0

@mrboom No musze powiedzieć że te dwa warunki na raz będą ciężkie do zrealizowania no ale póki piłka w grze to kto wie, może się uda, w końcu to dla dobra polskiego futbolu>

1

@Lionel_Messi10 W sumie i tak bym nie oglądał bo już gdzieś dojrzałem że losowanie o 1.30 w nocy! Jutro sobie zobacze, w końcu to nie mecz Albicelestes, więc nie wielka strata...

0

Szanowni kibice futbolu, mam do was bardzo ważne pytanie. Otóż czy każdy remis Rakowa Częstochowa z Atalantą Bergamo daje awans z grupy Ligi Europy?
Ps. Bardzo żałuje że pan Marek Papszun opuścił(z całkiem niewiadomych dla mnie przyczyn?) ,,swój" Raków Częstochowa. W kontekście europejskich pucharów jest to nie odżałowana strata dla polskiego futbolu...

1

@Lionel_Messi10 O której i na jakim programie będzie losowanie?

9

,,Wunderteam”:

7 grudnia 1932 r. Anglia pokonała Austrie 4:3(2:1). W muzeum Historycznym w Wiedniu znajduje się namalowany w 1948 r. obraz Paula Meissnera ,,Das Wunderteam”. Przedstawia on wybiegającą na boisko najlepszą jedenastke w dziejach austriackiego futbolu i jej trenera, Hugona Meisla. Obraz ma wymiary 200 x 160 cm. Jego kopie zdobią wiele siedzib austriackich klubów. O tej drużynie na początku lat trzydziestych ubiegłego wieku słyszał cały świat. Losy jej piłkarzy wplotły się w historie Europy. Nazwę Wunderteam nadał austriackiej reprezentacji niemiecki dziennikarz tuż po jej zwycięstwie nad Niemcami 6:0! w maju 1931 r. Od tamtej pory do lutego 1933 r. rozegrała ona 15 meczów, z których dwanaście wygrała, ponosząc tylko jedną porażke(3:4 z Anglią w Londynie). Ostatni mecz, który uważa się za koniec Cudownej Drużyny, rozegrany został 12 lutego 1933 r. na Parc des Princes w Paryżu. Austria rozgromiła wówczas Francje 4:0. Niemal każda wielka drużyna miała wyjątkowego trenera, w tym wypadku Hugo Meisla, który był również cenionym sędzią, współtworzył przepisy gry i działał w FIFA. Pod koniec lat 20-tych opracował projekt pierwszych w historii międzynarodowych rozgrywek klubowych w Europie, tzw. Mitropa Cup, będących pierwowzorem Pucharu Mistrzów. Pełnił godność sekretarza Austriackiego Związku Piłki Nożnej ale przede wszystkim prowadził reprezentacje. Po serii 10 zwycięstw w 12-tu meczach, 1 grudnia 1932 r. Austriacy wsiedli w Wiedniu do Orient Expressu jadącego do Londynu. Trenowali na boisku Arsenalu, przyjęto ich bankietem w restauracji stadionu Wembley a mecz z Anglią rozgrywali na Stamford Bridge. Byli pierwszą reprezentacją z Europy Środkowej, zaproszoną przez The Football Association. O Austrii można było wówczas powiedzieć że to nieoficjalny mistrz Europy. Anglia natomiast była potęgą. Rok wcześniej pokonała Hiszpanię 7:1(z Zamorą w bramce) a przez 56 lat nie wygrała z nią żadna reprezentacja spoza Wysp Brytyjskich(pierwsza była Hiszpania, 4:3 w Madrycie w 1929).

Anglicy zaprosili jako rozjemcę najlepszego sędziego przed wojną, Belga Johna Langenusa. Anglicy prowadzili od 5 minuty po strzale napastnika Blackpool Jimmy’ego Hampsona. W 17 minucie ten sam piłkarz podwyższył na 2:0. Austriacy zdobyli pierwszego gola po strzale Zischka, 6 minut po przerwie. Ludzie na trybunach już nie siedzieli. Ogladali mecz na stojąco, bo i tak wstawali niemal bez przerwy po akcjach jednych i drugich. William Houghton strzelił na 3:1, po czym legendarny Sindelar na 3:2. Samuel Crooks na 4:2 i wreszcie Schall ustalił wynik na 4:3. W ciągu ostatnich 7 minut przewagę mieli Austriacy, lecz nie udało im się wyrównać. O meczu pisała prasa całej Europy. Langenus stwierdził że był to najlepszy mecz jaki kiedykolwiek w życiu sędziował. Kilka miesięcy później, po porażce z Czechosłowacją już nie mówiło się o Cudownej Drużynie ale jej piłkarze wciąż grali i to nieźle. Na mistrzostwach świata w 1934 r. zajeli 4 miejsce. Mogło być lepiej ale Austriacy mieli pecha. W półfinale trafili na gospodarzy- Włochów, których sędziowie bezpiecznie konwojowali do finału. To nie wszystko. Mecz w Mediolanie toczył się podczas padającego deszczu, w błocie po kostki a w takich warunkach Austriacy, opierający swoja gre na szybkich podaniach po ziemi, mieli znacznie mniejsze szanse. O zwycięstwie Włochów zadecydował jeden celny strzał. Przed kolejnymi mistrzostwami świata Niemcy zaanektowały Austrie. Hugo Meisl już tego nie doczekał. W lutym 1937 r. zmarł na atak serca, dożywszy zaledwie 55 lat. Wykańczała go sytuacja polityczna i coraz bardziej dotkliwe objawy antysemityzmu. Po wojnie znalazł się w Galerii Sław ludzi pochodzenia żydowskiego, mających wpływ na rozwój piłki nożnej.


