FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
@FcPortoFan1999 Też tego jakiś czas nie rozumiałem. Odpowiedź jest prosta: Spuścić łomot tak medialnemu klubowi jak Real to zupełnie nie to samo co jakiemuś tam Las Palmas! Wygrać z takim przeciwnikiem i w takim stylu to wielki prestiż w świecie futbolu!
13
Feliz cumpleaños panie ,,Charly”!
Dzisiaj swoje 78 urodziny obchodzi Carles Rexach, napastnik, trener, wybitna postać i legenda Dumy Katalonii. Na wstępie przypomnę tylko iż to głównie właśnie Rexachowi zawdzięczamy to że Lionel Messi wylądował jako junior w FC Barcelonie. Tak, tak to właśnie Rexach podpisał słynną umowę z ojcem Leo na serwetce w Barcelońskim klubie tenisowym. Gdyby tego nie zrobił młodziutki Leo mógł nawet wylądować w Realu Madryt. Charly, jak nazywają Rexacha przyjaciele, był zawodnikiem, o którym mówiło się że jeśli go zranisz to jego krew będzie tryskała barwami klubowymi. W barwach Blaugrany zadebiutował 10 września 1967 r. w przegranym meczu z Realem Saragossa 2:3 ale swój debiut mógł zaliczyć do udanych ponieważ strzelił pierwszego gola w tym spotkaniu. W sezonie 1973/74 stał się doskonałym uzupełnieniem dla Johana Cruyffa. Oboje wyznawali tę samą filozofię w życiu i sporcie. Duet napastników: Rexach-Cruyff poprowadził Barçe do pierwszego mistrzostwa od 14 lat! W 1978 r. Charly zdobył 2 gole przeciwko Las Palmas w wygranym 3:1 finale Pucharu Hiszpanii. Przez 16 lat gry dla Dumy Katalonii Carles Rexach rozegrał 665 meczów strzelając 197 goli, zdobywając jedno mistrzostwo Hiszpanii, 4 puchary Hiszpanii, Puchar Miast Targowych oraz Puchar Zdobywców Pucharów.
@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
2
Gwiezdne wojny część 2 dla Dumy Katalonii!
Wiekopomna chwilo trwaj!
Kapitalny prezent urodzinowy od Barcuni!
Dziękuje i dobranoc!
0
@wawrzyn1 Nie ma. Ponoć buduje się nowe studio Eleven...
2
@Safrani Z naszą kulejącą defensywą będzie cholernie ciężko ich pokonać. W dodatku Wojtek miał kilka bardzo niepewnych interwencji z Baskami, także trzeba być przygotowanym na wszystko...
1
@Lionel_Messi10 Czyli jednak nie byłbyś skłonny postawić Messiego ex aequo z wymienionymi przeze mnie piłkarzami. No cóż, trudno, w końcu każdy kieruje się swoją osobistą opinią. W takim razie zamykamy dyskusje!
11
Panie i Panowie, szanowni cules, przed nami Grande Espectacolo El Clasico po raz 302 w historii i po raz 18-ty w Superpucharze Hiszpanii. Bilans ,,klasyków” w tymże Superpucharze mamy zdecydowanie gorszy od ,,Królewskich, gdyż oni wygrali 10 takich pojedynków a ,,my” tylko 5. Bilans goli również jest na korzyść Realu Madryt(38 do 24). Czas najwyższy aby zacząć odwracać tą niekorzystną statystykę. A! jeszcze jedno, wszystko wskazuje na to że w tym finale zagra dwóch Polaków a to oznacza wiekopomną chwile dla nas w tychże rozgrywkach. Byłoby cudownie zgarnąć 15 tytuł Superpucharu w składzie z Wojtkiem i Robertem.
Vamos a ganar i Visca el Barça! Parasiempre!
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
0
@Lionel_Messi10 No tak, zgadza się że przez większość ale to w dalszym ciągu mnie nie przekonuje, choćby dlatego że nie wiem jakimi kryteriami kierują się ci zawodnicy i trenerzy. Bo jeśli tylko trofeami, to tak jak powiedziałem najlepszy powinien być Pele...!
0
@Lionel_Messi10 A co masz na myśli pisząc przez wszystkich zawodników i trenerów. Dosłownie wszystkich na świecie? Bo jeśli dosłownie wszystkich na świecie to bym na to przystał...
0
@Lionel_Messi10 Mam wrażenie że popadłeś w samozachwyt wyłącznie jednego zawodnika i nie dopuszczasz żadnej możliwości że ktoś mógłby mu przynajmniej dorównywać. Ja natomiast staram się być w miare obiektywny...
0
@Lionel_Messi10 To że wszystko wygrał nie jest wyznacznikiem najlepszego w historii. Johan Cruijjf nawet Pucharu Europy nie wygrał a jest zaliczany do najlepszych na świecie. Podobnie sprawa ma się z Di Stefano czy choćby Platinim...
Poza tym Garrincha dwukrotnie a Pele trzykrotnie zdobywali mistrzostwo świata, to idąc tym tokiem rozumowania Pele musiałby być najlepszy!
0
@Lionel_Messi10 Nie lubie jak używacie takiego określenia, zwłaszcza że Pele, Manoel Francisco dos Santos i Maradona też są najlepsi w historii...!
2
@Sysia11 ,,Goat"? Coż to za czortowina? Nie prościej Lionel czy choćby Leoś?
