7

Rezerwy pokazały kto tam rządzi!

28 czerwca 1998 r. FC Barcelona B pokonała Real Madryt B i awansowała do Segunda Division. Mecz odbył się na Santiago Bernabeu przed 30-tysięczną widownią. Kluczowa dla losów spotkania była czerwona kartka dla Rodriego w 54 minucie. Później Blaugrana strzeliła 2 gole i kontrolowała przebieg spotkania. Prezydent Królewskich Lorenzo Sanz stracił w końcówce panowanie nad sobą, opuszczając trybunę honorową przed końcem spotkania i zwymyślał cieszącego się Luisa Van Gaala mówiąc do niego: ,,Idź pyskować w swoim domu”.

@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@DaPidejpi

6

FC Barcelona dzień po dniu:

28 czerwca 1959 r. FC Barcelona po raz pierwszy w swojej historii zagrała mecz ze słynnym Santosem FC. Brazylijczycy na Camp Nou rozgromili w towarzyskim meczu Blaugrane 5:1! Oczywiście w składzie Santosu grał sam Pele, który strzelił 2 gole.

@Symson
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Sensible
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@patataj

1

Igunia kochanie ty nasze, nie tak nerwowo!

0

@Symson Cała przyjemność po mojej stronie :) Po prostu czytam wszystkie dostępne książki o Barcie. Gdybym znał języki obce a zwłaszcza hiszpański, to było by tego znacznie więcej. A tak wogóle to dziwie się że redakcja ma w dupie historie ,,naszego" klubu, no może poza erą Guardioli i Luisa Enrique ale to wszyscy znamy niemal na pamięć. Nie wiem jak nazwać obojętność redakcji wobec tak pięknej i ciekawej historii ,,naszego ukochanego" klubu?

14

Legendy futbolu:

27 czerwca 1977 r. w Madrycie urodził się Raul Gonzalez. 3-krotny zdobywca Ligi Mistrzów-1998,2000,2002; 9-krotny Mistrz Hiszpanii Zdobywca Superpucharu Hiszpanii-1997,2001,2003,2008; Zdobywca Superpucharu Europy-2002; Zdobywca Pucharu Interkontynentalnego-1998,2002



Zaczęło się całkiem niewinnie. Raul Gonzalez Blanco na świat przyszedł w San Cristobal de Los Ángeles, przedmieściach Madrytu. Co ciekawe mając 13 lat został przez ojca zapisany do szkółki Atletico Madryt. W roku 1992, prezydent Atletico, Jesus Gil by zaoszczędzić klubowe pieniądze postanowił rozwiązać drużyny młodzieżowe Rojiblancos. Fani Realu Madryt do dziś są „wdzięczni” Gilowi, że postanowił rozwiązać ekipę dla młodych adeptów futbolu. W ten sposób Raul trafił do Realu Madryt. Sezon 1994/1995 rozpoczął w barwach trzeciej drużyny „Królewskich”. W swoich pierwszych siedmiu meczach dla Realu Madryt C zdobył aż trzynaście bramek, co nie pozostało „bez echa”. Jorge Valdano bez zastanowienia włączył go w kadrę pierwszego zespołu. Mając 17 lat i 4 miesiące młodziutki Hiszpan stał się najmłodszym piłkarzem, który założył koszulkę Realu Madryt w rozgrywkach Primera Division. W pierwszym sezonie dla „Los Blancos” w 28 spotkaniach zdobył 9 goli. Niedługo później, bo w październiku roku 1996 zadebiutował w seniorskiej reprezentacji Hiszpanii. Raul Gonzalez łącznie w barwach „Królewskich” rozegrał 742 spotkania, w których 320 razy pokonywał bramkarza rywali.



Dziewięciokrotnie sięgał po mistrzostwo La Liga (1995, 1997, 2001, 2003, 2007 oraz 2008 roku), trzy razy wygrał rozgrywki Champions League (1998, 2000, 2002), cztery razy sięgnął po Superpuchar Hiszpanii (1997, 2001, 2003, 2008), dwa razy po Puchar Interkontynentalny (1998, 2002) oraz raz po Superpuchar Europy (2002). Nie należy również zapominać o jego sukcesach indywidualnych. Podczas swojej gry dla Los Blancos dwa razy został królem strzelców Primera Division (miało to miejsce w sezonach 1998/1999 oraz 2000/2001). Ponadto jest rekordzistą w liczbie występów w rozgrywkach Champions League, ilości bramek w Realu Madryt. Dwa razy sięgnął po koronę króla strzelców Champions League (1999/2000 i 2000/2001), dwa razy zdobył brązowego buta (1999, 2001), raz został wybrany drugim piłkarzem świata według France Football (2001) i trzecim piłkarzem świata 2001 roku według FIFA. „El Siete” w barwach Realu Madryt rozegrał 550 spotkań w Primera Division i zdobył 228 bramek, do tego dochodzą 37 mecze i 17 trafień w Pucharze Hiszpanii, 3 mecze i 1 bramka w Superpucharze Europy, 4 spotkania i 1 trafienie w Pucharze Interkontynentalnym, zanotował także 12 meczy i 7 goli w rozgrywkach o Superpuchar Hiszpanii oraz 135 razy wychodził na boisko w rozgrywkach Champions League, pokonując 66 razy bramkarza rywali. 26 lipca 2010 odszedł z Realu Madryt a 28 lipca podpisał dwuletni kontrakt z niemieckim Schalke 04 Gelsenkirchen. Swój debiut rozegrał w meczu o superpuchar Niemiec, przeciwko Bayernowi Monachium. Po sezonie 2011/12 odszedł z Schalke do katarskiego klubu Al-Sadd, z którym 13 kwietnia 2013 roku świętował mistrzostwo kraju. 22 sierpnia 2013 roku ponownie zagrał 45 minut meczu i zdobył bramkę w barwach Realu Madryt w towarzyskim spotkaniu o Trofeo Santiago Bernabeu z jego obecnym klubem Al-Sadd. To spotkanie było jego pożegnaniem z Realem Madryt. Raul w seniorskiej reprezentacji Hiszpanii występował w latach 1996-2006. Podczas dziesięciu lat gry rozegrał 102 spotkania i 44 razy trafiał piłką do siatki. Warto również dodać, iż poza grą dla seniorskiej reprezentacji we wcześniejszych latach, „El Capitan” występował również w meczach kadry młodzieżowej. W 1995 roku zagrał 5 meczy i strzelił 3 gole dla reprezentacji do lat 20, w sezonie 1995/1996 wystąpił w 9 meczach Hiszpanii U-21 i 8 razy wpakował piłkę do bramki oraz 4 razy wystąpił w kadrze do lat 23 i 2 razy pokonywał bramkarza rywali. El Ángel de Madrid, bo tak między innymi nazywali go jego fani jest rekordzistą pod względem ilości bramek w seniorskiej reprezentacji Hiszpanii. Wraz z nią awansował do 1/8 finału Mistrzostw Świata w roku 2006, ćwierćfinału Mistrzostw Europy (2000 r.), 1/4 finału Mistrzostw Świata (2002), a występując w kadrze młodzieżowej sięgnął po Mistrzostwo Europy do lat 21 w 1996 roku.

@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Sensible
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Symson
@patataj
@Ogorinho1974

