FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
12
Blaugrana w europejskich pucharach:
26 listopada 1957 r. FC Barcelona pokonała w meczu dodatkowym na St. Jakob-Stadion w Bazylei Birmingham City 2:1 w ramach półfinału Pucharu Miast Targowych. Pierwszego gola dla Barçy strzelił w 33 minucie znakomity napastnik Evaristo de Macedo, natomiast decydującego gola na wage awansu do finału zdobył genialny Ladislao Kubala w 83 minucie.
@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
10
Jubileusze Dumy Katalonii:
26 listopada 1949 r. odbył się turniej z okazji 50-lecia klubu. 50-ta rocznica utworzenia FC Barcelony stała się pretekstem do organizacji turnieju z udziałem gospodarzy, duńskiego Kjøbenhavns Boldklub(najstarszego wielosekcyjnego klubu w Europie) i brazylijskiego Palmeiras São Paulo. Zwycięzca miał otrzymać Trofeig Noces d’Or, czyli Trofeum Złotych Godów. Była to jedna z pierwszych okazji by zobaczyć w Europie futbol południowoamerykański. W tym samym czasie Real Madryt gromił reprezentację Meksyku, więc gazety zgodnie uznały że ,,futbol w wydaniu meksykańskim i brazylijskim dzieli ogromna różnica a piłka hiszpańska znajduje się gdzieś po środku. Ciekawe jak wypadły by drużyny typu Botafogo czy Vasco da Gama, które prezentują jeszcze wyższy poziom?”- zastanawiali się dziennikarze. Blaugrana zremisowała bowiem z Palmeiras 2:2 ale głównie dzięki świetnej postawie Ramalletsa w bramce. Był to jednocześnie pierwszy w historii pojedynek Barçy z klubem brazylijskim. W składzie Brazylijczyków zagrał między innymi Jair, który rok później był podstawowym piłkarzem na Mistrzostwach Świata i strzelił Hiszpanom gola w wygranym meczu aż 6:1! Natomiast pojedynek z Duńczykami zakończył zwycięstwem Dumy Katalonii 1:0.
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
0
Nie mogłem wczoraj oglądać naszej Barcuni więc zapytam jak nasi ulubieńcy zagrali?
Oczywiście zdawałem sobie sprawe że na Estadio de Vallecas przegrywaliśmy ostatnie mecze, więc chyba wczorajszy remis można uznać za dobry?
7
@FCBparasiempre
Anglicy nigdy nie byli królami piłki. Sami siebie tak nazywali i byli jednak przekonani, że nimi są. To, co wydarzyło się 25 listopada 1953 roku, zmieniło na zawsze ich świat, wstrząsnęło już od dawna chwiejącą się pozycją twórców futbolu. Oto krótkie przypomnienie jedynej w swoim rodzaju bitwy Węgrów z Anglikami. Mecz stulecia, tak bowiem nazwano to starcie. Prasa celowo przesadzała i nakręcała atmosferę. Mecz mimo pory, elektryzował brytyjską publikę. Świat miał się zmienić dla Anglików. W końcu zgodzili się zmierzyć z drużyną spoza Wysp. Do tamtej pory prężyli tylko muskuły w zawodach z: Irlandią, Szkocją i Walią. Z resztą Europy spotkali się ponad dekadę temu. Piłkarski światek miał w pamięci ich pogromy z lat 30-tych. Wówczas nie mieli sobie równych i pokonali Belgię (6:1 i 4:0), Hiszpanię (7:1), czy austriacki Wunderteamem (4:3). Słabsi od nich okazali się także Francuzi, przegrywając 4:1. Pokonali również Włochów (mistrzów świata) w stosunku 3:2 oraz Norwegów 4:0. W tamtym okresie nie dali szans również reprezentacji Europy, którą rozbili 3:0 i 6:1. Czas się jednak nie zatrzymywał. Lata mijały a Anglicy zachłysnąwszy się swoimi sukcesami, uwierzyli że są bezdyskusyjnie najlepszą i najbardziej zasłużoną ekipą świata. Węgrzy natomiast powoli budowali drużynę na lata. Było tak już w latach 30-tych. Po świetnych występach na mistrzostwach świata, gdy doszli do finału (nie było im dane wygrać m.in. przez zastraszające gierki Benito Mussoliniego), byli znani jako wyborni dryblerzy i spece od gry kombinacyjnej. Także już wówczas kiełkowała rewolucyjna taktyka, która zmieniła historię piłki, chyba bardziej niż zwycięstwa Anglików. Węgrzy zastosowali nowinkę, manewr „fałszywej 9” w którym Nandor Hidekguti cofał się do pomocy i robił miejsce Sandorowi Kocsisowi i Ferencowi Puskasowi. Madziarzy mieli dać popis nie tylko taktyki, ale zrewolucjonizowali także kwestię przygotowania przedmeczowego i treningu. Spotkanie w ogarniętym komunistyczną propagandą zespole, zostało potraktowane na tyle poważnie, że piłkarze Sebesa trenowali u siebie angielskimi piłkami i grali na boisku ze sztuczną mgłą. O przewadze Węgrów zadecydować miało także nowoczesne obuwie sportowe. Anglicy wręcz przeciwnie, nie mieli w tych kwestiach pojęcia o nowinkach, zresztą co ich to obchodziło? Byli