4

@FCBparasiempre
W dowód uznania Kopa został laureatem Złotej Piłki za rok 1958. Fontaine w tej samej klasyfikacji był trzeci. Znakomicie poprowadzili Francje do kontynentalnego turnieju. W meczach przeciwko Grekom i Austriakom grali jak natchnieni. ,,Justo” Fontaine jako pierwszy gracz w historii eliminacji wsławił się hat-trickiem. Trzy gole z Austrią, strzelone przed paryską publicznością potęgowały uwielbienie, jakim darzyli go kibice. Wcześniej 2 gole wbił Grekom. W finałach nie wystąpił jednak ani on, ani Kopa. Fontaine’a z turnieju wykluczyła poważna kontuzja(złamana noga). Po mistrzostwach zagrał w reprezentacji tylko jeden raz, w spotkaniu z Bułgarią ale gola już nie zdobył. Podobnie jak Kopa, czasy świetności miał już za sobą, choć Francuz polskiego pochodzenia jeszcze przez 2 lata witał się z kadrą. Całe eliminacje zdominowała jednak nie piłka, lecz polityka. Szlagierowo zapowiadany ćwierćfinał pomiędzy Hiszpanią a ZSRR nie odbył się a szkoda. Pasjonujący trenerski pojedynek Herrera – Kaczalin ustąpił miejsca ideowym rozbieżnościom między faszyzmem a komunizmem. Generał Franco nie zezwolił piłkarzom na odlot do Moskwy. Nie widział też możliwości przylotu radzieckich obywateli do jego kraju. Wszelkie próby mediacji podejmowane ze strony prezesa federacji hiszpańskiej nie przyniosły żadnego rezultatu. ,,Caudillo” był nie przejednany. W efekcie Hiszpanie zostali na rok zawieszeni w prawach członka FIFA. Ocalała duma narodowa ale ucierpieli na tym piłkarze. Takie asy jak Gento, Kubala, Di Stefano czy Mateos nigdy nie wystąpili na mistrzostwach Europy. W trakcie czterodniowego turnieju finałowego 4 mecze miały przesądzić o końcowym wyniku premierowych mistrzostw Europy. Pierwszy półfinał dostarczył wielu niezapomnianych wrażeń, od razu przechodząc do historii. Stało się tak za sprawą liczby strzelonych goli, którymi piłkarze Francji i Jugosławii uraczyli widownię zgromadzoną na Parc de Princes w Paryżu. Za Francuzami w tym meczu przemawiała własna publiczność oraz znakomity wynik z mistrzostw świata w Szwecji, na których zajęli trzecie miejsce. Z kolei atutem ,,Plavich” był… korzystny bilans w bezpośrednich meczach z Francją. Tradycji ponownie stało się zadość. ,,Trójkolorowi” pozbawieni Cisowskiego, Kopy, Fontaine’a i Piantoniego prowadzili już 4:2, by ostatecznie ulec rywalom 4:5. Trzy ostatnie gole dla Jugosłowian padły w ciągu zaledwie 3 minut. Bohaterem meczu został Drażan Jerkovič, którego trafienia dały remis a później zwycięstwo bałkańskiej drużynie i to wszystko w odstępie 55 sekund! Francuzi powinni byli się tego spodziewać. Na dwóch ostatnich mistrzostwach świata dwukrotnie mierzyli się z Jugosławią w fazie grupowej i za każdym razem przegrywali. W Szwecji nie przeszkodziło im to zająć trzeciego miejsca, lecz w Paryżu nie pozwoliło awansować do finału. W drugim meczu półfinałowym rozegranym w Marsylii naprzeciwko siebie stanęły zespoły Czechosłowacji oraz ZSRR. Było to bardzo jednostronne widowisko. Przewaga Rosjan ani przez moment nie podlegała dyskusji, choć swoje szanse mieli także rywale. Wybrańcy Kaczalina gładko wygrali 3:0. Okazji na zmniejszenie rozmiarów porażki nie wykorzystał Vojta. Piłka po jego strzale z rzutu karnego minęła słupek bramki Jaszyna i przeleciała za końcowa linie boiska. Rudolf Vytlacil, mistrz defensywy, tym razem nie ustrzegł się błędów a jego drużyna straconych goli. Związek Radziecki awansował do finału, w którym czekał już zespół Jugosławii. Czechosłowakom pozostał mecz z gospodarzami o trzecie miejsce. Rywalizaja bez większej stawki, czego dowodem opustoszałe trybuny Stade Velodrome. Chętnych do obejrzenia gry swoich ulubieńców było nie całe 10 tysięcy rodaków. Francuzi czuli ogromny zawód. Zamiast o chwałę, walczyli o honor ale i tego pozbawili ich lepsi w tym dniu Czechosłowacy. Gole Bubnika i Pavlovicia okazały się na wage brązowego medalu. Dwa lata później na mistrzostwach świata w Chile wynik będzie jeszczelepszy. Vytlacil był w trakcie przebudowy zespołu, której trzon stanowili Schrojf, popluhar i Masopust(zdobywca Złotej Piłki z 1962 r.). Nie było w niej już miejsca dla Pavlovicia, który w trakcie PNE ’60 miał 34 lata na karku i był najstarszym strzelcem całego turnieju. Pierwszy finał Pucharu Narodów Europy, jeden z czterech, w których na przestrzeni 28 lat będzie dane wystąpić ekipie ZSRR okazał się zwycięski. Wyścig po złoto dwóch sportowych potęg ustroju socjalistycznego, niejednokrotnie ze sobą konkurujących. Paryski finał miał być rewanżem ,,Plavich” za porażke przed czterema laty w decydującym meczu podczas igrzysk olimpijskich w Melbourne 1956. Wówczas o jednego gola, strzelonego przez nieobecnego teraz Iljina, lepsi okazali się Rosjanie. Tym razem miało być inaczej a było podobnie. Śliska murawa nie predestynowała do przeprowadzenia zbyt widowiskowych akcji. Pierwszego gola, tak jak w półfinale z Francją, strzelili Jugosławianie. Ponownie wynik rywalizacji otworzył Milan Galič. Maslenkin w ostrym starciu z Jerkowiciem walczyli o piłke przy końcowej linii boiska. Gdy obaj stanęli, sądząc że futbolówka opuściła plac gry, ich niezdecydowanie wykorzystał Galič i pokonał Jaszyna. Gol do szatni nie zdeprymował jednak Rosjan. Tuż po przerwie rzucili się do odrabiania strat. Pięć minut po wznowieniu gry Bubkin oddaje mocny strzał na bramkę przeciwników. Vidinič broni ale tak niefortunnie odbija piłke że ta pada łupem zawodników radzieckich. W rezultacie Metreweli z bliska strzela gola. Wynik remisowy utrzymał się do końca meczu. Angielski arbiter Edward Ellis zarządził pierwszą w tym turnieju dogrywke. Dodatkowe 30 minut przypadło akurat na mecz finałowy, jakby umyślnie podnosząc jego dramaturgie. Rozstrzygające trafienie padło dopiero na 7 minut przed końcem całego widowiska. Meschi ograł na lewej flance Durkovicia, po czym dośrodkował na pole karne a tam najwyżej do piłki wyskoczył Poniedielnik i umieścił ją w bramce. To był koniec marzeń Jugosłowian o zwycięstwie a zarazem początek wielkiej fety piłkarzy radzieckich. Gawrił Kaczalin miał swój wielki dzień. Był pierwszym ,,królem Europy” i to wywodzącym się z jej ,,gorszej” części. Kapitan zespołu Igor Netto nie krył dumy i zadowolenia odbierając z rąk Pierre’a Delaunaya puchar imienia jego ojca. Coupe Henri Delaunay zasłużenie przypadł Rosjanom. Wschód wykazał wyższość nad Zachodem ale głównie dlatego że Niemcy i Brytyjczycy zlekceważyli kontynentalne rozgrywki. Całe podium zajeli przedstawiciele socjalistycznych państw. To jedyny taki przypadek w historii, która począwszy od zawodów we Francji, co 4 lata dopisuje kolejne rozdziały batalii o prymat w Europie. Bilans 1960 roku przedstawiał się następująco: Związek Radziecki z Pucharem Henri Delaunaya, Jugosławia z medalem za drugie miejsce i… złotym krążkiem wywalczonym na igrzyskach olimpijskich w Rzymie. Oba finały dzieliły od siebie okrągłe 2 miesiące. Na Parc des Princes 10 lipca ,,Plavi” przeżywali rozgoryczenie, na Stadio Flaminio 10 września szaleli z radości. Futbol jest piękny, bo nieprzewidywalny. Nikt wówczas nie mógł również przypuszczać że Związek Radziecki, Jugosławia i Czechosłowacja po ponad 30 latach ulegną rozpadowi. Rolą historii jest jednak pamiętać także o takich przypadkach. Na koniec trzeba jeszcze odnotować króla, a właściwie królów strzelców. Po dwa gole zdobyli: Galič, Iwanow, Jerkovič, Poniedielnik oraz Francuz Heutte.

