FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
33 obserwujących
0 obserwowanych
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
7
Pamiętajmy o ikonach Barçy:
4 czerwca 1924 r. urodził się Antoni Ramallets, legendarny bramkarz FC Barcelony i reprezentacji Hiszpanii. Jego talent objawił się przypadkowo. Antoni był zmuszony zastąpić jedną z gwiazd Barçy- Valasco, który doznał kontuzji w 1949 r. Od tamtej pory jego forma wzbudzała podziw na całym świecie. Apogeum formy Ramalletsa przyszedł na Mundialu w Brazylii w 1950 r. Wtedy jego bezbłędne interwencje spowodowały iż do Hiszpana przyległo określenie ,,Gato de Maracana”(kot Maracany). W barwach swojego klubu rozegrał łącznie 538 meczów w tym 288 w Primera División. Jego ostatni mecz miał miejsce 6 marca 1962 roku w wygranym przez Barcę 5:1 meczu z Hamburger SV. Od roku 1950 do 1962 Antonio rozegrał 35 meczów w reprezentacji Hiszpanii. Od czasu właśnie Ramalletsa zaczęto nazywać bramkarza ‘Portero’.
@Symson
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@Sensible
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@patataj
7
Prezentacja Neymara na Camp Nou(3 czerwca 2013):
Niezwykle utalentowany Brazylijczyk był w kręgu zainteresowań niemal wszystkich największych europejskich klubów, lecz Barça ubiegła konkurencje i(jeśli wierzyć spekulacjom) już wiele miesięcy wcześniej praktycznie zapewniła sobie transfer wychowanka FC Santos. Ostateczna suma transferu nie jest znana do dziś z powodu wielu niejasnych zapisów kontraktowych i faktu iż prawa do karty zawodniczej Neymara rościło sobie poza jego drużyna kilka innych podmiotów.
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@Symson
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Sensible
@patataj
9
Wybitne legendy futbolu:
2 czerwca 1904 r. w Pradze urodził się František Plánička, Wicemistrz Świata-1934 Zdobywca Pucharu Mitropa-1938 oraz 8-krotny Mistrz Czechosłowacji. Jest jedną z największych legend czechosłowackiego futbolu i uchodzi za jednego z najlepszych bramkarzy w historii futbolu. Graczem Slavii Praga był w latach 1923-1938, pełnił funkcję kapitana zespołu. Wielokrotnie był mistrzem Czechosłowacji (1925, 1929, 1930, 1931, 1933, 1934, 1935, 1937) a w 1938 triumfował w Pucharze Mitropa. W barwach Slavii rozegrał 969 meczów. Bronił w golfie, którego gruba wełna łagodziła upadki. Często wychodził na boisko w czapce z daszkiem ażeby wyglądać na wyższego. Miał bowiem niewiele ponad 170 cm wzrostu ale był bardzo skoczny. W reprezentacji Czechosłowacji zagrał 73 razy. Debiutował 17 stycznia 1926 r. w meczu z reprezentacją Włoch a ostatni raz zagrał w 1938 roku. Wielokrotny kapitan, w tej roli poprowadził Czechosłowację do wicemistrzostwa świata w 1934. Cztery lata później w meczu z Brazylią na mundialu we Francjii doznał kontuzji i był to jego ostatni reprezentacyjny występ. Wielokrotnie nagradzany, w 1985 został uhonorowany nagrodą fair play UNESCO.
@patataj
@NaFazieHitman
@Symson
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@Sensible
9
Bitwa o Santiago:
Dokładnie 60 lat temu(2 czerwca 1962) miała miejsce tzw. "bitwa o Santiago". W drugiej kolejce fazy grupowej mistrzostw świata w Chile gospodarze zmierzyli się z Włochami w meczu, który przeszedł do historii jako "najbardziej przerażający, obrzydliwy i haniebny pokaz futbolu w historii" i zainspirował wprowadzenie żółtych i czerwonych kartek. To był od początku bardzo brutalny mundial. W meczu otwarcia Muhamed Mujić z Jugosławii złamał nogę Eduarda Dubinskiego z ZSRR. Uraz przyczynił się u niego do rozwinięcia mięsaka, który doprowadził do jego przedwczesnej śmierci siedem lat później. Mujić nie wyleciał nawet z boiska. W sumie przez pierwsze dwa dni turnieju trzech zawodników złamało nogę. ,,Zespoły obawiają się wczesnego powrotu do domu i zapominają, że to tylko gra. Z każdego z czterech stadionów docierają informacje o przemocy, złych manierach i poważnych kontuzjach” – pisał brytyjski "Telegraph". "Express" poszedł dalej: ,,Wszystko wskazuje na to, że turniej przemienia się w krwawą jatkę. Relacje z meczów brzmią jak korespondencje z frontu”. Spotkanie Włochy – Niemcy zostało opisane jako "wojenne manewry". W pierwszej kolejce Włosi zremisowali z Niemcami 0:0. W drugiej nie mogli sobie pozwolić na porażkę, jeśli chcieli zachować szanse na wyjście z grupy. Zadanie mieli jednak niełatwe – grali z gospodarzami, na oczach 66 tysięcy fanatycznych kibiców w stolicy Chile, Santiago. Przed turniejem włoska prasa zaszła im za skórę – w "La Nazione" i "Corriere della Sera" pojawiły się artykuły mocno krytykujące stan przygotowań w kraju, który zaledwie dwa lata wcześniej przeżył największe trzęsienie ziemi w historii ludzkich pomiarów. W jego wyniku zginęły tysiące ludzi, a cztery z ośmiu stadionów stały się niezdalne do użytku. "W Santiago nie działają telefony, taksówki są tak rzadkie jak wierni mężowie a za telegram do Europy płaci się ręką i nogą. Panują tu niedożywienie, analfabetyzm, alkoholizm i bieda, a prostytucja jest na porządku dziennym" – pisali Antonio Ghiredelli i Corrado Pizzinelli. Ich korespondencje tak rozwścieczyły Chilijczyków, że dziennikarze musieli ratować się ucieczką z kraju. Jeden z argentyńskich reporterów został wzięty za Włocha i dotkliwie pobity. Nawet takie tło nie tłumaczy jednak boiskowych wydarzeń. ,,Mecz, który za chwilę państwo zobaczą, najgłupszy, najbardziej przerażający, obrzydliwy i haniebny pokaz piłki nożnej, być może w całej historii tej gry” – mówił brytyjski komentator BBC David Coleman we wstępie do swojej relacji. Mundial w Chile nie były pokazywane na żywo w Europie. Skomentowane relacje były wysyłane za Ocean samolotem. Dopiero cztery lata później MŚ w Anglii transmitowano na żywo do wielu innych krajów. Początkowo do prowadzenia spotkania wyznaczono sędziego z Hiszpanii. Po proteście Włochów zmieniono go na doświadczonego Anglika, Kena