przecież najlepsi. Znana jest pewna opowiastka. Bill Wright, kapitan Anglików dostrzegł dziwne buty przeciwników, stojących wraz z Anglikami w tunelu przed wyjściem na murawę. Powiedział do Stana Mortensona: ,,Powinno być dobrze.” Ten mecz miał bardzo wiele zmienić w angielskim spojrzeniu na futbol. ,,To był styl i system gry, którego nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Żaden z tamtych piłkarzy nie znaczył dla nas nic. Nie wiedzieliśmy kim jest Puskás. Wszyscy tamci fantastyczni gracze byli ludźmi z Marsa, gdy tylko nas mijali. Przyjechali do Anglii, a my nigdy nie byliśmy pokonani na Wembley. Mógłby to być pogrom 3:0, 4:0, może nawet 5:0 małego kraju, który dopiero wchodził do europejskiego futbolu. Nazywali Puskása „galopującym majorem”, ponieważ był w armii. Jak ten chłopak, służący dla węgierskiej armii, mógłby przyjechać na Wembley i spowodować naszą porażkę? Ta jedna, jedyna gra zmieniła nasze myślenie. Myśleliśmy, że rozgromimy tę drużynę – Anglia na Wembley, jesteśmy mistrzami, oni są uczniami. Stało się jednak zupełnie inaczej” – czytamy na stronie Telegraph wypowiedź, sir Bobby’ego Robsona, który jednak był jeszcze nieopierzonym 20-latkiem i nie grał w tamtym spotkaniu.
Za pięć czwarta niebo nieco się przerzedziło, ale nie pozwoliło schować parasoli. Trener i jednocześnie zastępca ministra sportu – Gusztav Sebes – mógł sobie pogratulować profesjonalnego podejścia do zawodów, choć fachowcy wróżyli z chmur zwycięstwo Wyspiarzy. Zawodnicy chwilę wcześniej się rozgrzewali a gospodarze, przecierali oczy ze zdumienia, bo takich ćwiczeń jeszcze nie widzieli. To był pierwszy raz, gdy Węgrzy zaskoczyli Anglików. Gdy spotkanie już się rozpoczęło, Johnston w mig spostrzegł się że nie potrafi się ustawić do Hidegkutiego. Do tego „galopujący major” wraz z przyszła gwiazdą FC Barcelony Sandorem Kocsisem – robili mu na boisku totalny chaos. Minęło dosłownie kilka sekund i Bozsik wypuścił w uliczkę Hidegkutiego, który silnym strzałem pokonał Merricka. Tłumnie zgromadzeni kibice nie zdążyli dobrze usiąść a już było 0:1. Wściekli i zszokowani Anglicy przepuszczali szturm za szturmem na bramkę Grosicsa, ale siłowa i nieprzygotowana gra gospodarzy nie była tak efektywna. 16. minuta dała umęczoną bramkę dla Anglików, nerwowe starania trafieniem przypieczętował Sunwell. Węgrzy dopiero wtedy włączyli szósty bieg. To, co się stało między 20., a 28. minutą, było syntezą zjawiska, które nazywano później „Złotą Jedenastką”. Niezawodny tego popołudnia Hidekguti trafił po raz drugi, Puskas w przeciągu ośmiu minut zadał dwa decydujące w tym spektaklu ciosy. Lwy Albionu jeszcze dawały oznaki życia, trafiając w 38. i 56. minucie, ale taki ruch spotykał się z natychmiastową i zdecydowaną odpowiedzią Węgrów. Po przerwie, na 5:2 trafił Kocsis, a chwilę potem poprawił kompletujący hat-tricka Hidegkuti. Alfowi Ramseyowi, mającemu się narodzić za dziesięć lat legendarnemu trenerowi Anglików, przyszło choć trochę podreperować wynik miejscowych. Ostatecznie wynik – 6:3. Tak zakończył się mecz stulecia, który wiele zmienił w historii piłki nożnej. Węgrzy w tym spotkaniu o nieoficjalne mistrzostwo świata, jak to nazywali dziennikarze, na dobre rozpoczęli swoją złotą erę. Legendarny zespół, scementowany przez Sebesa w ciągu 32 spotkań nie przegrał meczu. Pokonali RFN podczas grupowych rozgrywek w finałach mundialu w Szwajcarii 8:3, a wcześniej w rewanżu za opisywane tu przeze mnie spotkanie, rozgromili ponownie Anglików 7:1, tym razem na własnym stadionie. Rewolucyjna taktyka i ustawienie 2-3-3-2, ze zmieniającymi się pozycjami i cofniętym napastnikiem, na dobre stworzyło team tak doskonały, że nie wiadomo, od kogo zacząć wymieniając kluczowych zawodników. Czy od Puskasa, który stał się legendą Realu i symbolem najładniejszej bramki roku? Czibora i Kocsisa, szalejącymi w Barcelonie, czy od innych kolegów, zdobywających seryjnie mistrzostwa kraju, z prowadzonym przez trenera kadry Honvedem czy MTK. Tamte gwiazdy do dziś są symbolami niedoścignionej przeszłości Węgrów, a także tragedii socjalistycznego kraju, z którego chce się tylko uciec. Tragedii ludzi, którzy chcieli tylko żyć i osiągać sukcesy w piłce, a przeszkodziła im w tym krwawo stłumiona w kraju rewolucja. Zostali przez to wyklęci i skazani na lata wygnania, ale w madziarskich sercach nigdy nie zatarła się pamięć o nich.
