3

@Comentateiro Teraz już nie w stresie, teraz co najwyżej jest mi przykro że ,,dyktatura" ma w dupie takie wartości. no ale coż, takie życie w... wirtualnym internecie.

9

Czy wiemy że…

29 czerwca 1958 r. Reprezentacja Brazylii została po raz pierwszy piłkarskim mistrzem świata, pokonując w finale turnieju rozgrywanego w Szwecji reprezentację gospodarzy 5:2. Gole dla zwycięzców strzelali: Vava(9 i 32 m.), Pele(55 i 90 m.) oraz Zagallo(68 m.). Natomiast dla wicemistrzów trafiali Liedholm(4 m.), Simonsson(80 m.)



Czy pamiętamy że…

Również 29 czerwca tyle że roku 2008, w finale XIII Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej Hiszpania pokonała w Wiedniu Niemcy 1:0 po golu Fernando Torresa w 33 minucie. Hiszpania zasłużenie sięgnęła po to mistrzostwo Europy. W finale była lepsza od Niemców, o czym mówi statystyka. Piłkarze z półwyspu Iberyjskiego oddali siedem celnych strzałów przy zaledwie jednym rywali. Hiszpanie grali też najrówniej przez cały turniej. Ekipa Luisa Aragonesa nie przegrała żadnego meczu podczas mistrzostw Europy. Na sześć spotkań Hiszpanie wygrali pięć. Z Włochami zremisowali ale wygrali w karnych i do tego mieli króla strzelców tych mistrzostw Davida Villę, który strzelił cztery gole, a w finale nie mógł zagrać z powodu kontuzji.

@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@patataj

8

Prestiżowy puchar zdobyty po raz drugi:

Dokładnie 70 lat temu(29 czerwca 1952 r.) FC Barcelona pokonała na Parc de Prince w finale Copa Latina(Puchar Łaciński) OGC Nice 1:0 i triumfowała po raz drugi w tym turnieju. Zwycięskiego gola zdobył w 79 minucie genialny snajper Cesar Rodriguez. Przypominam iż Copa Latina była prekursorem Pucharu Europy Mistrzów Klubowych. A oto triumfalny skład z Paryża: Ramallets, Martin, Biosca, Seguer, Bosch, Escudero, Basora, Cesar, Kubala, Aldecoa, Manchon.

@patataj
@Pawel13sz
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974

10

Wyjątkowo świętowany Puchar:

29 czerwca 1928 r. FC Barcelona po raz siódmy w historii sięgnęła po Puchar Króla. Do wyłonienia tryumfatora Copa del Rey potrzebny był dodatkowy(trzeci) mecz finałowy z Donostią FC, ponieważ dwa pierwsze zakończyły się remisami 1:1. W decydującym trzecim finale rozgrywanym na El Sardinero w Santander, Barça pokonała Donostie(obecnie Real Sociedad) 3:1 po golach Samitiera(8 m.), Arochy(21 m.) oraz Sastre(25 m.). Po tym meczu legendarny kapitan Blaugrany Josep Samitier, z balkonu Parlamentu na słynnym Plaça Sant Jaume, zwrócił się do zebranego tłumu, wygłaszając płomienną przemowę i jednocześnie potrząsając pucharem: ,,Przed wyjazdem obiecaliśmy wam że wygramy a więc dziś przynosimy wam trofeum!”. To była pierwsza w historii Barçy tak wielka celebracja zdobytego tytułu. Jeszcze zwycięski skład Blaugrany: Llorens, Walter, Mas, Torralba, Roig, Carulla, Piera, Sastre, Samitier, Arocha, Sagi Barba.

@Symson
@Ogorinho1974
@Sensible
@Pawel13sz
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@patataj

1

@Lionel_Messi10 O ja pierdole! prawie 300 zł? Ja też bym bardzo chciał ale przy moich zarobkach to mnie nie stać nawet i na 150! Może gdzieś znajde do maks 120?

0

Posłuchajcie no kochani sympatycy futbolu, mam pytanie głównie do kibiców ,,Bosteros". Dzisiaj w nocy Boca rozegra pierwszy mecz 1/8 Copa Libertadores z Corintians Paulista. Obie drużyny spotkały się dwukrotnie w rozgrywkach grupowych tychże rozgrywek. Z jakiej paki ,,Xeneizes" od razu po wyjściu z grupy muszą grać ponownie z „Timão”? Z tego co wiem to wcześniej czegoś takiego nie było...

0

@barcelonaLM A mnie jej piersi... zwisają!

6

Legendy rodzimego futbolu:

28 czerwca 1965 r. urodził się Maciej Szczęsny. Jedyny w swoim rodzaju. Tak pod względem charakteru, zachowania, jak i osiągniętych sukcesów. Pan Maciej stanowił pełne potwierdzenie tezy o wyjątkowości bramkarzy w zespole. Zagrał w 4 klubach Ekstraklasy i w każdym z nich co najmniej raz zdobył mistrzowski tytuł. Jest on jedynym takim zawodnikiem w historii rozgrywek. Łącznie na jego koncie znajduje się 5 złotych medali mistrzostw Polski. W żadnej z tych mistrzowskich edycji nie pełnił roli statysty. W najgorszej pod względem liczby występów(2000/01 w Wiśle Kraków) rozegrał 12 meczów. Wielki indywidualista, często na uboczu drużyny ale z decydującym głosem i dysponujący ogromna charyzmą. Jeśli nie cieszył się sympatią(choćby z powodu ostrego języka), to na pewno wielkim szacunkiem swoich boiskowych kolegów. Tak było w Legii, Widzewie, Polonii Warszawa i Wiśle Kraków. Nie ma tytułu na polskich boiskach, którego nie udałoby mu się zdobyć. W jego kolekcji oprócz 5 mistrzostw, znajdują się też 3 Puchary Polski i po jednym Superpucharze oraz Pucharze Ligi. Jest jedynym bramkarzem, który zdobył mistrzostwo Polski w dwóch różnych warszawskich klubach. Trudny charakter objawiał się jednak nazbyt często. Kiedyś miał z tego powodu kłopoty z prawem. Lzony przez kibica Stali Stalowa Wola, zdecydował się(niczym Cantona) sam wymierzyć mu sprawiedliwość soczystym kopniakiem! Sprawa trafiła nawet przed oblicze sądu i przez kilka ładnych tygodni była żywym tematem mediów. Duży szok wywołał, przechodząc z Legii do Widzewa w okresie najbardziej zaciętej konkurencji tych klubów. Do historii przeszła jego rywalizacja o miejsce w bramce ze Zbigniewem Robakiewiczem. Nie było chyba w polskim futbolu tak elektryzującej walki o miano ,,jedynki” w klubie. Nawet konkurencja między Kostką a Gomolą nie wywołała tylu dyskusji i emocji. To jednak Szczęsny wywalczył sobie prawo gry w najważniejszych meczach, m.in. w Lidze Mistrzów w edycji 1995/96, gdy był jednym z bohaterów eliminacyjnego dwumeczu z IFK Göteborg. Razem z Wojskowymi awansował wtedy do ćwierćfinału. Był pierwszym polskim bramkarzem, który zaliczył występ na tym szczeblu rozgrywek Champions League. On też bronił w edycji 1990/91, zakończonej awansem Wojskowych do półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów. Do fazy grupowej Ligi Mistrzów awansował tez z Widzewem. W reprezentacji Polski zagrał 7 razy i wpuścił 8 goli. Poza meczem ze Słowacją w eliminacjach do ME, grywał jednak częściej w starciach towarzyskich. Selekcjonerzy woleli w tym czasie stawiać na Wandzika, Bakę, Sidorczuka, Woźniaka a potem Matyska. Obecnie często gości w programach telewizyjnych jako ekspert. Przez krótki czas był trenerem bramkarzy, między innymi w Koronie Kielce. Ostatnio dał się poznać jako fotograf, otwierając wystawę zdjęć znanych jazzmanów.

