FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
33 obserwujących
0 obserwowanych
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
8
Duma Katalonii w europejskich pucharach:
4 maja 1960 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Birmingham City FC 4:1 w finałowym dwumeczu(pierwszy mecz rozegrano 29 marca) Pucharu Miast Targowych. Gole dla Barçy zdobyli: Eulogio Martinez, Zoltan Czibor(2) oraz Luis Coll. To był drugi z rzędu wywalczony Puchar Miast Targowych.
@DaPidejpi
@patataj
@Pawel13sz
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
15
Feliz cumpleaños Cesc! Fabregas kończy dzisiaj 35 lat. Sylwetki tego znakomitego pomocnika nie muszę chyba przedstawiać, zwłaszcza wszystkim prawdziwym cules?
@NaFazieHitman
@Sensible
@patataj
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@Pawel13sz
8
Blaugrana w Copa del Rey:
3 maja 1925 r. FC Barcelona pokonała w Saragossie Atletico Madryt 2:1 w ramach półfinału Pucharu Króla. To był trzeci dodatkowy mecz, który wyłonił finaliste Copa del Rey. Barça miała szczęście ponieważ w pierwszym meczu wygrała tylko 3:2 a w rewanżu przegrała 2:1, jednak wówczas nie brano pod uwagę goli strzelonych na wyjeździe i w efekcie doszło do trzeciego starcia. Gole dla Blaugrany strzelili Arnau oraz Sagi Barba.
@DaPidejpi
@Pawel13sz
@Sensible
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@patataj
@NaFazieHitman
11
Wybitne legendy polskiego futbolu:
Jedyny piłkarz w polskiej historii, który wystąpił w dwóch finałach igrzysk. Przez pełne 90 minut. Zygmunt Maszczyk zawsze był w cieniu najjaśniejszych polskich gwiazd. 50 lat temu, 10 września, zdobył pierwszy polski złoty medal olimpijski w piłce nożnej. Zygmunt Maszczyk urodził się 3 maja 1945 roku w Siemianowicach Śląskich. W piłkę zaczął grać w szkole podstawowej. Został zauważony przez trenerów lokalnej Siemianowiczanki. Występował w klubie od 10. do 17. roku życia. W 1960 roku mistrzem Polski został Ruch Chorzów. W następnych latach nie wiodło mu się najlepiej. Zaczęto poszukiwania nowych piłkarzy. Trzy lata później sprowadzono na ulicę Cichą Maszczyka. „W drużynie niebieskich zaczynał w ataku, u boku Eugeniusza Fabera. Szybko jednak znalazł miejsce w drugiej linii, choć często grywał też jako obrońca, a podczas ligowego meczu z Górnikiem przez całe trzy minuty stał w bramce, zastępując kontuzjowanego bramkarza. Zawsze jednak walczył przez 90 minut o każdy metr boiska, dzięki temu zaś pełnym blaskiem mogły świecić gwiazdy Bronisława Buli w Ruchu czy Kazimierza Deyny w reprezentacji” czytamy o nim w monografii klubu z Chorzowa, autorstwa Andrzeja Gowarzewskiego i Joachima Waloszka. W Ruchu grał przez czternaście lat. W barwach klubu z ulicy Cichej strzelił 41 goli w ponad 300 występach. Zdobył trzy mistrzostwa i jeden Puchar Polski. Jego postawa na boisku nie uszła uwadze trenera Tysiąclecia Kazimierza Górskiego. ,,Gdy pierwszy raz spotkałem go na zgrupowaniu, nie miałem wątpliwości, że trafiłem na piłkarza dużego formatu, choć inni byli na pierwszym planie” - mówił Jerzy Kraska w wywiadzie Antoniego Bugajskiego w Przeglądzie Sportowym. Maszczyk został powołany na Igrzyska Olimpijskie w Monachium w 1972 roku. Polska reprezentacja pojechała do Niemiec po naukę. Wywalczyliśmy najlepszy wynik w historii. Tak się zaczął złoty okres w polskiej piłce nożnej. W fazie grupowej wygraliśmy wszystkie trzy mecze. Drugą fazę rozpoczęliśmy od remisu z Danią 1:1. Pokonaliśmy ZSRR oraz Maroko. 10 września 1972 roku, 48 lat temu odbył się historyczny finał z Węgrami. Po pierwszej połowie przegrywaliśmy 0:1. W drugiej swoim talentem błysnął Kazimierz Deyna, strzelając dwie bramki w 47. i 66. minucie. Przy drugim golu bardzo duży udział miał Maszczyk. Zacentrował w pole karne. Lubański lekko zbił piłkę głową do Deyny, a ten wykończył całą akcję. Mecz zakończył się zwycięstwem 2:1. Zdobyliśmy jedyny złoty medal olimpijski dla Polski w piłki nożnej. W 1976 roku pojechaliśmy już jako faworyt na igrzyska do Montrealu. W eliminacjach zremisowaliśmy jeden mecz z Kubą. Resztę wygraliśmy. W finale zmierzyliśmy się z Niemiecką Republiką Demokratyczną. Bramkarz Jan Tomaszewski na początku meczu popełnił dwa kardynalne błędy. Nasz przeciwnik już po 14 minutach prowadził 0:2. W 59. minucie kontaktowego gola zdobył Grzegorz Lato. Niestety, NRD w 84. podwyższyło na 1:3. Tak zakończył się mecz. Wywalczyliśmy srebrny medal. Na obu olimpiadach wystąpiło tylko 7 piłkarzy. Są oni jedynymi sportowcami posiadającymi medale złote i srebrne w sportach zespołowych, w całej historii występów Polaków na igrzyskach. Tylko jeden z nich, Zygmunt Maszczyk, zagrał w obu tych finałach przez pełne 90 minut. Kazimierz Deyna w meczu finałowym z Węgrami, w Monachium, zszedł w 77. minucie. W Montrealu zagrał cały mecz. Jerzy Gorgoń i Lesław Ćmikiewicz rozegrali całe spotkanie z Węgrami. Nie pojawili się na boisku w finale igrzysk w Ameryce Północnej. Antoni Szymanowski, Kazimierz Kmiecik oraz Grzegorz Lato wystąpili tylko w meczu z NRD w Kanadzie. Pomiędzy obu tymi olimpiadami Zygmunt Maszczyk wystąpił w polskiej reprezentacji na mistrzostwach świata w Niemczech. W meczu o trzecie miejsce z Brazylią także grał przez 90 minut. We wszystkich meczach na obu igrzyskach oraz na mundialu opuścił tylko jeden mecz w grupie w 1972 roku z NRD.
