FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
Kochani kibice, mam do was 2 pytania. Pierwsze to czy jest jakaś szansa..; to znaczy szansa zawsze jest, tylko czy Atletico jest w stanie dzisiaj urwać choćby jeden punkt Realowi Madryt? ponieważ postawiłem na jednym kuponie Atletico z podpórka a na drugim remis. A na koniec chciałbym zapytać o nasz mecz w Lidze mistrzów z Interem Mediolan. Otóż ostatni mecz graliśmy z Bayernem we wtorek a ten z Interem też gramy we wtorek, zgadza się? Tylko z jakiego powodu drugi raz z rzędu gramy we wtorek? skoro zawsze było na przemian, raz wtorek, drugi raz w środe. Gdybyśmy grali w środe to obejrzałbym sobie w polskiej telewizji a tak to chyba.... wykupie sobie w końcu kablówke
10
Debiut żywej legendy w europejskich pucharach:
18 września 1991 r. Josep Guardiola debiutuje w europejskich pucharach wygranym meczem 3:0 z Hansą Rostock w pierwszej rundzie Pucharu Mistrzów. Johan Cruijff pozwolił Pepowi rozegrać pełne 90 minut. Gole z Hansą zdobyli: Michael Laudrup(2) oraz Jon Andoni Goikoetxea
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@MesQueUnClub96
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
0
@Barca1922 Nie no, chyba żartujesz? W końcu to zupełnie inny przypadek niż Luis Figo! Wielka szkoda że grał u ,,nas" tylko jeden sezon. Ja go widziałem w akcji tylko na mistrzostwach świata w 1998 i 2002, no i w którymś meczu Ligi Mistrzów ale to wystarczyło żeby przecierać oczy ze zdumienia, jakim był fenomenalnym napastnikiem...
10
Feliz cumpleaños panie Luisie!
Dzisiaj swoje 46 urodziny obchodzi Luis Nazario de Lima, jeden z najlepszych napastników w historii futbolu. Kariere zaczynał w Cruzeiro Belo Horizonte, skąd już w 1994 r. trafił do PSV Eindhoven. W Holandii zrobił furore będąc królem strzelców już w debiutanckim sezonie(30 goli!). W kolejnym roku rozgrywek borykał się z kontuzją kolana, lecz i tak zdobył 19 goli w 21 meczach. Już wtedy był na celowniku największych drużyn Europy i ostatecznie trafił do FC Barcelony. Na Camp Nou stał się największą gwiazdą zespołu a do niewiarygodnej statystyki 47 goli w 49 meczach(z czego 34 w La Liga) nie zbliżył się ani grający wcześniej Romario, ani występujący później Rivaldo oraz Ronaldinho. Te liczby poprawił dopiero Lionel Messi. Młody Ronaldo przypominał zresztą pod wieloma względami Argentyńczyka, dysponując bajeczną techniką, fenomenalnym przyspieszeniem i niezwykłym instynktem strzeleckim. Niestety nie miał szczęścia do agentów, którzy mieszali w głowie młodej gwieździe chcąc zarobić jak najwięcej pieniędzy na jego transferach. Prezydent FC Barcelony był już dogadany na wieloletni kontrakt z objawieniem światowego futbolu, lecz w ostatniej chwili rozmowy zerwano i zaledwie po jednym sezonie Ronaldo opuścił Katalonię na rzecz Interu Mediolan za rekordową wówczas sume 27 milionów dolarów. Pod koniec 1997 r. Brazylijczyk otrzymał ,,Złotą Piłke France Football”, lecz zaledwie po roku gry na San Siro zaczęły się jego permanentne problemy ze zdrowiem, przede wszystkim z kolanami. Doszło do tego że w sezonie 2000/2001 nie rozegrał ani jednego meczu a przez 5 lat w Interze nie uzbierał nawet 100 występów. Wrócił jednak w wielkim stylu do czołówki piłkarzy świata na Mundialu w Korei i Japonii 2002, gdzie został mistrzem Świata i królem strzelców turnieju, co zaowocowało transferem do Realu Madryt. W barwach ,,Królewskich” ponownie zdobył korone króla strzelców La Liga, lecz jego kolana wytrzymały gre na najwyższym poziomie tylko przez 3 sezony. W styczniu 2007 r. w wieku 30 lat trafił do Milanu, lecz był już wtedy cieniem samego siebie. W 2009 r. przeniósł się do brazylijskiego Corinthians, gdzie po 2 latach zakończył karierę.
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
@Symson
0
@reloaded O Gavim nic nie pisałem. Mówisz że będzie z niego pociecha? Pożyjemy zobaczymy, obyś miał racje bo mnie jego gra na pograniczu czerwonej kartki nie przekonuje...
0
@pt9 Co z tego że za darmo, jak może nam spieprzyć nie jeden mecz. No chyba że Xavi bedzie szybko reagował na jego ,,popisy".
0
Powiem wam że nie podoba mi się Frank Kessie. Gra za ostro i jeśli Xavi go nie utemperuje to będzie łapał czerwone kartki i ewentualnie pozbawiał nas wygranych. I nie mówie tylko o dzisiejszym meczu...
4
Robert Lewandowski dzięki dzisiejszym 2 golom prześciga w klasyfikacji strzelców pierwszoligowych o jednego gola Luisa Alberto Suareza(który gra dzisiaj mecz) oraz Rivaldo, gromadząc 352 gole. Do Hugo Sancheza traci tylko 4 gole.
1
@Janiama No ja tym razem typuje wynik 5:1, oczywiście dla Barcuni
0
@IAmLegend Moim klubem RTS! Cała La Rambla niech o tym wie! Vamos Czerwona Armio!
1
@Lionel_Messi10 Co za początek! Nawet nie zdążyłem włączyć strima...
Vamos Pepito!
Vamos City!
