FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
10
Legendy polskiego futbolu:
1 stycznia 1900 r. we Lwowie urodził się Mieczysław Batsch, legendarny polski napastnik. ,,Niechaj zwycięstw wciąż seria nowa wieńczy łuki twoich bram, strzelaj bramki na chwałę Lwowa, Pogoń niechaj żyje nam” – tak brzmi fragment przedwojennego hymnu Pogoni Lwów, czterokrotnego mistrza Polski, drużyny 19 reprezentantów Polski. Mieczysław Batsch jest jednym z symboli najlepszego okresu „Pogoniarzy”. Przygodę z piłką zaczynał w uczniowskim klubie Hellada Lwów, jednak jako 16-latek przeszedł do Pogoni i jest powszechnie uważany za jej wychowanka. Razem z Wacławem Kucharem i Józefem Garbieniem tworzył słynne ofensywne trio Pogoni w jej najlepszym okresie przed powstaniem ligi polskiej (tytuły mistrzowskie w latach 1922, 1923, 1925, 1926). Niezwykle przebojowy, waleczny, świetnie wyszkolony technicznie, z nosem do strzelania goli – to wszystko zjednało mu szerokie grono entuzjastów w całym kraju. Był członkiem reprezentacji olimpijskiej, która przygotowywała się do występu na igrzyskach w Antwerpii w 1920 r. (do startu nie doszło wskutek wojny polsko-bolszewickiej). W 1924 r. do Paryża już pojechał, jednak tam Polacy zakończyli udział w turnieju po porażce 0:5 z Węgrami. Jako rezerwowy był obecny na pierwszym historycznym meczu Polaków w Budapeszcie (18 grudnia 1921 r.), a zadebiutował ostatecznie 2 grudnia 1923 r. z Rumunią (remis 1:1). W sumie w reprezentacji zagrał 11 razy i strzelił osiem goli, w tym aż cztery w wygranym 7:1 meczu z Finlandią (Poznań, 8 sierpnia 1926 r.). Z koszulką z orłem na piersi pożegnał się 12 września 1926 r. – Polska wygrała z Turcją 6:1, a Batsch dwa razy trafił do siatki rywali. Debiutował i żegnał się z reprezentacją w swoim ukochanym Lwowie. Po zakończeniu kariery w 1929 r. grywał w Oldboyach Lwów, był także członkiem Sądu Koleżeńskiego LKS Pogoń Lwów. Znalazł czas na naukę i w 1931 r. ukończył Wydział Mechaniczny Politechniki Lwowskiej. Pracował w okręgowej dyrekcji PKP we Lwowie, po wojnie to samo robił w Przemyślu i Medyce. Tuż przy nowej granicy z ZSRR codziennie obserwował odjeżdżające do Lwowa pociągi, jednak sam nigdy nie zdecydował się pojechać do miasta swojej młodości. Do pięknych lwowskich czasów miał okazję wrócić na chwilę w 1957 r. Odbył się wtedy w Warszawie z okazji jubileuszu 50-lecia kariery sportowej Wacława Kuchara mecz byłych zawodników Pogoni z Polonią Warszawa. Zmarł 27 września 1977 r. w Przemyślu i tam został pochowany.
@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
@AFA90
11
Cules pamiętają:
1 stycznia 2014 r. w wieku 90 lat zmarł Josep Seguer, legenda Blaugrany. Josep Seguer całe swoje życie spędził grając w FC Barcelonie. W 1940 roku dołączył do młodzieżowych rezerw Barçy, zaś w 1943 roku awansował do pierwszej drużyny, gdzie spędził czternaście sezonów. Seguer występował najczęściej na pozycji pomocnika i zdobył wszystkie najważniejsze tytuły z Barçą w latach 40-tych. Być może stało się to dlatego, że miał wielką zdolność do przystosowywania się do każdej pozycji. Ponadto był zarówno silny jak i utalentowany. Przeciwnikom zawsze bardzo trudno było przewidzieć jego następny ruch. Jego przydomek ,,Diesel” wziął się od niesamowitej ilości przebiegniętych kilometrów podczas każdego spotkania. Jego umiejętności i wytrzymałość sprawiły, że stał się filarem legendarnej drużyny ,,Pięciu Pucharów’’. W sezonie 1942/43 został wypożyczony do Granollers, sezon później wrócił do pierwszego zespołu Barcelony, w którym grał przez 14 lat(1943-1957), rozegrał 495 spotkań i zdobył 133 gole. Seguer z Barçą pięciokrotnie wygrywał Primera Division, czterokrotnie Puchar Hiszpanii, dwa razy Copa Latina oraz dwa Copa Eva Duarte. W 1959 roku zakończył karierę piłkarską i rozpoczął pracę jako trener. Początkowo występował jako zastępca Salvadora Artigasa, jednak na początku sezonu 1969/1970 pierwszy trener został zwolniony i to właśnie Seguer objął to stanowisko, jednak prowadził Dume Katalonii tylko w 11 meczach. Zastąpił go Vick Buckingham a Seguer został jego asystentem. Będąc trenerem Villareal w trzeciej lidze odkrył talent Roberta, który grał później dla Barçy i Valencii. W latach 80-tych na stałe zamieszkał w L’Hospitalet de L’Infant, gdzie założył penye Barcelony i został jej pierwszym prezydentem. W kwietniu 2013 r. na krótko przed śmiercią Seguera prezydent Rosell oddał mu hołd, odwiedzając go w domu wypełnionym trofeami i pucharami zdobytymi w ciągu całej kariery.
@AFA90
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
10
Zapomniane El Clasico:
1 stycznia 1932 r. FC Barcelona zremisowała na Les Corts z Realem Madryt 1:1 w 6 kolejce Primera Division. Pierwszego gola dającego prowadzenie Blaugranie strzelił genialny napastnik Angel Arocha w 68 minucie. Do remisu na 12 minut przed końcem doprowadził Luis Regueiro z rzutu karnego. Ten remis uplasował Dume Katalonii na 4 pozycji, tracąc 4 punkty do prowadzącego Espanyolu.
@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Arkon
@AFA90
12
Debiut legendarnej Katalońskiej ,,La Brujy”:
1 stycznia 1921 r. znakomity prawoskrzydłowy Vicenç Piera zadebiutował w pierwszej drużynie Blaugrany. Młodziutki Vicenç zastąpił wówczas kontuzjowanego Paulino Alcantare i w swoim debiucie przeciwko Arenas de Getxo strzelił 2 gole! To był mecz towarzyski wygrany ostatecznie przez Barçe 3:1. Od tamtego dnia Piera grał we wszystkich meczach Barçy aż do przejścia na piłkarską emeryturę.
@AFA90
@Arkon
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
11
Niech Nowy Rok przyniesie Wam radość, miłość, pomyślność i spełnienie wszystkich marzeń a gdy się one już spełnią, niech dorzuci garść nowych marzeń, bo tylko one nadają życiu sens!
Najserdeczniejsze życzenia posyła Wam Zenek z Białej Podlaskiej.
