FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
1
@Safrani No nie wątpie! W końcu to była nie byle jaka paka(!) na czele z Św.p Johanem Cruijffem.
8
Debiuty żywych legend FC Barcelony:
1 sierpnia 1989 r. w meczu sparingowym z holenderskim BUITENPOSTS ZM1, zadebiutował i jednocześnie strzelił 3 gole w barwach Blaugrany niejaki…. Ronald Koeman. Nasz legendarny stoper rozegrał tylko pierwszą połowę meczu a FC Barcelona wygrała ten mecz aż 15:1
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
11
Polscy cules kultywują pamięć nie tylko o Powstaniu Warszawskim:
1 sierpnia 1934 r. powstała „Societat Esportiva Industrial Espanya”, przyszła drużyna rezerw FC Barcelony. Historyczna nazwa pochodziła od fabryki, której ekipa była reprezentacją. W 1945 r. została oficjalnie drużyną filialną Barçy. Z tego powodu 7 lat później nie zdobyła awansu do Primera Division, ponieważ druga drużyna nie może grać w tej samej lidze co pierwsza. W 1956 r. klub zdobywa ponownie awans, zmienia nazwe na Club Esportiu Condal i w zgodzie z przepisami przestaje być ekipą filialną Blaugrany. W 1970 r. Barcelona Athletic połączyła się z Club Esportiu Condal, stając się oficjalnie drużyną rezerw Dumy Katalonii. W międzyczasie zmienia kilkakrotnie nazwę(na Barcelona B w 1991 r., Barcelona Athletic w 2008 r. by ostatecznie powrócić do nazwy Barcelona B w 2010 r.). Obecnie grają tam profesjonalni piłkarze ale mogą występować również amatorzy z juniorskiej drużyny Barçy.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
1
@Bernard777 Dzięki ci za ten skrót. Od razu ci powiem że nie pamiętam tego przypadku z Pumpido. Zapewne w czasie mundialu mówili o tym ale ja tego nie pamietam. Zresztą ja chyba nawet nie oglądałem tego meczu. Najbardziej pamiętam jeśli chodzi o Albicelestes parady "Goyko" i niemiłosierniernie faulowanego Maradone, no i oczywiście fenomenalnego Caniggie! To był czas żniw i ciężkiej pracy w rolnictwie a do tego bardzo często psujący się czarnobiały telewizor na wsi u dziadków...
13
Żywe legendy hiszpańskiego futbolu:
Carlos Marchena urodził się 31 lipca 1979 roku w miejscowości The Heads of Saint John w Sewilli. Marchena słyną z twardej, nieustępliwej gry, często na granicy faulu. 36-latek rozpoczynał karierę w Sevilli i po krótkim okresie w Benfice, trafił do Valencii w 2001 roku. Z tym klubem Marchena dwukrotnie wywalczył mistrzostwo Hiszpanii, Puchar UEFA i Puchar Króla, po czym trafił do Villarrealu w 2010 roku, a dwa lata później do Deportivo La Coruna. Ostatnim przystankiem w piłkarskiej podróży był zespół Kerali Blasters w Indian Super League. Marchena należy do złotej generacji hiszpańskich piłkarzy. Z drużyną narodową triumfował także na mundialu U-20, gdy występował obok Xaviego czy Ikera Casillasa.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
0
@rafal314 Prawidłowo! Mam nadzieje że warto było...?
11
Żywe legendy włoskiego futbolu:
Antonio Conte urodził się 31 lipca 1969 roku w Lecce, na samym obcasie włoskiego buta. Karierę piłkarską rozpoczynał w drużynie z rodzinnego miasta. W US Lecce a zarazem w Serie A, zadebiutował mając zaledwie 16 lat. Było to 6 kwietnia 1986 roku. W drużynie z rodzinnego miasta Conte spędził siedem sezonów i zaliczył blisko sto występów. Jego gra przyciągnęła uwagę Giovanniego Trapattoniego, który zapragnął mieć Antonio w zespole. I tak, w czerwcu 1991 roku Conte zasilił szeregi Juventusu. Bianconeri wydali wtedy na młodego pomocnika 4,8 miliona dolarów. W nowym zespole zadebiutował nie w byle jakim meczu, lecz w spotkaniu derbowym z Torino, gdy wszedł na boisko zmieniając legendarnego Toto Schillaciego. To właśnie wtedy rozpoczęła się jego wspaniała przygoda z Juventusem, która trwała przez kolejnych 13 lat. W reprezentacji Włoch, dowodzonej przez Arrigo Sacchiego, zadebiutował w 1994 roku w meczu przeciwko Finlandii, wygranym przez Italię 2-0. W 1994 roku został powołany na MŚ w Stanach Zjednoczonych. Zaliczył występy w meczach 1/4 i 1/2 finału, jednak przegrane po karnych spotkanie finałowe spędził na ławce rezerwowych. W tym czasie, w jego klubie nastała nowa era, era Marcelo Lippiego. Miejsce Antonio Conte w podstawowej jedenastce stanęło pod znakiem zapytania. Konkurować wszak musiał z takimi tuzami jak Paolo Sousa, Didier Deschamps czy Angelo Di Livio. Początkowo nie potrafił sobie z tą rywalizacją poradzić. Stracił też miejsce w reprezentacji. Po pewnym czasie po raz kolejny został zauważony przez selekcjonera, jednak nie zobaczyliśmy go ani w finałach Euro ’96, ani na Mistrzostwach Świata we Francji dwa lata później. Sezon 1996-97 miał należeć do niego. Conte został następcą Gianluki Viallego w roli kapitana Starej Damy i miał prowadzić Juventus do największych triumfów na europejskiej arenie. Zamiast tego przyszło mi jednak borykać się z kontuzją… 9 października 1996 roku w Perugii, drużyna narodowa Italii podejmowała w kwalifikacjach do MŚ drużynę Gruzji. Szybki rajd Conte, zakończył się katastrofą. Piłkarz doznał kontuzji stopy, która wyeliminowała go z gry na długi czas. Przez kolejne miesiące, jedynie z trybun mógł oglądać poczynania jego zespołu, który od zwycięstwa do zwycięstwa dzielnie walczył o najwyższe cele. To były dla Antonio bardzo trudne chwile. “Pamiętam jak oglądałem triumf Juve w pucharze Interkontynentalnym. Oddałbym wszystko, byle tylko być tam z nimi“. Gdy doszedł do pełni formy znów stał się mocnym punktem Juventusu i Italii. Stałe miejsce w składzie reprezentacji wywalczył za kadencji Dino Zoffa. Podczas Euro 2000 już w pierwszym meczu ME z Turcją popisał się wspaniałą bramką strzeloną przewrotką. Równie udany występ zaliczył przeciwko Szwecji. Dobrze radził sobie także w meczu z Rumunami, do momentu, w którym Hagi bardzo brutalnie zaatakował Conte. Rumuński zawodnik ukarany został czerwoną kartką, jednak również Włoch musiał opuścić boisko z powodu kontuzji. Nie zagrał już do końca turnieju.
