9

Za wysokie progi dla ,,Wojskowych”:

14 sierpnia 2002 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Legie Warszawa 3:0. Mecz w ramach 3 rundy eliminacji Ligi Mistrzów był jednocześnie debiutem o stawke Victora Valdesa. Młody golkiper zachował czyste konto a Barça pewnie wypunktowała rywali. Wynik otworzył strzałem z rzutu wolnego Frank de Boer. Pomimo ciągłego naporu Blaugrany i kontrataków Legii kibice długo czekali na kolejne gole. W końcu w 80 minucie gola zdobył wprowadzony po przerwie Riquelme a rywali w doliczonym czasie dobił Cocu.

@Adran360
@Astad
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

12

Pierwsze starcie na remis:

14 sierpnia 2011 r. Real Madryt zremisował z FC Barcelona 2-2 w pierwszym meczu o Superpuchar Hiszpanii. W wyjściowym składzie Barçy zadebiutował Chilijczyk Alexis Sanchez, sprowadzony niedawno z Udinese. Z kolei w barwach Realu w drugiej połowie pojawili się: Portugalczyk Fabio Coentrao(sprowadzony z Benfiki Lizbona) oraz Hiszpan Jose Callejon(poprzednio Espanyol). Brak Carlesa Puyola i Xaviego musiał odbić się na grze Blaugrany. Już początek spotkania świadczył, że czeka nas inny mecz, niż te z poprzedniego sezonu. Real groźnie atakował a do tego stosował wysoki pressing bardzo utrudniając rywalom wyprowadzenie akcji z ich własnej połowy. Przewaga "Królewskich" przekładała się na ilość dobrych okazji bramkowych. Już w 9. minucie piękną akcję rozegrali Ronaldo z Benzemą i tylko świetna interwencja Valdesa uchroniła Barcę od utraty gola. Jednak cztery minuty później Benzema wpadł z piłką w pole karne rywali i świetnie wyłożył ją Mesutowi Oezilowi a ten strzałem obok bramkarza trafił do siatki. Już po chwili próbował poprawić Ronaldo - groźnie strzelił po koźle, ale Valdes pewnie złapał piłkę. Piłkarze Realu panowali na boisku, ale do szatni schodzili ... przegrywając. Najpierw David Villa a w doliczonym czasie gry Lionel Messi pokazali, że nie można zostawić im nawet skrawka murawy. Dwa błędy w defensywie kosztowały gospodarzy utratę dwóch goli. Villa przepięknie huknął z narożnika pola karnego a Messi przepchał w polu karnym Pepe i z bliska wpakował piłkę do siatki. Chwilę wcześniej to Real mógł prowadzić, ale Benzema mając przed sobą tylko bramkarza, ślamazarnie składał się do strzału i został zablokowany. Real dość biernie zaczął II połowę, ale w 55. minucie wyrównał po strzale Xabiego Alonso. "Królewscy" odważniej zaatakowali i wypracowywali kolejne świetne okazje, jednak znakomicie bronił Valdes, który naprawiał poważne błędy katalońskiej obrony. Tak wielu okazji w starciu z FC Barceloną Real nie miał już od dawna, ale nie wykorzystali ich ani Ronaldo, ani Benzema. W 83. minucie sędzia mógł podyktować rzut karny dla "Królewskich", gdyż Valdes celowo trącił Ronaldo ręką w polu karnym, ale arbiter nie zareagował.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

10

Pierwszy ,,supercrack” FC Barcelony:

14 sierpnia 1912 r. Paulino Alcantara zdobywa swój drugi z rzędu hattrick w swoim drugim meczu dla Dumy Katalonii. Dokonał tego w towarzyskim meczu z CE Sabadell, wygranym przez Barçe 8:2. Ja tylko przypomne że ,,nasza” wybitna legenda liczyła sobie w tym meczu tylko 15 lat i 10 miesięcy! Z przekazów tekstowych z tamtej epoki można wywnioskować że Filipińczyk nie był gorszy od Messiego a kto wie czy nie lepszy….? Pamiętajmy że Alcantara ma nawet lepszą średnią gola na mecz od Messiego, wynoszącą 1,01. Messi natomiast dysponuje średnią 0,86…

@Adran360
@Astad
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

10

Żywe legendy rodzimego futbolu:

13 sierpnia 1963 r. urodził się znany bramkarz Józef Wandzik. Pan Józef swoją przygodę z piłka rozpoczął w wieku 13 lat w LZS Rodło Górniki. Co prawda w ataku, ale szybko poznał się na nim "Tyjo" Henryk Hajda. To pod jego okiem czynił postępy w bramkarskim rzemiośle. Postępy były na tyle duże, że po czterech latach spędzonych w Górnikach, w lipcu 1980 roku, trafił do, trenowanego przez Leszka Jezierskiego, Ruchu Chorzów. Na debiut w ekstraklasie musiał trochę poczekać, bo w bramce "Niebieskich" grali bardziej doświadczeni Henryk Bolesta i Janusz Jojko. W końcu jednak i do Józka uśmiechnęło się szczęście: 20 marca 1982 roku wybiegł w pierwszym składzie Ruchu w wyjazdowym meczu ligowym z Wisłą Kraków (1:1) i odtąd to konkurenci musieli się martwić jak go "wygryźć" z bramki. Wysoki młokos z miejsca wdzierający się do szerokiej czołówki ligowych bramkarzy, kibicom piłkarskim w kraju był już znany z występów w reprezentacjach juniorskich (trenerzy Henryk Apostel i Mieczysław Broniszewski), z którymi święcił nie lada sukcesy: srebrny medal I Mistrzostw Europy Under-18 w RFN (1981r.) i IV miejsce w II Mistrzostwach Europy juniorów w Finlandii (1982). Później wespół z kolegami dorzucił do tej kolekcji jeszcze brązowy medal IV Mistrzostw Świata Under-20 w Meksyku (1983). Utalentowany Ślązak zbierał wówczas rewelacyjne recenzje, wielu fachowców wróżyło mu karierę reprezentacyjną na miarę legendarnych poprzedników - Edwarda Szymkowiaka, Huberta Kostki, czy Jana Tomaszewskiego... Po 3 sezonach spędzonych w klubie z ul. Cichej, Wandzik, zdecydował się na najbardziej ryzykowny krok w swojej karierze. Otrzymał propozycję z Górnika Zabrze i z niej skorzystał, wiedząc, że przeciwni są temu działacze Ruchu. Ostatecznie chorzowski klub nałożył na swego byłego bramkarza 8-miesięczną dyskwalifikację. Przez cały okres karencji Wandzik tylko trenował, nie rozgrywając żadnego oficjalnego meczu... Po takich przejściach mogło być już tylko lepiej. I rzeczywiście - było! W drugiej połowie lat 80-tych w Górniku zbudowano znakomitą drużynę, która w kraju nie miała sobie równych. W składzie aż roiło się od piłkarzy wybitnych - Waldemar Matysik, Jan Urban, Ryszard Komornicki, Andrzej Iwan, Andrzej Pałasz, Ryszard Cyroń, a później także Robert Warzycha. Wielkie nazwiska napotykamy także wśród szkoleniowców, którzy wtedy pracowali w klubie z ul. Roosevelta - Antoni Piechniczek, Hubert Kostka, Lesław Ćmikiewicz i Marcin Bochynek. W tym towarzystwie młody golkiper rozwinął skrzydła. Rychło stał się w Zabrzu zawodnikiem niezastąpionym - w okresie od jesieni 1985 roku do wiosny 1989 roku wystąpił w 101 kolejnych meczach ligowych swojej drużyny! Z Górnikiem kolekcjonował krajowe laury - m.in.: 4 tytuły mistrzowskie 1985-88 oraz III. miejsce w lidze 1989 i Superpuchar Gloria Victis Polski 1988. W Zabrzu grał przez 6 lat. Mecz ostatniej kolejki ligowej sezonu 1989-90: Motor Lublin - Górnik Zabrze (0:2), był dla niego pożegnalnym występem w polskiej lidze. W sumie Wandzik zaliczył niej 196 gier. W 87 z nich zachował czyste konto.