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

7

Barça w Superpucharze Europy:

7 grudnia 1989 r. FC Barcelona przegrała na San Siro 1:0 w rewanżowym meczu o Superpuchar Europy z AC Milan. Blaugrana po zdobyciu Pucharu Zdobywców Pucharów zagrała w Superpucharze z AC Milan. Po remisie 1:1 w pierwszym meczu, Katalończycy musieli zdobyć gola na San Siro. Niestety, z powodu kontuzji i żółtych kartek zagrali w krajowym składzie. Bez Laudrupa, Koemana i Aloisio. Przez pierwsze pół godziny Barça dominowała, lecz jedynego gola w meczu zdobył pomocnik gospodarzy Evani. Na wyższą porażke nie pozwolił najlepszy na boisku w Dumie Katalonii- Andoni Zubizarreta. Poza tym Jordi Roura doznał poważnej kontuzji kolana, która właściwie zakończyła jego karierę. W gazetach hiszpańskich bramkarz Milanu Galli nie został oceniony z powodu… braku jakiejkolwiek interwencji. Barça Cruijffa miała w tamtym sezonie bardzo duże problemy ze zdobywaniem goli na wyjeździe. Mecz w Mediolanie był siódmym w sezonie poza Camp Nou, w którym Blaugrana nie pokonała bramkarza rywali.





@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

0

@ViscaelBarca2007 Nie no, to oczywiste że mistrzostwo nie jest absolutnie rozstrzygnięte. Mi chodziło głównie o taką serie ,,Obywateli", którym chyba juz dawno się to nie przydarzyło? Jeśli chodzi o Kevina, to owszem wróci, tylko pytanie w jakiej dyspozycji będzie po kontuzji i generalnie czy ,,Cityzens" nie pogubią przez to zbyt dużo punktów...?

1

@Lionel_Messi10 ...i jeśli się nie myle to był 374 gol na poziomie pierwszej ligi, czym zrównał się z legendarnym Nordhalem i Di Stefano

0

Wczoraj nie dałem rady obejrzeć całego meczu pomiędzy Aston villa a Manchesterem City(tylko pierwsza połowe) a teraz patrze i co widze? Aston Villa wygrała(!) i wskoczyła na 3 miejsce od... nie pamiętam nawet kiedy? Dziwne że jeszcze nie dawno Aston Villa potrafiła wygrać na White Hart Lane z Tottenhamem! Co to się dzieje z Pepa Manchesterem City(?) a zwłaszcza co to się dzieje z Aston Villą że tak idzie jak burza..?

8

Duma Katalonii w europejskich pucharach:

7 grudnia 1977 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Ipswich Town 3:0 w rewanżowym meczu 1/8 finału PUEFA. Po pierwszym meczu szanse na awans spadły niemal do zera. Po porażce 3:0 w Ipswich 23 listopada trener Rinus Michels stwierdził że ,,w takich spotkaniach kluczowe jest strzelenie gola na wyjeździe”. Dodał też: ,,Najważniejsze jednak że zostało przed nami 90 minut i… 3 gole do zdobycia”. Holenderski szkoleniowiec okazał się prorokiem. Na deszczowym spotkaniu na trybunach pojawiło się zaledwie 30 tys. widzów. W poprzednim tygodnia Barça przegrała u siebie z Realem Madryt 2:3, więc zawodnicy chcieli wynagrodzić kibicom porażke z odwiecznym wrogiem. Po 2 golach Cruijffa Blaugrana pewnie prowadziła 2:0, lecz do dogrywki potrzebny był jeszcze jeden gol. Wreszcie w 88 minucie Rexach wyrównał rezultat dwumeczu strzelając gola z rzutu karnego. Dogrywka nie przyniosła zmiany rezultatu i tak jak w poprzedniej rundzie z AZ Alkmaar, Barça musiała walczyć w serii rzutów karnych. Anglicy wykorzystali jedynie jeden z czterech karnych i Cruijff nie musiał już wykonywać swojej próby w piątej kolejce. Wściekły był natomiast trener gości, Bobby Robson: ,,Gdybym tylko powiedział to, co myśle o arbitrze tego spotkania….”.



@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

9

Wspaniałe legendy futbolu:

6 grudnia 1936 r. urodził się Alberto Spencer, ekwadorski napastnik, 3-krotny Zdobywca Copa Libertadores-1960, 1961, 1966; 2-krotny Zdobywca Pucharu Interkontynentalnego-1961 i 1966 oraz 7-krotny Mistrz Urugwaju(z Peñarol)-1960,1961,1962,1964,1965,1967 i 1968. Już jako chłopiec odznaczał się niezwykłą sprawnością. Było jasne że ten diament wymaga szlifu i równie oczywiste iż Ekwador jest dla niego za ciasny. W Peñarol Montevideo u boku takich znakomitości jak Martinez, Hohberg, Goncalvez, Cubilla czy Rocha, jego talent rozkwitał w imponującym tempie. W doświadczone trenerskie ręce wziął go Roberto Scarone. Już 1 kwietnia 1960 w Wielkich Derbach Montevideo strzelił gola, dzięki któremu Peñarol zremisował z odwiecznym rywalem-Nacionalem. W tymże roku debiutował w rozgrywkach Copa Libertadores w meczu z boliwijskim Jorge Wilsterman zdobywając na dzień dobry 4 gole! A potem ruszyła niepowstrzymana lawina goli strzelanych na wszystkie możliwe i niemożliwe sposoby. Spencer uderzał równie celnie obiema nogami jak i głową. Trafiał z woleja, z przewrotki a niekiedy szedł na samotny przebój. Jednak głównie wykorzystywał precyzyjne podania kolegów rzucających mu piłkę na dobieg na wolne pole. Dzięki wrodzonej szybkości potrafił niemal zawsze uprzedzić obrońców. Decydowały sekundy i centymetry, lecz ekwadorski atleta posiadał nieprawdopodobny refleks i orientację chociaż zazwyczaj na plecach siedziało mu przynajmniej dwóch przeciwników. Większość wysokich dośrodkowań również zamieniał na bramki. Słowem okazał się graczem na którego Peñarol czekał wiele lat. W systemie 4-2-4 pełnił funkcję ,,punta de lanza’’(ostrze włóczni)-napastnika najbardziej wysuniętego do przodu. Zarówno z Sasią jak i Peruwiańczykiem Joyą doprowadził do perfekcji słynną ,,pared’’ czyli ścianę-błyskawiczną wymianę podań. Jego rekordy strzeleckie w lidze urugwajskiej ustępują tylko wyczynom Atillo Garcii i Fernando Moreny. Łącznie w karierze zdobył 326 goli a byłoby ich pewnie znacznie więcej gdyby nie częste kontuzje bowiem stanowił obiekt bezpardonowych interwencji. Po zderzeniu z bramkarzem Nacional Robertem Sosą doznał nawet otwartego złamania nogi. Czterokrotnie był goleadorem rozgrywek krajowych a mistrzem Urugwaju siedmiokrotnie. Swą 200-setną bramkę dla Peñarol strzelił w okolicznościach jakby wymarzonych dla takiego jubileuszu. 22 maja 1966 na Estadio Nacional w Santiago w trzecim już dodatkowym meczu finałowym Copa Libertadores przeciwnikiem Urugwajczyków był sam River Plate. I właśnie strzał, którym Spencer wyprowadził w pole najsłynniejszego bramkarza Argentyny, legendarnego Amadeo Carrizo, dał Peñarolowi upragniony puchar. Wyczyny ekwadorskiego bombardiera w tej klubowej konkurencji nie mają sobie równych. Trzykrotnie zdobywał Copa Libertadores a dwukrotnie Copa Intercontinental równoznaczny z tytułem najlepszej drużyny klubowej świata! Nikt do tej pory nie pobił jego rekordu. W rozgrywkach Copa Libertadores z 54 golami(48 dla Peñarolu i 6 dla Barcelony Guayaquil) pozostaje snajperem wszechczasów w dziejach tej imprezy! Po zakończeniu niezwykłej kariery już w latach 80-tych ten ,,najwybitniejszy w historii ambasador Ekwadoru’’ został prawdziwym dyplomatą, pełniąc funkcję sekretarza administracyjnego ambasady w Montevideo, gdzie od dawna już zamieszkiwał na stałe. Ale też nikt nie rozsławił w tej mierze egzotycznego kraju nad Oceanem Spokojnym jak Alberto Spencer. Zmarł na skutek powikłań po ataku serca w klinice w Stanach Zjednoczonych 3 listopada 2006 roku.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Arkon
@AssisMoreira

