12

Trzecie trofeum do kolekcji:

20 grudnia 2015 r. FC Barcelona pokonuje w finale na International Stadium w Yokohama City, CA River Plate 3:0 i sięga po swoje trzecie Klubowe Mistrzostwo Świata. FC Barcelona nie dała River Plate najmniejszych szans w finale Klubowych Mistrzostw Świata. Gole strzelali Leo Messi i Luis Suarez(2). W ostatnim ważnym egzaminie w tym roku piłkarze Barcy nie zawiedli. Barcelona bez najmniejszych problemów pokonała River Plate w finale Klubowych Mistrzostw Świata, sięgnęła po piąte trofeum i potwierdziła miano najlepszej drużyny na świecie w ostatnich dwunastu miesiącach. Mecz został rozstrzygnięty po pięćdziesięciu minutach. Po niezłym początku ze strony River Plate z każdą kolejną minutą Barça przejmowała inicjatywę, a drogę do siatki znalazł Leo Messi. Ten gol zapewnił Argentyńczykowi kolejne miejsce na kartach historii futbolu. 28–latek został dopiero drugim (po Samuelu Eto'o w 2010 roku) piłkarzem w historii, który na przestrzeni jednego roku kalendarzowego strzelał gole w siedmiu różnych rozgrywkach – w La Liga, Pucharze Króla, Lidze Mistrzów, Klubowych Mistrzostwach Świata, Superpucharach Hiszpanii i Europy, a także na Copa America. Barcelona rozstrzygnęła losy spotkania w pierwszym kwadransie drugiej połowy, który był prawdziwym koncertem zespołu Luisa Enrique. Luis Suarez szybko strzelił gola na 2:0, a potem w ciągu dziesięciu minut Barca mogła zdobyć przynajmniej cztery bramki. Po upływie niecałej godziny po raz drugi trafił Suarez i było po meczu. Na japońskich boiskach Urugwajczyk czuł się niczym ryba w wodzie. Snajper Barcy potrzebował zaledwie dwóch meczów na strzelenie pięciu goli i zostanie (wspólnie z Messim i Cesarem Delgado) najlepszym strzelcem w historii rozgrywek. ,,Cieszę się każdym dniem spędzanym w tej drużynie, każdą sekundą spędzoną u boku Iniesty, Messiego czy Neymara. Jestem niesamowicie szczęśliwy”– powiedział Suarez po zakończeniu spotkania. Ogromne wrażenie muszą robić liczby Leo Messiego. 28–letni Argentyńczyk zdobył w Jokohamie 26. trofeum w klubowej karierze i (wraz z Andresem Iniestą) pobił rekord Xaviego pod względem liczby trofeów w historii Barcelony. ,,Leo jest po prostu niesamowity. Nikt nie ma takiego głodu trofeów jak on”– przyznał Luis Enrique. Snajper Barcy nigdy nie rozczarowywał w finałach i w starciu z River Plate także nie miał zamiaru tego robić. Włączając tamte starcie, Messi wystąpił w karierze w 26. finałach i strzelił w nich aż 24 gole! ,,Ronaldinho przywrócił uśmiech na nasze usta, ale w osobie Messiego mamy najlepszego piłkarza w historii”– ocenił prezes Barcy, Josep Maria Bartomeu. Duma Katalonii rozegrała w niedzielę prawdziwy koncert, niejednokrotnie nie pozwalała rywalowi na wyjście z własnej połowy, i kończy rok 2015 w wielkiej formie. Przed nią jeszcze jeden rekord do pobicia. Jeśli piłkarze Luisa Enrique strzelą przynajmniej trzy gole w meczu z Betisem Sewilla, pobiją rekord Realu Madryt sprzed 12 miesięcy dotyczący liczby goli w roku kalendarzowym. Po spotkaniu z River Plate Katalończycy mieli na swoim koncie 176 trafień, co już jest rekordem klubu. ,,O Betisie pomyślimy niedługo. Teraz czas na powrót do Barcelony i... niech trwa fiesta!”– powiedział z uśmiechem Luis Enrique.

Gole: Messi (36'), Luis Suarez (49', 68') Składy:

FC BARCELONA: Claudio Bravo – Dani Alves, Gerard Pique, Javier Mascherano (81’ Vermaelen), Gerard Pique, Jordi Alba – Sergio Busquets, Ivan Rakitič (67’ Sergi Roberto), Andres Iniesta – Leo Messi, Luis Suarez, Neymar (89’ Mathieu)

RIVER PLATE: Marcelo Barovero – Gabriel Mercado, Eder Alvarez Balanta, Jonatan Maidana, Leonel Vangioni – Matias Kranevitter, Carlos Andres Sanchez, Leonardo Ponzio (46’ Lucho Gonzalez), Tabare Viudez (56’ Sebastian Driussi) – Rodrigo Mora (46’ Gonzalo Martinez), Lucas Alario

Przypomnijmy:





@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
@AFA90

10

Grande El Clasico:

20 grudnia 1981 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Real Madryt 3:1 w ramach 16 kolejki Primera Division. Gole zdobywają: Alexanco w 7 minucie, Quini w 53 minucie oraz w 60-tej z rzutu karnego. Honorowe trafienie dla Królewskich zaliczył Juanito w 49 minucie. To zwycięstwo pozwoliło umocnić się na pierwszym miejscu w tabeli z dwupunktową przewaga nad Realem Sociedad oraz pięciopunktową nad Realem Madryt.


@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

1

@Adran360 No coż, chyba tylko ,,my" jesteśmy pasjonatami futbolu, zresztą futbolu na nienajgorszym poziomie, zwłaszcza jeśli chodzi o mecz finałowy KMŚ

0

@Pedri16Future Hmm, no nie wiem, nie wiem, w końcu troche tych kibiców ,,Obywateli" i Fluminense chyba jest...

2

To jakieś śmieszne dziadostwo jest że w Polsce nie można obejrzeć Klubowych Mistrzostw Świata, nawet meczu finałowego!

1

@Koni8M A no faktycznie to musi być jakiś błąd że tylko 4? Skopiowałem to akurat gdzieś z internetu, spróbuje poprawić :)
Juz mam: strzelił 43! Po prostu trójka gdzieś uciekła

1

@Pawel13sz No jak już tak, to ja w miejsce Mascherano wstawiłbym Puyola. Wówczas Barcunia byłaby niemal nie do przejścia!