10
@FCBparasiempre
,, Nigdy nie miałem żadnego problemu z Guardiolą. W przeciwieństwie do tego co się mówi jesteśmy przyjaciółmi". To słowa Ronaldinho z maja 2014 roku pochodzące z wywiadu dla magazynu ,, Football Tactico". Minęło ponad 10 lat, odkąd obecny trener Manchesteru City dokonał rewolucji w szatni Barçy i zrezygnował z piłkarza, który wyciągnął drużynę z najbardziej ponurego okresu w jej historii i zaczął pisać nowy jej rozdział. 17 czerwca 2008 roku podczas prezentacji na stanowisku trenera, Josep Guardiola potwierdza że nie będzie stawiał na Brazylijczyka. To ostateczny koniec, który odwlekano zdecydowanie zbyt długo. Gauczo od miesięcy wiedział że jego czas w Barcelonie już się skończył że nie tylko nie jest już motorem napędowym drużyny, lecz zamienił się w główną przeszkodę a przecież sezon rozpoczął się optymistycznie... 21 lipca 2007 roku FC Barcelona zaczyna przygotowania z nową gwiazdą, francuzem Henrym, który przychodzi z Arsenalu. Ronaldinho jest zadowolony i stwierdza że w tym sezonie klub ma ,, wielką drużynę". AC Milan nadal podejmuje próby by sprowadzić go do Włoch, jednak on powtarza że jest szczęśliwy w swoim obecnym klubie. Atmosfera jest dobra, oczekiwania śmiałe, lecz początek okazuje się rozczarowujący. W pierwszym ligowym meczu Barça zaledwie bezbramkowo remisuje z Racingiem Santander. Roni jest praktycznie niewidoczny. Znów pojawiają się wątpliwości co do jego formy, chociaż następnego dnia inne związana z nim informacja przykuwa uwagę mediów: Brazylijczyk dostał hiszpański paszport, przysięgał na Konstytucję w sądzie pierwszej instancji w miejscowości Gava i od tej pory jest zaliczany do piłkarzy Unii Europejskiej. Automatycznie wzrosła też jego wartość, gaucho ma asa w rękawie by renegocjować kontrakt albo warunki nowej umowy w przypadku ewentualnego transferu. W następnym meczu z Athletic Bilbao u siebie piłkarz z Porto Alegre na powrót ożywa. Bardzo wygrywa 3:1 a Ronaldinho jest bohaterem meczu i autorem dwóch pierwszych goli ale to tylko złudzenie. Wciąż nie gra na takim poziomie, jakiego się od niego oczekuje i Rijkaard od miesięcy oskarżany o to że nie jest wystarczająco twardy i wymagający zaczyna tracić cierpliwość i bez mrugnięcia okiem zdejmuje go z boiska w kolejnych meczach. Wciąż jeszcze postrzega go jako zawodnika, którego można ,, uratować", nadal uważa go za kluczową postać ale panujące między nimi napięcie staje się ewidentne. Każdy ruch piłkarza jest brany pod lupę i znów mówi się o jego nocnych eskapadach... Jedną z najszerzej komentowanych jest wielka fiesta, na którą wybrał się razem z Robinho i innymi kolegami z reprezentacji Brazylii po pokonaniu Ekwadoru w eliminacjach do mundialu w RPA. Impreza miała miejsce w połowie października w Rio de Janeiro. Była to szalona zabawa z dużą ilością alkoholu, sambą i kobietami, po której wrócił do Barcelony po wyznaczonym terminie i spóźnił się na trening, co w konsekwencji wywołało w klubie prawdziwe wzburzenie. Do tego dochodzą jeszcze kontuzje, wprawdzie niezbyt groźne ale wykluczające go z gry w wielu meczach, między innymi z Sevilią i Saragossa. W jego obronie stoi Roberto: ,, Skoro wyszedł wieczorem, to dlatego że mógł to zrobić"- stwierdza na antenie stacji radiowej RAC1. Poza tym sugeruje że ktoś może wykorzystywać Roniego ,, aby zaatakować inne osoby" a więc piłkarz miałby być ofiarą ,, wojny" między prezydentem Laportą a byłym wiceprezydentem Rosselem. Co do jednego nie ma wątpliwości, Brazylijczyk zaczyna się przyzwyczajać do buczenia na Camp Nou, co było nie do pomyślenia jeszcze dwa sezony wcześniej. Piłkarz nadal cieszy się wsparciem, zwłaszcza w sportowej prasie katalońskiej i pośród osób, które pamiętają o jego wspaniałym wkładzie w sukcesy klubu, jednak jego dyskredytacja stała się faktem. Głosy krytyków rozbrzmiewają coraz głośniej. Jego schyłek zbiega się z rozbłyśnięciem nowej wielkiej gwiazdy Barçy, Lionela Messiego. U Roniego nie wywołuje to bynajmniej zazdrości, wszak obaj piłkarze są bliskimi przyjaciółmi, odkąd Argentyńczyk dołączył do pierwszej drużyny, podziwiają się i wzajemnie szanują. Messi nie waha się przed publicznym komplementowaniem Ronaldinho i nawet dedykuje mu gole naśladując tak charakterystyczny dla Brazylijczyka gest surfera. Dla niego Gaucho wciąż jest najlepszym piłkarzem świata. Darzą się nawzajem szacunkiem można się było przekonać wiele miesięcy później po końcowym gwizdku półfinału igrzysk olimpijskich w Pekinie. Argentyna upokorzyła Brazylię w sposób i jakiego nikt sobie nawet nie wyobrażał. Sergio Aguero strzelając dwa gole, mając udział przy trzecim oraz celebrując trafienia ze smoczkiem w ustach, kompromituje nędzną drużynę Dungi i daje sygnał że czas Ronaldinho dobiega końca. Jednak jeszcze bardziej bezlitosny jest zdjęcie, które następnego dnia pojawia się we wszystkich gazetach na świecie. Roni w żółtej koszulce z numerem 10 i opaską kapitana ze spuszczoną głową szuka pocieszenia w ramionach Messiego. Argentyńczyk staje na palcach żeby pocieszyć swojego Idola i jest w tej scenie dużo ciepła ale i mnóstwo melancholii. Leo został zwycięzcą i jest szczęśliwy. Ronaldinho natomiast pragnie się zapaść pod ziemię... Szczera sympatia i szacunek między Starym i Nowym mistrzem przetrwały do dziś. ,, Nie jest łatwo wejść do drużyny mając 16 lat, normalnie funkcjonować w szatni, szczególnie z moim sposobem bycia ale on sprawił że wszystko stało się proste. Miałem szczęście mogąc być blisko niego i wraz z nim przeżywać wiele chwil. Mogę powiedzieć że jest wspaniałym człowiekiem a to jest najważniejsze"- powiedział kilka lat później Lionel Messi.