11

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

6 grudnia 1914 r. w Königshütte urodził się Jerzy Wostal. Razem z Leonardem Piątkiem tworzył w AKS-ie niesamowicie skuteczny duet. Obaj panowie dzielili się nie tylko zdobyczami bramkowymi, ale też funkcją kapitana. Wostal znakomicie czuł się w polu karnym, ale kiedy widział lepiej ustawionego kolegą, to potrafił go obsłużyć precyzyjnym podanie. Przygodą z piłką zaczynał w klubie Zjednoczeni Przyjaciele Sportu w Chorzowie. Jako 19-latek dołączył do AKS-u. Tam występował aż do wybuchu wojny i dał się poznać jako bardzo skuteczny strzelec. Na pierwszy występ na ekstraklasowych boiskach musiał poczekać do 1937 r. 11 kwietnia 1937 r. zagrał w wygranym 3:1 starciu z Ruchem, a dwa tygodnie później w meczu z Cracovią uzyskał swoją pierwszą bramkę w elicie. Przez cały sezon był jedną z głównych postaci w zespole i z 11 golami okazał się jego najskuteczniejszym strzelcem. To dzięki bramkom Wostala i Piątka AKS zajął w tamtym sezonie drugie miejsce w tabeli. Rok później nadal był czołowym zawodnikiem drużyny. Pod względem zdobyczy bramkowych znacznie jednak już ustępował Piątkowi, choć należy pamiętać, że bardzo często to po jego podaniach Piątek strzelał gole. Na początku wojny przez dwa lata występował w Vorwärts-Rasensport Gleiwitz. Po zakończeniu działań wojennych nie można było o nim w Polsce pisać. W zgodzie z rodzinnymi sympatiami wybrał życie w Niemczech i niemieckie obywatelstwo. Nigdy jednak nie zachował się wobec Polski nieelegancko. Osiedlił się w malowniczej Pasawie, która jest położona na licznych wzgórzach rozdzielonych trzema zbiegającymi się na jej terenie rzekami – Dunajem, Inn i Ilz. Tam do 1954 r. grał dla miejscowego 1. FC. W reprezentacji Polski pierwszy raz zagrał, podobnie jak jego partner z ataku Piątek, w meczu z Łotwą w Rydze w 6 września 1936 r. Spotkanie zakończyło się remisem 3:3 a Wostal otworzył wynik strzałem głową w 20. minucie. Miesiąc wcześniej był rezerwowym w czasie igrzysk w Berlinie i czekał na ewentualne wezwanie w kraju. W 1937 r. był ważnym ogniwem drużyny, która w walce o przepustki na mistrzostwa świata pokonała Jugosławię. W wygranym 4:0 meczu w Warszawie strzelił trzeciego gola, pieczętując praktycznie naszą wygraną. Kałuża jednak nie znalazł dla niego miejsca w szerokiej kadrze powołanej na turniej we Francji, za co spotkała go ostra krytyka ze strony prasy. Ostatni mecz w biało-czerwonych barwach Wostal rozegrał 27 maja 1939 r. Polska zremisowała wówczas z Belgią 3:3 a napastnik wpisał się na listę strzelców. Był wśród zawodników, którzy mieli nas reprezentować na igrzyskach w 1940 r. Po latach młodość wspominał jako pasmo niezapomnianych przeżyć a czas spędzony w AKS-ie jako najpiękniejszy w życiu. W Reprezentacji rozegrał 10 meczów, strzelając 4 gole.



@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

8

Zapomniane legendy futbolu:

6 grudnia 1907 r. urodził się Giovanni Ferrari, włoski środkowy pomocnik; 2-krotny Mistrz Świata(1934 i 1938) ; 8-krotny Mistrz Włoch(5 z rzędu z Juventusem, 2 z Interem Mediolan i jedno z FC Bologną). Giovanni Ferrari to współrekordzista pod względem zdobytych tytułów mistrza Italii przez jednego zawodnika(ośmiokrotnie). Takim wyczynem może się jeszcze pochwalić niejaki Giuseppe Furino(8 tytułów z Juventusem). Jako piłkarz Interu Giovanni wygrał Serie A w 1938 i 1940. Po za tym pięciokrotnie zdobywał tytuł z Juventusem i raz z Bologną. Ferrari urodził się w Alessandrii i tam też zaczynał swoją karierę. Na rok czasu zakotwiczył w Internaples Napoli a w 1930 roku przeszedł do Juventusu. W drugiej połowie lat 30-tych grał w Interze-debiutował w meczu z Triestiną(5:0). W reprezentacji Włoch zadebiutował w 1930 roku i przez 8 lat rozegrał w niej 44 spotkania strzelając 14 goli. Kilka z tych goli były dość ważne jak choćby trafienie na 1:1 w meczu z Hiszpanią na mundialu w rodzinnej Italii. Był to mecz ćwierćfinałowy a w powtórzonym meczu(takie wówczas obowiązywały przepisy)choć Giovanni nie mógł zagrać z powodu kontuzji, Włosi wygrali 1:0. Cztery lata później na mistrzostwach świata we Francji co prawda żadnego gola nie strzelił ale był pewnym punktem pomocy ,,squadra azzura’’ i rozegrał wszystkie 5 spotkań a Włosi obronili tytuł mistrzowski. Ostatni mecz w reprezentacji rozegrał w grudniu 1938 roku a karierę zakończył w 1942 roku. Po zawieszeniu butów na kołku, zajął się pracą trenerską. W tej właśnie roli powrócił na San Siro w sezonie 1942/43. Podczas mistrzostw świata w Chile w 1962 roku był jednym z członków sztabu trenerskiego prowadzącego kadrę Włoch.



