FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
9
Grande Espectacolo El Clasico:
20 listopada 2004 roku FC Barcelona pokonała Real Madryt 3:0 na Camp Nou w 12 kolejce Primera Division. To był trzeci Klasyk Franka Rijkaarda. Holenderski trener miał szczęście, trafił na okres, w którym trenerem Realu był Mariano Garcia Remon a w osiemnastce meczowej mieścili się tacy zawodnicy jak Francisco Pavon, Albert Celades, Santiago Solari czy Alvaro Mejia. Po 28. minutach na Camp Nou było 0-0. Wówczas ogromne nieporozumienie Roberto Carlosa i Ikera Casillasa, wykorzystał Samuel Eto’o. Kameruńczyk przejął piłkę na linii pola karnego gości, minął bramkarza Realu i wyprowadził Barcelonę na prowadzenie. Trzy minuty przed przerwą gospodarze powiększyli przewagę. Po pięknej akcji na listę strzelców wpisał się Giovanni Van Bronckhorst. Kwadrans przed końcem meczu "Blaugrana" postawiła "kropkę nad i". Bramkę z rzutu karnego zdobył Ronaldinho. ,,Przed tamtym meczem całą noc nie mogłem zmrużyć oka. Spytałem Ronaldinho: „Hej, czarnuchu, dobrze się czujesz?”, na co on odpowiedział, że chyba zaraz umrze. Ani Roberto Carlos, ani Iker nie spodziewali się, że odbiorę im piłkę i strzelę gola. Jak wróciłem do domu, pomyślałem sobie: „To był pierwszy mecz, w którym zagrałem jak prawdziwy profesjonalista”- tak oto wspominał po meczu bohater tego meczu- Samuel Eto’o. Sezon 2004/2005 Barcelona zakończyła na pierwszym miejscu w ligowej tabeli. Drugi Real wyprzedziła o cztery "oczka". Gdyby nie zwycięstwo na Camp Nou, tytuł mógłby trafić do stolicy Hiszpanii.
Popatrzmy na ten koncert:
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
9
(Nie)zapomniane akcje, (nie)zapomniane mecze:
20 listopada 2001 r. Marc Overmars strzelił niecodziennego gola na Anfield Road. Historyczna akcja zaczęła się od wyrzutu z autu wykonywanego przez Coco. W ciągu nieco ponad minuty wymieniono aż 29 zagrań. Ostatnie zostało skierowane przez Xaviego do Overmarsa, który strzelił gola. Była to prawdziwa akcja zespołowa, w której uczestniczyli wszyscy gracze poza bramkarzem. Doliczając 33 podania wykonane przed zagraniem z autu, Barça kontrolowała piłke przez ponad 2 minuty i podawała ją aż 62 razy. Był to gol na 1:3, dający pierwsze w historii zwycięstwo nad Liverpoolem w piątym meczu i to w Lidze Mistrzów(druga faza grupowa). ,,The Times” napisał: ,,Katalońska ekipa pokazała jak wykańcza się rywala przed kontratakiem i jak ciężko pracuje aby odzyskać kontrole nad piłką”. Proszę spojrzeć:
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
9
Blaugrana w europejskich pucharach:
Dokładnie 60 lat temu FC Barcelona remisuje na Camp Nou z Hamburger SV niespotykanym, wręcz hokejowym rezultatem 4:4, w ramach pierwszego meczu 1/8 Pucharu Zdobywców Pucharów. Gole dla Barçy zdobyli wówczas Jesus Pereda, Josep Fuste(2) oraz Pedro Zaballa.
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
8
Derby Barcelony:
20 listopada 1921 r. FC Barcelona rozgromiła w derbach Barcelony Espanyol 9:0(!) w ramach Mistrzostw Katalonii. Aż 5 goli w tym meczu strzelił genialny snajper Josep Climent Gracia. Hattrickiem popisał się legendarny Paulino Alcantara a jednego gola zdobył Vicenç Martinez. W końcowym rozrachunku FC Barcelona sięgnęła po raz 10-ty po mistrzostwo Katalonii. Królem strzelców zostali równocześnie Paulino Alcantara i Josep Climent Gracia, którzy strzelili po 19 goli każdy.
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
8
Czy wiecie że...
19 listopada 1959 r. Pele zdobył swojego 1000 gola w karierze. W meczu FC Santos-Vasco da Gama na Maracanie w Rio de Janeiro wykorzystał rzut karny. Gola zadedykował biednym dzieciom z Brazylii. W swojej karierze strzelił łącznie 1281 goli w 1363 rozegranych meczach.
@Symson
@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Arkon
5
@FCBparasiempre
Relacje o tym co się dokładnie wydarzyło są sprzeczne. Aparicio twierdzi że zdesperowany poprosił czterolatka żeby dołączył do pozostałych a kiedy jego krewna(nie pamięta już czy mama, czy ciocia) zaprotestowała, obiecał że przerwie mecz jeśli rywalizacja okaże się dla niego zbyt ostra. Rodzina zapamiętała z kolei że babcia mówiła trenerowi o tym że chłopiec może wystąpić a Aparicio niechętnie się zgodził, zastrzegając że wystawi go na skrzydle żeby mógł go szybko zdjąć, jeżeli zacznie płakać. Tak czy inaczej czterolatek wyszedł na boisko. Pierwszą zagraną doń piłke zignorował, czym Aparicio nie był szczególnie zdziwiony. Chwile później jednak futbolówka trafiła do niego po raz drugi, tym razem na lewą nogę, więc trącił ją, zaczął biec do przodu i wyminął trzech przeciwników za pomocą tyleż instynktownej, co zdumiewającej ,,gambety”. Aparicio w życiu nie widział drugiego takiego przypadku, jak ów czteroletni chłopiec, który nazywał się… Lionel Messi. Rosario leży nad rzeką Parana. Leo przychodzi na świat w 55-tą rocznice śmierci wielkiego śpiewaka tang, Carlosa Gardela. Na pierwsze urodziny dostaje od krewnych czerwono-czarną koszulke Newell’s Old Boys, klubu, w którym za kilka lat nie powiedzie się Maradonie; czego Maradona nie zdołał zakończyć, Messi jeszcze nie zaczął. Wręczenie dziecku koszulki było aktem symbolicznym. Tamta koszulka Newell’s pozostaje skądinąd emblematyczna dla tożsamości Leo Messiego. Przy wszystkich ciągnących się za nim przez całą karierę oskarżeniach że nie dba o występy w drużynie narodowej, na zawsze pozostał chłopakiem z Rosario, skąd pochodzi także jego partnerka i matka jego 3 synów, Antonella Roccuzzo. Ulubiony aktor piłkarza, gwiazda ,,Sekret jej oczu” i ,,Dziewięciu królowych” Ricardo Darin, również jest Argentyńczykiem. Jego ulubionym daniem jest milanesa, panierowany kotlet z wołowiny, podawany przez matkę z sosem pomidorowym i serem. Jest zresztą coś dziwnie niewyrafinowanego w diecie Messiego, nawet jeśli poprawiła się po tym, jak Guardiola został trenerem Blaugrany. Już na samym początku pobytu w Katalonii ostrzegano go ze pije za dużo coca-coli a we wrześniu 2014 roku ujawniono że jego typowy pomeczowy posiłek składa się z pizzy z serem i sprite’a. Nawet biorąc pod uwagę że na argentyńskich pizzach zwykle nie ma zbyt wiele sosu pomidorowego, za to jest mnóstwo sera, wszystko to wygląda(by odwołać się do obserwacji irlandzkiego dziennikarza Kena Early’ego) jak dziecięce menu w przeciętnej restauracji. Mamy tu zatem jeszcze jedną manifestacje owego infantylizmu, stanowiącego część wizerunku pibe, o którym pisał Levinsky, portretując dzieciaka z potrero, który tak naprawdę nie może dorosnąć, jeśli jego talent ma się w pełni rozwinąć. Co ciekawe, kiedy dziennik ,,Corriere della Sera” wypatrywał Messiego o jego włoskie korzenie, piłkarz nie wiedział nic o Recanati, w którym mieszkali jego dziadkowie przed emigracją do Argentyny, ani o poecie Giacomo Leopardim, który również się tam urodził, ani o pobliskiej Najświętszej Panience z Loreto. Zanim skończył 13 lat i przeniósł się do Barcelony, całe jego życie kręciło się wokół Rosario. To tamta przeprowadzka oznaczała zerwanie z domem i nie odbywała się bez trudności związanych szczególnie z tym, jak reagowali na nią rodacy. Mimo koszulki musiało upłynąć trochę czasu za nim Messi wszedł w świat futbolu. Piłkę dostał na czwarte urodziny ale wciąż wolał zbierać karty i grać w kulki, w obu tych czynnościach chętnie rywalizując. W końcu któregoś dnia poszedł jednak z ojcem i braćmi pobawić się piłka na ulicy. ,,Patrzyliśmy na siebie zdziwieni. Nikt go tego nie uczył”- opowiadał Jorge Messi. Nie minęło wiele czasu, jak zaczął grać w Grandoli, strzelając regularnie po cztery, pięć goli na mecz, choć był tak mały że futbolówka sięgała mu niemal do kolan. Podczas odwiedzin u dziadków mały Leo godzinami grywał na ulicy z rodzeństwem i kuzynami. Tamte mecze często kończyły się łzami, gdyż nienawidził przegrywać. W Grandoli chłopak występował do skończenia 6 lat, strzelając dziesiątki goli. Czas, w którym miał zmienić otoczenie na bardziej zawodowe zbliżał się wielkimi krokami ale bezpośredni powód odejścia był prozaiczny. Otóż pewnego dnia Jorge przyszedł obejrzeć Lionela i Matiasa, nie biorąc ze sobą dwóch peso na wejściówke i nie został wpuszczony na boisko. Po tamtym incydencie Messi nigdy więcej nie wrócił do miejsca, w którym wszystko się zaczęło.
