FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
@messi33 męczennika? Jakiego znowu męczennika?
9
Historia pisana Blaugraną:
28 października 1987 r. FC Barcelona dokończyła mecz z Atletico Madryt. Pojedynek na Camp Nou w pierwotnym terminie(3 październik) został przerwany przy stanie 1:1 z powodu ulewnego deszczu. Po ponad 3 tygodniach dokończono mecz i w ciągu 20 minut działo się więcej , niż przez poprzednie 70. Jedynego gola strzeliło Atletico, co wywołało protest piłkarzy Barçy domagających się odgwizdania spalonego. ,,Gardził nami na boisku a rzut wolny przelał czare goryczy. Atletico nie chciało ustawienia muru i wykonało szybko niecelny strzał. Arbiter zarządził powtórke i powiedział nam że gdyby padł gol, to uznał by bramke”- żalił się Gerardo. Sędzia odpowiedział natychmiast: ,,Nie chciałem tego mówić ale teraz nie mam wyboru. Alexanco kłamie. Barcelona jest, gdzie jest przez swoją gre. Drużyna, która przez 20 minut nie stwarza żadnej okazji, nie może zrzucać winy na arbitra. Nie przyjechaliśmy tutaj uzbrojeni w pistolety, to gracze Barçy wywoływali cały czas konflikty”.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
0
Z całym szacunkiem i sympatią dla ,,mojego" Widzewa ale tak oczy krwawią że nie da się na to patrzeć i już wole ogladać Inter z Juventusem i tak też przełączam na ten hit...
1
@Symson No tak ale w tym meczu z Gramanet w podstawie wyszli: Puyol, Xavi, Iniesta, Marquez czy van Bronchorst. W dodatku w drugiej połowie wszedł Eto'o! Oczywiście od początku meczu grał Messi ale w jego przypadku trudno było wówczas oczekiwać już cudów. Pomimo takiego składu, to jednak bardzo zdumiewa porażka z trzecioligowym rywalem. Mam wrażenie że całkowicie zlekceważyli tego rywala...
11
Grande Espectacolo El Clasico!
27 października 2013 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madryt 2:1 w ramach 10 kolejki La Liga i umocniła się na prowadzeniu w tabeli. Do wygranej nad Królewskimi nie potrzeba było nawet kunsztu Messiego. Tym razem bowiem ze świetnej strony pokazali się inni gracze. Gerardo Martino ustawił Barcę zgodnie z oczekiwaniami. Największy znak zapytania mieliśmy przy jednym miejscu w linii ataku i ostatecznie zamiast Pedro Rodrigueza czy Alexisa Sancheza szansę od pierwszego gwizdka otrzymał Cesc Fabregas. Prawdziwą rewolucję mieliśmy za to w zespole Realu Madryt. Chyba nikt nie był w stanie przewidzieć podstawowej jedenastki Królewskich. Carlo Ancelotti zamienił system z 4-2-3-1 na 4-3-3. Dodatkowo rolę defensywnego pomocnika odgrywał nominalny obrońca - Sergio Ramos, a na szpicy w miejscu Karima Benzemy pojawił się Gareth Bale. Taktyka włoskiego szkoleniowca zdecydowanie nie sprawdziła się w pierwszej połowie. Zbyt wielu pomocników było ustawionych defensywnie, przez co Victor Valdes praktycznie pozostawał bezrobotny. Dodatkowo bardzo skutecznie kryty był Cristiano Ronaldo, a Gareth Bale po kontuzjach wciąż nie był piłkarzem, który jeszcze nie tak dawno fantastycznie prezentował się w Premier Legue. Tymczasem Barca grała swoje i defensywną skałę Realu rozkruszyła w 19. minucie. Ostatnio krytykowany Andres Iniesta wypuścił lewą stroną pola karnego Neymara, który bardzo sprytnie po rykoszecie umieścił piłkę w siatce tuż przy długim słupku. Co ciekawe, niewidoczny nie był tylko gwiazdor Realu Madryt, ale również FC Barcelony. Lionel Messi grał wyraźnie za linią napadu, nie ruszał wraz z atakami i ciągle szukał wolnego miejsca, ale głównie przed polem karnym. Po zmianie stron Królewscy wyszli już ofensywniej ustawieni z myślą o wyrównaniu. Widowisko od razu nabrało rumieńców, a Królewscy byli bardzo bliscy zdobycia upragnionego gola. Ataki większą liczbą piłkarzy sprawiły, że defensywa Barcy już nie radziła sobie tak idealnie z przykryciem przyjezdnych gwiazd i o swoim kunszcie przypomniał Valdes, dla którego było to prawdopodobnie ostatnie El Clasico na Camp Nou. Golkiper reprezentacji Hiszpanii świetnie bronił uderzenia Sami Khediry i Ronaldo. Dodatkowo miał wiele szczęścia przy atomowym strzale Benzemy z dystansu, po którym zatrzęsła się cała poprzeczka, a swoje "trzy grosze" dorzucił sędzia Undiano Mallenco, który przymknął oko na starcie Javiera Mascherano i Ronaldo w polu karnym Barcy. Jeśli należał się Królewskim karny, to Argentyńczyk powinien wylecieć z boiska. Zamiast tego 9 minut po wejściu na boisko kapitalnym lobem popisał się Alexis Sanchez, który otrzymał podanie od Neymara. Gości stać było jedynie na honorowe trafienie w doliczonym czasie gry Jese Rodrigueza. W poprzednich pięciu El Clasico Barca ani razu nie wygrywała. Wszystko za sprawą Jose Mourinho, którego serii nie przedłużył Carlo Ancelotti. Włoch przegrał spotkanie pod względem taktycznym - w pierwszej połowie jego ekipa nie istniała, Bale musi jeszcze poczekać na swoją szansę, a przez pełne 90 minut na boisku zabrakło niezwykle aktywnych Isco czy Alvaro Moraty. Były trener AC Milan czy PSG zdecydowanie przekombinował z ustawieniem jedenastki a mina zdziwionego Ramosa przed pierwszym gwizdkiem idealnie to potwierdziła.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson
1
To wspaniały rekord i wspaniały zawodnik, jednak należy również pamiętać o Paulino Alcantarze, który od momentu debiutu w Blaugranie mając 15 lat, musiał czekać aż 3 lata na swój pierwszy Klasyk, w którym oczywiście otworzył wynik meczu zakończony zwycięstwem Barcy 2:1 a miało to miejsce w półfinale Copa del Rey 26 marca 1916 r.