@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

10

Kalendarium El Clasico:

Dokładnie 20 lat temu(w pierwszym sezonie Franka Rijkaarda) FC Barcelona poległa na Camp Nou w El Clasico 1:2. Real niemal przez 20 lat nie potrafił wygrać na tym stadionie w La Liga. W międzyczasie udało mu się to w Pucharze Króla i w Lidze Mistrzów w 2002 r. ale w Primera Division zdołał jedynie pięciokrotnie zremisować w 20 meczach. Niestety w 2003 r. Duma Katalonii nie dała rady obronić swojej twierdzy, tracąc 2 gole po rykoszetach. Zbyt późno strzelony gol kontaktowy Kluiverta nie pozwolił już na doprowadzenie do remisu. Brak Ronaldinho i świetny mecz Casillasa były główną przyczyną tryumfu ,,Los Blancos”. No cóż, ale co się odwlecze to nie uciecze, ponieważ w rewanżu podopieczni Rijkaarda wygrali na Santiago Bernabeu identycznym rezultatem jak na Camp Nou czyli 2:1, po golach: ponownie Kluiverta oraz Xaviego.





@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

0

@FcPortoFan1999 A to troche szkoda bo będę musiał wtedy oglądać z internetu...

0

@FcPortoFan1999 Według mnie to trzeba współczuć tym którzy zarządzają mecze w grudniu, zwłaszcza w takich warunkach...

0

Czy ktoś się orientuje na jakim programie będą pokazywane klubowe mistrzostwa świata?

7

Najstarszy profesjonalny oraz międzynarodowy turniej w dziejach futbolu:

5 grudnia 1959 r. Brazylia pokonała w Guayaquil Paragwaj 3:2. To był mecz otwierający 27 edycje Copa America. Po raz pierwszy i jedyny w historii Campeonato Sudamericano odbyło się dwukrotnie w tym samym roku. Jeszcze nie przebrzmiały echa i komentarze po wiosennej imprezie w Buenos Aires a już w grudniu tegoż 1959 roku najlepsi piłkarze z kontynentu zjeżdżali do Ekwadoru. Formalnym powodem było uroczyste otwarcie nowego, pięknego Estadio Modelo w Guayaquil, mieszczącego ponad 55 tys. widzów. Rzeczywiście frekwencja dopisała nad podziw i niemal na każdym meczu trybuny były szczelnie wypełnione. Żywe wciąż było w Guayaquil wspomnienie fantastycznego turnieju z 1947 i niezapomnianych wyczynów Moreno, Di Stefano, Loustau, Valeriono Lopeza, Gambetty czy Livingstone”a. Obrońca tytułu, Argentyna wydawała się murowanym faworytem. Postanowiono powtórzyć eksperyment z połowy dekady, zestawiając po raz drugi w historii w komplecie klubową piątke napadu. Ponieważ rozgrywki ligowe sezonu 1959 w wielki stylu wygrało San Lorenzo, reprezentacyjny atak sformowali: Facundo, Ruiz, Omar Garcia, Sanfilippo, Boggio. Wprawdzie formacja ta żadnego meczu nie dokończyła w takim zestawieniu bo na zmiany wchodzili Pizzuti i Belen, niemniej słynny rekord Independiente został wyrównany. Formacja ta była idealnie zgrana i rozumiejąca się ,,na pamięć”. Potwierdziło się to w pierwszym, zwycięskim meczu z Paragwajem(4:2). Rozbicie tej formacji już w następnym meczu z Ekwadorem zakłóciło płynność gry, co w efekcie zakończyło się nieoczekiwaną stratą punktu. Cztery dni później przeciwnikiem Argentyny był Urugwaj. Ciągłe roszady w składzie Albicelestes i brak konsekwencji taktycznej doprowadziło do klęski, której rozmiary były zatrważające. Po 25 minutach Urugwajczycy prowadzili 3:0, potem już tylko niemiłosiernie punktując rozbitych psychicznie przeciwników. Wynik 5:0 był szokiem dla całej sportowej Argentyny i zwiastował nadejście ciężkich czasów dla jej futbolu. Nie pomogło w niczym zwycięstwo nad Brazylią 4:1, tym bardziej iż mistrzowie Świata przysłali do Ekwadoru trzeciorzędną ekipe, złożoną z graczy stanu Minas Gerais. Urugwaj natomiast zaczął rozgrywki od wygranej z Ekwadorem i zakończył stratą punktu ze słabiutkim Paragwajem. Mimo zwycięstwa Celestes w turnieju, przez prase przetoczyła się namiętna fala krytyki a na trenerze Corazzo nie zostawiono suchej nitki. Wytykano mu złą koncepcje kadrową, rezygnacje z renomowanych piłkarzy Peñarol i tysiąc innych grzechów. Jednak personalnie eksperymenty trenera miały swoje uzasadnienie. Po niepowodzeniu w poprzednim turnieju postanowił on radykalnie odmłodzić zespół i głębiej sięgnąć do przebogatych rezerw, które jak słusznie podejrzewał, tkwią w mniejszych klubach. Trzon drużyny stanowili zawodnicy Nacional Montevideo, u boku których wspaniale rozkwitły nowe talenty. Podobny schemat zastosował Atilio Narancio w roku 1923. W efekcie Urugwaj tryumfuje po raz 10-ty w historii, wyprzedzając o 2 punkty Argentynę i o 3 Brazylię. Królem strzelców turnieju zostaje legendarny napastnik Jose Sanfilippo z dorobkiem 5 goli. Natomiast najlepszym piłkarzem turnieju wybrano Alcidesa Silveire.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

0

@FcPortoFan1999 No zgoda ale napisałem ,,daleko w tyle za czołówką" czyli między dnem a drugą połówką. Natomiast że idzie krok po kroku ku lepszemu to się absolutnie zgadzam.