@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@Symson
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@Sensible
@patataj
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974

10

Historyczna zmiana:

28 czerwca 2002 r. Claret Serrahima zaprezentował nowy herb Dumy Katalonii. W stosunku do poprzedniego projektu z 1975 r. usunięto kropki pomiędzy literami ,,F.C.B.” i zmniejszono z trzech do jednego liczbe ,,ząbków” po lewj i prawej stronie herbu oraz u podstawy. Nieco wcześniejsze zmiany z 1974 r. dotyczyły zmiany nazwy klubu z hiszpańskiej na katalońską(z C.F.B. na F.B.C.). Pierwszy herb klubu przypominał obowiązujący obecnie herb miasta Barcelony otoczony dodatkowo liśćmi laurowymi z nietoperzem siedzącym na koronie.

@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Roni/VEB

7

Rezerwy pokazały kto tam rządzi!

28 czerwca 1998 r. FC Barcelona B pokonała Real Madryt B i awansowała do Segunda Division. Mecz odbył się na Santiago Bernabeu przed 30-tysięczną widownią. Kluczowa dla losów spotkania była czerwona kartka dla Rodriego w 54 minucie. Później Blaugrana strzeliła 2 gole i kontrolowała przebieg spotkania. Prezydent Królewskich Lorenzo Sanz stracił w końcówce panowanie nad sobą, opuszczając trybunę honorową przed końcem spotkania i zwymyślał cieszącego się Luisa Van Gaala mówiąc do niego: ,,Idź pyskować w swoim domu”.

@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@DaPidejpi

6

FC Barcelona dzień po dniu:

28 czerwca 1959 r. FC Barcelona po raz pierwszy w swojej historii zagrała mecz ze słynnym Santosem FC. Brazylijczycy na Camp Nou rozgromili w towarzyskim meczu Blaugrane 5:1! Oczywiście w składzie Santosu grał sam Pele, który strzelił 2 gole.

@Symson
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Sensible
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@patataj

1

Igunia kochanie ty nasze, nie tak nerwowo!

0

@Symson Cała przyjemność po mojej stronie :) Po prostu czytam wszystkie dostępne książki o Barcie. Gdybym znał języki obce a zwłaszcza hiszpański, to było by tego znacznie więcej. A tak wogóle to dziwie się że redakcja ma w dupie historie ,,naszego" klubu, no może poza erą Guardioli i Luisa Enrique ale to wszyscy znamy niemal na pamięć. Nie wiem jak nazwać obojętność redakcji wobec tak pięknej i ciekawej historii ,,naszego ukochanego" klubu?

14

Legendy futbolu:

27 czerwca 1977 r. w Madrycie urodził się Raul Gonzalez. 3-krotny zdobywca Ligi Mistrzów-1998,2000,2002; 9-krotny Mistrz Hiszpanii Zdobywca Superpucharu Hiszpanii-1997,2001,2003,2008; Zdobywca Superpucharu Europy-2002; Zdobywca Pucharu Interkontynentalnego-1998,2002



Zaczęło się całkiem niewinnie. Raul Gonzalez Blanco na świat przyszedł w San Cristobal de Los Ángeles, przedmieściach Madrytu. Co ciekawe mając 13 lat został przez ojca zapisany do szkółki Atletico Madryt. W roku 1992, prezydent Atletico, Jesus Gil by zaoszczędzić klubowe pieniądze postanowił rozwiązać drużyny młodzieżowe Rojiblancos. Fani Realu Madryt do dziś są „wdzięczni” Gilowi, że postanowił rozwiązać ekipę dla młodych adeptów futbolu. W ten sposób Raul trafił do Realu Madryt. Sezon 1994/1995 rozpoczął w barwach trzeciej drużyny „Królewskich”. W swoich pierwszych siedmiu meczach dla Realu Madryt C zdobył aż trzynaście bramek, co nie pozostało „bez echa”. Jorge Valdano bez zastanowienia włączył go w kadrę pierwszego zespołu. Mając 17 lat i 4 miesiące młodziutki Hiszpan stał się najmłodszym piłkarzem, który założył koszulkę Realu Madryt w rozgrywkach Primera Division. W pierwszym sezonie dla „Los Blancos” w 28 spotkaniach zdobył 9 goli. Niedługo później, bo w październiku roku 1996 zadebiutował w seniorskiej reprezentacji Hiszpanii. Raul Gonzalez łącznie w barwach „Królewskich” rozegrał 742 spotkania, w których 320 razy pokonywał bramkarza rywali.



