FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
12
Trofeu Joan Gamper:
23 sierpnia 1983 r. FC Barcelona pokonuje Nottingham Forest 2:0 po dwóch golach Marcosa w półfinale Pucharu Gampera i melduje się w finale tegoż pucharu.
23 sierpnia 2002 r. FC Barcelona pokonała w piątek Crveną Zvezdę Belgrad 1:0 i zdobyła 37. tradycyjne trofeum Joana Gampera. Przy powolnej, ospałej grze zespół prowadzony przez Holendra Louisa Van Gaala zaczął grać niebezpiecznie od 55. minuty, kiedy na boisku pojawili się Argentyńczycy Javier Saviola, Juan Román Riquelme i Bask Gaizka Mendieta. W 80. minucie Saviola został złapany za koszulkę, gdy zmierzał w stronę bramki, a rzut wolny wykonał Mendieta, piłkę dotknął Riquelme, a Brazylijczyk Fabio Rochemback strzelił głową. W pierwszej połowie Van Gaal wystawił na boisko kilku rezerwowych, ale Riquelme wyszedł na boisko od pierwszej minuty, ożywiając to trofeum, które z roku na rok cieszy się coraz mniejszym zainteresowaniem kibiców, którzy wówczas nie zapełnili nawet połowy stadionu Camp Nou.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
2
@Bocheno1 A no to co innego :) Dzięki śliczne i również pozdrawiam.
2
@Bocheno1 Nie szkodzi, nic się nie stało. Jeśli kopiuje coś z internetu to w zasadzie ze strony retrofutbol.pl i niektóre z zagranicznych stron po przetłumaczeniu przez google translate. Natomiast mnie w szkole uczono tylko i wyłącznie języka rosyjskiego, którego i tak już pozapominałem. Co prawda znam kilka słów po hiszpańsku i może ze 20 po angielsku ale generalnie jako Polak nie akceptuje obcych języków. Zresztą obcokrajowcy nie uczą się w szkołach polskiego języka, więc dlaczego ja musze znać ich język?
11
Żywe legendy nie tylko FC Barcelony:
23 sierpnia 1946 r. urodził się Marcial Manuel Pina Morales, znany po prostu jako Marcial, środkowy pomocnik. Był częścią słynnej linii ataku Espanyolu, znanej jako „Pięć Delfinów”. Nazwa została wymyślona przez Josepa Marię Ducampa, która nie odnosiła się do wodnego ssaka ale do spadkobierców francuskiego tronu. W ciągu 16 sezonów zgromadził 379 występów w La Liga strzelając 79 goli. Reprezentował cztery kluby, głównie FC Barcelonę, z którą zdobył trzy główne tytuły: mistrzostwo Hiszpanii, Puchar Hiszpanii oraz Puchar Miast Targowych. Urodzony w Bárzana de Quirós w Asturii Marcial, debiutował zawodowo w Elche CF w wieku 18 lat, kończąc swój pierwszy sezon 24 występami i trzema golami. Latem 1966 dołączył do RCD Español po odrzuceniu ofert Interu Mediolan, Realu Madryt i FC Barcelony. W swoim pierwszym sezonie z ,,Los Pericos” Marcial strzelił 11 goli w 29 meczach co przyczyniło się do trzeciego miejsce w lidze ale w trzecim sezonie spadł z drużyną do Segunda Division, po czym podpisał kontrakt z FC Barceloną. Jego przejście do FC Barcelony było nie lada wydarzeniem. W ciągu 8 lat gry w granatowo-bordowych barwach wystąpił w 357 oficjalnych meczach, strzelając 84 gole. W sezonie 1973-1974, gdy Katalończycy zdobyli mistrzostwo kraju, Marcial był drugim najlepszym strzelcem Primera Division, ustępując jedynie Quiniemu ze Sportingu de Gijón. W 1977 r. Marcial opuścił Blaugrane po tym, jak został zawieszony przez klub w poprzednim sezonie za złamanie przepisów wraz z kolegą z drużyny Carlesem Rexachem, który jednak pozostał w klubie. Następnie podpisał kontrakt z Atlético Madryt na trzy kolejne sezony w najwyższej klasie rozgrywkowej, przechodząc na emeryturę w roku 1980 w wieku prawie 34 lat, po rozegraniu zaledwie dziewięciu meczów w drużynie stołecznej. Marcial był jedynym graczem, który strzelał gole Realowi Madryt w czterech różnych zespołach. Jest także jedynym zawodnikiem, który w jednym meczu Primera Division strzelił 2 gole z bezpośredniego rzutu wolnego zarówno prawą, jak i lewą nogą. Marcial zagrał 15 razy w reprezentacji Hiszpanii. Zadebiutował 23 października 1966 przeciwko Republice Irlandii remisując 0:0 w eliminacjach UEFA Euro 1968.