7
Wybitne postacie FC Barcelony:
17 września 1886 r. urodził się Otto Helmut Gmelin, niemiecki kupiec, działacz i sędzia sportowy oraz tenisista. Przede wszystkim Gmelin był prezydentem FC Barcelony przez ponad rok(do listopada 1910). Za rządów Gmelina Blaugrana zdobyła pierwszy w dziejach Puchar Króla Hiszpanii i mistrzostwo Katalonii. Duma Katalonii wygrała również wtedy pierwszy raz w historii mecz z profesjonalną angielską drużyną Corinthians Cardiff(4:1). Otto starał się również odejść od futbolu czysto towarzyskiego pomiędzy kibicami. Jednocześnie dążył do powstania grup stałych fanów, którzy chcieliby oglądać każdy mecz swojej drużyny. Po zakończeniu kadencji wszedł do zarządu i oddał stery Joanowi Gamperowi. W tym samym czasie stał się członkiem hiszpańskiego stowarzyszenia arbitrów.
@DaPidejpi
@patataj
@Sensible
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Symson
9
@FCBparasiempre Dziś piłkarze zarabiają miliony. Obce są im trudności dnia codziennego. Dawniej sportowcy martwili się, jak pogodzić ciężką pracę w fabryce z graniem w piłkę. Teraz niemałym problemem jest wybór nowego (zazwyczaj kolejnego) samochodu. W poprzednim stuleciu nierzadko piłkarze nie tylko pracowali, trenowali, ale sięgali po broń. Wielu z nich walkę o wolność kraju przypłaciło życiem. Poznajcie historię, w której brzmi jedno wspólne słowo – Katyń. Katyń – słowo, które do dziś wzbudza mnóstwo emocji. Przez wiele lat starano się ten niechlubny fakt historyczny skutecznie wymazać ze świadomości. Działania rodaków w niełatwych czasach poprzedniego systemu pozwoliły jednak, by prawda o tej zbrodni ujrzała światło dzienne. Dziś to my nosimy brzemię odpowiedzialności, aby pamięć o zamordowanych przetrwała. Współczesne dane mówią o tym, iż spośród niespełna 22 tysięcy zabitych Polaków, udokumentowanych jest ponad 260 osób powiązanych ze światem sportu. Wśród nich – Adam Kogut i Adam Obrubański. Poznajcie tragiczną historię piłkarzy, których łączy więcej niż myślicie.
Adam Kogut
Adam Kogut przyszedł na świat w 1895 roku w Krakowie. Właśnie z tym miastem był związany przez większość sportowej kariery. Nazwisko doskonale odzwierciedlało jego charakter, który często przysparzał mu problemów na boisku. Niezwykle waleczny i zadziorny zawodnik nie znosił kompromisów. Pierwsze piłkarskie szlify zdobywał w miejscowym Robotniczym Klubie Sportowym, następnie w Polonii i Krakusie. W wieku 19 lat wstąpił w szeregi Cracovii, gdzie grał głównie w rezerwach. Wybuch I wojny światowej zahamował jego przygodę z drużyną Pasów. Pewnym jest, że w latach 1914-1918 wystąpił w dwóch meczach. Być może rozegranych spotkań było więcej, ale ze względu na brak danych są to jedynie domysły. Kogut w okresie wojennym sprawował za to funkcję kierownika i zawodnika 5. Pułku Piechoty Legionów. W 1917 roku walczył na froncie włoskim pod sztandarem armii austriackiej, do której został wcielony wraz z innymi żołnierzami Legionów. Wracając, został pojmany i uwięziony w celi w Stanisławowie, gdzie przebywał do czerwca 1919 roku. Po odzyskaniu wolności wstąpił w szeregi Wojska Polskiego. Wznowił również karierę piłkarską. Cracovię zamienił jednak na Wisłę, choć tylko na jeden sezon. Co ciekawe, w tym samym czasie barw Białej Gwiazdy bronił Adam Obrubański – drugi bohater tego artykułu. Nikt wówczas nie spodziewał się, że ich losy skrzyżują się raz jeszcze, w zupełnie innych okolicznościach niż boisko piłkarskie. 22 czerwca 1919 roku Kogut wystąpił w barwach Wisły przeciwko Pogoni Lwów. Podopieczni legendarnego Henryka Reymana wygrali z lwowskim zespołem aż 5-1. Warto w tym miejscu nadmienić, iż ukraińska dziś drużyna niedawno przypomniała o sobie polskim kibicom piłkarskim. Wystąpiła bowiem w pokazowym meczu z Łódzkim Klubem Sportowym. Spotkanie zostało zorganizowane z okazji otwarcia nowego stadionu ŁKS-u – klubu, który przyczynił się do powstania Ligi Polskiej w 1927 roku i w którego barwach grał także Adam Obrubański. Niespełna miesiąc po meczu we Lwowie, Adam Kogut zagrał przeciwko „swojej” Cracovii. Obecność na boisku zaznaczył cudownym trafieniem z rzutu wolnego. Strzelił również bramkę w kolejnym spotkaniu z Pogonią Lwów, zremisowanym 5:5. Cracovia, Wisła, ŁKS i Pogoń Lwów to zespoły bardzo ważne w historii polskiej międzywojennej piłki nożnej. Do wybuchu II wojny światowej, drużyny te zdobyły wiele tytułów mistrzowskich lub zajmowały miejsca w pierwszej trójce. Pomimo dobrej postawy, przygoda Koguta z Wisłą nie trwała długo. W listopadzie zarząd Białej Gwiazdy podjął decyzję o wykluczeniu zawodnika z zespołu. Powód? Niesportowe zachowanie, niegodne zawodnika klubu, o którego decyzjach decydowali wówczas m.in. dumni żołnierze Wojska Polskiego. Piłkarz wyruszył do Warszawy, gdzie został wysłany na kurs sportowy. Następnie powrócił do Cracovii, w której pozostał do 1923 roku. Jeżeli wierzyć ówczesnym statystykom – strzelił w tym okresie 75 bramek w 73 meczach. Takiego wyniku nie powstydziłby się żaden napastnik, a wynik Koguta jest tym bardziej imponujący, iż grał przede wszystkim w pomocy. Podczas drugiego, bardziej udanego podejścia w „Pasach”, zawodnik dał się poznać także z innej strony. Zadziornym „kogutem” był także na boisku, co pomagało mu na pewno w zdobywaniu goli, jak również bardzo często sprawiało problemy. 7 lipca 1921 roku zagrał w tzw. reprezentacji Krakowa przeciwko węgierskiemu zespołowi Ujpesti. Polacy ulegli 1-3, a krakowianin (wraz z Henrykiem Reymanem) został wyrzucony z boiska za głośne protesty przeciw pracy sędziego. Mecz bowiem był bardzo brutalny i zawodnik nie mógł pogodzić się z biernością arbitra wobec agresji węgierskich piłkarzy. Rok później wystąpił w reprezentacji Polski przeciwko Szwecji. Był to jego jedyny występ w biało-czerwonych barwach. Gola nie zdobył, ale brał udział w pierwszym oficjalnym historycznym zwycięstwie piłkarskiej reprezentacji Polski. W listopadzie 1922 roku Adam Kogut ponownie przypomniał kibicom o swoim krnąbrnym charakterze. Podczas towarzyskiego spotkania Cracovii z Wawelem, piłkarz został wyrzucony z boiska za znieważenie sędziego. Był to jeden z najgłośniejszych skandali w polskim futbolu przed wybuchem II wojny światowej. Za nazwanie arbitra „ślepym” piłkarza czekała półroczna dyskwalifikacja. Karierę piłkarską utrudniła w dodatku kontuzja – złamanie obojczyka. Zawodnik jednak nie załamał się i rozwijał w tym czasie w innych dziedzinach – zdał maturę (co ciekawe – w ŻEŃSKIM Seminarium Nauczycielskim w Krakowie) i awansował do stopnia kapitana. Od 1923 roku, tj. od momentu zakończenia okresu dyskwalifikacji, jego życie przypominało tułaczkę. Reprezentował barwy różnych klubów – m.in. Polonię Przemyśl, Czarnych Radom, czy II zespół krakowskiej Wisły. Stałe miejsce zamieszkania utrudniały obowiązki związane z życiem żołnierza. W latach trzydziestych ślad piłkarskiej kariery Koguta się urywa. Nie ma żadnych wiarygodnych źródeł potwierdzających jego aktywność sportową.