Dziewięciokrotnie sięgał po mistrzostwo La Liga (1995, 1997, 2001, 2003, 2007 oraz 2008 roku), trzy razy wygrał rozgrywki Champions League (1998, 2000, 2002), cztery razy sięgnął po Superpuchar Hiszpanii (1997, 2001, 2003, 2008), dwa razy po Puchar Interkontynentalny (1998, 2002) oraz raz po Superpuchar Europy (2002). Nie należy również zapominać o jego sukcesach indywidualnych. Podczas swojej gry dla Los Blancos dwa razy został królem strzelców Primera Division (miało to miejsce w sezonach 1998/1999 oraz 2000/2001). Ponadto jest rekordzistą w liczbie występów w rozgrywkach Champions League, ilości bramek w Realu Madryt. Dwa razy sięgnął po koronę króla strzelców Champions League (1999/2000 i 2000/2001), dwa razy zdobył brązowego buta (1999, 2001), raz został wybrany drugim piłkarzem świata według France Football (2001) i trzecim piłkarzem świata 2001 roku według FIFA. „El Siete” w barwach Realu Madryt rozegrał 550 spotkań w Primera Division i zdobył 228 bramek, do tego dochodzą 37 mecze i 17 trafień w Pucharze Hiszpanii, 3 mecze i 1 bramka w Superpucharze Europy, 4 spotkania i 1 trafienie w Pucharze Interkontynentalnym, zanotował także 12 meczy i 7 goli w rozgrywkach o Superpuchar Hiszpanii oraz 135 razy wychodził na boisko w rozgrywkach Champions League, pokonując 66 razy bramkarza rywali. 26 lipca 2010 odszedł z Realu Madryt a 28 lipca podpisał dwuletni kontrakt z niemieckim Schalke 04 Gelsenkirchen. Swój debiut rozegrał w meczu o superpuchar Niemiec, przeciwko Bayernowi Monachium. Po sezonie 2011/12 odszedł z Schalke do katarskiego klubu Al-Sadd, z którym 13 kwietnia 2013 roku świętował mistrzostwo kraju. 22 sierpnia 2013 roku ponownie zagrał 45 minut meczu i zdobył bramkę w barwach Realu Madryt w towarzyskim spotkaniu o Trofeo Santiago Bernabeu z jego obecnym klubem Al-Sadd. To spotkanie było jego pożegnaniem z Realem Madryt. Raul w seniorskiej reprezentacji Hiszpanii występował w latach 1996-2006. Podczas dziesięciu lat gry rozegrał 102 spotkania i 44 razy trafiał piłką do siatki. Warto również dodać, iż poza grą dla seniorskiej reprezentacji we wcześniejszych latach, „El Capitan” występował również w meczach kadry młodzieżowej. W 1995 roku zagrał 5 meczy i strzelił 3 gole dla reprezentacji do lat 20, w sezonie 1995/1996 wystąpił w 9 meczach Hiszpanii U-21 i 8 razy wpakował piłkę do bramki oraz 4 razy wystąpił w kadrze do lat 23 i 2 razy pokonywał bramkarza rywali. El Ángel de Madrid, bo tak między innymi nazywali go jego fani jest rekordzistą pod względem ilości bramek w seniorskiej reprezentacji Hiszpanii. Wraz z nią awansował do 1/8 finału Mistrzostw Świata w roku 2006, ćwierćfinału Mistrzostw Europy (2000 r.), 1/4 finału Mistrzostw Świata (2002), a występując w kadrze młodzieżowej sięgnął po Mistrzostwo Europy do lat 21 w 1996 roku.

@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Sensible
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Symson
@patataj
@Ogorinho1974

