FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
1
@budel17 Nie no, co ty? Nie byłoby zdziwienia??? Nie przesadzaj...
0
@DonCarletto Szok to byłby jakby Hurkacz z nimi przegrał...!!!
0
Co za meczycho w Melbourne w kobiecym finale! Dwie terminatorki, dwie dominatorki! My chłopy byśmy od tych kobitek dostali wpierdziel a co się dziwić Idze że poległa po zażartej grze...
7
Zapomniane El Clasico:
25 stycznia 1948 r. FC Barcelona pewnie pokonuje Real Madryt na Camp de Les Corts 4:2 w 17 kolejce Primera Division, po 2 golach Basory i po jednym Josepa Seguera i Cesara Rodrigueza. To zwycięstwo w końcowym rozrachunku okazało się bardzo ważne, ponieważ Blaugrana sięgneła w tamtym sezonie po trzecie w historii mistrzostwo Hiszpanii.
@Symson
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Arkon
@Adran360
2
@reloaded Ależ ważne, jak najbardziej! Następnym razem napewno dopisze!
32
Feliz cumpleaños panie ,,Generale”! Xavi Hernandez Creus kończy dziś 45 lat! Twoja wytrwałość i pasja są godne podziwu. Serdeczne życzenia kolejnych sukcesów! Bywaj zdrów legendo!
Jeden z najwybitniejszych rozgrywających w historii futbolu rodem z Katalońskiej Terrasy trafił do La Masii w wieku 11 lat. Szansę debiutu w pierwszej drużynie otrzymał od van Gaala w meczu półfinałowym Pucharu Katalonii z UE Lleida. Wkrótce stał się podstawowym zawodnikiem i jednym z kapitanów Blaugrany. Przez lata pozostawał jednak w cieniu efektowniej grających kolegów. Jak sam wielokrotnie podkreślał, najwięcej zawdzięcza Luisowi Aragonesowi, trenerowi reprezentacji, z którą wygrał mistrzostwo Europy w 2008 r. To on pozwolił Xaviemu uwierzyć w swoje możliwości i stać się prawdziwym liderem drużyny. Niezwykła wizja gry, przegląd pola, kapitalne podania prostopadłe i słynne kółeczka były jego znakami rozpoznawczymi, gdy pod wodzą Guardioli poprowadził Dume Katalonii do 6 Pucharów w 2009 r. Ostatni mecz w koszulce Blaugrany ,,Generał’’ rozegrał w czerwcowym finale Ligi Mistrzów z Juventusem w 2015 r., wchodząc z ławki rezerwowych na ostatnie 20 minut gry. Oficjalnie rozegrał 767 spotkań w koszulce Barçy.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
9
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
24 stycznia 1934 r. w Bytomiu urodził się Henryk Kempny. W latach 50-tych był czołowym strzelcem i prawdziwą gwiazdą polskiej ligi. Dorastał w Bytomiu w niemieckiej rodzinie. Kiedy na początku 1945 r. zbliżał się front, cała rodzina była już spakowana i gotowa do wyjazdu w głąb Niemiec. W ostatniej chwili będąc już na dworcu, jego rodzicie jednak zmienili zdanie. Zostali w Polsce a młody Heniek już w 1948 r. zaczął chodzić na mecze Polonii. Wkrótce razem z dwoma kolegami postanowił spróbować swoich sił w klubie. Na ich talencie poznał się trener Józef Słonecki i chłopcy trafili do juniorskiego zespołu Polonii. W 1951 r. w jednym z meczów juniorów strzelił pięć goli. Seniorski zespół miał wówczas problemy ze skutecznością, więc pod naciskiem prasy trener na kolejny mecz ligowy wystawił Kempnego w pierwszym składzie. Debiut zaliczył 23 września 1951 r. w przegranym 0:1 meczem z AKS-em Chorzów. Rok później w skróconym z powodu przygotowań do igrzysk w Helsinkach sezonie grał już we wszystkich spotkaniach. W 1954 r. swoimi 13 golami bardzo pomógł zespołowi w zdobyciu pierwszego w historii tytułu mistrza kraju. Sam zdobył wówczas koronę króla strzelców. Po utalentowanego snajpera sięgnęła warszawska Legia. Kiedy w listopadzie Kempny hucznie świętował z kolegami sukces, miał już w kieszeni bilet do wojska. Miał początkowo wątpliwości czy to dobry krok. Dodatkowo dyrektor kopalni Radzionków przekonywał go, żeby dołączył do jego zespołu a on zapewni mu etat górnika, dzięki czemu uniknąłby wojska. Do Legii przekonała go jednak rozmowa z pułkownikiem Malczewskim, który obiecał mu, że po odbyciu służby będzie miał wolną rękę. W stołecznym klubie trafił pod opiekę trenera Steinera, który ustawiał go na skrzydle. Legia dzięki śląskiemu zaciągowi zdobyła pierwszy dublet a Kempny odegrał w tym sukcesie ważną rolę. Rok później Koncewicz przesunął go na środek ataku a zawodnik odwdzięczył się strzeleniem 21 goli w 22 meczach(!) i na koniec sezonu mógł świętować swoje trzecie z rzędu mistrzostwo Polski i dorzucił do tego kolejny triumf w pucharze Polski. W Warszawie został jeszcze rok a później wrócił do Bytomia. W Polonii grał do 1963 r. Pod koniec miał problemy z kontuzjami. W 1960 r. złamał nogę po raz pierwszy i z trudem doszedł do dawnej formy. Kiedy jednak w starciu z Jackiem Gmochem kości ponownie nie wytrzymały, wiedział, że jego kariera dobiega końca. Dla Polonii w lidze rozegrał 194 spotkania i strzelił 100 goli. Był klasycznym środkowym napastnikiem, pewnym siebie, zdecydowanym i nadzwyczajnie skutecznym. Grał dynamicznie, elegancko i czarował techniką. Jako trener próbował swoich sił w Górniku Wałbrzych i CKS Czeladź a także w ukochanej Polonii. W 1989 r. wyemigrował do Niemiec. W reprezentacji grał tylko przez trzy lata. Zdążył w tym czasie rozegrać 16 spotkań i sześć razy trafić do siatki rywali. Brał udział w meczach z ZSRR w 1957 r. Pożegnał się z kadrą meczem z NRD w 1958 r., w którym strzelił ostatniego gola.
