FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
2
@FcPortoFan1999 Zgadza się. Pamiętam ale już nie w szczegółach, w dodatku nagrywałem ten mecz na vhs...
0
@Gary Zgadza się, Wiem bo interesował mnie wówczas nowy nabytek Juan Roman Riquelme...
9
Polskie kluby w Champions League(eliminacje):
9 sierpnia 2005 r. Wisła Kraków pokonała u siebie Panathinaikos Ateny 3:1 w pierwszym meczu el. Ligi Mistrzów. Dwa kroki do piłkarskiego nieba. Tyle trzeba było zrobić, aby w sezonie 2005/2006 zagrać w Lidze Mistrzów, bo tym razem najlepszy polski zespół rozpoczął kwalifikacje dopiero od trzeciej rundy. Do tego rywal, na którego trafiła krakowska Wisła, był w jej zasięgu. Wprawdzie w składzie Panathinaikosu nie brakowało znanych piłkarzy, z Brazylijczykiem Flávio Conceição, Chorwatem Igorem Bišćanem i Emmanuelem Olisadebe na czele ale w drużynie Białej Gwiazdy( nomen omen) gwiazd też była cała konstelacja. Mecz pod Wawelem nie zaczął się dla nas najlepiej, bo „Emsi” już w 4. minucie przypomniał polskim kibicom o swoich snajperskich umiejętnościach. Na tego gola szybko jednak odpowiedział Paweł Brożek a w drugiej połowie gospodarze powiększyli przewagę do dwóch goli autorstwa Kalu Uche i Tomasza Frankowskiego. Awans był na wyciągnięcie ręki...
@Adran360
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
10
Skromna zaliczka:
9 sierpnia 1995 r. Legia Warszawa pokonała IFK Göteborg 1:0 po golu Jerzego Podbrożnego w pierwszej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Pierwszy krok do raju. Od reformy Pucharu Europy i powołania Champions League w 1992 roku mistrz Polski po raz czwarty próbował zameldować się w fazie grupowej najbardziej elitarnych klubowych rozgrywek. Po dwóch nieudanych próbach Lecha Poznań, swoje drugie podejście rozpoczynała Legia. Rok wcześniej warszawianie odebrali srogą lekcję od Hajduka Split. Teraz los na ich drodze postawił równie silnego mistrza Szwecji. IFK Göteborg to ćwierćfinalista poprzedniej edycji, który po dwóch remisach tylko bilansem bramek ustąpił Bayernowi Monachium. W konfrontacji z ekipą opartą na reprezentantach Szwecji (brązowych medalistach mundialu 1994) legioniści z pewnością nie byli faworytami. Podjęli jednak rękawice i przed własną publicznością wywalczyli skromną zaliczkę przed rewanżem.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360
9
Hiszpańska federacja przesiąknięta dyktaturą:
9 sierpnia 1978 r. FC Barcelona zatrudniła Alberto Tarantiniego, lecz reżim anulował ten transfer. Lewy obrońca reprezentacji Argentyny był wówczas świeżo upieczonym mistrzem Świata. Alberto rok wcześniej w barwach Boca Juniors zagrał nawet z Blaugraną na Camp Nou w Pucharze Gampera. W sierpniu 1978 r. zaprezentowano go nawet na jednym z treningów w koszulce Barçy ale nie posiadał jeszcze hiszpańskiego obywatelstwa. Jego żoną była Hiszpanka, więc wydawało się iż załatwienie formalności potrwa krótko i będzie mógł zagrać już w pierwszym meczu ligowym. Niestety reżim na to nie pozwolił. Machina propagandowa oskarżyła piłkarza między innymi o to, że wziął ślub tylko dla hiszpańskiego paszportu. W końcu Tarantini trafił do Birmingham City, gdzie jednak nie spełnił oczekiwań ze względu na swój porywczy charakter. Jak widać nawet 3 lata po śmierci dyktatora niewiele się właściwie zmieniło. Zresztą do dzisiejszego dnia Real Madryt jest faworyzowany przez władze piłkarskie z Madrytu i to się już chyba nie zmieni…
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
1
@Gary Tak, zgadza się, to był 2001 rok. Po prostu przy pisaniu tekstu pomyliłem cyferki :) A odpisuje dopiero teraz, gdyż od wczoraj byłem na wsi a tam nie miałem dostępu do internetu.
13
Wspominamy byłych trenerów Blaugrany:
8 sierpnia 1951 r. urodził się Luis Van Gaal, dwukrotny trener FC Barcelony. W młodości był całkiem niezłym piłkarzem lecz nie przebił się do pierwszej drużyny Ajaxu, gdzie zaczynał jako zawodnik rezerw. Największą karierę zrobił w Sparcie Rotterdam, której barw bronił w latach 1978-86. Kilka lat po zawieszeniu butów na kołku został szkoleniowcem Ajaxu, z którym w latach 1991-97 wygrał aż 11 trofeów, w tym Lige Mistrzów w 1995. Z Amsterdamu trafił na Camp Nou i jego pierwsza przygoda z Dumą Katalonii trwała 3 lata co dało 170 spotkań. Dwa mistrzostwa kraju, Puchar Króla oraz Superpuchar Europy były jednak zbyt słabymi wynikami dla klubu, który chciał błyszczeć w Lidze Mistrzów. Van Gaal odszedł do sztabu reprezentacji Holandii lecz w 2002 r. powrócił do prowadzenia Blaugrany. Tym razem jego przygoda w Katalonii trwała bardzo krótko – został zwolniony po 31 meczach, z których jego zespół przegrał aż 10! Następnie trenował AZ Alkmaar i Bayern Monachium a w 2012 r. ponownie przejął reprezentacje ,,Oranje”.
