0

@tristan87 To przykre jak Polak mówi w obcym języku. Nic z tego nie rozumiem!

13

Tragiczne losy wybitnych legend Blaugrany:

22 lipca 1979 r. zmarł w tragicznych okolicznościach Sandor Kocsis, wybitny Węgierski napastnik. W 1958 r. wraz z reprezentacyjnym kolegą Zoltanem Cziborem, zostali namówieni przez ich rodaka Kubale do zasilenia szeregów FC Barcelony. Gdy przestał grać w piłke życie go nie oszczędzało. Amputowano mu noge, zmarła mu żona a po tym jak dowiedział się że ma raka, wyskoczył z okna szpitala i poniósł śmierć na miejscu. Szerzej o genialnym napastniku napiszę przy okazji jego urodzin(21 wrzesień).

@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Sensible
@Symson
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@DaPidejpi

4

13

Pamięć o takim człowieku nigdy nie powinna przeminąć:



21 lipca 1898 r. urodził się Josep Sunyol Carriga. Był on osobą bardzo cenioną w FC Barcelonie. Pracę w klubie zaczął już w 1928 r., gdy rządził popierający monarchie prezydent Arcadi Balaguer. Sunyol mimo lewicowych poglądów potrafił jednak znaleźć z nim wspólny język. Poza pracą w Dumie Katalonii wydawał tygodnik ,,La Rambla”, którego hasłem było ,,sport i życie miasta”. 27 lipca 1935 r. wybrano go prezydentem, ponieważ socios docenili poprawę sytuacji ekonomicznej klubu, do której Sunyol wyraźnie się przyczynił. Za jego kadencji Blaugrana zdobyła mistrzostwo Katalonii oraz przegrała słynny finał Pucharu Hiszpanii, w którym wspaniały mecz rozegrał ówczesny bramkarz Realu Madryt Ricardo Zamora. Niestety Josep Sunyol nie dożył sędziwego wieku, bowiem został zamordowany przez armię narodową generała Franco, o czym napiszę 6 sierpnia.

@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@patataj
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Symson
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Sensible
@Pawel13sz

15

Smutne wspomnienia:

20 lipca 2013 r. miał odbyć się mecz Barçy, do którego nie doszło. Tego dnia na PGE Arenie w Gdańsku zagrać miały ze sobą mecz towarzyski Lechia Gdańsk z FC Barceloną. Jednak dzień wcześniej na Camp Nou odbyła się konferencja prasowa, na której poinformowano iż ,,Tito” Vilanova ma nawrót choroby nowotworowej i Blaugrana jest zmuszona odwołać swój przyjazd. Ostatecznie po kilkudniowych negocjacjach termin meczu został przesunięty o 10 dni. Trener Barçy zrezygnował z prowadzenia drużyny i udał się na kolejne leczenie. Niestety 25 kwietnia 2014 r. przegrał walke z chorobą.



Radosne wspomnienia:

20 lipca 2004 r. Leo Messi strzelił swojego pierwszego gola w seniorskiej drużynie Blaugrany. Miało to miejsce w 74 minucie towarzyskiego meczu z CF Palamos wygranego przez Barçe 6:0

@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@patataj
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB

8

Legendy większe i mniejsze:

19 lipca 1967 r. urodził się Carles Busquets. Ojciec Sergio w 1987 r. zadebiutował w Barcelonie B a od 1990 został włączony do kadry pierwszej drużyny jako zmiennik Andoniego Zubizarrety. W latach 1994-96 miał okazje grać jako pierwszy bramkarz, lecz jego umiejętności nie były imponujące. W 1999 r. odszedł do Lleidy, gdzie zakończył karierę. Ogółem dla Blaugrany rozegrał 117 spotkań i wpuścił 116 goli.

@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@patataj
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Sensible
@Symson
@Ogorinho1974

0

@lucca87 Ja nie mam pretensji do was tylko do redakcji...

0

@Firestone A podpisał kontrakt? Bo jeśli nie to jakie to jest oficjalne?

1

@Pawel13sz O przepraszam! Robert jest Polskim napastnikiem! Pierwszym Niemieckim napastnikiem był Udo Steinberg.

1

,,Oficjalnie: Robert Lewandowski piłkarzem FC Barcelony!"- tak donosił serwis fcbarca.com 16 lipca 18:09. Przecież on jeszcze nie podpisał kontraktu! Z kogo wy chcecie durnia zrobić, z tym oficjalnie?