0

@FcPortoFan1999 Nasza Ekstraklasa to raczej nie jest dno ale biorąc pod uwage Europe to niestety jesteśmy daleko w tyle za czołówką. Biorąc pod uwage europejskie puchary to tylko Legia, Lech i ostatnio Raków mogą co najwyżej powalczyć w fazach grupowych tych rozgrywek a to nie świadczy pozytywnie o jakości naszej Ekstraklasy, choć i tak w ostatnich latach ten poziom się podniósł głównie dzięki piłkarzom zagranicznym...

9

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

5 grudnia 1930 r, w Zabrzu-Biskupicach urodził się Ginter Gawlik. Dorastał w Biskupicach, które dzisiaj są dzielnicą Zabrza. Pierwsze piłkarskie nauki zaczął pobierać w czasie okupacji. Trenował w niemieckim kolejowym klubie Reichsbahn SV Borsigwerk. Po zakończeniu działań wojenny był zawodnikiem Górnika Biskupice, w którym spędził pięć lat. Talent młodego zawodnika został dostrzeżony przez działaczy Górnika Zabrze. Gawlik był już wówczas w kadrze Śląska Opolskiego i wydawało się, że wszystko jest już załatwione. Jedną z form ekwiwalentu za zmianę barw klubowych miał być towarzyski mecz pomiędzy obiema drużynami. Jednak w przerwie tego spotkania Gawlik oświadczył, że nigdzie się nie wybiera i że zostaje w Biskupicach. Podobno taka była wola jego ojca, któremu kibice mieli zrzucić się na butelkę czegoś mocniejszego. Zabrzanie nie wyszli na drugą połowę i doszło do przepychanek i awantur. Ostatecznie jednak Gawlik zagrał w Górniku. W lidze zadebiutował w meczu z Odrą Opole. Przez kolejne lata był podstawowym zawodnikiem i razem z kolegami awansował do I ligi. W elicie występował przez dziewięć sezonów i w tym czasie pięciokrotnie cieszył się ze zdobycia mistrzostwa (1957, 1959, 1961, 1963, 1964). Karierę zaczynał jako prawy łącznik, ale trener Zoltán Opata przesunął go do pomocy. Był etatowym wykonawcą rzutów wolnych. Ze względu na świetną grę pozycyjną, bezbłędną grę głową, dalekie i celne podania, a także duże umiejętności strzeleckie nazywano go „polskim Bozsikiem”. W reprezentacji debiutował w przegranym 0:3 meczu z ZSRR w Moskwie 23 czerwca 1957 r. Zaliczył tylko siedem występów, ale miał swój udział w chorzowskim zwycięstwie nad naszymi wschodnimi sąsiadami, będąc jednym z najlepszych na boisku. Po odejściu z Górnika w 1964 r. wybrał życie w dalekiej Australii, gdzie grał w Polonii Sydney, którą później też trenował. Po australijskiej przygodzie nie wrócił do Polski i osiadł w Niemczech. ,,Ginter potrafił znakomicie prowadzić piłkę. Swoją posturą wzbudzał respekt u rywali. Był znakomicie wyszkolony technicznie. Potrafił świetnie strzelać z dystansu.” – wspominał kolegę Stanisław Oślizło. W Reprezentacji rozegrał 7 meczów, strzelając 1 gola.



@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

7

@FCBparasiempre
Znamy mistrzów jednej dziedziny. Nie cechuje ich wszechstronność, jednak w swoim fachu są najlepsi. Istnieją też ludzie, którzy nie ograniczają się do konkretnego fachu. Można ich określić mianem (jednych mniej, innych bardziej) „ludzi renesansu”. Stają się mistrzami na wielu frontach i udowadniają, że powiedzenie „Jak ktoś jest od wszystkiego, to jest do niczego”, jest nieprawdziwe. Jedną z takich postaci był Marian Łącz, piłkarz i aktor. Przed laty sportową wyobraźnię kibiców rozbudzał Wacław Kuchar. Uprawiał m.in. piłkę nożną, łyżwiarstwo szybkie, hokej na lodzie i lekkoatletykę. We wszystkich tych dyscyplinach był reprezentantem Polski. Na igrzyskach olimpijskich w Pjongczangu urzekła nas Ester Ledecka. Czeszka dokonała rzeczy niesłychanej, zdobywając złote medale zarówno w narciarstwie alpejskim jak i snowboardzie. Wszechstronnych osób nie brakowało też w świecie kultury. David Bowie był prawdziwym muzycznym geniuszem. Grał na wielu instrumentach. Tworzył dzieła w różnych gatunkach. Nie ograniczał się do muzyki. Był także aktorem, malarzem i kolekcjonerem sztuki. Na wielu artystycznych płaszczyznach spełniał się również Stanisław Ignacy Witkiewicz. Zajmował się literaturą, malarstwem i fotografią. Był także filozofem. Wspomniane postaci zajmowały się wieloma dziedzinami, ale Kuchar i Ledecka to osobowości sportowe, a Bowie i Witkiewicz to ikony kultury. Marian Łącz połączył oba te światy. Spełniał się w sporcie i w kulturze. Pogodził kopanie piłki i aktorstwo. Występował na piłkarskich boiskach oraz na teatralnych deskach. Oklaskiwali go zarówno fani futbolu jak i miłośnicy kina i teatru.

