13

Duma Katalonii w europejskich pucharach:

19 października 1999 r. FC Barcelona pokonała na Wembley Arsenal 2:4 w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Wobec niezliczonych zapytań o bilety Arsenal przeniósł mecz Ligi Mistrzów na słynny Wembley. Blaugrana dość niespodziewanie pokonała Kanonierów przerywając trwający 39 lat okres bez zwycięstwa na wyjeździe z drużyną angielską. Jednym z bohaterów był bramkarz Arnau, który zastąpił Hespa. Prasa o tej zmianie wiedziała od dawna ale van Gaal obsesyjnie bojący się wycieków z szatni, ogłosił to oficjalnie dopiero na odprawie przedmeczowej. Kibice Barçy siedzieli na dokładnie tych samych miejscach co w 1992 r., gdy Duma Katalonii po raz pierwszy w swojej historii sięgnęła po Puchar Europy Mistrzów Klubowych właśnie na Wembley.

@Symson
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Sensible
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@patataj

14

Zapomniane legendy polskiego futbolu:

18 października 1914 r. w Załężu urodził się Ewald Dytko, pomocnik. Dorastał w Załężu, gdzie w miejscowym Naprzodzie zaczął pierwsze piłkarskie treningi. Miał tam zostać wyrzucony z drużyny po pierwszym meczu młodzików, ale nie jest to pewna informacja. W 1930 r. został zawodnikiem katowickiego Dębu, w którym grał aż do wybuchu wojny. Kiedy odbywał służbę wojskową w Tarnowie, to w 1937 r. zaliczył kilka występów w barwach miejscowego TS Mościska. Już jako 14-latek musiał podjąć pracę w hucie, a w wieku 16 lat w kopalni. Swoimi występami w barwach Dębu tak zaimponował Józefowi Kałuży, że mimo iż grał na zapleczu ekstraklasy, to ten powołał Ewalda na mecz z Jugosławią 18 sierpnia 1935 r. W tym samym sezonie wywalczył z kolegami awans do elity. W rozgrywkach 1936 r. był czołową postacią zespołu. To wokół niego organizowano grę i na nim opierała się siła drużyny. Robił wrażenie opanowaniem piłki, odpowiedzialnością i pracowitością. Miał niesamowitą wydolność. Był ważną częścią reprezentacji podczas igrzysk olimpijskich w Berlinie. Trenerzy powierzali mu rolę zawodnika do zadań specjalnych i „plastra” dla rywali. Kiedy trzeba było ograniczyć walory któregoś z czołowych zawodników przeciwnika, Dytko spisywał się w tej roli bardzo dobrze. Był chyba pierwszym polskim piłkarzem, którego dzisiaj byśmy określili jako tego od czarnej roboty. Nie był finezyjny ani błyskotliwy, ale za to niezwykle pożyteczny dla drużyny. Jego klasę doceniano też za granicą. Miał propozycje z klubów angielskich, brazylijskich i francuskich. Wystąpił też w meczu z Brazylią w Strasbourgu na mistrzostwach świata w 1938 r. Ostatni mecz w kadrze zagrał tuż przed wybuchem wojny z Węgrami w Warszawie. Ambicja, ofiarność, pasja walki i skuteczność interwencji przysporzyła mu wielu sympatyków. Podczas okupacji został włączony do klubu 1. FC Katowice, a jako żołnierz Wehrmachtu występował w zespole TuS Neuendorf koło Koblencji. Po powrocie do kraju został zmuszony przez bezpiekę do podpisania zgłoszenia do WMKS Katowice. Później przez pięć lat był zawodnikiem Baildonu Katowice. W 1950 r. związał się z Iskrą Pszczyna i w tym samym roku zakończył karierę. Zajął się pracą szkoleniową. Trenował m.in. Ruch Radzionków, CKS Czeladź, Baildon czy Górnika Sośnicę, gdzie pod jego okiem rozwijał się talent Florenskiego.

@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Symson
@Roni/VEB
@patataj
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@Sensible
@DaPidejpi

11

FC Barcelona w Lidze Mistrzów:

18 października 2000 r. Rivaldo ustrzelił hattricka na San Siro. FC Barcelona przyjechała do Mediolanu z nożem na gardle. Po porażkach w Stambule z Besiktasem i u siebie z Milanem, musiała wygrać aby być w dobrej sytuacji wyjściowej do awansu z grupy Ligi Mistrzów. Rivaldo szybko strzelił gola ale utrata przytomności Petita po zderzeniu z Cocu rozbiła zespół. W efekcie Milan strzelił 3 gole w przeciągu 20 minut, przedzielone jedynie drugim golem Rivaldo. W drugiej połowie Brazylijczyk dorzucił trzeciego gola, jednak było to za mało do zwycięstwa. Hattrick Rivaldo był pierwszym na wyjeździe w historii Blaugrany w Lidze Mistrzów(gdyż w Pucharze Europy 4 gole strzelił znakomity Sandor Kocsis przeciwko Wolverhampton w 1960 r.). Po meczu prasa pisała że ,,Bóg założył koszulkę z numerem 10”. Suma summarum Duma Katalonii odpadła z Ligi Mistrzów po fazie grupowej, lecz 3 miejsce w grupie dało jej automatycznie prawo gry w pucharze UEFA, gdzie dotarła do półfinału ulegając w nim Liverpoolowi FC.

@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Symson
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Sensible
@patataj
@DaPidejpi

17

Sensacja na Wembley:

17 października 1973 r. reprezentacja Polski zremisowała z Anglią 1-1 na stadionie Wembley, dzięki czemu awansowała na mundial. W grupie eliminacyjnej MŚ 1974 Polska wyprzedziła Anglię i Walię. Na mistrzostwach świata w 1974 roku "Biało-Czerwoni" wywalczyli trzecie miejsce. O wyniku, który uznano za sensację, pisano wówczas "zwycięski remis". Był to dzień klęski angielskiego futbolu i wielki dzień Jana Tomaszewskiego. Polski bramkarz obronił 35 strzałów. Gdy grano hymny państwowe, modliłem się przed meczem, by nie było pogromu. Oni byli wtedy jednym z najlepszych zespołów świata. Trzy tygodnie wcześniej rozbili Austriaków 7-0! a my byliśmy drużyną tej samej klasy, co pokonani. Nie było więc kwestii, kto wygra, tylko ile goli strzelą nam rywale. Można powiedzieć, że pojechaliśmy tam w roli brzydkiego kaczątka a wróciliśmy jako piękny łabędź" - wspominał Tomaszewski. Przed meczem Brian Clough nazwał Tomaszewskiego "klaunem w rękawicach", ale po jego zakończeniu do dziś dzień Tomaszewski jest znany jako "Człowiek, który zatrzymał Anglię". Do historii przeszła także akcja bramkowa - w 57. minucie Jan Domarski oddał płaski, silny strzał, przepuszczony pod brzuchem przez Petera Shiltona. Z rzutu karnego w 63. minucie wyrównał na 1-1 Allan Clarke. Trener Górski nie słyszał końcowego gwizdka belgijskiego sędziego Vitala Loraux. Na pięć minut przed końcem meczu, nerwowo nie wytrzymując napięcia, opuścił ławkę rezerwowych i poszedł do szatni." To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Nie bardzo pamiętam, co mówiłem piłkarzom, a także, jakich odpowiedzi udzielałem dziennikarzom. Uspokoiłem się dopiero po dobrych 30 minutach, kiedy ponownie wyszliśmy, całą gromadą, na tak dla nas szczęśliwą murawę, aby odpowiadać na pytania, które zadawał nam redaktor Jan Ciszewski" - napisał po wielu latach w swojej książce Kazimierz Górski.

@patataj
@DaPidejpi
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Symson
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Sensible

8

Barça w europejskich pucharach:

17 października 1975 r. UEFA przyznała FC Barcelonie walkowera za mecz z Lazio w ramach II rundy Pucharu UEFA. Z uwagi na protesty całej Europy wobec ponad 40-letniego reżimu generała Franco, Lazio ,,postanowiło nie zagrać w Rzymie z Blaugraną wobec gróźb ze strony ekstremistów prawicowych, jak i lewicowych”. Zawodnicy Lazio chcieli grać, klub był nawet gotowy wystąpić na neutralnym terenie w Szwajcarii ale w końcu pojedynek został odwołany i ogłoszono zwycięstwo Barçy 0:3. Wobec grożących drużynie włoskiej konsekwencji związanych z ewentualnym odwołaniem meczu w Barcelonie, Lazio postanowiło iż zagra w rewanżu ale ustalono że gole ,,strzelone” przez Blaugrane na wyjeździe nie będą się liczyły podwójnie. Nie miało to jednak znaczenia gdyż Duma Katalonii pewnie wygrała 4:0 po golach Sotila, Neeskensa, Cruijffa i Fortesa.


