13

„Pequeña Copa del Mundo”:

18 lipca 1957 r. FC Barcelona zdobyła Mały Puchar Świata. Towarzyski turniej o nazwie ,,Pequeña Copa del Mundo” rozgrywano w Wenezueli w latach 1952-75(z przerwami). Łącznie odbyło się 13 edycji. W szóstej z nich poza Blaugraną wystąpiły: FC Sevilla, Botafogo oraz Club Nacional de Montevideo. Co ciekawe grano systemem mecz i rewanż, dlatego turniej trwał od 29 czerwca do 18 lipca i każda z drużyn rozegrała 6 spotkań. Duma Katalonii nie poniosła żadnej porażki a w decydującym o tryumfie meczu zremisowała z Botafogo 2:2. Gole dla Barçy w tym decydującym starciu zdobyli: Evaristo oraz Villaverde. W ekipie Botafogo zagrał genialny Garrincha, który rok później został mistrzem Świata z reprezentacją Brazylii. On również wpisał się na liste strzelców.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

9

@FCBparasiempre
Cesarstwo Austro-Węgierskie jest o wiele ważniejsze dla historii piłki nożnej, niż się powszechnie uważa. Nie mówię tu o słynnej austriackiej drużynie z mundialu w 1934 roku czy potężnej węgierskiej kadrze Gustava Sebesa ale o promocji tego sportu na samym kontynencie. Pierwsza próba dołączenia do europejskich klubów w rozgrywkach miała miejsce w 1897 roku. John Gramlick, Anglik, współzałożyciel Vienna Cricket and Football Club(lepiej znany jako Cricketer), pochodzący ze stolicy Austrii, uważany jest za głównego mentora Challenge Cup, rywalizacji, w którym każdy uczestniczący kraj Cesarstwa Austro-Węgierskiego mógł wystawić dwie drużyny w turnieju. Tylko Budapeszt, Praga i stolica Wiedeń były reprezentowane w pierwszym turnieju, który wygrał zespół Gramlicka- Vienna Cricketer. Challenge Cup, który trwał do 1911 roku, został przerwany przez tlący się już klimat I wojny światowej. Uzgodniono, że pierwsza drużyna, która trzykrotnie wygra turniej, będzie miała ostateczne posiadanie pucharu, co później zostało uzgodnione między zespołami. Puchar definitywnie przypadł ostatniemu mistrzowi, Wiener Sport- Klubowi Austrii, który w ostatniej edycji pokonał Ferencvaros 3:0. Klub, który najczęściej wygrywał rozgrywki, oprócz Wiener AC, mający na swoim koncie trzy tytuły. Warto wspomnieć o Challenge Cup, ponieważ po długiej recesji i trudnościach, jakie wojna przyniosła kontynentowi, w taki czy inny sposób, piłka nożna nie przestała być grą, będąc nawet ważnym instrumentem w odbudowa poczucia własnej wartości i tożsamości narodowej w okresie powojennym. Innymi słowy, w życiu niektórych młodych ludzi nie pozostało wiele satysfakcji, poza grą w piłkę nożną, albo zapomnienie o bólu i stratach, albo dążenie do kariery sportowej, sektora, który dla rozrywki mas, był w pełnym rozkwicie. W tym czasie najbardziej widoczna piłka nożna uprawiana w Europie rezydowała na wschodzie kontynentu, gdzie już w połowie drugiej dekady lat 20-tych XX wieku zaczęły się profesjonalizować ligi narodowe, co dawałoby możliwość wypłacania pensji sportowcom i menedżerowie, którzy mogliby wtedy całkowicie skupić się na piłce nożnej lub pracować mniej i w mniej ryzykownych zawodach, którzy dzielili swój czas na przygotowania jako sportowcy. Austria, Węgry i Czechosłowacja były jednymi z pierwszych krajów, które przeszły na zawodowstwo, zainteresowanie piłką nożną przyciągnęło już tłumy na stadiony.