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@NaFazieHitman
@patataj
10
Duma Katalonii w Pucharze Mistrzów:
3 maja 1961 r. Barça po raz pierwszy w historii awansowała do finału Pucharu Mistrzów. Stało się to dzięki zwycięstwu w trzecim, dodatkowym spotkaniu z HSV Hamburg. Po zwycięskich dwumeczach z Koninklijke Lierse, Realem Madryt oraz Hradec Kralove na drodze do finału w Bernie stanęli mistrzowie Niemiec. Blaugrana wygrała w pierwszym spotkaniu u siebie 1:0 po golu Evaristo ale w rewanżu przegrywała 0:2 i dopiero trafienie Sandora Kocsisa w ostatniej minucie doprowadziło do wyrównania stanu rywalizacji. W tamtych czasach nie obowiązywała zasada iż gole na wyjeździe liczą się podwójnie. O awansie miał rozstrzygnąć dodatkowy pojedynek na Brukselskim Heysel(brak rozstrzygnięcia mógł skutkować rzutem monetą). Jednak Duma Katalonii wygrała 1:0 po golu Evaristo i awansowała do finału, lecz w nim przegrała niestety ze słynną Benficą 2:3.
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@Sensible
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@patataj
11
Panie i Panowie, 80 lat kończy dziś Antoni Piechniczek! Panie Antoni, zdrowia szczęścia i słodyczy cała piłkarska Polska panu życzy.
"Brałem dwa razy udział w mistrzostwach świata, byłem na igrzyskach olimpijskich z reprezentacją Tunezji, pracowałem na trzech kontynentach. To była fantastyczna przygoda” – powiedział były trener polskich piłkarzy Antoni Piechniczek. Piechniczek dwukrotnie wprowadził polską reprezentację do mundialu a w 1982 w Hiszpanii zajął z nią trzecie miejsce.
„Gdybym powiedział, że nie mam satysfakcji, byłoby to bluźnierstwo. Zjeździłem świat, pięć razy grałem w eliminacjach MŚ. Czego można żądać więcej?” – dodał Piechniczek, który pracował też z reprezentacjami Tunezji i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Przyznał, że podobnie jak polscy piłkarze, wiedział, czym dla kibiców( także w sensie pozasportowym) były sukcesy kadry w latach 80-tych. „Kiedy jechaliśmy na MŚ w Hiszpanii, wiedząc w jakim stanie wyjeżdżamy z kraju (trwał stan wojenny), chcieliśmy kibicom, a także, jeśli tak można powiedzieć – narodowi – zafundować fantastyczny serial, składający się z siedmiu meczów. By to zrealizować, trzeba było się dostać do strefy medalowej. I to się nam udało. Satysfakcję mam olbrzymią” - stwierdził Piechniczek, który biało-czerwonych poprowadził w sumie w 11 spotkaniach podczas finałów MŚ. „Tym nie może się(jak na razie) poszczycić żaden polski trener” - podkreślił Piechniczek, który po zakończeniu pracy trenera był m.in. wiceprezesem PZPN. W latach 2007-2011 zasiadał w Senacie RP. Łącznie pod jego kierunkiem biało-czerwoni rozegrali 74 spotkania, 26 wygrywając, 21 remisując i 27 przegrywając. Od wielu lat mieszka w Wiśle.
@DaPidejpi
@patataj
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@Sensible
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
9
Kalendarium polskiego futbolu:
2 maja 1981 r. Polska pokonała NRD 1:0 na Stadionie Śląskim po golu Andrzeja Buncola w 56 minucie. 2 maja współczesnym kibicom kojarzy się z Dniem Flagi i wielkim finałem Pucharu Polski ale w peerelowskiej rzeczywistości był zwyczajnym dniem jakich wiele. Z tym, że następował tuż po hucznie obchodzonym przez władze Święcie Pracy i poprzedzał honorowane tylko przez opozycję Święto Konstytucji. W takim oto politycznym potrzasku, w czasie solidarnościowej rewolucji i kilka miesięcy przed wprowadzeniem stanu wojennego, 2 maja 1981 roku odbyło się kluczowe spotkanie biało-czerwonych w eliminacjach hiszpańskiego mundialu. W roli selekcjonera w meczu o punkty zadebiutował Antoni Piechniczek. Rok później z małym okładem miał już na szyi medal mistrzostw świata...
@Sensible
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@patataj
@Pawel13sz
@Roni/VEB
7
Feliz cumpleaños panie Suarez! Z okazji 87 urodzin.
2 maja 1935 r. urodził się Luis Suarez Miramontes, jeden z najwybitniejszych snajperów w historii hiszpańskiego futbolu. Wielka legenda Blaugrany, jedyny Hiszpan, który został nagrodzony Złotą Piłką France Football. Dziękujemy panie Luisie za wszystko co uczyniłeś Blaugranie. My cules nigdy o tobie nie zapomnimy.
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Sensible
@Pawel13sz
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
1
@Pawel13sz To ma być hicior? No chyba żartujesz?
1
No nie wyobrażam sobie dzisiaj kolejnej pod rząd porażki na Camp Nou. To by położyło się ogromnym cieniem w karierze trenerskiej Xaviego i wielkim ciosem dla całego barcelonizmo. Módlmy się aby do tego nie doszło...
10
Blaugrana w europejskich pucharach:
1 maja 2002 r. FC Barcelona zremisowała na Santiago Bernabeu z Realem Madryt 1:1 w rewanżowym meczu półfinału Ligi Mistrzów. Nie było niespodzianki w Madrycie. Real zremisował z Barceloną 1:1 i awansował do finału Ligi Mistrzów. Atmosfera przed półfinałowym spotkaniem Ligi Mistrzów pomiędzy Realem i Barcą była wyjątkowo gorąca. Prezydent katalońskiego klubu lekceważąco wypowiadał się o mistrzowskiej drużynie królewskich z lat pięćdziesiątych, która pięć razy zdobywała Puchar Europy. Waga tych oskarżeń zmalała po zamachach bombowych w Madrycie, w których lekko rannych zostało 17 osób. Rozważano nawet przełożenie meczu, ale po konsultacjach z policją UEFA dała piłkarzom zielone światło. ,,Na początku trochę się bałem, ale teraz wszystko się uspokoiło” - mówił przed meczem jeden z kibiców Realu. -,,Nie mógłbym zresztą przepuścić takiego wydarzenia”. Mecz jednak wielkim wydarzeniem nie był. W pierwszej połowie był niemalże wierną kopią pojedynku sprzed tygodnia. Barça, która żeby awansować, musiała strzelić trzy gole, atakowała a Real spokojnie się bronił. Najlepszą okazję Katalończycy stworzyli dość przypadkowo. Fabio Rochemback strzelił silnie z 20 metrów, tor lotu piłki zmienił jeszcze Cocu, ale nie na tyle by wpadła do siatki. Po odbiciu od słupka próbowali dopaść do niej Patrick Kluivert i Cesar. Holender nieumyślnie rozorał korkami twarz bramkarza Realu, który jednak grał do końca meczu. Pod koniec pierwszej połowy obrońcy Blaugrany stracili piłkę pod polem karnym. Raul przymierzył i zza pola karnego strzelił nie do obrony w okienko bramki Bonano. Wprawdzie tuż po przerwie po samobójczym strzale Ivana Helguery był remis ale więcej goli już nie padło. Piłkarze FC Barcelony zagrali ambitnie ale w finale(o dziewiąty puchar Europy w historii) - zagrał Real.
