FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
7
@FCBparasiempre
Jakim bramkarzem jest ten, którego nie zadręczają puszczone bramki? On musi być dręczony! Jeśli jest spokojny, to oznacza koniec. Bez względu na to, co robił w przeszłości, bo przyszłości nie ma żadnej – mówił Lew Jaszyn, najlepszy bramkarz w historii futbolu. Jedyny piłkarz na tej pozycji, któremu udało się zdobyć Złotą Piłkę.
W historii piłki nożnej wielu graczom z pola udało się zrewolucjonizować grę, ale „Czarna Pantera” – taki przydomek nadali mu kibice podczas mistrzostw świata w 1958, na których Jaszyn, w czarnym komplecie bramkarskim, wyróżniał się nadludzką sprawnością – zrewolucjonizował grę na pozycji golkipera, często starając się powstrzymywać ataki rywala już na przedpolu. Bramkarze grający przed nim spędzali 90 minut między słupkami, czekając na jakąś akcję, Lew Jaszyn zaś, wrzeszcząc na kolegów z pola, budował swój autorytet. Urodził się 12 lat po Rewolucji Październikowej, 22 października 1929 roku. W wyniku dotkliwej dla rolników, przymusowej kolektywizacji przeprowadzonej na początku lat 30. zesłano do łagrów ponad 2 miliony chłopów, a kulminacją wymierzonej przeciwko nim akcji stał się Wielki Głód na Ukrainie, który spowodował śmierć co najmniej 7 milionów ludzi. Lew miał to „szczęście”, że przyszedł na świat w stolicy Związku Radzieckiego, Moskwie. Był synem robotnika, więc represje względem jego rodziny nie były tak silne, jak wobec chłopów. Mieszkał z rodziną w małym mieszkanku na osiedlu robotniczym, położonym w pobliżu fabryki. Chłopak od małego interesował się piłką nożną i czas spędzał pod blokiem kopiąc piłkę z kolegami. W 1941 roku z powodu trwającej II wojny światowej został wraz z bliskimi ewakuowany do Uljanowska, leżącego niemal dziewięćset kilometrów na wschód od Moskwy. Po ukończeniu piątej klasy szkoły podstawowej został oddelegowany do pobliskiej fabryki wojskowej, gdzie uczył się zawodu montera. Po zakończeniu wojny wrócił z bliskimi w rodzinne strony i pracował w Tuszynie, gdzie trenował piłkę nożną w przyzakładowej drużynie. Jego zwinność, warunki fizyczne i wzrost szybko przykuły uwagę skautów z Dynama Moskwa, którzy sprowadzili chłopaka do drużyny młodzieżowej. Tak rozpoczęła się przygoda Lwa Jaszyna ze stołecznym klubem, w którym grał już do końca kariery. Zagrał dla niej ponad 300 spotkań w pierwszym składzie, czterokrotnie zdobywał tytuł mistrza ZSRR i trzykrotnie puchar. Swojego debiutu „Czarny Pająk” – bo taki był jego drugi przydomek obok „Czarnej Pantery” nie może zaliczyć do udanych. Wiosną 1949 roku Dynamo rozgrywało towarzyskie spotkanie z Traktorem Stalingrad. Bramka puszczona przez Jaszyna przypominała scenę z filmu niemego, w którym grał Charlie Chaplin. Golkiper drużyny przeciwnej popisał się potężnym wykopem, a próbujący złapać piłkę Lew zderzył się z kolegą z zespołu, co skończyło się kuriozalnym golem dla Traktora. Jednak w klubie nie grał tylko jako bramkarz piłkarski. W 1953 roku zdobył z hokeistami Dynama mistrzostwo ZSRR i myślał nawet o porzuceniu kariery piłkarskiej, gdyż w sekcji piłkarskiej przegrywał rywalizację o pierwszy skład z Aleksiejem Chomiczem. Jednak sytuacja odmieniła się i Lew Jaszyn na stałe zamienił hokejową bramkę na tę piłkarską. Dzięki ćwiczeniom wykonywanym pod okiem odchodzącego powoli na sportową emeryturę Komicza nauczył się właściwie ustawiać i wkrótce stał się najlepszym golkiperem na świecie. 8 września 1954 roku po udanym sezonie, w którym zdobył mistrzostwo, Lew Jaszyn zadebiutował w reprezentacji ZSRR w meczu ze Szwecją. Nie miał wtedy wiele do roboty, co można wywnioskować z rezultatu – Związek Radziecki rozbił Szwedów 7:0. Dwa lata później, w roku 1956 zdobył Mistrzostwo Olimpijskie. ZSRR wygrał wszystkie swoje mecze. Z RFN 2:1, z Indonezją 4:0 (4 bramki w dogrywce!), w półfinale z Bułgarią 2:1 i wreszcie w wielkim finale z Jugosławią 2:1. Warto również wspomnieć iż 20 października 1957 roku w meczu Polska-ZSRR dwukrotnie pokonał go Gerard Cieślik. Polska wygrała wówczas w Chorzowie 2:1. Okres od debiutu w kadrze do zdobycia mistrzostwa Europy, był dla „Czarnego Pająka” fenomenalny. Czterokrotnie zdobył mistrzostwo ZSRR i raz Puchar. Zaliczył też swój pierwszy z czterech występów na mundialu w Szwecji w 1958 roku. Co prawda reprezentacja Sowietów odpadła w drugiej rundzie, ale Lew pokazał się ze znakomitej strony światu, który na dobre o nim usłyszał. Lew Jaszyn potrafił zorganizować defensywę swojej drużyny, często wrzeszczał na kolegów z drużyny (nawet małżonka bramkarza zwracała mu uwagę na to, że robi to za głośno). W tamtym okresie bardzo rzadkim lub nawet niespotykanym zjawiskiem było noszenie kapitańskiej opaski przez bramkarzy. Lew Jaszyn świetnie wywiązywał się z tego zadania, jego przywództwo na boisku było niepodważalne. „Czarny Pająk” był również jednym z pierwszych golkiperów, który zapoczątkował technikę wybicia piłki w trudnych sytuacjach, a nie łapania jej. Inną praktyką charakterystyczną dla Jaszyna było szybkie wznowienie gry ręką, dający szansę na szybki kontratak. W 1960 odbyły się pierwsze w historii futbolu Mistrzostwa Europy, które zostały rozegrane we Francji. W turnieju rozgrywanym w Paryżu brały udział tylko 4 reprezentacje: Francja, Jugosławia, Czechosłowacja i Związek Radziecki. Tak więc były rozgrywane tylko półfinały, mecz o 3. miejsce