FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
7
Wybitne legendy polskiego futbolu(wiecie gdzie czytać):
@patataj
@MesQueUnClub_87
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
3
@DaPidejpi No tego to akurat nie wiem ale Grealish czy gdzieś chodzi czy nie, to i tak nie nadaje się na taka ekipe jak Manchester City.
11
Przypadki niejakiego… Josepa Guardioli:
3 listopada 2008 r. Pep Guardiola wprowadza nowe punkty regulaminu obowiązującego zawodników. Pierwsze miesiące Pepa na stanowisku trenera przyniosły zmiany nie tylko na polu sportowym ale miały one również kształtować charakter graczy. Szkoleniowiec wprowadził twarde zasady- spóźnienie na trening choćby o minute kosztowało każdego zawodnika 6 tys. euro i brak możliwości odbycia zajęć z drużyną. Guardiola zarządził również obowiązkowe wspólne śniadania, na które również nie wolno było przybyć po czasie(kara- 500 EURO). Najbardziej kontrowersyjna zasada dotyczyła zachowania piłkarzy poza godzinami pobytu w klubie. Pep kontrolnie dzwonił do domów piłkarzy po północy i wywołany zawodnik musiał odebrać telefon. Brak odpowiedzi kosztował każdego gracza aż 2 tys. euro. Po latach okazało się że piłkarzy inwigilowano również w inny sposób. Guardiola w czasie prowadzenia Barcelony miał obsesyjnie pilnować swoich piłkarzy i szukać tych, którzy zbyt wiele czasu spędzają w nocnych klubach. Pep miał szpiegować piłkarzy posiłkując się agencją detektywistyczną Method 3, dlatego, jeśli wierzyć hiszpańskim mediom, szkoleniowiec kazał śledzić niektórych ze swoich podopiecznych. Wśród inwigilowanych miał być Gerard Pique, Eto’o czy nawet Messi. No cóż, ,,nasz ubóstwiany” Pepito miał obsesje i zdecydowanie przesadził, jednak koniec końców nie ma tego złego…
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@Pawel13sz
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Lionel_Messi10
@patataj
9
@FCBparasiempre
2 listopada 1928 r. na terenie obecnej Chorwacji urodził się najlepszy bramkarz w… historii futbolu? Był nim Vladimir Beara. Lew Jaszyn, jako jedyny golkiper, ma na swoim koncie Złotą Piłkę. W dodatku otrzymał ją w czasach, w których wybierano naprawdę najlepszego piłkarza na świecie, bez względu na jego medialność. Nikt nie ma wątpliwości, że był arcymistrzem w swoim fachu. Gdy jednak w 1963 roku odbierał statuetkę, z rozbrajającą szczerością wyznał: „Dziękuję za wyróżnienie, ale tu powinien stać Beara. To on jest najlepszym bramkarzem na świecie”. Jakim bramkarzem musiał być zatem Vladimir Beara, że w takich słowach wypowiadał się o nim wielki Jaszyn? Vladimir od małego wykazywał ogromne zamiłowanie do sportu i z wielką przyjemnością uprawiał wiele dyscyplin, zarówno tych drużynowych, jak i indywidualnych. Co ciekawe i mocno niepopularne, patrząc na kariery byłych piłkarzy, najwięcej czasu poświęcał na balet. Tańczył nie tylko podczas zajęć, ale i w trakcie codziennych obowiązków, na przykład podczas pilnowania kóz. Miał 13 lat, gdy jego rodzinny dom został spalony przez chorwackich Ustaszy. Rodzina Beary miała zatem sporo szczęścia, że w ogóle uszła z życiem. Po utracie dorobku przeprowadziła się do Splitu i tam młody tancerz z ogromnym zaciekawieniem przyglądał się treningom Hajduka. Miejska legenda głosi, że podczas jednego z nich rozgrywana była gierka wewnętrzna, podczas której kontuzji doznał jeden z bramkarzy. Musiał zejść z boiska, a wówczas Jozo Matošić, najbardziej szanowany zawodnik drużyny i jej przyszły trener, wskazał palcem na Bearę i powiedział: „Malutki, stań na chwilę na bramce”. Ten wykonał jego polecenie, a nieco później oczarował wszystkich swoją postawą. Nie pełnił roli statysty, popisał się kilkoma interwencjami, za które otrzymał gromkie brawa.Tuż po zajęciach usłyszał: “Wiesz co, przyjdź jutro na trening”. Oczywiście przyszedł i już po kilku dniach było pewne, że zostanie wyśmienitym golkiperem. Umiejętności nabyte podczas lekcji baletu oraz tysięcy godzin uprawiania sportu nie poszły w las, a wręcz przeciwnie – stanowiły dla niego przeolbrzymi handicap. Zdecydowanie przewyższał swoich konkurentów pod względem refleksu, elastyczności, gibkości czy wytrzymałości. Ponadto imponował wszystkim skokiem dosiężnym, godnym najlepszych skoczków narciarskich. Szybko, bo w wieku niespełna 19 lat, zadebiutował w oficjalnym meczu pierwszej drużyny. Beara rozegrał tyle fantastycznych meczów, wybronił tyle zmierzających do jego świątyni piłek, że nie sposób wszystkich zliczyć. Napastnikom rywali często odbierał ochotę do gry. „Moją pewność w bramce, sposób, w jaki byłem w stanie łatwo złapać piłkę