Wisła z Barçą jak niemal równy z równym:
8 sierpnia 2000 r. na stadionie im. Henryka Reymana, FC Barcelona pokonała Wisłe Kraków 3:4 w ramach 3 rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Blaugrana grała wówczas w czarnych opaskach z powodu śmierci ojca Javiera Savioli. Spotkanie miało bardzo dramatyczny przebieg. Wisła objęła prowadzenie lecz Rivaldo wyrównał w 31 minucie z rzutu karnego po faulu na Kluivercie. Zaledwie 30 sekund później drugiego gola zdobył Grzegorz Pater, ponownie wyprowadzając ,,Białą Gwiazde” na prowadzenie. Radość gospodarzy nie trwała długo. W 34 minucie Rivaldo znów doprowadził do wyrównania. Szaloną pierwszą połowe golem zamknął Tomasz Frankowski. W drugiej części gry mistrzowie Polski opadli jednak z sił i Patrick Kluivert strzelił najpierw gola a następnie wyłożył piłke Rivaldo, który skompletował hattricka i zapewnił Dumie Katalonii zwycięstwo.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
2
@Cules69 ,,najlepszego bramkarza La Liga poprzedniego sezonu"? No to prosze sobie uzmysłowić panie użytkowniku Cules69 że Joan Garcia uplasował się na 9 miejscu w La Liga ze współczynnikiem 1,34. Natomiast najlepszym był Tibo Courtois ze wspólczynnikiem 0,97!
0
Nie mam zamiaru obrażać Legii po tej porażce na Cyprze ale jeśli podobny wynik powtórzy się w Warszawie to nie będe miał wyjścia aby pozostawić przysłowiowej suchej nitki na ,,Wojskowych"...
1
Vamos Legia! Vamos a ganar!
Spokojnie Widzewiacy, Legii kibicuje tylko i wyłącznie w europejskich pucharach. Zresztą wszystkim polskim klubom kibicuje w europejskich pucharach, gdyż to jest moja patriotyczna powinność...
7
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
7 sierpnia 1900 r. w Krakowie urodził się Leon Sperling, jedna z legend krakowskiej piłki, związany z Jutrzenką (z której się wywodził) oraz Cracovią, w której święcił największe sukcesy. Pomimo drobnej postury i niskiego wzrostu był jednym z najlepszych skrzydłowych w kraju. Wyróżniała go zwinność i spryt. Wielu uważało go za „czarodzieja piłki”, budził podziw olśniewającą techniką, wspaniałym dryblingiem i znakomitymi dośrodkowaniami. Karierę piłkarską zakończył w 1934 r. Po niej zajął się pracą jako urzędnik bankowy. W barwach Cracovii rozegrał 381 meczów, co plasuje go na 10. miejscu wśród piłkarzy z największą liczbą występów. Z drużyną tą zdobył trzy mistrzostwa kraju oraz Puchar Polski. Poza tym regularnie występował również w reprezentacji narodowej, biorąc udział w igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Wystąpił w pierwszym, historycznym meczu naszej reprezentacji. Swojego pierwszego gola zdobył w meczu z Turcją 2 października 1925 r. Ostatni raz nasz kraj reprezentował w 1930 r. w pojedynku ze Szwecją. Wybuch wojny zmusił go do opuszczenia Krakowa z obawy przed holokaustem. Zamieszkał we Lwowie, gdzie pracował jako trener. Niestety niedługo później naziści przejęli okupowane przez sowietów miasto, a Sperling trafił do getta. Podobnie jak Steuermann i wielu innych piłkarzy żydowskiego pochodzenia wziął udział w wygranym meczu przeciwko drużynie żołnierzy niemieckich, co przypłacił życiem. W Reprezentacji rozegrał 16 meczów, strzelając 2 gole.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
1
@Safrani O masz! Pierwsze słysze!? No jeśli tak...
0
@Safrani Oszalełeś muchomory jeść! Zatrujesz się!!! Rób płukanke
8
Widzew postawił pierwszy krok ku Lidze Mistrzów:
7 sierpnia 1996 r. Widzew Łódź pokonał u siebie Brøndby IF 2-1 w eliminacjach Ligi Mistrzów. Gole dla gospodarzy zdobyli: Jacek Dembiński 63' i Sławomir Majak 73’. W czasach, w których drzwi do europejskiej elity dla mistrza Polski otwierały się już po pokonaniu jednego rywala, los przydzielił Widzewowi w eliminacjach ekipę Brøndby. W powszechnej opinii był to rywal w zasięgu ambitnie grających piłkarzy Franciszka Smudy, którzy po tytuł w kraju sięgnęli nie ponosząc choćby jednej porażki. Przed rewanżem na terenie rywala udało się co prawda wypracować niewielką przewagę, ale kibice czerwono-biało-czerwonych żałowali, że ich drużyna nie utrzymała dwubramkowej zaliczki. Wynik 2:1 sprawiał jednak, że dwa tygodnie później w Danii można było się spodziewać wielkich emocji…
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
2
@Murazor Owszem, zgadza się. Jednak olbrzymia w tym zasługa trafionych w dziesiątke transferów: Eto'o, Deco, Ronaldinho oraz Messiego(tutaj największa zasługa Rexacha). Krótko mówiąc Laporcie pomogły wybitne jednostki, o które nie bedzie długo tak łatwo się postarać...