Składy:
Real Madryt - FC Barcelona 1:1 (1:0): Raul (43.) - Helguera (49. sam.). Real: Cesar - Salgado, Hierro, Helguera, Roberto Carlos - Makelele, Zidane (46. Flavio Conceicao), Figo (68. McManaman), Solari - Raul, Guti (87. Pavon)
FC Barcelona: Bonano - Puyol, de Boer, Abelardo, Coco (46. Overmars) - Xavi, Rochemback (67. Geovanni), Cocu (75. Sergi), Luis Enrique - Kluivert, Saviola
@Roni/VEB
@Sensible
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@patataj
@DaPidejpi
@Pawel13sz
12
Premierowe trafienie ,,La Pulgi”:
1 maja 2005 r. Leo Messi strzelił swojego pierwszego gola w La Liga. Niespełna 18-letni wówczas Argentyńczyk pojawił się na boisku w 87 minucie meczu z Albacete. Po dwóch minutach otrzymał świetne podanie od Ronaldinho i przelobował bramkarza lecz sędzia boczny zasygnalizował spalonego-jak wykazały powtórki, niesłusznie. Zaledwie 60 sekund później Ronaldinho ponownie wspaniale podał piłke za plecy obrońców i Messi strzelił niemal identycznego gola, tym razem uznanego przez arbitra.
@patataj
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@Sensible
8
Pierwsze trofeum pod egidą UEFA:
1 maja 1958 r. FC Barcelona zdobyła pierwsze prestiżowe trofeum w Europie a mianowicie Puchar Miast Targowych(późniejszy Puchar UEFA). Zwycięzcy trzyzespołowych grup utworzyli pary półfinałowe. W jednym z półfinałów ,,Duma Katalonii’’ stoczyła niezwykle zażarty dwumecz z Birmingham City. Barca przegrała w Anglii 4:3, wygrała u siebie 1:0(po golu Kubali w końcówce) a w dodatkowym spotkaniu pokonała anglików 2:1. W finale rywalem była reprezentacja Londynu. Blaugrana w pierwszym meczu zremisowała na wyjeździe 2:2 a w rewanżu rozgromiła rywali 6:0! Po dwa gole zdobyli Luis Suarez oraz Evaristo a po jednym trafieniu dołożyli Eulogio Martinez i Verges.
@patataj
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Sensible
@Pawel13sz
@Roni/VEB
@DaPidejpi
1
@Danny Gaucho Własnie dokładnie chodziło mi o piłkarza Blaugrany.
6
Spektakularny wyczyn:
1 maja 1957 r. jedna z legend Barçy, znakomity napastnik Eulogio Martinez ,,huknął’’ 7 goli w jednym meczu! Wydarzyło się to w meczu 1/8 Pucharu Króla z Atletico Madryt, wygranym aż 8:1 i jest do dziś absolutnym rekordem w tych rozgrywkach. Wyczyn Martineza jest wprost nieziemski a przecież w tym meczu grał również genialny Kubala.
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@patataj
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@Sensible
6
Pierwsze koty za płoty całkiem udane:
1 maja 1904 r. FC Barcelona rozegrała pierwszy w swojej historii międzynarodowy mecz. Przeciwnikiem był francuski ESTADE OLYMPIQUE DE TOULOUSE. Oczywiście był to mecz towarzyski rozgrywany w Tuluzie, który Barça wygrała 3:2, po golach Steinberga, Lassaleta i legendarnego Romy Fornsa.
@patataj
@DaPidejpi
@Sensible
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
0
To co powiedział Alemany to święta prawda. Dembele powinien opuścić FC Barcelone i to jak najszybciej! Przedłużenie z nim umowy to będzie strzał w kolano dla nas wszystkich a zwłaszcza dla Laporty jeśli na to pójdzie. On nie jest godzien reprezentować tak wielkiego i szanującego się klubu jak Duma Katalonii! Precz z nieudacznikiem!
10
Źródła nieszczęścia:
Wszyscy doskonale wiedzą że pecha przynosi nadepnięcie na żabe albo na cień drzewa, przechodzenie pod drabiną, siadanie tyłem do kierunku jazdy, spanie głową w nogach łóżkach, otwieranie parasola pod dachem, liczenie sobie zębów czy zbicie lustra ale w piłkarskim świecie lista ta okazuje się zbyt krótka. Carlos Bilardo, trener reprezentacji Argentyny podczas mundiali w 1986 i 1990 r. nie pozwalał aby jego piłkarze zajadali się przynoszącym pecha kurzym mięsem i zmuszał ich do jedzenia wołowiny, pobudzającej wydzielanie kwasu moczowego. Silvio Berlusconi zakazał natomiast fanom śpiewać tradycyjny hymn drużyny ,,Milan, Milan”, ponieważ(jego zdaniem) wywoływał on złe wibracje, które paraliżowały piłkarzy. W zamian kazał skomponować w 1987 r. nowy hymn - ,,Milan dei nostri cuori”. Freddy Rincon, czarnoskóry gigant i podpora reprezentacji Kolumbii, zawiódł oczekiwania kibiców podczas mundialu w 1994 r. W jego grze nie było nawet odrobiny entuzjazmu. Dopiero po jakimś czasie wyszło na jaw że nie chodziło o brak chęci, lecz nadmiar strachu. Pewien wróżbita z Bonaventury, miasta na wybrzeżu, z którego pochodził piłkarz, przepowiedział wynik turnieju i zalecił mu nadzwyczajną ostrożność bo w przeciwnym razie niechybnie złamie noge. ,,Uważaj na nakrapianą”- powiedział mając na myśli piłke, oraz: ,,strzeż się żółtaczki i czerwonki”, co było wyraźną aluzją do kartek: żółtej i czerwonej. Tuż przed rozpoczęciem mundialu w 1994 r. włoscy specjaliści od czarnej magii zapewniali że ich kraj zdobędzie Puchar Świata. ,,Liczne rytuały czarnej magii uniemożliwiają zwycięstwo Brazylii”- oświadczyła gazeta wydawana przez Włoskie Stowarzyszenie Magów. Ostateczny wynik z pewnością nie przyczynił się do zwiększenia prestiżu tej szacownej instytucji.