Wróćmy do sezonu ligowego 2007 08. FC Barcelona prezentuje przeciętną grę, w tabeli zawsze jest za Realem Madryt. Do 30 października rozegrał w całości tylko dwa mecze. W następnych tygodniach widać pewną poprawę, nawet jedna się ze swoją publicznością, i która gotuje mu owacje na stojąco po meczu z Celtikiem Glasgow w Champions League i zostaje wybrany do najlepszej jedenastki roku Stowarzyszenie piłkarzy FIF Pro World. Jednak to ożywienie nie trwa długo. Coś się psuje i jego kolega z szatni Edmilson mówi na antenie TV 3 że być może Roni ,, ma jakiś problem osobisty". Stwierdza również że w katalońskiej drużynie ,, są czarne owce", brakuje jedności. Projekt Rijkaarda się rozpada. 1 grudnia w meczu ze Espanyolem Ronaldinho po raz pierwszy zaczyna spotkanie na ławce. Nie jest to ostatni raz kiedy musi się zadowolić rolą rezerwowego. Medialna presja, nawet ze strony tabloidów stała się nie do zniesienia. Plotkom nie ma końca, analizuje się życie prywatne piłkarze i jego rzekome nieprzystosowanie, jego samopoczucie, sprzeczki z Rijkaardem, kiedy trener zmusza go do dokończenia treningu i ponoć zbliżający się nieuchronnie transfer do... Chelsea. Angielska drużyna niespodziewanie dołącza do listy klubów, które chcą go sprowadzić, co dowodzi że Brazylijczyk wciąż przyciąga niczym magnes, chociaż czas jego świetności przeminął. Jego koszulka przestała już być ulubioną koszulką kibiców a jej sprzedaż drastycznie spadła 40%. Teraz jej miejsce zajęły trykoty Messiego i Henry’ego. 30 grudnia na Camp Nou przyjeżdża Real Madryt. Ronaldinho wybiega na boisko w podstawowym składzie. Ma ogromną chęć do gry ale nie pokazuje praktycznie niczego. Jest drugoplanowym aktorem w drużynie bez werwy. Jego najbardziej wyróżniającą się akcją jest znakomity strzał na bramkę obroniony przez Ikea Casillasa. Blaugrana przegrywa 0:1 i traci już 7 punktów do odwiecznego rywala. Klasyk jest dla Katalończyków prawdziwym ciosem. Brazylijczyk jeszcze z gwizdami publiczności w głowie i jedzie do ojczyzny na krótkie ferie świąteczne. Tym razem wraca na czas, zapewne świadom że jego przyszłość w Barcelonie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej stoi pod znakiem zapytania. Nie zamknięto jeszcze zimowych transferów a jego nazwisko wymieniane jest na każdym kroku. Ostatecznie nie dzieje się nic i piłkarz wraca do codziennych zajęć. Z powodu zapalenia w lewym kolanie omijają go pierwsze mecze, jednak medialna zawierucha wokół niego nie słabnie. Niektórzy powątpiewają czy faktycznie jest kontuzjowany, twierdzą że tylko udaje a przy okazji znów oskarżają go o nadwagę; mówi się że przytył aż 5 kg. Ronaldinho zamyka usta krytyką dokładnie tak samo jak rok wcześniej podnosząc koszulkę i pokazując do kamery swój idealnie wyrzeźbiony brzuch. Ma to miejsce 23 stycznia podczas jednego z treningów, kilka dni przed tym jak lekarze dają mu pozwolenie na grę. 31 stycznia, po ponad miesiącu spędzonym z dala od placu gry Brazylijczyk wraca na boisko w meczu Pucharu Króla z Villarreal rozgrywanym na Camp Nou. Trener wpuszcza go na murawę zaledwie na ostatni kwadrans, kiedy losy spotkanie są już rozstrzygnięte. Barça wygrywa i awansuje do półfinału a kibice na chwilę zakopują topór wojenny. 3 lutego 2008 roku w spotkaniu przeciwko Osasunie Roni rozgrywa swój dwusetny mecz w koszulce FC Barcelony, na boisko wchodzi w 68 minucie a niespełna 3 tygodnie później prezentuje najlepszą formę od wielu miesięcy. Przeciwnikiem jest Celtic w Glasgow. Ronaldinho, który o mały włos spóźniłby się na samolot do Szkocji wychodzi w podstawowym składzie i pozostaje na murawie przez 73 minuty. Jest aktywny, wykonuje decydujące podania a co najważniejsze widać że jest szczęśliwy. Mecz kończy się zwycięstwem Blaugrany 3:2. Brazylijczyk nie zdołał strzelić gola ale znacznie przyczynił się do sukcesu Katalończyków. 1 marca na ,,Vicente Calderon” Gaucho raczy swoich kibiców cudowną przewrotką. Nikt jeszcze tego nie wie ale jest to jego ostatni gol w barwach Barçy. Od tego momentu wydarzenia nabierają tempa. Roni występuje jeszcze tylko w dwóch meczach w koszulce Azugrany: w rewanżowym meczu Ligi Mistrzów z Celtikiem oraz w lidze z Villareal, spotkaniu rozgrywanym 9 marca na Camp Nou i zakończonym porażką. W kwietniu Duma Katalonii daje mu zielone światło na szukanie innego klubu, w którym będzie mógł zacząć od zera. Zaczyna się maraton spotkań, negocjacji i dyskusji na temat jego stanu zdrowia. To, co wydawało się proste, znalezienie nowego klubu dla takiej gwiazdy jak on, teraz się komplikuje. Silvio Berlusconi, który przez ostatnie dwa lata rozpowiadał na prawo i lewo że chce go w Milanie, nagle zaczyna mieć wątpliwości. Tylko Manchester City składa pewną ofertę w wysokości 32 milionów euro. Blaugrana pragnąca jak najszybciej zamknąć zakończony z pustymi rękami sezon naciska na piłkarza żeby się zgodził ale Roni nie ma zamiaru grać w słabszej drużynie. Udaje się do Brazylii by oderwać się od wszystkiego w oczekiwaniu na wyjaśnienie sytuacji.