17 lipca 1927 roku na spotkaniu pod przewodnictwem Hugo Meisla, prezesa Austriackiej Konfederacji Piłki Nożnej, ustalono zasady nowych krajowych rozgrywek, które miały nosić nazwę Mitropa Cup. Wybrana nazwa była skrótem niemieckiego terminu ,,Mittel Europa”, oznaczającego Europę Środkową. Podobnie jak w rodowym Challenge Cup, każdy z uczestniczących krajów mógł mieć maksymalnie dwie drużyny, były to Węgry, Austria, Czechosłowacja i Jugosławia. Przyjęto system mecz i rewanż, z podróżami w obie strony. Już w 1927 roku po raz pierwszy rozegrano turniej, który wygrała drużyna Sparty Praga. Czechów nazywano Żelazną Spartą lub Sparta de Ferro, co było idealną nazwą dla tej drużyny, która przez wielu uważana była za najlepszą na świecie, w dużej mierze dzięki osiągnięciom w meczach towarzyskich, które miały oficjalny charakter, jak np. kiedy w 1921 roku pokonali Norymbergę z Niemiec 5:2 w towarzyskim meczu, którego celem było wyłonienie najlepszego klubu w Europie. W 1928 roku Węgrzy z Ferencváros zostali koronowani na mistrzów, co jeszcze bardziej zaostrzyło rywalizację w turnieju, który był już publicznym i krytycznym sukcesem. Jak można sobie wyobrazić, rywalizacja między Austrią i Węgrami, które były częścią tego samego imperium, wykroczyła daleko poza boisko, ale pozostała zdrowa, zapewniając turniejowi jeszcze większą popularność. W roku 1929 Włochy zastąpiły Jugosławię jako uczestnika turnieju, cztery włoskie drużyny rywalizowały o dwa miejsca, aby dołączyć do Mitropy, były to Juventus i Ambrosiana (dawna nazwa Interu Mediolan) a w innym meczu Mediolan i Genua, zdobywcy miejsc były Juventus i Genua. Włosi zostali wyeliminowani z łatwością a mistrzem historycznego roku 1929, roku krachu giełdowego w USA, została węgierska drużyna Újpest Football Club. W 1930 roku szwajcarski klub Servette , równolegle z mistrzostwami świata , zaprosił mistrzowskie kraje: Austrię , Węgry, Belgię, Czechosłowację, Niemcy, Włochy, Holandię i Hiszpanię na zawody, które nazwano Pucharem Narodów . Turniej ten jest wymieniany w wielu źródłach jako prawdziwy ojciec Ligi Mistrzów, ale była tylko ta jedna edycja, którą wygrał Ujpest , który pokonując Slavię Praga 3x0, kontynentalnie zadekretował potęgę węgierskiego futbolu. W edycji Mitropy tytuł powróciłby do Austrii, a finał wygrał Sk Rapid Wien z Wiednia. Nie trzeba dodawać, że ta przemiana między Austrią a Węgrami co roku udoskonalała urok zawodów. Na początku lat 30. XX wieku, wkrótce po tym, jak węgierska drużyna zdobyła Puchar Mistrzów, cała uwaga Europy zwróciła się na firmę Mitropa . Edycję z 1931 roku wygrał First Wiedeń, najstarszy austriacki klub piłkarski, który wyrównał liczbę tytułów pomiędzy dwoma największymi zwycięskimi krajami, Austrią i Węgrami. Wszystko wskazywało na rewanż w 1932 roku , w którym jeden z dwóch krajów zremisuje w liczbie tytułów, ale … Bogowie futbolu chcieli, aby zawody tego roku były najbardziej emblematyczną z edycji Mitropy . Stało się tak, że w półfinale, w meczu Slavii Praga z Juventusem w ostatnim meczu, w którym Slavia wygrała już pierwsze spotkanie wynikiem 4:2, Juventus szybko otworzył wynik dwoma bramkami przewagi, więc bojąc się zdobyć ostatecznego trzeciego gola, drużyna Slavii zaczęła opóźniać mecz wielokrotnymi odwrotami, co zirytowało włoskich kibiców, którzy zaczęli rzucać kamieniami w boisko a jeden z nich trafił legendarnego bramkarza Slavii Plánicke. Drużyna rzuciła się do szatni i pozostała tam do czasu poprawy pogody, co zajęło godziny. Organizacja zawodów uznała postawę opóźniania gry za lekceważącą i ukarała obie drużyny eliminacją z turnieju, co może wydawać się surowe ale jak na ówczesne standardy było to zrozumiałe, dlatego drugiego finalistę uznano za naturalnego mistrza a był to zespół Bolonii, który przeszedł najpierw Wiedeń, ubiegłorocznego mistrza. Więc w końcu mieliśmy mistrza Europy Środkowej rodem z Italii. Ten rok oznaczał oszałamiającą zmianę w sposobie myślenia Europejczyków o piłce nożnej. W latach trzydziestych XX wieku na murawach rozgrywek błyszczały najbardziej emblematyczne nazwiska, takie jak Sindelar, Meazza, Sárosi, Orsi czy legendarny Bican, którego niektórzy statystycy wskazują na najlepszego strzelca w historii futbolu, wyprzedzając m.in. Pele. W 1933 roku, w przededniu nowego Pucharu Świata w eliminacjach, Austria Wiedeń Waltera Nauscha i Sindelara wygrywa zawody. W 1934 roku liczbę przedstawicieli z każdego kraju zwiększono do 4, a Bolonia została mistrzem, ale tym razem regularnie rywalizując w finale. Warto wspomnieć, że Mitropa Cup był bardzo ważny w rozwoju narodowych lig i drużyn narodowych, co uzasadnia strach przed drużyną z Austrii w 1934 roku i później, kiedy Włochy zdominowały mundial. Nawiasem mówiąc, puchar 1934 został rozstrzygnięty między Włochami a Czechosłowacją. Nawet jeśli wszystko poszło dobrze, jak wiemy z historii, nazizm uniemożliwił przyłączonej do Niemiec Austrii udział w turnieju w 1938 roku i już ponoszącej konsekwencje nadchodzącej wojny, tylko dziesięciu z dwudziestu uczestników wzięło udział w 1939 roku. W roku 1940 puchar został odwołany w związku z oficjalnym rozpoczęciem II wojny światowej, obawiając się, że tłum kibiców na stadionie może przerodzić się w prawdziwą rzeź. Puchar Mitropa miał być ponownie rozegrany dopiero w 1955 roku, jednak świat był już inny, inne były czasy i jego blask nie był już tak intensywny.