11
Niechlubne wspomnienia:
Dokładnie 20 lat temu FC Barcelona przegrała w pierwszej rundzie Pucharu Hiszpanii z trzecioligowym UDA Gramanet 0:1 po dogrywce. W 2003 r. Blaugrana potrzebowała gola Ronaldinho żeby wyeliminować tego samego przeciwnika z Pucharu Króla. Rok później nie miała już tyle szczęścia. Po golu w dogrywce swojego wychowanka Oscara Ollesa poniosła kolejną w Copa del Rey porażke z nisko notowanym rywalem(w 2001 z Figueres i w 2002 z Noveldą). W ataku grał wówczas młodziutki Messi, który po meczu ,,czuł złość z powodu porażki” i narzekał że ,,gospodarze zamknęli się na swojej połowie”. Tamten sezon był pierwszym od kiedy pokochałem Blaugrane, jednak o tym meczu i że grał w nim Messi nie miałem żadnego pojęcia. Do prasy miałem wówczas nieco ograniczony dostęp, w telewizorze miałem tylko jedynke, dwójke i Polsat, a o internecie to mogłem co najwyżej pomarzyć. Jedyne wyniki Barçy znałem z telegazety plus wybrany mecz przez publiczną tv w Lidze Mistrzów.
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
9
Teatr ,,Novedades”:
Jedną ze sztuk teatralnych pokazywanych w ,,Novedades”, jak powszechnie nazywano teatr była ,, L' honor del barri". Jej autorem był rysownik i satyryk Valenti Castanys i Borras, który firmował tekst pseudonimem ,, Dova". Wystawienie sztuki było częścią kampanii zorganizowanej przez tygodnik ,, La Rambla" na rzecz byłego piłkarza Marii Martineza Vallesa, w futbolowym świecie znanego jako ,, Rini", który zrządzeniem losu urodził się przy ulicy Industria, tuż przed stadionem FC Barcelony. Ten prawoskrzydłowy grający w takich klubach jak New Catalonia, Barça, Espanyol, Saragossa i Centre d'Esports Sants, doznał bardzo poważnej kontuzji kręgosłupa. Zmusiło go to do zakończenia przygody ze sportem a to z kolei spowodowało że wpadł w depresję. Wiedząc jak duże problemy finansowe miał Rini, jego koledzy z CE Sants odwiedzili Josepha Sunyola, wydawcę ,,La Rambli”, prosząc o pomoc. Żeby zdobyć pieniądze wpadli na pomysł zorganizowania spektaklu teatralnego. Skontaktowali się z Castanysem, który w 1925 roku w teatrze ,,Romea” miał premierę swojej sztuki ,, El partit diumenge"(Niedzielny mecz) aby specjalnie na tę okazję napisał tekst. Poza tym wielu piłkarzom zaproponowano udział w przedstawieniu w roli aktorów. Po kilku zamkniętych próbach 11 marca 1930 roku w Casal del Esports odbyła się premiera sztuki reżyserowanej przez Ramona. Sprzedano wszystkie bilety. W spektaklu wystąpili piłkarze: Ricardo Gallart, Manel Cros, Angel Arocha, Ricardo Zamora, Manuel Parera, Francesc Alcoriza, Vicenc Piera, Josep Samitier, i Jose Padron. Udział wzięli również dziennikarze, jak Louis Aymani a nawet dyrektorzy Katalońskiej Federacji Piłkarskiej, w tym Salva czy Sunyol we własnej osobie. Do tego dobroczynnego przedstawienia dołączyły też zawodniczki z sekcji koszykarskiej Barçy Anita Gonzalez i Lina Vivarelli, które zagrały postaci kobiece. Dzięki wpływom z przedstawienia oraz anonimowym darowizną uzbierano ponad 5000 peset dla Riniego. Byłemu piłkarzowi udało się dojść do siebie i niedługo potem zaczął pracować jako dozorca w centrum klinicznym Mutual Esportive de Catalunya, założonym w 1930 roku przez chirurga z Sabadel Emilego Moragasa i Ramireza, który w 1928 roku zajmował stanowisko doradcy FC Barcelony a w latach 1923-1929 był prezydentem klubu CE Sabadell. Jeśli chodzi o teatr, w którym odbył się Festiwal Pro-Rini, to działał on też w czasie wojny domowej. Ciągle wystawiano w nim opery aż w 1938 roku pożar wywołany bombardowaniem zniszczył lokal. Budynek był ruiną do 1953 roku, kiedy