13

Żywe legendy futbolu:

19 grudnia 1987 r. urodził się Karim Benzema, francuski piłkarz pochodzenia algierskiego, występujący na pozycji napastnika. Benzema to m.in. 5-krotny zdobywca Ligi Mistrzów czy też 4-krotny mistrz Francji i Hiszpanii. Karim Benzema przeszedł wszystkie szczebla szkółki piłkarskiej Olympique Lyon. W pierwszej drużynie zadebiutował w 2005 roku, a z każdym kolejnym sezonem stawał się coraz ważniejszym punktem drużyny. Z Lyonem aż czterokrotnie triumfował w Ligue 1, a w sezonie 2007/08 został królem strzelców rozgrywek. W lidze francuskiej wystąpił 112 razy, zdobywając 4gole. W 2009 roku za sumę 35 milionów euro przeszedł do Realu Madryt. Początkowo nie spełniał pokładanych w nim oczekiwań, ale z każdym kolejnym sezonem było co raz lepiej. W barwach "Królewskich" rozegrał ponad 200 spotkań i zdobył ponad sto goli. Z Realem wygrał mistrzostwo Hiszpanii w 2012 roku, a także dwa puchary kraju (2011 i 2014 r.). W rozgrywkach europejskich dwukrotnie tryumfował w Lidze Mistrzów (2014 i 2016 r,). Jego umowa z Realem wygasa w czerwcu 2019 roku. Pierwsze kroki w reprezentacji Francji stawiał już w drużynach młodzieżowych. A w 2004 roku zdobył nawet, z zespołem U-17, juniorskie Mistrzostwo Europy a w 2021 z pierwszą reprezentacją wygrał Lige Narodów UEFA. W pierwszej reprezentacji zadebiutował w 2007 roku.



@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
@AFA90

0

@Szreko A ja, jak najpoważniej ci odpowiadam: Platini w 100% pomocnik. Natomiast Maradona tylko na początku kariery w Argentinos i w Boca grał jako napastnik. Później w Europie i w reprezentacji grał jako pomocnik, i to jak grał!

7

@FCBparasiempre
19 grudnia 1955 r. w Łodzi urodził się Marek Dziuba, obrońca. ,,Przegnałem stare upiory. Nikt mi nie powie że nie umiałem powstrzymać towarzyszy ze wschodu.”- opowiada nam pan Marek, który po dwóch meczach ze Związkiem Radzieckim dwa razy mógł płakać. Najpierw ze złości a potem ze szczęścia. W czasach PRL hasło ,,Związek Radziecki” działało na emocje każdego Polaka. Na szeroko rozumiany dyktat Wielkiego Brata można było reagować wymuszoną albo akceptowalną uległością. Można się było też na niego nie godzić i przynajmniej w swoim małym, prywatnym światku oburzać i protestować. Obojętność raczej nie wchodziła w gre… Tak się złożyło iż Marek Dziuba ze Związkiem Radzieckim miał też do wyrównania osobiste piłkarskie porachunki. W 1977 r. Polaków czekały decydujące mecze w kwalifikacjach do argentyńskiego mundialu. Prowadzili w grupie ale nie mogli otwierać szampana bo czekały ich jeszcze domowe mecze z Danią i Portugalią. Trzeba było uważać zwłaszcza na tą ostatnią ekipe bo deptała im po piętach. Przegrała z Biało-Czerwonymi u siebie ale w innych meczach zbierała komplety punktów, co oznaczało że porażka Polski na Stadionie Śląskim albo wcześniejsze potknięcie z Danią może pozbawić nas awansu. Próbą generalną przed jesienną batalią był mecz towarzyski z ZSRR w Wołgogradzie. Towarzyski tylko z nazwy. W gruncie rzeczy wszyscy dobrze wiedzieli że nasi pojechali na piłkarską wojne. To był jeden z tych niezwykłych momentów, kiedy futbol staje się jedynie pretekstem do rozumienia i przeżywania współczesnego świata. Chodziło o kwestie uświadomienia sobie pewnych znaczeń: Polska grała z reprezentacją kraju, którego nazwa półtora roku wcześniej znalazła się w Konstytucji PRL. Sejm PRL uchwalił zapis nie tylko o przewodniej roli PZPR ale też przyjaźni z ZSRR. Nikt obywateli o zdanie nie pytał, oczywiście żadnego referendum nie było. To musiało irytować normalnych ludzi, którym władza śmiała się prosto w oczy. Mecz ze Sborną nabierał nowego wymiaru i urastał do rangi ważnego wydarzenia społecznego. Przynajmniej na tym polu mogliśmy się postawić sowieckiemu imperium.

Dziuba w drużynie Gmocha nie był nowicjuszem, miał już 7 występów. Selekcjoner szukał optymalnego składu formacji defensywnej ale póki co znacząco różnił się od tego, co wcześniej wymyślił i z powodzeniem stosował trener Kazimierz Górski. Brakowało więc nie tylko bramkarza Jana Tomaszewskiego, który wówczas przynajmniej siedział na ławce ale też Szymanowskiego, Gorgonia i już bezpowrotnie skreślonego Musiała. Do składu wchodzili inni. W Wołgogradzie między słupkami stanął Zygmunt Kukla a w obronie obok mundialowego medalisty Władysława Żmudy znalazło się miejsce dla Henryka Wieczorka, Henryka Maculewicza i właśnie Marka Dziuby. 22-latek został rzucony na głęboka wode i nie dość że mecz z ,,Ruskimi” na ich terenie, nie dość że to pierwsze starcie z nimi po naszych złotych igrzyskach olimpijskich w Monachium, to jeszcze trzeba grać przeciwko Błochinowi, najlepszemu piłkarzowi Europy roku 1975, który(jakby to wyrazić) nie przepadał za Polakami. Polecenie Gmocha wydane Dziubie nie pozostawiało żadnego pola do interpretacji: ,,Masz się skutecznie zająć Błochinem, pilnuj go jak oka w głowie.” Misterne plany i bojowe zaklęcia nie pomogły. Polska przegrała 4:1. Gdy w 57 minucie Lato strzelił na 1:2, jeszcze można się było łudzić że wszystko się jakoś dla nas ułoży ale przewaga gospodarzy już wtedy była bezsporna a potem rozbujał się ten przeklęty Błochin, który w 5 minut strzelił 2 gole. Próbujący pilnować go Dziuba był na łopatkach. Gmoch czym prędzej zdjął go z boiska. ,,Jasne że zabolało. Wołgograd oznaczał klęske. Moją klęske bo to mnie okrzyknięto winnym porażki. Ech ten Błochin… Nigdy faceta nie zapomnę. Kawal piłkarza, szybki mocny, trudny do upilnowania, no i dwa razy był cwańszy bo zdobył dwa gole ale czy naprawdę ja jeden odpowiadałem za przegraną? Janek Tomaszewski jak mnie spotyka to powtarza: ,,Ty durniu, trzeba było po 20 minutach zejść z boiska bo przecież dostałeś pod żebro i miałbyś święty spokój.” Zrobili ze mnie kozła ofiarnego. To we mnie siedzi jak drzazga nawet teraz, choć ile to już lat minęło?”- przyznaje Dziuba. Eksperci na bieżąco komentowali że Błochin w Wołgogradzie zakończył reprezentacyjną karierę Dziuby, choć było w tym dużo emocjonalnej przesady bo chodziło o młodego piłkarza. Zresztą czas pokazał iż fachowcy radykalnie się pomylili. Faktem jest że u Gmocha już nie dostawał szans a więc i o argentyńskim mundialu, na który Polska awansowała, ełkaesiak mógł zapomnieć. Wrócił do reprezentacji, gdy odszedł z niej Gmoch. Grał u Ryszarda Kuleszy. Polacy walczyli o awans do finałów mistrzostw Europy w 1980 r.; dwa razy potknęli się na NRD. Nie pomogły im nawet takie wyczyny jak pokonanie 2:0 Holandii, ówczesnego wicemistrza świata i to z dwóch ostatnich mundialów. ,,Na Stadionie Śląskim zaopiekowałem się znakomitym Rensenbrinkiem tak troskliwie że po meczu wkurzony pytał holenderskich dziennikarzy skąd Polacy wytrzasnęli tego prawego obrońcę? Nie znał mnie, no to mu się przedstawiłem.”- uśmiech się Dziuba.