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@Pawel13sz
@Sensible
@Roni/VEB
@DaPidejpi
9
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
29 kwietnia 1950 r. urodził się Piotr Drzewiecki, obrońca. ,,Wychowałem się w Chorzowie-Batorym i chodziłem z synem Gerarda Cieślika do szkoły. Gdy jego słynny ojciec był trenerem w Lędzinach, zabierał nas samochodem na mecze”- opowiada pan Piotr. Przesiąkł legendą Cieślika, więc nie ma co się dziwić iż przez całą karierę grał tylko w jednym klubie, w Ruchu Chorzów, z którym 3 razy zdobywał mistrzostwo Polski. Po medalowym Mundialu w RFN mógł być następcą Adama Musiała w reprezentacji Polski ale lewy obrońca Niebieskich przegrał z kontuzjami. Pierwszej doznał gdy miał zaledwie 19 lat, 17 września 1969 r. w wyjazdowym meczu w ramach rozgrywek o Puchar Miast Targowych z Wiener Sport Club. Nawet dzisiaj dźwięk nazwiska Kaltenbrunner robi na nim złowieszcze wrażenie, choć przecież nie chodzi o nazistowskiego zbrodniarza skazanego w procesie norymberskim na kare śmierci. Günter Kaltenbrunner to austriacki piłkarz, który ostro władował się Drzewieckiemu w nogi podczas wiedeńskiego meczu. ,,Wszedłem na boisko po przerwie, tak samo jak Józef Jandula i od początku właśnie Józek ścinał się z tym Kalterbrunnerem. Twardo było, Jandula nie odpuszczał i Austriak, wysoki, mocny napastnik, koniecznie chciał się odegrać a że akurat ja znajdowałem się w pobliżu, sfaulował mnie. Nie wiem jakie miał zamiary ale skutek był taki że kompletnie rozwalił mi kolano.. W pierwszym, całkiem rozsądnym zamyśle Drzewiecki miał być operowany w Wiedniu. ,,Działacze Ruchu szybko przeliczyli że będzie to słono kosztować, więc zapadła decyzja o powrocie do Polski. Najpierw z Wiednia zabrali mnie do Krakowa a stamtąd samochodem do Bielska-Białej, prosto na stół operacyjny. Poskładali mi kolano ale czekała mnie długa rekonwalescencja. Na początku kariery wszystko pięknie się układało i nagle alarm. Niemal po każdym meczu noga była spuchnięta. Cały czas chodziłem na jakieś konsultacje lekarskie. Musiałem ciągle się pilnować żeby nie przeciążać kolana. Nauczyłem się z tym żyć bo alternatywą było zakończenie kariery. Noga puchła? Trudno. Zaciskałem zęby i grałem dalej, uważając żeby nie wydarzyło się coś gorszego niż obrzęk. Zawsze wiedziałem że będę grał w klubie z Cichej. Nie było innej opcji! Wychowałem się w Chorzowie-Batorym a to oczywiście matecznik Niebieskich. Po sąsiedzku mieszkali Wyrobek, Bula a Cieślik miał mieszkanie tylko 3 klatki dalej. Z jego synem chodziłem do podstawówki. Korzystałem na tym bo pan Gerard zabierał nas samochodem na mecze swojej drużyny, gdy został trenerem”- opowiada pan Piotr. Powrót do normalnego grania zabrał mu rok ale gorzej było z odzyskaniem wysokiej formy. Gdy przyszło grać co 3 dni, kolano nie wytrzymywało takiego obciążenia. Wreszcie w Ruchu pojawił się trener Vičan, który w 1969 r. po finałowym zwycięstwie nad FC Barceloną(3:2) zdobył ze Slovanem Puchar Zdobywców Pucharów. Nic dziwnego że w nowym polskim klubie miał wielki posłuch. Praca z nim była dużą przygodą bo potrafił dokręcić śrube piłkarzom. Nie wszyscy dobrze to znosili. Młody chłopak z ciężką kontuzją w papierach stawał przed sporym wyzwaniem. ,,Przede wszystkim Vičan znał moją przeszłość i wcale nie zalecał mi forsownych zajęć. Wręcz przeciwnie, był wyrozumiały, podpowiadał, co i jak mam robić”- zapewnia pan Piotr. To był czas, kiedy z Ruchem powoli rozstawali się starsi piłkarze jak Jandula, Faber, Nieroba, Piechniczek czy Herman. Dla Drzewieckiego zaczynał się lepszy okres. Kolano doprowadził do jako takiego porządku, oswoił się z powracającym bólem, wiedział jak minimalizować ryzyko. Długo jednak nie nacieszył się grą, ponieważ… doznał kolejnej poważnej kontuzji. ,,Zerwałem mięsień uda i było to również pokłosie tamtego dramatu z Wiednia. Wtedy pomyślałem sobie że już nie dam rady, że nie będę grał zawodowo w piłke. Gips sięgał mi aż do biodra. Gdy wchodziłem w mieszkaniu do ciasnej toalety, to zostawiałem otwarte drzwi bo usztywniona noga musiała wystawać na zewnątrz. Powoli zaczęło się to wreszcie goić a potem czekało mnie zwiedzanie sanatoriów aż w końcu znowu wróciłem do grania”- wspomina z satysfakcją pan Piotr. Niesamowite że wszystko co najlepsze, ciągle było przed nim. Nie dość że z Ruchem 3-krotnie zdobył mistrzostwo Polski, to zagrał jeszcze w reprezentacji kraju. W momencie szczególnym bo jesienią po mistrzostwach świata w RFN. Przygotowania do turnieju sprawiły że rozgrywki ligowe zostały dokończone już po powrocie do medalistów do Polski. Tytuł zdobył Ruch a forme piłkarzy Vičana docenił Kazimierz Górski. 9 października 1974 w kwalifikacjach do mistrzostw Europy Polacy pokonali Finlandię 3:0. W naszej drużynie co prawda zabrakło Maszczyka ale pojawiło się aż 5 jego kolegów z Ruchu, których nie było na mistrzostwach: Ostafiński, Wyrobek, Bula, Marx oraz Drzewiecki i to właśnie on miał największe szanse aby utrzymać się w kadrze na dłużej bo wypadł Musiał, który na początku września spowodował wypadek samochodowy. Musiał w reprezentacji już nigdy nie zagrał ale Drzewiecki ograniczył się tylko do 3 występów, wszystkie zaliczył jesienią 1974 r. Jeszcze w kwietniu 1975 pojechał do Rzymu na mecz z Włochami w eliminacjach ME. ,,Miałem zagrać ale kolano mi spuchło, nic się nie dało z tym zrobić. Zastąpił mnie Henryk Wawrowski i zadomowił się w jedenastce na dłużej a ja już skupiłem się wyłącznie na grze w Ruchu”- wyjaśniał obrońca Niebieskich. Pan Piotr nieźle sobie radził, zdobył z drużyną jeszcze 2 tytuły mistrzowskie. Wtedy czuł się potrzebny, choć rozumiał że wysiłek i poświęcenie mają swoją cene. Wielu jego rówieśników po 30-tce wyjeżdżało za granice aby jeszcze pograć i zarobić w obcej walucie. W jego przypadku nie było na to szans. Jak jakaś klątwa wlokła się za nim ta nieszczęsna kontuzja z Wiednia. Musiał odciążać prawe kolano, więc siłą rzeczy robił nienaturalne ruchy a z biegiem czasu zaczęły się pojawiać inne dolegliwości. Gdy kończył grać w Ruchu, odezwał się jeszcze walczący o awans do 2 ligi BKS Bielsko-Biała ale Drzewiecki nie dał się już namówić na dalsze granie a tym bardziej na przeprowadzke.