W końcu 15 lipca, tuż przed północą do wiadomości publicznej podaje się tak wyczekiwaną informację: Ronaldinho przechodzi do Milanu za 21 milionów euro plus 4 miliony w zależności od wyników. Piłkarz rezygnuje ze swojej części transferu aby móc grać w drużynie z historią i potencjałem. Gaucho opuszcza Barçe są tylnym wyjściem, nawet nie żegnając się z kibicami. W spadku pozostawia 93 gole strzelone w 207 oficjalnych meczach, Puchar Europy, dwa tytuły mistrzowskie oraz dwa superpuchary Hiszpanii. Minął dwa lata za nim wróci na Camp Nou żeby zagrać z Milanem w meczu o trofeum Joana Gampera. Przed tym meczem na stronie FC Barcelony opublikowano serdeczny list Ronaldinho skierowany do wszystkich miłośników katalońskiego klubu: ,, To będzie spotkanie przyjaciół. Powrót na Camp Nou jest dla mnie czymś wyjątkowym. Miejsce to zawsze będzie Jednym z moich ulubionych piłkarskich stadionów, gdzie przeżyłem mnóstwo radości i myślę że sprawiłem również radość wielu kibicom". Należny hołd Gaucho otrzymuje dopiero 10 lat po jego transferze do FC Barcelony. W filmie dokumentalnym ,, Quando el Barca recupero la sonrisa(kiedy Barça odzyskała uśmiech)" Carles Puyol, przez 10 lat kapitan drużyny, przyznaje że Roni był jednym z najważniejszych piłkarzy w historii klubu: ,, Jestem przekonany że ludzie zapamiętali to, co pozytywne, to co dobre, całą tę zmianę, do której przyczynił się Ronaldinho. O smutniejszych czy trudniejszych momentach zwyczajnie się zapomina".
10
Pożegnanie magika futbolu z Blaugraną:
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Stinger_
@Symson
8
@FCBparasiempre
Piękna i romantyczna legenda głosi, że ten utalentowany muzycznie chłopiec pewnego dnia po prostu odszedł od pianina i wybiegł na boisko. Tak miała zacząć się jego wielka kariera. Kochał się w stylu gry Quiniego i Gerda Muellera; sam na przestrzeni lat 80-tych stanowił inspirację dla młodych chłopców z Donostii i Pampeluny. Najlepszy strzelec w historii i jeden z architektów potęgi Realu Sociedad, choć dla bramkostrzelnego, klasycznego żądła chyba lepiej pasuje mało poetyckie określenie: wykończeniowiec. Postać niemalże zapomniana w panteonie najlepszych hiszpańskich napastników. Można to dość łatwo wytłumaczyć. Świetna forma, jaką prezentował w barwach ,,Txuri-Urdin”, nie przełożyła się na skalę reprezentacyjną, by nie powiedzieć, że przygoda Satrusteguiego w kadrze była zupełnie nieudana. Ponadto siłę baskijskiego ,,equipazo” stanowił cały szereg charyzmatycznych piłkarskich osobowości, wszak zwycięską ekipę tworzyli między innymi Zamora, Ufarte, Periko Alonso czy niezniszczalny Luis Arconada. Ale od początku…
Jesus Maria Satrustegui urodził się 12 stycznia 1954 roku w Pampelunie. Nigdy zresztą nie ukrywał, że jest żarliwym lokalnym patriotą i często podkreślał emocjonalne przywiązanie do Nawarry. Później zwykł mawiać o sobie, że jest Baskiem i Nawarryjczykiem jednocześnie. Mieszkał przy Estafeta 75, to jedna z czterech ulic stanowiących trasę najsłynniejszej gonitwy byków na świecie – Encierro de San Fermín. Jak na Nawarryjczyka z krwi i kości przystało, brał w niej udział. Jako dziecko pasjonował się muzyką; ćwiczył grę na pianinie oraz na gitarze klasycznej, czemu gorąco przyklaskiwał jego ojciec. Zanim jednak na dobre rozkochał się w koncertach Maurice’a Ravela, poznał inną namiętność: futbol. ,,Muszę przyznać, że dziś trochę żałuję, że porzuciłem studia muzyczne. Czasami, ale tylko czasami, nadal widzę się w tej roli” – przyznawał pół żartem, pół serio jeszcze nie jako legenda, ale już jako ukształtowany piłkarz w wywiadzie z El Pais z 1982 roku. Po upływie kilkunastu lat od symbolicznej sceny porzucenia sztuki na rzecz sportu okaże się, że młody Jesús podjął słuszna decyzję. Pierwsze kroki(z drogi na Parnas ku piłkarskiemu Olimpowi) ,,Satrus”, chłopiec z ulicy Pocztowej, kieruje ku małemu klubikowi z rodzinnego miasta – Club Deportivo. W maleńkim klubie spisuje się na tyle dobrze, że ściąga na siebie uwagę piłkarskich tuzów znacznie poważniejszego formatu niż niespieszne, trzecioligowe rozgrywki w swojskim mikroklimacie. Interesuje się nim między innymi Osasuna, o dołączeniu do której od zawsze marzył a jeśli nie od zawsze, to od momentu, w którym porzucił muzykę. Jest blisko transferu do wymarzonej drużyny, ale na skutek nieporozumienia i finansowych kłopotów