7

@FCBparasiempre 27 czerwca 1987 r. na Estadio Monumental w Buenos Aires Argentyna zremisowała z Peru 1:1 w meczu otwarcia 33 edycji Copa America. Pierwszego gola w 47 minucie strzelił Diego Maradona a wyrównał Luis Reyna w 59 m. W 1987 powrócono, przynajmniej częściowo, do sprawdzonej starej formuły. Turniej toczył się w jednym kraju, choć w różnych miastach. Zachowano podział na grupy eliminacyjne; z kolei nowością było wprowadzenie meczu o 3 miejsce. Mistrz świata podejmował gości w Buenos Aires, Rosario i Cordobie. W grupie pierwszej Argentyna miała za przeciwników Peru i Ekwador. Na tym drugim wzięła srogi rewanż za upokorzenia z przed 4 lat. Wynik 3:0 oznaczał przykładne lanie, coś w rodzaju ojcowskiej reprymendy. Jednak z Peru nie poszło już tak dobrze. Ozdobą tego meczu był nieustający pojedynek Maradony z pilnującym go z zajadłością buldoga, niewiele wyższym Luisem Reiną. Doprawdy trudno pojąć jak ci dwaj tak bardzo sobą zajęci mężczyźni znaleźli jeszcze siły i czas aby strzelić akurat po jednym golu. Takim też rezultatem zakończyło się to mordercze spotkanie, które mistrzowie świata powinni byli wygrać różnicą kilku goli. Uratował ich Ekwador, który zebrał się w garść i przeciwstawiając lepszym technicznie ,,Inkom” pełną desperacji ambicje, zremisował nieoczekiwanie 1:1. Argentyna z przewagą jednego punktu awansowała do półfinałów. W grupie drugiej wszystko wydawało się oczywiste. Brazylia 5:0 rozgromiła Wenezuele, z którą Chile miało pewne problemy, w końcu wygrywając 3:1. Trener Carlos Alberto Silva zgromadził naprawdę dobrych piłkarzy: obrońcy Josimar, Julio Cesar i Ricardo Rocha, pomocnicy Rai i Valdo, napastnicy Müller, Careca czy młody i utalentowany… Romario, to z całą pewnością była światowa czołówka. Ha! Na ławce rezerwowych przebierał nogami 24-latek z Vasco znany jako Dunga(w 1994 on właśnie został kapitanem najlepszej drużyny świata). To dopiero daje wyobrażenie o potencjale Brazylii! Zaś Chile jak to Chile, zawsze solidne, twarde, ambitne, choć pozbawione tego specyficznego luzu, polotu, jakby ktoś zapomniał dosypać szczyptę soli i pieprzu. Jednak 3 lipca 1987 do Cordoby Chilijczycy przywieźli chyba całą beczke soli. Trener Aravena, świadom technicznej wyższości Canarinhos, nastawił zespół na konsekwentną obrone i błyskawiczne kontry. Przez 40 minut przewaga należała do faworytów. Na bramke Rojasa sypał się grad strzałów, jednak ,,Condor” wyłapywał wszystko bez trudu. Porównywany niekiedy z samym Passarellą stoper Fernando Astengo, zwany nie bez przyczyny ,,Lwem” znał sztuczki Brazylijczyków na wylot, bowiem jakiś czas grał już w Gremio Porto Alegre. 27-letni, nie wysoki obrońca kompletnie zaszachował błyskotliwych napastników, uprzedzając wszelkie ich zamysły. Z biegiem czasu walkę o środek pola wygrali dwaj filigranowi pomocnicy, 23-letni Jaime Pizarro i 4 lata starszy Jorge Contreras, występujący w hiszpańskim Las Palmas. W przodzie co jakiś czas odpalały dwie rakiety. Basay i Letelier nawet fizycznie i mentalnie byli jak para bliźniaków. Wysocy, szczupli, dosyć niechlujni, zarośnięci, w opuszczonych niedbale getrach, rzeczywiście przypominali dwa andyjskie kondory, podstępnie czyhające na nieświadomą grozy położenia ofiarę. Nie bawili się w finezyjne dryblingi, arabeski i ornamenty, tylko rwali co sił w chyżych nogach przed siebie. Nie był to futbol piękny ale zabójczo skuteczny. Przed przerwą, w 41 minucie Basay zmylił pogonie i Chile schodziło z golem ,,do szatni”. Po pauzie rajdy tych dwóch okropnych typów poszarpały brazylijską obrone na strzępy. W 3 minucie Letelier, w 21 Basay i w 30 znów Letelier doprowadzili do pogromu Canarinhos nie notowanego w historii obu reprezentacji. Ostatni raz ,,czerwono-niebiescy” wygrali w takim stylu w 1956, bijąc Brazylie 4:1. W grupie trzeciej nie było dyskusji. Pełna kompleksów niższości Kolumbia czaiła się latami, czaiła aż wreszcie eksplodowała z siłą Wezuwiusza. Akurat dorosły i pięknie rozwinęły się talenty najzdolniejszej generacji w jej dziejach. Dotychczas Kolumbijczycy co pare lata wypuszczali w świat pojedyncze gwiazdy jak Sanchez, Gamboa, Willington Ortiz. Teraz runęła jednocześnie cala fala: Higuita, Perea, Mendoza,Herrera, Alvarez, Redin, Valderrama, Iguaran, de Avila, Trellez! Cóż za perełki, jaka technika, swoboda w operowaniu piłką, toż to nie możliwe!, ekscytowali się komentatorzy. W rzeczy samej, w takim stylu do tej pory grali raczej Brazylijczycy w swoich szczytowych latach. Trener Maturana stworzył doprawdy wielki zespół, który w swojej grupie nie stracił ani punktu, ani gola. Ambitna Boliwia przegrała tylko 0:2 a teoretycznie o niebo silniejszy Paragwaj z poczuciem absolutnej bezsilności jedynie przyglądał się kolumbijskim popisom, doznając klęski 0:3. Rozmiary porażki przyjęto z niedowierzaniem, bowiem ,,Guarani” dysponowali niezwykle mocnym, zahartowanym w tylu zwycięskich potyczkach składem. Jednak Fernandez, Delgado, Nunes, Romero, Cabañas czy też robiący furore w argentyńskim Ferro Oeste znakomity pomocnik Cañete, nie byli w stanie wiele wskórać, tak jakby spętało im nogi. Kolumbia z rozwiniętymy skrzydłami wpłynęła do półfinału, lecz tu nadziała się na twardą chilijską rafe. ,,Trasandinos” czyli piłkarze zza Andów, jak w dorzeczu La Plata nazywano przybyszów z tamtej strony gór, nie przejmowali się zbytnio finezją rywali, tylko grali swój praktyczny, ekonomiczny futbol. Trener Aravena chytrze zmienił też taktykę. Utrudzeni szarżami przeciw Brazylii Basay i Letelier otrzymali zadanie rozrzedzania obrony kolumbijskiej. W powstałą lukę z impetem wchodzili gracze środkowych i tylnych formacji. Uparta walka trwała bez skutku 90 minut i dopiero w dogrywce plan Aravery przyniósł efekty. Na rzut karny Redina dwoma golami odpowiedzieli ,,Lew” Astengo i rezerwowy Vera. Chile dotarło zatem do finału.O tym, na kogo tam trafili, decydował najciekawszy mecz turnieju, Argentyna-Urugwaj. 65 tys. chętnych obejrzenia starcia gigantów stawiło się na trybunach Monumental i nie doznali zawodu. Był to znakomity spektakl, obustronnie zacięty, toczony w ostrym tempie, obfitujący w zagrania najwyższej klasy. Pikantnego smaczku dodała tej batalii bezpośrednia rywalizacja dwóch najwybitniejszych indywidualności kontynentu, Maradony i Francescoliego. Górą wyszedł z niej wprawdzie ,,boski Diego” ale i ,,Książe futbolu” udowodnił że w jego żyłach płynie błękitna, piłkarska krew. Oczy widowni zwrócone były na ten wspaniały duet, na czym skorzystali inni aktorzy spektaklu. W ekipie Urugwaju po prawej stronie boiska śmigał skrzydłowy, który miał przydomek ,,Mrówka”, chociaż bardziej pasowało by do niego skojarzenie łączące cechy geparda, odyńca, charta i nosorożca. Wypuszczał przed siebie piłke i w szalonym, nieco nieskładnym biegu mijał wszystkie przeszkody. Nie był to brylantowy technik czy żonglerz ale miał siłę wyścigowego konia, po prostu nie do utrzymania.. Co więcej, ten rozpędzony, nieokiełznany rumak miał niesamowitego nosa do strzelania goli głową, nogą, najczęściej właśnie po kilkudziesięciometrowych rajdach. Nazywał się Antonio Alzamendi. Właśnie ten Alzamendi w 43 minucie ruszył z kopyta, zostawił za sobą Browna i wpakował piłke obok Islasa. Po przerwie Argentyna ruszyła do szturmu. W jej zespole wybijał się młodziutki skrzydłowy, jakiego w tym kraju nie widziano od czasów Corbatty, Bernao i Housemana. Był nim Claudio Paul Caniggia. Płowowłosy nastolatek o urodzie efeba podbił serca bywalców Estadio Monumental niemal od pierwszego dotknięcia piki. Momentalnie przylgnął do niego przydomek ,,Pajarito”(ptaszek), bo też Caniggia ciągnąc za sobą komete, jasnych, długich włosów, pruł przestrzeń boiska niczym jakaś kapryśna jaskółka. Wrodzona szybkość, ,,odrzutowy” start, niebywała łatwość biegu, pozwalały mu gubić obrońców już na kilku metrach. Miał przy tym wybitne uzdolnienia techniczne, nad piłka panował bezbłędnie, strzelał chętnie i ostro. Słowem urodzony skrzydłowy, prawdziwy ,,puntero electrizante”. Przy tej skali talentu mógł prześcignąć Matthewsa, Garrinche i Corrbatte. Jednak szalone powodzenie wśród pięknych dziewcząt, nieumiarkowane, łapczywe kosztowanie wszelkich uroków życia, wreszcie skłonność do narkotyków no i podatność na kontuzje, wszystko to sprawiło że ten fenomen tylko w części spełnił pokładane w nim nadzieje. Jednak i tak zapisał nie byle jaki rozdział w dziejach futbolu. Właściwie on sam wespół z Maradoną zapewnił przeciętnej Argentynie wicemistrzostwo świata w 1990. Z reprezentacją zaś rok później zdobył Copa America. Jego atomowe sprinty podziwia po dziś dzień cała Europa na równi z Ameryką. Przecież nawet rajdy chyżego ,,Pajarito”, geniusz Maradony, rozwaga i madrość Batisty, podniebne skoki Ruggieriego nie zdały się na wiele. Obrona Celestes ustawiona na podobieństwo warownego szańca, odpierała najwścieklejsze szarże i najbardziej podstępne podchody. Jej niezłomnym filarem był znów Nelson Gutierrez ale i pozostali stanęli na wysokości zadania. W bramce 33 letni Pereira okazał się godnym następcą Rodrigeuza. Również wąsaty o marsowym groźnym obliczu ,,Viking” bronił bez zarzutu. W pomocy trener Fleitas wystawił dwóch ,,fizycznych” i jednego ,,umysłowego” . Czarną robote wykonywali Perdomo i Matosas, podczas gdy wyśmienity technik i nie gorszy strzelec Bengoechea wraz z Francescolim nizał misterne kombinacje. W ataku sama obecność Alzamendiego oznaczała paniczny alarm dla wszystkich obrońców a przecież z głębi pola pod bramke przeciwników podkradał się Francescoli. Wreszcie po lewej flance z szybkością torpedy sunął kurpulentny Ruben Sosa. Doprawdy trener Fleitas zebrał całkiem zgraną drużynę. Tak więc w finale Urugwaj miał zmierzyć się z Chile. Wcześniej jednak po raz pierwszy w historii Copa America, rozegrano mecz o 3 miejsce. Dla Kolumbii stawka była wysoka; sama perspektywa pokonania mistrzów świata na ich terenie przenosiła dotychczasowych outsaiderów do największej elity. Gospodarze wyszli na stadion z opuszczonymi głowami. Po porażce z Urugwajem trzecie, względnie czwarte miejsce nie czyniło im różnicy. Można by rzec iż ten pojedynek oddali mentalnie walkowerem. Tymczasem ekipa Maturany dosłownie wychodziła ze skóry by wykorzystać życiową szanse. Zanim upłynęło pół godziny, praktycznie było po meczu. Gole Gomeza i Galeano ,,ustawiły” jego przebieg. Ostatecznie Argentyna poległa 1:2 a Kolumbia odniosła wówczas największy sukces w historii. Mecz finałowy rozegrano 12 lipca. Po odpadnięciu Argentyny ogromny Monumental świecił pustkami bo tak należy nazwać zaledwie 35 tys. widzów. Nie było to piękne widowisko. Gra stała się tak ostra że brazylijski sędzia po kolei wyrzucił z boiska Gomeza, Francescoliego, Perdomo i Astengo. Przewaga Urugwaju nie budziła wątpliwości. Chile chyba spaliło się psychicznie jeszcze przed wyjściem na boisko. Zwycięskiego gola strzelił Bengoechea i bezwzględnie wkraczająca obrona Celestes nie pozwoliła sobie odebrać zasłużonej wygranej, już drugiej pod rząd. Trzeba też mocno podkreślić iż Urugwaj jako obrońca tytułu przystępował do tego turnieju dopiero od półfinału, więc dziwaczny regulamin sprawił że do zdobycia Pucharu Ameryki wystarczył mu udział tylko w dwóch meczach! Natomiast królem strzelców imprezy został Kolumbijczyk Adolfo Iguaran z 4 golami.


8

Campeonato Sudamericano de Selecciones(w odpowiedzi na mój komentarz):

@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Symson
@Sensible

1

No jestem niemal w szoku że Hubert Hurkacz przegrał z takim słabym nieznanym(przynajmniej dla mnie) tenisistą hiszpańskim. Po tym jak wygrał ostatni turniej z Miedwiedewiem to jest wręcz nie wytłumaczalne!

