piłkarza Dundee, w zamian za podział punktów. Trzeba wiedzieć, że była to niezła suma, w wysokości tygodniowych zarobków. Ofertę odrzucono, choć zdaniem Iana Ure, byłego obrońcy United, nie wszyscy piłkarze w tamtym meczu grali zgodnie z przyjętymi standardami i zasadami moralnymi. W tym spotkaniu grał także Ferguson. Zdobył nawet gola głową, jednak sędzia go nie uznał. Zdaniem Alexa- niesłusznie. Dundee wygrało 3:0 i mogło cieszyć się z mistrzostwa Szkocji, a St. Johnstone musiało pogodzić się ze spadkiem z ligi. Co prawda „Święci” szybko wrócili do najwyższej klasy rozgrywkowej, jednak bez znacznego udziału Alexa, którego kariera zdecydowanie zwolniła. Z tamtym okresem wiąże się jednak pewna ciekawa anegdota. Zniechęcony brakiem występów w pierwszej drużynie Ferguson, poprosił dziewczynę brata, żeby zadzwoniła do klubu, udając jego matkę i poinformowała trenera, że Alex zachorował na grypę. Było to dzień przed spotkaniem drużyny rezerw z ukochanymi Rangersami na Ibrox. Trener szybko odkrył spisek i wysłał telegram do rodzinnego domu z prośbą o jak najszybszy kontakt. Okazało się, że część piłkarzy faktycznie zachorowała na grypę. Rodzice się wściekli, a ich potomek stawił się w hotelu, oczekując na mecz. Kiedy wspólnie z bratem przychodzili na Ibrox podziwiać piłkarzy w niebieskich koszulkach, wiele razy Alex wyobrażał sobie, jak pakuje piłkę do bramki rywala. Tak też było i w tamtym spotkaniu. Trzykrotnie pokonał bramkarza Rangersów, czarując do tego stopnia, że o jego wyczynie wspomniała telewizja. Miał wtedy już ponad 20 lat i spełnił jedno ze swoich dziecięcych marzeń, z jedną różnicą. To Rangersi byli ofiarą. St. Johnstone wygrali to spotkanie 3:2, a obecny na trybunach papa Ferguson, przez całe 90 minut czytał książkę. Tego dnia przyszły menadżer „Czerwonych diabłów” odebrał kolejną lekcję, która przyda mu się w kontaktach z piłkarzami. Kiedy zapytał ojca o swój występ, usłyszał jedynie „okej”. Po latach zrozumiał, że dzięki temu nie popadł w samozachwyt. I wielokrotnie podobne chwyty stosował na Davidzie Beckhamie czy Cristiano Ronaldo. Mniej więcej w tym samym czasie poznał Cathy Holding – kobietę, która na zawsze odmieniła jego życie. Kobietę, która spędziła całe życie z najbardziej utytułowanym menadżerem w historii futbolu, nazywając jego dyscyplinę „głupią grą”.
Związek z Cathy uświadomił Fergusonowi, który już wtedy zarabiał dobre pieniądze, że najwyższy czas podążać za własnymi marzeniami i spróbować dostać się Rangersów. Zanim jednak do tego doszło, odebrał kolejną, niezwykle cenną lekcję… Latem 1964 roku podpisał kontrakt z Dunfermline. Ekipa z regionu Fife robiła wrażenie w Szkocji. Pod przewodnictwem Jocka Steina zaliczyła przygodę w Pucharze Miast Targowych w sezonie 1962/1963, gdzie wyeliminowała Everton, a w kolejnej rundzie potrafiła ograć na własnym boisku Valencię 6:2. Kiedy Ferguson przechodził na East End Park, Stein był już trenerem Hibernianu. Pozostawił po sobie spuściznę, która tak zainspirowała Alexa, że schemat powielał w każdym klubie, w którym pracował jako menadżer. Jock Stein był wizjonerem. Doskonale wiedział, że klub piłkarski nie może opierać się jedynie na zagranicznych, ani nawet krajowych transferach. Rozumiał biznes tego sportu i doskonale wiedział, że z ekonomicznego punktu widzenia lepiej jest wychowywać własnych piłkarzy, niż kupować. Wiedział też, że lokalni gracze, zawsze będą bardziej zżyci z kibicami i poświęcą więcej dla zwycięstwa drużyny. Znajome, prawda? Grając w Dunfermline, Ferguson ostatecznie porzucił pracę w narzędziowni, na rzecz całkowitego skupienia się na futbolu. Gdy zostałem pełnoetatowym piłkarzem, byłem zdecydowany, by pozostać w futbolu. Jako praktykant w narzędziowni wstawałem z łóżka i wskakiwałem do zatłoczonego autobusu do Hillington, w którym