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
3
@Bocheno1 Dla twojej wiadomości, 70% moich tekstów pochodzi z książek, następne 10% z gazet i nie znajdziesz ich w internecie. Poza tym jak sam widzisz na tej stronie większość użytkowników wrzuca właśnie komentarze z internetu, gdyż nie chce im się czytać książek czy gazet. Tobie nigdy nie zdarzyło się wrzucić tutaj czegoś z internetu?
0
@Lionel_Messi10 A co oznaczają te literki?
10
Niespełnione legendy Blaugrany:
23 sierpnia 1939 r. urodził się Zoltan Czibor. Węgier trafił do FC Barcelony w 1958 r. wespół z genialnym napastnikiem Sandorem Kocsisem namówiony przez Ladislao Kubale. Na Camp Nou grał jednak mało, choć skutecznie bo strzelił aż 50 goli w 90 meczach. Pomimo wielu ważnych goli nie zrobił poważnej kariery i już w 1961 r. przeniósł się do Espanyolu, krótko później kończąc karierę piłkarską. Węgier miał pseudonim ,,Pajaro Loco” od kreskowej postaci znanej w Polsce jako ,,Woody Woodpecker.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
0
W dzisiejszych czasach być kibicem Widzewa to trzeba mieć nerwy ze stali. To ja po to wykupiłem Canaly + żeby patrzeć na tych frajerów i się wściekać? Przegrali wygrany mecz a chwilami wygladało to jak sabotaż...!
10
Żywe legendy argentyńskiego futbolu:
22 sierpnia 1997 r. urodził się Lautaro Javier Martinez, argentyński napastnik. Mistrz świata z 2022, zdobywca Copa America 2021 oraz 2024, mistrz Włoch 2021 oraz 2024, dwukrotny zdobywca Pucharu Włoch oraz trzykrotny zdobywca Superpucharu Włoch. Lautaro jest pierwszym zawodnik w historii Serie A, który wchodząc z ławki rezerwowych strzelił 4 gole! Miało to miejsce 30 września 2023 roku, kiedy to Inter Mediolan pokonał na wyjeździe Salernitane 0:4 w 7 kolejce Serie A. Wszystkie 4 gole Lautaro strzelił w drugiej połowie meczu.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11
11
Zapomniane legendy brazylijskiego futbolu:
22 sierpnia 1930 r. urodził się brazylijski bramkarz Gylmar dos Santos Neves, mistrz świata z 1958 i 1962 roku. Gilmar zaczął swoją karierę w klubie Jabaquara z Santos, ale przeszedł do Corinthians Paulista w 1951. Z tym klubem zdobył mistrzostwo stanu Sāo Paulo w 1951, 1952 i 1954. Pod koniec dekady, podpisał kontrakt z Santosem, gdzie był częścią jednej z najlepszych drużyn piłkarskich w historii sportu. W Santosie grał z takimi legendami jak Pelé, Pepe, Zito, Mengalvio, Lima, Coutinho i wiele innych. Z Gilmarem między słupkami, FC Santos zdobywał prawie wszystkie mistrzostwa, jakie można było zdobyć: 5 mistrzostw stanu São Paulo (1962, 64, 65, 67, 68), 4 mistrzostwa kraju (1962, 63, 64, 65), 2 razy Copa Libertadores (1962 i 1963) i 2 razy Puchar Interkontynentalny (w 1962 przeciwko Benfice z rewelacyjnym Eusébio i w 1963 przeciwko Milanowi). W reprezentacji Brazylii Gilmar zagrał 94 razy (103 z nieoficjalnymi meczami) i był powoływany trzy razy na mistrzostwa świata (od 1958 do 1966). Był w wyjściowej jedenastce, gdy Brazylia zdobywała mistrzostwo po raz pierwszy (1958) i drugi (1962). Został wybrany przez IFFHS najlepszym brazylijskim bramkarzem XX wieku i jednym z najlepszych na świecie. Jest pamiętany ze swojego trzeźwego stylu na boisku i spokojnej osobowości.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Comentateiro
@Bernard777
@Adran360
9
Z historii pucharu imienia założyciela ,,naszego” klubu:
22 sierpnia 1968 r. FC Barcelona pokonała w finale o Puchar Gampera brazylijskie Flamengo aż 5:4. Gole dla Barçy zdobywali: Palau(13 i 30 minuta), Mendonça(52 i 68 minuta) oraz legendarny Fuste w 65 m.
22 sierpnia 1984 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Bayern Monachium 3:1 w finale Pucharu Gampera. Gole dla Blaugrany zdobyli: Carrasco(2) oraz Caldere.