Wśród najlepszych strzelców rozgrywek w latach 1927-1940 są nazwiska, które są pierwszą wielką falą gwiazd europejskiego futbolu:

1 - György Sárosi (Ferencváros TC) – 50 goli(!) i 42 mecze

2 – Giuseppe Meazza (AS Ambrosiana-Inter) – 29 goli i 27 meczów

3 – Géza Toldi (Ferencváros TC) – 29 goli i 42 mecze

4 – Gyula Zsengellér (Újpest FC) - 24 gole i 19 meczów

5 - Matthias Sindelar (FK Austria Wien) - 24 gole i 31 meczów

6 - Oldrich Nejedlý (AC Sparta Praha) - 22 gole i 42 mecze

7 - István Avar (Újpest FC i Rapid Bucure Ti) - 19 goli i 24 występy

8 - Raymond Braine (AC Sparta Praha) - 19 goli i 40 występów

9 - Franz Weselik (SK Rapid Wien) - 17 goli i 22 występy

10 - Josef Bican (SK Rapid Wien, SK Admira Wien i SK Slavia Praha) – 15 goli i 15 meczów

11 – Ferdinand Wesely (SK Rapid Wiedeń) – 15 goli i 25 meczów

9

Jak powstawał prestiżowy Puchar Mitropa(w odpowiedzi na mój komentarz):

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

2

@Stinger_ Ano faktycznie! Dzięki śliczne za przypomnienie w tą wakacyjną przerwe od futbolowego szaleństwa :)

1

@Stinger_ No to w takim razie kto gra w Konferencji? Raków czy Pogoń Szczecin?

1

@Stinger_ Wiem że z nowym trenerem. Napewno Liga Europy bo gdzieś czytałem że Konferencji(?) no ale mogłem się pomylić?

1

@fart To wszystko prawda ale to dopiero początek a Legia na tle takiego a nie innego przeciwnika nie pokazała klasy. Ponadto to tylko Liga Konferencji a już na dzień dobry wielkie męczarnie...