Kolejne lata to solidna gra, jednak przeważnie w roli zmiennika. Najlepsze jego występy przypadają na okres pobytu w Juve Carlo Ancelottiego, gdy Antonio stał się etatowym zawodnikiem pierwszego zespołu. Po powrocie Lippiego bywało różnie. Antonio nie grał zbyt dużo, wchodził przeważnie z ławki rezerwowych. Dodatkowo stracił opaskę kapitana na rzecz Del Piero i jak dziś sam mówi, był to najgorszy dzień w jego życiu. Mimo to nie można nie doceniać jego wpływu na sukcesy Juventusu. Drużyna wiele korzystała z doświadczenia i charyzmy, z jakiej już wówczas słynął Conte. W czasach występów w drużynie Bianconerich dał się poznać jako niezwykle uniwersalny pomocnik. Grał zarówno na środku, jak i na prawej pomocy. Miał również na swoim koncie wiele bramek strzelonych w bardzo istotnych dla Juventusu momentach. Wierność biało-czarnym barwom dochował przez 13 lat. Piłkarską karierę zakończył w 2004 roku występem w Derbach Włoch przeciw Interowi. Przygodę z Juventusem zakończył bardzo niespodziewanie i nagle. Nie było pożegnalnego meczu, wzruszającego pożegnania z kibicami, kwiatów ani okrzyków. Podziękował jedynie wszystkim za te wspaniałe lata spędzone w Turynie i po cichu zakończył występy jako futbolista. Od razu po odwieszeniu butów na kołku miał jasno sprecyzowane plany – chciał zostać trenerem: “Klub zaproponował mi warunki, których nie mogłem zaakceptować. To koniec pewnego cyklu, także mojego. Tutaj wygrałem wiele, obym wrócił tutaj jako trener…“. W 2005 roku rozpoczął karierę szkoleniowca jako zastępca Luigiego De Canio w Sienie. Samodzielną pracę zaczął w kolejnym sezonie w drugoligowym Arrezzo. Spadł z tym zespołem z Serie B, jednak wpływ miały na to nie tylko boiskowe występy jego podopiecznych, ale też punkty odebrane Arrezzo za udział w Calciopoli. Pod koniec 2007 roku zastąpił Giovanniego Mazzarriego na stanowisku trenera Bari. Udało mu się zająć z zespołem bezpieczne miejsce w środku stawki, by w drugim sezonie uzyskać awans do Serie A. Mimo tego sukcesu kontrakt pomiędzy nim a klubem został rozwiązany w czerwcu 2009. We wrześniu Conte zatrudniony został w Atalancie. Ze względu na niezadowalające wyniki szybko podał się do dymisji, nie pozostał jednak długo bez pracy. W maju objął stery Sieny, którą poprowadził do awansu do Serie A. Był już wówczas uznawany za jednego z najlepszych trenerów młodego pokolenia, jednak i tak część kibiców zaskoczona była, gdy w maju 2011 Juventus podał do wiadomości, że Conte zostanie nowym trenerem Bianconerich. Jego zadanie było proste. Miał przywrócić należne miejsce zespołowi, który wciąż nie był w stanie wrócić na szczyt po aferze Calciopoli. 11 września 2011 roku zdobył z nowym klubem trzy punkty po spotkaniu z Parmą, inaugurującym jednocześnie nowy stadion Juventusu (na którym zresztą został uhonorowany specjalną gwiazdą jako jedna z klubowych legend). Zwyciężając w rozgrywkach ligowych trzy razy z rzędu i dwukrotnie zdobywając krajowy Superpuchar stał się dla kibiców symbolem odrodzenia Starej Damy. Dominacja ligowa nie przełożyła się jednak na wyczekiwane przez tifosich sukcesy w Europie. W międzyczasie w 2012 roku jego kariera zawisła na włosku – oskarżony został o udział w aferze związanej z ustawianiem meczów (tzw. Calcioscommesse). Kara za nie poinformowanie odpowiednich organów o procederze początkowo miała wynosić rok, skończyło się jednak na czterech miesiącach dyskwalifikacji, podczas których zastępowali go Angelo Alessio i Massimo Carrera. Z Juventusu odszedł w 2014 roku by objąć stanowisko selekcjonera reprezentacji Włoch. Ze Squadra Azzurra awansował do finałów Mistrzostw Europy 2016, jednak już przed turniejem (zakończonym przez Włochów na ćwierćfinale) były wiadomo, iż w kolejnym sezonie Antonio przeniesie się na Wyspy by trenować Chelsea. W pierwszym sezonie zdobył z The Blues mistrzostwo Anglii, drugi zakończony piątym miejscem w tabeli oznaczał także pożegnanie z Londynem. Zdecydowały o tym nie tylko wyniki sportowe, ale też problemy w relacjach pomiędzy szkoleniowcem, zawodnikami a klubem. Po roku przerwy w czerwcu 2019 został mianowany trenerem Interu Mediolan, co przez część kibiców Juventusu odebrane zostało jako zdrada.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
0
@Laminedependencia Chodziło mi właśnie o tych ,,młodzi, młodzi", gdyż nie mam okazji ich oglądać...
10
Wspominamy trenerów ,,naszego” klubu:
31 lipca 2009 r. zmarł sir Robert William ,,Bobby” Robson. Urodzony w 1933 r. angielski trener prowadził FC Barcelone w sezonie 1996/97. To on zabrał ze sobą na Camp Nou ze swojego poprzedniego klubu(FC Porto) Jose Mourinho, pełniącego wówczas rolę tłumacza. Robson stworzył świetną drużynę, której gwiazdami byli Ronaldo i Luis Figo, lecz Puchar Króla i Puchar Zdobywców Pucharów a także rekordowe w dziejach Blaugrany 102 gole w jednym sezonie ligowym to było za mało dla szefostwa klubu. Mistrzem Hiszpanii z dwupunktową przewagą został Real Madryt prowadzony przez Fabio Capello i Robson musiał pożegnać się z posadą. Odszedł do PSV Eindhoven a karierę trenerską zakończył w Newcastle.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
3
O! Przyjeżdżam z roboty i co widze? 3:7!? Co oni tam się umówili na hokeja na trawie?
Jak tam młodzi grali?
