FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
8
Wybitne legendy polskiego futbolu:
31 sierpnia 1944 r. w Gliwicach urodził się Joachim Marx. Przygodę z piłką zaczynał w Sośnicy Gliwice. Potem przyszedł czas na GKS Gliwice a stamtąd Joachim Marx powędrował do Gwardii Warszawa, by odrobić tam służbę wojskową. W stołecznym klubie wypłynął na szerokie wody. Spędził w nim sześć lat, zagrał 139 spotkań i strzelił 78 goli. Miał odejść już w 1967 r. Przez jakiś czas trenował z Górnikiem Zabrze. Jednak na jeden z treningów czarną wołgą przyjechał pułkownik Budziłowski z Gwardii i namówił ,,Achima”, by ten spędził jeszcze sezon w Warszawie. Odszedł dwa lata później. Pojechał na Śląsk, ale już nie do Zabrza. Wybrał występy w niebieskiej koszulce Ruchu Chorzów. Zadebiutował w meczu z… Górnikiem. Gdy prezes Eryk Wyra z Zabrza zobaczył go w barwach lokalnego rywala, wykrztusił tylko zdezorientowany: Synek, coś ty zrobił? W Ruchu grał do 1975 r. Wystąpił w 162 ligowych meczach i 66 razy wpisywał się na listę strzelców. Z Niebieskimi wywalczył dwa tytuły mistrza Polski (1974 i 1975) i puchar Polski (1974). W finale tych ostatnich rozgrywek Ruch zwyciężył były klub Marxa – Gwardię Warszawa a ,,Achim” zdobył w tym spotkaniu dwa gole. Uchodził w tamtych czasach za jednego z czołowych snajperów ligi. Był już wówczas reprezentantem Polski. W narodowych barwach zadebiutował 3 grudnia 1966 r., w meczu z Izraelem w Jaffie, który zremisowaliśmy 0:0. Z orłem na piersi zagrał łącznie 23 razy i strzelił dla kadry 10 goli. Jego występy rozkładały się na niemal dekadę, bo ostatni raz reprezentował nasz kraj 26 października 1975 r. Graliśmy wówczas z Włochami i również było 0:0. Pomimo przyzwoitych statystyk wiele osób uważa, że Marx był piłkarzem, który świetnej gry w klubie nie potrafił przełożyć na występy w narodowych barwach (dziewięć goli zdobył w meczach towarzyskich). Mimo to może się poszczycić złotym medalem olimpijskim zdobytym w Monachium w 1972 r. Na olimpiadzie zagrał w dwóch spotkaniach: drugą połowę meczu z Ghaną (4:0) i pierwszą połowę meczu z Danią (1:1). Z gry w mistrzostwach świata w RFN, wykluczyła go choroba. Należy do elitarnego „klubu 100”. W najwyższej lidze zdobył łącznie 102 gole w 244 meczach. W 1975 r. zdecydował się na wyjazd za granicę. Postanowił spróbować sił we Francji. Początkowo wyjazd utrudniali mu chorzowscy działacze, nie chcąc się zgodzić na ten transfer. Podobno w przejściu do Lens pomógł mu prezydent Francji – Valery Giscard d’Estaing – który interweniował w czasie wizyty w Polsce. Francuski prezydent żył w dobrych relacjach z ówczesnym merem Lens, stąd miała wyniknąć ta pomoc. Marx dzień po przybyciu do Francji zagrał już mecz i … popisał się hat-trickiem. Przeciwnikiem Lens był wtedy Lyon, jedna z najlepszych francuskich drużyn. Z Les Sang et Or zdobył wicemistrzostwo Francji. Łącznie zagrał tam 110 razy i strzelił 38 goli. Nie miał większych problemów z aklimatyzacją, gdyż okolice Lens były zamieszkane przez dużą ilość imigrantów z Polski. Po czterech latach przeniósł się do zespołu Noeux-les-Mines. Do gry w tym klubie przekonał go młody trener tego zespołu – Gerard Houllier. Grę w tym zespole łączył z pracą w markecie Leroy Merlin. Karierę piłkarza zakończył w 1982 r. Postanowił pozostać we Francji. Od tego czasu zawsze był blisko futbolu, wiążąc się z nim różnymi funkcjami. Był trenerem Lens, które wprowadził do Pucharu UEFA. Przez krótki okres pracował również w Tunezji, lecz szybko wrócił do Francji. Prowadził kluby z Ligue 2. Odpowiadał też za pracę związkowej szkółki piłkarskiej, z której wypłynęli m.in. Raphael Varane czy Gaël Kakuta. Pełnił też rolę skauta w Lens. Obecnie odpoczywa na zasłużonej emeryturze.
@Symson
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@patataj
@Sensible
11
Czy wiecie że……
31 sierpnia 1997 r. w swoim pierwszym meczu w La Liga w barwach FC Barcelony Rivaldo strzelił 2 gole przeciwko Realowi Sociedad na Camp Nou i to w pierwszej kolejce. FC Barcelona wygrała to spotkanie 3:0 a w końcowym rozrachunku tryumfowała w Primera Division, mając 9 punktów przewagi nad Athletic Bilbao.