@Pawel13sz
@patataj
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Symson
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Sensible
@Ogorinho1974
@DaPidejpi

12

Piłkarze zatarci w historii:

16 października 1905 r. urodził się Lee Wai Tong. Praktycznie jednogłośnie uważany za największego piłkarza w historii Chin. Na świat przyszedł w Hongkongu i z tego tytułu nazywano go czasem Li Huitang. Najlepszy napastnik swojego kraju w latach 20., 30. i 40. Niemal całą swoją karierę spędził w południowochińskim klubie South China AA. To dzięki niemu ten klub uzyskał miano najbardziej utytułowanego w Hongkongu. W 1936 roku wraz z kadrą narodową wystąpił na Igrzyskach w Berlinie. Przyciągnął uwagę takich zespołów jak Arsenal czy Red Star. Żaden klub jednak nie był w stanie spełnić jego oczekiwań. W 1976 roku jeden z niemieckich magazynów przystąpił do stworzenia najlepszych piłkarzy wszech czasów. Lee znalazł się w najlepszej piątce obok takich tuzów jak: Pele, Puskas, Di Stefano i Stanley Matthews. Lee Wai Tong odznacza się również niesamowitym rekordem strzeleckim. W czasie trwania kariery (1923-1947) zdobył łącznie 1260 goli! Co ciekawe, inne źródła podają, że w swoim dorobku ma on blisko 2000 goli. „Król Azji” w swoim dorobku zgromadził około 50 tytułów i ponad 120 medali. W 1966 roku został wiceprezydentem Azjatyckiego Związku Piłki Nożnej. Poprowadził reprezentację do debiutu na Igrzyskach Olimpijskich w Berlinie a także został odznaczony przez Elżbietę II orderem za pomoc w organizacji angielskiego mundialu w 1966 roku. Zmarł 4 lutego 1979 roku.

@Lionel_Messi10
@Symson
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi

0

@Pawel13sz Żądam wyjaśnień z tej ,,chińszczyzny"

8

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

16 października 1912 r. w Rudzie Śląskiej urodził się Edmund Giemsa. Pierwszym jego klubem był Naprzód Ruda. Jako młody chłopak został zawieszony za znieważenie sędziego na siedem tygodni, a później dodatkowo ukarano go trzytygodniowym wykluczeniem za niepodporządkowanie się poleceniom związku. Zaczynał jako napastnik i szybko zwrócił na siebie uwagę Ruchu. W Wielkich Hajdukach zaczął grać od 1932 r. Występy na boisku musiał łączyć z pracą ale jako fryzjer miał problemy ze znalezieniem zatrudnienia. Wkrótce jednak został pracownikiem Huty Batory, gdzie był maszynistą hutniczym. Na premierowe trafienie w lidze musiał czekać do 1933 r., ale za to od razu ustrzelił hat-tricka. Dwa z tych goli padły w odstępie kilkudziesięciu sekund. W całym sezonie zdobył 15 bramek i walnie przyczynił się do pierwszego w dziejach klubu mistrzowskiego tytułu. Był bardzo ważnym ogniwem znakomitej drużyny z lat 30-tych. Z Ruchem pięciokrotnie sięgał po prymat w kraju (1933, 1934, 1935, 1936, 1938). W 1936 r. zaczął być częściej ustawiany na pozycji obrońcy i w tej roli grał aż do wybuchu wojny. 4 czerwca 1933 r. zaliczył premierowy występ w reprezentacji w przegranym 0:1 meczu z Belgią w Warszawie. Wszedł na boisku w 32. minucie, zmieniając Michała Matyasa. Nie zadomowił się jednak w kadrze na stałe. Zabrakło go na igrzyskach w Berlinie, choć był w szerokiej kadrze, a nawet w imieniu śląskich sportowców składał olimpijską przysięgę. Na mistrzostwach świata we Francji był tylko rezerwowym, ale w trakcie meczu odegrał szczególną rolę. Sprawozdawca polskiego radia Michał Frank komentował mecz z dachu stadionu, a kiedy zaczął padać deszcz, to Giemsa trzymał nad nim parasol. Ostatni raz wystąpił w reprezentacji w meczu z Węgrami na krótko przed wybuchem wojny. Podczas okupacji grywał w klubach niemieckich. Jako fryzjer zawsze miał przy sobie brzytwę. Gerard Cieślik wspominał, że przed jednym z meczów pociął niemieckie flagi ze swastykami, czym doprowadził Niemców do szału. Później został wcielony do Wehrmachtu, ale udało mu się uciec do partyzantki francuskiej, a potem dostał się do II korpusu generała Andersa we Włoszech. Po wojnie pozostał na Zachodzie i nigdy nie odwiedził kraju. Zmarł 30 września 1994 r. w Chinnor w Anglii. W Reprezentacji rozegrał 9 meczów.

@NaFazieHitman
@Symson
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@MesQueUnClub96
@Sensible
@DaPidejpi
@Roni/VEB

1

@pomi11 Obyś miał racje, bo ja bardzo lubie Xaviego i czekam z niecierpliwością na jakiś ,,nasz" wspólny sukces.

3

Po drugim golu dla Realu modliłem się żeby nie wsadzili nam Manity! Gol na 2:1 to przebłysk geniuszu Fatiego i to wszystko na co było nas stać. W naszej drużynie w zasadzie jest niemoc na każdej płaszczyźnie i chyba tylko zmiana trenera mogłaby coś pchnąć do przodu. Pisałem już w tamtym roku że taki Dembele, Ferran Torres a zwłaszcza Sergi Roberto to się nadają ale na Segunda Division. Żałuje że Xavi tego nie dostrzega.

0

No jeśli my takim składem wygramy na Santiago Bernabeu, to dopiero będzie prawdziwy cud a nie ten przekręt z PSG...

7

Grande Espectacolo El Clasico po raz 275 w historii.
Ku pokrzepieniu serc:

,,Tworzymy drużynę niezależnie od tego, czy zwyciężamy, czy przegrywamy. Musimy tak podchodzić do naszej pracy, ponieważ gdy duch zespołu gdzieś ulatuje, wygrywanie staje się niemożliwe.”- Carles Puyol. Po lutowej porażce 0:3 na Santiago Bernabeu, 21 października 2000 roku na Camp Nou piłkarze Barçy byli głodni rewanżu nad odwiecznym wrogiem. Inicjatywa od samego początku należała do gospodarzy. Po wznowieniu gry, która została przerwana z uwagi na zbyt agresywne zachowanie kibiców w stosunku do Luisa Figo, w 26 minucie piłkarzom Blaugrany wreszcie udało się przeprowadzić skuteczną akcje. Po dośrodkowaniu Xaviego z rzutu wolnego Luis Enrique z łatwością pokonała Casillasa. Królewscy próbowali odrobić straty ale w starciu z utrzymującymi fantastyczną forme bordowo-granatowymi nie mieli szans. Swoją bezdyskusyjną przewagę Duma Katalonii udokumentowała na trochę więcej niż 10 minut przed ostatnim gwizdkiem arbitra. Simao Sabrosa dobił strzał Alfonso, ustalając tym samym wynik meczu na 2:0 dla Barçy. Carles Puyol niewiele ponad rok od debiutu w pierwszym zespole okazał się jednym z ojców zwycięstwa swojej drużyny. To właśnie ,,Puyi” powstrzymał nowego gwiazdora Blancos, Luisa Figo, tylko raz pozwalając mu na stworzenie zagrożenia pod bramką strzeżoną przez Dutruela. Carles był niczym cień Portugalczyka, który ku rozwścieczeniu fanów w letnim okienku transferowym bordowo-granatowy trykot zamienił na biały.

W opinii ekspertów październikowy Klasyk był najlepszym od tamtej pory występem Tarzana w koszulce Blaugrany. Po potyczce z Madrytem ,,Mundo Deportiwo” donosiło: ,,Uradowani”. Prasa nie szczędziła pochwał pod adresem ,,Puyiego”: ,,Przyjęcie Figo przez Camp Nou przeszło najśmielsze oczekiwania. Portugalczyk był wygwizdywany i obrażany przez kibiców od chwili opuszczenia hotelu aż do wylotu do stolicy. Luis znajdował się tego dnia pod olbrzymią presją ale na jego gre ogromny wpływ miała postawa Carlesa Puyola, który był jego cieniem i w ten sposób utrudniał mu gre. Puyol poruszał się po murawie maksymalnie skoncentrowany i prawie za każdym razem odbierał Figo piłke. Portugalczyk tylko raz uwolnił się z pod jego opieki i sprawił że cały stadion na moment zamarł. Gdy Katalończyk zabierał futbolówkę zawodnikowi Blancos, fani zgromadzeni na trybunach wpadli w euforie i skandując, życzyli Figo śmierci”. ,,Puyi” tak oto odniósł się do wszelkich komentarzy: ,,Wolę, kiedy ocenia się wysiłek całego zespołu. Co prawda to ja byłem odpowiedzialny za pilnowanie Fogo, jednak bez pomocy kolegów o wiele trudniej byłoby go zatrzymać. Poza tym cała widownia była za mną i przeciwko niemu. Mnie to bardzo pomogło ale nie wiem , czy na niego miało niekorzystny wpływ. Luis prezentował się znakomicie, najlepiej z całej drużyny Realu. Po raz kolejny udowodnił że jest wybitnym zawodnikiem, doskonale panował nad piłką, choć był wygwizdywany i obrażany przez publiczność. Starałem się trzymać blisko niego i interweniować, kiedy tylko otrzymał futbolówkę. Walczyliśmy jednak całkowicie fair, nie było żadnych obelg, przekleństw czy chamskich fauli. Po zakończeniu meczu pożegnaliśmy się i życzyliśmy sobie wszystkiego dobrego. Mam do Figo wielki szacunek i w mojej opinii to jeden z najlepszych piłkarzy na świecie. Przykro mi że gra dla Blancos ale w tej chwili nie da się już z tym nic zrobić.” Dodał również: ,,Jeśli zostawisz Luisowi trochę miejsca, to jesteś na straconej pozycji, ponieważ on jest geniuszem w pojedynkach jeden na jednego. Trzeba go naciskać, kiedy tylko dostanie piłke, w przeciwnym wypadku już po tobie.” Oprócz Puyola wspaniałą partie tego jesiennego wieczoru rozegrał inny młody wychowanek katalońskiego klubu- Xavi Hernandez. Media nie mogły się nachwalić obu młodzieńców, ogłaszając ich niemal zbawcami Barcelony.