Do Newell’s Old Boys trafił 21 marca 1994 roku, na 3 miesiące przed siódmymi urodzinami, choć miał zaledwie 122 centymetry wzrostu. Również 3 miesiące wcześniej ostatni raz w barwach Newell’s wystąpił Diego Maradona. Klub cieszył się wówczas znakomitą reputacją jeśli chodzi o rozwój młodych piłkarzy, głównie dzięki pracy Jorge Griffy w latach 80-tych. Pierwsi trenerzy chłopca byli pod wrażeniem jego naturalnego talentu, tego że potrzebował raczej drobnych wskazówek niż gruntownego szkolenia. Cintia Arellano, najlepsza przyjaciółka z dzieciństwa, nazywała go samotnikiem. Później, już w czasach występów w reprezentacji, jego zdystansowana postawa była przyczyną napięć z częścią kolegów. Być może po prostu miał taki charakter, choć kusząca byłaby interpretacja że to jego geniusz izolował go od otoczenia i że uświadomił sobie iż umie robić coś, czego nikt inny nie potrafi, że to odróżnia go od innych a może nawet nakłada jakiś rodzaj odpowiedzialności za rozwój swojego talentu. Nawet jeśli rzadko się odzywał, umiejętności, które prezentował zapewniły mu autorytet wśród rówieśników. Jeden z pierwszych szkoleniowców Messiego w Newell’s, Quiqe Dominguez, powierzył mu prowadzenie rozgrzewki, pewien że reszta chłopców pójdzie za jego przykładem. Wciąż nienawidził przegrywać. Czasami wyrażało się to atakami frustracji i łez ale częściej prowadziło do niemal jednoosobowego zapewniania drużynie wygranej. Pewnego razu w Pujato, kiedy Newell’s po pierwszym kwadransie przegrywało 0:2, Leo się skoncentrował i po prostu ,,wkurzył się”, jak wspominał jeden z jego kolegów, Gerardo Grighini i zdobył hat-tricka, który odmienił losy meczu. Jego sztuczki sprawiały że jedynym sposobem obrońców na powstrzymywanie Messiego było łamanie przepisów, jednak zdaniem Adriana Corii(trenera najstarszej drużyny Newell’s, w której występował Leo) faule mobilizowały go do jeszcze lepszej gry. Był jednak wciąż bardzo niski. Jako dziewięciolatek mierzył tylko 128 centymetrów, dużo mniej od wszystkich rówieśników i dużo mniej od starszych braci gdy byli w tym samym wieku. Trafił do endokrynologa Diego Schwarzsteina, który orzekł że jego organizm nie produkuje wystarczającej dawki hormonów odpowiedzialnych za wzrost. Rozwiązaniem była kuracja wymagająca codziennych zastrzyków ale jej koszt wynosił równowartość 1,5 tysiąca dolarów miesięcznie. Rodzina podjęła decyzje o rozpoczęciu leczenia, które zaczęło przynosić efekty. Jako 11-latek Leo był wyższy o 5 centymetrów a jako 12-latek dobił do 148 centymetrów. Z początku za zastrzyki płacił Jorge dzięki pieniądzom z ubezpieczenia i zbiórki w fabryce, później jednak musiał zwrócić się o pomoc do klubu, choć zdaniem Schwarzsteina leczenie powinno być finansowane przez państwo. Newell’s mimo licznych obietnic wsparło rodzine tylko raz datkiem w wysokości 300 peso. Ojciec piłkarza zaczął szukać innych możliwości. Choć Messi od dziecka kibicował Newell’s, lubił także River Plate, w dużej mierze ze względu na swojego ówczesnego idola Pablo Aimara, wielce utalentowanego ,,enganche”, który w 2001 r. przeniósł się do Valencii. W 2000 r. Messi trafił do River na testy. Wszystko przebiegło według znanego już schematu. Trenerzy widząc jego wzrost mieli wątpliwości czy sobie poradzi. We wstępnej gierce siedział na ławce rezerwowych i wszedł w samej końcówce ale jak tylko wszedł to od razu założył siatke kryjącemu go obrońcy a chwile później powtórzył te sztuczke. Zaproszony po raz kolejny, tym razem grał od pierwszej minuty i strzelił ponoć 10 goli! River chciało podpisać z nim kontrakt ale problemem było zakwaterowanie. Klub nie zapewnił go chłopcom poniżej 13 roku życia. Inna sprawa że nie jest jasne czy Jorge rzeczywiście chciał oddać syna do River, czy planował jedynie wywrzeć presje na Newell’s w związku z rosnącymi kosztami leczenia. Jeśli chodziło o to drugie, pomysł spalił na panewce. Klub składał wprawdzie kolejne obietnice ale nie kwapił się do płacenia. Ojciec chłopca zaczął więc rozważać rozwiązanie jeszcze bardziej radykalne. W lutym 2000 r. nakręcono filmik, na którym Messi prezentuje swoje umiejętności a mianowicie 113 razy podbija pomarańcze a 140 razy piłke tenisową. W pobliżu leży piłeczka pingpongowa, sięga więc także po nią i podbija ją 29 razy. Kilka miesięcy później taśma zawierająca także bardziej konwencjonalne zagrania, za pośrednictwem Horacio Gaggiolego, pochodzącego z Rosario posiadacza licznych nieruchomości w Barcelonie, trafia w ręce Josepa Minguelli, agenta piłkarskiego, który dzięki przyjaźni z byłym zawodnikiem a później jednym z trenerów FC Barcelony Carlesem Rexachem, miał mocną pozycje w klubie. Minguella powiedział katalońskim działaczom że jeśli sfinansują kuracje hormonalną Messiego i znajdą prace jego ojcu, mogą go mieć. 17 września 2000 r. 13-letni Lionel po raz pierwszy w życiu wsiadł na pokład samolotu i wyleciał do Hiszpanii. Kilka dni wcześniej na łamach wychodzącej w Rosario gazety ,, La Capital” ukazał się całostronicowy artykuł zatytułowany ,,Wyjątkowy trędowaty”. Bohater tekstu wśród wyznań o tym że lubi kurczaka a jego ulubioną książką jest Biblia, opowiada o marzeniu związanym z grą dla pierwszej drużyny i o tym że po zakończeniu kariery chciałby zostać nauczycielem wychowania fizycznego. Najsmutniejszy moment w życiu? Miał 10 lat, gdy zmarła mu babcia, pierwsza osoba w rodzinie, która naprawdę uwierzyła w jego talent.