3

@Pawel13sz Jasne że się ciesze bo w końcu będzie komu gole strzelać! Tylko ciesze się tak w miare spokojnie, nie jak dziecko, które skacze z radości i krzyczy w niebogłosy! Tak jak dziecko to może będe się cieszył ze strzelonych goli Lewego w La Liga a zwłaszcza w Lidze Mistrzów!

9

Wybitne legendy futbolu:
80 lat temu(18 lipca 1942) urodził się Giacinto Facchetti, legendarny włoski lewy obrońca; Wicemistrz Świata z 1970; Mistrz Europy z 1968; 2-krotny Zdobywca Pucharu Mistrzów: 1964 i 1965(z Inter Mediolan) oraz 2-krotny Zdobywca Pucharu Interkontynentalnego: 1964 i 1965(Inter Mediolan). Niedoszły lekkoatleta w młodości biegający na 400 metrów, wykorzystywał na boisku naturalną szybkość i wytrzymałość. Był w grupie obrońców, którzy linię wyznaczającą środek boiska przestali traktować jak drut pod napięciem.Na czarno-białych taśmach z fragmentami meczów reprezentacji Włoch długonogiego obrońcę Giachinto Facchettiego częściej można dostrzec pod bramką przeciwnika niż pod własną-zresztą nieprzypadkowo. Oglądaliśmy piłkarza, który wyprzedził swoją epokę, którego gra okazała się kamieniem milowym na drodze emancypacji obrońców. Zygmunt Anczok lewy obrońca w reprezentacji Kazimierza Górskiego jest jednym z wielu, którzy wzorowali się na grze Włocha: ,, Przez lata trenerzy tłukli nam do głowy żebyśmy nie przekraczali tej środkowej linii. Któregoś dnia zobaczyłem faceta, który nic sobie nie robi z tych zakazów. Na Śląsku odbieraliśmy wtedy telewizję czeską. Sygnał ściągaliśmy dzięki takim długim szerokim antenom. Wcześniej jedynie czytałem o Facchettim a w końcu mogłem przyjrzeć się jego grze. 90 minut spędzonych przed telewizorem i gapienie się na niego traktowałem jako korepetycje na odległość”-opowiadał Anczok. Pod koniec lat 50-tych trenerzy eksperymentują z taktyką szukając najlepszych rozwiązań. W każdym z tych systemów gry rola obrońców ogranicza się jedynie do obmyślania sposobu na powstrzymanie napastnika. Własną połowę przekraczają od święta a linię wyznaczającą środek boiska mają traktować jak drut pod napięciem.