@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@DaPidejpi

7

@FCBparasiempre 16 października 1945 r. urodził się Władysław Grotyński, bramkarz. Bronił w pierwszych meczach reprezentacji Polski Kazimierza Górskiego i byłby w niej dłużej, lecz głośna afera przemytnicza zrujnowała mu karierę. Charakter lekkoducha sprowadził Grotyńskiego na manowce. Najpierw siedział w areszcie w Warszawie, potem przeniesiono go do zakładu karnego w Krzywańcu. Stamtąd trafił do Wojkowic, blisko Sosnowca i podobno nie był to przypadek bo wielką ochote na zatrudnienie Grotyńskiego w swojej drużynie mieli szefowie Zagłębia. W zabiegach o dawnegp bramkarza Legii szło im o tyle łatwiej że fanem sosnowickiego klubu był Edward Gierek, najważniejsza osoba w państwie. Wystarczyło na takiego patrona się powołać aby najtrudniejsze sprawy zmierzały do szczęśliwego finału. Klub był w tarapatach bo zajmował ostatnie miejsce w ekstraklasie i potrzebował solidnego bramkarza. Plotkowano że Grotyński początkowo przyjeżdżał na treningi z zakładu karnego w ramach przepustki. ,,Fajna legenda, tyle że nieprawdziwa. Grotyński skończył odsiadke i został bramkarzem naszego klubu. Zamieszkał w Milowicach, niedaleko hali sportowej, gdzie swoje mecze grali siatkarze Płomienia. No i oczywiście siatkarki. Ta uwaga ma znaczenie bo Władek lubił się bawić, zwłaszcza w towarzystwie pięknych kobiet.”- wspomina uśmiechając się Krzysztof Smulski, który w latach 70-tych związany był z Zagłębiem. Do więzienia Grotyński miał trafić aż na 4 lata ale wyszedł wcześniej, po ponad dwóch. W niczym nie zmienia to faktu że jego powrót do Legii a tym bardziej do reprezentacji Polski, był wykluczony. Miał czego żałować bo gdy trenerem kadry został Górski, właśnie w nim widział podstawowego bramkarza Biało-Czerwonych. Zagrał w pierwszym meczu nowego selekcjonera ze Szwajcarią i choć potem zawalił przy straconym golu z Albanią, mógłby liczyć na kolejne powołania. W Legii zastąpił go Jan Tomaszewski a potem Piotr Mowlik, natomiast w kadrze narodowej na igrzyskach w Monachium swoją karierę złotym medalem kończył Hubert Kostka. Wyjście na wolność i możliwość gry w Zagłębiu Sosnowiec dla Grotyńskiego były jak rzucenie koła ratunkowego na wzburzone fale. 29-letni bramkarz doskonale wywiązał się ze swojej najlepszej roli. O ile w rundzie jesiennej sezonu 1973/74 sosnowiczanie w 15 meczach stracili 22 gole, o tyle w rundzie rewanżowej nowy bramkarz piłke z siatki wyciągał tylko 9 razy. ,,Był dusza towarzystwa. Dobrze się ubierał i pokazywał ze znanymi ludźmi, co imponowało kolegom z Zagłębia. Często go można było spotkać w Varietes Centrum, najmodniejszym wtedy miejscu w Katowicach ale oczywiście nie tylko tam bo do Warszawy też chętnie zaglądał. Bohdan Łazuka, Wojciech Gąsowski, Helena Majdaniec, Iga Cembrzyńska, Violetta Villas… Wymieniam tylko kilka nazwisk żeby pokazać w jak zacnym towarzystwie się obracał.”- objaśnia Smulski. W Zagłębiu Grotyński występował tylko półtora roku. Ostatni raz… w meczu z Legią przy Łazienkowskiej, w którym zachował czyste konto. ,,Miał 30 lat, to jeszcze nie był wiek emeryta ale uznano że pora na rozstanie. Jednym z powodów był jego zły wpływ na młodych chłopaków z drużyny.”- przyznaje Smulski. Grotyński starał się o wyjazd do USA, gdzie była szansa na angaż w Cosmosie Nowy York ale nie dostał zgody od władzy na amerykańską wycieczke bo stare grzechy wciąż się za nim ciągnęły. Kariere kończył więc w Mazurze Karczew, czyli tam gdzie zaczynał, zanim trafił do Legii. Jako 18-letni bramkarz był w drużynie, która osiągnęła największy sukces w historii karczewskiego futbolu, docierając do 1/8 Pucharu Polski. Czwartoligowcy pokonali wtedy Ruch Chorzów 1:0 i w walce o ćwierćfinał przegrali z Legią 0:5. Mimo pięciu puszczonych bramek młody Grotyński w drużynie gospodarzy był najlepszy! Wpadł w oko Legii i przenosiny na Łazienkowską były już tylko kwestią czasu. Chociaż z Legią w pamiętnym 1971 r. rozstał się w okolicznościach raptownych i nieprzyjemnych, dla kibiców tego klubu jest ważnym symbolem wielkiej drużyny z czasów, gdy należała do ścisłej europejskiej czołówki. W życiu radził sobie jednak znacznie gorzej niż na boisku. ,,Po zakończeniu kariery coraz bardziej wsiąkał w złe warszawskie towarzystwo. Skłonność do zabawy i alkoholu niszczyła jego organizm. Wyglądał coraz gorzej i czuł się coraz gorzej ale nikt nie był w stanie mu pomóc.”- twierdzi Smulski, który jeszcze przez wiele lat miał z nim kontakt. Władysław Grotyński zmarł na serce w czerwcu 2002 roku, w czasie finałów mistrzostw świata, nie dożywszy nawet 57 lat.

6

12

Pamiętamy:


16 października 1986 r. zmarł Sandro Puppo, jedyny włoski trener w historii FC Barcelony. Zasłynął z tego że za jego rocznej kadencji zadebiutował jedyny Hiszpan ze Złotą Piłką France Football- Luis Suarez. Gustavo Biosca, ówczesny piłkarz Barçy, w wywiadzie z 1988 r. wspominał niecodzienny warsztat włoskiego szkoleniowca: ,,Pamiętam bardzo dobrze jak Luis Suarez przyszedł do drużyny w wieku zaledwie 18 lat. Był bardzo dziecinnym Galicyjczykiem, który zaistniał pod rządami Sandro Puppo, bardzo nietypowego trenera. Kazał nam się boksować w czasie treningów aby zachować ,,formę”. Luisowi się to nie spodobało, ważył nie wiele, więc jeżeli dobrze byśmy nim potrząsnęli to skończylibyśmy jego karierę. Tak, tak Puppo kazał nam nosić rękawice a w oczach Luisito pojawiały się łzy.” Joan Segarra był jednym z tych piłkarzy, którzy krzyżowali rękawice z Suarezem: ,,Puppo chciał żeby Luis bił się z Goicoleą, ogromnym Baskiem i ich walka wyglądała jak pomiędzy bokserem wagi półciężkiej i wagi lekkiej. Luis mówił: Ja nie chce walczyć! Był niesamowitym piłkarzem ale jako bokser nie był już taki dobry”. Puppo jako piłkarz zdobył w 1936 r. Mistrzostwo Olimpijskie w Berlinie z drużyną Włoch ale był jedynie rezerwowym. W czasie wykonywania zawodu trenera był wśród pionierów stosowania obrony strefowej w polu karnym.


@Lionel_Messi10
@Symson
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@Sensible
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@patataj

1

Miałeś chamie złoty róg, ostał ci się jedynie... zdradziecki sznur!