9
@FCBparasiempre
Zanim na środku obrony Manchesteru United rządzili Rio Ferdinand i Nemanja Vidić, zanim nawet przyszedł do klubu Jaap Stam, o sile linii defensywnej „Czerwonych Diabłów” decydowało dwóch twardych jak skała Anglików — Gary Pallister i Steve Bruce. Ten drugi od dziecka był jednak kibicem Newcastle United. W lipcu 2019 r. mając niemal 60 lat, po raz pierwszy zaczął pracować dla ukochanych „Srok”. Stephen Roger Bruce, bo tak brzmi jego pełne imię i nazwisko, urodził się w Sylwestra 1960 roku. Miejsce jego narodzin — Corbridge to wieś położona około 25 kilometrów na zachód od Newcastle upon Tyne. Ojciec Steve’a — Joe był miejscowy, matka Sheenagh pochodziła z Irlandii Północnej. Od dzieciństwa Steve przejawiał duży talent piłkarski i wielką miłość do Newcastle United. Zawsze byłem chłopakiem z Newcastle i jako dziecko wślizgiwałem się pod kołowrotkiem, aby dostać się na mecz i zaoszczędzić przy tym szylinga czy ile tam to wtedy było. Oni byli moją drużyną; szedłem na mecz, aby im kibicować, a jako rdzenny mieszkaniec Newcastle (oryg. „Geordie” – gwarowe określenie mieszkańca Newcastle) masz to we krwi, podążasz za klubem tak jak dziś– mówił w jednym z wywiadów w 2006 roku, gdy był przymierzany do roli trenera „Srok”. Mały Stevie marzył o grze w koszulce w biało-czarne pasy, ale „Sroki” nigdy nie zdecydowały się go zaangażować. Jak wielu chłopców z tego regionu zaczynał w Wallsend Boys Club. Gdy będąc nastolatkiem, trafił do reprezentacji szkół z Newcastle, wydawało się, że kariera piłkarska stoi przed nim otworem. Tak łatwo jednak nie było. Młodego gracza z burzą rudych loków odrzuciło nie tylko Newcastle, ale też Sunderland, Derby County i Southport. Powodem nie był oczywiście kolor włosów Steve’a, ale zbyt małe umiejętności. Kiedy Bruce już niemal porzucił marzenia o zawodowej grze w piłkę i przygotowywał się do podjęcia pracy w stoczni jako hydraulik, otrzymał nieoczekiwaną propozycję. Gary Summers, trener trzecioligowego Gillingham miał okazję obserwować Bruce’a podczas jednego z młodzieżowych turniejów i postanowił zaprosić go na testy do klubu. Te okazały się pomyślne i Steve został zawodnikiem „The Gills”. Pierwsze dwa sezony spędził w rezerwach klubu i choć został przesunięty z pomocy do obrony, to zdobywał nadzwyczaj dużo goli. Pomysł zrobienia z Bruce’a defensora był autorstwa szefa wyszkolenia młodzieży Billa Collinsa. ,,Bill Collins miał na mnie ogromny wpływ. Jedna osoba miała największy wpływ na moją karierę, to był właśnie on. Nie tylko ze względu na swoją wiedzę piłkarską, ale także sposób, w jaki jego rodzina opiekowała się mną jako młodym chłopakiem — zaledwie osiemnastolatkiem – 300 mil od domu”— wspominał po latach „Brucie”. W seniorskiej drużynie Steve zadebiutował w sezonie 1979/1980. O początku zwracała uwagę jego „żywiołowa” (jak mówili życzliwi Bruce’owi) gra. Niektórzy określali ją mianem brutalnej. W pierwszych ośmiu meczach w pierwszej drużynie Bruce otrzymał osiem żółtych kartek. Z czasem jednak jego zaangażowanie zostało docenione. Na koniec sezonu został wybrany graczem roku w Gillingham. Po kilku latach spędzonych w tym klubie zaczął wzbudzać zainteresowanie mocniejszych „firm” na rynku transferowym. W kwietniowym meczu z Newport County w tak niefortunny sposób próbował odebrać piłkę rywalowi, że złamał sobie nogę. Marzenia o transferze trzeba było odłożyć. Po powrocie po kontuzji Bruce zagrał dobrze w dwóch ćwierćfinałowych meczach Pucharu Anglii z Evertonem. Zawodnikiem zainteresował się ówczesny trener Newcastle, Arthur Cox. Bruce’owi niedane jednak było wtedy wrócić w rodzinne strony. Cox stracił pracę w NUFC i temat transferu upadł. Zamiast do Newcastle Steve trafił do Norwich. W pierwszym meczu sezonu, w pierwszej minucie po wejściu na boisko strzelił samobójczą bramkę.
Z każdym kolejnym meczem było coraz lepiej, bo „Brucie” był nie tylko skuteczny w defensywie, ale także pod bramką rywali. W rozgrywkach Pucharu Ligi zdobył 3 bramki. Na koniec sezonu wybrano go najlepszym zawodnikiem klubu, ale Norwich spadło z ligi. Okres drugoligowego czyśćca trwał tylko sezon. „Kanarki” wróciły do First Division, Bruce został kapitanem zespołu i stał się niezastąpiony w linii obrony Norwich. Po latach został wybrany do Galerii Sławy Norwich City (Norwich City Hall of Fame). Pod koniec 1987 roku pozyskaniem Bruce’a zainteresowało się kilka mocniejszych klubów. Na czoło rywalizacji wysunął się Manchester United. Norwich początkowo zaakceptowało ofertę opiewającą na 800 tysięcy funtów, by nieoczekiwanie zażądać od „Czerwonych Diabłów” kwoty o 100 tysięcy wyższej. Negocjacje utknęły w martwym punkcie. Bruce’owi na tyle mocno zależało na tym transferze, że zastrajkował i odmówił dalszej gry na Carrow Road. Władze Norwich uznały, że „z niewolnika nie ma pracownika” i za 825 tysięcy sprzedały Bruce’a do United. Kontrakt z klubem z Old Trafford został podpisany 17 grudnia 1987 roku, tydzień przed Świętami Bożego Narodzenia i dwa tygodnie przed 27. urodzinami obrońcy z charakterystycznych przekrzywionym nosem. Już dwa dni później zadebiutował w wygranym meczu z Portsmouth. Do końca rozgrywek opuścił zaledwie jeden mecz, a United wywalczyło wicemistrzostwo. Decydujące zdarzenia dla przyszłości Bruce’a i całego Manchesteru miało miejsce w sierpniu 1989. Do klubu przyszedł wówczas Gary Pallister, młodszy o pięć lat i wyższy o 10 centymetrów, ale równie nieustępliwy środkowy obrońca. Gary Neville w 2006 roku określił współpracę Pallistera i Bruce’a jako „najlepsze partnerstwo w historii United”. Być może starszy z braci Neville’ów nieco przesadził, ale faktem jest, że era sukcesów drużyny Fergusona rozpoczęła się od momentu, w których na środku defensywy królował duet Bruce-Pallister. W 1990 United zdobyło Puchar Anglii, rok później Puchar Zdobywców Pucharów, aż wreszcie w 1993 pierwsze od 26 lat mistrzostwo kraju. Kampania 1990/1991 to czas, w którym Bruce popisał się niezwykłym, jak na obrońcę, osiągnięciem – w lidze zdobył 13 bramek, a we wszystkich rozgrywkach aż 19. W mistrzowskim sezonie 1992/1993 często zastępował w roli kapitana Bryana Robsona. Prawdziwy dzień chwały Bruce’a miał miejsce 10 kwietnia 1993 roku. Manchester musiał wygrać z Sheffield Wednesday, aby zapewnić sobie tytuł mistrzowski. Długo jednak przegrywał 0:1. Dwie celne główki Bruce’a — w 86. i 90. (właściwie już w 96.) minucie — dały jednak podopiecznym Fergusona zwycięstwo i tak długo wyczekiwany tytuł. Szalona radość menadżera United i jego asystenta, Briana Kidda zapisała się w dziejach, jako jeden z najbardziej kultowych momentów w dziejach Premier League. 3 maja, po spotkaniu z Blackburn, ostatnim domowym meczu sezonu, Bruce i Robson wspólnie unieśli do góry okazały puchar. Kolejne lata przyniosły następne sukcesy – dublety w sezonach 1993/1994 i 1995/1996. O ile jednak za pierwszym razem Bruce znów był pierwszoplanowym graczem zespołu (rekordowe w jego karierze 62 mecze we wszystkich rozgrywkach, do tego 7 goli), to w drugim przypadku jego pozycja nieco osłabła (39 spotkań na wszystkich frontach), a etatowym kapitanem był już wówczas Cantona. Po zwycięskim finale FA Cup, w którym Bruce nie wystąpił, Francuz chciał odstąpić swoje prawo pierwszeństwa do podniesienia pucharu doświadczonemu obrońcy, ale ten odmówił. Po sezonie 35-letni Bruce odszedł z United do Birmingham City, kończąc tym samym najlepszy etap w swojej karierze. W Birmingham Bruce był najlepiej zarabiającym zawodnikiem, ale często popadał w konflikty z trenerem Trevorem Francisem. Nieporozumienia były podsycane przez plotki, jakoby Bruce miał zastąpić Francisa na ławce trenerskiej. Po dwóch sezonach Steve przeniósł się do Sheffield United. Tam zagrał tylko w 11 meczach, ostatni raz – z Sunderlandem 28 listopada 1998 roku. Cieniem na pełnej sukcesów karierze Bruce’a kładzie się brak choćby jednego występu w pierwszej reprezentacji Anglii. Najbardziej liczył na to za kadencji Bobby’ego Robsona w 1987 roku. Po pewnym czasie doszło do rozmowy między obrońcą a trenerem. Bruce tak relacjonował to spotkanie: ,,On wstał do mnie i powiedział: »Powinienem był powołać Cię do reprezentacji«. Było mi to miło usłyszeć, jednak ciągle nie zadebiutowałem… Zawsze będę lekko zawiedziony z tego powodu”.