7

@FCBparasiempre
Pod taką nazwą w roku 1960 rozegrano pierwsze w historii Mistrzostwa Europy. Pierwszy projekt mistrzostw Europy powstał wszak aż 33 lata wcześniej, tj. w 1927 roku. Jego autorem był Francuz Henri Delaunay, długoletni sekretarz generalny Fédération Française de Football, a więc francuskiego odpowiednika PZPN. Pomysł nie zyskał jednak aprobaty innego Francuza, legendarnego Julesa Rimeta, pomysłodawcy mundialu i szefa FIFA, który obawiał się osłabienia pozycji Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej. Mimo to idea ,,Euro” przetrwała i po wojnie ponownie pojawił się projekt zorganizowania zmagań o miano najlepszej drużyny Starego Kontynentu. W 1951 roku swoją koncepcję mistrzostw Europy przedstawił Włoch Ottorino Barassi, który od lat identyfikował się z pomysłem Delaunaya. FIFA znów stanęła okoniem, jednak tym razem wywołało to skutki odwrotne od spodziewanych. Dnia 22 czerwca 1954 roku w Bernie 7 działaczy piłkarskich pochodzących z 7 różnych krajów powołało do życia Unię Europejskich Związków Piłkarskich (UEFA), której sekretarzem generalnym został Delaunay. Od tego momentu zorganizowanie pierwszego Euro wydawało się być tylko kwestią czasu. W lutym 1955 roku w trakcie spotkania działaczy UEFA w Brukseli przyjęto ogólny zarys mistrzostw Starego Kontynentu, zgodnie z którym Euro miało odbywać się co 4 lata, w tym samym roku co letnie igrzyska olimpijskie, w analogicznym systemie jak mundial. Konkretów wciąż jednak brakowało. Na domiar złego w listopadzie 1955 roku zmarł Henri Delaunay, przez co trudno było liczyć, że jego idea mistrzostw Europy szybko przeistoczy się w realny byt w postaci pierwszego turnieju. Po wielu dyskusjach i spotkaniach, w których istotną rolę odgrywał m.in. syn Henriego Delaunaya – Pierre, wreszcie w 1957 roku kongres UEFA zatwierdził koncepcję rywalizacji o tytuł mistrza Europy. W czerwcu 1958 roku podczas kongresu w Sztokholmie przyjęto ostateczny kształt Euro, którego oficjalna nazwa brzmiała Puchar Europy Narodów (samo trofeum dla najlepszej drużyny otrzymało imię Henriego Delaunaya). Pierwsza część mistrzostw miała odbywać się w systemie pucharowym (mecz i rewanż). Następnie po wyłonieniu półfinalistów planowano przeprowadzić w jednym państwie turniej finałowy, nadal w systemie pucharowym, tyle że bez rewanżów. Gospodarzem turnieju miała być Francja, ewentualnie Hiszpania, chyba że żaden z tych krajów nie przeszedłby do tego etapu rozgrywek – wówczas zamierzano wybrać inne państwo. W Sztokholmie od razu przeprowadzono także losowanie rozgrywek. Akces do turnieju zgłosiło 17 drużyn, dlatego też o jedno miejsce w 1/8 finału musiały dodatkowy pojedynek stoczyć reprezentacje Czechosłowacji i Irlandii. Ostatecznie po dwumeczu do 1/8 awansowała Czechosłowacja. Do walki o udział w pierwszych mistrzostwach Europy nie przystąpiła ekipa RFN, czy choćby ówcześni wicemistrzowie świata Szwedzi. Dla nich, a także dla wielu innych zespołów, nowo powstałe rozgrywki nie miały wystarczająco dużej rangi. Z uczestników ,,szwedzkiego” mundialu europejskie wyzwanie podjęło tylko sześć zespołów: Austria, Czechosłowacja, Francja, Jugosławia, Węgry i ZSRR. Dodatkowo w eliminacjach udział wzięły: Bułgaria, NRD, Polska oraz Rumunia. Wszystkie te kraje z wyjątkiem Francji, oddzielone były od reszty świata żelazną kurtyną. 8 z 17 pretendentów aspirujących do występów na turnieju finałowym, to państwa ustroju socjalistycznego. Dziewiąta z tego grona Austria, mimo niefortunnego położenia geograficznego, w 1955 r. zyskała wieczystą neutralność, porzucając wszelkie związki łączące je z Moskwą. Pozostałe kraje były w dużej mierze uzależnione od ,,Wielkiego Brata”. Dla dwóch z nich najbardziej dramatyczny okazał się rok 1956. Polski Październik i rewolucja na Węgrzech odcisnęły ogromne piętno na piłkarskich losach obu państw. To właśnie wtedy nastąpił kres ,,Złotej jedenastki” Gustava Sebesa. Wojska radzieckie krwawo stłumiły ten jawny akt nieposłuszeństwa. W narodzie węgierskim pozostała głęboko tkwiąca zadra. Po dwóch latach ponownie dała znać o sobie, kiedy Madziarzy w eliminacjach Pucharu Narodów Europy wylosowali ZSRR. Pierwszy mecz na moskiewskich Łużnikach przyciągnął ponad stutysięczną widownie. Rosjanie mieli