FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
@Bocheno1 To znaczy z czym konkretnie?
1
Jedna z piosenek mojej młodości i mój idol
2
@Safrani Ale przy okazji musze się przyznać że jednak nie miałem artykułu o urodzinach urugwajskiego futbolu tylko argentyńskiego. Natomiast o Urugwaju miałem artykuł o fenomenalnej reprezentacji tego kraju w latach 20-tych i 30-tych ubiegłego wieku. Ten dzisiejszy artykuł wyszukałem i jakoś się przetłumaczyło z internetu. Bo ja ani w ząb nie znam ,,chińszczyzny"!
2
@FCBparasiempre
Narodziny futbolu w Urugwaju:
Początki piłkarskiej historii kraju sięgają 1861 r., kiedy założono Montevideo Cricket Club (pierwszy i do dziś najstarszy klub sportowy) tuż przed wydarzeniem, które powszechnie uznaje się za pierwszy mecz w historii kraju, które miało miejsce w 1878 r. Na boisku na przedmieściach ,,La Blanqueada” rozegrała się krwawa bitwa, w którą jeden z graczy powiedział, że grało się „prawie jak w rugby”. Pierwszy zarejestrowany mecz odbył się dwa lata później, ale piłka nożna pozostała nieoszlifowana, przypominając „karnawał i dom wariatów” według lokalnej gazety ,,El Siglo”. Jest 28 września 1891 r., a pracownicy angielskiej spółki kolejowej „Central Uruguay Railway Ltd.” postanowili założyć klub sportowy. W związku z tym, od godziny 20:00 w biurach spółki w ,,Villa Peñarol” (w pobliżu Montevideo) i pod przewodnictwem pana Rolanda Moora, podpisano jej statut (w formie stowarzyszenia obywatelskiego bez lukratywnego celu). Nazwano ją „Central Uruguay Railway Cricket Club”, w skrócie „CURCC” (skrót, który pojawia się na jej pierwszej fladze); ustawa ta została napisana po angielsku i podpisana przez kierowników i pracowników kolei, osiągając 118 założycieli (45 Urugwajczyków, 1 Niemca, a reszta to pracownicy angielscy - lub brytyjscy). Angielska koncepcja stosowana na wielu innych terytoriach, gdzie powstały spółki tego pochodzenia. Jeden z założycieli wyraził: „Będziesz wieczny jak czas i rozkwitniesz każdej wiosny”, frazę, która charakteryzowała uczucia jego kibiców, którzy stanowili większość urugwajskich miłośników piłki nożnej od czasu jej powstania. Fakt ten był absolutnie niezwykły w zakładaniu klubów sportowych lub instytucji w ogóle. Pod rządami pierwszych prezydentów Hendersona i Hudsona, którzy byli jednocześnie dyrektorami generalnymi, klub rozwinął się i osiągnął niespodziewany i niezwykły poziom popularności, nieznany żadnemu klubowi sportowemu. Ta popularność miała swoje korzenie w dwóch kluczowych elementach: po pierwsze, ochronie i udogodnieniach, jakie oferowała firma, a po drugie, fakcie, że znajdowała się tam, gdzie mieszkała większość siły roboczej kraju: „Villa Peñarol”, wyjątkowa i nie do pomylenia ze względu na połączenie rolnictwa i przemysłu. Poeta Pedro Leandro Ipuche odniósł się do wzrostu popularności gry, w którą grano we wsi: „En un claro villorio de cuento / donde el Rey es un Ferrocarril / sorprendieron la luz de una tarde / once obreros de humor infantil”; opisując to w ten sposób spokojne piękno pracowitego miejsca. Popularność klubu była znana już od wczesnych lat, gdyż klub zaczęto nazywać „Peñarol”, a nie „CURCC”, zarówno w mowie potocznej, jak i w prasie lokalnej i zagranicznej.
Pierwszy mecz (towarzyski) rozegrano 11 maja 1892 r. przeciwko angielskiej drużynie szkolnej, wygrywając 3:2; 25 maja zmierzono się z ,,Albion”. Przy tej okazji „The Montevideo Times”, który był pisany po angielsku i miał dotrzeć do społeczności brytyjskiej, ogłosił: „Piłka nożna: Dzisiaj Albion kontra Peñarol”. „Peñarol” była nazwą używaną przez „The Montevideo Times” 17 listopada 1891 r. Dlatego nazwa „Peñarol” była używana już kilka tygodni po jej założeniu. Pierwszy mecz międzynarodowy rozegrano 2 czerwca 1899 r. przeciwko silnej argentyńskiej drużynie Belgrano. Przegrali 2:0. W 1900 roku, wspólnie z Albion Club, Uruguay Athletic Club i Deutscher Fussball Klub (później te trzy drużyny zniknęły), Peñarol założył „Urugwajską Ligę Piłkarską”, obecnie nazywaną „Asociación Uruguaya de Football”. Pierwszym prezesem tej Ligi (utworzonej 30 marca) był pan Percy Chater, który był delegatem Peñarol (nadal nazywała się „CURCC” tylko dla celów formalnych). Peñarol był niezwyciężonym zwycięzcą pierwszych Mistrzostw zorganizowanych przez nowatorską „Ligę” w 1900 r., wynik, który mógł również osiągnąć w 1901 r. W 1905 r. osiągnął niewiarygodny rekord, będąc zwycięzcą mistrzostw bez straty gola ani punktów przeciwko sobie. Jest to prawdopodobnie jedyna Liga (lub jedna z niewielu), która tego dokonała. Pierwsze Mistrzostwo zdobyte przez Peñarol jest zapowiedzią: później był pierwszym mistrzem profesjonalnej ligi urugwajskiej, pierwszym Mistrzem Pucharu „Libertadores de América” i pierwszym Amerykańskim Mistrzem „Pucharu Interkontynentalnego”. 15 lipca 1900 r. był również zwycięzcą pierwszego meczu rozegranego z klubem, który wkrótce miał stać się jego tradycyjnym rywalem piłkarskim i stać się klasycznym meczem urugwajskiej piłki nożnej. W 1913 roku kończy się okres gremialny - okres, w którym "Central Uruguay Railway Ltd." była jego jedynym sponsorem - i 13 kwietnia 1914 roku Władza Wykonawcza Republiki, najwyższa władza w terenie i działająca zgodnie z prawem urugwajskim, zatwierdza nowe Statuty, stwierdzając "estatutos del "Club Atlético Peñarol", antes denominado "Central Uruguay Railway Cricket Club" i w ten sposób stanowczo, prawnie i oficjalnie deklaruje ciągłość stowarzyszenia obywatelskiego założonego w 1891 roku (nigdy nie kwestionowanego prawnie, ponieważ upłynął każdy okres na to). Kiedy w 1913/1914 roku klub zmienił nazwę na obecną i statut, w Urugwaju i Argentynie istniało wiele klubów (w ligach sąsiedzkich i komercyjnych) oraz w miastach w prowincjach kraju, które nosiły nazwę „Peñarol” i które również nosiły jego barwy na cześć naszego klubu. Na przykład w 1906 roku w Urugwaju założono ,,Peñarol z San José”. Ponadto w Argentynie istnieją przypadki „Argentino Peñarol” z