i moją technikę oswajania uderzeń zawdzięczam treningom u Barby Luki. Wymyślił proste ćwiczenie, które często wykonywaliśmy. Zmuszał mnie do łapania małej piłki wielkości piłki bejsbolowej. Dzięki temu później znacznie łatwiej było mi złapać piłkę normalnych rozmiarów”. Barba Luka, o którym wspomniał Beara, to jego trener w Hajduku, Luka Kaliterna. W ekipie z nadmorskiego miasta nasz bohater rozegrał 308 spotkań, z czego 136 na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Jugosławii. W tych 136 meczach dał się pokonać zaledwie 139 razy. Jak na te czasy, czyli lata 50. poprzedniego stulecia, jest to fantastyczna statystyka. Miejmy na uwadze, że wówczas padało bardzo dużo goli, a wyniki, które dziś określilibyśmy mianem hokejowych, były w piłce nożnej na porządku dziennym. Jego znakomita postawa walnie przyczyniła się do sukcesów chorwackiej ekipy. Hajduk z Bearą w bramce trzykrotnie sięgał po Mistrzostwo Jugosławii. Czy jednak przez wszystkich ludzi związanych z tym klubem był należycie szanowany? Niestety nie. Jak powiedziałem na wstępie, pochodził z rodziny Serbów zamieszkujących chorwackie tereny. Choć sam w spisie powszechnym uznał się za Chorwata, nie brakowało tych, którzy wypominali mu pochodzenie. Wiadomo, jak napięte stosunki międzyludzkie panowały w byłej Jugosławii. Przecież nawet dziś, pomimo podziału na niepodległe państwa, gdzieniegdzie na Bałkanach wciąż bywa gorąco. A Beara grał tuż po II Wojnie Światowej, więc łatwo sobie wyobrazić, jak świeże były rany po krwawych wspomnieniach. Sam zapewne miał w głowie obraz swojego spalonego domu. Niektórzy, nawet z najbliższego otoczenia Hajduka, mówili na niego z pogardą Vlaj. W maju 1955 roku wystąpił w wygranym 4:0 meczu Jugosławii z Włochami. Po powrocie do kraju został trafiony w twarz kawałkiem węgla wystrzelonym przypadkiem z lokomotywy, przez co wylądował w szpitalu w Sarajewie. Spędził w nim kilkanaście dni, podczas których jego koledzy z Hajduka zgotowali sobie emocje w końcówce sezonu, przegrywając dwa z trzech ostatnich meczów. Beary w szpitalu nikt z klubu ze Splitu wówczas nie odwiedził… Tuż po opuszczeniu szpitalnych murów na własną odpowiedzialność wystąpił w starciu ostatniej kolejki rozgrywek, które Hajduk musiał wygrać, chcąc zapewnić sobie Mistrzostwo Jugosławii. Wygrał 5:1 z FK Radnički. Był to ostatni mecz naszego bohatera w barwach Białych. Na posezonowej ceremonii prezes Marko Markovina podziękował osobiście niemal wszystkim swoim zawodnikom. Niemal wszystkim, bo pominął Bearę. To nie był pierwszy raz, gdy golkiper został przez niego niezauważony. Sam doskonale zdawał sobie sprawę, że jego dyspozycja przyniosła drużynie wiele punktów, więc i jemu należą się podziękowania. Nie wytrzymał i zapytał wprost:
-Dlaczego po raz kolejny mnie ignorujesz?
-Jesteś tylko zwykłym bramkarzem. Takich jak ty mamy tu wielu. Gdybyś nagle przestał grać, nikt by za tobą nie tęsknił.
Beara nie mógł znieść tego upokorzenia. Szybko spakował manatki i dołączył, wbijając jednocześnie szpilkę swoim byłym pracodawcom, do Crvenej zvezdy. Z klubem z Belgradu świętował jeszcze więcej sukcesów niż w Hajduku – cztery mistrzostwa i dwa puchary kraju. Z czerwoną gwiazdą na piersi wystąpił w sumie 174 razy, w tym 83-krotnie w meczach ligowych, a w nich raptem 81 razy nie był w stanie zastopować piłki po strzałach rywali. Na własne żądanie, nigdy nie pojechał jednak z Czerwoną Gwiazdą na mecz do Splitu. Czy wynikało to ze strachu przed podrażnionymi kibicami? Absolutnie nie. Powód jego decyzji podam w dalszej części tekstu. Teraz, w ramach ciekawostki dodam, że w lutym 1958 roku wystąpił w ćwierćfinałowym starciu Pucharu Europy przeciwko Manchesterowi United. Crvena zremisowała z ekipą Matta Busby’ego 3:3, a o tym, że odpadła z rozgrywek zadecydował wynik pierwszego meczu, wygranego przez Anglików 2:1. Dzień po rewanżu w Monachium miała miejsce katastrofa samolotu British European Airways 609, lecącego z Belgradu do Manchesteru z międzylądowaniem w stolicy Bawarii, w wyniku której śmierć poniosły 23 osoby, w tym ośmiu piłkarzy Czerwonych Diabłów. Czy, jak prorokował to Markovina, po Bearze w Hajduku rzeczywiście nikt nie tęsknił? Tęskniono i to bardzo. Bez niego na kolejne krajowe mistrzostwo czekano w Splicie przez 16 lat. Myślę, że nikomu nie trzeba tłumaczyć, że odpowiednie ustawienie muru przed egzekwowaniem przez rywali rzutu wolnego często jest kluczem do zapobiegnięcia utraty bramki. Wielu było takich, którzy z niego rezygnowali, po czym szybko ukrywali twarz w dłoniach, a następnie pokornie wyciągali piłkę z siatki. Beara twierdził, że mur mu przeszkadza, bo w ten sposób koledzy zasłaniają mu piłkę, zatem nakazywał im się rozejść i pilnować w tym czasie zawodników drużyny przeciwnej. Dzięki swojemu nadludzkiemu refleksowi i skoczności mógł sobie na to pozwolić. Nie sprawiało mu różnicy, z jakiej odległości egzekwowany był stały fragment gry. Znakomite występy w klubowych barwach były oczywiście dla Beary przepustką do reprezentacji Jugosławii. Zadebiutował w niej w 1950 roku, a już w trzecim swoim występie oczarował cały piłkarski świat. 