i finał. W półfinale spotkały się Francja – Jugosławia oraz ZSRR – Czechosłowacja. Więcej emocji wzbudził o dziwo ten pierwszy mecz – po dramatycznym widowisku i gradzie bramek, gospodarze ulegli Jugosławii 4:5. Czechosłowacja sprawiła Związkowi Radzieckiemu niewielki kłopot i poległa z Sowietami 0:3. W finale spotkały się komunistyczne reprezentacje ZSRR i Jugosławii – tak jak cztery lata wcześniej, w Melbourne. Po zwycięstwie w dogrywce 2:1 ZSRR z „Czarną Panterą” w bramce zdobyło historyczny, pierwszy Puchar Europy. Lew z reprezentacją dotarł do ćwierćfinału zarówno na mundialu w Szwecji, jak i Chile w 1962. Po przegranej z gospodarzami i fatalnym, zremisowanym spotkaniu z Kolumbią, na temat Jaszyna pisano głównie nekrologi, lecz po wspaniałym roku, w fenomenalnym stylu w 1963 roku zdobył Złotą Piłkę, zamykając usta krytykom i pozostając do dziś jedynym bramkarzem w historii, który zdobył ową nagrodę. Potem swój najlepszy występ reprezentacja Związku Radzieckiego zaliczyła na mundialu w Anglii w 1966 roku, gdzie zajęła 4 miejsce. Chociaż pojechał też na mundial do Meksyku, był jedynie trzecim bramkarzem kadry. Statystyki Jaszyna na mistrzostwach zatrzymały się na 13 występach i 4 czystych kontach. Trzy razy został wybierany jako najlepszy bramkarz w ZSRR. Jeden z jego najlepszych występów zanotował w roku 1963, grając w meczu Reszty Świata przeciwko Anglii na stadionie Wembley. Popisał się wówczas serią wspaniałych parad bramkarskich. W całej swojej karierze obronił 151 rzutów karnych, 270 razy zachował czyste konto. Otrzymał również najwyższe odznaczenie państwowe, Order Lenina za wybitne zasługi dla narodu. Z reprezentacją ZSRR czwarte miejsce na mundialu (1966), mistrzostwo i wicemistrzostwo Europy (odpowiednio 1960 i 1964) oraz triumf na igrzyskach olimpijskich w Melbourne (1956). O jego umiejętnościach indywidualnych wszystko mówi jedno wyróżnienie: Złota Piłka za rok 1963. Lew Jaszyn do dnia dzisiejszego jest jedynym bramkarzem, który zwyciężył w tym plebiscycie. W pokonanym polu pozostawił Gianniego Riverę z Milanu oraz Jimmy’ego Greavesa z Tottenhamu.
Strzelenie bramki Jaszynowi było prawdziwym powodem do chluby. Piekielnie trudno było go pokonać. Tak wspomina spotkanie z „Czarną Panterą” na mundialu w Szwecji w 1958 roku były skrzydłowy reprezentacji Anglii, Tom Finney: ” Wygrywaliśmy 2-1 kiedy sędzia podyktował dla nas rzut karny. Podszedłem do piłki by strzelić. W bramce stał Lew Jaszyn, był wyśmienitym bramkarzem, bronił już wiele rzutów karnych, był też przerażający, cały ubrany na czarno.” Respekt, jaki budził w oczach rywali istotnie pomagał mu w grze. Przed Lwem Jaszynem szacunek czuł nawet słynny Pele. Lew Jaszyn w dość niekonwencjonalny sposób przygotowywał się do meczów. Jego receptą na sukces było, jak sam mawiał: ”Zapalić papierosa, by ukoić nerwy i wypić duży łyk mocnego trunku, by pobudzić mięśnie”. Niezależnie od tego czy rzeczywiście tak było, przyszło mu grać w erze znakomitych strzelców takich jak Alfredo Di Stefano czy Eusebio i nie przeszkodziło mu to w zdobyciu Złotej Piłki. Wielokrotny reprezentant ZSRR poza boiskiem był zwykłym człowiekiem, wbrew temu, jak był postrzegany na boisku. Kolega z reprezentacji Giennadij Łogofiet, mówił o nim: „To wielka osobowość, człowiek ponadczasowy i trzymający się z dala od polityki. Nie był ani trochę arogancki. Najlepszy bramkarz świata zachowywał się jak zwykły człowiek, bez żadnych fajerwerków.” Lecz po jednym ze spotkań w 1962 roku, kiedy spadła na niego olbrzymia fala krytyki, zdenerwował się i postanowił występować tylko w wyjazdowych meczach reprezentacji. Choć największe sukcesy „Czarnej Ośmiornicy” czy też „Czarnej Pantery” z reprezentacją to Mistrzostwo Olimpijskie i Mistrzostwo Europy, to bramkarz przyznał, że najbardziej ceni mecze rozegrane na mundialu. Bardzo lubił tam grać, mógł wtedy pokazać swoje niebywałe umiejętności na największej ze scen. Żałował, że nie nigdy nie udało mu się zdobyć Pucharu Świata. Swój ostatni, pożegnalny mecz dla Dynama Lew rozegrał w roku 1971, w Moskwie, kiedy miał już 41 lat. Na stadionie im. Lenina zebrało się 100 tysięcy kibiców chcących oddac hołd najlepszemu bramkarzowi w historii futbolu. Wśród żegnających „Czarną Panterę” byli m.in.: Pele, Eusebio i Franz Beckenbauer. Po zakończeniu kariery wybitny bramkarz zajął się szkoleniem młodzieży. Trenował kilka młodzieżowych zespołów, jak i kilka seniorskich w Finlandii. Bez żadnych większych sukcesów. W roku 1986 z powodu infekcji, amputowano mu nogę. Coraz bardziej podupadał na zdrowiu. W 1990 roku, w roku wielkich przemian, powolnym rozpadzie ZSRR, Lew Jaszyn zmarł. Legenda. Najlepszy bramkarz w historii futbolu, prekursor, ikona. W roku 2000 został wybrany przez FIFA i historyków IFFHS najlepszym bramkarzem stulecia. Jego nazwisko stało się synonimem perfekcji między słupkami. Od mistrzostw świata w 1994 do mundialu w Niemczech w 2006, najlepszy bramkarz turnieju otrzymywał nagrodę imienia Lwa Jaszyna. To dowód, że za jego sprawą pozycja bramkarza nigdy nie będzie wyglądać tak samo, że jego postać po dziś dzień inspiruje. Dziś mamy okazję obserwować choćby Manuela Neuera, który zdaje się być równie perfekcyjnym, charyzmatycznym golkiperem. Mało prawdopodobnym jest, by zdobył tytuł najlepszego bramkarza. Historia pokazała jednak, że taka sytuacja jest możliwa.