@Adran360
@Arkon
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
9
Czy wiecie że…..
24 stycznia 1982 r. padł ligowy gol nr. 3000 dla FC Barcelony. Jego autorem był Enrique Castro Gonzalez, który trafił do siatki w 60 minucie wygranego 4:3 przez Barçe meczu Primera Division z CD Castellon.
@Safrani
@Stinger_
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360
24
Feliz cumpleaños panie Luisie! Swoje 38 urodziny obchodzi dziś Luis Alberto Suarez Diaz, bardzo dobrze znany wszystkim cules. Dziękujemy serdecznie ,,gryzoniu” za zaangażowanie, ducha walki i wiele ważnych i wspaniałych goli. Zdrówka i wszystkiego najlepszego!
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
1
@aldewir Bardzo słusznie to wyłapałeś. Gdzieś to kiedyś skopiowałem i zapewne naprędce wrzuciłem nie sprawdzając prawdziwości tekstu. Dzięki że to skorygowałeś :)
13
Żywe legendy futbolu:
23 stycznia 1984 r. urodził się Arjen Robben, pomocnik reprezentacji Holandii i Bayernu Monachium. Z "Oranje" (96 meczów, 37 goli) w 2010 roku zdobył wicemistrzostwo świata a przez 10 sezonów gry w Monachium (309 meczów, 144 gole i 101 asyst) aż ośmiokrotnie sięgał po mistrzostwo Niemiec i raz wygrał Ligę Mistrzów. To właśnie Robben strzelił zwycięskiego gola w finale na Wembley z Borussią Dortmund (2:1) w 2013 roku. 39-letni Holender, którego wielokrotnie dręczyły kontuzje, występował także w PSV Eindhoven, Chelsea i Realu Madryt, a karierę rozpoczął i zakończył w holenderskim FC Groningen.
@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
7
@FCBparasiempre
Wielu piłkarzy z niższych lig na świecie marzy o tym, by kiedykolwiek przebić się na najwyższy poziom. Chcą oni wyrwać się z piłkarskiej nicości, zarobić więcej pieniędzy i przede wszystkim zdobywać puchary. Nie ma tu wyjątków. Wszyscy, którzy kiedyś zaczynali, dążyli do tego samego. Taki sam był Moreno Torricelli, piłkarz, który z nieznanego chłopaka z regionu Como stał się jedną z ikon Juventusu lat dziewięćdziesiątych. Poznajcie jego historię. Torricelli urodził się 23 stycznia 1970 r. w miejscowości Erba. Jest to nieduża wioska w regionie Lombardii w prowincji Como. Piękne miejsce do wychowywania się i spędzania czasu nad jeziorem. Młody Moreno postanowił jednak wziąć sobie za cel bycie wybitnym piłkarzem. Urodzony w 1970 roku przyszły czołowy obrońca ligi włoskiej, zaczął jednak swoją piłkarską przygodę stosunkowo późno. Dopiero mając osiemnaście lat, stawiał pierwsze poważne kroki na boisku. W dzisiejszych czasach byłoby to dość dziwne, ponieważ często chłopaki w tym wieku są już gwiazdami futbolu. Jako że w Erbie trudno znaleźć profesjonalną drużyną piłkarską, Moreno Torricelli musiał szukać dalej. Los okazał się dla niego łaskawy. Pierwszym klubem, w którym zbierał szlify, było Oggiono. Miejscowość w prowincji Lecco (nie mylić z Lecce) dała szansę Torricelliemu. Tam rozwijał się spokojnie, jego talent nie wystrzelił w górę od razu, jak ma to miejsce z wieloma piłkarzami z małych miejscowości. Czterdzieści dziewięć spotkań wystarczyło jednak do sportowego awansu. Trafił bowiem do Caretese, klubu obecnie znajdującego się w Serie D. Wtedy występowali w rozgrywkach Campionato Interregionale, które w przypadku zwycięstwa premiowały do Serie C2. Tam Torricelli w ciągu dwóch lat rozegrał pięćdziesiąt siedem spotkań. Wtedy nastał moment, który na zawsze zmienił jego życie. Wszystko zawdzięczam Trapattoniemu. Miał odwagę postawić na amatora. Na początku jego wsparcie było fundamentalne. Był w wieku mojego ojca, pochodził z Brianzy, natychmiast się uspokoiłem. Mówił do mnie w dialekcie, nazywał mnie drewnem, cieślą w dialekcie – Moreno Torricelli. Uwagę na niego zwrócił ówczesny trener Juventusu Giovanni Trapattoni, który zdecydował, że nasz bohater trafi do drużyny „Starej Damy”. To był istotnie szalony ruch. Nikt o zdrowych zmysłach nie miał prawa sądzić, że ta decyzja może wpłynąć i na Juventus i na samego Torricelliego. Mało kto ma bowiem tyle odwagi, by zaufać piłkarzowi, który nigdy wcześniej nie kopał piłki na poziomie nawet Serie B, nie mówiąc już o Serie A. Nie dziwi zatem to, że Moreno tak