W Barcelonie Messi był nerwowy i niemal się nie odzywał, z początku wolał też(przypominając też Tomasa Carlovicha) przebierać się na korytarzu a nie w szatni z resztą rówieśników, wśród których byli Fabregas i Pique. Trenerzy zafrasowani jego wątłą sylwetką apelowali do pozostałych podopiecznych aby ,,go nie połamali”. W końcu jednak wszyscy zobaczyli go z piłką przy nodze a Pique na prośbe o łagodne traktowanie Argentyńczyka odpowiedział pytaniem: ,,Jak mamy na niego uważać? Przecież nie umiemy się nawet do niego zbliżyć!”. Nie minął tydzień a Rexach, który właśnie wrócił z Australii, przyszedł zobaczyć go w meczu z chłopcami starszymi o 2 lata. Przespacerował się dookoła boiska, rzucił okiem na Messiego. Od razu wiedział że musi go zatrzymać. W zarządzie FC Barcelony zdania były jednak podzielone. Klub przechodził kryzys, ostatni sezon z czasów pierwszego pobytu Luisa van Gaala w Katalonii nie płynął wcale gładko. Po doświadczeniach z Riquelme i Saviolą działacze mieli wątpliwości czy Argentyńczycy potrafią się zaadoptować do tutejszych warunków. Nie było jasne czy przenosiny tak młodego zawodnika wraz z rodziną do kompletnie innego świata mają sens i czy kalkulują się ekonomicznie, zważywszy na dodatkowy koszt związany z leczeniem chłopca. Świetnie pamiętano chaos jaki w Barcelonie wywoływał klan Maradony. Tak minęło 10 tygodni, w trakcie których Jorge Messi i Minguella coraz bardziej tracili cierpliwość. W końcu Minguella umówił się z Rexachem na tenisa. Potem poszli na piwo. Agent przycisnął ówczesnego dyrektora technicznego, który w kilku zdaniach zobowiązał się do podpisania kontraktu z Messim na podanej mu przez kelnera serwetce. Dzień później Minguella potwierdził ważność dokumentu u notariusza a z czasem serwetka przeszła do legendy, choć wypada mieć uzasadnione wątpliwości, czy można ją uważać za wiążącą prawnie. Tak czy inaczej, po tym liście intencyjnym dopięto wreszcie szczegóły kontraktu. Jorge na znak wdzięczności odbył w towarzystwie jednego z przyjaciół ponad 60-kilometrową pielgrzymke z Rosario do sanktuarium maryjnego w san Nicolas, w północnej części prowincji Buenos Aires, gdzie dołączył do nich Lionel i przeszedł ostatnie 800 metrów na bosaka. 15 marca 2001 r. wyleciał do Hiszpanii po raz kolejny, tym razem żeby rozpocząć nowy rozdział w swoim życiu…
10
Narodziny niepowtarzalnej legendy:
Trener Salvador Aparicio był sfrustrowany. Na trening odbywający się na niewielkim boisku w Grandoli na przedmieściach Rosario, przyszło jedynie 13 z 14 chłopców z rocznika 1986, co oznaczało kłopoty z rozegraniem tradycyjnego meczu siedmiu na siedmiu. Było wprawdzie jeszcze jedno dziecko bawiące się piłką w pyle przed frontem zdezelowanej trybuny ale ono urodziło się w 1987 roku. Dwaj starsi braci przychodzili tu regularnie a babcia, która siedziała trochę wyżej na jednej z twardych drewnianych ławek, proponowała już Aparicio żeby pozwolił mu zagrać.
Całość tej iście frapującej historii przeczytacie w odpowiedzi na mój komentarz.
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson
3
@MOLESTA Dzięki śliczne i pozdrawiam :)
0
Na jakim programie jest rozgrywany żeńskie El Clasico?
6
Zapomniane legendy futbolu:
19 listopada 1934 r. urodził się Walentin Iwanow, znakomity napastnik, który z piłkarską reprezentacją Związku Radzieckiego zdobył złoty medal olimpijski w Melbourne w 1956 roku, a także mistrzostwo i wicemistrzostwo Europy w 1960 i 1964 roku. Był trzecim najlepszym strzelcem w historii reprezentacji ZSRR - 26 goli (w 59 meczach). Cztery z nich zdobył na mundialu w Chile w 1962 roku, co dało mu, razem z pięcioma innymi zawodnikami, tytuł króla strzelców (31 października 2011 r. zmarł inny z najlepszych snajperów tego turnieju - Węgier Florian Albert). Drużyna Związku Radzieckiego zajęła wówczas najlepsze miejsce w mistrzostwach świata - czwarte. Przez całą karierę był związany z Torpedo Moskwa, z którym wywalczył mistrzostwo ZSRR w 1960 i 1965 roku. Potem przez długie lata był trenerem tego klubu. Jego syn Walentin Iwanow jest znanym sędzią piłkarskim.
@Symson
@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Arkon
0
@Ogorinho1974 Chyba najistotniejsze jest w tym wszystkim że wszyscy byli, jak to trafnie określiłeś, wybitni w swoim czasie. Dlatego też uważam że cała czwórka zasługuje ex aequo na pierwsze miejsce w historii...
0
@Ogorinho1974 No może i pasuje ale z tym najlepszy w historii to do końca się nie zgadzam. Owszem najlepszy w historii, lecz wespół z Garrinchą, Pelem i Maradoną! Rownież pozdrawiam :)
0
@Ogorinho1974 Moja również ulubiona z tamtych lat, mimo że poza Ligą Mistrzów transmitowaną przez publiczną Tv nie mogłem jej oglądać :)
Domyślam się co może oznaczać słowo GOAT, jednak strasznie nie cierpie takich określeń w obcych językach...
6
@FCBparasiempre
19 listopada 1934 r. urodził się Kurt Hamrin. Największym sukcesem piłkarskiej reprezentacji Szwecji jest zdobycie srebrnego medalu na mundialu rozgrywanym w ich kraju w 1958 roku. W finale turnieju Szwedzi przegrali 2-5 z reprezentacją Brazylii, o której sile decydowali tacy piłkarze jak Pele, Garrincha, Vava czy Didi. Gwiazdami szwedzkiej drużyny byli natomiast zawodnicy występujący na co dzień w lidze włoskiej. Jednym z nich był ,,Uccellino” (mały ptak) Kurt Hamrin – prawoskrzydłowy z numerem siedem, który stał się legendą nie tylko piłki szwedzkiej ale i calcio. Jako dziecko grał w piłkę i Bandy – jedną z odmian hokeja na lodzie, czyli sportu narodowego w Szwecji. Hamrin rozpoczął seniorską karierę od gry w amatorskim wówczas AIK Solna, gdzie zadebiutował jako siedemnastolatek. Grę w piłkę musiał godzić z pracą drukarza, bowiem AIK było w stanie oferować swoim piłkarzom jedynie pięćdziesiąt koron szwedzkich po wygranym meczu. Dodatkowo pomagał ojcu i braciom jako malarz. Po latach wspominał: ,,Lubiłem tę pracę i zapach farby”. W 1955 roku został wypatrzony przez przedstawiciela zakładu Fiata w Sztokholmie. Każdy oddział zagraniczny włoskiego giganta samochodowego miał swojego człowieka odpowiedzialnego za wyławianie piłkarskich talentów grających w miejscowych klubach. Na przykład Argentyńczyk Omar Enrique Sivori trafił do Turynu dzięki przedstawicielowi Juventusu przy zakładzie Fiata w Buenos Aires. Podobne praktyki miały miejsce między innymi w Polsce, kiedy to Legia Warszawa werbowała najzdolniejszych graczy w kraju do wojska oraz do swojego klubu. W 1955 roku Szwecja rozegrała mecz towarzyski z Portugalią. Na to spotkanie wybrał się ówczesny trener Juve Sandro Puppo. Po spotkaniu zapytał Kurta, czy chce grać na Półwyspie Apenińskim. Hamrin bez wahania zgodził się na transfer, ponieważ dla szwedzkich zawodników wyjazd do Włoch oznaczał zerwanie ze statusem amatora i grę w bardzo silnej lidze za dobre pieniądze. Zmianę otoczenia doradzali mu znakomici koledzy z reprezentacji: Gunnar Nordahl i Gunnar Gren. ,,Kiedy rano obudziliśmy