znakomitą kadre. Walentin Iwanow, Anatolij Ilijin i Sława Metreweli pokonali niedoszłych mistrzów świata z 1954 ale bez Puskasa, Kocsisa, Czibora czy Buzanszky’ego to już nie była ta sama drużyna co kiedyś. W Moskwie zabrakło jeszcze Bozsika, który zagrał dopiero w rewanżu oraz Hidegkutiego, który po mistrzostwach świata w Szwecji definitywnie rozstał się z reprezentacją. Mecz w Budapeszcie był formalnością, więc gol Wojnowa tylko przypieczętował awans ZSRR. W kolejnej ,,socjalistycznej” parze mierzyli się ze sobą Jugosłowianie i Bułgarzy. ,,Plavi” posiadali bardzo silną drużynę, która na trzech ostatnich igrzyskach olimpijskich zdobywała srebrne medale. Nie miała więc specjalnych trudności w wyeliminowaniu rywali. Podobnie jak Czechosłowacy, którzy po remisie z Danią w Kopenhadze u siebie zaaplikowali im aż 5 goli!. Do ćwierćfinałów awansowali także Rumuni, za to piłkarze Polski i NRD nie sprostali drużynom z Półwyspu Iberyjskiego, odpowiednio Hiszpanii i Portugalii. W Chorzowie popisową partie rozegrali gwiazdorzy FC Barcelony i Realu Madryt: Luis Suarez i Alfredo Di Stefano. Natomiast wschodnich Niemców oczarował gracz Benfiki Mario Esteves Coluna, który niebawem wespół z Eusebio miał decydować o jej supremacji w Europie. W tamtym czasie na Starym Kontynencie dominowali akurat dwaj Francuzi: Raymond Kopa oraz Just Fontaine. Obaj zrobili furore na szwedzkich boiskach, doprowadzając francuską reprezentacje do trzeciego miejsca.

8

Nowy rok przyniesie nam nowe turnieje i to jakie! Przede wszystkim Copa America i mistrzostwa Starego Kontynentu. Właśnie w związku z tegorocznym Euro chciałbym przypomnieć historie poszczególnych turniejów.
Puchar Europy Narodów(część 1) :

@AFA90
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

8

Ojcobójstwo:

Pod koniec zimy 1993 r. reprezentacja Kolumbii przyjechała do Buenos Aires na mecz eliminacyjny do mundialu w USA. Kiedy Kolumbijczycy wyszli na boisko powitały ich gwizdy, buczenie i przekleństwa. Gdy opuszczali stadion publiczność zgotowała im owacje na stojąco, którą wciąż słychać mimo upływu lat. Argentyna przegrała ten mecz 0:5! Jak zwykle kozłem ofiarnym był bramkarz ale nigdy wcześniej nie fetowano tak zwycięstwa obcej drużyny. Argentyńscy kibice zgodnie podziękowali Kolumbijczykom za cudowny futbol, prawdziwą uczte dla oczu, niezwykły taniec ze zmieniającą się stale choreografią. Na boisku panował niepodzielnie Valderrama, Mulat plebejusz, który zawstydził paniczyków. Asystowali mu inni czarnoskórzy. Perea był nie do przejścia, Lokomotywa Valencia nie do powstrzymania, Ośmiornica Asprilla oplatał swoimi mackami z pół boiska a Rincon strzelał nie do obrony. Kolumbijczycy z uwagi na kolor skóry i radość jaką czerpali z gry, przypominali Brazylie z najlepszych lat a mecz w Buenos Aires nazywają od tamtej pory ,,ojcobójstwem”. Pół wieku wcześniej to Argentyńczycy uczyli ich kopać piłke na ulicach Bogoty, Medellin czy Cali. Wygląda na to że Pedernera, di Stefano, Rossi, Rial, Pontoni i Moreno poczeli jednak syna z Brazylijką. Takie życie…


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@AFA90

10

Geniusz ,,Mane”:

W roku 1958 reprezentacja Brazylii rozgrywała we Włoszech towarzyski mecz z AC Fiorentina, będący jednym z ostatnich sprawdzianów przed mistrzostwami świata w Szwecji. Garrincha wpada w pole karne, ,,kładzie” na ziemi jednego obrońcę, po czym odpiera szarże drugiego i trzeciego. Kiedy w końcu minął bramkarza, zobaczył że na linii stoi jeszcze jeden przeciwnik. Zamarkował więc strzał w róg bramki a ten biedak próbując ratować sytuacje, rozbił sobie nos o słupek. Tymczasem do gry ponownie włączył się bramkarz. Wówczas niewzruszony ,,Mane” posłał mu piłke między nogami wprost do siatki. Potem wziął ją pod pache i ruszył w strone środka boiska. Szedł powoli ze wzrokiem wbitym w czubki butów. Wyglądał jak Chaplin w zwolnionym tempie. Zupełnie jakby przepraszał za gola, który poderwał na nogi cały stadion we Florencji…


@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

1

@Culer9002 Mogłem oglądać tylko całkowicie mi to wypadło ze świadomości a widząc po flshescore to tam się nieźle sporo działo i Inter ledwo, ledwo wygrał. No ale nie od dziś Hellas to ciężki orzech do zgryzienia...