Z kolei 22 sierpnia 1990 r. FC Barcelona rozegrała finał Pucharu Gampera na Estadio Olimpico w Barcelonie. Jubileuszową 25. edycje tego turnieju po raz pierwszy rozegrano poza Camp Nou. Powodem była wymiana murawy, bowiem nowa nawierzchnia nie była przygotowana na 4 mecze w ciągu 2 dni. Nietypowe okoliczności nie przeszkodziły Dumie Katalonii wygrać w półfinale ze Spartakiem Moskwa 1:0 a w finale ograć Anderlecht 3:1 po golach Koemana, Begiristaina oraz Stoiczkowa. Stadion Olimpijski na wzgórzu Montjuic był areną Pucharu Gampera także w 1996 r., gdy Blaugrana ponownie tryumfowała pokonując w finale Inter Mediolan 2:1. Od roku 1997 rozgrywano już tylko jeden finałowy mecz o Puchar Gampera.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@L4ngusta Komplet to byłby niemal cud ale ponoć cuda się zdarzają...
2
Naprzód! y wszystkie poskie kluby w europejskich pucharach. Vamos a ganar!
8
,,Pogoniarze” pokonani 3:1 na 7 kolejek przed końcem sezonu:
W niedzielę 21 sierpnia 1938 roku na stadionie w Wielkich Hajdukach w obecności około 6000 widzów, chociaż niektóre gazety pisały w relacjach nawet o 10 tysięcznym tłumie, o godzinie 17:00 sędzia Rutkowski dał znak do rozpoczęcia meczu. Sędzia wnikliwie sprawdzał obuwie piłkarzy. Przepisowo nie powinny były zawierać żadnych widocznych elementów metalowych, kołki musiały być okrągłe i spłaszczone, zrobione z kauczuku. W powietrzu dało się wyczuć niesamowite podniecenie na trybunach ale także wśród piłkarzy. Publiczność powitała gości niemilknącymi gwizdami, co interpretowano jako wyraz niezadowolenia z tego, jak potraktowano piłkarzy Ruchu w pierwszej rundzie rozgrywek we Lwowie. ,,Poganiacze" nic sobie z tego nie robili. Od 1 gwizdka arbitra gra była rwana, nerwowa, formacja pomocy gości dominowała nad Hajduczanami. Goście nawet zdobyli gola ze strzału ręką, co wywołało salwy śmiechu na trybunach. Wreszcie w 25 minucie spotkania Peterek po precyzyjnej centrze Wodarza pomimo asysty trójki obrońców gości zapakował głową piłkę do bramki i Ruch objął prowadzenie. Mimo gola gra w ataku piłkarzy Ruchu była niemrawa i co rusz słychać było głosy niezadowolenia z trybun. Faktem jest też ostra gra piłkarzy ze Lwowa, na którą arbiter reagował odgwizdywaniem rzutów wolnych, których w samej tylko pierwszej połowie obserwatorzy spotkania naliczyli 30. Po przerwie Ruch osiągnął zdecydowaną przewagę w polu, jednak w dalszym ciągu ,,niemrawość" charakteryzowała poczynania napastników. Tymczasem jeden ze sporadycznych wypadów zawodników Pogoni przyniósł im powodzenie i w 70 minucie wynik brzmiał 1:1. Jednak w 80 minucie po podaniu Kruka Wilimowski strzelił na 2:1 a kilka minut później po akcji Peterka ,,Ezi" ustalił wynik meczu na 3:1. Jeszcze w ostatnich sekundach gola strzelił Peterek ale sędzia nie uznał trafienia, twierdząc iż piłka wpadła do bramki gości już po ostatnim gwizdku. Atmosfera na tym meczu była niezwykle gorąca, do czego przyczyniły się zarówno wydarzenia z pierwszego meczu pomiędzy obiema drużynami we Lwowie, jak i bezpośrednio wydarzenia na stadionie w Wielkich Hajdukach. Co ciekawe, na temat wydarzeń po meczu z Pogonią milczą archiwa klubowe a sprawa najwyraźniej nie miała zapaść na dłużej w pamięci i historii klubu. Po zwycięstwie z Pogonią przy jednoczesnej porażce u siebie Warszawianki z Wisłą, Ruch umocnił się na pozycji lidera z dwupunktową przewagą nad Warszawianką.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@NeroTFP1
@Ogorinho1974
@Safrani
11
,,Wisełka” popłynęła:
21 sierpnia 2001 r. FC Barcelona pokonała Wisłe Kraków 1:0 w ramach 3 rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Był to rewanż za dramatyczny pojedynek sprzed 2 tygodni. Jedynego gola w meczu bez historii zdobył w 72 minucie Luis Enrique. Wisła nie stworzyła sobie żadnej okazji pod bramką Bonano a najlepsze noty w drużynie gospodarzy zebrał Xavi Hernandez. Ten mecz po prostu musiał się odbyć. Po emocjonującym spotkaniu w Krakowie, zakończonym wygraną gości z Barcelony 4:3, stało się jasne, że do wywalczenia awansu do fazy grupowej Champions League mistrzom Polski potrzeba zwycięstwa różnicą co najmniej dwóch bramek na słynnym Camp Nou. W taki obrót spraw nie wierzyli nawet najwięksi optymiści wśród fanów Białej Gwiazdy, dlatego Franciszek Smuda najwyraźniej postawił na godne pożegnanie się z rozgrywkami. Cel udało się zrealizować, bowiem gospodarze zaledwie raz pokonali, świetnie dysponowanego Artura Sarnata. Kibice spod Wawelu mogli opuszczać trybuny jednak z poczuciem niedosytu, bowiem goście przez 90 minut, ani razu nie zagrozili bramce Roberto Bonano. ,,Był to jeden z najważniejszych meczów w tym sezonie. Ewentualna porażka z Wisłą byłaby taki ciosem, po którym ciężko byłoby nam się pozbierać. Czasami zdarza się nam grać słabiej, jednak tego meczu nie wolno nam było przegrać”- pomeczowa wypowiedź Carlesa Rexacha, ówczesnego trenera Blaugrany.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
11
Dublet na prezent urodzinowy:
Dokładnie 3 lata temu Robert Lewandowski strzelił swoje dwa pierwsze gole o punkty w barwach Dumy Katalonii. Miało to miejsce na Estadio Anoeta w drugiej kolejce Primera Division. Robert wpisał się na liste strzelców już w 44 sekundzie! Natomiast drugiego gola zaliczył w 69 minucie. Ostatecznie Barça wygrała ten mecz 1:4 a pozostałe gole zdobyli Dembele oraz Fati.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
2
@misterio Powiem więcej, to nie wrażenie, to realia. Identycznie było z Henrym. Co najmniej o rok za późno ich sprowadzono. Opieszałość działaczy naszej Barcuni nie zna granic...