Osiągnięcia i statystyki:
Osiągnięcia klubowe:
Mistrzostwo ZSRR (5x): 1954, 1555, 1957, 1959, 1963
Wicemistrzostwo ZSRR (6x): 1950, 1956, 1958, 1962, 1967, 1970
Puchar ZSRR (3x): 1953, 1967, 1970
Mistrzostwo ZSRR w hokeju na lodzie (1953)
Osiągnięcia Reprezentacyjne:
Mistrzostwo Olimpijskie (1x): 1956
Mistrzostwo Europy (1x): 1960
Wicemistrzostwo Europy (1x): 1964
Osiągnięcia Indywidualne:
Ballon D’Or: 1963
FIFA XI: 1963, 1968
UEFA XI: 1964, 1965
World Soccer World XI: 1963, 1964, 1966, 1967
World Soccer 100 najlepszych piłkarzy wszech czasów
World Soccer najlepsza XI wszech czasó
Order Lenina: 1967
Order Olimpijski: 1986
Złoty Order FIFA: 1988
Drużyna wszech czasów mistrzostw świata FIFA
World Hall of Fame of Soccer
Bramkarz stulecia FIFA
IFFHS Legendy
IFFHS Najlepszy bramkarz stulecia
Rekordy i ciekawostki:
812 meczów w karierze, 270 czystych kont, ponad 150 obronionych rzutów karnych
12 występów w Mistrzostwach Świata, 4 czyste konta
8
Wybitna ,,Czarna Pantera” wszechczasów:
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Pogrom!
22 października 1908 r. reprezentacja Danii rozgromiła na White City w Londynie w półfinale Igrzysk Olimpijskich pierwszą drużynę Francji(w turnieju grała również Francja B) aż 17:1(6:1)!!! Duńczycy z dwoma nowymi skrzydłowymi byli w świetnej dyspozycji. Reprezentacja Francji, która zrównała się z drugą drużyną, którą Duńczycy wyeliminowali w ćwierćfinale, również liczyła sześciu debiutantów, ale Francuzi uznali ją za silniejszą. Francuzi ponieśli druzgocącą porażkę również dlatego, że ich wytrzymałość wyczerpała się w drugiej połowie. Była to najwyższa porażka w historii Francji, a Duńczycy odnieśli najwyższe zwycięstwo w historii. Francuzi byli tak zszokowani tymi żenującymi porażkami, że odmówili gry o brązowy medal. Duńczycy nie tylko dotarli do finału olimpijskiego ale też ich środkowy napastnik Sophus Nielsen ustanowił także trzy rekordy świata w jednym meczu: najszybszy hat-trick i quadra trick oraz najwięcej strzelonych goli(10!) przez jednego zawodnika w oficjalnym meczu międzynarodowym. Były to również rekordy olimpijskie. Sophus Erhard Nielsen strzelał kolejno w: 3', 4', 6', 39', 46', 48', 52', 64', 66', oraz 76' minucie.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
15
Pamiętajmy(!), to dzięki niemu ,,istniejemy”:
20 października 1899 r. niejaki pan Hans Kamper szukał w Barcelonie partnerów do gry w piłke. W związku z tym zamieścił ogłoszenie w tygodniku ,,Los Deportes”: ,,Nasz kolega Kans Kamper z sekcji futbolu Stowarzyszenia sportowców i były mistrz Szwajcarii chciałby zorganizować spotkania w Barcelonie. Prosimy zainteresowanych o kontakt z nim. Będzie on możliwy we wtorki i piątki wieczorem od 21:00 do 23:00”. W taki oto sposób kochani cules, rodziła się Duma Katalonii.
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
1
@FcPortoFan1999 Trudno nie powątpiewać skoro nawet ,,nasza" Barcunia nie dała im rady i to dwukrotnie!
7
@FCBparasiempre
21 października 1999 r. Widzew Łódź zremisował z AS Monaco 1:1 w II rundzie PUEFA. Pojedynki widzewiaków z drużyną z księstwa okazały się być ostatnimi(jak do tej pory) meczami drużyny z Alei Piłsudskiego w Europie. Żeby było ciekawiej, rok wcześniej swoje ostatnie spotkania w Europie zaliczył ŁKS. Też był to dwumecz z… Monaco. Swoją drogą piłkarze z bajkowego i pozbawionego trosk zakątku na południu Europy mieli ciekawe wycieczki do Polski. Najpierw(w 1992 roku) trafili do Legnicy, w której jeszcze kilka lat wcześniej aż roiło się od radzieckich wojsk. Pięć lat później przyjechali do Nowej Huty, by na Suchych Stawach grać z Hutnikiem, wreszcie mieli dwie wycieczki do Łodzi: pierwszą na niesławne „Estadio da Gruz”, czyli rozpadający się stadion ŁKS tuż obok Dworca Kaliskiego, a w 1999 roku na przebudowywany stadion Widzewa we wschodniej części miasta. Dodajmy tylko, że sama Łódź wówczas czystością i schludnością nie grzeszyła… Ekipa Claude’a Puela przyjeżdżała do Łodzi w glorii wicelidera Ligue 1. W pierwszej rundzie Pucharu UEFA Monaco poradziło sobie ze szkockim St. Johnstone 3:0 (dwa gole Włocha Marco Simone, jeden Davida Trezegueta), w rewanżu remisując 3:3 (gole dla Monaco: Dado Pršo, John Arne Riise, Sylvain Legwinski). Z kolei Widzew najpierw stoczył nieudaną batalię o Ligę Mistrzów (wygrana z Liteksem Łowecz, porażka z AC Fiorentina) a w Pucharze UEFA przeszedł Skonto FC (0:1 na wyjeździe, 2:0 u siebie po golach Artura Wichniarka i Dariusza Gęsiora). W Łodzi nie było atmosfery wielkiego meczu. Stadion przy Alei Piłsudskiego był w kompletnej przebudowie. Na mecz przyszło ledwie trzy tysiące widzów. Fanów nie zachęcały kiepskie wyniki w lidze, zawirowania kadrowe i przenikliwe zimno. Do Łodzi przyjechała grupka 70 fanów Monaco, których w całym meczu można było tylko raz usłyszeć. Na stadionie pojawił się też widzewski boss Andrzej Grajewski, którego na stadionie nie widziano dobre pół roku. Swoich piłkarzy doglądał także prezydent Monaco, Jean-Louis Campora.