Córdoby i „Olimpo” z Bahía Blanca (przejął kolory, które nadal nosi, żółty i czarny, na cześć już sławnego klubu z sąsiedniego kraju, „Peñarol” z Urugwaju). Zostały założone odpowiednio 12 grudnia 1908 roku i 15 października 1910 roku i nadal istnieją. Olimpo od wielu lat, a nawet od niedawna, gra w pierwszej lidze argentyńskiej, kraju, który trzykrotnie zdobył Mistrzostwo Świata w Piłce Nożnej. Na początku XX wieku Peñarol osiągnął tak wielką międzynarodową sławę, że w 1922 roku w mieście Mar del Plata w Argentynie założono kolejny klub o tej samej nazwie: „Club Atlético Peñarol - Mar del Plata”, który był prestiżową instytucją w dziedzinie koszykówki. Po raz kolejny nazwa ta została użyta na cześć najstarszej („Decano”) urugwajskiej drużyny piłkarskiej. W rzeczywistości argentyński historyk Ernesto Escobar Bavío stwierdził w książce, którą opublikował w 1923 roku, że była to najstarsza drużyna („Decano”) River Plate. Sława ta wzrastała przez dziesięciolecia, szczególnie od 1960 r., ze względu na jego wspaniałe i imponujące występy międzynarodowe, które sprawiły, że prasa międzynarodowa stworzyła frazę, która to opisywała: „Peñarol potrafi czynić cuda”. Ponadto, dzięki tym występom lokalnym i międzynarodowym, został on uznany w ubiegłym stuleciu za Najlepszy Klub Ameryki Południowej XX wieku. Najczęściej najlepsze pochwały dla klubu i jego zawodników pochodziły od obcokrajowców. Na przykład, słynny argentyński piłkarz (kapitan swojej drużyny narodowej) powiedział do José Piendibene: „Jesteś mistrzem”, podczas gdy ich drużyny narodowe grały przeciwko sobie. (Piendibene grał dla Peñarolu od 1908 do 1927 roku jako środkowy napastnik).
2
Użytkowniku @Safrani coś obiecanego dla ciebie w odpowiedzi na komentarz
9
Republikańskie boisko treningowe:
Mimo utworzenia Komitetu pracowniczego, który udaremnił zajęcie siedziby klubu przez anarchistycznych milicjantów, nowi zarządcy nie mogli zrobić nic, by w 1938 roku pod sekretarz stanu w Ministerstwie Administracji nie wywłaszczył boiska treningowego Barçy, które mieściło się przy ówczesnej Alei d’Abril. Podczas wojny domowej na tym obiekcie sportowym zakwaterowana była 40 Mundurowa Grupa Specjalna Korpusu Bezpieczeństwa, w skład której wchodziła Gwardia Bezpieczeństwa i Gwardia Szturmowa, Korpus Nadzoru i Obserwacji oraz Narodowa Gwardia Republikańska, która w sierpniu 1936 roku zastąpiła Gwardia Cywilną. FC Barcelona nie robiła żadnych trudności, wręcz przeciwnie, rekwizycja była dla niej korzystna ponieważ w ten sposób zaoszczędzono na dostawie wody. Poza tym futbol i tak był obecny na starym boisku treningowym Barçy, jako że niektórzy członkowie korpusu bezpieczeństwa utworzyli drużynę podążając śladem innych podobnych grup, jak korpus Karabinierów, korpus ochroniarzy czy batalion prezydencki. Wszystkie te drużyny korzystały z boisk różnych barcelońskich klubów a żeby trenować i rozgrywać między sobą mecze. Narastający konflikt dotknął także stadion Les Corts, który w listopadzie 1938 roku zamienił się w magazyn Policyjnego Korpusu Mundurowego. W zamian za miesięczne wynajem za 5000 peset, które pomogły klubowi finansowo, stadion Blaugrany stał się jeszcze jednym obiektem republikańskich sił bezpieczeństwa. W ramach rekompensaty klubowi udało się uzgodnić że wszystkie wydatki niezbędne do organizacji meczów lub festiwali przez Korpus Mundurowy pokryją siły policyjne. Oprócz tego socios Barçy mieli darmowe wejście na wydarzenia sportowe i mecze piłki nożnej, które odbywały się na Les Corts, ponadto z gwarancją rezerwacji miejsc. Mecze między drużynami utworzonymi przez policjantów, Karabinierów czy wojskowych były w czasie wojny na porządku dziennym. Na stadionie Les Corts odbywały się mecze, takie jak choćby to, między 10 Korpusem Wojskowym a drużyną Generalnej Dyrekcji Karabinierów w grudniu 1938 roku.
@Symson
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Arkon
@Adran360
0
403 Forbiden! Coć to za czortowina wyskakuje na tej stronie do jasnej cholery!?
11
Hattrick w derbach Barcelony:
11 stycznia 1931 r. FC Barcelona gromi na ,,Camp de Les Corts” Espanyol 6:2(!) w 6 kolejce Primera Division. Hattrickiem w tym meczu popisał się wybitny napastnik Angel Arocha. Pozostałe gole zdobyli Carlos Bestit(2 gole) oraz Jaoquin Juan Roig. Po 6 kolejkach Duma Katalonii zajmowała 6 pozycje z 6 punktami i 3 punktami straty do prowadzącego Athletic Bilbao.
@Adran360
@Arkon
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
@Symson
9
Miniaturowy stadion:
Na początku 1982 r. utworzona przez Josepa Lluisa Nuñeza komisja majątkowa FC Barcelony podjęła decyzje o budowie stadionu, na którym swoje mecze mogłyby rozgrywać drużyny juniorskie i młodzieżowe. W ten sposób nie musiałyby jeździć na boisko ,,Fabra i Coats”, do Sant Andreu a klub zaoszczędził by na wynajmie placu do gry. Dziewięć miesięcy po rozpoczęciu prac, we wrześniu 1982 r., zainaugurowano Miniestadi, drugi stadion klubu usytuowany pod numerem 38 przy ulicy Cardenal Reig, gdzie w ostatnich 30 latach grała Barça B, wcześniej znana jako Barça Atletic a także Barça C. Budową tego obiektu zaprojektowanego przez Josepa Casalsa i kierownika budowy Ramona Domenecha, zajęła się firma ,,Foment d’Obres i Construccions”. Prace kosztowały 270 milionów peset, które pochodziły z nadwyżki z powiększenia Camp Nou, dokonanego w tym samym roku. Nowy stadion zajmuje powierzchnię 15 tysięcy metrów kwadratowych a boisko o wymiarach 103 na 63 metry. Trybuny mogą pomieścić 15 276 widzów. Od 1983 r. na obiekcie przeprowadzono wiele zmian. Stadion został oficjalnie otwarty 23 września 1982 r. o czym wspominam rok rocznie. Od czasu inauguracji ,,Mini”, jak bywa popularnie nazywany, organizowano tutaj różnego rodzaju imprezy, nie zawsze związane ze sportem, jak choćby koncerty zespołów i słynnych artystów, mecze reprezentacji, otwarte dla publiczności treningi pierwszej drużyny a także transmisje finałów z udziałem FC Barcelony na wielkich ekranach.