odpowiedzialni za transfery działacze ,,Los Rojillos” odprawiają młodziutkiego gracza z kwitkiem. Nie są świadomi, że załamany chłopiec w przyszłości będzie współautorem jednego z najpiękniejszych rozdziałów w historii jednego z rywali Osasuny. Rad nierad, bo marzeń o gry dla ukochanego klubu z Pampeluny przecież nie porzucił, za dwieście pięćdziesiąt tysięcy hiszpańskich peset odchodzi do Realu Sociedad; dodatkowo w ramach rozliczenia ,,Txuri-Urdin” do Club Deportivo przysyła także jednego z rezerwowych napastników, Azkue. Biorąc na poprawkę fakt, że były to wczesne lata 70. i sumę tę przeznaczono na siedemnastolatka – ćwierć miliona peset, około półtora tysiąca dolarów, to kwota zupełnie poważna. Na dworcu w San Sebastián na siostrzeńca czeka wujostwo. Podobnie jak włodarze Osasuny, niekoniecznie świadome że z autobusu regionalnej linii ,,La Roncalesa” wysiądzie jeden z najlepszych napastników, jakiego wydała na świat żyzna Nawarra. W tym momencie zaczyna się prawdziwie piłkarska część przygody młodziutkiego napastnika. Jest rok 1971. W wieku 17 lat Jesús ląduje w ,,Sanse”, przybudówce Realu Sociedad. Jest cierpliwy, powoli pracuje na swoją pozycję i czeka na szansę. W barwach rezerw ,,Txuri-Urdin” w ciągu dwóch sezonów zdobywa 13 goli. Trener drużyny seniorów Rafa Iriondo dostrzega, że na talent i tożsamość młodego zawodnika oprócz skromnego dorobku bramkowego składają się inne cechy: między innymi podejście do treningu, zaangażowanie w grę i warunki fizyczne, szczególnie jego siła. W barwach dorosłej drużyny debiutuje dwa lata po debiucie w Sanse, w starciu z Murcią, zremisowanym 1:1. Staje się podstawowym zawodnikiem zespołu, w którym obok niego powoli rozkwitają kolejne talenty, w tym i Inaxio Kortabarria, defensywny filar najsilniejszego Realu Sociedad w historii. Wkrótce do drużyny dołączą także wspomnieni wcześniej Arconada, Zamora i López Ufarte. Do składu wskakuje szybko, ale jako strzelec Satrustegui rozkręca się bardzo powoli. Z sezonu na sezon aplikuje stopniowo coraz więcej trafień. W debiutanckiej temporadzie to tylko trzy bramki, w następnym zaledwie osiem. Mimo to Estadio Anoeta jest zauroczone ciemnowłosym napastnikiem. W kolejnych sezonach zdobywa odpowiednio po 19, 18, 20, 17, 16 i 13 goli. Anoeta jest już zakochane w charakternym, walecznym i piekielnie dobrze grającym w powietrzu zawodniku z obcej Nawarry.
Doskonała forma napastnika w pewnym momencie umyka jednak jednej, tak ważnej dla jego rozwoju, osobie – Laszlo Kubali, legendzie FC Barcelony, wówczas selekcjonerowi reprezentacji Hiszpanii. Wprawdzie to węgierski szkoleniowiec(dla Satrusteguiego bardzo ciepły i budzący sympatię) dał młodemu Nawarryjczykowi szansę debiutu w kadrze, ale zapomniał o nim na okres argentyńskiego mundialu w 1978 roku, o co zresztą ,,Satrus” ma skryty żal do swojego selekcjonera. Kubala stawia na Quiniego, Santillanę czy Juanito. Nie przynosi to korzystnych efektów i Hiszpanom nie udaje się wyjść z grupy. Błędu Kubali nie popełnia Jose Luis Santamaria, jego następca. Zabiera snajpera ,,Txuri-Urdin” na mistrzostwa Europy we Włoszech i na pierwsze dwa spotkania wystawia go w pierwszym składzie. W ostatnim meczu Jesús w ogóle nie wyszedł na boisko. Okazuje się, że to nie absencja Satrusteguiego stanowiła problem przy klęsce na argentyńskim mundialu. On sam na czas europejskiego czempionatu także nie dał drużynie najważniejszego: goli. Na płaszczyźnie klubowej nadal wiedzie mu się znakomicie. Jedenastka baskijskiej drużyny jest już niemal skrystalizowana: Arconada, Celayeta, Kortabarría, Alonso, Gorriz, Olaizola, Idigoras, Diego, Satrustegui, Zamora i Lopez Ufarte prowadzą Sociedad do pierwszego w historii mistrzostwa kraju, a bohater artykułu jest o krok od zdobycia Trofeo Pichichi. Za rok bronią mistrzowskiego tytułu. Jose Luis Santamaria jest pewien, to teraz albo nigdy dla eksplozji talentu: zbliża się mundial na hiszpańskiej ziemi, przez dwa lata od klęski na Euro piłkarz dojrzał, a sukcesy ukształtowały jego zwycięską mentalność. Niech za krótkie streszczenie występu Hiszpanów na światowym czempionacie posłuży wspomnienie Satrusteguiego: „Czuliśmy, że piłka nas parzy. Nie robiliśmy tego, co powinniśmy, chociaż dobrze znaliśmy swoje założenia i role. Brakowało nam płynności, a psychicznie czuliśmy się przytłoczeni. Cała odpowiedzialność