2
@Gary No dokładnie! Sam o tym nie wiedziałem, wyczytałem to z książki i byłem bardzo mocno zaskoczony takim postępowaniem Gasparta wobec Puyola...
Zresztą wogóle Gaspart finansowo niszczył Barce i nie chodziło tu tylko o Puyola ale o całokształt klubu...
14
Charyzmatyczny kapitan:
7 sierpnia 2003 r. Carles Puyol przemówił: ,,Jeżeli to ma pomóc, odejde”. W 2003 r. Duma Katalonii znajdowała się w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Nowe władze wykazały że klub posiada rekordowy deficyt(164 miliony euro) oraz dług(218 milionów). Jednym z powodów tak fatalnych wyników były niespodziewane wydatki- wypożyczenia Mendiety i Sorina, zwolnienie Van Gaala i zatrudnienie Anticia, które w sumie złożyły się na kwote 27 milionów euro. Manchester United znając problemy finansowe Katalończyków, złożył oficjalne zapytanie w sprawie Puyola. Obrońca w wywiadzie zgodził się na ewentualny transfer gdyby wymagała tego sytuacja: ,,Jeżeli ktoś się po mnie zgłosi i Barça zaakceptuje te ofertę, to zgodzę się na transfer. Nie pójdę jednak do władz i nie powiem że chce odejść. Chciałbym wygrać jakiś tytuł, jestem to winny kibicom”- oznajmił popularny ,,Tarzan”. Na szczęście działacze postawili na cięcie kosztów w innych miejscach. Puyol został w Blaugranie aż do zakończenia swojej kariery. Niewiele brakowało a Joanowi Gaspartowi, który mocno zadłużył klub, zawdzięczalibyśmy sprzedaż ,,Tarzana”…
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
3
@Criss18Barca No i co z tego!? Nie zmienia to faktu że był to pierwszy gol ,,Lewego" w Barwach Blaugrany!
16
Pamiętamy?
Dokładnie 3 lata temu(8.08.2022) Robert Lewandowski strzelił swojego debiutanckiego gola w barwach ,,Blaugrana” i to już w 3 minucie. Miało to miejsce na Camp Nou w meczu o Puchar Gampera, w którym FC Barcelona pokonała meksykański Pumas UNAM aż 6:0!
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
3
Dzień dobry. Pragnę wyrazić swoją opinie że jest mi smutno, gdyż ,,Kolejorz" przegrał wczoraj z Crveną Zvezdą i najprawdopodobniej odpadnie z Ligi Mistrzów. Nieeee, nie jestem kibicem Lecha ale darze go olbrzymią sympatią i niemal zawsze będe mu dobrze życzył.
1
Vamos Kolejorz! Vamos a ganar!
Tak wiem, nie akceptuje ,,chińszczyzny" na tej stronie ale takiej pisanej zdaniami a to jest slogan tak znany jak ,,Mes que un club" więc prosze się nie czepiać...
10
Czy wiemy pamiętamy że:
6 sierpnia 2003 r. Wisła Kraków zremisowała z Omonią Nikozja 2:2 w drugiej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Wyspa Afrodyty przywitała piłkarzy Wisły upalną pogodą. Gorąco było jednak nie tylko w powietrzu, ale również podczas rewanżowego meczu w Nikozji. Głośno dopingowani przez fanatycznych kibiców gracze Omonii nie zamierzali tanio sprzedać skóry i od początku spotkania rzucili się na przybyszów z Krakowa. Szybko zostali skarceni za sprawą Macieja Żurawskiego, ale potem wiślacy musieli się sporo napocić, aby nie przegrać. Gospodarze mieli ułatwione zadanie, bowiem od 25. minuty krakowianie grali w dziesiątkę – dwie żółte kartki obejrzał Maciej Stolarczyk i musiał opuścić boisko. Ostatecznie z trudnego terenu „Biała Gwiazda” wróciła z remisem i awansem do 3. rundy eliminacji Ligi Mistrzów, w której czekał już belgijski Anderlecht. ,, Zasłużenie awansowaliśmy, a mecz mógł się podobać. Czerwona kartka dla Stolarczyka wymusiła pewne zmiany w taktyce, ale czasami trzeba improwizować i zawodnicy wywiązali się ze swoich obowiązków. Czy się bałem, gdy Omonia prowadziła 2:1? Nie, bo w futbolu nie boję się niczego. Boję się tylko własnej żony”- tak wypowiedział się na pomeczowej konferencji trener Henryk Kasperczak.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
8
@FCBparasiempre