@Sensible
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@patataj
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Symson
@DaPidejpi
@Roni/VEB
7
@FCBparasiempre Czeski pomocnik Pavel Nedved. W jego zachowaniu ciężko było szukać jakichkolwiek kontrowersji. Ten przykład idealnie pokazuje, że skromnością, małomównością i ciężką pracą można dojść na sam szczyt. Nawet zastąpienie przez niego Zinedine’a Zidane’a w Juventusie nie było zadaniem niemożliwym do wykonania. Pavel Nedved urodził się w Chebie, natomiast dorastał w Skalnym Mieście, miejscowości położonej niedaleko granicy z Niemcami. Rodzice – Anna i Vaclav – wyobrażali sobie swojego syna w roli księgowego bądź pracownika fizycznego. Matka Pavla sprzedawała towary na tamtejszym miejskim rynku. Z kolei ojciec grał dla drugoligowej Cheby a na tygodniu pracował w kopalni. Syn towarzyszył ojcu podczas jego treningów oraz meczów, niekiedy sam w nich uczestniczył. Od najmłodszych lat Pavel przejawiał zainteresowanie piłką nożną. Kiedy Nedved nie mógł grać z dorosłymi ze względu na oczywiste braki fizyczne, często ćwiczył w domu, kopiąc w drzwi. Lustro służyło mu do obrania odpowiedniej trajektorii przy uderzniu. Vaclav zapisał syna do drużyny młodzieżowej w Skalnym, gdzie mógł trenować z chłopakami w swojej kategorii wiekowej. Technika, szybkość i szczuplejsza sylwetka wyróżniają Pavla, przez co jest znacznie lepszy od rówieśników. Po treningach gra się nie kończyła. Chłopcy kontynuowali zabawę, kopiąc piłkę na ulicy. Jeden z tamtejszych trenerów chciał Nedvedowi wybić z głowy grę w piłkę i sadzał go na ławce rezerwowych, powtarzając, że jest beztalenciem i powinien się cieszyć, że w ogóle znajduje się wśród zmienników. W 1986 roku Pavel otrzymał propozycję gry dla drużyn młodzieżowych Viktorii Pilzno (dawniej znanych pod nazwą Skoda Pilzno). Decyzja była oczywista. Po czasie zawodnik podziękował rodzinie za wsparcie, które pozwoliło mu bardzo szybko wydorośleć, odnajdując się w nowej rzeczywistości. Chłopak zamieszkał u Josefa Zaloudka i jego rodziny. Jak się potem okazało, „Pepi” prowadził Pavla w drużynach młodzieżowych i był dla niego drugim ojcem. Okazał się nieocenionym wsparciem. Po pewnym czasie Nedved zdecydował się wynająć mały pokój na własną rękę, za swoje zarobione pieniądze. Kiedy piłkarz skończył osiemnaście lat, został zauważony przez pierwszą drużynę Viktorii. Pojawił się jednak problem – obowiązkowa służba wojskowa. Aby jej uniknąć, trzeba było być jednym z najlepszych młodych piłkarzy w kraju. Stąd też decyzja o przenosinach do Dukli Praga latem 1991 roku, gdzie Pavel poddał się służbie w wojsku. Prażanie zmagali się ze sporymi problemami. Około pięć lat wcześniej Dukla należała do jednej z najlepszych drużyn w Czechach. Pavel w swoim pierwszym poważnym sezonie zdobył trzy gole w dziewiętnastu występach i okazał się jednym z objawień. Jego dobrą dyspozycję zauważyła Sparta Praga, która zdecydowała się go zakontraktować po sezonie 1991/1992. Kiedy Pavel został piłkarzem Sparty, miał przyjemność obcowania ze swoimi idolami z dzieciństwa – Jiri Nemecem czy Jozefem Chovancem. Ten drugi był niekwestionowanym liderem w szatni i, co ciekawe, później został trenerem reprezentacji Czech.
,,KIEDY GO ZOBACZYŁEM PO RAZ PIERWSZY, MYŚLAŁEM, ŻE NIE MA TAKIEGO TALENTU, JAK INNI. SPORO SIĘ JEDNAK POMYLIŁEM. MIAŁ ŚWIETNE CECHY JAKO PIŁKARZ, ALE TEŻ JAKO CZŁOWIEK. SZANOWAŁ DUŻO STARSZYCH OD SIEBIE. NIE MÓWIŁ DUŻO, WOLAŁ OBSERWOWAĆ” – PAVEL NEDVED O JOZEFIE CHOVANCU
Sparta, nazywana wówczas „czeskim Juventusem”, nie miała sobie równych na krajowym podwórku. Dla Nedveda była to ogromna szansa na rozwijanie swoich piłkarskich umiejętności. Pierwszy rok ukończył bez bramki. W kolejnych sezonach Pavel strzelił odpowiednio trzy, sześć i czternaście goli. W sezonie 93/94 skrzydłowy zadebiutował w Lidze Mistrzów z AIK Solną a kilkanaście miesięcy później zadebiutował w pierwszej reprezentacji Republiki Czeskiej przeciwko Irlandii. W latach 1992-1995 Sparta z Nedvedem w składzie zdobyła trzy mistrzostwa Czech i jeden krajowy puchar. Rozgrywki 1995/1996 były pierwszymi od sezonu 91/92, gdzie „Czerwoni” nie zdobyli mistrzostwa – wtedy jeszcze istniała Czechosłowacja. W 1/8 finału Pucharu UEFA Sparta została zatrzymana przez Milan Arrigo Sacchiego. Pavel w europejskich pucharach zrobił bardzo dobre wrażenie i często okazywał się najjaśniejszym punktem zespołu z Pragi. Jego postać nie była znana w świecie calcio. Świetna dyspozycja Nedveda sprawiła, że w kolejce po jego podpis ustawiło się sporo klubów. Najbardziej konkretne było Lazio, które podpisało go po mistrzostwach Europy w 1996 roku. Wcześniej bardzo blisko pozyskania skrzydłowego było PSV Eindhoven, które ustaliło już warunki transferu ze Spartą – 1,5 miliona euro. Na wielkiej imprezie jednym z najważniejszych momentów dla Nedveda był mecz z Włochami, w którym Pavel walnie przyczynił się do wygranej (2:1) w fazie grupowej. Kluczową postacią przy transferze był Zdenek Zeman, który był zorientowany w futbolu czeskim i przekonał ówczesnego prezydenta „Biancocelestich”, Sergio Cragnottiego, do sprowadzenia utalentowanego skrzydłowego