Latem 1990 roku Górnik wystawił Wandzika na listę transferową. W kolejce ustawiły się kluby zagraniczne - belgijski RSC Charleroi, francuski US Valenciennes i grecki Panathinaikos. Najkonkretniejsi byli Grecy, a w zamian za bramkarza do kasy górniczego klubu wpłynęło ok. 330 tys. marek. W Atenach na Wandzika czekał już Krzysztof Warzycha (serdeczny druh z czasów wspólnej gry w Ruchu Chorzów), który do Panathinaikosu trafił w grudniu 1989 roku. Pierwsze miesiące w nowym otoczeniu nie były łatwe: drużyna Wszechateńskich gładko przegrała dwumecz PEMK z Lechem Poznań, a jednym z głównych winowajców porażki uczyniono nowego bramkarza. Jednak trenerzy zespołu nie odwrócili się od Polaka, konsekwentnie wystawiając go w meczach ligowych. Ten zaś wkrótce zaaklimatyzował się w zespole i świetną grą szybko zaczął spłacać kredyt zaufania. Wspólnie z "Guciem" Warzychą, poprowadził Koniczynki do wielu sukcesów - m.in.: 3 mistrzostw (1991, 95 i 96) i 3 wicemistrzostw kraju (1993, 94 i 98) oraz 4 Pucharów (1991, 93, 94 i 95) i 2 Superpucharów Grecji (1993 i 94). Dobrze wiodło się Wandzikowi także w europejskich pucharach: z ekipą "Koniczynek" docierał do ćwierćfinału (1991-92) i półfinału Ligi Mistrzów (1995-96)! W historii greckiej ekstraklasy - Alfa Ethniki zapisał się Wandzik także jako autor okazałych seriali gry bez straty gola - w sezonie 1992-93 nie puścił bramki przez 906, a w sezonie 1994-95 przez 873 minuty ligowych zmagań Panathinaikosu! Z racji świetnych występów w bramce i wzrostu (195 cm) kibice Panathinaikosu nazwali Polaka "Górą" i ten sympatyczny przydomek przylgnął do niego już na stałe. Przez ponad 10 lat gry w greckiej Alfa Ethniki zaliczył w niej 280 spotkań, w 129 meczach ligowych w Grecji nie wpuścił żadnej bramki! Józef Wandzik jest także rekordzistą polskiej drużyny narodowej: aż w 25 ze swych 52 meczów reprezentacyjnych nie wpuścił żadnej bramki (dalsze miejsca: Jan Tomaszewski - 23 gry bez strat, Adam Matysek - 21)! Po zakończeniu kariery zawodniczej Wandzik rozpoczął karierę trenerską. Pracował z młodzieżą w dzielnicowym klubie z ateńskiej Vrilissii, opiekował się młodymi bramkarzami i samodzielnie prowadził jedną z drużyn. Został asystentem trenera i szkoleniowcem bramkarzy w beniaminku pierwszej ligi - PAE Kalithea Ateny. Tam podopieczni Wandzika - Jorgos Souloganis i Albańczyk Fotis Strakosha należeli do wyróżniających się golkiperów ekstraklasy.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Astad
@Adran360

10

Polska reprezentacja na Olimpiadzie:

13 sierpnia 1936 r. Norwegia pokonała Polske 3:2 w meczu o 3 miejsce na Olimpiadzie w Berlinie. W 1936 r. na igrzyskach w Berlinie nasi reprezentanci odnieśli największy sukces w swojej dotychczasowej historii. Ich wynik poprawiły dopiero Orły Górskiego 36 lat później. Początkowo brano pod uwagę 36 piłkarzy. Zgrupowanie rozpoczęło tylko 25, a po nim wyłonić planowano 18 wybrańców, którzy dostąpią zaszczytu reprezentowania barw narodowych na berlińskich igrzyskach. W gronie 36 zawodników był Ernest Wilimowski. Ostatecznie jednak nie pojechał na igrzyska, a jego usunięcie z kadry było, delikatnie mówiąc… kontrowersyjne. Pisano o pijaństwie, czy o rzekomym zawodowstwie w Ruchu, ale do dziś trudno ustalić, co tak naprawdę chcieli osiągnąć działacze, pozbywając się najlepszego w tamtym czasie napastnika.

13 sierpnia na Stadionie Olimpijskim zgromadziło się 90 tys. widzów. Widowisko okazało się jednym z najlepszych spotkań turnieju. Oba zespoły, mimo bolesnych porażek w poprzednich starciach, walczyły z niezwykłą ambicją i bardzo fair. Szanse obu drużyn były równorzędne, a styl gry podobny. O zwycięstwie miały więc decydować lepsza kondycja i przygotowanie mentalne. Nasi trenerzy dali pograć kilku rezerwowym, którzy zastąpili najbardziej zmęczonych zawodników pierwszej jedenastki. Po szybkich atakach już w 4. minucie wywalczyliśmy rzut rożny. W podbramkowym zamieszaniu piłkę w siatce zdołał umieścić Gerard Wodarz. Po szybkim wyjściu na prowadzenie poszliśmy za ciosem, a norweski bramkarz znalazł się w sporych opałach. Po upływie dziesięciu minut gry, w rzutach rożnych było już 5:0 dla nas, ale nie potrafiliśmy przełożyć tej przewagi na gole. Stopniowo zaczęli do głosu dochodzić Skandynawowie i ich ataki przyniosły skutek w 15. minucie. Wtedy to Arne Brustad zdobył wyrównującą bramkę. Sześć minut później, ten sam zawodnik, który później zostanie uznany w opinii fachowców najlepszym na całym turnieju, wykorzystał zdenerwowanie i niedokładność naszych graczy, pokonując Albańskiego po raz drugi. Podrażnieni Polacy odpowiedzieli w mgnieniu oka. Trzy minuty po stracie gola Wodarz zacentrował do Peterka, ten uderzył z półobrotu i na tablicy wyników znowu był remis. Kibice musieli być zachwyceni, ledwie 25 minut gry, a zdążyli obejrzeć już cztery trafienia. Strzelona bramka podziałała na naszych zawodników motywująco i w 30. minucie byli o krok od zdobycia trzeciego gola, ale norweski obrońca zdołał wybić piłkę z linii bramkowej. W kolejnych akcjach świetne strzały Gada i Wodarza obronił Henry Johansen. Norwedzy niebezpiecznie kontratakowali, ale do przerwy rezultat nie uległ zmianie. W drugiej części obraz gry pozostał taki sam. Na przemian atakowali jedni i drudzy. Po naszej stronie świetne okazje mieli Kisieliński i Gad, a w bramce dobrze spisywał się Albański. W 67. minucie Wodarz trafił w poprzeczkę, ale nie było nikogo, kto mógłby dobić. Wszystko wskazywało na to, że rozstrzygnięcie zapadnie dopiero w dogrywce. Niestety, pięć minut przed końcowym gwizdkiem Gałecki nie upilnował Monsena, który przerzucił futbolówkę do niekrytego Brustada. Norweg strzelił, piłka trafiła w poprzeczkę i odbiła się od pleców naszego bramkarza, wolno wtaczając się do bramki. Szał radości w zespole rywali, rozpacz w naszych szeregach. Polacy przegrali 2:3 i wracali do domu z niczym.

Niezależni obserwatorzy twierdzili, że w meczu o brąz spotkały się dwie najlepsze drużyny turnieju. Polacy pokazali światu, że potrafią grać w piłkę. Potwierdzili to dwa lata później na mistrzostwach świata we Francji w fantastycznym starciu z Brazylią. Gdyby do Berlina pojechał bohater tamtego spotkania, czyli Ernest Wilimowski, to kto wie, czy w stolicy III Rzeszy nie wybrzmiałby Mazurek Dąbrowskiego. Na to, żeby nasz hymn został odegrany na niemieckiej ziemi, musiało czekać jednak aż całe pokolenie miłośników futbolu.

