11

Wybitne legendy futbolu:

28 lutego 1942 r. urodził się Josef Dieter Maier. Monachijski rekordzista jest optymistą. Preferuje radosny i wesoły tryb życia, nie zapominając o humorze. Jednak kiedy coś pójdzie nie po jego myśli, stara się szybko o tym zapomnieć. Dzięki temu w 1979 roku szybko pogodził się z myślą o zakończeniu kariery piłkarskiej. 35-letniemu bramkarzowi dalsze plany pokrzyżował poważny wypadek samochodowy, jednak do tego momentu Maier w swoim dorobku miał prawie wszystkie możliwe do zdobycia tytuły. 4-krotnie wzniósł w górę mistrzowską szalę (1969, 1972-74) oraz Puchar Niemiec (1966, 1967, 1969, 1971). Wygrał również Puchar Mistrzów (1974-76), Puchar Zdobywców Pucharów (1967), Puchar Interkontynentalny w 1976 roku a z reprezentacją triumfował w Mistrzostwach Europy (1972) i Świata (1974). "Kot z Anzing" bronił dostępu do monachijskiej bramki od 1958 roku. Wystąpił w 473 spotkaniach ligowych, z czego w 422 grał bez przerwy, co oczywiście stanowi do dziś niepokonany rekord. Osiągnięcia Maiera były często doceniane. 3 razy wybrano go piłkarzem roku w swoim ojczystym kraju (1975, 1977, 1978). W 1978 roku otrzymał nawet Narodowy Krzyż Zasłużonych i kolejne wyróżnienie: "Bramkarz Roku w Niemczech". Maier nie miał żadnych powodów do zmiany klubu. Właściwie nigdy o niej nie myślał. Grał przecież w najlepszej drużynie Bayernu, jaka kiedykolwiek istniała. Mimo zakończenia swojej kariery, dziś również pracuje w Monachium. Trenuje i przekazuje swoje doświadczenie aktualnym bramkarzom. To właśnie w dużym stopniu jemu, swój sukces zawdzięcza Oliver Kahn.

@Safrani
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

12

Wybitne legendy futbolu:

28 lutego 1942 r. urodził się Włoch Dino Zoff. Zaliczany był do grona najlepszych bramkarzy świata i był autorem wielu sportowych rekordów. To zdumiewające jak długo przedtem tułał się po słabych klubach w niższych włoskich ligach. W kwietniu 1968 zadebiutował w kadrze Włoch na Mistrzostwach Europy w ćwierćfinałowym meczu z Bułgarią i bronił już do finałowego spotkania z Jugosławią wygranego przez Italię 2:0. Włosi zostali Mistrzami Europy a Zoff zdawało się na długie miesiące zdobył miejsce w bramce Azzurich. Niestety po mistrzostwach ani Napoli ani Zoff nie reprezentowali już tak rewelacyjnej formy i Dino stracił miejsce w pierwszej jedenastce. Pojechał na mistrzostwa świata w Meksyku(1970) ale wszystkie mecze przesiedział na ławie rezerwowych. Między słupkami zastąpił go Albertosi. I nawet tytuł wicemistrza świata nie osłodził mu goryczy osobistej porażki. Wieloletnia dominacja Dino Zoffa rozpoczęła się 2 lata później gdy przeszedł do Juventusu Turyn. Stolicą światowego futbolu był wtedy Milan ale w Turynie zaczęto właśnie budować drużynę, która z trenerem Giovannim Trapattonim miała zdominować włoską i europejska piłkę w latach 70-tych i 80-tych. Po nieudanych dla Włochów mistrzostwach Europy w 1972 reprezentacja pożegnała się też z Enrico Albertosim, którego miejsce na następne 11 lat zajął Dino Zoff. Przez następne lata włoska prasa nie szczędziła mu komplementów. Pisano wówczas że reprezentacyjna bramka jest jak ściana. Przez 2 lata a dokładnie przez 12 spotkań reprezentacyjnych(trwających 1142 minuty) Zoff nie wpuścił ani jednego gola!(do dziś tego rekordu nie pobił nikt). Bezbramkowa passa, która rozpoczęła się 20 września 1972 roku skończyła się 15 czerwca 1974r. podczas mistrzostw świata w RFN. W pierwszym meczu faworyzowani Włosi zmierzyli się z zespołem Haiti i po pierwszej połowie sensacyjnie remisowali z drużyną, której nikt nie dawał żadnych szans. Tuż po rozpoczęciu drugiej połowy haitański napastnik przedryblował włoskich obrońców, okiwał Zoffa i strzelił do pustej bramki. Sensacja wisiała w powietrzu ale Włosi potrafili się podnieść i wygrali w końcu 3:1. Osiem dni później drużynę Włoch odprawili z Mundialu dwaj Polacy- Andrzej Szarmach i Kazimierz Deyna. Dino nie mógł zaliczyć tego występu do udanych. Cztery lata później podczas mistrzostw w Argentynie było już znacznie lepiej. Włosi zdobyli dosyć dobre miejsce ale kibice byli nieusatysfakcjonowani. Domagali się zmiany w reprezentacyjnej bramce winiąc Zoffa za utratę kilku goli. Istniała poważna obawa że są to jego ostatnie mistrzostwa. Enzo Bearzot-ówczesny trener reprezentacji-jednak się nie ugiął i uważał że Dino jest fundamentem drużyny. Ten kredyt zaufania zaprocentował w 1982 roku podczas mistrzostw świata w Hiszpanii. Przed rozpoczęciem rozgrywek wiadomo było że jest to ostatni turniej 40-letniego weterana, który wciąż marzył o mistrzowskim tytule. Włosi zaczęli turniej bardzo słabo remisując kolejno z Polską, Peru i Kamerunem. Lecz potem byli już nie do zatrzymania wygrywając kolejno z Argentyną, Brazylią i Polską. W finale na Santiago Bernabeu bez problemu pokonali RFN 3:1 zdobywając po 44-letniej przerwie kolejny tytuł mistrzowski. Dino Zoff, któremu amerykański ,,Newseek’’ poświęcił wtedy swoją okładkę wpisał się do kronik mistrzostw jako najstarszy zawodnik finału. Gdy wygrywał z zachodnimi Niemcami miał wówczas 40 lat, 5 miesięcy i 13 dni. Mistrzowski tytuł miał być ukoronowaniem jego kariery i początkiem pożegnania z futbolem(ostatecznie reprezentacyjną karierę zakończył spotkaniem ze Szwecją w Göteborgu wygranym 2:0).