11

(Nie)zapomniani trenerzy Blaugrany:

6 stycznia 1943 r. urodził się Terence Frederick Venables, trener FC Barcelony w latach 1984-87. Anglik zyskał sławe jako szkoleniowiec Crystal Palace oraz Queens Park Rangers i został zarekomendowany prezydentowi Nuñezowi przez Bobby’ego Robsona. Prowadził Blaugrane w 116 meczach, 64 z nich wygrywając. W 1985 r. zdobył z klubem pierwszy po 11 latach tytuł mistrza Hiszpanii a rok później Puchar Ligi. Ostatni rok pracy Venablesa był już kompletnie nieudany i nawet nie czekano do zakończenia wszystkich rozgrywek, tylko z miejsca znaleziono dla niego następcę, Luisa Aragonésa, który poprowadził zespół aż do zakończenia sezonu.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@Arkon
@AFA90

9

Pożegnanie katalońskiej ikony:

6 stycznia 1936 r. legendarny Josep Samitier rozegrał ostatni pożegnalny występ w koszulce FC Barcelony. Miało to miejsce w meczu towarzyskim z Arenas de Getxo wygranym przez Barçe 5:2. Hattrickiem w tym spotkaniu popisał się właśnie Samitier, godnie żegnając się z Dumą Katalonii.


@Arkon
@AFA90
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

12

Futbol to sprawa życia i śmierci? Niekiedy to coś znacznie ważniejszego:


Przez 4 lata pomocnik Abdon Porte rozegrał w barwach urugwajskiego Nacionalu ponad 200 meczów. Zawsze był gorąco oklaskiwany, niekiedy wiwatowano na jego cześć aż w końcu jego szczęśliwa gwiazda zgasła. Stracił miejsce w podstawowym składzie. Czekał, prosił o szanse powrotu i w końcu ją dostał ale jego zła passa trwała nadal. Kibice gwizdali z trybun, gdyż w obronie był wolniejszy od żółwia a w ataku pudłował raz po raz. Pod koniec lata 1918 r. Abdon Porte popełnił samobójstwo na Estadio Gran Parque Central. O północy wypalił sobie w skroń na samym środku boiska, tam gdzie go swego czasu uwielbiano. Wszystkie światła były zgaszone, nikt nie słyszał strzału. Znaleziono go rankiem. W jednej ręce miał pistolet a w drugiej list pożegnalny…