Astona. Sędziował on jednak stronniczo. Nie dostrzegał fauli i prowokacji gospodarzy, nie zauważył nawet, gdy Leonel Sanchez (syn zawodowego boksera) lewym sierpowym złamał nos kapitana Italii, Humberto Maschio. Obwiniał później za to niedoświadczonych sędziów liniowych. Tymczasem już po czterech minutach Aston wyrzucił z boiska pierwszego z Włochów, Giorgio Ferriniego. Ten odmówił zejścia. Musiała interweniować uzbrojona policja. Od tego momentu na boisku zapanowała już zupełna samowolka. Mnożyły się niewiarygodnie brutalne ataki, choć po latach obie drużyny twierdziły, że one się tylko broniły. W drugiej połowie z boiska wyleciał Mario David. Grający w dziewiątkę Włosi nie byli w stanie utrzymać bezbramkowego remisu. Przegrali 0:2 po golach Jaime Ramireza w 73. i Jorge Toro w 87. minucie. Komentujący spotkanie Coleman był w szoku, że zostało dokończone. Sędzia Aston naciągnął w nim ścięgno Achillesa i nie poprowadził już żadnego meczu ani na tym, ani na kolejnych mundialach. Zasiadł za to w Komisji Sędziowskiej FIFA i był głównym szefem arbitrów na MŚ 1966, 1970 i 1974. Był pomysłodawcą wprowadzenia żółtych i czerwonych kartek (pierwszy raz pojawiły się na mundialu w Meksyku 1970). Być może przekonało go do tego wspomnienie z Santiago... ,,Spodziewałem się trudnego meczu, ale nie aż takiego... Przyszło mi do głowy, by go przerwać, ale obawiałem się, co wówczas stałoby się z włoskimi zawodnikami. Wiedziałem tylko, że nie doliczę do tego nawet minuty!” – wspominał. W trzeciej kolejce RFN wygrało z Chile 2:0, co dla Włochów oznaczało pożegnanie z turniejem. Niechęć chilijsko-włoska jeszcze wzrosła. Jeden z lokalnych działaczy oskarżył Azzurrich o grę pod wpływem narkotyków. Rywale nazwali gospodarzy kanibalami, a w Rzymie wysłano wojsko do ochrony chilijskiego konsulatu. Chile doszło do półfinału, w którym przegrało z późniejszym triumfatorem, Brazylią. Trzecie miejsce to najlepszy wynik w historii tego kraju. Cały turniej do końca obfitował jednak w agresywne faule i boiskowe bijatyki. Zresztą, zdrowie zawodników nie było priorytetem dla FIFA jeszcze przez długie lata. Za to przemowa komentatora BBC przeszła do historii. Coleman kończył: ,,Nacje te spotkały się po raz pierwszy i miejmy nadzieję, że ostatni. Jeśli mistrzostwa świata przetrwają w obecnej formie, to należy coś zrobić z drużynami grającymi w ten sposób. Powinny one być natychmiast usuwane z rywalizacji”.
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@Symson
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj
1
Dajesz Natalia! Wykończ raz dwa tą kacpke Kasatkine w 2 setach!
5
Rekordy Blaugrany:
2 czerwca 2013 r. FC Barcelona pokonuje Malage CF 4:0 w ostatniej kolejce La Liga i tym samym zdobywa 100 punktów w jednym sezonie Primera Division, wyrównując rekord ustanowiony sezon wcześniej przez Real Madryt. Bilans podopiecznych Ś.p. Francesca Vilanovy to 32 zwycięstwa, 4 remisy i 2 porażki(gole 115:40).
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Symson
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Lionel_Messi10
0
No prosze, no to w ostateczności zaproponujmy kontrakt Grosickiemu, jest w wybornej formie czym potwierdził gre w Pogoni Szczecin. Takiego skrzydłowego nam brakuje a finansowo nie będzie dużo wymagał... :)
8
Debiuty:
2 czerwca 1952 r. FC Barcelona po raz pierwszy w swojej historii rozegrała mecz z Manchesterem City. Był to mecz towarzyski wygrany przez Barçe 5:1. Jednocześnie w tym meczu zadebiutował legendarny lewy obrońca Sigfrid Gracia, strzelając jednego z goli. Wówczas ,,The Citizens” nie byli tak silną ekipą jak dziś a do tego w Blaugranie szalał Kubala więc nie można się dziwić takiemu wynikowi.
@Sensible
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@Symson
@MesQueUnClub96
@patataj
1
@Pawel13sz Znam tylko pierwsza linijke czyli naprzód po zwycięstwo! Drugiej niestety nie przetłumacze bo nie znam zagramanicznych języków :)
7
Vamos, vamos Argentina! Vamos, vamos a ganar,
que esta barra quilombera, no te deja, no te deja de alentar!
8
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
1 czerwca 1903 r. w Katowicach urodził się Emil Görlitz, polski bramkarz pochodzenia niemieckiego o pseudonimie Schlosser, wychowanek Preußen 05 Kattowitz (pięciokrotny mistrz Górnego Śląska). Jako pierwszy niemiecki Ślązak dostał powołanie do reprezentacji Polski, w której zadebiutował 18 maja 1924 r. w przegranym 1:5 meczu ze Szwecją. W sumie zagrał osiem razy dla Polski, z kadrą pożegnał się 2 października 1925 r. w wygranym 2:1 meczu z Turcją. Był rezerwowym bramkarzem na igrzyskach olimpijskich w Paryżu w 1924 r. Lata 1924-1925 spędził w mistrzowskiej Pogoni Lwów i razem z Józefem Słoneckim stał się pierwszym polskim zawodowym futbolistą – trener Pogoniarzy Austriak Karl Fischer namówił obydwu na wyjazd do włoskiego Triestu. Przygoda z zawodowstwem okazała się niewypałem, więc na sezon 1927 Emil Görlitz wrócił do rodzinnych Katowic. 1. FC Katowice (kontynuator tradycji Preußen 05 Kattowitz) w pierwszym sezonie ligowym w 1927 r. prawie został mistrzem Polski a o braku tytułu przesądziła porażka w meczu z Wisłą Kraków u siebie (Gӧrlitz był wtedy kapitanem swojej drużyny). Zapisał się w kronikach jako pierwszy bramkarz w historii ligi, który strzelił gola z rzutu karnego. Zespół z Katowic w kolejnych sezonach spisywał się coraz gorzej, więc Emil w 1934 r. zdecydował się na wyjazd do Niemiec. Po wybuchu II wojny światowej wrócił do Katowic i został pracownikiem huty Ferrum. Nadejście Armii Czerwonej oznaczało dla niego zesłanie do obozu w Kłodzku, gdzie jednak ze względu na znajomość języka ukraińskiego (efekt dwuletniego pobytu w Pogoni Lwów) i przeszłość w reprezentacji Polski był traktowany bardzo przyzwoicie. Został zwolniony i trafił do Zgorzelca, skąd wspólnie z żoną wyjechał do Niemiec. Zmarł w wieku 84 lat, kilkakrotnie wracał do Katowic, gdzie wciąż mieszkała część jego rodziny.