każdy palił fajki. Potem mogłem kupić swój pierwszy samochód i codziennie rano jeździć do Dunfermline w świeżym powietrzu – co za odmiana! – wspominał po latach, cytowany w książce „Futbol cholera jasna! Patricka Barclaya. To właśnie w trakcie pobytu w tym klubie zdecydował, że zrobi licencję trenerską. W klubie panowała rodzinna atmosfera. Piłkarze znali się doskonale, bo w większości awansowali do pierwszego zespołu z drużyny juniorów. Wszyscy zarabiali takie same pieniądze, a po treningach spotykali się w kinowej kafejce, by za pomocą pieprzniczek i solniczek dyskutować o taktyce. Oczywiście, jednym z najbardziej zaangażowanych w dyskusje był Alex Ferguson. I ta atmosfera miała bezpośrednie przełożenie na postawę na boisku. Duży wkład w grę drużyny miał Ferguson, który właśnie w tym historycznym szkockim mieście grał najlepszy futbol w karierze. Strzelał regularnie i zadebiutował w europejskich pucharach. Było to w szwedzkim Goteborgu, w meczu przeciwko Orgryte. Spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, a z racji zwycięstwa w pierwszym starciu (4:2), to Szkoci awansowali dalej. Następnie odprawili Stuttgart, by przegrać w trzeciej rundzie z Athletikiem Bilbao po dodatkowym meczu. W debiutanckim sezonie w „The Pars” miał szansę na Puchar Szkocji, jednak jego zespół przegrał z Celtikiem prowadzonym przez Steina (2:3). Ferguson cały mecz przesiedział na ławce, w międzyczasie w dość ostrych słowach komentując decyzję trenera. Po meczu zażądał nawet transferu, jednak klub nie wyraził na to zgody. W marcu 1966 roku Alex Ferguson poślubił Cathy. Ślub odbył się w sobotę rano, a już po południu Szkot był w na boisku w starciu z Hamilton Academical. Co więcej, następnego dnia zameldował się w hotelu, gdzie wspólnie z resztą drużyny przygotowywał się do rewanżowego meczu 1/4 finału Pucharu Miast Targowych. Tam strzelił nawet dwie bramki Realowi Saragossie, jednak Dunfermline odpadło po dogrywce. Mając dwadzieścia pięć lat, uzyskał dyplom trenera, szkoląc się wcześniej w centrum treningowym reprezentacji Szkocji w pobliżu Largs. Dzielił tam pokój z Jimem McLeanem, a uczył ich Bobby Seith. ,,Alex i Jim byli dobrymi uczniami. Już wtedy można było odnieść wrażenie, że daleko zajdą. Zawsze chętnie analizowali różne rzeczy, chcieli się uczyć i zadawali pytania” – wspomina Seith. Tam odebrał kolejną lekcję. Wpajano mu zasady, że warto dopasowywać strategię do piłkarzy, nie odwrotnie. Rok 1967 był ostatnim w Dunfermline. Zanim odszedł z tego klubu, zdążył jeszcze w barwach reprezentacji Szkocji odbyć tournée po świecie. Była to reprezentacja złożona z piłkarzy występujących tylko w lidze szkockiej. Coś na wzór reprezentacji Polski na turniejach w Tajlandii. Spotkań tych nie zalicza mu się jednak do oficjalnych statystyk, choć zdaniem Fergusona zupełnie nie słusznie. Do Glasgow trafił po głośnym, wartym 65 tysięcy funtów transferze. Już pierwszego dnia po podpisaniu kontraktu , Alex Ferguson musiał mierzyć się z przeszkodami. Pierwszą, choć z pozoru niewinną, było pytanie dyrektora klubowego o ślub z Cathy. Ferguson, który był protestantem, idealnie pasował w wizję klubu, który opierał się właśnie na ludziach tego wyznania. Cathy zaś była katoliczką, co nie odpowiadało wielu osobom związanymi z „The Gers”. Co ciekawe, dopiero pierwszym katolikiem, który reprezentował barwy Rangersów po I wojnie światowej, był Mo Johnston. Choć drużyna z niebieskiej części Glasgow była wymarzonym klubem Alexa, którym kibicował od dziecka, czas spędzony na Ibrox był niezwykle trudny. Niedługo po jego przyjściu do klubu w niezbyt elegancki sposób zwolniono trenera Scota Symona, co nie spodobało się impulsywnemu Fergusonowi do tego stopnia, że sam chciał wymierzyć sprawiedliwość włodarzom klubu i zażądać transferu. Do protestu jednak nie