się po pierwszej nocy w Turynie, moja żona Marianne otworzyła okno, z którego było widać Alpy okryte śniegiem, po czym powiedziała mi, że jesteśmy w raju”– opowiadał Hamrin. Skrzydłowy spędził jednak w klubie ze stolicy Piemontu zaledwie jeden sezon. W 23 meczach zdobył 8 bramek. W uzyskaniu znakomitej formy przeszkadzała mu chroniczna kontuzja śródstopia. W 1957 roku Juventus rozstał się z Hamrinem. Kurt być może dostałby kolejny sezon na pokazanie pełni swoich nieprzeciętnych umiejętności, gdyby nie restrykcyjne przepisy odnośnie obcokrajowców w składach ekip Serie A. W wyjściowej jedenastce mogli pojawić się tylko dwaj cudzoziemcy. ,,Stara Dama” tymczasem zakupiła jednego z najlepszych piłkarzy w historii walijskiego futbolu Johna Charlesa oraz Enrique Sivioriego, który w 1961 zdobył Ballon d’Or. Hamrin pozostał w Italii, a jego nowym pracodawcą była Padwa. Celem klubu na sezon 1957/1958 było utrzymanie się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Dzięki świetnej grze Hamrina (dwadzieścia goli skrzydłowego w trzydziestu ligowych meczach) oraz innych zawodników, takich jak Sergio Brighenti czy Enore Boscolo, mały klub z Padwy zakończył sezon na trzeciej pozycji. Trener Nereo Rocco bardzo dbał o kondycję zawodników, dlatego rozkazał im, aby na treningi przybywali pieszo bądź rowerem. Doskonała gra Szweda nie umknęła uwadze większych drużyn. Po piłkarza zgłosiła się Fiorentina. Szwed miał zastąpić Brazylijczyka Julinho. Pobyt we Florencji nie był tylko epizodem jak w przypadku gry dla Juventusu i Padwy. Piłkarz spędził w tym mieście dziewięć lat, gdzie rozegrał dla ,,Violi” 289 ligowych gier, w których zdobył 150 bramek. Rekord ten pobił dopiero Gabriel Batistuta. Hamrin dwukrotnie zdobywał z Fiorentiną Puchar Włoch. Kibice szybko zapomnieli o Julinho. Zachwycała ich szybkość filigranowego skrzydłowego, a także efektowne dryblingi i strzały, po których piłka wyprawiała w powietrzu cuda. Hamrin uczynił z Fiorentiny liczący się klub we Włoszech. W sezonie 1963/1964 zespół z Florencji pokonał w Bergamo Atalantę 7-0, a Hamrin zdobył pięć goli, co po dziś dzień pozostaje wyjazdowym rekordem ,,Violi”. Dziennikarz Beppe Pegolotti wymyślił mu przydomek ,,mały ptak”, ponieważ jego zdaniem sposób biegania Hamrina przypominał spokojny, dostojny lot ptaka. W dodatku Kurt nie grzeszył warunkami fizycznymi (mierzył zaledwie 170 centymetrów wzrostu).
Z czasem skład Fiorentiny zaczął się odmładzać. Hamrin opowiadał, że gdy zapraszał kolegów z zespołu na obiady, ci nazywali jego żonę ,,mamą”. W 1967 roku 34-letniego wówczas Szweda do Milanu sprowadził Nereo Rocco – trener, który dał mu szansę odbudowania się w Padwie. Druga wspólna praca Hamrina i Rocco zaowocowała jeszcze większymi sukcesami. Milan wygrał w 1968 roku ligę, natomiast w 1969 Puchar Europy. Po tym sukcesie Hamrin przeniósł się do Neapolu, gdzie również grał przez dwa lata. Karierę zakończył w 1972 roku w IFK Sztokholm. ,, Uccellino” robił zawrotną karierę klubową, jednak wiele dał także reprezentacji. Na MŚ 1958 zdobył cztery gole i wraz z Agne Simonssonem był najlepszym strzelcem drużyny. Podopieczni Anglika George’ a Raynora imponowali grą w defensywie. Do momentu finału z Brazylią, w pięciu meczach stracili raptem dwie bramki. W drodze do starcia z „Canarinhos”, Szwedzi pokonali między innymi Węgry, Związek Radziecki oraz broniącą tytułu Republikę Federalną Niemiec. Hamrin występował w reprezentacji przez dwanaście lat, jednak uzbierał na swoim koncie zaledwie 32 występy. Strzelił w nich 17 goli. Obecnie nadal mieszka we Włoszech. Wiele temu krajowi zawdzięcza, choć od zawsze irytowało go, że Włosi wymawiali jego nazwisku jako ,,Amrin”. W Szwecji natomiast nie używano jego imienia Kurt, lecz zdrobnienia Kurre. Wraz z Marianne doczekał się pięciorga dzieci, ośmiorga wnucząt i jednego prawnuka. Na każdym kroku podkreślał, jak wiele szczęścia doświadczył ze swoją żoną. Dziennikarze często proszą go o wywiady. W nich Hamrin narzeka że dzisiejszy futbol jest o wiele bardziej brutalny niż wtedy, kiedy on był zawodnikiem. Nie podoba mu się też brak identyfikowania się z klubami przez wielu piłkarzy. Od jego debiutu w Serie A minęło blisko sześćdziesiąt lat, a mimo to nadal pozostaje na ósmym miejscu wśród najlepszych strzelców w historii rozgrywek. Tylko siedmiu graczy wzbiło się wyżej niż ,,mały ptak”…
5
Zapomniane legendy futbolu:
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
10
Grande Espectacolo El Clasico:
19 listopada 2005 r. FC Barcelona rozbija w Klasyku Real Madryt na Santiago Bernabeu 0:3 w ramach 12 kolejki La Liga. Duma Katalonii pod rządami Franka Rijkaarda odniosła najbardziej efektowne zwycięstwo nad Realem na wyjeździe od czasu tryumfu 0:5 w sezonie 1973/74. Holender został pierwszym w historii trenerem Barçy, który dwukrotnie wygrywał w La Liga na Santiago Bernabeu(Cruijff jako trener uczynił to zaledwie jeden raz w ośmiu spotkaniach). Wynik meczu otworzył Eto’o po podaniu debiutującego w El Clasico Messiego. Bohaterem meczu został jednak Ronaldinho, który dwoma efektownymi rajdami dobił ,,Los Blancos” w drugiej połowie. Brazylijczyk był pierwszym piłkarzem Blaugrany od czasu Diego Maradony, którego gole oklaskiwali kibice madryckiego klubu na Santiago Bernabeu. Dwóch z fanów Królewskich, którzy na stojąco wyrażali swój podziw dla umiejętności Ronaldinho, stało się celebrytami. Byli bohaterami komiksów w gazetach, wywiadów dla prasy i telewizji. Takie arcydzieło trzeba oglądać raz po raz:
@Symson
@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
6
Legendarne mecze, legendarne postacie:
19 listopada 1911 r. FC Barcelona gromi FC Catale 17-1(!) na Camp del Carrer de Industria, w ramach pierwszej kolejki Mistrzostw Katalonii. Mało tego, 8 goli(!) w tym meczu strzela legendarny napastnik Jose Rodriguez Vasquez, znany bliżej jako Pepe Rodriguez. Jest tylko jeden piłkarz w historii Blaugrany, który strzelił więcej goli od Pepe w meczu o stawke a mianowicie Joan Gamper(9 goli). Jest to jedno z najwyższych zwycięstw w historii klubu. Pomimo tego Duma Katalonii zajęła w rozgrywkach 2 miejsce ex aequo z FC Espanya ale na pocieszenie Pepe Rodriguez został królem strzelców tychże rozgrywek. Trzeba również podkreślić iż w tym meczu 4 gole strzelił…. rzekomo pierwszy Polak w Blaugranie- Walter Rozitsky.
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson
0
@FcPortoFan1999 Mam szwagra w Łodzi i twierdzi że tam były niewielkie opady i że mecz powinien się odbyć
4
Przed nami mecz ,,przyjaźni", czyli Widzew Łódź-Ruch Chorzów. Co prawda ,,moim" klubem jest ,,Czerwona armia" ale nawet jeśli czerwonoarmiści przegrają nie będę specjalnie rozpaczał. W końcu przyjacielowi w potrzebie szlachetnie jest wyciągnąć pomocną dłoń...
Co innego gdyby mecz rozstrzygał o spadku, bądź mistrzostwie ale w takim przypadku wynik nie ma dla mnie większego znaczenia...