11
Żywe legendy argentyńskiego futbolu:
30 lipca 1957 r. urodził się Nery Alberto Pumpido, były argentyński bramkarz oraz trener. Karierę piłkarską rozpoczął w Unión de Santa Fe w 1976. Od 1981 do 1983 grał w Vélez Sársfield a następnie przeniósł się do Club Atlético River Plate, któremu pomógł wygrać ich pierwsze tytuły mistrzowskie, argentyńską Primera División i Copa Libertadores. Od 1988 do 1990 Pumpido grał w Realu Betis a w 1991 wrócił do Argentyny, aby spędzić swój ostatni sezon w Unión de Santa Fe, po czym przeszedł na emeryturę. Od swojego międzynarodowego debiutu w meczu z Paragwajem w 1993 r. Pumpido reprezentował argentyńską drużynę narodową do 1990 r. Pomógł drużynie zdobyć Puchar Świata w 1986 r. a podczas Mistrzostw Świata w 1990 r. złamał nogę, przez co przez osiem miesięcy pozostawał poza piłką nożną. Od 1991 do 2001 był dyrektorem Unión de Santa Fe a następnie objął kierownictwo Olimpii Asuncion. Następnie kierował Tigres de la UANL w Meksyku i Newell's Old Boys. Pumpido miał dwa krótkie okresy w Tiburones Rojos de Veracruz i Al-Shabab a następnie w Olimpii Asuncion, której wcześniej był trenerem. W 2012 roku stał na czele Godoy Cruz a we wrześniu opiekował się Unión de Santa Fe.
@Sysia11
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@Adran360
0
@LukaszFan Wypluj te słowa!
11
Madziarzy rządzili już przed wojną:
30 lipca 1939 r. w derbach Budapesztu Ujpest zremisował z Ferencvarosem 2:2 w drugim meczu finałowym o Puchar Mitropa. W pierwszym meczu, tydzień wcześniej Ferencvaros poległ na własnym stadionie aż 1:4, m.in. po dwóch golach legendarnego Gyuly Zsengellera. W rezultacie Ujpest w ostatniej edycji turnieju o Puchar Mitropa, triumfował po raz pierwszy(i ostatni) w tych rozgrywkach. W ostatniej, bowiem wybuch II Wojny Światowej przerwał turniej pod tą nazwą. Po wojnie był kontynuowany pod nazwą Zentropa Cup ale to już inna historia. O pierwszym meczu w historii Pucharu Mitropa napisze 14 sierpnia.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
11
Wybitne legendy argentyńskiego futbolu:
30 lipca 1922 r. urodził się Mario Boye. Napastnik znany ze swoich potężnych strzałów i świetnej główki wyróżniał się w argentyńskiej piłce nożnej w latach 40. Zadebiutował w Boca Juniors, gdzie zdobył dwa tytuły (1943 i 1944) i był najskuteczniejszym strzelcem mistrzostw w 1946 roku z 24 golami. Jego wybitne występy w barwach ,,Xeneizes” nie tylko zyskały mu sympatię kibiców, ale także umożliwiły mu dostanie się do reprezentacji narodowej. Z reprezentacją zdobył trzy razy pod rząd Copa América(1945,1946 i 1947). W maju 1951 roku w meczu towarzyskim z Anglią(pierwszym w historii) strzelił jedynego gola dla Argentyny w przegranym 2:1 meczu na stadionie Wembley. Po krótkim okresie gry we Włoszech i Kolumbii dołączył do Racingu Club, klubu, w którym również wyróżniał się umiejętnościami i zdolnością strzelania goli. Odegrał kluczową rolę w zdobyciu mistrzostwa w latach 1950 i 1951, co przyniosło mu uwielbienie kibiców klubu z Avellaneda. W finale w 1951 roku przeciwko Banfield strzelił gola, który przesądził o wyniku meczu na „Viejo Gasómetro”(stadion San Lorenzo de Almagro). Następnie grał w Huracán i zakończył karierę w drużynie Boca, w której rozpoczynał swoją karierę piłkarską. Po przejściu na emeryturę w 1960 roku został menadżerem Boca, współpracując z brazylijskim trenerem Vicente Feolą. Z czasem prowadził kluby Newell's, Temperley, Nueva Chicago i Deportivo Morón.
@Sysia11
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@Adran360
8
Premierowy gol ,,Ronniego”:
30 lipca 2003 r. Ronaldo de Asis Moreira strzelił swojego pierwszego gola w barwach Blaugrany w wygranym meczu towarzyskim z AC Milan 2:0. Trafienie zaliczył w 51 minucie na 2:0. Mecz miał miejsce na „FeDex Field” w Waszyngtonie w ramach tournée po USA.
@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
1
@Bernard777 Znalazłem takie coś, popatrz tylko: https://lechiahistoria.pl/mecze/lechia-gdansk-fc-barcelona-2013/
1
@Bernard777 Oglądałem ten mecz ale jakoś nie pamietam o starciach Lechitów z Neymarem. Za to szczególnie zapadł mi w pamięć występ Jarosława Bieniuka, który wtedy bodaj strzelił gola dla Lechii. Zgadza się?
15
Debiut żywej legendy na… PGE Arena:
30 lipca 2013 r. w barwach Blaugrany zadebiutował Neymar Junior. Wydarzenie miało miejsce w towarzyskim meczu z Lechią Gdańsk na PGE Arena, zakończonym remisem 2:2. Neymar pojawił się na boisku w 79 minucie meczu zastępując Alexisa Sancheza.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
16
Panie i Panowie, Szanowni cules, 30 lipca to jedna z najsmutniejszych dat w historii Dumy Katalonii, bowiem 30 lipca 1930 r. samobójstwo popełnił niezwykły, wybitny człowiek- Joan Gamper. Założyciel klubu borykał się z problemami osobistymi oraz kłopotami finansowymi, co skutkowało depresją i doprowadziło go do udanej próby samobójczej. W dużym stopniu przyczynił się do tego ówczesny dyktator Miguel Primo de Rivera, który wygonił Szwajcara z Hiszpanii i dożywotnio pozbawił go pełnienia funkcji zarządczych. Jego imieniem nazwano jedną z ulic w okolicach ,,Les Corts”, natomiast Gamper pośmiertnie uzyskał na własność karnet socio nr 1.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
11
Legenda, która łączy i dzieli:
Relacje pomiędzy drużynami z tego samego miasta zwykle bywają ciężkie. Nie bez powodu porażki lokalnego rywala są często źródłem większej radości, aniżeli zwycięstwa ulubionej ekipy. Zwycięstwa w derbach smakują podwójnie. Co jednak w przypadku, gdy nasz zespół popada w futbolową niełaskę, a największe gwiazdy odchodzą do obozu wroga? A co, jeśli część z nich zaczyna stanowić o sukcesach przeciwnika? Kibice Manchesteru City do dziś muszą radzić sobie z zadrą tkwiącą w historii od ponad 100 lat. Zacznijmy od zarysowania kontekstu. Manchester City został założony 2 lata po Manchesterze United (ówcześnie Newton Heath), jednak to drużyna ze wschodniej części miasta jako pierwsza zaczęła święcić triumfy, z których za najważniejszy należy uznać FA Cup z 1904 roku. Kolejny sezon miał być równie radosny dla kibiców, gdyż przed ostatnią kolejką wystarczył triumf nad Aston Villą, by zdobyć pierwszy tytuł mistrzowski. Niestety drużyna przegrała ostatni mecz sezonu, kończąc na 3 miejscu w tabeli. Nieźle, jak na drużynę, która jeszcze niedawno walczyła o awans do pierwszej ligi, prawda? Niestety historia nie rysuje się tak kolorowo, jak mogłoby się wydawać. Cień na tamte sukcesy rzucają oskarżenia o ustawianie meczów, a osobą, która zdradziła tajemnice szatni, okazał się Billy Meredith. Walijski Czarodziej(bo tak zwykło się mówić o utalentowanym skrzydłowym) został oskarżony o zaproponowanie łapówki kapitanowi Aston Villi. Przed ostatnim meczem, decydującym o mistrzostwie sezonu 1904/05, Meredith miał zaoferować kapitanowi „The Villans” 10 £ w zamian za poddanie spotkania. Dziś ta kwota brzmi abstrakcyjnie, jednak należy pamiętać, że w owych czasach była to kwota kilkukrotnie przewyższająca obecne stawki wypłacane zawodnikom (obowiązywała wtedy zasada, że piłkarz nie może zarabiać więcej niż 4 £ tygodniowo). Meredith został uznany za winnego przez FA i w ramach kary został zawieszony na rok. Na tym historia by mogła się zakończyć, gdyby nie oświadczenie zawodnika, który wskazał, że Manchester City nie przestrzegał przepisów. Wynik przeprowadzonego postępowania nie był korzystny dla City, które zostało zmuszone do sprzedaży 17 zawodników zawieszonych w ramach decyzji FA. Zarówno wtedy, jak i dziś można odnieść wrażenie, że kara była niesprawiedliwa i bardzo dotkliwa dla dalszej historii zespołu. Czy może być coś gorszego od zawieszenia zawodników i trenera? Niestety dla kibiców City, historia okazała się jeszcze bardziej okrutna. Najlepszy strzelec zespołu i jego kapitan – Meredith zdecydował się przejść do Manchesteru United. Oprócz Walijskiego Czarodzieja, do United trafiło 3 kolejnych graczy City, którzy mieli stanowić o przyszłości „The Citizens”: Herbert Burgess, James Bannister oraz Sandy Turnbull.