za niecałe pięć milionów euro. Kiedy Nedved został oficjalnie piłkarzem Lazio, szum medialny wokół jego osoby był niewielki. W zasadzie niewiele o nim wiedziała prasa i kibice. Był on też nazywany „medvedem” (ze słoweńskiego: niedźwiedź). W Europie niemal wszystkie zespoły miały w składzie wybitną postać, grającą na „dziesiątce” – przykładowo Zinedine Zidane, Oliver Bierhoff, Roberto Baggio, Rui Costa, David Beckham, Zvonimir Boban czy Rivaldo. To była idealna okazja dla Czecha, aby się odnaleźć. Pierwszym ważnym momentem dla Pavla po transferze do Rzymu była pierwsza bramka, zdobyta w eliminacjach do Pucharu UEFA przeciwko CD Tenerife. Kiedy piłka trafiła w lewy dolny róg bramkarza, Nedved nie był w stanie opanować emocji. Cieszył się, krzyczał i od razu pobiegł do Zdenka Zemana, który od początku mu zaufał. Pięć dni później, 20 października 1996 roku, Lazio grało na Stadio Olimpico z Cagliari. W trzeciej minucie spotkania czerwoną kartkę po złapaniu piłki poza polem karnym zobaczył Luca Marchegiani. Jego miejsce zajął Carlo Cudicini. To oznaczało, że cały mecz rzymianie będą grali w osłabieniu. Ostatecznie Lazio wygrało 2:1 a znakomitym golem otwierającym mecz, popisał się Pavel Nedved, który wziął na siebie ciężar gry i uderzył z ponad dwudziestu metrów w okienko. W styczniu 1997 roku Zdenek Zeman został zwolniony. Na stanowisku trenera ekipy ze stolicy Włoch zastąpił go Dino Zoff. Włoskie gazety wówczas pisały o Nedvedzie, że jest piłkarzem dyskretnym, zdenerwowanym i brakuje mu zrozumienia z kolegami z boiska. Wystarczyło pół roku, aby Pavel znów oczarował swoją grą kibiców na Półwyspie Apenińskim. Pojawiło się potem ważne pytanie – która noga jest tą lepszą? Wikipedia sugeruje, że Pavel ma lepszą lewą nogę. Z kolei gdy sprawdzi się jego bramki na YouTube, sporo z nich pada także po uderzeniu prawą kończyną. Jak zatem jest? „Kiedy uderzam lewą nogą, strzał jest silniejszy. Kiedy prawą – bardziej precyzyjny” – mówił Nedved. Po sezonie 1996/1997 sytuacja klubowa Nedveda nie była w pełni jasna. Po poprzednim sezonie Dino Zoffa na ławce trenerskiej zastąpił Sven-Goran Eriksson, a w linii ataku pojawił się Roberto Mancini. Lazio miało problem z zawodnikami spoza Unii Europejskiej, co powodowało, że pozycja Pavla była pod znakiem zapytania. Piłkarz zapytany o swoją przyszłość wówczas odpowiedział: „Moja sytuacja nie jest najlepsza. Nie wiem, jaka będzie moja przyszłość. Rozważę wszystkie oferty. Tutaj gram niewiele i jest to dla mnie trudne. Trener Eriksson gra formacją z trzema napastnikami, która dla mnie nie jest najlepsza. Uważam, że drużyna w formacji 1-4-4-2, ustawiona przez Dino Zoffa, grała w cudowny sposób.” Kibice „Biancocelestich” pokochali Nedveda 1 listopada 1997 roku, kiedy to Nedved przyczynił się do wygranej w derbach miasta z Romą (3:0). Na ławce trenerskiej „Lupich” był… Zdenek Zeman, którego fani Lazio nazywali „gównianym Czechem”. Kilka tygodni przed derbami Nedved określił styl gry Zemana jako „nieodpowiedni do wygrywania we Włoszech”. Pavel uważał, że nie rozumiał zaleceń swojego rodaka. W sezonie 1997/1998 Nedved okazał się najlepszym strzelcem Lazio w Serie A (11 goli), ale nie wystarczyło to na więcej, niż siódme miejsce. Podopieczni Erikssona zanotowali jednak wspaniały rok w Pucharze UEFA, gdzie dopiero w finale uznali wyższość Interu Mediolan. Ich łupem padł Puchar Włoch, w którym wygrali z Milanem po dwumeczu. Przed rozgrywkami 98/99 do Lazio trafił Christian Vieri, Dejan Stankovic czy Marcelo Salas. Pierwsza część sezonu nie była najlepsza dla reprezentanta Czech z powodu licznych urazów. Drużyna z kolei zajęła drugie miejsce w lidze, wygrała Superpuchar Włoch i, co najważniejsze, odniosła sukces w Europie, wygrywając z Mallorką w finale Pucharu Zdobywców Pucharów. To było pierwsze międzynarodowe trofeum dla Nedveda. Nadszedł zatem punkt zwrotny i ważny moment w historii klubu. Lazio w sezonie 1999/2000 przeżywało stulecie istnienia. Punktem zwrotnym w lidze okazuje się starcie z Romą w 27. kolejce Serie A. Lazio przystępowało do derbów z pozycji wicelidera, który miał dziewięć punktów straty do Juventusu. Po szybkiej bramce Vincenzo Montelli wizja dalszej walki o scudetto znacznie się oddalała. Kluczowa okazała się rola Pavla Nedveda, który napędzał ataki Lazio. Jego bramka na remis, a potem uderzenie Juana Sebastiana Verona dała ostatecznie wygraną „Biancocelestim”. Potem do końca sezonu Lazio było niepokonane. Jedyna drużyna, która była w stanie postawić się podopiecznym Sven-Gorana Erikssona, była Fiorentina, która zdołała zremisować. Juventus po porażce w bezpośrednim meczu z Lazio stracił punkty z Hellasem i Perugią, co pozwoliło rzymianom świętować pierwsze scudetto od sezonu 1973/1974. Dla Nedveda było to pierwsze mistrzostwo krajowe po opuszczeniu Czech. Lazio Erikssona było plejadą gwiazd. W bramce stał Luca Marchegiani, w obronie występował Alessandro Nesta, Paolo Negro czy Sinisa Mihajlovic. W pomocy poza Nedvedem grał Diego Simeone i Sergio Conceicao. Przed nimi zazwyczaj Juan Sebastian Veron, a w ataku Marcelo Salas, Roberto Mancini lub Simone Inzaghi. Po tak znakomitym sezonie pojawiło