@Adran360
@Astad
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@partymaker A to nie jest czasem już przetłumaczone na Polski?

13

Przełomowe wydarzenie w dziejach FC Barcelony:

13 sierpnia 1973 r. Barça sfinalizowała transfer Johana Cruyffa. Na okładce ,,El Mundo Deportivo’’ pojawili się między innymi trener Rinus Michels, Johan Cruyff oraz jego reprezentanci, świętujący podpisanie umowy. Razem z nimi na zdjęciu znalazł się także prezydent Ajaxu Jaap van Praag, który jednocześnie ,,pod stołem’’ torpedował transfer. Najpierw przedstawiciele holenderskiego klubu zdementowali osiągnięcie porozumienia, następnie obiecali transfer Cruyffa w grudniu ale z biegiem czasu zmieniali postawe, zwłaszcza że Johan zagroził iż nie zagra na Mundialu w RFN, jeżeli jego przejście do FC Barcelony nie dojdzie do skutku. W końcu ,,boski” Johan zadebiutował 28.10.1973 r. przeciwko Granadzie. Cruyff mógł trafić do Blaugrany dużo wcześniej, gdy trenerem Barçy był Vick Buckingham, odkrywca jego talentu w Ajaksie. Na przeszkodzie stanął jednak zakaz transferów obcokrajowców, zniesiony dopiero w 1973 r. Ten transfer stworzył podwaliny największych sukcesów w historii Dumy Katalonii.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

1

@Gary A to on wypowiadał się po Polsku??

10

Cules pamiętają o wybitnych legendach Blaugrany:

Dokładnie 130 lat temu urodził się hiszpański defensywny pomocnik Ramon Torralba Larraz. Zawodnik znany pod pseudonimem ,,La Vella”(starzec) zakończył karierę w FC Barcelonie mając… 40 lat! Grał w środku pola i do dziś jest uważany za jednego z najlepszych piłkarzy środka pola w historii klubu. Został zapamiętany przez lojalność wobec klubu, w którym spędził 14 kolejnych sezonów. Dla Dumy Katalonii rozegrał 567 spotkań, strzelając 20 goli. W tym czasie zdobył 5 Pucharów Króla oraz 10(!) mistrzostw Katalonii. Trzeba pamiętać że w okresie kariery Ramona nie było jeszcze rozgrywek La Liga a Puchar Hiszpanii traktowany był jako mistrzostwo Hiszpanii.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

5

Moim klubem jest RTS ale dzisiaj, mimo wszystko całym sercem za Lechem!
Vamos ,,Kolejorz! Vamos a ganar!

0

@Gary No to ja ci powiem że kompletnie nie pamiętam tego meczu. Jeśli był transmitowany na otwartej antenie to z pewnością go oglądałem. Natomiast jeśli był zakodowany to tylko mogłem go oglądać w knajpie z kumplem(kumplami) ale też tego nie przypominam sobie?

10

Supercopa de España:

12 sierpnia 2018 r. FC Barcelona pokonała Sevillę 2:1(1-1) w meczu o Superpuchar Hiszpanii i po raz trzynasty w historii zdobyła to trofeum. Gola na wagę triumfu zdobył Ousmane Dembele. Po raz pierwszy w historii o zdobyciu Superpucharu Hiszpanii zadecydował jeden mecz. Po raz pierwszy mecz tych rozgrywek rozegrano poza granicami tego państwa. W tamtej edycji wybór padł na marokański Tanger. W dotychczasowych edycjach Duma Katalonii triumfowała 12-krotnie, zaś Sevilla tylko raz. W tym meczu faworytem mógł być tylko jeden zespół. Spotkanie piłkarze Blaugrany rozpoczęli jednak kiepsko. Już w 9. minucie kapitalnym zagraniem popisał się Luis Muriel a adresatowi tego podania Pablo Sarabii nie pozostało nic innego jak skierować piłkę do bramki strzeżonej przez Marca-Andre Ter Stegena. Przy tej okazji doszło także do pierwszego wykorzystania systemu VAR w hiszpańskiej piłce. Ubiegłe lata wobec licznych błędów arbitrów pokazywały przydatność zastosowania tej technologii. Nie inaczej było tym razem. Dzięki systemowi VAR sędzia uznał gola dla Sevilli. Podopieczni Ernesto Valverde wzięli się do roboty. Dobrych okazji na wyrównanie nie wykorzystali Clement Lenglet oraz Luis Suarez. Tuż przed przerwą w końcu drogę do siatki znalazł Gerard Pique. Były reprezentant Hiszpanii dobił piłkę po niefortunnej interwencji bramkarza Andaluzyjczyków. Po zmianie stron zawodnicy Sevilli przygaśli, a piłkarze FC Barcelony rozpędzali się. W bramce tych pierwszych dwoił się i troił nowy nabytek - Tomas Vaclik, który odkupił winy za błąd z pierwszej połowy. Nie zdołał jednak uchronić swojego zespołu od utraty drugiego gola. W 79. minucie pięknym uderzeniem zza pola karnego popisał się Ousmane Dembele. Kiedy wydawało się, że trofeum da piłkarzy "Dumy Katalonii" jest już pewne, w ostatnich sekundach zaatakowali zawodnicy Pablo Machina. W pole karne wbiegł Aleix Vidal, który został powalony przez interweniującego Ter Stegena. Sędzia podyktował rzut karny. "Jedenastkę" po kiepskim strzale zmarnował jednak Francuz Wissam Ben Yedder. FC Barcelona dzięki temu zwycięstwu zapewniła sobie trzynaste trofeum w Superpucharze Hiszpanii, co czyni ją zdecydowanie najbardziej utytułowaną ekipą w historii tych rozgrywek. Oto gole i składy z tego historycznego wydarzenia: Gerard Pique(42 m.), Ousmane Dembele(79 m.) / Pablo Sarabia(9 m.)

FC Barcelona: Marc-Andre ter Stegen - Nelson Semedo, Gerard Pique, Clement Lenglet, Jordi Alba - Rafinha (46' Ivan Rakitić), Sergio Busquets, Arthur (53' Philippe Coutinho) - Leo Messi, Luis Suarez, Ousmane Dembele (86' Arturo Vidal)

FC Sevilla: Tomas Vaclik - Gabriel Mercado (85 ' Wissam Ben Yedder), Simon Kjaer, Sergi Gomez - Jesus Navas, Roque Mesa, Ever Banega, Sergio Escudero - Franco Vazquez, Luis Muriel (60' Andre Silva), Pablo Sarabia (71' Aleix Vidal)

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

13

Feliz cumpleaños panie Aitor!

Swoje 61 urodziny obchodzi dzisiaj Aitor ,,Txiki” Beguiristain. Baskijski skrzydłowy w latach 80-tych był wielką gwiazdą Realu Sociedad. W sezonie 1987/88 jego drużyna zajęła 2 miejsce w La Liga i ,,Txiki” wraz z kolegami z zespołu- Bakero i Lopezem Rekarte trafili do FC Barcelony. Na Camp Nou spędził aż 7 lat, przez cały czas będąc podstawowym zawodnikiem pierwszej drużyny. Strzelił dla Barçy 81 goli w 313 meczach, wydatnie przyczyniając się do zdobycia 11 pucharów. Kariere kończył w 1999 r. w japońskiej Urawie. W 2003 r. powrócił do Barcelony i został dyrektorem sportowym podczas dwóch kadencji Joana Laporty. Po wyborach w 2010 r. odszedł aby po 2 latach przyjąć propozycje posady dyrektorskiej w Manchester City.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@FcPortoFan1999 Tak czy siak całego nie dam rady obejrzeć. Ciekaw jestem czy Bednarek czegoś głupiego nie nawywija...?

0

@FcPortoFan1999 To w Portugalii godzina różnicy? Myślałem że na całym Iberyjskim jest jak w Polsce?