Opowieści o obrońcach szarżujących w pole karne rywali brzmią jak herezja. Facchetti właśnie wkracza do dorosłego futbolu. Jest juniorem nieśmiało rozmyślającym o podpisaniu kontraktu z Interem Mediolan. W klubie rządzi charyzmatyczny Helenio Herrera, trener mający wielką ochotę wywrócić do góry nogami obowiązujące reguły gry a zajmie mu to kilka lat. Banalną prawdę że najważniejsze dla drużyny jest nie stracić gola uzna za swoje credo. Z czterech obrońców Interu, z jednym cofniętym jako libero, Herrera utworzy zaporę nie do przejścia nazwaną catenaccio(rygiel, zasuwa). Swój system stale udoskonala a jego siłę widzi w kontratakach. Zespół Interu przejmujący piłkę od rywali z żółwia szczelnie skrytego za swoim pancerzem przeistacza się w drapieżnika. Skrajni obrońcy mediolańczyków pędzą przed siebie siejąc popłoch w obozie wroga. Za swój rewolucyjny pomysł argentyński wizjoner nie tylko nie spłonął na stosie ale szybko znalazł naśladowców. Facchetti był dla niego kluczową postacią. W macierzystym klubie Trevigliese piłkarz zaczynał jako napastnik ale Herrera zrobił z niego wzorowego bocznego obrońcę. Sunął on po lewej stronie niczym pociąg ekspresowy zatrzymując się dopiero pod bramką przeciwnika. Niedoszły lekkoatleta w młodości biegający na 400 m. wykorzystywał na boisku naturalną szybkość i wytrzymałość. Do tego silny, o budowie ciała tak idealnej iż mógłby pozować Michałowi Aniołowi. Od Herrery dostał zgodę na improwizowanie a instynkt atakującego dopomógł Fachettiemu strzelić 59 goli w Serie A(skuteczność niebywała jak na zajmowaną przez niego pozycję w grze). Pionierski styl gry Giacinto zmienił sposób myślenia o zadaniach defensywnych. Facchetti, boiskowy dżentelmen w trakcie kariery tylko raz obejrzał czerwoną kartkę i to nie za faul ale za ironiczne brawa dla sędziego po jego błędnej decyzji. Pytany jak mu się udało unikać wykluczeni gdy ryzyko faulu jest wliczone w grę obrońców odpowiadał z niewinną miną: ,,W piłkę gram dla przyjemności i nikomu nie mam zamiaru wyrządzić krzywdy. Nauczyli mnie tego w oratorium”. Katolickie oratoria istniejące we Włoszech od XVI wieku to rodzaj świetlic, w których młodzież zapoznaje się z Pismem Świętym. Ponieważ we Włoszech futbol jest jak religia, w końcu duchowni doszli do wniosku że zgłębianie Biblii warto połączyć z rozrywką. Zaczęli organizować mecze dla swoich podopiecznych. Obok oratoriów wyrastały boiska, na które potem zwabieni okazją zjeżdżali wysłannicy największych włoskich klubów. Giacinto był właśnie takim dzieckiem oratorium gdzie jego talent dostrzegli przedstawiciele Interu i zaprosili na rozmowy do Mediolanu. Młodzieniec jeszcze nie wiedział że w stolicy Lombardii znajdzie piłkarską miłość swojego życia. W bogatym futbolowym dossier Facchettiego zmieściło się 18 wybitnych sezonów spędzonych w Interze. W reprezentacji rozegrał 94 spotkania. Po Mistrzostwo Europy i drugie miejsce na świecie Włosi sięgali z Facchettim jako kapitanem drużyny. W 1978 r. zakończył karierę kiedy to z powodu kontuzji nie mógł pojechać do Argentyny na swój 4 Mundial. Miejsce Facchettiego, ikony włoskiego futbolu mogło być nadal tylko w Interze. Pełnił w nim różne funkcje a nawet zarządzał nim przez kilka lat jako prezydent. Przede wszystkim stanowił wyrocznię we włoskim futbolu. Łatwiej być doskonałym piłkarzem niż wielkim człowiekiem a jemu udało się to połączyć. Giacinto Facchetti zmarł w 2006 roku po długiej walce z rakiem krtani. Dla Interu był świętością i takim pozostanie na zawsze.

@Ogorinho1974
@Symson
@Pawel13sz
@Sensible
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@patataj

2

@Pawel13sz Ja bym tobie wynalazł jeszcze gorszy z lat powojennych ale nie mam teraz na to siły i ochoty :)
PS. Araujo i Pique to akurat ścisły top piłkarzy. No może jeszcze ter Stegen w porywach...

2

@Pawel13sz Historyczny???

7

Wybitne legendy futbolu:

18 lipca 1892 r. a więc 130 lat temu, urodził się Arthur Friedenreich, brazylijski napastnik, 2-krotny Zdobywca Copa Amarica-1919 i 1922. Przez brazylijczyków nazywany ,,Fried’’ a przez argentyńczyków ,,Tigre’’ czyli tygrys.

To był pierwszy piłkarz na świecie, który strzelił w swojej karierze ponad 1000 goli! Rozegrał ponad 1200 spotkań i strzelał średnio jednego gola na mecz! Takich zawodników w historii futbolu było zaledwie kilku m.i.n. Pele czy Wilimowski. Artur Friedenreich był rasy mieszanej, jego ojciec to emigrant z Niemiec a matka to brazylijka; był postawny, szczupły o mleczno-czekoladowej cerze i szokująco kontrastujących z nią zielonych oczach. Zaczął kopać w piłkę w klubie Germania, skupiającym sportowców pochodzenia niemieckiego a później przywdziewał koszulki w różnych barwach. Niezwykle sprawny i zwinny, cnoty świetnego technika i przebiegłego stratega łączył z przymiotami urodzonego snajpera. Aż 9-krotnie był królem strzelców stanu São Paulo: w drużynie Mackenzie w 1912, w stanie Ypiranga w 1914 i 1917, w Paulistano w 1918,1919,1921,1927,1928,1929. W reprezentacji grającej wówczas bardzo rzadko wystąpił 22 razy strzelając w niej 10 goli. Łącznie w swej trwającej 26 lat! przebogatej karierze zakończonej przez 43 letniego weterana we Flamengo Rio de Janeiro w roku 1935 uzyskał nieprawdopodobny bilans 1329 goli!