11

Epokowy, rozstrzygający mecz(de facto finał) o Copa America:

W roku 1910 odbył się w Buenos Aires turniej z udziałem Argentyny, Urugwaju i Chile wygrany przez gospodarzy. Nazwano go nawet pierwszymi mistrzostwami Ameryki Południowej ale ostatecznie odebrano mu tę range. Pierwsze oficjalne mistrzostwa kontynentu rozegrano w roku 1916, kiedy Europa była ogarnięta wojną. Turniej nazywany od tej pory Copa America zorganizowała Argentyna, chcąc uczcić w ten sposób setną rocznicę uzyskania Niepodległości. Odbywał się na dwóch stadionach klubów w Buenos Aires- Racingu oraz Gimnasia y Esgrima, z udziałem czterech reprezentacji: gospodarzy, Chile, Brazylii i Urugwaju. Grano systemem każdy z każdym, o kolejności decydowała liczba zdobytych punktów. Tak się złożyło że ostatni mecz(17 lipca 1916) pomiędzy Argentyną a Urugwajem(0:0) decydował o pierwszym miejscu. Urugwaj odniósł dwa zwycięstwa(nad Chile 4:0 i Brazylią 2:1). Argentyna rozbiła Chile 6:1 ale z Brazylią tylko zremisowała 1:1. W de facto finale(ostatnim meczu) Urugwajowi wystarczał remis i taki też wynik osiągnął. W meczu tym w obecności 30 000 kibiców sędziował Chilijczyk Carlos Fanta Tomaszewski. Pierwszą gwiazdą i królem strzelców(trzy gole w trzech meczach) został napastnik zwycięskiej drużyny 19-letni Isabelino Gradin z Peñarol Montevideo. Był on także fenomenalnym lekkoatletą, bił rekordy i zdobywał tytuły mistrzowskie. Jeśli nie udało mu się z piłką przy nodze minąć przeciwnika za pomocą dryblingu, kopał piłkę do przodu i wygrywał dzięki szybkości. Problem polegał na tym że Gradin był czarnoskóry, więc kiedy Urugwaj wygrał dzięki niemu pierwszy mecz, pokonane Chile zaczęło protestować. Skoro są to mistrzostwa Ameryki, to Afrykanie nie mogą grać w nich udziału. Zarzuty oczywiście odrzucono ale mówią one coś o tamtych czasach. W Brazylii jeszcze przez prawie 10 lat do połowy lat 20-tych czarni nie mogli grać razem z białymi. Lecz na tych samych mistrzostwach w reprezentacji Brazylii wystąpił zawodnik, dla którego zrobiono wyjątek. Nazywał się Artur Friedenreich. Jego ojcem był bogaty niemiecki osadnik z São Paulo a matką Brazylijka, której przodkowie byli niewolnikami. Friedenreich miał czarną skórę i zielone oczy a grał tak bajecznie że wszyscy czuli na piękno strażnicy czystości rasy zapomnieli o ustanowionych przez siebie rasistowskich zasadach. Jednak dla spokoju swojego sumienia nakazywali tylko Friedenreichowi nacieranie twarzy... mąką ryżową a żeby przypominał białego. To był pierwszy piłkarz, który strzelił w swojej karierze ponad 1000 goli. Różne źródła podają nawet dokładne liczby ale wiarygodność tych statystyk budzi wątpliwości. Można jednak przyjąć że Friedenreich rozegrał ponad 1200 meczów a strzelał średnio jednego gola na meczu. Takich piłkarzy w całej historii futbolu można policzyć na palcach jednej ręki. Jednym z nich jest na pewno Pele, drugim najprawdopodobniej jego rodak Romario, ponadto: Austriak Franz Binder, Josef Bican oraz Niemiec Gerd Miller. Pierwszy turniej Copa America zaznaczył się jeszcze jednym wydarzeniem. Z inicjatywy urugwajskiego działacza Hectora Rivadivii Gomeza jego kraj, Argentyna, Brazylia i Chile utworzyły konfederację piłki nożnej południowoamerykańskiej, czyli Confederacion Sudamericana de Football (CSF), dziś nazywaną w skrócie CONMEBOL. CSF był pierwszym kontynentalnym związkiem piłkarskim na świecie. FIFA powstała w roku 1904 w Paryżu z inicjatywy siedmiu krajów. Ponieważ wszystkie kraje założycielskie leżą w Europie FIFA uznała że tworzenie oddzielnej Konfederacji tylko dla tej części świata nie ma sensu i tkwiła w tym przekonaniu dokładnie przez pół wieku. UEFA powstała bowiem dopiero w roku 1954 jako jedna z ostatnich Konfederacji kontynentalnych.

@Adran360
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
@Sysia11

1

@fart Podejrzewam że nie chciał z tym łachudrą Kuleszą współpracować, co mnie wcale nie dziwi...