7

Nie tylko dla prawdziwych cules:

27 czerwca 1920 r. w siedzibie Autonomicznego Centrum Handlarzy i Przemysłodawców(CADCI) odbyło się walne zgromadzenie socios FC Barcelony. Początkowo miało zostać zorganizowane przy ulicy Aribau, jednak znaczny wzrost liczby zarejestrowanych członków klubu, których było już 4 tysiące, spowodował iż przeniesiono je do lokalu CADCI. Budynek usytuowany pod numerem 10 przy Rambli Santa de Monica został przejęty przez stowarzyszenie w 1913 r. od klubu sportowego Reial Cercle Equestre. Miejsce to stało się siedzibą stowarzyszenia założonego w 1903 r. przez grupę urzędników i handlarzy. Tam właśnie Barça zwołała członków aby zorganizować jedno z najważniejszych zgromadzeń w swojej historii. Prezydent klubu Ricard Graells odszedł ze stanowiska ale wcześniej zaproponował aby nabyć tereny pod budowę nowego stadionu(Camp de Les Corts), mając na uwadze fakt że obiekt przy ulicy Industria zrobił się zdecydowanie za mały. W tym celu powstała komisja złożona z wielu ważnych postaci barcelonismu, takich jak Arthur Witty, Gaspar Roses czy sam Joan Gamper, który podjął się znalezienia odpowiedniego terenu, najlepiej w centrum miasta aby uniknąć niedogodności dla kibiców. Jednak projekt nabrał rozpędu dopiero wtedy, gdy stworzono drugą komisje pod przywództwem Gampera. Na tym samym zgromadzeniu jednogłośnie przyjęto również 43 artykuły, które utworzyły nowy statut FC Barcelony. Postanowiono też podnieść miesięczną składkę socios z dwóch do trzech peset. Niedługo potem, podczas dyktatury Primo de Rivery lokal CADCI został skonfiskowany i stał się siedzibą Wolnego Związku Zawodowego aż w 1931 r. wraz z proklamowaniem Republiki wrócił w ręce poprzednich właścicieli. Relacje między Barcą a CADCI nie kończą się jednak wraz z tym historycznym zgromadzeniem. W tamtym okresie w sali teatralnej tegoż budynku odbywały się inne spotkania i zgromadzenia socios Barcy, jak to z 10 lipca 1921 r., czy to z 16 lipca 1934 r., kiedy na prezydenta wybrano Estevego Salę, zaś Anna Maria Martinez Sagi, wyróżniająca się lekkoatletka, została pierwszą kobietą piastującą dyrektorskie stanowisko w klubie.

@Pawel13sz
@patataj
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi

15

Wybitne Legendy futbolu:
26 czerwca 1968 r. w Mediolanie urodził się Paulo Maldini, 7-krotny Mistrz Włoch : 1988, 1992, 1993, 1994, 1996, 1999, 2004 5-krotny Zdobywca Pucharu Europy : 1989, 1990, 1994, 2003, 2007 Zdobywca Superpucharu Europy (5) : 1989, 1990, 1994, 2003, 2007 Zdobywca Pucharu Interkontynentalny (2) : 1989, 1990 Klubowy Mistrz Świata: 2007 Wicemistrz Świata: 1994 Wicemistrz Europy: 2000 Najlepszy piłkarz Ligi Mistrzów: 2003 Najlepszy obrońca Ligi Mistrzów: 2007 Najlepszy Piłkarz Świata według World Soccer Magazine : 1994

Paolo Maldini był związany przez całą swoją karierę z klubem piłkarskim AC Milan, przez wiele lat będąc kapitanem tej drużyny. Występował również w barwach narodowych - w 126 meczach dla reprezentacji Włoch strzelił 7 bramek. Jeden z najlepszych obrońców świata ostatniego przełomu XX i XXI wieku! Debiut w klubie nastąpił 20 stycznia 1985 roku w starciu przeciwko Udinese, zremisowanym 1:1, a już rok później, w wieku 18 lat, został podstawowym obrońcą Milanu. Pierwszym trofeum Maldiniego było Mistrzostwo Włoch zdobyte w 1988 roku. W sezonach 1988/89 i 1989/1990 razem z drużyną sięgnął po Puchar Europy, a od kolejnego sezonu trzykrotnie, ponownie, zdobywał wraz kolegami z zespołu tytuł najlepszej drużyny Italii. Sezony 93/94 oraz 02/03 to ponowne triumfy w Pucharze Europy. Po to trofeum mógł sięgnąć po raz kolejny już w 2005 roku, jednak mediolańczycy przegrali po rzutach karnych z Liverpoolem, mimo, że do przerwy prowadzili 3:0. „Co się odwlecze, to nie uciecze”- w 2007 roku Milan zrewanżował się Anglikom i Paolo Maldini mógł po raz piąty wznosić puchar dla najlepszej drużyny klubowej w Europie. 25 września 2005 roku pobił rekord Dino Zoffa, notując 571 występ w Serie A podczas meczu z Treviso. Siedem dni wcześniej zagrał po raz 800 w barwach AC Milan. Po raz 1000 w seniorskim składzie tego zespołu zagrał 16 lutego 2008 roku, kiedy to wszedł z ławki rezerwowych w meczu przeciwko Parmie. Obliczono wtedy, że z 1000 meczów, które rozegrał w Rossoneri, aż 98,1% były to spotkania, które rozpoczynał w wyjściowym składzie. Maldini planował rozbrat z piłką na koniec sezonu 2007/2008, jednak po wyeliminowaniu Milanu z Ligi Mistrzów, zadecydował, że przedłuży swą piłkarską karierę jeszcze o rok. 17 maja 2009 Maldini rozegrał 900 mecz w barwach Milanu przeciwko Udinese. 2 tygodnie później, 31 maja 2009 roku zagrał ostatni mecz ligowy w karierze z Fiorentiną. Paolo wystąpił w sumie w 647 spotkaniach Serie A, strzelając w nich 29 bramek. Koszulka z numerem 3, z jaką grał przez większość kariery, została zastrzeżona i jedynymi osobami, które będą mogły w niej zagrać w barwach Milanu, są synowie Maldiniego. W 1986 roku Maldini został powołany do kadry U-21 przez swego ojca Cesarego. W młodzieżowej reprezentacji rozegrał 12 meczów i strzelił 5 goli. Debiut w kadrze seniorskiej nastąpił 31 marca 1988 roku w meczu towarzyskim z Jugosławią (1:1). Wystąpił we wszystkich 4 meczach kadry na Euro 1988, a 2 lata później, podczas mundialu w USA, doszedł z kolegami aż do półfinału, gdzie ulegli Argentynie w serii rzutów karnych. Pierwszego reprezentacyjnego gola strzelił w swoim 44 występie, w meczu towarzyskim z Meksykiem 20 stycznia 1993 roku, który Włosi wygrali 2:0. Był kapitanem kadry podczas Mistrzostw Świata w 1994 roku, gdzie został wybrany do najlepszej jedenastki turnieju 32 lata po tym, jak tego samego zaszczytu dostąpił jego ojciec. Maldini brał udział również podczas kolejnych wielkich imprez - EURO 1996 i EURO 2000 oraz Mistrzostwach Świata 1998. W 2002 roku, po odpadnięciu Włoch z Mistrzostw Świata w Korei Południowej i Japonii zrezygnował z gry w kadrze. Włoska Federacja Piłkarska zaproponowała mu ostatni występ w kadrze w meczu towarzyskim przeciwko Irlandii Północnej, jednak zawodnik odmówił, mówiąc, że chciał się rozstać z reprezentacyjną piłką w oficjalnym meczu. Maldini w kadrze wystąpił 126 razy, strzelając 7 bramek. W 1989 roku otrzymał nagrodę Bravo Award, w 1994 roku został uznany za najlepszego piłkarza świata wg World Soccer Magazine , a w 2003 został wybrany na najlepszego piłkarza Ligi Mistrzów. Rok później został wybrany do FIFA 100 – grupy 100 najlepszych piłkarzy w historii w opinii FIFA.