Podsumujmy, mamy więc historię drużyny, która zaczyna święcić triumfy, a jej zespół jest uważany za bardzo perspektywiczny. Drużyna zostaje oskarżona o nieprzestrzeganie przepisów finansowych (swoją drogą historia lubi się powtarzać, prawda?). 17 zawodników zostaje zawieszonych, a największe gwiazdy odchodzą do rywali (w tym część do lokalnego antagonisty). Trener dostaje dożywotni zakaz prowadzenia klubu piłkarskiego. Czyżby fatum ciążące nad „The Citizens” znalazło swój koniec? Okazuje się, że to dopiero początek. Fatalizm losu City był początkiem sukcesów United. Prawdziwą zadrą, o której napisałem na początku, nie okazuje się trudna historia, słuszne (lub nie) oskarżenia i zdrada kapitana. Największym policzkiem dla „The Citizens” okazały się tryumfy, które zaczął święcić Manchester United przy angażu graczy swojego rywala. Co prawda sukcesy te nie trwały długo, niemniej jednak to, co nie udało się Manchesterowi City, zdołał wykonać United: zdobył pierwsze mistrzostwo ówczesnej Pierwszej ligi. Sukces ten jest tym boleśniejszy dla kibiców City i tym przyjemniejszy dla sympatyków United, że został on osiągnięty z udziałem dawnych gwiazd „The Citizens”, gwiazd, które zostały wykupione za bezcen w ramach haniebnej wyprzedaży. Nie wiadomo jak potoczyłaby się historia drużyn z Manchesteru, gdyby nie postać Billy’ego Mereditha. Należy zauważyć, że to Walijczyk odegrał główną rolę w oskarżeniu „Citizens”. Nie jest tajemnicą, że nie tylko Manchester City naginał przepisy, jednak zespół miał posłużyć jako przykład, a sama kara miała być pokazem siły FA. Walijski Czarodziej z miejsca stał się jednym z kluczowych zawodników United. Wraz z Turnbullem stanowił o sile zespołu, a jego technika i dynamika przyciągały kolejnych kibiców na nowo wybudowane Old Trafford. Zawodnik spędził w United 15 lat… by wrócić do Manchesteru City! 47-letni wówczas piłkarz postanowił zakończyć karierę w swoim byłym klubie, gdzie zdołał jeszcze spędzić kolejne 3 lata jako grający trener. Późniejsza historia Walijczyka przeplatała się pomiędzy Manchesterem United i Manchesterem City. Po jego śmierci obie drużyny ufundowały nagrobek. Jednocześnie zawodnik został uhonorowany przez Manchester City, które uznało go za legendę klubu. Również kibice obu drużyn traktują tę postać w kategoriach legendy. Trudna historia nie tylko dzieli, ale również łączy kibiców United i City. Warto o tym pamiętać.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
0
@Vurt Po pierwsze że na ogół jest po chińsku i nic ja nie panimaju! Po drugie ten cały iks otwiera dosłownie bite 2 minuty! Już po minucie szlak mnie trafia i wykasowuje to w pizdu!
1
@Sysia11 No to trudno bo nie toleruje tego cholerstwa!
11
Debiuty żywych legend Blaugrany:
29 lipca 1996 r. Luis Enrique zadebiutował w pierwszej drużynie FC Barcelony. Miało to miejsce w spotkaniu towarzyskim ze Spartą Nijkerk wygranym przez Blaugrane 4:0. Luis Enrique rozegrał tylko pierwszą połowe meczu.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
1
@Sysia11 A ten cały profil to tylko na tym cholernym chińskim iksie?
3
@FCBparasiempre
,,Zostałem trenerem drużyny olimpijskiej nieoczekiwanie, w ostatniej niemal chwili, tuż przed wyjazdem do Finlandii. Nie było to właściwe pociągnięcie ze strony sekcji piłki nożnej gkkf, gdyż z trenerem węgierskim powinien jechać pan Koncewicz, jako że najwięcej graczy naszego zespołu rekrutowało się ze śląskiego ośrodka. Znał ich doskonale, wiedział, w jakiej formie znajdują się jego podopieczni, mógł pomóc swą radą panu Király’emu. Ja opiekowałem się piłkarzami krakowskimi i mógłbym być ewentualnie trzecim trenerem”– komentował swoją nominację Matyas w „Wielkim finale”. W turnieju olimpijskim wzięło udział 27 drużyn. Konieczne było więc rozegranie rundy wstępnej. Obrońcy tytułu Szwedzi i gospodarze Finowie zostali zwolnieni z eliminacji, dodatkowo w drodze losowania taki sam przywilej uzyskały: Turcja, RFN i Antyle Holenderskie. Polska drużyna igrzyska zainaugurowała 15 lipca w Lahti. Naszym przeciwnikiem była amatorska reprezentacja Francji. Nad Sekwaną nie traktowano jej poważnie, a L’Equipe nie podało nawet składu zespołu. Polska zagrała w następującym zestawieniu: Stefaniszyn – Gędłek, Cebula, Banisz – Suszczyk, Mamoń – Trampisz, Krasówka, Alszer, Cieślik, Wiśniewski. Polacy powinni wygrać ten mecz bez większego wysiłku, a tymczasem był on dość wyrównany. Po zaciętej i twardej grze zwyciężyliśmy 2:1, ale to Francuzi jako pierwsi wyszli na prowadzenie. Nasi zawodnicy od początku grali nerwowo i chaotycznie. Uwidoczniły się braki w zgraniu zespołu, dużo niedokładności i błędów w kryciu. Trójkolorowi mogli wyjść na prowadzenie już w 5. minucie, ale błąd Stefaniszyna naprawił Cebula, wybijając piłkę głową z linii bramkowej. Bramka, którą straciliśmy, była dość kuriozalna. Po serii kilku rzutów rożnych egzekwowanych przez ekipę francuską, w dogodnej sytuacji znalazł się Michel Leblond. Piłkę usiłował mu odebrać Józef Mamoń, ale zrobił to na tyle nieudolnie, że obaj zawodnicy wpadli do bramki razem z futbolówką.