się sporo kontrahentów na największe gwiazdy Lazio. Sergio Cragnotti od razu uciął spekulacje i nie miał zamiaru sprzedawać żadnego ze swoich kluczowych piłkarzy. Z klubu odszedł jedynie Sergio Conceicao, a biało-niebieskie barwy ubrał między innymi Hernan Crespo i Angelo Peruzzi. Po drodze pojawiły się plotki o chęci ponownego sprowadzenia Christiana Vieriego do Rzymu. Prezydent Lazio potwierdził także zainteresowanie Markiem Overmarsem. Kolejne rozgrywki już nie okazały się tak udane dla rzymian. Co prawda Lazio zdobyło Superpuchar Włoch, ale nie było w stanie powtórzyć tak dobrego wyniku w lidze. „Biancocelesti” zajęli trzecie miejsce, a w Pucharze Włoch w ćwierćfinale musieli uznać wyższość Udinese. W Lidze Mistrzów w pierwszej fazie grupowej „Biancocelesti” wyszli z drugiego miejsca, natomiast w drugiej fazie grupowej zajęli ostatnią lokatę, uznając wyższość Realu Madryt, Leeds United i Anderlechtu. Sezon zaczynał Sven-Goran Eriksson, kończył go natomiast Dino Zoff. Latem 2001 roku do Manchesteru United odszedł Juan Sebastian Veron. Nedvedem był zainteresowany Juventus. Pavel był zakochany w Rzymie i chciał tam zostać do końca kariery z żoną Ivaną. Pojawiły się jednak kontrowersje, których jest kilka wersji. Zdaniem ówczesnego prezydenta Lazio, Nedved i Juve dopuścili się zdrady i rabunku. Z kolei inne zdanie miał Mino Raiola, agent Czecha – według jego wersji zdarzeń najpierw zmusił piłkarza do podpisania nowej umowy z mniejszą pensją a potem poinformował go o chęci sprzedaży. Nie licząc Nedveda, Juventus zanotował świetne letnie mercato. Do Turynu barwy „Starej Damy” przywdział Marcelo Salas, Gianluigi Buffon i Lilian Thuram. Kibice Juve liczyli na to, że Nedved zastąpi odchodzącego do Realu Madryt Zinedine’a Zidane’a. Ten strofował fanów: „Nie mogę się porównywać do tak fantastycznego piłkarza, jak Zidane. Nie jestem gotowy na to. Ale dam klubowi to, co najlepiej potrafię – determinację i szybkość.” Pierwsze tygodnie nie były dla Czecha proste – ciężko było mu się odnaleźć w nowym środowisku i szukał swojej pozycji na boisku. Zimą miał pojawić się temat wymiany z Lazio, w ramach której Nedved wróciłby do Rzymu, a do Juventusu trafiłby Gaizka Mendieta. Marcello Lippi, ówczesny trener „Bianconerich”, uznał taką propozycję za żart. Pierwszego gola dla turyńczyków Nedved zdobył w trzynastej kolejce Serie A, gdzie przeciwnikiem była Perugia. To był ważny moment dla reprezentanta Czech, który pozwolił mu się odblokować. Z pleców spadł mu ogromny kamień, który go obciążał od momentu przenosin do Turynu. Później Pavellino stał się jedną z najważniejszych postaci Juventusu, z którym zdobył swoje drugie scudetto. Nedved był niezwykle pracowitym piłkarzem. Anegdoty z nim związane są bardzo pomysłowe i ciekawe. Pavel zbudował w domu siłownię, trenował każdego wieczoru nie tylko w domu, ale i na balkonie – tę sytuację zgłosił jeden z jego sąsiadów. Wysiłek fizyczny był dla Czecha przyjemnością, a nie obowiązkiem. Sezon 2002/2003 dał Juventusowi mistrzostwo i Superpuchar Włoch, ale nadal brakowało jednego trofeum zarówno Nedvedowi, jak i klubowi – Ligi Mistrzów. W drodze do finału Pavel strzelał bramki Deportivo La Coruna, Barcelonie i Realowi Madryt. W finale na Old Trafford czekał na niego Milan, z którym nie mógł zagrać z powodu nadmiaru żółtych kartek. Kiedy po trofeum po rzutach karnych sięgnęli „Rossoneri”, ból przeszywał Nedveda podwójnie: sam nie mógł zagrać w tak ważnym meczu i nie mógł się cieszyć z potencjalnego zwycięstwa swoich kolegów. Dopiero czas pokazał, jak długo Juventus musiał czekać na drugą taką szansę od losu. W grudniu 2003 roku Nedved otrzymał Złotą Piłkę. Po czasie zawodnik stwierdził: „Jeżeli mógłbym oddać ją w zamian za grę w finale Ligi Mistrzów, zrobiłbym to bez wahania”. Kiedy na jaw wyszła afera Calciopoli, z Juventusu odeszło kilku ważnych piłkarzy, takich jak Zlatan Ibrahimović czy Lilian Thuram. W klubie pozostali najbardziej lojalni – Nedved, Buffon oraz Del Piero. Dla Juventusu była to nowa rzeczywistość. Serie B nie okazało się ogromną przeszkodą, więc po roku czyśćca „Stara Dama” wróciła do Serie A. Najjaśniejszą postacią Juventusu był Nedved, który co mecz nie dawał o sobie zapomnieć. Czech był już sporo po trzydziestce i naturalnie nie był już tak szybki, zabójczy i skuteczny, jak kiedyś. W 2009 roku Pavel skłaniał się ku zawieszeniu butów na kołku. Wtedy też pojawiła się oferta od Interu Mediolan a osobiście na transfer namawiał go Jose Mourinho. Prawdopodobnie byłaby to największa szansa dla 37-latka na wygranie Ligi Mistrzów. Ten postanowił być fair wobec obecnego pracodawcy. – „Nie przyjdę do Interu, wolę zakończyć karierę. Nawet jeśli nie jestem tak zmęczony” – skwitował Czech.
Pavel Nedved niemal w pełni może się nazwać piłkarzem spełnionym. Złota Piłka, liczne nominacje na piłkarza roku w ojczyźnie, krajowe mistrzostwa i puchary, srebrny medal na EURO 1996, wygrana w Pucharze UEFA – liczba osiągnięć Czecha jest ogromna. Jednak tak duża ilość trofeów nie sprawiła, że Nedved przestał być normalny i zwyczajny – i chwała mu za to! Wielka postać w świecie calcio. Czempion na i poza boiskiem.