11

@FCBparasiempre The Beatles

Absolutna legenda. Powiedzieć, że to jeden z największych zespołów w historii, to jakby nie powiedzieć nic. Źródło inspiracji dla późniejszych twórców. Bez Beatlesów muzyka nie byłaby taka sama. Żaden zespół muzyczny nie zapisał się tak mocno w powszechnej świadomości, nie wywalczył sobie tak istotnego miejsca w światowej popkulturze. Popularnością, którą zyskali John Lennon, Paul McCartney, George Harrison i Ringo Starr mogą poszczycić się tylko najwięksi piłkarze, jak Pele, Maradona czy Messi. Ten wielki muzyczny kwartet założony został w Liverpoolu, mieście mocno kojarzącym się z futbolem. To z tej miejscowości pochodzą dwa duże kluby – sześciokrotny zdobywca Pucharu Europy, Liverpool FC oraz mniejszy, ale mający duże znaczenie dla angielskiego piłkarstwa Everton, jeden z tych klubów, które zakładały ligę angielską w 1888 roku. Czy John, Paul, George lub Ringo kibicowali któremuś z tych klubów? Trudno znaleźć jakiekolwiek dowody, które miałyby na to wskazywać. Żaden z muzyków nie identyfikował się ani z „The Reds” ani też z „The Toffees”. Nie wiemy w jakim stopniu interesowali się piłką nożną. Podobno McCartney widziany był na trybunach podczas finału Pucharu Anglii w 1968 roku, kiedy Everton rywalizował z West Bromem. Wybitny gitarzysta tak mówił o swoim podejściu do kibicowania na antenie Radia Merseyside: ,,Deal jest taki: mój ojciec urodził się w dzielnicy Everton, więc moja rodzina jest oficjalnie „Evertonians”. Jeśli Liverpool i Everton spotkają się kiedyś w finale FA Cup, lub gdy rozgrywane są derby, to trzymam kciuki za Everton. Jednak kiedy graliśmy koncert na Wembley, to zaprzyjaźniłem się z Kennym Dalglishem. Pomyślałem sobie wtedy, że będę wspierał obydwie drużyny. Nie obchodzą mnie te katolicko-protestanckie zaszłości. Gdybym jednak miał wybierać, to wybieram Everton”. Ringo Starr kojarzony był z klubem spoza Liverpoolu, konkretnie z Arsenalem. Wszystko dlatego, że jego ojczym pochodził z Londynu i zabierał przyszłego perkusistę na mecze przyjeżdzających na Anfield i Goodison „Kanonierów”. Synowie Starra zostali jednak fanami „The Reds”. Gdy w 1967 roku argentyński Racing de Avellaneda pokonał Celtic, John Lennon podobno ucieszył się z porażki szkockiej drużyny. Tak przynajmniej miał wspomnieć w jednym z wywiadów. Faktem natomiast jest telegram, który Beatlesi wysłali dwa lata wcześniej do Billa Shankly’ego, trenera Liverpoolu, przed meczem o Puchar Anglii z Leeds United. Zapewnili, że będą oglądać mecz w telewizji i życzyli powodzenia. Trofeum trafiło do piłkarzy „The Reds”. Piłkarskie akcenty pojawiały się czasem w twórczości słynnych muzyków. Na okładce solowego albumu Lennona „Walls and bridges” z 1974 roku widzimy rysunek wykonany w dzieciństwie przez artystę, przedstawiający akcję z meczu piłkarskiego. Podobno inspiracją była fotografia z finału Pucharu Anglii w 1952 roku, kiedy Arsenal rywalizował z Newcastle. Na ostatnim albumie The Beatles – „Let It Be” z roku 1970 znalazł się z kolei krótki utwór „Dig It”, w którym wymienione zostało nazwisko Matta Busby’ego, legendarnego trenera Manchesteru United, a wcześniej piłkarza Manchesteru City i Liverpoolu. Największym, najpowszechniejszym skojarzeniem Beatlesów z piłką nożną jest chyba piosenka „Yellow Submarine” z albumu pod tym samym tytułem z roku 1969. Przydomek „Żółta Łódź Podwodna” przylgnął bowiem do Villarealu, hiszpańskiego klubu od dawna liczącego się na międzynarodowej arenie, triumfatora Ligi Europy w 2021 roku. Rafał Gałązka szeroko pisał o piłkarskich związkach zespołu The Beatles z piłką nożną dla portalu Futbolowa Rebelia w tekście „Co łączyło The Beatles z futbolem?”, który polecamy i do którego odsyłamy po więcej informacji.

The Rolling Stones

Nikomu nie trzeba przedstawiać także innego muzycznego giganta w Wysp Brytyjskich – zespołu The Rolling Stones. Grupa narodziła się na początku lat 60. W pierwszym okresie działalności zespół wykonywał kompozycje zaczerpnięte z repertuaru innych artystów, głównie bluesowych i rhythmandbluesowych. Od roku 1965 w ich twórczości zaczęły dominować dzieła tworzone przez Micka Jaggera i Keitha Richardsa. Wówczas kariera założonego w Londynie kwintetu zaczęła nabierać rozpędu. W końcu podbili świat, między innymi utworem „I Can’t Get No/Satisfaction”, który stał się jednym z hymnów rockowego pokolenia. Wokalista grupy, wspomniany Mick Jagger, w przeciwieństwie do muzyków The Beatles, otwarcie przyznaje się do bycia piłkarskim kibicem. Kiedy w 2018 roku na rosyjskich boiskach odbywały się finały mistrzostw świata, Stonesi zaplanowali trasę koncertową w taki sposób, by ich występy nie kolidowały z meczami reprezentacji Anglii. Gazeta „Daily Mirror” cytowała osobę blisko związaną z zespołem: ,,Gdy tylko zaczęli planować trasę, pierwszą rzeczą, o jakiej pomyśleli, była piłka nożna. Wszyscy ją uwielbiają, a w szczególności Mick. Upierał się, żeby dni wolne zbiegły się w czasie z meczami Anglików”. Jagger oglądał z trybun bodaj najsłynniejszy mecz tamtego mundialu. Pojawił się w Belo Horizonte na półfinale, w którym Brazylia przegrała z Niemcami aż 1:7. Była to najbardziej przykra porażka w dziejach brazylijskiego futbolu, obok przegranego spotkania z Urugwajem w ramach rywalizacji o tytuł mistrza świata w 1950 roku na Maracanie. Brazylijscy kibice obwinili nawet wokalistę o to, że… przyniósł ich drużynie pecha. Mick kibicował bowiem ekipie „Canarinhos”. Fani najbardziej utytułowanej reprezentacji w historii mundialu powoływali się na fakt, jakoby zespoły wspierane przez Jaggera szybko odpadały z rozgrywek. Artysta odniósł się nawet do tych oskarżeń, lecz zrobił to w humorystycznym tonie, żartując w rozmowie z gazetą „The Sun”, że może wziąć na siebie odpowiedzialność wyłącznie za pierwszą bramkę. Nawet gdyby Jagger rzeczywiście był winny tamtego niepowodzenia brazylijskich piłkarzy, kibice mający w pamięci wybitne dzieła jego zespołu z pewnością by mu wybaczyli. Żal po piłkarskich porażkach w końcu mija, a wielkie muzyczne utwory pozostają z nami na zawsze.

Pink Floyd

Pora na zespół z nurtu rocka progresywnego. Grupa założona została w 1965 roku w Londynie. Była pionierem w dziedzinie czynienia z koncertów wielkich artystycznych widowisk wykraczających poza muzykę. Członkowie ulubionego zespołu autora tego tekstu byli inspiracją dla wielu wspaniałych artystów na czele z Genesis, Yes czy Davidem Bowie’m. Kilka ich płyt zapisało się nie tylko w muzyce, ale ogólnie w światowej kulturze. Okładki albumów „The Wall”, „The Dark Side of The Moon” czy „Wish You Were Here” znane są także wielu osobom nieinteresującym się muzyką. Pierwsze z wymienionych dzieł zostało nawet zekranizowane przez Alana Parkera. Jeśli chcemy poszukać w twórczości Pink Floyd akcentów piłkarskich, musimy sięgnąć po album „Meddle” z 1971 roku. Znalazł się na nim utwór „Fearless”, w który zostały wplecione głosy kibiców Liverpoolu śpiewających klubowy hymn „You’ll Never Walk Alone” – piosenkę z musicalu Carousel z 1954 roku, wykonywaną później głównie przez zespół Gerry and the Pacemakers, ale też przez takich artystów jak Frank Sinatra czy Elvis Presley. Sam tytuł miał piłkarskie pochodzenie. Słowo „nieustraszony” było bowiem używane w futbolowych kręgach i stanowiło synonim słowa „świetny”. Doszukiwano się w tekście odniesień do Syda Barretta, kolorowego ptaka, członka Pink Floyd do roku 1968. Zarówno on, jak i większość pozostałych muzyków brytyjskiej grupy, nie byli zbyt mocno kojarzeni z piłką nożną. Roger Waters, David Gilmour i Richard Wright nie mieli poważnych związków z tą dyscypliną. Tego samego nie można powiedzieć o Nicku Masonie. Perkusista Floydów uratował przed upadkiem Bolton Wanderers. Kilka lat temu angielski klub popadł w poważne tarapaty. Groziło mu nawet zniknięcia z mapy piłkarskiego świata. Uratowała go grupa Football Ventures, za którą stał właśnie Mason. W 2019 roku klub wykupiony został za 10 milionów funtów. Cieszymy się, że możemy przywrócić ten wspaniały klub piłkarski na właściwe miejsce – napisano w oświadczeniu wydanym przez Football Ventures po wykupieniu Boltonu.