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
10
Był sobie piłkarz…
11 stycznia 1980 r. urodził się Geovanni Deiberson Maurício Gómez i w zasadzie należało by mu składać życzenia i dziękować za gre w ,,naszym” klubie, jednak ten Brazylijski skrzydłowy był jednym z najbardziej jaskrawych przykładów fatalnej polityki transferowej prezydenta Joana Gasparta. Jeszcze w marcu 2001 r. Chus Pereda, były piłkarz FC Barcelony i ówczesny wysłannik klubu, poleciał do Brazylii by negocjować transfer z Cruzeiro. Właściciele piłkarza żądali 12 mln euro ale tak oto historie przedstawia Chus: ,,Można było obniżyć cene aż do 8,5 mln euro bo potrzebowali pieniędzy”. Pereda nie miał nowych informacji na temat transferu aż do 23 maja, gdy grał w golfa między innymi z Urrutim, który kilka godzin później zginął w wypadku samochodowym. Otrzymał telefon o 19.30 od Antona Parery, dyrektora sportowego FC Barcelony, który powiedział mu: ,,Chusin, kupujemy Geovanniego. Jeżeli zrobimy to za 12 mln euro, dostaniecie razem z Angelem Caballero(agentem FIFA) premie w wysokości 2 mln dolarów.” W międzyczasie prezydent Cruzeiro zażądał już jednak 18 mln. Wtedy Chus zwrócił się do Peredy: ,,Mówie do ciebie jako trener, powiedzmy sobie szczerze, Geovanni nie jest wart więcej niż 8,5 mln.” Wówczas Pereda wypowiedział zdanie, które przeszło do smutnej historii Blaugrany: ,,Chusin, cene ustalam ja.” Geovanni kosztował w końcu równowartość 20 mln euro. Dwa sezony spędzone w Katalonii były pasmem rozczarowań- zaledwie 43 występy i 3 gole a także kłótnie z trenerem Rexachiem, zakończyły się wypożyczeniem do Benfiki. Tam Geovanni zdecydowanie odżył i Portugalczycy z ochotą kupili go za około 15 mln euro. W kolejnych latach dał się poznać jako prawdziwy obieżyświat, grając w Premiership, amerykańskiej MLS oraz w kilku klubach ligi brazylijskiej.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
1
Vamos BVB, Vamos a ganar!
8
Campeonato Sudamericano de Selecciones:
10 stycznia 1942 r. na Estadio Centenario, Urugwaj gromi Chile 6:1. Co ciekawe, pierwszego gola i to już w pierwszej minucie strzelił Chilijczyk Contreras. Ten mecz rozpoczął 17-tą edycje Copa America. To był czas rewanżu za rok ubiegły, tym bardziej że gospodarzem był Urugwaj. A tak się działo że ilekroć dotychczas ,,Celestes” grali u siebie, nie doznawali goryczy porażki. Estadio Centenario, ten niemy świadek światowego prymatu Urugwajczyków w niezapomnianym 1930 roku, najwidoczniej posiadał zaklętą w swoich murach, zwycięską moc. Również i teraz miał pozostać twierdzą niezdobytą. Zaś chętnych do jej sforsowania nie brakowało. Po pięcioletniej nieobecności pojawili się dwaj silni konkurenci: jak zwykle wyzbyta kompleksów twarda ekipa Paragwaju i usiany gwiazdami pierwszej wielkości team Brazylii. Paragwajczycy pokazali znów paru doskonałych graczy, którzy jak się można było spodziewać, niebawem spakowali manatki i wywędrowali do wielkich argentyńskich klubów. Brazylia z kolei wystawiła sławy bezsporne. Obroną zawiadywał legendarny Domingos da Guia, protoplasta przyszłego ,,libero”, tego wynalazku lat 70-tych, po dziś dzień bezsprzecznie uważany za najlepszego stopera Brazylii wszechczasów. W środku pomocy brylował sumienny Oswaldo Brandão, w przyszłości wielki autorytet trenerski. Natomiast atak to już była prawdziwa kolia brylantów. Po prawej arcymistrz dryblingu Pedro Amorim, po lewej zgrana od lat na pamięć para Tim-Patesko a pomiędzy nimi godny następca Leonidasa i równie godny poprzednik Pelego, startujący właśnie do olśniewającej kariery Zizinho. Natomiast Argentyna dumna była że pojawił się środkowy pomocnik na miare dawnych mistrzów, takich jak Monti, Minella czy Lazzatti. Był to olbrzym z Newell’s, Antonio Perucca, zwany ,,Potron de America”. Jednak w ataku legendarny trener Stabile znów miał zawrót głowy. Pewna swego była jedynie lewa strona. Za to po prawej stronie istna wirówka nonsensu. Rozumiejąca się para klubowa z Tigre, Tossoni-Sandoval przetrwała tylko jeden mecz- 4:3 z Paragwajem. Niezadowolony z rozmiarów zwycięstwa Stabile co i rusz szukał innych rozwiązań. Szybki Heredia nie pasował do wolniejszego Sandovala, zaś były prawoskrzydłowy Pedernera został tymczasem kierownikiem ataku River Plate i na pozycji prawego łącznika czuł się nie swojo. Ta mieszanka wystarczyła wprawdzie na Brazylię ale już nie dała sobie rady w bezbramkowym meczu z twardym Chile, nie mówiąc już o uskrzydlonym dopingiem 70 tys. widzów gospodarzach turnieju.