7

@FCBparasiempre 27 czerwca 1987 r. na Estadio Monumental w Buenos Aires Argentyna zremisowała z Peru 1:1 w meczu otwarcia 33 edycji Copa America. Pierwszego gola w 47 minucie strzelił Diego Maradona a wyrównał Luis Reyna w 59 m. W 1987 powrócono, przynajmniej częściowo, do sprawdzonej starej formuły. Turniej toczył się w jednym kraju, choć w różnych miastach. Zachowano podział na grupy eliminacyjne; z kolei nowością było wprowadzenie meczu o 3 miejsce. Mistrz świata podejmował gości w Buenos Aires, Rosario i Cordobie. W grupie pierwszej Argentyna miała za przeciwników Peru i Ekwador. Na tym drugim wzięła srogi rewanż za upokorzenia z przed 4 lat. Wynik 3:0 oznaczał przykładne lanie, coś w rodzaju ojcowskiej reprymendy. Jednak z Peru nie poszło już tak dobrze. Ozdobą tego meczu był nieustający pojedynek Maradony z pilnującym go z zajadłością buldoga, niewiele wyższym Luisem Reiną. Doprawdy trudno pojąć jak ci dwaj tak bardzo sobą zajęci mężczyźni znaleźli jeszcze siły i czas aby strzelić akurat po jednym golu. Takim też rezultatem zakończyło się to mordercze spotkanie, które mistrzowie świata powinni byli wygrać różnicą kilku goli. Uratował ich Ekwador, który zebrał się w garść i przeciwstawiając lepszym technicznie ,,Inkom” pełną desperacji ambicje, zremisował nieoczekiwanie 1:1. Argentyna z przewagą jednego punktu awansowała do półfinałów. W grupie drugiej wszystko wydawało się oczywiste. Brazylia 5:0 rozgromiła Wenezuele, z którą Chile miało pewne problemy, w końcu wygrywając 3:1. Trener Carlos Alberto Silva zgromadził naprawdę dobrych piłkarzy: obrońcy Josimar, Julio Cesar i Ricardo Rocha, pomocnicy Rai i Valdo, napastnicy Müller, Careca czy młody i utalentowany… Romario, to z całą pewnością była światowa czołówka. Ha! Na ławce rezerwowych przebierał nogami 24-latek z Vasco znany jako Dunga(w 1994 on właśnie został kapitanem najlepszej drużyny świata). To dopiero daje wyobrażenie o potencjale Brazylii! Zaś Chile jak to Chile, zawsze solidne, twarde, ambitne, choć pozbawione tego specyficznego luzu, polotu, jakby ktoś zapomniał dosypać szczyptę soli i pieprzu. Jednak 3 lipca 1987 do Cordoby Chilijczycy przywieźli chyba całą beczke soli. Trener Aravena, świadom technicznej wyższości Canarinhos, nastawił zespół na konsekwentną obrone i błyskawiczne kontry. Przez 40 minut przewaga należała do faworytów. Na bramke Rojasa sypał się grad strzałów, jednak ,,Condor” wyłapywał wszystko bez trudu. Porównywany niekiedy z samym Passarellą stoper Fernando Astengo, zwany nie bez przyczyny ,,Lwem” znał sztuczki Brazylijczyków na wylot, bowiem jakiś czas grał już w Gremio Porto Alegre. 27-letni, nie wysoki obrońca kompletnie zaszachował błyskotliwych napastników, uprzedzając wszelkie ich zamysły. Z biegiem czasu walkę o środek pola wygrali dwaj filigranowi pomocnicy, 23-letni Jaime Pizarro i 4 lata starszy Jorge Contreras, występujący w hiszpańskim Las Palmas. W przodzie co jakiś czas odpalały dwie rakiety. Basay i Letelier nawet fizycznie i mentalnie byli jak para bliźniaków. Wysocy, szczupli, dosyć niechlujni, zarośnięci, w opuszczonych niedbale getrach, rzeczywiście przypominali dwa andyjskie kondory, podstępnie czyhające na nieświadomą grozy położenia ofiarę. Nie bawili się w finezyjne dryblingi, arabeski i ornamenty, tylko rwali co sił w chyżych nogach przed siebie. Nie był to futbol piękny ale zabójczo skuteczny. Przed przerwą, w 41 minucie Basay zmylił pogonie i Chile schodziło z golem ,,do szatni”. Po pauzie rajdy tych dwóch okropnych typów poszarpały brazylijską obrone na strzępy. W 3 minucie Letelier, w 21 Basay i w 30 znów Letelier doprowadzili do pogromu Canarinhos nie notowanego w historii obu reprezentacji. Ostatni raz ,,czerwono-niebiescy” wygrali w takim stylu w 1956, bijąc Brazylie 4:1. W grupie trzeciej nie było dyskusji. Pełna kompleksów niższości Kolumbia czaiła się latami, czaiła aż wreszcie eksplodowała z siłą Wezuwiusza. Akurat dorosły i pięknie rozwinęły się talenty najzdolniejszej generacji w jej dziejach. Dotychczas Kolumbijczycy co pare lata wypuszczali w świat pojedyncze gwiazdy jak Sanchez, Gamboa, Willington Ortiz. Teraz runęła jednocześnie cala fala: Higuita, Perea, Mendoza,Herrera, Alvarez, Redin, Valderrama, Iguaran, de Avila, Trellez! Cóż za perełki, jaka technika, swoboda w operowaniu piłką, toż to nie możliwe!, ekscytowali się komentatorzy. W rzeczy samej, w takim stylu do tej pory grali raczej Brazylijczycy w swoich szczytowych latach. Trener Maturana stworzył doprawdy wielki zespół, który w swojej grupie nie stracił ani punktu, ani gola. Ambitna Boliwia przegrała tylko 0:2 a teoretycznie o niebo silniejszy Paragwaj z poczuciem absolutnej bezsilności jedynie przyglądał się kolumbijskim popisom, doznając klęski 0:3. Rozmiary porażki przyjęto z niedowierzaniem, bowiem ,,Guarani” dysponowali niezwykle mocnym, zahartowanym w tylu zwycięskich potyczkach składem. Jednak Fernandez, Delgado, Nunes, Romero, Cabañas czy też robiący furore w argentyńskim Ferro Oeste znakomity pomocnik Cañete, nie byli w stanie wiele wskórać, tak jakby spętało im nogi. Kolumbia z rozwiniętymy skrzydłami wpłynęła do półfinału, lecz tu nadziała się na twardą chilijską rafe. ,,Trasandinos” czyli piłkarze zza Andów, jak w dorzeczu La Plata nazywano przybyszów z tamtej strony gór, nie przejmowali się zbytnio finezją rywali, tylko grali swój praktyczny, ekonomiczny futbol. Trener Aravena chytrze zmienił też taktykę. Utrudzeni szarżami przeciw Brazylii Basay i Letelier otrzymali zadanie rozrzedzania obrony kolumbijskiej. W powstałą lukę z impetem wchodzili gracze środkowych i tylnych formacji. Uparta walka trwała bez skutku 90 minut i dopiero w dogrywce plan Aravery przyniósł efekty. Na rzut karny Redina dwoma golami odpowiedzieli ,,Lew” Astengo i rezerwowy Vera. Chile dotarło zatem do finału.O tym, na kogo tam trafili, decydował najciekawszy mecz turnieju, Argentyna-Urugwaj. 65 tys. chętnych obejrzenia starcia gigantów stawiło się na trybunach Monumental i nie doznali zawodu. Był to znakomity spektakl, obustronnie zacięty, toczony w ostrym tempie, obfitujący w zagrania najwyższej klasy. Pikantnego smaczku dodała tej batalii bezpośrednia rywalizacja dwóch najwybitniejszych indywidualności kontynentu, Maradony i Francescoliego. Górą wyszedł z niej wprawdzie ,,boski Diego” ale i ,,Książe futbolu” udowodnił że w jego żyłach płynie błękitna, piłkarska krew. Oczy widowni zwrócone były na ten wspaniały duet, na czym skorzystali inni aktorzy spektaklu. W ekipie Urugwaju po prawej stronie boiska śmigał skrzydłowy, który miał przydomek ,,Mrówka”, chociaż bardziej pasowało by do niego skojarzenie łączące cechy geparda, odyńca, charta i nosorożca. Wypuszczał przed siebie piłke i w szalonym, nieco nieskładnym biegu mijał wszystkie przeszkody. Nie był to brylantowy technik czy żonglerz ale miał siłę wyścigowego konia, po prostu nie do utrzymania.. Co więcej, ten rozpędzony, nieokiełznany rumak miał niesamowitego nosa do strzelania goli głową, nogą, najczęściej właśnie po kilkudziesięciometrowych rajdach. Nazywał się Antonio Alzamendi. Właśnie ten Alzamendi w 43 minucie ruszył z kopyta, zostawił za sobą Browna i wpakował piłke obok Islasa. Po przerwie Argentyna ruszyła do szturmu. W jej zespole wybijał się młodziutki skrzydłowy, jakiego w tym kraju nie widziano od czasów Corbatty, Bernao i Housemana. Był nim Claudio Paul Caniggia. Płowowłosy nastolatek o urodzie efeba podbił serca bywalców Estadio Monumental niemal od pierwszego dotknięcia piki. Momentalnie przylgnął do niego przydomek ,,Pajarito”(ptaszek), bo też Caniggia ciągnąc za sobą komete, jasnych, długich włosów, pruł przestrzeń boiska niczym jakaś kapryśna jaskółka. Wrodzona szybkość, ,,odrzutowy” start, niebywała łatwość biegu, pozwalały mu gubić obrońców już na kilku metrach. Miał przy tym wybitne uzdolnienia techniczne, nad piłka panował bezbłędnie, strzelał chętnie i ostro. Słowem urodzony skrzydłowy, prawdziwy ,,puntero electrizante”. Przy tej skali talentu mógł prześcignąć Matthewsa, Garrinche i Corrbatte. Jednak szalone powodzenie wśród pięknych dziewcząt, nieumiarkowane, łapczywe kosztowanie wszelkich uroków życia, wreszcie skłonność do narkotyków no i podatność na kontuzje, wszystko to sprawiło że ten fenomen tylko w części spełnił pokładane w nim nadzieje. Jednak i tak zapisał nie byle jaki rozdział w dziejach futbolu. Właściwie on sam wespół z Maradoną zapewnił przeciętnej Argentynie wicemistrzostwo świata w 1990. Z reprezentacją zaś rok później zdobył Copa America. Jego atomowe sprinty podziwia po dziś dzień cała Europa na równi z Ameryką. Przecież nawet rajdy chyżego ,,Pajarito”, geniusz Maradony, rozwaga i madrość Batisty, podniebne skoki Ruggieriego nie zdały się na wiele. Obrona Celestes ustawiona na podobieństwo warownego szańca, odpierała najwścieklejsze szarże i najbardziej podstępne podchody. Jej niezłomnym filarem był znów Nelson Gutierrez ale i pozostali stanęli na wysokości zadania. W bramce 33 letni Pereira okazał się godnym następcą Rodrigeuza. Również wąsaty o marsowym groźnym obliczu ,,Viking” bronił bez zarzutu. W pomocy trener Fleitas wystawił dwóch ,,fizycznych” i jednego ,,umysłowego” . Czarną robote wykonywali Perdomo i Matosas, podczas gdy wyśmienity technik i nie gorszy strzelec Bengoechea wraz z Francescolim nizał misterne kombinacje. W ataku sama obecność Alzamendiego oznaczała paniczny alarm dla wszystkich obrońców a przecież z głębi pola pod bramke przeciwników podkradał się Francescoli. Wreszcie po lewej flance z szybkością torpedy sunął kurpulentny Ruben Sosa. Doprawdy trener Fleitas zebrał całkiem zgraną drużynę. Tak więc w finale Urugwaj miał zmierzyć się z Chile. Wcześniej jednak po raz pierwszy w historii Copa America, rozegrano mecz o 3 miejsce. Dla Kolumbii stawka była wysoka; sama perspektywa pokonania mistrzów świata na ich terenie przenosiła dotychczasowych outsaiderów do największej elity. Gospodarze wyszli na stadion z opuszczonymi głowami. Po porażce z Urugwajem trzecie, względnie czwarte miejsce nie czyniło im różnicy. Można by rzec iż ten pojedynek oddali mentalnie walkowerem. Tymczasem ekipa Maturany dosłownie wychodziła ze skóry by wykorzystać życiową szanse. Zanim upłynęło pół godziny, praktycznie było po meczu. Gole Gomeza i Galeano ,,ustawiły” jego przebieg. Ostatecznie Argentyna poległa 1:2 a Kolumbia odniosła wówczas największy sukces w historii. Mecz finałowy rozegrano 12 lipca. Po odpadnięciu Argentyny ogromny Monumental świecił pustkami bo tak należy nazwać zaledwie 35 tys. widzów. Nie było to piękne widowisko. Gra stała się tak ostra że brazylijski sędzia po kolei wyrzucił z boiska Gomeza, Francescoliego, Perdomo i Astengo. Przewaga Urugwaju nie budziła wątpliwości. Chile chyba spaliło się psychicznie jeszcze przed wyjściem na boisko. Zwycięskiego gola strzelił Bengoechea i bezwzględnie wkraczająca obrona Celestes nie pozwoliła sobie odebrać zasłużonej wygranej, już drugiej pod rząd. Trzeba też mocno podkreślić iż Urugwaj jako obrońca tytułu przystępował do tego turnieju dopiero od półfinału, więc dziwaczny regulamin sprawił że do zdobycia Pucharu Ameryki wystarczył mu udział tylko w dwóch meczach! Natomiast królem strzelców imprezy został Kolumbijczyk Adolfo Iguaran z 4 golami.