doszło. W zamian za to, Ferguson strzelił dwie bramki FC Koeln w Pucharze Miast Targowych. W pierwszym sezonie gry w Rangersach, nasz bohater był najlepszym strzelcem zespołu. Atmosfera w klubie nie była jednak najlepsza. Pogorszyła ją utrata w ostatnim meczu sezonu mistrzostwa Szkocji, które zdobył największy rywal z drugiej części miasta. Rangersi przegrali decydujące spotkanie na własnym boisku z Aberdeen, a kibice ze złości wybili szyby w szatni. Czekając kilka godzin na wsparcie, Alex Ferguson miał dużo czasu na przeanalizowanie słów Jocka Steina, który był trenerem Celtiku. Przed decydującym spotkaniem wypowiedział się dla prasy, że mistrzostwo jest już w rękach Rangersów i to tylko oni sami mogą je oddać. Tę zagrywkę psychologiczną Alex będzie praktykował później wiele razy. Nauki Steina przyszły menadżer „Czerwonych Diabłów” chłonął jak gąbka. Miał na to wiele okazji, ponieważ często spotykali się wspólnie z żonami na kolacjach, w miejscowych restauracjach. W barwach „The Gers” nie grał zbyt dużo. Nie zgadzając się odejść z klubu, ściągnął na siebie gniew trenera, który przeniósł go do zespołu rezerw. Co prawda Alex miał szansę na rehabilitację w finale Pucharu Szkocji przeciwko Celtikowi w 1969 roku, jednak zawalił tam gola. Rangersi przegrali 0:4, a kozłem ofiarnym uznano właśnie Fergusona. To starcie było jego ostatnim w pierwszej drużynie tego klubu. W następnym sezonie przeniesiono do go trzeciego zespołu, gdzie trenował praktycznie samotnie. Zdarzało się, że wyjeżdżał na mecze tak niskiego szczebla i nawet nie wchodził na boisko. Doskonale wiedział, że jego dni na Ibrox są policzone. Klub, który kochał za dziecka, co chwilę wystawiał go na pośmiewisko.
9
Sir Alex obchodzi dzisiaj…(reszty dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz)
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
11
Pięć szwów nad okiem:
Obecnie ciężko usłyszeć o wybrykach piłkarzy Barçy w Sylwestrową noc, lecz zupełnie inaczej było przed laty, gdy klub reprezentowali tacy zawodnicy jak Neymar czy bohater naszego tekstu- Romario. Brazylijczyk pojawił się co prawda na pierwszym treningu w 1995 r. a w jego przypadku było to dość rzadkim wydarzeniem, ponieważ z każdego pobytu w Brazylii wracał spóźniony. Niestety i tym razem nie obyło się bez skandalu, gdyż nad prawym okiem Romario widniało pięć szwów. Według relacji Brazylijczyka, podczas Sylwestra w Rio de Janeiro został trafiony puszką piwa i nie był zdolny do treningów przez kilka dni. Johan Cruijjf pozostał jednak nieugięty, mając w pamięci zbliżający się mecz z Realem Madryt i napastnik wziął udział w popołudniowym rozruchu. W międzyczasie Romario uciął w wywiadach plotki transferowe i zdementował pogłoski o planowanej wymianie na Denisa Bergkampa. Obiecał również wypełnić obowiązujący go kontrakt i dopiero wtedy wrócić do Brazylii. Niestety już po trzech dniach menedżer piłkarza oświadczył Joanowi Gaspartowi że rodzina Romario już nie chce wracać do Barcelony i piłkarz pragnie odejść. Gaspart jednak nie zgodził się na żadne negocjacje przed El Clasico. Cała sytuacja rozsadziła drużynę od środka i Blaugrana przegrała 5 stycznia z Realem 5:0! Dwa dni później Romario przeszedł do Flamengo za 4,5 mln euro, mówiąc że nigdy już nie wyjedzie z Brazylii żeby grać w piłke. Nie spełnił jednak kolejny raz danego słowa i w 1996 r. trafił do Valencii. Później zwiedził jeszcze Katar, USA i Australie ale już nigdy nie osiągnął poziomu gry z FC Barcelony. Ach ci Brazylijczycy, oni żyją w innym świecie…
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
1
@Safrani Przedewszystkim z powodu Kazimierza Deyny, który tam kiedyś grał ale też w dużej mierze z powodu Sergio Aguero, którego zawsze bardzo lubiłem i od kiedy wywalczył z Obywatelami mistrzostwo kibicuje im na całego w Premier Lig!