12

Wybitne postacie futbolu:

Pomysłodawcą turnieju Copa America, w którym biorą udział reprezentacje narodowe Ameryki Południowej, jest Argentyńczyk José Susan, ale prawdziwą chwałę należy przypisać Urugwajczykowi Héctorowi Rivadavia Gómezowi. Héctor Rivadavia Gómez urodził się w Dolores 17 lipca 1880 roku; był dziennikarzem, politykiem i liderem Urugwajskiego Związku Piłki Nożnej w 1916 roku. Historia uczy nas, że był ideologiem i siłą napędową Południowoamerykańskiej Konfederacji Piłki Nożnej oraz turnieju południowoamerykańskiego. Jednakże gazeta „El Clarín” przeprowadziła dochodzenie i twierdzi, że trzy lata wcześniej argentyński urzędnik zaproponował zorganizowanie turnieju Ameryki Południowej i wprowadzenie do gry trofeum o nazwie Copa América. José Susan był zawodnikiem i menadżerem dawnego Estudiantes de Buenos Aires, a także sędzią. 15 października 1913 r. przedstawił ten projekt AAF, a następnego dnia został on opublikowany w gazecie „La Argentina”: „Argentyńska Federacja Piłkarska postanawia organizować coroczne rozgrywki piłkarskie, ustanawiając w tym celu Copa América. Ligi urugwajska, chilijska i brazylijska zostaną zaproszone do przyłączenia się do tego projektu, a jeśli to zrobią, będą musiały wysłać drużynę, która weźmie udział w Pucharze. Turniej ten odbędzie się w Buenos Aires, w terminie, który Rada ustali z dużym wyprzedzeniem”- podano w informacji. W odniesieniu do trofeum, raport stwierdza, że „Tego trofeum nie można uzyskać definitywnie, ale jeśli którykolwiek z zespołów rywalizujących o nie wygra trzy kolejne lata lub pięć naprzemiennie, będzie uprawniony do pucharu stymulacyjnego. Zwycięska drużyna i sędzia, który sędziował mecze, otrzymają złote medale, podczas gdy pozostałe drużyny otrzymają srebrny medal wskazujący ich ranking. Projekt ten został przedstawiony Stowarzyszeniu przez delegata klubu Estudiantes, pana J. Susan. Zostanie on omówiony na następnym posiedzeniu zarządu i być może zostanie zaakceptowany”. Przed końcem października trzy południowoamerykańskie stowarzyszenia zaakceptowały argentyńską propozycję. Puchar, który miał zostać rozegrany, był tym samym, który Ernesto Bosch, minister spraw zagranicznych i kultu religijnego, podarował na potrzeby trójkątnego turnieju rozgrywanego przez Argentynę, Urugwaj i Chile w ramach obchodów stulecia Rewolucji Majowej w 1910 roku. Został on również rozegrany w 1916 roku, z okazji 100. rocznicy niepodległości, z okazji której odbył się pierwszy oficjalny turniej południowoamerykański i założono Konfederację Południowoamerykańską. Pierwszy turniej w 1910 wygrała Argentyna a w 1916 Urugwaj. Turniej z 1916 roku był niczym innym, jak mistrzostwami zaplanowanymi przez Susan. Jednak argentyński przywódca zdecydowanie poparł propozycję Rivadavii Gómeza. Jednym z delegatów reprezentujących Argentynę w pracach nad regulaminem nowego turnieju południowoamerykańskiego był José Susan, którego nazwisko zostało zapomniane po ponownym popchnięciu sprawy przez Rivadavia Gómeza. Jednak nowy puchar, którego budowę zlecono i który oddano do użytku w 1917 r., nadal nosi nazwę Puchar Ameryki. Tak jak zaproponował trzy lata wcześniej Argentyńczyk José Susan. Natomiast Héctor R. Gómez, polityk, dziennikarz i założyciel „La Mañana” i „El Diario”, wraz z Pedro Maninim Ríosem, zostali uhonorowani przez klub piłkarski Montevideo Wanderers tablicą pamiątkową na cześć historycznego przywódcy i prezesa tej instytucji sportowej, który był założycielem Południowoamerykańskiej Konfederacji Piłkarskiej (CONMEBOL) i filarem Mistrzostw Świata 1930, które odbyły się w Urugwaju.