Mário Coluna. To on zaopiekował się młodym Eusébio, kiedy ten trafił do Europy, a dzięki swoim umiejętnościom świetnie dyrygował grą partnerów zarówno w klubie, jak i w reprezentacji. Był jednym z najlepszych pomocników swoich czasów. Położona przy południowo-wschodnim wybrzeżu Afryki wyspa Inhaca (port. Ihla da Inhaca) po raz pierwszy w świadomości Europejczyków zaistniała w połowie XV w. Wtedy to portugalski kupiec Lourenço Marques penetrował tereny przy ujściu rzeki Maputo, gdzie dziś leży stolica Mozambiku o tej samej nazwie. Niedługo później powstała w tym miejscu osada, którą na cześć kupca nazwano jego imieniem, podobnie jak zatokę, nad którą leżała. Po drugiej stronie tej niewielkiej zatoki położona jest właśnie wspomniana wyspa, która swoją nazwę zawdzięcza z kolei wodzowi ludu Tsonga o imieniu Nhaca. Nie wchodząc w historyczne szczegóły, przez kolejne lata na okolicznych terenach kwitł handel niewolnikami i kością słoniową, a pod koniec XIX w. na wyspie zbudowano latarnię morską. Od początku XX stulecia w portugalskich posiadłościach w Afryce nasilał się proces systematycznego ograniczania praw tubylców i ich marginalizacja na rzecz Portugalczyków. W końcu w 1930 r. wszedł w życie Akt kolonialny, który przekształcił tereny dzisiejszego Mozambiku w posiadłość zarządzaną przez metropolię (tak określano centralne terytorium imperium kolonialnego). Pięć lat po tym wydarzeniu na świat przyszedł Mário Esteves Coluna. Urodził się 6 sierpnia 1935 r. właśnie na wyspie Inhaca w osadzie o tej samej nazwie. Pochodził z mieszanej rodziny. Jego ojciec José Maria Coluna był Portugalczykiem i pochodził z regionu Beira w centralnej Portugalii a matka Lúcia Chibure wywodziła się z okolic miasta Machanga w środkowym Mozambiku. Mały Mário od najmłodszych lat z upodobaniem spędzał czas na aktywności fizycznej. Już jako dziecko potrafił wspinać się na drzewa mango i nerkowca, nie robiąc sobie przy tym nic z zakazów rodziców. Dorastał w bardzo skromnych warunkach na przedmieściach Lourenço Marques w dzielnicy Alto Maé. W tej samej okolicy wychowywali się także Hilário da Conceição i Vicente Lucas, którzy będą ważnymi częściami portugalskiej reprezentacji w 1966 r., a także znakomity Matateu (prywatnie brat Vicente Lucasa), który przecierał szlaki mozambijskim piłkarzom w Portugalii na początku lat 50. Mimo że dorastał w biedzie, to rodzice zadbali o to, żeby zaszczepić w nim odpowiednie wartości. Jako nastolatek Mário był dość grzeczny i zdyscyplinowany, potrafił się ładnie wypowiadać i szybko nauczył się czytać, co nie było wówczas tak oczywiste, jak dzisiaj. Wcześnie też musiał zacząć pracować, żeby pomóc rodzinie.
Nie zapominał przy tym jednak o sporcie. Bardzo dobrze radził sobie w boksie, a kiedy zainteresował się lekkoatletyką, nie potrzebował wiele czasu, żeby pobić rekord kraju w skoku wzwyż. Wynik 1,82 m pozwalał nawet marzyć o występie na igrzyskach olimpijskich (w Helsinkach w 1952 r. rezultat ten dałby mu miejsce pod koniec drugiej dziesiątki). Na szczęście dla całego piłkarskiego świata bardzo dobrze czuł się też na boisku, kopiąc piłkę. To w futbolu właśnie dostrzegł szansę wyrwania się z biedy i marazmu i postanowił ją wykorzystać. Porzucił marzenia o zawodzie mechanika samochodowego i coraz bardziej skupiał się na futbolu. Początkowo grywał w małych klubach, takich jak Clube Desportivo João Albasini i Clube Ferroviário de Lourenço Marques. Jednym z największych klubów w stolicy kolonii był założony w 1921 r. Grupo Desportivo de Lourenço Marques. Z uwagi na rasowe uprzedzenia dla Coluny drzwi tego klubu były przez pewien czas zamknięte. Nie pomógł w tym nawet fakt, że w zakładaniu klubu pomagał jego ojciec, który zaliczył w zespole nawet epizod jako bramkarz. Dopiero kiedy Mário udowodnił swoją wartość, grając dla Ferroviário, sytuacja uległa zmianie. Lokalny potentat nie mógł sobie pozwolić na stratę utalentowanego nastolatka i w 1951 r. Coluna został zawodnikiem Grupo Desportivo. Na starcie swojego pobytu w klubie próbował swoich sił również jako koszykarz. Na parkiecie umiejętności wystarczało mu jednak tylko na występy w drużynie rezerw, więc wkrótce w całości poświęcił się piłce nożnej. Szybko wywalczył sobie miejsce w składzie i dał się poznać jako bardzo skuteczny napastnik. W Portugalskiej Afryce Wschodniej, którą od 1952 r. przemianowano na Mozambik, nie było wówczas ogólnokrajowej ligi. Kluby piłkarskie rywalizowały w rozgrywkach lokalnych. Najwyższy poziom sportowy był naturalnie w rejonie stolicy i to właśnie w mistrzostwach dystryktu Lourenço Marques zaczynała błyszczeć gwiazda Coluny. Ferroviário trzykrotnie z rzędu zdobywało tytuł mistrzowski w latach 1949-51, ale kiedy Coluna przeniósł się do Grupo Desportivo, to w 1952 r. ta drużyna mogła cieszyć się z triumfu. Nasz bohater miał wówczas ledwie 17 lat, ale z roku na roku wchodził na coraz wyższy poziom. O jego talencie i umiejętnościach robiło się coraz głośniej i kwestią czasu było, aż zwróci na siebie uwagę klubów z Portugalii.