,,Fried’’ pierwsza tej miary gwiazda brazylijskiej piłki, wielki poprzednik Leonidasa, Zizinho czy Pelego miał jednak jedną poważną wadę. Był mulatem ponad wszelką wątpliwość mimo swych szmaragdowych oczu. Zaś w tamtych czasach była to nie lada przeszkoda. Cóż tu dużo mówić! W arystokratycznym sporcie modelowanym przez styl panujący zwłaszcza w klubie Fluminense, obowiązywały kryteria rasistowskie.

Murzyni a nawet mulaci zaliczali się do drugiej kategorii obywatelskiej. W reprezentacji występowali wyłącznie zawodnicy o białym kolorze skóry. Możemy sobie tylko wyobrazić ile upokorzeń musiał znieść Artur i jakie wewnętrzne zmagania z samym sobą stoczyć, zanim zdecydował się na krok groteskowy, żałosny i zarazem tragiczny. Otóż wypomadował sobie twarz nakładając nań grubą warstwę ryżowego pudru! Dopiero tak wybielony niczym nieszczęsny ,,Murzynek Bambo’’ zaryzykował pokazanie się wytwornej publiczności stadionu Laranjeiras. Jest w tym przypadku do głębi coś smutnego i zawstydzającego. Właściwie dopiero w latach 30-tych kryteria rasowe odeszły tam, gdzie ich miejsce czyli na śmietnik haniebnych przesądów, zaś wspaniali atleci o czekoladowej karnacji-Domingos, Leonidas i legion innych- stali się dumą i chlubą Brazylii.

@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@NaFazieHitman

10

@Pawel13sz Ale nie zapominaj o takich geniuszach jak Paulino Alcantara, Josep Samitier, Cesar Rodriguez, Ladislao Kubala, Mariano Martin, Evaristo czy Josep Escola

3

@Pawel13sz No tak, to wszystko przez redakcje i ich chorą ,,przejrzystość strony" że musze ukrywać cały mój skarb w odpowiedzi na swój komentarz. Dla mnie to jest nie do przyjęcia ale nie mam wyjścia!