@Sysia11
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@Adran360

15

Brazylijski crack:

17 lipca 1993 r. Romario przyleciał do Barcelony. Brazylijski napastnik negocjował kontrakt w rezydencji Joana Gasparta i po udanych rozmowach udał się razem z wiceprezydentem na mszę. Ich zdjęcie z kościoła ukazało się na okładce dziennika ,,El Mundo Deportivo”, podobnie jak wizyta Brazylijczyka na arenie walk byków dzień później. Na 19 lipca przewidziano podpisanie umowy, podczas której Romario zadeklarował że ,,strzeli 30 goli w La Liga!”. Była to śmiała deklaracja ponieważ ostatnim graczem Blaugrany, który tego dokonał był wybitny napastnik Mariano Martin(32 gole w sezonie 1942/43). Ku zdumieniu większości obserwatorów Romario dotrzymał słowa i strzelił 30-tego gola w 70 minucie ostatniego meczu z FC Sevilla. Osobiście zawsze uwielbiałem Samuela Eto’o, lecz chwilami Romario bił na głowe „Czarną perłe Afryki”. Gdyby nie jego mocno rozrywkowy tryb życia, to zapewne niewiele ustępowałby Messiemu, jeśli w ogóle ustępował…?

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

2

@Bernard777 Zgadza sie! I to był jedyny gol na mundialu w Meksyku. W meksyku, gdzie było piekło dosłownie i w przenośni. Na domiar złego w drugim z rzędu mundialu(właśnie w Meksyku) popsuł się czarnobiały telewizor u dziadków na wsi, w tym przypadku w meczu z Brazylią a cztery lata wcześniej w półfinale z Włochami. Jakby na złość w najważniejszych meczach...

10

@FCBparasiempre
Rzymianie zaliczyli swoją klęskę pod Carrhae, Napoleon poległ pod Waterloo, a Turcy zostali rozgromieni pod Chocimiem. Swoją narodową katastrofę, którą Nelson Rodriguez określił jako „brazylijską Hiroshimę”, zaliczyli także Canarinhos, kiedy to przegrali na Maracanie z Urugwajem podczas Mundialu w 1950 roku. Pierwsze rozgrywane na brazylijskiej ziemi mistrzostwa świata to było wielkie święto całego narodu. W 1946 roku w Brazylii obalona została dyktatura, a wygranie mundialu cztery lata później miało być ostatecznym stemplem transformacji ustrojowej i świetlanej przyszłości rysowanej przed południowo amerykańskim krajem. Canarinhos mieli notować dalszy rozwój gospodarczy, a obywatele państwa zacząć żyć w dobrobycie jako piłkarscy mistrzowie globu. Od startu mistrzostw wszystko układało się znakomicie a wiara wśród narodu była ogromna i rosła z każdym kolejnym sukcesem. W pierwszej fazie grupowej Brazylijczycy z kwitkiem odprawili Meksyk i Jugosławię, a w meczu ze Szwajcarią zanotowali remis, z łatwością awansując do decydujących rozgrywek. W finałowej rundzie, w której brały udział cztery zespoły, rozgromili Szwecję i Hiszpanię odpowiednio 7-1 i 6-1 a do końcowego triumfu potrzebowali jednego oczka w starcu z Urugwajem. W połączeniu z mistrzostwem Copa America, gdzie w finale Zizinho i spółka upokorzyli Paragwaj wygrywając aż 7-0, nie można się dziwić, że to Canarinhos byli zdecydowanymi faworytami ostatecznego starcia z Urusami. Z czasem jednak wiara w zwycięstwo przerodziła się w nadmierną pewność siebie i pychę. Dzień przed finałem „Gazeta Esportiva” na stronie tytułowej zamieściła napis „Jutro wygramy z Urugwajem”, a w poranek przed ostatnim pojedynkiem „O Mundo” opublikowało zdjęcie brazylijskiej ekipy z podpisem „O to mistrzowie świata”. Piłkarze ze wszystkich stron zbierali gratulacje i podpisywali autografy, a gubernator Rio Angelo Mendes de Moraes piał z zachwytu: ,,Wy, piłkarze, którzy już za kilka godzin zostaniecie okrzyknięci mistrzami świata przez miliony rodaków! Wy, którym nikt na całej półkuli nie jest w stanie dorównać! Wy, którzy pokonacie każdego przeciwnika! Wy, którym już teraz oddaję hołd jako zwycięzcom!” Wszyscy zapomnieli jednak o jednym małym szczególe, że mecz z ,,Urusami” jeszcze trzeba rozegrać i go nie przegrać. Gwoli ścisłości, spotkanie z Urugwajem nie było finałem mistrzostw, ale ostatnim meczem drugiej fazy grupowej, a los chciał, że przy okazji także decydującym o ostatecznym triumfie. Atmosfera meczu była wyjątkowa. Na olbrzymiej Maracanie według różnych danych zgromadziło się od 173 tysięcy aż do 203 tysięcy kibiców, a tumult i wrzawa były tak onieśmielające, że jeden z reprezentantów Urugwaju, Julio Perez, zsikał się w spodnie w trakcie odgrywania hymnu narodowego. Na początku wszystko szło zgodnie z planem. Kilka minut po przerwie po podaniu Edemira, króla strzelców turnieju, piłkę do siatki wpakował Friaca, do dziś jedyny Brazylijczyk, który zdobył gola w finale rozgrywanym na Maracanie. Na trybunach trwało święto i oczekiwanie na końcowy gwizdek, a południowi sąsiedzi potrzebowali dwóch bramek, aby odwrócić losy rywalizacji. Ciosem ostrzegawczym, który wzbudził poczucie niepokoju wśród fanów, było wyrównujące trafienie Schiaffino po podani Ghiggii. Remis wciąż jednak dawał Brazylii zwycięstwo w ostatecznym rozrachunku. O godzinie 16:33 stało się jednak to, czego Canarinhos nie przewidywali nawet w najgorszych koszmarach. Ghiggia zdecydował się na niesygnalizowany strzał z ostrego kąta w krótki róg, a zaskoczony Barbosa nie zdążył z interwencją. Kibice na stadionie ucichli i w milczeniu oglądali wielki triumf Urusów. Ich życie podzieliło się na dwa etapy – przed i po golu Ghiggii.