Decydujący mecz Urugwaj wygrał 1:0 a ,,złotego” gola strzelił w 48 minucie lewoskrzydłowy Zapirain, który w przyszłości miał zyskać miano ,,urugwajskiego Stanleya Matthewsa”, bowiem występował czynnie jeszcze w latach 70-tych. Pokonanej w absolutnie równorzędnym boju Argentynie, CONMEBOL postanowił przyznać nagrodę pocieszenia. W tym celu ufundowano Copa Bolivia, puchar, który od tej pory zwyczajowo przypadał w udziale drugiej drużynie turnieju. Przy okazji Argentyna ustanowiła też rekord Copa America. 22 stycznia na Estadio Centenario rozgromiła Ekwador 12:0! Cztery gole w tym meczu strzelił Herminio Masantonio, legendarny napastnik Huracan. Jeszcze większym wyczynem popisał się w tym meczu fenomenalny napastnik Jose Manuel Moreno, który ,,huknął” aż 5 goli! Nic więc dziwnego iż to właśnie Moreno i Masantonio podzielili między siebie tytuł króla strzelców z wynikiem 7 goli. Urugwaj natomiast powtórzył sukces z 1935 r., lecz dokonał tego w obliczu niepomiernie trudniejszej i liczniejszej konkurencji. Zdobył aż 21 goli(tyle samo co słynny argentyński napad) za to stracił zaledwie 2, z Paragwajem i Chile, przy 6 obciążających defensywę Argentyny i 7 Brazylii. Była to naprawdę wielka drużyna. Jej trzon stanowili zawodnicy bezkonkurencyjnego mistrza kraju- Nacional, który przeżywał apogeum swojej świetności. Oto legendarna kadra Urugwaju ze zwycięskiego turnieju: Joaquin Bermudes(Peñarol), Enrique Castro(Nacional), Luis Ernesto Castro(Nacional), Oscar Chirimni(River Plate), Anibal Ciocca(Nacional), Jose Maria Correa(Sud America), Eugenio Galvalisi(Nacional), Schubert Gambetta(Nacional), Sixto Gonzalez(Liverpool), Obdulio Varela(Wanderers), Agenor Muñiz(Peñarol), Luis Anibal Paz(Nacional), Roberto Porta(Nacional), Raul Rodriguez(Peñarol), Hector Romero(Nacional), Severino Varela Puente(Peñarol) i wreszcie Bibiano Zapirain(Nacional).
@Adran360
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
@Sysia11
11
Kto by pomyślał że tak wybitny piłkarz, będzie taki chciwy:
10 stycznia 1946 r. w Krakowie urodził się Robert Gadocha(przy okazji wszystkiego najlepszego panie Robercie). Był jednym z najlepszych piłkarzy w historii polskiego futbolu. Czarował dryblingami i rzadko spotykaną techniką użytkową. Sam jednak przystał na los człowieka zepchniętego w głęboki cień. Tak zwana ,,Afera dolarowa” sprawiła że Gadocha dawny as reprezentacji i czołowy gracz Legii wybrał milczenie, zerwał kontakty nawet z dawnymi kumplami. Na Mundialu w 1974 nie strzelił żadnego gola ale był za to mistrzem asyst. Po jego zagraniach koledzy zdobyli aż 7 goli! Obok Kazimierza Deyny i Grzegorza Laty został wybrany do jedenastki mistrzostw świata. I to właśnie Lato opowiedział kiedyś historie, która legendzie Gadochy mocno zaszkodziła, powodując że do dzisiaj w życiu publicznym zupełnie go nie ma. Całkiem świadomie uznał iż nikomu nie musi się tłumaczyć, kolegom z reprezentacji też nie, choć mieli powody podejrzewać że Gadocha ich oszukał. W autobiografii Grzegorza Laty wydanej w 1994 r. były prezes PZPN po raz pierwszy wspomniał o dodatkowej finansowej motywacji, po którą sięgnęli Argentyńczycy. Chodzi o mecz z Włochami, ostatni w fazie grupowej na mistrzostwach świata. Zwycięstwo Polaków oznaczało że do drugiej rundy(oprócz Białoczerwonych) przeszliby też Argentyńczycy, którzy w równolegle toczonym meczu musieli pokonać słabiutkie Haiti różnicą co najmniej 3 goli. Tak też się rzeczywiście stało. Wygrali 4:1 a Polska swój mecz 2:1. Pytanie tylko czy Argentyna obawiająca się że nasz zespół spotkanie z Italią może potraktować ulgowo, faktycznie złożyła obietnice finansowej premii? Lato był przekonany że tak! Wtedy nie wymienił żadnych nazwisk, mówił tylko o dwóch-trzech zawodnikach polskiej drużyny. Mieli przyjąć 18 tys. dolarów ale nie podzielili się z pozostałymi kolegami, którzy nie wiedzieli o argentyńskim bonusie. Ujawniona przez Late sprawa wtedy rozeszła się po kościach. W 30-tą rocznice mundialowego medalu wrócił do niej w wywiadzie dla ,,Przeglądu Sportowego” i był już bardziej konkretny. Wciąż nie wymienił żadnego nazwiska, lecz liste podejrzanych ograniczył do jednej osoby, na dodatek łatwo ją było można zidentyfikować. ,,O całej sprawie dowiedziałem się dopiero 10 lat po mundialu. Byłem wtedy zawodnikiem Atalanta Mexico City. Mieliśmy w klubie jakąś impreze, zrobiła się luźniejsza atmosfera i na zwierzenia zebrało się Rubenowi Ayali, który w 1974 grał w ataku reprezentacji Argentyny. Zaczął mi opowiadać jak Argentyńczycy dyskutowali między sobą że trzeba Polaków zmobilizować do poważnej gry z Włochami. Ustalili że każdy z nich ze swojej premii za zakładany awans do drugiej rundy odpali Polakom po tysiąc dolarów. 22 piłkarzy plus 2 trenerów. W sumie 24 tys. dolarów”- relacjonował Lato w ,,PS”, uściślając że do odbiorcy trafiło 18 tys. USD a reszte przejął pośrednik. Przedstawił też hipotezę dlaczego odbierający kase zawodnik z nikim się nie podzielił. ,,Widocznie piłkarz, który zdaniem Ayali był kluczowym graczem Polski i z nim należało rozmawiać jako reprezentantem nas wszystkich, uznał że i tak wygramy z Włochami. Mieliśmy przecież wystąpić w żelaznym ustawieniu, byliśmy na fali a 18 tys. zielonych piechotą nie chodzi. Z czysto logicznego punktu widzenia postawę naszego kolegi można próbować jakoś zrozumieć, lecz tylko z logicznego”- opowiadał Lato.