1
@Safrani No widzisz, ja też tej historii nie znałem dopóki nie kupiłem książki ,,Historia Ruchu Chorzów". Nie jeden by mnie zapytał: A co ty Podlasiak tak się interesujesz przedwojennymi dziejami ,,Niebieskich", zwłaszcza że jesteś kibicem Widzewa!? Generalnie jest to rzeczywiście troche dziwne. Jednak w moim przypadku bardzo zaważyła postać Ernesta Wilimowskiego, bez wątpienia geniusza polskiego futbolu, dla mnie bez dwóch zdań najlepszego w dziejach. To przez jego nadzwyczajne wyczyny bardzo zainteresował mnie Ruch Hajduki Wielkie, na tyle ze pozwoliłem sobie kupić już 2 tomy historii o cudownych przedwojennych ,,Niebieskich"...
0
@FcPortoFan1999 No ale to raczej w meczu o stawke. Nie wierze że wszyscy polscy piłkarze pękają już w szatni przed meczem towarzyskim, no nie przesadzajmy...
0
@FcPortoFan1999 W piłce nożnej wszystko jest ,,wątpliwe"...
1
@FcPortoFan1999 Do 100 lat brakuje równe 10(!), więc trzeba by było w tym czasie zorganizować jakiś towarzyski mecz z nimi, najlepiej w Polsce! Pytanie tylko kto się tego podejmie...?
1
@FcPortoFan1999 Dlatego tym bardziej trzeba docenić ten wielki wyczyn ,,Niebieskich" i pamiętać o nim....
2
@RoberDzik Zdecydowanie Manoel Francisco dos Santos!
6
@FCBparasiempre
23 grudnia Ruch Hajduki Wielkie rozegrał kontrolne spotkanie z reprezentacją Szarleja, które wygrał 7:0. Sparing był konieczny w celu zachowania rytmu meczowego zawodników przed jednym z najważniejszych wyjazdów zagranicznych klubu w jego przedwojennej historii. 30 grudnia 1934 r. Ruch miał się zmierzyć w Monachium z Bayernem a dwa dni później z VFB Stuttgart. Ekipa Ruchu wyjechała do Bawarii w ligowym składzie: Tatuś w bramce, Wadas, Kacy lub Rurański w obronie, w pomocy Dziwisz, Badura, Zorzycki lub Panhirsz oraz Urban, Giemsa, Peterek, Wilimowski i Wodarz w ataku. Rezerwowymi byli Kubis, bramkarz Krömer, Nowakowski oraz naturalnie trener Gustav Wieser. Z ramienia Polskiego Związku Dziennikarzy Sportowych odział śląski reprezentował redaktor Edmund Karaś, który tak oto zrelacjonował ten mecz: ,, W niedziele w południe z pieśnią na ustach przybyliśmy autobusem do stadionu Bayernu. Pogoda doskonała, aczkolwiek boisko wskutek deszczu, jaki padał w dniu poprzednim, było rozmokłe. Gdy przybyliśmy do szatni ogarnia nas wszystkich podniecenie, lecz gdy dowiadujemy się z ust kierownika drużyny że ekipa gra w ,,byczym” składzie: Tatuś, Rurański, Kacy, Dziwisz, Badura, Zorzycki, Urban, Giemsa, Peterek, Wilimowski, Wodarz, wiara w nasze siły nas nie opuściła. Według wzrostu wybiega drużyna Ruchu na boisko. Gromkie trzykrotne ,,Cześć” Ślązaków, witają Bawarczycy długotrwałemi oklaskami. Po chwili później idą Bawarczycy. Bez ceremonii powitalnych Wodarz dokonuje w towarzystwie sędziego i kapitana drużyny Bawarczyków Szneidra wyboru boiska. Ruch gra przeciwko wiatrowi i słońcu a więc w warunkach mniej korzystnych od Bawarczyków. Gre rozpoczyna Ruch i przez 10 minut demonstruje ładną gre. Bawarczycy cofają się do defensywy i powtarza się znów ten sam obraz gry, co w meczu z Bawarczykami w Wielkich Hajdukach(porażka 1:2 z 8 grudnia). Ślązacy, znając już taktykę przeciwnika, przeszli do defensywy by umożliwić naszemu atakowi rozwinięcie się w polu przeciwnika. Taktyka taka okazała się doskonałą