FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
33 obserwujących
0 obserwowanych
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
4
O! widze ze trzeba oglądać drugą połowe derbów Madrytu bo pierwszej nie mogłem oglądać. Co ci Colchoneros w rezerwowym składzie grają że już przegrywają...?
4
@Kapitan hawk Celowo napisałem że nie tak odległe, gdyż Baskowie a zwłaszcza Athletic, w okresie międzywojennym również rządzili w Hiszpanii. Świadczą o tym tytuły, zwłaszcza Pucharu Hiszpanii, który(zanim powstała La Liga) był traktowany jako nieoficjalne mistrzostwo Hiszpanii...
5
@FCBparasiempre
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
@AssisMoreira
11
Nie tak odległe czasy, gdy Real Sociedad i Athletic Club dominowały w hiszpańskiej piłce nożnej:
Dziś jesteśmy przyzwyczajeni do ligi „dwubiegunowej”, zazwyczaj zdominowanej przez FC Barcelonę lub Real Madryt. W rzeczywistości, jak dotąd w tym stuleciu, tylko Valencia, Atlético Madryt i Deportivo La Coruña zdołały przełamać tę dominację. Był jednak czas, gdy Real Sociedad i Athletic Club rządziły hiszpańską piłką nożną. Było to na początku lat 80-tych XX wieku. Real Sociedad zgromadził drużynę marzeń, złożoną głównie z lokalnych talentów, tworząc skład uważany za najlepszy w historii klubu. W sezonie 1979-1980 drużyna z San Sebastián była bliska zdobycia swojego pierwszego tytułu mistrza La Liga ale ostatecznie w starciu z Realem Madryt zwyciężyli piłkarze z Madrytu. Tytuł rozstrzygnął się w ostatniej kolejce, kiedy „Los Blancos” pokonali Athletic Club na Bernabéu, co sprawiło, że zwycięstwo Real Sociedad na „Atocha” nad Atlético Madryt straciło na znaczeniu. Było jednak jasne, że ta drużyna osiągnie wielkie rzeczy i tak też się stało. Real Sociedad zdobył swój pierwszy tytuł mistrzowski w kolejnym sezonie, remisując 2:2 w ostatniej kolejce na „El Molinón” ze Sportingiem Gijón. Goście przegrywali 2:1 w 89. minucie po golach Mesy dla gospodarzy i golu Kontabarríi, które okazały się nieskuteczne. To właśnie wtedy Zamora zapisał się w historii, strzelając wyrównującego gola, dając drużynie z San Sebastián pierwszy tytuł mistrzowski. Ale to nie był koniec, ponieważ Arconada, Perico Alonso, Satrústegui, Idígoras, Górriz, López Ufarte i spółka zdobyli drugi tytuł mistrzowski w sezonie 1981-1982. Tym razem na stadionie Atocha , przed własną publicznością, przeciwko Athletic Bilbao . Zamora i López Ufarte ponownie strzelili gole, zapewniając zwycięstwo 2:1 ( Sarabia strzelił gola dla Athletic).
Po dwóch tytułach mistrzowskich Realu Sociedad, przyszła kolej na Athletic, by kontynuować dominację Basków w rozgrywkach. Javier Clemente objął stery drużyny rok wcześniej i skompletował bardzo solidny skład, któremu jednak nie brakowało jakości, z takimi zawodnikami jak Zubizarreta, Liceranzu, Goikoetxea, Dani i Sarabia. Athletic Bilbao przystąpiło do ostatniej kolejki sezonu La Liga 1982-1983, mając swój los we własnych rękach. Aby zostać mistrzem, musiało wygrać na „Insular Stadium” w Las Palmas i liczyć na porażkę Realu Madryt na Mestalla z Valencią walczącą o utrzymanie w lidze. Nieprawdopodobny scenariusz się spełnił – podopieczni Clemente'a triumfowali 5:1, wykorzystując bramkę Tendillo, która zapewniła Valencii zwycięstwo. Rok później Lwy powtórzyły swój wyczyn, zdobywając mistrzostwo ligi w sezonie 1983-1984. Tym razem, zrządzeniem losu, Real Sociedad i Athletic ponownie zmierzyły się w ostatniej kolejce a stawką był tytuł mistrzowski ale tym razem to Athletic odniósł zwycięstwo. Wynik ponownie brzmiał 2:1, tym razem na korzyść drużyny z San Mamés (oba gole strzelił Liceranzu ) a w Bilbao świętowano kolejny tytuł.
@Szalik
@shaun
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
4
@FCBparasiempre
@Safrani
@shaun
@Szalik
12
Legendy holenderskiego futbolu:
Coenraadt „Coen” Moulijn urodził się 15 lutego 1937 r. w Rotterdamie i dorastał w starej północnej części miasta. Jako mała anegdota, tuż za rogiem mieszkał znacznie młodszy Wim Jansen, kolejny ,,Feyenoorder par excellence”, który z wielkim zainteresowaniem śledził wyczyny swojego sławnego sąsiada. Moulijn ćwiczył kopnięcie o ścianę, którego później używał również Jansen. Moulijn zadebiutował w wieku 17 lat w klubie piłkarskim Xerxes, klubie z Rotterdamu. Zawodnik błyszczy pomimo młodego wieku i po sezonie jako zawodnik wyjściowy w swoim pierwszym klubie opuszcza Xerxes i przechodzi do Feyenoordu, który właśnie kupił go za 25 000 guldenów. Holenderski skrzydłowy zagrał swój pierwszy mecz w barwach Feyenoordu 18 września 1955 r. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Stając się legendarnym lewym skrzydłowym tej holenderskiej drużyny, był wirującym skrzydłowym, bardzo zręcznym i bardzo dobrze podającym. Jako filar drużyny, był pięciokrotnie koronowany na mistrza kraju, dwukrotnie wygrał Puchar KNVB i pomógł Feyenoordowi stać się piłkarską superpotęgą. W 1970 r., 15 lat po przybyciu, to było poświęcenie dla skrzydłowego, który pozwolił swojej drużynie wygrać Ligę Mistrzów z Celtic Glasgow a następnie wygrać Puchar Interkontynentalny 1970 z Estudiantes de la Plata. Lojalny wobec swojego klubu, Moulijn nigdy nie chciał opuszczać Feyenoordu, mimo że oferty były. Na początku lat 60-tych to właśnie FC Barcelona próbowała zrekrutować zawodnika ale bez powodzenia. Nazywany „Mister Feyenoord”, skrzydłowy rozegrał 487 oficjalnych meczów i strzelił 84 gole w klubie. Jego specjalny drybling był swego rodzaju zwodem, nurkował do środka, zanim wyszedł na zewnątrz, powtarzał ten gest rok po roku, zawsze z takim samym powodzeniem. Stopa tak dobrze przylegała do jego stopy, że niewielu obrońców było w stanie pokonać go jeden na jednego. Uważany za ,,Johana Cruyffa” Feyenoordu, pozostawił swój ślad w historii swojego klubu. Ponadto jest również legendą holenderskiej drużyny narodowej, z którą rozegrał 38 meczów, zdobywając 4 gole. Logiczne jest, że został wybrany najlepszym piłkarzem w historii Feyenoordu w 1999 roku. Pozostanie tym dyskretnym i skromnym człowiekiem, który zawsze wspierał swoją drużynę. Niestety, Coen Moulijn zmarł 4 stycznia 2011 roku w wieku 73 lat, dotknięty udarem mózgu w Sylwestra. Jego śmierć wywołała spore emocje w Rotterdamie, gdzie był jedną z najpopularniejszych postaci. Nie jest niczym niezwykłym, że ,,De Kuip” śpiewa piosenkę na jego cześć. Maskotka klubu nazywa się „Coentje”, jego drugi pseudonim, małe mrugnięcie. Jest też jego naturalnej wielkości brązowy pomnik, który spogląda na dziedziniec stadionu. Pierwszy raz dla holenderskiego piłkarza na długo przed Cruyffem. Absolutna klasa.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
3
@FCBparasiempre
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
16
Kobieta udająca mężczyznę, żeby grać w piłkę nożną:
Kobieca piłka nożna jest teraz w modzie, a bycie kobietą nie przeszkadza w uprawianiu tego sportu. Jednak w Hiszpanii w latach 20-tych i 30-tych XX wieku sytuacja wyglądała zupełnie inaczej, co pokazuje przypadek kobiety, o której mowa w tym artykule. Pierwsza kobieca drużyna piłkarska w Hiszpanii powstała w Barcelonie w 1914 roku. Klub Spanish Girls był założony przez i związany z RCD Espanyol. Popularność tego sportu wśród kobiet na początku XX wieku była bardzo ograniczona, koncentrując się jedynie w trzech miastach: Barcelonie, Walencji i Madrycie. Mecze odbywały się rzadko, a kluby miały krótki okres istnienia. Kobiety, które kibicowały piłce nożnej, musiały pogodzić się z oglądaniem meczów mężczyzn. Nie inaczej było w przypadku Any Carmony Ruiz „Nity”, której niesamowitą historię opisał dziennikarz Jesús Hurtado. W 1925 roku na otwartym terenie w pobliżu koszar artyleryjskich w dzielnicy „Capuchinos”, wykorzystywanym przez ówczesną młodzież jako boisko do różnych sportów i gier, w tym piłki nożnej, stała się boiskiem dla szkół salezjańskich. Tam galicyjski ksiądz, Francisco Míguez Fernández, założył Sporting de Málaga i widząc entuzjazm i zapał dziewczyny, pozwolił Nicie dołączyć do drużyny. Jednak, aby młode kobiety mogły grać w piłkę nożną w czasach poprzedzających wojnę domową, w których obowiązywało surowe prawo zakazujące kobietom i mężczyznom uczestnictwa w mieszanych drużynach jakiejkolwiek dyscypliny sportowej, postanowiły one, za przyzwoleniem i przy pomocy masażysty klubu, Juana Marcheante, oszukać szanowanych ludzi, rywali a nawet własne koleżanki z drużyny, przynajmniej większość z nich. Nita zaczynała jako asystentka masażysty i zajmowała się praniem koszulek piłkarzy. Wiedząc, że jej rola nie może się do tego ograniczać, wraz z babcią Aną opracowała plan. Obcięła włosy jak mężczyzna, na co dzień nosiła perukę, aby „podkreślić” swoją kobiecość a także wykorzystywała ją jako asystentka marszałka. Aby móc grać mecze, brała udział tylko w meczach wyjazdowych, tych rozgrywanych wystarczająco daleko od dzielnicy „Capuchinos” lub takich, w których nie było szatni(co nie było trudne do znalezienia w tamtych czasach). Pojawiała się z krótkimi włosami, ciasno spiętymi i zakrytymi piersiami, używając pseudonimu „Veleta”, jak piłkarka.
Jednak Nita, po rozegraniu wielu meczów, została zadenuncjowana przez kogoś, kto w końcu ją rozpoznał, co doprowadziło do jej aresztowania i grzywny. Ojciec Míguez został wezwany do odpowiedzialności a młoda kobieta z Malagi musiała z ciężkim sercem opuścić ukochany klub. Jednak groźby i sankcje nie stłumiły jej pragnienia gry w piłkę nożną, więc Veleta postanowiła grać poza Malagą. Spróbowała i podpisała kontrakt z Vélez Club de Fútbol, gdzie zawsze występowała w męskim przebraniu, aż do momentu, gdy została ponownie odkryta i aresztowana na krótko przed wybuchem konfliktu narodowego, który wstrząsnął Hiszpanią w 1936 roku. Wojna domowa położyła również kres Sportingowi de Málaga, ponieważ jego założyciel i siła napędowa klubu, ojciec Míguez, został stracony. Po zakończeniu kariery piłkarskiej Nita zmarła w swoim rodzinnym mieście w wieku 32 lat w 1940 roku na tyfus. Została pochowana w koszulce Sportingu Malaga, klubu, który przyniósł jej tyle radości. Nie wiedziała, że wniosła znaczący wkład w rozwój kobiecej piłki nożnej i obecność kobiet w tym sporcie.
@Szalik
@Sysia11
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
2
@FcPortoFan1999 Ano akurat nie wiem. Nie zagłębiałem sie w ten temat...