wiele zawdzięcza słynnemu Trapowi. Nie było jednak tak, że Giovanni był troskliwym ojcem. Wręcz przeciwnie, wymagał wiele od swojego nowego podopiecznego. Torricelli wspominał historię, jak szkoleniowiec Juventusowi wpajał mu, by ćwiczył lewą nogę. Wymagał tego od niego w sposób oryginalny. Wpoił Torricelliemu, że jest piłkarzem drewnianym. Sam Moreno dodał od siebie, że jego lewa stopa przypominała w swojej funkcjonalności motykę. Była równie drewniana, jak przyrząd używany przy wykopywaniu ziemniaków, czy plewieniu chwastów. Torricelli sam później plewił chwasty, którymi dla niego byli rywale, ale po kolei.
Moreno grę w piłkę łączył z pracą w magazynie z meblami i byciem stolarzem. Nic nadzwyczajnego mając na uwadze, gdzie grał. Na szczęście dla calcio ktoś inteligentny podsunął Trapattoniemu, by jednak sprawdzić dwudziestodwuletniego wówczas młodego chłopaka. To był strzał w dziesiątkę, który dał później Juventusowi wiele sukcesów. Skromność przejawiała się aż nadto. Był on zachwycony samą możliwością gry w Turynie, ale przede wszystkim faktem, że mógł spotkać się z ikoną calcio, Giampiero Bonipertim. Wewnątrz były jego buty, trofea, skórzane piłki: jakie to ekscytujące. Dał mi pensję w wysokości 80 milionów lirów. Dla mnie, jako stolarza zarabiałem milion i 200 miesięcznie, to była ogromna kwota – Torricelli. Nie dziwił zatem podziw i zachwyt Torricelliego, który nigdy wcześniej nie zaznał takich luksusów. Szybko jednak został sprowadzony na ziemię etyką pracy w Juventusie. Nie było tam czasu na nadmierne podniecanie się, ważniejsza była praca i treningi. Miał niewiele czasu na zaadaptowanie się, co pomogło mu również wykreować swój charakter. Z czasem wywalczył sobie miejsce w składzie na prawej stronie obrony, co ukształtowało później zespół Juventusu na lata. Pierwszym sukcesem Torricelliego na większą skalę był zdobyty w 1993 roku Puchar UEFA. Mimo wszystko zespół „Starej Damy” nie mógł być zadowolony, ponieważ sezon 1992/1993 był pasmem porażek, włącznie z przegranym mistrzostwem Serie A. Drużyna zajęła wtedy odległe czwarte miejsce. Później jednak było lepiej. Od 1994 roku Juventus z Torricellim zdobywał trzy mistrzostwa Włoch, Ligę Mistrzów w finale przeciwko Ajaxowi, Superpuchar Włoch i Europy oraz Puchar Interkontynentalny. Najciekawiej jednak wspomina zdobyty Puchar Europy. Juventus został bowiem oskarżony o stosowanie dopingu w finale Ligi Mistrzów 1996 roku. Torricelli, usłyszawszy oskarżenia Davida Endta, byłego kierownika Ajaxu, wyśmiał je, dodając, że nic nie mogą im udowodnić, gdyż kontrola antydopingowa się nie odbyła. Po owocnym w sukcesy okresie w Turynie Moreno Torricelli postanowił poszukać nowych wyzwań. Obrał sobie za cel Florencję, by nie opuszczać jeszcze ojczyzny. Idealnie złożyło się, że ruch w stronę Włoch poczynił człowiek, bez którego historia Torricelliego nie miałaby miejsca. Chodzi tu oczywiście o Trapattoniego. Ich losy ponownie zetknęły się w Fiorentinie. Role tym razem nieco się odwróciły. To Torricelli był wtedy bardziej na piedestale. Trapattoni wracał z kolei z Niemiec, gdzie nie poszło mu zbyt dobrze podczas drugiej przygody w Bayernie Monachium. Tam obaj spotkali całkiem ciekawe grono piłkarzy. Wśród nich znaleźli się choćby Gabriel Batistuta, Tomas Repka, Francesco Toldo, czy Rui Costa. Piłkarze, którzy gwarantowali wiele wrażeń, ale przede wszystkim walory piłkarskie. Sam Torricelli, który gwarantował duże doświadczenie, w pierwszym sezonie wraz z kolegami zdobył trzecie miejsce w lidze. Później było niestety gorzej. Sezon później zajęli ledwie siódme miejsce, ale nie mogło to dziwić, ponieważ stracili przed sezonem Batistutę, który w tamtym sezonie zdobył scudetto z Romą. Sezon 2000/2001 był jeszcze gorszy, ponieważ Fiorentina spadła o dwie pozycje w tabeli. Ten sezon był w ogóle bardzo trudny, gdyż „Violę” prowadziło wówczas dwóch trenerów – Fatih Terim i Roberto Mancini. To był powolny koniec kariery Torricelliego. We Florencji pograł jeszcze dwa lata, by w 2003 roku trafić do Espanyolu. Tam jednak wytrzymał sezon, po czym odszedł do Arezzo, gdzie powiesił buty na kołku.