W łódzkim zespole brakowało Tomasza Łapińskiego (kontuzja), Rafała Kaczmarczyka i Marcina Zająca. Goście też nie wyszli w najsilniejszym zestawieniu. W Łodzi nie pojawili się Fabien Barthez, Argentyńczyk Marcelo Gallardo oraz Simone. Francuscy dziennikarze byli niemal pewni, że po meczu z Monaco do Francji poleci Rafał Pawlak. Obrońca łodzian miał zasilić SC Bastię, w której grali wówczas Piotr Świerczewski i Mariusz Piekarski. Mecz numer 65 w europejskich pucharach rozpoczął się dla Widzewa fantastycznie. Już w 4. minucie po dalekim podaniu Radosława Michalskiego w pole karne wpadł Wichniarek. Przy próbie minięcia Philippe’a Christanvala został przez niego sfaulowany. Sędzia nie miał wątpliwości i wskazał na „wapno”. Z jedenastu metrów strzelał sam poszkodowany i choć Tony Sylva wyczuł intencje strzelca, piłka po jego rękach wpadła do siatki. Po zdobyciu gola Widzew cofnął się na własną połowę i pozwolił rozwinąć skrzydła gościom. Po centrze Sabriego Lamouchiego niecelnie głową uderzał Trezeguet. W 15. minucie Marek Matuszek odważnym rzutem pod nogi powstrzymał atak mistrza świata. Dziesięć minut później bramkarz Widzewa wypuścił piłkę po uderzeniu Lamouchiego, a usiłującego dobić futbolówkę Ludovica Giuly’ego uprzedził Maciej Stolarczyk. Widzew z rzadka atakował – po akcji Wichniarka z trudnej pozycji uderzał Gęsior, ale krzywdy gościom nie zrobił. Pod koniec pierwszej połowy nieradzący sobie z Danielem Boguszem Trezeguet w jednej z akcji… przeszedł po głowie leżącego wychowanka Jagiellonii. Na szczęście gracz z Podlasia to twardziel jakich mało i wrócił na murawę. Gdy wydawało się, że łodzianie odzyskują inicjatywę, stracili gola z… kontrataku. Po akcji Christanvala z szesnastu metrów w samo okienko przymierzył Giuly. Matuszek był bez szans. Tuż po przerwie Widzew mógł objąć prowadzenie, bo Christanval tak pechowo zagrywał do Sylvy, że go… przelobował. Bramkarz Monaco zdołał chwycić piłkę przed linią bramkową. Po zmianie stron poprawiła się łódzka defensywa, wspierana przez Michalskiego. Łodzianie zdecydowali się też zagrać nieco odważniej. Gdy Meksykanin Rafael Márquez „wyciął” wychodzącego na czystą pozycję Wichniarka, sędzia pokazał mu tylko żółtą kartkę. „Wichniar” z wolnego nie trafił w bramkę. W końcówce mocno na bramkę Widzewa strzelił Riise, a podbita przez Stolarczyka piłka spadła na siatkę tuż nad poprzeczkę. Łodzianie mogli przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, ale obrońcy Monaco zablokowali Gęsiora, a Tomasz Kiełbowicz z rzutu wolnego pomylił się o centymetry.
Widzew: Marek Matuszek – Daniel Bogusz, Maciej Terlecki, Maciej Stolarczyk – Sławomir Gula, Radosław Michalski, Dariusz Gęsior, Mirosław Szymkowiak, Rafał Pawlak (71. Tomasz Kiełbowicz) – Marek Citko (77. Michał Stasiak), Artur Wichniarek.
Monaco: Tony Sylva – Pablo Contreras, Philippe Christanval, Rafael Márquez, Philippe Léonard – Moussa N’Diaye, Sabri Laomuchi, Pontus Farnerud (55. Dado Pršo), John Arne Riise – Ludovic Giuly, David Trezeguet (78. Martin Djetou)
6
Remis na pożegnanie z pucharami:
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@kubix05 Na tle ,,takiej a nie innej" FC Sevilli to był wybitny mecz. Jednak prawdziwa weryfikacja mocy nastąpi w dwóch kolejnych meczach...
9
Wybitne legendy, nie tylko hiszpańskiego futbolu:
21 października 1933 r. urodził się hiszpański lewoskrzydłowy Francisco Gento, 6-krotny Zdobywca Pucharu Mistrzów oraz 12-krotny Mistrz Hiszpanii! Gento a dokładnie Francisco Gento Lopez to niewątpliwie jeden z twórców wielkiego Realu. Jest on jednym z najbardziej utytułowanych piłkarzy Realu a także jednym z najbardziej utytułowanych na świecie. Paco Gento przyszedł na świat 21 października 1933 roku w miejscowości o nazwie Guarniza. Jego dzieciństwo, spędzone na wsi nie było łatwe. Piłkarską karierę rozpoczynał w podrzędnym klubiku Nuevo Montana. Później na drodze do sławy były Astillero oraz Rayo Cantabria aż w końcu znalazł miejsce w Racingu Santander. Tam został dostrzeżony przez ówczesnego wiceprezydenta Realu - Bustamante - i sam Bernabeu długo się nie zastanawiając sprowadził go do Madrytu. Gento zaczął bardzo szybko błyszczeć jako lewoskrzydłowy, był bardzo szybki - 10,9 sekund na 100 metrów z piłką przy nodze - i zwinny, w czym na pewno pomagały mu warunki fizyczne, gdyż mierzył tylko 169 centymetrów. Debiutuje w zespole Królewskich 16 września 1953 roku w meczu z Osasuną Pampeluna i nie opuszcza Blancos aż przez 18 lat! W międzyczasie prezydent Bernabeu sprowadza do Madrytu jednego z najlepszych piłkarzy wszechczasów - Alfredo Di Stefano - i tak zaczyna się złota era klubu, dominującego w Hiszpanii i w Europie przez kilka lat. Pierwszy sezon Gento w Realu Madryt zostaje zakończony mistrzostwem. Podobnie następny. A wtedy właśnie w roku 1955 startuje Puchar Mistrzów. Królewscy w pierwszej rundzie bardzo łatwo odprawiają z kwitkiem Servette Genewa, potem z małymi problemami ogrywa Partizan Belgrad oraz AC Milan, by wreszcie 13 czerwca 1956 roku stanąć do batalii ze Stade Reims o upragniony Puchar. Po dobrym meczu, Gento i koledzy zwyciężają 4:3 i po raz pierwszy Puchar Mistrzów ląduje w Madrycie. I podobnie dzieje się przez kolejne 4 lata.