@Symson
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Sensible
@Roni/VEB
@patataj
5
Z historii klubu:
1 czerwca 2006 r. otwarto Ciutat Esportiva Joan Gamper. Ten kompleks sportowy FC Barcelony położony jest w miejscowości Sant Joan Despi, 4,5 kilometra od Camp Nou i zajmuje powierzchnie 136,839 m2. Kosztująca niemal 80 milionów euro baza treningowa składa się między innymi z pięciu pełnometrażowych boisk ale także z hali sportowej i sal treningowych. Regularne zajęcia odbywają tutaj członkowie wszystkich sekcji sportowych Blaugrany. W 2011 r. na terenie centrum utworzono nową La Masie czyli budynek, w którym mieszkają zebrani z całego świata piłkarze juniorskich drużyn FC Barcelony.
@NaFazieHitman
@patataj
@Lionel_Messi10
@Sensible
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@Symson
8
Pierwszy w historii finał najważniejszego z pucharów:
31 maja 1961 r. FC Barcelona po raz pierwszy w historii zagrała w finale Pucharu Europy Mistrzów Klubowych. Dramatyczny pojedynek z Benfica Lisbona zakończył się porażką 2:3. Już w 20 minucie genialny główkarz Sandor Kocsis wyprowadził Barçe na prowadzenie właśnie strzałem głową. Dziesięć minut później Portugalczycy wyrównali a po dwóch kolejnych minutach wyszli na prowadzenie po fatalnym błędzie Ramalletsa. Bramkarz Barçy tak niefortunnie wybijał piłke podbitą wysoko do góry przez swojego obrońcę że wrzucił ją sobie do bramki. W drugiej połowie wynik podwyższył mocnym strzałem z woleja zza pola karnego znakomity Mario Coluna i Blaugranie na nic się zdało jeszcze piękniejsze trafienie Czibora, który huknął z lewej nogi w samo okienko. W drugiej połowie meczu ataku serca doznał siedzący na trybunach prezydent Benfiki Mauricio Vieira de Brito. Takie nerwy nie mogły dziwić. W całym meczu piłkarze Barçy czterokrotnie trafiali w słupek bądź poprzeczke. Legenda głosi iż ten mecz walnie przyczynił się do zmiany przekroju obramowania bramki z prostokątnego na kolisty. Legenda legendą, jednak trzeba przyznać że jak ktoś ma pecha… to mu w drewnianym kościele spadnie cegła na głowę. No cóż, jak wiemy w futbolu trzeba mieć też dużo szczęścia a na stadionie Wankdorf w Bernie ewidentnie go ,,nam” zabrakło.
@patataj
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Sensible
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@Symson
8
Zapomniane legendy futbolu:
30 maja 1913 r. urodził się Geza Kalocsay, węgierski piłkarz grający na pozycji napastnika, reprezentant Czechosłowacji i Węgier, oraz trener(w latach 1966–1969 trener Górnika Zabrze). W Mistrzostwach Świata 1954 był asystentem trenera Gusztáva Sebesa, twórcy Złotej Jedenastki. Géza stale łączył rozwój sportowy z rozwojem intelektualnym. W życiu zadbał o sukcesy zarówno piłkarskie, jak i naukowe. Do tych pierwszych niewątpliwie można zaliczyć udział w Mistrzostwach Świata w 1934 roku w barwach Czechosłowacji (Kalocsay dopiero w 1940 r. zadebiutował w reprezentacji Węgier) a do drugich fakt, że był doktorem prawa. W Zabrzu prowadził piłkarzy twardą ręką, co przynosiło znakomite efekty. W wywiadzie dla katowickiego Sportu Jerzy Gorgoń stwierdził: Kalocsay dawał w kość. Kiedy zaczynałem swoją przygodę z Górnikiem, po treningu wszyscy szli do szatni a mnie jeszcze gonił kilkanaście kółek i robił dodatkowe zajęcia. Buntowałem się. Mówiłem, że mam niższe od wszystkich stypendium a pracuję za trzech ale miał rację, zrobił ze mnie piłkarza. Zawodnicy ówczesnej ekipy zgodnie stwierdzają, że Węgier jako pierwszy w polskiej lidze przykładał wielką wagę do piłkarskiej taktyki. Ponadto wspominają, że był najbardziej wymagającym trenerem, z jakim kiedykolwiek mieli przyjemność pracować. Pod jego skrzydłami Zabrzanie wywalczyli Mistrzostwo Polski w 1967 roku, jednak kibice pamiętają go przede wszystkim dzięki wspaniałym występom Górnika w europejskich pucharach. To on był architektem drużyny, która w sezonie 1969/70, już pod wodzą Michała Matyasa, awansowała do finału Pucharu Zdobywców Pucharów, ulegając minimalnie Manchesterowi City 1:2. Dwa lata wcześniej Zabrzanie sprawili niebywałą sensację, pokonując 1:0 drugi z wielkich klubów z Manchesteru. United w tamtym sezonie sięgnęli po Puchar Europy a ich porażka ze Ślązakami w 1/4 finału była jedyną w drodze po triumf (w pierwszym meczu wygrali 2:0 i awansowali do półfinału). Bilans Górnika w europejskich pucharach pod wodzą Kolocsaya jest naprawdę imponujący: 15 meczów, 10 zwycięstw, 2 remisy i 3 porażki, przy bilansie bramkowym 30:16. Ciekawy wątek dotyczy jego zwolnienia. Nie zaważyły o tym ani wyniki sportowe, ani finanse a historie obyczajowe. Kolocsay nigdy nie krył się ze swoimi zapędami do płci pięknej. Jego rozwiązłość nie spodobała się rodzicom dziewczyn, z którymi sypiał, więc donieśli na niego partii. A że wówczas partia miała najwięcej do powiedzenia…
@Symson
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Sensible
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@patataj
2
Dajesz Iga! Nie poddawaj się kochaniutka nasza dumo tenisa!
0
@P33ck Naprawde? a z jakiego powodu bo nic mi o tym nie wiadomo...
5
Wspomnienia z łezką w oku:
30 maja 1998 r. Guillermo Amor rozpłakał się jak dziecko po słowach Luisa Van Gaala. Jeden z najbardziej oddanych drużynie piłkarzy w historii Blaugrany musiał odejść z powodu decyzji trenera. Holender w ostrych słowach ostrzegł zawodników, którzy nie będą chcieli odejść że ,,kolejny rok będzie dla nich straszny”. Następnie kierując słowa bezpośrednio do Amora stwierdził że ,,będzie on blokował rozwój takich piłkarzy jak Xavi”. Gracz, który był wychowany w La Masii i przez 18 lat był związany z Dumą Katalonii nie mógł się powstrzymać od płaczu po usłyszeniu takich słów. Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej prezydent Nuñez oświadczył, że wykorzysta klauzule w kontrakcie pozwalającą na przedłużenie umowy z Amorem ale służyło to jedynie temu, aby uzyskać za Katalończyka pieniądze od przyszłego pracodawcy. Guillermo trafił ostatecznie do Fiorentiny. Wyobrażacie sobie taką sytuację gdyby miała miejsce z Iniestą, Xavim czy nawet z Messim? Przecież to byłby skandal!