@Symson
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Sensible
@patataj

6

@FCBparasiempre W roku 1992 mistrzem Europy została Dania, która jeszcze kilkanaście dni przed turniejem nie wiedziała czy weźmie w nim udział. Mistrzostwa odbywały się w Szwecji na czterech niedużych jak na takie zawody stadionach, z udziałem 8 reprezentacji. Na Bałkanach toczyła się wojna, Związek Radziecki rozpadł się z hukiem, mur Berliński runął, kraje Europy Wschodniej, po długiej ciemnej nocy budzą się do normalnego życia a w Szwecji cisza, spokój, sielanka, strumyki płyną z wolna, rozsiewa zioła maj. Właśnie w maju UEFA podjęła decyzje o wykluczeniu z turnieju Jugosławii. W związku z wojną domową ONZ nałożyła na Belgrad sankcje, wśród których znalazł się zakaz wszelkich kontaktów sportowych. Reprezentacja Jugosławii już przyleciała do Szwecji i przygotowywała się do mistrzostw, jednak po kilku dniach musiała wrócić do domu. W naturalny sposób jej miejsce zajęła druga drużyna z tej samej grupy eliminacyjnej czyli Dania. Decyzja zapadła 31 maja a turniej rozpoczynał się 10 czerwca. Do niedawna panowało przekonanie że trener Duńczyków Richard Møller Nielsen rozpoczął przygotowania od poszukiwań swoich zawodników, którzy po sezonie ligowym wylegiwali się na najbardziej atrakcyjnych plażach mórz i oceanów. Nikt, z trenerem włącznie, tej informacji nie dementował ale po kilku latach jeden z piłkarzy, Brian Laudrup powiedział że to tylko ładna legenda, pasująca do wizerunku reprezentacji jego kraju, która jechała na turniej jak Kopciuszek na bal a wracała w koronie. Może rzeczywiście jacyś piłkarze zawieruszyli się na Wyspach Kanaryjskich czy Seszelach ale to były wyjątki, ponieważ Dania liczyła na taką decyzje UEFA i czekała w pogotowiu. Dowodem na to był towarzyski mecz ze Wspólnotą niepodległych Państw rozegrany w Kopenhadze 3 czerwca, czyli na tydzień przed inauguracją turnieju. Jednak trudno mówić o normalnych przygotowaniach, podobnych do tych, jakie przechodziły wszystkie pozostałe reprezentacje. W latach 80-tych Dania miała znakomitą reprezentacje, która wzięła udział w dwóch kolejnych mistrzostwach Europy i mistrzostwach świata w Meksyku. Trenował ich Sepp Piontek, Niemiec urodzony podczas wojny w Breslau. Z drużyny średniej klasy zrobił jedną z najlepszych w Europie. Nazywano ją ,,Duńskim dynamitem”. Po zwycięstwie nad Urugwajem 6:1 podczas mundialu w Meksyku tamtejsza prasa napisała o Duńczykach efektownie brzmiące zdanie: ,,El equipo perfectamente coordinado”- Doskonale zgrana drużyna. Wprawdzie kilka dni później trzeba było przełknąć gorycz wyjątkowej porażki z Hiszpanią(1:5) ale nazwa ,,Duński dynamit” pozostała. Od 70-tych duńskich piłkarzy zatrudniały nawet najlepsze europejskie kluby, z Manchesterem Utd, Liverpoolem, Realem, FC Barceloną, Juventusem i Bayernem włącznie. Najpierw sztandarem duńskiego futbolu był Allan Simonsen, wybrany najlepszym piłkarzem Europy(1977). Po nim, w silnej konkurencji najmocniejszą pozycje miał pomocnik Michael Laudrup, w jakimś sensie symbol tego wszystkiego, co w duńskim futbolu najlepsze. Podobnie jak trener Richard Møller Nielsen był człowiekiem kulturalnym, spokojnym, unikającym konfliktów a jednak poróżnił się z trenerem, zrezygnował z występów w reprezentacji i to wtedy, gdy zbliżały się mistrzostwa w Szwecji. Był wówczas zawodnikiem FC Barcelony, która właśnie zdobyła Puchar Mistrzów. Z punktu widzenia interesów Danii – strata wyjątkowa. W reprezentacji pozostał natomiast młodszy brat Michaela Laudrupa, Brian – zawodnik Bayernu Monachium. Bramkarz Schmeichel(jego ojciec jest Polakiem) bronił bramki Manchesteru Utd, obrońca John Sivebaek był piłkarzem AS Monaco, Fleming Povlsen- napastnikiem Borusii Dortmund, Henrik Andersen- pomocnikiem FC Köln, Bent Christensen- napastnikiem Schalke a kapitan, środkowy obrońca Lars Olsen grał w mało wtedy znanym tureckim klubie Trabzonspor. Pozostali to liga duńska. W sumie całkiem niezła drużyna ale nie na tyle dobra aby mogła zająć pierwsze miejsce, przynajmniej teoretycznie. Bezbramkowy remis z Anglią przyjęto w Kopenhadze bez entuzjazmu a porażka ze Szwecją 0:1 zdawała się potwierdzać wcześniejsze prognozy, zakładające nieuchronność klęski. Lecz wtedy się zaczęło. Przeciwnikiem Duńczyków w trzecim meczu ,,o wszystko” byli Francuzi. Przez eliminacje przeszli jak burza. Wygrali wszystkie 8 meczów, mieli w drużynie takie asy jak Cantona, Papin a ich trenerem był Platini. Na turnieju szło im jednak znacznie gorzej. Mit Platiniego jako wybitnego trenera prysnął a ponieważ we Francji miał status ikony, niebawem powierzono mu funkcje szefa komitetu organizacyjnego mistrzostw świata. Z czasem został prezydentem UEFA, skąd miał już tylko krok do stanowiska prezydenta FIFA, o ile oczywiście Blatter nie uznał że zrobi światu prezent dopiero na swoje 90 urodziny i wtedy ustąpi. Duńczycy walczyli tak, jakby od tego meczu zależało ich życie. Całkowicie zaskoczeni Francuzi nie mieli czasu odetchnąć. Laudrup, Povlsen i Andersen wygrywali większość pojedynków. Cantona ani razu nie przedostał się pod bramke Danii a Papina odcięto od większości podań. Mecz był porywający. Henrik Larsen zdobył prowadzenie już w 8 minucie. Papin wyrównał w 60-tej. Wtedy Duńczycy podkręcili tempo, jakby mieli za sobą miesiąc przygotowań a nie wcześniej wspomniane plaże. Na 12 minut przed końcem Lars Elstrup strzelił zwycięskiego gola dla Danii. Jeśli ktoś nie wiedział, komu kibicować, to po tym meczu pozbył się podobnych rozterek. W ciągu 1,5 godziny Duńczycy stali się najpopularniejszą drużyną na świecie. Do ekscytującej, pełnej polotu i ambicji gry doszły informacje spoza boiska, przybliżające poszczególnych zawodników. Z Francją nie zagrał jeden z najważniejszych, pomocnik Kim Vilfort. Nawet nie widział meczu, ponieważ w tym czasie siedział w kopenhaskim szpitalu przy łóżeczku chorej na leukemie siemioletniej córki. Jej stan się pogorszył i Vilfort opuścił zgrupowanie. Wyjechał także inny piłkarz, Bengt Christensen, ponieważ chciał być obecny przy narodzinach pierwszego dziecka. Wrócił po paru godzinach i postawił kolegom piwo; trener pozwolił. Kiedy w następnym meczu z Holandią koszmarnej kontuzji doznał Henrik Andersen a kamery telewizyjne pokazały jego zniekształconą noge, współczuł mu cały świat. Nawet w meczu półfinałowym z lubianą powszechnie Holandią można było odnieść wrażenie że więcej sympatii jest po stronie duńskiej. Ten mecz też był znakomity. W pomarańczowych koszulkach grała większość broniących tytułu mistrzów z roku 1988 jak Van Basten, Gullit, Koeman czy Rijkaard ale i młodzi zawodnicy, którzy karierę dopiero zrobią jak Bergkamp i Frank de Boer. Henrik Larsen w 5 minucie głową i 1:o dla Danii. Bergkamp w 23 i 1:1. Ponownie Larsen w 33 minucie a na 4 minuty przed końcem meczu wyrównał Rijkaard. W dogrywce gole już nie padły. W serii rzutów karnych pomylił się tylko jeden zawodnik ale jaki! Marco van Basten! Peter Schmeichel obronił jego strzał i to zadecydowało o awansie Danii do finału. Mecz rozgrywano na stadionie Nya Ullevi w Göteborgu, czyli tam gdzie na mistrzostwach świata debiutował Pele. Do finału z Niemcami pozostawały 4 dni. Vilfort znów pojechał do szpitala. Wracał zresztą z kibicami, którzy drogę z Danii do Malmö i Göteborga pokonywali promami, na mecz i z powrotem. Nikt w Szwecji nie zostawał. Każdy miał swoją prace. Szwecja z powodu Euro nie stanęła na głowie. Kibice duńscy należeli do najbardziej kolorowych i radosnych na świecie. Przebierali się za Vikingów, za sery, za krowy, ponieważ piłkarze reklamowali masło Lurpak i na treningowych koszulkach też mieli krówki z kwiatkiem w zębach. Zabawa na całego, radość z gry nawet wtedy, gdy walczy się o najcenniejsze trofeum. Tego do tej pory w zawodowej piłce brakowało a i później stanowiło rzadkość. Dlatego mistrzostwa w Szwecji były jednymi z najprzyjemniejszych jakie rozegrano. Przed finałem ukochanej przez wszystkich Danii znów nie dawano większych szans no bo ile reprezentacji może je mieć w starciu z Niemcami? To był pierwszy poważny turniej, w którym wystąpiła reprezentacja połączonych państw niemieckich. Nim do tego doszło, Franz Beckenbauer pozwolił sobie na uwagę, która odbiła się echem na całym świecie. Powiedział że po zjednoczeniu Niemiec na boisku nie będzie im w stanie zagrozić żadna inna drużyna narodowa na świecie. Do Szwecji Beckenbauer zabrał trzech zawodników z dawnej NRD- pomocnika Sammera oraz napastników Thoma i Dolla. Z czasem ich liczba w reprezentacji Niemiec wzrosła, jednak niewielu zrobiło prawdziwe kariery. Sammer zdobył Złotą Piłke jako jedyny gracz z NRD. Powiodło się urodzonym w Görlitz Ballackowi, Jeremiesowi oraz Kirstenowi i to wszystko. Prognozy Beckenbauera nie sprawdziły się. W wybranej przez niego reprezentacji znalazło się kilku mistrzów świata: Klinsmann, Völler, Brehme, Buchwald czy Hässler. Większość Duńczyków to przy nich gracze anonimowi. Tyle że w tym turnieju Niemcy nie grali dobrze, jednak(w swoim stylu) jakoś przeczołgali się z jednej fazy do drugiej. Remis z Rosjanami uratowali w ostatniej minucie dzięki bramce z rzutu wolnego Hässlera.. Ulegli Holandii 1:3 a z grupy wyszli tylko dlatego że Rosjanie zlekceważyli Szkotów i przegrali z nimi 0:3. Dania grała pięknie i nie lekceważyła nikogo. Na finał z Niemcami wychodziła zmobilizowana, zdając sobie sprawę że radosny futbol nie wystarczy. Grała bardzo uważnie w obronie ale wcale się jej nie trzymała. Zaskoczyła Niemców atakiem, w 18 minucie John Jensen zdobył prowadzenie. W tym momencie decyzje o sprowadzeniu go do Londynu podjął Arsenal, który szukał środkowego pomocnika strzelającego gole. Jensen zdobył dla Arsenalu jedynego gola w 98 meczach, po czym wrócił do Brøndby ale wtedy w Göteborgu grał wspaniale, jak cała reprezentacja. Niemcy nie mogli dać sobie rady. Na 12 minut przed końcem Kim Vilfort zdobył drugiego gola. To nawet dla Niemców było za dużo. W ten sposób doszło do jednej z największych sensacji w historii futbolu. Dania, która do mistrzostw prawie w ogóle się nie przygotowywała, pokonała najlepszą drużynę roku w Europie- Francje, mistrza Europy- Holandie i mistrza świata Niemcy! I to wszystko na ostatnich romantycznych mistrzostwach, gdzie nie było tłoku, chuliganów a ochroniarze nie szaleli(wszędzie można było wejść i z każdym porozmawiać). Dziś takich turniejów już nie ma, a córeczka Kima Vilforta wyzdrowiała. Na koniec składy z tego (nie)zapomnianego finału(26.06.1992):

Dania: Schmeichel – Sivabaek (66. Christiansen), Nielsen, Piechnik, Olsen, Chrostofte – Jensen, Vilfort, Larsen – Laudrup, Povlsen

Niemcy: Illgner – Reuter, Koehler, Buchwald, Helmer, Brehme – Sammer (46. Doll), Effenberg (81. Thom), Haessler – Riedle, Klinsmann


8

0

@matirix20 Walter Rozitski

1

@matirix20 Bardzo chciałbym aby drugi w historii Polak zagrała w Blaugranie ale więcej niż 30 milionów + zmienne nie zapłaciłbym w obecnym tak wielkim zadłużeniu Barcy. Poza tym nikt nie zagwarantuje w nowym środowisku strzelenia przez Roberta 30, 40 czy 50 goli w sezonie, nie mówiąc już o zdobywanych trofeach.

4

@Lionel_Messi10 No cóż, urodziny czy imieniny to poważna okazja by się napić :)

9

,,Boski” Diego:

26 czerwca 1983 r. kibice na Estadio Santiago Bernabeu oklaskiwali Diego Maradone. Miało to miejsce w pierwszym meczu finału Pucharu Ligi z Realem Madryt. W 12 minucie drugiej połowy Barça wyprowadziła kontrę z własnej połowy a Carrasco podał Maradonie piłke na czystą pozycje. Argentyńczyk minął bramkarza Agustina i zaczekał na linii bramkowej na obrońcę Juana Jose, który wykonał rozpaczliwy wślizg. Maradona ograł go zwodem i skierował piłke do pustej bramki na oczach kibiców Realu, którzy wiwatowali na jego cześć, doceniając grę najlepszego piłkarza na świecie.