A Anglicy? Zderzyli się ze ścianą. Spostrzegli, że nie wolno się tak izolować od reszty Europy. Nie należy uznawać, że wszystko się już wie i niewiele więcej można nauczyć. Doszli także do tego, że przekonanie o tym, iż piłka nożna to ich produkt, jest fałszywe. Może to był pierwszy krok do przyszłego i jedynego mistrzostwa świata w 1966? Pokolenia Bobby’ego Moora, Geoffa Hursta, Bobby’ego Charltona i innych? Do tego było jednak jeszcze daleko, na razie poddani królowej Elżbiety musieli stanąć nad rozbitą drogocenną porcelaną i zdecydować co dalej. Nie popadli co prawda w chandrę, ale po kolejnym laniu postanowili zreformować totalnie swój futbol. Świat dla nich nie był już ten sam. Stanęli przed wyzwaniem. Zrezygnowano z modelu trenera, jako koordynującego oprócz reprezentacji, także poziom gry w kraju. Nie miały już miejsca przypadki wybierania składu przez komisję selekcyjną FA. Jak widać, znajdzie się wyjście z każdej sytuacji, ba, ona może nas bardzo wzmocnić i zmienić bieg wydarzeń.
6
Mecz stulecia!
Wiecie gdzie czytać(?) to czytajcie bo warto…
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
4
Akurat Rafa Marquez był na tyle charakternym i uniwersalnym piłkarzem że mógł właściwie przez cały sezon być kapitanem.
A Dembele? No cóż, jak ktoś był partaczem, to i nim zostanie na zawsze!
10
Rekord ,,La Pulgi”:
25 listopada 2014 r. FC Barcelona pokonała na wyjeździe Apoel Nikozja 4:0 w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Hattrickiem w tym meczu popisał się Lionel Messi, który jednocześnie pobił rekord Ligi Mistrzów należący wówczas do Raula Gonzaleza(71 goli).
Spójrzmy:
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
9
Blaugrana w Lidze Mistrzów:
25 listopada 1999 r. FC Barcelona remisuje na Camp Nou z Manchesterem United 3:3 w ramach fazy grupowej Ligi Mistrzów. Już w pierwszej minucie na prowadzenie wyprowadził gospodarzy Sony Anderson. Pozostałe 2 gole dla Barçy strzelił Rivaldo. Zwłaszcza ten ostatni gol dla gospodarzy był bardzo ważny, ponieważ dał FC Barcelonie remis 3:3.
Przypomnijmy:
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
9
Golazo!
25 listopada 2006 r. Ronaldo de Asis Moreira strzelił czwartego gola w meczu z Villareal, lecz za to jakiego!? ,,Nastawiałem się na to żeby przyjąć piłke i strzelić ale zauważyłem zbliżającego się obrońcę, odwróciłem się więc aby chronić piłke. Futbolówka znalazła się na idealnej wysokości do wykonania przewrotki, więc tego spróbowałem”- tak Brazylijczyk opisywał sytuacje, w której przyjął piłke na klatke piersiową tyłem do bramki i w ekwilibrystyczny sposób umieścił ją w bramce ustalając wynik spotkania na 4:0.
Stadiony świata:
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
10
Duma Katalonii w europejskich pucharach:
25 listopada 1959 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou AC Milan 5:1(!) w rewanżowym meczu 1/8 Pucharu Mistrzów Klubowych i melduje się w ćwierćfinale. Gole dla Barçy zdobyli: Eulogio Martinez(10 m.), Segarra(19 m.), Kubala(32 i 69 m.) oraz Czibor(65 m.)
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
0
@Hawajczyk to samo można powiedzieć o Hiszpanii na mundialu w RPA?
0
@kuz Po meczu finałowym można teraz tak myśleć ale zaraz po porażce...?
0
Do dziś nie moge uwierzyć w to, jak można było przegrać z Arabią Saudyjską? Przedwczoraj minął rok od porażki ,,mojej" Argentyny z Arabią Saudyjską. Ja wiem że Albicelestes wynagrodzili mi to z nawiązką, jednak ta porażka to był dla mnie szok(!) wielki cios, po którym podnosiłem się wraz z piłkarzami argentyńskimi. Nie oglądałem tego meczu na żywo gdyż byłem w robocie i to pierwszy miesiąc w nowej pracy. Czegoś takiego nie zapomina się do końca życia. Jakiż ja byłem wówczas załamany że już nigdy nie doczekam kolejnego mistrzostwa świata ukochanej Argentyny...