Polacy w końcu się obudzili i już w niecałą minutę później wyrównali. Po groźnym strzale Henryka Alszera piłkę z rąk wypuścił Léonce Deprez i momentalnie przejął ją Jan Wiśniewski. Podał do Gerarda Cieślika, a gracz Ruchu bez namysłu uderzył z kilku metrów… prosto w poprzeczkę. Szczęśliwie do odbitej futbolówki dopadł Kazimierz Trampisz i już bez przeszkód umieścił ją w siatce. Druga połowa była już dużo spokojniejsza w wykonaniu Polaków. Kilka minut po przerwie znowu groźny strzał oddał Henryk Alszer, ale francuski bramkarz zdołał wybić piłkę na rzut rożny. Stały fragment wykonywał Jan Wiśniewski. Dośrodkował w pole karne, futbolówka trafiła pod nogi Jerzego Krasówki, który uderzając z kilku metrów, ustalił wynik meczu. Dosyć szczęśliwie przeszliśmy więc rundę wstępną, ale nasza gra pozostawiała wiele do życzenia. Najlepszym w naszej drużynie był obrońca Władysław Gędłek, który imponował spokojem i pewnością w swoich interwencjach. W 1/8 finału czekała na nas reprezentacja Danii. Mecz zaplanowano 21 lipca na stadionie Kupitaa w Turku. Spośród graczy wybiegających na boisko, dwóch pamiętało sromotną klęskę z Kopenhagi sprzed czterech lat. W polskiej drużynie był to noszący teraz opaskę kapitańską Gerard Cieślik, a wśród Duńczyków w tamtym spotkaniu zagrał Poul Petersen. To wtedy chyba zaczął się rodzić kompleks, jaki nasi zawodnicy przez wiele lat mieli w meczach z Duńczykami. Polacy wystąpili w składzie: Szymkowiak – Gędłek, Kaszuba, Banisz – Mamoń, Bieniek – Sobek, Krasówka, Alszer, Cieślik, Wiśniewski. Po zwycięstwie nad amatorami z Francji oczekiwano podobnego rezultatu w starciu z pierwszą reprezentacją Danii. Kibice jednak srogo się zawiedli, bo biało-czerwoni przegrali 0:2. Pierwszą bramkę głową strzelił Holger Seebach, a wynik spotkania ustalił uderzeniem z rzutu wolnego Svend Nielsen. Duńczycy grali mądrzej taktycznie i skuteczniej. Polacy mieli ogromne problemy właśnie ze skutecznością, a gdyby wykorzystali choć połowę dogodnych sytuacji, spokojnie wygraliby ten mecz. ,,Takiego spotkania jak to, jeszcze w życiu nie widziałem i nie zobaczę. To była z naszej strony gra na jedną bramkę! Mieliśmy co najmniej 20 tak zwanych 100-procentowych pozycji, nasi piłkarze strzelali z odległości 2-3 metrów od bramki przeciwnika i nic! Powinniśmy wygrać różnicą sześciu, siedmiu bramek, a w efekcie przegraliśmy 0:2”– opowiadał o meczu Matyas w cytowanej książce.
Po meczu kierownictwo ekipy podjęło decyzję o odesłaniu piłkarzy do kraju. Uniemożliwiono im obejrzenie półfinałów i finału co miało być karą za słaby występ. Podczas igrzysk dało się odczuć atmosferę politycznego nadzoru i indoktrynacji. Sportowcy z krajów socjalistycznych zamieszkali w osobnej wiosce olimpijskiej w Otaniemi. Kraje imperialistycznego zachodu zakwaterowano w Käpylä. Absurdalne były żądania jednego z członków kierownictwa polskiej ekipy. Apolinary Minecki zażądał zwrotu olimpijskich strojów. Kiedy Węgier Tivádar Király się o tym dowiedział, poprosił o wolną godzinę, spakował się i przeniósł do siedziby rodaków. Do Polski już nie wrócił i w taki przykry sposób zakończyła się jego olimpijska przygoda z naszą reprezentacją. Po latach nieobecności polscy piłkarze wrócili na olimpijskie stadiony. Niestety przygotowania znowu pozostawiały wiele do życzenia. Nie wyciągnięto wniosków z błędów popełnianych wcześniej. Zawieszenie ligowych rozgrywek bardziej zaszkodziło niż pomogło, podobnie jak wielotygodniowe zgrupowania w trzech różnych ośrodkach. Trudno mówić o wygranej z Francuzami jako o sukcesie. Cały start to raczej porażka polskiego piłkarstwa. Na usprawiedliwienie jedynie można dodać, że panująca w kraju sytuacja polityczna nie pomagała w harmonijnych przygotowaniach, a władze po raz kolejny pokazały, że jeśli mieszają się w sport, to niekoniecznie wychodzi to na dobre. W 1956 r. igrzyska po raz pierwszy zagościły na kontynencie australijskim. Początkowo do turnieju piłkarskiego zgłosiło się 28 ekip, ale ostatecznie wystartowało ledwie 11. Coraz większe piętno odciskała na ruchu olimpijskim bieżąca polityka. Część reprezentacji rezygnowała z występu w Melbourne właśnie z powodów politycznych. Wiele zespołów jednak wycofało się z uwagi na zbyt duże koszty podróży – na czele z obrońcami tytułu Węgrami. Polska, która początkowo wyraziła chęć udziału w turnieju, w drodze losowania znalazła się w czołowej szesnastce, wraz z Australią, Syjamem i Indiami. Wkrótce potem jednak kierownictwo naszej kadry zdecydowało o rezygnacji z wysłania piłkarzy na południową półkulę. Trochę szkoda takiego posunięcia, bo wobec mniejszej liczny uczestników były szanse na lepszy niż w Helsinkach występ. W kadrze zdążyli już zadebiutować Lucjan Brychczy, Horst Mahseli, Henryk Kempny czy Ernest Pol. Piłkarze ci, wraz ze starszymi kolegami, mieli w następnych latach decydować o obliczu reprezentacji. Areną kolejnych igrzysk był Rzym. Żeby jednak wystąpić w Wiecznym Mieście, trzeba było najpierw przejść eliminacje, ale to już temat na kolejną część.