Torricelli nie miał zbytnio szczęścia do występów w kadrze narodowej. Mimo dobrego czasu w Turynie nie dostawał szans w „Squadra Azzurra”. Najpierw Arrigo Sacchi, później Cesare Maldini, a wreszcie Dino Zoff mieli swoich faworytów na pozycję prawego obrońcy. Pierwszym meczem, jaki Moreno rozegrał w niebieskiej koszulce reprezentacji Włoch, było towarzyskie starcie z Walią, przygotowujące Italię do EURO 1996. Później co prawda był powołany na ten turniej, ale tam rozegrał jedno spotkanie grupowe przeciwko Niemcom. To był zarazem ostatni mecz Torricielliego na wielkiej imprezie. Co prawda był powołany jeszcze na mundial w 1998 roku, lecz tam nie wyszedł ani razu na boisko. Moreno Torricelli miał bardzo barwny życiorys. Charakterystyczne długie włosy wyróżniały go na boisku, ale kluczowa w jego przypadku była skromność. To właśnie ona i pokora zaprowadziły go na szczyt włoskiej piłki klubowej. Niestety nie przełożyło się to na funkcję trenera. Jedynymi klubami, które prowadził, były Pistoiese i Figline, które występowały w Lega Pro Prima Divisione.
7
Legendy włoskiego futbolu:
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360
0
@negreanu Zgadza się! Tacy włąśnie są(byli) ci socios. Choć z drugiej strony, gdybym był socio, to zdecydowanie głosowałbym za Laportą ale te 2, 3 lata temu, nie dzisiaj!
10
,,Osobistości” Blaugrany:
23 stycznia 2014 r. prezydent FC Barcelony Sandro Rosell podał się do dymisji. Ta informacja była ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich cules gdyż nic nie zapowiadało odejścia prezydenta w połowie kadencji. Rosell podkreślał iż jego czas w klubie się skończył a także opowiadał o pogróżkach, które otrzymywała jego rodzina. Sandro tłumaczył się również z nieprawidłowości przy transferze Neymara, które zdaniem wielu komentatorów były głównym powodem jego odejścia. „Nie chce aby niesprawiedliwy atak wpłynął negatywnie na wizerunek klubu”- podsumował.
,Niesprawiedliwy atak’? I on ma jeszcze czelność domagać się sprawiedliwości? Co za łajdak! Kto został jego następcą dobrze wiemy. Jakaż szkoda że w tym 2014 cały zarząd nie podał się do dymisji. Dzisiaj bylibyśmy zapewne w zupełnie innej sytuacji, zwłaszcza finansowej…
@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
1
Już w pracy koledzy relacjonowali mi pojedynek naszej Iguni z Amerykanką. Ależ jestem smutny, zwłaszcza po tajbreku! Chyba znowóż ten pierwszy serwis IGI nie funkcjonowal tak jak należy.... Ależ przykro mi że nie weszlo do tego upragnionego finału.......
0
@JordiAlbion Na swój sposób niby tak...:)
4
Liga Mistrzów w styczniu. Dziwne uczucie. Nigdy bym nie pomyślał że do tego dojdzie. XXI wiek....... Co on nam przyniesie....... koniec świata...?
8
Gospodarze górą!