U Kuleszy grał do samego końca, czyli do słynnej afery na Okęciu. W jej wyniku selekcjoner stracił posade jako trener, który nie potrafił zapanować nad dyscypliną w zespole. Chodziło o mecz z Maltą, pierwszy w kwalifikacjach do MŚ España ’82. Przed wylotem na krótkie zgrupowanie do Włoch była zbiórka z noclegiem w Warszawie, co piłkarze wykorzystali na wyjście w miasto i tak zwane spotkania integracyjne. W efekcie rano na lotnisku Okęcie bramkarz Młynarczyk pojawił się z objawami wskazującymi na dość intensywnie spędzoną noc. Kulesza chciał go zostawić w kraju ale twardo sprzeciwili mu się Boniek, Żmuda i Terlecki. Selekcjoner się ugiął ale skandalu nie uniknął. Po buntowników do Rzymu osobiście wyruszył prezes PZPN i ściągnął ich do Polski. Z ustalonej hierarchii w kadrze wynikało że pod nieobecność Żmudy kapitanem był Dziuba, więc wtedy w naturalny sposób opaska trafiła do niego. ,,Strasznie trudna sytuacja bo podobnie jak Paweł Janas też byłem w radzie drużyny. Solidaryzowaliśmy się z chłopakami a jednak nikt nie kazał nam wracać z nimi do kraju. Biliśmy się z myślami, co robić. Sami mamy zrezygnować z udziału w zgrupowaniu?. Dołączyć do skreślonych? Zostaliśmy, lecz dylematy też zostały.”- wspomina pan Marek. Potem był też w kadrze u Piechniczka. Reprezentacyjna pozycja obrońcy ŁKS była coraz mocniejsza. W kluczowych eliminacyjnych meczach znowu z NRD grał z opaską kapitańską. Tym razem nikt już nie mógł zatrzasnąć mu przed nosem drzwi do finałów mistrzostw świata. Pojechał na mundial do Hiszpanii ale przestał być kapitanem. Usiadł na ławce bo trener uznał że lepszy jest Jan Jałocha. Obrońca Wisły Kraków w pierwszej połowie meczu z Peru, przy stanie 0:0 doznał jednak kontuzji i musiał zejść z boiska. Zastąpił go właśnie Dziuba. Gdyby wtedy coś nie wyszło, byłoby na Dziube, no bo on zastąpił podstawowego obrońcę i faktycznie po jego wejściu dużo się zmieniło, tylko że w drugą strone! Polacy po dwóch niepokojących, bezbramkowych remisach z Włochami i Kamerunem w drugiej połowie przełamali peruwiańskie zasieki i wygrali 5:1! Ten mecz był wydarzeniem rangi państwowej. W Polsce stan wojenny, rodacy szukali pokrzepienia. Władz też nam szczerze kibicowała bo cholernie potrzebowała sukcesu. W dniu meczu z Peruwiańczykami zarządzono rano zbiórke. Wszyscy mieliśmy założyć garnitury; aż się zaniepokoiłem że może w Polsce coś niedobrego się stało bo wiadomo, jakie niespokojne były czasy. Na szczęście nie, chodziło o bojowe przemowy. Jacyś ważni wysłannicy z Polski ustawili nas w rzędzie i tłumaczyli że Polska na nas liczy że teraz nie ma podziałów że dziś wszyscy jesteśmy razem. Nie powiem, ładnie mówili, czułem się napompowany, choć jeszcze wtedy zdawało mi się że znowu nie zagram.”- wspomina Dziuba.

Po wygranej w następnym meczu z Belgią, nadszedł dla Dziuby wytęskniony czas rewanżu. Polska miała zagrać z ZSRR o awans do strefy medalowej a w składzie rywali ten sam Błochin! Naszym wystarczał bezbramkowy remis i szanowali ten bezcenny kapitał początkowy. Wkurzeni Rosjanie z każdą minutą byli coraz bardziej bezsilni. ,,Marzyłem o tej chwili, choć trudno było mi uwierzyć że naprawdę może nadejść. Tak więc po 5 latach znowu mogłem zagrać przeciwko Ruskim i Błochinowi a cały naród z napięciem patrzył. Koniecznie musieliśmy ich wysłać do domu. Panowałem nad swoją strefą! Poprosiłem tylko Grzeska Late żeby się tak głęboko nie cofał bo przez tę jego niesamowitą ruchliwość zaczynam tracić orientacje. Niech skupia się na walce w ofensywie. Wszystko zadziałało perfekcyjnie. To była świetna zespołowa robota. Wyrównałem stare porachunki”- opowiada pan Marek. Na swój drugi mundial już nie pojechał. Piechniczek pozwalał mu grać sporadycznie. Wystąpił w jednym meczu kwalifikacji do MŚ w Meksyku. Polacy w Mielcu sensacyjnie tylko zremisowali z Albanią(2:2). ,,Cudem uniknęliśmy jeszcze większego wstydu bo mogliśmy przegrać i widocznie znowu ja byłem winny bo nie dostałem następnego powołania. Tylko tak się składa że do gry wszedłem przy stanie 1:2 a potem gola strzelił już tylko Pałasz.”- relacjonuje Dziuba. Nie mógł wtedy wiedzieć że to jego ostatni mecz w kadrze narodowej. Było to pożegnanie bez echa. Nawet okolicznościowego proporczyka nigdy nie dostał. Nie zmienia to jednak faktu iż Dziuba jest reprezentantem spełnionym. Twardy chłopak z łódzkich Bałut doszedł w kadrze do największych zaszczytów: był jej kapitanem i ma medal z mundialu. Na początku jego piłkarskiej kariery pojawił się niejaki Władysław Lachowicz, łódzki dziennikarz i wyszukiwacz piłkarskich talentów. W ,,Głosie Robotniczym” dał anons że jest nabór do Łódzkiego Klubu Sportowego. To był najwyższy czas, bowiem Dziuba miał 14 lat. Zgłosił się i od razu poczuł że to miejsce dla niego. No i w klubowej piłce też kiedyś wykonał spektakularny ruch bo po latach jako stary ełkaesiak przeniósł się bezpośrednio do Widzewa. ,,Chciałem to zrobić choćby dlatego że przez te wszystkie lata mój klub nie grał w europejskich pucharach a ja z podziwem oglądałem, jak Widzew wojuje w Europie i to na naszym stadionie! Mój związek z ŁKS po prostu się wypalił. Czułem ze przy al. Unii też już mnie nie chcą a Widzew był nowym bodźcem. Przyjeli mnie tam jak swojego i zaraz nawet dali opaske kapitańską. Kibice? Nie miałem z nimi żadnego problemu. Wiadomo wychowałem się na Bałutach i to w takiej okolicy, gdzie(jak to mówią) bez kija i noża nie podchodź. Ełkaesiak z krwi i kości byłem, zresztą do dzisiaj jestem.”- deklaruje pan Marek. Wtedy jednak pasował też do charakternego Widzewa. To był wciąż wielki zespół, z Wójcickim, Wijasem, Wragą, Smolarkiem, Dziekanowskim… ,,W Pucharze UEFA wyeliminowaliśmy Borussie Mönchengladbach, lecz pechowo odpadliśmy z Dynamem Mińsk. Zabrakło kontuzjowanego Smolarka a myślę że z nim dalibyśmy rade. Mieliśmy ekipe, która mogła dojść nawet do finału. Z tym wielkim Widzewem mistrzostwa nie zdobyłem, tylko Puchar Polski. Troche szkoda.”- przyznaje Dziuba. Poważne granie kończył w belgijskim Saint-Truidense. Również tam go cenili i traktowali jak nauczyciela. Jednym z najbardziej pojętnych uczniów był 18-letni Marc Wilmots…