8

Campeonato Sudamericano de Selecciones(w odpowiedzi na mój komentarz):

@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Symson
@Sensible

1

No jestem niemal w szoku że Hubert Hurkacz przegrał z takim słabym nieznanym(przynajmniej dla mnie) tenisistą hiszpańskim. Po tym jak wygrał ostatni turniej z Miedwiedewiem to jest wręcz nie wytłumaczalne!

7

Nie tylko dla prawdziwych cules:

27 czerwca 1920 r. w siedzibie Autonomicznego Centrum Handlarzy i Przemysłodawców(CADCI) odbyło się walne zgromadzenie socios FC Barcelony. Początkowo miało zostać zorganizowane przy ulicy Aribau, jednak znaczny wzrost liczby zarejestrowanych członków klubu, których było już 4 tysiące, spowodował iż przeniesiono je do lokalu CADCI. Budynek usytuowany pod numerem 10 przy Rambli Santa de Monica został przejęty przez stowarzyszenie w 1913 r. od klubu sportowego Reial Cercle Equestre. Miejsce to stało się siedzibą stowarzyszenia założonego w 1903 r. przez grupę urzędników i handlarzy. Tam właśnie Barça zwołała członków aby zorganizować jedno z najważniejszych zgromadzeń w swojej historii. Prezydent klubu Ricard Graells odszedł ze stanowiska ale wcześniej zaproponował aby nabyć tereny pod budowę nowego stadionu(Camp de Les Corts), mając na uwadze fakt że obiekt przy ulicy Industria zrobił się zdecydowanie za mały. W tym celu powstała komisja złożona z wielu ważnych postaci barcelonismu, takich jak Arthur Witty, Gaspar Roses czy sam Joan Gamper, który podjął się znalezienia odpowiedniego terenu, najlepiej w centrum miasta aby uniknąć niedogodności dla kibiców. Jednak projekt nabrał rozpędu dopiero wtedy, gdy stworzono drugą komisje pod przywództwem Gampera. Na tym samym zgromadzeniu jednogłośnie przyjęto również 43 artykuły, które utworzyły nowy statut FC Barcelony. Postanowiono też podnieść miesięczną składkę socios z dwóch do trzech peset. Niedługo potem, podczas dyktatury Primo de Rivery lokal CADCI został skonfiskowany i stał się siedzibą Wolnego Związku Zawodowego aż w 1931 r. wraz z proklamowaniem Republiki wrócił w ręce poprzednich właścicieli. Relacje między Barcą a CADCI nie kończą się jednak wraz z tym historycznym zgromadzeniem. W tamtym okresie w sali teatralnej tegoż budynku odbywały się inne spotkania i zgromadzenia socios Barcy, jak to z 10 lipca 1921 r., czy to z 16 lipca 1934 r., kiedy na prezydenta wybrano Estevego Salę, zaś Anna Maria Martinez Sagi, wyróżniająca się lekkoatletka, została pierwszą kobietą piastującą dyrektorskie stanowisko w klubie.

@Pawel13sz
@patataj
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi

15

Wybitne Legendy futbolu:
26 czerwca 1968 r. w Mediolanie urodził się Paulo Maldini, 7-krotny Mistrz Włoch : 1988, 1992, 1993, 1994, 1996, 1999, 2004 5-krotny Zdobywca Pucharu Europy : 1989, 1990, 1994, 2003, 2007 Zdobywca Superpucharu Europy (5) : 1989, 1990, 1994, 2003, 2007 Zdobywca Pucharu Interkontynentalny (2) : 1989, 1990 Klubowy Mistrz Świata: 2007 Wicemistrz Świata: 1994 Wicemistrz Europy: 2000 Najlepszy piłkarz Ligi Mistrzów: 2003 Najlepszy obrońca Ligi Mistrzów: 2007 Najlepszy Piłkarz Świata według World Soccer Magazine : 1994