21 stycznia 1956 r. Urugwaj pokonał Paragwaj 4:2(3:0) na ,,Estadio Centenario”. Ten mecz zapoczątkował 24 edycje Copa America. Do stolicy Urugwaju zjechała cała kontynentalna śmietanka. Tym razem zabrakło Ekwadoru, Boliwii i Kolumbii, niezawodnych dostarczycieli punktów. Wyłącznie dobrzy i bardzo dobrzy byli skazani na siebie. Monumentalny stadion Centenario huczał wrzawą 80 tysięcy ludzi tylko wówczas, kiedy na murawe wybiegała jedenastka ,,Celestes”. W innym przypadku raczej świecił pustkami a chętnych obejrzenia zmagań Chile z Paragwajem znalazło się raptem 4 tysiące. Gospodarze dołożyli wszelkich starań by drużyna była przygotowana wzorowo. Trenerem został Bagnulo, ongiś świetny piłkarz a jeszcze wcześniej obiecujący… pięściarz, postać barwna i polemiczna, lecz z wielkim autorytetem, do tego wytrawny pedagog. Bagnulo potrafił z niezwykłym wyczuciem dotrzeć do psychiki swych podopiecznych, wyzwalając w nich poczucie pewności siebie i ambicje graniczącą z determinacją. W gruncie rzeczy była to stara tradycja ,,garra”, ów mityczny urugwajski ,, lwi pazur”, który należało tylko należycie wyostrzyć, nadając mu należytą wytrzymałość. Do tego celu nikt nie nadawał się lepiej niż profesor Alberto Langlade, najsłynniejszy ,,preparador fisico” w dziejach urugwajskiego futbolu. Spod twardej ręki Langlade wyszło jedenastu atletów nie do zdarcia. Siłą teamu Bagnulo-Langlade był zwarty, zgrany zespół, choć nie brakowało w nim indywidualności. Święci patroni Montevideo, Filip i Jakub, mieli w niebie dodatkowe powody do satysfakcji. Urugwaj był poza zasięgiem rywali. Wygrał 4 mecze a tylko z Brazylią zremisował 0:0, łącznie uzyskując 9 punktów i do ostatniego meczu z Argentyną przystępując z Pucharem Ameryki w kieszeni.
To rozstrzygnięcie przed czasem nieco obniżyło dramaturgie imprezy, co nie znaczy że było nudno. Ostatecznie Urugwaj pokonał Argentyne 1:0 po golu Ambroisa, pieczętując 9 w historii tytuł Copa America. Właściwie tylko Paragwaj i Peru odstawały trochę od reszty. Paragwajczycy nastawili się na przygotowania do eliminacji MŚ ’58, traktując Sudamericano jako mniej ważny przystanek na drodze do celu głównego. Peruwiańczycy natomiast grali bez zwykłej dla nich werwy, ospale i wolno, chociaż na wysokim technicznym poziomie. Rozgrzali publiczność tylko w ciekawym meczu z Chile, przegranym 3:4, po bezpardonowej wymianie ciosów. Pozostałe 3 ekipy: Chile, Argentyna i Brazylia, zebrały po 6 punktów. Blado wypadła Brazylia, najlepsza w wygranym 1:0 meczu z Argentyną. Jednak klęska z Chile zatarła dobre wrażenie. Zastanawiało iż świetna defensywa ,,Canarinhos”, w której szeregach grało tylu przyszłych mistrzów Świata(Gilmar, Djalma Santos, Mauro i de Sordi) momentami pozostawała zupełnie bezradna. Na swoją wielkość Brazylia musiała jeszcze trochę poczekać. Z kolei Argentyna pokazała solidną obronę i pomoc, identyczną jak w 1955 i mocno przemeblowany atak, z którego pozostali Micheli, Grillo, Labruna a w niektórych meczach także grający wcześniej Cecconato, Cucchiarioni i Bonelli. Kiedy indziej na skrzydłach występował Pentrelli i coraz częściej zastępujący w River Plate samego Loustau, malutki Zarate. Tych zmian było stanowczo za dużo. Powszechną uwagę przykuwała natomiast filigranowa sylwetka pomocnika River a mianowicie Omara Sivoriego, który popisywał się kapitalnymi sztuczkami technicznymi. Tym razem służyły one tylko ku ozdobie, chociaż nie ulegało wątpliwości że pojawił się piłkarz nietuzinkowy. W sumie eksperymenty w linii ataku nie dały efektów. Trener Stabile wyciągnął z tej lekcji wnioski na przyszłość.
Rewelacją było za to Chile, może jeszcze lepsze niż przed rokiem, kiedy to dopiero na finiszu uznało wyższość Argentyny. Teraz uległo jej wprawdzie dość gładko po 2 golach Labruny ale zwycięskiemu Urugwajowi ustąpiło minimalnie pola po wyrównanym boju(1:2), zaś Brazylię wprost znokautowało 4:1(!) bezlitośnie dziurawiąc jej zagubioną obronę błyskawicznymi wypadami. Euforia Chilijczyków po tej historycznej wiktorii była tak wielka że cała ekipa jeszcze w szatni wspólnie odśpiewała hymn narodowy a w Santiago na wieść o niewyobrażalnym wcześniej w takich rozmiarach sukcesie, ogromny tłum kibiców zapełnił place i ulice hałaśliwie manifestując swój entuzjazm. Konsekwencją między innymi zwycięstwa z Brazylią był wywalczony przez Chilijczyka Hormazabala tytuł króla strzelców imprezy z dorobkiem 4 goli.