0

Dopiero teraz ten mecz ,,Smoków"? No szkoda kuźwa że nie o północy jeszcze! Wtedy to już napewno wszyscy będą oglądać

4

@FCBparasiempre
W finale International Soccer League przeciwnikiem Polonii był New York Americans. Zespół ten tworzyli najlepsi zawodnicy z nowojorskich lig. Trzon kadry stanowili Anglicy, Niemcy, Węgrzy czy Grecy. Szkoleniowcem drużyny był John Herberger – tak, z tych Herbergerów. Był bratankiem słynnego Seppa Herbergera. Nie udało mu się jednak zaszczepić niemieckiego porządku w zespole. Wygranie grupy było szczytem ich możliwości. Choć przed spotkaniem trener odgrażał się, że rozszyfrował styl gry Polaków, to „Sport” po meczu ironicznie to podsumował, że opracowana przez niego recepta zdała się psu na budę. 31 lipca na Randall Island Stadium byli tylko tłem dla bytomian. Polonia wygrała 3:0, a na listę strzelców wpisali się kolejno Jan Banaś, Zygmunt Szmidt i Jerzy Jóźwiak. Wysokie zwycięstwo praktycznie przesądziło o wyniku dwumeczu. W rewanżu gracze Polonii chcieli stracić jak najmniej sił. Zwycięzca finałowej rywalizacji zyskiwał prawo gry o Puchar Ameryki. Nastawili się na grę obronną i zostali skarceni. W 28. minucie Szymkowiak musiał wyciągać piłkę z siatki po strzale Neubauera. Rozdrażniło to śląski zespół i już dwie minuty później wyrównał Szmidt. Po raz kolejny wpisując się na listę strzelców, udowodnił, że warto go było wypożyczyć z GKS-u. Po przerwie na 2:1 podwyższył Jerzy Jóźwiak, który wykorzystał dokładne podanie od Pogrzeby. Polonia dowiozła wynik do końca spotkania i wygrywając Interligę, zapewniła sobie udział w dwumeczu o Puchar Ameryki. Jan Liberda został przez amerykańskich dziennikarzy wybrany na najlepszego zawodnika Interligi.

O Puchar Ameryki rywalizował jego zwycięzca sprzed roku i aktualny mistrz Interligi. Przez trzy lata z rzędu równych sobie nie miała Dukla Praga. Polskie zespoły nie miały szczęścia do czeskiego klubu. Rok wcześniej nie sprostało mu Zagłębie Sosnowiec, a w europejskich pucharach zacięte, ale przegrane boje toczył z nim Górnik. Prowadzeni przez Jaroslava Vejvodę prażanie byli zdecydowanym faworytem dwumeczu. Polonia zdążyła już jednak udowodnić, że wcale nie jest słabeuszem. Swoją dobrą postawą w Interlidze potwierdziła, że nie przypadkowo zdobyła Puchar Rappana. Na pewno nie zamierzała się położyć na boisku i czekać na wymierzoną karę. Pierwszy mecz został rozegrany 7 sierpnia. Początek był bardzo wyrównany, ale żadnej z drużyn nie udało się zdobyć gola. W bytomskim zespole brakowało Jana Liberdy, który pauzował z powodu urazu. Kiedy upłynął kwadrans drugiej części gry, czeską bramkę odczarował Jan Banaś. Wykonywał rzut wolny z odległości około 20 metrów. Piłka po jego strzale odbiła się od jednego z Czechów i wróciła mu nogi. Nie namyślając się długo, uderzył jeszcze raz. Ivo Viktor był bezradny. Polonia nieoczekiwanie objęła prowadzenie. Na dwanaście minut przed końcem bytomianie zdobyli drugą bramkę. Sytuacja była bardzo podobna do tej Banasia. Tym razem stały fragment wykonywał Norbert Pogrzeba, a do odbitej od czeskiego zawodnika piłki doskoczył Ryszard Grzegorczyk, który ustalił wynik spotkania. Starciem z Duklą interesowała się już cała piłkarska Polska. Nic dziwnego, w końcu w tamtym okresie sukcesów naszego futbolu było jak na lekarstwo. Polskie Radio przeprowadzało nocną transmisję ze spotkania, a telewizja przyjechała zrobić program o tym, jak miasto żyje meczem. Nauczeni doświadczeniem bytomianie w rewanżu nie zamierzali się ograniczać do defensywy. Od samego początku ruszyli do ataku. Pierwszą bramkę zdobyli jednak prażanie. Josef Vacenovský potężnym strzałem z 30 metrów pokonał Edwarda Szymkowiaka. Nasz reprezentacyjny bramkarz dwoił się i troił, żeby nie wpuścić więcej goli. Zespół z Czechosłowacji zwietrzył swoją szansę i dążył do wyrównania stanu dwumeczu. Piłkarze Polonii jednak doskonale zdawali sobie sprawę, że najlepszą obroną jest atak. Ich starania przyniosły skutek w 30. minucie gry. Wtedy to do wyrównania doprowadził Jerzy Jóźwiak. Chwilę później ten sam zawodnik trafił w poprzeczkę, potem Jan Banaś w spojenie i jeszcze raz Jóźwiak w poprzeczkę. Michał Matyas mówił o fantastycznej opiece bogini szczęścia nad bramkarzem Pavlem Koubą. W drugiej odsłonie na boisku pojawił się Jan Liberda, który zmienił Szmidta. Polacy stwarzali nieustannie zagrożenie pod czeską bramką, a nasza obrona była nie do przejścia. Mimo wielu okazji do końca meczu wynik nie uległ zmianie. Remis był zwycięski dla bytomian. Zdobyli Puchar Ameryki. ,,Główny komitet kultury fizycznej i turystyki przesyła serdeczne gratulacje i wyrazy podziękowania za ogromny sukces w USA, odniesiony przez waszych piłkarzy. Jest to nie tylko sukces klubu i piłki nożnej, ale całego sportu. Życzę klubowi i jego członkom dalszych największych sukcesów sportowych”– pisały sportowe władze w specjalnej depeszy. Po ostatnim gwizdku wielu ze zgromadzonych na trybunach kibiców wdarło się na boisko. Kiedy Bill Cox zaczął wygłaszać przemówienie, jego słowa zostały zagłuszone przez wiwaty polskich kibiców i dźwięki śpiewanego przez nich Mazurka Dąbrowskiego. Zawodników i trenerów podrzucano na rękach. ,,Fruwałem tak wysoko do góry, że obawiałem się, iż zawadzę głową o instalacje elektryczne”– wspominał Michał Matyas.

Amerykańska Polonia, która bardzo dbała i wspierała zawodników w trakcie ich pobytu w USA, również i po finałowym starciu byli z piłkarzami. ,,Po meczu biegaliśmy wokół murawy, a miejscowa polonia chciała nam wrzucać do pucharu dolary. Tylko że wieczko się nie otwierało. Napychali więc kieszenie, a wieczorem w hotelu każdy wyciągał dolary i liczył. Pamiętam, jak kibice w Nowym Yorku zaśpiewali „Mazurka Dąbrowskiego”, a potem „Rotę”. Dla tych ludzi to było wielkie przeżycie”– opowiadał Anczok.