@Pawel13sz
@Sensible
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Symson
@Lionel_Messi10
@patataj
8
Gratulacje dla ,,Niebieskich" za awans do pierwszej ligi. Wielka legenda polskiego futbolu powoli kroczy ku Ekstraklasie, oby jak najszybciej! Ruch Hajduki Wielkie, czyli Ruch Chorzów!
8
@FCBparasiempre Dramat na Heysel:
29 maja 1985 r. w Brukseli, Juventus pokonał FC Liverpool 1:0. Na finał rozgrywek o Puchar Mistrzów czekało w całej Europie wiele milionów ludzi ale po ataku kibiców angielskich i śmierć 39 osób mecz przestał się liczyć. Czegoś podobnego nie było od 1982 r., kiedy w Moskwie zgineło aż 340 osób! Przyczyny dramatów często się powtarzały. Przejścia były zbyt wąskie albo zamknięte, policja chcąc rozpędzić tłum atakujący sędziów lub piłkarzy, używała gazów łzawiących, co powodowało panike. Ludzie tratowali się albo dusili się w tłumie. W maju 1985, zaledwie 2 tygodnie przed Heysel, doszło do jednej z największych tragedii na Wyspach Brytyjskich. Finał Pucharu Mistrzów w 1985 nie zapowiadał żadnego dramatu. Oczekiwano wyłącznie przeżyć sportowych, ponieważ spotykały się 2 drużyny o niezwykłych tradycjach, dokonaniach, pełne gwiazd znanych na całym świecie. Liverpool bronił pucharu zdobytego rok wcześniej w zakończonym rzutami karnymi meczu z AS Roma. Juventus był właścicielem wywalczonego w tym samym czasie Pucharu Zdobywców Pucharów. Miał w drużynie 4 mistrzów świata oraz Platiniego i Bońka. To wszystko gwarantowało wspaniałe widowisko. Tyle że mecz ten nie powinien się odbyć. Wielu kibiców z obydwu krajów przybywało do Belgii już pod wpływem alkoholu. W południe na kilka godzin przed meczem, na Brukselskim Grand Place bawiło się zgodnie około 2 tysięcy Anglików i Włochów. Kolejne tysiące zajmowały restauracje, bary i ogródki na sąsiadujących z rynkiem ulicach. Wszyscy koncentrowali się na piciu, skandowaniu haseł i wymachiwaniu klubowymi flagami. Cały Grand Place pokrywało szklo z potłuczonych butelek. Wielu Anglików leżało nieprzytomnych na chodniku przy barze. Temperatura wzrastała. Wczesnym popołudniem na konferencji z udziałem szefów Liverpoolu, Adidas przedstawił wzór koszulek, w jakich Anglicy pierwszy raz mieli zagrać wieczorem. Obok Atomium pod stadionem kolejna konferencja. Stadion podzielony był standardowo. Całą trybune za bramką po prawej stronie zajmowali kibice włoscy. Po przeciwnej stronie znajdowali się Anglicy i Włosi, przedzieleni wąski pasem przeznaczonym dla kibiców belgijskich, którzy jednak szybko z tamtąd uciekli. Właśnie ta trybuna oznaczona literami X, Y i Z, stała się sceną dramatu. Obydwie trybuny za bramkami miały miejsce wyłącznie stojące. Iskrą stały się butelki, kamienie i petardy, rzucane z angielskiego sektora X na włoski – Z. Początek finału wyznaczono na godzinę 20.15. Kiedy o 18.15 na boisko wyszły dwie drużyny trampkarzy, mało kto patrzył na ich mecz. Oni grali a sytuacja na trybunach stawała się coraz bardziej dramatyczna. Wszyscy na to patrzyli, żadne służby porządkowe nie interweniowały. Burmistrz Brukseli mówił że do pracy przy meczu zaangażowano około tysiąca policjantów. 240 z nich znajdowało się na stadionie, chociaż prawde mówiąc nie rzucali się w oczy. Kiedy sytuacja całkiem wymknęła się spod kontroli, policjanci docierali na stadion czym tylko się dało, odpowiadając na zamieszczony w telewizji apel. Najgorsze nastąpiło między 19.00 a 19.30. Po rzucaniu butelkami itp. Doszło do pierwszej szarży Anglików na Włochów, z sektora X na Z. Była co prawda jeszcze odpierana przez nielicznych policjantów ale napastnicy zdobyli nowy oręż – metalowe pręty, wyrwane z płotu oddzielającego sektory. Po chwili przerwy atak powtórzono. Tym razem ubrani na czerwono Anglicy przebiegli się po belgijskim sektorze buforowym, jakby nie istniał. Nie Belgowie a Włosi byli celem ataku. Kibice Juventusu czegoś takiego się nie spodziewali, zresztą i tak stali na straconej pozycji. Nie mieli gdzie uciekać. Najwyżej kilkanaście metrów wzdłuż, dalej już była tylko ściana. Gromadzili się na samym rogu kończącej się trybuny, gdzie mur był najniższy i dawał nadzieje na zeskoczenie z wysokości 2, 3 metrów na bieżnie. W kierunku wejść uciekać nie mogli bo wciąż nowi kibice nieświadomi sytuacji wchodzili na trybune. Rozjuszeni, pijani Anglicy gonili swoje ofiary aż do skutku. W czasie, kiedy Włosi znajdujący się na końcu skłębionej masy uciekających otrzymali ciosy prętami, pięściami, drewnianymi częściami ławek, kastetami i nożami, pierwsi zostali przyparci do muru. Ten nie wytrzymał pod ciężarem kilkuset osób i runął na bieżnie. Kilkunastu kibiców poniosło śmierć przygniecionych cementem, cegłami, zbrojonymi prętami lub stratowanych przez uciekających rodaków, którzy dopiero teraz wylali się na bieżnie. Biegli po ciałach ludzi, obok których jeszcze przed chwilą stali. Inni zostali na trybunie ryzykując życie. Kiedy setki ludzi wtargnęły na bieżnie i boisko, które trampkarze opuścili po skończonym meczu, wielu innych na stadionie nie miało świadomości, co tak naprawdę się stało. Spiker apelował o spokój i powrót na swoje miejsca ale niektórzy już swoich miejsc nie mieli. Na ławkach prasowych nikt nie pomyślał że efekt szarży może być tak tragiczny. W tłumie przy zawalonej ścianie niewiele można było zobaczyć. Dopiero widok coraz większej liczby sanitariuszy z noszami, wycie syren karetek i śmigłowce nad stadionem uświadomiły wszystkim że stało się coś strasznego. Na stadionie panował chaos. Przez megafony wzywano do zachowania spokoju, na tablicy świetlnej pojawił się przygotowany wcześniej napis: ,,Organizatorzy serdecznie witają przybyłych kibiców futbolu”. Policjanci belgijscy wprawni w rozpędzaniu demonstracji związkowców, teraz byli bezradni. W takiej sytuacji nigdy się nie znaleźli. Przyglądali się pierwszym iskrom przyszłego ognia, który groził pożarem, z czego musiał sobie zdawać rację każdy, kto choć raz widział awantury wywołane przez kibiców. Patrzyli co z tego wyniknie a kiedy Anglicy ruszyli, policjanci uciekali razem z Włochami. Wprowadzenie większej liczby funkcjonariuszy i służb porządkowych niewiele dało. Kiedy ożywiła się trybuna M, N i O – to po drugiej stronie boiska, zajmowana tylko przez Włochów grupki kibiców wybiegły na bieżnie żeby pograć tam w piłke i bić się, policjanci stanęli jak słupy. Uzbrojeni w pałki, tarcze z pleksiglasu, hełmy, nie mogli dać sobie rady z młodymi chłopakami w trampkach i drzewcami po sztandarach w ręku. Wtedy wjechała konnica. Jechali kłusem wzdłuż trybuny nie robiąc na nikim wrażenia. Potem jeszcze dwudziestu ale nawet nie próbowali usunąć kibiców z boiska i bieżni, nie rozpoczęli żadnej akcji, która mogłaby przywrócić porządek. Czekali na rozkazy ale rozkazów nie było. Oficer dowodzący akcją znajdował się poza stadionem. Minister spraw