6
Legendy futbolu:
30 sierpnia 1972 r. w Chebie urodził się….(tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz)
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@patataj
@Symson
0
@Pawel13sz No jeśli chodzi o Barce to bym się nie zgodził a tym bardziej świata. No wiem że go bardzo lubisz więc dla ciebie będzie zawsze najlepszą ,,9-tka"
8
Pożegnania ikon FC Barcelony:
30 sierpnia 1961 r. odbył się pożegnalny mecz wybitnej legendy Blaugrany a mianowicie Ladislao Kubali. Wydarzeniem wieczoru był także gościnny występ Ferenca Puskasa oraz Alfredo Di Stefano w barwach FC Barcelony. Dwaj piłkarze Realu Madryt rozegrali wespół z Kubalą całą pierwszą połowę a Di Stefano dwukrotnie wpisał się na liste strzelców. Barça wygrała wówczas z francuskim Stade de Reims 4:3. ,,Odchodzę smutny, gdyż to finał mojej kariery”- mówił w wywiadzie pomeczowym Kubala. Wbrew temu co zapowiadał grał jeszcze u rywala zza miedzy(Espanyolu) a karierę kończył w szwajcarskim FC Zurich.
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Symson
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
@Sensible
@DaPidejpi
@Roni/VEB
12
Nie ma tego złego…..
29 sierpnia 2001 r. FC Barcelona doszła do porozumienia z Francesco Coco. Po odejściu Sergiego Barjuana, Blaugrana miała spore problemy z obsadą lewej strony defensywy. Wypożyczony z AC Milan Włoch Francesco Coco zagrał w 33 spotkaniach po czym przeszedł do Interu Mediolan. W sezonie 2002/03 szanse otrzymał wychowanek Fernando Navarro, jednakże spisywał się poniżej oczekiwań. Wówczas zdecydowano się na wypożyczenie z Lazio Argentyńczyka Juana Pablo Sorina. Dysponujący świetną techniką, długowłosy obrońca grał bez zarzutu, lecz… Dumy Katalonii nie stać było w tamtym czasie na zaproponowanie mu wymaganej pensji. Ostatecznie w 2003 r. wypożyczony a następnie wykupiony z Arsenalu Londyn został Giovani Van Bronckhorst i to zakończyło problemy na lewej obronie. Holender trafił do Barçy na preferencyjnych warunkach w rozliczeniu za młodziutkiego Fabregasa. Arsenal wydarł go Blaugranie gdyż Katalończycy nie mogli z nim podpisać profesjonalnej umowy ze względu na jego wiek.
@Sensible
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Symson
@DaPidejpi
14
Z serii Blaugrana w Superpucharach:
28 sierpnia 2009 r. FC Barcelona zdobyła Superpuchar Europy. Rywalem zdobywcy Ligi Mistrzów z tamtego roku był Szachtar Donieck. W regulaminowym czasie gry nie padła żadna bramka i do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka. Wreszcie w 115 minucie Messi podał piłke do Pedro i Kanaryjczyk zdobył jedynego gola tego wieczoru w Monaco uszczęśliwiając wszystkich cules. Jednocześnie było to piąte trofeum w sezonie.
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
@Sensible
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
8
Ku chwale i pamięci wybitnej postaci Katalońskiej Dumy:
Jak już wcześniej pisałem, 6 sierpnia 1936 r. zamordowany został ówczesny prezydent FC Barcelony Josep Suñol. Natomiast 28 sierpnia tamtegoż roku, kiedy informacje o jego zaginięciu nie były jeszcze pewne, sąsiedzi i wojskowi z Vila postanowili w sposób spontaniczny nadać jego imię jednej z ulic. O jedenastej przed południem grupa mieszkańców zjawiła się na ulicy Sant Domenec znajdującej się na wysokości ulicy Salmeron(obecnie Gracia tuż przy placu Vila de Gracia), chcąc umieścić tam ręcznie wykonane napisy z nową nazwą. Od tamtej pory odcinek ten nazywany jest ulicą Josepa Suñola i Garrigi. Następnego dnia napisała o tym gazeta sportowa ,,La Rambla” założona w 1930 r. przez samego Suñola, która wydarzenie nazwała ,,niezwykle wzruszającym”. Prywatna inicjatywa stała się oficjalna, kiedy 16 września 1937 r. Miejski Komitet zatwierdził zmiane nazwy ulicy z Sant Domenec de Gracia na Josep Suñol i Garriga. Niestety porażka republikanów sprawiła iż nowa nazwa nie przetrwała. Jednak paradoksalnie zmiana została zawarta w raporcie dostarczonym frankistowskiemu Trybunałowi ds. Odpowiedzialności Politycznej, który w listopadzie 1939 r. wszczął postępowanie w sprawie Suñola, gdy ten nie żył już od 3 lat. Równolegle z tą obywatelską inicjatywą w listopadzie 1937 roku klub postanowił utrzymać Josepa Suñola na stanowisku prezydenta FC Barcelony pomimo jego śmierci. Na mocy tego porozumienia Suñol pozostał najważniejszą osobą w klubie, aż w maju 1939 r. frankistowskie władze wprowadziły zarządzającą komisje sprzyjającą nowemu reżimowi. Między sierpniem 1936 a majem 1939 roku Suñol oficjalnie uznawany był za ,,prezydenta nieobecnego”.
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Symson
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@patataj
@Sensible
@DaPidejpi
2
@Yanek To co zawsze podaje to chodzi mi tylko i wyłącznie o poziom pierwszoligowy czyli de facto najsilniejszy.
9
Luis Alberto Suarez strzelając wczoraj gola w barwach Nacional uzbierał 351 goli na poziomie ligowym, czym zrównał się w klasyfikacji z Rivaldo, Węgrem Sarosi oraz Chilijczykiem Castro. Robert Lewandowski na te chwile ma 346 goli.
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Symson
@Sensible
@patataj
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
4
Moim klubem RTS, cała.. La Rambla o tym wie? A jak nawet nie wie to nie ważne. Najważniejsze że 3 punkty zostają w mieście włókniarzy. Bartuś Pawłowski co za gol! stadiony świata. Pozdrawiam wszystkich ,,Czerwonoarmistów"
1
@Pawel13sz Moja odpowiedź brzmi: nie!