Adam Obrubański
Utożsamianie Adama Obrubańskiego jedynie z karierą piłkarską, byłoby karygodnym zaniedbaniem. Urodzony trzy lata wcześniej od swojego imiennika Koguta, przyszedł na świat na terenie obwodu tarnopolskiego. Był niezwykle wszechstronnym człowiekiem. Jego zdolności wykraczały daleko poza sferę sportową. W 1932 roku uzyskał tytuł doktora praw, będąc jednocześnie absolwentem prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zajmował się także dziennikarstwem – pisał dla bardzo popularnego wówczas „Ilustrowanego Kuryera Codziennego”. Jak można przeczytać na stronie „Historia Wisły”, był to jedyny polski tytuł okresu międzywojennego, który znajdował się w ciągłej sprzedaży i jego dostępność przekraczała 2000 miejsc w Europie. Pełnił także rolę redaktora naczelnego sportowego tygodnika „Raz Dwa Trzy”. Można określić go również „Gallem Anonimem” krakowskiej Wisły. Dzięki jego kronikom do dziś zachowało się mnóstwo informacji dotyczących początków Białej Gwiazdy. Przygodę z futbolem rozpoczął w 1908 roku w barwach AZS Kraków. Pomimo młodego wieku był nie tylko zawodnikiem, ale również klubowym działaczem. Mając 18 lat wraz ze znajomymi założył drużynę akademicką, którą zlikwidowano w 1912 roku ze względów wychowawczych. Był to jedyny przypadek w historii polskiej piłki nożnej, by z takiego powodu rozwiązać zespół. Obrubański tłumaczył wówczas, że był rozczarowany odejściem od idei czystego sportu, której tak był wierny. Decyzja ta, na pewno niełatwa, świadczy o jego prawości i dojrzałości. W 1914 rozpoczął swoją przygodę z Wisłą Kraków, z którą był związany przez większość piłkarskiej kariery. Można pokusić się o stwierdzenie, że gdyby nie życie żołnierza, które zmuszało go do wyjazdów, w Krakowie zostałby od początku do końca. Właśnie przez obowiązki wojskowe trafił w 1920 roku do ŁKS-u. W Łodzi również dał się poznać z jak najlepszej strony – był kapitanem, grającym trenerem i współautorem triumfu w rozgrywkach Łódzkiego Okręgu. Adam Obrubański był prawdziwym człowiekiem orkiestrą. Jako pierwszy Polak sędziował mecz rangi międzynarodowej (Węgry-Austria w Budapeszcie). Ceniono go przede wszystkim za bezstronność podczas prowadzenia spotkań. Świadczyć może o tym mecz o finał Mistrzostw Polski z 1921 roku. Jego ukochana Wisła przegrała wówczas z największym rywalem – Cracovią, aż 0-5. Obrubański nie zrobił jednak nic, co mogłoby sugerować o faworyzowaniu Białej Gwiazdy. W latach 1924-1925 znajdował się na oficjalnej liście arbitrów FIFA. W tym samym roku pełnił też funkcję samodzielnego kapitana związkowego, czyli stricte – selekcjonera reprezentacji Polski. Rolę tę sprawował jedynie przez cztery spotkania – trzy z nich przegrał, jedno wygrał. Po zakończeniu kariery zawodniczej wstąpił w struktury kierownicze sekcji piłkarskiej Wisły Kraków w 1929 roku. Ciekawe jest to, iż nie była to jedyna sekcja spośród gier zespołowych, którą kierował. Jego rola sprowadzała się m.in. do szukania talentów, choć zakres jego zasług względem krakowskiego zespołu, wykracza daleko poza nałożone obowiązki. Był także jednym ze współtwórców sukcesu z 1927 roku, kiedy to Biała Gwiazda zdobyła pierwsze w historii mistrzostwo. Wyczyn ten powtórzono rok później. Obrubański mógł czuć się podwójnie spełniony, gdyż w dużej mierze dzięki jego inicjatywie utworzono w tymże wspomnianym sezonie oficjalną polską ligę piłkarską, powstałą na wzór tych europejskich. Przeciwni temu projektowi byli m.in. włodarze Cracovii, którzy na znak protestu, wycofali się z pierwszych historycznych rozgrywek. Adam Obrubański walczył o jak najlepsze warunki dla rozwoju krakowskiego sportu, przez co nierzadko popadał w konflikty z PZPN-em, którego włodarzy posądzał o protekcję na rzecz Warszawy. Działał również w Polskim Komitecie Olimpijskim. Był prezesem Związku Dziennikarzy Sportowych w Krakowie i wiceprezesem Związku Dziennikarzy Polskich w Rzeczypospolitej Polskiej. Kiedy nie działał na rzecz polskiego futbolu, służył polskiej armii jako zawodowy oficer, następnie kapitan rezerw, dowódca plutonu i członek kontrwywiadu.