wewnętrznych siedział spokojnie w domu przed telewizorem, patrzył co się dzieje a w tym czasie w jego gabinecie trwały narady. Na postawione zarzuty odpowiedział że organizacja była bez zarzutów i nie chciano prowokować kibiców demonstracją policyjnej siły. To był szok cywilizacyjny dla kraju, w którym żyło się spokojnie i bezpiecznie. Belgowie, którzy nie doświadczyli okropności wojny w takim stopniu jak wiele innych europejskich krajów, nie wyobrażali sobie że może ich spotkać coś takiego. Nie byli na to przygotowani. Nie był też na to przygotowany stadion. Prezydent Liverpoolu sir John Smith powiedział: ,,Stadion Heysel nie nadaje się do takich meczów. Kibice mogli bez poważniejszych problemów dostać się na trybuny bez biletów a potem poruszać się względnie swobodnie po całym obiekcie. To niedopuszczalne”. Wtórował mu prezydent Juventusu Giampiero Boniperti: ,,Gdybym wiedział że Belgia nie da sobie rady z organizacją, byłbym za przeniesieniem meczu do Związku Radzieckiego. Tam od razu dano by sobie rade z bandytami”. Przed godziną 20-tą wiadomo było że mecz nie rozpocznie się zgodnie z planem, czyli o 20.15. ale prawdopodobnie nikt wtedy nie wiedział czy w ogóle się odbędzie. Działacze Komitetu Wykonawczego UEFA byli podzieleni. Zresztą oni nawet nie mieli miejsca, w którym mogliby spokojnie na ten temat podyskutować. W powszechnym chaosie Włosi często w szoku uciekali z zagrożonych miejsc, szukając schronienia na trybunie honorowej i prasowej, które były najbezpieczniejszymi okolicami na stadionie. ,,Już wtedy wiedzieliśmy, co się wydarzyło. Siedzieliśmy w szatni i czekaliśmy na decyzje. Wielu z tych, którzy ponieśli śmierć lub zostali ranni było znanych było znanych piłkarzom Juventusu. Nie chciało się nam grać w takiej sytuacji ale nie mieliśmy wyjścia”.- opowiadał Boniek. UEFA uznała że odwołanie meczu mogłoby spowodować jeszcze większą tragedie. Postanowiono więc zagrać dla bandytów żeby ich nie drażnić. Niemiecka telewizja ZDF w tym momencie przerwała transmisje. O godzinie 20.30 do walczących z policją kibiców na trybunie M, N i O wyszli piłkarze Juventusu. Najpierw mistrzowie świata Tardelii i Cabrini, potem Brio i Favero. Wszyscy prosili swoich kibiców o zaprzestanie walk i zachowanie spokoju. Kapitan Juve Gaetano Schirea zwracał się do włoskich kibiców za pośrednictwem megafonów. Z taki samym apelem do przybyszów z Anglii wystąpił kapitan Liverpoolu Phil Neal. Służby medyczne cały czas udzielały wtedy pomocy poszkodowanym. W loży dziennikarskiej jeden z Wlochów, który się tam schronił dostał ataku serca. Jego przyjaciel próbował go reanimować. Zaalarmowani lekarze przybyli niemal natychmiast. Po kilku minutach reanimacji zabrali go do szpitala. O godzinie 21.30 grupa młodych Włochów z trybun M, N, O wniosła na bieżnie transparent z napisem: ,,Red Animals” – Czerwone Zwierzęta, nawiązując do koloru koszulek Liverpoolu. Cała widownia zaczęła bić brawo. Długo to nie trwało. Policja zabrała im transparent i to była jej jedyna udana akcja owego wieczoru. W tym czasie na boisko wyszły obydwie drużyny. Liverpool równo, karnie, jak zwykle. Juventus w nieładzie, jak na rozgrzewke. Piłkarze z wyjątkiem obydwu bramkarzy(Tacconiego i Grobbelara) nie przywitali się jak to jest w zwyczaju. Mecz rozpoczął się z opóźnieniem jednej godziny i 28 minut. Piłkarze spędzili więc w swoich szatniach około 3 godzin. Liverpool miał pecha. Środkowy obrońca Mark Lawrenson już w 3 minucie doznał kontuzji barku i musiał zejść z boiska. Płlkarze obydwu drużyn grali czysto, jak gdyby się bali iż ostrzejszy atak może stać się powodem kolejnych rozruchów na trybunach. Żadna ze stron nie osiągnęła wyraźnej przewagi. W 57 minucie, po jednej z akcji piłkarze Liverpoolu nie zdążyli wrócić pod swoja bramke. Odzyskaną piłke Platini kopnął daleko do przodu gdzie czekał Boniek. Polak wbiegł między 2 obrońców, wyprzedził ich, uderzył piłke głową i kiedy zbliżal się do pola karnego został przewrócony przez Gary’ego Gillespiego. Faul był ewidentny, tyle że Szkot popełnił go przed linią pola karnego. Szwajcarski sędzia znajdował się zbyt daleko od tej sytuacji, źle ją ocenił, przyznając Juventusowi rzut karny. Platini wykorzystał jedenastke dając swojej drużynie prowadzenie. Na kwadrans przed końcem jedna z akcji Liverpoolu zakończyła się ostrym atakiem Favera na Whelanie w narożniku pola karnego. Pół stadionu zerwało się na nogi, widząc faul Włocha a to oznaczało rzut karny i szanse na wyrównanie ale sędzia faulu nie dostrzegł i Juventus wygrał 1:0.Plotki o zakulisowych decyzjach UEFA, pragnącej zadośćuczynić Włochom i ukarać Anglików, same pchały się na usta i łamy prasy. Berno oczywiście je zdementowało ale jak interpretować decyzje dobrego zwykle sędziego, który dyktuje dla Włochów jedenastke za faul poza polem karnym i nie przyznaje jej Liverpoolowi za atak niezgodny z przepisami w obrębie ,,szesnastki”? Prezydent UEFA, Jacques Georges, wręczył Juventusowi Puchar Mistrzów w szatni. Żadnej gali nie było. Włosi wybiegli z trofeum pod trybune M, N i O, demonstrując je swoim kibicom. W tym samym czasie, po drugiej stronie stadionu za trybuną X, Y, Z, ostatnie karetki zabierały tragicznie zmarłych. Konsekwencje tragedii na Heysel dotknęły wiele osób. Angielska federacja piłkarska wycofała kluby angielskie z rozgrywek europejskich. Kara spotkała 16 klubów. UEFA zawiesiła je na 5 lat(Liverpool na 6) i rozpoczęła kampanie na rzecz bezpieczeństwa na stadionach. Premier Margaret Thacher wydała wojne stadionowym chuliganom. Bramkarz Liverpoolu Grobbelaar powiedział: ,,Nie chce mi się bronić piłek lecących na bramke, skoro mam tym sprawiać przyjemność takim kibicom, jak ci, którzy wywołali awantury w Brukseli. 14-tu z pośród 24 zatrzymanych, po 4 latach śledztwa i procesów zostało skazanych w Brukseli na kary do trzech lat więzienia i grzywny. Sekretarz generalny UEFA, Hans Bangerter i sekretarz generalny federacji belgijskiej Albert Roosens otrzymali kary więzienia w zawieszeniu. UEFA została zobowiązana do wypłacenia odszkodowań rodzinom ofiar. Rząd angielski przeznaczył na ten sam cel ponad ćwierć miliona funtów. Stadion Heysel został przebudowany, nosi teraz imię belgijskiego Króla Baudouina. W miejscu gdzie zginęło najwięcej Włochów, znajduje się tablica pamiątkowa. Kiedy w roku 2005 Liverpool wylosował w Lidze Mistrzów Juventus, kibice na trybunie kop stadionu Anfield Road, , najsłynniejszej w Anglii ułożyli z biało-czerwonych kartek wielki napis ,,Amicizia” – Przyjaźń. Na stadionie Anfield odsłonięto też tablice pamiątkową ku czci poległych Włochów, podobną do tej, jaka znajduje się na Heysel. ,,You’ll Never Walk Alone”… Śmierć na Heysel poniosło 38 Włochów i jeden Belg. Najstarsza ofiara, Barbara Lusci miała 58 lat, najmłodszą był 11-letni Andrea Casula.