8
@FCBparasiempre
Po debiucie na Mistrzostwach Świata w 1938 roku piłkarska reprezentacja Polski czekała na kolejny udział w światowym czempionacie aż 36 lat. W 1957 roku, po legendarnym zwycięstwie 2:1 nad Związkiem Radzieckim na Stadionie Śląskim, wydawało się, że Biało-Czerwoni będą w stanie wywalczyć awans na Mundial w Szwecji. Nadzieję Polaków pogrzebał dodatkowy mecz z ZSRR na neutralnym terenie w Lipsku, którego bohaterem, w niebywały sposób, został Eduard Strielcow. Po ogłoszeniu gospodarza szóstej edycji Mistrzostw Świata, 55 drużyn wyraziło chęć udziału w turnieju. O jedno z 14 wolnych miejsc musiały zmierzyć się w eliminacjach. Szwecja, jako organizator, i RFN, jako panujący mistrz, miały zaklepane miejsca na Mundialu bez konieczności kwalifikacji. W strefie europejskiej do obsadzenia było 9 miejsc, o które walczyło 27 drużyn. Zostały podzielone, co logiczne, na dziewięć grup po trzy zespoły. Polska trafiła do grupy szóstej z Finlandią i Związkiem Radzieckim. Od początku było jasne, że Skandynawowie będą dostarczycielami punktów, a o awans powalczymy z „Wielkim Bratem”. Ten pokazał nam miejsce w szeregu już w pierwszym starciu, wygrywając w Moskwie 3:0. Dwa tygodnie później w Helsinkach Biało-Czerwoni wygrali z Finlandią 3:1. W tym samym mieście gracze ZSRR roznieśli gospodarzy aż 10:0(!) i w październiku 1957 roku przyjechali do Chorzowa po zapewnienie sobie biletów do Szwecji. Mecz w Kotle Czarownic miał wymiar polityczny. Cieszył się tak wielkim zainteresowaniem, że nawet gdyby na obiekt mogło wejść pół miliona osób, zapewne odnotowalibyśmy komplet publiczności. Miejsc było znacznie mniej, przez co ostatecznie pojawił się nadkomplet, blisko 100 tys. fanów. Obejrzeli znakomite zawody, zakończone historycznym zwycięstwem Polaków 2:1. Oba gole dla Biało-Czerwonych zdobył rodowity Chorzowianin, Gerard Cieślik. Zwycięstwo Biało-Czerwonych bardzo urozmaiciło sytuację w tabeli naszej grupy. Na koniec rozgrywek mieli tyle samo punktów co ZSRR. Wówczas nie istniała reguła lepszego bilansu w meczach bezpośrednich czy stosunku bramek strzelonych do straconych. Zamiast tego musiało dojść do dodatkowego meczu na neutralnym terenie. Wybór przedstawicieli UEFA padł na Lipsk.
24 listopada 1957 roku miało się rozstrzygnąć, czy na Mistrzostwa Świata wraca Polska po 20 latach nieobecności, czy Rosjanie, dla których byłby to debiut na imprezie tej rangi. Nasi przeciwnicy szczególną uwagę zwrócili na szalejących miesiąc wcześniej Cieśliku i Lucjanie Brychczym. Polacy od początku spotkania prowadzili grę, zdobywając optyczną przewagę. Po kilku minutach jeszcze bardziej zawiało optymizmem. Znakomity napastnik ZSRR, Eduard Strielcow, padł na murawę po pojedynku z jednym z naszych obrońców. Wówczas zmiany zawodników były niedozwolone. Przy kontuzji piłkarz miał dwie możliwości: zejść z boiska i osłabić swój zespół lub pozostać na murawie i przynajmniej statystować. „Rosyjski Pele”, jak później ochrzczono Strielcowa, ledwo chodził, a mimo to wybrał tę drugą opcję. Piłkarze reprezentacji Polski rozmawiali z nim, śmiejąc się, że dzięki niemu grają w dwunastu. Jego stan był na tyle poważny, że odpuścili jego krycie, podejrzewając, że nawet przyjęcie piłki będzie dla niego nie lada bolesnym wyzwaniem. I niestety się przeliczyli. Chytry napastnik Torpedo Moskwa pod pretekstem kontuzji wyczekiwał swojej szansy. Ta nadarzyła się w 31. minucie. Nagle cudownie wyzdrowiał, na pełnej prędkości ruszył w kierunku bramki Tomasza Stefaniszyna i bardzo mocnym strzałem, po którym piłka odbiła się od poprzeczki i pleców polskiego golkipera, wyprowadził swoją ekipę na prowadzenie. Polacy byli totalnie zdezorientowani i zaskoczeni tym, jak łatwo dali się oszukać. Już się nie podnieśli. Na kwadrans przed końcem spotkania Gienrich Fiedosow trafił na 2:0 i to Rosjanie wywalczyli awans na Mundial. Strielcow w rosyjskim futbolu jest niestety postacią tragiczną. W 1957 roku był zaledwie 20-latkiem, a już miał status mega gwiazdy. Grał w swoim ukochanym klubie, Torpedo Moskwa. Przed Mistrzostwami Świata w Szwecji dostał nakaz jego opuszczenia i dołączenia do zarządzanej przez państwowe wojsko CSKA lub będącego w posiadaniu Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego Dinama. Jednej i drugiej stronie stanowczo odmówił, czym wydał na siebie wyrok. Wysoko postawieni oficerowie i oficjele poczuli się zlekceważeni jego decyzją, zatem zakazali mu gry w narodowych barwach. O Mundialu musiał więc pomarzyć. Jakby tego było mało, młoda Rosjanka, Marina Lebiediewa, oskarżyła go o gwałt. Choć nie było żadnych dowodów w tej sprawie, Strielcow został skazany na 12-letni pobyt w łagrze. Łatwo się domyślić, że cała sprawa została wyimaginowana tylko po to, by zawodnik zdał sobie sprawę, komu odmówił. Z ciężkiego obozu pracy przymusowej wyszedł wcześniej, po pół tuzinie lat odsiadki. Wrócił do piłki, a nawet do reprezentacji ZSRR. Nadal był wierny Torpedo, które w 1965 roku poprowadził do Mistrzostwa Rosji. Zmarł dzień po swoich 53. urodzinach na raka gardła. Jest uznawany za jednego z najlepszych rosyjskich piłkarzy w historii. Nigdy nie dowiemy się, ile mógł osiągnąć, gdyby nie wpływ polityki na piłkę nożną.