@patataj
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Sensible
11
Blaugrana w Pucharze Hiszpanii:
29 kwietnia 1998 r. FC Barcelona tryumfowała w Copa del Rey po raz 22 w historii pokonując w finale Mallorce po rzutach karnych. Tylko raz w historii zdarzyło się tak aby Barça potrzebowała rzutów karnych aby sięgnąć po Puchar Hiszpanii. Mallorca już w 3 minucie objęła prowadzenie po golu Stankovicia. W 66 minucie wyrównał Rivaldo i pomimo późniejszej dogrywki i dwóch czerwonych kartek dla graczy Mallorki więcej goli z gry już nie padło. Rzuty karne trwały aż 8 serii. W pierwszej z nich solidarnie pomylili się Rivaldo oraz Ivan Rocha a w trzeciej Celades i Ivan Campo. W szóstej serii strzał Luisa Figo został obroniony więc przed wielką szansą stanął Stankovič ale przestrzelił. Wreszcie w ósmej serii trafił Reiziger a następnie strzał Xaviego Eskurzy(byłego piłkarza Blaugrany) obronił Ruud Hesp i Duma Katalonii wygrała 5:4 zdobywając Puchar Hiszpanii.
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj
11
Finał białego konia:
W roku 1921 The Football Association, organizator finałów Pucharu Anglii i meczów reprezentacji, podjął decyzje o budowie nowego stadionu. Nosił on nazwe The Empire Stadium Wembley. Mówiło się jednak Wembley i tak już zostało. Jego historia zaczęła się tak efektownie że nawet najwięksi spece od marketingu nie mogli tego przewidzieć. W sobotę 28 kwietnia 1923 r. na nowym Wembley rozgrywano finał Pucharu Anglii pomiędzy Bolton Wanderers a West Ham United. Poczatek meczu wyznaczono, jak to w Anglii, na godz. 15.00. Tradycją finału jest obecność na nim kogoś z rodziny królewskiej. Pierwszym monarchą, który oglądał finał z loży na stadionie był Jerzy V w roku 1914 na meczu Burnley-Liverpool. W roku 1923 na Wembley też był Jerzy V i to, co zobaczył przeszło jego wyobrażenia. Im bliżej Wembley znajdował się jego samochód, tym większe tłumy policja musiała usuwać z drogi. Specjalnym tunelem prowadzącym niemal do samej loży królewskiej wjechał bez przeszkód ale kiedy spojrzał z góry na boisko… boiska nie było. Na całej jego powierzchni tłoczyły się tłumy ludzi. Ponad ich głowami wystawały tylko bramki. W kasach stadionu sprzedano wszystkie bilety ale przygotowano ich około sto tysięcy a pod bramami stało ponad trzy razy tyle chętnych. Przedsprzedaży nie było, z czego zresztą w następnych latach wyciągnięto wnioski. Kto przyszedł na stadion wcześniej, ten wszedł. Tysiące innych ludzi sforsowało bramy a przede wszystkim ogrodzenie, za którym już nikt nikogo nie kontrolował. Każdy siadał na miejscu, do którego się przecisnął. Z pomeczowego raportu wynika że około 12 tysiącom ludzi z biletami w ogóle nie udało się wejść na stadion. Organizatorzy zmuszeni zostali do zwrotu w sumie ponad 4 tys. funtów. Najdroższy bilet kosztował 15 szylingów a najtańszy 2 szylingi. Już wtedy do stadionu dochodziło metro, reklamowane jako najszybszy środek transportu z centrum Londynu do stacji Wembley Park, istniejącej nadal, dla linii Metropolitani Jubilee. Zainteresowanie meczem było tak duże że bodaj pierwszy raz wydrukowaną piracką wersje oficjalnego programu. Kiedy kibice pokonywali zamknięte bramy i stadion nie mógł już pomieścić wszystkich chętnych sędzia David Asson wezwał kapitanów obu drużyn na narade. ,,Panowie – powiedział. Tam na górze czeka Jego Wysokość, ludzi jest tyle że zaczyna się robić niebezpiecznie. Co robimy w tej sytuacji? Gramy czy przekazujemy komunikat o przełożeniu meczu? Przekładamy – zadecydował kapitan West Ham George Key. Gramy – odparł kapitan Bolton Joe Smith. Jest popołudnie. Jeśli policja szybko usunie tłum z boiska, powinniśmy skończyć przed zmierzchem”. Być może sędzia w porozumieniu z policją brał pod uwagę konsekwencje decyzji o odwołaniu finału tego dnia. Mogłoby dojść do paniki, która pociągnęła by za sobą ofiary. Już karetki odwoziły do szpitali ludzi z połamanymi nosami, żebrami, ogólnie potłuczonych, nieomal stratowanych i uduszonych. To cud że nikt nie zginął. Na pewno ważna była informacja policji że w kierunku stadionu zbliżają się posiłki,. W centrum Londynu pakowano policjantów w samochody ciężarowe i przywożona na Wembley. Ważniejszy od funkcjonariuszy pieszych okazał się szwadron policji na koniach. To oni weszli w tłum i delikatnie przesuwali go z boiska na boki, gdzie tylko się dała a dało się nie wiele. Tysiące ludzi stało przy liniach bocznych, utrudniając piłkarzom wrzucanie autów i wykonywanie rzutów rożnych. Ta operacja trwała ponad pół godziny i przeszła do historii futbolu dzięki białemu koniowi, wyróżniającemu się na tle szarego tłumu. Dlatego mecz znany jest pod nazwą White Horse Final. Był to jedyny koń tej maści w szwadronie. Nazywał się Billy a dosiadał go posterunkowy George Scorey, który nie miał nic wspólnego z futbolem, nie był kibicem i kiedy w sobotni poranek przed pójściem do pracy jadł grzanki z konfiturą myślał o ślubie , który czekał go za kilka dni. Nie wiedział nawet że na Wembley odbywa się jakiś mecz. Na posterunku powiedziano mu że wraz z resztą szwadronu pojedzie na