@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
0
@Pawlak1992 Mógłbyś mi dokładnie wskazać w której księdze i gdzie dokładnie jest opisany Kain, jego zono i potomstwo? Mam rozumieć oczywiście że to w Starym Testamencie?
10
Nieco zapomniane legendy rodzimego futbolu:
21 stycznia 1948 r. w Nysie urodził się Zygmunt Kukla, bramkarz, wychowanek i legenda Stali Mielec, z którą dwa razy zdobył mistrzostwo Polski. 20 razy zagrał w reprezentacji Polski, w tym w dwóch meczach w finałach MŚ 1978 w Argentynie. Urodził się z dala od Mielca, jednak to właśnie z niewielkim miastem na Podkarpaciu związał całe swoje życie (podobnie jak urodzony w Malborku Grzegorz Lato). Do Stali zapisał się w wieku 12 lat, został wicemistrzem Polski juniorów, jednak przez pewien czas zawiesił przygodę z futbolem na rzecz piłki ręcznej (tam też był bramkarzem). Szybko wrócił i w 1965 r. trafił do pierwszej drużyny. Prawie rok czekał na swoją szansę: ,,Do składu dostałem się przez przypadek. Pierwszy bramkarz złamał obojczyk, drugi w trzech meczach zagrał i wszystkie trzy „czapa”. Spadliśmy do trzeciej ligi. Piękny początek kariery, nie? Ale później awans i już poszło – rok po roku. Druga liga, pierwsza. Dziesiąte miejsce, piąte i wreszcie mistrz. Dwa razy mistrzostwo Polski w Mielcu, na wsi! ‘’– mówił w wywiadzie dla Weszło.com. Debiutował w sierpniu 1966 r. w meczu z Olimpią Poznań (w ówczesnej drugiej lidze). Wszedł w przerwie, kiedy Stal przegrywała 0:3 i „zamurował” bramkę. Skończyło się 4:3 dla Stali, a bluzy z numerem 1 nie oddał aż do 1980 r. Zagrał dla ekipy z Mielca 340 ligowych spotkań, co do dzisiaj stanowi klubowy rekord. W 1979 r. w plebiscycie krakowskiego Tempa został uznany za najlepszego bramkarza ligi. Ostatni raz w barwach Stali Mielec wystąpił we wrześniu 1980 r. Potem dostał telefon od trenującego Apollon Ateny Jacka Gmocha i wyjechał do Grecji, z której wrócił po trzech latach. Miał wtedy 35 lat i działacze prosili go, aby pomógł Stali wrócić do ekstraklasy. Postanowił jednak zakończyć karierę, odrzucił także propozycję posady trenera i rozpoczął pracę w WSK Mielec. W reprezentacji zadebiutował 16 października 1976 r. w meczu eliminacji MŚ 1978 z Portugalią (wygrana w Porto 2:0). Podobno Jacek Gmoch typował go na pierwszego bramkarza kadry w finałach MŚ 1978 w Argentynie, jednak ostatnie miesiące przed turniejem Zyga spędził na leczeniu złamanej nogi. Ostatecznie wystąpił w dwóch meczach – w wygranym 1:0 z Peru i ostatnim, przegranym 1:3 z Brazylią. 17 października 1979 r. zanotował kapitalny występ w Amsterdamie, a Polska zremisowała w meczu eliminacji Euro 1980 z Holandią 1:1. Niestety, ten wynik oznaczał, że Polska na finały Euro do Włoch nie pojechała, a dla Kukli był to dwudziesty i ostatni mecz w bluzie z orzełkiem na piersi. W mieleckiej Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego pracował tylko trzy lata, bo w 1986 r. wózek widłowy zmiażdżył mu stopę i dwa lata walczył o uniknięcie jej amputacji. Przeszedł na rentę, a w latach 90. przyplątał się jeszcze rak krtani. Kukla pokonał nowotwór, ale w 2016 r. nie miał już tyle szczęścia – po wylewie nie odzyskał przytomności i zmarł w wieku 68 lat. W Reprezentacji rozegrał 20 meczów, 14 straconych goli.