Katyń
Adama Koguta i Adama Obrubańskiego łączy znacznie więcej niż imię i czasy, w których przyszło im żyć. Ich drogi są łudząco podobne zarówno w sferze sportowej, jak i wojskowej. Obaj związani piłkarsko z Krakowem. Wcieleni do austriackiej armii, następnie weszli w szeregi Wojska Polskiego. Brali udział w słynnej kampanii wrześniowej. Przez jeden sezon grali wspólnie w barwach Białej Gwiazdy, choć Kogut zdecydowanie bardziej związany był z Cracovią, Obrubański zaś – z Wisłą. Wydaje się jednak, że umrzeć powinni właśnie tam, gdzie dla dobra kraju i polskiego sportu sił poświęcili najwięcej – w Krakowie. Los chciał jednak inaczej. Spotkali się ponownie w miejscu, które na zawsze pozostanie najbardziej tajemniczym i najtragiczniejszym w naszej historii. Była to ich ostatnia podróż. W obu przypadkach nie są znane okoliczności, w jakich zostali wzięci do sowieckiej niewoli. Wiadomym jest jednak, że zanim zostali zamordowani w lasku katyńskim, byli przetrzymywani w Kozielsku jako jeńcy wojenni. W 2007 roku podczas uroczystości upamiętniających zbrodnię katyńską zostali pośmiertnie odznaczeni przez prezydenta RP, odpowiednio – Obrubański stopniem kapitana, Kogut – stopniem majora.
Adam Obrubański i Adam Kogut to postaci wyjątkowe. Bohaterowie, żołnierze, patrioci i prawdziwi sportowcy. Ich dokonania świadczą najlepiej o tym, jakimi wspaniałymi ludźmi byli. Przedstawione historie są zaledwie dwiema spośród niemal 22 tysięcy istnień, które swój żywot zakończyły w wyniku bestialskiego mordu sowieckiej armii. Rok 1940, sumiennie tuszowany, był, jest i będzie jednym z najczarniejszych w historii Polski. Nie możemy nigdy o tym zapomnieć. Właśnie ze względu na takich ludzi jak Obrubański i Kogut, którzy byli kimś znacznie więcej, niż dobrymi piłkarzami. Mam nadzieję, że udało mi się Was do tego przekonać – by pielęgnować naszą historię. Taki był cel. My jesteśmy im to winni…
10
O pewnym brzasku w katyńskim lasku, strzelali do nas Sowieci…(czytajcie w odpowiedzi na mój komentarz):
@Symson
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj
23
Niezapominamy!
17 września 1968 r. urodził się Francesc(Tito) Vilanova, doskonale znany wszystkim cules były piłkarz i trener. Ponad 8 lat temu po długiej walce z nowotworem ślinianki odszedł Tito Vilanova. Kataloński trener jest wciąż obecny w pamięci i sercach socios i cules FC Barcelony na cały świecie.
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi
9
Debiut żywej legendy w Lidze Mistrzów:
16 września 1998 r. Xavi Hernandez debiutuje w Lidze Mistrzów meczem z Manchesterem United na Old Trafford zakończonym remisem 3:3. Xavi pojawił się na boisku w 67 minucie zastępując Brazylijczyka Giovanniego. Szanse debiutu otrzymał Xavi od trenera Luisa Van Gaala.
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@DaPidejpi
12
Kultywowanie wartości klubowych:
16 września 1993 r. jedną z ulic Barcelony nazwano imieniem i nazwiskiem legendarnego Josepa Samitiera. Popularny ,,Sami” jest jednym z nielicznych piłkarzy Barçy, który dostąpił zaszczytu posiadania ulicy swego imienia w Barcelonie. Znajduje się ona w Zona Universitaria, miedzy aleją Doctor Marañon a ulicą Baldiri Reixac, nie daleko Mini Estadi. Josep Samitier, zaszczyt posiadania ulicy ze swoim nazwiskiem dzieli z innymi wielkimi postaciami barcelonizmu: Ladislao Kubalą, Ricardo Zamora, Joanem Gamperem i Josepem Suñolem. To ,,Forum Samitier”, stowarzyszenie utworzone w 1990 r. w celu prowadzenia debat wokół sportu i FC Barcelony, kierowane przez Jaumego Llaurado, było pomysłodawcą kampanii aby urząd miasta nadał jednej z ulic nazwisko barcelońskiego piłkarza. Wreszcie rankiem 16 września 1993 r. ulica Josepa Samitiera została oficjalnie otwarta. W uroczystej chwili udział wzięli: burmistrz miasta Pasqual Maragall, prezydent Barcelony Josep Lluis Nuñez a także sam Llaurado. Obecni byli również: Valentina Soler, wdowa po piłkarzu, wielu byłych zawodników Barçy oraz Alfredo Di Stefano, bliski przyjaciel Samitiera.
@Sensible
@patataj
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Symson
8
W europejskich pucharach po raz pierwszy:
16 września 1970 r. FC Barcelona pokonała GKS Katowice 1:0 w ramach 1/32 Pucharu Miast Targowych. To był pierwszy mecz Blaugrany w historii o stawke z polskim zespołem i pierwsza wizyta w Polsce. Podróż Barcelony do Polski była drogą przez męke(z Barcelony samolotem przez Monachium i Wiedeń do Warszawy, potem autokarem do Katowic). Jedynego gola w tym meczu strzelił Carles Rexach w 82 minucie. Bilet na mecz kosztował 25 złotych(75 peset) i obowiązywał również na spotkanie Ruchu Chorzów z Fiorentiną, który rozpoczynał się tuż po zakończeniu meczu katowiczan z Barceloną. W rewanżu w stolicy Katalonii GKS niespodziewanie prowadził 0:2 ale Barça odwróciła losy spotkania w drugiej połowie wygrywając 3:2.