Z klubem chciał się pożegnać kilka miesięcy później, po królewsku. Dino miał odejść jako mistrz po finałowym meczu Pucharu Mistrzów. Niestety Włosi przegrali z Hamburgerem SV 1:0 i trzeba było trochę zmienić scenariusz. ,,Mimo to pożegnanie Dino Zoffa było jednym z najbardziej wzruszających momentów mojego pobytu w Juventusie”- napisał w swojej książce ,,Prosto z Juventusu” Zbigniew Boniek, który trafił do Turynu na rok przed odejściem Zoffa. -,,Mieliśmy najlepszego bramkarza na świecie. W tych słowach nie ma ani krzty przesady. Nawet w wieku 40 lat był on modelowym graczem, przy tym zawsze bardzo pokornym i miłym. Prawdziwy profesjonalista od początku do samego końca swojej kariery”. Odchodzący na piłkarską emeryturę Zoff ustanowił jednocześnie kilka rekordów do dziś nie pobitych! Rozegrał w drużynie narodowej 112 spotkań i stał nieprzerwanie we włoskiej bramce przez 11 lat. W Serie A rozegrał 570 spotkań w tym wszystkie 330 z Juventusem. Ponadto 6 razy zostawał mistrzem kraju, raz Zdobywcą Pucharu Włoch i raz Pucharu UEFA.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Marusek
@MoralnyKarzel
@Safrani

1

@FCBparasiempre Ostatnio to chyba takim walczakiem był Chiellini!

1

@Bernard777 Mi na szybko to przychodzi do głowy dwóch: Claudio Gentile i Terry Butcher!

13

Blaugrana wyrównuje rekord:

Dokładnie 10 lat temu FC Barcelona pokonała na Camp Nou FC Sevillę 2:1 w 26 kolejce Primera Division. W barwach gości nie zobaczyliśmy Grzegorza Krychowiaka, który w dalszym ciągu leczył kontuzję. Dla podopiecznych Luisa Enrique było to już 34. spotkanie z rzędu bez porażki. Tym samym "Duma Katalonii" wyrównała rekord Realu Madryt z sezonu 1988/1989. Ostatnią porażkę FC Barcelona poniosła 3 października. Wtedy to ”Duma Katalonii” uległa właśnie Sevilli. Od tego czasu podopieczni Luisa Enrique odnieśli 27 zwycięstw, a sześć razy remisowali. Do rekordu Realu Madryt z sezonu 88/89, którego trenerem był Leo Beenhakker, brakowało jedynie jednego meczu. Sevilla przyjechała na Camp Nou bez kontuzjowanego Grzegorza Krychowiaka oraz zawieszonego za kartki Evera Banegi. Na domiar złego, w tym sezonie Primera Division, podopieczni Unai Emery’ego nie wygrali jeszcze meczu na wyjeździe. Mecz układał się wedle schematu, jaki towarzyszy praktycznie wszystkim spotkaniom FC Barcelony. Gospodarze wymieniali wiele podań, długo utrzymywali się przy piłce a goście ograniczali się do gry w defensywie i kontrataków. Pierwsze poważne zagrożenie stworzył Lionel Messi, który chciał zaskoczyć Sergio Rico bezpośrednio z rzutu rożnego, ale trafił tylko w słupek. Chwilę później strzał Sergi Roberto zatrzymał się na poprzeczce. Barca atakowała, ale to przyjezdni wyszli na prowadzenie. Szybką kontrę wykończył Vitolo. Na odpowiedź gospodarzy nie trzeba było długo czekać. Jeżeli w tym sezonie Messi podchodzi do rzutu wolnego, to niemal pewne, że będzie groźnie. Tak było i w tym przypadku, bo najlepszy zawodnik świata zdobył bramkę numer 16 w tym sezonie Primera Division. Tuż po przerwie Blaugrane na prowadzenie wyprowadził Gerard Pique a asystę zaliczył Luis Suarez. Blisko wyrównania był Kevin Gameiro, lecz świetną interwencja popisał się Claudio Bravo. Sevilla wyraźnie nie chciała przegrać tego meczu, a jej ataki rozkręcały się z minuty na minutę. Blaugrana dowiozła jednak wygraną do końca i wyrównała rekord "Królewskich". W La Liga Katalończycy mieli 8 punktów przewagi nad drugim Atletico Madryt oraz aż 12 nad trzecim Realem.

@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Bernard777
@Gary
@Adran360

14

Wszystkiego najlepszego panie Włodku!

Włodzimierz Lubański kończy dzisiaj 79 lat. Nikomu z was nie musze przedstawiać tak wybitnej postaci polskiego futbolu. Dziękujemy panie Włodku za oddanie serca białoczerwonym barwom. Nigdy o tobie nie zapomnimy!

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani

2

@Bernard777 No jakże by inaczej! Dzięki śliczne i wzajemnie :)
Ps. Spełnieniem miłego dnia będzie zwycięstwo nad Villarelem, co będzie raczej bardzo trudnym zadaniem...

15

„Tarzan” waleczne serce:

28 lutego 2003 r. Carles Puyol doznał podwójnego złamania oczodołu i kości jarzmowej. Po konsultacji z lekarzami nie zdecydował się jednak na operację aby jak najszybciej wrócić do gry. Do 2012 r. doznał aż 35 różnych urazów, między innymi głowy, żeber, obu kolan i kostek. Z uwagi na nasilające się kontuzje, w szczególności kolan, zdecydował się zakończyć piłkarską karierę z końcem sezonu 2013/14. Takiego walczaka z taką charyzmą to już chyba długo nie będzie w ,,naszym” klubie.

@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360

11

Sto lat od pionierskiego meczu pomiędzy FC Barceloną a Levante:

Mecz odbył się 28 lutego 1926 roku na „Camp de Les Corts” w ramach 1/8 Copa del Rey a Barça wygrała 5:0. 28 lutego 1926 roku „dwunastu piłkarzy z "Cabanyal", jeden z Asturii i jeden z Kraju Basków pojawiło się na Les Corts” – relacjonował o tym debiutanckim meczu Felip Bens z gazety „Levante” który zakończył się zwycięstwem 5:0 drużyny znanej już jako Barça, po czterech golach Emiliego Sagi-Barby i jednym Rafaela Musterósa.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@Marusek Nawet jak mają w poście imieniny czy urodziny, to w poście nie można urządzać żadnych zabaw!
Co najwyżej skromniutko i cichutko!