13
Debiuty żywych legend Blaugrany:
21 sierpnia 2010 r. w barwach FC Barcelony zadebiutował znakomity napastnik David Villa. Miało to miejsce w rewanżowym meczu o Superpuchar Hiszpanii z FC Sevilla, wygranym przez Barçe 4:0. Villa pojawił się na boisku w 56 minucie zastępując Pedro. ,,Kiedy w 2009 r. dowiedziałem się że FC Barcelona kupiła Ibrahimovicia, zrozumiałem iż moje marzenie nigdy się już nie spełni. Jakże wielka była moja radość gdy się dowiedziałem że znów jestem w gronie kandydatów do gry w tym klubie”- powiedział w lutym 2011 r. Villa. Od wielu lat chciał grać w Barcelonie, choć jego żona głośno mówiła że wolałaby zamieszkać w Madrycie. W końcu jednak ,,El Guaje” dopiął swego. Tercet MVP znalazł się na ustach wszystkich dopiero późną jesienią, na początku bowiem współpraca Messiego, Villi i Pedro rozczarowywała. Obwiniono za to Davida. ,,Nie od razu udało mi się dostosować do stylu Barcelony. Przez pierwsze miesiące bardzo cierpiałem bo chciałem twórczo uczestniczyć w grze zespołu a zupełnie mi się to nie udawało. Poza tym wszyscy porównywali Ville w Barcelonie z Villą w Valencii a to przecież dwa różne style gry”- opowiadał Villa. Jesienią wytykano mu kolejne mecze bez gola i krytykowano nowego dyrektora sportowego Zubizarrete że nie przemyślał transferu napastnika Valencii. Villi bronili natomiast trenerzy i koledzy. Pep mówił przy każdej okazji że ceni jego gre także wtedy, kiedy nie zdobywa goli, gdyż zapewnia drużynie ,,przedłużenie i rozszerzenie boiska”. Vilanova dodawał że Villa jest gotowy na wszystko, na każdą zmiane swojego stylu, byle dopasować się do gry Barçy. Xavi zauważył że zmiana ,,Ibry” na Ville w jedenastce automatycznie zdynamizowała gre zespołu a ,,El Guaje” od początku goli nie zdobywał bo nie potrafił jako snajper odnaleźć się wystawiany na lewym skrzydle, poza tym, jak przyznał, Barça grała szybciej niż mu się wydawało i zwyczajnie nie nadążał. Oprócz tego na przełomie lata i jesieni prześladował go wyjątkowy pech. Otóż nagminnie trafiał w słupki(w połowie listopada miał ich 10 we wszystkich rozgrywkach, w tym w reprezentacji a cała Barça 15 w 16 spotkaniach!) albo bramkarze cudem bronili jego uderzenia. Natomiast z meczu na mecz coraz lepiej wyglądała jego współpraca z Messim. ,,La Pulga” w końcu dostał to co chciał, czyli pozycje środkowego napastnika. Bardzo korzystał na tym, co widział Pep a czego nie widzieli kibice, czyli na odciąganiu przez Ville rywali z jego drogi do bramki. Sam ,,El Guaje”, z którym trener cały czas dużo rozmawiał, tłumacząc czego odeń żąda, zaczął sekundować Messiemu od ostatniego meczu październikowego. Zawsze uznawał wyższość Argentyńczyka a ten chętnie podawał mu piłke. Do tego pod koniec lutego Messi miał we wszystkich rozgrywkach 20 asyst, z czego 6 przy golach Villi, z kolei sam zdobył 6 goli po podaniach od niego. Docieranie się tego duetu trochę trwało ale nagle okazało się że obaj zawodnicy znakomicie do siebie pasują. ,,Sport” już w sierpniu donosił trochę proroczo, gdyż latem przecież daleko jeszcze było do ideału, iż Messi, Villa i Pedro są tak ruchliwi że dla rywali są trudniejsi do rozszyfrowania niż ,,sudoku”.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