@Symson
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Adran360
9
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
21 stycznia 1927 r. w Czeladzi urodził się Stanisław Hachorek. Przygodę z piłką zaczynał jako skrajny obrońca, ale szybko dał się poznać jako niezwykle ambitny, przebojowy i skuteczny napastnik. Pochodził z Czeladzi, ale złotymi zgłoskami zapisał się w historii Gwardii Warszawa, gdzie wymienia się go w gronie klubowych legend. Swoje pierwsze piłkarskie szlify zdobywał w lokalnym CKS Czeladź a potem w WMKS Katowice, szybko jednak przeniósł się do stolicy. Zasilił szeregi nowo powstałego wielosekcyjnego klubu sportowego WKS Gwardia Warszawa, który szybko udowodnił, że ma ambicje do poważnego grania. ,,Harpagany” relatywnie szybko wywalczyły awans do najwyższej ligi i w pierwszych sezonach zajmowały miejsce tuż za podium. W sezonie 1954 Gwardia sensacyjnie zdobyła Puchar Polski pokonując w finale 3:1 Wisłę Kraków. Walnie przyczynił się do tego Hachorek, który zdobył dwa pierwsze gole w meczu. Poza niezwykłą skutecznością pod bramką rywala, czego dowodem był tytuł króla strzelców w sezonie 1955, jego atutem była wprawiająca w zdumienie kondycja.. Podczas jego gry w Gwardii, ta występowała w najwyższej lidze przez 9 sezonów. Hachorek zdobył w tym czasie 86 goli w 174 spotkaniach, co do dziś stanowi rekord klubowy. Uwzględniając pozostałe sezony strzelił on łącznie 111 goli w 206 meczach jako piłkarz ,,Harpaganów”. W 1962 roku przeniósł się do Warszawianki, w której zakończył karierę piłkarską i rozpoczął przygodę trenerską. Ta niestety nie była zbyt owocna. Hachorek to przede wszystkim reprezentant drużyny narodowej i uczestnik igrzysk olimpijskich 1960 w Rzymie. Debiutował w 1955 r. w starciu z Rumunią i strzelił nawet gola. Łącznie rozegrał w biało-czerwonych barwach 16 spotkań, w których zdobył 8 goli. Jedną z nich zanotował na igrzyskach w pojedynku z Tunezją.
@Adran360
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
@Symson
8
Zapomniane El Clasico:
21 stycznia 1962 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Real Madryt 3:1 w ramach 20 kolejki Primera Division, po 2 golach Brazylijczyka Evaristo oraz jednym Sandora Kocsisa. Po wygranym klasyku Barça zajmowała 3 pozycje w tabeli ze stratą 8 punktów do Realu Madryt i 2 do Atletico Madryt. Pościg Blaugrany za Realem niestety się nie powiódł i w rezultacie Duma Katalonii zdobyła tylko wicemistrzostwo tracąc do Królewskich 3 punkty.
@Symson
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Adran360
9
Legendy, o których prawdziwi cules nigdy nie zapominają:
21 stycznia 1901 r. w Barcelonie urodził się Ricardo Zamora, wielka legenda nie tylko Barçy lecz i światowego futbolu. Jeden z najlepszych bramkarzy w historii tej dyscypliny. Swoją karierę rozpoczynał w Espanyolu. Miał zaledwie 16 lat gdy zadebiutował w zespole lokalnego rywala Barçy. W roku 1919 przeniósł się do FC Barcelony, która wówczas potrzebowała klasowego bramkarza. Jego ojciec poprosił go wtedy aby zawiesił karierę i dokończył studia. Ricardo spełnił życzenie ojca ale wraz z innymi socios założył czwartą drużynę Barçy, która grała co niedziele dla własnej przyjemności. Władze Blaugrany uznały to za marnotrawstwo jego talentu i w końcu udało się namówić piłkarza do powrotu w szeregi pierwszej drużyny. Zamora miał świetne warunki fizyczne(186 cm./82 kg), doskonały refleks, potrafił wyczuć intencje strzelca i rzucić się w odpowiedniej chwili w stronę właściwego słupka. Słynął również z solidności i stalowych nerwów. Bardzo szybko zaczął uchodzić za jednego z najlepszych bramkarzy świata. W Dumie Katalonii Ricardo spędził 3 sezony, dwukrotnie zdobywając Puchar Króla(La Liga jeszcze wówczas nie istniała) i trzykrotnie mistrzostwo Katalonii. W 1922 Zamora opuścił jednak Dume Katalonii, po konflikcie jaki wynikł pomiędzy nim a władzami klubu. Ricardo zażądał od prezydenta Gampera podwyżki, na którą ten się nie zgodził. Wykorzystali to dyrektorzy Espanyolu, którzy proponując zawodnikowi 25 tys. peset za przejście do ich klubu oraz miesięczne pobory w wysokości 1 tys. peset, zapewnili sobie jego powrót. Za ten transfer hiszpańska federacja nałożyła na zawodnika karę. Za opuszczenie Blaugrany bez zgody tegoż klubu Zamora nie mógł występować przez rok. Z Espanyolem zdobył Puchar Hiszpanii a kilka lat później przeniósł się do Realu Madryt gdzie zakończył swoją wielką karierę. Zamora do dziś uważany jest za najlepszego bramkarza swojej epoki. Ponieważ we wszystkich sezonach La Ligi od jej powstania w 1928 r. aż do zakończenia kariery, Zamora był bramkarzem, który miał na koncie najmniej puszczonych goli w każdym z sezonów, to od jego nazwiska nazwano trofeum wręczane co roku najskuteczniejszemu bramkarzowi tych rozgrywek. Mimo że na Camp Nou spędził tylko 3 sezony to jednak cules uważają go do dziś za swoją wielką legende. Rodzinne miasto uczciło Zamore nazywając jego imieniem jeden z placy nieopodal Camp Nou.
Cześć i chwała legendom Barçy!