Zanim jednak trafił do Europy, zdążył się dać we znaki sąsiadom z południa. Sukces, jakim dla Grupo Desportivo była wygrana w lokalnych rozgrywkach, a także stabilna i dobra forma całego zespołu nie pozostały niezauważone. Pewnego dnia do klubu wpłynęła propozycja rozegrania towarzyskiego spotkania w Związku Południowej Afryki. Niestety z uwagi na fakt, że w tym ówczesnym brytyjskim dominium nasilała się w tamtych latach polityka apartheidu, Coluna jako ciemnoskóry nie mógł wziąć udziału w tym meczu. Mozambijski klub złożony w całości z białych graczy przegrał tamto spotkanie 1:2. Jednak w rewanżu, który odbył się w Lourenço Marques, nic nie stało na przeszkodzie, żeby Coluna wystąpił od pierwszych minut. Gospodarze roznieśli w pył zawodników ze Związku Południowej Afryki, wygrywając aż 7:0. Zaledwie 17-letni Mário dał tamtego dnia prawdziwy popis swoich strzeleckich umiejętności, stając się autorem wszystkich siedmiu trafień. Nastoletni Coluna miał już wówczas w Mozambiku status gwiazdy. Mimo młodego wieku imponował przeglądem pola i zaczynał wykazywać coraz więcej cech przywódczych. Aktywność ruchowa od najmłodszych lat w późniejszym wieku zaowocowała znakomitym przygotowaniem fizycznym. Do tego trzeba doliczyć skuteczność pod bramką rywali, a także ogromną ambicję i zaangażowanie w grę. Wkrótce największe portugalskie kluby rozpoczęły między sobą wyścig o pozyskanie wielce utalentowanego młodzieńca. Jako pierwsi do konkretów przeszli działacze FC Porto, ale spotkali się z odmową. Niepowodzeniem zakończyła się też próba pozyskania Coluny przez Sporting, który podwoił złożoną przez Smoki ofertę. Grupo Desportivo de Lourenço Marques było satelickim klubem Benfiki i ojciec Mário cierpliwie i z nadzieją czekał na ruch przedstawicieli Orłów. Dopiero kiedy ci złożyli ofertę, Coluna otrzymał zgodę na odejście z klubu. Do Lizbony przeniósł się w 1954 r. Miał wówczas 19 lat i z optymizmem zapatrywał się na swoją przyszłość w zespole. Benfica wkraczała wówczas w swój najlepszy w historii okres. W 1952 r. prezydentem klubu został Joaquim Ferreira Bogalho, który miał ambicję zbudować prawdziwie profesjonalny klub. W tym celu podjęto decyzję o budowie nowego stadionu. Prace przy budowie oficjalnie rozpoczęto 14 czerwca 1953 r., a już 1 grudnia 1954 r. (w dniu narodowego święta) nowo wybudowane Estádio da Luz było areną prestiżowego pojedynku z FC Porto. Do dyspozycji graczy oddano także nowe centrum treningowe, które określano mianem Lar do Jogador (w dosłownym tłumaczeniu „dom graczy”). W tym samym czasie, co Coluna, do klubu dołączyli też ściągnięty z Ferroviário bramkarz Alberto da Costa Pereira i mający za sobą pracę w Vasco da Gama brazylijski trener Otto Glória. Benfica stanie się dla Coluny domem na kolejne kilkanaście lat, ale początki pobytu w Europie wcale nie były dla młodego zawodnika łatwe. Po trwającej 34 godziny podróży z Mozambiku został tymczasowo zakwaterowany w ośrodku treningowym, gdyż klub nie zdążył mu jeszcze zorganizować stałego lokum w Lizbonie. Musiał też szybko przystosować się do europejskiego, wielkomiejskiego życia, co w nowym otoczeniu z pewnością nie było łatwe. Samo wejście do drużyny też nie było dla urodzonego w Mozambiku piłkarza łatwe. Pierwszy raz czerwoną koszulkę Benfiki założył w sparingowym starciu z FC Porto. Debiut ligowy z kolei zaliczył w wygranym 5:0 meczu z Vitórią Setúbal. Od razu przy tym zabrał się za przekonywanie do siebie kibiców, strzelając dwie bramki. Brazylijski szkoleniowiec Otto Glória miał zamiar grać popularnym wówczas w swojej ojczyźnie ustawieniem 4-2-4. W Benfice stosował je jednak dość elastycznie, uwzględniając przy tym klasę rywala i umiejętności własnych podopiecznych. Mimo że Coluna przyjechał do Lizbony z etykietą skutecznego snajpera, to trener potrzebował trochę czasu, żeby znaleźć mu miejsce na boisku. W ataku niepodważalną pozycję miał wówczas pochodzący z Angoli José Águas. Coluna początkowo był ustawiany obok niego, potem został przesunięty bliżej lewej strony, ale swoją postawą na boisku nie do końca potrafił przekonać do siebie sztab szkoleniowy. Nie był pierwszym wyborem brazylijskiego trenera i nie zawsze pojawiał się na murawie. Co zrozumiałe, samemu piłkarzowi rola rezerwowego też nie odpowiadała i w tym trudnym