7
@FCBparasiempre
Po sukcesie, jakim było czwarte miejsce zdobyte na igrzyskach w Berlinie i bardzo dobrym występie na mistrzostwach świata we Francji, wydawało się, że Polacy na stałe zadomowią się w europejskiej czołówce. Swoje dobre umiejętności potwierdzili 27 sierpnia 1939 r., pokonując w Warszawie wicemistrzów świata Węgrów 4:2. Niestety coraz lepsze występy naszej reprezentacji zostały brutalnie przerwane. Salwy z pancernika Schleswig-Holstein i bomby zrzucane na polskie miasta z samolotów z czarnymi krzyżami rozpoczęły II wojnę światową i gra w piłkę zeszła na dalszy plan. O futbolowej rywalizacji w czasach wojennych pisaliśmy już na naszych stronach. Piłka nożna pozwalała choć na chwilę zapomnieć o okrucieństwach wojny. Po jej zakończeniu kraj trzeba było odbudowywać od zera i to we wszystkich obszarach życia. Warszawa praktycznie nie istniała. Zaraz po wojnie funkcję stolicy pełniła Łódź. Również polski sport leżał w gruzach. Obiekty były zdewastowane przez działania wojenne. Brakowało sprzętu i środków finansowych. Wielu wybitnych działaczy, trenerów czy piłkarzy straciło życie. Wobec zniszczeń Warszawy, pierwsze kroki zmierzające do odbudowy polskiego futbolu stawiano w Krakowie. Działania te prowadzono już w zupełnie innej rzeczywistości. Komunistyczne władze każdemu patrzyły na ręce, a wielu działaczy, którzy znaleźli się na zachodzie, ciągle zastanawiało się nad powrotem do kraju. Ci, którzy wrócili, mieli się wkrótce przekonać, że nie będzie im tutaj łatwo żyć. Decyzje o reaktywowaniu PZPN podjęto już w marcu, a więc wtedy kiedy siły alianckie dopiero forsowały Ren a kilka polskich miast czekało wciąż na wyzwolenie przez Armię Czerwoną. Do lutego 1946 r. to w oswobodzonym bez walk Krakowie mieściła się siedziba federacji. 29 czerwca 1945 r. lwowianin Tadeusz Kuchar stanął na czele pierwszego powojennego związku. Znalazło się w nim miejsce dla kapitana związkowego – Henryka Reymana. Kiedy ciągle jeszcze zastanawiano się nad kształtem rozgrywek, legendarny gracz Wisły nie próżnował i już w sześć tygodni po nominacji ogłosił pierwszą listę reprezentacyjnych graczy. Na pierwsze oficjalne mecze międzypaństwowe trzeba było jednak jeszcze poczekać. W listopadzie 1945 r. PZPN odnowił kontakty z FIFA. W tym samym czasie gościł u nas zespół brytyjskiej Armii Renu, a w maju reprezentacja Warszawy udała się do Niemiec, gdzie z tą drużyną brytyjskich żołnierzy przegrała trzy mecze. W czerwcu do Polski przyjechały: szwedzki IFK Norrköping, jugosłowiański Partizan Belgrad i węgierskie Ferencváros z Kispestem, który niedługo później został przemianowany na Honvéd. W sierpniu natomiast po raz pierwszy nad Wisłą pojawiła się drużyna radziecka – moskiewskie Torpedo pod wodzą Wiktora Masłowa. Dobre występy reprezentacji Śląska przeciwko Armii Renu sprawiły, że zespół (wzmocniony kilkoma graczami z Krakowa) został zaproszony na tournée do Szkocji. Drużyna zrobiła tam bardzo dobre wrażenie, a wyróżnili się młodziutki napastnik chorzowskiego Ruchu – Gerard Cieślik a także rezerwowy bramkarz z mistrzostw świata z Francji, Walter Brom. Pod koniec 1946 r. do PZPN przysłano zaproszenia od FIFA dla dwóch polskich piłkarzy. Światowa federacja w ramach uczczenia powrotu czterech brytyjskich związków pod swoje skrzydła, organizowała mecz Wielka Brytania – reszta Europy. Początkowo krajowi działacze nominowali do wyjazdu Mieczysława Gracza i Tadeusza Parpana. Niestety 10 maja 1947 na Hampden Park nie wystąpił ani jeden, ani drugi. Komunistyczne władze dały do zrozumienia, że dalsza korespondencja z FIFA w tej sprawie nie służy interesom kraju. Nie był to ostatni raz, kiedy rządzące elity mieszały się w sprawy sportu. Drużyna narodowa swój pierwszy mecz po wojnie rozegrała 11 czerwca 1947 r. Na Ullevaal Stadion w Oslo mierzyliśmy się z Norwegami. Gospodarze pokryli koszty podróży i zakwaterowania, ale o samym meczu nie pisano zbyt wiele. Kibice o planowanym spotkaniu dowiedzieli się tuż przed wylotem. Kadra, w której składzie zagrało aż dziewięciu debiutantów, przegrała jednak 1:3. Na pierwsze zwycięstwo musieliśmy poczekać do września, kiedy to w Helsinkach pokonaliśmy Finów 3:1. Jak to często bywało, nasza reprezentacja przeplatała przyzwoite występy z, delikatnie mówiąc, nie najlepszymi. Po dobrym meczu minimalnie przegraliśmy 4:5 z przyszłymi mistrzami olimpijskim – Szwedami, którzy w składzie mieli młodych Nordhala i Liedholma. Natomiast miesiąc później ulegliśmy przyszłym finalistom turnieju w Londynie – Jugosławii i to aż 1:7. Największym sukcesem z tamtego okresu było zwycięstwo nad Czechosłowacją, która miała za kapitana wielkiego Josefa Bicana. 18 kwietnia 1948 r. pokonaliśmy ich w Warszawie 3:1 i odżyły nadzieje na dobry występ podczas zbliżających się igrzysk olimpijskich. Kiedy 29 lipca 1948 król Jerzy VI otwierał londyńskie igrzyska, polskich piłkarzy nie było wśród olimpijczyków. Przez lata utarło się, że reprezentacja do Londynu nie pojechała przez porażkę z Danią 0:8. Prawda jest jednak nieco inna. Już na ponad miesiąc przed tamtym spotkaniem, wiceprezes PZPN inż. Andrzej Przeworski oświadczył, że związek rezygnuje z występu kadry na igrzyskach.