@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@patataj

11

Debiut ze ,,Starą Damą”:

Dokładnie 70 lat temu{26 czerwca 1952} FC Barcelona rozegrała swoje pierwsze w historii spotkanie z Juventusem Turyn. Mecz był rozgrywany w Paryżu w ramach(bardzo prestiżowego wówczas) półfinału Pucharu Łacińskiego a zakończył się wygraną Blaugrany 4:2 po dwóch golach Basory i po jednym Kubali i Manchona. Juventus nie był wówczas taką potęgą jak w latach 60-tych czy 80-tych aczkolwiek była to już uznana marka. Skład Barçy z tego historycznego meczu:

Ramallets, Martin, Biosca, Seguer, Escudero, Bosch, Basora, Cesar Rodriguez, Vila, Kubala, Manchon.

@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@patataj
@Pawel13sz
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Symson
@Roni/VEB
@Ogorinho1974

15

Pierwszy w dziejach Dumy Katalonii tak prestiżowy puchar:

26 czerwca 1949 r. FC Barcelona pokonała Stade Reims 5:0 w półfinale Copa Latina(Puchar Łaciński). Gole zdobyli: Cesar Rodriguez(2), Seguer, Nicolau oraz Canal. Tydzień później Blaugrana sięgnęła jako pierwsza w historii po ten puchar, pokonując w finale na Estadio de Chamartin, Sporting Lizbone 2:1. Rozgrywki Copa Latina były prekursorem Pucharu Europy Mistrzów Klubowych. Rozgrywano je w latach 1949-1957 i brało w niej udział po jednym przedstawicielu krajów tak zwanej ,,Europy Łacińskiej” a mianowicie Francji, Hiszpanii, Włoch oraz Portugalii. Ze względu na wysokie koszty podróży turniej rozgrywano w jednym miejscu a co roku zmieniał się gospodarz zawodów.

@Symson
@Ogorinho1974
@Sensible
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@patataj
@NaFazieHitman
@DaPidejpi

1

@Puyolex Jeśli wybieramy jedenastke piłkarzy wszechczasów to logicznym jest że bierzemy pod uwage wszystkie czasy a więc od powstania futbolu w Anglii w XIX wieku! Inaczej to nie jest jedenastka wszechczasów tylko tak jak ją nazwałeś ,,jedenastka jaką widziałem na własne oczy" a to zmienia całkiem postać rzeczy.

2

@Lionel_Messi10 No nie powiedziałbym że tak do końca można zwariować. Ja od 13 lat mieszkam w mieście a wcześniej prawie 20 lat mieszkałem na wsi. I powiem ci że do 35 roku życia nie miałem kompletnie dostępu do internetu, nie mówiąc już o zadupiu na jakim mieszkałem, ponad 5 kilometrów do małego miasteczka(drogą piaszczystą zaznaczam) w którym właściwie nic się nie działo. Teraz to przynajmniej jakieś imprezy większe czy mniejsze w mieście się dzieją, no i przedewszystkim wyżywam się w internecie niemal na okrągło! I powiem ci że jakoś tak specjalnie bardzo nie ciągnie mnie na wieś ale od czasu do czasu to chętnie się przejade :)

1

@doc Tu nie ma żadnego psa. Tu wszystko jest po zagramanicznemu i nie wiadomo o co chodzi...

12

Wspominamy zasłużonych prezydentów Blaugrany:

19 czerwca 1919 r. Ricard Graells został nowym prezydentem FC Barcelony, zastępując na stanowisku samego Joana Gampera, który odszedł ponieważ coraz bardziej przeszkadzało mu powolne odchodzenie od idei amatorstwa w sporcie. W trakcie krótkiej kadencji Graellsa klub nadal wspierał działania niepodległościowe(brał czynny udział w Dniu Katalonii), liczba socios wzrosła do 3127 a klub po raz pierwszy w historii pozbył się całego długu. Również pod kątem sportowym roczna kadencja była udana ponieważ Blaugrana zdobyła mistrzostwo Katalonii oraz Puchar Króla.

@Ogorinho1974
@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Sensible
@Roni/VEB
@DaPidejpi

1

@kinioo Nie no, na co ten zarząd czeka? Już dawno powinni tego partacza kopnąć w dupe i wyjebać na zbity pysk z naszego klubu! Co za bezczelny typek!

0

@TheNekro94Wiesz chociaż kim był Manoel Francisco dos Santos? Jednym z geniuszy futbolu! Niemal w pojedynke wygrał mistrzostwo świata!

0

@Puyolex Od razu widać że nie znasz historii futbolu tylko XXI wiek...

0

Jedenastka wszechczasów według FCBparasiempre(w nawiasie zastępcy):

Lew Jaszyn(Vladimir Beara), Nilton Santos(Giacinto Facchetti), Beckenbauer(Passarella), Jose Nasazzi(Blankenburg), Djalma Santos(Cafu), Manoel Francisco dos Santos(Di Stefano), Maradona(Cruijff), Platini(Xavi), Zidane(Valdir Pereira), Pele(Luis Nazario de Lima), Messi(Cristiano Ronaldo)