Zatem skandal wybuchł dopiero w 2004 r. Grzegorz Lato jednym kamyczkiem uruchomił lawine. Na jaw zaczęły wychodzić kolejne fakty bo w Argentynie historia mundialowych dolarów znana była od dawna. Okazało się że o ile Ayala opowiedział Lacie o zakulisowej transakcji, to jednak nie on był pośrednikiem a niejaki Iggy Boćwiński, wówczas szef linii lotniczych PanAm na Polske i serdeczny kolega Gadochy. W operacje miała też być zaangażowana ówczesna żona polskiego piłkarza, która przejęła pieniądze, gdyż on sam uczestniczył w turnieju, ciągle przebywał z drużyną, więc tego typu aktywność siłą rzeczy musiała być mocno ograniczona. Gadocha wszystkim rewelacjom stanowczo zaprzeczył. Zrobił to twardo i jednoznacznie, po czym…. Zapadł się pod ziemie. ,,Jestem z boku, bo szanuje swoje nazwisko. Nie chce się wtopić w polską przeciętność. Poza tym… są pewne sprawy, o których w życiu się nie mówi tylko zabiera się je do grobu. Dlatego nie opowiadam o nich nawet w prywatnych rozmowach”- przekonywał na łamach ,,PS” Gadocha. Trzeba przyznać że brzmiało to cokolwiek tajemniczo a po wybuchu ,,afery dolarowej” nabrało nowego znaczenia. Przez następne lata Gadocha publicznie prawie się nie pokazywał. Niekiedy widziano go na stadionie Legii ale zdecydowanie więcej czasu spędzał w swoim domu na Florydzie. W 2013 r. dodzwonił się do niego Rafał Hurkowski, syn nieżyjącego już cenionego dziennikarza Romana Hurkowskiego. Gadocha zgodził się udzielić wywiadu dla polsatsport.pl. W opublikowanej rozmowie Gadocha powtórzył że z argentyńskimi dolarami nie miał nic wspólnego. ,,Nie wziąłem tych pieniędzy. Przecież gdyby do czegoś doszło, moi koledzy siłą rzeczy wszystkiego by się dowiedzieli! Dlaczego to wyszło dopiero po 30 latach? To wszystko dzieło mojej byłej żony. Była wpływowa, pracowała dla MSW. Szantażowała mnie że jeśli nie zrezygnuje z domu, zniszczy mi życie…. Moje nazwisko zostało zszargane”- stanowczo stwierdził, przyznając przy tym że na stałe mieszka w Sarasocie, na Florydzie. ,,Nie mam z nim kontaktu i nie słyszałem żeby któryś z moich kolegów z drużyny Górskiego miał. To nie jest przypadek ponieważ mam wrażenie że gdy wypłynęła sprawa argentyńskich pieniędzy, świadomie zniknął z pola widzenia. Może poczuł się urażony, że ktoś daje wiare sensacyjnym doniesieniom. No ale z drugiej strony nie próbował się tłumaczyć…. Dużo razem przeżyliśmy, więc na pewno byśmy go spokojnie wysłuchali. Kiedyś wspólni znajomi próbowali spotkać się z nim na Florydzie. Dzwonili, lecz nie odbierał telefonu. Pukali do drzwi ale nie otwierał”- tak opowiadał Lesław Ćmikiewicz, kolega Gadochy z reprezentacji i Legii. ,,To co powiedział Grzegorz Lato, zabrzmiało wiarygodnie. Pierwsza żona Roberta też przyznawała że trzymała te pieniądze. Ja natomiast zwyczajnie uważam że brudy wcześniej czy później wychodzą na wierzch”- zwraca uwagę Władysław Żmuda, czyli kolejny znajomy Gadochy z reprezentacji. ,,Po chrześcijańsku mogę mu wybaczyć ale niesmak pozostaje. Naszym przywódcą nie był, jednak zawsze zajmował konkretne stanowisko. Do tego potrafił nie głupio powiedzieć a mądrego zawsze warto posłuchać. Piłkarzem był pierwszorzędnym”- dodaje Żmuda. Gdy wyszła sprawa nieszczęsnych argentyńskich dolarów, zerwał kontakty z kolegami. Nie przyjeżdżał na okolicznościowe spotkania Orłów Górskiego, choć były tak godne okazje jak świętowanie 40-tej rocznicy medalu mistrzostw świata. W niczym nie zmienia to faktu że był jednym z najlepszych polskich piłkarzy w czasach, gdy nasza reprezentacja odnosiła największe sukcesy. Tego już nikt mu nigdy nie odbierze……
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Adran360
0
@tadzik447 Wydaje mi się że własnie jestem zalogowany!
1
@Pawlak1992 Naprawde? Przeca to konia z rzędem będzie tobie mało za takie jasnowidztwo.......!
0
@TheNekro94 Co oznacza ten komunikat o logowaniu? Przecież jestem zalogowany!
8
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
10 stycznia 1929 r. w Stanisławowie urodził się Kazimierz Trampisz. Wychowywał się w Stanisławowie. Od dziecka uwielbiał przebywać na łonie przyrody i uganiać się za piłką. Razem z kolegami grał na bosaka na placach i trawnikach. Miłość do futbolu zaszczepił w nim brat mamy Stanisław Kantor, który był bramkarzem w KS Górka. To właśnie w tym klubie mały Kazio stawiał swoje pierwsze kroki. Pierwsze regularne treningi odbywał jednak w założonym przez Sowietów Lokomotiwie. Tam też rozgrywał swoje pierwsze poważne mecze i imponował skutecznością. W 1945 r. trafił do drużyny seniorów. Szybko zauważono, że ma smykałkę do piłki. Kiedy przyszedł czas masowych wyjazdów Polaków ze Stanisławowa, prezes klubu, który był pułkownikiem, chciał za wszelką cenę zatrzymać młodego zawodnika do końca rozgrywek, oferując nawet 2,5 tys. rubli, ale ojciec Kazia się nie zgodził. Razem z rodzicami trafił do Bytomia. Tam został zawodnikiem Polonii, gdzie spotkał wielu swoich przedwojennych idoli. Przez jakiś czas występował też pod fałszywym nazwiskiem w zespole Hejnału Kęty. W Polonii szybko stał się jednym z filarów zespołu. Potrafił znakomicie przyspieszyć akcję i precyzyjnymi podaniami obsługiwać partnerów. Był dobrze wyszkolony technicznie i doskonale wiedział, kiedy najlepiej oddać strzał. W 1955 r. roku zawieszono go za rzekome opuszczenie spodenek i pokazanie kibicom ŁKS-u „tylnej części ciała”, ale nigdy się do przypisywanego mu czynu nie przyznał. Z bytomskim klubem był związany do 1962 r. Dwukrotnie świętował z kolegami mistrzostwo Polski. Z Bytomia przeniósł się do Rzeszowa, gdzie został zawodnikiem Stali. Spędził tam dwa sezony i zakończył karierę. Pracował jako trener m.in. w Rzeszowie, Bytomiu, Katowicach, Chorzowie, Krakowie i Głubczycach. Był reprezentantem Polski na igrzyskach w Helsinkach. Zagrał wówczas w pierwszym spotkaniu z amatorami z Francji. Debiutował w kadrze dwa lata wcześniej. 30 października 1950 r. zagrał w wygranym 1:0 meczu z Bułgarią w Sofii. Pierwszego gola dla biało-czerwonych zdobył 21 września 1952 r. w spotkaniu z NRD (wygrana 3:0). Dwa lata później zdobył dwa gole w pojedynku z Bułgarią. W ciągu ośmiu lat zaliczył tylko 10 występów. Mimo że nie grano wówczas zbyt wielu meczów, to jak na zawodnika takiej klasy, co Trampisz, to zdecydowanie za mało. W Reprezentacji rozegrał 10 meczów, strzelając 3 gole.
@Adran360
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
14
,,Złota Piłka France Football” wędruje do:
10 stycznia 2011 r. Lionel Messi odebrał swoją drugą z rzędu Złotą Piłke, tym razem po raz pierwszy w historii pod egidą FIFA. Wielu ekspertów faworyzowało Wesleya Sneijdera, który z Interem zdobył potrójna koronę a z reprezentacją dotarł do finału mundialu. Holenderski pomocnik przegrał jednak nie tylko z Messim ale również z mistrzami Świata- Iniestą oraz Xavim. Tym samym stała się rzecz bez precedensu ponieważ całe podium Złotej Piłki zajeli wychowankowie jednego klubu.