6

Nieco zapomniane legendy polskiego futbolu(wiecie gdzie czytać):

@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

0

@Kamiloza91 Maradona, Platini, Zidane

13

Zapomniane legendy polskiego futbolu:

19 grudnia 1949 r. w Chorzowie urodził się Jerzy Wyrobek, obrońca. Nie imponował warunkami fizycznymi ale potrafił znakomicie odnajdywać się na boisku i bezbłędnie kierować poczynaniami defensywy. Jego ojciec, Ryszard, był cenionym piłkarzem Ruchu. Jego bracia, Czesław i Eugeniusz, również byli piłkarzami a siostra Halina grała w piłkę ręczną. Jerzy futbol miał więc we krwi. Był wychowankiem Stadionu Chorzów, ale profesjonalną karierę zaczynał w Wałbrzychu, gdzie w latach 1967-69 występował w miejscowym Zagłębiu. Razem z klubem w 1968 r. wywalczył awans do ekstraklasy, a dobre występy na pierwszoligowych boiskach zwróciły uwagę Ruchu. Na początku sezonu 1969/70 Wyrobek wrócił do Chorzowa i kontynuował rodzinną tradycję. Od razu został rzucony na głęboką wodę i debiutował w spotkaniu z zabrzańskim Górnikiem. Strzelił nawet bramkę w tym meczu, tyle że samobójczą. Na szczęście pięć minut przed końcem uderzeniem z rzutu karnego wyrównał Bronisław Bula i starcie zakończyło się remisem. Początek mógł być więc lepszy, ale Wyrobek nie załamał się i swoją klasę potwierdzał w kolejnych pojedynkach. Z miejsca stał się podstawowym zawodnikiem zespołu. W lidze opuścił tylko jeden mecz. Mimo młodego wieku imponował opanowaniem i odpowiedzialnością. Kiedy w 1971 r. szkoleniowcem Ruchu został Michal Vičan, część zawodników pożegnała się z zespołem. Wyrobek był jednak nie do ruszenia. Był już wówczas laureatem Złotych Butów w plebiscycie Sportu, a Słowak szybko poznał się na jego talencie. Ciężkie treningi, jakie narzucił nowy trener, przyniosły skutek w 1974 r. Ruch został mistrzem Polski, a rok później obronił tytuł. Dodatkowo w 1974 r. zespół zdobył też Puchar Polski. Wyrobek po swój trzeci tytuł sięgnął w 1979 r., 29-letni wówczas obrońca wystąpił jednak tylko w pierwszym spotkaniu sezonu z Wisłą Kraków, w którym doznał kontuzji. Przymusowa przerwa trwała aż półtora roku, ale po powrocie znowu był liderem defensywy chorzowskiego zespołu. 26 września 1982 r. rozegrał swój ostatni mecz w barwach Niebieskich. Ruch przegrał wówczas z Szombierkami 0:2. Wyrobek w ciągu 13 sezonów spędzonych w Chorzowie wystąpił w 264 spotkaniach i pięciokrotnie wpisywał się na listę strzelców. W reprezentacji Wyrobek zadebiutował w wygranym 5:0 meczu z Danią 2 września 1970 r. Później dostawał szansę w kilku kolejnych meczach, ale po spotkaniu z Niemcami w Hamburgu (0:0) w 1971 r. na dłużej rozstał się z kadrą. Zabrakło dla niego miejsca na igrzyskach, ale dobre występy w reprezentacji Under-23 trenera Strejlaua pozwalały mieć nadzieję, że znajdzie się w kadrze na mistrzostwa świata. Do RFN jednak nie pojechał, a do kadry wrócił w listopadowym pojedynku z Czechosłowacją (2:2). Kiedy nasza reprezentacja leciała do Montrealu, dla Wyrobka znowu zabrakło miejsca. Z drużyną narodową pożegnał się 13 kwietnia 1977 r. w przegranym 1:2 meczu z Węgrami. Po odejściu z Ruchu grał w TuS Neuhaus, gdzie spędził pięć lat. Kiedy jednak Ruch spadł z ekstraklasy, zadanie powrotu na pierwszoligowe boiska powierzono właśnie Wyrobkowi. Misja zakończyła się pełnym sukcesem. Niebiescy z pierwszego miejsca awansowali do elity i już w pierwszym sezonie po powrocie sięgnęli po swój kolejny tytuł. Oczywiście pod wodzą Wyrobka. Kiedy Ruch znowu spadł z ligi w sezonie 1994/95, na pomoc po raz kolejny wezwano Wyrobka. Trener znów potrzebował ledwie roku, żeby wrócić do elity, a na dodatek zdobył w tym samym sezonie Puchar Polski. Oprócz Ruchu, jako szkoleniowiec pracował jeszcze w Bełchatowie, Wodzisławiu Śląskim, Lubinie, Szczecinie czy Sosnowcu. W Reprezentacji rozegrał 15 meczów, strzelając 1 gola.



@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
@AFA90

0

@Culer9002 Co to znaczy ,,musieliśmy odpowiedzieć"?

11

Cules pamiętają!