Na Okęciu wylądowali w piątek trzynastego, ale to był ten ze szczęśliwych piątków. Pierwsi kibicom pokazali się Jan Liberda i Edward Szymkowiak, którzy wspólnie z dumą prezentowali zdobyty puchar. Drużyna pojawiła się w kowbojskich kapeluszach. Jeszcze w Ameryce postanowili, że to właśnie w nich pokażą się kibicom. Nie przypadło to do gustu władzom, które uważały je za symbol zgniłego, zachodniego imperializmu. Wielu miało ze sobą masę prezentów, którymi obdarowywali ich rodacy mieszkający za oceanem i które sami kupili dla rodziny za zaoszczędzone pieniądze. Największą popularnością cieszyły się radia tranzystorowe. ,,Niektórzy mieli ich nawet po siedem. Już w USA trudno było wytrzymać, gdy z każdego kąta pokoju dobiegały dźwięki innej muzyki”– śmiał się Walter Winkler. Na lotnisku witały ich tylko rodziny, delegacja miejskich władz i przedstawiciele PZPN-u. Prawdziwe powitanie szykowane było w Bytomiu. Zanim jednak wyjechali autokarem w drogę do domu, zjedli uroczysty posiłek w hotelu Bristol. Nic dziwnego, że tak wystawnie ich witano. Odnieśli nie tylko sukces sportowy, ale i przywieźli dla PZPN 20 tys. dolarów. Przed gmachem Centralnego Domu Towarowego, gdzie bytomianie zaprezentowali zdobyte trofea, wstrzymany został ruch uliczny. Tymczasem w Bytomiu od wczesnych godzin porannych na placu Ernsta Thälmanna, który dziś nosi imię Sobieskiego, zaczęli gromadzić się pierwsi sympatycy. Nikt nikogo nie zwoływał, wszyscy przychodzili spontanicznie. Miejsca w okolicznych kamienicach dawno były zajęte. Kiedy autobus z piłkarzami wyjeżdżał ze stolicy, na placu już robiło się tłoczno. Wzdłuż drogi z Częstochowy do Bytomia ustawiali się rozradowani kibice i pozdrawiali jadących zawodników. Centrum miasta i okoliczne ulice były pełne. Poczta Polska przygotowała okolicznościowy stempel, a na scenie, którą ustawiono na placu, grała orkiestra i występował zespół estradowy. Wreszcie w eskorcie patrolu motocyklowego Milicji Obywatelskiej autokar z piłkarzami wjechał do miasta. Kiedy zawodnicy wyszli na scenę, 100 tys. zgromadzonych ludzi oszalało. Przemówienia co rusz były przerywane gromkimi brawami i skandowaniem nazwisk zawodników. ,,Byliśmy zawsze myślami z wami, wiedzieliśmy, że w nas wierzycie, że bez pucharu Ameryki nie mamy po co wracać!”– krzyczał Jan Liberda. Zdobyte przez bytomian trofea były dla kibiców czymś niewiarygodnym. Jedynymi sukcesami, jakie odnosiło polskie piłkarstwo, były wtedy wygrane w pojedynczych spotkaniach z renomowanymi rywalami. O jakichkolwiek pucharach można było zapomnieć. Śmiało można stwierdzić, że od czasów występu na francuskim mundialu, był to największy sukces naszego futbolu. Tamten sezon był ostatnim, w którym przeprowadzono rozgrywki. Cox nie potrafił się porozumieć z władzami amerykańskiej federacji i Interliga przeszła do historii. Polonia Bytom zdążyła jednak zapisać swój piękny ostatni rozdział.

7

@FCBparasiempre
Polonia Bytom zajmuje szczególne miejsce w historii naszego piłkarstwa. Założony w 1920 r. klub, który po wojnie reaktywowano i który przejął barwy lwowskiej Pogoni, w latach 50. i 60. zaliczał się do krajowej czołówki. Był pierwszym, któremu udało się przejść przez pierwszą rundę Pucharu Europy Mistrzów Krajowych. Dokonali tego w sezonie 1962/63. W 1965 r. wygrali rozgrywki, które dzisiaj wszyscy znamy jako Puchar Intertoto (wówczas Puchar Karla Rappana). To jedyny polski team tryumfujący w europejskich rozgrywkach. W finale uporali się z SC Lipsk, a w uznaniu ich dokonań zaproszono zespół do udziału w amerykańskiej International Soccer League. Interliga, jak nazywano te rozgrywki w Polsce, była towarzyskim turniejem, w którym rywalizowały silne europejskie kluby. Amerykanie pierwsze kroki w światowym futbolu stawiali jeszcze w XIX w. W 1885 r. rozegrali w Newark pierwszy mecz, w którym przegrali 0:1 z Kanadą. Rok później zrewanżowali się i wygrali w takim samym stosunku. Za pierwsze oficjalne uznaje się jednak spotkanie ze Szwecją z 1916 r., które rozegrano trzy lata po powstaniu związku. Już w 1930 r. brali udział w mistrzostwach świata, gdzie odpadli dopiero w półfinale. 20 lat później w Brazylii miał miejsce Cud na trawie i Amerykanie pokonali 1:0 Anglików po golu Joe Gaetjensa. Mimo tych sukcesów i stosunkowo szybkich początków, piłka nożna nie cieszyła się wielką popularnością w tym kraju. Dużo więcej kibiców przyciągał baseball, koszykówka, futbol amerykański czy hokej na lodzie. W 1960 r. William Drought Cox postanowił to zmienić. Człowiek ten był absolwentem Yale. Jako dobrze prosperujący biznesmen, który zbił majątek w przemyśle drzewnym, postanowił zainwestować w sport. Przez krótki czas był właścicielem baseballowego klubu Philadelphia Phillies, ale wkrótce wyszło na jaw, że zawiera zakłady bukmacherskie na swój własny klub. Było to sprzeczne z zasadami i jego przygoda z baseballem dobiegła końca. Widział potencjał w piłce nożnej. Doskonale zdawał sobie sprawę, że poziom amerykańskich drużyn, delikatnie mówiąc, nie jest najwyższy. To w tym dostrzegał główny powód małego zainteresowania tą dyscypliną wśród Amerykanów. Uważał, że jeśli podniesie się poziom i kibice będą mogli oglądać na boisku prawdziwe gwiazdy, to wtedy frekwencja na stadionach się zwiększy. Powołał więc do życia rozgrywki International Soccer League. Udało mu się namówić do sponsorowania kilku innych przedsiębiorców i w 1960 r. odbyła się pierwsza edycja rozgrywek. Brały w nich udział nie tylko profesjonalne ekipy z Europy, ale i z Ameryki Południowej. Nazwiska wielkich piłkarzy i wysoki poziom rywalizacji miały przyciągnąć na stadion rzesze kibiców. Jedynym Amerykańskim zespołem był New York Americans, a oprócz niego w premierowej edycji wzięły udział: szkocki Kilmarnock, angielskie Burnley, francuski OGC Nice, niemiecki Bayern, Glenavon z Irlandii Północnej, Crvena Zvezda z Jugosławii, włoska Sampdoria, portugalski Sporting, szwedzkie Norrköping, austriacki Rapid i reprezentujące Brazylię Bangu Atlético Clube. To właśnie ten ostatni zespół, w którym grał mistrz świata ze Szwecji – Zózimo, triumfował w rozgrywkach, pokonując w finale Kilmarnock.

Polonia Bytom nie była pierwszym klubem z Polski zaproszonym do udziału w rozgrywkach. Wcześniej, w 1963 r. takie zaproszenie wystosowano do zabrzańskiego Górnika. Ówczesny mistrz Polski świetnie się zaprezentował. Zabrzanie dotarli aż do finału, a zaskoczony tym faktem Cox, musiał odwołać rezerwację powrotnych biletów lotniczych dla Polaków. Był pewien, że w starciu z Dinamem Zagrzeb przegrają. Tymczasem Górnicy zwyciężyli 4:0. W finale zmierzyli się z angielskim West Hamem. W jego szeregach grali: Booby Moore, Martin Peters i Geoff Hurst. Wszyscy trzej zostaną trzy lata później mistrzami świata. Starcie obu drużyn zakończyło się remisem 1:1. Konieczne stało się rozegranie dodatkowego spotkania. Mecz miał jednak niecodzienny przebieg. Po nieuznaniu dwóch prawidłowo zdobytych goli przez Erwina Wilczka, na boisko wdarło się kilkaset osób. Próbowali „przekonać” szkockiego sędziego McLeana do zmiany zdania. Zamieszanie trwało pół godziny. Poturbowanego głównego arbitra zastąpił sędzia liniowy – Ameykanin Aldo Clementi. Ostatecznie po golu Hursta West Ham wygrał ten mecz i całe rozgrywki Interligi. ,,Zeszliśmy też do szatni, jeszcze po drodze zbierając ostrzeżenia ze strony kibiców: „nie wychodźcie z powrotem na boisko, żeby dokończyć mecz, bo znowu tego sędziego pogonimy. To spotkanie musi być powtórzone”. Zaczęliśmy się zastanawiać, co robić. bilety powrotne zabukowano na następny dzień, o powtórce więc mowy nie było”– wspominał Stanisław Oślizło w swojej biografii.