8
Tak oto chytry Eduard Strielcow pozbawił ,,nas” udziału w Mundialu 1958:
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
16
Duma Katalonii w Lidze Mistrzów:
24 listopada 2009 r. FC Barcelona pokonuje Inter Mediolan w fazie grupowej Ligi Mistrzów 2:0 po golach Pique i Pedro. Barça bez Ibrahimovicia i Messiego w składzie musiała wygrać z Interem aby objąć prowadzenie w grupie i nie jechać na ostatni mecz grupowy Ligi Mistrzów do Kijowa z nożem na gardle. Guardiola wygrał batalie taktyczną z Mourinho, zwłaszcza w pierwszej połowie. Blaugrana odzyskała w tym czasie aż 47 piłek i to właśnie było kluczem do strzelenia 2 goli i bezpiecznego prowadzenia. Samuel Eto’o, który wrócił po raz pierwszy na Camp Nou po transferze do Mediolanu, praktycznie nie stworzył zagrożenia pod bramką Katalończyków.
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
9
To był pierwszy i niepowtarzalny geniusz Dumy Katalonii:
24 listopada 1912 roku, w wygranym meczu towarzyskim z FC Catalą 12:2(!) Paulino Alcantara strzela swojego trzeciego z rzędu hattricka w swoim trzecim meczu w barwach Blaugrany. Mimo iż był to tylko mecz towarzyski to pamiętajmy że wówczas Paulino liczył sobie… 16 lat i niespełna 2 miesiące!
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
10
Blaugrana w Superpucharach:
23 listopada 1989 r. FC Barcelona remisuje na Camp Nou 1:1 z AC Milan w pierwszym meczu o Superpuchar Europy. Jedynego gola dla Barçy strzelił Guillermo Amor w 67 minucie. Przyszły trener FC Barcelony Frank Rijkaard i przyszły trener Holandii Marco van Basten udali się na Camp Nou z Milanem na pierwszy mecz, a ten ostatni otworzył wynik z rzutu karnego na minutę przed przerwą. Katalońska drużyna odrobiła straty po wyrównaniu w 67. minucie Guillermo Amora ale remis 1:1 nie wróżył dobrze przed rewanżem na San Siro dwa tygodnie później.
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
9
Wspaniałe i nieco zapomniane El Clasico:
23 listopada 1960 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madryt 2:1 w rewanżowym meczu 1/8 Pucharu Europy. ,,Królewscy’’ po 5 zwycięstwach z rzędu w Pucharze Europy byli zdecydowanym faworytem w meczu 1/8 finału szóstej edycji Pucharu Mistrzów Klubowych. Barça wywiozła jednak w pierwszym meczu z Madrytu sensacyjny remis 2:2. Oba gole strzelił Luis Suarez, w tym wyrównującego z rzutu karnego w 88 minucie. W rewanżu dzięki fantastycznej postawie Kubali i golom Vergesa a zwłaszcza Evaristo ,,szczupakiem” na 9 minut przed końcem, Katalończycy odnieśli skromne zwycięstwo 2:1, choć trzeba zaznaczyć że sędzia nie uznał Realowi 3 goli w kontrowersyjnych sytuacjach. Poniekąd była to słodka zemsta na reżimie dyktatora Franco, za bezkarną kradzież Blaugranie genialnego Di Stefano, jak również za stronnicze sędziowanie z 15 kwietnia 1916 r. Koniec końców, pozostał jednak wielki niedosyt, ponieważ Barça przegrała finał tamtej edycji Pucharu Mistrzów z Benficą 2:3.
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
0
@GM90 No ale co to ma niby znaczyć że jakiś koleś sobie stoi a nad nim omijająca go górą strzałka z jakimś chińskim napisem joke?