@AFA90
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

6

@FCBparasiempre
5 stycznia 1959 r. urodził się Marek Majka, pomocnik i napastnik. We Freiburgu spisywał się tak dobrze że klub postanowił nie przedłużać kontraktu z występującym na jego pozycji Joachimem Löwem. W 2. Bundeslidze Majka miał być kluczowym piłkarzem i nie zawiódł. To, że Majka z drugoligowego wówczas Piasta Gliwice trafił kiedyś akurat do Górnika Zabrze, zawdzięcza nie tyle swojemu wyborowi, co… wielkiej polityce. W Górniku rządził Jan Szlachta, wpływowy działacz partyjny w przemyśle górniczym. Z Piastem mocno związany był Zbigniew Messner, dawny prezes klubu a wtedy już członek Biura Politycznego KC PZPR i późniejszy premier. Z Gliwic do Zabrza piłkarze bezpośrednio raczej nie przechodzili ale jeśli taka była wola partyjnych notabli, w mig znikały wszelkie przeszkody. Majka przyznaje że miał inny plan. ,,Dogadałem się ze Stalą Mielec, która akurat spadła do drugiej ligi ale szykowała się na szybki powrót. Kiedy jednak po przyjeździe z rozmów w Mielcu usłyszałem że jest zgoda Piasta na przenosiny do Górnika, wolałem już nic nie kombinować.”-wyjaśnia pan Marek. Odzywał się już dzwonek alarmowy dla futbolowej przyszłości 24-letniego pomocnika. Jeżeli chciał poważniej zaznaczyć swoją obecność w piłce, jak najszybciej musiał się ewakuować z drugiej ligi. Miał się zresztą na kim wzorować. Wcześniej do Piasta przymierzał się 2 lata starszy Matysik z gliwickiego Carbo. Już nawet trenował z nową drużyną ale w ostatniej chwili zmienił plany bo zgłosił się po niego Górnik. Rówiesnikiem Majki w Piaście był Buncol ale w podobnym czasie co Matysik rozstał się z gliwickim klubem, tyle że przeniósł się do Ruchu Chorzów. Mineły 3 lata i Matysik z Buncolem byli podstawowymi graczami reprezentacji Polski, która zdobyła medal na mistrzostwach świata w Hiszpanii a Majka wciąż biegał po drugoligowych trawnikach. Możliwość gry w Górniku spadła mu jak z nieba, tym bardziej że za chwile miał się zacząć świetny czas w historii klubu, nawiązujący do tłustych lat 60-tych, kiedy Górnik również seryjnie sięgał po ligowe tytuły. ,,Pewnie nie byłoby tej oferty, gdyby nie dobra przygoda Piasta w Pucharze Polski. Doszliśmy aż do finału, w którym przegraliśmy dopiero z rewelacyjną Lechią Gdańsk. Wyróżniałem się w każdym meczu, co zostało docenione. Wystąpiłem tylko w końcówce, no ale finał był zaliczony. To były dla mnie szalone dni. Zdawałem mature, akurat przed meczem był egzamin z matematyki. Piłke musiałem pogodzić z nauką.”- wspomina Majka. W Górniku Majka pojawił się jeszcze za czasów trenera Podedwornego ale potem nastała era Huberta Kostki. Legendarny bramkarz uchodził za zamordyste, który potrafił wycisnąć z piłkarzy ostatnie krople potu, lecz dla Majki tamta współpraca wcale nie jest wspomnieniem koszmaru. Górnik grał wtedy najbardziej ofensywny i skuteczny futbol w Polsce. W 1985 r. zdobył mistrzostwo kraju a potem 3 kolejne. Rządził w lidze, choć konkurencja była zacna: Legia, Widzew, Lech, GKS Katowice, Śląsk Wrocław… Zabrzanie nie umieli jednak odpowiednio przełożyć krajowych wyników na Europe, przede wszystkim dlatego że trafiali na bardzo trudnych rywali. W 1985 był nim Bayern Monachium. W drużynie mistrza Niemiec gwiazda obok gwiazdy ale i Górnik miał świetny skład, pół reprezentacji Polski. Kibice wierzyli ze ten mocny Górnik będzie umiał postawić się wielkiemu faworytowi. Owszem, postawił się ale i tak przegrał na ,,Śląskim” 1:2. W takiej sytuacji trudno było liczyć na udany rewanż, jednak w Monachium na początku powiało sensacją. W 17 minucie po podaniu Zgutczyńskiego na bramke uderzył Majka i Jen-Marie Pfaff musiał wyciągać piłke z siatki! Górnik potrzebował jeszcze jednego gola, tymczasem dał się zaskoczyć strzałem z blisko 30 metrów i był już remis. Po przerwie Bawarczycy trafili jeszcze 3 razy, lecz wbrew temu, co sugerował wynik(1:4), Górnik wcale aż tak nie ustępował rywalowi. Niemieccy dziennikarze zgodnie uznawali że najgroźniejszym piłkarzem w polskiej drużynie był Majka. Ten mecz w przyszłości na pewno mu pomógł bo przez wnikliwych obserwatorów w Niemczech został zapamiętany. Niepozornego chłopaka z Polski, który hardo szczypał wielki Bayern, nie należało lekceważyć. W tych czasach w kadrze narodowej przynajmniej próbowany był niemal każdy piłkarz górnika, lecz akurat nie Majka. Mimo że na każdym kroku potwierdzał walory twardo grającego, szybkiego prawego pomocnika, który potrafi nie tylko wypracować koledze dobrą pozycje do strzału ale i sam celnie uderza. ,,Kiedyś byłem w reprezentacji polski B i to cała moja przygoda z kadrą. W młodzieżówce, jeszcze jako zawodnik Piasta, też pojawiłem się na konsultacji, lecz tylko dlatego że akurat zaproszono wyłącznie drugoligowców. Następne powołanie nie przyszły.”- podkreśla pan Marek. W takim razie na mundial w Meksyku też nie pojechał, w przeciwieństwie do aż sześciu zabrzan. Po mistrzostwach Piechniczek przestał być selekcjonerem a za chwile zastąpił Ćmikiewicza w roli trenera Górnika. ,,Gdy przyszedł Piechniczek, do końca rundy jesiennej było 5 meczów. Strzeliłem w nich 6 goli i jeszcze przy paru innych miałem swój udział.”- podkreśla Majka. Były selekcjoner mógł chyba pożałować że tak skutecznego piłkarza, który nie był przecież napastnikiem, nie przetestował w kadrze. Z okazji nie skorzystał również jego następca Wojciech Łazarek. ,,Na początku chętnie wysyłał powołania do nieoczywistych zawodników. Wszyscy pamiętamy mecz z Koreą Pólnocną(2:2), w którym w naszej drużynie zagrało w sumie aż 20 piłkarzy! Szkoda że nie zasłużyłem choćby na jedna malutką szanse.”- przyznaje nasz bohater. Gdy zdobył z Górnikiem czwarte z rzędu mistrzostwo, wyjechał do Niemiec. Nie mógł przypuszczać że jego rozstanie z klubem z Roosvelta zadziała jak klątwa: od tamtej pory aż do dzisiaj zabrzanie nie sięgnęli po tytuł. ,,Po wyjeździe z Polski zostałem piłkarzem S.C. Freiburg. To był zespół złożony z generalnie z młodszych piłkarzy, bez istotnych osiągnięć, więc moje trofea z Polski i występy w europejskich pucharach coś znaczyły ale na boisku musiałem pokazać na co mnie stać.”- podkreśla pan Marek. Udało mu się to bardzo szybko, gdyż gola strzelił już w debiucie a w całym sezonie było ich 10. Freiburg liczył się nawet w walce o awans do 1. Bundesligi, ostatecznie zajął 5 miejsce, wówczas najwyższe w dziejach klubu. W drużynie grał Joachim Löw ale późniejszy selekcjoner po sezonie odszedł ponieważ był po kontuzji i klub nie przedłużył z nim kontraktu, ponadto na jego pozycji całkiem nieźle radził sobie Majka. W drugim sezonie goli strzelił jeszcze więcej bo aż 11 i to tylko w 24 meczach. ,,Wszystkie gole zdobyłem jesienią. Ostatni raz zagrałem na początku marca, jeszcze na długo przed końcem sezonu bo doznałem kontuzji. Podczas biegu zerwałem więzadła poboczne. Jakimś cudem grałem do końca meczu, choć wydarzyło się to w pierwszej połowie. Później nie mogłem dojść o własnych siłach do autokaru.”- relacjonuje Majka. Chyba każdy piłkarz z Polski w takiej sytuacji wolałby się leczyć właśnie w Niemczech, tymczasem jego uraz właściwie zdiagnozowali znajomi lekarze z Górnika i Piekar Śląskich. ,,Dobrze że poprosiłem o tą konsultację bo wcześnie we Freiburgu sądzili że tylko naciągnąłem więzadła. Gdybym od razu poddał się operacji, do gry wróciłbym znacznie szybciej. Kolejny sezon tez miałem zepsuty. Chociaż wróciłem do pełnej sprawności, w tamtej samej nodze pojawił się duży kłopot z pachwiną i znowu 3 miesiące z głowy! Klub nie chciał przedłużyć ze mną kontraktu. Obawiał się że znowu mogę się rozsypać. Odszedłem i okazało się że grałem jeszcze 5 lat bez żadnych problemów.”- wspomina Majka. Kariere kończył jako grający asystent trenera w Carbo Gliwice, z którym wywalczył awans do 3 ligi. Właśnie w tym ostatnim klubie ustanowił swój strzelecki rekord sezonu: 16 goli, pomimo iż nie był typowym napastnikiem, lecz snajperskim instynktem potrafił zawstydzić nie jednego łowce goli.