Czy my dożyjemy jeszcze kiedyś tak spektakularnego wyczynu?
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360
0
Załóżmy że Hans Dieter Flick zdecyduje się postawić w finale Superpucharu Hiszpanii na Iñaki Peña, to co można byłoby powiedzieć o takiej roszadzie? No dla mnie osobiście byłoby to nie do końca logiczne,konsekwentne i bardzo złośliwe ze strony Niemca, nie mniej jednak ma do tego pełne prawo...
11
Niespotykane El Clasico!
10 stycznia 1943 r. FC Barcelona remisuje na ,,Camp de Les Corts” z Realem Madrid… 5:5(!) w ramach 14 kolejki Primera Division. Gole dla Barçy zdobywali: Mariano Martin(25 oraz 40 minuta), Josep Escola(31 m.) oraz Jose Valle(31 i 62 m.). Jeszcze do 87 minuty Blaugrana prowadziła 5:4. Na 3 minuty przed końcem Mardones doprowadził do remisu. Patrząc na tabele kończącą sezon ten Klasyk nie miał większego znaczenia ponieważ Duma Katalonii zakończyła go na 3 pozycji. Co ciekawe, ,,Królewscy” zakończyli rozgrywki na… 10 pozycji!
@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
0
@Mitch_Atleta Nawet jeśli nie ma, to wygranie tego Superpucharu będzie bardzo trudne, patrząc zwłaszcza przez pryzmat meczu z Athletic Bilbao...
3
A więc jednak dojdzie do 302 El Clasico w historii tej rywalizacji. Generalnie to dobrze że dojdzie do El Clasico w Superpucharze Hiszpanii, gdyż w tej rywalizacji ,,Królewscy" mają niestety 10 zwycięstw a ,,nasza" Barcunia tylko 5, więc nadarza się okazja żeby zacząć to w końcu zmieniać! No nie ukrywam że głównym faworytem do zdobycia tego trofeum to ,,my" nie jesteśmy ale z drugiej strony ileż to razy faworyt zawodził........?
Visca el Barca, para siempre!
9
Zapomniane legendy futbolu:
Legenda Spartaka Moskwa i reprezentacji Związku Radzieckiego. Świetny piłkarz i bardzo skromny człowiek. Igor Netto, bo o nim jest ten artykuł, grał aby nieść chwałę ZSRR, jednak tak naprawdę imperium wyrządziło mu wielką krzywdę niszcząc życie rodzinne. Igor Aleksandrowicz Netto urodził się 9 stycznia 1930 roku w Moskwie. Rodzina piłkarza pochodziła z Estonii. W XVIII wieku osiedlił się tam prapradziadek Igora, z pochodzenia Włoch. Zamieszkał w Estonii, ponieważ w nadbałtyckim kraju czekała na niego praca ogrodnika. Ojciec zawodnika walczył podczas I wojny światowej po stronie łotewskich strzelców sprzymierzonych z Rosją. Zmarł w 1956 roku. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zgon Netto seniora nastąpił, kiedy Igor i jego koledzy ze złotej drużyny olimpijskiej wracali pociągiem do kraju i świętowali zdobycie mistrzostwa (1:0 z Jugosławią w finale). Kapitan zwycięskiego zespołu wiedział o śmierci ojca jeszcze przed podróżą, jednak nie powiedział o tym nikomu z ekipy. Netto nie chciał psuć kolegom radości ze zdobycia złotych medali. Najbardziej tragiczna jest jednak historia relacji Igora z jego starszym bratem Lwem. W 1944 roku został on schwytany przez Niemców po tym, jak walczył dla Armii Czerwonej podczas II wojny światowej. Po zakończeniu wojny został zwolniony z więzienia przez Amerykanów. Lew Netto wrócił do ojczyzny, jednak w 1948 roku oskarżono go o szpiegostwo na rzecz Stanów Zjednoczonych. Lwa skazano na 25 lat pobytu w gułagu mieszczącego się w Norylsku, czyli jednym z najzimniejszych miast świata. Brat Igora opuścił obóz w 1958 roku. Zarówno Igor, jak i jego rodzina musieli wymazać Lwa z pamięci. W dokumentach kontrolnych wypełnianych przed IO w Helsinkach piłkarz zeznał, że nie widział brata od czasu wojny. Gdyby wyjawił prawdę, nie pojechałby na igrzyska, a w przyszłości okazałoby się, że to najłagodniejsza represja wobec jego osoby. Bracia spędzili ze sobą ostatnie lata życia Igora, który zmarł 30 marca 1999 roku w wieku 69 lat. Chorego na Alzheimera Netto opuściła żona, radziecka aktorka Olga Jakowlewa. Poznali się w 1960 roku. W uroczystościach ślubnych nie uczestniczyła matka, sprzeciwiająca się wyborowi syna. Jej zdaniem Olga związała się z Igorem tylko dlatego, aby skorzystać z jego sławy i zrobić karierę filmową. Rzeczywiście, poważanie w branży Jakowlewa zyskała już po ślubie z jednym z najlepszych radzieckich futbolistów. Aktorka i piłkarz rozwiedli się w 1987 roku.
Niewiele brakowało, aby Netto zamiast piłki nożnej wybrał hokej na lodzie. Jako młodzian łączył nawet grę dla piłkarskiej i hokejowej sekcji Spartaka. Z uganiania się za krążkiem zrezygnował – jak głosi legenda – pod wpływem nacisków ze strony osób związanych z piłkarską częścią Spartaka. Jako hokeista Netto grał na pozycji napastnika. Jako piłkarz występował w środku pola z numerem sześć. Tak kolegę z drużyny wspominał Aleksiej Paramonow: ,,Byłem pięć lat starszy od Igora. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że ten młody zawodnik, bez żadnych obaw domaga się od starszych zawodników zostania na boisku po każdej sesji treningowej, aby poprawić technikę. Nikt go nie posłuchał, a on żonglował piłką i starał się poprawić przyspieszenie. Ten rodzaj szkolenia pozwolił mu stać się jednym z najlepszych piłkarzy w kraju.” Jeszcze jako młody gracz żądał od kolegów z defensywy, aby przestali grać długimi podaniami do napastników, tylko podawali piłkę po ziemi lub jemu. Można powiedzieć, że to Netto był jednym z prekursorów tzw. ,,wejścia między stoperów”. Nazywano go ,,Gęś”, ponieważ miał skrzeczący głos i bardzo długą szyję. Zaledwie w wieku 22 lat został kapitanem piłkarskiej reprezentacji Związku Radzieckiego. Z opaską na ramieniu w ciągu trzynastu lat (1952-1965) rozegrał 52 spotkania. Łącznie zanotował 54 występy. Następnym kapitanem został wybitny napastnik Walentin Iwanow. Nominacja Netto na kapitana drużyny zbiegła się z najlepszym okresem w dziejach radzieckiej reprezentacji. W 1956 roku w Melbourne zdobyła ona olimpijskie złoto. Cztery lata później ZSRR jako pierwsza ekipa w dziejach wywalczyła mistrzostwo Europy. W 1958 roku Związek Radziecki po raz pierwszy awansował na mistrzostwa świata. Tam jednak na drodze do medalu stanęła Brazylia uważana po dziś dzień za jedną z najlepszych drużyn w historii dyscypliny. Równie wiele sukcesów Igor Netto osiągnął dla Spartaka Moskwa. Reprezentował klub przez siedemnaście lat. Rozegrał dla niego 368 ligowych meczów. Pięć razy zdobywał ze Spartakiem mistrzostwo ZSRR, a trzy razy krajowy puchar. Po śmierci legendy na cmentarzu Wagankowo wzniesiono jego pomnik. Na kamieniu napisano ,,Kochały Cię miliony”. Wielki w swej prostocie napis ku czci wielkiego w swej prostocie piłkarza.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360
1
@maroon A to to prawda ale ,,naszej młodości? Mojej młodości to był Śp. Włodek Smolarek, Zbyszek Boniek, Józef Młynarczyk, Roman Wójcicki, Jan Urban, Dariusz Dziekanowski, Diego Maradona, Michael Laudrup itp.