W roku następnym Real zwycięża w finale z Fiorentiną 2:0 a jedną z bramek strzela nasz bohater. W 1958 roku zwycięstwo w finale po dogrywce z AC Milan a decydująca bramkę zdobywa nie kto inny jak Francisco. Potem finał ze Stade Reims - 2:0 i w końcu rok 1960 to wygrana 7:3 z Eintrachtem Frankfurt a we wszystkich z siedmiu bramek palce maczał Gento. Otrzymuje wtedy razem z Di Stefano i Zarragą od Santiago Bernabeu złoty mini Puchar Mistrzów za uczestnictwo we wszystkich pięciu finałach. Ale to jeszcze nie koniec przygody Gento z Pucharem Mistrzów. W 1962 i 1964 roku co prawda Real przegrywa batalie w finale ale w 1966 z Gento jako kapitanem Królewscy zdobywają Puchar po raz szósty. Do dziś nikt nawet nie zbliżył się do tej liczby. Występy w Pucharze Mistrzów zamknął liczbą 88 (57 razy jako kapitan) i 30 golami. A w europejskich pucharach wystąpił łącznie 99 razy, co przebił dopiero niedawno Manuel Sanchis. Oczywiście Gento i Real święcili triumfy nie tylko w Europie. Do jego konta można dopisać oprócz wspomnianych mistrzostw Hiszpanii w 1954 i 1955, mistrzostwa z lat: 1957, 1958, 1961, 1962, 1963, 1964, 1965, 1967, 1968, 1969. 427 razy pojawiał się na murawie w rozgrywkach La Liga strzelając 128 goli. 73 razy występował w Copa del Rey zdobywając go w 1962 i 1970 roku. Oczywiście piłkarz takiej klasy jak Gento występował również w reprezentacji Hiszpanii. Ulubieniec kibiców Blancos przywdziewał narodowe barwy 43 razy strzelając 5 goli. Piłkarską karierę zakończył w 1971 roku po nieudanym finale Pucharu Zdobywców Pucharu. Imponujący dorobek Gento to 6 Pucharów Mistrzów, 12 Mistrzostw Hiszpanii i 2 Puchary Hiszpanii.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
8
Niechlubne rekordy Blaugrany:
21 października 1945 r. FC Barcelona poległa na ,,Camp de Les Corts” 0:6 z Athletic Bilbao w 5 kolejce Primera Division. Była to najwyższa porażka Blaugrany u siebie w meczu o punkty. ,,Wiemy że Athletic był zawsze trudnym rywalem dla wszystkich katalońskich drużyn ale nie dało się oczekiwać czegoś takiego. Nie można odbierać Athletic wspaniałego zwycięstwa, lecz Barça poddała się w niezrozumiały sposób. Co prawda zagrała bez kilku piłkarzy i miała złe popołudnie dokładnie w momencie, gdy potrzebowała dobrej gry ale… może lepiej nie dodawać nic więcej”- podsumował mecz dziennik ,,El Mundo Deportivo”.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@MesQueUnClub_87 Otóż to! Dlatego nie popadajmy w euforie po 5:1 z FC Sevillą, kiedy na horyzoncie naprawde godni przeciwnicy...
0
@MesQueUnClub_87 Wszystko zgoda. Tyle tylko że te statystyki były na tle FC Sevilli. Pogadajmy o tychże statystykach po meczach z Bayernem i Realem...
0
@Murazor A teraz to niby jest lepsza?
1
Już myślałem że mecz z Bayernem poprowadzi ten łajdak Olegário Benquerença, który ,,nas" załatwił w półfinale Champions League! Gdyby sędziował byłoby jeszcze gorzej!
1
Mecz z FC Sevillą? Pomimo wysokiego wyniku, do zapomnienia! Tak tragicznej FC Sevilli nie widziałem od kiedy interesuje się Primera Division, czyli w zasadzie od czasu pokochania Barcuni, wię już od 20 lat! Prawdziwa weryfikacja nastąpi już w środe a potem w sobote, wiadomo z kim...
10
Wreszcie zwycięstwo:
20 października 2011 r. Wisła Kraków pokonała Fulham FC 1:0 w 3 kolejce Ligi Europy. "Biała Gwiazda" wykonała zadanie i wygrała mecz od którego zależało jej dalsze "być albo nie być" w Lidze Europy. To pierwsze punkty mistrzów Polski w tych rozgrywkach - wcześniej podopieczni trenera Roberta Maaskanta ulegli Odense 1:3 i Twente Enschede 1:4.
Martin Jol (trener Fulham): "Na pewo jest to dla mnie bardzo frustrujący wieczór. Do sytuacji, w której Moussa Dembele ujrzał czerwoną kartkę, kontrolowaliśmy sytuację na boisku. Gra w osłabieniu utrudniła nam jednak osiągnięcie korzystnego rezultatu. Rzeczywiście mój zawodnik pchnął przeciwnika, ale nie było to silne uderzenie. Wcześniej to on został kopnięty. Piłkarz nie powinien oczywiście sam wymierzać sprawiedliwości, ale trzeba widzieć całą otoczkę tej akcji. Według mnie Osman Chavez powinien wcześniej otrzymać drugą żółtą kartkę. Będziemy grać niedługo z Wisłą u siebie i postaramy się wyrównać rachunki".