5
@FCBparasiempre
@Ogorinho1974
@Safrani
@shaun
@Szalik
14
Żywe legendy rodzimego futbolu:
Dokładnie 60 lat temu w Piasecznie urodził się Roman Kosecki . Od lat jest obecny na polskiej scenie sportowej i politycznej. W czasie kariery piłkarskiej występował na pozycji napastnika lub pomocnika. Karierę piłkarską rozpoczynał w klubie RKS Mirków (1980–1983), następnie był zawodnikiem RKS Ursus (do 1986). W latach 1987–1990 był związany z klubami warszawskimi – Gwardią i Legią. W barwach Legii Warszawa wystąpił w 51 meczach oficjalnych i strzelił 12 goli, świętował zdobycie dwóch Pucharów Polski (1989, 1990) oraz Superpucharu Polski (1989). Przeniósł się następnie do klubów zagranicznych; był kolejno graczem tureckiego Galatasaray SK (1991–1992), hiszpańskich Osasuny Pampeluna (1992–1993) i Atlético Madryt (1993–1995), francuskich FC Nantes (1995–1996) i Montpellier HSC (1996–1997). W 1997 przez krótki czas ponownie grał w Legii; ostatnie lata kariery zawodniczej spędził w USA, gdzie z Chicago Fire zdobył mistrzostwo i Puchar USA (1998). Zaliczył 69 występów w reprezentacji narodowej (jest tym samym członkiem Klubu Wybitnego Reprezentanta). Debiutował jako zawodnik drugoligowej Gwardii Warszawa w meczu przeciwko Rumunii w 1988. W czternastu meczach pełnił funkcję kapitana. Zakończył karierę reprezentacyjną, gdy w meczu ze Słowacją w Bratysławie (11 października 1995) otrzymał czerwoną kartkę za demonstracyjne zdjęcie koszulki w trakcie dokonywania zmiany. Założył szkółkę piłkarską w Konstancinie-Jeziornie pod nazwą MUKS Kosa Konstancin, zajmującą się szkoleniem młodzieży. W latach 2002–2005 zasiadał w radzie gminy Konstancin-Jeziorna . W wyborach parlamentarnych w 2005, otrzymując 4395 głosów, został wybrany na posła V kadencji . W wyborach parlamentarnych w 2007 po raz drugi uzyskał mandat poselski, otrzymując 6847 głosów. W 2007 ogłosił, że będzie kandydował w wyborach na prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej, lecz niedługo potem zrezygnował z tych zamiarów, twierdząc, że polskiej piłce niepotrzebny jest prezes związany z partią polityczną. W wyborach parlamentarnych w 2011 z powodzeniem ubiegał się o reelekcję do Sejmu, dostał 4603 głosy. 26 października 2012 przegrał wybory na prezesa PZPN, jednak po wygranej Zbigniewa Bońka został wiceprezesem związku ds. szkoleniowych. Funkcję tę pełnił do 2016.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
3
@FCBparasiempre
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
13
,,La Manita” i hattrick Messiego:
15 lutego 2015 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Levante UD 5:0 w 23 kolejce Primera Division. Lionel Messi skompletował hat-tricka a Luis Suarez wszedł z ławki i strzelił pięknego gola nożycowym wolejem, dzięki czemu Blaugrana rozgromiła Levante 5-0, zmniejszając stratę do Realu Madryt do zaledwie jednego punktu. Luis Enrique dokonał aż ośmiu zmian w wyjściowym składzie na wtorkowy mecz półfinału Pucharu Króla z Villarrealem. Faworytem był Pedro Rodriguez a Suarez został zastąpiony przez Messiego i Neymara. Wynik ten oznaczał że Blaugrana wygrała już 11 kolejnych meczów od przegranej z Real Sociedad na początku roku a zawodnicy Enrique'a są w szczytowej formie. To był kolejny pokaz olśniewającego futbolu, gdy Levante zostało zmiażdżone przez szalejących Katalończyków. Neymar dał Barcelonie prowadzenie po 17 minutach, posyłając woleja nad bramkarzem po precyzyjnym podaniu Messiego na dalszy słupek. Messi sam trafił do siatki siedem minut przed przerwą, przejął piłkę prostopadłą i spokojnie wykończył ją w dolnym rogu. Argentyńczyk strzelił swojego drugiego gola a trzeciego dla Barcelony tuż przed upływem godziny, kończąc strzałem z bliskiej odległości po dośrodkowaniu Pedro z podania Sergio Busquetsa nad głową. Messi skompletował hat-tricka z rzutu karnego, po faulu Ivana Lopeza na Neymarze ale punktem kulminacyjnym meczu był moment, gdy Suarez potężnym, nożycowym kopnięciem umieścił piłkę w dolnym rogu bramki Diego Marino.
@Szalik
@Sysia11
@shaun
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
1
@MoralnyKarzel No tak, rzeczywiście jest w tekście ujęte to dwa razy ale że niby błąd?? No ja nie nazwałbym tego błędem. Co najwyżej zbędnym powtórzeniem statystyki...
4
@FCBparasiempre
@Safrani
@shaun
@Szalik
12
Blaugrana w Primera Division:
15 lutego 1948 r. FC Barcelona rozgromiła na ,,Les Corts” Real Sociedad San Sebastian aż 6:1 w 20-tej kolejce Primera Division. Gole dla Barçy zdobywali: Seguer(2), Basora(2), Navarro oraz Florencio. W tamtym sezonie podopieczni urugwajskiego szkoleniowca Enrique Fernandeza sięgnęli po trzecie w historii mistrzostwo Hiszpanii wyprzedzając o 3 punkty CF Valencie.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
0
@Bartosz85 A no właśnie! Pytanie brzmi: jak to możliwe że przy takim rzekomo "cudownym" trenerze, cała linia defensywna zaliczyła w tym sezonie tak ogromny zjazd w dół...?