0
Co to za redakcja? jak pisze tytuł po chińsku na polskiej stronie i w Polsce? Ja się pytam?
8
Nie tylko dla prawdziwych cules:
23 listopada 1901 r. FC Barcelona rozegrała pierwszy mecz na nowo dzierżawionym boisku przy ulicy Horta, zwanym CAMP DE LA CARRETERA D'HORTA, który był zlokalizowany na pograniczu dwóch dzielnic – Sagrera i Guinardó. Wstęp na mecze na tym obiekcie był darmowy, co spowodowało że w dniu inauguracji nowego boiska pojawił się prawdziwy tłum, mimo że klub miał wówczas tylko 104 socios. Jednak ponad 4 tys. osób pojawiło się na tym pierwszym meczu Blaugrany, mierzącym się z zespołem złożonym z marynarzy brytyjskiego statku Calliope, który zacumował w miejskim porcie. Człowiekiem odpowiedzialnym za skontaktowaniem się z rywalami barcelonistów był Arthur Witty, syn angielskiego konsula a poza tym piłkarz klubu. Barça wzmocniona kilkoma piłkarzami CD Hispania, pokonała marynarzy 4:0 a Joan Gamper ustrzelił hattricka, zdradzając instynkt goleadora, który zawsze cechował go jako piłkarza FC Barcelony. Boisko przy ulicy Horta było tymczasowym stadionem dla klubu, który w 1905 r. został zobligowany do opuszczenia go, po tym jak właściciele działki postanowili zbudować tutaj domy mieszkalne. Jednak miejsce to przeszło do historii jako teren, na którym Barça zdobyła pierwsze w historii klubu tytuły: Puchar Macaya w 1902 r. pokonując FC Catale 15:0(!) a także Puchar Barcelony w 1903 r., oba poprzedzające rozgrywki o Mistrzostwo Katalonii. Również na tym obiekcie piłkarze wykorzystywali poddasze domu Can Sabadell jako szatnie. W tym nowym miejscu zawodnicy po raz pierwszy mogli skorzystać z pryszniców, co prawda mocno zaimprowizowanych- woda pochodziła z deszczu padającego przez przeciekający dach domu. Sufit poddasza pokryty był kłosami i pajęczyną. Miednica, dzban, blaszany wazon i lustro, które zapewnił John Parsons, były jedynymi przedmiotami w szatni do czasu aż inny piłkarz- Albeniz, przyniósł kilka wieszaków. Gamper również pomagał przy urządzeniu pomieszczenia: kupił drewnianą skrzynkę zamykaną na kłódke, ażeby zostawiać w niej grzebienie i szczotki.
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
1
@mekston Właśnie przed chwilą skończyłem oglądać ten mecz i muszę przyznać że ,,moja" Argentyna miała sporo szczęścia że wygrała ten mecz plus niesłusznie usunięty z boiska Joelinton. Akurat o tym że Argentyna po raz pierwszy wygrała z Brazylią w eliminacjach na jej terytorium i zakończyła ich serie 54 meczów bez porażki to nie wiedziałem. Po prostu nigdy tego nie sprawdzałem, no ale że druga z rzędu na Maracanie wogóle, to chyba większość o tym wiedziała...
0
Komentarz usunięty przez użytkownika
10
Legendarne mecze, niezapomniane rekordy:
22 listopada 1903 r. FC Barcelona gromi Salut S.C. 10:0(!) w ramach Mistrzostw Katalonii. W meczu tym debiutują znakomici legendarni piłkarze- Roma Forns(pierwszy w historii kataloński trener) oraz genialny snajper- Carles Comamala(twórca pierwszego herbu FCB). Jednocześnie obaj strzelają gole w debiucie, Forns jednego a Comamala aż 4!
22 listopada 2014 r. FC Barcelona gromi na Camp Nou FC Seville 5:1 w 12-tej kolejce Primera Division. W tym meczu hattrickiem popisuje się Lionel Messi, dzięki czemu bije jednocześnie 2 rekordy klubowe a mianowicie rekord Paulino Alcantary(395 goli) oraz rekord Primera Division Telmo Zarry(251 goli).
No to oglądamy:
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
4
Mamy to! Zwycięstwo na Maracanie i jeśli się nie myle to drugie z rzędu!
Viva la Argentina!!! Para siempre!!!
0
@fc20barca Jak najbardziej, za Dume Katalonii!
15
Panie i Panowie, szanowni cules, 146 lat temu urodził się Hans-Max Gamper Haessig, człowiek, który założył FC Barcelone. Szwajcar nie jest jedynie założycielem i wieloletnim prezydentem FC Barcelony. Mało kto zdaje sobie sprawę, że był także pierwszym kapitanem Barcy zdobywając rekordowe 120 goli(!) w 51 spotkaniach. Bez cienia wątpliwości należy on do najważniejszych osób w całej historii klubu ze stolicy Katalonii, dlatego każdy szanujący się culé powinien znać taką postać.