@Sensible
@Symson
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@patataj
6
Dramat na Heysel:(ponownie jestem zmuszony do opisania ważnej historii w odpowiedzi na swój komentarz)
0
@pt9 No z tym ,,nigdy" to się nie zgodze ale z resztą to już się zgodze. Potrzeba nam zdroworozsądnego zarządzania klubem a wtedy wszystko możliwe...
5
@FCBparasiempre 29 maja 1968 r. Manchester United pokonał Benfike 4:1 w finale Pucharu Mistrzów Klubowych. Manchester z Charltonem i Bestem, Benfika z Eusebio i Coluną a to wszystko na Wembley, dwa lata po finale mistrzostw świata. Czegóż trzeba więcej do szczęścia? Ten finał spowodował rzadko spotykane wewnętrzne rozdarcie wśród kibiców. Coś takiego, co w roku 2011 przeżywali przy okazji dwumeczu FC Barcelony z Realem Madryt. Komu kibicować? W Manchesterze grało dwóch mistrzów świata- Charlton i Stiles. Pierwszy stanowił wzór piłkarza i dżentelmena. Drugi był niezwykle skuteczny ale postawa fair play(przynajmniej na boisku) była mu obca. Benfika miała aż 6 uczestników meczu półfinałowego z Anglią podczas MŚ, też na stadionie Wembley: Colunę, Gracę, Aguasa, Eusebio, Torresa i Simõesa, czyli całą przednią formację. Ofensywna, pełna radości gra Portugalczyków na mistrzostwach przysporzyła im na całym świecie miliony sympatyków a Eusebio stał się europejskim odpowiednikiem Pelego. Było jednak coś, co sprawiało że miliony innych ludzi życzyło tego dnia zwycięstwa Manchesterowi- współczucie i solidarność. 10 lat wcześniej w katastrofie lotniczej zgineła niemal cała drużyna United. Anglia pogrążyła się w żałobie a miliony ludzi na całym świecie uruchomiły pokłady empatii. To był pierwszy angielski klub, który wystartował w rozgrywkach o Puchar Mistrzów, w sezonie 1956/57. Rok wcześniej Chelsea odmówiła, nie widząc przyszłości przed tą rywalizacją. UEFA szukała chętnych na jej miejsce i ostatecznie padło na… Gwardie Warszawa. Teraz United rozpoczął w stylu, który musiał zwrócić uwagę całej Europy. Nie mogło być inaczej, skoro na Old Trafford pokonał Anderlecht Bruksela 10:0! Kapitan Belgów Jef Mermans zdobył się po tym meczu tylko na jedną refleksję: ,,Manchester powinien grać jako reprezentacja Anglii. Miałby lepsze wyniki niż ta prawdziwa”. Borussia Dortmund i Athletic Bilbao też przegrały i dopiero w półfinale Anglików wyeliminował Real. W następnym sezonie Manchester ponownie wygrał lige, w pierwszej rundzie Pucharu Mistrzów pokonał Dukle Praga a w ćwierćfinale wyeliminował Crvene Zvezde. Miał szanse na stawienie czoła nawet Realowi, z lepszym skutkiem niż przed rokiem. Wtedy jednak wydarzyła się ta katastrofa lotnicza. Manchester powstał w 1878 r., pod obecna nazwą znany jest od roku 1902 a przez całe dziesięciolecia był na futbolowej mapie Anglii małym punktem. Wszystko zmieniło się po wojnie. Zimą 1945 r. menadżerem klubu został 36-letni Szkot Matt Busby, dobry gracz ligowy Manchesteru City i Liverpoolu. Jego ojciec zginął trafiony przez niemieckiego snajpera w bitwie nad Sommą, kiedy Matt miał 7 lat. Wychowywała go matka, przywiązana do tradycji katolickich, przekonana że uczciwa praca jest sensem życia. Syn był wierny tym samym zasadom. Kiedy zaproponowano mu stanowisko menadżera w Liverpoolu, mówiąc co ma robić i kogo słuchać, odrzucił oferte. Trudno powiedzieć że w Manchesterze tylko na to czekano bo Busby w roku 1945 to był tylko instruktor futbolu w armii i eks-piłkarz. To że na Old Trafford zaakceptowano jego warunki, można nazwać jednym z tych szczęśliwych zrządzeń losu, które trudno logicznie wytłumaczyć. Busby wywalczył sobie prawa, jakich nikt inny w Anglii(z menadżerem kadry Winterbottomem włącznie) nie miał. Mógł piłkarzy kupować i sprzedawać, trenować, dobierać współpracowników, wybierać skład na mecz. To wszystko, co dziś jest oczywiste, wtedy naruszało istniejący porządek, w którym działacze mieli głos decydujący, nawet w sprawach szkoleniowych. Mając wolną ręke w sprawach transferów, Busby zaczął sprowadzać na Old Trafford młodych chłopców, na których zwrócili uwagę jego skauci. Średnia wieku zawodników, którzy w barwach Manchesteru zdobyli w roku 1956 tytuł mistrza, wynosiła 22 lata. Rok później sukces powtórzyli i zagrali w finale Pucharu Anglii. Nic dziwnego iż nazywano ich ,,Dziećmi Busby’ego”. To były niezwykłe talenty. Bobby Charlton miał 15 lat, kiedy po debiucie w szkolnej reprezentacji Anglii umowy z nim chciało podpisać 18 klubów. Manchester United był pierwszy. Duncan Edwards miał lat 16, kiedy debiutował w pierwszej lidze i 18 w dniu pierwszego meczu w reprezentacji. Był najmłodszym debiutantem drużyny narodowej Anglii w XX wieku. Po meczu Anglia-RFN na Wembley w roku 1956 niemieccy dziennikarze nadali mu przydomek ,,Boom-Boom”. Edwards przyjął piłke przed swoim polem karnym, przebiegł z nią pół boiska, kładąc po drodze trzech przeciwników i kopnął z 30 metrów tak mocno że bramkarz Herkenrath wpadł z piłką do bramki. Edwards miał wtedy 20 lat i był największą nadzieją futbolu angielskiego. 