4
@FCBparasiempre
@Safrani
@shaun
@Szalik
10
Wybitne, lecz nieco zapomniane legendy futbolu:
14 lutego 1951 r. w Doncaster urodził się Kevin Keegan, dwukrotny zdobywca Złotej Piłki ,,France Football”: w 1978 i 1979 roku. W 1982 roku w barwach Southampton został królem strzelców Premiership. W barwach Liverpoolu rozegrał 323 mecze i strzelił 100 goli. Był jednym z najskuteczniejszych napastników lat 70-tych, z FC Liverpool trzykrotnie zdobył mistrzostwo kraju oraz Puchar Mistrzów i dwa razy Puchar UEFA. Sportową karierę udanie kontynuował w Hamburgerze SV. Od 1999 do 2000 roku był selekcjonerem reprezentacji Anglii. Później ze zmiennym szczęściem prowadził Manchester City. Jest wychowankiem lokalnego Scunthorpe United. W 1971 roku w wieku dwudziestu lat został kupiony na 35 tysięcy funtów przez Liverpool. Wcześniej bacznie przyglądali mu się wysłannicy Coventry City, ale ostatecznie uznali, że jest zbyt słaby fizycznie. W sierpniu 1971 roku zadebiutował w barwach nowego klubu i po dwunastu sekundach przebywania na boisku strzelił gola w meczu z Nottingham Forest F.C.. Rok później po raz pierwszy zagrał w reprezentacji Anglii. W ciągu kolejnych pięciu lat Keegan wraz z Walijczykiem Johnem Toshackiem stał się liderem linii ataku i zdobył dla Liverpoolu wiele decydujących o zwycięstwie goli. W 1973 roku drużyna prowadzona przez Szkota Billa Shankly'ego po siedmioletniej przerwie odzyskała tytuł mistrza Anglii, a kilka tygodni później pokonała Borussię Mönchengladbach z Vogtsem, Netzerem i Heynckessem w składzie, w finale Pucharu UEFA. Aby wyłonić zwycięzcę trzeba było rozegrać aż trzy mecze, w pierwszym padł bowiem bezbramkowy remis. Liverpool najpierw wygrał 3:0 (dwa gole strzelił Keegan), a dwa tygodnie później uległ podopiecznym Hennesa Weisweilera tylko 0:2 i mógł cieszyć się z cennego trofeum.
W następnym sezonie Liverpoolczycy triumfowali w rozgrywkach o Puchar Anglii – w finale zwyciężyli 3:0 Newcastle United, a dwukrotnie do bramki Srok trafiał właśnie Keegan. W roku 1976 zespół prowadzony już przez Boba Paisleya powtórzył wyczyn sprzed trzech lat i ponownie zdobył mistrzostwo kraju i Puchar UEFA (w dwumeczu finałowym pokonał FC Brugge 3:2 i 1:1 – w każdym spotkaniu Keegan strzelił gola). Rok później Liverpool obronił tytuł mistrza Anglii oraz po raz kolejny okazał się lepszy od Borussii Mönchengladbach, tym razem w finale Pucharu Mistrzów. Po tym spotkaniu Keegan postanowił wyjechać za granicę. Długo przebierał w ofertach znanych klubów z Kontynentu, aż w końcu zdecydował się przyjąć propozycję Hamburgera SV, triumfatora Pucharu Zdobywców Pucharów. W Liverpoolu szybko znalazł godnego siebie następcę w osobie Kenny'ego Dalglisha. W Hamburgu Keegan piłkarsko dojrzał i dzięki dobrym występom w Bundeslidze oraz europejskich pucharach dwukrotnie odbierał Złotą Piłkę, przyznawaną przez magazyn France Football dla najlepszego zawodnika klubów Starego Kontynentu. W czerwcu 1980 roku po przegranym finale Pucharu Mistrzów z Notthingham Forrest oraz nieudanych mistrzostwach Europy niespodziewanie rozwiązał kontrakt z HSV i powrócił do Anglii. Przez dwa sezony występował w barwach Southampton FC. W reprezentacji Anglii grał na Euro 1980 oraz Mistrzostwach Świata 1982, ale Synowie Albionu na początku lat 80. przeżywali regres formy. Kiedy po mundialu nowym selekcjonerem został Bobby Robson, który zapowiedział, że Keegan przestanie być kluczowym zawodnikiem w jego kadrze, zawodnik Southampton postanowił pożegnać się z drużyną narodową. Rozegrał w niej 63 mecze, w tym 31 jako kapitan i strzelił 21 goli. W wieku 31 lat podpisał kontrakt z drugoligowym Newcastle United, w którym w ciągu dwu lat wystąpił 78 razy, zdobywając 48 bramek. W sezonie 1983-84 pomógł mu w awansie do ekstraklasy. Kilka tygodni później zakończył piłkarską karierę. W reprezentacji Anglii od 1972 do 1982 roku rozegrał 63 mecze (31 jako kapitan) i strzelił 21 goli.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
1
@Bartosz85 A co powiesz o Cubarsim?
5
@FCBparasiempre
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
11
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
14 lutego 1921 r. w Bismarckhütte urodził się Walter Henryk Brom, legendarny bramkarz. Dysponował fenomenalnym wręcz refleksem i intuicją oraz kocią zwinnością i zręcznością. W wieku 17 lat pojechał z reprezentacją na mistrzostwa świata do Francji w 1938 r. Do dzisiaj jest najmłodszym powołanym bramkarzem na tę imprezę i raczej się nie zanosi, żeby ktoś miał go pobić. Od najmłodszych lat związany z Ruchem. Został jego zawodnikiem już w wieku 13 lat. Wcześniej występował w szkolnym zespole z ulicy 16 sierpnia. Nie było wówczas żadnych szkółek ani juniorskich zespołów a młodzi adepci futbolu grali najczęściej w parkach, na skwerach czy na placach. Brom chętnie brał udział w tych meczach, choć nie zawsze występował w bramce. Jego brat wspominał, że Walter lubił też strzelać gole. Szybko jednak poznano się na jego bramkarskim talencie. Kiedy Józef Kałuża powołał go do reprezentacji, Brom miał ledwie dziewięć ligowych meczów na koncie. We Francji co prawda nie zagrał ale Edward Madejski bardzo cenił swojego młodego konkurenta. Znakomicie rozwijającą się karierę przerwał kataklizm II wojny światowej. W czasie okupacji Brom występował w klubach niemieckich. Na krótko został wcielony do Wehrmachtu ale zwolniono go z powodu choroby uszu. W 1942 r. został dożywotnio zdyskwalifikowany za uderzenie sędziego. Brom przerzucił się wtedy na piłkę ręczną ale karę wkrótce złagodzono i w latach 1943-44 występował już w reprezentacji Śląska. Kiedy w marcu 1945 r. Ruch rozgrywał swoje pierwsze mecze, to z przedwojennej ekipy zostali tylko Karol Dziwisz i właśnie Walter Brom. Razem z reprezentacją Śląska pojechał na tournée do Szkocji, gdzie swoją grą oczarował miejscowych dziennikarzy. Dziwili się oni jak to możliwe, że bramkarz o takich umiejętnościach nie grał w reprezentacji Europy. Najlepsze lata zabrała mu wojna ale w pełni rozwinąć talentu nie pomogły też nałogi. Brom miał problem, żeby odmówić kolegom od kieliszka, co powodowało coraz częstsze zawieszenia. W Ruchu grał do 1950 r., potem przeniósł się do RKS Batory a następnie do Stali Poręba. Karierę chciał zakończyć w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie trenerem był Teodor Peterek ale postawione przez żonę ultimatum spowodowało, że po tygodniu wrócił do domu. Talentem przerastał wszystkich bramkarzy jakich kiedykolwiek widziano w Polsce. Człowiek o niewiarygodnym refleksie, wspaniałej technice chwytów i bezbłędnej grze na przedpolu – charakteryzowali go fachowcy.