9

@FCBparasiempre 18 lipca 1949 r. w Zabrzu urodził się Jerzy Gorgoń, środkowy obrońca. Mieszanka językowa jakiej używał węgierski trener Górnika Zabrze, Geza Kalocsay, zawsze budziła wielką wesołość. Madziar przeplatał ze sobą język angielski, niemiecki, węgierski i czeski, tworząc niespotykane konstrukcje. Jedną z najśmieszniejszych była wiązanka, którą często rzucał pod adresem swego podstawowego stopera- Jerzego Gorgonia: ,,Ty jesztesz welky elefant. Ty must biegać!”. Bawiła ona jednak głównie zawodników Górnika, bo przeciwnikom nie było już do śmiechu, gdy stawali naprzeciwko potężnego, mierzącego blisko 2 metry środkowego obrońcy, z charakterystycznymi długimi blond włosami. Wtedy pojawiał się raczej strach. W Ekstraklasie był wierny barwom Górnika przez ponad dekade. Trafił tam tuż po ukończeniu 18-tego roku życia. Z miejsca budził ciekawość swoim wzrostem, był prawie 10 cm wyższy od dwóch pozostałych najbardziej okazałych pod względem wzrostu zawodników w składzie Górnika, Jana Gomoli oraz Rainera Kuchty. Gdy zadebiutował w marcu 1968 r., z miejsca stał się jednym z najwyższych zawodników w Ekstraklasie. Z czasem przylgnął do niego pseudonim ,,Wielka Biała Góra”, z racji gabarytów oraz długich blond włosów. O tę gorę potem rozbijali się prawie wszyscy napastnicy. Dobrze zbudowany, twardy a dzięki pracy z Kaloscayem także znakomicie wyszkolony pod względem taktycznym, stanowił jednego z najlepszych obrońców Ekstraklasy w historii. ,,Uważam że był to jeden z lepszych środkowych obrońców w Europie. Warunki fizyczne miał wspaniałe a przy tym był bardzo sprawny i szybki. Wygrywał wiele pojedynków, także biegowych, przede wszystkim głową, ze względu na wzrost. Niektórzy, tak przypuszczam, to zwyczajnie się go bali… i wcale im się nie dziwie bo jak taki olbrzym ruszył i się rozpędził to nie było przeproś…”- opowiadał Kazimierz Górski w swojej książce ,,Pół wieku z piłką”. Nauki wyniesione od partnerów z obrony, Stanisława Oślizły oraz Stefana Florenskiego, sprawiały iż długo był liderem w kraju na swojej pozycji. Dowodziły tego indywidualne wyróżnienia. W 1973 r. wygral punktacje ,,Złotych Butów” katowickiego ,,Sportu”. Sezon później został zaś sklasyfikowany na 15 miejscu w całej Europie w plebiscycie Złotej Piłki! Z obrońców wyżej od niego znaleźli się tylko Beckenbauer, Breitner oraz Vogts, czyli trzej mistrzowie świata. Jurorom mógł dać się zapamiętać nie tylko ze skutecznej gry w obronie ale też dzięki diabelskiej wręcz umiejętności strzelania goli z dystansu. Pokazał go między innymi podczas meczu fazy grupowej przeciwko NRD w turnieju olimpijskim w Monachium. Dwukrotnie z odległości 30 metrów kropnął nie do obrony dla bramkarza przeciwników. Podobnym wyczynem popisał się 2 lata później w starciu przeciwko Haiti na mistrzostwach świata, gdzie przepięknym strzałem z dystansu zaskoczył bramkarza egzotycznych przeciwników. Został tym samym pierwszym polskim obrońcą ze strzelonym golem na mundialu. Do dziś jego wyczyn skopiowali tylko Majewski, Bosacki i Bednarek spośród przedstawicieli tej pozycji. Mało brakowało a podobnie wpisałby się na liste strzelców też przeciwko Argentynie, jednak bramkarz obronił jego strzał z dystansu końcami palców. Bramkostrzelność pokazywał też w lidze, gdzie skończył z 18 golami, co jak na stopera było znakomitym wynikiem. W ostatniej edycji, w której występował, zanotował aż 5 trafień. W układance Kazimierza Górskiego Gorgoń był absolutnie bezcenny. Razem z reprezentacją Polski zdobył złoto i srebro olimpijskie a także srebro mistrzostw świata. We wszystkich tych turniejach opuścił tylko jeden mecz! Przed starciem o 3 miejsce na mundialu w RFN mocno bolała go kostka ale zacisnął zęby i zagrał, skutecznie powstrzymując brazylijskie gwiazdy. Po MŚ francuska agencja prasowa umieściła go w drugiej ,,11” turnieju. Na igrzyskach 2 lata wcześniej uznawano go zaś za drugiego po Deynie największego bohatera Polaków. W eliminacjach MŚ 1974 także był filarem drużyny, zwłaszcza w finiszowych meczach z Walia i Anglią. Po pierwszym z nich selekcjoner rywali uznał go za najlepszego zawodnika w szeregach Polski. Po spotkaniu z synami Albionu zachwycił Alfa Ramseya. Także trener Górski wyróżnił go na konferencji prasowej, przyznając że znakomicie asekurował Jana Tomaszewskiego. Tomaszewski zrewanżował się Gorgoniowi już na mundialu, gdy obronił karnego wykonywanego przez Tappera ze Szwecji, podyktowanego właśnie za faul Gorgonia. Niektórzy uważali że jego konto obciążą gol stracony z RFN. Analizy wykazały jednak w tej sytuacji spalonego. ,,Świadomie puściłem Holzenbeina na spalonego”- twierdził po meczu. Potem pojechał z drużyną Gmocha na mundial do Argentyny. Selekcjoner postanowił z niego zrezygnować przed najważniejszym meczem z gospodarzami. Na obronie zastąpił go nominalny pomocnik, Henryk Kasperczak. Do dziś ta decyzja dla wielu znawców jest szokująca, zwłaszcza że 2 gole w tym meczu zdobył Kempes, za którego upilnowanie odpowiedzialny był następca Gorgonia. Gmoch jednak twierdził że absencja obrońcy wynikała tylko z powodu dyspozycji fizycznej. W kolejnym meczu(z Peru) udowodnił jednak dobrą forme. Trafił nawet do ,,11” tej kolejki. Problem jednak często stanowiła jego dyspozycja psychiczna. Z tego powodu został szybko zmieniony w starciu IO 1972 z ZSRR a 4 lata później w finale turnieju nie wybiegł na boisko, choć był w awizowanym składzie. Selekcjoner Górski uważał fakt że nie wymusił na nim udziału w meczu za jeden ze swoich większych błędów szkoleniowych. Na ogół cichy i spokojny raz wplątał się w olbrzymią afere. Wracając pociągiem z meczu z Francji, wraz z Szarmachem naubliżali obsłudze. Dla Gorgonia skończyło się to półroczną dyskwalifikacją. Z tego powodu nie wziął udziału między innymi w meczu decydującym o awans do ME z Holandią, który kadra gładko przegrała 0:3. Ostatecznie karierę w reprezentacji zakończył z 55 rozegranymi meczami. Jest członkiem Klubu Wybitnego Reprezentanta. Na jego koncie znajduje się finał Pucharu Zdobywców Pucharów. Odznaczył się zwłaszcza w tryptyku półfinałowym z AS Romą. Po jego rajdzie przerwanym faulem, sędzia zarządził rzut karny zamieniony przez Lubańskiego na gola. Brał też udział w kolejnej kampanii zakończonej na ćwierćfinale tych rozgrywek. Po wyjeździe z Górnika Zabrze grał w Sankt Gallen. Po zakończeniu kariery osiadł w Szwajcarii.