19 grudnia 2009 r. FC Barcelona pokonała po dogrywce 2:1 Estudiantes de La Plata w finale Klubowych Mistrzostw Świata. Blaugrana do 2009 r. miała wszystkie możliwe tytuły za wyjątkiem tego jednego- klubowego MŚ. Zaledwie 3 lata wcześniej drużyna Rijkaarda niespodziewanie przegrała finał z Internacional Porto Alegre i na kolejną szanse czekała 3 lata. Przeciwnikiem był argentyński Estudiantes, na którego czele stał weteran Juan Sebastian Veron. W pierwszej połowie arbiter nie podyktował ewidentnego karnego po faulu na Xavim i jednocześnie uznał gola dla Estudiantes ze spalonego. Od tego momentu Barça prowadziła gre, momentami miała przygniatającą przewagę ale brakowało gola. Wreszcie Guardiola postawił wszystko na jedną karte i wystawił nominalnego obrońcę Pique jako… drugiego środkowego napastnika. To po jego podaniu Pedro doprowadził do wyrównania w 88 minucie i stał się w ten sposób pierwszym piłkarzem, który strzelał gole w 6 rozgrywkach w jednym roku. W dogrywce słabo grający do tego momentu Messi zdobył decydującego gola, kierując piłke do siatki klatką piersiową w 110 minucie. Estudiantes próbował jeszcze atakować, lecz Veronovi, rozgrywającemu wspaniały mecz, brakowało już sił. Zwycięstwo Dumy Katalonii oznaczało historyczny wyczyn: 6 tytułów w jednym roku, czego nie dokonał wcześniej żaden inny klub!

Przypomnijmy:





@AFA90
@Arkon
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

1

@Koni8M Owszem ścisk był duży. Mało tego, do świąt(a grano w pierwszy dzień świąt) prowadziło Atletico M.(23 p.) przed... Pontevedrą(20 p.), Valencią(równie 20 p.), Realem M.(również 20), Athletic Bilbao(18 p.) i wreszcie FC Barceloną(16 p.) i jeszcze Elche miało 16 p. Atletico w tamtym sezonie szło jak burza i w efekcie sięgneli po mistrzostwo Hiszpanii a Barcunia zajeła dopiero 3 miejsce za Realem Madrid, tak więc samo El Clasico nie wiele dalo...

11

Grande Espectacolo El Clasico!

19 grudnia 1965 r. FC Barcelona pokonała Real Madryt na Santiago Bernabeu 3:1 w 14 kolejce Primera Division. Gole dla Barçy zdobyli: Josep Fuste(2) oraz Jose Zaldua. Po tej kolejce Blaugrana zajmowała dopiero 7 pozycje w tabeli ze stratą 7 punktów do prowadzącego Atletico Madryt.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Monix10
@Lionel_Messi10
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
@AFA90

1

@Pawel13sz No widzisz a ja nigdy, czy też prawie nigdy nie żartuje z futbolu a zwłaszcza z ,,naszej" Barcuni...

1

@Pawel13sz No co ty gadasz? Żartujesz sobie czy co?

11

Blaugrana w europejskich pucharach:

19 grudnia 1962 r. FC Barcelona pokonała Crvene Zvezde Belgrad 1:0 w rewanżowym meczu 1/8 Pucharu Miast Targowych. Zwycięskiego gola zdobył Luis Alberto Cubilla. W pierwszym meczu w Belgradzie Barça poległa 3:2. Jako że wówczas nie obowiązywała zasada podwójnie liczonych goli na wyjeździe, więc został rozegrany trzeci dodatkowy mecz, o czym napisze 2 stycznia.



@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

11

Ku pamięci Evy Duarte:

19 grudnia 1948 r. FC Barcelona pokonała na Mestalla FC Seville 1:0 w Pucharze Evy Duarte. Po sukcesie Copa de Oro ,,Argentina” organizację meczu pomiędzy mistrzem i zdobywcą Pucharu Hiszpanii przejął RFEF. Nagrodę ufundowała żona prezydenta Argentyny Juana Domingo Perona. W drugiej edycji pucharu Blaugrana wystąpiła po raz pierwszy jako zdobywca mistrzostwa Hiszpanii. Jedynego gola w meczu z Sevilla zdobył legendarny snajper Cesar Rodriguez, który w drugiej połowie zmarnował karnego. Barça wygrała jeszcze dwie ostatnie edycje tego trofeum ale w obu przypadkach bez gry, ponieważ zdobywała wcześniej podwójną korone. Całe rozgrywki pod ówczesną nazwą zawieszono z powodu śmierci patronki.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
@AFA90

9

Feliz cumpleaños panie Bianquetti! Z okazji rocznicy urodzin.

19 grudnia 1951 r. w Cueta urodził się Miguel Bernardo Bianquetti, środkowy obrońca. Jego pierwszym poważnym klubem, w którym zaczął swoją przyszłą wielką przygodę z piłką był Cadiz CF. Ledwie 3 lata wystarczyły aby działacze FC Barcelony wypatrzyli obrońcę z Andaluzji. Do Barcelony trafił w tym samym czasie co Johan Cruyff. Na Camp Nou szybko zyskał sympatie i przydomek od kibiców ,,Tarzan”. Dzięki technice, szybkości i sercu do gry był pupilem katalońskiej publiczności. Już w swoim pierwszym sezonie dla Barçy zdobył wraz z kolegami mistrzostwo Hiszpanii a ponadto miał udział w rozgromieniu Realu w Madrycie 5:0! Migueli, jak go nazywano, był graczem o ogromnych możliwościach i wielkim sercu do gry. Jego odwage najlepiej można było dostrzec w finale Pucharu Zdobywców Pucharów w 1979 r. w Bazylei, kiedy grał wówczas z wybitym obojczykiem. Świetnie wyszkolony technicznie, nie zastąpiony w kryciu i niepokonany w powietrzu, dzięki tym cechom Migueli był obrońcą największego kalibru. Trenerzy reprezentacji Hiszpanii również zauważyli u ,,Tarzana” cechy na światowej klasy obrońcę i 20.11.1974 r. Migueli zadebiutował w meczu przeciwko Szkocji, z którą Hiszpanie wygrali 2:1 a nasz bohater zagrał wtedy 75 minut u boku Quiniego czy też Rexacha a trenerem był Ladislao Kubala. Od tego czasu Migueli był przez 5 lat kadrowiczem i wystąpił na dwóch imprezach- Mundialu w Argentynie i mistrzostwach Europy we Włoszech. Podczas swojej 15-letniej kariery w Blaugranie strzelił 27 goli, co jak na środkowego obrońcę było sporym wyczynem, lecz Migueli był kimś wyjątkowym. Ponadto w swoim dorobku ma 2 mistrzostwa Hiszpanii, 4 Puchary Hiszpanii, 3 Puchary Zdobywców Pucharów, 2 Puchary Ligi oraz Superpuchar Europy. W rozpoczynającym się sezonie 1988/89. Kiedy funkcje trenera objął Johan Cruyff, Migeli doznał kontuzji kolana. Mając 37 lat zdecydował się na zakończenie kariery. Na jego pożegnalnym meczu na Camp Nou z Bułgarią zagrały takie gwiazdy futbolu jak choćby Cruyff czy Rexach.