11
Postacie polskiego futbolu:
18 listopada 1953 roku urodził się Janusz Wójcik. Zostanie zapamiętany przede wszystkim jako były selekcjoner reprezentacji Polski, którą prowadził w latach 1997-1999. Był także jednym z architektów sukcesu olimpijskiej reprezentacji piłkarskiej, która sięgała po srebro na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie w 1992 roku. Wójcik prowadził tę kadrę w latach 1989-1992. W swojej karierze piłkarskiej grał głównie w warszawskich klubach: Gwardii, Ursusie i Hutniku. W wieku 23 lat wyjechał do Pakistanu, gdzie reprezentował barwy klubu Ravalpindi. Karierę zawodniczą zakończył już w 1980 roku w Toronto Falcons. Następnie poświęcił się trenerskiemu fachowi. Oprócz prowadzenia reprezentacji Polski był także między innymi szkoleniowcem Jagiellonii Białystok, Legii Warszawa, Pogoni Szczecin, Śląska Wrocław i Widzewa Łódź.
Pierwszym sukcesem absolwenta Wydziału Trenerskiego AWF w Warszawie był awans z Jagiellonią Białystok do ekstraklasy w 1987 roku. Dwa lata później został trenerem reprezentacji olimpijskiej (po pracy na stanowisku szkoleniowca kadry do lat 18), z którą awansował na igrzyska olimpijskie w Barcelonie 1992. W Hiszpanii, mając w składzie m.in. Andrzeja Juskowiaka, Wojciecha Kowalczyka, Tomasza Łapińskiego, Tomasza Wałdocha, Jerzego Brzęczka, Ryszarda Stańka, Piotra Świerczewskiego i Marka Koźmińskiego, zajął drugie miejsce. W finale igrzysk biało-czerwoni przegrali z Hiszpanią 2:3, tracąc decydującą bramkę w ostatniej minucie. Po olimpijskim sukcesie Wójcik stał się jednym z najbardziej popularnych trenerów w Polsce. Wydawał się faworytem do objęcia funkcji selekcjonera pierwszej reprezentacji, ale ostatecznie powierzoną mu ją dopiero w 1997 roku. Wcześniej prowadził m.in. Legię Warszawa, z którą w 1993 roku zajął pierwsze miejsce w lidze (tytuł został odebrany przez PZPN i przyznany Lechowi Poznań). W latach 1994-96 Wójcik prowadził olimpijską reprezentację Zjednoczonych Emiratów Arabskich, pracował też w klubach w tym kraju. Od jesieni 1997 prowadził seniorską reprezentację Polski. Ta przygoda trwała dwa lata i zakończyła się po nieudanych eliminacjach mistrzostw Europy 2000. Kadra Wójcika zaczęła eliminacje od cennego wyjazdowego zwycięstwa 3:0 w Burgas nad mocną wówczas Bułgarią, ale ostatecznie nie zdołała wyprzedzić w grupie Szwecji i Anglii. Później popularny "Wójt" prowadził drużyny Pogoni Szczecin i Śląska Wrocław. W latach 2001-02 był zatrudniony przez cypryjski Antorthosis Famagusta, a w 2003 objął funkcję selekcjonera reprezentacji Syrii. Po powrocie do Polski był jeszcze trenerem Świtu Nowy Dwór Mazowiecki, Znicza Pruszków i - na krótko - walczącego bez powodzenia o utrzymanie w ekstraklasie łódzkiego Widzewa. Był jedną z wielu osób zamieszanych w aferę korupcyjną w polskim futbolu. Prokurator przedstawił mu zarzuty dotyczące czasów pracy w Świcie Nowy Dwór Maz. w 2004 roku. W październiku 2014 trener został skazany przez wrocławski sąd na karę dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu, dwuletni zakaz pracy w roli trenera i grzywnę. Wójcik był jedną z barwniejszych postaci polskiego futbolu w ostatnich kilkudziesięciu latach. Janusz Wójcik, zmarł 20 listopada 2017 r. w wieku 64 lat.
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
7
@FCBparasiempre
Swoje 60-te urodziny obchodzi dzisiaj Peter Schmaichel, duński bramkarz , mistrz Europy z 1992 r. oraz zdobywca Ligi Mistrzów z 1999 r. 18 listopada 1963 roku w duńskim mieście Gladsaxe na świat przyszedł jeden z najbardziej utalentowanych bramkarzy w historii światowej piłki nożnej. Święcił sukcesy zarówno w karierze klubowej, jak i z reprezentacją Danii. Kibice na całym świecie pamiętają go z serii świetnych występów w barwach Manchesteru United, jednak klub z Old Trafford był tylko jednym z wielu przystanków w bogatej karierze Petera Schmeichela. Duński bramkarz, Peter Schmeichel mimo to, że urodził się w Skandynawii obywatelem Danii został dopiero w wieku 7 lat. Wcześniej, przez pierwsze lata swojego życia nosił obywatelstwo po ojcu, który był Polakiem. Zresztą o polskich korzeniach jednego z najwybitniejszych bramkarzy świata w historii świadczy także jego drugie imię, Bolesław. Te otrzymał po dziadku. Z biegiem czasu rodzina Schmeichelów na dłużej osiadła jednak w Danii i ze względu na fakt, że matka Petera była Dunką ten bez problemu otrzymał obywatelstwo tego kraju. Talent piłkarski młodego Schmeichela nie został jednak dostrzeżony zbyt szybko. Dopiero w roku, w którym skończył 18 lat rozpoczął treningi w piłkarskim klubie. Jego pierwszą przystanią w piłkarskiej karierze stał się w 1981 roku miejscowy klub Gladsaxe Hero. Tam szybko zyskał sobie zaufanie szkoleniowców i stał się pierwszym bramkarzem drużyny. Schmeichel był wyróżniającym się zawodnikiem jedenastki z Gladsaxe i szybko zainteresowanie jego osobą wyraziły większe kluby Danii i Europy. On jednak pozostawał wierny barwom klubowym przez dwa lata. W roku 1984 Schmeichell trafił do Hvidovre IF. Tam mógł w dalszym ciągu szlifować swój kunszt bramkarski i... strzelecki. Przez dwa lata gry w tym klubie rozegrał bowiem 88 spotkań, w których strzelił sześć bramek, głównie po rzutach wolnych i karnych. O strzelającym bramkarzu szybko zrobiło się w Danii głośno.
W 1987 roku chęć zatrudnienia uzdolnionego golkipera wyraziło słynne duńskie Brøndby Kopenhaga. Na przeprowadzce do stolicy 24-letni wówczas Peter Schmeichel wyraźnie zyskał. Miał szansę nie tylko na grę wśród wielu reprezentantów kraju, ale także walkę o mistrzostwo Danii. Po tytuł ten udało mu się z jedenastką z Kopenhagi sięgnąć już w pierwszym roku gry w jej barwach. Po roku sukces ten powtórzył. W 1989 roku Brøndby musiało obejść się smakiem i przegrało walkę o mistrzostwo kraju, ale odkuło się zdobyciem Pucharu Danii. Kolejne dwa sezony przyniosły znów niepodważalną dominację drużyny ze stolicy, a Schmeichel zbierał bardzo pochlebne opinie. Nic więc dziwnego, że chęć zatrudnienia uzdolnionego bramkarza wyraziły największe kluby Europy, w tym słynny Manchester United. W tej sytuacji zadziałała magia Sir Alexa Fergusona, któremu udało się nakłonić Duńczyka do przeprowadzki na Old Trafford. Po latach sam przyznał, że była to jedna z najlepszych inwestycji jaką klub zrobił w minionym stuleciu. Latem 1991 roku Peter Schmeichel trafił do drużyny Czerwonych Diabłów i szybko wywalczył sobie miejsce między słupkami bramki drużyny szkockiego menedżera. Z przyjściem golkipera przyszły też liczne sukcesy Manchesteru na arenie angielskiej, jak i w Europie. Już w pierwszym roku gry Schmeichela na Wyspach The Red Devils zdobyły Superpuchar Europy. W latach 1993, 1994, 1996, 1997, 1999 Man Utd. sięgał po tytuł mistrza Anglii, w 1994, 1996, 1999 zdobył Puchar kraju, zaś w 1993, 1994, 1996, 1997 wywalczył Tarczę Wspólnoty. Spory w tym udział Schmeichela, który w 1992 roku został uznany za najlepszego bramkarza świata i swojego panowania długo nie oddał. Kapitalną erę w drużynie z Manchesteru Schmeichel ukoronował zdobyciem pucharu Ligi Mistrzów w 1999 roku. Wówczas po zaciętym finale drużyna Sir Alexa Fergusona pokonała Bayern Monachium 2:1 i mogła świętować zdobycie drugiego w historii klubu Pucharu Europy. Wraz z sięgnięciem po triumf w europejskich rozgrywkach skończyła się jednak era Schmeichela na Old Trafford. 36-letni wówczas golkiper zdecydował się na piłkarską emeryturę przenieść się w cieplejsze regiony Europy. Ostatecznie jako kierunek obrał Portugalię, gdzie związał się kontraktem ze Sportingiem Lizbona. Już pierwszy sezon Schmeichela spędzony w Portugalii przyniósł sukcesy. Drużyna ze stolicy kraju sięgnęła po mistrzowski tytuł a duński bramkarz był jej bardzo pewnym punktem.