to odnowiła go firma ,,Teatro Novedades S.A”. Podczas święta ,,Festes de la Merca” w 1959 roku na nowo zaczął funkcjonować jako sala widowiskowa aż rok później, z inicjatywy ,,Grup Balana” został zamieniony na kino które mogło pomieścić 1600 widzów. Ta Grupa Inwestycyjna ożywiła także przyległy budynek znany jako ,,Palacio Novedades”, organizując w nim wiele widowisk a poza tym zbudowała też teatr Hotel Barcelona, będący dziełem Francesca Mitjansa i Miro, jednego z Architektów Camp Nou, kuzyna prezydenta Barçy Francesca Miro Sansa. W 1992 roku ,,Novedades” na powrót zaczął funkcjonować jako teatr, mimo że nadal wyświetlano w nim filmy. Wreszcie w maju 2006 roku budynek został definitywnie zamknięty wraz z ostatnim przedstawieniem grupy ,,La Cubana”, która wystawiła spektakl ,,La Cubana 25 anys".
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
0
@fcbfan1993 Mam również bardzo podobne zdanie. Najważniejsze to nie pompować tego przysłowiowego balonika i nie popadać w samozachwyt, tylko dalej rzetelnie pracować z tym sztabem szkoleniowym...
0
To był spektakularny Klasyk z niewiarygodnym wręcz wynikiem, biorąc pod uwage tylko jedną połowe. Na tą chwile jesteśmy wielcy i w związku z tym na usta ciśnie się pytanie: Czy Hansi Flick poprowadzi nas już do trypletu...?
0
Komentarz usunięty przez użytkownika
1
Lejdis en dżentelmen, przed nami Grande Espectacolo El Clasico po raz 301 w historii i po raz 189 w Primera Division. Bilans ,,klasyków” w La Liga przemawia na korzyść Realu Madryt(79 zwycięstw przy 74 zwycięstwach Barçy; gole również: 304 do 301). Czas najwyższy aby zacząć odwracać tą niekorzystną statystykę. Osobiście przeczuwam remis, co będzie bardzo dobrym wynikiem i tak też bym obstawiał(2:2). Natomiast zwycięstwo da nam porządnego kopa i sprawi że możemy osiągnąć dosłownie wszystko, czego sobie i wszystkim cules serdecznie życze :)
1
@Safrani No a ja niestety tego meczu nie kojarze, choć nie wykluczone że oglądałem...
9
Nie taki diabeł straszny, jak go malują:
26 października 1988 r. FC Barcelona sensacyjnie zremisowała 1:1 z Lechem Poznań na Camp Nou w pierwszym meczu 1/8 Pucharu Zdobywców Pucharów. Katalończycy zagrali najgorsze spotkanie w sezonie, w dodatku obrońca Aloisio został po meczu wygwizdany. Bogusław Pachelski już na początku meczu zmarnował sytuacje sam na sam z Zubizarretą, natomiast Blaugrana objęła prowadzenie po kontrowersyjnym rzucie karnym, będącym efektem zagrania ręką Łukasika. W drugiej połowie gospodarze rzadko zagrażali bramce Lecha a po jednej z kontr do wyrównania doprowadził Pachelski. Dziennikarze chwalili dobre przygotowanie fizyczne Lecha i świetną gre bramkarza Jankowskiego. Ja tylko przypomnę że był to debiutancki sezon w roli szkoleniowca Ś.P. Johana Cruijffa.
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
1
@Linghunter88 No ja mam odmienne zdanie ale wkrótce się przekonamy...
1
@Lionel_Messi10 Dam sobie ręke uciąć że dzisiaj nie powtórzy się wynik 2:6! Za mocni są dzisiaj te skurczybyki...!
9
Supercopa de España:
26 października 1983 r. FC Barcelona pokonała na San Mames Athletic Bilbao 1:3 w pierwszym meczu o Superpuchar Hiszpanii. Gole dla Barçy zdobywali: Alexanco(31 m.), Carrasco(48 m.) oraz Rojo(77 m.). Była to druga edycja turnieju, promowanego przez prezydenta Barcelony Josepa Lluísa Núñeza.
@Symson
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
2
@misterio Powiem tak: Byłoby cudownie to powtórzyć ale nawet i remis będzie dla nas bardzo dobrym rezultatem, zważywszy na naszą defensywe, grającą bardzo wysoko i nie zawsze skuteczną...