Kariera trenerska Bruce’a nie od początku układała się dobrze. Rozpoczął ją od klubu, w którym skończył swoją przygodę jako aktywny piłkarz. W Sheffield United panował, zdaniem Steve’a, bałagan, a budżet na transfery był zbyt niski, aby myśleć o awansie do Premier League. Po jednym sezonie pracy trenerskiej Bruce chciał porzucić tę profesję, ale dał się namówić na prowadzenie Huddersfield, a później Wigan i Crystal Palace. Z żadną z tych drużyn nie osiągnął jednak sukcesu. Jego los odmienił się, gdy został szkoleniowcem Birmingham City w 2001 roku. Pracę rozpoczął od serii kilkunastu meczów bez porażki. Drużynie udało zakwalifikować się do play-offów. W finale po rzutach karnych Birmingham City pokonało Norwich i po raz pierwszy od 16 lat awansował do najwyższej klasy rozgrywkowej. Po początkowych problemach w Premier League „Blues” zaczęli wygrywać w najodpowiedniejszym do tego momencie. Jeszcze na początku kwietnia BCFC zajmowało 17 miejsce w tabeli i istniało poważne zagrożenie, że osunie się w tabeli jeszcze niżej. Cztery kolejne zwycięskie mecze, w których 5 bramek zdobył Christophe Dugarry – mistrz świata z 1998 i Europy z 2000 roku – pozwoliły na spokojne utrzymanie. Miejsce 13. zadowoliło kibiców, tym bardziej że po raz pierwszy od 70 lat klub znalazł się w tabeli wyżej niż lokalny rywal – Aston Villa. W 2004 roku Steve Bruce był głównym kandydatem do objęcia stanowiska trenera Newcastle. Freddy Shepherd, prezes Newcastle United chciał zapłacić 3 miliony funtów rekompensaty klubowi z Birmingham, później podwyższając ofertę. Bruce został w Birmingham, choć „Sroki” chciały go zatrudnić ponownie w 2006 roku. Ostatecznie znów do przenosin nie doszło, ale w tym czasie Bruce miał inne powody do zmartwienia. Birmingham City zajęło 18. miejsce na koniec sezonu i spadło z ligi, chociaż w składzie drużyny znajdowali się tacy piłkarze, jak Emile Heskey, Nicky Butt, Mario Melchiot, Walter Pandiani, Matthew Upson, Muzzy Izzet, czy Jermaine Pennant. Kibice domagali się zwolnienia Bruce’a. Szefostwo klubu jednak nie ugięło się pod tymi żądaniami i pozostawiło byłego obrońcę Manchesteru na stanowisku. Bruce odwdzięczył się za zaufanie i ponownie wprowadził klub do Premier League. Jesienią 2007 roku na skutek nieporozumień z nowymi władzami klubu Bruce rozpoczął negocjacje z Wigan Athtelic, które prowadził już w 2001 roku. Po pewnych formalnych problemach udało mu się podpisać kontrakt z klubem. Bez spektakularnych sukcesów z tym klubem przeniósł w 2009 roku do Sunderlandu. Przygoda z „Czarnymi Kotami”, jak zwykło się nazywać klub ze Stadium of Light trwała 2 i pół roku. W ciągu pierwszych 18 miesięcy pracy Bruce kupił trzynastu i sprzedał aż 15 zawodników. Prezes Niall Quinn wydawał się zadowolony z tych ruchów Bruce’a. Podpisując z trenerem nowy kontrakt w lutym 2011 r., powiedział: ,,W ciągu zaledwie 18 miesięcy zmienił nasz skład nie do poznania, wprowadzając fantastycznie utalentowanych graczy. Uosabia etos pracy zespołowej i znaczenie koleżeństwa w tworzeniu wspaniałego ducha wspólnoty wśród graczy i personelu”. W listopadzie tego samego roku Bruce został jednak zwolniony z posady trenera. Jak twierdził w wywiadach, jedną z przyczyn utraty pracy była sympatia, jaką żywił do głównego rywala Sunderlandu – Newcastle United. Na kolejną ofertę pracy czekał aż do czerwca 2012 roku. Hull City miało wielkie ambicje i Bruce dobrze dostosował się do tych oczekiwań. Awans do Premier League, finał Pucharu Anglii, w którym klub Bruce’a prowadził już 2:0 z Arsenalem, by polec 2:3, gra w Lidze Europy – wydawało się, że pod wodzą niedoszłego hydraulika drużynę Hull czekają same sukcesy. Niestety w 2015 roku drużyna zajęła dopiero trzecie miejsce od końca i spadła z ligi. Bruce, już nie po raz pierwszy w trenerskiej karierze otrzymał szansę naprawienia swoich błędów i nie został zwolniony. Hull w kampanii 2015-2016 zakwalifikowało się do baraży i znów uzyskało awans do najwyższej ligi. Bruce podjął jednak niespodziewaną decyzję o odejściu z klubu. Niektórzy uważali, że był sfrustrowany brakiem transferów, ale pojawiły się też głosy, że po cichu liczył na fotel selekcjonera reprezentacji – pusty po odejściu Hodgsona.
Od października 2016 do października 2018 roku Bruce prowadził Aston Villę. W jednym z meczów krewki kibic zawiedziony słabą grą klubu rzucił w Bruce’a kapustą. To pożałowania godne wydarzenie przelało chyba czarę goryczy. Bruce został zwolniony 3 października 2018 roku. W styczniu 2019 roku objął Sheffield Wednesday. W wywiadzie dla „The Telegraph” udzielonym na początku roku opowiadał o 2018 jako o „najgorszym roku swego życia”. Trudno mu się dziwić – w ciągu 12 miesięcy zmarli oboje rodzice Bruce’a, on sam musiał stoczyć walkę z chorobą nowotworową, a na dodatek został wyrzucony z „The Villans”. W wywiadzie Bruce niezwykle szczerze przyznawał, że nie spędzał odpowiednio dużo czasu ze swoimi rodzicami, będąc pochłoniętym pracą. Odniósł się też do swojej choroby: ,,Kiedy usłyszałem słowo»rak«, byłem w strzępach. Spanikowałem, myślę, że każdy tak robi, to było bardzo przerażające, okropne. Na szczęście czerniak się nie rozprzestrzenia. Będą mnie nadal monitorować, mam blizny na twarzy, na plecach. Dobrze, że nigdy nie martwiłem się o mój dobry wygląd”. Z Sheffield nie udało mu się uzyskać awansu do Premier League. W połowie lipca opuścił „Sowy”, aby objąć Newcastle United, klub, któremu kibicował od dziecka i którego szkoleniowcem miał szansę zostać już przynajmniej trzy razy. Na pierwszych zdjęciach zrobionych w nowej pracy nie wygląda na zadowolonego, ale być może zdaje sobie sprawę, jak ciężkie zadanie go czeka. Z pewnością jednak się nie podda. Steve Bruce był i jest twardzielem.
Osiągnięcia zespołowe:
Manchester United
3x mistrzostwo Anglii (1993, 1994, 1996)
1x Superpuchar UEFA (1992)
1x Puchar Zdobywców Pucharów (1991)
3x Puchar Anglii (1990, 1994, 1996)
1x Puchar Ligi Angielskiej (1991)
3x Superpuchar Anglii (1990, 1993, 1994)
Norwich City
1x Puchar Ligi Angielskiej (1985)
7
Legendy brytyjskiego futbolu:
@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
3
@FCBparasiempre
Zdaniem niektórych była to kara za ślub z katoliczką. Fergusona niesłusznie oskarżano, że jego pierwszy syn Martin był ochrzczony w kościele katolickim. Żeby zrozumieć powagę sytuacji, trzeba przypomnieć sobie, że tamte czasy pełne były konfliktów na tle wyznaniowym. Inni twierdzili, że Alex nie poradził sobie z presją ogromnej kwoty transferowej. Sam Ferguson stwierdził po latach, że jego walka o akceptację przebiegała trudniej, niż powinna. Choć Alex Ferguson miał propozycję transferu do Nottingham Forrest, zdecydował się na przenosiny do występującego w Second Division Falkirk. Grał tam dla swojego byłego menadżera z Dunfermline – Williego Cunnighama. Drużyna szybko awansowała do wyższej ligi, a Ferguson kilka razy pokazał partnerom, co oznacza jego gniew. W przerwie meczu Pucharu Szkocji na Ibrox pobił się z Johnem McLaughanem, który popełnił błąd przy golu dla Rangersów. W tym czasie menadżer, jak gdyby nigdy nic, opierał się łokciem o ścianę, czekając na rozstrzygnięcie bokserskiego pojedynku. Rozdzieliło ich dopiero kilku młodszych zawodników. W następnym sezonie przeniesiono do go trzeciego zespołu, gdzie trenował praktycznie samotnie. Zdarzało się, że wyjeżdżał na mecze tak niskiego szczebla i nawet nie wchodził na boisko. Doskonale wiedział, że jego dni na Ibrox są policzone. Klub, który kochał za dziecka, co chwilę wystawiał go na pośmiewisko. Choć Alex Ferguson miał propozycję transferu do Nottingham Forrest, zdecydował się na przenosiny do występującego w Second Division Falkirk. Grał tam dla swojego byłego menadżera z Dunfermline – Williego Cunnighama. Drużyna szybko awansowała do wyższej ligi, a Ferguson kilka razy pokazał partnerom, co oznacza jego gniew. W przerwie meczu Pucharu Szkocji na Ibrox pobił się z Johnem McLaughanem, który popełnił błąd przy golu dla Rangersów. W tym czasie menadżer, jak gdyby nigdy nic, opierał się łokciem o ścianę, czekając na rozstrzygnięcie bokserskiego pojedynku. Rozdzieliło ich dopiero kilku młodszych zawodników. Następnym razem furię okazał w meczu pożegnalnym Arthura Hamiltona. Kiedy jego kolega z boiska, niejaki Ford, niecelnie podał piłkę, wystawił się na gniew Alexa. ,,Fergie przebiegł sprintem przez całe boisko, żeby mnie opieprzyć, a gra toczyła się dalej. Wbijał mi palec w twarz. Nie podobało mi się to co mówił i nie podobał mi się ten palec, więc mu trochę oddałem” – opowiadał uczestnik zajścia. Temperament i kontuzje ostatecznie zgasiły karierę Fergusona. Przed końcem zdążył jeszcze zagrać killa spotkań w Ayr, by ostatecznie zawiesić piłkarskie buty ma kołku. Miał 33 lata i był już ojcem trójki synów. W 1974 roku powrócił do Falkirk, żeby podpisać swój pierwszy kontrakt trenerski z East Stirlingshire.