@Szalik
@shaun
@Safrani
@Ogorinho1974
@NeroTFP1
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
9
@FCBparasiempre
14 lutego 1945 r. urodził się Ladislao Mazurkiewicz, legendarny piłkarz polskiego pochodzenia. W 1970 r. mistrzostwa świata organizowano w Meksyku. Grupę eliminacyjną Polacy przegrali tylko jednym punktem z Bułgarią, pozostawiając w pokonanym polu Holandię z Cryuffem i Suurbierem. Choć na mistrzostwa nie pojechaliśmy, to na turnieju mieliśmy polski akcent. Był nim reprezentujący Urugwaj Ladislao Mazurkiewicz – jeden z najlepszych ówcześnie bramkarzy na świecie. Gdyby mistrzostwa transmitowano w polskiej telewizji, to jego świetne występy i swojsko brzmiące nazwisko z pewnością przysporzyłyby mu fanów nad Wisłą. Kiedy zapytamy, kto był najlepszym bramkarzem w historii, wielu z was wskaże Dino Zoffa, Seppa Maiera, Františka Pláničkę, Rudiego Hidena czy Ricardo Zamorę. Jednak najwięcej głosów zebrałby pewnie Lew Jaszyn. To on jako jedyny golkiper zdobył Złotą Piłkę. Jego pożegnalny mecz zgromadził na trybunach stadionu im. Lenina w Moskwie 100 tys. kibiców. W drużynie Reszty świata obok Bobby’ego Charltona, Gerda Müllera, Florei Dumitrache, Włodzimierza Lubańskiego czy Zygmunta Anczoka zagrał Ladislao Mazurkiewicz. Urugwajczyk zaliczył świetny występ na mundialu w 1970 r. w Meksyku, a sam Jaszyn widział w nim swojego następcę. To nie był pierwszy raz, kiedy ci wielcy bramkarze spotkali się na boisku. W 1968 r. Mazurkiewicz zmienił reprezentanta ZSRR w meczu drużyny Reszty świata z Brazylią z okazji dziesiątej rocznicy zdobycia przez Canarinhos tytułu mistrza świata. To właśnie w tym meczu Jaszyn dał mu swoje rękawice. Ladislao musiał jednak przejść długą drogę, żeby być branym pod uwagę przy ustalaniu składów na mecze gwiazd. Przyszedł na świat 14 lutego 1945 r. w letniskowym miasteczku Piriápolis. Jego matka była Hiszpanką, a ojciec Polakiem pochodzącym z Warszawy. Mój ojciec pracował na statkach jako mechanik. Często podróżował i nie było go długo w domu. Mama była z kolei Hiszpanką. Urodziła troje dzieci. Mam jeszcze brata i siostrę, która mieszka w Hiszpanii – wspominał piłkarz cytowany w artykule Macieja Kaliszuka – El Polaco zatrzymał Pelego – przegladsportowy.pl – 13.11.2012. Od dziecka przejawiał talent do sportu. Obok piłki nożnej trenował również koszykówkę. Karierę zaczynał w stolicy kraju Montevideo. Do miejscowego Racingu zgłosił się jako gracz z pola. W dniu, w którym przyszedł do klubu, bramkarzowi drużyny rezerw lekarz zabronił grać po usunięciu zęba. Kiedy Ladislao się o tym dowiedział, chciał udowodnić swoją przydatność dla nowego zespołu. Zgodził się stanąć między słupkami. Tamtego popołudnia obronił sześć rzutów karnych. Z bramki już nie wyszedł. Pobyt w tym klubie był dla niego trampoliną do wielkiej piłki. W 1962 r. wygrał z drugą drużyną rozgrywki w czwartej lidze, a w 1964 r. trener Fabián Coito zabrał go na mistrzostwa Ameryki Południowej U-20 do Kolumbii. Urugwaj w decydującym o mistrzostwie meczu pokonał Kolumbię i po raz trzeci z rzędu zdobył tytuł, a Ladislao swoimi udanymi występami zwrócił na siebie uwagę wielkich klubów. Po świetnym występie w derbach Montevideo zgłosił się po niego Peñarol, którego szkoleniowcem był wybitny Roque Maspoli – bramkarz mistrzów świata z 1950 r. Sam klub był wówczas jednym z najlepszych na świecie. W latach 1960-62 grali w trzech pierwszych finałach Copa Libertadores, a w 1960 i 1961 wychodzili z tych pojedynków zwycięsko. W 1960 r. w premierowej edycji Pucharu Interkontynentalnego okazali się co prawda gorsi od wielkiego Realu, ale już rok później pokonali portugalską Benfikę. Bramkarzem Peñarolu był wówczas 30-letni Luis Maidana. Maspoli szukał dla niego następcy i klub sięgnął po młodego Ladislao, za którego zapłacono Racingowi 500 tys. peso. 19-letni Mazurkiewicz spełnił swoje wielkie dziecięce marzenie. Pierwsze miesiące w drużynie Los Carboneros upłynęły mu na zdobywaniu doświadczenia.