Rok później do USA zaproszono zespół Zagłębia Sosnowiec. Klub w tamtym sezonie zdobył wicemistrzostwo Polski, ustępując pola tylko Górnikowi. Klub z Sosnowca był oczkiem w głowie Edwarda Gierka. Ówczesny I sekretarz KW PZPR w województwie katowickim miał sam pomóc w załatwieniu wyjazdu do Ameryki. Zagłębie spisało się jeszcze lepiej niż rok wcześniej Górnik. Podopieczni Teodora Wieczorka zdecydowanie wygrali swoją grupę. W pokonanym polu zostawili austriacki Schwechater, belgradzką Crvenę Zvezdę, portugalską Vitórię Guimarães i AEK Ateny. Przed spotkaniem z Grekami zawodników w szatni odwiedził Jan Kiepura. To wtedy wypowiedział słynne zdanie: ,,Ja zdobyłem Amerykę głosem, wy musicie zrobić to samo nogami!”. Ówczesny prezes Zagłębia Franciszek Wszołek tak na ten temat opowiadał w rozmowie z Wojciechem Todurem: ,,Staliśmy w tunelu, gdy zauważyłem, że przedziera się do nas mały człowieczek w czarnym kapeluszu z białą wstążką. Nic sobie nie robił z ochrony, a to nie byli byle kto, tylko wielcy jak szafy murzyni. Jednego zagadał, drugiemu przebiegł pod rękami i po chwili stał już między nami. „Chłopcy jesteście wielcy” – zaczął na powitanie, a potem dodał to słynne zdanie. Polacy zostawili po sobie znakomite wrażenie. Dzięki świetnym występom rozegranie meczu towarzyskiego zaproponował im wielki Santos. Brazylijczycy proponowali klubowi z Sosnowca 50 tys. dolarów. Mieli też opłacić podróż. Prezes Wszołek nie mógł takiej decyzji podjąć samodzielnie, nadał więc zaszyfrowaną depeszę do kraju. ,,Twoja propozycja jest fantastyczna, radzimy jednak, żebyś jej nie przyjął. Po zwycięstwach w Ameryce wrócicie do kraju jak bohaterowie. Jeżeli przegracie, to już nie będzie to… decyzja należy jednak do was”– przeczytał w odpowiedzi. Poprosił o dobę do namysłu i naradził się z piłkarzami. W parku, z dala od podsłuchów przedstawił im sytuację. Rwali się do gry, ale Witold Majewski, który miał największy posłuch w zespole, stwierdził, że skoro Gierek radzi, że mamy wracać, to powinniśmy tę radę przyjąć.

Po sukcesach Górnika i Zagłębia przyszła kolej na bytomską Polonię. Nikt specjalnie na nich nie liczył, faworytem tamtych rozgrywek był węgierski Ferencváros. Klub znad Dunaju był świeżo upieczonym zdobywcą Pucharu Miast Targowych, w finale pokonując Juventus. Polonia trafiła do grupy właśnie z Węgrami, a także z angielskim West Bromwich Albion i Kilmarnock ze Szkocji. 1 lipca 1965 r. szwajcarskimi liniami ,,Swissair”, a póżniej irlandzkimi „Aerotlans”, piłkarze z Bytomia udali się za ocean. Wszyscy byli ubrani w jednakowe granatowe garnitury z klubowym emblematem. Zanim jednak rozegrano pierwszy mecz, bytomianie musieli zaadaptować się w amerykańskiej rzeczywistości. W Polsce kraj ten był przedstawiany zupełnie inaczej niż wyglądał naprawdę. ,,Zamieszkaliśmy w hotelu w centrum Nowego Yorku. Baliśmy się z niego wyjść, żeby się nie zgubić. Autostrady w centrum, po cztery pasy w każdą stronę, wyjące samochody! i te windy… można było zgłupieć”– wspominał obrońca Walter Winkler. Zawodnicy dostawali osiem dolarów dziennej diety. Z tej kwoty za sześć mieli się wyżywić, a dwa mogli przeznaczyć na własne wydatki. Wszyscy chcieli zaoszczędzić jak najwięcej. Kolacje i śniadania robili sami, a polski rzeźnik z Brooklynu dostarczał im świeże wędliny. Obiady jedli więc w barze z kurczakami. Grano systemem mecz i rewanż. Pierwszy bytomianie mieli rozegrać z Ferencvárosem. Jedna z czołowych drużyn w Europie miała w składzie znakomitych Flóriána Alberta i Zoltána Vargę. Polonia przed wyjazdem wzmocniła swój skład Eugeniuszem Faberem i Antonim Nierobą z chorzowskiego Ruchu i Zygmuntem Szmidtem z GKS-u Katowice, który był świeżo upieczonym królem strzelców drugiej ligi. Mecz był rozgrywany w Chicago, a na trybunach zgromadziło się sporo Polaków. Piłkarzy odwiedzili też przedwojenni lwowscy gracze na czele z Adamem Wolaninem. Faworytem spotkania byli piłkarze znad Dunaju. Nieoczekiwanie jednak polski zespół postawił twarde warunki, a Węgrzy nie byli w stanie pokonać Szymkowiaka. Ostatecznie starcie zakończyło się bezbramkowym remisem, choć sędzia nie uznał dwóch bramek zdobytych przez Polonię. ,,Wszyscy byliśmy zdenerwowani. Orzechowski nawet trochę „przygadał” sędziemu. Zdenerwowani byli też nasi kibice. Po meczu omal arbitra nie pobili”– wspominał Walter Winkler. Drugie spotkanie zaplanowano na 11 lipca na godzinę 14:30. Tym razem w Nowym Jorku. Tu również nasi zawodnicy zostali bardzo ciepło przyjęci. Przeciwnikiem Polaków był mistrz Szkocji – Kilmarnock. Świeżo zakończony sezon był jednym z nielicznych, w których tytuł zdobył ktoś spoza dwójki Celtic – Rangers. Dla szkockiego klubu jest to do dzisiaj jedyne zwycięstwo w ligowych rozgrywkach. „Sport” pisał, że lipcowe upały i dubeltowe piwo mogą mieć duży wpływ na bojowość nieprzywykłych do upałów Szkotów. W starciu z Polakami mieli jednak pogodę po swojej stronie. Padał ulewny deszcz, ale nie byli w stanie przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. Mecz zakończył się wynikiem 1:1, a dla polskiego zespołu bramkę strzelił Jan Banaś. Napastnicy Polonii przebudzili się na dobre dopiero w trzecim pojedynku. Tym razem stanęli naprzeciw West Bromwich Albion. Anglicy byli dopiero czternastą drużyną angielskiej ekstraklasy, ale dwukrotnie potrafili urwać punkty piłkarzom Manchesteru United, którzy sięgnęli po tytuł. Postawili bytomianom twarde warunki. Polonia przegrywała już 0:2 po bramkach, które strzelali Szkot Ken Foggo i Anglik John Kaye. Wtedy jednak dał o sobie znać talent Norberta Pogrzeby. Urodzony w Bytomiu zawodnik dwukrotnie pokonał Raya Pottera, a potrzebował na to zaledwie trzech minut. W Ameryce spodobało mu się tak bardzo, że dwa lata później, już po opuszczeniu Polonii, będzie kontynuował karierę w St. Louis Stars. ,,Po trzech remisach odniosłem wrażenie, że rodacy odwracają się od nas. Coraz rzadziej nas odwiedzali i zapraszali do domów. Na szczęście zaczęliśmy wygrywać”– wspominał Winkler. Po pierwszej rundzie spotkań Polonia miała na koncie trzy remisy. Sprawa awansu ciągle była otwarta. Trudno było przewidzieć, która z drużyn okaże się najlepsza. Rewanżowe starcie z Ferencvárosem rozegrano 18 lipca. Miało ono zgoła inny przebieg niż pierwsze. Pierwsi na prowadzenie wyszli Węgrzy. Znakomite podanie od Gyuli Rákosiego dostał Flórián Albert i nie pozostało mu nic innego, jak umieścić piłkę w siatce. Trener Michał Matyas wiedział, że musi dokonać zmian, żeby zachować szansę na zwycięstwo w grupie. Murawę opuścił Norbert Pogrzeba, a na boisko wszedł Zygmunt Szmidt. Wprowadzenie wypożyczonego z GKS-u Katowice zawodnika wywołało ostry sprzeciw Węgrów. Protestowali, że jest to niezgodne z regulaminem, ale komitet organizacyjny stanął po stronie Polaków. W drugiej odsłonie gra się bardzo zaostrzyła, a za serię złośliwych fauli z boiska wyrzucony został Pál Orosz. Bytomianie wykorzystali liczebną przewagę i w 63. minucie wyrównał znakomity Jan Liberda. Poszli za ciosem i trzy minuty później, wprowadzony na boisko Szmidt strzelił na 2:1. Taki wynik utrzymał się do końca meczu, a dzięki zwycięstwu Polacy objęli prowadzenie w tabeli. Uskrzydleni odniesionym zwycięstwem nad mistrzem Węgier zaczęli grać jak z nut. W drugim meczu z Kilmarnock w znakomitej dyspozycji był Szymkowiak. Zachował czyste konto przez 90 minut. Z przodu znowu świetne zawody rozegrali Szmidt i Pogrzeba – strzelcy jedynych bramek w spotkaniu. Polonia wygrała 2:0 i była już tylko o mały kroczek od występu w finale Interligi. Niestety niepokój w szeregach bytomian wywołała kontuzja, jaką odniósł Jan Liberda. Lider drużyny w końcówce meczu został brutalnie sfaulowany i przez rozciętą skórę na kolanie musiał opuścić kolejne spotkanie. W ostatnim grupowym meczu do awansu wystarczał remis. Bytomianie nie mieli jednak zamiaru grać zachowawczo. Na trybunach było przecież wielu mieszkających w USA Polaków, którzy gorąco dopingowali swoich rodaków. West Bromwich miało po swojej stronie kibiców węgierskich i zawodników Ferencvárosu. Gdyby Anglicy wygrali, to właśnie Węgrzy zajęliby pierwsze miejsce. Polski zespół nie pozostawił jednak żadnych złudzeń rywalom. O ile pierwszy mecz był w miarę wyrównany i dość szczęśliwie zremisowaliśmy, o tyle drugi był już popisem napastników ze Śląska. Po raz kolejny wielką klasę zaprezentowali Norbert Pogrzeba i Zygmunt Szmidt. Obaj piłkarze strzelili po trzy bramki. Wynik 6:0 był nokautem. Anglicy zostali zdeklasowani, a Dave Murray z NBC New York wyraził po meczu opinię, że Polonia jest najlepszą drużyną, jaką kiedykolwiek oglądał w USA.