Gra w preferującej techniczny styl rozgrywania piłki lidze nie przypadła jednak imponującemu świetnymi warunkami fizycznymi golkiperowi do gustu. Po dwóch latach gry w Verde-e-Brancos Schmeichel zdecydował się na powrót na Wyspy Brytyjskie. Wbrew pozorom 38-letni bramkarz nie miał większych problemów ze znalezieniem sobie klubu w angielskiej Premier League. Podpisał kontrakt z Aston Villa i przez rok gry w drużynie z Birmingham rozegrał w jej barwach 29 spotkań, strzelając jedną bramkę. W roku 2002 jako 39-latek trafił do Manchesteru City, odwiecznego rywala Czerwonych Diabłów, z którymi święcił największe sukcesy. Nie zostało to jednak źle na Old Trafford odebrane. Kibice pełni szacunku dla tego, co Schmeichel zrobił dla ich klubu przywitali go brawami, gdy znów zagościł na stadionie United. W barwach The Citizens Schmeichel występował przez rok. Rozegrał 29 spotkań, po czym zakończył bogatą karierę zawodniczą. Łącznie rozegrał w niej 653 spotkania, z czego aż 350 w Premier League. Obok bogatej kariery klubowej Peter Schmeichel może poszczycić się także imponującą karierą reprezentacyjną. Choć miał polskie korzenie, szczególnego wyboru nie miał i wybrał grę w reprezentacji Danii. W narodowych barwach zadebiutował w 1987 roku. Pięć lat później, jako kapitan duńskiej reprezentacji osiągnął z nią największy jej dotychczasowy sukces. Zatriumfował w Mistrzostwach Europy 1992 roku. Jak potem mówił, był to dla niego najwspanialszy sukces w całej karierze. Schmeichel bronił też duńskiej bramki podczas Mundialu 1998 roku we Francji. Karierę reprezentacyjną zakończył w 2001 roku, zaliczając 129 gier w narodowych barwach, w których strzelił jednego gola.
6
(Nie)zapomniane legendy futbolu:
@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
1
@Lionel_Messi10 Uuuuu. No to fatalnie! Dobrze że Julian godnie go zastępuje. Zresztą ,,nasz kochany" Pepito wie co robi...
1
@Lionel_Messi10 A co się dzieje ze wspaniałym Kevinem de Bruyne? To znaczy wiem że ma kontuzje ale jaką i kiedy wraca do gry?
8
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
18 listopada 1897 r. w Warszawie urodził się Tadeusz Gebethner. ,,Nigdy nie zapomnimy Tadeusza Gebethnera, tego szlachetnego człowieka, który uratował życie moje i męża. Kto jeszcze okazał tak wiele serca, tak głębokiego człowieczeństwa, tyle dobrej woli i bezinteresowności? Kto bardziej niż on zasługuje na wieczną wdzięczność i drzewko w Alei Sprawiedliwych w Jerozolimie?” – pytała wiele lat po wojnie ocalała Ludwika Abrahamer. Działacz sportowy, biznesmen, polityk, patriota, drukarz, wydawca, żołnierz, członek konspiracji niepodległościowej, Sprawiedliwy wśród Narodów Świata – to wszystko odnosi się do Tadeusza Gebethnera. Mimo tak wielu aktywności znalazł także czas na całkiem imponującą karierę piłkarską. Pochodził ze znanej warszawskiej rodziny księgarzy, a sport był mu bliski od zawsze. Jako nastolatek grywał w klubie Stella Warszawa, działającym przy Warszawskim Kole Sportowym. 8 października 1915 r. w lokalu jego matki przy ul. Zgoda 12 w Warszawie razem z grupą kolegów ze Stelli (w tym z braćmi Janem i Wacławem) założył klub Polonia Warszawa i został jego pierwszym prezesem (miał wtedy niespełna 18 lat). Grę dla Czarnych Koszul godził z nauką w Wyższej Szkole Handlowej (dzisiejsza SGH). W październiku 1918 r. rzucił to wszystko i został żołnierzem odradzającej się po 123 latach zaborów Polski. Walczył w 1920 r. z bolszewikami w słynnym 5. Pułku Ułanów Zasławskich. Do futbolu wrócił po wojnie, kiedy to ze swoją Polonią promował polskość na Górnym Śląsku, tuż przed ustanowionymi przez Ligę Narodów plebiscytami. Znalazł się w gronie założycieli Polonii Bytom, zyskał nawet miano jej honorowego prezesa. Podczas pierwszych pełnych rozgrywek o mistrzostwo Polski w piłce nożnej Polonia Warszawa zajęła drugie miejsce, a Tadeusz Gebethner był kapitanem drużyny wicemistrzów. Karierę piłkarską zakończył w 1925 r. w wieku 28 lat po 137 meczach dla Polonii. Od tej pory skupiał się na pracy w rodzinnym przedsiębiorstwie, jednak grywał od czasu do czasu w meczach oldboyów i działał na rzecz swojego ukochanego klubu. Jako ochotnik walczył w kampanii wrześniowej, a w czasie okupacji cały czas był aktywny w konspiracji. W swoim mieszkaniu przy ul. Śniadeckich 32 przez dwa lata ukrywał trzyosobową żydowską rodzinę Abrahamerów, która szczęśliwie doczekała końca wojny na Węgrzech (w 1981 r. dostał za to od Instytutu Jad Waszem w Jerozolimie medal Sprawiedliwego wśród Narodów Świata). Była to niestety nagroda wręczona pośmiertnie, ponieważ Tadeusz Gebethner zginął w Powstaniu Warszawskim. Jako zastępca dowódcy I kompanii 3. Batalionu Pancernego AK „Golski” (pseudonim „Gustaw”) 1 września 1944 r. został ciężko ranny, co skończyło się amputacją ręki i nogi. Po upadku Powstania trafił do Stalagu XI A 341 w Altengrabow niedaleko Magdeburga. Fatalne warunki sanitarne i brak odpowiednich lekarstw sprawiły, że Tadeusz Gebethner nie „wylizał” się ze swoich ciężkich ran i zmarł.
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
9
Wybitne legendy Katalońskiej Dumy:
18 listopada 1926 r. urodził się Estanislao Basora, wybitny hiszpański skrzydłowy. Do Barcelony trafił w 1946 r. z Manresy. W pierwszym sezonie zarabiał ogromną jak na ówczesne czasy sume 35 tys. Peset. W 1949 r. jego ojciec został zastrzelony dubeltówką przez swojego pracownika z fabryki tekstyliów. Krótko potem Estanislao zadebiutował z golem przeciwko Irlandii w reprezentacji oraz strzelił hattricka przeciwko Francji w Colombes w ciągu 12 minut. Po tym drugim spotkaniu zyskał przydomek ,,potwora z Colombes’’. W latach 1952-54 grał w Blaugranie wraz ze swoim bratem Joaquinem. W 1956 r. trener Plattko nie wystawiał go w składzie i Basora otrzymał propozycje przejścia do Realu Madryt. Mimo trudnej sytuacji wolał jednak trafić na krótko na wypożyczenie do Lleidy aby niedługo po tym wrócić do Barçy. Był członkiem ,,Grupy przyjaciół’’- piłkarzy Blaugrany, którzy cieszyli się z samej możliwości gry w piłke a nie tylko ze zdobywanych trofeów. Estanislao Basora uważany jest za jednego z najlepszych skrzydłowych świata lat 40-tych i 50-tych. Z Dumą Katalonii zdobył 4 Mistrzostwa Hiszpanii i również 4 Puchary Hiszpanii. Basora był też ostatnim żyjącym członkiem najsilniejszej linii ataku, do której w swojej wspomnieniowej piosence(,,Temps era temps’’) nawiązywał Joan Manuel Serrat, znany hiszpański muzyk.