9
Trofeu Joan Gamper:
21 sierpnia 1984 r. FC Barcelona pokonuje Boca Juniors aż 9:1(!) w półfinale Pucharu Gampera. To najwyższe zwycięstwo w historii tego pucharu. Gole dla Blaugrany zdobyli: Alexanco(2), Archibald(2), Caldere, Schuster, Carrasco, Esteban i Marcos.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
8
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
20 sierpnia 1941 r. w Siemianowicach Śląskich urodził się Marian Szeja, złoty medalista olimpijski z igrzysk w Monachium. Był wówczas rezerwowym i początkowo nie dostał nawet medalu. Dzieciństwo spędził w Siemianowicach Śląskich i już od małego marzyła mu się kariera bramkarza. Chciał w ten sposób iść w ślady o kilkanaście lat starszego brata, który zaliczył kilka ligowych występów w barwach chorzowskiego Ruchu. Kiedy Marian miał 10 lat, jego rodzina przeniosła się do Kędzierzyna. Tam młokos zapisał się do miejscowej Unii. Stał się w ten sposób klubowym kolegą swojego brata, który po opuszczeniu Ruchu, zasilił szeregi Unii. Młody Marian szybko zwrócił na siebie uwagę. Wyróżniał się sprawnością i refleksem, przewyższał pracowitością rówieśników. Zimą zakładał łyżwy i grał w hokeja. Nie wyobrażał sobie życia bez sportu. W seniorskim zespole Unii zadebiutował jako 14-latek. Wkrótce na stałe zagościł między słupkami i zaczęli się nim interesować działacze z większych klubów. W 1960 r. trafił do klubu Thorez Wałbrzych, który grał wówczas na trzecim poziomie rozgrywkowym. Zespół szybko awansował do II ligi. Marian grał odważnie, czasem wręcz brawurowo. W jednym z meczów doznał wstrząśnienia mózgu a przez powtarzające się później różne urazy prawie rok był wyłączony z gry. Wreszcie w 1965 r. udało mu się osiągnąć wysoką formę. W każdym z meczów drużyny należał do najlepszych na boisku a prasa nie mogła się go nachwalić. Wkrótce zwrócił na siebie uwagę sztabu reprezentacji. Trafił do kadry narodowej i 24 października 1965 r. dostał szansę debiutu w reprezentacji. Polacy rozbili wówczas Finów 7:0 a Szeja był praktycznie bezrobotny. Zupełnie inny obraz miał jego drugi mecz w biało-czerwonych barwach. Polacy na ,,Goodison Park” mierzyli się z Anglikami. Podopieczni Alfa Ramsey’a zepchnęli nasz zespół do defensywy i nieustannie ostrzeliwali polską bramkę. Szeja grał jednak znakomicie. Obronił niezliczoną ilość strzałów i tylko raz skapitulował po uderzeniu głową Bobby’ego Moore’a. Nazajutrz prasa informowała że mecz Anglia – Szeja zakończył się remisem. Później wystąpił jeszcze w meczach z Węgrami, Brazylią i ponownie z Anglią. Zarzucano mu jednak, że w każdym z tych meczów nie był bez winy przy traconych bramkach. Ostatecznie na kilka lat wypadł z kadry.