5 marca 1958 r. w Belgradzie Manchester już po 17 minutach prowadził z Crveną Zvezdą 3:0. Violet strzelił jednego gola, 20-letni Charlton 2 gole w ciągu 120 sekund i od tej pory Manchester się bawił. Serbowie to wykorzystali, wyrównali na 3:3 ale do półfinału awansowali Anglicy i wówczas zdarzyła się ta tragiczna katastrofa w Monachium, w której śmierć poniosło 23 osoby. Duncan Edwards zmarł po 15 dniach. Matt Busby spędził w szpitalu 71 dni. Dwa razy ksiądz udzielał mu ostatniego namaszczenia. Przeżył i wrócił na ławke trenerską. Na fali współczucia Manchester stał się jednym z najbardziej lubianych klubów świata. Nic dziwnego że próby odbudowania tamtej tragicznej drużyny przez Busby’ego śledzone były przez kilka lat z wyjątkowym zainteresowaniem; uda mu się czy nie? Znajdzie następcę Edwardsa czy jest to niemożliwe/ Znalazł dwóch piłkarzy wyjątkowych: Szkota Denisa Lawa i Irlandczyka George’a Besta. Law przyszedł latem 1962, Busby wykupił go z A Torino za 125 tys. funtów, co było wówczas rekordem transferu na Wyspach Brytyjskich. Law był jednym z najlepszych napastników świata i rzecz jasna, jednym z najskuteczniejszych strzelców MU: 236 goli w 393 meczach. Law nazywany był przez kibiców Manchesteru ,,Królem”. Panował na boisku ale i poza nim. Rudy wiecznie uśmiechnięty Szkot, czasami grywał na kacu. Obrońcy omijali go z daleka bo można się było przewrócić od jego oddechu a kiedy już zaryzykowali, to mijał ich z piłka jak gdyby nigdy nic. Finał z Benfika Law oglądał z łóżka w szpitalu, gdzie leczył kontuzje. Następnego dnia przyjechał do niego Busby z pucharem, mówiąc że to także jego trofeum. Law wzruszył się a kiedy trener wyszedł, sięgnął po butelkę, schowaną pod poduszką żeby napić się z radości. Umówiona ekipa BBC odjechała ze szpitala z kwitkiem. Piłkarz nie był w stanie wydusić z siebie słowa. George Best pod pewnymi względami pasował do Lawa idealnie. W Manchesterze pojawił się wczesną jesienią 1963 r. Tej pary w lidze prawie nikt nie mógł zatrzymać. Parę lat później Pele powiedział: ,,George Best był najlepszym piłkarzem na świecie” a przecież to Brazylijczyk cieszył się taką opinią. Best też był ,,Brazylijczykiem”, chociaż urodzonym w Belfaście, niedaleko doków, gdzie budowano Titanica. Jaki inny brytyjski piłkarz mógł się równać z Bestem pod względem talentu? Dryblował jak Brazylijczyk, strzelał jak Anglik, przewidywał jak racjonalny Niemiec ale miał wyobraźnie chłopca z podwórkowej gry, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Best został kimś w rodzaju pierwszego celebryty. Na Wyspach stał się w połowie lat 60-tych tak popularny jak Lennon i McCartney. Nosił fryzure w stylu Johna, jego znakiem firmowym stała się wypuszczona na spodenki koszulka z numerem 7 lub 11. Kiedy Manchester grał w Lizbonie, Best nie mógł wyjść z hotelu bo pod drzwiami mdlały oczekujące go nastolatki. To wtedy dziennikarz portugalski nazwał go ,,El Beatle” ale mówiono tez na niego ,,Piaty Beatle” a nawet ,,James Bond futbolu”, ponieważ miał wszystko, co chciał: pieniądze, najpiękniejsze dziewczyny, szybkie samochody, wyjątkową popularność i niewyobrażalne powodzenie. W jedenastce Manchesteru, która 29 maja 1968 r. wybiegła na Wembley przeciw Benfice, znalazło się 2 piłkarzy uratowanych z katastrofy w Monachium: Bobby Charlton i Bill Foulkes. Matt Busby zajmował miejsce na ławce trenerskiej. Nowa generacja ,,Dzieci Busby’ego” biegała po boisku. Czwórka napastników to niemal dosłownie dzieci. John Aston miał 21 lat, Best 22, David Sadler 22 a Brian kidd obchodził tego dnia 19-te urodziny. Dyrygowali nimi: Bobby Charlton(31) i Noby Stiles(26). Bramkarzem był 24-letni Alex Stepney a nad bezpieczeństwem czuwali rutynowani obrońcy: Shay Brennan(31), Bill Foulkes(36), Pat Crerand(29) i Tony Dunne(29). Po drugiej stronie boiska Eusebio i inni sławni portugalscy gracze, doświadczeni w bojach pucharowych i na mistrzostwach świata. Pilkarze Manchesteru byli ubrani na niebiesko a Benfiki na biało. Na trybunach prawie sto tysięcy ludzi. Pierwszy gol padł dopiero w 53 minucie. Strzelił go głową Bobby Charlton z podania Sadlera. Na 11 minut przed końcem wyrównał Jaime Graça, po zagraniu głową najwyższego na boisku Jose Torresa. Mecz był przepiękny(Eusebio trafił w poprzeczke i bił brawo Stepneyowi, który wygrał z nim pojedynek w 87 minucie) ale prawdziwe emocje czekały na widzów dopiero w dogrywce. Po wyrównanym meczu, który nie zapowiadał wyraźnego zwycięstwa którejś ze stron, przez Wembley przeszedł huragan. W ciągu 7 minut Anglicy strzelili 3 gole. Zaczął Best, wykorzystując błąd obrońcy. W polu karnym bramkarz Henrique nie miał z nim szans. Dwie minuty później, po rzucie rożnym, Kidd dwukrotnie strzelał głową. Pierwszy strzał bramkarz odbił ale na głowę Anglika, który nie zmarnował szansy. Portugalczycy już się nie podnieśli. Po kolejnych 5 minutach Kidd przeprowadził akcje prawym skrzydłem, podał na środek, skąd Charlton strzelił czwartego gola. To był jeden z najpiękniejszych meczów, jakie kiedykolwiek rozegrano. Razem z ładunkiem emocjonalnym – wspomnieniami tragedii z przed 10 lat stał się niezapomnianym przeżyciem i zapoczątkował niemalże kult Manchesteru na całym świecie. Matt Busby zmarł w 1994 r. Z jednej strony Old Trafford, nad wejściem do klubowego sklepu znajduje się pomnik Mata Busby’ego, Z drugiej strony ulicy Matt Busby Way w roku 2008 umieszczono drugi pomnik. Swojego trenera pozdrawia tzw. Święta Trójca: Bobby Charlton, Denis Law i Geogre Best. Odsłonięto go w 40-tą rocznice zdobycia Pucharu Mistrzów po raz pierwszy i kilka dni po wygraniu Ligi Mistrzów. Historia toczy się dalej.