13

Copa America w cieniu tragedii:

27 lutego 1955 r. Chile gromi Ekwador 7:1 na Estadio Nacional w Santiago. Ten mecz rozpoczął 23 edycje Copa America. Już po raz piąty Santiago de Chile gościło uczestników turnieju. W 1955 u podnóża Andów zebrali się prawie wszyscy najlepsi. Prawie, gdyż zabrakło Brazylii. Lecz za to po ośmioletniej nieobecności pojawiła się wreszcie Argentyna. Jej futbol wyrwał się w końcu ze stanu absurdalnej izolacji. Ku upadkowi chylił się zużyty i skompromitowany reżim Juana Perona, który kwitnący niegdyś kraj doprowadził na krawędź gospodarczego krachu. Dobiegła też końca malownicza awantura kolumbijska, w wyniku której całe pokolenie najlepszych piłkarzy świata praktycznie wypadło poza nawias oficjalnego futbolu, zbijając za to fortuny na jego odległych peryferiach. Najwybitniejsi z nich, tacy jak Di Stefano czy Rial podbijali już wtedy Hiszpanię a wkrótce i całą Europe. W przeciągu tego czasu w Argentynie wyrosła i dojrzała całkiem nowa generacja. Trenerem reprezentacji pozostawał wciąż żelazny ,,Don Guillermo” Stabile, twórca niezapomnianych sukcesów lat 40-tych. Przygotował on niezmiernie ciekawy zespół. Znakomity bramkarz Mussimessi, twardzi atletyczni obrońcy jak Pedro Dellacha czy bracia Vairo. Godny następca legendarnego Montiego a mianowicie pomocnik Eliseo Mouriño. Natomiast w napadzie trener Stabile zdecydował się na eksperyment bez precedensu w dziejach argentyńskiego futbolu. Po długim namyśle wystawił całą piątke bramkostrzelnego Independiente! Była to wówczas rzecz wprost nie do pojęcia, tym bardziej że Independiente ostatni tytuł mistrzowski zdobył w 1948 a potem bezskutecznie usiłował przełamać hegemonie Racingu, River Plate i Boca. Lecz jego szerokoskrzydły atak pracował jak idealnie naoliwiona maszyna. Właśnie na owo perfekcyjne zgranie i niezwykłą skuteczność postawił ,,Don Guillermo”. Tę piątke stanowili: Micheli, Cecconato, Bonelli, Grillo i Osvaldo Cruz.



Turniej był bardzo wyrównany i stał na wysokim poziomie. Tylko Ekwador nie miał nic do gadania. Również Paragwaj, którego czołowi piłkarze zostali rozchwytani przez kluby Europy i Ameryki, nie miał szans na obrone tytułu sprzed 2 lat. Z kolei Urugwaj oparł się głównie na rutyniarzach, nieco już zmęczonych i najwyraźniej sytych sławy. Maspoli, Gonzalez, Tejera, Perez i Miguez najlepsze lata mieli za sobą. Miarą słabości Celestes była klęska jakiej doznali z Argentyną(1:6!). Dla odmiany Peru zbierało rzęsiste oklaski. To była prawdziwa radość dla oczu, frajda dla smakoszy i estetów. ,,Inkowie” pozostali wierni swemu stylowi gry i narodowej mentalności. Bawili się piłką swobodnie i radośnie. Znana już wówczas dobrze piątka napadu: Felix Castillo Guillermo, Barbadillo Alberto, Roberto Castillo, Maximo Mosquera i Oscar Sanchez z wdziękiem i lekkością haftowała na murawie wymyślne arabeski. Dyscypline taktyczną wykazali Peruwiańczycy właśnie w meczu z Argentyną remisując 2:2. Był to jedyny punkt urwany zwycięzcom turnieju. Niewiele przecież brakowało aby tytuł Copa America przypadł gospodarzom. Chile sformowało najlepszy w swych dotychczasowych dziejach zespół, jeszcze lepszy miał się tylko okazać ten z 1962, gdzie zajeli 3 miejsce na świecie. Napastnicy Melendez, Robledo, Muñoz i Jaime Ramirez nastrzelali najwięcej goli na turnieju bo aż 19, o jednego więcej niż znakomita formacja argentyńska. Znów, jak to już niejednokrotnie w Copa America bywało, o wszystkim miał przesądzić ostatni mecz Chile-Argentyna. Do tej chwili bowiem obaj adwersarze zgromadzili po 7 punktów. Prasa i radio roznieciły wokół tego ,,meczu stulecia” zupełnie niebywałe emocje. Udzieliły się one niemal całemu społeczeństwu, do szaleństwa rozmiłowanemu w swojej drużynie, po raz pierwszy stojącej o krok od spełnienia dwu dotychczas nieosiągalnych tęsknot: pokonania mitycznej Argentyny i za jednym zamachem zdobycia Pucharu Ameryki.



Już wczesnym rankiem w dniu meczu raporty policyjne pełne były niepokojących sygnałów. Gęstniejący tłum coraz ciaśniej otaczał bramy stadionu. Około 18-tej uchylono pierwszą tylko brame, wpuszczając nieliczne setki ludzi a z tyłu masa ludzka, z każdą minutą bardziej nerwowa, podrażniona i zdezorientowana. Gigantyczny tłum zaczął falować niebezpiecznie. Porządkowi wpadli w popłoch, tracąc panowanie nad sytuacją. Zdesperowanych kibiców przenikała tylko jedna myśl- dostać się na trybuny za wszelką cene, choćby siłą! Rozpętało się piekło. Wydawało się wręcz iż zmasowany szturm zakołysał wyniosłymi murami chilijskiego Colosseum. Rozgrywały się sceny dantejskie, ludzie dusili się w potwornym ścisku, padali i byli tratowani przez napierające bezładnie szeregi. Do akcji wkroczyła policja, gazowymi bombami próbując rozproszyć oszalałą mase ludzi. Nie na wiele to się zdało. Bilans tego dnia był straszliwy. Siedmiu kibiców przypłaciło życiem swą miłość do futbolu, setki odniosły rany i obrażenia. Ta tragedia położyła się cieniem na wszystkim, co się później zdarzyło. Jednak żałobe narodową obchodziło Chile dopiero parę godzin później, bowiem te 60 tys. widzów, którzy w końcu zasiedli na trybunach, na te 90 minut zapomnieli o nieszczęściu, owładnięci myślą o wygranej. Zbiorowy, niesamowity doping zagłuszył jęki rannych i wyrzuty sumienia, lecz na krótko. Wyższość Argentyny nie podlegała dyskusji. Wprawdzie Escuti obronił potężną bombe Labruny ale przed suchym uderzeniem Michelego musiał skapitulować. Chile przegrało życiową szanse 0:1. ,,Albicelestes” po 8 latach odzyskali prymat w Ameryce. Gdy przebrzmiał ostatni gwizdek sędziego, do tysięcy Chilijczyków dotarła ponura prawda iż prawdziwe nieszczęście wydarzyło się nie na płycie boiska, lecz kilka godzin wcześniej. Noc 31 marca 1955 roku była najsmutniejsza w dziejach Santiago.