7

0

@partymaker Jeśli ojczysty język jest dla ciebie głupotą to proponuje żebyś ty się wylogował...

0

@LS Napisałeś ,,No, twój reaserch". I to ma być wyjaśnienie? Przecież to czysta chińszczyzna, której tutaj nie powinno być!

0

@LS Że niby co? Mam wyszukiwać co to znaczy? Ja Polak, na polskiej stronie mam jeszcze się głowić co to jest po chińsku napisane!? Niedoczekanie! Skandal!

0

@michal26 Gdybym ja był dziennikarzem i umiał obce języki to nie zakładałbym tutaj konta na tej ,,chińskiej" stronie, tylko siedziałbym sobie w Barcelonie albo gdzie pieprz rośnie!

0

@LS Ale o co chodzi? bo nie rozumiem

14

Pamiętamy?

5 stycznia 2011 r. Eric Abidal strzela swojego pierwszego gola w barwach Blaugrany. Gol francuskiego obrońcy w zremisowanym 1:1 rewanżowym meczu z Athletic Bilbao w ⅛ Pucharu Króla pozwolił Dumie Katalonii awansować do kolejnej rundy. Leo Messi dostrzegł wbiegającego w pole karne Francuza i wyłożył piłke, którą defensor sprytnym strzałem lewą nogą z 6 metrów umieścił w siatce gospodarzy. W tym samym meczu zadebiutował Ibrahim Afellay, sprowadzony w zimowym okienku transferowym z PSV Eindhoven za 3 mln euro. Trapiony kontuzjami Holender nie spełnił pokładanych w nim nadziei, kibice nie zapomną mu jednak wspaniałej akcji i asysty do Messiego, otwierającej wynik półfinałowego meczu Ligi Mistrzów z Realem Madryt na Santiago Bernabeu.

Przypomnijmy sobie:




@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

0

@michal26 Ja nie jestem dziennikarzem. Ja jestem tylko zwykłym Polakiem kochającym futbol i ojczystą mowe a nie jakąś ,,chińszczyzne"

0

@TheNekro94 Czy dokładnie, czy też nie dokładnie, to powinno się pisać po Polsku!

0

Na początek roku zasłużenie(?) wygrywamy z UD Las Palmas, zgarniamy 3 punkty, wkraczamy na mistrzowską ścieżke, gonimy czołową dwójke liderów, w końcu ich prześcigamy i bronimy tytułu mistrzowskiego! No ale... czy napewno to się ,,nam" uda?

0

@michal26 Bardzo dobrze napisałeś tylko troche za dużo tej ,,chińszczyzny"! Co to znaczy ,,research"? I czy nie można napisać tego po polsku?

9

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

4 stycznia 1922 r. w Chorzowie urodził się Czesław Suszczyk. W latach powojennych filar chorzowskiego Ruchu i czołowy pomocnik w kraju. Karierę zaczynał przed wojną. Początkowo występował jako bramkarz ale dość szybko okazało się, że będzie zwyczajnie za niski na występy między słupkami. Zamiast bronić, zdecydował, że będzie strzelać. W jednym z turniejów juniorów, który zorganizowano w 1936 r. na boisku Ruchu, zachwycił wielu obserwatorów swoją grą. Teodor Peterek w nagrodę za świetną postawę kupił mu czekoladę. Pierwsze piłkarskie kroki stawiał jako zawodnik KS Chorzów, ale wybuch wojny zahamował rozwój jego kariery. W 1941 r. został wcielony do wojska. Służył na niemieckim kontrtorpedowcu na Morzu Śródziemnym. Kiedy w 1944 r. stacjonowali w greckim Pireusie, musieli uciekać po przybyciu Amerykanów. Do macierzystej jednostki wracali pieszo przez całe Bałkany. Następnie przeniesiono go do Świnoujścia, a kiedy zbliżał się front na wyspę Wolin. Tam dostał się do polskiej niewoli i został umieszczony w obozie jenieckim w Bydgoszczy, gdzie przebywał do 1946 r. Wrócił na Śląsk. Przez kilka miesięcy występował w klubie Prezydent Chorzów, aż wreszcie został zawodnikiem Ruchu. Grał na pozycji lewego łącznika. Świetnie radził sobie z długimi wyrzutami z autu, potrafił silnie i celnie uderzyć z rzutów wolnych. Kiedy do Polski wracało coraz więcej dobrych zawodników, przekwalifikował się na pomocnika. Wspominał, że w ataku zaczęło się robić za ciasno, ale zwolniło się z kolei miejsce w pomocy. Dzięki swojej pracowitości, doskonałej kondycji i konsekwentnej i twardej grze zyskał przydomek Kombajn. Sam uważał się za pierwszego, który w Polsce uderzał „fałszem”. W Ruchu spędził 12 sezonów. Rozegrał 233 mecze i strzelił 17 goli. Trzykrotnie był mistrzem Polski(1951 jako zdobywca Pucharu Polski, 1952 i 1953). Jako trener krótko prowadził Ruch w lidze, z rybnickim ROW-em awansował do I ligi. Pracował też w mieleckiej Stali. Z juniorami Niebieskich zdobył w 1965 r. mistrzostwo Polski juniorów.