9
@FCBparasiempre
Panie i Panowie, 82 lat kończy dziś Alex Ferguson. Kiedy 8 maja 2013 roku Alex Ferguson ogłosił, że po sezonie kończy z futbolem, piłkarski świat się zatrzymał. Przecież odchodził największy menadżer w historii dyscypliny, człowiek, którego sepleniący szkocki akcent już na zawsze będzie kojarzyć się ze słynną „suszarką”. W trakcie 27 lat w Manchesterze United prowadził tę drużynę w 1500 spotkaniach, co jest absolutnym rekordem. Żeby zrozumieć etos pracy Szkota, trzeba cofnąć się do Wielkiej Brytanii z czasów tuż po II wojnie światowej. Ulice pełne kataryniarzy, piosenkarzy i sprzedawców owoców. Gdzieś w tle migoczące stoczniowe żurawie. I ciągłe odgłosy stoczni. Właśnie tak wyglądało Govan, dzielnica Glasgow, w której dorastał Alexander Chapman Ferguson. Urodził się w Sylwestra 1941 roku, kilkanaście dni po tym, jak Japonia zaatakowała Pearl Harbor. Wielka Brytania była już w stanie wojny, jednak największy zbrojny konflikt w dziejach, nie miał bezpośredniego wpływu na dzieciństwo małego Szkota. Imię otrzymał po ojcu, który należał do klasy robotniczej. Pracował jako ochroniarz w sklepie, później także jako stoczniowiec. Był człowiekiem skrytym, jednak niezwykle impulsywnym. To właśnie po nim późniejszy menadżer Manchesteru United odziedziczył tę cechę charakteru. Matkę Lizzie Ferguson opisywał jako „kamień naszego życia”. Była kobietą niezwykle silną, uwielbiała tańczyć. „Pochodzenie nigdy nie powinno stanowić przeszkody w osiągnięciu sukcesu. Skromne początki w życiu mogą czasem pomóc raczej niż zaszkodzić. Jeśli przyjrzeć się ludziom, którzy odnoszą sukces, warto spojrzeć na to, czym się zajmowali ich rodzice, by zrozumieć, skąd u ich dzieci taka energia i motywacja” – Alex Ferguson w swojej autobiografii wydanej przez Wydawnictwo Literackie. Ferguson lubił powtarzać, że człowiek jest tym, kim są jego rodzice. Doskonale rozumiał fakt, że to właśnie oni mają największy wpływ na życie potomka. Tak jak w wielu rodzinach w tamtym czasie, Fergusonów nie było stać na wystawne życie, jednak nigdy też nie głodowali. Nie mieli telewizora, ani własnego samochodu. ,,Zawsze mieliśmy co jeść, nigdy nie chodziliśmy na wagary, byliśmy czyści” – opowiadał po latach Alex Ferguson. Mieszkał we wspólnym pokoju z młodszym bratem Martinem. To właśnie jego kilkadziesiąt lat później mianuje szefem skautów Manchesteru United, a brat odwdzięczy się wynalezieniem dla klubu Ruuda van Nistelrooya czy Diego Forlana. Wróćmy jednak do Govan. Chłopców uczono prostych zasad, w myśl których postępowali przez całe życie. Ich matka w obawie przed wejściem w złe towarzystwo, zapisała synów do młodzieżowych organizacji charytatywnych. Nie przynosiło to jednak zamierzonych skutków, ponieważ Alex i Martin co jakiś czas wracali do domu ze śladami bójki na twarzy. A wszystko przez impulsywny charakter Szkota, który od najmłodszych lat, twardo stał przy swoim zdaniu. Martin wspominał, że jego brat kochał rywalizację, ale nienawidził przegrywać. Zdarzało się też, że podkradał pieniądze, żeby grać z kolegami w karty.
Od najmłodszych lat Alex Ferguson był zakręcony na punkcie piłki nożnej. Podobnie jak większość Govan od dziecka był „niebieski”. Kibicował Rangersom, choć jego ojciec potajemnie kochał się w drugiej drużynie z Glasgow-Celticu. Miłości do zielono-białych nie odziedziczył też drugi z potomków Alexandra, więc w trakcie Old Firm Derby w domu państwa Ferguson, musiało dochodzić do ciekawej wymiany zdań. Chłopcy wspólnie chodzili na Ibrox podziwiać swoich idoli. Później wracali na ulice i grając z kolegami, wyobrażali sobie, że są jednymi z nich. W tym przypadku nie różnili się od miliardów dzieci z innych zakątków świata. Duży wpływ na młodego, uczęszczającego do szkoły średniej Alexa miał Douglas Smith, który włączył go do drużyny Drumchapel Amatuers. To właśnie on wychował m.in. Kenny’ego Dalglisha, Paddy’ego Creranda czy Davida Moyesa, który później zastąpi Alexa Fergusona na stanowisku trenera United. Smith swoim podopiecznym wpajał twarde zasady moralne, które pokrywały się z wizją wychowywania dzieci przez Alexandra seniora. Były to: dyscyplina, dobre zarządzanie czasem, nieprzeklinanie, duch sportowy, a także duch walki. Wiele z tych cech Alex przekazywał swoim podopiecznym. Być może wyjątkowa barcelońska noc 1999 roku miała swój początek już w latach 50. w Glasgow…
Wkrótce po szesnastych urodzinach Ferguson odszedł z Drumchapel, żeby grać w amatorskim, aczkolwiek legendarnym Queen’s Park. To najstarsza szkocka drużyna, która dwukrotnie grała w finałach Pucharu Anglii. Już sama możliwość kopania piłki na słynnym Hampden, była dla młodego Fergusona wielką nobilitacją. Tak dużą, że jak przystało na kluby amatorskie, grę stawiał ponad zarobki. Za występy w The Hoops nie dostawał ani centa. Pieniądze zarabiał na praktykach w narzędziowni Wickman’s. Tam też zasłynął jako prowodyr strajku praktykantów, domagając się większych pensji. Po sześciu tygodniach strajk zakończył się fiaskiem. Grał na pozycji napastnika. Szybko przeszedł przez młodzieżowe szczeble, by kilkanaście miesięcy później zadebiutować już w rozgrywkach seniorskich. Było to miesiąc przed jego siedemnastymi urodzinami. Drużyna Queens Park udała się na mecz do dalekiego Stranraer. W trakcie tamtego spotkania odebrał kolejną cenną lekcję. Kiedy w przerwie poskarżył się trenerowi, że został ugryziony przez lewego obrońcę przeciwnika, usłyszał w odpowiedzi, że ma odwdzięczyć się tym samym. Niestety źródła nie podają, czy Ferguson posłuchał rady trenera. Wiadome jest, że strzelił bramkę po solowym rajdzie, jednak jego drużyna przegrała 1:2. Po zawstydzającej porażce cała drużyna wymknęła się ze stadionu i przeszła przez tory kolejowe, czekając na pociąg do Glasgow. Ostatecznie w Queen’s Park spędził trzy sezony. Pozostawił po sobie 15 zdobytych goli a także opinię zawodnika, który… unikał treningów. ,,Dwóch czy trzech z nas dobrze biegało na ćwierć mili. Niektórym się to nie podobało. Zaczynając bieg, szukaliśmy wzrokiem pozostałych, ale na torze nie było nikogo. Chowali się w tunelu albo gdzieś indziej i dołączali do nas na trasie, gdy trochę już przebiegliśmy. Alex był zawsze jednym z nich. Nie wyróżniał się też jako zawodnik. Ale to był dobry chłopak” – wspominał wspólne czasy w Queen’s Park, bramkarz Bill Pinkerton.