bowiem Bawarczycy, trzymając się swego systemu gry defensywnej, popsuli w ten sposób swe szyki, gdyż Ruch zmusił ich do gry ofensywnej. W połowie pierwszej części gry przeciwnicy kilkukrotnie poważnie zagrażają bramce Ruchu i w 21 minucie na skutek nastrzelonej ręki Dziwisza, sędzia dyktuje rzut karny. Wśród niesłychanego napięcia czekano na wykonanie rzutu, który w 99 procentach zwykle się udaje. Piłka ostro strzelona leci płasko nad ziemią w prawy róg bramki. Na trybunach jakby zagrzmiało. Wszystko krzyczy ,,T…o…r”, lecz Tatuś skokiem pantery odbija piłke wzdłuż linii autowej w pole. Był to pierwszy wypadek by doskonałemu strzelcowi Szneidrowi nie udało się strzelić gola z karnego. Sytuacja jaka wynikła po rzucie karnym, pobudza obie drużyny do jeszcze intensywniejszej gry. Ataki Bawarczyków są co prawda liczniejsze a ton nadaje im doskonały kierownik ataku, Gaesler. Najgroźniejsza była lewa strona ataku gdzie Simenstreiter ma szereg pięknych momentów. Wprost z brawurą pracowały jednak nasze linie defensywne a bramkarz Tatuś miał tak doskonałe momenty iż raz po raz oklaskiwano jego brawurową gre.
Z ataku naszego cofa się jedynie Giemsa i dzięki jego pracowitości i z jego właśnie inicjatywy wychodzi szereg ataków. Nadzieje w powodzenie naszego ataku zawiodły, bowiem okazało się że Giemsa miał za ciasny but i na 10 minut przed przerwą wyrzuca oba buty poza obręb boiska, grając w skarpetkach. Giemsa jakby odżył i miał wraz z Urbanem szereg dobrych momentów. Pilnuje ich jednak dobrze doskonały obrońca Heitkampf. Pod koniec przerwy Polacy znów są w ofensywie. Prawie że w ostatniej minucie przed przerwą piłke otrzymuje Giemsa, biegnie z nią na prawem łączniku, oddaje daleko ponad głowami do Wilimowskiego i już zdawało się że Wilimowski strzeli gola. Widzi jednak że Peterek stoi na lepszej pozycji przed bramką Finga i ostrem strzałem pasuje do Peterka. Piłka wsunięta do bramki z odległości 8 metrów. Polacy prowadzą 1:0 i cieszą się niebywałym sukcesem. Uśmiechnięta drużyna Ruchu wybiega do szatni. Przy wejściu oblega ją moc kibiców domagając się autografu. Po przerwie Ruch rozpoczął grać defensywnie, podobnie jak to czynili Bawarczycy na meczu w Wielkich Hajdukach. Giemsa przeszedł do pomocy i siłą rzeczy więcej z gry mieli przeciwnicy. Szereg ich zagrań likwiduje nasza obrona, dokąd potrafili się jedynie przedrzeć. Wyprowadziło to z równowagi Bawarczyków do tego stopnia że ,,potracili oni głowy” i napotykając na skuteczny opór Polaków załamali się we wszystkich prawie liniach. Ruch zerwał się od razu do ataku i tylko dzięki brawurowej obronie bramkarza Finga, Polacy nie mogli wykorzystać szeregu dogodnych momentów do zdobycia gola. W dodatku nasze linie defensywne do tego stopnia uniemożliwiły przedarcie się napadowi Bawarczyków że już na przedpolu nie stanowili oni groźnych przeciwników dla Ruchu. W dodatku z niebywałem powodzeniem bronił bramki Tatuś. W meczu tym wyróżniła się cała drużyna i trzeba zaznaczyć że wygrała ona ten mecz dzięki doskonałej taktyce, polegającej na tem, by przyciągnąć drużynę bawarską do ofensywy i by umożliwić naszemu atakowi należyte rozwinięcie się. Troche słabiej wypadła gra Zorzyckiego, natomiast Tatuś, Kacy, Rurański, Dziwisz, Giemsa i Wilimowski byli najlepsi.