Marian Łącz urodził się 5 grudnia 1921 roku w Rzeszowie. Jego pierwszym klubem była Resovia, w której grał do wybuchu II wojny światowej. Na boisku też odznaczał się wszechstronnością. Grać w piłkę zaczął w wieku 15 lat. Na początku był bramkarzem. Z czasem jednak zmienił pozycję i stał się napastnikiem. Tak o piłkarzu na łamach „Nowin” w artykule „Aktor, o którym Rzeszów zapomniał” opowiadał Gerard Górnicki – boiskowy kolega Łącza, późniejszy prozaik, publicysta, autor sztuk scenicznych i powieściopisarz: ,,Marian grał razem ze mną w juniorach, a potem w seniorach Resovii. Ja broniłem bramki, a on szalał w ataku. Był niezwykle zdolnym piłkarzem i wspaniałym człowiekiem: wesołym, dowcipnym, koleżeńskim. W wolnych od trenowania chwilach często chodziliśmy na różne imprezy, wesela.” W czasie wojny Niemcy zabraniali uprawiać sport. Bohater tego tekstu oczywiście tego zakazu nie zamierzał przestrzegać. Uczestniczył w tajnych meczach piłkarskich. Kopał piłkę w rzeszowskim Sokole. W tym mieście stawiał pierwsze kroki nie tylko w futbolu, ale i na scenie. Pod okiem Wandy Siemaszkowej, która w 1945 roku została dyrektorką tamtejszego teatru, zaczynał przygodę z aktorstwem. Debiutował rolą Janka Topolskiego w „Lekkomyślnej siostrze”. Ze stolicy Podkarpacia ruszył w Polskę. Pierwszym przystankiem w jego bogatej krajowej karierze była Jelenia Góra. Powodem przenosin do tego miasta była miłość. Opowiadał o tym na łamach „Nowin” Tadeusz Hogendrorf – kolega z szatni, występujący w latach 30. w Resovii: ,,W rzeszowskim teatrze pracowała aktorka Stefania Domańska. „Makuś”, jak go nazywaliśmy, zapałał ku niej gorącym uczuciem. Gdy więc Domańska wyjechała organizować teatr w Jeleniej Górze, Łącz podążył za nią.” Następnie wyjechał do Gdańska. To właśnie w Trójmieście zastał go koniec wojny. Trafił tam razem z kolegami z rodzinnego miasta, Stanisławem Baranem i Tadeusz em Hogendorfem. Byli graczami Klubu Sportowego Biura Odbudowy Portów „Baltia”. Rzeszowskie trio spisywało się znakomicie. Ich pobyt nad morzem nie trwał jednak długo. Gdańscy kibice, delikatnie mówiąc, nie byli zadowoleni z nazwy klubu, za który trzymali kciuki. Rzeszowianie namawiali do przyjęcia nazwę „Lechia”, wzorem słynnego lwowskiego klubu. Rady zostały wysłuchane i wcielone w życie. Ówczesne przepisy przewidywały możliwość wypowiedzenia umowy przez zawodnika w przypadku zmiany nazwy klubu. Byli piłkarze Resovii z tego skorzystali i przenieśli się do Łodzi. W Łódzkim Klubie Sportowym Łącz stał się prawdziwą gwiazdą. W sezonie 1948 zaliczył 17 trafień. W kolejnym, z wynikiem lepszym o jedną bramkę, został drugim najlepszym strzelcem ligi. Jako zawodnik tego klubu zadebiutował w reprezentacji. Pierwszy mecz w narodowych barwach rozegrał w 1949 roku przeciwko Rumunii. Później jeszcze dwukrotnie wystąpił w kadrze. W Łodzi zaczął też już całkiem poważnie myśleć o aktorstwie. Po przeprowadzce do tego miasta podjął studia na Akademii Teatralnej. Ta wkrótce została przeniesiona do Warszawy i jasne stało się, że do stolicy musi przenieść się także Łącz. Otrzymał angaż w Teatrze Polskim i został zawodnikiem stołecznej Polonii. Dlaczego Czarne Koszule? Przede wszystkim dlatego, że stadion tego klubu znajdował się blisko teatru. Aktorstwo i piłka nożna. Wydaje się to niezwykłe, ale Marian Łącz zdołał pogodzić obie pasje. Jego córka, znana aktorka Laura Łącz opowiadała w wywiadzie przeprowadzonym na łamach „Przeglądu Sportowego” przez Piotra Wołosika o swoim ojcu: ,,Trener zdejmował go z boiska chwilę przed końcem pierwszej połowy, by kibice mogli brawami nagrodzić swojego „Makusia”. Wiedzieli, że po przerwie na boisko nie wróci. Kiedy zawodnicy przygotowywali się do drugiej połowy meczu, on szykował się do zaprezentowania umiejętności przed publicznością zgromadzoną w teatrze. O tym jak trudne było łączenie dwóch tak odmiennych fachów, świadczy anegdota przywołana w tekście „Marian Łącz – najlepszy piłkarz wśród aktorów” opublikowanym na portalu Onet Sport: ,,Pewnego dnia pędził do teatru, by zagrać w „Ożenku” Nikołaja Gogola. Wpadł do garderoby tuż przed swoją kwestią, szybko założył strój, perukę i zziajany wybiegł na scenę. Zdziwił się, bo publiczność przywitała go salwami śmiechu. Powód wesołości widzów odkrył , gdy spojrzał w dół – na jego nogach wciąż tkwiły korki i getry piłkarskie. Komu jak komu, ale jemu zostało to wybaczone bez chwili wahania.”