Paolo Maldini był związany przez całą swoją karierę z klubem piłkarskim AC Milan, przez wiele lat będąc kapitanem tej drużyny. Występował również w barwach narodowych - w 126 meczach dla reprezentacji Włoch strzelił 7 bramek. Jeden z najlepszych obrońców świata ostatniego przełomu XX i XXI wieku! Debiut w klubie nastąpił 20 stycznia 1985 roku w starciu przeciwko Udinese, zremisowanym 1:1, a już rok później, w wieku 18 lat, został podstawowym obrońcą Milanu. Pierwszym trofeum Maldiniego było Mistrzostwo Włoch zdobyte w 1988 roku. W sezonach 1988/89 i 1989/1990 razem z drużyną sięgnął po Puchar Europy, a od kolejnego sezonu trzykrotnie, ponownie, zdobywał wraz kolegami z zespołu tytuł najlepszej drużyny Italii. Sezony 93/94 oraz 02/03 to ponowne triumfy w Pucharze Europy. Po to trofeum mógł sięgnąć po raz kolejny już w 2005 roku, jednak mediolańczycy przegrali po rzutach karnych z Liverpoolem, mimo, że do przerwy prowadzili 3:0. „Co się odwlecze, to nie uciecze”- w 2007 roku Milan zrewanżował się Anglikom i Paolo Maldini mógł po raz piąty wznosić puchar dla najlepszej drużyny klubowej w Europie. 25 września 2005 roku pobił rekord Dino Zoffa, notując 571 występ w Serie A podczas meczu z Treviso. Siedem dni wcześniej zagrał po raz 800 w barwach AC Milan. Po raz 1000 w seniorskim składzie tego zespołu zagrał 16 lutego 2008 roku, kiedy to wszedł z ławki rezerwowych w meczu przeciwko Parmie. Obliczono wtedy, że z 1000 meczów, które rozegrał w Rossoneri, aż 98,1% były to spotkania, które rozpoczynał w wyjściowym składzie. Maldini planował rozbrat z piłką na koniec sezonu 2007/2008, jednak po wyeliminowaniu Milanu z Ligi Mistrzów, zadecydował, że przedłuży swą piłkarską karierę jeszcze o rok. 17 maja 2009 Maldini rozegrał 900 mecz w barwach Milanu przeciwko Udinese. 2 tygodnie później, 31 maja 2009 roku zagrał ostatni mecz ligowy w karierze z Fiorentiną. Paolo wystąpił w sumie w 647 spotkaniach Serie A, strzelając w nich 29 bramek. Koszulka z numerem 3, z jaką grał przez większość kariery, została zastrzeżona i jedynymi osobami, które będą mogły w niej zagrać w barwach Milanu, są synowie Maldiniego. W 1986 roku Maldini został powołany do kadry U-21 przez swego ojca Cesarego. W młodzieżowej reprezentacji rozegrał 12 meczów i strzelił 5 goli. Debiut w kadrze seniorskiej nastąpił 31 marca 1988 roku w meczu towarzyskim z Jugosławią (1:1). Wystąpił we wszystkich 4 meczach kadry na Euro 1988, a 2 lata później, podczas mundialu w USA, doszedł z kolegami aż do półfinału, gdzie ulegli Argentynie w serii rzutów karnych. Pierwszego reprezentacyjnego gola strzelił w swoim 44 występie, w meczu towarzyskim z Meksykiem 20 stycznia 1993 roku, który Włosi wygrali 2:0. Był kapitanem kadry podczas Mistrzostw Świata w 1994 roku, gdzie został wybrany do najlepszej jedenastki turnieju 32 lata po tym, jak tego samego zaszczytu dostąpił jego ojciec. Maldini brał udział również podczas kolejnych wielkich imprez - EURO 1996 i EURO 2000 oraz Mistrzostwach Świata 1998. W 2002 roku, po odpadnięciu Włoch z Mistrzostw Świata w Korei Południowej i Japonii zrezygnował z gry w kadrze. Włoska Federacja Piłkarska zaproponowała mu ostatni występ w kadrze w meczu towarzyskim przeciwko Irlandii Północnej, jednak zawodnik odmówił, mówiąc, że chciał się rozstać z reprezentacyjną piłką w oficjalnym meczu. Maldini w kadrze wystąpił 126 razy, strzelając 7 bramek. W 1989 roku otrzymał nagrodę Bravo Award, w 1994 roku został uznany za najlepszego piłkarza świata wg World Soccer Magazine , a w 2003 został wybrany na najlepszego piłkarza Ligi Mistrzów. Rok później został wybrany do FIFA 100 – grupy 100 najlepszych piłkarzy w historii w opinii FIFA.