stadion. Zrobił co do niego należało ale koń przyniósł mu sławe. Na początku tego wieku przejście łączące stacje metra z drogą prowadzącą na stadion nazwano Mostem Białego Konia. Na trybunach i w pobliżu boiska doliczono się wtedy 126 047 widzów ale nikt nie jest w stanie zweryfikować tej liczby. Bardziej prawdopodobne jest to że ludzi było więcej niż mniej. Wraz z kibicami stojącymi pod stadionem uzbierało się ich około ćwierć miliona. To rekord świata. Sam mecz stał się w tej sytuacji niemal dodatkiem do niecodziennych wydarzeń. Bolton wygrał 2:0. Po ostatnim gwizdku sędziego problem powrócił, ponieważ kibice znów weszli na boisko. Ledwo udało się utorować drogę do loży królewskiej, gdzie Jerzy V wręczył puchar kapitanowi Bolton, Joemu Smithowi i pogratulował zawodnikom obydwu drużyn. Każdy otrzymał pamiątkowy medal. Zawodnicy Bolton dostali w nagrodę od klubu złote zegarki. Król był zachwycony. Pierwszego gola na Wembley zdobył już w 3 minucie 24- letni reprezentant Anglii David Jack. Trzy lata później ponownie zagrał na Wembley. Tym razem Bolton pokonał Manchester City 1:0, znowu po jego golu. Jack był tez pierwszym piłkarzem na Wyspach Brytyjskich, za którego zapłacono ponad 10 tys. funtów. W 1928 Arsenal wydał na niego 10 890 funtów. Jack był pierwszym piłkarzem, który wywalczył Puchar Anglii z dwoma różnymi klubami. W 1930 jego Arsenal pokonał 2:0 Huddersfield. Stadion Wembley był dla piłki nożnej czymś takim jak La Scala dla opery. Jego dwie charakterystyczne wierze Twin Towers, mające w planach architektów stanowić londyńska odpowiedź na wieże Eifla, stały się znakiem towarowym. Tu Anglia rozgrywała większość swoich meczów, tu w roku 1966 zdobyła mistrza świata. Stadion był arena pierwszych po wojnie igrzysk olimpijskich, odbywały się na nim finały Pucharu Mistrzów/Ligi Mistrzów oraz koncertowały gwiazdy rocka.
@patataj
@DaPidejpi
@Sensible
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
7
Jubileusze Barçy:
28 kwietnia 1999 r. z okazji obchodów stulecia klubu został rozegrany specjalny mecz na Camp Nou. FC Barcelona zagrała towarzysko z reprezentacją Brazylii w obecności 60 tysięcy widzów. Spotkanie zakończyło się wynikiem 2:2. Gole dla Barçy strzelili Luis Enrique oraz Cocu, natomiast dla Brazylii Rivaldo i Ronaldo. Co ciekawe w przerwie meczu Pepa Guardiole zmienił wówczas nastoletni… Xavi.
@MesQueUnClub96
@Sensible
@patataj
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@Pawel13sz
7
(Nie)zapomniane legendy rodzimego futbolu:
27 kwietnia 1962 r. we Wrocławiu urodził się Ryszard Tarasiewicz, pomocnik. Specjalista od rzutów wolnych i strzałów z dystansu. Mógł zostać czwartym polskim piłkarzem po Fryderyku Scherfke, Erneście Wilimowskim i Grzegorzu Lacie z golem strzelonym Brazylii na Mundialu. Na drodze stanęło mu ledwie kilka milimetrów… Dosłownie chwile po rozpoczęciu gry, popularny ,,Taraś” z odległości około 35 metrów wyrobił sobie niewielką przestrzeń. Jego niezbyt mocny ale techniczny strzał powędrował ponad głowami całej defensywy Canarinhos i spadł na linii ,,piątki”. Kozioł zmylił bramkarza rywali, który nie miałby szans na złapanie piłki ale ostatecznie trafiła ona w słupek. W Polsce takie strzały Tarasiewicza nazywano ,,spadającymi liśćmi dębu”. Niezbyt mocne, zdawało się opadające przez długi czas, w końcowym rozrachunku okazywały się śmiercionośną bronią dla bramkarzy. Szczególnie jeśli pomocnik Śląska Wrocław podchodził do stałego fragmentu gry. Dlatego oddawano mu do wykonania większą część rzutów wolnych i karnych w zespole. Zdobył w sumie ponad 50 goli dla tej drużyny, co stawia go na 3 miejscu w historii. 5 razy notował wynik na poziomie co najmniej 8 trafień w sezonie, w tym trzykrotnie dwucyfrówki. Zespołowo jego największy sukces stanowią Puchar Polski oraz Superpuchar Polski zdobyte w 1988 r. Razem z wrocławianami wywalczył wicemistrzostwo kraju oraz brązowy medal. Indywidualnie tytułem Piłkarza Roku 1989 nagrodziły go redakcje zarówno ,,Piłki Nożnej”, jak też katowickiego ,,Sportu”. W reprezentacji Polski zagrał 58 razy strzelając 9 goli, w tym w debiucie przeciwko Norwegii. Mimo to pierwszy selekcjoner, pod którego wodzą grał, Piechniczek, nie miał do niego zbyt dużego zaufania. W kwalifikacjach Mundialu zagrał niespełna 20 minut. Na MŚ jego jedynym występem było starcie 1/8 finału z Brazylią. Brał też udział w młodzieżowym Mundialu 5 lat wcześniej. Po występach w Śląsku wyjechał do Szwajcarii, gdzie grał w Neuchatel Xamax. Ponadto bronił barw francuskich drużyn: AS Nancy, RC Lens, Besancon RC. Wrócił na chwile do Szwajcarii do Etoile Carouge. Kariere zakończył z kolei w norweskim Sarpsborgu, w wieku 35 lat. Od przeszło dekady obecny jest w Polsce w roli trenera. Trzykrotnie udało mu się, pełniąc te funkcje, uzyskać awans do Ekstraklasy- ze Śląskiem Wrocław, z Pogonią Szczecin oraz z Zawiszą Bydgoszcz. Zdobył Puchar Ekstraklasy(z Zawiszą). Na najwyższym poziomie rozgrywkowym prowadził ŁKS i Korone Kielce. W 1 lidze pracował zaś z Jagiellonią Białystok, Miedzią Legnica, GKS Tychy a obecnie prowadzi Arke Gdynia.