12

Polski pionier w słonecznej Italii:

Urodzony 11 sierpnia 1899 roku Józef Słonecki, swoją przygodę z wielką piłką rozpoczął w roku, kiedy wybucha „Wielka Wojna” nazwana później I wojną światową. Uganiając się za szmacianką uczył się od legendarnych braci Kucharów, założycieli słynnego i utytułowanego klubu z Kresów. Błyskotliwy skrzydłowy, świetny technik, szybko zwrócił na siebie uwagę sympatyków piłki nożnej. Andrzej Gowarzewski, katowicki wydawca, w swoim znakomitym opracowaniu „Mistrzostwa Polski. Ludzie, fakty 1918-1939”, tak pisze w biogramie poświęconym jego osobie: „Sam Słonecki, jako żołnierz austriacki w czasie pierwszej wojny światowej, zdezerterował z armii i przeszedł na stronę włoską, występując w 1918 roku w kilku meczach słynnego Torino Calcio!”. Był więc pierwszym graczem z polskich ziem w słynnym klubie. Wszystko prawie sto lat wcześniej, nim pojawił się tam Kamil Glik, późniejszy kapitan „Granaty”, jedna z legend Torino w ostatnich latach. Słonecki w czasie gry w klubie z Piemontu musiał się więc zetknąć z jedną z legend światowej piłki jaką jest Vittorio Pozzo. Ten urodzony 2 marca 1886 roku w Turynie wspaniały trener, który w latach 30-tych ubiegłego wieku dwa razy doprowadził do tytułu mistrza świata Italię (1934 i 1938), w latach 1912-22 był „direttore tecnico” czyli trenerem Torino, wtedy czołowego klubu na Półwyspie Apenińskim. Słonecki grał nie tylko w Torino, ale też w innym włoskim klubie. Jesienią 1925 roku, za namową austriackiego trenera Karla Fischera, który raz za razem doprowadzał do mistrzostwa Polski Pogoń Lwów w pierwszej połowie lat 20-tych, z katowiczaninem, świetnym bramkarzem Emilem Goerlitzem, tak jak Słonecki też kilkukrotnym reprezentantem Polski, wyjechali grać do Edery Triest, gdzie Fischer został szkoleniowcem. „Uważa się to za precedensowy przypadek profesjonalnej gry polskich futbolistów za granicami” – pisze Andrzej Gowarzewski. Jak dodaje w swojej publikacji znakomity katowicki historyk futbolu, po niespełna rocznym pobycie obaj piłkarze wrócili do kraju, odzyskali status amatorski i w domu kontynuowali swoje kariery . Goerlizt w „swoim” 1.FC Katowice, a Słonecki wrócił do Lwowa, gdzie dalej błyszczał w Pogoni, w której grał do 1929 roku. ,,Był bożyszczem kibiców. Pogoń to był klub miejski. Czarni Lwów, którym ja kibicowałem i gdzie później jako zawodnik trochę trenowałem, to był klub inteligencji. Ta wzajemna rywalizacja napędzała jednych i drugich” – opowiada Stefan Żywotko.

Po wojnie, jak wielu Lwowiaków, Słonecki znalazł się w Bytomiu. Na dobre i złe związał się z Polonią. „Sport” pisał o nim: „Józku Słonecki odwiedzał podwórka na których za piłką uganiali się nieznani nikomu chłopcy. Przyglądał się maluchom, a kiedy w którymś odkrył prawdziwy talent powiada: chcesz grać w Polonii? W ten sposób wzbogacał co roku klubową kadrę o nowych piłkarzy. To jemu zawdzięczają wielką karierę byli i aktualni reprezentanci kraju, etatowi zawodnicy pierwszego zespołu bytomskiej Polonii, z którą związał swoje losy, swoje dole i niedole. Której pozostał wierny do ostatniego dnia pracowitego życia”. Kiedy zmarł na początku października 1970 roku, stosowny nekrolog w naszej gazecie zamieścił Polski Związek Piłki Nożnej. „Józku” Słonecki był przecież uczestnikiem przerwanego, z powodu wojny z bolszewikami, obozu kadry olimpijskiej latem 1920 roku. W reprezentacji zagrał w 6 spotkaniach a z Pogonią mistrzostwo zdobywał trzykrotnie w latach 1922, 1923 i 1925.