W 1968 r. świętował z kolegami wywalczenie przepustek do ekstraklasy. W lutym tego samego roku zmieniono nazwę klubu na Zagłębie. Na pierwszoligowych boiskach Marian był podstawowym zawodnikiem klubu. Osiągnął dobrą formę, ale nie omijały go urazy. Do zespołu narodowego wrócił w 1971 r. po porażce 1:3 z RFN w Warszawie. Szeja stanął między słupkami w starciu z amatorami z Hiszpanii a tydzień później potwierdził swoją wielką klasę, zachowując czyste konto w meczu z RFN w Hamburgu. Nikt już nie podważał jego przydatności w zespole. Kiedy Hubert Kostka po igrzyskach zakończył karierę, Szeja miał nadzieję, że to on stanie się numerem jeden, ale nic z tego. Górski wolał stawiać na Tomaszewskiego, choć trzeba przyznać, że dał Szei kilka szans. Ostatni raz zagrał w reprezentacji 12 sierpnia 1973 r. w przegranym 0:1 meczu z USA. Zastąpił wówczas po przerwie Tomaszewskiego i do końca meczu nie puścił już bramki. ,,Nigdy nie byłem w stanie zrozumieć, dlaczego trener Górski zrezygnował ze mnie i odstawił od gry. Wcześniej w żadnym meczu go nie zawiodłem” – wspominał po latach z żalem bramkarz. Z Zagłębiem w 1971 r. zajął trzecie miejsce w lidze i sezon później występował w europejskich pucharach. Wiosną 1974 r. wyjechał do Francji. Próbował swoich sił w Metz, a potem przeniósł się do Auxerre, gdzie grał przez kolejne sześć sezonów. Doszedł do finału Pucharu Francji i awansował do Première Division. Po zakończeniu kariery wrócił do Wałbrzycha i dorabiał jako taksówkarz. W dalszym ciągu jednak współpracował z francuskim zespołem, do którego wracał i szkolił bramkarzy w ramach kilkumiesięcznych kontraktów. W Reprezentacji rozegrał 15 meczów, 6 straconych goli.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
10
Zapomniane legendy argentyńskiego futbolu:
20 sierpnia 1886 roku w Buenos Aires urodził się Arnold Pencliffe Watson Hutton– argentyński piłkarz, grający podczas kariery na pozycji napastnika. Arnold Watson Hutton był synem Alexandra Watson Huttona, który jest uznawany za jednego z ojców argentyńskiego futbolu. Hutton rozpoczął karierę w klubie Alumni AC w 1902 roku. W barwach Alumni zadebiutował jeszcze przed 16-mi urodzinami 13 kwietnia 1902 roku. Z Alumni ośmiokrotnie zdobył mistrzostwo Argentyny w 1902, 1903, 1905, 1906, 1907, 1909, 1910 i 1911 roku. W latach 1911–1914 był zawodnikiem Belgrano AC. Obok piłki nożnej Hutton uprawiał również: krykiet, tenis i piłkę wodną. W reprezentacji Argentyny Hutton występował w latach 1906–1913. W reprezentacji zadebiutował 21 października 1906 w wygranym 2-1 meczu z Urugwajem, którego stawką była Copa Newton. Hutton w 15 minucie strzelił pierwszą bramkę meczu. W 1910 r. został powołany na pierwszą, jeszcze nieoficjalną edycję Mistrzostw Ameryki Południowej, która wówczas nazywała się „Copa Centenario Revolución de Mayo 1910”. Na turnieju w Buenos Aires Hutton wystąpił w meczu Argentyny z Urugwajem, w którym w 50 minucie strzelił trzeciego gola dla Albicelestes. Ostatni raz w reprezentacji Hutton wystąpił 9 lipca 1913 roku w wygranym 2-1 meczu z Urugwajem, którego stawką było „Copa Presídente Roque Sáenz Peña”. Ogółem w barwach Albicelestes wystąpił w 17 meczach, w których zdobył 6 goli.
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
10
Barça w Supercopa de España:
20 sierpnia 1997 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madrid 2:1 po golach Nadala(w 11 minucie) i Giovanniego(z rzutu karnego w 85 minucie) oraz honorowym trafieniu Raula w 5 minucie. Rywalizacja toczyła się o Superpuchar Hiszpanii. Jeszcze przed przerwą została jednak przerwana po tym, jak lewy obrońca Królewskich Roberto Carlos został trafiony zapalniczką rzuconą z trybun. Brazylijczyk zaczął krwawić i był długo opatrywany przez służby medyczne. Ostatecznie wrócił na boisko ale niesmak pozostał.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
3
@misterio Biorąc pod uwage tylko jeden sezon, to chyba tylko George Pattullo miał lepszą średnią w FC Barcelonie ewentualnie Pepe Rodriguez...
2
@Safrani No właśnie! Z tego co kojarze to Gaspart mocno namieszał z "eL fenomeno" Albo inaczej, niewiele zrobił żeby zatrzymać kapitalnego cracka!
12
Debiut ,,El Fenomeno”:
20 sierpnia 1996 r. w barwach Blaugrany debiutuje Luis Nazario de Lima, jeden z najlepszych napastników w dziejach futbolu. Ma to miejsce w półfinale Pucharu Gampera wygranym przez FC Barcelone 2:0 z San Lorenzo del Almagro. Brazylijski Ronaldo wszedł wówczas w drugiej połowie meczu zastępując Juana Antonio Pizziego.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
10
Dyktatura wobec FC Barcelony:
20 sierpnia 1943 r. zakończyła się kadencja prezydencka Enrique Piñeyro w FC Barcelonie. Piñeyro został wybrany przez władze reżimu Franco, mimo że nie interesował się sportem i nigdy nie był na żadnym meczu piłkarskim. Niezależnie od poglądów politycznych był bardzo dobrym prezydentem. Za jego kadencji powiększono Camp de Les Corts, zbudowano boisko do koszykówki a klub rozszerzono o sekcje baseballu, piłki ręcznej i kolarstwa. W 1942 r. Duma Katalonii zdobyła pierwsze trofeum od lat a mianowicie Copa del Generalismo ale w tym samym roku musiała się bronić przed spadkiem do drugiej ligi. Wygrała jednak łatwo mecz barażowy z Murcią 5:1. Po sezonie Piñeyro zrezygnował ze stanowiska, mówiąc iż wypełnił swoją misje. Władze nakazały mu jednak powrót na stanowisko. Podał się do dymisji rok później po ,,skandalu na Estadio Chamartain”.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
1
Takie cóś znalazłem na internetach: https://sport1.pl/rejestracyjna-sztuczka-realu-madryt-wyjdzie-bokiem-ekspert-ostrzega-przed-konsekwencjami/
Wprawdzie jest on ,,moim" Argentyńczykiem ale w tym konkretnym przypadku życzę mu jak najgorzej żeby opuścił ten piepszony klub jak najprędzej!