The Cure

W 1953 roku Blackpool FC pokonało Bolton Wanderers i zdobyło Puchar Anglii. Sześć lat później właśnie w Blackpool na świat przyszedł Robert Smith, który w latach 70. założył zespół The Cure. Wspomniane miasto jest największym morskim kurortem Wielkiej Brytanii. Trochę mroczne, jak muzyka opisywanej grupy. Richard Carman tak pisał o nim w biografii Roberta Smitha: Morze ma tu kolor granitu, a brudne fale zmywają dwa razy dziennie zamki z piasku. Blackpool wygląda jak piosenki Morrisey’a: „nadmorskie miasteczko, które zapomnieli zamknąć”. Smith wraz z rodziną wyprowadził się z Blackpool już w wieku trzech lat. Zespół narodził się w Crowley. Nim to nastąpiło, młody Robert był zafascynowany muzyką. Miłością do niej zaraził go starszy brat. Oczarowali go Rolling Stonesi, Jimi Hendrix i, przede wszystkim, David Bowie. Ale muzyka nie była jedyną pasją Smitha. Bliski jego sercu był także futbol. Jako 15-latek, późniejszy wokalista The Cure grał w piłkę na pozycji skrzydłowego w młodzieżowej drużynie Wasps. Podobno wielkiego talentu do sportu nie miał. Kiedy trener z niego zrezygnował, Smith odstawił piłkę i chwycił za gitarę. W tej dziedzinie zaprezentował zdecydowanie większe umiejętności. Opowiadał, że futbol zawsze miał duże znaczenie nie tylko dla niego, ale dla całego zespołu. Dlatego też muzycy The Cure starali się planować trasy koncertowe po turniejach o mistrzostwo świata i Europy. Smith jest kibicem Queens Park Rangers. W młodości bywał na trybunach stadionu Loftus Road. Przyznaje, że to dzięki ojcu i bratu, bowiem oni też trzymali kciuki za drużynę z zachodniego Londynu. Jako artysta Robert Smith rozpalał serca fanów, jego teksty i kompozycje budziły duże emocje. Wraz z kolegami wniósł do muzyki bardzo wiele, stworzył coś wyjątkowego, nietuzinkowego. Zespół odnalazł się w wielu gatunkach, tworzył nową falę, był jednym z pionierów rocka gotyckiego. Słuchając The Cure, nie możemy więc żałować, że Smithowi nie powiodło się w karierze piłkarskiej.

Oasis

Bardzo mocne związki z piłką nożną ma założony w 1991 roku z Manchesterze zespół Oasis. Mało która grupa muzyczna jest tak silnie kojarzona z futbolem. Wszystko za sprawą miłości braci Gallagherów, Liama i Noela, do Manchesteru City. Dzieciństwo mieli trudne. Byli bici przez ojca. Życiowe przeciwności nie przeszkodziły im jednak w pielęgnowaniu uczuć do klubu z niebieskiej części miasta. Już w młodości nawiązywali kontakty z ultrasami „The Citizens”. Później, już jako znani muzycy, często zabierali głos w sprawie swej ukochanej drużyny. Ich wypowiedzi wiele razy były mocne, wyraziste, a nawet niewybredne, ocierające się o wulgarność. Zdarzało się, że atakami Gallagherów padały wielkie postaci angielskiej piłki. Przykładowo o Johnie Terrym, legendarnym obrońcy londyńskiej Chelsea, Noel powiedział w wywiadzie dla Football365, że jest płaczusiem i ma śmieszne oczka. W ogniu krytyki ze strony braci znajdowali się także trenerzy sir Alex Ferguson i Arsene Wenger. Oczywiście tego typu wypowiedzi budziły szacunek wśród kibiców City. W 2012 roku Liam Gallagher pojawił się na trybunach Estadio Santiago Bernabeu podczas meczu Ligi Mistrzów, w którym Manchester City mierzył się z Realem Madryt. Muzyk nie obejrzał jednak meczu do końca, bowiem… został wyrzucony z trybun stadionu w stolicy Hiszpanii. Tak przynajmniej podawał madrycki dziennik „AS”. Brytyjska gazeta „The Sun” pisała, że artysta opuścił dalszą część meczu z własnej woli. Jeśli wierzyć hiszpańskim dziennikarzom, Gallagher zasiadł w sektorze kibiców gospodarzy, krzyczał i obrażał sympatyków „Królewskich”. Był uspokajany przez policję. Oasis cieszy się dużą popularnością nie tylko wśród kibiców. Także wielu piłkarzy utożsamia się z tym zespołem. Należy do nich choćby słynny napastnik Juventusu i reprezentacji Włoch Alessandro Del Piero, który nawet wystąpił w jednym z teledysków grupy. Wielkim wyrazem uznania dla zespołu ze strony kibiców jest świętowanie sukcesów Manchesteru City poprzez śpiewanie bodaj największego hitu Oasis – „Wonderwall”. Chóralne śpiewy niosą się po trybunach, kiedy „Obywatele” sięgają po krajowe trofea.

Elton John

Urodzony w 1947 roku piosenkarz zasłynął z wielu przebojów od lat płynących z radiowych głośników. Znaczącą kartę zapisał też w świecie piłki nożnej. Od dzieciństwa był kibicem Watford FC. Na tym jednak nie kończy się jego piłkarska działalność. W 1976 roku kupił swój ukochany klub. Watford grał wówczas w czwartej lidze. Artysta pełnił funkcję właściciela klubu do 1987 roku. Dekadę później ponownie kupił jego akcję. W roku 2002 zrezygnował z części akcji i zachował pakiet mniejszościowy. Był w klubie jeszcze przez sześć lat, aż zdecydował się na odejście. Był niezadowolony z sytuacji, jaka wtedy panowała w drużynie. Z Eltonem Johnem u steru Watford FC awansował do pierwszej ligi, w sezonie 1982/1983 zdobył wicemistrzostwo Anglii, a w kolejnym dotarł do finału krajowego pucharu. Nic więc dziwnego, że piosenkarz został uhonorowany. W 2014 roku jego imieniem nazwano trybunę honorową na stadionie Watfordu. Jej otwarcie miało miejsce przed spotkaniem ligowym przeciwko Wigan, wygranym przez „Szerszenie” 2:1. Twórca przeboju „Sacrifice” nie krył wzruszenia, mówiąc:

,,DZIĘKUJĘ WAM WSZYSTKIM. TO JEDEN Z NAJSZCZĘŚLIWSZYCH DNI W MOIM ŻYCIU. ZACZĄŁEM CHODZIĆ NA MECZE ZESPOŁU, GDY MIAŁEM SZEŚĆ LAT I NIGDY NIE PRZYSZŁO MI NA MYŚL, ŻE BĘDĘ MIAŁ TRYBUNĘ SWOJEGO IMIENIA”.

Julio Iglesias

Z Wysp Brytyjskich przenosimy się do Hiszpanii. W 1943 roku w Madrycie na świat przyszedł Julio Iglesias. Jest jednym na najsłynniejszych artystów z Półwyspu Iberyjskiego. Wrażenie robi nie tylko popularność jego utworów, ale także liczba języków, w jakich nagrywał płyty. Śpiewał po hiszpańsku, katalońsku, francusku, włosku, angielsku, niemiecku i portugalsku. Zanim rozpoczęła się jego wielka kariera muzyczna, działał w dwóch innych dziedzinach. Jedną z nich było prawo. Ojciec, który był cenionym lekarzem bardzo chciał, by jego syn w przyszłości został prawnikiem. Młody Julio studiował ten kierunek, a w przerwach między nauką poświęcał się piłce nożnej. Futbol wskazał mu ksiądz prowadzący zajęcia chóru, do którego Iglesias się nie dostał. Wtedy nikt nie spodziewał się, że wkrótce zostanie wielkim artystą. Zdecydowanie bliżej było mu do kariery piłkarskiej, zwłaszcza, że dostąpił zaszczytu założenia koszulki wielkiego Realu Madryt. Wprawdzie nie grał jeszcze w pierwszej drużynie „Królewskich”, ale podobno przejawiał duży talent. Był brakarzem. Niestety, w 1963 roku wydarzyło się coś, co przekreśliło nadzieję na wielkie futbolowe sukcesy. Samochód, którym Julio jechał wraz z przyjaciółmi uderzył w drzewo. Iglesias przez tydzień pozostawał w śpiączce. Był częściowo sparaliżowany. Istniała poważna obawa, że nie będzie już chodził. Jednak żmudna rehabilitacja przyniosła efekty. Późniejszy gwiazdor wrócił do zdrowia. Gdy jeszcze przebywał w szpitalu, pielęgniarka przyniosła mu gitarę. Zaczął komponować melodie i pisać teksty. Tak narodziła się jego nowa pasja. Był to początek wielkiej kariery. Od tej chwili życie Hiszpana wypełniała muzyka. Stał się jednym z najpopularniejszych hiszpańskich piosenkarzy. Jak wiele osiągnąłby w futbolu, gdyby nie wypadek? Tego już nigdy się nie dowiemy.



To tylko wybrane związki słynnych muzyków z piłką nożną. Może nie było ich wiele, ale przyznać trzeba, że te dwie dziedziny jednak czasem się przenikają. To pokazuje, że futbol jest ważny dla świata, pojawia się w twórczości artystów, rozpala emocje w ludziach związanych z innymi branżami. Tu skupiliśmy się na zagranicznych muzykach. W kolejnej części postaramy się opisać polską scenę pod kątem związków z piłkarstwem.