22 listopada 1950 roku był najmłodszym zawodnikiem, który wybiegł na murawę stadionu Highbury na mecz Anglia – Jugosławia. Zdecydowanym faworytem tej potyczki byli oczywiście Synowie Albionu, którzy do tej pory na własnej ziemi zawsze wygrywali z ekipami z kontynentalnej części Europy. Niemal 61,5 tys. kibiców zgromadzonych na obiekcie Arsenalu było zatem świadkami historycznego spotkania, bowiem ich ulubieńcy zaledwie zremisowali 2:2. Największe wrażenie na nich, na dziennikarzach i samych brytyjskich piłkarzach, zrobił Vladimir Beara. Bez niego ekipa Jugosławii zapewne wracałaby do domu z bagażem kilku goli. Posłuchajcie fragmentów relacji Mike’a Payne’a: „Kibiców ogarnęło fałszywe poczucie bezpieczeństwa, gdy po 35 minutach Anglia powadziła przekonująco 2:0. Bramkarz Jugosławii, Beara, niegdyś tancerz baletowy, wkrótce pokazał swoją zwinność. Po stracie gola w 41. minucie na 2:1, Anglia desperacko próbowała potwierdzić swoją wyższość w pierwszej połowie i gdyby nie występ Beary w bramce, to by to zrobiła. Trzy razy w ciągu trzech minut fruwał w bramce po uderzeniach Wilfa Manniona oraz główce Johnny’ego Hancocksa. Próby ataków w drugiej części meczu też nie przynosiły skutków. Na pół godziny przed końcowym gwizdkiem drużyna Anglii zanikła. Zainspirowana postawą Beary Jugosławia nagle przejęła inicjatywę. W 78. minucie ostatecznie doprowadziła do zasłużonego wyrównania. Pod koniec spotkania na jej bramkę znów sunęły ataki angielskich zawodników, którzy jednak udawali się pod pole karne przeciwnika tylko po to, by podziwiać kolejne fantastyczne interwencje najlepszego piłkarza tego spotkania”. W brytyjskich gazetach można było doszukać się wielu podobnie brzmiących relacji. Beara zrobił wrażenie na absolutnie wszystkich oglądających jego show, podczas którego w bramce dokonywał nadludzkich rzeczy. Obronił trzynaście strzałów określonych mianem groźnych oraz sześć takich, po których piłka nieuchronnie zmierzała do siatki. Napotkała jednak na swojej drodze golkipera nie z tej planety. Z uwagi na tak niebywały występ nadano mu nawet pseudonim Vladimir the Great, czyli Włodzimierz Wielki. Beara był uczestnikiem trzech Mundiali. Co prawda w 1950 roku musiał pogodzić się z rolą zmiennika bardziej doświadczonego Srdana Mrkušicia i mecze oglądał z perspektywy ławki rezerwowych, jednak cztery i osiem lat później miał już status niepodważalnej gwiazdy swojej ekipy. Największy sukces w narodowych barwach świętował na Igrzyskach Olimpijskich w Helsinkach w 1952 roku. Jugosławia dotarła do finału, w którym musiała uznać wyższość Złotej Jedenastki reprezentacji Węgier, przegrywając 0:2. Po latach Beara, zapytany o najwspanialsze wspomnienie ze swojej kariery, wskazał właśnie na ten mecz. Przy stanie 0:0 obronił rzut karny wykonywany przez wielkiego Ferenca Puskasa. A przecież Galopujący Major nie zwykł marnować jedenastek…
„Do piłki podszedł Węgier. Przez głowę przeszła mi tylko jedna myśl – to koniec. Ferenc popatrzył w mój lewy róg, ja wychyliłem się w tę stronę, po czym bez zastanowienia rzuciłem się w prawy. Dotknąłem piłki dłonią, co wystarczyło. Obroniłem karnego samego Puskasa!”- wspominał Beara. Inne starcie przeciwko Węgrom, przegrane przez Jugosławię 2:4, rozegrane 11 października 1959 roku, było ostatnim meczem Beary w kadrze narodowej. Nie zrezygnowano wówczas z niego ze względów sportowych. Główną rolę odegrała polityka. Bramkarz skorzystał z możliwości wyjazdu do klubu zagranicznego, czym zamknął sobie drogę do kadry. Wyjechał do Niemiec, gdzie w ciągu pięciu lat reprezentował barwy Alemannii Aachen, Viktorii Koeln oraz Freiburgera FC. Jego reprezentacyjny licznik zatrzymał się na 59 występach. Jego życie po życiu, jak często mówi się o czasach po zakończeniu przez zawodników piłkarskiej kariery, również kręciło się wokół piłki. Został trenerem i pracował w klubach w Niemczech, Holandii, Austrii i oczywiście Jugosławii. W latach 1973-75 pełnił funkcję szkoleniowca reprezentacji Kamerunu. Później na stałe osiadł w Splicie, mieście, które