Ciekawe czy te dziady go wystawią? Jeśli tak to Osasuno do dzieła!
9
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
19 sierpnia 1938 r. w Chorzowie urodził się Roman Bazan. Wychowanek AKS-u Chorzów, skąd w wieku 15 lat przeniósł się do Startu. W 1958 r. został graczem Zagłębia Sosnowiec. Początkowo występował jako napastnik, ale później przekwalifikowano go na środkowego obrońcę. Kiedy kontuzję odniósł jeden ze stoperów zespołu, to trener stwierdził, że w ataku sobie jakoś poradzą, ale na obronę nie ma kogo dać. Wybór padł na Bazana. Mimo że był przeciętnego wzrostu, to poradził sobie bardzo dobrze i już tak zostało. Po jednym sezonie przeszedł do Śląska Wrocław, ale po dwóch latach wrócił nad Brynicę. W sosnowieckim klubie występował przez kolejne 13 lat. W sumie reprezentował jego barwy w 305 ligowych spotkaniach, co jest rekordem do dzisiaj. W Sosnowcu stał się królem klubowej defensywy i prawdziwym liderem zespołu. Spokój, jaki zapewniał w tyłach, pozwolił zawodnikom osiągać znaczące sukcesy w latach 60. Zagłębie z Bazanem w składzie dwukrotnie sięgnęło po Puchar Polski (1962 i 1963) oraz trzykrotnie finiszowało w lidze na drugim miejscu (1964, 1967 i 1972). W 1964 r. klub zaproszono do wzięcia udziału w rozgrywkach amerykańskiej Interligi. Polacy spisali się znakomicie i zdecydowanie wygrali swoją grupę. W finale nie dali szans Werderowi Brema i wygrali całe rozgrywki. Zwycięzca zyskiwał prawo gry o Puchar Ameryki z Duklą Praga, ale Czesi okazali się wówczas zbyt wymagającym rywalem. W reprezentacji Bazan rozegrał 21 meczów i strzelił dwa gole, oba w wygranym 9:0 meczu z Norwegią w Szczecinie. Po odejściu z Zagłębia w 1973 r. próbował swoich sił przez jeden sezon w amatorskim Racingu Calais we Francji. Wkrótce jednak wrócił do Sosnowca, gdzie cieszył się z tego, że w spokoju może sobie przyjść na stadion i oglądać mecze ukochanej drużyny.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
12
Niespodziewana porażka w Copa Gamper:
19 sierpnia 2009 r. FC Barcelona przegrała z Manchesterem City w Pucharze Gampera. To był co prawda tylko mecz towarzyski, ale City pojechało na stadion mistrzów Europy i nie tylko utrzymało formę, ale dzięki Martinowi Petrovowi świętowało słynne zwycięstwo na Camp Nou. Bułgarski skrzydłowy głośno zastanawiał się nad swoimi szansami przekonania Marka Hughesa, że zasługuje na stałe miejsce w składzie. Zwycięski gol przeciwko Barcelonie nie był złym impulsem dla menedżera. Aż 94 123 osoby zgromadziły się w tej katedrze marzeń, by oddać hołd najwspanialszym katalońskim artystom, ale to przedstawiciele City, wysoko postawieni w hierarchii bogów, ryknęli w noc „Blue Moon”. A to właśnie Richard Dunne odebrał pierwsze trofeum nowej ery City. Był to zapewne mały krok, ale ogromny zastrzyk pewności siebie drużyny, która rozpoczyna najbardziej wymagający sezon. Dunne i jego obrońcy spisali się znakomicie, co było konieczne, aby stawić opór najlepszej drużynie w Europie, jednak to absolwent akademii Vladi Weiss zwrócił na siebie uwagę znakomitym występem na skrzydle. Weiss nie wyróżniał się w towarzystwie mistrzów, podobnie zresztą jak wielu jego kolegów z City, co z pewnością ucieszyło prezesa Khaldoon Al Mubaraka tak samo, jak Hughesa. Kibice Barcelony pojawili się w licznej grupie na 44. El Trofeu Gamper, finale pucharu, mimo że do rozpoczęcia sezonu pozostał jeszcze ponad tydzień i spotkania Barcelony ze Sportingiem w ramach La Liga. Dlatego mistrzowie Hiszpanii i Europy zorganizowali przed meczem pokaz świetlny dla swoich licznych kibiców, podobnie jak w zeszłym sezonie, kiedy to regularnie rozświetlali Camp Nou, co było drogą do spektakularnego zdobycia potrójnej korony. Ich wszechstronnie utalentowanych graczy przedstawiono publiczności, jakby tego potrzebowali, a okrzyki radości, jakie