@Symson
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Sensible
@patataj

6

@FCBparasiempre W roku 1992 mistrzem Europy została Dania, która jeszcze kilkanaście dni przed turniejem nie wiedziała czy weźmie w nim udział. Mistrzostwa odbywały się w Szwecji na czterech niedużych jak na takie zawody stadionach, z udziałem 8 reprezentacji. Na Bałkanach toczyła się wojna, Związek Radziecki rozpadł się z hukiem, mur Berliński runął, kraje Europy Wschodniej, po długiej ciemnej nocy budzą się do normalnego życia a w Szwecji cisza, spokój, sielanka, strumyki płyną z wolna, rozsiewa zioła maj. Właśnie w maju UEFA podjęła decyzje o wykluczeniu z turnieju Jugosławii. W związku z wojną domową ONZ nałożyła na Belgrad sankcje, wśród których znalazł się zakaz wszelkich kontaktów sportowych. Reprezentacja Jugosławii już przyleciała do Szwecji i przygotowywała się do mistrzostw, jednak po kilku dniach musiała wrócić do domu. W naturalny sposób jej miejsce zajęła druga drużyna z tej samej grupy eliminacyjnej czyli Dania. Decyzja zapadła 31 maja a turniej rozpoczynał się 10 czerwca. Do niedawna panowało przekonanie że trener Duńczyków Richard Møller Nielsen rozpoczął przygotowania od poszukiwań swoich zawodników, którzy po sezonie ligowym wylegiwali się na najbardziej atrakcyjnych plażach mórz i oceanów. Nikt, z trenerem włącznie, tej informacji nie dementował ale po kilku latach jeden z piłkarzy, Brian Laudrup powiedział że to tylko ładna legenda, pasująca do wizerunku reprezentacji jego kraju, która jechała na turniej jak Kopciuszek na bal a wracała w koronie. Może rzeczywiście jacyś piłkarze zawieruszyli się na Wyspach Kanaryjskich czy Seszelach ale to były wyjątki, ponieważ Dania liczyła na taką decyzje UEFA i czekała w pogotowiu. Dowodem na to był towarzyski mecz ze Wspólnotą niepodległych Państw rozegrany w Kopenhadze 3 czerwca, czyli na tydzień przed inauguracją turnieju. Jednak trudno mówić o normalnych przygotowaniach, podobnych do tych, jakie przechodziły wszystkie pozostałe reprezentacje. W latach 80-tych Dania miała znakomitą reprezentacje, która wzięła udział w dwóch kolejnych mistrzostwach Europy i mistrzostwach świata w Meksyku. Trenował ich Sepp Piontek, Niemiec urodzony podczas wojny w Breslau. Z drużyny średniej klasy zrobił jedną z najlepszych w Europie. Nazywano ją ,,Duńskim dynamitem”. Po zwycięstwie nad Urugwajem 6:1 podczas mundialu w Meksyku tamtejsza prasa napisała o Duńczykach efektownie brzmiące zdanie: ,,El equipo perfectamente coordinado”- Doskonale zgrana drużyna. Wprawdzie kilka dni później trzeba było przełknąć gorycz wyjątkowej porażki z Hiszpanią(1:5) ale nazwa ,,Duński dynamit” pozostała. Od 70-tych duńskich piłkarzy zatrudniały nawet najlepsze europejskie kluby, z Manchesterem Utd, Liverpoolem, Realem, FC Barceloną, Juventusem i Bayernem włącznie. Najpierw sztandarem duńskiego futbolu był Allan Simonsen, wybrany najlepszym piłkarzem Europy(1977). Po nim, w silnej konkurencji najmocniejszą pozycje miał pomocnik Michael Laudrup, w jakimś sensie symbol tego wszystkiego, co w duńskim futbolu najlepsze. Podobnie jak trener Richard Møller Nielsen był człowiekiem kulturalnym, spokojnym, unikającym konfliktów a jednak poróżnił się z trenerem, zrezygnował z występów w reprezentacji i to wtedy, gdy zbliżały się mistrzostwa w Szwecji. Był wówczas zawodnikiem FC Barcelony, która właśnie zdobyła Puchar Mistrzów. Z punktu widzenia interesów Danii – strata wyjątkowa. W reprezentacji pozostał natomiast młodszy brat Michaela Laudrupa, Brian – zawodnik Bayernu Monachium. Bramkarz Schmeichel(jego ojciec jest Polakiem) bronił bramki Manchesteru Utd, obrońca John Sivebaek był piłkarzem AS Monaco, Fleming Povlsen- napastnikiem Borusii Dortmund, Henrik Andersen- pomocnikiem FC Köln, Bent Christensen- napastnikiem Schalke a kapitan, środkowy obrońca Lars Olsen grał w mało wtedy znanym tureckim klubie Trabzonspor. Pozostali to liga duńska. W sumie całkiem niezła drużyna ale nie na tyle dobra aby mogła zająć pierwsze miejsce, przynajmniej teoretycznie. Bezbramkowy remis z Anglią przyjęto w Kopenhadze bez entuzjazmu a porażka ze Szwecją 0:1 zdawała się potwierdzać wcześniejsze prognozy, zakładające nieuchronność klęski. Lecz wtedy się zaczęło. Przeciwnikiem Duńczyków w trzecim meczu ,,o wszystko” byli Francuzi. Przez eliminacje przeszli jak burza. Wygrali wszystkie 8 meczów, mieli w drużynie takie asy jak Cantona, Papin a ich trenerem był Platini. Na turnieju szło im jednak znacznie gorzej. Mit Platiniego jako wybitnego trenera prysnął a ponieważ we Francji miał status ikony, niebawem powierzono mu funkcje szefa komitetu organizacyjnego mistrzostw świata. Z czasem został prezydentem UEFA, skąd miał już tylko krok do stanowiska prezydenta FIFA, o ile oczywiście Blatter nie uznał że zrobi światu prezent dopiero na swoje 90 urodziny i wtedy ustąpi. Duńczycy walczyli tak, jakby od tego meczu zależało ich życie. Całkowicie zaskoczeni Francuzi nie mieli czasu odetchnąć. Laudrup, Povlsen i Andersen wygrywali większość pojedynków. Cantona ani razu nie przedostał się pod bramke Danii a Papina odcięto od większości podań. Mecz był porywający. Henrik Larsen zdobył prowadzenie już w 8 minucie. Papin wyrównał w 60-tej. Wtedy Duńczycy podkręcili tempo, jakby mieli za sobą miesiąc przygotowań a nie wcześniej wspomniane plaże. Na 12 minut przed końcem Lars Elstrup strzelił zwycięskiego gola dla Danii. Jeśli ktoś nie wiedział, komu kibicować, to po tym meczu pozbył się podobnych rozterek. W ciągu 1,5 godziny Duńczycy stali się najpopularniejszą drużyną na świecie. Do ekscytującej, pełnej polotu i ambicji gry doszły informacje spoza boiska, przybliżające poszczególnych zawodników. Z Francją nie zagrał jeden z najważniejszych, pomocnik Kim Vilfort. Nawet nie widział meczu, ponieważ w tym czasie siedział w kopenhaskim szpitalu przy łóżeczku chorej na leukemie siemioletniej córki. Jej stan się pogorszył i Vilfort opuścił zgrupowanie. Wyjechał także inny piłkarz, Bengt Christensen, ponieważ chciał być obecny przy narodzinach pierwszego dziecka. Wrócił po paru godzinach i postawił kolegom piwo; trener pozwolił. Kiedy w następnym meczu z Holandią koszmarnej kontuzji doznał Henrik Andersen a kamery telewizyjne pokazały jego zniekształconą noge, współczuł mu cały świat. Nawet w meczu półfinałowym z lubianą powszechnie Holandią można było odnieść wrażenie że więcej sympatii jest po stronie duńskiej. Ten mecz też był znakomity. W pomarańczowych koszulkach grała większość broniących tytułu mistrzów z roku 1988 jak Van Basten, Gullit, Koeman czy Rijkaard ale i młodzi zawodnicy, którzy karierę dopiero zrobią jak Bergkamp i Frank de Boer. Henrik Larsen w 5 minucie głową i 1:o dla Danii. Bergkamp w 23 i 1:1. Ponownie Larsen w 33 minucie a na 4 minuty przed końcem meczu wyrównał Rijkaard. W dogrywce gole już nie padły. W serii rzutów karnych pomylił się tylko jeden zawodnik ale jaki! Marco van Basten! Peter Schmeichel obronił jego strzał i to zadecydowało o awansie Danii do finału. Mecz rozgrywano na stadionie Nya Ullevi w Göteborgu, czyli tam gdzie na mistrzostwach świata debiutował Pele. Do finału z Niemcami pozostawały 4 dni. Vilfort znów pojechał do szpitala. Wracał zresztą z kibicami, którzy drogę z Danii do Malmö i Göteborga pokonywali promami, na mecz i z powrotem. Nikt w Szwecji nie zostawał. Każdy miał swoją prace. Szwecja z powodu Euro nie stanęła na głowie. Kibice duńscy należeli do najbardziej kolorowych i radosnych na świecie. Przebierali się za Vikingów, za sery, za krowy, ponieważ piłkarze reklamowali masło Lurpak i na treningowych koszulkach też mieli krówki z kwiatkiem w zębach. Zabawa na całego, radość z gry nawet wtedy, gdy walczy się o najcenniejsze trofeum. Tego do tej pory w zawodowej piłce brakowało a i później stanowiło rzadkość. Dlatego mistrzostwa w Szwecji były jednymi z najprzyjemniejszych jakie rozegrano. Przed finałem ukochanej przez wszystkich Danii znów nie dawano większych szans no bo ile reprezentacji może je mieć w starciu z Niemcami? To był pierwszy poważny turniej, w którym wystąpiła reprezentacja połączonych państw niemieckich. Nim do tego doszło, Franz Beckenbauer pozwolił sobie na uwagę, która odbiła się echem na całym świecie. Powiedział że po zjednoczeniu Niemiec na boisku nie będzie im w stanie zagrozić żadna inna drużyna narodowa na świecie. Do Szwecji Beckenbauer zabrał trzech zawodników z dawnej NRD- pomocnika Sammera oraz napastników Thoma i Dolla. Z czasem ich liczba w reprezentacji Niemiec wzrosła, jednak niewielu zrobiło prawdziwe kariery. Sammer zdobył Złotą Piłke jako jedyny gracz z NRD. Powiodło się urodzonym w Görlitz Ballackowi, Jeremiesowi oraz Kirstenowi i to wszystko. Prognozy Beckenbauera nie sprawdziły się. W wybranej przez niego reprezentacji znalazło się kilku mistrzów świata: Klinsmann, Völler, Brehme, Buchwald czy Hässler. Większość Duńczyków to przy nich gracze anonimowi. Tyle że w tym turnieju Niemcy nie grali dobrze, jednak(w swoim stylu) jakoś przeczołgali się z jednej fazy do drugiej. Remis z Rosjanami uratowali w ostatniej minucie dzięki bramce z rzutu wolnego Hässlera.. Ulegli Holandii 1:3 a z grupy wyszli tylko dlatego że Rosjanie zlekceważyli Szkotów i przegrali z nimi 0:3. Dania grała pięknie i nie lekceważyła nikogo. Na finał z Niemcami wychodziła zmobilizowana, zdając sobie sprawę że radosny futbol nie wystarczy. Grała bardzo uważnie w obronie ale wcale się jej nie trzymała. Zaskoczyła Niemców atakiem, w 18 minucie John Jensen zdobył prowadzenie. W tym momencie decyzje o sprowadzeniu go do Londynu podjął Arsenal, który szukał środkowego pomocnika strzelającego gole. Jensen zdobył dla Arsenalu jedynego gola w 98 meczach, po czym wrócił do Brøndby ale wtedy w Göteborgu grał wspaniale, jak cała reprezentacja. Niemcy nie mogli dać sobie rady. Na 12 minut przed końcem Kim Vilfort zdobył drugiego gola. To nawet dla Niemców było za dużo. W ten sposób doszło do jednej z największych sensacji w historii futbolu. Dania, która do mistrzostw prawie w ogóle się nie przygotowywała, pokonała najlepszą drużynę roku w Europie- Francje, mistrza Europy- Holandie i mistrza świata Niemcy! I to wszystko na ostatnich romantycznych mistrzostwach, gdzie nie było tłoku, chuliganów a ochroniarze nie szaleli(wszędzie można było wejść i z każdym porozmawiać). Dziś takich turniejów już nie ma, a córeczka Kima Vilforta wyzdrowiała. Na koniec składy z tego (nie)zapomnianego finału(26.06.1992):