11
Zapomniane El Clasico:
26 października 1958 roku FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madryt 4:0 w ramach 7 kolejki Primera Division, czym umocniła się na prowadzeniu w tabeli wyprzedzając o jeden punkt właśnie Królewskich. Hattrickiem w tym Klasyku popisał się wyśmienity brazylijski napastnik Evaristo de Macedo a czwartego gola zdobył Justo Tejada. Obie ekipy kończyły mecz w dziesiątke ponieważ sędzia wyrzucił z boiska Zoltana Czibora oraz Jose Emilio Santamarie. Warto pamiętać że Blaugrane prowadził wówczas legendarny Helenio Herrera.
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
8
@FCBparasiempre
Ignacy Rosenstock urodził się 25 października 1889 r. w Bochni i już jako bardzo młody człowiek odznaczył się wielkimi czynami dla formującego się ruchu piłkarskiego na polskiej ziemi. Na początku swojej działalności szczególnie bliskie były mu sprawy sędziowskie, stąd jeszcze przed wybuchem I wojny światowej był jednym z twórców Kolegium Sędziów na terenie Galicji. Jak się potem okazało, to tylko wstęp do pracy i osiągnięć, dzięki którym nawet dziś Rosenstocka trzeba nazywać jedną z osób, która wywarła największy wpływ na to, jak ostatecznie rozwinęła się w naszym kraju piłka nożna. Gdy już w niepodległym państwie w grudniu 1919 roku powstawał Polski Związek Piłki Nożnej, znów w dokumentach pojawiło się nazwisko działacza urodzonego w Bochni. Rosenstock, dzięki temu, że znalazł się w Zarządzie PZPN i jednocześnie został Przewodniczącym Wydziału Spraw Sędziowskich, stał się jedną z najważniejszych postaci w ówcześnie rodzącym się na nowo polskim futbolu. W ówczesnej strukturze PZPN występowały trzy wydziały – oprócz Spraw Sędziowskich także Wydział Gier oraz Wydział Zgłoszeń i Kar. Rosenstock wydziałem odpowiedzialnym za uczciwość w futbolu kierował do 14 lutego 1921 roku, jednak w tamtych czasach jego praca nie wiązała się tylko z siedzeniem za biurkiem. To właśnie on utworzył od podstaw pierwsze regulaminy sędziowskie w bardzo trudnych czasach. Trzeba pamiętać, że z uwagi na ograniczoną kadrę szkoleniową czy sędziowską dochodziło do takich sytuacji, gdy arbitrem spotkania był na przykład prezes Poznańskiego Związku Okręgowego Piłki Nożnej. Sam Rosenstock już po tym, jak przestał szefować Wydziałem Spraw Sędziowskich, prowadził mecze finałowe w pierwszych mistrzostwach Polski w 1921 roku. Wówczas arbitrzy podróżowali na mecze pociągiem (drugą klasą) i za to należał im się zwrot kosztów. Otrzymywali również z tytułu sędziowania wynagrodzenie, które dla meczów klasy A wynosiło 2000 Marek Polskich a klasy B 1000 Mp. Rosenstock, oprócz działalności w kierownictwie PZPN, bardzo intensywnie działał na terenie samego okręgu krakowskiego. Już w 1919 roku współtworzył Krakowskie Kolegium Sędziów Piłki Nożnej, którym zresztą kierował przez trzy kolejne lata. Gdy w lutym 1920 roku formował się Krakowski Okręgowy Związek Piłki Nożnej, Rosenstock również i tutaj znalazł się w Zarządzie. KOZPN był najsilniej rozwiniętym związkiem w kraju; wiadomo, że pod koniec 1920 roku w tym okręgu już siedemnaście klubów miało zatwierdzony statut. Oprócz członka Zarządu w KOZPN Ignacy Rosenstock pełnił również funkcję przewodniczącego Wydziału Gier i okręgowego selekcjonera, czyli kapitana związkowego. W tym czasie Kraków jako siedziba PZPN stanowił kuźnię kadr działaczy i organizatorów życia piłkarskiego w Polsce. To z Krakowa wywodzili się członkowie kolejnych Zarządów PZPN, a tylko do 1921 roku funkcje członkowskie ścisłego kierownictwa w PZPN piastowało aż dwudziestu jeden krakowskich działaczy.