Dla Brazylijczyków to nie był zwykły przegrany mecz – to była wielka tragedia, która dotknęła wszystkich obywateli, prawdziwy dzień żałoby narodowej. – Żaden wynik meczu piłki nożnej nie miał tak silnego i trwałego wpływu na życie emocjonalne całego narodu – pisał w „Futebolu” Alex Bellos. Choć od feralnego 1950 roku Canarinhos pięciokrotnie sięgali po tytuł mistrzowski, to właśnie porażka na Maracanie jest wspominana najwcześniej. O decydującym starciu z Urugwajem powstało wiele publikacji literackich, a poeci pisali o klęsce wiersze, podczas gdy o zespole z 1970 roku, uważanego za najlepszy w historii, powstała dotychczas w Kraju Kawy jedna książka. –Jesteśmy narodem pechowców, narodem, któremu odmówiono radości zwycięstwa, który z czystej złośliwości dziejów zawsze prześladuje nieszczęście – pisał o Maracanzie pisarz Jose Lins do Rego. Największy brazylijski stadion do dziś utożsamiany jest z areną upokorzenia Canarinhos. – Przesadzam z moimi uczuciami, bo nic większego się w moim życiu nie wydarzyło. Nawet teraz są tylko dwie daty w roku, które pamiętam: moje urodziny i 16 lipca – powiedział brazylijski dziennikarz Joao Luiz, wspominając lipcowe popołudnie. Dla Brazylijczyków drugie miejsce, to pierwsze przegrane. Miejsce godne zapomnienia, które przynosi ból świadomością, jak blisko było triumfu. ,,Jedyna okazja kiedy dobrze jest być wice, to wiceprezydentem, bo zostajesz prezydentem, jeśli obecny zginie. Tu nie morduje się prezydentów, więc nawet w tym przypadku nie opłaca się być „wice”– powiedział Zizinho, uznawany za najlepszego piłkarza tamtego zespołu. Wielu historyków futbolu uważa, że gdyby Canarinhos sięgnęli w 1950 roku po złoto, to Zizinho byłby wymieniany w jednym rzędzie obok Pelego. O wicemistrzach jednak w Kraju Kawy nikt nie próbuje nawet pamiętać… Gdy w Kraju Kawy trochę ochłonęli po Maracanzo, zaczęło się polowanie na czarownice. Oczywistym wyborem był Moacyr Barbosa, który przy drugim golu dał się zaskoczyć Ghiggii. Na nic zdało się to, że brazylijski golkiper został wybrany najlepszym bramkarzem mundialu, a i wcześniej błyszczał genialnymi interwencjami. Co ciekawe, autor decydującego trafienia nie uważa, aby golkiper popełnił błąd. – On zachował się logicznie, a ja wręcz przeciwnie.. i miałem trochę szczęścia. W piłce musisz mieć szczęście i musisz umieć z niego skorzystać – wspominał po latach Ghiggia. Brak farta w decydującym momencie skazał bramkarza na społeczny ostracyzm i podążał za nim aż do śmierci. ,,W Brazylijskim prawie najwyższy wyrok to 30 lat, ale moja kara trwa już 50”– powiedział o swoim losie Barbosa. Jako najsmutniejszy moment swojego życia podał sytuację ze sklepu, kiedy to pewna kobieta na jego widok powiedziała do swojego dziecka – zobacz, przez tego