Dania: Schmeichel – Sivabaek (66. Christiansen), Nielsen, Piechnik, Olsen, Chrostofte – Jensen, Vilfort, Larsen – Laudrup, Povlsen

Niemcy: Illgner – Reuter, Koehler, Buchwald, Helmer, Brehme – Sammer (46. Doll), Effenberg (81. Thom), Haessler – Riedle, Klinsmann


8

0

@matirix20 Walter Rozitski

1

@matirix20 Bardzo chciałbym aby drugi w historii Polak zagrała w Blaugranie ale więcej niż 30 milionów + zmienne nie zapłaciłbym w obecnym tak wielkim zadłużeniu Barcy. Poza tym nikt nie zagwarantuje w nowym środowisku strzelenia przez Roberta 30, 40 czy 50 goli w sezonie, nie mówiąc już o zdobywanych trofeach.

4

@Lionel_Messi10 No cóż, urodziny czy imieniny to poważna okazja by się napić :)

9

,,Boski” Diego:

26 czerwca 1983 r. kibice na Estadio Santiago Bernabeu oklaskiwali Diego Maradone. Miało to miejsce w pierwszym meczu finału Pucharu Ligi z Realem Madryt. W 12 minucie drugiej połowy Barça wyprowadziła kontrę z własnej połowy a Carrasco podał Maradonie piłke na czystą pozycje. Argentyńczyk minął bramkarza Agustina i zaczekał na linii bramkowej na obrońcę Juana Jose, który wykonał rozpaczliwy wślizg. Maradona ograł go zwodem i skierował piłke do pustej bramki na oczach kibiców Realu, którzy wiwatowali na jego cześć, doceniając grę najlepszego piłkarza na świecie.

@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@patataj

11

Debiut ze ,,Starą Damą”:

Dokładnie 70 lat temu{26 czerwca 1952} FC Barcelona rozegrała swoje pierwsze w historii spotkanie z Juventusem Turyn. Mecz był rozgrywany w Paryżu w ramach(bardzo prestiżowego wówczas) półfinału Pucharu Łacińskiego a zakończył się wygraną Blaugrany 4:2 po dwóch golach Basory i po jednym Kubali i Manchona. Juventus nie był wówczas taką potęgą jak w latach 60-tych czy 80-tych aczkolwiek była to już uznana marka. Skład Barçy z tego historycznego meczu:

Ramallets, Martin, Biosca, Seguer, Escudero, Bosch, Basora, Cesar Rodriguez, Vila, Kubala, Manchon.

@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@patataj
@Pawel13sz
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Symson
@Roni/VEB
@Ogorinho1974

15

Pierwszy w dziejach Dumy Katalonii tak prestiżowy puchar:

26 czerwca 1949 r. FC Barcelona pokonała Stade Reims 5:0 w półfinale Copa Latina(Puchar Łaciński). Gole zdobyli: Cesar Rodriguez(2), Seguer, Nicolau oraz Canal. Tydzień później Blaugrana sięgnęła jako pierwsza w historii po ten puchar, pokonując w finale na Estadio de Chamartin, Sporting Lizbone 2:1. Rozgrywki Copa Latina były prekursorem Pucharu Europy Mistrzów Klubowych. Rozgrywano je w latach 1949-1957 i brało w niej udział po jednym przedstawicielu krajów tak zwanej ,,Europy Łacińskiej” a mianowicie Francji, Hiszpanii, Włoch oraz Portugalii. Ze względu na wysokie koszty podróży turniej rozgrywano w jednym miejscu a co roku zmieniał się gospodarz zawodów.

@Symson
@Ogorinho1974
@Sensible
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@patataj
@NaFazieHitman
@DaPidejpi

1

@Puyolex Jeśli wybieramy jedenastke piłkarzy wszechczasów to logicznym jest że bierzemy pod uwage wszystkie czasy a więc od powstania futbolu w Anglii w XIX wieku! Inaczej to nie jest jedenastka wszechczasów tylko tak jak ją nazwałeś ,,jedenastka jaką widziałem na własne oczy" a to zmienia całkiem postać rzeczy.

2

@Lionel_Messi10 No nie powiedziałbym że tak do końca można zwariować. Ja od 13 lat mieszkam w mieście a wcześniej prawie 20 lat mieszkałem na wsi. I powiem ci że do 35 roku życia nie miałem kompletnie dostępu do internetu, nie mówiąc już o zadupiu na jakim mieszkałem, ponad 5 kilometrów do małego miasteczka(drogą piaszczystą zaznaczam) w którym właściwie nic się nie działo. Teraz to przynajmniej jakieś imprezy większe czy mniejsze w mieście się dzieją, no i przedewszystkim wyżywam się w internecie niemal na okrągło! I powiem ci że jakoś tak specjalnie bardzo nie ciągnie mnie na wieś ale od czasu do czasu to chętnie się przejade :)

1

@doc Tu nie ma żadnego psa. Tu wszystko jest po zagramanicznemu i nie wiadomo o co chodzi...

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?