Skuszony obietnicą regularnych występów w First Division, Alex Ferguson podpisał kontrakt z drużyną St. Johnstone. Tam szybko zrozumiał, że został oszukany. Obietnica w gry w pierwszym składzie szybko stała się mrzonką, gdy do klubu mającego swoją siedzibę w Perth dołączył Jimmy Gauld. Szkot dalej pracował w narzędziowni, jednak przeniesiono go do innego zakładu. Żeby dostać się na trening, dwa razy w tygodniu musiał przesiadać się z autobusów do taksówek, a następnie pociągu. Podróż była długa, umilały ją jedynie żarty z kolegami z zespołu. I także w tym przypadku, klub złamał dane wcześniej słowo. Alexowi obiecano, że St. Johnstone będzie zwracać pieniądze za dojazdy, które były bardzo kosztowne. Jak nie trudno się domyślić, nic takiego nie miało miejsca. W ostatniej kolejce sezonu 1961/1962 doszło do spotkania Dundee United z drużyną Fergusona. Dundee do wygrania ligi wystarczał remis, który również satysfakcjonował „Świętych” – dawał im utrzymanie w lidze. Przed meczem jeden z piłkarzy St. Johnstone zaproponował po trzydzieści funtów dla każdego piłkarza Dundee, w zamian za podział punktów. Trzeba wiedzieć, że była to niezła suma, w wysokości tygodniowych zarobków. Ofertę odrzucono, choć zdaniem Iana Ure, byłego obrońcy United, nie wszyscy piłkarze w tamtym meczu grali zgodnie z przyjętymi standardami i zasadami moralnymi. W tym spotkaniu grał także Ferguson. Zdobył nawet gola głową, jednak sędzia go nie uznał. Zdaniem Alexa- niesłusznie. Dundee wygrało 3:0 i mogło cieszyć się z mistrzostwa Szkocji, a St. Johnstone musiało pogodzić się ze spadkiem z ligi. Co prawda „Święci” szybko wrócili do najwyższej klasy rozgrywkowej, jednak bez znacznego udziału Alexa, którego kariera zdecydowanie zwolniła. Z tamtym okresem wiąże się jednak pewna ciekawa anegdota. Zniechęcony brakiem występów w pierwszej drużynie Ferguson, poprosił dziewczynę brata, żeby zadzwoniła do klubu, udając jego matkę i poinformowała trenera, że Alex zachorował na grypę. Było to dzień przed spotkaniem drużyny rezerw z ukochanymi Rangersami na Ibrox. Trener szybko odkrył spisek i wysłał telegram do rodzinnego domu z prośbą o jak najszybszy kontakt. Okazało się, że część piłkarzy faktycznie zachorowała na grypę. Rodzice się wściekli, a ich potomek stawił się w hotelu, oczekując na mecz. Kiedy wspólnie z bratem przychodzili na Ibrox podziwiać piłkarzy w niebieskich koszulkach, wiele razy Alex wyobrażał sobie, jak pakuje piłkę do bramki rywala. Tak też było i w tamtym spotkaniu. Trzykrotnie pokonał bramkarza Rangersów, czarując do tego stopnia, że o jego wyczynie wspomniała telewizja. Miał wtedy już ponad 20 lat i spełnił jedno ze swoich dziecięcych marzeń, z jedną różnicą. To Rangersi byli ofiarą. St. Johnstone wygrali to spotkanie 3:2, a obecny na trybunach papa Ferguson, przez całe 90 minut czytał książkę. Tego dnia przyszły menadżer „Czerwonych diabłów” odebrał kolejną lekcję, która przyda mu się w kontaktach z piłkarzami. Kiedy zapytał ojca o swój występ, usłyszał jedynie „okej”. Po latach zrozumiał, że dzięki temu nie popadł w samozachwyt. I wielokrotnie podobne chwyty stosował na Davidzie Beckhamie czy Cristiano Ronaldo. Mniej więcej w tym samym czasie poznał Cathy Holding – kobietę, która na zawsze odmieniła jego życie. Kobietę, która spędziła całe życie z najbardziej utytułowanym menadżerem w historii futbolu, nazywając jego dyscyplinę „głupią grą”.
Związek z Cathy uświadomił Fergusonowi, który już wtedy zarabiał dobre pieniądze, że najwyższy czas podążać za własnymi marzeniami i spróbować dostać się Rangersów. Zanim jednak do tego doszło, odebrał kolejną, niezwykle cenną lekcję… Latem 1964 roku podpisał kontrakt z Dunfermline. Ekipa z regionu Fife robiła wrażenie w Szkocji. Pod przewodnictwem Jocka Steina zaliczyła przygodę w Pucharze Miast Targowych w sezonie 1962/1963, gdzie wyeliminowała Everton, a w kolejnej rundzie potrafiła ograć na własnym boisku Valencię 6:2. Kiedy Ferguson przechodził na East End Park, Stein był już trenerem Hibernianu. Pozostawił po sobie spuściznę, która tak zainspirowała Alexa, że schemat powielał w każdym klubie, w którym pracował jako menadżer. Jock Stein był wizjonerem. Doskonale wiedział, że klub piłkarski nie może opierać się jedynie na zagranicznych, ani nawet krajowych transferach. Rozumiał biznes tego sportu i doskonale wiedział, że z ekonomicznego punktu widzenia lepiej jest wychowywać własnych piłkarzy, niż kupować. Wiedział też, że lokalni gracze, zawsze będą bardziej zżyci z kibicami i poświęcą więcej dla zwycięstwa drużyny. Znajome, prawda? Grając w Dunfermline, Ferguson ostatecznie porzucił pracę w narzędziowni, na rzecz całkowitego skupienia się na futbolu. Gdy zostałem pełnoetatowym piłkarzem, byłem zdecydowany, by pozostać w futbolu. Jako praktykant w narzędziowni wstawałem z łóżka i wskakiwałem do zatłoczonego autobusu do Hillington, w którym każdy palił fajki. Potem mogłem kupić swój pierwszy samochód i codziennie rano jeździć do Dunfermline w świeżym powietrzu – co za odmiana! – wspominał po latach, cytowany w książce „Futbol cholera jasna! Patricka Barclaya. To właśnie w trakcie pobytu w tym klubie zdecydował, że zrobi licencję trenerską. W klubie panowała rodzinna atmosfera. Piłkarze znali się doskonale, bo w większości awansowali do pierwszego zespołu z drużyny juniorów. Wszyscy zarabiali takie same pieniądze, a po treningach spotykali się w kinowej kafejce, by za pomocą pieprzniczek i solniczek dyskutować o taktyce. Oczywiście, jednym z najbardziej zaangażowanych w dyskusje był Alex Ferguson. I ta atmosfera miała bezpośrednie przełożenie na postawę na boisku. Duży wkład w grę drużyny miał Ferguson, który właśnie w tym historycznym szkockim mieście grał najlepszy futbol w karierze. Strzelał regularnie i zadebiutował w europejskich pucharach. Było to w szwedzkim Goteborgu, w meczu przeciwko Orgryte. Spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, a z racji zwycięstwa w pierwszym starciu (4:2), to Szkoci awansowali dalej. Następnie odprawili Stuttgart, by przegrać w trzeciej rundzie z Athletikiem Bilbao po dodatkowym meczu. W debiutanckim sezonie w „The Pars” miał szansę na Puchar Szkocji, jednak jego zespół przegrał z Celtikiem prowadzonym przez Steina (2:3). Ferguson cały mecz przesiedział na ławce, w międzyczasie w dość ostrych słowach komentując decyzję trenera. Po meczu zażądał nawet transferu, jednak klub nie wyraził na to zgody.