Oczywiście decydujący głos miały tutaj władze państwowe a nie związkowe. Przeworski miał jednak nadzieję, że oficjeli zdoła przekonać wynikami drużyny. W związku z tym, jako przewodniczący Komisji Sportowej Polskiego Komitetu Olimpijskiego, zgłosił naszą drużynę do igrzysk. Liczył, że zawodnicy utrzymają dobrą dyspozycję z meczu z Czechosłowacją również w spotkaniu z Danią. Katastrofalny występ zniweczył jednak te plany, a po latach Gerard Cieślik opowiadał, że kapitan związkowy Zygmunt Alfus zapewniał przed meczem piłkarzy, że jeśli wygrają, to pojadą na olimpiadę. Niestety nie wygrali. Ówczesny trener Wacław Kuchar chyba trochę przedobrzył z treningiem: ,,Goniliśmy w ciężkich butach po asfaltowych ścieżkach odbijając sobie pięty a przecież rozgrywając co tydzień mecze ligowe, mieliśmy wystarczającą kondycję i sprawność. Trzeba nam było tylko lekkiego rozruchu z piłką i bylibyśmy w zupełnie dobrej formie”– wspominał kapitan drużyny Tadeusz Parpan w książce „Wielki finał”. Polacy nie potrafili stawić czoła dobrze zorganizowanym Duńczykom, co utwierdziło władze w przekonaniu, że nie ma sensu wysyłać reprezentacji do Londynu: ,,Z tym zespołem nie mamy czego szukać w piłkarskim turnieju olimpijskim”– brzmiało stanowisko PKOL. Jeszcze przed spotkaniem w Kopenhadze, 23 czerwca w Londynie rozlosowano turniejowe pary. Wśród uczestników znajdowała również Polska. W starciu o 1/8 finału mieliśmy się zmierzyć z USA a więc rywalem, który w kontekście politycznym nie był najlepszy. Mecz, który miał się odbyć na Highbury, nie doszedł do skutku a rywalom przyznano walkower. Amerykanie pod względem sportowym nie uchodzili za szczególnie groźnego przeciwnika, co potwierdzili w spotkaniu z Włochami, którym ulegli aż 0:9. Jest więc wielce prawdopodobne, że Polacy również by ich pokonali. Przemawia też za tym fakt, że w niecałe dwa tygodnie po igrzyskach minimalnie tylko przegraliśmy ze srebrnymi medalistami– Jugosławią. Podobnie jak inne kraje demokracji ludowej, również Polska nie wzięła udziału w eliminacjach do mistrzostw świata w Brazylii. Nie bez znaczenia były tutaj jednak wysokie koszty podróży. Kolejną dużą imprezą, na której mieliśmy szansę się zaprezentować były więc igrzyska w Helsinkach. Finlandia miała być gospodarzem największej sportowej imprezy świata już w 1940 r., po tym, jak z organizacji zrezygnowało Tokio, ale plany te pokrzyżował kataklizm drugiej wojny światowej. Podobnie jak przy okazji przedwojennych turniejów, również i tym razem bardzo długo zwlekano z decyzją o starcie w turnieju olimpijskim. Jeszcze w listopadzie 1951 r. toczyła się na łamach prasy dyskusja czy warto wysyłać reprezentację do Finlandii. Kontakty polskiego piłkarstwa z zagranicą były nie najlepsze. Dość powiedzieć, że w 1950 r. reprezentacja rozegrała pięć spotkań i oczywiście wszystkie z bratnimi narodami. Wygrała tylko jedno z Bułgarią i to skromnie 1:0. Kolejny rok był jeszcze uboższy w emocje związane z występami kadry, bo przez 12 miesięcy rozegraliśmy… jeden mecz. Tak, jeden. Przegrany 0:6 z Węgrami. Skoro jednak do rodziny olimpijskiej dołączył ZSRR i do Finlandii pojechać mieli również piłkarze z Kraju Rad, to nie było politycznych przeciwwskazań, żeby rezygnować z udziału w imprezie. W grudniu zapadła decyzja o zgłoszeniu naszej reprezentacji do turnieju. Sekcja piłki nożnej GKKF, która przejęła rolę PZPN, wytypowała 52 zawodników, którzy mieli zostać objęci specjalnym programem przygotowań. W styczniu 1952 r. w Szklarskiej Porębie rozpoczęto przedolimpijskie zgrupowanie. Piłkarze trenowali pod okiem: Ryszarda Koncewicza, Adama Niemca, Michała Matyasa, Mieczysława Jezierskiego i Wacława Kuchara. Zwrócono się również o pomoc do naszych bratanków znad Dunaju. Węgrzy, którzy w bezpośrednich towarzyskich meczach nie pozostawiali nam złudzeń kto lepiej gra w piłkę, przysłali do Polski Tivádara Király’ego. Polacy widzieli go w roli trenera-koordynatora, który sprawowałby pieczę nad przebiegiem przygotowań. ,,Zaczynając pracę wśród polskich piłkarzy, postaram się wpoić w waszych zawodników zasady węgierskiego futbolu a więc inteligencję gry, pomysłowość, lekkość. Obserwując od lat wasze drużyny, zaważyłem, że gracie szablonowo. Z uzyskaniem kondycji nie będzie problemu. Wiele jednak wysiłku(mojego i zawodników) trzeba włożyć w poprawę techniki, która przecież decyduje o wykonaniu założeń przedmeczowych. Stwierdziłem, że gracie za wolno a nowoczesne piłkarstwo wymaga większej szybkości akcji. Obok stylu gry będę również szlifował strzały, które są bardzo słabą stroną polskich napastników”– mówił po przyjeździe do polski węgierski trener. Po zgrupowaniu w Szklarskiej Porębie przyszedł czas na drugi etap przygotowań. Zostały utworzone trzy głównie ośrodki szkoleniowe. Pierwszy mieścił się w Warszawie, a kierował nim Wacław Kuchar (Legia), drugi ulokowano w Krakowie, gdzie zajęcia prowadził Michał Matyas (Wisła), a trzeci, w którym trenowano pod okiem Ryszarda Koncewicza (Ruch), umiejscowiono w Chorzowie. W marcu zadecydowano o zawieszeniu rozgrywek o mistrzostwo Polski, które planowano dokończyć jesienią. Najlepsi zawodnicy ćwiczyli w wyżej wymienionych miastach, a dla reszty zorganizowano rozgrywki o Puchar Związku Młodzieży Polskiej, które tak naprawdę nikogo nie interesowały. Żeby lepiej kierować organizacją szkolenia, w kwietniu Koncewicz zastąpił Kuchara w Warszawie, a nadzór nad piłkarzami przygotowującymi się w Chorzowie, przejął Węgier Király.