Nic dziwnego, że to właśnie w Krakowie pojawił się pomysł na utworzenie sportowego pisma mającego opisywać wydarzenia sportowe w Polsce ze szczególnym uwzględnieniem piłki nożnej. Wśród sześciu pomysłodawców tego projektu znalazł się Rosenstock i to on został redaktorem naczelnym czasopisma, które po raz pierwszy ukazało się 21 maja 1921 roku i do dziś jest najpopularniejszym pismem związanym z polskim sportem. Chodzi oczywiście o „Przegląd Sportowy”, o którym Rosenstock w momencie założenia pewnie nie myślał, że stanie się kultowy i zyska tak ogromną popularność w kolejnych dekadach. Dziś niektórzy zarzucają zbyt zażyłe relacje dziennikarzom „PS” z PZPN i z tej perspektywy sytuacja sprzed prawie stu lat wydaje się nie do pomyślenia. Otóż „Przegląd Sportowy” od pierwszego numeru oficjalnie był organem KOZPN, a dwa miesiące później całego PZPN. Nie miało to jednak wpływu na pojawiające się teksty, które nie były w żaden sposób stronnicze. Mieliśmy bowiem do czynienia z innymi czasami, w których dzięki czasopismu związki piłkarskie mogły ogłaszać swoje komunikaty, relacje z meczów i w jakiś sposób coraz bardziej popularyzować piłkę nożną. Rosenstock co prawda nie był redaktorem naczelnym zbyt długo; pełnił tę funkcję pół roku, ale szczególnie wsławił się jednym tekstem – jak się potem okazało, stanowił on podwalinę pod utworzenie sześć lat później rozgrywek ligowych z prawdziwego zdarzenia. W nr. 20, który ukazał się 1 października, znalazł się artykuł pod tytułem „Nowy projekt rozgrywek o mistrzostwo Polski w piłce nożnej”. Naczelny w tekście przedstawił rewolucyjny wówczas projekt zmian: ,,Pozostawiając okręgi w takich granicach terytorialnych, w jakich obecnie się znajdują i dawszy rozegrać na wiosnę r. 1922 główne mistrzostwa okręgowe jak dotychczas, wyeliminować możnaby po ukończeniu tych mistrzostw w lecie r. 1922 część klubów najlepszych każdego okręgu (a to zależnie od ilości klubów klasy pierwszej) i stworzyć w ten sposób n.p. 10 najlepszych klubów polski, mających rozgrywać na jesień r. 1922 mistrzostwo na wzór angielskiej ligi i to w jesieni r. 1922 pierwszą, zaś wiosną r. 1923 drugą serię mistrzostw polski. Ten rodzaj rozgrywek pozostałby później stałym i na dalsze lata.” Projekt był bardzo trudny do zrealizowania i jak się potem okazało, trzeba było czekać na rozgrywki ligowe jeszcze kilka dobrych sezonów. Nie ulega jednak wątpliwości, że całą dyskusję o przestawieniu coraz bardziej archaicznego systemu na nowoczesną ligę zapoczątkował właśnie Ignacy Rosenstock, po raz kolejny będąc częścią zjawiska, które będzie doskonale służyć przez wiele kolejnych lat aż do obecnych czasów. Najsilniejszym może argumentem za wprowadzeniem ogólnopaństwowej ligi jest niesprawiedliwość obecnego systemu. Wiadomo bowiem, że każdy okręg daje do rozgrywek o mistrzostwo Polski swojego mistrza. I faktem jest, że poziom gry niektórych mistrzów klasy A na poziomie gry przeciętnych klubów klasy B innego okręgu. Jest to krzywdząca niesprawiedliwość wobec czołowych klubów, która prawdopodobnie skłoniła cały szereg towarzystw do wysunięcia projektu zmiany obecnego systemu mistrzostw – pisał w innym miejscu Ignacy Rosenstock. Gdy mówi się o selekcjonerze reprezentacji Polski, który w swojej przygodzie z kadrą był niepokonany, pewnie wiele osób wskaże na Krzysztofa Pawlaka, prowadzącego drużynę narodową po Antonim Piechniczku w jednym meczu w 1997 roku przeciwko w Gruzji. Dzięki zwycięstwu 4:1 Pawlak pod względem czysto statystycznym posiada bilans lepszy niż Kazimierz Górski czy wspomniany Piechniczek. Oczywiście należy na to spoglądać z przymrużeniem oka, ale Pawlak nie był pierwszy. Dużo wcześniej dokonał tego Ignacy Rosenstock, który wsławił się prowadzeniem reprezentacji w pierwszym wygranym meczu w Polsce. Trochę stało się to przypadkowo, bo kapitanem związkowym PZPN był Adam Obrubański, ale pod jego nieobecność spowodowaną pobytem w Paryżu pierwszym selekcjonerem na jedno spotkanie został kapitan związkowy KOZPN – nie kto inny, jak właśnie Rosenstock. Wszystko działo się 29 czerwca 1924 roku przy około sześciotysięcznej publiczności na stadionie ŁKS-u Łódź, gdzie w towarzyskim spotkaniu Polacy pokonali Turcję 2:0 po bramkach Mieczysława Balcera i Henryka Reymana. Był to niezwykły mecz również z powodu składu polskiej drużyny, w którym nie znalazł się żaden z zawodników Pogoni Lwów i Cracovii! Pierwsze zwycięstwo w kraju, po raz pierwszy również reprezentacja nie straciła ani jednej bramki w meczu międzypaństwowym i to wszystko pod wodzą selekcjonera zatrudnionego tylko awaryjnie.
Później Ignacy Rosenstock może nie był już na świeczniku zainteresowania polskiej piłki, ale również cały czas działał dla dobra sportu. Po tym, jak „Przegląd Sportowy” przeniósł siedzibę do Warszawy, został jego krakowskim korespondentem a w ostatnich latach swojego życia związany był z Garbarnią Kraków. Garbarnią, która w czasie, gdy Rosenstock pełnił funkcję członka zarządu klubu, zdobyła w 1931 roku swój jedyny tytuł mistrza Polski w historii. Z Garbarnią związany był do 1935 roku; to właśnie w tamtym roku po nieudanej operacji ślepej kiszki Rosenstock zmarł w wieku zaledwie 46 lat. Mimo dość krótkiego życia spuścizna po krakowskim działaczu jest ogromna. Z jego pracy sędziowskiej, jako działacza oraz dziennikarza korzystały kolejne pokolenia, może nawet bez wiedzy, że podwaliny pod to wszystko podłożył pochodzący z żydowskiej rodziny Rosenstock. To właśnie pierwszy redaktor naczelny „Przeglądu Sportowego” wyprzedził swoją epokę, tworząc nowatorską koncepcję utworzenia pierwszej i drugiej ligi, w pełni zrealizowanej dopiero czternaście lat po jego śmierci. Dziś, oglądając polską ligę i czytając „Przegląd Sportowy”, warto czasami pomyśleć, że w bardzo dużym stopniu zawdzięczamy to wszystko pomysłom, które narodziły się w głowie Ignacego Rosenstocka.