Jako reprezentant zadebiutował 8 maja 1949 r. w przegranym 1:2 meczu z Rumunią. Przez wiele lat był czołowym pomocnikiem w lidze i w drużynie narodowej. Został uznany za najlepszego zawodnika na tej pozycji w pierwszym 15-leciu po wojnie. Wystąpił na igrzyskach olimpijskich w Helsinkach. Dla kadry nie strzelił żadnego gola, choć trzykrotnie stawał przed szansą pokonania bramkarza rywali z jedenastu metrów. W meczu z Węgrami uznano go za najbardziej walecznego piłkarza naszego zespołu i w nagrodę dostał zegarek. Nie cieszył się nim jednak zbyt długo, bo skradziono mu go w drodze powrotnej. Kiedy w 1948 r. chciał wziąć ślub, władze zgodę uzależniły od tego, czy zmieni imię z Gerard na Czesław. Znakomicie grał w tenisa stołowego. Występował nawet w meczach ligowych ale tylko tych w Chorzowie. Potrafił wygrywać nawet z ówczesnym mistrzem Polski. W Reprezentacji rozegrał 25 meczów.



@AFA90
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

8

Żywe legendy futbolu:

4 stycznia 1990 r. urodził się niemiecki pomocnik Toni Kroos. Jego rodzice poświęcili się sportowi. Dlatego Kroos od najmłodszych lat był dzieckiem bardzo aktywnym, zdrowym i wysportowanym. Początkowo trenował pływanie a następnie wstąpił do akademii piłkarskiej Greifswalder Sport-Club. Następnie na krótko został przeniesiony do młodzieżowej drużyny Fußballclub Hansa Rostock. Kiedy skończył 16 lat, przeniósł się do młodzieżowych szeregów Bayernu Monachium. Jego występy w tamtym czasie były bardzo dobre. Później awansował do pierwszego składu rezerwowego, przeplatając swój udział z nieśmiałymi występami w pierwszym składzie, strzelając trzy gole w dwunastu meczach. Od tego momentu stał się jedną z największych obietnic bawarskiej akademii młodzieżowej. W 2007 roku Kroos awansował do pierwszego składu po występie w Mistrzostwach Świata U-17 w Korei. Gerd Müller i Franz Beckenbauer zobaczyli jego występy na boisku i postanowili zabrać go do pierwszego składu. Na zakończenie turnieju otrzymał brązowy but z pięcioma bramkami i złotą piłkę jako najlepszy zawodnik turnieju. Debiut w Bundeslidze pokazał na co go stać, był najmłodszym zawodnikiem, który zadebiutował, rekord przetrwał do 2010 roku, kiedy odebrał mu go David Alaba. Kroos zakończył swój pierwszy sezon 20 występami dla Bayernu, zaczynając od sześciu razy. Począwszy od sezonu 2008-09, jego występy na boisku były zaskakująco rzadkie. Następnie dowiedziała się, że Kroos zostanie wypożyczony na 18 miesięcy do Bayeru Leverkusen w kategorii seniorów. Kroos był kluczowym zawodnikiem sezonu 2009-10, występując we wszystkich meczach Bundesligi z wyjątkiem jednego. Po terminach 16 i 20 został wybrany „graczem miesiąca”. Ostatecznie zakończył sezon z dziewięcioma golami i 12 asystami w 33 meczach. Wrócił do swojego zespołu po dobrym występie, świetnych doświadczeniach i większej dojrzałości na boisku. 16 sierpnia 2010 roku wystartował w pierwszej rundzie Pucharu Niemiec przeciwko TSV Germania Windeck, zdobywając trzeciego gola w wygranym 4: 0 meczu. W tym sezonie Kroos regularnie występował w barwach Bayernu w Bundeslidze, Pucharze Niemiec i Lidze Mistrzów. Pod kierownictwem Juppa Heynckesa powstał solidny sojusz z pomocnikiem Bastianem Schweinsteigerem. Zagrał w finale Ligi Mistrzów UEFA 2011-12, gdzie Bayern został pokonany w rzutach karnych przez Chelsea Football Club. W sezonie 2012-13 doznał kontuzji w pierwszym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów przeciwko Juventusowi Football Club.

Kroos wypadał z kilku rozgrywek, m.in. z Ligi Mistrzów, finału Pucharu Niemiec i dużej części sezonu Bundesligi. 21 grudnia 2013 roku wystartował w finale Klubowych Mistrzostw Świata 2013, w którym drużyna pokonała Raja Club Athletic. Po świetnym momencie podpisał kontrakt z Realem Madryt do 2020 roku. Zadebiutował 12 sierpnia 2014 w Superpucharze Europy. Kroos został dziewiątym Niemcem, który podpisał kontrakt z madrycką drużyną po Günterze Netzerze, Paulu Breitnerze, Uli Stielikem, Berndzie Schusterze, Bodo Illgnerze, Christopha Metzelderze, Mesucie Özilu i Samim Khedirze. Zawodnik był jedną z kluczowych postaci w systemie gry drużyny. Ale potem zespół utknął bez szans na wygranie rozegranych meczów. Jednak indywidualnie zakończył sezon z 2 golami i 15 asystami w 55 rozegranych meczach. W Hiszpanii udało mu się zaprezentować jako jeden z najlepszych pomocników na kontynencie. Przybycie nowego trenera Rafy Beníteza do klubu ponownie umieściło go na pozycji pomocnika, obok Luki Modrića. Zawodnik wiedział, jak idealnie dostosować się do swoich ról w Madrycie i nadal wyróżniał się w swoich występach. Grał w Mistrzostwach Europy U-17 2006, a kiedy je ukończył, otrzymał Złotą Piłkę turnieju. W następnym turnieju również zdobył uznanie, Złoty But, a piąte miejsce było jego ostatecznym wynikiem, co czyniło go jedną z największych obietnic europejskiego futbolu. Został powołany do udziału w finale Pucharu Świata 2014. Już w wieku 23 lat znalazł się w kadrze Niemiec. Zadebiutował 3 marca 2010 w meczu z reprezentacją Argentyny. Stamtąd był powoływany, aż został starterem. Na mistrzostwach świata rozgrywanych w Republice Południowej Afryki rozegrał łącznie cztery mecze. Na Mistrzostwach Świata 2014 w Brazylii był jednym z podstawowych zawodników niemieckiej drużyny, która czterokrotnie zdobyła mistrzostwo, startując we wszystkich meczach. Niemiec pobił także rekord „najszybszego dubletu w historii mistrzostw świata”, strzelając dwa gole w 69 sekund. Tym samym zawodnik zdobył swój pierwszy międzynarodowy tytuł w reprezentacji swojego kraju.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@AFA90

1

@AFA90 A no tak, zgadza się! No generalnie w La Liga rzeczywiście wieje nudą. Wyjątkiem był właśnie ten wczorajszy ,,partidazo!".
Najważniejsze iż Girona ratuje honor Katalonii!