towarzyszyły bohaterom rozgrywek Ligi Mistrzów, były niemal ogłuszające. Trener Barcelony Pep Guardiola miał na ławce dwunastu zawodników, w tym Lionela Messiego i nowego nabytku Zlatana Ibrahimovicia, ale w wyjściowym składzie znaleźli się również kapitan Puyol i Yaya Toure. Yaya nie zachowywał się ceremonialnie, szybko rozprawiając się z Garethem Barrym, najwyraźniej zgodnie z prawem, aby przypomnieć City, że przyjacielski charakter takich sytuacji ma swoje granice. W rzeczywistości Toure z Barç był kluczowym zawodnikiem na początku gry i decydował o wyniku, podczas gdy City, mając za jedynego napastnika Carlosa Teveza w formacji 4-5-1, często traciło posiadanie piłki. Nastolatek Weiss, który w maju zadebiutował w Premier League jako rezerwowy w meczu z Boltonem, przystąpił do najważniejszego meczu w swojej młodej karierze z całą pewnością siebie, jakiej oczekiwał od niego menedżer Hughes. Gdy „The Blues” zaskoczyli miejscową publiczność, zdobywając zwycięską bramkę w 27. minucie, to zdeterminowany Petrov spokojnie wykończył akcję strzałem na bramkę po podaniu Steviego Irelanda. Podczas gdy Hiszpanie spoglądali po sobie, zastanawiając się, jak to możliwe, że najlepsza obrona w Europie została tak klinicznie złamana, kibice Blaugrany gwizdali i wygwizdali, gdy Petrov i kibice przyjezdnych świętowali. Shay Given musiał popisać się kilkoma sprytnymi obronami, ale największa radość gospodarzy w pierwszej połowie nadeszła, gdy mała armia rezerwowych Barcelony zaczęła się rozgrzewać wzdłuż linii bocznej. Guardiola jak dotąd nie był pod wrażeniem, ale mistrzowie Hiszpanii mieli szczęście, że nie schodzili do przerwy przegrywając dwoma golami, gdyż Barry głową skierował piłkę w kierunku bramki po rzucie wolnym wykonanym przez Petrova, tuż obok słupka. FC Barcelona wystawiła na boisko kilku rezerwowych, w tym Messiego i Ibrahimovicia, którzy mieli zająć się obroną City, podczas gdy Hughes zadowolił się wprowadzeniem na boisko Tala Bena Haima za Kolo Toure. Messi, uważany przez wiele kręgów za najlepszego piłkarza na świecie, minął byłego obrońcę Espanyolu Pablo Zabaletę i oddał strzał, który ledwo minął bramkę Givena. Było jasne, że Barca jest gotowa przycisnąć śrubę obrońcom „The Blues”, ale kiedy Ben Haim bez problemu zastąpił Dunne'a, City wyglądało na gotowe na najtrudniejsze wyzwanie w Europie. Ale pomimo wszystkich „ochów” i „achów”, gdy piłka nożna Barcelony zaczęła nabierać tempa i płynnie rozwijać się w niepokojąco znajomy sposób, bramka Given była chroniona przez czterech ciężko pracujących i solidnych obrońców. Barça stworzyła znakomitą okazję, gdy City było pod presją, ale rezerwowy Jonathan zobaczył, jak jego strzał odbija się od poprzeczki, po czym Given obronił nogami, udaremniając zachowanie Ibrahimovicia. Weiss, wykazując się dojrzałością wykraczającą poza jego wiek, przejął piłkę od Thiago i rozegrał emocjonujący rajd, który mógł skończyć się tylko rzutem wolnym, dającym cenną chwilę wytchnienia, zanim Craig Bellamy posłał piłkę nad poprzeczkę. Fortele Messiego, siła ognia Ibrahimovicia... nic nie było w stanie przebić się przez cienką niebieską linię. Minuty mijały, a na Camp Nou panowało odrętwienie i pogodzenie się z nieznanym uczuciem porażki. Bellamy, co nieprawdopodobne, miał szansę przypieczętować zwycięstwo City w ostatnich sekundach doliczonych czterech minut, ale strzelił tuż obok bramki.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
1
@Sysia11 Wybacz ale nie mam pojęcia co oznaczają te skoble czy jak tam one się nazywają? Ponadto połowy Argentyńczyków nie znam, nie mam tyle czasu żeby siedzieć w internecie jak wy. Poza tym są jeszcze mecze do oglądania w Premier Lig, nie wspominając już o polskich klubach w europejskich pucharach. Rano trzeba wstawać do roboty, nie mam na wszystko czasu...