7
@FCBparasiempre Po awansie na MŚ 1938 i zaciętym pojedynku z Brazylią wydawać by się mogło, że Polska stopniowo zaczyna stawać się znaczącym punktem na futbolowej mapie świata. Kolejne miesiące błyskawicznie jednak to zweryfikowały. Biało-czerwoni nie byli w stanie pokonać m.in. Łotwy, Norwegii czy Irlandii – rywali, którzy jeszcze do niedawna wydawali się być w naszym zasięgu. Na szczęście ze wsparciem przybyły posiłki w Wielkiej Brytanii. Na zaproszenie PZPN do Polski zawitał legendarny zawodnik Arsenalu – Alec James, który miał wpajać szkoleniowcom znad Wisły metody pracy poznane w ojczyźnie. Nasza kadra czekała na zwycięstwo już od 12 miesięcy, kiedy latem przybywał do kraju. A lato było piękne tego roku…
Alec James nie został ściągnięty do Polski w charakterze selekcjonera. Ponieważ pod względem wyszkolenia taktycznego, jak i przygotowania kondycyjnego nasz kraj znajdował się lata za Wielką Brytanią, postanowiono zainwestować w nauczyciela. James nie był trenerem, po zakończeniu kariery piłkarskiej realizował się bardziej jako dziennikarz. Tym niemniej w kraju, który nie miał od kogo czerpać wzorców, dobre było i to, nawet pomimo dużych problemów z przeskoczeniem bariery językowej. James, wbrew temu, co pisała większość ówczesnych gazet nie był Anglikiem, a Szkotem. Styl gry swojej ojczyzny starał się wpoić w naszej kadrze. Tym samym mieliśmy grać krótszymi podaniami i cierpliwiej przenosić piłkę z obrony do ataku, zamiast szukać natychmiastowych wykopów. Był on również wielkim zwolennikiem systemu WM, święcącego triumfy w Wielkiej Brytanii, a w Polsce praktycznie nieznanego. Jego wdrożenie u nas do najprostszych rzeczy jednak się nie zaliczało. Przed meczem z Węgrami nikt nie dawał naszym zawodnikom najmniejszych szans. My nie wygraliśmy 9 meczów z rzędu, zaś rywale byli aktualnymi wicemistrzami świata. Mimo, że skład Węgrów był nieco okrojony (do mniej niż połowy tego z finału MŚ), także i my mieliśmy swoje problemy kadrowe, wynikające z przygotowań mobilizacyjnych. Z tego powodu mimo klasy przeciwnika w podstawowym składzie naszych zawodników znalazło się aż trzech debiutantów, a czwarty pojawił się na murawie w trakcie spotkania. Newralgicznym punktem był środek naszej pomocy, który sprawił, że w tym jednym meczu Polska zastosowała własną wariację systemu WM. Wszystkie gazety zapisały nasze ustawienie w formie 2-3-5, podkreślając jednak pozycję „stoppera”. W teorii miał to być, zgodnie z zamysłem twórcy tego systemu Herberta Chapmana i wdrażającego go Aleca Jamesa, jeden z pomocników wycofany do wspierania działań defensywy. W naszym modelu jednak pozostał on w drugiej linii. Pierwsze próby z grą w tym stylu miały miejsce jeszcze przed pojawieniem się Anglika, kiedy w środku pomocy ofensywnie usposobionego Wasiewicza zastępowano zorientowanym bardziej na destrukcję Nycem. W tym spotkaniu nie mógł on jednak wystąpić. Zastępstwo było sporym zaskoczeniem – padło na Edwarda Jabłońskiego. Zawodnik Cracovii nie dość, że debiutował w kadrze, to dodatkowo po raz pierwszy grał w środku pomocy. Pod nieobecność przede wszystkim Wostala doszło też do przetasowań w ataku. Na flankach szansę dostali kolejni debiutanci – Jażnicki i Cyganek. Zwłaszcza ten drugi, wypatrzony w Fabloku Chrzanów, miał stać się jednym z kluczowych zawodników tego spotkania. Węgrzy, jako pierwszy nasz rywal w meczu międzypaństwowym, zawitali do kraju samolotem. Było to jednak podyktowane względami bezpieczeństwa. W obliczu niepewnej sytuacji międzynarodowej chcieli jak najszybciej opuścić Polskę po meczu. Już przed nim dało się słyszeć drobne narzekania ze strony węgierskiej odnośnie terminu spotkania, który ich zdaniem nie pozwalał na odpowiednie przygotowani fizyczne. Nie zmienia to faktu, że z ich strony każdy spodziewał się zwycięstwa. Pierwsze minuty tylko to potwierdziły. Po chwilowej przewadze Polaków, Węgrzy przejęli inicjatywę. Dzięki szybkim i krótkim podaniom, raz po raz przedzierali się pod nasze pole karne. Słabo wyglądał nasz środek, mający problem z łączeniem obrony i ataku. Piłki po ewentualnych przechwytach były wybijane na ślepo i rzadko zbierane przez naszych napastników. Pomoc z kolei nie zapewniała możliwości krótkiego rozegrania, sama zaś nie stanowiła trudnej do przejścia zapory. 30 minut potrzebowali nasi rywale na zdobycie dwubramkowego prowadzenia po składnych kombinacjach. Chwilę później Polakom udało się jednak zdobyć kontaktowego gola, od którego rozpoczął się teatr jednego aktora. Ernest Wilimowski zaczął raz po raz rozmontowywać defensywę Węgrów indywidualnymi akcjami. Polacy zaczęli grać twardziej, zostawiając rywalom znacznie mniej miejsca niż do tej pory. W efekcie akcje naszych rywali stawały się mniej liczne, coraz częściej odzyskiwaliśmy piłkę wyżej. W środku harował za dwóch Dytko. Właśnie dzięki jego ofensywnym akcjom, Polacy atakowali całą szerokością boiska, rozciągając szeregi rywala. Bardzo często zapuszczał się on w głąb połowy Węgrów, kiedy nasza drużyna miała piłkę, natomiast w momencie jej straty, natychmiast cofał się by wesprzeć defensywę. Z tego względu więcej ataków pozycyjnych tworzonych było naszą lewą stroną. Tutaj również objawił się talent Pawła Cyganka. Wynaleziony przez Kałużę na boiskach A-Klasy zawodnik swoją nienaganną techniką doskonale radził sobie w indywidualnych starciach z rywalami, dzięki dynamice i dryblingom tworzył przewagę, która dawała więcej miejsca innym zawodnikom. Mógł na tym korzystać Wilimowski, który w drugiej połowie był już nieco mniej pilnowany, nawet pomimo tego, że rywale zostali zepchnięci do głębszej i liczniejszej defensywy. O ile Cyganek został cichym bohaterem tego spotkania (choć docenionym przez większość obserwatorów), tak pierwsze skrzypce kolejny raz zagrał Wilimowski. W drugiej połowie dorzucił dwa gole po indywidualnych akcjach. Według części źródeł także czwarty gol padł po tym, jak „Ezi” został sfaulowany w szesnastce po minięciu kilku rywali. „Przegląd Sportowy” w swojej relacji pisze z kolei o strzale Barana zablokowanym ręką. W obu wersjach egzekutorem rzutu karnego jest Piątek. Hat-trick Wilimowskiego wystarczył mu do zastania wg ówczesnych relacji prasowych najlepszym strzelcem w historii reprezentacji, wyprzedzając Józefa Nawrota. Wg aktualnych statystyk, w których nie liczona jest bramka długoletniego piłkarza Legii z uznanego za nieoficjalny meczu z Austrią, nastąpiło to jednak już wcześniej. Po latach to zwycięstwo ocenia się jako wielki sukces, z konkluzją, że przez wojnę doskonały polski zespół nie miał możliwości pokazania swojej klasy. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że przez pierwsze 30 minut nasi zawodnicy nie mieli zbyt wiele do powiedzenia. Węgrzy królowali niepodzielnie i wszystko wskazywało na to, że ten mecz skończy się pogromem. Taktyka z wysoko grającym „stoperem” nie okazała się zbyt skuteczna. Nie udało się poprawnie wdrożyć ustawienia WM, o wskazówkach nauczyciela ze Szkocji szybko zapomniano, po wojnie grając ponownie ustawieniem 2-3-5. Samo zwycięstwo w dużej części można zawdzięczać woli walki i indywidualnym umiejętnościom zawodników, którzy doskonale radzili sobie w pojedynkach. James mógł czuć pismo nosem, że pod względem organizacji gry mimo wszystko kroi się katastrofa. Jego zalecenia na mecz z Węgrami zakładały skupienie się na defensywie i liczenie na szczęśliwy remis.