W marcu 1966 roku Alex Ferguson poślubił Cathy. Ślub odbył się w sobotę rano, a już po południu Szkot był w na boisku w starciu z Hamilton Academical. Co więcej, następnego dnia zameldował się w hotelu, gdzie wspólnie z resztą drużyny przygotowywał się do rewanżowego meczu 1/4 finału Pucharu Miast Targowych. Tam strzelił nawet dwie bramki Realowi Saragossie, jednak Dunfermline odpadło po dogrywce. Mając dwadzieścia pięć lat, uzyskał dyplom trenera, szkoląc się wcześniej w centrum treningowym reprezentacji Szkocji w pobliżu Largs. Dzielił tam pokój z Jimem McLeanem, a uczył ich Bobby Seith. ,,Alex i Jim byli dobrymi uczniami. Już wtedy można było odnieść wrażenie, że daleko zajdą. Zawsze chętnie analizowali różne rzeczy, chcieli się uczyć i zadawali pytania” – wspomina Seith. Tam odebrał kolejną lekcję. Wpajano mu zasady, że warto dopasowywać strategię do piłkarzy, nie odwrotnie. Rok 1967 był ostatnim w Dunfermline. Zanim odszedł z tego klubu, zdążył jeszcze w barwach reprezentacji Szkocji odbyć tournée po świecie. Była to reprezentacja złożona z piłkarzy występujących tylko w lidze szkockiej. Coś na wzór reprezentacji Polski na turniejach w Tajlandii. Spotkań tych nie zalicza mu się jednak do oficjalnych statystyk, choć zdaniem Fergusona zupełnie nie słusznie. Do Glasgow trafił po głośnym, wartym 65 tysięcy funtów transferze. Już pierwszego dnia po podpisaniu kontraktu , Alex Ferguson musiał mierzyć się z przeszkodami. Pierwszą, choć z pozoru niewinną, było pytanie dyrektora klubowego o ślub z Cathy. Ferguson, który był protestantem, idealnie pasował w wizję klubu, który opierał się właśnie na ludziach tego wyznania. Cathy zaś była katoliczką, co nie odpowiadało wielu osobom związanymi z „The Gers”. Co ciekawe, dopiero pierwszym katolikiem, który reprezentował barwy Rangersów po I wojnie światowej, był Mo Johnston. Choć drużyna z niebieskiej części Glasgow była wymarzonym klubem Alexa, którym kibicował od dziecka, czas spędzony na Ibrox był niezwykle trudny. Niedługo po jego przyjściu do klubu w niezbyt elegancki sposób zwolniono trenera Scota Symona, co nie spodobało się impulsywnemu Fergusonowi do tego stopnia, że sam chciał wymierzyć sprawiedliwość włodarzom klubu i zażądać transferu. Do protestu jednak nie doszło. W zamian za to, Ferguson strzelił dwie bramki FC Koeln w Pucharze Miast Targowych. W pierwszym sezonie gry w Rangersach, nasz bohater był najlepszym strzelcem zespołu. Atmosfera w klubie nie była jednak najlepsza. Pogorszyła ją utrata w ostatnim meczu sezonu mistrzostwa Szkocji, które zdobył największy rywal z drugiej części miasta. Rangersi przegrali decydujące spotkanie na własnym boisku z Aberdeen, a kibice ze złości wybili szyby w szatni. Czekając kilka godzin na wsparcie, Alex Ferguson miał dużo czasu na przeanalizowanie słów Jocka Steina, który był trenerem Celtiku. Przed decydującym spotkaniem wypowiedział się dla prasy, że mistrzostwo jest już w rękach Rangersów i to tylko oni sami mogą je oddać. Tę zagrywkę psychologiczną Alex będzie praktykował później wiele razy. Nauki Steina przyszły menadżer „Czerwonych Diabłów” chłonął jak gąbka. Miał na to wiele okazji, ponieważ często spotykali się wspólnie z żonami na kolacjach, w miejscowych restauracjach. W barwach „The Gers” nie grał zbyt dużo. Nie zgadzając się odejść z klubu, ściągnął na siebie gniew trenera, który przeniósł go do zespołu rezerw. Co prawda Alex miał szansę na rehabilitację w finale Pucharu Szkocji przeciwko Celtikowi w 1969 roku, jednak zawalił tam gola. Rangersi przegrali 0:4, a kozłem ofiarnym uznano właśnie Fergusona. To starcie było jego ostatnim w pierwszej drużynie tego klubu. W następnym sezonie przeniesiono do go trzeciego zespołu, gdzie trenował praktycznie samotnie. Zdarzało się, że wyjeżdżał na mecze tak niskiego szczebla i nawet nie wchodził na boisko. Doskonale wiedział, że jego dni na Ibrox są policzone. Klub, który kochał za dziecka, co chwilę wystawiał go na pośmiewisko.
8
Sir Alex obchodzi dzisiaj…(reszty dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz)
@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
13
Pięć szwów nad okiem:
Obecnie ciężko usłyszeć o wybrykach piłkarzy Barçy w Sylwestrową noc, lecz zupełnie inaczej było przed laty, gdy klub reprezentowali tacy zawodnicy jak Neymar czy bohater naszego tekstu- Romario. Brazylijczyk pojawił się co prawda na pierwszym treningu w 1995 r. a w jego przypadku było to dość rzadkim wydarzeniem, ponieważ z każdego pobytu w Brazylii wracał spóźniony. Niestety i tym razem nie obyło się bez skandalu, gdyż nad prawym okiem Romario widniało pięć szwów. Według relacji Brazylijczyka, podczas Sylwestra w Rio de Janeiro został trafiony puszką piwa i nie był zdolny do treningów przez kilka dni. Johan Cruijjf pozostał jednak nieugięty, mając w pamięci zbliżający się mecz z Realem Madryt i napastnik wziął udział w popołudniowym rozruchu. W międzyczasie Romario uciął w wywiadach plotki transferowe i zdementował pogłoski o planowanej wymianie na Denisa Bergkampa. Obiecał również wypełnić obowiązujący go kontrakt i dopiero wtedy wrócić do Brazylii. Niestety już po trzech dniach menedżer piłkarza oświadczył Joanowi Gaspartowi że rodzina Romario już nie chce wracać do Barcelony i piłkarz pragnie odejść. Gaspart jednak nie zgodził się na żadne negocjacje przed El Clasico. Cała sytuacja rozsadziła drużynę od środka i Blaugrana przegrała 5 stycznia z Realem 5:0! Dwa dni później Romario przeszedł do Flamengo za 4,5 mln euro, mówiąc że nigdy już nie wyjedzie z Brazylii żeby grać w piłke. Nie spełnił jednak kolejny raz danego słowa i w 1996 r. trafił do Valencii. Później zwiedził jeszcze Katar, USA i Australie ale już nigdy nie osiągnął poziomu gry z FC Barcelony. Ach ci Brazylijczycy, oni żyją w innym świecie…
@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
12
Zanim Messi stał się legendą(część pierwsza):
Pierwsze miesiące w Barcelonie nie były łatwe i to niezależnie od normalnych trudności adaptacyjnych. Jako obcokrajowiec Messi nie mógł grać w tak zwanej drużynie A(do lat 17), która zresztą była już wówczas ukształtowana. Wściekli z powodu jego odejścia działacze Newell’s nie kwapili się bynajmniej do przekazania karty zawodniczej Leo, więc Barça miała problemy z zarejestrowaniem młodzieńca w hiszpańskiej federacji. W końcu, gdy w kwietniu 2001 r. wystąpił w meczu drużyny B(do lat 16) przeciwko Tortosie, po jednym ze wślizgów złamał noge. Do gry wrócił w czerwcu ale pechowy upadek ze schodów spowodował uszkodzenie więzadeł kostki, co spowodowało kolejną, tym razem trzytygodniową przerwę. Kurację hormonalną zakończył jako 14-latek ale rok później mierzył tylko 162 cm i ważył zaledwie 55 kilogramów. Rzadko zdarzało mu się wytrzymać kondycyjnie do końca meczu. Mówił że brakuje mu szybkości i wytrzymałości. Koledzy z drużyny nie bez powodu przezwali go Enano(Karzeł). W końcu jednak w marcu 2002 r. klub zdołał go zarejestrować, co umożliwiło występy w lidze juniorskiej. Legendarny później rocznik, zwany Maszyna ’87, zaczął się rozpędzać. Z umowy między dwoma klubami ze stolicy Katalonii, FC Barceloną i Espanyolem, wynikało że w podzielonej na dwie grupy lidze lokalnej 17-latkowie jednej z miejscowych potęg rywalizują z 16-latkami drugiej i odwrotnie, co zwykle zapewniało obu możliwość cieszenia się mistrzostwem. Złożona z 16-latków Maszyna ’87 okazała się jednak lepsza od 17-latków rywala, po raz pierwszy w historii.