związana z rolą gospodarzy zdecydowanie nas przerosła.” Dodajmy: Hiszpanie odpadli w drugiej rundzie, w czasie turnieju wygrywając zaledwie jeden mecz. W ostatecznym rozrachunku napastnik Realu Sociedad zdobył osiem trafień w trzydziestu dwóch spotkaniach w kadrze narodowej. Wszystkie w meczach towarzyskich. W spotkaniu z Saragossą, w rundzie jesiennej sezonu 1982/1983, po agresywnym wejściu obrońcy rywali, Zayasa, boleśnie upada. Początkowo myśli, że to jedynie nadwyrężenie w kolanie. Drobnostka. Gdy kolano nadal pozostaje niestabilne, a opuchlizna nie schodzi, sztab klubu z Donostii wysyła Satrusa na artroskopię do kliniki we Francji. Diagnoza jest być może jeszcze bardziej bolesna niż sam upadek po faulu: zerwane więzadło krzyżowe i uszkodzona łąkotka. Dla wielu sportowców tego rodzaju kontuzja zwykle oznacza ponure rozstrzygnięcie w kwestii dalszego rozwoju i kariery. Do futbolu wrócił, niestety już jako cień samego siebie. Jego pozycję dodatkowo skomplikowało odejście trenera Ormaetxei i zastąpienie go przez Johna Toshacka.
Zakończył przygodę z futbolem w wieku 32 lat, w 1986 roku. Osasuna zaproponowała mu angaż na ostatnie lata kariery – choćby dla uhonorowania jego zasług dla promocji ,,Nawarry” i stolicy regionu, bo przecież nikt nie przyzna, że włodarze ,,Rojillos” chcieli w jakiś sposób nadrobić PR-owo albo zrekompensować ,,Satrusowi” rezygnację z jego talentu. Rezygnację, która w przeszłości przyszła sternikom klubu z Pampeluny tak łatwo. Napastnik odmówił nie z powodu urażonej dumy czy z chęci zemsty; czuł, że jego dyspozycja po koszmarnej kontuzji coraz bardziej zbliża go do piłkarskiej śmierci. Przygodę z futbolem zakończył tak zdecydowanie i definitywnie jak to tylko możliwe. Nie został trenerem, nie pracuje w telewizji jako ekspert, nie został też agentem. Co ciekawe, nie wrócił też do muzyki. Jesús postanowił, że dołoży się do biznesu, który powoli, coraz prężniej rozwijał jego brat: do produkcji ,,rioji” w zakupionej przez José Ignacio winnicy w Usurbil. Zważywszy, że firma działa do tej pory, nadal sygnowana imionami dwóch braci, można jedynie przypuszczać, że biznes świetnie prosperuje, a samo rozstanie z futbolem przyszło ,,Satrusowi” łatwo. Zupełnie jak odejście od pianina…
7
Jesus Maria Satrustegui:
@Symson
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Arkon
@Adran360
0
No prosze już Australian Open się zaczeło!? Czy mi się zdaje że w tym roku jakoś wcześniej? Mam wrażenie że turniej rozpoczynał się w drugiej połowie stycznia...
1
@Safrani No to u mnie podobnie było w latach 90-tych, gdzie też życie zawodowe zabierało mi w zasadzie cały dzień! Z tą tylko różnicą że o internecie to ja mogłem tylko pomarzyć! Zresztą siedząc w lesie to miałem nawet ograniczony dostęp do prasy, na którą i tak nie zawsze było mnie stać. Ja tutaj konto zakładałem bodaj w 2012 roku ale ,,życzliwa" redakcja usuneła mnie na amen, więc po kilku latach założyłem kolejne i nie żałuje... jak na razie...
0
@Safrani Wiesz co, skoro tak długo jesteś cule, to dlaczego dopiero teraz zdecydowałeś się założyć konto na tej stronie? Jeśli można oczywiście wiedzieć?
11
Wybitne legendy argentyńskiego futbolu:
12 stycznia 1918 r. urodził się Vicente de la Mata, legendarny napastnik; 3-krotny zdobywca Copa America(1937, 1945 i 1946) oraz 3-krotny mistrz Argentyny z CA Independiente. W 1937 roku przeszedł z prowincjonalnej Cordoby do wielkiego Independiente, Gdzie stworzył (wraz z Antonio Sastre i paragwajskim fenomenem Arsenio Erico) wymarzony tercet. Nazywano go ,, Capote" (płaszcz), Gdyż po mistrzowsku prowadzoną piłkę jak gdyby rzeczywiście okrywał niewidzialnym płaszczem. Kapryśny i chimeryczny, nierzadko boiskowy pieniacz i awanturnik, w galerii najwspanialszych dryblerów Argentyny zajmuje miejsce poczesne. Do historii jako piłkarskie ,, dzieło sztuki" (Obra de arte) przeszła jego akcja podczas meczu z River Plate 12 października 1939, kiedy otrzymawszy podanie na pozycji lewego obrońcy z gracją baletmistrza objechał kolejno ośmiu przeciwników i zwolniwszy bieg, niczym na spacerku z niezmąconym spokojem wolniutko wszedł do bramki z piłką przy nodze. ,, Capote" strzelał równie dobrze jak kiwał. W latach 1937- -52 zdobył w argentyńskiej lidze 152 gole. Natomiast w latach 1937- 46 rozegrał w barwach ,,Albicelestes” 13 meczów strzelając 6 goli.