0

@AFA90 Jaki mecz masz na myśli?

11

Zapomniane legendy polskiego futbolu:

4 stycznia 1901 r. w Poznaniu urodził się Marian Spoida. Pierwszy reprezentant Polski urodzony w XX w. Był czołową postacią poznańskiej Warty w latach 20. Jako młody chłopak uczęszczał do Gimnazjum Humanistycznego im. Marii Magdaleny. Swoje pierwsze poważne piłkarskie kroki stawiał w przygimnazjalnej drużynie Chelsea. Potem miał zamiar dostać się do Szkoły Rolniczej w Bojanowie. Plany te jednak pokrzyżował wybuch I wojny światowej i młody piłkarz pozostał w Poznaniu. Swoją przygodę z futbolem kontynuował w Posnanii, ale już w 1916 r. związał się z Wartą. Wojna powoli zbliżała się do końca, ale nie oznaczało to końca walk. 27 grudnia 1918 r. wybuchło powstanie wielkopolskie. 18-letni Spoida na ochotnika zgłosił się w szeregi Wojska Polskiego. Brał udział w powstańczych bojach, walcząc pod Kcynią oraz Szubinem. Później w związku z bolszewicką ofensywą przerzucono go na wschód. W armii działał do 1921 r., odchodząc w stan rezerwy jako oficer w stopniu podporucznika. W zespole Warty miał praktycznie zawsze pewne miejsce w jedenastce. Byli najlepsi w Poznaniu i w Wielkopolsce, a zwycięstwa w regionalnych rozgrywkach były przepustką do walki o mistrzostwo kraju. Wraz z kolegami w latach 1921-1928 przez siedem kolejnych edycji rozgrywek nie schodził z podium. W tym czasie jednak nie zdobył upragnionego tytułu. Sztuka ta udała mu się rok później, ale w mistrzowskim sezonie 1929 rozegrał tylko jedno spotkanie w rozgrywkach. Jego łączny bilans w biało-zielonych barwach to 71 oficjalnych meczów o mistrzostwo Polski. Występy na boisku godził z pracą urzędnika bankowego. Z Wartą pożegnał się w 1930 r., ale tylko na chwilę. Przez krótko był grającym trenerem w Ostrovii, a później w poznańskiej Legii i wrócił do swojej ukochanej Warty. Od 1931 r. był etatowym trenerem PZPN i asystentem Józefa Kałuży. Pod jego nieobecność prowadził reprezentację w meczu z Łotwą w Rydze w 1935 r. Pomagał w przygotowaniach do igrzysk olimpijskich w Berlinie. Jako zastępca trenera brał także udział w budowaniu drużyny na nasz premierowy występ na mistrzostwach świata w 1938 r. Sam jako piłkarz rozegrał w kadrze 14 spotkań. Debiutował w zremisowanym 1:1 spotkaniu z Rumunią 3 września 1922 r. Reprezentował nasz kraj na igrzyskach w Paryżu w 1924 r. Ostatni występ zaliczył w wygranym 2:1 starciu ze Szwecją 1 lipca 1928 r. Kiedy w sierpniu 1939 r. ogłoszono mobilizację, Spoida jako oficer rezerwy dostał powołanie na front. Po agresji radzieckiej został przeniesiony na wschód. Kiedy 25 września jego oddział został zatrzymany przez sowietów pod Jarmolińcami, dostał się do niewoli. Dostępne dokumenty (lista NKWD 035/1 z 16 kwietnia 1940, poz. 95, tp. 3051) wskazują, że został on tego dnia wraz z towarzyszami broni przewieziony z Kozielska do Lasku Katyńskiego. Przy jego zwłokach znaleziono legitymację klubu sportowego Warta.


@patataj
@Culer9002
@Pawel13sz
@AFA90
@Ogorinho1974
@Arkon
@Mixtape
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Kessie

0

To jak zwykle będzie bardzo ciężka ,,wyjazdówka". Dawno nie graliśmy z Las Palmas bowiem ostatnio na początku 2018 roku, gdzie ,,nasza" Barcunia zremisowała 1:1. Mało tego, zremisowała z wydatną zasługą Messiego. Teraz nie ma Messiego, nie ma normalnego Lewandowskiego, przeciwnik ma trenera doskonale znającego realia FC Barcelony, tak więc to wszystko nie napawa optymizmem. Wprawdzie ponoć może już dzisiaj zadebiutować ,,u nas" ten Roque no ale bądźmy poważni, czyż ,,jedna jaskółka zrazu uczyni wiosne?". Remis w tym meczu biore w ciemno a i tak to będzie dobry wynik...

12

Raz do roku:

Wielu zagranicznych kibiców i turystów liczy na to że przed meczem będą w stanie pojechać do ośrodka treningowego Blaugrany i obejrzeć zajęcia oraz zapolować na autografy. Niestety od dłuższego czasu wszystkie treningi są zamknięte i tylko raz do roku(w okolicach Święta Trzech Króli) klub organizuje pokazowe zajęcia, zazwyczaj na Mini Estadi lub w jednym z podbarcelońskich miasteczek. Wejście na taki trening jest płatne a dochód jest przekazywany na cele charytatywne.


@AFA90
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

4

Kochani kibice futbolu, wczoraj miałem okazje(a nie często mi się zdarza na strimach) obejrzeć szpila(jak to mawia mój szwagier z Katowic) i to jakiego szpila(!) a mianowicie FC Girona-Atletico Madryt. No cóż to było za partidazo(!) to chyba nawet ostatnie El Clasico się chowa. Takiego meczycha to ja chyba nie pamiętam od... finału mundialu. Mimo iż Girona popełniała dużo prostych błędów, mimo że Morata zmarnował dwie czy trzy setki, to koniec końców byłem szczęśliwy jak małe dziecko ze zwycięstwa Girony.
Niech żyje Girona!
Niech żyje Katalonia!

1

Naprzód Girono!
Niech żyje Katalonia!

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?