@Adran360
@Gary
@Bernard777
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Safrani
@Sysia11

0

@Marusek Ale hola, hola! Karnawał już się skończył. Teraz mamy post i wszelkie zabawy zabronione!

2

@Comentateiro Na pierwsze pytanie bardzo ciężko jest odpowiedzieć, gdyż w zasadzie postawiłbym tu znak równości. Zresztą czy wogóle jest sens porównywać te triumfy w pierwszym i drugim pytaniu? To są całkowicie inne rozgrywki. Przy drugim pytania, jeśli juz, to zdecydowanie skłaniałbym się na tytuł MŚ, przedewszystkim dlatego że są to rozgrywki międzynarodowe i trudniej jest je wygrać. Podobnie zresztą tak jak w pierwszym pytaniu...

15

Wybitne legendy futbolu:

27 lutego 1929 r. urodził się Djalma Santos, brazylijski prawy obrońca(moim skromnym zdaniem najlepszy w dziejach prawy defensor świata). Djalma Santos jest obok Franza Beckenbauera jednym z dwóch graczy, których trzykrotnie wybierano do drużyny marzeń Mundialu. Znakomite występy w Portuguesie sprawiły, że w 1952 roku Djalma Santos trafił do reprezentacji Brazylii. Dwa lata później pojechał z kadrą narodową na mistrzostwa świata do Szwajcarii, gdzie zagrał we wszystkich spotkaniach "Canarinhos". W nazwanym "Bitwą o Berno" meczu z uważaną wówczas za najmocniejszą na świecie drużyną Węgier zdobył nawet gola, jednak jego zespół przegrał 2:4. Ze Szwajcarii Brazylijczycy wrócili bez medali ale Djalma Santos grał na tyle dobrze, że wybrano go do najlepszej "jedenastki" turnieju. Cztery lata później, w roku 1958 w Szwecji "Canarinhos" z graczem Portguesy w składzie nie mieli już sobie równych. W wygranym 5:2 finale ze Szwecją Santos był jednym z najlepszych na boisku i ponownie trafił do "drużyny marzeń". Na mundial w 1962 roku do Chile ten znakomity boczny obrońca jechał już jako gracz Palmeiras, do którego przeszedł trzy lata wcześniej. Brazylia ponownie została najlepszą drużyną świata a Djalma Santos znów znalazł się w "jedenastce" turnieju. Ostatnie mistrzostwa świata Djalma Santos zaliczył w wieku 37 lat w Anglii w 1966 roku i został najstarszym brazylijskim piłkarzem w historii Mistrzostw Świata. Jego powołanie przez selekcjonera Carlosa Alberto było dla wielu niespodzianką. Tym razem nękani kontuzjami "Canarinhos" nie zachwycili i dość szybko odpadli z rywalizacji. W reprezentacji po raz ostatni zagrał w roku 1968, w sumie wystąpił w barwach Brazylii 98-krotnie i zdobył 3 gole. Był prekursorem ofensywnego stylu gry bocznych obrońców. W czasie swojej kariery nigdy nie został wyrzucony z boiska. W 2004 roku z okazji stulecia Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej (FIFA) słynny rodak Pele umieścił Djalmę Santosa wśród 100 najwybitniejszych piłkarzy i piłkarek w historii futbolu.

@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Gary
@Bernard777
@Comentateiro
@Adran360

13

Ku czci i pamięci ,,naszych” trenerów:

27 lutego 1959 r. zmarł Patrick O'Conell, trener Blaugrany w latach1935-40. Irlandczyk trafił do Barçy z Betisu Sevilla, w którym odnosił liczne sukcesy, między innymi zdobywając jedyne w dziejach tego klubu mistrzostwo Hiszpanii. Krótko po jego przybyciu do Katalonii w kraju wybuchła wojna domowa i rozgrywki ligowe zostały zawieszone. W tym czasie FC Barcelona udała się na serie pokazowych spotkań do Meksyku i Stanów Zjednoczonych a dochód uzyskany z tego tournee pozwolił spłacić długi i uratować finanse klubu. Jednakże z 16 zawodników, którzy wybrali się w rejs za ocean, jedynie czterech powróciło wraz z O'Conellem do Barcelony. Pomimo tego trenerowi udało się stworzyć nową drużynę i wygrać z nią rozgrywki o nazwie „Liga Catalana” a także mistrzostwo Katalonii w 1938 r., jako dwudzieste pierwsze w dorobku klubu.

Również 27 lutego tyle że w roku 1963 zmarł Richard Khon, znany jako Jack Domby lub Ricardo Domby. Ten były austriacki piłkarz prowadził Barçe w sezonie 1933/34 lecz na 18 spotkań pod jego przywództwem Duma Katalonii wygrała tylko 10 i w trakcie rozgrywek z uwagi na niezadowalające wyniki, trener i zawodnicy musieli zgodzić się na obniżkę zarobków. Blaugrana w La liga zajeła dopiero 9 miejsce ale warto wspomnieć iż Khon pozwolił w owym sezonie zadebiutować błyskotliwemu pomocnikowi- Josepowi Escoli.