Przez wielu uważany za pioniera piłki nożnej urodził się w Winterthur w Szwajcarii. Po śmierci matki reszta rodziny przeprowadziła się do Zurychu. Szwajcar był niezwykle usportowionym dzieckiem, łączył miłość do futbolu z golfem, kolarstwem, lekkoatletyką, pływaniem, rugby oraz tenisem. W Zurychu założył Excelsior, nieco później grał dla FC Basel i FC Zürich. W wieku 18 lat opuścił Szwajcarię i zamieszkał w Lyonie, we Francji, gdzie grał w rugby dla drużyny Athletique Union. Rok później w drodze do Afryki odwiedził w Barcelonie swego wuja Emila Gaisserta. Miasto tak go zauroczyło, że postanowił zostać tutaj na stałe. Po jakimś czasie nauczył się płynnie mówić po katalońsku oraz zmienił imię na Joan. W stolicy Katalonii pracował kolejno w firmie kolejowej, jako redaktor kolumny sportowej w gazetach szwajcarskich oraz pomagał w publikacji hiszpańskiego magazynu „Los Deports”. Szwajcarowi brakowało zespołu piłkarskiego z prawdziwego zdarzenia, dlatego 22 października 1899 roku umieścił w gazecie „Los Deports” ogłoszenie o chęci stworzenia klubu piłkarskiego w Barcelonie. Piłka nożna nie była jeszcze tak popularnym sportem jak dziś, lecz 29 listopada 1899 roku w sali gimnastycznej Gimnasio Solé brytyjscy, katalońscy i szwajcarscy miłośnicy futbolu założyli Futbol Club Barcelona. Akt założycielski podpisali: Joan Gamper, Walter Wild, Lluís d’Ossó, Bartomeu Terrados, Otto Kunzle, Otto Maier, Enric Ducal, Pere Cabot, Carles Pujol, Josep Llobet, John Parsons i William Parsons. Pierwszym prezydentem klubu został Walter Wild, skarbnikiem mianowano Bartomeu Terradasa, a funkcję sekretarza powierzono Lluísowi d’Ossó. Wkrótce później stworzono herb oraz wybrano barwy FC Barcelony. Gamper nie chciał objąć urzędu prezydenta klubu, wolał skupiać się na jak najlepszej grze dla swojego zespołu. Założyciel FC Barcelony ma się czym pochwalić, bowiem zdobył aż 120 goli w 51 meczach.
Po serii spotkań towarzyskich w 1901 roku katalońska drużyna wzięła udział w turnieju o puchar ufundowany przez Alfonso Macaya (pierwowzór Mistrzostwa Katalonii) zajmując w nim drugie miejsce. Kolejna edycja była prawdziwą demolką. Barça rozgromiła wszystkich rywali strzelając w ośmiu meczach 60 goli, tracąc zaledwie dwa. W 1905 roku FC Barcelona triumfowała w Pucharze Katalonii, wygrywając w finale z Espanyolem 3:2. Mimo tego klubowi groził upadek. Nie miał kto płacić składek, gdyż w 1908 roku było jedynie 38 socios (członków klubu).
Po rezygnacji ze stanowiska Vicença Reiga(rządził klubem przez 22 dni) urząd prezydenta Blaugrany obejmuje jej założyciel Joan Gamper. Najprawdopodobniej tego samego dnia podczas zebrania klubu niezręczną ciszę przerwał jeden z piłkarzy niejaki Wallace mówiąc: „Czy naprawdę nie ma nikogo odważnego na tyle, żeby spróbować uratować klub. Jeśli ktoś się znajdzie, może liczyć na pełne poparcie graczy”. Reakcja nowego sternika Dumy Katalonii była niemal natychmiastowa. „FC Barcelona nie może umrzeć i nie umrze! Jeżeli nikt mnie nie poprze, wezmę całą odpowiedzialność za klub na siebie. Mam pewność, że będę miał wsparcie tych ludzi, którzy byli ze mną, kiedy futbol uważano za głupotę i dziwactwo. Pragnę zapomnieć o błędach, przez które oddaliłem się od klubu i mam zamiar walczyć o odzyskanie świetności klubu. Jeśli ktoś się ze mną zgadza, niech mówi”. Słowa założyciela zachęciły wszystkich do działania. Zaczęto wierzyć w odbudowę zespołu. Wśród wielu inicjatyw Gampera było między innymi sprowadzenie byłych członków klubu, dzięki czemu liczba socios przekroczyła 200 osób. W sezonie 1908-09 Barça dyrygowana przez Szwajcara nie przegrywając żadnego spotkania zdobyła kolejne Mistrzostwo Katalonii. Kolejnym z wyzwań, z jakim się spotkał w czasie swojej pierwszej kadencji było znalezienie swojemu klubowi kawałka ziemi w celu zbudowania pierwszego własnościowego stadionu Camp del Carrer Indústria.
Według historycznych anegdot właśnie na tym mającym jedynie drewniane ławki obiekcie powstało słynne określenie fanów Barcelony – culés, ponieważ z perspektywy ulicy widać było jeden „tyłek” (culo oznacza tyłek) obok drugiego i tak już zostało do dnia dzisiejszego. 14 października 1909 roku Gamper zakończył swoją kadencję, lecz zdecydował się pozostać w zarządzie.