dla siebie czasie przez moment nosił się z zamiarem opuszczenia klubu. Na szczęście Glória postanowił spróbować przesunąć go bliżej środka boiska. Dostrzegł w nim naturalne predyspozycje do roli rozgrywającego. Widział, że młokos ma bardzo dobry przegląd pola i dobrze potrafi obsłużyć podaniem kolegów, więc zaryzykował. Decyzja ta okazała się strzałem w dziesiątkę i przez kolejne lata Coluna dzielił i rządził w środku pola Benfiki. Dzięki swojej sile, umiejętnościom technicznym a przede wszystkim dzięki wizji gry bardzo szybko stał się jednym z kluczowych graczy lizbońskiej drużyny. Mimo trudnych początków swój debiutancki sezon w stolicy Portugalii zakończył z 14 golami na koncie, pokazując, że potrafi też bardzo dobrze uderzyć z dystansu. Miał w ten sposób swój niemały udział w zdobycie przez klub mistrzostwa kraju i przerwaniu tym samym czteroletniej dominacji Sportingu. Co ciekawe losy tytułu ważyły się do ostatniej kolejki. Benfica swój mecz wygrała, ale to wcale nie gwarantowało jej jeszcze mistrzostwa. Kluczowy był wynik meczu pomiędzy Sportingiem a trzecim wielkim klubem z Lizbony, czyli Belenenses. To ta ekipa, w której grał świetny Mateteu, miała tytuł na wyciągnięcie ręki. Prowadzili 2:1 i już powoli szykowali się do świętowania, ale stracona bramka w samej końcówce przekreśliła marzenia o sukcesie i ze swojego ósmego mistrzostwa w historii mogła cieszyć się ekipa Águias.
W kolejnym sezonie wystartowała inauguracyjna edycja Pucharu Europy Mistrzów Klubowych. Mimo że Benfica była mistrzem Portugalii, to francuski magazyn piłkarski L’Equipe do udziału zaprosił Sporting, który cieszył się wówczas w Europie większym uznaniem. Na swój debiut na europejskich salonach Coluna musiał więc jeszcze poczekać. Ta nadarzyła się w sezonie 1957/58. Po zdobyciu kolejnego mistrzostwa w 1957 r. Benfica na starcie Pucharu Mistrzów trafiła na hiszpańską Sevillę. Debiut nie okazał się jednak udany. Porażka 1:3 na wyjeździe i bezbramkowy remis u siebie oznaczały koniec przygody z pucharami. Jesienne niepowodzenie nie oznaczało, że Coluna z kolegami są za słabi na rywalizację z najlepszymi. W lipcu tego samego roku z dobrej strony pokazali się w Pucharze Łacińskim. W półfinale pokonali francuskie AS Saint-Étienne, a w finałowym pojedynku okazali się tylko minimalnie gorsi od wielkiego wówczas Realu Madryt, przegrywając 0:1. Swoją klasę potwierdzali też na krajowym podwórku. Oprócz dwóch tytułów w 1955 i 1957 r. dorzucili w tych samych latach po Pucharze Portugalii. W 1959 r. Coluna po raz trzeci w karierze mógł wznieść to trofeum. Tym razem dubletu nie udało się ustrzelić, gdyż w ligowej tabeli Benfikę dzięki lepszej różnicy bramek wyprzedziło FC Porto. Po tamtym sezonie z klubem pożegnał się Otto Glória, który przeniósł się do Belenenses. Miesiąc po jego odejściu w klubie zjawił się inny wielki trener z wizją, pod którego wodzą Benfica osiągnęła największe sukcesy w historii. Tym kimś był oczywiście Béla Guttmann. Węgierski szkoleniowiec już w pierwszym roku swojego pobytu w klubie doprowadził zespół do mistrzostwa (dla niego osobiście było to drugie mistrzostwo z rzędu, bo to on był trenerem FC Porto, które rok wcześniej sprzątnęło Benfice tytuł sprzed nosa). Dzięki temu dla Coluny i kolegów stworzyła się kolejna szansa pokazania się w Europie. Guttmann wiedział jednak, że jeśli jego podopieczni mają osiągnąć sukces, to muszą na bok odłożyć swoje indywidualne zapędy i stworzyć drużynę, gdzie na pierwszym miejscu będzie dobro wspólne całego zespołu. ,,Jesienią 1960, Benfica była już inną drużyną niż w czasie debiutu w europejskich rozgrywkach pucharowych. Lepszą, rozumiejącą zasady nowoczesnego futbolu, pełną ambicji odegrania niepośledniej roli”– pisał o przemianie lizbońskiej ekipy Janusz Dobrzyński. Coluna był jednym z kluczowych elementów układanki węgierskiego szkoleniowca i jednym z tych piłkarzy, od których Guttmann rozpoczynał ustalanie składu. Pierwszym rywalem po powrocie na europejskie salony było szkockie Heart of Midlothian. Portugalska ekipa nie miała z przeciwnikami większych kłopotów i pewnie wygrała oba mecze. Następni w kolejce czekali już Węgrzy z Újpesti Dózsa. Jeśli ktoś miał wątpliwości co do tego, która z drużyn jest lepsza, to zostały one rozwiane po pierwszym starciu