@Symson
@Sensible
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@patataj
2
Dzieci Busby'ego: (jestem zmuszony opisać historie w odpowiedzi na swój komentarz)
7
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
29 maja 1962 r. urodził się Marek Koniarek, napastnik. W latach 1986–1987 reprezentant Polski w piłce nożnej. Zdobywca Pucharu Polski w sezonie 1985/1986 z GKS Katowice, król strzelców pierwszej ligi piłkarskiej w sezonie 1995/1996 i mistrz Polski w sezonie 1996/1997 z Widzewem Łódź. Członek Klubu 100, klasyfikacji uwzględniającej piłkarzy, którzy strzelili co najmniej sto goli w polskiej najwyższej klasie rozgrywkowej. Z dorobkiem 65 goli najlepszy strzelec w historii Widzewa Łódź. Swoją piłkarską karierę rozpoczął w Siemianowiczance Siemianowice Śląskie, gdzie grał przez dwa i pół sezonu od 1980 r. do jesieni 1982 r. Wiosną 1983 r. trafił do Szombierek Bytom, gdzie rozegrał 21 spotkań, strzelając 3 bramki. W sezonie 1984/1985 przeszedł do GKS Katowice, gdzie grał do jesieni 1988 r., zdobywając Puchar Krajowy w sezonie 1985/1986. W GKS rozegrał 106 spotkań, strzelając 29 bramek. Następnie przeszedł do występującego w lidze niemieckiej Rot-Weiss Essen, rozgrywając w nim 37 spotkań, strzelając 4 bramki w sezonach 1988/1989-1990/1991. Jesienią 1991 r. grał w Zagłębiu Sosnowiec, gdzie rozegrał 13 meczów i zdobył 4 bramki. Wiosną tego samego sezonu (1991-1992) trafił do Widzewa Łódź, gdzie przez dwa sezony (do jesieni 1993 r.) zagrał w 68 spotkaniach i zdobył 35 goli. Z Widzewa, Koniarek przeniósł się do ligi austriackiej, gdzie najpierw reprezentował Wiener SC, rozgrywając przez rundę wiosenną 16 spotkań i strzelając 8 bramek, a w sezonie 1994/1995 związał się z VSE St. Pölten, dla którego zdobył 8 bramek. W sezonie 1995/1996 powrócił do Widzewa Łódź, z którym odniósł największe sukcesy w swej karierze. W sezonie 1995/1996 zdobył wraz z Widzewem mistrzostwo Polski i został królem strzelców z dorobkiem 29 goli(4. wynik w historii polskiej ekstraklasy). Łącznie przez dwa sezony rozegrał w barwach Widzewa 38 meczów i zdobył 30 goli (łącznie 65 goli dla tego klubu, najlepszy strzelec w dziejach Widzewa). W sezonie 1996-1997 powrócił do ligi austriackiej, gdzie trafił do SK Vorwärts Steyr. Jesienią 1997 r. przeszedł do Wisły Kraków, w której zagrał w 12 meczach, nie strzelając żadnej bramki. Z Wisły przeszedł do GKS Katowice wiosną 1998 r. W tym sezonie zagrał w 13 spotkaniach i zdobył 3 gole. W sezonie 1998-1999 zakończył karierę zawodniczą. Łącznie w polskiej lidze rozegrał 271 spotkań i zdobył 104 gole. W reprezentacji Polski wystąpił w dwóch spotkaniach, strzelając jednego gola.
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Symson
@NaFazieHitman
@patataj
0
Ostatnie rzuty karne w finale Ligi Mistrzów wygrał Real Madryt z Atletico Madryt. Obstawiam że dzisiaj również dojdzie do rzutów karnych, które wygra...........?
3
@deyna2018 Wrogiem naczelnym jest Real Madryt a wrogiem naturalnym Espanyol. Więcej wrogów nie mamy
6
Niezwykłe duety z wielkich trio:
Na koniec chcemy zwrócić uwagę na współpracę Cristiano Ronaldo z Karimem Benzemą w Realu Madryt i Leo Messiego z Luisem Suarezem w Barcelonie. Oczywiście trzeba uczciwie przyznać, że pierwsza dwójka tworzyła świetnie trio z Garethem Bale’em, a druga z Neymarem, ale na potrzeby cyklu spójrzmy na nich przez perspektywę duetów. Więź Ronaldo i Benzemy była wyjątkowa. Portugalczyk i Francuz wygrali razem m.in. cztery razy Ligę Mistrzów. Wymienność pozycji, sztuczki techniczne i niekończące się asysty – Ronaldo i Benzema serwowali kibicom nowoczesną piłkę nożną w artystycznej formie. Ta boiskowa miłość zakończyła się w 2018 r., kiedy CR7 przeszedł do Juventusu. Po trzyletniej przygodzie w Turynie Portugalczyk powrócił do Manchesteru United, gdzie nadal prezentuje wysoką formę. Francuz natomiast wciąż nosi koszulkę Los Blancos, a w tym sezonie wielu dziennikarzy uznaje go za najlepszego napastnika na świecie. Messi i Suarez byli zawsze głodni sukcesów. Genialny kreator z Argentyny i bezlitosny łowca goli z Urugwaju zachwycali fanów Blaugrany przez wiele lat. Ten niesamowity duet zdobył dla Barcelony łącznie ponad 800 goli. Jak już wspominaliśmy wcześniej, Suarez gra dziś w Atletico, a Messi po opuszczeniu Camp Nou zameldował się w PSG.
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Symson
@NaFazieHitman
@Sensible
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@patataj
0
@leomessi1710 Aż 160 meczów dla Albicelestes już? To nie pomyłka?
0
Iga Świątek! Cóż za cudowne dziecko polskiego tenisa! Jeśli Iga ponownie wygra French Open to przejdzie do historii kobiecego, zwłaszcza polskiego tenisa i śmiem twierdzić że już żadna Polka za naszego życia jej nie pobije, może to i dobrze.......?
1
@Tridente2015 A tego to akurat nie kojarze bo byłem wówczas na weselu :) Oczywiście oglądałem powtórke całego meczu ale w tej chwili nic mi nie świta że gol Rooneya był ze spalonego? Tak czy siak nie ma to w tej chwili większego znaczenia...