Piłkarz, a jednocześnie aktor, był postacią barwną, kochającą życie, sypiącą anegdotami. Znany był z poczucia humoru. Potwierdza to jego córka we wspomnianym już wcześniej wywiadzie: ,,Ojciec był wielkim entuzjastą życia. Człowiek, który zawsze był w dobrym humorze, pogodniejszego nie spotkałam. Rano wstawał uśmiechnięty, radosny.” W Polonii Warszawa Łącz nie zawodził. Grał na wysokim poziomie, do jakiego przyzwyczaił będąc zawodnikiem ŁKS-u. Gorzej za to wiodło się drużynie. Zanim rzeszowianin przeniósł się do stolicy, Czarne Koszule zostały pierwszym powojennym mistrzem Polski. Później, po przyjściu Łącza, zespół spadł najpierw do drugiej, a następnie do trzeciej ligi. Jednak nie tylko złe chwile związane są z pobytem zawodnika w Warszawie. W 1952 roku Polonia zdobyła Puchar Polski. W finale rozegranym na Stadionie Wojska Polskiego pokonała Legię. Coraz trudniej było pogodzić rolę piłkarza i aktora. W końcu Łącz musiał zdecydować którą publiczność będzie urzekał – piłkarską czy teatralną. Decyzję podjął w 1956 roku. To właśnie wówczas grał w „Lalce” i z powodu boiskowych występów spóźnił się na swoją kwestię. Ponownie oddajmy głos Laurze Łącz: ,,W tej sztuce partnerował Ninie Andrycz. Wpadł do teatru w ostatniej chwili po meczu, co było nie do pomyślenia! Zdenerwowany dyrektor powiedział: no panie Łącz, wybieraj pan: piłka albo teatr! Tata był już po trzydziestce, więc kariera piłkarska i tak dobiegała końca. Wybrał teatr.” Sam bohater tak opowiadał o dokonanym wyborze na łamach książki „Być dzieckiem legendy”: ,,Grałem równolegle w Polskim i Polonii. W teatrze i drużynie. Nie muszę dodawać, że oba te zajęcia było mi coraz trudniej pogodzić. W końcu wszystko samo się ułożyło. Jako zawodnik dobiegałem kresu swojej kariery, jako aktor byłem natomiast na początku drogi. To nawet ładnie brzmi: równocześnie kończyłem i zaczynałem.” Marian Łącz ma na koncie wiele ról filmowych. Był Zbójnikiem Słowakiem w „Janosiku”. Występował w dziełach słynnego Stanisława Barei m.in. jako inkasent w „Misiu”. Osiągał sukcesy jako piłkarz, w końcu przecież wielu marzy o grze w reprezentacji i zdobyciu Pucharu Polski. Władysław Matraszak, sąsiad Balcerka z serialu „Alternatywy 4”. To chyba jedna z najbardziej charakterystycznych ról Mariana Łącza. W aktorstwie osiągnął chyba jeszcze więcej. Karierę piłkarską zakończył w wieku 35 lat. Do końca życia związany był z Polonią. Organizował mecze oldbojów. Do jego pasji należały nie tylko piłka i aktorstwo. Po zaprzestaniu uprawiania sportu zaczął rozwijać kolejne talenty. Śpiewał, grał na instrumentach, malował, odnawiał antyki. Zmarł w wieku 63 lat, we śnie. Przyczyną był zawał serca. Tak o tym przykrym zdarzeniu opowiadała jego córka: ,,Zmarł zupełnie niespodziewanie, nagle, przedwcześnie. Tak zresztą jak jego mama. Byłam z mężem na wakacjach w Sopocie. Dostałam telefon z wiadomością, że ojciec nie żyje. Od razu przyszedł mi na myśl wypadek samochodowy. A to był zawał serca. Zawał u ojca? Nie mogłam uwierzyć. Z sercem nigdy nie miał kłopotów a tu nocą, we śnie przestało bić…”

W 2007 roku gazeta „Nowiny” zaproponowała, by jednej z ulic Rzeszowa nadać imię Mariana Łącza. Niestety jak na razie ulicy takiej nie ma. Wydaje się jednak, że taka postać jaką był odtwórca wielu ról filmowych i teatralnych, a przy tym piłkarski reprezentant Polski, zasługuje na tego typu wyróżnienie. Należy zatem mieć nadzieję, że w przyszłości w stolicy Podkarpacia powstanie ulica jego imienia. „Makuś” to w końcu jedna z najciekawszych osobowości w historii podkarpackiego futbolu.

7

Piłkarz na deskach teatru(wiecie gdzie czytać? No to czytajcie):

@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

8

,,Vulgar, Bulgar”:

5 grudnia 1990 r. Christo Stoiczkow z premedytacją nadepnął na sędziego. Na początku lat 90-tych XX wieku mecze Superpucharu Hiszpanii odbywały się w trakcie sezonu i cieszyły się dużo mniejszym zainteresowaniem niż obecnie. Nawet El Clasico w tych rozgrywkach nie wywoływało dużych emocji. Barça w raz z Realem zaprezentowały składy z wieloma zmiennikami a na trybunach Camp Nou pojawiło się zaledwie 40 tys. kibiców. Mecz toczył się pod dyktando gospodarzy aż do końcówki pierwszej połowy. Cruijff wściekł się po decyzji arbitra Azpitarte, który nie ukarał gracza Realu po drugim faulu w ciągu kilku sekund. W efekcie arbiter odesłał go na trybuny a do akcji wkroczył Stoiczkow, słynący z kontrowersyjnych zachowań. Najpierw próbował przekonać Azpitarte do zmiany decyzji, chwytając go za ręke a po otrzymaniu drugiej żółtej kartki przydepnął noge sędziego. Po chwili Meksykanin Hugo Sanchez z Realu jeszcze podgrzał atmosferę, chwytając się za przyrodzenie i kierując ten gest w strone kibiców Barçy. Bułgar początkowo został zawieszony na ponad 2 miesiące, później kare powiększono aż do pół roku. Po niemal 17 latach sędzia i Bułgar spotkali się w programie telewizyjnym. ,,Stoiczkow jest świetnym człowiekiem, lecz na boisku zmieniał się nie do poznania. Za swoje nadepnięcie jest mi winien koszulkę”- żartował Azpitarte.



@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

6

Tylko remis z Hiszpanami:

4 grudnia 2008 r. w meczu 4. kolejki fazy grupowej Pucharu UEFA Lech Poznań po świetnym meczu zremisował z Deportivo La Coruña 1:1. Złe miłego początki. Mecz z siódmą drużyną hiszpańskiej ekstraklasy dla Lecha rozpoczął się w najgorszy możliwy sposób. Mimo straty bramki już w 2. minucie, piłkarze Franciszka Smudy rozegrali jednak bardzo dobre spotkanie i zremisowali z faworyzowanym Deportivo. Co więcej, po ostatnim gwizdku mogli czuć niedosyt, bo analizując przebieg spotkania, to oni byli bliżej odniesienia zwycięstwa. Remis pozwolił Kolejorzowi zachować szansę na wyjście z grupy i awans do fazy pucharowej. Wszystko miało rozstrzygnąć się niespełna dwa tygodnie później w Rotterdamie, w starciu z najsłabszym w stawce Feyenoordem. Dla poznaniaków potyczka z Deportivo była meczem o być albo nie być w Pucharze UEFA. Po tym jak w dwóch pierwszych spotkaniach w grupie zdobyli tylko punkt, z Hiszpanami nie mogli przegrać. Przed tym arcyważnym meczem aura nie sprzyjała gospodarzom. Gdy goście z La Coruñi opuszczali przyjemną o tej porze roku Galicję (temperatura 14-15 st. C) spodziewali się w Polsce arktycznych warunków. Zastali tylko kilkustopniowy chłód, który jak przyznali „jest do zniesienia”.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

10

Feliz cumpleaños panie Amor!