z całego serca uwielbiał, a które na to uczucie odpowiadało z jednej strony miłością, a z drugiej nienawiścią. Miłością, bo pamiętano, jakie cuda przed laty wyprawiał w bramce Hajduka. Nienawiścią, gdy wypominano mu serbskie pochodzenie oraz fakt zamienienia Hajduka na Crvenę Zvezdę. „Hajduk to moja największa miłość, miłość, która, jak każda prawdziwa i szczera, ma wiele pięknych, ale i mniej pięknych chwil. Miłość, która przyspiesza bicie serca, ale także zaciska się boleśnie w skurczu”- podsumował Beara. To właśnie ze względu na miłość do Hajduka, zawsze odmawiał gry przeciwko niemu. Będąc nawet po pięćdziesiątce, przychodził na treningi swojego ukochanego klubu i zakładał się z bramkarzami o to, że obroni więcej rzutów karnych niż oni. Rzadko przegrywał. Podczas wojny na Bałkanach w latach 90-tych poprzedniego stulecia, znów doświadczył tego, co kilkadziesiąt lat wcześniej. Ponownie w wyniku zbrojnych działań spłonął jego dom. Z pomocą przyszli kibice Hajduka. Zorganizowali zbiórkę, a następnie odbudowali budynek. W wywiadach o czasach minionych często ubolewał nad tym, jak bardzo zmieniła się piłka: „Mój czas był czasem romantycznej piłki nożnej. Czasem dryblingu i atrakcyjnych bramek. Taktyka wciąż nie jadła piłki nożnej. To styl gry na mundialu w 1962 roku, a następnie w Anglii w 1966 roku zapoczątkował nową erę w piłce nożnej. Teraz piłka nie jest już najważniejszą rzeczą w grze”. Na krótko przed śmiercią przebył kilka udarów. Zmarł w nocy z 10 na 11 sierpnia 2014 roku w wieku niespełna 86 lat. Jego pogrzeb, a raczej miejsce pochówku, wywołało niemały skandal. Beara, wedle życzenia swojej żony Jadranki, spoczywa na cmentarzu katolickim Lovrinac w Splicie. Problem w tym, że były bramkarz był zagorzałym i praktykującym wyznawcą prawosławia. Często pielgrzymował do prawosławnych świątyń, a gdy na rok przed swoją śmiercią otrzymał od jednego z arcykapłanów dyptyk, stwierdził, że to najlepszy prezent, jaki kiedykolwiek został mu podarowany. Po ceremonii pogrzebowej pojawiły się głosy, że jego ciało powinno zostać przeniesione na cmentarz prawosławny. Dyskusję zakończyły słowa prawosławnego arcykapłana Slavoljuba Knezevicia: „Pewne jest, że Vladimir chciałby zostać pochowany zgodnie ze swoimi zwyczajami. Ale teraz nie ma sensu przeszukiwać jego kości. Ważne, aby po prostu spoczywał w pokoju”.
6
O tak wybitnych legendach nikt nie pamięta?(wiecie gdzie czytać):
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Sensible
@Ogorinho1974
@patataj
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Symson
0
@FcPortoFan1999 Po cholere piszesz Waldek Kiepski a w nawiasie Sebastian Mila?
11
Tak się zaczęło strzelanie w Champions League:
2 listopada 2005 r. Lionel Messi strzelił debiutanckiego gola w Lidze Mistrzów. Miało to miejsce na Camp Nou w 4 kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów w wygranym meczu z Panathinaikosem 5:0. Argentyńczyk podwyższył wynik meczu na 3:0 w 34 minucie. Jednocześnie w tym samym meczu Samuel Eto’o zanotował pierwszego hattricka w Lidze Mistrzów w barwach Dumy Katalonii.
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
13
Duma Katalonii w europejskich pucharach:
2 listopada 1994 . FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Manchester United 4:0 w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Był to ostatni wielki wieczór ,,Dream Teamu” w europejskich pucharach. Blaugrana rozbiła mistrza Anglii 4:0 a dla Stoiczkowa drugi gol w meczu był jego setnym trafieniem w barwach Blaugrany. W składzie Barçy zagrał niespodziewanie Jordi Cruijff, którego chwalił na trybunach obecny Johan Neeskens: ,,Nie uważam żeby Jordi grał tyko dlatego że jest synem trenera. Brakuje mu siły ale ma świetną wizje gry, którą zademonstrował przy pierwszym golu”. Na trybunach zasiadło ponad 114 tys. kibiców a w loży VIP zabrakło miejsca między innymi dla… Hagiego, pomocnika Blaugrany, który nie grał w tym spotkaniu. ,,Gdybym wiedział że tak będzie, obejrzał bym mecz w telewizji”- dodał zdenerwowany rumuński pomocnik.
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@NaFazieHitman
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@patataj
2
Atletico Madryt zajmuje ostatnią pozycje w grupie Ligi Mistrzów? Szok i niedowierzanie! Quo vadis Primero Division...
10
Przestroga:
1 listopada 2016 r. Manchester City pokonał FC Barcelone na Etihad Stadium 3:1 w ramach 4 kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów. Dwa gole dla ,,Cityzens” strzelił Gundogan a jednego De Bruyne. Honorowe trafienie dla Barçy zanotował Lionel Messi.