W sezonie 2002/03, gdy prowadzona po raz kolejny przez Luisa Van Gaala drużyna seniorska zajęła szóste, najgorsze od 15 lat miejsce w lidze, 15-latkowie z Messim, Pique, Fabregasem i Victorem Vazquezem grali znakomicie. Messi był jedynym zawodnikiem, który wystąpił we wszystkich 30 meczach i strzelił w nich 36 goli! Trener tamtego zespołu Alex Garcia mówił że poziom treningów był tak wysoki a rywalizacja tak zażarta że mecze wydawały się po nich niemal relaksem. W decydującym o mistrzostwie meczu z Espanyolem w kwietniu 2003 r. po zderzeniu z rywalem Messi miał złamaną kość policzkową. Osiem dni później Blaugrane czekał mecz z tym samym rywalem w finale Pucharu Katalonii. Argentyńczyk tak bardzo chciał że pożyczył maske, w której Puyol występował z podobną kontuzją na początku sezonu. Była na niego za duża, ograniczała mu widoczność, więc jeszcze w trakcie pierwszej połowy ściągnął ją i przedarł się dryblingiem w pole karne Espanyolu. Odrzucił maske w kierunku ławki rezerwowych i grał dalej, chwile później strzelając gola. W przerwie, przy stanie 3:0, Garcia nie chciał dłużej ryzykować i zdjął go z boiska. Mecz stał się słynny jako ,,el partido de la mascara” a w jego trakcie Messi dał dowód nie tylko woli zwycięstwa ale też twardości. Drużyna kolekcjonowała więc trofea a Messi w błyskawicznym tempie rozwijał się jako piłkarz. Garcia zachęcał go do odgrywania coraz to nowych ról, ustawiał go na coraz to nowych pozycjach, on jednak najlepiej czuł się tuż za napastnikami. Wciąż był małomówny i nieśmiały, choć zaprzyjaźnił się z grającym w Espanyolu rodakiem Pablo Zabaletą. Koledzy z drużyny wspominają że nadal płakał po meczach, jeśli zdarzyło mu się zagrać kiepsko. Ich zdaniem był to jednak dowód nie tyle wewnętrznej słabości, co ducha rywalizacji. Co nie odnosiło się zresztą jedynie do futbolu. Nikt nigdy nie potrafił pokonać Messiego w meczach na PlayStation. Jego ówczesny styl był zdaniem Garcii mieszanką indywidualizmu wyniesionego z argentyńskich ulic z filozofią Barcelony, od czasów Rinusa Michelsa i Johana Cruyffa zorientowaną bardziej na kolektyw. Było to szczęśliwe połączenie.
Kiedy Barça Guardioli znajdowała się u szczytu swoich możliwości, nieprzewidywalność Messiego stanowiła jej kluczowy atut. Hiszpańska wersja tiki-taki tworzyła skomplikowaną konstrukcje. Opierała się na posiadaniu piłki i zamęczaniu rywali nieustanną wymianą podań. FC Barcelona robiła to samo ale miała także Messiego, który jedną gambetą(dryblingiem) potrafił nagle wyeliminować z akcji dwóch, trzech rywali. Jego indywidualizm powodował że gra tego zespołu była mniej mechaniczna, nie mówiąc już o tym że lepiej się ją oglądało. W listopadzie 2003 r. a więc dokładnie 20 lat temu, młodego Argentyńczyka po raz pierwszy włączono do kadry pierwszego zespołu. Chodziło wprawdzie tylko o mecz towarzyski na otwarcie nowego stadionu FC Porto a w dodatku nie mogło w nim wziąć udział wielu podstawowych zawodników Blaugrany, powołanych wówczas na mecze reprezentacji, nie zmienia to jednak faktu że mając 16 lat i 145 dni Lionel Messi stał się trzecim wśród najmłodszych debiutantów w historii klubu po Paulino Alcantarze i Harunie Babangidzie. Od tamtej pory Argentyńczyk raz w tygodniu trenował z pierwszą drużyną. Kolejnym krokiem było powołanie do reprezentacji. W czerwcu 2004 r. Claudio Vivas, asystent Marcelo Bielsy w drużynie narodowej przekazał kasete z nagranymi występami Messiego Hugo Tocallemu, współpracownikowi Jose Pekermana w drużynie do lat 20-tu. Hiszpanie próbowali wprawdzie zachęcić chłopaka by wyrobił sobie paszport w ich kraju ale argentyńska federacja szybko zorganizowała dwa mecze towarzyskie: z Paragwajem i Urugwajem ażeby to jej sztab trenerski mógł przyjrzeć mu się z bliska. Kiedy tylko to zrobił, przyszłość Messiego była ustalona.
@AFA90
@Arkon
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
10
Esy-floresy:
Zwody wykonywane przez urugwajskich piłkarzy, kreślących na boisku ósemki nazywały się ,,moñas”. Francuscy dziennikarze chcieli poznać sekret tych piłkarskich czarów, które sprawiały że przeciwnicy stawali jak zaczarowani. Legendarny Jose Leandro Andrade z radością wyjawił im tajemnicę: piłkarze uczyli się ich goniąc kury, które uciekały zygzakami. Dziennikarze uwierzyli w tę bajeczke a nawet ją rozpowszechniali. Nawet wiele lat później ładne ,,moñas” były w Ameryce Południowej oklaskiwane równie gorąco jak gole. Dajmy na to Waltera Gomeza, jak toruje sobie droge w gąszczu nóg a po każdym jego zwodzie na murawie leży jeden z rywali. Zachwyceni kibice śpiewają: ,,La gente ya no come por ver a Walter Gomez(Bardziej niż chleba ludzie pragną oglądać Waltera Gomeza). Ten to dopiero kochał ,,wozić się” z piłką. Kiedy tylko mu ją odbierano, gniewał się. Jednak żaden trener nie ośmieliłby się powiedzieć mu: ,,Chcesz się wozić z piłką, to do wozowni”. ,,Moña” nie była jedynie frywolną zabawą, to czysta radość gry. Dziś jest to zabronione a w najlepszym razie patrzy się na te kunsztowne sztuczki podejrzliwie: uważa się je za nadmierne eksponowanie rozdętego ego, zdrade ducha gry zespołowej. Przede wszystkim są one dziś całkowicie nieskuteczne w konfrontacji z żelaznymi obronami współczesnych drużyn.
@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Arkon
@AFA90
1
@Arkon Już ci napisałem komentarz o 10-tce najlepszych w historii. Natomiast z tych które oglądałem w telewizorze? Prosze uprzejmie:
1. Maradona, Messi
2. Luis Nazario de Lima, Zidane
3. Cristiano Ronaldo, Van Basten
4. Platini, Xavi, Ronaldinho, Romario
0
@LS A niech sobie kasują! Oni głównie tylko to potrafią!
Jak to mówił mój dziadek: ,,A pies im morde lizał!"
0
@LS A widziałeś kiedykolwiek jakiś komentarz użytkownika Don Corleone? No to sobie zobacz, ciekawe co wtedy powiesz? Z góry ci powiem że jego nie kasują!
W dodatku pisze po chińsku że nic z tego nie rozumiem!
0
@LS Redakcja? Niby dlaczego?
1
@Pawel13sz Kto to jest?
15
Najstarsze stadiony świata:
,,Portman Road” – rok powstania 1884
Choć Ipswith Town powstało w 1878 roku, to dopiero w 1936 roku stał się zawodowym klubem piłkarskim. Ich stadion przeszedł gruntowny remont na początku lat dwutysięcznych i obecnie jego pojemność wynosi 30 311 kibiców. Portman Road było miejscem także innych wydarzeń sportowych np. międzynarodowe mecze hokejowe, zawody lekkoatletyczne i inne wydarzenia masowe. Swoje koncerty grały tutaj takie gwiazdy jak Red Hot Chili Peppers, Pink, Elton John czy Tina Turner.
,,Anfield Road” – rok powstania 1884
Jeden z dwóch stadionów w tym zestawieniu, na którym regularnie grają piłkarze klasy światowej. Liverpool, którego hymnem jest słynne „You’ll Never Walk Alone” jest zżyte ze swoim stadionem przez ponad 130 lat, ale nie jest jego pierwszym użytkownikiem. Pierwotnie Anfield należało do odwiecznego rywala Liverpoolu, czyli Evertonu, lecz w 1891 roku spór pomiędzy zespołami sprawił, że the Toffees przeprowadzili się na Goodison Park, gdzie grają do dziś.
,,Turf Moor” – rok powstania 1883
Stadion, na którym swoje mecze rozgrywa Burnley, był boiskiem do krykieta, zanim został przemodelowany według piłkarskich wymogów. Turf Moor zapisało się w historii jako pierwszy stadion piłkarski, który wizytowała Brytyjska Rodzina Królewska. Król Albert Victor zasiadł na trybunach, by obejrzeć mecz Burnley przeciwko Bolton Wanderers w październiku 1886 roku.
,,Ewood Park” – rok powstania 1882
Na Ewood Park swoje spotkania rozgrywa Blackburn Rovers, grająca obecnie w angielskiej Championship. Stadion padł ofiarą sufrażystek, które w 1913 roku postanowiły podpalić obiekt w ramach sprzeciwu przeciwko dominacji mężczyzn. Na szczęście im się nie udało. Ewood Park posiada trybunę imienia Jacka Walkera, który zainwestował sporo pieniędzy w rozwój boiska w okresie, kiedy klub wygrywał swój jedyny tytuł Premier League w sezonie 1994/95.