4 grudnia 1967 r. urodził się Guillermo Amor, jedna z legend FC Barcelony. Katalończyk był jednym z pierwszych wychowanków, których do ,,Dream Teamu’’ wprowadził sam Johan Cruyff. Przez ponad 10 lat gry w Blaugranie zdobył 17 trofeów, co do czasu występów Xaviego było rekordem wśród piłkarzy Barçy. 421 meczów w pierwszej drużynie dało mu miejsce w pierwszej dziesiątce piłkarzy z największą liczbą spotkań w historii klubu. Z klubem rozstał się na ,,życzenie’’ Van Gaala(de facto był to swego rodzaju szantaż, po którym Amor popłakał się jak małe dziecko). W 2003 r. powrócił na łono Dumy Katalonii jako jeden z dyrektorów pod rządami Joana Laporty i sprawował ten urząd do połowy 2007 r. W 2010 r. wraz z objęciem urzędu przez prezydenta Rosella został dyrektorem technicznym. W późniejszym okresie Amor sprawował funkcje dyrektora technicznego sekcji młodzieżowych a obecnie piastuje stanowisko dyrektora ds. stosunków instytucjonalnych i sportowych pierwszej drużyny.

Dziękujemy panie Amor z całego serca za oddanie barwom ,,naszego” klubu.


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

0

@DaPidejpi Jaki felieton? i co to znaczy ,,wywaliło serwery"?

1

Mimo tak późnej pory(na 6-tą do roboty) to na taki mecz z Atletico poświęciłem się i obejrzałem cały, czego absolutnie nie żałuje! W końcu przekonywujące zwycięstwo, w końcu gonimy czołówke tabeli, w końcu może obronić mistrzostwo Hiszpanii ale czy aby to wszystko nie fatamorgana...?

1

Wygrać i wrócić na podium. Jakie to proste i banalne, lecz tylko i wyłącznie w teorii, zwłaszcza w obecnej formie i dyspozycji naszych ulubieńców...

9

Spektakularny transfer spektakularnego zawodnika:

W grudniu 1933 roku 17-letni Ernest Wilimowski przeszedł z 1.FC Katowice do Ruchu Hajduki Wielkie. Był to sensacyjny transfer, gdyż opiewał na kwote 1000 zł. a dodatkowo klub z Katowic miał otrzymać zysk meczowy z dwóch spotkań z Ruchem. O ile to drugie rozwiązanie było dość często stosowane, o tyle zapłata tak dużej kwoty praktycznie się nie zdarzała w polskim futbolu. Należy pamiętać że były to czasy kryzysu gospodarczego, dużego bezrobocia oraz biedy. Żeby uzmysłowić wartość owej kwoty, należy zaznaczyć iż w 1934 roku dowódca kompanii we Lwowie w stopniu kapitana zarabiał 527 zł miesięcznie, co było bardzo wysoka pensją, praktycznie nieosiągalna dla ogółu społeczeństwa. Dla porównania zdecydowana większość urzędników państwowych i nauczycieli zarabiała do 200 zł miesięcznie, co oczywiście i tak było całkiem niezłym wynagrodzeniem. Podobnie zarabiali wykwalifikowani robotnicy w przemyśle ciężkim, jednakże większość robotników a także znaczna część pracowników umysłowych nie zarabiała więcej niż 150 zł miesięcznie. Trzeba dodać że najczęściej za tę jedną pensje trzeba było utrzymać często wieloosobową rodzine. Czy zatem pojawiająca się wielokrotnie informacja prasowa że wartość transferu była równa 10 miesięcznych pensji listonosza jest prawdą? Nie jest, gdyż listonosz potrzebował około 7 pensji ażeby taką kwote zarobić. Nie umniejsza to jednak faktu iż wysokość transferu była dla przeciętnego mieszkańca kraju zawrotna. Należało by postawić pytanie o powody transferu Wilimowskiego do Ruchu. Sam Ernest tylko raz wypowiedział się o okolicznościach zmiany klubu: ,,Po meczu Ruch-1.FC. zakończonym 4:4, Peterek namówił mnie bym przeszedł do Ruchu”. Chodzi tutaj o mecz rozegrany 25 grudnia 1932 r., w którym zarówno Peterek, jak i Wilimowski zdobyli po jednym golu. Było to jednak rok przed transferem i nawet jeżeli Wilimowski taką propozycje otrzymał, to transfer nie doszedł do skutku. Być może powodów należy szukać w obawach rodziców, spowodowanych młodym wiekiem Ernesta. Niewykluczone również iż podejmował kroki przejścia do Ruchu, lecz definitywnie sprzeciwili się takiemu pomysłowi działacze katowickiego klubu. Wszystko zmieniło zdobycie przez Ruch w 1933 r. pierwszego mistrzostwa Polski. Perspektywa grania nie tylko w najwyższej klasie rozgrywkowej, lecz także w najsilniejszym klubie w kraju była niezwykle atrakcyjna. Zarówno działacze hajduckiego, jak i katowickiego klubu zdawali sobie sprawę z wartości młodego piłkarza. 1.FC zaproponowało wysokie wymagania finansowe a Ruch je zaakceptował. Należy pamiętać że tak naprawdę hajducki zespół miał ogromny problem, gdyż kontuzja Gwosdzia w jednym z ostatnich meczów sezonu 1933 roku spowodowała wyrwe w formacji ofensywnej Ruchu. Potrzebny był gracz, który z miejsca zapełnił by luke w składzie a zarazem byłby gwarantem utrzymania hegemonii sportowej w kraju. Dla działaczy hajduckiego klubu Wilimowski był nadzieją na zrealizowanie powyższych kryteriów. 1.FC tak naprawdę mógł ,,sprzedać”, lecz Ruch Wilimowskiego ,,kupić” musiał. Prawdopodobnie Ruch dogadał się wpierw z graczem a dopiero później z katowickim klubem. Świadczyć może o tym kara jednego miesiąca dyskwalifikacji, którą Wydział Gier i Dyscypliny ŚOZPN-u wymierzył Wilimowskiemu za bezprawne grywanie w barwach KS. Ruch W. Hajduki.


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?