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Symson
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Sensible
@DaPidejpi
7
@FCBparasiempre Wacław Kuchar wychował się w rodzinie pochodzenia węgierskiego. W zasadzie to długo sam o tym nie wiedział. Pewnego razu przeszukał wszystkie zakamarki rodzinnego domu i po przejrzeniu sterty rodzinnych pamiątek dowiedział się, że jego pradziadek, Bela Keler był węgierskim kompozytorem. Z kolei jego babcia, pół-Węgierka, pół-Morawianka, wyszła za rodowitego Węgra – Carolusa Kuchara, który zajmował się stawianiem mostów dla kolei żelaznych. Później urodził się jego ojciec Ludwik (nazwany później „najbardziej usportowionym ojcem w historii polskiego sportu”), który wyruszył do Krakowa, gdzie ukończył szkołę handlową. Tam zakochał się i ożenił z Ludwiką Drzewiecką a owocem ich miłości było ośmioro dzieci. A jednym z nich był właśnie Wacław. Nasz bohater urodził się 16 września 1897 roku. Jedenaście lat później państwo Kucharowie postanowili przeprowadzić się do Lwowa, gdzie ojciec Ludwik zapisał swoje dzieci do „Sokoła”, czyli Towarzystwa Gimnastycznego. Trójka starszych braci zaczęła interesować się gimnastyką. Nic dziwnego, że młody Wacek próbując pójść w ich ślady, wkradał się na halę sportową, aby móc podpatrzeć działania swojego rodzeństwa. Marzył o tym, aby także kiedyś spróbować swoich sił w tej dyscyplinie. Postępował sprytnie. Przez cały tydzień zachowywał się bardzo cicho, aby bracia zabrali go ze sobą na trening i w końcu się udało. W taki to sposób zaczęła się jego przygoda z gimnastyką, którą uprawiał dosłownie wszędzie. Próbował nawet w domowym ogrodzie z drzew zrobić „drążek”, jednak ojciec szybko sprowadził go na ziemię, ciesząc się jednocześnie z entuzjazmu, jaki bił od syna. W 1904 roku Wacek poszedł do szkoły. Przeważnie drogę, którą musiał przebyć, pokonywał truchtem. A były to dla niego tylko lub aż trzy kilometry. Przez te lata doskonalił swoją kondycję, a także kształtował swoje umiejętności, próbując sił w nowych dyscyplinach. Sam opowiadał, że prawdopodobnie talent przekazali mu w genach rodzice. Dzięki temu wystarczyło, żeby raz zobaczył, jak ktoś skacze wzwyż stylem nożycowym, a on po prostu go powtarzał. W 1907 roku stała się rzecz historyczna. Rodzice Wacka zaczęli zarządzać klubem sportowym, który powstał z połączenia KGS IV Gimnazjum z „Lechią”. Tak swój żywot rozpoczął Lwowski Klub Sportowy Pogoń. Po czasie zainteresowania Wacka zwróciły się ku piłce nożnej. Jak nie trudno się domyślić, bracia już całkiem dobrze opanowali sztukę posługiwania się futbolówką , więc i młody chciał spróbować swoich sił w tej dyscyplinie. Początkowo kopał podwórkową szmacianke, potem skórzaną skorupę, zszytą bardzo grubo z cholew starych butów. W końcu ojciec postanowił zakupić Wackowi piłkę, taką prawdziwą. Dał za nią 21 koron, czyli równowartość wówczas ośmiuset jaj! Początkowo młody Kuchar ostro trenował na przerwach szkolnych w klubie „Olimpia”, który założył wraz z kolegami ze szkoły. Zapisał się później do klubu sportowego „Sparta”, jednak był za młody, aby tam grać. Postanowił więc stworzyć kolejną własną drużynę o nazwie „Gloria”, kopiąc z kolegami po lekcjach. Skąd Wacek umiał tak wiele? Zwinny, gibki, lubuje się w efektownych zwodach, szybkich przebojowych rajdach i zaskakujących, celnych strzałach. Nikt nie miał do niego pretensji, bo nigdy nie faulował, co zostało mu jako zasada na zawsze… Właśnie: dżentelmeństwo oraz ambicja objawiająca się jako ofiarność.. – Jacek Bryl „Wacław Kuchar” Od urodzenia miał talent. Pomagało mu również to, że miał starszych braci. Na ich meczach czy treningach stawał za bramką, słuchał, analizował, a potem sam wprowadzał poprawki do swojej gry. Po czasie włączono drużyny Wacka „Olimpie” i „Glorie” do rozgrywek juniorów Pogoni. Jego potencjał dostrzegł „Jaśko” Kammerer, który powiedział komu trzeba, aby awansować go do trzeciej drużyny, a po tygodniu Wacek grał już w pierwszej. W 1912 roku jeden z napastników Pogoni się rozchorował. Znów Kamerer poprosił o skorzystanie z usług młodzieńca. Kuchar debiutował więc w wieku 15 lat w pierwszej drużynie i to w meczu, w którym Pogoń rozniosła swojego przeciwnika 7:1 a on sam strzelił trzy gole w tym spotkaniu i stał się ważną postacią Pogoni na lata. Kolejnym meczem, w którym potwierdził swoją wysoką klasę, było starcie z Cracovią podczas otwarcia stadionu Pogoni. Wówczas 16-letni Kuchar strzelił dwie bramki. Potem szło już z górki i ostatecznie podczas swojej całej kariery, strzelił ponad 1000 bramek. Wacław był jednym z pierwszych piłkarzy, który zderzył się ze zawodowstwem. No, może prawie pierwszym, bo w rzeczywistości nie do końca tak było. Matka Wacława powiedziała, że za każdą strzeloną bramkę dostanie 5 koron. Po jednym z meczów przyszedł i powiedział, iż strzelił aż 5 bramek. Do wypłaty 25 koron jednak nie doszło. Ojciec Ludwik w zamian za pieniądze dał synowi srebrny zegarek z dewizką, tym samym utrzymując „amatorstwo” na swoim poziomie. Jak wiemy, dawniej dostawano