13
Wyjątkowe legendy argentyńskiego futbolu:
100 metrów przebiegał w czasie nieco ponad dziesięciu sekund. „Był szybszy od wiatru”, pisali o nim dziennikarze. Argentyński atakujący Claudio Caniggia urodził się 9 stycznia 1967 r. i był jednym z najciekawszych zawodników lat 90-tych XX wieku. Dlaczego nie wymieniamy go wśród absolutnie największych tamtych czasów? Ponieważ nad ciężką, katorżniczą, treningową pracę przedkładał imprezy, alkohol, narkotyki i… przyjaźń z Diego Maradoną. To musiało go zgubić. Claudio Caniggia w pełnej formie był prawdziwym ucieleśnieniem dynamiki, szybkości i latynoskiego temperamentu. Kiedy patrzyło się na niego w biegu, miało się wrażenie, że ten facet frunie nad boiskiem. Był jak najdoskonalszej krwi mustang, niemający przed sobą żadnych limitów. Wychowały go Club Atletico River Plate oraz Henderson, jedna z dzielnic potężnej metropolii Buenos Aires. Caniggia miał talent. Nie był specjalnie wysoki, ale był nieprawdopodobnie zwinny i dynamiczny. „Zanim obrońca zdołał dopaść go na dobre, on już był w innym sektorze boiska” – mówił Hector Viera, jego szkoleniowiec w River, człowiek, który wprowadził go do seniorskiej piłki. Caniggia bardzo szybko trafił do wielkiego piłkarskiego świata. W 1988 roku, w wieku 21. lat podpisał kontrakt z włoskim Hellas Verona. Wyjazd w tak młodym wieku do włoskiej Serie A, najlepszej wówczas ligi świata, okazał się dla niego doskonałym wyborem. Caniggia miał co prawda w Italii wiele problemów, często był faulowany i poniewierany na boisku, ale dzięki temu błyskawicznie nauczył się tego, jak gra się w piłkę nożną na najwyższym poziomie. Rzucony na najgłębszą z możliwych wodę, szybko nauczył się pływać wśród rekinów. Na dobre Caniggia rozwinął się już w Atalancie. W ekipie „Nerazzurrich” z Bergamo przez trzy lata był najjaśniejszym punktem zespołu. To m.in. dzięki jego doskonałej postawie skromna Atalanta najpierw uzyskała prawo gry w europejskich pucharach (sezon 1989-90), a następnie dobiła do najlepszej ósemki Pucharu UEFA (1990-91). To w Italii zyskał przydomek „Il Figlio del Vento”, czyli „Syn wiatru”.
Jako gracz Atalanty Caniggia pojechał na swój pierwszy piłkarski Mundial. Początek turnieju nie był dla niego udany. To właśnie na nim wykonany został jeden z najbardziej pamiętnych wślizgów w całej historii turniejów o Mistrzostwo Świata. Była 89. minuta meczu otwarcia pomiędzy Argentyną a Kamerunem. Sensacyjnie przegrywająca 0-1 ekipa obrońców tytułu ruszyła z jedną z ostatnich akcji na bramkę rozpaczliwie broniących się graczy z Afryki. Caniggia był nie do zatrzymania. W szaleńczym biegu minął dwóch kolejnych defensorów „Nieposkromionych Lwów”. Droga w kierunku bramki Thomasa N’Kono stała otworem. Wtedy jak spod ziemi wyrósł potężny Benjamin Massing. Kameruński stoper, nie patrząc na piłkę, z pełnym impetem wszedł w nogi Argentyńczyka. To był koniec tej akcji. Massing dostał za tę interwencję czerwoną kartkę, ale równocześnie pozbawił „Albicelestes” ostatniej szansy na wyrównanie. Kamerun sensacyjnie wygrał tamten mecz 1-0. Pomimo porażki to właśnie podczas Mundialu 1990 Caniggia na dobre zaistniał w szerokiej świadomości kibiców. To był zdecydowanie jego turniej. Razem z Diego Maradoną przeciągnął przeciętny argentyński zespół aż do wielkiego finału tej imprezy. Twarda, zagęszczona defensywa, nieustanne paraliżowanie gry i ofensywne wypady małą ilością graczy. Argentyńczycy Carlosa Bilardo na włoskim Mundialu nie mogli się podobać. To była drużyna ostrych, zdyscyplinowanych żołnierzy, wsparta fenomenem Maradony i Caniggii. Piłkarze tacy jak Simon, Ruggeri, Serrizuela czy Batista wychodzili na mecze z nożami w zębach. Tamta Argentyna była skuteczna do granic możliwości, a dodatkowo… sprzyjało jej wielkie szczęście. Z grupy awansowała z trzeciego miejsca (ówczesny regulamin przewidywał taką możliwość dla czterech najlepszych „trzecich miejsc”), Brazylię wyeliminowała, będąc zespołem zdecydowanie gorszym, dzięki jednemu przebłyskowi geniuszu duetu Maradona- Caniggia, a Jugosłowian i Włochów odprawiła dopiero po konkursach rzutów karnych. Talent i błysk Caniggii na tle tej bardzo przeciętnej ekipy był widoczny aż nadto. To właśnie jego bramki dały „Albicelestes” zwycięstwo nad Brazylią oraz niezwykle istotne wyrównanie w półfinałowym boju z Italią. Po włoskim Mundialu Caniggia był już gwiazdą. W 1991 roku wywalczył jeszcze z Argentyną swoje pierwsze Copa America, zdobywając na turnieju w Chile dwie bramki a latem 1992 roku jego nowym pracodawcą została mająca spore ambicje Roma. Tak zaczęły się pierwsze poważne kłopoty Argentyńczyka… Caniggia zatopił się w nocnym życiu Rzymu. Był stałym bywalcem najmodniejszych knajp, klubów i dyskotek. Imprezował nieustannie. Wynajmował całe lokale, stawiał drinki, wciągał kokainę. Żył jak gwiazda rocka, a nie profesjonalny sportowiec. Zatracił się w swojej sławie, pieniądzach i możliwościach. To nie mogło dobrze się skończyć. W kwietniu 1993 roku w organizmie piłkarza wykryto obecność narkotyków. Wyrok był bezlitosny. 13 miesięcy bezwzględnej dyskwalifikacji. W Rzymie nie chcieli o nim słyszeć… Już po Mundialu 1994, na który zdążył wrócić w ostatniej chwili i na którym także padły wobec niego zarzuty o zażywanie narkotyków, Caniggia przeniósł się do mistrzowskiej w Portugalii Benfiki. W słabszej lidze, w dużym klubie, grającym dodatkowo w Lidze Mistrzów, miał się odrodzić i przypomnieć o sobie światu.