Wszystko to miało formę przekazu zdalnego, bo Aleca Jamesa nie było już w kraju. Według jednych przekazów wrócił na wyspy po wypełnieniu kontraktu w połowie sierpnia, według innych – nie poczekał na mecz, wyjeżdżając w obawie przed nadchodzącą wojną. A ta już wtedy wisiała w powietrzu. Na trybunach sporo było osób w mundurach a na pomeczowym bankiecie (z którego zresztą goście urwali się tak szybko, że zapomnieli zabrać honoriarium za mecz) płk Kazimierz Glabisz stwierdził, że być może to ostatni mecz przed kolejną wojną. Słowa okazały się prorocze – już kilkanaście dni później dowodził improwizowaną grupą „Kielce”. I choć wszystko zmierzało ku najgorszemu, te 90 minut meczu dało Polakom nie tylko mnóstwo radości, ale też, jeśli wierzyć cytowanym opiniom ze stadionu, wiarę, że skoro dało się wygrać ten mecz, da się wygrać i wojnę. Przy golu na 4-2 jeden z widzów nie wiedząc za bardzo jak zamanifestować radość, zdecydował się otworzyć parasol. A lato było piękne tego roku, ponoć tak upalne jak właśnie dzisiaj…
Dla zainteresowanych podaje jeszcze inne źródło: https://sport.tvp.pl/44111679/polska-wegry-42-1938-piec-dni-przed-westerplatte-wielkie-zwyciestwo-polakow
7
Cóż to był za mecz!
O jednym z najlepszych meczów reprezentacji Polski w jej historii przeczytacie w odpowiedzi na mój komentarz. Życze wszystkim miłej lektury.
@Sensible
@patataj
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Symson
@Pawel13sz
@DaPidejpi
0
@PatrykBarca Ja nie napisałem że nie można. Po drugie to jest serwis klubu FC Barcelona a po trzecie, jak to napisałeś, to nie jest typowe forum piłkarskie tylko rodzaj forum śmietnika ze wszystkich dziedzin a do tego przecież są konkretne strony jeśli się nie myle...
0
@jackdaniels Akurat w tym aspekcie zgodze się z tobą. Jednakże robienie sobie tzw. ,,śmieszków" czy też opisywanie całej sytuacji Manchesteru United na ,,naszej" stronie uważam za niepoważne. Są do tego inne strony internetowe. Czy ja rozpaczam czy też roztrząsam wszystkie problemy moich uwielbianych klubów: Widzewa Łódź i Boca Juniors? Ja wiem że generalnie można pisać na La Rambla wszystko o czym się chce ale osobiście nie wprowadzałbym takie działu na tym serwisie, ponieważ to jest serwis poświęcony FC Barcelonie a nie polityce czy innym głupotom. Jeszcze raz powtórze, są do tego inne portale internetowe a że redakcja na to poszła, no to cóż my możemy? Jedynie dostać bana...
1
Co niektórzy albo nawet i większość widze że tak przeżywaja na La Rambli mecze Manchesteru United że aż głowa mała! No chyba że część z nich jest stuprocentowymi kibicami Czerwonych Diabłów, tyle że na stronie fcbarca.com wygląda to niepoważnie. Przecież z tego co się orientuje to ,,Czerwone Diabły" mają swoją strone internetową. Nieprawdaż?
7
Puchar Gampera wędruje po raz ósmy w ręce Blaugrany:
27 sierpnia 1975 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Feyenoord Roterdam 3:1 w finale Pucharu Gampera po golach Marciala, Sotila oraz Cruyffa.
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Symson
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
1
@Herato Przedewszystkim meksykański bramkarz Antonio Carbajal zaliczył 5 mundiali a poza tym innych nie kojarze...
7
Feliz cumpleaños panie Andersonie Luisie de Souza!