na Estadio da Luz. Benfica rozbiła mistrzów Węgier aż 6:2, a tym, który rozpoczął kanonadę, był nie kto inny, jak Coluna. Wobec tak wysokiej wygranej rewanż był już tylko formalnością i Benfica zameldowała się w ćwierćfinale. Tutaj czekało ich starcie z duńskim AGF. Amatorzy z Aarhus nie byli jednak w stanie nawiązać równorzędnej walki z maszyną z Lizbony i w dwumeczu przegrali 2:7. Na drodze do wielkiego finału stał jeszcze wiedeński Rapid. Austriacka ekipa również musiała w Lizbonie przełknąć gorycz porażki i przegrała 0:3. Coluna znowu był tym, który otwierał wynik spotkania. W rewanżu długo utrzymywał się korzystny dla lizbończyków remis 1:1. Bardzo nie podobało się to wiedeńskiej publiczności, która na parę minut przed końcem wszczęła burdy, w wyniku których poszkodowane zostały aż 63 osoby. Parę dni po meczu UEFA zweryfikowała jego wynik jako walkower dla Benfiki. W ten sposób Portugalczycy znaleźli się w wielkim finale, gdzie naprzeciw im stanęła FC Barcelona. Katalońska drużyna w pokonanym polu zostawiła m.in. Real Madryt i HSV z Uwe Seelerem w składzie. W rozgrywanym na berneńskim stadionie Wankdorf finale to właśnie Blaugrana jako pierwsza wyszła na prowadzenie. Cieszyła się z niego tylko 10 minut. Po tym czasie Benfica wyrównała, a chwilę później wyszła na prowadzenie. Raz jeszcze zacytujmy tutaj Janusza Dobrzyńskiego: ,,Defensorzy Benfiki doskonale kryli groźnych napastników katalońskich, utrudniając im budowanie akcji. Atak portugalski umiejętnie rozciągał grę, wykorzystując swoich szybkich skrzydłowych. Benfica być może miała trochę szczęście przed przerwą, gdy słońce świeciło w oczy Antonia Ramalletsa, który oślepiony jego promieniami najpierw przepuścił strzał José Aguasa a w minutę później chyba sam wepchnął piłkę do siatki po płaskim dośrodkowaniu Joaquima Santany(niektóre źródła podają tu Aguasa). Po przerwie znakomity Mário Coluna podwyższył na 3:1 wspaniałym strzałem z 18 metrów, oddanym w pełnym biegu w lewy róg bramki. Sytuacji nie była już w stanie zmienić bramka zdobyta dla Barçy przez drugiego Węgra w drużynie– Zoltana Czibora, choć należy zaznaczyć, że wcześniej dwa razy poprzeczka i tyleż raz słupki uchroniły Portugalczyków od utarty gola. Puchar dla Benfiki, drugiego zespołu na honorowej liście zdobywców PEMK.
Prasa pisała o piłkarskim cudzie na Tagiem i że Benfica upaja jak porto. Portugalczycy o grze swoich ulubieńców potrafili mówić godzinami i był to główny temat rozmów w kawiarniach, restauracjach i tramwajach. W Bernie narodziła się wówczas wielka europejska drużyna. W klubie był już wówczas pewien młody, niesamowicie zdolny młodzieniec. Żeby dołączyć do drużyny, musiał pokonać równie długą drogę, co Coluna. W podróż do Lizbony wyruszał podobnie jak jego starszy kolega, z dalekiego Mozambiku. Jego matka, bojąc się zagrożeń, jakie mogą na niego czyhać w wielkomiejskim świecie, przed wyjazdem włożyła mu do kieszeni list, którego adresatem był Mário Coluna. Kobieta prosiła w nim, żeby starszy i bardziej doświadczony piłkarz zaopiekował się jej synem i wziął go pod swoje skrzydła. Jako że obie rodziny znały się jeszcze z czasów, kiedy Mário mieszkał w Lourenço Marques, to Coluna nie wahał się ani chwili i spełnił prośbę kobiety, którą była Elisa Anissabeni. Owym młodzieńcem, dla którego Coluna stał się starszym bratem i dobrym wujkiem w jednej osobie, był Eusébio da Silva Ferreira. Obaj panowie bardzo szybko znaleźli ze sobą wspólny język i już rok po wygranej w Bernie poprowadzili Benfikę do drugiego Pucharu Europy z rzędu.
10
Wybitne legendy nie tylko portugalskiego futbolu:
W sukcesach portugalskiego futbolu lat 60-tych wielki udział miało dwóch zawodników pochodzących z dzisiejszego Mozambiku. Tym, który pierwszy przychodzi na myśl, jest oczywiście król strzelców mistrzostw świata z 1966 r., czyli znakomity Eusébio. Równie wielki wpływ na grę reprezentacji i Benfiki miał też jego starszy kolega, którym był operujący w środku pola…(o kim mowa? tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz)
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
1
@michaleu No to jeśli tylko 65 to będe dokupywał ten pakiet, prawdopodobnie w przyszłym tygodniu...
1
@michaleu Ja własnie zamierzam zrobić to w Vectra ale nie wiem dokładnie ile trzeba dopłacić?