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
0
Michał Probierz i ,,jego" reprezentacja Polski. Quo vadis? Tylko i wyłącznie po premie finansowe...
8
FC Barcelona bez historii jest jak człowiek bez pamięci:
18 listopada 1900 r. FC Barcelona rozegrała pierwszy w historii mecz na wydzierżawionym boisku Camp del Hotel Casanovas. Przeciwnikiem był Hispania Athletic Club, zwany ,,czerwonym teamem" ze względu na kolor strojów w jakim występowali przeciwnicy. W meczu tym nie mógł wystąpić legendarny napastnik i jednocześnie ikona Blaugrany- Joan Gamper, z powodu ciężkiej choroby. Mecz zakończył się wynikiem bezbramkowym ale najważniejsze było to iż boiskowe wydarzenia oglądało około 4 tysięcy osób, z czego tysiąc na siedząco. Tak wysoka frekwencja wynikała z masowego wysyłania zaproszeń przez sekretarza FC Barcelony. Spośród obecnych w loży honorowej znaleźli się między innymi prezesi Katalońskiego Stowarzyszenia Gimnastyki oraz Klubu Bicyklowego- dwóch najpopularniejszych organizacji sportowych tamtej epoki. Ponieważ nie był to obiekt spełniający wszystkie warunki, lecz zaledwie plac do rozgrywania meczów, jako szatnie piłkarze musieli wykorzystywać pokoje hotelu Casanovas, z czym wiązały się wielkie niedogodności. Do mycia mieli tylko miednicę a poza tym każdy z zawodników musiał przynosić z domu własny ręcznik. Piłkarze nie mieli też napojów by móc uzupełniać płyny w przerwie meczu i w efekcie dzielili się cytrynami, pijąc z nich sok, którym gasili pragnienie. Tak oto wyglądały pionierskie czasy futbolu.
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
13
Pierwszy awans na Euro:
17 listopada 2007 r. reprezentacja Polski pokonała Belgie na Stadionie Śląskim w Chorzowie 2:0 w el. ME. Ten dzień, ten zespół i sztab trenerski, a także ta publiczność ze Stadionu Śląskiego przejdą do historii. 17 listopada 2007 r. Polska zapewniła sobie awans na mistrzostwa Europy. Po raz pierwszy w historii. Koncerty gwiazd światowego rocka U-2 i Red Hott Chili Peppers rozgrzewały Stadion Śląski do czerwoności, ale nawet te wydarzenia nie wytrzymują porównania z "Orłami" Leo Beenhakkera. Ich gra i bramki strzelane przez niesamowitego Ebiego były jak wulkan, dzięki któremu nikt nie czuł mrozu. Smolarek junior zaliczył serial pięciu goli w dwóch kolejnych meczach eliminacyjnych (wcześniej hat-trick w starciu z Kazachami), o jakim jego tata Włodzimierz mógł tylko pomarzyć. Nic dziwnego zatem, że gdy Ebi schodził z boiska, stadion żegnał go na stojąco, a uradowany Leo Beenhakker aż podniósł swego snajpera do góry. Historyczny mecz zaczęliśmy jednak niewyraźnie. Jakby sparaliżowani stawką, która była większa, niż kiedykolwiek. Co więcej, w I połowie groźniejsza była Belgia, ale to my strzeliliśmy gola "do szatni". Belgowie grali "o pietruszką", ale nie wyglądali, jak baranki prowadzone na rzeź. Ciasno kryli naszych środkowych, blokowali również skrzydła, gdzie toczyła się większość akcji Orłów. Przebiliśmy się bokami w 24. min, ale najpierw Wojciech Łobodziński za mocno dośrodkował, a za moment Krzynówek, bijąc z prawej nogi nie trafił. Tak samo jak Michał Żewłakow z rzutu wolnego chwilę później.
Sceneria meczu była wspaniała. Leo Beenhakker wiedział, co mówi, gdy podkreślał: ,,Warunki pogodowe nam niestraszne. Wiem, że murawa jest w bardzo dobrym stanie”. Istotnie, nowiutki świeżo rozwinięty trawiasty dywanik wyglądał imponująco. Także kibice postarali się o doskonałą oprawę, w trakcie hymnu układając z kartoniady gigantyczną flagę, a przede wszystkim cały czas głośno wspierając zespół. Dzięki temu piłkarze nie mieli na co narzekać. Na dodatek wokół murawy krążyły cheerleaderki w narodowych barwach i zagrzewały do dopingu kibiców. Kontuzja, przez którą Jakub Błaszczykowski wypadł ze składu na mecz z Kazachstanem odbija mu się czkawką do dzisiaj. Prawoskrzydłowy Borussii Dortmund nie znalazł uznania w oczach Leo Beenhakkera na spotkanie z Belgami. Leo spodobał się na treningach we Wronkach Wojciech Łobodziński.
Po 10 minutach to Belgowie byli bliżsi zdobycia gola. Po szybkiej wymianie podań na lewej stronie Kevin Mirallas zostawił piłkę wbiegającemu w pole karne Farisowi Harounowi, a ten z lewej nogi przymierzył w lewy róg. Na szczęście dla nas Artur Boruc z kocią zwinnością rzucił się w tamtą stronę i dosięgnął piłki. Odpowiedzieliśmy 10 minut później. W polu karnym Belgów zakotłowało się, ale uderzenia Jacka Krzynówka i Macieja Żurawskiego zostały zablokowane. A Mirallas był cierniem w oku naszej defensywy. W 34. min Jacek Bąk musiał się ratować się faulem, bo Belg uciekał mu na czystą pozycję. Bąk obejrzał żółtą kartkę, a po chwili, po kropnięciu z 30 m z wolnego Jana Vertonghena nie straciliśmy gola tylko dzięki sprawności Boruca. Jak lampart rzuca się na antylopę - on poszybował w kierunku piłki i sobie tylko znanym sposobem przeniósł ją nad poprzeczką. Długo nie mógł tego pojąć trener Belgów Rene Vandereycken, który już widział piłkę w okienku polskiej bramki. Za moment znowu było groźnie, ale po strzale Mirallasa piłkę głową wybił Michał Żewłakow. Po przechwycie piłki brakowało nam przyspieszenia. Przy rozgrywaniu akcji zachowywaliśmy się czasem jak w szczypiorniaku, który nie bez kozery w języku słowackim i czeskim nazywany jest "hadzaną". Orłów do lotu poderwała akcja dobrze spisującej się dwójki Marcin Wasilewski - Radosław Sobolewski. "Sobol" ofiarnie minął dwóch rywali i wyłożył piłkę na szesnastkę Euzebiuszowi Smolarkowi. Ten uderzył celnie, ale za lekko, więc Stijn Stijnen spokojnie złapał piłkę. Stadion Śląski oszalał z radości tuż przed przerwą po prezencie Belgów. Vertonghen zbyt lekko wycofał do Stijnena. Wykorzystał to Ebi, który tylko czekał na taki przypadek. Poszedł do końca i choć bramkarz ratował się wybiciem piłki wślizgiem, Smolarek zablokował piłkę ciałem, podholował kilka metrów i z siedmiu metrów wpakował do pustej bramki! Na nic się zdała ratunkowa pogoń Daniela Van Buytena. Była godzina 21.17. ,,Wielkość Leo polega na tym, że on potrafi reagować na zmieniającą się sytuację. Nic nie jest w stanie go zaskoczyć”- podkreślał były asystent Holendra Dariusz Dziekanowski. Beenhakker potwierdził to w tym starciu. Prowadzenie do przerwy wcale go nie zadowoliło. Wiedział, że ta gra nie tak ma wyglądać. Dlatego "Żurawia" cofnął do drugiej linii, a Ebiego posłał do ataku, a na lewe skrzydło powędrował "Krzynek". Na początku drugiej połowy, gdy Ebi ukąsił po raz drugi, dla milionów Polaków rozsianych po całym świecie wszystko stało się prostsze i w jaśniejszych kolorach. Awansu na mistrzostwa Europy nie mógł nam wydrzeć. Nawet Bart Goor z Anderlechtu, który ze wściekłością kopnął na bramkę w 55. min (kolejna świetna interwencja Boruca). Choć gola na 2:0 zdobył również Smolarek, Leo Beenhakker po ojcowsku przytulił za niego wprowadzonego chwilę wcześniej Jakuba Błaszczykowskiego. Bo to właśnie Kubuś rozruszał ofensywę Orłów i zaczął bramkową akcję pięknym krzyżowym podaniem, po którym obrońcy zdołali odbić piłkę krótko - pod nogi Krzynówka. Ten wypalił ile sił, bramkarz odbił przed siebie, a dobitka Ebiego była formalnością. Jak zareagował Stadion Śląski? Chóralnym "Ebi!", "Leo!" i jeszcze głośniejszym "Mazurkiem Dąbrowskiego". Człowiek czuje się dumny z tego, że jest Polakiem.