deputaty, więc zegarek można było uznać za formę podarunku od fana, prawdziwego kibica, którym był ojciec. Wzór fair play – Wacław Kuchar. Koszulkę z Orłem na piersi Kuchar wkładał aż w czterech dyscyplinach sportowych: hokeju, łyżwiarstwie szybkim, lekkoatletyce oraz piłce nożnej, którą kochał najbardziej. Grał nawet w pierwszym meczu reprezentacji przeciwko Węgrom w 1921 roku. W tym spotkaniu przylgnęła do niego łatka „boiskowego dżentelmena”. Nasz bohater w 22 minucie spotkania mijając węgierskiego bramkarza, przypadkowo go uderzył. Stanął sam naprzeciw pustej bramki, lecz pozostawił futbolówkę, aby podejść i przeprosić golkipera gospodarzy. W tym czasie obrońca zdążył wybić piłkę. Czyn ten pokazał, że szacunek do rywala jest bardzo ważny. Kuchar brał również udział w igrzyskach olimpijskich w 1924 roku, gdzie reprezentacja Polski odpadła po przegranym meczu 0:5 właśnie z Madziarami. Pomimo fatalnego wyniku francuska prasa uznała Wacława za najlepszego zawodnika tego spotkania. W reprezentacji aż dwadzieścia sześć razy. Od pierwszego do trzydziestego czwartego występu biało-czerwonych. Grał w 1126 meczach. Olimpijczyk. Zdobył 1065 goli – ponad połowę tego, ile nastrzelały w tych meczach jego drużyny. 1065 goli!… Więcej niż Pele! – Jacek Bryl „Bohaterowie Stadionów – Wacław Kuchar”. Od piłki nożnej Wacka odciągnęła pierwsza wojna światowa. Wysłany został na front rosyjski pod Brzezany. Jednak nawet wtedy starał się nie tracić kontaktu ze sportem. Powoływano go czasem na mecze piłkarskie, brał również udział w zawodach żołnierskich. Z Pogonią Lwów Wacław czterokrotnie świętował tytuł mistrza Polski (w latach 1922, 1923, 1925 i 1926). Był dwukrotnie królem strzelców. W 1922 roku zdobył 21 goli a w 1926 wspólnie z Józefem Grabieniem po 11. Był ulubieńcem kibiców, tłumy go kochały. W jednym z sezonów, na 96 goli dających mistrza jego drużynie sam zdobył 41! Strzelił nawet cztery gole w ciągu pięciu minut meczu. Było to spotkanie Pogoni Lwów przeciwko WKS Lublin z 1922 roku. Lwowiacy wygrali wówczas 11:0! a Kuchar strzelił 6 goli, w tym 4 między 77-82 minutą. W czasach przedwojennych podobnym osiągnięciem pochwalić mógł się John McIntyre, zawodnik Blackburn Rovers, strzelając bramki również w 1922 roku przeciwko Evertonowi. ,,Okropnie lubiłem trafiać do bramki. I w ogóle wygrywać” – Wacław Kuchar. Rok po ostatnim mistrzostwie Pogoni, w Polsce utworzono ligę. Lwowiacy nie potrafili już nawiązać do okresu świetności, niemniej jednak mogli pochwalić się trzema wicemistrzostwami kraju w latach trzydziestych. W nowej formule rozgrywek Kuchar nie przestał strzelać. W pierwszym sezonie zdobył 25 goli! Karierę piłkarską zakończył w 1934 roku, miał wówczas 37 lat. W latach 1947-1950 objął opiekę nad reprezentacją Polski. Następnie przejął Legię i Polonię Warszawa. Był także zawodowym sędzią na meczach piłkarskich oraz hokejowych. Działał w PZPN, którego członkiem honorowym stał się w 1977 r. Zmarł 13 lutego 1981 roku. W wielu wspomnieniach mówi się o nim jako bardzo sympatycznym, życzliwym i pogodnym człowieku, dla którego „fair play” było świętością. Do ostatnich dni swojego życia przychodził na warszawskie stadiony, będąc fanatycznym kibicem piłki. Pomimo swojego wieku, nadal zachowywał dobrą kondycję. Jego grób znajduje się na warszawskich Powązkach. Kiedy to 55 lat wcześniej „Przegląd Sportowy” ogłosił pierwszy plebiscyt na najlepszego sportowca w kraju, nie było wątpliwości, kto zgarnie tę nagrodę. Zdecydowana większość, bo aż 94% głosujących było za Kucharem. Dla Wacława nie było takiej dyscypliny sportowej, w której nie próbowałby swoich sił. Mało tego, w każdej dyscyplinie, jaką zaczął uprawiać, pobijał niemal wszelkie możliwe rekordy. Był prawdziwym prekursorem rozwoju poprzez uprawianie ćwiczeń fizycznych i wielu sportów. Tym samym zmienił myślenie wielu ludzi w tym okresie, stając się prawdziwą gwiazdą, idolem swoich czasów. Dzięki temu, czego dokonał, prostszą drogę do sukcesów mieli nasi pierwsi mistrzowie olimpijscy i rekordziści – Halina Konopacka oraz Janusz Kusociński. Dzisiaj w profesjonalnym sporcie nie byłoby takiej możliwości, aby uprawiać kilka dyscyplin naraz. Owszem, znamy historię piłkarzy, którzy zimą zamieniali się w zawodników hokeja, ale bić rekordy we wszystkich możliwych konkurencjach? Wprost niesamowite. Ciekawskich odsyłam do książki Jacka Bryla „Wacław Kuchar”, która w całości opisuje przebieg kariery tego utalentowanego człowieka.
11
Wybitne legendy polskiego sportu:
Panie i Panowie, rodacy, dziś przypada 125 rocznica urodzin wybitnej postaci polskiego sportu. O kogo chodzi? Tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz.
@Pawel13sz
@Symson
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@patataj
0
@MesQueUnClub_87 I to też jest poniekąd smutne...
2
To bardzo smutne że my nie mamy polskiego piłkarza, który by w polskim klubie strzelał gole i przechylał szale zwycięstwa w europejskich pucharach i to choćby w Lidze Konferencji. Chyba ostatnim takim topowym piłkarzem był.... Robert Lewandowski!