7

@FCBparasiempre Fabio Capello urodził się 18 czerwca 1946 r. w Pieris, małym miasteczku leżącym w połowie drogi między Udine i Triestem. Na jego dzień składały się dom, szkoła i piłka nożna. Grał w miejscowej drużynie amatorskiej. Tam, jako szesnastolatka, wypatrzył go Paolo Mazza, znany łowca talentów związany z drużyną SPAL Ferrara. Po rozmowach z Guerrino – ojcem Fabio – uzgodniono, że młody Capello zasili SPAL, a na konto zespołu z Pieris wpłyną dwa miliony lirów. I wtedy pojawił się Gipo Viani – twórca potęgi Milanu. Sprawa była prosta – chciał mieć Fabio w Milanie. Viani nie spodziewał się jednak, że zostanie odesłany z kwitkiem… “Przykro mi. Dogadałem się już z przedstawicielami SPAL. Dałem im słowo. Moje słowo“. Guerrino Capello nie dał się przekonać. Do dziś Fabio Capello z uśmiechem wspomina swe słynne “nie-przejście” do Milanu. Przeprowadził się do Ferrary. Pierwszy rok spędził w zespole Primavery. W kolejnym zadebiutował w Serie A. Łącznie zagrał cztery mecze, ale w międzyczasie zajmował się nauką. Dostał się na geometrię. SPAL spadło do Serie B, ale Mazza zadbał by w drugiej lidze zespół nie zabawił długo. Gdy w sezonie 1965/66 ekipa z Ferrary wróciła do Serie A Capello był już pewnym punktem drugiej linii. Dziewiętnastoletni pomocnik był również wyznaczony jako pierwszy do strzelania jedenastek. Drużyna nie miała wielkich gwiazd, ale była zwarta i to starczyło by się utrzymać. Kolejny sezon nie był już tak udany. Capello doznał kontuzji kolana i stracił połowę rozgrywek. SPAL bez niego nie dało rady utrzymać się w elicie. Jednak talent z Pieris nie musiał już grać w Serie B. Zgłosiła się po niego Roma. Nowy trener Romy Oronzo Pugliese dostał od działaczy wiele gwiazd. Do stołecznej drużyny przybyli Jair, Scaratti, Pelegalli, Taccola. Tą grupę uzupełniły jeszcze młode talenty: Cordova, Capellini, Ferrari i właśnie Capello. Debiutancki sezon w Rzymie nie był łatwy. Fabio znów miał problemy zdrowotne i zagrał tylko 11 spotkań. Latem jednak Roma zmieniła trenera. Przybył wielki Helenio Herrera. Zaufał umiejętnościom Capello. Pomógł mu się rozwinąć. “Jako gracz zawdzięczam mu wiele. Uwierzył we mnie. Nauczył mnie wielu rzeczy. Dzięki niemu dojrzałem taktycznie” – wspomina Fabio. W lidze rzymska jedenastka nie osiągnęła nic szczególnego. Zaledwie ósme miejsce osłodziło jednak kibicom zdobycie Pucharu Włoch. Swój wkład w ten sukces zaliczył również Capello. W ostatnim meczu grupy finałowej wbił dwa gole Foggii. Zdobycie Coppa Italia dawało kibicom Romy nadzieje na wielkie triumfy. Jednak kolejny sezon ligowy przyniósł zaledwie 11 miejsce. Lecz stołeczni kibice mieli jeszcze nadzieje, Roma zmierzała bowiem po Puchar Zdobywców Pucharów. W półfinale trafiła na Górnika Zabrze. Po remisie 1:1 w Rzymie Capello z kolegami pojechali do Zabrza. Już w 9′ Fabio stanął przed wielką szansą – karny dla Romy! Ustawił piłkę, kopnął…Hubert Kostka obronił. Dobitka Capello była już skuteczna. Wydawało się, że Roma jest w finale. Ale w ostatniej minucie karnego wykorzystał Lubański. Dogrywka. Górnik szybko wyszedł na prowadzenie za sprawą Lubańskiego, Roma nie poddała się i w 120′ wyrównała. Nie było wówczas zasady goli strzelonych na wyjeździe i nie strzelało się karnych po dogrywce. Obie drużyny czekał baraż na neutralnym boisku. W Strasburgu do przerwy prowadzili Polacy (gol Lubańskiego). Jednak w 57′ sędzia podyktował karnego dla Włochów. Capello podszedł do piłki i wyrównał wynik. Oba zespoły nie strzeliły już goli i o awansie decydował rzut monetą. Fortuna okazała się szczęśliwa dla Górnika. A dla Capello przygoda z Romą się skończyła. Zmienił się zarząd klubu i Fabio wraz ze Spinosim i Landinim, znalazł się na wylocie. Herrera protestował, ale zarząd się nie ugiął i cała trójka odeszła z Romy. Fausto Landini wspominał potem: “Fabio to mózg drugiej linii. Jego charakter powodował, że był prawdziwym liderem. Na boisko wchodził tylko po to by wygrać. Nie było z nim dyskusji podczas meczu – to on rządził. A poza boiskiem był najspokojniejszym chłopcem świata“. Capello nie musiał długo czekać na angaż. Od razu zgłosił się Juventus. Działaczy Bianconerich urzekła prostota z jaką grał, inteligencja taktyczna i wyraźny ciąg na bramkę. Podobnie jak w Romie stał się filarem, na którym opierała się gra całej drużyny. Przy okazji Fabio podglądał metody pracy Cestmira Vyckpalka, którego określał mianem “wielkiego psychologa”. Juventus dotarł do finału Pucharu UEFA, lecz przegrał. Capello przez sześć lat bronił biało-czarnych barw. Trzy razy sięgnął z tym zespołem po scudetto. Zagrał też ponownie w finale europejskiego pucharu. Tym razem tego najważniejszego. Jednak znów Włosi zeszli z boiska pokonani – Puchar Mistrzów pojechał do Amsterdamu. Pobyt w Turynie przyniósł Capello jeszcze jeden zaszczyt. W maju 1972 roku zadebiutował w reprezentacji Włoch. W błękitnej koszulce udało mu zapisać się na kartach historii. W listopadzie 1973 Włosi grali z Anglią na Wembley. Dotąd nigdy nie udało im się wygrać na Wyspach. Tym razem było jednak inaczej. Squadra Azzurra zwyciężyła 1:0, a gola zapewniającego ten historyczny triumf strzelił właśnie Capello. Przygoda z Juventusem skończyła się wraz z objęciem posady trenera przez Giovanniego Trapattoniego. Trap miał własną wizję drużyny i Capello się w niej nie mieścił. Trapattoni nie potrzebował geniusza drugiej linii – szukał kogoś od czarnej roboty. Poprosił Milan o Benettiego. W zamian oddał Capello. Fabio przeniósł się do Mediolanu i przez dwa lata grając u boku Gianniego Rivery był podstawowym graczem Rossonerich. Zdobył Coppa Italia. Później jego gwiazda zaczęła blaknąć. Dopadły go kontuzje. Stracił miejsce w podstawowym składzie w sezonie, w którym Milan wywalczył swoje dziesiąte scudetto. Kolejny rok zaczął słabo. Grał bardzo mało. Wiosną 1980 roku Fabio stwierdził, że nie ma już nic do zaoferowania jako piłkarz. Jego piłkarski ekspres zajechał już do stacji końcowej. Swój ostatni mecz rozegrał na Stadio Olimpico przeciwko Lazio. Trener Giacomini wpuścił go na 20 minut. Po tym meczu zawiesił buty na kołku. Jednak nie pożegnał się z piłką. Milan mu nie pozwolił. Od razu objął posadę opiekuna Allievi – jednej z młodzieżówek Milanu. Rok później odniósł pierwszy sukces na ławce trenerskiej. Wraz z ekipą Beretti Rossonerich wywalczył tytuł mistrzowski. W międzyczasie świetnie sobie radził również w roli telewizyjnego eksperta i często był zapraszany do studia podczas relacji meczów piłkarskich. Od 1982 do 1986 r. był trenerem Primavery Milanu. Z tą drużyną zdobył Puchar Włoch i dotarł do finału Mistrzostw Włoch. W roku 1986 został asystentem Nilsa Liedholma. Rok później zastąpił go na ławce Milanu. Na przełomie marca i kwietnia 1987 r. Milan w 4 meczach zdobył tylko jeden punkt (porażki z Brescią, Sampdorią i Avellino, remis z Fiorentiną). Liedholm podszedł do Gallianiego i powiedział: “Mam już dość. Potrzeba nowego trenera. Macie go pod ręką. Capello jest gotowy“. Szwed miał rację. Capello doprowadził Milan do piątego miejsca i wygrał baraż z Sampdorią o miejsce w Pucharze UEFA. A potem opuścił zespół. “Już nie będę trenował zespołów piłkarskich. Chciałbym zostać menadżerem“. Berlusconi zatrudnił więc Sacchiego, ale nie zapomniał o Fabio. Powierzył mu stanowisko menadżera nowopowstałej Grupy Sportowej Mediolanum. Obejmowała cztery dyscypliny: hokej, rugby, siatkówkę i baseball. Pod rządami Capello Mediolanum osiągnęło spore sukcesy. Rugbiści wywalczyli scudetto, którego brakowało dotąd Mediolanowi. W tym samym czasie Fabio dokształcał się: język angielski, organizacja przedsiębiorstw… Nic nie było związane z futbolem. Ale nie dał o sobie zapomnieć. Gościnnie komentował mecze. W 1991 r. Sacchi zdecydował się objąć kadrę Włoch. Berlusconi potrzebował nowego trenera. Nie musiał szukać daleko… Był 19 czerwca 1991 roku. Capello pojawił się na konferencji prasowej i powiedział: “Jestem dumny, że mogę kontynuować pracę Arrigo Sacchiego, najodważniejszego trenera na świecie“. Przez pięć lat Capello prowadził Milan. Zadziwił wszystkich. Panucci i Boban byli postrzegani jako dwa najtrudniejsze charaktery w Milanie. Capello okiełznał je i wykorzystał dla dobra drużyny. Wyprowadził na sam szczyt Dejana Savicevica. Imponował umiejętnością rozwiązywania problemów: w finale Ligi Mistrzów ’94 nie mógł skorzystać z Van Bastena (kontuzja) oraz Baresiego i Costacurty (kartki). Bukmacherzy nie widzieli innego wyjścia niż wygrana Barcelony. Capello miał inne plany – zestawił skład, opracował taktykę i rozgromił Katalończyków. Był prawdziwym skarbem Milanu. Podobnie jak Sacchi wygrał scudetto już w pierwszym sezonie pracy. A potem wywalczył jeszcze trzy mistrzostwa, Puchar Mistrzów, Superpuchar Europy i trzy Superpuchary Włoch – bilans iście królewski. Z opinią wybitnego szkoleniowca opuścił Milan i został trenerem Realu Madryt. Ze sobą zabrał Panucciego. W Hiszpanii potwierdził swoje walory i doprowadził Królewskich do tytułu mistrzowskiego. Wszystko stało przed nim otworem. Jednak hiszpańska przygoda potrwała zaledwie rok. “Miałem problemy z prezydentem Sanzem. Za wszelką cenę chciał żeby grał jego syn. Nie toleruję wtrącania się w moją pracę. Gdyby nie to, zostałbym w Madrycie. Lecz odchodzę“. Capello wrócił do Włoch i nie musiał długo czekać na nową pracę. Zadzwonił do niego Berlusconi i poprosił by Fabio przywrócił świetność Milanowi. Zgodził się, ale okazało się to wielkim błędem. Nie znalazł wspólnego języka z drużyną, która podzieliła się na dwa obozy. Jeden z nich stanowiła ‘Stara Gwardia’ – ludzie, którzy święcili sukcesy z Capello podczas jego poprzedniej przygody z Milanem. Drugi obóz stanowili młodzi lecz niekoniecznie dobrzy i niezbyt pasujący do koncepcji trenera gracze ściągnięci do klubu pod nieobecność Capello. Sezon zakończył się kiepsko. Dziesiąte miejsce w lidze i porażka w finale Coppa Italia. Capello odszedł jednak z klasą. Nie szukał wymówek, całą winę wziął na siebie. Udał się na urlop i poświęcił się nowej pasji – grze w golfa. Odpoczynek Capello potrwał jeden sezon. Później zgłosił się Franco Sensi i zaproponował posadę trenera Romy. Sensi miał wielkie ambicje – chciał odzyskać scudetto dla Romy. Capello się zgodził. Jednak zanim odniósł sukces, musiał zapanować nad swymi graczami. Tak jak to zrobił w Milanie, a potem w Realu. Pierwszy sezon zakończył na 6. miejscu i wprowadził Romę do Pucharu UEFA. Kolejny przyniósł wyczekiwane scudetto. Roma zachwycała swoją grą a Capello po raz kolejny wyciągnął rękę do Panucciego. Nie wyszły jednak plany podbicia Ligi Mistrzów. W kolejnym sezonie Roma znów liczyła się w walce o tytuł mistrzowski i po pasjonującym finiszu udało jej się w ostatniej kolejce przeskoczyć prowadzący w tabeli Inter. Jednak to samo udało się Juventusowi i Capello musiał zadowolić się drugim miejscem. Przed sezonem 2002/2003 zespół nie został wzmocniony i Capello otwarcie mówił, że postara się zakwalifikować do Pucharu UEFA. Nie spodobało się to Sensiemu, ale zamiast poszukać wzmocnień dla drużyny zaczął krytykować Capello. Roma grała bardzo chimerycznie, ale i tak zdołała dojść do drugiej fazy grupowej Ligi Mistrzów. W sezonie 2003/2004 Capello poprowadził Romę do wicemistrzostwa. Po zakończeniu rozgrywek nieoczekiwanie podpisał trzyletni kontrakt z Juventusem. Nieoczekiwanie -gdyż jeszcze kilka miesięcy wcześniej podkreślał, że nigdy nie zasiądzie na ławce Bianconerich. Capello nie mógł się jednak oprzeć wyzwaniu, jakie stanowiło zastąpienie Marcello Lippiego w Turynie. W kolejnych dwóch sezonach zdobył dwa mistrzostwa kraju, a jego drużyna pozostawała na czele Serie A nieprzerwanie przez 76 kolejek. Kibice jednak zarzucali mu kiepski styl odnoszonych zwycięstw, a także mieli za złe odsunięcie na boczny tor takich symboli Juventusu jak Tacchinardi czy Del Piero. Nieudana była też przygoda Bianconerich pod wodzą Capello w Europie – zespół dwukrotnie odpadał w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Po wybuchu afery Calciopoli zdecydował, że nie ma czego dłużej szukać w Juventusie i odszedł, by ponownie objąć stery Realu. Z Królewskimi zdobył mistrzostwo Hiszpanii, jednak kilka dni po zakończeniu rozgrywek został zwolniony. W 2008 roku zatrudniony został na stanowisku selekcjonera reprezentacji Anglii. Awansował z nią na mundial, na którym drużyna z Wysp odpadła w 1/8 finału. Mimo to pozostał na stanowisku aż do 2012 roku, gdy podał się do dymisji po tym, jak nie zgodził się z decyzją Federacji o odebraniu Terry’emu opaski kapitana. Z Anglii przeprowadził się do Rosji, gdzie również podjął się funkcji trenera reprezentacji narodowej. Udało mu się zakwalifikować do Mistrzostw Świata 2014, nie osiągnął na nich jednak oszałamiających wyników. W lipcu 2015 roku strony postanowiły się rozstać. Przez dwa lata pozostawał bezrobotny by w 2017 roku podjąć się szkolenia Jiangsu Suning, Spędził w Chinach niespełna rok i w kwietniu 2018 roku ogłosił definitywne zakończenie kariery trenerskiej. Od tamtej pory realizuje się jako komentator.