Robert Maaskant (trener Wisły): "Mimo braku pięciu piłkarzy to był na pewno nasz dobry mecz. Wydaje mi się, że mój zespół powoli przyzwyczaja się do sytuacji, że nie gra w optymalnym zestawieniu. Jeszcze, gdy graliśmy jedenastu na jedenastu, mieliśmy kilka sytuacji do zdobycia gola. Fulham ułatwiło nam sprawę, gdy jeden z jego zawodników dostał czerwoną kartkę. David Biton po raz kolejny potwierdził swoją wartość strzelając bramkę. Mogliśmy ich zdobyć więcej, ale i tak cieszę się z osiągniętego rezultatu. Wpuściłem dziś na boisko Michała Czekaja i Daniela Bruda. Nie była to zaplanowana akcja, reakcja na okrzyki kibiców w poprzednim meczu, lecz zbieg okoliczności. Wracając do sytuacji, po której zawodnik Fulham otrzymał czerwoną kartkę, to podkreślę, że niezależnie od okoliczności piłkarz nie może uderzać drugiego".
@Symson
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
8
Wielka chwila radości w czasach sowieckiego reżimu:
20 października 1957 roku reprezentacja Polski w piłce nożnej pokonała na Stadionie Śląskim w Chorzowie ZSRR 2:1 (1:0) w meczu eliminacji mistrzostw świata Szwecja'58. Dla kibiców zgromadzonych na Stadionie Śląskim zwycięstwo Polski było czymś więcej niż tylko sportowym sukcesem. Ci, którzy w 1957 roku tłumnie zjechali do Chorzowa, mieli jedno marzenie. W ich głowach brzmiało stwierdzenie, być może mało eleganckie, ale wyrywające się z głębi serca - "dokopać Ruskim!", odegrać się za wszystko, za wojnę, za Stalina i za poprzednią porażkę. Kibice wciąż mieli bowiem w pamięci bolesne wydarzenia z Moskwy z 23 czerwca 1957 roku, kiedy Polska przegrała z Rosjanami 0:3. No i się udało - "dokopaliśmy Ruskim", "Kocioł Czarownic" oszalał, stwierdzilibyśmy teraz. Na murawę polska drużyna wyszła w składzie: Edward Szymkowiak, Stefan Floreński, Roman Korynt, Jerzy Woźniak, Ginter Gawlik, Edmund Zientara, Edward Jankowski, Lucjan Brychczy, Henryk Kempny, Roman Lentner i wielki Gerard Cieślik, w roli kapitana. Cieślik na ten mecz powołany był w ostatniej chwili, co niezwykle ucieszyło jego klubowych kibiców i jak się później miało okazać całą Polskę. Trzydziestoletni zawodnik Ruchu Chorzów zdaniem fanów gwarantował jakość na boisku. "Jest Cieślik - jest Ruch, nie ma Cieślika - jest bezruch" - mówiono o piłkarzu. Ta opinia znalazła potwierdzenie na murawie w Chorzowie, bo oba gole dla biało-czerwonych strzelił właśnie napastnik Ruchu Chorzów. "W czterdziestej trzeciej minucie piłkę przejął po lewej stronie boiska Brychczy, przedłużył do Kempnego, a ten podał do wychodzącego na wolną pozycję Cieślika. Nasz mały łącznik znalazł się sam na sam z Jaszynem i strzelił w róg bramki. Okrzyki 'Jest! Jest!' wstrząsnęły całym Chorzowem a za sprawą głośników radiowych chyba całą Polską (na antenie Polskiego Radia ten mecz komentował Tadeusz Pyszkowski - przyp. red.) - wspomina wydarzenia w swojej książce "Tajemnice Króla Kibiców" Andrzej "Bobo" Bobowski. Drugi gol dla reprezentacji Polski padł po przerwie. Współautorem tego gola był Lucjan Brychczy, który zdaniem Bobowskiego rozgrywał jedno z najlepszych spotkań w karierze. "Po efektownej indywidualnej akcji prawą stroną dokładnie dośrodkował na głowę Cieślika, który mimo skromnego wzrostu nie marnował takich okazji" - opisuje w swojej książce "Bobo". ,,To był jeden z większych sukcesów, tym bardziej, że Sborna była faworytem a na nas nikt nie stawiał” - mówił w rozmowie z Polskim Radiem Lucjan Brychczy. Naszą "11" do walki zagrzewało 100 tysięcy widzów, którzy z trybun krzyczeli "jeszcze Polska nie zginęła", co zdaniem pamiętających tamte chwile wywołało strach w oczach piłkarzy Sbornej. Bramki radzieckiej drużyny bronił legendarny Lew Jaszyn. Honorowego gola dla gości strzelił Walentin Iwanow. Obie reprezentacje zakończyły eliminacje z takim samym dorobkiem punktowym i o awansie na turniej w Szwecji zadecydował baraż rozegrany 24 listopada 1957 roku w Lipsku, wtedy leżącym na terenie Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Zwyciężyła ekipa ZSRR 2:0. 20 października 1957 powstał zalążek późniejszej nazwy jaką nosi stadion w Chorzowie. Gdy 6 czerwca 1973 roku polscy piłkarze pokonali w Chorzowie Anglię 2:0, angielskie media okrzyknęły śląski obiekt "Kotłem Czarownic".
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson
10
Szalony mecz i hokejowy wynik na Estadio ,,El Riazor”:
20 października 2012 r., po niezwykle emocjonującym spotkania liderująca w lidze hiszpańskiej FC Barcelona pokonała Deportivo La Coruną 5:4, mimo iż niemal całą drugą połowę grała w "10". Trzy bramki zdobył Leo Messi i objął prowadzenie w klasyfikacji strzelców!