Marzec i kwiecień upłynął na wewnętrznych sparingach pomiędzy drużynami trzech ośrodków szkoleniowych. W opinii trenera Király’ego najlepiej prezentował się zespół ze Śląska. Twierdził, że zawodnicy zrobili spore postępy, a trzon olimpijskiej kadry powinni stanowić właśnie zawodnicy trenujący w Chorzowie, wzmocnieni kilkoma graczami z Krakowa. Według Węgra gra, jaką prezentowali, była najbliższa nowoczesnym trendom. Jak wspominaliśmy, w Helsinkach po raz pierwszy pojawili się piłkarze zza naszej wschodniej granicy. Kierownictwo drużyny radzieckiej w ramach przygotowań zaplanowało kilka nieoficjalnych spotkań, w tym z Polską. 11 maja nasz zespół, występujący jako reprezentacja Warszawy, zmierzył się na Łużnikach z drużyną ZSRR, która wystąpiła jako reprezentacja Moskwy. Spotkanie miało wyrównany przebieg, a uwagę zwróciły dobre występy obu formacji obronnych, zwłaszcza bramkarzy. W polskiej bramce świetnie spisywał się Tomasz Stefaniszyn, a w radzieckiej Władimir Nikanorow. Jedyną bramkę strzelił w 83. minucie Gerard Cieślik, a 85 tys. kibiców oglądało porażkę swoich ulubieńców. Trzy dni później w rewanżu lepsi okazali się gospodarze. Wzmocnieni kilkoma świetnymi zawodnikami, z Wsiewołodem Bobrowem na czele, wygrali 2:1. Kilkanaście dni później niezapomniana (wtedy jeszcze niezłota) jedenastka węgierska zdołała tylko zremisować z drużyną sowiecką. Po powrocie z Moskwy Polacy rozegrali oficjalny już mecz z reprezentacją Bułgarii. W obecności ponad 45 tys. widzów przegrali jednak na stadionie Wojska Polskiego 0:1. Z trybun porażkę oglądał premier Józef Cyrankiewicz, a krytyka, jaka spadła na kadrę w prasie, była dość stonowana. Mimo że Polacy grali dość nerwowo i chaotycznie, to nie chciano szkodzić skuteczności pracy szkoleniowej. Tydzień później miał miejsce się kolejny sprawdzian. Wracająca z Sofii drużyna B zatrzymała się w Bukareszcie, żeby rozegrać spotkanie z Rumunią. Gospodarze jednak przeforsowali pomysł, żeby spotkanie uznać za oficjalne. Ściągnięto z Warszawy posiłki w osobach Tomasza Stefaniszyna i Kazimierza Trampisza, jednak Polacy polegli. Przegrana 0:1 wstydu raczej nie przyniosła, zwłaszcza że w składzie znalazło się aż siedmiu debiutantów. To w tym meczu pierwszy raz w narodowych barwach wystąpił Edward Szymkowiak, który przez lata stanowił później o sile polskiej bramki. Ostatni przedolimpijski sparing zaplanowano na niedzielę 15 czerwca w Warszawie. Na Stadionie Wojska Polskiego mierzyliśmy się ze wspaniałą jedenastką Węgrów, którzy wkrótce mieli zdobyć olimpijskie złoto. Jenő Buzánszky, József Bozsik, Sándor Kocsis, Nándor Hidegkuti, Ferenc Puskás, Zoltán Czibor i spółka nie pozostawili złudzeń i już do przerwy prowadzili 5:0. W drugiej połowie Romana Korynta zmienił Edward Cebula, a podopieczni Gusztáva Sebesa przestali trafiać. Nasz honor uratował Henryk Alszer, który strzałem głową w 56. minucie pokonał Gyulę Grosicsa. Pojawiają się głosy, że dużo lepsza druga połowa, to zasługa nie tyle zmian taktycznych, ile tego, że przedstawiciele naszej piłkarskiej sekcji wyprosili w przerwie na węgierskim szkoleniowcu trochę łaski. Przygotowania i selekcja były wieloetapowe. W czerwcowym, kolejnym zgrupowaniu, tym razem w Sopocie, brało udział 32 piłkarzy. 1 lipca w Warszawie na ostatnim już obozie zameldowało się 21 zawodników. bramkarze: Stefaniszyn, Szymkowiak i Wyrobek, obrońcy: Gędłek, Glimas, Bartyla, Cebula, Banisz, Kaszuba i Korynt, pomocnicy: Wieczorek, Suszczyk, Bieniek i Mamoń oraz napastnicy: Alszer, Cieślik, Brajter, Wiśniewski, Trampisz, Sobek i Jaskowski. Po ostatnich treningach i wewnętrznych gierkach wykrystalizował się zespół, który miał pojechać na igrzyska. Trener Michał Matyas wspominał jednak, że drużynie brakowało zgrania: ,,Zespół moim zdaniem nie był właściwie zmontowany. Wprawdzie nie brakowało w nim indywidualności, ale właśnie, tylko indywidualności jak Gędłek, Cebula, Suszczyk czy Cieślik. Trudno było wzajemnie dopasować zawodników, stworzyć tak potrzebny w zespołowych grach monolit. Nasz jedenastka robiła na mnie wrażenie „pospolitego ruszenia”– twierdził w „Wielkim finale”. Po kilku korektach w składzie do stolicy Finlandii pojechali wymienieni dalej zawodnicy. Bramkarze: Tomasz Stefaniszyn (Legia) i Edward Szymkowiak (Ruch), obrońcy: Władysław Gędłek i Tadeusz Glimas (obaj Cracovia), Edward Cebula (Ruch), Hubert Banisz (Szombierki), Kazimierz Kaszuba (Wawel), pomocnicy: Czesław Suszczyk (Ruch), Józef Mamoń (Wisła), Zdzisław Bieniek (Legia), napastnicy: Henryk Alszer i Gerard Cieślik (obaj Ruch), Kazimierz Trampisz i Jan Wiśniewski (obaj Polonia Bytom), Jerzy Krasówka i Paweł Sobek (obaj Szombierki) oraz Zbigniew Jaskowski (Wisła). Podobnie jak przy okazji igrzysk w Berlinie, również i tym razem kilku piłkarzy zostało w kraju, będąc w gotowości do wyjazdu w razie potrzeby. Byli to Oskar Brajter (Legia), Henryk Janduda i Teodor Wieczorek (AKS Chorzów), Zdzisław Mordarski (Wisła), Henryk Skromny (Polonia Bytom). Trenerem, który miał najwięcej do powiedzenia w kwestii ustalania składu na turniej, był Ryszard Koncewicz. Obok Węgra Tivádara Király’ego, którego pozycja była niepodważalna, do Helsinek zamiast Koncewicza pojechał jednak Michał Matyas.
6
Reprezentacja Polski na Igrzyskach Olimpijskich:
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
11
Cules pamiętają o swoich legendach:
29 lipca 1943 r. urodził się Antoni Torres Garcia. Ten środkowy obrońca trafił do Barçy na początku lat 60-tych a w 1963 r. został na 2 lata wypożyczony do drugoligowego Herculesa Alicante. Po powrocie do Blaugrany był zawodnikiem pierwszego składu aż przez 10 lat, podczas których uzbierał 470 występów, strzelając 7 goli. Z czasem też został kapitanem drużyny. Znany był z dyscypliny taktycznej i skuteczności w pojedynkach z napastnikami. Po zakończeniu kariery prowadził jako trener między innymi Barçe B. Zmarł 24 lutego 2003 r.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
8
No to chociaż jedna dobra wiadomość w presezonie 2024/25
11
Jan Bednarek w FC Porto? Koń by się uśmiał! Gość, który z hukiem spuścił Southampton do drugiej ligi ma stanowić o obliczu bloku defensywnego ,,Smoków"???
Czy ten zarząd FC Porto nie jest aby ślepy?