Poznawał świat wielkiej piłki od środka i cierpliwie czekał na szansę zaprezentowania swoich umiejętności na wyższym poziomie. Wszystko zmieniło się 31 marca 1965 r. Peñarol w półfinale Copa Libertadores mierzył się z brazylijskim Santosem. O awansie do finału miał decydować trzeci mecz rozgrywany na Estadio Monumental w Buenos Aires. Przed spotkaniem pierwszy bramkarz Luis Maidana pokłócił się z trenerem i opuścił drużynę. Po latach wspomniał: ,,Po kolacji chciałem jeszcze poczytać gazetę. On kazał mi iść spać. Nie spodobało mi się, jak mnie potraktował. Zamówiłem taksówkę i pojechałem do domu”– artykuł Macieja Kaliszuka – El Polaco zatrzymał Pelego – przegladsportowy.pl – 13.11.2012. Maspoli miał do wyboru rezerwowego bramkarza Garcíę albo młodego Ladislao. Postawił na nieopierzonego młokosa. Mazurkiewicz dostał szansę debiutu w jednym z najważniejszych meczów sezonu. Dowiedział się o tym krótko przed meczem: Wyruszyliśmy do Buenos Aires – Eduardo Garcia i ja. Pamiętam doskonale jak jeszcze dwie godziny przed meczem nie wiedzieliśmy kto z nas zagra. Wtedy Roque Maspoli wybrał mnie. Spisał się znakomicie, a słowa uznania dla jego umiejętności wyraził sam Pelé. Ladislao w jednym z wywiadów tak wspominał debiut: W tamtym meczu nie potrafiłem nazwać żadnego z przeciwników, z wyjątkiem Pelégo. Santos miał wielu bardzo groźnych piłkarzy. Nie zwracałem uwagi na kogoś szczególnie, wszyscy byli tak samo niebezpieczni. Nawet kiedy przechodzili do defensywy, ich centry były niebezpieczne. To był ten Santos. Peñarol wygrał 2:1 i mógł szykować się do finału. W pierwszym finałowym starciu przegrał na wyjeździe z Indepediente 0:1. U siebie natomiast zwyciężył 3:1. W decydującym, dodatkowym meczu w Santiago 4:1 wygrali Argentyńczycy i Los Carboneros na kolejny puchar musieli jeszcze poczekać. Mazurkiewicz grał we wszystkich trzech finałowych spotkaniach i spisał się na tyle dobrze, że miejsca w bramce już nie oddał. W tym samym sezonie zdobył swój pierwszy mistrzowski tytuł i zadebiutował w reprezentacji w meczu z Chile. Rok później mimo dwóch porażek w grupie, Peñarol po raz kolejny zameldował się w finale Copa Libertadores. Wtedy również do wyłonienia najlepszej klubowej drużyny Ameryki Południowej potrzebne były trzy mecze. Tym razem jednak to Urugwajczycy wyszli z nich zwycięsko, pokonując River Plate. Byli najlepszą drużyną na kontynencie, ale Los Carboneros chcieli też potwierdzić swoją klasę w rywalizacji o Puchar Interkontynentalny. Po drodze jednak były jeszcze mistrzostwa świata w Anglii. Dzięki swojemu nadzwyczajnemu refleksowi, pewności na linii i znakomitej grze w sytuacjach jeden na jeden, Mazurkiewicz stał się podstawowym bramkarzem reprezentacji.
W ojczyźnie futbolu Urugwaj trafił do grupy razem z Anglią, Francją i Meksykiem. Razem z gospodarzami zagrali w meczu otwarcia, który poprzedziła krótka ceremonia otwarcia. Po oficjalnych przemówieniach królowa Elżbieta II zeszła po czerwonym dywanie do piłkarzy i przywitała się z przedstawianymi przez kapitana zawodnikami. Kiedy przyszła kolej na Mazurkiewicza, ucałował ją w dłoń, którą okrywała biała rękawiczka i zwrócił się do niej po hiszpańsku: ,,Wygląda Pani jak malowana. Ale to my dzisiaj wygramy!”. Jego koledzy wspominają, że ta zabawna sytuacja pomogła im uspokoić nerwy i dobrze zaprezentować się w meczu. Ladislao nie mógł sobie wymarzyć lepszych okoliczności do debiutu na dużym turnieju. Urugwaj zdołał zremisować z gospodarzami na słynnym stadionie Wembley, a on sam zachował czyste konto. Zagrał bez kompleksów, będąc pewnym punktem swojego zespołu. Warto wspomnieć, że był jedynym bramkarzem tamtego turnieju, którego Anglicy nie zdołali pokonać. Gordon Banks w swojej biografii tak wspominał dyspozycję Mazurkiewicza z tamtego meczu: Bramkarz Urugwaju, 21-letni Ladislao Mazurkiewicz, miał co prawda dobrych obrońców, ale kiedy musiał się wykazać, to nie rozczarowywał.(…) Angielskie nadzieje wzrosły w końcówce, ale Ladislao Mazurkiewicz je udaremnił. Bobby Charlton uderzył lewą nogą ze skraju pola karnego, piłka zmierzała nad głowami zawodników obok lewego słupka, ale została świetnie wyłapana. Po zwycięstwie nad Francją, Urugwaj ze spokojem podchodził do ostatniego grupowego starcia z Meksykiem. Rywale nie prezentowali wielkiej klasy, a nawet w przypadku minimalnej porażki, do dalszych gier przechodzili Urusi. Meksykanie nie mieli jednak zamiaru poddawać się bez walki i od początku zyskali sporą przewagę. Mazurka, jak Ladislao nazywali koledzy, nie dał się jednak pokonać. Obronił trzy potężne strzały meksykańskich napastników, a swoimi odważnymi wyjściami wyjaśnił wiele groźnych sytuacji. To głównie dzięki niemu Urugwaj zdołał zremisować, a jego parady były na ustach wszystkich. W ćwierćfinale spotkali się z drużyną RFN. Na początku meczu sędzia nie zauważył ręki Schnellingera, który wybijał piłkę z linii bramkowej, a od 10 minuty Niemcy prowadzili 1:0. Mimo straconej bramki Mazurkiewicz bronił pewnie, a Urusi toczyli wyrównaną walkę. Tilkowski kilkukrotnie musiał wspinać się na wyżyny umiejętności. Kilka minut po przerwie angielski sędzia Jim Finney wyrzucił z boiska kapitana Horacio Troche, a niedługo później Hectora Silvę. Dopiero wtedy drużyna Charrúas się rozsypała i dała sobie strzelić trzy bramki. Decyzje angielskiego sędziego były równie kontrowersyjne co wyroki niemieckiego arbitra w meczu Anglia – Argentyna. Obie południowoamerykańskie federacje doszukiwały się tutaj spisku, który miał na celu wyeliminowanie ich z rywalizacji. Zdobyte doświadczenie miało jednak zaprocentować za cztery lata w Meksyku. Po mistrzostwach Ladislao był już uznawany za najlepszego bramkarza na kontynencie amerykańskim, a trzeba pamiętać, że miał dopiero 21 lat. Piłkarscy eksperci wyrażali się o nim z uznaniem i szacunkiem, stwierdzając, że w niczym nie ustępuje najlepszym europejskim bramkarzom. W październiku 1966 r. Peñarol po raz trzeci stanął przed szansą zdobycia Pucharu Interkontynentalnego. Ich rywalem był Real Madryt, a Los Carboneros chcieli zrewanżować się za porażkę z pierwszej edycji rozgrywek. W pierwszym meczu na Estadio Centenario w Montevideo zwyciężyli 2:0, po dwóch golach znakomitego Alberto Spencera. W rewanżu na Santiago Bernabeu potwierdzili swoją wyższość i pokonali drużynę Miguela Muñoza również 2:0. W obu meczach znowu świetnie spsiał się El Polaco. Na przełomie stycznia i lutego 1967 r. wziął udział w Copa América. W turnieju zorganizowanym w Urugwaju wystąpił tylko w dwóch ostatnich meczach. Jednak to właśnie te spotkania decydowały o końcowej klasyfikacji. Zarówno z Paragwajem, jak i z Argentyną zachował czyste konto i do sukcesów odniesionych z klubem mógł dopisać triumf z reprezentacją. W lidze Peñarol nie miał sobie równych, a Mazurkiewicz pobił rekord minut bez wpuszczonej bramki. Uzbierał ich aż 985 i w znacznym stopniu przyczynił się do zdobycia tytułu.