7

10

Wybitne legendy futbolu:

15 października 1968 r. urodził się Didier Deschamps, francuski pomocnik i trener; Mistrz Świata(1998), Mistrz Europy(2000), Zdobywca Ligi Mistrzów–1993(z Olimpique Marsylia) i 1996(z Juventus Turyn), Zdobywca Superpucharu Europy(1996), Zdobywca Pucharu Interkontynentalnego(1996). Swoją karierę sportową zaczynał jako zawodnik rugby w klubie Biarritz Olympique. Jednak szybko rozumiał, że jego powołaniem jest piłka nożna i rozpoczął grę w amatorskim klubie Aviron Bayonnais. W 1982 roku został zauważony przez szkółkę FC Nates, ciesząca się jedną z najlepszych opinii w kraju. Po debiucie w Nantes, Deschamps okazał się graczem dobrze poukładanym zarówno technicznie, jak i taktycznie, był niestrudzony, przy czym miał silną osobowość. Zagrał on swój pierwszy mecz w Ligue 1, 27 wrześnie 1985 roku. Jako defensywny pomocnik odznaczał się wieloma przechwytami i instynktem lidera.W 1989 roku trafił do Olympique Marsylii. Spędził on sezon 1990/91 na wypożyczeniu w Bordeaux, po czym wrócił do Marsylii. Wraz z OM zdobył wiele tytułów, oraz został kapitanem. Dwa razy zdobył tytuł mistrza Francji (1990 i 1992), w 1993 roku zwyciężyli, jako jedyny do tej pory zespół z Francji- Ligę Mistrzów, po meczu z AC Milanem. W 1994 roku jego osobą zainteresował się Juventus Turyn, gdzie ostatecznie trafił. Od razu stał się liderem zespołu, prowadząc Juve trzykrotnie po tytuł mistrza Włoch, oraz zwyciężając w wielu krajowych pucharach. Stara Dama stała się krajową i europejska potęgą. Występował obok kolegi z reprezentacji Zinedine Zidane’a. W 1999 roku przeniósł się do Chelsea Londyn, gdzie udało mu się zwyciężyć jedynie w pucharze Anglii. Karierę zakończył w Hiszpanii, a konkretnie w Valencii. Został wybrany najlepszym piłkarzem XX wieku przez francuski dziennik L' Equipe. W kwietniu 1989 roku Michel Platini powołał go do kadry na mecz z Jugosławią. Deschamps miał wówczas 20 lat. W czerwcu 1996 roku został kapitanem reprezentacji Francji. Didier potrafił świetnie współpracować z nowym trenerem, Aime Jacquetem co zaprocentowało późniejszymi sukcesami. W 1998 roku Francja zostaje Mistrzem Świata. Deschamps jest głównym twórcą tego tytułu. Zdobył również tytuł Mistrza Europy w 2000 roku, lecz zwycięstwo nie przyszło mu łatwo. Przez nieregularne występy w Chelsea liczba jego krytyków rosła. Wraz z Laurentem Blanciem i Bernadem Lamą ogłosił koniec kariery reprezentacyjnej. W 2001 roku został trenerem AS Monaco. Pierwszy sezon był fatalny, lecz już kolejne lata przynoszą jego zmiany taktyczne i kadrowe, co obfituje w zdobycie Pucharu Ligi w 2003 roku, a następnie w 2004 dojście do finału Ligi Mistrzów gdzie ulegli zespołowi FC Porto. 19 września 2005 roku został zwolniony, a jego miejsce zajął Włoch, Francesco Guidolin. 10 lipca 2006 roku został zatrudniony prze Juventus Turyn. Za jego kadencji, pod decyzji sądu, za uczestnictwo w aferze korupcyjnej Juventus spadł do Serie B. Deschaps szybko zdołał doprowadzić Starą Damę do Serie A. Jednak 26 maja 2007 roku, Francuz zrezygnował z pełnionej funkcji, decyzje uzasadniając trudnymi stosunkami z prezesem, Alessio Secco. 1 czerwca 2009 roku otrzymał nominację, na podstawie której związał się z Olympique Marsylią na dwa lata. W dniu 27 marca 2010 roku OM zwyciężyła, pod jego wodzą z Bordeaux w finale pucharu Ligi. Był to pierwszy tytuł od pamiętnego zwycięstwa Marsylczyków w Lidze Mistrzów z 1993 roku. Jednak nie było to ostatnie trofeum zdobyte przez Didiera w tym sezonie. 5 maja 2010 roku Olympique Marsylia zdobyła odpowiednią ilość punktów by zapewnić sobie tytuł mistrza Francji. Został jednym z czterech najlepszych trenerów ligi w sezonie 2009/10. Na początku sezonu 2010/11 wywalczył, po meczu z PSG, superpuchar Francji. Wygrał trofeum France Football na najlepszego trenera roku 2010. W sezonie 2011/12 sięgnął po raz drugi z rzędu po puchar Ligi, oraz zajął 10 miejsce w Ligue 1, po czym przedłużył kontrakt z OM o kolejny sezon.

@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
@Sensible
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi

1

@Symson Słuchaj, tak na marginesie to okropnie ciężko jest ułożyć tą liste całkowicie sprawiedliwie. Otóż przykładowo Lew Jaszyn czy Vladimir Beara są najlepsi na świecie na pozycji bramkarza, natomiast taki Pele, Friedenreich czy Luis Nazario de Lima są bezkonkurencyjni na pozycji napastnika. No i weź tu chłopie sklasyfikuj ich, który jest najlepszy a który gorszy!? Dlatego ja osobiście wolę układać ,,jedenastki" wszechczasów niż 100 czy 200 piłkarzy. Mam juz takie dwie jedenastki to prześle w njalbliższym czasie jak chcesz? No ale tą setke też ułoże, mam już kilka pozycji...

1

@Symson W dużej mierze zgadzam się z tą strona, którą ci podałem ale nie do końca. Jak ułoże swoją liste 100 to ci z przyjemnością prześle. Pozdrawiam :)

16

Prezentacja planów Camp Nou 1993:

15 października 1992 r. FC Barcelona zaprezentowała plany modernizacji stadionu i powiększenia powierzchni muzeum oraz sklepu. Na stadionie zatwierdzono odnowienie łazienek i instalacje wind. Wobec zwiększających się wymogów bezpieczeństwa należało dostosować wejścia na stadion i trybuny a także wybudować nowe centrum kontroli. Z uwagi na przybywającą liczbe trofeów postanowiono również rozbudować muzeum. Liczba pamiątkowych rzeźb, obrazów i innych pamiątek znacząco przekraczała dostępną powierzchnie. Sukcesy Blaugrany powiększyły zainteresowanie kibiców, więc klub rozpoczął negocjacje z Kappą na temat stworzenia nowego sklepu z unikatowymi pamiątkami.



@Roni/VEB
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Sensible
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Symson
@Lionel_Messi10
@patataj

10

@FCBparasiempre W 1878 roku Brytyjczyk Joseph Wilson Swan opatentował pierwszą nadającą się do masowej produkcji żarówkę. 14 października tego samego roku a więc 144 lat temu, rozegrano pierwszy mecz piłki nożnej na sztucznie oświetlonym boisku. Choć dziś prawie każdy szanujący się klub dysponuje obiektem z elektrycznym oświetleniem, pierwsze stadionowe reflektory nie były specjalnie wydajne i wiele wody upłynęło w Tamizie, nim jasność na stałe zadomowiła się na angielskich boiskach. Historyczny pierwszy mecz pod lampami rozegrano przy Bramall Lane w Sheffield. Na boisku zmierzyły się dwie drużyny złożone z piłkarzy tzw. Sheffieldzkiego Związku Piłkarskiego (takich lokalnych organizacji było w wiktoriańskiej Anglii kilka, każda rozgrywała swoje mecze według nieco innych zasad). Ku zadowoleniu organizatorów, zainteresowanie tym niecodziennym spektaklem było olbrzymie. Sprzedano aż 12000 biletów, co przyniosło łączny dochód 300 funtów. Kolejne 6000 osób skorzystało z zapadających ciemności i dostało się na stadion „na gapę”. Szacuje się, że mecz przy Bramall Lane obejrzało łącznie 18000 – 20000 mieszkańców „Stalowego Miasta” i okolic. Po raz pierwszy spotkanie piłkarskie rozgrywane poza Glasgow przyciągnęło ponad 10000 fanów. Dla porównania Finał Pucharu Anglii w tym samym roku na żywo zobaczyło około 5000 kibiców, tak więc można przyjąć, że wydarzenie było olbrzymim sukcesem. Oświetlenie zapewniło Tasker, Sons & Co., przedsiębiorstwo zajmujące się głównie produkcją obuwia. Jednak właściciel firmy, John Tasker, człowiek otwarty na wszelkiego rodzaju innowacje, nie skąpił pieniędzy na rozwój inżynierii i mechaniki. To właśnie dzięki temu działowi firma była w pewnym momencie głównym dostawcą płyt pancernych dla Marynarki Wojennej Jej Królewskiej Mości. Szczególnym zainteresowaniem darzył sheffieldzki przedsiębiorca wynalazek Grahama Bella – telefon. To Taskerowi zawdzięczało Sheffield pierwszą, obsługującą dwunastu subskrybentów, centralę telefoniczną. Także pierwsza elektrowniaoraz sieć energetyczna miasta powstała przy jego współudziale. Nic więc dziwnego, że człowiek tak bardzo zafascynowany możliwościami nowego źródła energii, stał za pierwszym w historii meczem piłkarskim rozegranym w świetle lamp elektrycznych. Na oświetlenie przy Bramall Lane złożyły się cztery wysokie na 10 metrów drewniane wieże, które podtrzymywały lampy zasilane z czterech znajdujących się za bramkami prądnic Siemensa – po jednej na każdą lampę – napędzanych przez dwa silniki spalinowe. Łączna moc wyprodukowanego w ten sposób oświetlenia miała równowartość „8000 standardowych świec”. Jak donosiły lokalne dzienniki, światło wokół murawy było tak jasne, że kobiety rozkładały parasolki, chroniąc się przed nim, niczym przed promieniami słonecznymi. Niestety oświetlenie nie rozjaśniało całej murawy i nie dało się przemieszczać na tyle szybko, by nadążyć za grą. Ale to nie był jedyny problem. Źródła światła umieszczone stosunkowo nisko nad ziemią oślepiały zawodników i były powodem wielu widowiskowych błędów i pomyłek. Na boisku drużyna „Niebieskich” pokonała „Czerwonych” dwa do zera. I choć z technicznego punktu widzenia spotkanie rozegrane w blasku reflektorów miało swoje mankamenty, to liczba widzów sprawiła, że wydarzenie uznano za organizacyjny sukces.