@AFA90
@Arkon
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

1

Vamos Girona!, Vamos a ganar!
Vamos! ,,nasza" Katalonko

34

Argentyno, co ty robisz!?

Szanowni sympatycy i pasjonaci futbolu, dokładnie rok temu reprezentacja Argentyny sięgnęła po raz trzeci w historii po mistrzostwo świata. Posłuchajcie, jeśli chcecie opisywać świat za pomocą powtarzających się schematów i symboli, na pewno je znajdziecie. W przypadku Argentyńczyków na mundialu w Katarze nie chodziło tylko o Messiego ale także o epoke i ducha, który reprezentował. To właśnie w Katarze w 1995 roku, pierwszym zwycięstwem ekipy Jose Pekermana na mistrzostwach świata do lat 20-tu rozpoczynała się złota era. Z utożsamianego z nią pokolenia na ostatnim mundialu zostało tylko 3 piłkarzy: Messi, który wygrał młodzieżowe mistrzostwa w 2005 r. oraz Papu Gomez i Angel Di Maria, którzy triumfowali dwa lata później. Wpływ Pekermana, który był zwolennikiem podejścia holistycznego i wierzył że rozwijać trzeba nie tylko umiejętności piłkarskie podopiecznych ale także ich cechy charakteru, okazał się jednak znaczący. To właśnie ten trener powołał Messiego na jego pierwszy mundial w 2006 r. a Scaloni i jego dwaj asystenci: Pablo Aimar i Walter Samuel, wygrywali pod przewodnictwem Pekermana mistrzostwa świata do lat 20-tu w 1997 r. w Malezji. Mimo że Alvarez, Fernandez i Mac Allister odświeżyli grę Albicelestes, oni również potrzebowali inspiracji Messiego. Kapitan Argentyńczyków zaś z wiekiem rozwinął umiejętność wyszukiwania słabych punktów rywala w trakcie czegoś, co wydawało się po prostu swobodną przechadzką po murawie. W 2014 r., kiedy przemiana Leo w pragmatyka dopiero się rozpoczynała, van Gaal skutecznie zneutralizował Messiego w półfinale mundialu oddelegowując Nigela de Jonga do indywidualnej opieki nad nim. Teraz jednak, kiedy argentyński wirtuoz przypominał raczej ducha unoszącego się gdzieś nad boiskiem i materializującego się w chwili, gdy było to naprawdę potrzebne, zadanie było trudniejsze. Człowieka można upilnować ale jak można upilnować cień? Mówienie o tym jak kiepsko wyglądało średnie tempo Messiego w trakcie meczów mija się z celem. On jest piłkarzem ,,sui generis” funkcjonującym jedynie na zwolnionych obrotach. Oczywiście w Katarze oznaczało to że koledzy z drużyny musieli pracować w dwójnasób żeby zrównoważyć niemal całkowity brak zaangażowania Leo w pracę defensywną ale również rywale musieli się jakoś dostosować. Wydawało się że Messiego nie ma tam, gdzie powinien być aż do chwili gdy nagle się tam pojawiał i to z zabójczo skutecznym efektem.

Powiązane z katarskimi występami Messiego poczucie nietrwałości wszelkiej sławy i chwały wiązało się być może z atakiem serca i śmiercią 60-letniego Maradony w listopadzie 2020 r. Nie trzeba być jednak freudystą by dojść do wniosku że odejście tego ostatniego, zważywszy na wielką role, jaką odgrywał w trakcie mistrzostw świata, zdjęło z Messiego presję. Kiedy na mundialu w Rosji Argentyna przegrywała z Chorwacją 0:3, wyraźnie wyczerpany Maradona siedział na schodach gdzieś na tyłach loży prasowej. Tym razem w półfinale mistrzostw, to Argentyńczycy pokonali Chorwatów 3:0. Messi zdobył pierwszego gola z karnego i wypracował Alvarezovi trzeciego gola ze zwodniczą ospałością bawiąc się z obrońcą Gvardiolem w kotka i myszke. Rajd Alvareza, po którym padł drugi gol dla piłkarzy Scaloniego był tyleż efektowny co chaotyczny a futbolówka odbijała się od rywali w sposób przypominający nieco drugiego gola Mario Kempesa w finale z mundialu w Argentynie. Co się wydarzyło w finale z Francją(?), to już każdy szanujący się kibic futbolu powinien wiedzieć…

Jeśli ta złota era argentyńskiego futbolu faktycznie zaczęła się w Katarze 27 lat wcześniej, to również w Katarze doczekała się swojej wspaniałej apoteozy. Messi znalazł się na najwyższych stopniach panteonu obok Pelego, Maradony czy Garrinchy. Radość Argentyńczyków była szalona i powszechna. Powracającą do kraju drużynę witało na ulicach Buenos Aires około 4,5 miliona ludzi. Kolejne miliony oglądały wszystko w telewizji. Od Plaza de Mayo do Obelisco, siedmiopasmową Avenida 9 de Julio na południe i w strone mostu nad Riachuelo, wszędzie płynęła wielka ludzka rzeka błękitu i bieli.


@AFA90
@Arkon
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
@Sysia11

1

@LS Z kolei moim pierwszym bohaterem, którym się fascynowałem był śp. Włodek Smolarek. Na krajowym podwórku nigdy nie byłem za Legią a co za tym idzie również nie za panem Piszem. Jednak kiedy Legia grała w europejskich pucharach, zwłaszcza w Lidze Mistrzów to człowiek oglądał i mocno trzymał kciuki za polaków! Lata 80-te i 90-te były wspaniałe niemal pod każdym względem...