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Sensible
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson
@patataj
12
Czy wiemy że:
125 lat temu kilku młodych chłopaków siedząc na ławce przy Scuola Massimo D'Azeglio w Turynie postanowiła założyć klub sportowy, a nazwali go 'Juventus' co znaczy 'młodość'. Tak oto powstała ,,Stara Dama".
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
@Symson
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Sensible
1
@arasz1819 Przecież przestawiamy co roku i to dwa razy w roku!
1
@Comentateiro Już przestawiliśmy, z soboty na niedziele o drugiej w nocy :)
11
Wybitne postacie polskiego futbolu:
133 lata temu urodził się Józef Lustgarten, piłkarz i działacz Cracovii. Urzędnik i radca prawny, dr praw po studiach w Krakowie i Wiedniu. Przez wielu błędnie uważany za założyciela Cracovii - w istocie nie był nim, bo do klubu dołączył dopiero we wrześniu 1906. Z pewnością natomiast był i jest jednym z symboli Cracovii. To właśnie on był pomysłodawcą nazwy Cracovia, jaką na jesieni 1906 obrał Akademicki Klub Footballistów. Wieloletni bramkarz drużyny, choć grał w niej także jako napastnik i pomocnik. W klubie był kierownikiem drużyny, sekretarzem i wiceprezesem, działał także w KOZPN i PZPN. Był sędzią międzynarodowym. Syn Wilhelma, kupca z Krakowa. Był Żydem i Polakiem zarazem, początkowo określał się jako osoba wyznania mojżeszowego i narodowości żydowskiej, później stanowczo deklarował wyznanie mojżeszowe i narodowość polską. Żołnierz Legionów Polskich. W 1915 powrócił z frontu do Krakowa. Miasto było wówczas opustoszałe - niemal wszyscy mieszkańcy zostali ewakuowani gdy pod koniec 1914 wojska rosyjskie dotarły do przedmieść. Zorganizował z powrotem drużynę piłkarską, doprowadził do odbudowy zniszczonych przez wojsko obiektów sportowych i do rozegrania spotkań z wojskową drużyną Twierdzy Kraków. Został odznaczony Medalem Niepodległości oraz Złotym Krzyżem Zasługi za działalność na polu sportu. W 1939 został aresztowany we Lwowie przez NKWD. Zesłany do stalinowskich łagrów spędził w nich 17 lat życia, do Polski powrócił dopiero w 1956.
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@NaFazieHitman
@Symson
@Sensible
@Pawel13sz
@patataj
@DaPidejpi
17
Rekordy ,,La Pulgi”:
1 listopada 2011 r. Lionel Messi strzelił w barwach Blaugrana swojego dwusetnego gola. FC Barcelona po wyjazdowym zwycięstwie nad Viktorią Pilzno 0:4 zapewniła sobie awans do 1/8 Ligi Mistrzów. Leo Messi strzelił w tym meczu 15-tego hattricka w karierze przekraczając tym samym liczbę 200 goli dla Dumy Katalonii. Również dla trenera Guardioli był to jubileuszowy mecz(numer 200) na ławce pierwszego zespołu. To nie wszystko ponieważ Valdes nie puścił gola w tym meczu i pobił rekord długości czasu bez puszczonej bramki w historii klubu. W dodatku na boisku jednocześnie pojawili się Pique, Messi i Fabregas, co nie zdarzyło się od 2002 r., kiedy razem grali w drużynie kadetów.
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Sensible
@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
10
Giovanni kopiuje Kozakiewicza:
1 listopada 1997 r. Giovanni Silva de Oliveira, wykonał na Santiago Bernabeu tzw. ,,gest Kozakiewicza”. FC Barcelona w 1997 r. pokonała Real Madryt na Santiago Bernabeu(2:3) dopiero po raz drugi w ciągu 14 lat i uzyskała nad Królewskimi siedmiopunktową przewagę w tabeli ligowej. Wynik tym razem jednak zszedł na drugi plan ponieważ Giovanni po decydującym golu na 2:3 wykonał trzykrotnie ,,gest Kozakiewicza” w kierunku kibiców Realu Madryt. Tak oto Brazylijczyk opisywał tą sytuacje: ,,Nie było moją intencją urażenie kogokolwiek. Był to spontaniczny gest. Nie wierzę że mogą mnie za to ukarać, zwłaszcza że od razu przeprosiłem za swoje zachowanie. Czy ktoś ukarze Fernando Hierro za brutalną gre i uderzenie mnie pięścią”. Komitet Rozgrywek złożony z trzech zdeklarowanych kibiców Realu nie był jednak pobłażliwy i zawodnik musiał pauzować w dwóch kolejnych spotkaniach. Dlaczego nas to nie dziwi…
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@NaFazieHitman
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@patataj
@Symson
@DaPidejpi
11
Ku pamięci zmarłych:
1 listopada 2014 r. zmarł Gustau Biosca, ostatni ocalały z legendarnej drużyny „ Pięciu Pucharów ”, która wyznaczyła epokę w historii FC Barcelony . Biosca, który był asystentem Ladislao Kubali w hiszpańskiej drużynie lat siedemdziesiątych, zmarł 1 listopada w wieku 86 lat. Urodzony 29 lutego 1928 w L'Hospitalet de Llobregat, trenował w niższych kategoriach Barcelony, zanim przeszedł do pierwszej drużyny, gdzie grał od sezonu 1950-51 do 1957-58, będąc niekwestionowanym liderem i kapitanem. Pomimo tego, że był twardym obrońcą o dużej sile fizycznej, charakteryzowała go znakomita technika użytkowa, co było rzadkością w ówczesnych liniach defensywnych. Był kluczowym graczem Barçy „Pięciu Pucharów” sezonu 1951-52, w skład którego wchodzili Ramallets, Martín, Biosca, Seguer, Gonzalvo III, Bosch, Basora, César, Kubala, Vila i Manchón. W tej legendarnej jedenastce był jednym z najbardziej medialnych i popularnych graczy, głównie ze względu na swoją otwartą i żartobliwą naturę. Kontuzja w Atocha przerwała mu karierę i musiał przejść na emeryturę w 1958 roku, w wieku 30 lat, po rozegraniu 187 meczów w koszulce Blaugrana, z którą wygrał 2 mistrzostwa Hiszpanii, 4 puchary Hiszpanii, Puchar Łaciński, Puchar Miast Targowych oraz Puchar Evy Duarte.