12

(Nie)zapomniane trofea Barçy:

18 lipca 1957 r. FC Barcelona zdobyła Mały Puchar Świata. Towarzyski turniej o nazwie ,,Pequeña Copa del Mundo” rozgrywano w Wenezueli w latach 1952-75(z przerwami). Łącznie odbyło się 13 edycji. W szóstej z nich poza Blaugraną wystąpiły: FC Sevilla, Botafogo oraz Club Nacional de Montevideo. Co ciekawe grano systemem mecz i rewanż, dlatego turniej trwał od 29 czerwca do 18 lipca i każda z drużyn rozegrała 6 spotkań. Duma Katalonii nie poniosła żadnej porażki a w decydującym o tryumfie meczu zremisowała z Botafogo 2:2. Gole dla Barçy w tym decydującym starciu zdobyli: Evaristo oraz Villaverde. W ekipie Botafogo zagrał genialny Garrincha, który rok później został mistrzem Świata z reprezentacją Brazylii. On również wpisał się na liste strzelców.

@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@DaPidejpi

11

Canarinhos po raz czwarty:

17 lipca 1994 roku, rozegrany został finał mundialu w USA: Brazylia - Włochy. Finał na stadionie Rose Bowl w Pasadenie pod Los Angeles był brzydki i nudny. Brazylia i Włochy nie stworzyły wielkiego widowiska, a przyczyną był upał, było prawie 40 st. Celsjusza. Mecz rozgrywano o 12:30, gdy słońce było najwyżej. To był dyktat telewizji, by transmisja w Europie przypadała na godziny wieczorne. Po raz pierwszy w historii losy finału zostały rozstrzygnięte w serii rzutów karnych... Więcej dobrych okazji miała Brazylia, w której brylował duet Romario i Bebeto, ale ogólnie pięknej gry było jak na lekarstwo. Po raz pierwszy w historii o tytule najlepszej drużyny świata musiały decydować rzuty karne. Przed ostatnią kolejką Włosi spudłowali dwa razy, Brazylijczycy tylko raz. Wtedy rozegrał się wielki dramat lidera Włochów – Roberto Baggio. Rok wcześniej uznano go najlepszym piłkarzem świata, teraz mimo kontuzji rozgrywał wspaniały turniej. W decydującym momencie kopnął jednak nad poprzeczką. Jego pudło oznaczało, że to Brazylia jest mistrzem świata. ,,Finał poszedł jak poszedł... Gdyby było inaczej pewnie znów zdobyłbym Złotą Piłkę. Po przegranym finale było mi bardzo trudno. Ten smutek pozostał ze mną ale zawsze na boisku cieszyłem się grą” – wspominał po latach. Ze wszystkich tytułów dla Brazylii w tym było jednak najmniej magii. Romário, Bebeto, Dunga, Branco, Cafu, Taffarel, Rai – to były wielkie nazwiska, ale trener Parreira ustawiał zespół zachowawczo, liczyła się skuteczność, a nie piękno gry. Przegrana drużyna Tele Santany z 1982 roku jest pamiętana bardziej niż ta zwycięska z 1994 roku. Chwilę po wygraniu turnieju w USA piłkarze Brazylii zadedykowali zwycięstwo Ayrtonowi Sennie. Trzykrotny mistrz świata Formuły 1 zginął dwa i pół miesiąca wcześniej, 1.maja 1994 w wypadku na torze Imola podczas Grand Prix San Marino. Piłkarze rozłożyli transparent z napisem "Senna… Przyspieszaliśmy razem. Czwarty tytuł jest nasz!". Brazylia została w 1994 roku mistrzem świata po raz czwarty, Senna też walczył w tamtym roku o swój czwarty tytuł.