Dzisiaj swoje 45 urodziny obchodzi właśnie Anderson Luis de Souza, ofensywny pomocnik rodem z Brazylii. Sławe zdobył grając w FC Porto, dla którego grał w latach 1999-2004. W 2002 r. otrzymał portugalskie obywatelstwo i zdecydował się na gre w reprezentacji tego kraju. Był największą gwiazdą portugalskiej drużyny, gdy rok po roku wygrywała Puchar UEFA oraz Lige Mistrzów. Ten drugi triumf wywołał prawdziwy exodus najlepszych piłkarzy oraz trenera Jose Mourinho. Wydawało się iż Anderson podąży za swoim trenerem do Chelsea, lecz ostatecznie wylądował na Camp Nou. W przeciwną stronę powędrował Ricardo Quaresma oraz pokaźna suma pieniędzy(kilkanaście milionów euro). Pod koniec 2004 r. Anderson zajął drugie miejsce w plebiscycie Złotej Piłki, przegrywając jedynie z Szewczenką. Bardzo szybko zaadoptował się w zespole Franka Rijkaarda i był jedną z gwiazd drużyny, która w latach 2005/06 zdobyła 5 trofeów. Poza walorami technicznymi doceniano olbrzymią pracowitość naturalizowanego Portugalczyka(w meczach regularnie przebiegał ponad 12 kilometrów). W FC Barcelonie zdobył ogółem 20 goli i zaliczył 37 asyst w 161 meczach. Niektóre źródła przypisują mu większą zdobycz bramkową(22), gdyż Anderson miał wyjątkowe szczęście do goli po rykoszetach, a zazwyczaj takie gole wywołują kontrowersje w momencie ustalania strzelca. Po fatalnym sezonie 2007/08 był jednym z piłkarzy, których odejścia zażądał Pep Guardiola. W efekcie Anderson trafił do Chelsea, gdzie spotkał Luisa Felipe Scolariego, dawnego trenera reprezentacji Portugalii. W sierpniu 2013 r. zakończył piłkarską karierę.
@Ogorinho1974
@Symson
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Sensible
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@patataj
@DaPidejpi
8
Z serii Blaugrana w Superpucharach:
26 sierpnia 2011 r. FC Barcelona zdobyła Superpuchar Europy. 36 mecz o to trofeum rozegrano na Stade Lluis II w Monaco. Naprzeciwko siebie stanęły Barça oraz FC Porto. W 39 minucie Messi wykorzystał fatalny błąd piłkarzy Porto, którzy w praktyce podali mu piłke, stwarzając sytuację sam na sam i Argentyńczyk nie miał problemów z pokonaniem Heltona. W 88 minucie rywali dobił rezerwowy w tym meczu- Fabregas. Porto kończyło ten mecz w dziewiątke po czerwonych kartkach dla Rolando(po dwóch żółtych) oraz bezpośredniej dla Guarina.
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Symson
@Sensible
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@patataj
17
Historyczne osiągnięcie:
26 sierpnia 2008 r. Wisła Kraków na stadionie przy Reymonta, pokonała FC Barcelone w ramach eliminacji Ligi Mistrzów 1:0. ,,Biała Gwiazda” to jedyna Polska drużyna, której udało się pokonać Dume Katalonii. Jedynego gola w rewanżowym meczu zdobył Brazylijczyk Cleber, popisując się świetną główką po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Wiślacy przegrali jednak pierwsze spotkanie 4:0, było to więc pyrrusowe zwycięstwo.
@MesQueUnClub96
@patataj
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Sensible
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@Symson
18
Zapomniane legendy FC Barcelony:
26 sierpnia 1961 r. zadebiutował w barwach Blaugrany Jose Zaldua, znakomity napastnik z lat 60-tych. Miało to miejsce w meczu Copa Ramon de Carranza z Rivert Plate Buenos Aires. Zaldua rozegrał oficjalnie 361 spotkań w koszulce Dumy Katalonii. Łącznie zdobył w nich 178 goli. Najlepszy okazał się dla niego pierwszy sezon, w którym zapisał na swoim koncie 27 goli w 46 meczach. Pamiętajmy również że Zaldua jako pierwszy zawodnik FC Barcelony zdobył pięć goli(!) w międzynarodowym meczu klubowym o punkty. Dokonał tego 6 października 1965 r. w spotkaniu przeciwko FC Utrecht w ramach pierwszej rundy Pucharu Miast Targowych.
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Symson
@Sensible
@patataj
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
10
Z serii Blaugrana w Superpucharach:
25 sierpnia 2006 r. FC Barcelona poległa w meczu o Superpuchar Europy z FC Sevillą. To miał być czwarty puchar Blaugrany w 2006 r. po wygraniu mistrzostwa kraju, Ligi Mistrzów oraz Superpucharu Hiszpanii. Niespodziewanie piłkarze FC Sevilli po zdobyciu Pucharu UEFA, nie dali najmniejszych szans podopiecznym Franka Rijkaarda, zwyciężając pewnie 3:0. Oglądając tamten mecz byłem wręcz w szoku jak to możliwe że dysponując takimi piłkarzami jak Valdes, Puyol, Marquez, Sylvinho, Deco, Xavi, Ronaldinho, Eto’o czy wreszcie Messi, można polec aż tak gładko!?
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@patataj
@DaPidejpi
@Symson
@Sensible
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
11
Wymarzony debiut o punkty:
25 sierpnia 1996 r. Luis Nazario de Lima(czyli Ronaldo) strzela w barwach Blaugrana w debiucie o stawke 2 gole(5 i 89 minuta) w Superpucharze Hiszpanii przeciwko Atletico Madryt. Był to pierwszy mecz o Superpuchar zakończony zwycięstwem Barçy 5:2. W meczu rewanżowym Ronaldo nie zagrał.
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@patataj
@Sensible
@Pawel13sz
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Symson
@Lionel_Messi10
1
@kubix05 Ja piłem jeszcze za czasów podstawówki, natomiast w zawodówce już sobie nie przypominam takich butelek...
13
Był sobie puchar:
25 sierpnia 1989 r. FC Barcelona wygrała Trofeum Ciutat de Barcelona. Pojedynki te są organizowane przez Espanyol Barcelona od 1974 r. Barça została raz zaproszona na takie spotkanie i wygrała mecz z Espanyolem na Estadio de Sarria 1:2 dzięki golom Ernesto Valverde i Julio Salinasa.
@Ogorinho1974
@Symson
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Sensible
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@patataj
24
Kochani cules, 25 sierpnia 1999 r. w barwach Dumy Katalonii zadebiutował Carles Puyol Saforcada. Miało to miejsce w meczu o Puchar Gampera ze Sportingiem Lisbona wygranym przez Barçe 3:1 po golach Figo, Daniego oraz Dehu. FC Barcelone prowadził wówczas Luis Van Gaal. Popularny ,,Tarzan” rozegrał pełne 90 minut.
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@patataj
@NaFazieHitman
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Symson
0
@P33ck Człowieku ty sobie żarty stroisz? Czy jesteś nienormalny jakiś?