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Symson
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj
12
Zapomniane legendy Blaugrany:
1 listopada 1906 r. urodził się Ramon Llorens Pujadas, zapomniany i niedoceniany bramkarz FC Barcelony. Popularny ,,Ramonet”, jak nazywali go koledzy, trafił do Barçy w bardzo młodym wieku. W pierwszej drużynie grał w latach 1926-29, do czasu gdy znakomity Węgier Plattko i Aragończyk Josep Nogues odsunęli go na ławke rezerwowych. Mimo wszystko pozostał w klubie aż do 1936 roku i w barwach blaugrana rozegrał łącznie 142 mecze. Po zakończeniu kariery został członkiem sztabu szkoleniowego klubu. W nowej roli wyróżniał się tym iż odkrywał młode talenty, takie jak środkowy obrońca Gustau Biosca czy też kapitalny lewoskrzydłowy Eduardo Manchon. W 1950 r. Pujadas trenował nawet pierwszą drużynę Barçy, zastępując na ławce trenerskiej Urugwajczyka Enrique Fernandeza Violę.
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Sensible
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
@DaPidejpi
13
@FCBparasiempre
31 października 1964 r. w Utrecht urodził się Marco Van Basten, holenderski napastnik. Pierwsze piłkarskie szlify zdobywał jako dziecko (a później nastolatek) w miejscowych klubach – EDO Utrecht oraz UW Utrecht. Jako siedemnastolatek, został dostrzeżony przez wysłanników słynnego Ajaksu Amsterdam, by w rok później zadebiutować w jego pierwszym zespole. Debiutancki występ młodego Marco uznać można za naprawdę udany – w pojedynku z NEC Nijmegen van Basten zdobył gola. Gola, który wróżył wspaniałą i obfitą w sukcesy karierę... W roku 1983 van Basten, jako niespełna dziewiętnastolatek zadebiutował w seniorskiej reprezentacji swojego kraju. Co prawda w pojedynku z Islandią (wygranym przez Holendrów 3:0) nie zdobył żadnej bramki, ale patrząc na jego znakomitą postawę można było spodziewać się, iż będzie to piłkarz wybitny, który jeszcze nie raz przysłuży się zarówno reprezentacji narodowej, jak i każdemu klubowi, którego barwy będzie reprezentował... Van Bastenowi śmiało można nadać przydomek „maszynka do zdobywania goli”. Zawodnik ten nie miał sobie równych. W barwach Ajaksu zdobył 128 bramek w 133 meczach, czterokrotnie zostając królem strzelców. Trzykrotnie osiągał Mistrzostwo oraz dwukrotnie Puchar Holandii. Przed pożegnaniem się z drużyną Ajaksu zdobył niezwykle cenną - bo przesądzającą o zwycięstwie – bramkę w pojedynku z Lokomotive Lipsk. Tym sposobem wspaniała kariera van Bastena w zespole z Amsterdamu została przypieczętowana zdobyciem Pucharu Zdobywców Pucharów. W roku 1987 Marco zmienił barwy klubowe. Kuszony wieloma propozycjami z największych europejskich zespołów przeszedł do wielkiego AC Milan za jedyne 800 tysięcy dolarów. W barwach Rossonerich zdobył wszystko, co było do zdobycia. Trzy Mistrzostwa Włoch, trzy Superpuchary Włoch, dwa Puchary Mistrzów, dwa Superpuchary Europy, dwa Puchary Interkontynentalne. Ponadto zdobył dwa tytuły króla strzelców Serie A, trzykrotnie ogłoszony został Najlepszym Piłkarzem Europy i raz Najlepszym Piłkarzem Świata. W lidze włoskiej rozegrał 147 meczów i zdobył 90 goli. Tym samym na stałe zapisał się w historii jednego z największych włoskich zespołów. Kariera reprezentacyjna van Bastena również obfitowała w sukcesy. W reprezentacji Holandii Marco rozegrał 58 spotkań, zdobywając 24 gole. W roku 1988 walnie przyczynił się do zdobycia przez Pomarańczowych Mistrzostwa Europy. Mimo iż był świeżo po wyleczeniu kontuzji potrafił zdobyć kilka fenomenalnych bramek, gwarantujących mu tytuł najlepszego strzelca oraz najlepszego zawodnika mistrzostw. Start van Bastena i całej reprezentacji Holandii na Mundialu w 1990 roku uznać można za naprawdę nieudany. Pomarańczowi grali słabo, dochodząc jedynie do 1/8 finału, gdzie odnieśli porażkę z drużyną Niemiec 1:2. Marco nie zdobył w tym turnieju ani jednego gola, dlatego też na rozegrane dwa lata później Mistrzostwa Europy jechał z wielkimi nadziejami. Holendrzy byli świetnie dysponowani i niezwykle