@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
@Symson
10
Żywe legendy urugwajskiego futbolu:
20 stycznia 1956 r. urodził się Rodolfo Sergio Rodríguez Rodríguez, urugwajski bramkarz. Piłkarską karierę rozpoczął w 1971 roku w klubie CA Cerro, skąd w 1976 przeniósł się do Club Nacional de Football, gdzie rozpoczęła się jego kariera zawodowa. W Nacionalu występował do 1984 roku zdobywając w tym okresie trzykrotnie mistrzostwo Urugwaju (1977, 1980 i 1983) oraz wygrywając turniej Copa Libertadores 1980 a następnie Puchar Interkontynentalny. W 1984 Rodríguez przeniósł się do Brazylii, do klubu Santos FC, z którym jeszcze w tym samym roku zdobył mistrzostwo stanu São Paulo (Campeonato Paulista). W Santosie grał do 1988 roku. Następnie Rodríguez rozegrał jeden sezon w portugalskim klubie Sporting CP, skąd w 1990 wrócił do Brazylii, gdzie grał w klubie Portuguesa São Paulo, z którego po dwóch latach przeszedł do EC Bahia. Z klubem Bahia dwukrotnie został mistrzem stanu Bahia - w 1993 i 1994. Rodríguez bronił bramki reprezentacji Urugwaju w czterech meczach grupowych nieudanego turnieju Copa América 1979. Urugwaj grał w grupie z Paragwajem i Ekwadorem, plasując się ostatecznie na drugim miejscu za Paragwajem (późniejszym trumfatorem). Z reprezentacją Urugwaju Rodríguez wygrał w rozegrany na przełomie lat 1980 i 1981 prestiżowy turniej ,,Mundialito” zorganizowany w 50 rocznicę pierwszych mistrzostw świata. W turnieju Copa América 1983 Urugwaj zdobył mistrzostwo Ameryki Południowej a Rodríguez był podstawowym bramkarzem drużyny, broniąc jej bramki we wszystkich ośmiu meczach: z Chile i Wenezuelą w fazie grupowej, z Peru w półfinale oraz w dwóch finałowych spotkaniach z Brazylią. Będąc piłkarzem brazylijskiego klubu Santos FC był w kadrze reprezentacji Urugwaju w finałach mistrzostw świata w 1986 roku, gdzie Urugwaj dotarł do 1/8 finału. Choć był podstawowym bramkarzem reprezentacji, z powodu kontuzji nie zagrał w żadnym meczu. Zastąpił go Fernando Álvez.
@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
11
Wybitne legendy hiszpańskiego futbolu:
20 stycznia 1921 r. urodził się Telmo Zarraonandia Montoya, genialny napastnik. Zanim Cristiano Ronaldo i Lionel Messi zaczęli swój kosmiczny wyścig, najlepszym strzelcem w historii ligi hiszpańskiej był Telmo Zarra. Urodzony w Erandio zawodnik stał się największą legendą Athletiku Bilbao(277 meczów i 251 goli), zdobywając w tym klubie tytuł mistrzowski, pięć krajowych pucharów i sześciokrotnie sięgając po koronę króla strzelców. Do dziś trofeum najlepszego hiszpańskiego snajpera w Primera Division jest nazywane jego nazwiskiem. Zarra świetnie radził sobie również w reprezentacji Hiszpanii (20 meczów i 20 goli!). Zagrał też na mistrzostwach świata w 1950 roku a jego zwycięski gol w meczu z Anglią zadecydował o tym, że uważający się za najlepszych na świecie Anglicy nie wyszli z grupy.
@Symson
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Adran360
10
Pierwszy w dziejach mecz Barçy o punkty:
20 stycznia 1901 r. FC Barcelona rozegrała pierwszy w swojej historii mecz o stawke. Działo się to na Camp del Hotel Casanovas w Barcelonie, gdzie Blaugrana niestety uległa nieistniejącemu już lokalnemu rywalowi Hispania AC 1:2 w premierowych rozgrywkach o Puchar Macaya. Historycznego a zarazem honorowego gola dla Blaugrany strzelił Szkot George Guirvan. Pierwszym triumfatorem Pucharu Macaya został Hispania Athletic Club, który wyprzedził FC Barcelone o 2 punkty. Na pocieszenie pierwszym królem strzelców Copa Macaya został legendarny Joan Gamper z 31 golami.
@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
@Symson
0
@Esteban_ Jeśli zawodnik pudłuje w stuprocentowej sytuacji, to coś jest nie tak z tym piłkarzem. Mogą być tylko dwie przyczyny tego: niedostateczna technika użytkowa(za to odpowiada sztab szkoleniowy), bądź szwankuje psychika(za to odpowiada klubowy bądź prywatny psycholog).
1
@heniusss Wiesz co, przepraszam cie ale jakoś nie pamiętam kto tu na mnie głosował, w każdym razie chciałbym ci bardzo podziękować za docenienie moich komentarzy. Wszystkiego dobrego i pozdrawiam :)
0
@FcPortoFan1999 Masz racje(!) już wyłączam...