Tamta Benfica to był fajny, perspektywiczny zespół, który jednak nie do końca wykorzystał tkwiący w nim potencjał. W Champions League Lizbończycy odpadli w ćwierćfinale, wyrzuceni za burtę przez broniący trofeum Milan. Caniggia w trakcie tamtych bojów po raz kolejny w swojej karierze przekonał się o sile i możliwościach legendarnego Franco Baresiego. Doświadczony Włoch swoją nieustępliwością i rewelacyjnymi interwencjami wybił argentyńskiemu napastnikowi piłkę z głowy… Caniggia zatęsknił za Buenos Aires. Latem 1995 roku, po zaledwie jednym sezonie w Benfice, Claudio powrócił, po siedmiu latach, do ligi argentyńskiej. Tym razem miejscem jego pracy stało się jednak Boca Juniors. Czas spędzony w barwach popularnych „Xeneizes” był dla niego okresem dalszych imprez i zabaw. Nocne picie i awantury w lokalach wykańczały go fizycznie. Jego częstym kompanem był w tamtym okresie Diego Maradona, prawdziwy król życia… Pod koniec lat 90-tych Caniggia jeszcze raz postanowił zawitać do Europy. Grał ponownie dla Atalanty, a także dla szkockich Dundee FC i Rangers. Dzięki dobrej postawie na Ibrox, przypomniał o sobie w ojczyźnie. Marcelo Bielsa, ówczesny selekcjoner argentyńskiej kadry, powołał 35-letniego napastnika na japońsko-koreański Mundial 2002. Trudno było o efektowniejszy akcent na koniec burzliwej kariery. I choć w Azji Caniggia, podobnie jak cała Argentyna, furory nie zrobił to i tak przypomniał o sobie wielu tym, którzy zdążyli już o nim zapomnieć. Claudio Caniggia bez wątpienia był piłkarzem wyjątkowym. Sposób gry, styl życia, ale też sam image, jednoznacznie kojarzyły się z buntem, wolnością i brakiem limitów. Argentyńczyk żył i grał po swojemu i chyba dlatego tak wielu kibiców pokochało go miłością bezwzględną. Dla niego to dużo ważniejsze niż znalezienie się w panteonie gwiazd, tworzonym przez dziennikarzy i ekspertów…
@Adran360
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
@Sysia11
0
@Tridente2015 No ja własnie też się bardzo ucieszyłem na ten transfer że będzie rywalizował z naszą Barcunią ale koniec końców rozczarowałem się jego grą w Santander...
0
@Mixtape Oj nie chce wsadzać przysłowiowego kija w mrowisko ale dla mnie osobiście to nie był bardzo dobry mecz Wojtka a poza tym cieszy mnie tylko i wyłącznie wynik. Sama gra pozostawiała wiele do życzenia, zwłaszcza w defensywie...
0
@maroon Zaraz, jak mam to rozumieć...?
1
@Safrani No właśnie! Mój pierwszy w życiu idol a mianowicie Śp. Włodek Smolarek jeśli dobrze wiem pochodzi z Aleksandrowa Łodzkiego. Niestety Ebi to tylko urodził się w Polsce i poza reprezentacją nie miał nic wspólnego z Polską i tak jak mówisz żal nie zagrał chociaż sezonu w ,,naszym" kochanym Widzewie...
16
Czy wiemy, pamiętamy że…
Swoje 44 urodziny obchodzi dziś Eusebiusz Smolarek, pomocnik i napastnik. Euzebiusz Smolarek co prawda urodził się 9 stycznia 1981 r. w Łodzi ale większość dzieciństwa i pierwsze piłkarskie kroki stawiał za granicą. Wszystko uwarunkowane było karierą jego nieżyjącego już ojca - śp. Włodzimierza. Euzebiusz Smolarek w kadrze narodowej występował w latach 2002-2010. Łącznie rozegrał w biało-czerwonych barwach 47 meczów, strzelając 20 bramek. Pod względem trafień do siatki przebił zatem swojego ojca - Włodzimierza (13 goli). Jak wspomniano, debiutu w dorosłej drużynie doczekał się w 2002 r., a powołanie otrzymał od Jerzego Engela. Na kolejny występ z orłem na piersi musiał poczekać ponad dwa lata z powodu kontuzji kolana oraz zawieszenia. Pierwsze bramki zanotował pod koniec 2005 r., w tym debiutancką w starciu z Austrią. W 2006 roku selekcjoner Paweł Janas zabrał "Ebiego" na Mistrzostwa Świata w Niemczech. Kibicom kadry dał się szczególnie zapamiętać z końca 2006 r., kiedy to Polska pokonała w Chorzowie Portugalię 2:1 w ramach eliminacji ME 2008. Wówczas oba trafienia zanotował właśnie "Ebi". Po raz pierwszy w reprezentacji trafił więcej niż jeden raz. Rok później Euzebiusz Smolarek w starciu eliminacyjnym z Kazachstanem ustrzelił hat-tricka w jedenaście minut i był ponownie bohaterem meczu, w którym nasi kadrowicze wygrali 3:1. Ogółem eliminacje ME 2008 to najlepszy czas reprezentacyjny Smolarka. Strzelił w nich wówczas dziewięć goli (trzecie miejsce w klasyfikacji strzelców kwalifikacji), a Biało-Czerwoni awansowali na Euro z pierwszego miejsca. Na ME w Austrii i Szwajcarii "Ebi" nie zdołał strzelić ani razu i był to kolejny nieudany turniej dla naszej reprezentacji (tak ja na MŚ 2006, tak i na Euro 2008 odpadliśmy po trzech meczach fazy grupowej). Euzebiusz Smolarek w sposób szczególny pokazał się również kibicom kadry 1 kwietnia 2009 r. Wówczas ustrzelił drugiego reprezentacyjnego hat-tricka w starciu z San Marino. Był to rekordowy mecz Polaków, którzy wygrali aż 10:0. Smolarek po raz ostatni w biało-czerwonych barwach wybiegł na murawę 17 listopada w ramach meczu z Wybrzeżem Kości Słoniowej (3:1).
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Adran360