zmotywowani na obronę tytułu. Jednak udało im się dojść jedynie do półfinału, gdzie w rzutach karnych odnieśli sensacyjną porażkę z niedocenianą drużyną Danii. Dla samego van Bastena fakt ten był o tyle przykry, iż to jedenastka nie strzelona właśnie przez niego, zadecydowała o przegranej reprezentacji Oranje. Rok 1992, choć przyniósł van Bastenowi sukcesy klubowe, okazał się jednym z najczarniejszych w jego karierze. Ba! uznać go można za „początek końca”. Większość czasu Marco poświęcał na zabiegi, operacje i rehabilitacje. Po długiej rekonwalescencji wrócił na boisko na trzy spotkania. Ostatnim meczem w jego karierze był przegrany 1:0 finał Pucharu Europy przeciwko Olympique Marsylia. Z reprezentacją narodową z kolei, Marco pożegnał się w październiku 1992 roku w zremisowanym 2:2 meczu przeciwko Polsce. Nigdy więcej nie zobaczyliśmy już go na boisku... 17 sierpnia 1995 po długiej walce z kontuzją podjął ostateczną decyzję o zakończeniu kariery. Był młody, waleczny i utalentowany – mógł osiągnąć jeszcze wiele, mógł stać się legendą na miarę największych. Gdyby nie problemy zdrowotne być może jeszcze przez kilka lat moglibyśmy oglądać go w akcji. Moglibyśmy dalej zachwycać się jego niezwykłymi umiejętnościami. Moglibyśmy, jednak nie było nam to dane. Teraz pozostaje nam tylko ściskanie kciuków za sukcesy trenerskie wielkiego Marco van Bastena...
10
Wybitne legendy futbolu(wiecie gdzie czytać):
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@NaFazieHitman
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
9
Powspominajmy:
31 października 1973 r. w Barcelonie odbył się I Światowy Dzień Piłki na Camp Nou. Z okazji tej imprezy odbył się mecz Europa kontra Ameryka, w którym oprócz gwiazd Barçy( Cruijff czy też Sotil) zagrało kilku świetnych piłkarzy z całego świata, takich jak Eusebio, Cubillas, czy Rivelino. Najlepiej na boisku rozumieli się Cruijff z Eusebio. Z podania Holendra ,,Czarna Pantera z Mozambiku” strzeliła pięknego gola głową. Mecz zakończył się wynikiem 4:4 a w karnych zwyciężyli gracze z Ameryki. Kubala, ówczesny trener reprezentacji Hiszpanii i selekcjoner drużyny Europy, żalił się iż część graczy nie pojawiła się w Barcelonie a z niektórymi zawodnikami przywitał się dopiero kilka godzin przed spotkaniem. Nic w tym dziwnego, gdyż Węgier do każdego meczu podchodził bardzo poważnie. Najsłabszym elementem piłkarskiego święta była mała liczba widzów na trybunach a mianowicie jakieś 20 do 25 tysięcy.
@Roni/VEB
@Sensible
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@patataj
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@Symson
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
2
@Comentateiro Nie wiem tylko dlaczego nie moge tego edytować?
2
@DaPidejpi No właśnie sęk w tym że wogóle nie obliczałem bo nie patrzyłem na date urodzin, dokładna date
3
@Comentateiro A nie no przepraszam, miałem ten komentarz wcześniej przygotowany i nie poprawiłem.
9
Feliz cumpleaños Ansu! Z okazji 19 urodzin!
Wszyscy cules cię kochamy i wszyscy cieszymy się twoja grą. Dużo zdrówka, Alleluja i do przodu!
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Symson
@Ogorinho1974
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Sensible
@patataj
@DaPidejpi
0
Proste, w czarnej dupie! Lubimy Xaviego i ja też go bardzo lubie, no ale niestety co do transferów(za wyjątkiem Lewandowskiego i Kounde) to nie ma on dobrej ręki...
2
@Janiama Dokładnie! Nic dodać i nic ująć. To był mój pierwszy światowy idol z dzieciństwa a pierwszym polskim idolem był dla mnie Śp. Włodek Smolarek.
10
@FCBparasiempre
30 października 1960 r. w Lanus urodził się Diego Armando Maradona. Geniusz futbolu jakich niewielu, stawiany na równi z Pele! Jako piłkarz posiadał przydomki "El Diez" ("Dziesiątka") i "Pelusa" ("Puszek"). W internetowej sądzie na oficjalnej stronie FIFA, gdzie należało wskazać najlepszego piłkarza XX wieku uzyskał 53% głosów. W podobnym głosowaniu członków Komisji Futbolowej FIFA i prenumeratorów FIFA Magazine uzyskał trzecie miejsce.