14

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

18 grudnia 1966 r. urodził się Leszek Pisz, pomocnik. ,,Jak masz na nazwisko? – zapytała szatniarka nowego piłkarza Legii. Pisz Leszek – odpowiedział świeży nabytek. Ty mnie nie ucz, jak się pisze imie, tylko nazwisko powiedz!” Tak wedle anegdoty miały wyglądać pierwsze chwile Leszka Pisza w Legii. Na murawie z początku trudno mu było wyrobić sobie szacunek z racji mikrych warunków fizycznych. Ówczesny trener Wojskowych Jerzy Engel zapytany przez Jacka Kazimierskiego: Kto to w ogóle jest? Odparł: A taki mój breloczek. W pierwszej rundzie Pisz nie zagrał jednak ani razu i wrócił na krótko do rodzinnej Dębicy. Dopiero później udało mu się wyrobić status topowego piłkarza ligi i jednej z największych legend Legii Warszawa. Spryt, wielkie umiejętności techniczne, serce do walki oraz świetne rozegranie piłki zjednywały mu sympatyków na trybunach przy Łazienkowskiej z tygodnia na tydzień. W szatni zaś niewysoki, wręcz chuderlawy Pisz, okazał się charyzmatycznym przywódcą, który potrafił zapewnić sobie pierwszeństwo pomiędzy dużo roślejszymi kolegami z zespołu. Dlatego doczekał się w końcu opaski kapitańskiej i chyba nikt nie podawał w wątpliwość tego, czy na nią zasłużył. U starszych kibiców wzbudzał tęsknotę za latami gry w stołecznym zespole Deyny. Tak jak on, znakomicie dowodził grą drużyny, pełniąc role playmakera. Łączyły ich także umiejętności w wykonywaniu stałych fragmentów gry. Ponoć Pisz zawdzięczał je bardzo małemu rozmiarowi stopy. Według różnych źródeł jego buty miały numer 37 lub 38. Ponadto miał szczęście do ważnych goli. Między innymi po jego trafieniu Legia wygrała w finale Pucharu Polski w 1995 r. Najsłynniejszego gola Pisz zdobył jednak… głową. W rewanżu w eliminacjach Ligi Mistrzów przeciwko IFK Göteborg sprytnie złożył się do strzału tą częścią ciała i przechytrzył przeciwników. Dawało to remis premiujący awansem do upragnionej fazy grupowej Ligi Mistrzów. Na tym szczeblu rozgrywający Legii dwukrotnie pokonał golkipera Rosenborga Trondheim. Był to pierwszy w historii dublet polskiego piłkarza na tym poziomie! Tamtą edycje Legia zakończyła na ćwierćfinale. Pisz miał też w dorobku półfinał Pucharu Zdobywców Pucharów z 1991 r. W tej słynnej kampanii strzelił gola w I rundzie. Do wysokiego wyniku najmocniej dołożył się jednak asystami. Między innymi w ćwierćfinale przeciwko Sampdorii. Na krajowym podwórku dwukrotnie zdobył z Legią mistrzostwo Polski. Do tego dochodzą 2 wicemistrzostwa oraz jeden brązowy medal. Czterokrotnie wywalczył natomiast Puchar Polski, dwukrotnie dołożył do tej kolekcji tytuł finalisty tych rozgrywek. Ponadto na jego koncie znajdują się 2 Superpuchary Polski. Indywidualnie Leszek Pisz całkowicie zdominował lige w latach 1994-96. Jest do dziś jedynym zawodnikiem w historii, który 3 razy z rzędu wygrał klasyfikacje ,,Złotych Butów” katowickiego ,,Sporu”. W 1995 r. został wyróżniony nagrodą Piłkarza Roku ,,Piłki Nożnej”. Po tym obfitym w sukcesy okresie na kilka sezonów wyjechał do Grecji. Po powrocie zakończył karierę w Śląsku Wrocław. Amatorsko krótko jeszcze występował w Pogoni Staszów. Okres jego największego szczytu formy przypadał akurat na dołek reprezentacji Polski. Stąd w dorobku Pisza brak występów na wielkich turniejach. Z orzełkiem na piersi zagrał 14 razy i strzelił jednego gola. Mimo dominacji w lidze nie stawiali na niego ani Apostel, ani Stachurski, który znał go bardzo dobrze z czasów Legii. Po raz ostatni zagrał już pod wodzą Piechniczka po niemal trzyletniej przerwie. Było to jednak jednocześnie jego pożegnanie. Obecnie Pisz znów mieszka w rodzinnej Dębicy. Zajmuje się szkoleniem młodzieży. Kilka lat temu przeżył dramat osobisty po tym, jak zginął w wypadku samochodowym jego młodszy brat, także piłkarz – Mieczysław, z którym razem występował w Iglopolu Dębica, Legii oraz Motorze Lublin.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
@AFA90

13

Zapomniane legendy polskiego futbolu:

18 grudnia 1948 r. urodził się Adam Musiał. Człowiek legenda krakowskiej Wisły. Lewy obrońca, przeciwko któremu bali się grać zawodnicy innych drużyn. Był istnym boiskowym „harpaganem”, co w gwarze małopolskiej oznacza człowieka porywczego, pełnego energii, zawziętego i nieustępliwego. Te cechy charakteru zaprowadziły go na piłkarski szczyt, jakim było trzecie miejsce na świecie z drużyną narodową w 1974 roku. Wspaniała reprezentacyjna kariera Adama Musiała rozpoczęła się 20 października 1968 roku. W Szczecinie na starym stadionie Pogoni Polska zmierzyła się towarzysko z drużyną NRD (1:1). Obrońca Białej Gwiazdy debiutował w kadrze w towarzystwie wielu znamienitych postaci, jak np. Hubert Kostka, Stanisław Oślizło, Bernard Blaut czy Kazimierz Deyna. Miał wówczas 19 lat i 307 dni. Od tej pory rywalizował o miejsce w drużynie z innym znakomitym lewym obrońcą – Zygmuntem Anczokiem. W trakcie eliminacji mistrzostw świata 1974 stał się podstawowym graczem kadry. Niewiele brakowało, aby jego ostatnim meczem w reprezentacji było starcie z Włochami już na mundialu w RFN-ie. Piłkarze dostali wolne od trenera Kazimierza Górskiego. Obrońca wypił o jedno piwo za dużo, spóźnił się do hotelu i... wdał w niepotrzebną dyskusję z selekcjonerem. Za karę nie zagrał ze Szwecją. Po krótkiej absencji wrócił do łask szkoleniowca i ostatecznie świętował zdobycie medalu. Z gry w kadrze narodowej zrezygnował dwa miesiące po turnieju. Po poważnym wypadku samochodowym nie był już tak sprawny. Jak mówił w „Przeglądzie Sportowym” w 2018 roku: „doszedłem do wniosku, że nie ma sensu się wygłupiać”. Kończył tak, jak zaczynał – towarzyskim spotkaniem z NRD (porażka 1:3), które odbyło się na starym obiekcie warszawskiej Legii. W kadrze występowali wówczas tacy gracze, jak Jan Tomaszewski, Grzegorz Lato, Zygmunt Maszczyk czy najmłodszy w tym gronie Zdzisław Kapka. Po 10-letniej grze w barwach Wisły Kraków, dla której rozegrał 227 spotkań i zdobył jedną bramkę (jak sam podkreślał – tylko dlatego, że zeszła mu piłka), przeniósł się na 2 lata do Arki Gdynia, a następnie wyjechał do Anglii i Stanów Zjednoczonych. Karierę zakończył w 1987 roku. Jak wielu kolegów po fachu, spróbował swych sił jako trener. Rozpoczął – jakżeby inaczej – od pracy w ukochanej Wiśle, gdzie najpierw był asystentem, a później pierwszym szkoleniowcem. Trenował jeszcze zespoły Lechii Gdańsk, Stali Stalowa Wola i GKS-u Katowice. „Gieksa” była ostatnim klubem, jaki prowadził, a był to 1996 rok. Potem pracował jako kierownik stadionu Wisły Kraków. Mimo upływu lat, nadal był rozpoznawany przez kibiców. Jak mówił w wywiadzie dla „Gazety Krakowskiej” w 2016 roku: „To jest największa zapłata dla człowieka. Bo tego się nie kupi za żadne pieniądze. I to człowieka podnosi na duchu, że coś osiągnął, a ludzie go pamiętają, rozpoznają, chcą zamienić parę słów, zapraszają na różnego rodzaju spotkania”. Adam Musiał zmarł 18 listopada 2020 roku w wieku 71 lat.