11
Historie najdziwniejszych kontraktów piłkarskich:
Kulinarne wariacje
Futbol łączy się mocno z gastronomią. Wiadomo przecież, że każdy piłkarz powinien (chociaż wielu ponosi tu porażkę) się dobrze odżywiać. Pierwszym bohaterem naszego artykułu będzie Spencer Prior – niezbyt znany angielski defensor. W 2001 roku zdecydował się on na przejście z Manchesteru City do Cardiff City. Rządy w walijskim klubie sprawował wtedy Sam Hammam, który miał głowę pełną szalonych pomysłów. Jednym z nich okazał się zapis w umowie, którą miał podpisać Prior. Okazało się, że aby dołączyć do nowego klubu, musi… zjeść jądra owcy. Uznawane jest to bowiem za przysmak w ojczyźnie Hammama – Libanie. W ten sposób chciał on sprawdzić gotowość piłkarza do pełnych poświęceń dla nowego klubu. Według relacji świadków obrońca zdecydował się na konsumpcję, chociaż zażądał, aby danie zostało ugotowane. Trzeba mieć jednak na uwadze, że cała historia jest raczej legendą.
Kulinarny kontrakt dotyczył także kongijskiego pomocnika, którym był Rolf-Christel Guie-Mien. Zawodnik zdecydował się na podpisanie umowy z Eintrachtem Frankfurt. Zadeklarował jednak, że złoży podpis tylko w przypadku zapewnienia, że jego żona otrzyma od klubu lekcje gotowania. Nie wiemy na jakim poziomie stały umiejętności kulinarne żony piłkarza, ale patrząc na jego żądania trzeba uznać, że sytuacja przy rodzinnym stole musiała być niewesoła. Ostatecznie małżonka miała nie obrazić się za żądania jej partnera.
@MesQueUnClub96
@patataj
@NaFazieHitman
@Sensible
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Symson
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
9
Mitropa Cup:
15 września 1935 r. Sparta Praga pokonała na Letensky Stadion Ferencvaros Budapeszt 3:0(po dwóch golach legendarnego snajpera Raymonda Braine oraz jednym Facsinka) w drugim meczu finałowym o Puchar Mitropa. Pierwszy mecz zakończył się rezultatem 2:1 dla Ferencvarosu, jednak większa ilość goli strzelonych przez Sparte pozwoliła temu klubowi sięgnąć po ten puchar po raz drugi w historii tych rozgrywkach.
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@Symson
@Sensible
@Pawel13sz
@patataj
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
9
Wybitne legendy futbolu:
15 września 1951 r. w Heemestede urodził się Johan Neeskens, defensywny pomocnik. 2-krotny Wicemistrz Świata, 3-krotny Zdobywca Pucharu Mistrzów pod rząd(z Ajaxem Amsterdam) oraz 2-krotny Zdobywca Superpucharu Europy z Ajaxem. Był zawsze w cieniu swojego kolegi z reprezentacji, Johana Cruyffa. Zasłużony człowiek od czarnej roboty. Za każdym wielkim dyrygentem zespołu, stoi człowiek od czarnej roboty. Nie inaczej było w wypadku Johana Neeskensa, który podczas swojej kariery czyścił pole, dla Boskiego Johana Cruyffa. Johan już od najmłodszych lat uganiał się za piłką, zaczynając swoją amatorską karierę w miejscowym klubie RCH Heemstede. Tam grał na tyle dobrze, że już w wieku 16 lat występował w pierwszym składzie, grając na pozycji prawego obrońcy. Bardzo szybko wypatrzył go w niższych ligach niezapomniany Rinus Michels, który bardzo chciał mieć 19-letniego wtedy gracza. Ówczesnemu trenerowi Ajaxu Amsterdam nie sposób było odmówić, dlatego Johan szybko przeszedł do wielkiego Ajaxu. Tam Michels powoli wprowadzał w życie swoją filozofię futbolu totalnego, która zmieniła piłkę nożną na całym świecie. Neeskens idealnie nadawał się na wykonawcę obowiązków w środku pola, gdyż dysponował świetnym wyszkoleniem technicznym i piekielnie mocnym strzałem z obu nóg. Amsterdam był miejscem pierwszego spotkania się dwóch wielkich Johanów - Cruyffa i Neeskensa. Od razu zapałali do siebie sympatią, która wykraczała nawet poza ramy boiska, najkrócej mówiąc zostali przyjaciółmi. Michels szybko dostrzegł wszechstronność Neeskensa, któremu przypisano takie zadania by Rensenbrink, Rep a przede wszystkim Cruyff mogli grać swobodnie. Pełnił role "wymiatacza", który przejmował piłkę od obrońców lub sam ją przechwytywał i od razu rozdzielał do któregoś z bardziej ofensywnie nastawionych partnerów. Niektórzy futbolowi eksperci uważają, że gdyby nie wspaniała postawa i skromność Johana II (tak nazywano go w Ajaxie), to ekipie z Amsterdamu nie udałoby się zdobyć trzy razy pod rząd Pucharu Europy. Ale o tym później... Z Ajaxem zdobył podwójnie mistrzostwo Holandii (1972,1973) i oczywiście miał swój udział w trzyletniej hegemonii Amsterdamu w Pucharze Europy (1971,72,73). Oprócz tych trofeów zdobył jeszcze dwa razy Superpuchar Europy (1972,73).