Rok później zdobył swoje trzecie mistrzostwo w karierze, a w całym sezonie wpuścił zaledwie 5 bramek. Ustanowił tym samym kolejny rekord, który pozostaje niepobity do dziś. I tak już chyba zostanie. Zbliżały się mistrzostwa świata w Meksyku, Mazurka miał 25 lat i jak na bramkarza był jeszcze młody. Cieszył się jednak już dużym uznaniem wśród kolegów. Jako że Urugwaj zdobywał tytuł w 1930 i 1950 r., a więc co 20 lat, to zawodnicy jechali na mundial z dużymi ambicjami. W eliminacjach Mazurkiewicz zagrał we wszystkich czterech meczach i w każdym z nich zachował czyste konto. Na turnieju pierwszy mecz w grupie Urugwajczycy grali z debiutującym Izraelem. Zwyciężyli 2:0, ale kapitan Celeste – Pedro Virgilio Rocha już w 13. minucie musiał opuścić boisko wskutek kontuzji i zakończył swój udział w mistrzostwach. W kolejnym spotkaniu mierzyli się z Włochami i to właśnie im najbardziej dał się we znaki Ladislao. Boninsegna, Bertini, Mazzola, Riva i De Sisti dwoili się i troili, ale nie byli w stanie pokonać świetnie dysponowanego El Polaco. Skapitulował dopiero w ostatnim meczu fazy grupowej ze Szwecją. Dopiero w 90. minucie pokonał go Ove Grahn, ale porażka ta nie przeszkodziła Urugwajowi w wyjściu z grupy. W ćwierćfinale Charrúas trafili na znakomitą drużynę Związku Radzieckiego. W Anglii zajęła ona czwarte miejsce, a dwa lata wcześniej na tej samej lokacie zakończyła mistrzostwa Europy. Była więc jednym z faworytów i zapowiadał się trudny i wyrównany mecz. Tak w istocie było. Po 90 minutach na tablicy widniał bezbramkowy remis. Po raz kolejny Mazurkiewicz był nie do przejścia dla napastników rywali. Jego bramka była jak zaczarowana. W 114. minucie na boisku pojawił się Victor Rodolfo Esparrago i to on trzy minuty później strzelił zwycięskiego gola dla Urugwaju. Piłka, którą zagrał mu Montero, znajdowała się na linii, ale piłkarze rywali zawzięcie protestowali, twierdząc, że zdążyła opuścić już boisko. Sędzia pozostał nieugięty i nie zamierzał dyskutować z zawodnikami ZSRR. Po meczu radziecka federacja złożyła oficjalny protest, ale FIFA odrzuciła go, tłumacząc, że decyzja arbitra podjęta na boisku jest ostateczna. Półfinał zaplanowano na 17 czerwca na Estadio Jalisco w Guadalajarze. O finał Urugwaj grał z Brazylią. Urusi szybko strzelili bramkę, ale tuż przed przerwą Canarinhos wyrównali. W drugiej połowie Celeste nie byli w stanie stawić czoła jednej z najlepszych reprezentacji w historii i stracili jeszcze dwie bramki. Mecz zakończył się wynikiem 3:1, ale Ladislao bardzo dobrze spisywał się między słupkami, a przy straconych golach niewiele mógł zrobić. To, co zostało w pamięci kibiców, to sytuacja, jaką miał przy stanie 3:1 Pelé. Dostał kapitalne podanie od Tostão, wyszedł sam na sam z Mazurkiewiczem, minął go tuż przed polem karnym i mając przed sobą pustą bramkę… uderzył kilkanaście centymetrów obok słupka. Sam Ladislao śmiał się później, że tak nastraszył Brazylijczyka, że ten nie trafił w bramkę. Po latach tak opisywał tę sytuację: Gdybym został w bramce, byłby gol. Przez moją interwencję zgubił swój rytm, a kiedy dogonił piłkę, odchylił się i chybił. W meczu o trzecie miejsce Urugwajczycy nie sprostali Niemcom z Overathem, Müllerem i Seelerem. Przegrali 0:1 i powtórzyli osiągnięcie z 1954 r. ze Szwajcarii. Na otarcie łez Mazurkiewiczowi pozostało to, że został uznany przez ekspertów za najlepszego bramkarza turnieju. Sam później wspominał: Szkoda, że przegraliśmy mecz z Niemcami, ale zasłużyli na trzecie miejsce. Meksyk ’70 był udany dla Urugwaju. Mieliśmy najskuteczniejszą obronę. Mimo że wyprzedziły nas trzy drużyny, to straciliśmy spośród nich najmniej bramek. Po sukcesie, za jaki należy mimo wszystko uznać jego występ na meksykańskich boiskach, Ladislao spróbował szczęścia w nowym otoczeniu. W 1972 r. opuścił Peñarol i został zawodnikiem brazylijskiego Atlético Mineiro. Niewiele brakowało, a negocjacje w sprawie kontraktu zostałyby zerwane. Mazurkiewicz wykazywał jednak dużą chęć gry dla nowego klubu i udało się doprowadzić sprawy do pozytywnego rozwiązania. Atlético było świeżo upieczonym mistrzem Brazylii, ale Mazurka w czasie swojego dwuletniego pobytu w klubie nie odniósł znaczących sukcesów. Kibice zapamiętali go jednak jako bardzo pewny punkt drużyny. Wyróżniał się refleksem i nie podejmował zbędnego ryzyka, a jego pewność siebie udzielała się obrońcom. Sam opisywał swój pobyt w Brazylii jako niezapomniany czas.