17 listopada 1910 roku, podczas spotkania zarządu ponownie wybrali na prezydenta Joana Gampera. O ile w pierwszej kadencji Szwajcar zmagał się jedynie z problemami finansowymi tym razem musiał sprostać także niechęci ze strony Hiszpańskiej i Katalońskiej Federacji Piłkarskiej. Mimo tego Duma Katalonii wywalczyła Mistrzostwo Katalonii, sięgnęła po Puchar Hiszpanii, a liczba socios wzrosła do 367. W sezonie 1911/12 FC Barcelona zdobyła wówczas (nieoficjalne) Mistrzostwo Hiszpanii oraz Puchar Pirenejów. Niestety przeciwko klubowi wystąpili piłkarze, domagając się zapłaty za ich grę. Ze względu na napiętą sytuację prezydent chciał podać się do dymisji, jednak ostatecznie pozostał na swoim stanowisku. Warto dodać, iż 14 sierpnia 1912 roku w klubie pojawił się jeden z najlepszych piłkarzy w historii Barcy Paulino Alcántara. Rok później nieporozumienia z Federacją Katalonii i Hiszpanii przybrały na sile wskutek czego Barcelona zostaje usunięta z obu organizacji. Pod koniec tego burzliwego sezonu (30 czerwca 1913 roku) zmęczony ciągłymi sporami Gamper składa rezygnację, lecz jego rozłąka ze stanowiskiem nie trwała długo. 17 czerwca roku 1917 ponownie zostaje wybrany na prezydenta, za cel stawiając sobie zrekonstruowanie klubu. Jedną z pierwszych decyzji było pozyskanie pierwszego profesjonalnego trenera Anglika Jacka Greenwell’a. W 1919 roku Gamper sprowadził kolejne dwie legendy Dumy Katalonii: Ricardo Zamorę i Josepa Samitiera. Jednak 19 czerwca tego samego roku, kolejne problemy nękające Blaugranę zmuszają Szwajcara do ustąpienia ze stanowiska.
17 lipca 1921 roku, założyciel klubu zostaje jego prezydentem po raz czwarty. Sezon 1921/22 na długo zapisał się w pamięci sympatyków Barcelony. Zespół wywalczył wówczas mistrzostwo Hiszpanii i Katalonii, a 20 maja 1922 roku do użytku został oddany nowy, mogący pomieścić 25 000 osób, legendarny już dzisiaj stadion Les Corts.
Pod koniec sezonu 1922/23 klub miał już ponad 10 000 socios, co w tamtych czasach było wynikiem godnym pozazdroszczenia. W końcu po 742 dniach prezydentury Joan Gamper odchodzi z zarządu, lecz nie na długo – 1 czerwca 1924 roku, tuż przed świętowaniem Srebrnej Rocznicy założenia FC Barcelony, po raz ostatni obejmuje stery Dumy Katalonii. 17 grudnia 1925 roku, na rozkaz dyktatora Hiszpanii Miguela Primo de Rivery, cały zarząd został odsunięty od klubu za propagowanie katalońskiego nacjonalizmu.
W odpowiedzi przed jednym ze spotkań kibice Blaugrany spalili hiszpańską flagę oraz zagłuszyli hymn Hiszpanii co zakończyło się zamknięciem Les Corts na pół roku. Oskarżony o dowodzenie całą akcją Joan Gamper raz na zawsze zakończył swoją długą przygodę z FC Barceloną i udał się do Szwajcarii. To był początek równi pochyłej dla założyciela Barcy. W obliczu problemów finansowych oraz rozłąki z ukochanym klubem Gamper popadł w głęboką depresję, która zakończyła się samobójstwem 30 lipca 1930 roku. Jak można się było spodziewać na jego pogrzeb przyszły tłumy fanów Blaugrany. Szwajcar został pochowany na cmentarzu Montjuic w Barcelonie. W celu uczczenia jego pamięci FC Barcelona zastrzegła kartę członkowską z numerem 1, kilkanaście lat później (w 1966 roku) ówczesny prezydent Enric Llaudet stworzył turniej na cześć założyciela i wieloletniego prezydenta klubu. Szwajcar był przykładem całkowitego poświęcenia się dla swojego „dziecka”. Na szczęście pamięć po nim nie zginęła. Joan Gamper jako jeden z najważniejszych osobistości w historii FC Barcelony powinien być doskonale znany nie tylko przez culés, ale także przez wszystkich sympatyków hiszpańskiego futbolu. Bez wątpienia bez jego zaangażowania dzisiejsza pozycja Blaugrany nie byłaby w ogóle możliwa. Zapamiętajcie historię człowieka, który stworzył i uczynił Dumę Katalonii znaną niemal na całym świecie.
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
1
@Comentateiro Michniewicz i Probierz w top 3? Tego bym się po tobie nie spodziewał...
4
Nie jestem w stanie oglądać meczu eliminacji mistrzostw świata Brazylia-Argentyna(obejrze jutro powtórke) ale zawsze całym sercem za Albicelestes:
Vamos! Vamos! Argentina!
Vamos! Vamos! a ganar!