Cules nie zapominają i dziękują za wszystko co uczyniliście dla ,,naszego klubu”.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani

13

Żywe legendy futbolu:

Swoje 53 urodziny obchodzi dziś Ole Gunnar Solskjær, znany norweski były napastnik oraz trener. Solskjær rozpoczynał karierę w klubie Clausenengen. Później przeszedł do Molde FK. W wieku 23 lat został graczem Manchesteru United. Z drużyną „Czerwonych Diabłów” był sześciokrotnym mistrzem Anglii, dwukrotnym zdobywcą Pucharu Anglii oraz triumfatorem Ligi Mistrzów w 1999 roku. W reprezentacji Norwegii rozegrał 67 meczów i strzelił 23 gole. Jest uznawany za jednego z najlepszych graczy w historii norweskiego futbolu. 19 grudnia 2018 roku został ogłoszony tymczasowym trenerem Manchesteru United. W roli trenera Manchesteru United zadebiutował 22 grudnia 2018 roku w wygranym 1:5 meczu przeciwko Cardiff City. 21 listopada 2021 roku został zwolniony z funkcji menadżera Manchesteru United. Na stanowisku zastąpił go Michael Carrick.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Marusek
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974

15

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

26 lutego 1946 r. we Wrześni urodził się Roman Jakóbczak, czołowy napastnik poznańskiego Lecha w latach 70-tych. Często był porównywany do Teodora Anioły a wielu określało go mianem jego następcy. Znakomicie potrafił uderzyć zza pola karnego i był pewnym egzekutorem rzutów wolnych. 20 października 1974 r. Lech rozbił u siebie Wisłę 4:1. Jakóbczak strzelił dla swojego zespołu wszystkie cztery gole(!) w tym dwie z rzutów wolnych. ,,Sport” nagrodził go najwyższą możliwą oceną a Jakóbczak stał się pierwszym w historii zawodnikiem, który za swój występ dostał notę „10”. Był wychowankiem Zjednoczonych Września. Jako 19-latek trafił do Czarnych Żagań a po roku do Śląska Wrocław, gdzie spędził kolejne trzy sezony. W 1969 r. został zawodnikiem Pogoni Szczecin. Przed sezonem 1971/1972 razem z Włodzimierzem Wojciechowskim chcieli odejść do Lecha, ale nie zgodzili się na to działacze szczecińskiego klubu, którzy zdyskwalifikowali obu piłkarzy. W połowie marca jednak oba kluby doszły do porozumienia i Jakóbczak mógł pomóc swojej nowej drużynie w awansie do elity. W Lechu grał do 1976 r. Zaliczył w tym czasie 127 meczów (112 w I lidze) i strzelił 37 goli (33 w I lidze). Później próbował swoich sił w klubach francuskich a we wrześniu 1980 r. wrócił na chwilę do Lecha, żeby zagrać w pucharze Polski. Potem poświęcić się pracy szkoleniowej. W 1993 r. został następcą Henryka Apostela i na koniec sezonu świętował z klubem mistrzostwo kraju. Dobre występy w lidze zwróciły uwagę Kazimierza Górskiego, który powołał Jakóbczaka na mistrzostwa świata w 1974 r. O jego powołaniu zadecydowało imponujące serce do gry, ambicja, bojowość i silny strzał. Lechita jednak nie zagrał ani minuty. Trafił na czas, w którym kadra dysponowała wieloma znakomitymi snajperami i zwyczajnie ciężko się było mu przebić. Umiejętnościami wcale jednak od kolegów nie odstawał, a trener Górski przyznał po latach, że trochę żałował, że nie dał mu choćby jednej szansy w turnieju. Debiutował jeszcze przed mistrzostwami – 15 maja 1974 r. w wygranym 2:0 meczu z Grecją, w którym strzelił bramkę. Drugiego gola w kadrze strzelił Kanadzie w październiku 1974. W kręgu zainteresowań trenera pozostawał do 1976 r. Ostatni występ zaliczył 26 maja w przegranym 0:2 meczu z Irlandią. W Reprezentacji rozegrał 5 meczów, strzelając 2 gole.

@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

11

Wybitne legendy brytyjskiego futbolu:

26 lutego 1946 r. urodził się Colin Bell, jeden z najlepszych angielskich pomocników lat 60-tych i 70-tych. Był częścią reprezentacji, która w 1968 r. na mistrzostwach Europy doszła do półfinału, a dwa lata później w Meksyku dotarła do ćwierćfinału mundialu. W drużynie narodowej występował przez siedem lat i zdołał w tym czasie uzbierać 48 meczów i dziewięć razy trafić do siatki rywali. Wielu kolegów z boiska wyrażało się o jego umiejętnościach z wielkim uznaniem. Najbardziej jest znany ze swoich występów w Manchesterze City, ale jego pierwszym poważnym klubem było Bury. W tym drugoligowym klubie, w którym szybko powierzono mu opaskę kapitańską, spędził niecałe trzy sezony. Na początku 1966 r. przeszedł do City, które w Second Division walczyło o awans do ekstraklasy. Wiosną zagrał w 11 spotkaniach i swoimi czterema bramkami dołożył małą cegiełkę do osiągniętego sukcesu, jakim było zajęcie pierwszego miejsca w tabeli. Przez szereg kolejnych sezonów Bell był pewnym punktem drużyny i jednym z najskuteczniejszych strzelców w klubie. Obok niego ważnymi ogniwami zespołu byli Francis Lee i Mike Summerbee. Cała trójka dobrze się rozumiała i współpracowała ze sobą na boisku, co przekładało się na strzelone gole. Wkrótce trio Bell-Lee-Summerbee stało się jednym z najgroźniejszych ataków w lidze i na stałe zapisało się w pamięci kibiców. W 1968 r. Colin Bell był jednym z motorów napędowych drużyny, która zdobyła drugie w historii klubu mistrzostwo kraju. Rok później do tego tytułu zawodnicy dołożyli Puchar Anglii, a w 1970 i 1976 r. dwa Puchary Ligi. Wygrana w Pucharze Anglii uprawniała Manchester City do startu w Pucharze Zdobywców Pucharów. Angielska ekipa w sezonie 1969/70 radziła sobie w tych rozgrywkach znakomicie. Odprawiali każdego rywala po drodze i dotarli aż do wielkiego finału. Tu ich rywalem była drużyna Górnika Zabrze i jak wielu polskich kibiców doskonale pamięta, to City okazało się w tym pojedynku lepsze. Jego kariera została zastopowana w listopadzie 1975 r., kiedy doznał poważnej kontuzji prawego kolana. Uraz okazał się na tyle skomplikowany, że pomocnik stracił nie tylko resztę sezonu, ale też cały kolejny. Wrócił dopiero 26 grudnia 1977 r. w meczu z Newcastle. Na boisku pojawił się po przerwie, czym wywołał wielki aplauz wśród publiczności. Kontuzja pozostawiła jednak swój ślad i po absencji Bell nie był już tym samym zawodnikiem.