Mistrzostwa świata w RFN chciałby pewnie wymazać z pamięci, bo Urugwaj na nich rozczarował. W zderzeniu z holenderskim futbolem totalnym Urugwajczycy wyglądali jakby czas się u nich zatrzymał. Przegrali z Holandią 0:2, ale gdyby nie Mazurkiewicz ten wynik mógłby być dużo, dużo wyższy. Nie wyszli nawet z grupy i po trzech meczach wracali do domu. Ostatni grupowy mecz ze Szwecją był dla niego pożegnaniem z reprezentacją. El Polaco tylko trzykrotnie wybiegał na boisko, a mimo to swoimi występami zdołał przekonać do siebie obserwatorów. Uznali go oni za trzeciego najlepszego golkipera turnieju – po Maierze i Tomaszewskim. Po mistrzostwach postanowił spróbować swoich sił w lidze hiszpańskiej. Został zawodnikiem Granady. Pobyt na starym kontynencie nie był jednak udany i wkrótce wrócił do Ameryki Południowej. Został zawodnikiem chilijskiej Cobreloi, a później grał w kolumbijskiej Américe de Cali. W wieku 35 lat wrócił do Peñarolu i 1981 r. świętował swój ostatni tytuł mistrza kraju z ukochanym klubem. Po zakończeniu kariery zajął się trenerką. Był trenerem bramkarzy w Peñarolu, a w 1988 samodzielnie prowadził pierwszy zespół. W latach 90. był też członkiem sztabu Víctora Púi, kiedy ten prowadził reprezentację Urugwaju. Mazurkiewicz zdecydowanie lepiej jednak radził sobie na boisku. Pod koniec 2012 r. trafił do szpitala z powodu problemów z oddychaniem. Od dłuższego również jego nerki odmawiały posłuszeństwa. Odszedł z tego świata 2 stycznia 2013 r. Mimo, że w jego żyłach płynęła polska krew, to nigdy nie był w Polsce i nie znał języka polskiego: Po polsku nie potrafię powiedzieć ani słowa. W naszej rodzinie tylko siostra trochę mówi po polsku. W ogóle niewiele wiem o tym kraju. Ale nie zapomniałem, skąd pochodził mój ojciec. Chciałem przyjechać do Polski, ale niestety nie miałem takiej okazji, choć kiedy graliśmy w mundialu w Niemczech, byłem blisko. Ojciec po tym, jak wyemigrował, także nigdy już nie wrócił do ojczyzny – artykuł Macieja Kaliszuka – El Polaco zatrzymał Pelego – przegladsportowy.pl – 13.11.2012. Był czołowym bramkarzem swoich czasów. W niczym nie ustępował Banksowi, Tilkowskiemu, Maireowi, Albertosiemu czy Zoffowi. W plebiscycie dziennika El Diario został miażdżącą przewagą głosów wybrany najlepszym golkiperem w całej historii urugwajskiej piłki, wyprzedzając takie sławy jak Aníbal Paz czy Roque Maspoli. Był ostatnim Urugwajczykiem wybranym do światowej drużyny gwiazd. O jego klasie najlepiej świadczy fakt, że sam Lew Jaszyn namaścił go na swojego następcę i osobiście zaprosił na swój pożegnalny mecz. Sam Mazurkiewicz tak to zapamiętał: Byłem zaszczycony, że sam osobiście mnie zaprosił. Byłem jednym bramkarzem z Ameryki. To było ekscytujące przeżycie. Nigdy nie zapomnę powitalnego uścisku i spędzonych godzin z nim. Był rewelacyjną osobą. Dzięki tłumaczowi dużo rozmawialiśmy. On sam bardzo serdecznie mnie traktował. Pamiętam, że poprosiłem go zdjęcie z autografem dla mojego ojca i dał mi je bez żadnego problemu. Był prostym człowiekiem, ale jednocześnie wielkim – w całym znaczeniu tego słowa. Traktowałem go szczególnie, jak nauczyciela. Ameryka Południowa przeciętnemu kibicowi raczej nie kojarzy się z wielkimi bramkarzami. Trzeba jednak pamiętać, że Gilmar, Amadeo Carizzo czy Sergio Goycochea byli naprawdę świetnymi fachowcami. Również Urugwaj wbrew pozorom posiada bogate tradycje na tej pozycji. W najlepszych jedenastkach mistrzostw świata znaleźli się Roque Maspoli w 1950 r. i Enrique Ballestreros w 1930 r. Ladislao Mazurkiewicz wyróżniał się z nich wszystkich jednak najbardziej. Liderował na boisku, dodawał drużynie pewności siebie, a koledzy darzyli go ogromnym zaufaniem i szacunkiem. Był niewątpliwie jednym z najwybitniejszych bramkarzy, jacy zagrali na mundialu i chyba najlepszym, jakiego światu dał kontynent amerykański.
@Safrani
@shaun
@Szalik
5
Zapomniane legendy futbolu:
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Marusek
@Ogorinho1974
0
@FcPortoFan1999 No nie da się ukryć a jaki był tego powód to naprawde nie mam pojęcia...?
0
@FcPortoFan1999 Zgadza się! Tak było po 27 kolejce i zwycięstwie nad Rayo Vallecano 1:5 na wyjeździe
1
@AssisMoreira A co ty spać po nocach nie możesz? To jak ty w robocie się odnajdujesz? No chyba że nie chodzisz do roboty!?
1
@FcPortoFan1999 No a trzeba też pamiętać że po meczu z Celtą mieli jeszcze zaległy mecz ze Sportingiem Gijon. Ta przewaga rzeczywiście stopniała ale koniec końców udało się na koniec sezonu sięgnąć po mistrzostwo Hiszpanii!
0
@FcPortoFan1999 A co prawda, to prawda! Też co prawda(poza tym rzutem karnym) ja tego meczu w całości to nie pamiętam czy ogladałem ale tamta Barcunia i tamto trio mogło wówczas wyczyniać cuda i niewidy w czystej postaci...!
3
@FCBparasiempre
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360