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@patataj
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Pawel13sz
13
(Nie)zapomniane El Clasicos!
27 kwietnia 2011 r. FC Barcelona pokonała na Santiago Bernabeu Real Madryt w pierwszym półfinałowym starciu Ligi Mistrzów. Kluczowa dla losów spotkania okazała się sytuacja z 61 minuty, gdy Pepe wszedł wyprostowaną nogą w Daniego Alvesa. Portugalczykowi takie sytuacje w przeszłości uchodziły płazem, więc ani on ani ławka rezerwowych Los Blancos na czele z Jose Mourino nie mogli uwierzyć, gdy sędzia pokazał czerwoną kartke. Duma Katalonii w dalszym ciągu grała zachowawczo a cały mecz nie obfitował w wiele klarownych sytuacji bramkowych. Wreszcie w 77 minucie wprowadzony chwile wcześniej Afellay zdecydował się na solowy rajd, minął Marcelo, dośrodkował piłke w pole karne a Messi z bliskiej odległości pokonał Cassillasa. Trzy minuty przed końcem Messi otrzymał piłke blisko linii środkowej boiska i wykonał wspaniały rajd, mijając kilku piłkarzy Realu i w pełnym biegu prawą nogą posłał piłke obok bezradnego golkipera rywali. W ten sposób Blaugrana praktycznie zapewniła sobie awans do finału już po pierwszym meczu.
@MesQueUnClub96
@Sensible
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
0
@Szalik A mógłbyś mi podesłać jakieś wideo bo w tamtych latach jeszcze nie ,,kochałem" Barcuni i nie widziałem tego gola
0
@Persyfl Owszem, dlatego napisałem jeden z najsmutniejszych a nie najsmutniejszy...
9
Duma Katalonii w Lidze Mistrzów:
27 kwietnia 1994 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou FC Porto 3:0 w półfinałowym starciu Ligi Mistrzów i awansowała do finału. Gole dla Barçy strzelili: Stoiczkow(2) oraz Ronald Koeman. W tamtej edycji Ligi Mistrzów mecz półfinałowy był rozgrywany tylko jeden. Składy: FC Barcelona: Zubizarreta, Ferrer, Guardiola, Koeman, Nadal, Bakero, Sergi (Goikoetxea), Stoichkov, Amor, Romario, Begiristain (Ivan) FC Porto: Vitor Baia, Joao Pinto, Jorge Costa, Aloisio, Fernando Couto, Andre (Paulinho Santos), Secretario, Kostadinov,Folha(Semedo),Rui Felipe, Drulovič
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@MesQueUnClub96
10
Jeden z najsmutniejszych dni w historii Blaugrany:
Dokładnie 10 lat temu trener FC Barcelony Josep Guardiola na piątkowym treningu zakomunikował piłkarzom, że po zakończeniu obecnego sezonu nie przedłuży z klubem kontraktu – jako pierwsi dowiedzieli się o tym dziennikarze agencji Reuters obserwujący zajęcia. Popularny Pep prowadził pierwszy zespół Barcelony od czerwca 2008 roku. Z drużyną dwukrotnie triumfował w Lidze Mistrzów i tyle samo razy zdobył z nią Superpuchar Europy oraz Klubowe Mistrzostwo Świata. Poprowadził zespół do trzech tytułów mistrza Hiszpanii i trzech Superpucharów Hiszpanii. Barcelona pod jego wodzą ma w dorobku też dwa Puchary Króla.
@MesQueUnClub96
@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
9
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
26 kwietnia 1920 r. urodził się Stanisław Baran, pomocnik/boczny obrońca. Był w kadrze na mistrzostwa świata w 1938 roku, zagrał w drużynie narodowej w słynnym meczu z Węgrami w ostatnią przedwojenną niedziele. Najlepsze piłkarskie lata zabrała mu niemiecka okupacja ale potem zdążył jeszcze zostać legendą ŁKS, z którym zdobył mistrzostwo kraju. Jest jednym z trzech piłkarzy(obok Szczepaniaka i Jabłońskiego), którzy wystąpili w ostatnim przed wojną i pierwszym po wojnie meczu reprezentacji Polski, lecz przecież nie to czyni go zawodnikiem wyjątkowym. Stanisław Baran doskonale wiedział czego od sportu chce i był w stanie temu wiele poświęcić. Podejmował trudne, często dramatyczne decyzje a jednak na koniec życia miał prawo powiedzieć że warto było się męczyć i ryzykować. ,,Jest jedną z legend naszego klubu. Zasłużył sobie na wielki szacunek każdego kibica”- zapewnia Jacek Bogusiak, kustosz tradycji ŁKS. Baran pochodził z Podkarpacia, w piłke uczył się grać w Resovii ale gdy miał 17 lat ruszył w Polskę. ,,Mówiąc wprost: uciekł z domu, zresztą ze swoim o 2 lata starszym kolegą Tadeuszem Hogendorfem. Dojechali do stolicy i tam się zgłosili do Warszawianki. Musieli być nieźli bo szybko zapadła decyzja że warto ich zatrzymać w klubie”- opowiada Bogusiak. Warszawianka natomiast była już drużyną z elity. Stanisław zaczął w niej grać jako żółtodziób, razem z Hogendorfem, mając za kolegów byłych reprezentantów Polski: Sroczyńskiego, Jokscha, Kniołę, Smoczka a nade wszystko olimpijczyka z Berlina Henryka Martyne. Baran migiem zaistniał w nowej rzeczywistości. W ekstraklasie debiutował 24 kwietnia 1938 a już na początku czerwca był z reprezentacją Polski na mistrzostwach świata we Francji! Z Brazylią jednak nie zagrał ale zbierał cenne doświadczenie. Natomiast pierwsze minuty w kadrze zaliczył jako 19-latek w ostatnim przedwojennym meczu z Węgrami w Warszawie. Cenił go kapitan związkowy Józef Kałuża. Mocno zachwalał też trener Alex James., były reprezentant Szkocji i wieloletni zawodnik Arsenalu, zaproszony przez polską federacje do pomocy w tworzeniu nowej drużyny narodowej. Prowadził