@Symson
@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
7
@FCBparasiempre
17 listopada 1964 r. w Katowicach urodził się Krzysztof Warzycha. Popularny ,,Gucio” zaczynał karierę w Ruchu Chorzów wraz z Waldemarem Fornalikiem. Obaj dobrnęli do pierwszej drużyny, obaj przeżyli z nią spadek do drugiej ligi a potem szybki powrót do elity i równie błyskawiczne mistrzostwo Polski. ,,Po degradacji mogłem odejść. Były przymiarki do Legii Warszawa, do Śląska Wrocław… Jasne że chodziłoby o służbę wojskową ale zostałem, drużyna się nie rozpadła, to był fundament pod wygranie ligi”- zwraca uwagę pan Krzysztof. Podobnie jak w aktorskim epizodzie, Warzycha więcej osiągnął od Fornalika również w karierze piłkarskiej, dokładnie odwrotnie niż w trenerskiej, bo na tym polu ,,Waldek King” zbudował prawdziwe królestwo. Warzycha też próbował, między innymi również w Ruchu ale nie ma się czym pochwalić. Za to piłkarzem jest legendarnym i to dwóch klubów – Ruchu i Panathinaikosu Ateny. ,,Który jest mi bliższy? To są sprawy nieporównywalne. Z Polski wyjeżdżałem w wieku 25 lat, czyli więcej życia spędziłem już w Grecji. W Polsce grałem tylko w Ruchu, nastrzelałem dla niego sporo goli ale dla Panathinaikosu o wiele więcej. Z Ruchem miałem mistrzostwo kraju a z Panathinaikosem też krajowe tytuły, ponadto półfinał Ligi Mistrzów i w ogóle mnóstwo meczów, które niosły mnie jak na skrzydłach”- opowiada ,,Gucio”. Strzelił zwycięskiego gola Ajaxovi w Amsterdamie(1:0) w pierwszym półfinałowym meczu wspomnianej Ligi Mistrzów w 1996 r. To był dzień jego chwały. ,, W rewanżu przegraliśmy 0:3. Ajax miał fantastyczną drużynę, mocniejszą od naszej”- przyznaje bohater Koniczynek, który w 2000 r. w fazie grupowej LM strzelił gola także Juventusowi(3:1). Łącznie w tych prestiżowych rozgrywkach zdobył 8 goli. Do Aten trafił po mistrzowskim sezonie w Ruchu, kiedy z 24 golami został królem strzelców. W 15 jesiennych meczach dorzucił jeszcze 12 ligowych trafień i już nikt nie był w stanie go zatrzymać przed zmianą klubu.
,, W Panathinaikosie szukali napastnika bo poważną kontuzje złapał ich as Dimitris Saravakos. Dobrą opinie wystawił mi niezwykle ceniony w Grecji Kazimierz Górski ale decydujący był chyba dwumecz Ruchu w Pucharze Europy z CSKA Sofia. Na Stadionie Śląskim zremisowaliśmy 1:1. W rewanżu strzeliłem gola i choć przegraliśmy 1:5, najwyraźniej mi to nie zaszkodziło”- wspomina Warzycha. Trenerem greckiej drużyny był Christo Bonew, legenda bułgarskiego futbolu. Bardzo chciał mieć polskiego napastnika w składzie. Podjął fantastyczną decyzje! Panathinaikos zawdzięcza mu sprowadzenie najlepszego snajpera w historii klubu(288 goli w 503 oficjalnych meczach). W reprezentacji nie był taki skuteczny. W 50 występach strzelił tylko 9 goli ale naprawdę ważnego tylko raz, kiedy Polacy okrutnie męczyli się w starciu z Albanią na Stadionie Śląskim w eliminacjach MŚ ’90, gdzie wreszcie posłał zwycięską piłke do bramki. Zwykle jednak spadała na niego krytyka. Stał się wręcz symbolem piłkarza, który nie potrafił przełożyć formy z klubu na kadre narodową. ,,Ciągnie się ta łatka za mną przez całe lata ale dzisiaj mam już do niej duży dystans. W klubie sytuacja psychologicznie była dla mnie łatwiejsza. Nie wyszedł mi jeden mecz, nie wyszedł drugi a i tak grałem w trzecim, w którym umiałem znowu odpalić. W reprezentacji było inaczej. Przyjeżdżałem na zgrupowanie i już była presja że mam strzelać jak w lidze. Nie strzeliłem, to wypadałem. Ta świadomość zaczęła mi wreszcie ciążyć. Inna sprawa że w kadrze, zwłaszcza na początku, grałem w pomocy a ja zawsze najlepiej czułem się na szpicy. Nie robiłem z tego problemu. Grzecznie stosowałem się do decyzji a może jednak z większym naciskiem powinienem był tłumaczyć że jestem wysuniętym napastnikiem?”- zastanawiał się ,,Gucio”.
W Ekstraklasie debiutował za czasów trenera Lenczyka, wiosną 1983, czyli w tej samej rundzie co wspomniany Fornalik. Następny sezon zaczął już w podstawowym składzie. Tak było w dwóch meczach ale w trzecim wszedł na boisko z ławki w 87 minucie i potrzebował kilkudziesięciu sekund by strzelić pierwszego ligowego gola. Na dodatek nie byle gdzie i nie byle komu – Legii przy Łazienkowskiej! Jego trafienie przypieczętowało wygraną 2:0. Po tym meczu Ruch był liderem a w następnej kolejce znowu wygrał, ponownie po golu Warzychy(wyjazdowe 2:0 z GKS Katowice). Finalnie Niebiescy ligi jednak nie podbili. Zajeli miejsce w środku stawki a po rundzie jesiennej Lenczyka zastąpił Alojzy Łysko. Młody Warzycha na dobre zadomowił się w podstawowym składzie i w marcu 1984 , mając niespełna 20 lat i mniej więcej tyle samo spotkań w ekstraklasie, zagrał w dorosłej reprezentacji Polski. W wyjazdowym meczu towarzyskim ze Szwajcarią(1:1), w którym gola strzelił Boniek, zastąpił na ostatnie 20 minut Włodka Smolarka. ,,Zaczynałem u selekcjonera Piechniczka i u niego 13 lat później kończyłem, gdy znowu prowadził kadre”- przypomina pan Krzysztof. Swego czasu uważano go za piłkarza niedostępnego dla polskich mediów. Sugerowano że jest obrażony za te wszystkie złośliwe uwagi w sprawie jego gry w kadrze. Gdy wiosną 1996 przyjeżdżał do Warszawy na ćwierćfinał Ligi mistrzów, Legia-Panathinaikos(0:0), nie chciał rozmawiać z dziennikarzami. W rewanżu mistrzowie Grecji wygrali 3:0 po 2 golach Warzychy. ,,Czy byłem obrażony? Nie przesadzajmy. Ja jestem skromnym chłopakiem, nie chciałem za często pojawiać się w mediach, taki mam charakter. To nie było po złości.”- zapewnia teraz Warzycha. W kwestii potyczek z Legią ma jeszcze jedną uwagę: ,,Wtedy ją ograliśmy ale rok później ona ograła nas w Pucharze UEFA. Uznajmy że wychodzi na remis.”- kończy rozmowe ,,Gucio”. Krzysztof Warzycha poza mistrzostwem Polski z Ruchem w 1989, 5-krotnie zdobywał mistrzostwo Grecji z Panathinaikosem i tyleż samo Pucharów Grecji oraz dwukrotnie Superpuchar Grecji.