9
Człowiek orkiestra:
Żył niespełna 46 lat a dokonał rzeczy, które nieprzerwanie towarzyszą Polakom od prawie stulecia. Członek Zarządu PZPN, redaktor naczelny „Przeglądu Sportowego”, selekcjoner reprezentacji Polski, przewodniczący Wydziału Spraw Sędziowskich, pomysłodawca rozgrywek ligowych. II Rzeczpospolita miała szczęście do wybitnych piłkarskich działaczy. Jednym z najlepszych na to dowodów był… tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360
10
Czy wiemy że…
25 października 1970 r. FC Barcelona pokonała Real Madrid na Santiago Benabeu 0:1 po golu Zabalzy w 28 minucie w 7 kolejce Primera Division. Po tych siedmiu kolejkach Blaugrana zajmowała pierwsze miejsce ex aequo z Atletico Madryt z dorobkiem 12 punktów.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
9
Zapomniane legendy futbolu:
25 października 1945 r. w Las Lomitas urodził się Francisco Sa, znakomity argentyński środkowy obrońca, 6-krotny zdobywca Copa Libertadores oraz 2-krotny zdobywca Pucharu Interkontynentalnego. Francisco Sá rozpoczął karierę w prowincjonalnym klubie Central Goya w 1965. W 1968 został zawodnikiem pierwszoligowego Huracánu Corrientes. Stamtąd trafił do River Plate Buenos Aires. W River Plate Francisco nie mógł się przebić do składu i na początku 1971 przeszedł do Independiente Avellaneda w 1971 roku. Z Independiente zdobył mistrzostwo Argentyny w 1971, czterokrotnie Copa Libertadores w 1972, 1973, 1974 i 1975 oraz Puchar Interkontynentalny w 1973. Francisco poza drugim meczem w 1972 wystąpił we wszystkich meczach finałowych Copa Libertadores. W latach 1976-1981 występował w innym słynnym klubie z Buenos Aires - Boca Juniors. Z Boca trzykrotnie zdobył mistrzostwo Argentyny: Metropolitano 1976, Nacional 1977 i Metropolitano 1981. Na arenie międzynarodowej zdobył z Boca Copa Libertadores w 1977 i 1978 oraz Puchar Interkontynentalny w 1977. Francisco Sá wystąpił w pierwszym meczu finałowym w 1977, obu meczach finałowych w 1978 oraz w pierwszym meczu o Puchar Interkontynentalny w 1977. Ostatnim klubem w jego karierze była Gimnasia y Esgrima Jujuy w 1982. Ogółem w latach 1968-1982 rozegrał w lidze argentyńskiej 361 spotkań, w których strzelił 7 goli. W reprezentacji Argentyny Francisco Sa zadebiutował 9 września 1973 w wygranym 4-0 meczu eliminacji MŚ 1974 z Boliwią. Rok później został powołany na Mistrzostwa Świata. Na Mundialu w RFN Sá wystąpił w pięciu meczach z: Polską, Włochami, Haiti, Holandią i Brazylii. Ogółem w barwach Albicelestes wystąpił 15 razy.
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
10
Rekordy FC Blaugrany:
25 października 1959 r. FC Barcelona odniosła najwyższe zwycięstwo w Primera Division na wyjeździe. ,,Wczoraj na wyjeździe Blaugrana pokonała UD Las Palmas 0:8. Barça pozostaje faworytem rozgrywek po zdobyciu pewnych 2 punktów. Wyspiarze byli łatwym przeciwnikiem ale dla kolejnych drużyn nie będzie już tak łatwo”- tak dziennikarze opisywali najwyższe zwycięstwo na wyjeździe w historii klubu. Osłabione brakiem 3 ważnych graczy UD Las Palmas już w 46 minucie przegrywało 0:7 ale FC Barcelona zaczęła grać spokojniej, mając w pamięci kolejne spotkanie 3 dni później. W 2010 r. Blaugrana powtórzyła ten wynik w Almerii. W 1959 r. hattricka w meczu z Las Palmas strzelił Luis Suarez a 51 lat później jego wyczyn powtórzył Lionel Messi.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@FcPortoFan1999 Nie dla mnie!
Dobranoc.
1
@FcPortoFan1999 Oprócz Szołtysika nie było żadnego innego polskiego Messiego!