To był hit tego weekendu. Niesamowite spotkanie. Wydawało się na początku, że będzie to mecz do jednej bramki, ale było to złudne. Już w 8. minucie, po golach Alby i Tello, Duma Katalonii prowadziła 2:0 a w 18. minucie gospodarzy, swoją pierwszą bramką dobił niezawodny Leo Messi. Deportivo rozłożone na łopatkach nie przebywało długo, bo już w 26. minucie Pizzi odpowiedział golem dla gospodarzy. Atak pozycyjny Blaugrany trwał ale kontry środkiem pola rozbijały eksperymentalną obronę Barçy. Do bramki w 37. minucie trafił w końcu Bergantinos i zmniejszył przewagę gości do stanu 2:3. Tuż przed przerwa kolejną piękną bramkę strzelił Messi i w 43. Barca znowu prowadziła dwoma golami. Pierwsza polowa zakończyła się sześcioma bramkami, ale żadna z drużyn nie odpuszczała, a szczególnie Deportivo, które chciało udowodnić, że nie boi się silnego rywala. Już w 47. minucie, zaraz po zmianie stron, z niesprawiedliwie podyktowanego rzutu wolnego tuż przed polem karnym, piłkę w siatce umieścił Pizzi, dla którego był to drugi gol w tym spotkaniu. Dwie minuty później, po wydaje się kolejnym błędzie sędziego, drugą żółtą kartkę zobaczył Mascherano, który po niespełna 49. minutach musiał pożegnać się z kolegami i udać do szatni. Tito Vilanova zareagował zmianami i po wejściu Xaviego gra gości uspokoiła się i dało się zauważyć, że gracze Barcelony chcą utrzymać prowadzenie z rywalem, który grał znakomicie. Geniusz Messiego odezwał się po raz kolejny i po indywidualnej akcji Argentyńczyk strzelił trzecia bramkę, która pozwoliła mu zdystansować Cristiano Ronaldo w klasyfikacji najlepszych strzelców Primera Division. Messi ma już 2 gole przewagi nad Portugalczykiem, który po dzisiejszym meczu ma 9 goli na koncie. Przy prowadzeniu FC Barcelony 5:3 gospodarze nie spuścili głów po sobie i walczyli do ostatniego gwizdka o choćby jeden punkt. Częściowo się to opłaciło, bo w 79. minucie po dośrodkowaniu z lewej strony samobójczą bramkę strzelił Alba, który chciał (bardzo nieodpowiedzialnie) podawać piłkę nogą(!) do stojącego 5 metrów dalej Valdesa. Zrobiło się nerwowo. 10 minut przed końcem spotkania Barcelona wygrywała tylko jedną bramką a Tito Vilanova nerwowo spoglądał na zegarek i bez składu pokrzykiwał coś do swoich zawodników. Słaba dzisiaj obrona Barcelony tym razem nie popełniła już jednak błędu i dowiozła prowadzenie do końca. Spotkanie było bardzo ostre, szczególnie w drugiej części spotkania. Sędzia pokazał aż 9 żółtych kartek i dwie z nich zamienił na czerwoną. Postawa arbitrów była jednak nie najlepsza. Popełniali bardzo dużo błędów, które mogły pokrzyżować plany FC Barcelonie, która liczyła na łatwe zwycięstwo. Barça bez typowych środkowych obrońców w destrukcji radziła sobie kiepsko, co doprowadziło do czterech straconych bramek. Nie popisał się także Alba, strzelając samobója po kuriozalnym błędzie. Mecz był bardzo widowiskowy i pełen piłkarskich emocji. Oby więcej takich meczów, bo te są najpiękniejsze.
@Sysia11
@Symson
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
8
Bardzo zaskakująca porażka w Champions League:
20.10.2009 r. FC Barcelona przegrała na Camp Nou z Rubinem Kazań 1:2 w trzeciej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów. Po pokonaniu Dynama Kijów w drugiej kolejce, zwycięzca Ligi Mistrzów z 2009, podjął na Camp Nou mistrza Rosji z 2008 roku, Rubina Kazań. Przed tym meczem Rubin nie wygrał żadnego meczu Ligi Mistrzów w swojej historii a Blaugrana chciała powiększyć przewagę w grupie F. Już na początku meczu Rubin całkowicie zaskoczył kibiców Camp Nou, kiedy to już w drugiej minucie spotkania Aleksandr Riazancew piorunującym uderzeniem z 25 metrów umieścił piłke w prawym górnym rogu bramki, pokonując Victora Valdesa. Po strzeleniu gola Barça natychmiast zaczeła atakować bramkę Rubina strzał za strzałem, ale bramkarz Siergiej Ryżykow stanął na wysokości zadania i nie dawał się pokonać do końca pierwszej połowy. W drugiej połowie Blaugrana kontynuowała atak na bramke Rubina aż w końcu udało się jej pokonać Ryżykowa w 48 minucie, kiedy to Ibrahimović dostał piłke od Xaviego i skierował ją w lewy dolny róg bramki, doprowadzając do remisu. Po strzeleniu gola wydawało się, że Barça jest na dobrej drodze do objęcia prowadzenia w meczu, ale tak się nie stało, ponieważ Rubin nadal utrudniał grę gospodarzom aż wreszcie w 73. minucie udało się im ponownie objąć prowadzenie. Tym razem Alejandro Dominguez posłał piłke w pole karne do Kardeniza Gokdeniza, który po raz kolejny dał Rubinowi Kazań imponujące prowadzenie 2-1. Po raz kolejny po golu Barcelona kontynuowała atak na bramkę gości ale nie miała szczęścia, ponieważ Ibrahimović trafił w poprzeczkę w 79. minucie a Yaya Toure skierował głową dośrodkowanie Xaviego w prawy słupek w doliczonym czasie gry. FC Barcelona nie zdołała już strzelić zwycięskiego gola i w efekcie Rubin Kazań odniósł wspaniałe zwycięstwo 2-1 na Camp Nou. Ta porażka była pierwszą porażką Barçy w sezonie 2009-2010 a dla Rubina Kazań pierwszym zwycięstwem w Lidze Mistrzów. Dzięki temu występowi Rubin zrównał się z FC Barceloną i Dynamem Kijów (które zremisowało dwa mecze na San Siro z Interem Mediolan) na szczycie tabeli grupy F.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson
9
Zapomniany ,,Can Planes”:
Wraz z objęciem stanowiska prezydenta klubu przez Josepa Lluisa Nuñeza, ,,Can Planes” zaczął pełnić nową funkcje. Z inicjatywy Perego Garcii Vili, człowieka odpowiedzialnego za szkółke klubu, dom ,,Can Planes” stał się internatem dla młodych zawodników pochodzących spoza miasta. Do tego czasu mieszkali na pensjach albo w domach, za które płaciła Barça ale wtedy kontroli nad młodymi piłkarzami nie miał ani klub, ani ich rodziny. Żeby temu zaradzić, zarząd postanowił zgromadzić wszystkich zawodników w jednym miejscu i kształcić ich nie tylko piłkarsko. W ten oto sposób 20 października 1979 roku ,,Can Planes” stał się drugim domem młodych talentów Blaugrany. Prace mające na celu odpowiednie przystosowanie budynku, kosztowały klub 17 milionów peset. Trzeba było urządzić 2 piętra i poddasze, czyli około 610 metrów kwadratowych, tak aby ,,Nowa Masia” miała kuchnie, jadalnie, bibliotekę, biuro, salon, łazienki i 4 sale sypialne. ,,La Masia”, jak była powszechnie zwana, mogła przyjąć 60 chłopców, chociaż początkowo mieszkało w niej tylko 19-tu. Z tej pierwszej grupy rezydentów tylko trzem udało się zadebiutować w pierwszej drużynie FCB a byli to Angel Pedraza, Esteve Fradera i Jordi Vinyals. Zbudowanie ośrodka treningowego imienia Joana Gampera w Sant Joan Despi i późniejsze przeniesienie młodych talentów rezydujących w La Masii do Centrum Szkolenia imienia Oriola Torta (jak nazwana została nowa rezydencja o powierzchni ponad 6 tys. metrów kwadratowych, mieszcząca się na terenie ośrodka treningowego klubu) spowodowało w czerwcu 2011 roku zamknięcie ,,Can Planes”.