8

Blaugrana w Copa del Rey:

18 czerwca 1981 r. FC Barcelona zdobyła 19 tytuł Pucharu Hiszpanii w historii. Blaugrana pokonała w finale Sporting Gijon 3:1 po dwóch golach Quiniego i jednym Estebana . Finał krajowego pucharu był ostatnią okazją do godnego pożegnania legend: Rexacha i Helenio Herrery, którzy po tym sezonie zakończyli kariery, odpowiednio zawodniczą i trenerską. Napastnik nie mieścił się już w pierwszym składzie i ostatni mecz oficjalny zagrał w ćwierćfinale tych rozgrywek. Herrera w wywiadzie pomeczowym stwierdził że potyczka jego drużyny była tysiąc razy lepsza od tej z finału Pucharu Europy w Paryżu pomiędzy Realem a Liverpoolem. Po dobrym występie Quiniego w finale szkoleniowiec był przekonany że handicap związany z porwaniem napastnika sprawił iż Duma Katalonii nie wygrała Primera Division. Skład Barçy z tego finału: Artola, Jose Ramos, Olmo, Alexanco, Paco Martinez (65 m. Tente Sanchez), Zuviria, Simonsen, Schuster, Esteban, Estella, Quini.

@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@Sensible
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@patataj
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Symson
@Lionel_Messi10

9

@FCBparasiempre Dwa razy w historii Mistrzostwa Świata odbyły się w Meksyku (1970 i 1986 r.). Resztę turniejów dostawały, zazwyczaj na przemian, Europa i Ameryka Południowa. Od jakiegoś czasu mówiło się, że czempionat powinien dotrzeć na nowe tereny. Pomimo faktu, że obywatele Stanów Zjednoczonych znacznie bardziej niż soccer, jak w swoim kraju mówią na piłkę nożną, cenią choćby hokej, futbol amerykański, koszykówkę czy baseball, na Igrzyskach Olimpijskich w Los Angeles w 1984 roku bardzo chętnie przyglądali się piłkarskim zmaganiom. W walce o organizację Mundialu 1994 zaangażował się sam prezydent Ronald Reagan. Głównymi rywalami USA były Maroko i Brazylia. Po raz kolejny, tak jak w 1986 roku, ostrymi przeciwnikami organizacji turnieju w Kraju Kawy byli Pele, trzykrotny Mistrz Świata i João Havelange, prezydent FIFA. Ostatecznie w lipcu 1988 roku światowa federacja ogłosiła, że 15. edycję największego sportowego święta zorganizują Stany Zjednoczone. W eliminacjach wzięła udział zdecydowanie rekordowa wówczas liczba drużyn – 132 państwa. Wśród nich znalazło się aż 16 debiutantów, w tym m.in. San Marino, Wyspy Owcze, Burundi, Namibia. Polska zajęła dopiero czwarte miejsce w grupie z Norwegią, Holandią, Anglią, Turcją i San Marino, zdobywając raptem osiem punktów. Wielkim zaskoczeniem było odpadnięcie ojców futbolu, Anglików. Kwalifikacje przerosły też Duńczyków, nomen omen świeżo upieczonych Mistrzów Europy. Drugi raz z rzędu na światowy czempionat nie awansowali Francuzi. Tym razem w niesłychanych okolicznościach. Na dwie kolejki przed zakończeniem eliminacji piłkarze znad Loary przewodzili swojej grupie (za nimi plasowali się Szwedzi, Bułgarzy, Austriacy, Finowie i Izraelczycy) i do awansu wystarczył im zaledwie jeden punkt w starciach z Izraelem i Bułgarią. Wydawało się, że zadanie postawione przed podopiecznymi Gerarda Houlliera jest dziecinnie proste, biorąc ponadto pod uwagę, że oba mecze rozgrywali przed własną publicznością, a Izrael był zdecydowanym outsiderem grupy. To właśnie w starciu z Izraelem Francuzi jeszcze w 83. minucie prowadzili 2:1, by ostatecznie przegrać 2:3. Podkreślmy, że był to jedyny komplet punktów wywalczony przez izraelskich zawodników w walce o mundial. W ostatnim spotkaniu eliminacji, na Parc des Princes gospodarze remisowali 1:1 z Bułgarią i na 20 sekund (!) przed końcem regulaminowego czasu gry wykonywali rzut wolny pod bramką rywali. Ginola zaliczył fatalne podanie, piłkę przejęli Bułgarzy i po serii podań uruchomili Emila Kostadinova, a ten atomowym strzałem od poprzeczki zapewnił swojej ekipie zwycięstwo i bilety do Stanów Zjednoczonych. Wielkie problemy z wywalczeniem awansu miała Argentyna. Mistrzowie Świata z 1978 i 1986 roku w niczym nie przypominali drużyny, która nie tak dawno nie miała sobie równych. To i tak nic w porównaniu do tego, jakie problemy dotyczyły w tym czasie największą gwiazdę ekipy znad La Platy, Diego Maradonę. Argentyńczykowi zostało udowodnione zażywanie kokainy, choć wcześniej przysięgał na życie swoich córek, że nigdy nie zażywał środków odurzających. Śledztwo prowadzone przez jego klub, Napoli, oraz niezależne śledztwo policyjne dowiodły, że Maradona pochłaniał biały proszek z taką samą regularnością, z jaką zaliczał nocne orgie z prostytutkami. Bardzo szybko został ochrzczony Maracocą, objęty nadzorem policyjnym i dzień w dzień pracowało z nim dwóch psychologów, mających za zadanie wyleczyć go z uzależnienia. Kolejne kłopoty, z którymi musiał mierzyć się w tym samym czasie, sprowadził na siebie de facto już w 1990 roku. Przed półfinałowym starciem mundialu na Półwyspie Apenińskim z gospodarzami imprezy, kibice wygwizdali argentyński hymn. Zbliżenie kamery na Maradonę idealnie pokazało, że ten wyszeptał w tym czasie soczyste „skurwysyny”. Po tym zagraniu przeciwko niemu stanęli kibice niemal wszystkich włoskich klubów. Niemal wszystkich, bo rzecz jasna w Neapolu był stale uwielbiany. I to trwało do czasu. Kiedy wyrzekł się nieślubnego dziecka z jedną z jego mieszkanek, urokliwą Cristiną, odwróciła się od niego konserwatywna część miasta. Kiedy zaczął opuszczać treningi, przechodzić obok meczów i publicznie narzekać na klub, cierpliwość stracili pozostali fani. Cały świat, poza Argentyną, podejrzewał, że to już koniec Maradony. Ten coraz rzadziej pojawiał się na boisku i tył w tempie niegodnym zawodowego sportowca. Jego stałą domeną było powiedzenie: „Najbardziej potrzebuję tego, by mnie potrzebowali”. W Neapolu był już niepotrzebny, w związku z czym usilnie próbował zmienić klub. Zainteresowanie wyraziła Sevilla, jednak włoscy działacze nie chcieli puszczać Diego za bezcen. Wówczas do akcji wkroczyły dwie najwyżej postawione osoby w FIFA, Sepp Blatter i Joao Havelange. Doskonale zdawali sobie sprawę, że Maradona musi wrócić do reprezentacyjnej dyspozycji, bo od niego w dużej mierze zależy sukces medialny i marketingowy Mistrzostw Świata w Stanach Zjednoczonych. Havelange zwrócił się do zarządu Napoli słowami: „Maradona jest członkiem naszej rodziny, którą zawiódł i został za to ukarany. Odcierpiał jednak swoje i teraz rodzina musi zrobić wszystko, aby pomóc mu powrócić na swoje łono”. Ci po takich namowach zgodzili się na transfer Diego do Sevilli. Tam nie był jednak takim zawodnikiem jak kiedyś i po sezonie musiał ponownie zmienić klub. Wrócił do ojczyzny, do Newell’s Old Boys. W międzyczasie dostał policzek od trenera kadry narodowej. Alfio Basile nie powołał go na mecze eliminacyjne, po czym dumny i obrażony Maradona stwierdził, że nigdy więcej nie zagra w reprezentacji prowadzonej przez Basile. Kibice domagali się powołań dla swojego bohatera zwłaszcza po kompromitującej porażce 0:5 z Kolumbią, poniesionej w dodatku przed własną publicznością. Nadmieńmy tylko, że ten mecz stał się dla wielu kibiców znakomitą okazją, by uznać Los Cafeteros za jednych z faworytów turnieju w USA. W kolejnych linijkach przekonacie się, że miało to fatalne konsekwencję dla zawodników z północno-zachodniej części Ameryki Południowej.







Wracając do Maradony, pomimo zapowiedzi w kierunku trenera Basile, wrócił do kadry na międzykontynentalny dwumecz barażowy przeciwko Australii i bardzo pomógł w zwycięstwie 1:0 i remisie 1:1, przyczyniając się do wywalczenia awansu na mundial. Tragiczne wydarzenie towarzyszyło eliminacjom w strefie afrykańskiej. Katastrofy lotniczej uległ samolot, którym na mecz z Senegalem leciało m.in. 18 zawodników reprezentacji Zambii. Wszyscy obecni na pokładzie ponieśli śmierć. „Miedziane pociski” miały duże szanse na historyczny awans na mundial. Do dziś zambijscy kibice wspominają tę drużynę jako najlepszą w historii. Zambia dograła kwalifikacje w atmosferze smutku i zadumy. Zmiennicy nie byli w stanie wywalczyć przepustki do USA. Mistrzostwa Świata w 1994 roku rozegrano na dziewięciu imponujących, gigantycznych stadionach w dziewięciu miastach: Pasadena, Stanford, Pontiac, East Rutherford, Dallas, Chicago, Orlando, Foxborough i Waszyngtonie. System rozgrywek był taki sam jak w dwóch poprzednich edycjach. Dwudziestu czterech uczestników – USA (gospodarz), Niemcy (aktualny Mistrz Świata), Belgia, Bułgaria, Grecja, Hiszpania, Holandia, Irlandia, Norwegia, Rosja, Rumunia, Szwajcaria, Szwecja, Włochy, Argentyna, Boliwia, Brazylia, Kolumbia, Meksyk, Kamerun, Maroko, Nigeria, Arabia Saudyjska i Korea Południowa – zostało podzielonych na sześć czterozespołowych grup, z których awans do fazy pucharowej wywalczały dwie najlepsze ekipy każdej z nich oraz cztery najlepsze drużyny z trzecich miejsc. Doszło do kilku istotnych zmian. Od tej serii Mistrzostw Świata za zwycięstwo przyznawano nie dwa, a trzy punkty. Ponadto sędziowie założyli kolorowe stroje, trenerzy w każdym meczu mogli przeprowadzić trzy zmiany i zastąpić kontuzjowanego bramkarza golkiperem rezerwowym. Podział na grupy, wyłoniony podczas losowania w Las Vegas w grudniu w 1993 roku, prezentował się następująco:

Grupa A: Kolumbia, Rumunia, Szwajcaria, USA

Grupa B: Brazylia, Kamerun, Rosja, Szwecja

Grupa C: Boliwia, Hiszpania, Korea Południowa, Niemcy

Grupa D: Argentyna, Bułgaria, Grecja, Nigeria

Grupa E: Irlandia, Meksyk, Norwegia, Włochy

Grupa F: Arabia Saudyjska, Belgia, Holandia, Maroko

Piłkarskie emocje, rozgrywane w dniach 17 czerwca – 17 lipca 1994 roku, zainaugurowało starcie obrońców tytułu, Niemców, z Boliwią. Chwilę przed nim odbyła się huczna ceremonia otwarcia, podczas której głos zabrał prezydent Stanów Zjednoczonych, Bill Clinton. Na scenie pojawiły się gwiazdy amerykańskiej estrady, z Dianą Ross na czele, a w niebo wypuszczono setki balonów w narodowych barwach. Nasi zachodni sąsiedzi wygrali 1:0, jednak nie zaprezentowali się zbyt dobrze. Faza grupowa była o niebo lepsza niż cztery lata wcześniej. Można z niej wyciągnąć masę ciekawostek. Zacznijmy od grupy E, gdzie każda z drużyn zdobyła po cztery punkty przy identycznym bilansie bramkowym, wynoszącym okrągłe zero. Do domu wrócić musieli Norwegowie, ponieważ po ich stronie widniała najmniejsza liczba strzelonych goli (słownie: jeden). Kibice z niecierpliwością oczekiwali meczów Meksyku, nie ze względu na poziom sportowy tej ekipy, a fakt, że w jej bramce stał Jorge Campos, właściciel najbardziej ekstrawaganckiego stroju w dziejach mundiali. Amerykanie zaproponowali FIFA rozgrywanie niektórych spotkań na hali. Międzynarodowa organizacja wyraziła zgodę na ten swoisty test z zastrzeżeniem, że należy zastosować naturalną murawę. Konsekwencją tej decyzji był imponujący obiekt Silverdome w Pontiac. Hala mieszcząca 77,5 tys. widzów spisała się na medal, jednak w przyszłości zrezygnowano z podobnych praktyk. Poniżej zdjęcie wykonane przed starciem USA ze Szwajcarią, zakończonym wynikiem 1:1. Do historycznych wydarzeń doszło w grupie B. Rosja pokonała Kamerun aż 6:1 a pięć goli dla zwycięzców strzelił Oleg Salenko. Do dzisiaj pozostaje to niedoścignionym osiągnięciem. Napastnik Sbornej nigdy nie był wyborowym snajperem, a sześć bramek zdobytych na boiskach w USA (do wspomnianych pięciu trafień dorzucił gola w meczu ze Szwecją) jest jego całkowitą zdobyczą w narodowych barwach. Przy okazji dały mu tytuł Króla Strzelców Mundialu, który dzielił razem z Bułgarem, Christo Stoiczkowem. Zapewne nikt nie spodziewał się takich rozstrzygnięć. Po latach Salenko zasilił szeregi Pogoni Szczecin, jednak jego pobyt w naszej lidze był wielkim nieporozumieniem. Jedyną bramkę dla Kamerunu zdobył natomiast Roger Milla, stając się najstarszym strzelcem gola w dziejach Mistrzostw Świata. W dniu starcia z Rosją liczył sobie 42 lata i 39 dni. Maradona, którego kojarzono już bardziej z pozaboiskowych wybryków niż z piłkarskich czarów, mówił na kilka miesięcy przed mundialem, że jego jedyną motywacją w życiu jest zbliżający się turniej w Stanach Zjednoczonych. Poddał się indywidualnym treningom i związał się z dietetykiem, Danielem Cerrinim, dzięki czemu w niespełna pół roku zrzucił wagę z 92 na 76,8 kg. Kibice dostrzegli efekty jego ciężkiej pracy i wyrzeczeń w meczach z Grecją (4:0) i Nigerią (2:1). Po tym drugim starciu został zaproszony na kontrolę antydopingową. Udał się na nią z uśmiechem na twarzy, dając pielęgniarce prowadzić się za rękę. Po przeanalizowaniu składu jego moczu nie było mu już do śmiechu. Próbki zawierały wiele niedozwolonych substancji, m.in. efedrynę, norefedrynę, pseudoefedrynę, metaefedrynę. Wyrok mógł być tylko jeden – dyskwalifikacja i przedwczesny powrót do domu. W taki sposób zakończyła się międzynarodowa kariera jednego z najlepszych zawodników, jakich świat miał okazję podziwiać. Oczywiście, w swoim stylu, nie zgadzał się z wynikami badań, otwarcie przyznając, że padł ofiarą zorganizowanej akcji swoich przeciwników. Mówił: „Odcięto mi nogi”. Sytuację argentyńskiego wirtuoza fenomenalnie opisał Eduardo Galeano w Blaskach i cieniach futbolu: „Zagrał, wygrał, siknął, przegrał”.



Argentyna nie potrafiła poradzić sobie bez swojego kapitana i odpadła z rozgrywek po porażce 2:3 z Rumunią w 1/8 finału. Wiele gazet określiło sytuację Maradony mianem dramatu. Prawdziwy dramat spotkał jednak Andresa Escobara. Wspomniane wcześniej zwycięstwo 5:0 z Argentyną w eliminacjach podsyciło apetyty kolumbijskich kibiców na sukces w USA. Na turnieju Los Cafeteros zawiedli, odpadając w fazie grupowej. Głównym winowajcą uznano właśnie Escobara, autora samobójczego trafienia w przegranym 1:2 starciu przeciwko gospodarzom. Po powrocie do kraju zawodnik udał się do klubu nocnego, gdzie rozpoznał go człowiek, który prawdopodobnie przegrał wielkie pieniądze, stawiając na Kolumbię w zakładach bukmacherskich. Wyciągnął broń i oddał kilka strzałów w kierunku zawodnika. Te okazały się śmiertelne. Do 1/8 finału awansowały: Rumunia, Szwajcaria, USA, Brazylia, Szwecja, Niemcy, Hiszpania, Nigeria, Bułgaria, Argentyna, Meksyk, Irlandia, Włochy, Holandia, Arabia Saudyjska i Belgia. Na tej fazie rozgrywek swój udział w turnieju zakończył Michał Listkiewicz. Były prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej, jak cztery lata wcześniej, pełnił rolę sędziego liniowego. We Włoszech dotarł do wielkiego finału, rozgrywki w Ameryce musiał opuścić przez swojego głównego arbitra, Kurta Röthlisbergera, który nie odgwizdał ewidentnego faulu w polu karnym Niemców, pomagając im tym samym w zwycięstwie 3:2 nad Belgią. Nasz rodak też ma zapewne tę sytuację na sumieniu, bo miała miejsce na jego połowie. Do ćwierćfinałów awansowała tylko jedna ekipa spoza Europy – Brazylia. Canarinhos trafili na Holandię. Pojedynek z Oranje, a przede wszystkim jego druga połowa, był jednym z najciekawszych widowisk amerykańskich rozgrywek. Europejczycy potrafili wstać z kolan i wyrównać stan rywalizacji, mimo, że przegrywali już dwiema bramkami. Ostateczny cios zadali jednak potomkowie Pelego i dzięki zwycięstwu 3:2 awansowali do fazy medalowej. Warto odnotować, że po bramce Bebeto na 2:0 strzelec bramki, w asyście Romario i Mazinho, zaprezentował gest, który od tej pory powtarzają świeżo upieczeni tatusiowie lub ich koledzy. Kilka dni przed ćwierćfinałem napastnikowi Deportivo La Coruna urodził się syn Mattheus i to jemu postanowił zadedykować swoje trafienie. Dziś popularna „kołyska” jest chlebem powszednim na arenach całego świata, w 1994 roku była nowością zainaugurowaną właśnie przez trójkę brazylijskich zawodników. Na pozostałych stadionach również gościła wielka, emocjonująca piłka. Włosi pokonali Hiszpanię 2:1, Szwecja po 120 minutach remisowała z Rumunią 2:2 i dopiero rzuty karne udowodniły wyższość Skandynawów. Nadal trwał piękny sen Bułgarów, rozpoczęty kilka miesięcy wcześniej w Paryżu. Stoiczkow i spółka sensacyjne wyeliminowali Niemców, wygrywając 2:1 Do niespodzianek nie doszło w półfinałach. Włosi po dwóch golach Roberto Baggio pokonali Bułgarię 2:1, a Brazylia za sprawą Romario wygrała 1:0 ze Szwecją. Mecz o trzecie miejsce okazał się jednostronny widowiskiem. Szwecja pokonała Bułgarię aż 4:0. Mimo porażki Bułgarzy byli bardzo entuzjastycznie witani w swoim kraju. Wielki finał nie był porywającym spektaklem. Włosi obawiali się zagrać z Brazylią, prezentującą do tej pory zdecydowanie najlepszą piłkę, w otwarte karty. Bezbramkowy remis po regulaminowym czasie gry utrzymał się również w dogrywce. Wobec tego Mistrza Świata musiał wyłonić konkurs rzutów karnych. W nich najbardziej zawiódł ten, który miał największy udział w awansie do finału, Roberto Baggio. Włoch przestrzelił decydującą jedenastkę. Brazylijczycy zadedykowali swój triumf zmarłemu dwa miesiące wcześniej Ayrtonowi Sennie. Jeden z najlepszych kierowców F1 w historii uległ śmiertelnemu wypadkowi podczas wyścigu w San Marino. W kadrze zwycięskiej ekipy figurował niespełna 18-letni Ronaldo Luís Nazário de Lima, o którym przed mundialem wypowiadał się asystent Carlosa Parreiry, legendarny Mario Zagalo: „Zwróćcie uwagę na tego chłopaka. To będzie następny Pele”. W Stanach Zjednoczonych nie było mu jednak dane powąchać murawy. W znakomitej książce Ronaldo! Wensley Clarkson wspomina słowa Pedro Biala, reportera brazylijskiej telewizji, korespondenta meczów z Mistrzostw Świata: „Ronaldo był wtedy bardzo dziecinny. Pamiętam go jedzącego hamburgery i oglądającego się za każdą przechodzącą obok ładną dziewczyną”. Brazylijscy kibice nie mieli jednak wątpliwości, że młokos stanie się niebawem najlepszym piłkarzem na świecie. Amerykanie z wielką precyzją podawali liczbę osób na każdym spotkaniu. Finalnie mecze z perspektywy trybun obejrzało 3 567 415 widzów, co daje znakomitą średnią 69 tys. widzów na mecz. Pokazali, że, pomimo słabej orientacji w sprawach stricte piłkarskich, są w stanie przygotować znakomity turniej, który utkwił w pamięci setkom milionów ludzi na całym świecie. Opakowali go znakomicie. Znacznie inny punkt widzenia przedstawił mi jednak Michał Listkiewicz, mający przyjemność być w centrum rozgrywek: „Mundial w 1994 roku był bardziej jak Disneyland. Do dzisiaj piłka w USA nie cieszy się jakąś większą popularnością i dla Amerykanów turniej był pewnego rodzaju egzotyką. W ogóle nie było czuć tych Mistrzostw. Tak jakby przyjechał cyrk, pokazał widowisko i pojechał”.


Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?