,,Deepdale” – rok powstania 1878
Pierwszy stadion w tym zestawieniu, który powstał jeszcze w latach 70. XIX wieku. Preston North End F.C. przeszło wiele zmian, będąc najpierw klubem krykietowym, później zrzeszeniem zawodników rugby, kończąc na zespole piłkarskim. W 1888 roku został klubem-założycielem Football League, czyli protoplasty dzisiejszej Premier League, a Preston na inaugurację profesjonalnych rozgrywek w Anglii wygrało ligę i Puchar Kraju w sezonie 1888/89. Choć zajmuje dopiero 6. miejsce w zestawieniu, to właśnie Deepdale jest najstarszym nieprzerwanie używanym stadionem przez profesjonalną drużynę piłkarską.
,,Rodney Parade” – rok powstania 1877
Rodney Parade jest obecnie siedzibą nie tylko Newport County, ale także dwóch drużyn Rugby. Z tego powodu klub leżący w południowej Walii rzadko korzysta z tego obiektu. W sezonie 2021/22 Newport County rozgrywało swoje mecze na zdecydowanie nowocześniejszym stadionie, wybudowanym w latach 90. XX wieku. Na Rodney Parade rozegrano wtedy tylko dwa mecze ligowe, co nie przeszkodziło boisku w uzyskaniu nagrody najlepszego boiska EFL League Two (4. Liga angielska).
,,Stamford Bridge” – rok powstania 1877
Stamford Bridge w chwili powstania był drugim największym stadionem w Wielkiej Brytanii, zaraz po stadionie Crystal Palace. Jego pierwotnym przeznaczeniem były zawody lekkoatletyczne, a dopiero od 1905 roku, czyli chwili powstania Chelsea F.C., rozgrywano na nim mecze piłkarskie.Stamford Bridge wielokrotnie przechodziło remonty i obecnie jedyną oryginalną zabudową pozostaje trzypiętrowa trybuna „East Stand”, spod której na murawę wybiegają piłkarze. Wokół stadionu rozbudowano sieć hoteli, restauracji, sal, klubów i innych ośrodków rekreacji, co czyni go bardzo nowoczesnym kompleksem sportowym, pomimo 145 lat na karku.
,,Tannadice Park” – rok powstania 1870
Na najniższym stopniu podium tego zestawienia trafił stadion szkockiego Dundee United F.C. Data powstania może budzić wątpliwości, bo choć pierwszy mecz piłkarski rozegrano na tym terenie w 1870 roku, to nie był on jeszcze boiskiem z prawnego punktu widzenia. Dopiero 12 lat później Dundee East End F.C. zastrzegło sobie prawo do rozgrywania meczów na tym terenie, a aż do 1891 roku trzeba było czekać na wybudowanie pierwszych drewnianych trybun.
,,Field Mill Stadium” – rok powstania: przed 1861 rokiem
Na Field Mill rozgrywano spotkania od 1861 roku, choć niektóre raporty wskazują już na rok 1850, ale z powodu braku możliwości stwierdzenia tego faktu, przyjmuje się 1861 rok jako właściwy. Stadion z racji swojego wieku jest obecnie wyłączony z użytku pozasportowego aż do 2032 roku i pomimo deklarowanej pojemności 10000 widzów, może pomieścić tylko 9186 widzów, co jest spowodowane stanem technicznym. Swoje mecze rozgrywa na Field Mill klub Mansfield Town F.C., powstały w 1897 roku i grający obecnie w EFL League Two (4. lidze angielskiej).
,,Bramall Lane” – rok powstania 1855
Bramall Lane jest obecnie najstarszym udokumentowanym obiektem sportowym, który służy do rozgrywania meczów piłki nożnej. Od 1889 roku służy on ekipie Sheffield United i może pomieścić ponad 32 tysiące kibiców. Obiekt i kompleks wokół stadionu regularnie się rozwija, więc nic nie wskazuje na ewentualne przenosiny Sheffield United w najbliższym czasie. Przykładem, w jak dobrym stanie znajduje się Bramall Lane, może być to, że w 2022 roku rozegrano tutaj cztery mecze kobiecego Euro 2022, w tym jeden mecz półfinałowy.
@AFA90
@Arkon
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
0
@Arkon Aha, no to zmienia troche postać rzeczy...
1
@NeroTFP1 No prosze! O wspominkach św. pamięci Tomaszewskiego o Wilimowskim jest mi wiadome. Natomiast o ekscesach ,,Eziego" w przeddzień meczu z wicemistrzami świata to nie wiedziałem!
Pod tym względem to naszego przedwojennego geniusza można porównać do Jose Manuela Moreno, o którym już wspominałem na łamach fcbarca.com.
1
@Lionel_Messi10 Iniesta grał głównie po lewej stronie a 10-tka gra chyba zawsze w środku. Natomiast ofensywnym piłkarzem był bez dwóch zdań, to nie ulega wątpliwośći...
0
@Colon A tego to nawet nie wiedziałem. Tak czy siak generalnie nie dzierże niemieckiego futbolu, jak i również takiej muzyki, zwłaszcza po niemiecku. A że należy pamiętać o legendach futbolu to już inna bajka...
9
Zapomniane legendy futbolu:
30 grudnia 1946 r. urodził się Hans Hubert Vogts, prawy obrońca, Mistrz Świata z 1974 roku ; Mistrz Europy z 1972 roku ; 2-krotny zdobywca Pucharu UEFA-1975 i 1979 oraz 5-krotny Mistrz RFN(1970,1971,1975, 1976,1977). Berti(jak zwykło się o nim mówić) od dwudziestego roku życia przez kolejnych piętnaście lat związany był z Borussią Mönchengladbach. Na prawej obronie klubu z Nadrenii Północnej-Westfalii rozegrał blisko 500 meczów. Był kapitanem i jedną z kluczowych postaci drużyny, która w połowie lat 70. czterokrotnie zdobyła mistrzostwo RFN, dwukrotnie Puchar UEFA i raz dotarła do finału Pucharu Mistrzów, w którym przegrała 1:3 z Liverpoolem. Dzięki pracowitości, zaangażowaniu i bezpardonowemu stylowi gry dorobił się przezwiska „Der Terrier”. Z Franzem Beckenbauerem tworzył efektywny duet obrońców w reprezentacji RFN. W jej barwach rozegrał 96 meczów. W 1974 roku zwyciężył z nią w mistrzostwach świata a dwa lata wcześniej został mistrzem Europy. W 20 spotkaniach był kapitanem drużyny narodowej. Sportową karierę zakończył w czerwcu 1979 roku z powodu skomplikowanego złamania nogi. Miał wtedy zaledwie 33 lata i natychmiast zajął się pracą szkoleniową. Był trenerem młodzieżowych reprezentacji Niemiec, a później asystentem Beckenbauera, któremu pomógł wywalczyć mistrzostwo świata w 1990 roku we Włoszech. Później Berti sam przejął stery kadry i choć w mistrzostwach Europy sięgał po złoto (1996) i srebro (1992), to w mundialach zawsze odpadał w ćwierćfinale. Vogts był jedynym trenerem kadry zjednoczonych Niemiec, który nie zdobył z nią medalu MŚ. W XXI wieku bez większego powodzenia prowadził reprezentacje Kuwejtu, Szkocji i Nigerii. Niemiec dwa razy kandydował na trenera biało-czerwonych, ale w 2006 roku przegrał rywalizację z Beenhakkerem a w 2012 z Waldemarem Fornalikiem. Od 2008 roku aż do listopada 2014 był selekcjonerem Azerbejdżanu. Podczas mundialu w Brazylii został specjalnym doradcą trenera USA Juergena Klinsmanna, pomagając swojemu byłemu piłkarzowi m.in. w obserwacjach grupowych rywali Amerykanów.
@AFA90
@Arkon
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
0
@Mulciak Ten Belg z FC Sevilla? No co ty, chyba żartujesz?
8
Po prostu El Clasico!:
30 grudnia 1984 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madryt 3:2 w 18 kolejce Primera Division. Gole strzelali: Gerardo w 25 minucie, Migueli w 53 oraz Esteban Vigo w 79 dla Barçy; Sanchis w 30 minucie i Butragueño w 89 dla Królewskich. Zwycięstwo to pozwoliło umocnić się Blaugranie na pierwszym miejscu w tabeli z sześciopunktową przewagą nad Realem Madryt.
@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Arkon
@AFA90
0
@Mezocyklon87 W moim rankingu na 4 pozycji ex aeqou z ośmioma innymi legendami i to wcale nie dlatego że go nie lubie, żeby była jasność...
0
@tristan87 Owszem, wypadałoby. Tyle że przed wojną nie filmowano meczów w całości a z fragmentów ciężko wydedukować kompletną jakość piłkarza...
1
@tristan87 A to trzeba widzieć ich mecze(?) nie wystarczą relacje rzeszy świadków? Za 100 lat też nikt nie będzie widział na żywo Messiego, więc stwierdzą że był cienki...?
0
@Crashynski Nie tyle w kryzysie, co poważnie osłabiony na te chwile...