11
O takiej zbrodni prawdziwi cules nigdy nie zapomną:
6 sierpnia 1936 r. zamordowany został 28 w historii prezydent FC Barcelony- Josep Sunyol. Prezydent Barçy podróżował do Madrytu wraz z sekretarzem dyrektora generalnego ds. publicznych, milicjantem oraz szoferem. Według relacji miał przy sobie listy do ważnych działaczy politycznych i 25 tysięcy peset przeznaczone na transfer zawodników z Oviedo. Szofer pomylił droge i samochód znalazł się na drodze kontrolowanej przez wrogie frakcje. Podczas rutynowej kontroli na drodze w okolicach Sierra de Guadarrama, Sunyol postanowił rozprostować nogi i wyszedł z auta krzycząc: ,,Niech żyje republika!”. Kiedy odkryto że jest prezydentem FC Barcelony i republikaninem, rozstrzelano go na miejscu wraz z pozostałymi pasażerami auta. Wiadomość dotarła do Barcelony dopiero po tygodniu.
Szerzej o tym wydarzeniu opisuje choćby pani Julia Cicha: https://www.fcbarca.com/94186-josep-sunyol-prezydent-fc-barcelony-zamordowany-w-trakcie-hiszpanskiej-wojny-domowej.html
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
0
@SeWo77 A to dobrze wiedzieć. Dzięki za informacje :)
10
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
5 sierpnia 1941 r. w Ustroniu urodził się Jan Gomola. Od początku wiedział, że chce być bramkarzem. Wzorował się na starszym bracie, który też grał na tej pozycji. Pochodził z biednej rodziny, więc ojciec wolał, żeby syn zdobył jakiś konkretny zawód, zamiast uganiać się za piłką. Kiedy jednak Gomola zaczął występować w Górniku, ojciec przepraszał go, że na początku jego przygody z piłką trochę mu przeszkadzał. Zanim został zawodnikiem zabrzańskiego klubu, występował w Kuźni Ustroń. Kiedy miał 18 lat, zwrócił na siebie uwagę trenera Augustyna Dziwisza ale do transferu jednak nie doszło. Do Górnika trafił dopiero kilka lat później. Wcześniej grał na wypożyczeniu w Unii Racibórz, która szukała następcy Huberta Kostki. Dla chłopaka był to jednak stracony okres, bo okręg śląski nie chciał dać mu zwolnienia na stałe do okręgu opolskie, pod który podlegała Unia. Chciały go jeszcze u siebie Szombierki, ale ostatecznie wrócił do Ustronia. W listopadzie 1964 r. przypomniał sobie o nim Górnik. Zaproszono go na testy i przysłano po niego samochód. Dzięki swojemu zaangażowaniu i umiejętnościom zaprezentował się najlepiej spośród ośmiu testowanych bramkarzy. Rodzina była zachwycona, bo za przejście Janka dostała pralkę Franię. Przez cały okres pobytu w Górniku zawzięcie rywalizował o miejsce między słupkami z Hubertem Kostką. Raz bronił jeden, raz drugi. Każdy z nich byłby niekwestionowanym numerem jeden w każdym polskim klubie. Rywalizacja między nimi była ostra, ale uczciwa. Jan Banaś wspominał, że Gomola był strasznie ambitnym człowiekiem i pracował dwa razy więcej od Kostki. Jego rozgrzewka często była bardziej intensywna niż cały trening innego bramkarza. Gomola bronił bardzo odważnie, często wręcz brawurowo. W wyjazdowym meczu z LASK Linz po zderzeniu z rozpędzonym napastnikiem stracił przytomność na kilka minut. Na szczęście akurat wtedy z zespołem po raz pierwszy był lekarz i po chwili Gomola mógł kontynuować grę. Innym razem w meczu Pucharu Europy z Olympique Marsylia obrońca rywali trafił go kolanem w kark. Ból promieniował na całe ciało, ale bramkarz nie miał zamiaru się poddać. Mimo ostrzeliwania jego bramki dotrwał do końca, a zespół zremisował 1:1. Po pomeczowych badaniach okazało się, że Gomola ma pęknięty kręg szyjny. Miał ogromnego pecha, bo Kazimierz Górski chciał mu dać szansę występu z RFN w ramach eliminacji mistrzostw Europy, ale kontuzja pokrzyżowała te plany. Znakomicie grał na przedpolu i bardzo dobrze piąstkował, co podpatrywał u Lwa Jaszyna. W Górniku spędził 10 sezonów i wystąpił w 117 ligowych spotkaniach. Pięć razy był mistrzem Polski (1965, 1966, 1967, 1971 i 1972) i cztery razy zdobywał puchar Polski (1968, 1969, 1970, 1971). W reprezentacji zagrał po raz pierwszy 18 maja 1966 r. w meczu ze Szwecją we Wrocławiu (1:1). Ogółem zaliczył tylko siedem występów. Po odejściu z Górnika jako pierwszy Polak występował w klubach meksykańskich.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
3
Crvena Zvezda to była bardzo silna ekipa pod koniec XX wieku oraz w latach 70-tych i 80-tych. Ostatnia konfrontacja serbskiego zespołu miała miejsce w I rundzie Pucharu UEFA z Groclinem Dyskobolią jesienią 2007 r. Na dzień dzisiejszy Crvena jest zdecydowanie słabsza, choćby od tamtej z lat 70-tych i jest jak najbardziej do pokonania przez ,,Kolejorza". Choćby 1:0 ale pokonajmy ich!