@Symson
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
3
Aktualizacja klasyfikacji strzelców ligowych wszechczasów przed meczem z FC Sevilla(pierwsza 20-tka):
1 J. Bican(Austria) – 607! zdobytych goli
2 C. Ronaldo- 552
3 Messi- 517
4 F. Puskas(Węgry) 508
5 S. Bobek(Jugosławia)- 423
6 I. Schlosser(Węgry) - 417
7 G. Zsengeler(Węgry) - 416
8 Mc Grory(Szkocja) - 410
9 Gerd Müller- 403
10 C. Bianchi(Argentyna) -393
Z. Ibrahimovič 393
Luis Suarez(Urugwaj)-393
11 F. Szusza(Węgry) - 392
12 R. Lewandowski -387
13A. De Cleyn(Belgia)- 377
14 Romario - 375
15 G. Nordhal(Szwecja)- 374 (485)
Di Stefano(Argentyna) -374 (406)
16 J. Greaves(Anglia) - 366
H.Gallacher(Szkocja)- 366
17 D. Onnis(Włochy)- 363
18 J. Takacs(Węgry) - 360
19 Hugo Sanchez – 356
20 G. Sarosi(Węgry) - 351
O. Castro(Chile)- 351
Rivaldo 351
1
@Adran360 Ato to prawda, masz racje :) Z drugiej strony będzie ciekawie a przynajmniej tak się zapowiada...
1
@Adran360 Najśmieszniejsze jest to że ,,moja" bardzo słabiutka CA Boca pojedzie na ten turniej a ,,nasza" rosnąca w siłe Barcunia nie pojedzie! Gdzie tu sens, gdzie tu logika?
8
Wybitne legendy Katalońskiej Dumy:
20 października 1919 r. w Dueñas urodził się Mariano Martin Alonso. Mariano Martin należy do grupy najlepszych napastników jacy kiedykolwiek występowali w FC Barcelonie. Grając tutaj osiągnął niesamowity współczynnik skuteczności- zdobywał średnio 1,12 gola na mecz! Jego boiskowy przydomek to ,,La furia del area” czyli mniej więcej ,,Plaga pola karnego”. Mariano grał dla Blaugrany od początku sezonu 1939/40 aż do końca sezonu 1947/48, gdzie w 168 meczach strzelił 188 goli! Martin był typowym środkowym napastnikiem, zdobywanie goli przychodziło mu nadzwyczaj łatwo a jego instynkt strzelecki wyraźnie przewyższał umiejętności innych napastników tamtych czasów. Do jego atutów należała również szybkość, ponadto na boisku wykazywał się również ciężką pracą a technicznie był bajeczny. Początki były trudne, jego dzieciństwo było bardzo ciężkie; w wieku 9 lat musiał porzucić szkołe i pójść do pracy. W czasach wojny domowej Mariano reprezentował barwy Barcelońskiego Sant Andreu, gdzie trenerem był Josep Planes, późniejszy trener Blaugrany. W wieku 20 lat Mariano stał się najlepiej zarabiającym piłkarzem z gażą 1300 peset miesięcznie. Tak wysoki kontrakt jest usprawiedliwiony tym iż Martin był pierwszym królem strzelców La Liga wywodzącym się z FC Barcelony! W sezonie 1942/43 zdobył 32 gole. Podczas gdy w barwach Dumy Katalonii zdobył 2 mistrzostwa Hiszpanii, Puchar Hiszpanii oraz Copa de Oro, w wieku 28 lat poważna kontuzja kolana zmusiła go do zakończenia kariery. Później próbował jeszcze grać dla Gimnastic Tarragona i Sant Andreu ale w 1950 roku definitywnie zawiesił buty na kołku.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson
0
@FcPortoFan1999 Dokładnie. Nic dodać, nic ująć.
0
@tomek8756 Eureka! Źle to odczytałem! @NeroTFP1 Masz racje...!
0
@Sinirsey Też mi się ta decyzja niepodoba! Niemiec, niemcem...
1
@FcPortoFan1999 Trudno się z tobą niezgodzić! Aczkolwiek Sparta była wówczas też silnym przeciwnikiem, czego dowodzi choćby rewanż(3:0)
10
Skromna zaliczka przed rewanżem:
19 października 1983 r. Widzew Łódź pokonał Sparte Praga 1:0 w 1/16 PUEFA. Widzew Białystok? Niekoniecznie, choć piłkarzom i kibicom Sparty Praga, która w 1983 roku stanęła na drodze wicemistrzów Polski w Pucharze UEFA, mogło się tak wydawać. Czechosłowacy bowiem zamiast do ,,Miasta Włókniarzy” musieli się udać… na Podlasie. To efekt kary jaką UEFA nałożyła na łodzian, za trafienie w głowę butelką rzuconą z trybun sędziego liniowego, podczas półfinałowego meczu Pucharu Europy z Juventusem Turyn w poprzednim sezonie. Efekt to dwa mecze w pucharach w roli gospodarza co najmniej 250 kilometrów od Łodzi. Pierwsze spotkanie przed białostocką publicznością piłkarze Władysława Żmudy bezbramkowo zremisowali z IF Elfsborg, ale awansowali po remisie 2:2 w Szwecji i w kolejnej rundzie los przydzielił im właśnie trzecią drużynę ligi naszych południowych sąsiadów. „U siebie” Widzew nie zachwycił, choć wypracował minimalną zaliczkę przed rewanżem. Gola na wagę zwycięstwa strzelił Roman Wójcicki.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
3
@NeroTFP1 Napewno? a nie w ostatni weekend miesiąca?