Sam pomocnik zdawał sobie sprawę, że jego czas powoli przemija. Sezon 1978/79 był jego ostatnim w barwach City. Przez kilkanaście lat pobytu w klubie stał się jego ikoną, a dziś bez zastanowienia wymieniany jest w gronie największych legend Manchesteru City. W lidze zaliczył bez mała 400 meczów, a jeśli doliczymy do tego spotkania pucharowe, to licznik jego klubowych występów zatrzyma się na imponującej liczbie 492. W 1980 r. postanowił wycisnąć ze swojej kariery jeszcze trochę i spróbować swoich sił w amerykańskiej NASL. Został zawodnikiem San Jose Earthquakes, ale przygoda ta skończyła się po rozegraniu ledwie pięciu meczów. Po zakończeniu kariery Bell pracował jako szkoleniowiec w zespołach rezerw i drużynach juniorskich City. Pełnił też funkcję klubowego ambasadora. W 2005 r. zdiagnozowano u niego raka jelita grubego. Na szczęścia wykryto go w dość wczesnym stadium i możliwa była operacja, którą przeprowadzono trzy tygodnie po diagnozie. Zmarł w wieku 74 lat.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani

2

Vamos Jaga!!
Vamos kuźwa Vamos!!!

18

Zbawiciel Messi:

26 lutego 2017 r. FC Barcelona pokonuje Atletico Madryt 1:2 w 24 kolejce Primera Division. Przez cały mecz Leo był bardzo pilnowany ale pojawił się w samą porę, by uratować swoją drużynę na „Vicente Calderón”. Messi dał Blaugranie zwycięstwo na stadionie Atlético Madryt, strzelając gola w 86. minucie, który rozstrzygnął zacięty i emocjonujący pojedynek, w którym każda z drużyn mogła zdobyć trzy punkty. Zespół Luisa Enrique nadal walczy o mistrzostwo La Liga i wywiera presję na Real Madryt, odnosząc decydujący wynik dla FC Barcelony, która przybyła na Calderón w najbardziej krytycznym momencie sezonu. Trener z Asturii zdecydował się na zmianę taktyki stosując formację 3-4-3 w ataku, co pokrzyżowało pierwotne plany przeciwnika. Z Mathieu i Rafinhą jako głównymi nowymi zawodnikami w wyjściowej jedenastce, Barça zdominowała posiadanie piłki w pierwszych minutach meczu z Atlético, które nie nadążało z wywieraniem presji w tej nietypowej sytuacji. Jednak gdy podopieczni Simeone'a zrozumieli trudności w budowaniu akcji przez Blaugrane, zwiększyli swoją presję. Gra zaczęła się otwierać a pojawiły się pierwsze okazje bramkowe. Atlético, tuż przed upływem kwadransa, pokazało oznaki życia, stwarzając kilka kolejnych okazji a kulminacją była sytuacja sam na sam Griezmanna z ter Stegenem w 25. minucie, która mogła dać „Rojiblancos” prowadzenie. Po przechwycie Carrasco, Francuz oddał strzał z dystansu, a bramkarz Barcelony spektakularnie obronił wyciągniętą ręką. Była to pierwsza z wielu tego typu interwencji niemieckiego bramkarza. Barça, która do tej pory miała problemy ze stwarzaniem klarownych sytuacji, pomimo dłuższego posiadania piłki, odpowiedziała akcją Neymara, która zakończyła się nieuznaniem gola Suáreza z powodu faulu Urugwajczyka na Oblaku w polu karnym. Gol wydawał się nieunikniony a Atlético miało kolejną dobrą okazję za sprawą Griezmanna, który zamiast oddać strzał, zdecydował się na podanie do Kokego z rzutu karnego, ale Ter Stegen odczytał jego intencje.

To była ostatnia szansa Atlético w pierwszej połowie, która zakończyła się dwoma atakami gości: mistrzowsko wykonanym rzutem wolnym Messiego, który Oblak dobrze obronił, oraz strzałem głową Piqué z rzutu rożnego, który również obronił bramkarz Atlético. Zagrożenie ze strony Barcelony utrzymywało się na początku drugiej połowy, kiedy Suárez miał klarowną okazję, którą niewytłumaczalnie zmarnował. Zacięta akcja nie zmieniła wyniku a gra toczyła się powoli na suchym boisku Calderón, zapełnionym dziś kibicami Barcelony, która w końcu objęła prowadzenie w 63. minucie za sprawą Rafinhy. Do tego momentu Brazylijczyk, w dużej mierze nieskuteczny, wpakował piłkę do siatki palcem wskazującym, wykorzystując zamieszanie Suáreza w polu karnym. Atlético dobrze przyjęło cios i siedem minut później wyrównało ponownie za sprawą Godína, który wyskoczył do precyzyjnego rzutu wolnego Koke i skierował piłkę głową do siatki. Nie do zatrzymania dla Ter Stegena, który wydawał się nie do pokonania. Mecz wszedł w decydującą fazę z poczuciem że remis rozstrzygnie taktyczną walkę Luisa Enrique z Simeone, ale obecność Messiego zawsze ma znaczenie. Argentyńczyk pojawił się, gdy jego drużyna najbardziej go potrzebowała i strzelił gola w 86. minucie po kolejnej zaciekłej akcji Suáreza. Głód gry napastników FC Barcelony przesądził o losie Atlético, nie dając im czasu na odrobienie strat. Popatrzmy jak to było:



@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Gary
@Bernard777
@Adran360

13

Niezawodne M.V.P.:

26 lutego 2011 r. FC Barcelona zdała egzamin celująco, pokonując Mallorcę 3:0 i udowadniając, że w razie potrzeby Guardiola może liczyć na swoją ławkę rezerwowych. FC Barcelona odniosła 22. zwycięstwo w sezonie w meczu, w którym miała problemy z rozkręceniem się, ale ostatecznie zwyciężyła dzięki jakości ataku i grze takich zawodników jak Keita. Gole dla Blaugrany zdobyli Messi, Villa i Pedro. Zespół Guardioli przybył na stadion „Iberostar” bez czterech podstawowych zawodników: Valdésa, Xaviego, Puyola i Alvesa. Trener Barcelony był zmuszony zastąpić Alvesa na prawym skrzydle Adriano, a także przywrócić Abidala na środek obrony, wystawić Keitę w pierwszym składzie i powierzyć Inieście rolę rozgrywającego. Barça rozpoczęła mecz z wieloma problemami w środku pola i z trudem przejęła kontrolę nad grą. Mallorca z kolei ruszyła do ataku a Webó był ich najgroźniejszym zawodnikiem, wspieranym przez Ayoze. Minęło pół godziny, zanim Barcelona stworzyła sobie pierwszą klarowną okazję w meczu. Po prostopadłym podaniu Messi wykończył strzałem, który przeleciał nad bramką Aouate. Minutę wcześniej Ayoze miał kolejną okazję, zmuszając Pinto do interwencji. Choć okazji było niewiele, obie drużyny miały swoje szanse. Mallorca zaczęła bardzo dobrze i wydawała się zdeterminowana, by nie oddawać pola. Jednak z powodu braku pomocy, Barça polegała na sile swojego ataku. Niezasłużenie, Blaugrana zdobyła bramkę w 37. minucie, ponownie dzięki Messiemu. Po mistrzowskim podaniu Keity, Argentyńczyk znalazł się sam na sam z Aouate i widząc jego wahanie, przerzucił piłkę nad bramkarzem precyzyjnym strzałem głową. Bramka dodała skrzydeł drużynie Guardioli i zmiażdżyła Mallorcę. Barça obudziła się z letargu i od tego momentu bezlitośnie atakowała bramkę Mallorki.

Barça rozpoczęła drugą połowę lepiej ustawiona niż w pierwszej, w końcu rozgrywając piłkę do woli. Poprawa widoczna pod koniec pierwszej połowy trwała a druga bramka padła wkrótce po kontrataku. Z wysoko ustawioną linią obrony, Mallorca nie mogła nic zrobić przeciwko prostopadłemu podaniu Busquetsa do Villi , który znalazł się zupełnie sam przed Aouate i bez problemu zdobył drugą bramkę. Była 56. minuta a mecz był praktycznie rozstrzygnięty. Ale do Barcelony dołączył jeszcze jeden gość: Pedro. Napastnik z Wysp Kanaryjskich potwierdził swoją znakomitą formę trzecim golem, zaledwie dziewięć minut po uderzeniu Villi (65. minuta). Pedro ponownie zaskoczył bramkarza Mallorki potężnym strzałem z krawędzi pola karnego, który wpadł do siatki. Nie było już wątpliwości, że mecz wygra Barça a Guardiola wykorzystał okazję, by dać odpocząć Pedro i Villi, zastępując ich Bojanem i Afellayem. Co więcej, w końcówce trener Blaugrany dał szansę debiutu zawodnikowi akademii Martínowi Montoyi, który zastąpił Adriano na prawym skrzydle.

Josep Guardiola przyznał, że jego zespół napotkał trudności w pierwszej połowie meczu z Mallorcą i pochwalił grę Maliana Seydu Keity w wygranym 3-0 meczu z Mallorcą na „Iberostar”. „Ci, którzy nie grają, mają trudności z przebiciem się do podstawowego składu, ale muszą wiedzieć, że mają pewność siebie. Ale z postawą taką jak Seydu(Keita) wszystko jest łatwiejsze. Dzisiaj, wraz z Andrésem (Iniestą), wspierał nas w pierwszej połowie. Zawsze atakował a potrzebujemy kogoś takiego jak Seydu, dlatego tak bardzo się z niego cieszę” – oświadczył Guardiola. Barça miała problemy w pierwszej połowie meczu a Guardiola przyznał, że przeciwko Mallorce „to był mecz, w którym pamiętam, że mieliśmy największe problemy, żeby się rozkręcić”.



@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Gary
@Bernard777
@Adran360

14

Debiut na ,,Camp del Carrer Muntaner”:

26 lutego 1905 r. FC Barcelona zadebiutowała na nowym stadionie przy ulicy Muntaner. Było to jedno z pierwszych dobrze przystosowanych boisk do uprawiania futbolu. Znajdowało się na działce pozbawionej zabudowań, przed fabryką „Can Miralles”, między ulicami Muntaner, Industria, Casanova i Coello. Boisko stanowiło własność osoby prywatnej, było długie na 97 metrów i szerokie na 65. Wynajmowały je na swoje mecze drużyny z miasta. Pierwszym, który z niego korzystał był Hispania Athletic Club, występujący tam aż do zakończenia działalności w 1903 r. Po 2 latach wynajeła go Blaugrana, która użytkowała tę przestrzeń aż do 1909 r., kiedy klub kupił pobliskie tereny, które stały się później boiskiem przy ulicy Industria. Blaugrana zadebiutowała na tym obiekcie towarzyskim meczem z FC Catala, przegranym 3:2, wystawiając do gry tylko dziesięciu piłkarzy. Paradoksalnie Barça na tym boisku nie rozegrała żadnego oficjalnego spotkania, ponieważ Stowarzyszenie Klubów Katalońskich zdecydowało iż rozgrywki o mistrzostwo Katalonii będą się odbywać na jego terenie, nieopodal Szpitala Klinicznego. Jednakowoż stadion przy ulicy Muntaner jest pierwszym, na którym Duma Katalonii podejmowała Real Madryt, zwyciężając 5:2. Poza tym boisko przy ulicy Muntaner było pierwszym placem gry FC Barcelony, które miało założone siatki na bramkach. Kupił je ówczesny prezydent Bartomeu Terradas od angielskiego klubu w czasie jednej z podróży do Londynu. W ten sposób zakończyły się pomyłki i spory odnośnie tego, czy piłka wpadła do bramki, czy też przeleciała obok.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani

1

@Adran360 Daj spokój! W końcu tu jest Polska a my jesteśmy Polakami!