Przygodę z futbolem Maradona rozpoczął w wieku 10 lat, gdy zapisał się do szkółki Los Cebollitas. Debiut w profesjonalnym futbolu datuje się na1976, gdy został piłkarzem Argentinos Juniors. W tym zespole rozegrał 167 spotkań, w których strzelił 115 goli. Kolejnym klubem był CA Boca Juniors (1981-1982), w barwach którego wystąpił w 40 spotkaniach i strzelił 28 goli. W latach 1979, 1980 i 1981 zdobywał tytuł króla strzelców Primera División Argentina, z osiągiem odpowiednio 27, 25 i 40 goli. Pierwszym zagranicznym klubem piłkarza była FC Barcelona. Grając w tym zespole Maradona zdobył Puchar Króla, Puchar Ligi Hiszpańskiej oraz Superpuchar Hiszpanii. Popadł jednak w konflikt z prezesem klubu Josepem Lluisem Núñezem, dodatkowo odniósł groźną kontuzję w starciu z Andonim Goikoetxeą. To wszystko zadecydowało o przeprowadzce do Włoch. Maradona przeszedł do włoskiego Napoli. W Neapolu został przywitany przez 75 tysięcy kibiców, co stanowiło niepobity rekord do 2009 roku. Pierwsze trofeum zdobył po trzech latach gry dla klubu i było to od razu Mistrzostwo Włoch. Kolejnymi zdobyczami były: puchar i superpuchar Włoch, a także kolejne scudetto. W 1989 roku Napoli zdobyło Puchar UEFA. Maradona stał się ikoną klubu. Dla Napoli zagrał 258 meczów i strzelił 115 bramek. Kolejnym klubem była hiszpańska Sevilla FC. Tutaj nie zanotował sukcesów. Głośny stał się konflikt z wiceprezesem Jose Marią del Nido i innymi członkami władz, dlatego spędził w nim ledwie sezon, po czym powrócił do Ojczyzny. Z zespołem Newell's Old Boys, zajął ostatnie, 20. miejsce w argentyńskiej ekstraklasie. W tym samym czasie FIFA nałożyła na Maradonę 15-miesięczną dyskwalifikację, za stosowanie niedozwolonych środków dopingujących. Piłkarz powrócił do piłki nożnej w 1995, podpisał wówczas ostatni w karierze kontrakt – z klubem Boca Juniors. Kłopoty ze zdrowiem i narkotykami nie przeszkodziły mu w zdobyciu tytułu wicemistrza Argentyny w 1998. Swój ostatni oficjalny mecz Maradona rozegrał 25 października 1997 roku, przeciwnikiem było River Plate, a drużyna Maradony wygrała 2:1. Piłkarz wystąpił w pierwszej połowie spotkania. 30 października 1997 oficjalnie ogłosił zakończenie kariery sportowej. Debiut Maradony w reprezentacji Argentyny miał miejsce 27 lutego 1977 na La Bombonerze, w wygranym meczu z Węgrami (5:1).
Pierwszy poważny sukces reprezentacyjny osiągnął zdobywając w 1979 tytuł Mistrza Świata Juniorów. W finale jego drużyna pokonała ZSRR 3:1. Zajął ponadto drugie miejsce w klasyfikacji strzelców. W 1982 po raz pierwszy pojechał na turniej Mistrzostw Świata Seniorów. Argentyna odpadła w drugiej rundzie, a Maradona w ostatnim meczu został wyrzucony z boiska. Następne mistrzostwa w 1986 roku w Meksyku, drużyna Maradony wygrała, a on był zdecydowanie największą gwiazdą turnieju. W ćwierćfinale z Anglią Maradona strzelił dwa gole. Każdy wyjątkowy. Pierwszego ręką, natomiast drugiego po rajdzie przez niemal całe boisko i minięciu sześciu reprezentantów Anglii. Odnosząc się do pierwszego gola stwierdził, że pomogła mu ręka Boga. W przepięknym finale Argentyna pokonała reprezentację RFN 3:2. Cztery lata później na turnieju we Włoszech Maradona był kapitanem reprezentacji. Kierowana przez niego drużyna dotarła do finału, pokonując po drodze m.in. Brazylię, Jugosławię i Włochy. W finale przegrała jednak z drużyną RFN 0:1. Jedyny gol został zdobyty z karnego w ostatnich minutach spotkania. Przeprowadzony w marcu 1991 test antydopingowy wykrył w organizmie Maradony niedozwolone środki. Kolejny mundial, w Stanach Zjednoczonych w 1994 roku to był koniec reprezentacyjnej kariery Maradony. Rozegrał na nim co prawda świetne mecze przede wszystkim z Grecją, jednak wykluczenie po kolejnym w karierze pozytywnym teście antydopingowym było ciosem dla całego zespołu, z którego już się nie podniósł. Ostatnim meczem w reprezentacyjnej karierze było spotkanie z 25 czerwca 1994 roku z Nigerią, wygrane 2:1. W 2000 roku Maradona wydał swoją autobiografię, którą zatytułował "El Diego". Napisał ją we współpracy z Danielem Arcuccim i Ernesto Cherquisem Bialo. W książce opisał swoje dzieciństwo, karierę piłkarską, a także umieścił listę stu, według niego, najlepszych piłkarzy świata. Książka ukazała się także w Polsce pięć lat później. W 2004 roku, z okazji stulecia FIFA, Maradona oraz Brazylijczyk Pelé, zostali wybrani najwybitniejszymi zawodnikami wszechczasów.
10
Panie i panowie, gdyby żył, świętowalibyśmy dzisiaj jego urodziny. Geniusz futbolu, którego wszyscy znamy(wiecie gdzie czytać):
@DaPidejpi
@patataj
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Symson
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Sensible
0
@poskus O! No to fajno! Troche zazdroszcze...