@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

11

Pamiętamy…

Panie i Panowie, dzisiaj mija 102 lata od pierwszego w historii meczu reprezentacji Polski. Dwa lata po założeniu krajowego Związku Piłki Nożnej, a nieco ponad trzy po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, biało-czerwoni rozegrali pierwszy oficjalny mecz międzypaństwowy. 18 grudnia 1921 roku nasza reprezentacja wyjechała do Budapesztu pociągiem z Krakowa w piątek 16 grudnia 1921 r. o godzinie 10.40. Podróż do Budapesztu była pełna przygód. W Piotrowicach piłkarze musieli stawić czoła czeskim celnikom, którzy chcieli zarekwirować zapasy żywności. W nocy pociąg dotarł do Żyliny, gdzie ogłoszono 4-godzinną przerwę. Na kolacje zawodnicy zjedli to co uchronili przed celnikami: sznycle posmarowane musztardą, jabłka, popili herbatą, piwem i wodą sodową, po czym poszli na spacer po uśpionych ulicach miasta. W Trenczynie pociąg stanął, ponieważ z powodu niskiej temperatury zamarzły koła w jednym z wagonów. Nim usterke naprawiono, z Leopoldowa, gdzie zaplanowano przesiadkę, odjechał pociąg pośpieszny do Budapesztu. Na następny trzeba było czekać 5 godzin. Gracze spędzili je na twardych ławkach w poczekalni dworcowej. Ostatecznie dotarli do Budapesztu przed północą, z soboty na niedziele, po 36 godzinach podróży! Najdziwniejsze jest to, iż czekała tam na nich delegacja Węgierskiego Związku Piłki Nożnej. ,,Po niezwykle serdecznem powitaniu wsadzono nas do szeregu specjalnie zamówionych karet i zawieziono do wspaniałego hotelu Astoria przy ulicy Rakoczego. Umycie się i zjedzenie kolacji zabrało nam około 2 godzin czasu; dopiero o godz. 1 w nocy położyliśmy się spać”- relacjonował ,,Przegląd Sportowy” z 24 grudnia 1921 r. O żadnym treningu nie było mowy.

Nazajutrz o godz. 9.00 piłkarze zjedli śniadanie, o 12.00 obiad a godzine później wyjechali podstawionymi samochodami osobowymi na stadion Hungaria, należącym do MTK Budapeszt. Wszyscy padali ze zmęczenia, w dodatku legendarny Józef Kałuża miał gorączkę a Ludwik Gintel narzekał na bóle żołądka. Mecz rozpoczynał się o godz. 14.00. Sędziował Czech Ernst Graetz, na trybunach zasiadło 10 tys. widzów według ,,PS” i o dwa tys. mniej według źródeł węgierskich. Polacy grali w czerwonych koszulkach, białych spodenkach i czerwonych getrach. Dla Polski to był pierwszy mecz, natomiast dla Węgier, którzy rozpoczęli swoją historię w 1902 r.- już 80-ty! Lewy łącznik Imre Schlosser wystąpił po raz 65 i z tej okazji otrzymał od Polaków zloty sygnet. Gospodarze byli więc w znacznie lepszej sytuacji ale Polacy dzielnie stawiali opór i wprawdzie przegrali 0:1, tracąc gola w 18 minucie(strzelcem Szabo), lecz ,,zostawili po sobie dobre wrażenie”. Mogło być gorzej, ponieważ w 44 minucie po faulu Marczewskiego na Molnarze, sędzia podyktował rzut karny. Jego wykonawca Fogl II strzelał z całej siły i przeniósł piłke nad poprzeczką. ,,Przegląd Sportowy” pisał: ,,Wynik jest nadzwyczaj chlubny, ponieważ ponieśliśmy porażkę najmniejszą jaką zna ten sport, najmniejszą ze wszystkich państw, jakie w tym roku gościły w Budapeszcie”. Apelowano też do PZPN ażeby na przyszłość tak planował podróże, aby drużyna mogła mieć przed zawodami dzień odpoczynku. Można przyjąć że już wtedy zaczęto tworzyć podbudowę ideologiczną pod coś, co wkrótce stanie się znane jako ,,moralne zwycięstwo Polski”. Prasa węgierska też była dla Polaków dość łaskawa, choć podkreślała iż nasza postawa mogła wynikać między innymi z nieobecności czterech czołowych piłkarzy Węgier: Ortha, Brauna, Pataky’ego i Jeneia. ,,Sporthirlap” napisał: ,,Ani Węgrzy ani Polacy nie zainteresowali publiczności. Węgrzy dopiero w końcówce grali lepiej. Właściwie było to święto polskiego footballu. Choć przykrą dla nas jest słaba gra drużyny węgierskiej, to jednak cieszymy się że pierwszy występ sportu polskiego, szukającego przyjaznego zbliżenia się do nas, odbył się bez wielkiej porażki. I gdyby z dzisiejszych zawodów nie było innego rezultatu, jak ten, że zapewniliśmy sobie przyjaźń sportu polskiego, to już nie było by powodu tego żałować. Występ początkującego sportu należy uważać za stanowczo pomyślny. Z wyniku Polacy mogą być dumni. Drużyna nie gra wcale świetnie. Gra wskazuje że niedawno dostali się w dobre ręce i okazują się pojętnymi uczniami. Wybitnych jednostek nie widać wśród nich. Zasługą ich to zapał, ambicja, jaką się wszyscy przejeli i której zawdzięczają dzisiejszy piękny wynik”.

Pierwszy historyczny skład Polski: Jan Loth(bramkarz Polonii Warszawa), Ludwik Gintel(obrońca Cracovii), Artur Marczewski(obrońca Polonii Warszawa), Zdzisław Styczeń(pomocnik Cracovii), Stanisław Cikowski(pomocnikCracovii), Tadeusz Synowiec(pomocnik Cracovii), Stanisław Mielech(napastnik Cracovii), Wacław Kuchar(napastnik Pogoni Lwów), Jozef Kałuża(napastnik Cracovii), Marian Einbacher(napastnik Warty Poznań) oraz Leon Sperling(napastnik Cracovii). Natomiast rezerwowymi w tymże meczu byli Stefan Loth(pomocnik Polonii Warszawa) oraz Mieczysław Batsch(napastnik Pogoni Lwów). Trenerem Polski był wówczas… Węgier Imre Pozsonyi, wybitna postać przedwojennego futbolu.



@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
@AFA90

1

@Pawel13sz No tak wzmocni się, tylko z tym Roque to tak do końca nie wiadomo jak się ułoży jego gra pod wodzą Xaviego? Zresztą do tego dwumeczu jeszcze sporo się może wydarzyć zarówno na dobre, jak i na złe...

1

@Pawel13sz Tak, tak, no oczywiście jeśli zagra w dwumeczu

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?