W ciągu kolejnych kilku miesięcy podobne mecze pokazowe rozegrano w różnych częściach Anglii. Szybko jednak stało się oczywiste, że na tym etapie rozwoju oświetlenie stadionów nie było dostatecznie zaawansowaną technologią. Pierwszym problemem okazała się wysokość słupów, na których montowano reflektory. Tam, gdzie organizatorzy zdołali ustawić co najmniej cztery odpowiednio wysokie wieże, efekt był przeważnie satysfakcjonujący. Większość spotkań rozgrywana była jednak przy dwóch, a czasem nawet przy tylko jednym źródle światła, co nie wystarczało by odpowiednio rozjaśnić murawę. Kolejnym problemem była zawodność ówczesnych urządzeń elektrycznych. Z tego powodu niewiele z tych spotkań trwało regulaminowe dziewięćdziesiąt minut, całej masy meczów nie udało się w ogóle zacząć, a te podczas których kibice doczekali pierwszego gwizdka, często były wielokrotnie przerywane z powodu częstych awarii. Pomimo niedoskonałości testowanych rozwiązań, kluby piłkarskie nie ustawały w kolejnych próbach. Światła sprawdzano na londyńskim stadionie krykietowym The Oval. Mecze przy sztucznym oświetleniu rozgrywał klub Thames Ironworks, który w późniejszych latach przekształcił się w West Ham United. W 1895 roku Ironworks rozgrywało wieczorne mecze z dużym powodzeniem i w obecności pokaźnych tłumów. Aby uzyskać lepszy efekt, zarówno piłkę, jak i ramy bramek malowano przed spotkaniem wapnem. Niestety eksperymenty zostały brutalnie przerwane, kiedy klub eksmitowano ze stadionu, między innymi dlatego, że maszty podtrzymujące lampy zbudowano bez pozwolenia.


Prawdopodobnie najdziwniejsza próba rozegrania spotkania piłkarskiego przy sztucznym świetle miała miejsce w 1920 roku, kiedy to popularna kobieca drużyna Dick Kerr’s Ladies, rozegrała spotkanie pokazowe pod reflektorami przeciwlotniczymi. Kroniki filmowe z tego wydarzenia pokazują, jak piłkarki biegające w kręgu światła jednocześnie zasłaniają rękoma oczy, chroniąc się w ten sposób przed oślepiającym blaskiem. Reszta murawy spowita była prawie całkowitymi ciemnościami. Kolejne trzydzieści lat prób i kolejne trzydzieści lat walki z tradycjonalistyczną Angielską Federacją Piłkarską, która w latach trzydziestych zabroniła rozgrywać mecze o punkty przy sztucznym świetle, aż w końcu na początku lat pięćdziesiątych maszty oświetleniowe zagościły na wszystkich ważniejszych stadionach piłkarskich na Wyspach. Futbol brytyjski mógł wreszcie w pełni korzystać z udogodnienia, jakim było sztuczne oświetlenie.


11

Pierwszy w historii mecz przy sztucznym oświetleniu(wiecie gdzie czytać):

@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Sensible
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
@Symson
@DaPidejpi

13

Campeonato Sudamericano de Selecciones:

14 października 1917 r. Urugwaj pokonuje Argentynę 1:0 na Parque Central w Montevideo w drugiej edycji Copa America i tym samym sięga po raz drugi z rzędu po Puchar Ameryki Południowej. Ciekawe są kulisy tego finału a konkretnie jak do niego doszło? Otóż delegacja ,,Albicelestes” wypłynęła na pokładzie kanonierki ze sporym wyprzedzeniem. Zanim okręt dotarł do sąsiedzkiego portu, pasażerowie przeżyli swoje, bowiem morze tego dnia nie było zbyt spokojne. Potem jeszcze oczekiwanie w Colonii na ekspres do Montevideo, który wyruszył o 2.30 w nocy. W stolicy ledwie żywi piłkarze pojawili się o 8.30 rano, po czym niewiele później, przebrawszy się w stroje sportowe wybiegli na murawe. Przywitała ich burza oklasków, gdyż obiektywna publiczność w pełni doceniła poświęcenie tak heroicznych sportowców. Sprzedano na ten mecz 29 tys. biletów a dalsze kilka tysięcy podnieconych miłośników futbolu wcisnęło się na stadion bez karty lub gęsto oblepiło wzgórza i wszelkie możliwe wyniosłości terenu, okalające Parque Pereyra. Padający z nóg Argentyńczycy zdumiewali ofiarnością i bezprzykładną ambicją, jednak w tej sytuacji przewaga gospodarzy była poza dyskusją. Złoty gol legendarnego Hectora Scarone w 59 minucie zapewniła im zwycięstwo. Końcowy gwizdek sędziego Livingstone’a utonął w wezbranym morzu powszechnego entuzjazmu. Setki kibiców wyległo na płyte, wynosząc na ramionach prawdziwych bohaterów tego dramatu a mianowicie Argentyńczyków. Był to autentyczny przejaw obustronnie rycerskiej, pięknej postawy ale takie też reguły rządziły ówczesnym sportem.

@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Sensible
@Symson
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10

12

Prezydenci FCB:

14 października 1953 r. Francesc Miro-Sans zostaje prezydentem FC Barcelony. Pracę w zarządzie rozpoczął w 1950 r. W 1953, po dymisji Marti Carreto z powodu ,,sprawy Di Stefano” objął stery w klubie. Wybory wygrał niewielką przewagą w liczbie głosów(8771 do 8460). Podczas pierwszej kadencji jego największym sukcesem było rozpoczęcie prac przy budowie stadionu Camp Nou, którego konstrukcja pochłonęła dużo większy budżet niż pierwotnie zakładano. Miro-Sans był za to mocno krytykowany. Wyniki zespołu(zdobycie tylko jednego Pucharu Hiszpanii przez 4 lata) również nie były najlepsze. Mimo to dotychczasowy prezydent został wybrany na drugą kadencję ogromna większością głosów(155 do 58, prawo wyboru mieli przedstawiciele socios). Wraz z objęciem stanowiska trenera prze Helenio Herrere poprawiły się wyniki sekcji piłkarskiej(2 tytuły ligowe, Puchar Hiszpanii i 2 Puchary Miast Targowych) a sekcja koszykarska wygrała lige hiszpańską po raz pierwszy w historii. Liczba socios w latach 1953-61 wzrosła znacząco z 33 tysięcy do 40 tys. Dnia 28 lutego 1961 r. Miro-Sans musiał podać się do dymisji z uwagi na fatalną sytuacje finansową klubu.

@Symson
@Sensible
@Pawel13sz
@patataj
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@DaPidejpi

1

@Symson No z czasem to tak średnio ale zaraz, czy chodzi ci o moją subiektywną liste 100 piłkarzy, czy jakieś inne źródło? bo jest np. FIFA 100 lub najlepsi piłkarze wszechczasów ze strony https://pehasports.com/najlepsi-pilkarze-wszech-czasow/
Na swoją liste to musiałbym poświęcić troche czasu ale czegóż się nie robi z miłości do futbolu!?