@Adran360
@Arkon
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
@Sysia11
1
@Safrani Aha, no to znacznie wcześniej(!) odemnie. Czyli mam rozumieć że przeżywałeś(oglądałeś) już słynnego gola Bakero z Kaiserslautern i słynny finał z Sampdorią na Wembley? To znaczy sam finał to i ja oglądałem ale siłą rzeczy nie przeżywałem tak jak każdy ,,prawilny" cule!
1
@Safrani Generalnie i ja go lubiłem, zwłaszcza jak grał w reprezentacji Holandii. Szkoda że pokochałem Barcunie dopiero w sierpniu tamtegoż roku, gdy już go nie było. Może wówczas polubiłbym go jeszcze bardziej...
8
@FCBparasiempre
12 stycznia 1946 r. Argentyna pokonała Paragwaj 2:0 na Estadio Monumental w Buenos Aires. Mecz ten rozpoczął 19-ty w historii turniej Copa America. Gospodarz zgotował wspaniałe przyjęcie. Buenos Aires, ,,miasto, które nigdy nie śpi”, tego upalnego lata tym bardziej nie myślało o spoczynku. Ze względu na wysokie temperatury mecze rozgrywano pod wieczór, toteż wypełnione po brzegi niezliczone kawiarnie, bary i bistra do późnej nocy huczały gwarem roznamiętnionych tłumów. Bodaj po raz pierwszy w dziejach do dyspozycji Copa America oddano aż 3 obiekty. Klubowy stadion Independiente, Viejo Gasometro klubu San Lorenzo oraz potężny Estadio Monumental, swobodnie mieszczący 80 tysięczną rzesze widzów. Tuż przy bieżni organizatorzy zamontowali drewniane podium, na którym w rzędzie zestawiono 6 stolików. Ta prowizorka służyła jako niezbyt wygodne miejsce pracy dla plejady dziennikarzy obsługujących imprezę. O osobnych pulpitach, czy kabinach dla sprawozdawców radiowych jeszcze się nikomu nie śniło. Argentyński trener Stabile znów miał kłopoty. Otóż puchła głowa od kłopotów nadmiaru i bogactwa. Trzeba było wybierać przynajmniej z pośród 10 napastników o niemal równorzędnej klasie. Zresztą w tyłach rywalizacja była nie mniejsza. Ostatecznie w decydującym meczu z Brazylią Stabile po nocnych ,,męczarniach” zdecydował się na piątke: de la Mata, Mendez, Pedernera, Labruna, Loustau, lecz wcześniej dał szanse takim tuzom jak Boye, Salvini, Pontoni i Martino, przy czym każda kombinacja była równie dobra. Okazje do pokazania się na wielkiej imprezie dostał wreszcie Angel Amadeo Labruna, prawdziwy Matuzalem argentyńskiego futbolu. Z takim składem Argentyna nie miała godnych siebie rywali. Chile przeżywało kryzys. Urugwaj grał niby nie źle ale przegrał 3 najważniejsze mecze. Na pocieszenie pozostał ,,urusom” tytuł króla strzelców turnieju- Jose Maria Medina ustrzelił 7 goli. No i zapowiedź lepszych czasów, których nadejście zwiastował imponujący debiut pewnego szesnastolatka. Walter Gomez, bo o nim mowa, już wkrótce stać się miał wielką gwiazdą River Plate, gdzie zjawił się w 1950 r., wraz z rodakiem, znakomitym skrzydłowym Luisem Castro. Pojawiło się także nazwisko, które niebawem wzbudziło należny respekt po obu stronach Atlantyku- Schiaffino. Nie był to wszakże przyszły mistrz świata Juan Alberto, lecz jego starszy brat, Raul. Doskonale zaprezentował się Paragwaj. ,,Guarani” pobili bez problemu Urugwajczyków i urwali punkt wielkiej Brazylii. Większość ich piłkarzy natychmiast podpisało lukratywne kontrakty z zagranicznymi klubami. Największą sensacją był ponowny(po 17 latach!) występ legendarnego Paragwajczyka ,,Machetero” Delfina Beniteza Caceresa. W 1929 grał w Copa America i należał do współtwórców historycznej wiktorii 3:0 nad przyszłym mistrzem świata, wielkim Urugwajem. Brazylia z kolei znów błyszczała wielkimi gwiazdami swego napadu. Oprócz 5 fenomenów sprzed roku na lewym skrzydle od czasu do czasu pojawiał się utalentowany Chico, późniejszy wicemistrz świata z 1950. Jednak, o czym za chwile, w tym turnieju zapisał się niechlubnie. Natomiast w meczu z Paragwajem po długiej przerwie przypomniał o sobie…. Leonidas! Tak, tak, ten sam charyzmatyczny Leonidas da Silva, owa mityczna ,,Czarna perła”, której nieprawdopodobne wyczyny pogrążyły naszą reprezentacje w Strassburgu, podczas słynnego meczu MŚ 1938. Dobiegała też kresu reprezentacyjna kariera innego geniusza. Po raz ostatni zagrał w wielkiej imprezie Domingos da Guia, który ze sportu wycofał się jako człowiek sławny i zamożny- jego majątek oceniano na 50 tys. dolarów, przy 40. Leonidasa i 30. Ademira oraz Jaira, zaś ówczesny dolar stał bardzo wysoko. Na arene wkraczało nowe pokolenie- Danilo, Rui i wspomniany Chico….. Wszystkie emocje