U Bawarczyków wyróżnił się w napadzie Gaesler, w pomocy nowo nabyty Knap a w obronie również nowonabyty Bader, który przewyższał Heitkampfa o całą klase. Troche stonniczo ustosunkował się do Polaków sędzia Thalmajer. Podyktował on rzut karny zbyt pochopnie i w szeregu wypadkach wydawał orzeczenia krzywdzące Ruch. Przy zejściu drużyny Ruchu z boiska publiczność zgotowała jej owacje. Przy opuszczaniu boiska F.C. Bayern, na ulicach miasta gracze Ruchu spotykali się z wielką sympatją Bawarczyków. Przed hotelem gromadziły się tłumy ciekawych. W międzyczasie przesłano już drogą telefoniczną sprawozdanie z meczu do polski, bowiem na wynik meczu czekał przedewszystkim śląski świat sportowy. O godzinie 18 przyjmowano całą eskspedycje Ruchu na kolacji wydanej przez Bayern. O godz. 19 drużyna Ruchu i kierownictwo przyjęte zostało w wielkiej Sali ,,Künstlerhausu”. Drużyne polską przywitał w serdecznych słowach dr. Ettinger, który na końcu swego przemówienia wzniósł toast na cześć prezydenta Rzeczypospolitej oraz marszałka Polski, poczem odegrano hymn Polski. Za przyjęcie podziękował w imieniu drużyny Ruchu oraz obecnego ministra konsula Monachium dr. Lesiewicza mgr. Baranowski i na końcu wzniósł toast na cześć kanclerza Rzeszy. Cała drużyna Ruchu obdarowana została orginalnemi kubkami do piwa z napisem ,,F.C. Bayern Ruchowi”. Następnie drużyna polska odśpiewała swoją pieśń klubową. O godzinie 23 drużyna polska, żegnana niezwykle żywiołowo, opuściła salę ,,Künstlerhausu”. Radościom z okazji zwycięstwa naturalnie nie było końca, Ślązacy musieli je należycie ,,oblać”, tem bardziej że piwo monachijskie dobrze im smakowało. Nic też dziwnego iż mimo usilnych próśb kierownictwa, szereg najbardziej zapalonych wyłamało się i na swój sposób obchodziło zwycięstwo. W poniedziałek rano nie obeszło się naturalnie bez kataru. O godz. 13, żegnana serdecznie przez dr. Ettingera drużyna Ruchu opuściła Monachium, udając się na kolejny mecz do Stuttgartu.” Do dzisiaj zachowało się niezwykle cenne źródło z tego wydarzenia, przechowywane w muzeum Bayernu a konkretnie lista obecnych. Kameradschaftsabend, czyli braterski wieczór, od tego rozpoczyna się karta księgi pamiątkowej, pod którą podpisali się obecni na przyjęciu. Widać sygnatury zawodników Ruchu, niemieckich włodarzy i graczy, redaktora Karasia, polskiego konsula, trenera Wiesera oraz kierownictwa ,,Niebieskich”. Słowem prawdopodobnie wszystkich obecnych a widnieje tam 378 podpisów, w tym graczy TSV 1860 Monachium. Na następnej stronie zaprezentowana jest pierwsza strona księgi pamiątkowej. Niemiecka prasa podkreślała że piłkarze Ruchu wygrali zasłużenie, mieli doskonałe wyszkolenie techniczne i lepszy start do piłki. Dziennikarze podkreślali bardzo dobrą taktykę a także ofiarność piłkarzy. ,,Der Kickers” jako najlepszych zawodników wskazał Rurańskiego oraz Dziwisza, ,,München”- bramkarza Tatusia. Jedynie dr. Beker z tygodnika ,, Fussball” napisał o wyjątkowo defensywnej taktyce, która przyniosła sukces polskiej drużynie. Praktycznie cała niemiecka prasa ogólnokrajowa a czasami nawet lokalna, odnotowała wynik mistrza Polski. Pamiętajmy! Jak dotąd żadna inna polska drużyna nie pokonała Bayernu Monachium…
8
Czy polscy kibice wiedzą, który polski klub jako jedyny pokonał Bayern Monachium i to ,,w jaskini lwa”!? No właśnie! Chyba już wiecie gdzie można się tego dowiedzieć? No to czytajcie!