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

10

„Rollercoaster” w Tbilisi:

11 sierpnia 2015 r. FC Barcelona sięgnęła po Superpuchar Europy. Mecz z Sevillą zakończył się jednak dopiero po dogrywce, a decydującego gola na 5:4 zdobył Pedro Rodriguez, który tym trafieniem pożegnał się z Blaugraną. Zdobywca Ligi Mistrzów - FC Barcelona prowadziła już z triumfatorami Ligi Europy 4:1. Piłkarze Sevilli FC jednak się nie poddali i doprowadzili do remisu. W dogrywce opadli jednak z sił i stracili decydującą bramkę w 115 minucie spotkania. Katalończycy sięgnęli po to trofeum po raz piąty. Cały mecz w barwach rywali rozegrał Grzegorz Krychowiak. Kibicom zgromadzonym na stadionie w stolicy Gruzji emocje towarzyszyły od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego. W pierwszej akcji meczu Javier Mascherano sfaulował szarżującego na bramkę rywala i sędzia podyktował rzut wolny dla Sevilli. Ten stały fragment gry na bramkę zamienił w trzeciej minucie Argentyńczyk Ever Banega, który popisał się technicznym strzałem nad murem. Niemiecki bramkarz Marc-Andre Ter Stegen nawet nie drgnął Ale już chwilę później do bardzo podobnej sytuacji doszło po drugiej stronie boiska. Faulującym był tym razem pomocnik Andaluzyjczyków Krychowiak, który w tym spotkaniu wystąpił na środku obrony. Polak przytrzymywał w niedozwolony sposób wychodzącego na pozycję Urugwajczyka Luisa Suareza. Do piłki ustawionej na 19. metrze podszedł Lionel Messi i został drugim tego dnia Argentyńczykiem, który wpisał się na listę strzelców. Trafił niemal w samo "okienko" bramki strzeżonej przez Portugalczyka Beto, nie dając mu żadnych szans. To nie był koniec festiwalu rzutów wolnych. W 16. minucie Messi podszedł do stojącej piłki raz jeszcze i znów był bezbłędny - po jego strzale piłka otarła się o słupek i wpadła do siatki. Tym razem faulował Banega, a Krychowiak otrzymał żółtą kartkę za zbyt energiczne protesty. Później spotkanie nieco się uspokoiło. Barcelona kontrolowała wydarzenia na boisku i nie dawała się zaskoczyć rywalom. W 28. minucie gola zdobył Suarez, ale sędzia uznał, że Urugwajczyk był na pozycji spalonej. Telewizyjne powtórki podały ten osąd w wątpliwość. Katalończycy co rusz zagrażali bramce Beto, jednak brakowało wykończenia. Z kolei Sevilla na swoją drugą okazję musiała czekać aż do 41. minuty - wówczas mistrzów Hiszpanii uratował Brazylijczyk Dani Alves, który wybił piłkę sprzed linii bramkowej. Dwie minuty później sytuacji sam na sam nie wykorzystał Suarez, ale po kilku sekundach Urugwajczyk zrehabilitował się - wyłożył piłkę Brazylijczykowi Rafinhi, który zastępował chorego rodaka Neymara, a ten skierował ją tylko do pustej siatki.

W początkowej fazie drugiej połowy Barcelona wciąż grała z dużą swobodą. Efekt przyszedł w 52. minucie, gdy piłkę odebrał rywalom Sergio Busquets, a następnie podał do niepilnowanego Suareza, który tym razem nie pomylił się w pojedynku z bramkarzem. Jednak pięć minut później chwilę nieuwagi w defensywie Katalończyków wykorzystał Vitolo. Dośrodkował on w pole karne wprost na nogę Jose Antonio Reyesa, który bez problemu pokonał Ter Stegena i Andaluzyjczycy zmniejszyli stratę na 2:4. W 68. minucie strzelec bramki zszedł z boiska, a zastąpił go debiutujący w tym zespole w meczu o stawkę Jewhen Konoplianka. Ukrainiec zajął miejsce na lewym skrzydle i to właśnie tą stroną Sevilla starała się sforsować defensywę rywala. Udało się to w 71. minucie, gdy po jednym z dośrodkowań w polu karnym faulowany był Vitolo, a sędzia podyktował rzut karny. Ter Stegen nie miał szans obronić mocnego i precyzyjnego uderzenia Francuza Kevina Gameiro i w tym momencie Barcelona prowadziła już tylko jedną bramką. Do remisu udało się doprowadzić w 81. minucie, po akcji dwóch rezerwowych. Wprowadzony na boisko kilkadziesiąt sekund wcześniej Włoch Ciro Immobile, również debiutant, podał wzdłuż linii bramkowej do Konoplianki a ten zdobył swoją pierwszą bramkę dla nowego klubu. Remis utrzymał się do końca drugiej połowy, więc konieczna była dogrywka. Decydujący cios zadał w 115. minucie rezerwowy Barcelony Pedro Rodriguez, który na boisku pojawił się w 93. minucie. Gdy Katalończycy grali w Superpucharze z Szachtarem Donieck w 2009 roku, Pedro również zdobył zwycięską bramkę (na 1:0) w... 115. minucie. Co więcej, sześć lat temu też był tylko rezerwowym. Historia zatoczyła zatem koło. Sevilla miała jeszcze dwie bardzo dobre okazje do wyrównania ale Adil Rami oraz Coke nie zdołali trafić w światło bramki z niewielkiej odległości. Spotkanie zakończyło się piątym triumfem Barcelony w tych rozgrywkach, natomiast Andaluzyjczycy pozostali z jednym tytułem, wywalczonym właśnie w meczu przeciwko Katalończykom w 2006 roku.

Po raz piąty zdarzyło się, by o Superpuchar rywalizowały dwa zespoły z tego samego kraju, a po raz trzeci były to ekipy z Hiszpanii. Przed rokiem Sevilla przegrała z Realem Madryt 0:2, natomiast w 2006 roku Andaluzyjczycy ograli Barcelonę 3:0.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

11

Nie tylko dla prawdziwych cules:

W sierpniu 1928 r. FC Barcelona po raz pierwszy w historii rozegrała serie meczów towarzyskich ze słynnymi klubami Argentyńskimi. I tak: 11 sierpnia przegrała z CA Independiente 4:1, 15 sierpnia(również porażka) z River Plate 1:0 oraz 18 sierpnia po raz pierwszy w historii zagrała i pokonała słynny Boca Juniors 2:1 po dwóch golach znakomitego napastnika Josepa Sastre i honorowym napastnika Domingo Tarasconiego. Wszystkie te mecze rozegrane zostały w Buenos Aires.

@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

1

@Bernard777 ,,Brutalne wykopanie Kasperczaka z posady trenera"- to jest w tym wszystkim kluczowe a konkretnie w Wiśle tamtych czasów. Zwolnienie Kasperczaka przez Cupiała, to było najgorsze wówczas, co mogło spotkać tą drużyne. Pan Henio zbudowałby naprawde wielki zespół, gdyby tylko pozwolono mu dłużej pracować...

13

Feliz cumpleaños panie Julio!

11 sierpnia 1962 r. urodził się Julio Salinas, napastnik FC Barcelony w latach 1988-94. Kariere zaczynał w Athletic Bilbao, skąd w 1986 r. przeszedł do Atletico Madryt. Po dwóch latach trafił na Camp Nou i w swoim pierwszym sezonie strzelił 26 goli we wszystkich rozgrywkach, co stanowiło rekord jego kariery. W dodatku został bohaterem finału Pucharu Zdobywców Pucharów z 1989 r., gdzie zdobył gola już w 4 minucie meczu z Sampdorią Genua. Przez 3 sezony był podstawowym napastnikiem, lecz transfery Stoiczkowa i Romario uczyniły z Salinasa rezerwowego. W 1994 r. odszedł do Deportivo La Coruña a karierę kończył natomiast w Deportivo Alaves. Ze 152 golami w 417 meczach znajduje się w gronie dwudziestu najlepszych strzelców w historii Primera Division.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

0

Wygląda na to że leżą nam włoskie ekipy w Trofeu Joan Gamper jeśli chodzi o ,,Manity", gdyż w 2011 roku zapakowaliśmy 5 goli SSC Napoli a 4 lata wcześniej Interowi Mediolan. To może za rok zaprośmy na przykład US Lecce...

0

@directedbyfcb Jednak dzisiaj grają jak patałachy!

0

Prezes Laporta specjalnie ściągnął te patałachy z Włoch że nienarobić wstydu wielkiemu patronowi Joanowi Gamperowi i jednocześnie samemu sobie

0

@Durzy No to chyba masz jakiś lepszy internet najwyraźniej...?

0

No prosze, tylko kliknołem na jakość transmisji 720p i już meczu nie daje rady ciągnąć! Takie to ogladanie na internetach!

0

@partymaker No i co z tego? Faktem jest że nie był nawet w pierwszej 5-tce La Liga, więc nie może być wspaniały itp.

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?