8
@FCBparasiempre
24 października 1942 r. urodził się Zygfryd Szołtysik, pomocnik/napastnik. Gdyby nie jego wejście na boisko w meczu z ZSRR na igrzyskach w 1972 r., dzisiaj pewnie mówili by o nim tylko wierni kibice Górnika Zabrze. ,,Powiedzmy sobie szczerze, mistrzami olimpijskimi wtedy byśmy nie zostali, no a kto by się przejmował trzecią czy czwartą drużyną turnieju. Czasem trzeba mieć szczęście”- zwraca uwagę Szołtysik. Polska przegrywała w Augsburgu z radziecką ekipą 0:1 a potrzebowaliśmy wygranej żeby zachować realne szanse na awans do finału olimpijskiego turnieju. Do końca meczu było niewiele ponad 20 minut. Na boisku pojawił się Szołtysik. Błyskotliwy i niepozorny pomocnik Górnika dał niesamowity impuls. Najpierw z rzutu karnego wyrównał Deyna. Nerwowo wyczekiwaliśmy jeszcze zwycięskiego gola i wreszcie nadeszła 89 minuta meczu… Lewym skrzydłem przedarł się Robert Gadocha. Jak magnes przyciągnął do siebie dwóch rywali, więc przed radziecką bramką zrobiło się więcej miejsca. Dośrodkował gdzieś w okolice linii pola karnego bo tam był Lubański. Kapitan biegł odwrócony od bramki. Mógł wykonać nagły zwrot, zaskoczyć zwodem i pchać się w szesnastke. Tyle że tuż przed nosem miał Szołtysika. W Górniku od lat rozumieli się w ciemno; żartowano że są jak stare dobre małżeństwo. Dlatego Lubański podjął najlepszą decyzje, wystarczył trwający ułamek sekundy porozumiewawczy gest z kolegą. Zostawił mu zagrywaną od Gadochy piłke, ledwie ją musnął, jakby chciał na niej tylko postawić swoją firmową pieczątke. ,,Zyga” wiedział że w gre wchodzi tylko jedna możliwość: błyskawiczny strzał na bramke. Kropnął z prawej nogi. Jewhen Rudakow był bez szans. ,,Teraz to możemy sobie ze szczegółami tę akcje opisywać ale wtedy niewiele widziałem. Tylko jak piłka zatrzepotała w siatce. Dopiero później zobaczyłem zapis video i przeanalizowałem wszystkie detale. Każdy wie że miałem nie zagrać bo do zmiany był wyznaczony Andrzej Jarosik. Tylko że on odmówił wejścia na boisko. Czy ze strachu? Proszę nie żartować. Niby czego miał się bać? Dobrze widziałem całą sytuacje. Wkurzony był że nie ma go w podstawowym składzie i w tej złości burknął że teraz to nie będzie grał. Nie było czasu na dyskusje. Kazimierz Górski szybko rzucił w moim kierunku: ,,Zyga, rozbieraj się, ty wchodzisz”- relacjonował Szołtysik. Jego nazwisko natychmiast znalazło się na ustach całej polski bo nic tak nie mogło smakować, jak zwycięstwo nad Sowietami! Już po turnieju trener Górski w studiu telewizyjnym zdawkowo opowiedział Janowi Ciszewskiemu o kulisach planowanej zmiany w 69 minucie meczu: ,,Jarosik był nieprzygotowany do wejścia, był w jakiejś niedyspozycji, więc moja następna decyzja: Szołtysik”. Selekcjoner w publicznym wystąpieniu zachował się jak wytrawny dyplomata, lecz Jarosik w jego drużynie już nigdy nie zagrał. Skoro napastnik Zagłębia Sosnowiec był wtedy zdaniem selekcjonera ,,w jakiejś niedyspozycji”, należy koniecznie zaznaczyć że i powszechnie lubiany ,,Zyga” miał swoje problemy. ,,Bolał mnie mięsień łydki, pamiątka po poprzednim meczu z Danią ale jak trzeba grać, to trzeba. W końcu po to siedziałem na ławce żeby w razie czego pomóc. Boli, nie boli, musisz wejść. Nie miałem pojęcia że za chwile przeżyje najważniejsze minuty w reprezentacyjnej karierze. Miałem już 30 lat, zastanawiałem się co dalej z piłką a tu nagle wydarzyło się coś, z czym już na zawsze będę się kojarzył kibicom Biało-Czerwonych. Troche jak Jan Domarski, który strzelił gola na Wembley”- opowiada pan Zygfryd. Dalszego ciągu nie było. Miesiąc po igrzyskach Szołtysik po raz ostatni zagrał w reprezentacji w towarzyskim meczu z Czechosłowacją. Do kadry na mistrzostwa świata w RFN się nie załapał a przecież mógł liczyć że wskoczy do niej właśnie jako dżoker, tak jak ze Związkiem Radzieckim. ,,Wiecie że jakoś nigdy nie zapytałem Górskiego, czemu nie zabrał mnie do kadry na mistrzostwa? Może niepotrzebnie głośno mówiłem Blautowi że chce już wyjechać za granice żeby jeszcze trochę zarobić? Do Górskiego to dotarło i mógł uznać że nie ma sensu dalej na mnie stawiać a ja cały czas trzymałem forme. Po mundialu wyjechałem grać do Francji, jednak po roku wróciłem i dalej zasuwałem w Górniku. Wiedziałem że mając 