treningi ale też jeździł po Polsce i wypatrywał piłkarzy, których warto sprawdzić w kadrze. Miał skale porównawczą. Wprawdzie nazwisko Barana w notesie Kałuży pojawiło się już wcześniej, to jednak Szkot podobno przy każdej okazji zachwalał walory prawoskrzydłowego Warszawianki. Do tego przekonania doszedł podczas zajęć z reprezentantami. Encyklopedia Piłkarska Fuji donosi iż ,,James był zachwycony fenomenalną koordynacją ruchową młodego gracza, co zapewne było następstwem jego ogólnej sprawności fizycznej bo uprawiał wiele konkurencji lekkoatletycznych”. To miał być człowiek, który bez wątpienia za chwile będzie kluczową postacią reprezentacji. Wszystkie prognozy brutalnie przekreśliła wojna. Pan Stanisław stracił najlepsze piłkarskie lata. Po wojnie Barana wywiało nad morze, zresztą znowu w towarzystwie Hogendorfa. Zaczeli grać w Baltii Gdańsk, poprzedniczce dzisiejszej Lechii ale najwyraźniej ŁKS był im pisany. Do Łodzi sprowadził ich Lucjan Zapędowski, nieformalny sponsor ŁKS, który robił wszystko by skompletować silną piłkarską ekipe. Zapędowski załatwił im prace w elektrowni, zadbał by mieli co jeść i mogli grać w piłke. Więc oni grali i robili to coraz lepiej, tak jakby nie zauważali że zbliżają się do trzydziestki. Encyklopedia Piłkarska wytypowała Barana do najlepszej drużyny złożonej z polskich piłkarzy za lata 1945-52. W ŁKS był kimś więcej niż zwykłym zawodnikiem podstawowej jedenastki. Dla młodych stawał się autorytetem z ciekawą także przedwojenną przeszłością. ,,Panowie – kapelusze z głów! Tak grają Rycerze Wiosny”- pisał ,,Przegląd Sportowy”, gdy w kwietniu 1957 ŁKS w drugiej ligowej kolejce wygrał w Zabrzu z Górnikiem 5:1! a przecież przegrywał w 30 minucie 0:1, na dodatek od tego momentu musiał grać w 10-tke bo kontuzji doznał jeden z zawodników a przepisy nie pozwalały na wprowadzenie gracza rezerwowego. Nie miało to jednak żadnego znaczenia a wręcz natchnęło gości do kosmicznej gry. ,,ŁKS dokonał w Zabrzu naprawdę huzarskiej sztuki”- napisał w relacji ,,PS”. To był kapitalny mecz ełkaesiaków, najlepsza godzina w dziejach klubu. ,,Tak grająca drużyna mogłaby się pokazać na każdym boisku świata”- komplementował zwycięzców węgierski trener gospodarzy Zoltan Opata. Właśnie wtedy pojawił się ,,rycerski” przydomek, który już na zawsze przylgnął do łódzkiej drużyny. Najbardziej zapracował na niego Baran, który wtedy miał… 37 lat! Wcześniej bywał już ustawiany bliżej swojej bramki ale w nowym sezonie trener Król przywrócił go do formacji ofensywnej. A Baran grał tak, jakby znowu się narodził. Po zabrzańskim boisku hasał niczym młodzieniaszek. W takim meczu strzelił 4 gole! ,,Mecz w Zabrzu był pięknym benefisem strzeleckim pana Stanisława, jedynego ligowca, który grał jeszcze w przedwojennych mistrzostwach. Baran był żywym przykładem dla młodych piłkarzy, jak należy grać i jak należy strzelać”- zachwycał się ,,Przegląd Sportowy”. ,,Kilka dni później w Łodzi odbył się prestiżowy, towarzyski mecz z mistrzem Austrii Rapidem Wiedeń. ŁKS wygrał 2:1 a Baran zdobył zwycięskiego gola. Miał swój wielki czas, kibice najchętniej nosiliby go na rękach”- opowiada Bogusiak. Stanisław Baran był w świetnej formie a skoro tak dobrze mu szło, to otwarcie deklarował gotowość powrotu do reprezentacji. Ostatni raz zagrał w niej w 1950, zresztą tak jak zaczął czyli znowu z Węgrami. W przeciwieństwie do przedwojennego zwycięstwa tym razem świetna ekipa Madziarów z kapitanem Puskasem przećwiczyła Polaków na stadionie Wojska Polskiego(5:2). W Warszawie Baran zagrał tylko w pierwszej połowie, po przerwie zastąpił go dobry znajomy Marian Łącz. No i po 7 latach 37-letni weteran znowu zgłaszał akces do kadry. ,,Byłoby to dla mnie duże wyróżnienie, gdyby władze naszego piłkarstwa, nie mając nikogo lepszego, pozwoliły mi jeszcze przywdziać koszulke z Białym Orłem. Nie ukrywam iż przyjął bym to wyróżnienie z największą radością. Ze swej strony dołożyłbym wszelkich starań aby godnie wypełnić ten wielki obowiązek”- deklarował na łamach ,,PS”. Jednak nic z tego, powołania nie dostał. Jego reprezentacyjny licznik zablokował się na 9 występach, każdy z nich był grą towarzyską. Za to w lidze ciągle potrafił błyszczeć. Porównywano go do Stanleya Matthewsa. Słynny w tamtych czasach reprezentant Anglii, również prawoskrzydłowy był od Polaka 5 lat starszy i ciągle wyczynowo grał w piłke. Pan Stanisław deklarował że boiskową długowiecznością postara się dotrzymać mu kroku ale tego ambitnego zadania nie zdołał wykonać. Piłkarska emerytura oznaczała płynne przejście do innych zajęć. Zresztą już jako zawodnik zajmował się pracą trenerską gdzie prowadził m.in. Włókniarza Pabianice. Stanisław Baran trafił do wielkiej historii ŁKS a potem do końca życia był jego wiernym kibicem. Zmarł w wieku 73 lat, został pochowany na łódzkim Starym Cmentarzu. Dla kibiców ŁKS stał się jednym z najważniejszych symboli sportowej świetności ukochanego klubu.
@MesQueUnClub96
@Sensible
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@patataj
1
@MesQueUnClub96 Ależ z największą przyjemnością :) Służe uprzejmie :)