@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@patataj

8

Zapomniane europejskie puchary:

17 lipca 1932 r. First Vienna FC 1894 pokonała Bologna FC 1909 1:0 w drugim meczu półfinałowym Mitropa Cup(najstarszy międzynarodowy turniej klubowy w dziejach futbolu). Po puchar sięgnęła jednak ekipa włoska gdyż w pierwszym meczu wygrała 2:0 a po drugie, drugi z półfinałów(Juventus-Slavia) został anulowany po zamieszkach w Pradze, dzięki czemu puchar przyznano Bolonii.

@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson
@Ogorinho1974

1

@El dominatore Romario był bardzo niedocenianym napastnikiem i w moim przekonaniu niewiele ustępował Messiemu a Ronaldu generalnie wcale nie ustępował. Który z piłkarzy odważy się dzisiaj powiedzieć ile strzeli dokładnie goli w lidze i tego dokona? Żaden!

11

Brazylijski crack:

17 lipca 1993 r. Romario przyleciał do Barcelony. Brazylijski napastnik negocjował kontrakt w rezydencji Joana Gasparta i po udanych rozmowach udał się razem z wiceprezydentem na mszę. Ich zdjęcie z kościoła ukazało się na okładce dziennika ,,El Mundo Deportivo”, podobnie jak wizyta Brazylijczyka na arenie walk byków dzień później. Na 19 lipca przewidziano podpisanie umowy, podczas której Romario zadeklarował że ,,strzeli 30 goli w La Liga!”. Była to śmiała deklaracja ponieważ ostatnim graczem Blaugrany, który tego dokonał był wybitny napastnik Mariano Martin(32 gole w sezonie 1942/43). Ku zdumieniu większości obserwatorów Romario dotrzymał słowa i strzelił 30 gola w 70 minucie ostatniego meczu z FC Sevilla. Osobiście zawsze uwielbiałem Samuela Eto’o, lecz chwilami Romario bił na głowe ,,Czarną perłe Afryki”. Gdyby nie jego mocno rozrywkowy tryb życia niewiele ustępował by Messiemu, jeśli nie wcale!

@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@DaPidejpi
@Symson
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Sensible

3

Wspaniała wiadomość bo to w końcu Polak zagra w FC Barcelonie i to nie byle jaki Polak! Z drugiej jednak strony mam obawy jak sobie poradzi w nowym środowisku, jak długo będzie utrzymywał poziom klasy światowej jaką do tej pory prezentował w Bayernie i w końcu ile będzie strzelał goli i czy przełożą się one na zdobywane trofea? Jak na trzyletni kontrakt nie młodego już piłkarza i za niemałe pieniądze, znaków zapytania jest nie mało. No cóż, pozostaje nam nadzieja że Robertowi i nam wszystkim cules będzie się wiodło i będziemy w końcu świętować sukcesy, przynajmniej na arenie krajowej. Visca Robert! Visca el Barca, parasiempre!

0

@Coutinho007 Zachęcam do zapoznania się z historią tego piłkarza bo widze że wogóle się nie orientujesz...

0

@Wilczeq Mylisz się, bo własnie według historyków z bardzo dużym prawdopodobieństwem był własnie Polakiem! Nie ma żadnych najmniejszych dowodów że nie był Polakiem.

0

@Coutinho007 Drugiego, drugiego panie użytkowniku. Pierwszym był Walter Rozitski!

0

@Irmscher10 Hola, hola! Za tej kadencji niech wygra przynajmniej La Lige. O wyprowadzeniu na szczyt bedzie można powiedzieć dopiero po zdobyciu Ligi Mistrzów.

0

@Survier Co to za bełkot???

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?