33 lata, nie ma już co myśleć o kadrze narodowej ale liczący się wtedy w PZPN, związany już wcześniej z Górnikiem działacz Henryk Loska podpowiadał komu trzeba żeby mnie powołać. Nic z tego nie wyszło., lecz jestem pewien że znowu byłem blisko reprezentacji”- podsumowuje Szołtysik. W Zabrzu grał aż do sensacyjnego spadku drużyny w 1978 r. Po krótkiej przygodzie z kanadujskim Toronto Falcons wrócił na Śląsk i przeniósł się do 3-ligowego Górnika Knurów, z którym awansował do drugiej ligi. Właśnie w Knurowie zakończył karierę w wieku 42 lat! ,,Troche nie daje mi spokoju że odszedłem z Górnika Zabrze w takim momencie. Miałem 36 lat, uznałem że czas się rozstać. W Górniku pojawiali się coraz młodsi, szło nowe pokolenie”- wspominał ,,Zyga”. Dzisiaj pamiętamy o jego reprezentacyjnej przeszłości oraz o wielkich europejskich wyczynach z zabrzańskim Górnikiem, w którym zagrał aż 46 pucharowych meczów na przestrzeni 14 lat. Nie każdy jednak wie że zanim został wielkim mistrzem z Górnikiem i kadrą, był mistrzem w Zrywie Chorzów. W 1960 i 1961 r. jego zespół nie miał sobie równych w kraju. ,,Wielka w tym zasługa trenera Murgota, który umiał powybierać najlepszych uczniów z chorzowskich i okolicznych szkół. Bo to był kochani szkolny klub, żaden Ruch Chorzów czy Górnik Zabrze. Nie stało za nami takie zaplecze, nie mieliśmy takiej bazy a jednak to my byliśmy najlepsi”- podkreśla z dumą Szołtysik. Grał wówczas w jednej drużynie z Antonim Piechniczkiem, Janem Banasiem czy Józefem Jandulą. Za drugim razem juniorski finał na Stadionie Śląskim odbył się bezpośrednio przed pamiętnym pierwszym w historii meczem Górnika w Pucharze Europy z Tottenham Hotspur(4:2). Zanim zabrzanie rozprawili się z Anglikami, Zryw rozgromił Górnika Wałbrzych 10:1! Szołtysik był też jednym z ,,Portugalczyków”, czyli członkiem reprezentacji Polski U-19, która właśnie w Portugalii w 1961 r. zdobyła tytuł wicemistrza Europy. W drodze do finału mierzyli się z Francją(4:1), Austria(3:0; gol Szołtysika), Grecją(2:2) i RFN(2:1). Dopiero w decydującym o tytule meczu przegrali z Portugalią(0:4). Faktem jednak jest że Szołtysik i jego koledzy zdobyli pierwszy medal w historii polskiej piłki w jakichkolwiek mistrzowskich rozgrywkach. Najpierw musiał przejść ostrą selekcje. ,,Gdy zacząłem coraz lepiej grać w Zrywie, dostałem powołanie do reprezentacji Polski juniorów ale do drugiej drużyny. Mieliśmy sparing z Cracovią i musiałem autobusem dostać się z domu do Krakowa. Przyjechałem w ostatniej chwili, piłkarze już wychodzili na boisko. Trener Stiasny zawołał żebym migiem się przebierał bo mam grać. Zdążyłem wbiec na murawe tuż przed pierwszym gwizdkiem i spisałem się dobrze bo zacząłem grać w pierwszej reprezentacji juniorów. Potem były kolejne sparingi, z coraz mocniejszymi drużynami i wreszcie powołanie na mistrzostwa Europy. Gdybym wtedy w Krakowie pojawił się jeszcze kilka minut później, może nic by z tej mojej gry w kadrze nie było? Zdaje się że już wspominałem wam że czasami trzeba mieć szczęście”- uśmiecha się mieszkający od ponad 30 lat w Niemczech ,,Zyga”.
8
(Nie)zapomniane legendy polskiego futbolu:
Grał kiedyś taki ,,polski Messi”, dzisiaj składamy mu urodzinowe życzenia. O kim mowa(?) tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
12
Copa Mitropa:
24 października 1937 r. Lazio Rzym przegrało na Stadio Olimpico z Ferencvarosi Torna Club 4:5 w drugim meczu finałowym Pucharu Mitropa. To spotkanie przeszło do historii futbolu. Otóż w tym meczu zanotowano dwa hattricki! Pierwszego z nich ustrzelił legendarny Silvio Piola, grający wówczas dla Lazio. Drugiego ustrzelił równie legendarny Gyorge Sarosi, ikona Ferencvarosi. W pierwszym meczu w Budapeszcie Węgrzy również wygrali(4:2) i również po hattricku Sarosiego! Tak więc po puchar sięgnęli po raz drugi w historii rozgrywek piłkarze z nad Dunaju a bohaterem tego turnieju był nie kto inny jak Gyorge Sarosi. Przypominam wszystkim iż Copa Mitropa był w mniejszej części poprzednikiem Pucharu Europy Mistrzów Klubowych.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@SawneyBean Teraz to już wogóle jakaś tymczasowa wersja tego strimsin się włączyła. Groch z kapustą! Szkoda nerwów, włączam telewizor i oglądam mecz na jedynce