skupiły się i eksplodowały w ostatnim meczu turnieju Argentyna-Brazylia! Gospodarze mieli już zapewniony tytuł i spotkanie toczyło się wyłącznie o prestiż. Tym bardziej iż dokładnie miesiąc wcześniej podczas rozgrywek Copa Roca doszło do pasjonującego trójmeczu wielkich rywali. Najpierw Agrentyna z trudem wydarła zwycięstwo 4:3 ale już po tym istnieli tylko ,,canarinhos”. Dosłownie rozszarpali ekipe Stabilego na strzępy- 6:2 i 3:1! W tych okolicznościach na Estadio Monumental nie szło bynajmniej o pietruszkę. Do 28 minuty trwał festiwal elegancji i finezji zdolny zachwycić najwybredniejszych estetów. I właśnie wtedy stała się rzecz straszna. Szybki Chico przedarł się z lewego skrzydła na pole karne, wypuszczając piłke przed siebie. Próbował zagrodzić jej drogę stoper Jose Salomon. W półprzysiadzie wystawił naprężoną jak struna lewą noge, zaś szarżujący z impetem rozwścieczonego odyńca Chico z pełną mocą wbił kołki swojego prawego buta w tę nieszczęsną kończynę. W przeraźliwej ciszy dało się słyszeć trzask kości, która prysnęła niczym rozłupana zapałka. Biegnący opodal Mendez stanął jak wryty. Na skręcającego się z bólu wpadł jeszcze Jair. Ku sprawcom nieszczęścia ruszyli z furią Fonda i Pescia. Poszły w ruch pięści. Urugwajski sędzia przerwał mecz, licząc że zmiana Salomona na Marante choć nieco ostudzi rozpalone głowy. Gdzież tam! Po wznowieniu gry na przerażonego Chico ruszyli z pięściami de la Mata, ponownie Pescia i Marante, który uznał że przystoi mu wyłącznie rola mściciela. Arbiter wkroczył do akcji z całą energią, bezapelacyjnym gestem nakazując opuszczenie boiska. Naznaczeni jego karzącym palcem zostali Chico i de la Mata. Nieszczęsny Chico w panice ruszył sprintem ku tunelowi prowadzącemu do szatni ale nadział się na żywy mur policjantów, od których odbił się jak piłka, padając tuż pod podestem dla dziennikarzy. Tam odebrał swoją porcje uderzeń i kopniaków. Kompletnie zgnębiony, osłaniając dłońmi broczącą krwią głowe, klucząc chyłkiem i potykając się zdołał wreszcie na ostatnich nogach dotrzeć do upragnionej szatni. Tymczasem na trybunach narastał tumult. Kibice Argentyny i Brazylii wśród wyzwisk i przekleństw zaczeli okładać się czym popadło. Rozgorzała najprawdziwsza bitwa, zajadła i okrutna. Walka przeniosła się na płyte boiska. Do akcji wkroczyły oddziały policji. Ten wybuch zbiorowego szaleństwa trwał prawie 10 minut. Wreszcie fala namiętności poczeła z wolna opadać i roztrzęsiony sędzia mógł wznowić spotkanie. Jednak już mało kto przejmował się jego przebiegiem. Tylko Mendez zachował resztke zimnej krwi i dwukrotnie, w 38 i 55 minucie pokonał bramkarza rywali. Skandal na Monumental położył się cieniem na ocenie całej imprezy. Sport ustąpił pola barbarzyńskim emocjom. Pozostało poczucie dojmującego wstydu.
10
Argentyna triumfuje, jednak turniej kończy się skandalem:
@Sysia11
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Arkon
@Adran360
10
Kalendarium FC Barcelony:
12 stycznia 2004 r. odbyła się prezentacja Edgara Davidsa. Holenderski pomocnik został ściągnięty przez Franka Rijkaarda aby natchnąć drużynę, która w dniu jego przyjścia zajmowała dopiero 7 pozycje w tabeli po 19-tu kolejkach ligowych. Jego wypożyczenie z Juventusu okazało się strzałem w dziesiątke- Davids do spółki z Ronaldinho poprowadzili Blaugrane do serii zwycięstw, która zaowocowała wicemistrzostwem kraju. Mimo że Barça była zainteresowana zatrzymaniem Holendra, to jednak po sezonie Davids wybrał oferte Interu.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
1
@Adran360Tak jak wspominałem, to mój idol z lat kawalersich(drugi idol, gdyż pierwszym był Modern Talking), więc nie przypadkowo go wrzucam na przemian włąśnie z Modern Talking. Powiem więcej(!), nazywaja mnie Zenek ze względu że go uwielbiam, jak również i śpiewam sobie od czasu do czasu jego piosenki po chałturach...:)
1
@FcPortoFan1999 Bardzo dziękuje za te słowa uznania! A ja ci powiem naprawde szczerze i nieskromnie że napisałeś jeden z najmądrzejszych komentarzy na tej stronie, zwłaszcza biorąc pod uwagę to że nie jesteś zadeklarowanym kibicem FC Barcelony. Wielkie dzięki i pozdrawiam :)
1
@Adran360 Przykro mi ale to nie ma nic wspólnego z tą ich galą(czytaj parodia i dziecinada). Ja tylko pragnę przedstawić piosenki mojej młodości, mojego kawalerskiego życia, taka sentymentalna podróż w czasie...
1
Słuchamy