Opromieniony sukcesami z holenderskim klubem, chciał spróbować czegoś nowego. Jego wielki przyjaciel Cruyff odszedł już rok wcześniej do FC Barcelona, w której powoli zaczynał grać pierwsze skrzypce i wybitnie się wyróżniać, także Rinus Michels przebywał w Katalonii, w roli trenera. Nic więc dziwnego, że Neeskens obrał kierunek hiszpański a mianowicie do Blaugrany. W Barcie wspólnie ze swoim długoletnim przyjacielem, miał odnosić masę sukcesów, tak się jednak nie stało. Barcelona mimo swojego ogromnego potencjału, nie potrafiła udokumentować tego wyraźnie swoimi sukcesami w Europie lub dominacji w La Liga. Jedyne ważne trofeum zdobyte podczas pobytu w Hiszpanii w 1978 roku. Jak na możliwości personalne Azulgrany, zdecydowanie za mało. Mimo braku większych sukcesów Johan II był bardzo lubiany przez socios zasiadających na trybunach Camp Nou. Na boisku zawsze wykazywał się inteligencją i determinacją, grał z pełnym oddaniem dla klubu. Czasami zdarzało mu się okrasić udany występ bramką cudnej urody. W Katalonii spędził pięć lat, które nie przysporzyły mu zbytnio medali do kolekcji. W porównaniu do okresu, gdy grał w Ajaxie, prawie nic nie zdobył. Karierę reprezentacyjną może jak najbardziej uznać za udaną. Mimo, że nie udało mu się zdobyć mistrzostwa świata w 1974 roku, gdy był tego wraz z reprezentacją Holandii bardzo bliski, to i tak pokazał się ze świetnej strony. Jak na swoją pozycję i zadania, zdobył zadziwiającą liczbę goli - pięć - i został wicekrólem niemieckiego czempionatu, wraz z Andrzejem Szarmachem. Był jednym z najmłodszych piłkarzy Holandii podczas tamtego turnieju co nie przeszkodziło mu w etatowym wykonywaniu jedenastek. Przy strzelaniu rzutów karnych był bardzo skupiony i niezwykle rzadko się mylił. Skupienie i determinacja cechowały jego grę, kto wie, czy gdyby reszta Holendrów nie zachowała zimnej krwi, to Niemcy cieszyliby się z mistrzostwa świata w 74' roku?
Po odejściu z FC Barcelony, postanowił spróbować jak smakuje liga amerykańska, która płaciła niebotyczne gaże podstarzałym mistrzom futbolu. Przez pewien okres grał nawet wespół z samym Franzem Beckenbauerem. Na konto swoich klubowych osiągnięć dopisał mistrzostwo z New York Cosmos, w 1982 roku. Do 1984 roku grał w U.S.A by powrócić na siedem spotkań do FC Groningen. Niestety holenderska prasa zamiast rozpływać się nad jego grą, pisała o jego rzekomych problemach z alkoholem. Zdenerwowany Johan II znów wyjechał do U.S.A. Gdy liga amerykańska zakończyła swój żywot (by w przyszłości wrócić jako MLS), wrócił do Europy i aż do 1991 roku, grał dla szwajcarskich zespołów amatorskich. Mimo swojego wieku, nadal odznaczał się wzorową kondycją i zapałem do gry. Całą swoją prawdziwą karierę spędził w cieniu Johana Cruyffa, lecz nigdy nie był zazdrosny o pozycję swego przyjaciela, raczej był dumny, że może mu pomagać i odnosić razem z nim sukcesy. Jego kariera trenerska jest łudząco podobna, do kariery zawodniczej. Na jej początku był trenerem kilku amatorskich szwajcarskich zespolików, by następnie zostać asystentem Guusa Hiddinka a potem Franka Rijkaarda - przy reprezentacji Holandii. Później aż przez pięć lat trenował NEC Nijmegen (był pomysłodawcą sprowadzenia Andrzeja Niedzielana), by ostatecznie znów zostać asystentem Rijkaarda, tym razem w FC Barcelona.
@Sensible
@NaFazieHitman
@Symson
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@patataj
1
@NaFazieHitman Służe uprzejmie z wielką przyjemnością :) Nie raz już powtarzałem że historia to jedna z największych wartości w naszym życiu. W końcu to historia stworzyła ten świat, sport, kluby itd. Nie można przejść obojętnie wobec historii, przynajmniej ja nie potrafie...
9
W okamgnieniu:
Eduardo Andres Maglioni, skrzydłowy Independiente Buenos Aires, zapisał się w Księdze Guinnesa jako ten, który w najkrótszym czasie strzelił najwięcej goli. W 1973 r. na początku drugiej połowy meczu pomiędzy Independiente a Gimnasia y Esgrima de La Plata, Maglioni trzykrotnie pokonał bramkarza Guruciage w jedną minute i pięćdziesiąt sekund! Jest to absolutny rekord świata w najwyższej klasie rozgrywkowej.
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
11
Pierwsze, legendarne spotkanie:
15 września 1923 r. FC Barcelona po raz pierwszy w historii rozegrała mecz z polską drużyną a była nią Cracovia. ,,Pasy” przyjechały we wrześniu na miesięczne tournée po Hiszpanii. Cracovia rozpoczęła serie 10 spotkań towarzyskich dwumeczem z Barçą. Oto jak 18 września ,,Tygodnik Sportowy” relacjonował ten mecz: ,,W niedziele około 12 w południe rozeszła się wieść po Krakowie o nadzwyczajnym sukcesie Cracovii, która uzyskała w sobotę bm. w spotkaniu z Barceloną niespodziewany, sensacyjny i zaszczytny remis 1:1, prowadząc do pauzy 1:0 przez Chruścińskiego, który był pono najlepszym na placu. Barcelona wyrównała po pauzie. Crac. miała na ogół przewagę. Bliższych szczegółów telegramy nie podawały a ,,dorobione” i ,,rozszerzone” zdaje się komentarze tut. prasy codziennej kurierkowej wymagają autentycznego potwierdzenia. Radość panowała tu powszechna, lotem błyskawicy wieść ta rozeszła się po mieście wywołując entuzjazm. Z naprężeniem wyczekiwano wyniku spotkania rewanżowego dnia następnego”. W drugim meczu dzień później Blaugrana zwyciężyła zdecydowanie 7:1 pomimo prowadzenia gości 0:1 po golu legendarnego Kałuży. Gazety hiszpańskie pisały że w składzie przeciwników było jedenastu ,,Węgrów, Austriaków i Czechów” i podkreślały lepszą gre techniczną gości i usprawiedliwiały ich słabszą gre w drugim meczu zmęczeniem po podróży. No proszę, Polacy nie gęsi! W piłke potrafili wówczas grać jak równy z równym.
@Ogorinho1974
@Symson
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj
0
@takisobiektos Ja tylko tak typuje a może okazać się zupełnie inaczej
0
Mecz moich ulubionych drużyn, Manchester City kontra Borussia Dortmund i to na pierwszym programie TVP! Super sprawa obejrzeć taki klasyk w Tv na żywo bez przerywania jak na strimie. Zwycięzcą Ligi Mistrzów w sezonie 2022/23 bedzie Manchester City