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@NeroTFP1
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Adran360
13
Grande Espectacolo El Clasico:
30 grudnia 1984 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madryt 3:2 w 18 kolejce Primera Division. Gole strzelali: Gerardo w 25 minucie, Migueli w 53 oraz Esteban Vigo w 79 dla Barçy; Sanchis w 30 minucie i Butragueño w 89 dla Królewskich. Zwycięstwo to pozwoliło umocnić się Blaugranie na pierwszym miejscu w tabeli z sześciopunktową przewagą nad Realem Madryt.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
0
@Mitch_Atleta No nie byłbym tego w stu procentach taki pewny!
0
@FcPortoFan1999 A no to ja nie wiedziałem ile ma dokładnie Andy Cole. W takim wypadku to już i w tym sezonie może go prześcignąć a jak się nie uda to w następnym z pewnością...!
0
@FcPortoFan1999 No chyba będzie ciężko bo w Anglii ma 171 goli a nie wiem ile ma Cole?
0
@Mitch_Atleta Zgadza się, na szybko pisałem, więc poplątałem :)
0
@Balboa901 A już wiem: Ronald Koeman, zgadza się?
0
No prosze jak nam się Salah rozstrzelał. W hierarchii pierwszoligowej ma już 229 goli, tyle samo co Andy Cole. Zaraz wyprzedzi Van Nistelrooya(232 gole).
0
@Balboa901 Strzelam że Neeskens, ewentualnie Cruijff ale chyba jednak Cruijff
1
@Safrani Wiesz co? Manchesterowi City kibicuje od 15 lat, zanim jeszcze trafił tam Guardiola. Wiesz z jakiego powodu? a raczej z czyjego powodu?
1
@MesQueUnClub96 Pożyjemy, zobaczymy...
14
Prawdziwi cules pamiętają!
W miarę trwania wojny domowej zwiększyło się cierpienie ludności cywilnej, zwłaszcza gdy stawała się ona bezpośrednio ofiarą bombardowań. Jedno z najgorszych i jakie dotknęło Barcelonę, miało miejsce 16 marca 1937 roku. Było pierwszym, które uderzyło w stolicę tysiącami Bomb. Mieszkańcy byli na taki cios zupełnie nieprzygotowani. Bilans tego pierwszego powietrznego ataku to sześciu zabitych oraz liczne uszkodzenia budynków, głównie przy ulicy ,,Annibal i Creu de Mollers”, w pobliżu Alei Paral-lel. Poza tym mnóstwo mieszkańców zostało rannych. Jednym z nich był barceloński bramkarz pierwszej drużyny FC Barcelony Ramon Llorens Pujadas, zwany przez kolegów ,, Ramonet", jeden z członków komitetu pracowniczego, dzięki któremu klub uniknął konfiskaty ze strony CNT. Po powietrznym ataku trafił do Szpitala Klinicznego z obrażeniami brzucha. Działania nowych władz klubu umożliwiły przeniesienie Llorensa do ,,Mutual Esportiva de Catalunya”, założonego przez doktora Emilego Moragasa, honorowego socio Blaugrany a Barça pokryła wszystkie koszty związane z pobytem bramkarza w tym centrum klinicznym. Co ciekawe, Llorens znów został ranny(tym razem w ramię) w trakcie kolejnego bombardowania miasta. Ramon Llorens trafił do FC Barcelony w bardzo młodym wieku. Z pierwszej drużynie grał w latach 1926-1929, do czasu gdy Węgier Plattko i Aragończyk Josep Nogues odsunęli go na ławkę rezerwowych. Mimo wszystko pozostał w klubie aż do 1936 roku i w barwach Blaugrany rozegrał łącznie 142 mecze. Po zakończeniu kariery został członkiem sztabu szkoleniowego klubu. W nowej roli wyróżniał się tym, że odkrywał młode talenty takie jak środkowy obrońca Gustau Biosca i lewoskrzydłowy Eduardo Manchon, popularnie zwany ,, La Bicykleta". W 1950 roku Llorens trenował nawet pierwszą drużynę zastępując na ławce rezerwowych Urugwajczyka Enrique Fernandesa Viole.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
@Symson
0
Mimo wszystko Vamos Pepie i Vamos Obywatele!