10

„Stadion „La Romareda” musiałby zostać zamknięty przez co najmniej rok”:

Stadion „La Romareda” jest domem Realu Zaragoza, historycznego klubu hiszpańskiej piłki nożnej. Ta świątynia futbolu w Saragossie była świadkiem wielu wspaniałych wieczorów, podczas których kibice świętowali sukcesy swojej drużyny. Jednak skrywa również wspomnienia smutnych chwil, takich jak ta, którą wspominamy dziś. 25 lutego 2006 roku FC Barcelona odwiedziła stadion „La Romareda”. W składzie drużyny znalazł się znakomity Samuel Eto'o, który był w szczytowej formie i stanowił poważne zagrożenie dla Realu Saragossa. Kameruński napastnik był już wcześniej obiektem rasistowskich obelg i przyśpiewek w poprzednim sezonie. Część trybun posunęła się nawet do rzucania w zawodnika orzeszkami ziemnymi, co było całkowicie niedopuszczalne. Samuel Eto'o odpowiedział strzeleniem gola a podczas celebracji naśladował ruchy małpy, co było wyraźnym nawiązaniem do odgłosów wydawanych pod jego adresem z trybun. Jednak rok później Kameruńczyk miał już dość i postanowił opuścić mecz. Przez nagłośnienie stadionu próbowano uspokoić sytuację i nakłonić kibiców do zaprzestania obrażania zawodnika ale sytuacja zamiast się uspokoić, wręcz przeciwnie – zaostrzyła się. Sędzia Esquinas Torres próbował przekonać napastnika FC Barcelony ale ten wydawał się zdecydowany opuścić boisko. Wtedy zdecydowanie interweniował Brazylijczyk Ewerthon, zawodnik drużyny przeciwnej. Napastnik Realu Zaragoza powiedział sędziemu i samemu Eto'o, że jeśli on opuści boisko, on również to zrobi. Ten gest pozwolił Kameruńczykowi kontynuować grę.

Zrozumiałe jest, że incydent ten przyćmił rozgrywki ligowe tego weekendu. Po ostatnim gwizdku trenerzy obu drużyn( Frank Rijkaard i Víctor Muñoz) potępili rasistowskie obelgi i przyśpiewki z części trybun „La Romaredy”. Sędzia odnotował incydent w swoim raporcie. W pewnym sensie był to punkt zwrotny w walce z rasizmem w hiszpańskiej piłce nożnej. Osoba zaangażowana w incydent była znacznie bardziej stanowcza w swoich słowach: „Stadion La Romareda powinien zostać zamknięty co najmniej na rok”.

@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Bernard777
@Gary
@AssisMoreira
@Adran360

1

@FcPortoFan1999 No ja ogólnie typuje ich jako czarnego konia mundialu. Pytanie tylko na ile będzie im doskwierał ten upał i wilgotność? Bo jeśli wogóle nie będzie doskwierał to typuje co najmniej ćwierćfinał...!

0

@BojanKriKicz Golem tak ale raczej nie awansem. Real z pewnością rostrzygnie to na włąsną korzyść...

7

Pięknie, gratulacje dla Bodo za walke, wytrwałość i za całokształt. W pełni zasłużyli na 1/8 Ligi Mistrzów a to może nie być wcale koniec. Niech piekny sen kopciuszka trwa w najlepsze! Swoją drogą jestem bardzo ciekaw występu reprezentacji Norwegii na tegorocznym Mundialu? Czy oni poradzą sobie z tymi "piekielnymi" warunkami atmosferycznymi, jakie bedą wówczas panować na północnej półkuli?

1

@Adran360 Prosze używać wyłącznie polskich słów. Zielony herb wędruje tylko za pierwsze dwa zdania. Jeśli będzie się powtarzać chińszczyzna to nie dam herba, gdyż nic z tego nie bede rozumiał... :)

14

Cenny remis przed rewanżem:

25 lutego 2020 r. FC Barcelona zremisowała z SSC Napoli 1:1 w wyjazdowym, pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów. Na gola Mertensa odpowiedział w drugiej połowie Griezmann. Czerwoną kartkę otrzymał Arturo Vidal a kontuzji doznał Pique, którego prawdopodobnie nie zobaczymy w niedzielnym Klasyku a który ostatecznie w nim zagrał. Od samego początku spotkania gospodarze postawili na własnej połowie autobus, którego nie powstydziłby się Jose Mourinho. Podopieczni Gattuso stanęli w zasadzie w dwóch liniach blisko siebie i biegali za piłką rozgrywaną w okolicach środka pola przez obrońców i pomocników Barcelony. Niestety wszystkie akcje miały ten sam finał - niezrozumiałe próby przerzucania piłki górą i aut, aut bramkowy lub po prostu strata. Raz nieco więcej miejsca miał Messi, ale nie zdołał w porę odegrać piłki do Griezmanna. Napoli wyszło z jednym groźnym atakiem, Zieliński podał do Mertensa, a ten... strzelił w samo okienko bramki Ter Stegena, niespodziewanie wyprowadzając gospodarzy na prowadzenie. Wróciły koszmary z Mediolanu, Paryża, Turynu czy Rzymu. Obawy rosły ponieważ do końca pierwszej połowy (w której gospodarze przebiegli o 7 kilometrów więcej niż Barça) obraz gry nie zmienił się a Blaugrana nie stworzyła pół groźnej sytuacji. Początek drugiej połowy nie zwiastował poprawy. Plusem był agresywny pressing blisko bramki Napoli, wymuszanie strat, całkiem uważna gra w obronie ale ofensywa kulała. Wszystko zmieniło się gdy gospodarze reklamowali faul w środku pola, sędzia kazał grać dalej, środkowy obrońca Napoli fatalnie złamał linię spalonego a Busquets pięknym podaniem uruchomił w międzyczasie Semedo, który podał do pilnującego spalonego Griezmanna i Francuz stał się pierwszym piłkarzem innym niż Messi od czasu Neymara, który strzelił gola w wyjazdowym meczu fazy pucharowej. To zmieniło postać rzeczy - 1:0 dla Napoli było wynikiem niebezpiecznym a 1:1 to już był wynik, po który de facto Barça tu przyjechała. Gospodarze nieco opadli z sił w końcówce (choć i tak przebiegli 107 kilometrów a Blaugrana znów skandalicznie mało - okrągłe 100) ale i tak znów groźnie kontratakowali i ponownie drużynę ratował Ter Stegen. Fatalne zawody rozegrał Firpo, na którego szła każda akcja Napoli w końcówce. Blaugrana w całym meczu oddała tylko jeden celny strzał, więc pod koniec mieliśmy wyłącznie próby zablokowane i kolejne nieudane dryblingi Messiego w okolicach pola karnego. Kompletnie niepotrzebną czerwoną kartkę w ostatniej minucie gry obejrzał Arturo Vidal, który po ostrym faulu (zasłużona żółta) wdał się w niepotrzebne przepychanki i obejrzał natychmiast drugą żółtą kartkę. Na domiar złego w doliczonym czasie gry Pique źle wylądował po wyskoku i podkręcił staw skokowy a z boiska schodził utykając, z grymasem bólu na twarzy. Jego występ w niedzielnym meczu z Realem był mocno zagrożony ale ostatecznie w nim wystąpił.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974

4

@MariusGajusMaximus Absolutnie nie!!! To nie jest strona o profilu politycznym!

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?