11

@FCBparasiempre13 października 1955 roku w maleńkim Zelowie urodził się Krzysztof Surlit. Jego rzuty wolne wprawiały w osłupienie publiczność oraz bramkarzy drużyn przeciwnych. Stałe fragmenty i strzały z dystansu to była jego specjalność. Strzelał bramki największym zespołom z europejskiej czołówki, z Manchesterem United i Juventusem na czele. Niedoceniany symbol Widzewa, który po odejściu jego największych gwiazd – Zbigniewa Bońka i Władysława Żmudy – przyczynił się do jednego z największych sukcesów w historii polskiej klubowej piłki nożnej. Swój żywot zakończył tam, gdzie czuł się najlepiej – na boisku. Poznajcie historię (nie)zapomnianego Krzysztofa Surlita. Mieszkający niewiele ponad 50 km od Łodzi młody zawodnik pierwsze piłkarskie kroki stawiał w miejscowym Włókniarzu. Do Widzewa trafił jeszcze przed ukończeniem 18. roku życia. Być może transfer ten nie doszedłby do skutku, gdyby nie fakt, iż w tym samym czasie do klubu mieszczącego się przy alei Piłsudskiego trafił z Legii starszy brat Krzysztofa Surlita, Wiesław. W roku 1973 zaczął pisać swoją piękną historię, która jest nieodłącznie związana z łódzkim zespołem. Piłkarz ten stanowił symbol słynnego „widzewskiego charakteru”. Hasło, dziś powtarzane chyba nad wyraz, dawniej znaczyło wiele. Wola walki, agresja, gra do upadłego – te wszystkie cechy odzwierciedlały jego grę. Na co dzień był raczej spokojnym człowiekiem, ale na boisku pozostawiał całe swoje serce. Słysząc o atomowych strzałach, mamy przed oczami takich piłkarzy, jak Ronald Koeman czy Roberto Carlos. Pod tym względem Krzysztof Surlit nie miał się jednak czego wstydzić i w niczym nie ustępował wyżej wymienionym gwiazdom. Stałe fragmenty wykonywał z nieprawdopodobną siłą oraz precyzją. Posyłane przez niego piłki nabierały niebywałej rotacji i leciały niczym pociski. Nieważne, czy strzelał z trzydziestu czy czterdziestu metrów. Bramkarzom, którym dane było posmakować jego piekielnych strzałów, wielokrotnie wyginały się ręce lub odparzały dłonie. Józef Młynarczyk, czyli drugi w historii Polak mogący pochwalić się zdobyciem Pucharu Mistrzów, wspominał, że stracił przytomność na jednym z treningów, gdy futbolówka uderzona przez Krzysztofa trafiła go w głowę. Siłę miał nie tylko w nogach, ale i w rękach. Przekonał się o tym pewnego razu jego kolega z zespołu – Zdzisław Rozborski, kiedy po jednym z powitalnych uścisków dłoni, wylądował na pogotowiu z pękniętym palcem. Styl Widzewa odpowiadał charakterowi samego zawodnika. Był to bardzo kompatybilny zestaw. Pierwsze problemy pojawiły się wraz z zawiadomieniem o obowiązku odbycia służby wojskowej. Klub z alei Piłsudskiego za wszelką cenę chciał zatrzymać swojego utalentowanego gracza, dlatego postanowił oddać go na jakiś czas do Startu Łódź. Cały plan spalił jednak na panewce, a piłkarz trafił ostatecznie do Zawiszy Bydgoszcz. Do swojego Widzewa powrócił w roku 1977 i grał tam aż do pamiętnego sezonu 1982/1983, jednego z najlepszych, jeśli nie najlepszego w historii klubowej polskiej piłki nożnej. Koniec lat 70. i początek 80. to bez wątpienia złoty okres w historii Widzewa. Klub, który dziś przeżywa wielki kryzys, świecił wtedy pełnym blaskiem. Kiedy Legia dotarła do półfinału Pucharu Mistrzów w sezonie 1969/1970, „Widzewiacy” zwyciężali w rozgrywkach okręgowych. Dwa lata później awansowali do drugiej ligi, do pierwszej – w roku 1975. Któż spodziewał się wówczas, iż to właśnie oni będą na ustach całej piłkarskiej Polski, a nie odwieczny rywal ze stolicy? Krzysztof Surlit nie strzelał zbyt wielu goli, ale zazwyczaj były to bramki kluczowe. Tak było chociażby w sezonie 1980/1981, gdy Widzew w 1/32 Pucharu UEFA sensacyjnie wyeliminował słynny Manchester United. Decydujące okazało się pierwsze spotkanie – RTS zremisował na Old Trafford 1:1. Gola na wagę awansu zdobył już w 6. minucie Surlit. Nie trzeba chyba dodawać, że bezpośrednio z rzutu wolnego… Rewanż zakończył się bezbramkowym remisem i to Łodzianie przeszli dalej. Swoją przygodę zakończyli w 1/8, kiedy musieli uznać wyższość angielskiego Ipswich Town. Największą sławę przyniosły mu jednak trafienia przeciwko Juventosowi. Sezon 1982/1983 na stałe zapisał się na kartach historii polskiego futbolu. Bez względu na sympatie klubowe, cała Polska kibicowała Widzewowi, który szedł jak burza i eliminował coraz mocniejszych rywali. W 1/16 piłkarze z alei Piłsudskiego poskromili Rapid Wiedeń. Nie pomógł nawet rzut karny strzelony po firmowym uderzeniu Antonina Panenki. W ćwierćfinale polskiemu zespołowi przyszło mierzyć się z naszpikowanym gwiazdami Liverpoolem. Ian Rush, Kenny Dalglish czy Bruce Grobbelaar, który przed Jerzym Dudkiem jako pierwszy zaczarował swoim tańcem przeciwników w finale Pucharu Mistrzów (stanie się to dopiero w 1984 roku). To tylko niektóre z wielkich nazwisk tamtej drużyny. „Widzewski charakter” pokazał wówczas swoją siłę jak nigdy dotąd. Zacięty bój, pełen emocji dwumecz i walka do samego końca dały Widzewowi przepustkę do półfinału. Tam czekał na nich Juventus Turyn. Zawodnikiem Starej Damy był już wtedy Zbigniew Boniek. Podopieczni Władysława Żmudy (nie mylić z byłym piłkarzem Widzewa, słynnym reprezentantem Polski) przegrali w Turynie 0:2. W drugim spotkaniu zremisowali 2:2 i, będąc o krok od wielkiego finału, pożegnali się z turniejem. Dwa gole strzelił wówczas Krzysztof Surlit; i to nie byle komu, bo samemu Dino Zoffowi. Widzewiacy mieli nadzieję na ostateczne zwycięstwo do samego końca, gdyż wygrywali 2:1. W końcówce jednak Michel Platini pewnie wykonał rzut karny podyktowany za faul na… Zbigniewie Bońku. Włosi zrewanżowali się tym samym za porażkę sprzed dwóch lat, kiedy to konkurs rzutów karnych zadecydował o tym, iż Widzew wyeliminował Juventus w 1/16 Pucharu UEFA. Niewątpliwie dwa gole z Juve umocniły nieco zapomnianą dziś legendę Krzysztofa Surlita. Ciekawa wobec tego wydaje się historia, którą można przeczytać w książce „Wielki Widzew”. Stefan Szczepłek jako jeden z niewielu dziennikarzy nie wystawił mu pochlebnej recenzji po tym spotkaniu. Napisał: „paradoksem jest, że gole zdobył jeden ze słabszych graczy”. Bohater tego artykułu po przeczytaniu tekstu podobno długo wpatrywał się w podsuniętą kartkę, a po głębszym zastanowieniu miał powiedzieć do kolegów: „on to wpier…”. W latach 90., czyli wiele lat po tym wydarzeniu, jego kolega z boiska, Tadeusz Świątek, zapytał o finał całej sprawy. Krzysztof wyciągnął tę samą kartkę, którą tamtego dnia wsunął to portfela, i rzekł: „Jeszcze go nie spotkałem, ale jak spotkam, to ją wpier…”. Stefan Szczepłek pytany o tę sytuację wspominał, że spotkali się potem kilka razy, ale nie wracali do tematu. W koszulce Widzewa wystąpił łącznie 176 razy i strzelił 30 bramek. Przyczynił się do zdobycia dwóch tytułów mistrza Polski w 1981 i 1982 roku. Jego gole z Manchesterem United i Juventusem Turyn po dziś dzień z nostalgią są wspominane przez wiernych kibiców łódzkiego klubu. Nigdy nie dane mu było wystąpić w dorosłej reprezentacji, choć niewiele brakowało, by pojechał na mistrzostwa świata do Argentyny w 1978 roku. Znalazł się w szerokiej czterdziestoosobowej kadrze, ale na mundial ostatecznie nie został powołany. W dorobku ma jedynie 8 występów w drużynie U-21. Krzysztof Surlit był prawdziwym twardzielem z krwi i kości. Do spotkań podchodził bardzo emocjonalnie. Po zawieszeniu butów na kołku próbował swoich sił jako trener i sędzia piłkarski. W latach 1999-2001 był nawet II trenerem swojego ukochanego Widzewa. 23 września 2007 roku wystąpił w pokazowym spotkaniu Gwiazd Polskiej Piłki Nożnej z Oldbojami Pogoni w Szczecinie. Jak później się okazało, był to ostatni mecz w jego życiu. Krzysztof Surlit zasłabł nagle podczas tego widowiska. Został przewieziony do szpitala, ale próby reanimacji nie powiodły się. Spoczywa na katolickiej części cmentarza na Zarzewiu w Łodzi.

7

Zapomniane legendy rodzimego futbolu(wiecie gdzie czytać):

Na wstępie pozdrawiam wszystkich sympatyków Widzewa, zwłaszcza WIELKIEGO WIDZEWA!

@DaPidejpi
@Sensible
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Symson
@patataj

11

Historia El Clasicos:

13 października 1999 r. na Camp Nou rozegrane zostało ligowe El Clasico, które zakończyło się wynikiem 2:2. To był najlepszy Klasyk z Realem od lat. W meczu nie brakowało goli, sytuacji strzeleckich i kontrowersji. Zawieszony trener Realu John Toshack zasiadł na trybunach. Goście wyszli aż czterema napastnikami. Już w pierwszej połowie Sergi powinien był być usunięty z boiska po wybiciu piłki ręką z linii bramkowej po strzale Geremiego, najlepszego gracza Realu w tym meczu. Zamiast tego Van Gaal zmienił Sergiego(zresztą bardzo niezadowolonego z tej decyzji) na Puyola. W drugiej połowie dzięki świetnej grze Figo, Blaugrana wyszła na prowadzenie 2:1 ale krótko po tym w 55 minucie za obrażanie sędziego został usunięty z boiska Kluivert. Tuż przed końcem spotkania wyrównał Raul Gonzalez(drugi gol w meczu), który palcem przyłożonym do ust uciszył Capm Nou. Był to pierwszy remis tych drużyn na Camp Nou po sześciu zwycięstwach Barçy z rzędu bez straty gola. Zainteresowanie meczem było ogromne, klub zainstalował 30 dodatkowych krzesełek w loży honorowej.

@patataj
@DaPidejpi
@Sensible
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Symson
@NaFazieHitman

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?