człowieka płakała kiedyś cała Brazylia. Przeświadczenie o pechu przynoszonym przez bramkarza Canarinhos panowało także w 1993 roku. BBC zaprosiło Barbosę jako jednego z ekspertów na zgrupowanie reprezentacji Brazylii, ale Mario Zagallo, asystent ówczesnego selekcjonera Carlosa Alberto Perreiry odmówił wpuszczenia go na zgrupowanie, widząc w nim uosobienie brazylijskiej tragedii. Według relacji autora biografii tej najbardziej tragicznej postaci Maracanazy, Barbosa zaprosił kiedyś znajomych na grilla, gdzie za podpałkę służyły słupki z meczu z Urugwajem. Duchowe oczyszczenie nie przyniosło mu jednak przebaczenia narodu. Po błędzie Barbosy w Brazylii wytworzyło się paranoiczne przekonanie, że żadna drużyna nie powinna mieć czarnoskórego bramkarza, jako że ten zawsze może zawieść w najważniejszym momencie i pociągnąć całą drużynę na dno. Okryty złą sławą golkiper umarł w biedzie w 2000 roku, kilka miesięcy po tym, gdy Dida zagrał w reprezentacji Canarinhos. Był to pierwszy czarnoskóry bramkarz między słupkami ekipy z Kraju Kawy od prawie 50 lat. Za winne porażki, oprócz nieszczęsnego Barbosy, zostały uznane także koszulki, w których grali reprezentanci Canarinhos. Białe koszulki z niebieskimi kołnierzykami zamienione zostały na żółte, a trykoty w kanarkowych barwach stały się cechą charakterystyczną reprezentacji Brazylii. Nowy kolor koszulek w pewien sposób jednoczy cały naród podczas najważniejszych wydarzeń sportowych. Co ciekawe, Aldyr Garcia Schlee, projektant nowego kroju stroju, prywatnie jest kibicem… Urugwaju. Dla Brazylijczyków porażka była wydarzeniem epokowym, które do dziś jest rokrocznie rozważane i analizowane, ale w Urugwaju nie spotkało się z euforią przenoszoną z pokolenia na pokolenie. ,,Młodzi Urugwajczycy tak naprawdę nie przejmują się przeszłością. Nie pamiętają o mistrzostwach świata w 1950. To wydarzyło się zbyt dawno temu”– powiedział Juan Jose Oliviera, przewodnik wycieczek po kraju ,,Urusów”. W zapomnieniu żyje także strzelec zwycięskiego gola a jego wyczyn wspominany jest praktycznie tylko raz do roku, w dniu rocznicy zdobycia mistrzostwa. ,,Czasem mam wrażenie, że jestem duchem Brazylii. Jestem wiecznie żywy w ich wspomnieniach. W Urugwaju cieszyliśmy się tamtą chwilą. Teraz już o niej zapomnieliśmy”– podzielił się swoimi spostrzeżeniami Ghiggia. Sam siebie dumnie nazywa jednak jedną z trzech osób, obok Franka Sinatry i Jana Pawła II, które uciszyły Maracanę. Choć porażka Brazylii z Niemcami jest najbardziej sromotną klęską w historii tamtejszego futbolu, to jednak ,,Maracanazo” było przegraną bardziej bolesną. Przyszło kompletnie niespodziewanie i było totalnym zaskoczeniem. Szokiem, który miał wpływ na dalsze życie wielu Brazylijczyków. Jedynie Garrincha uznał, że to głupie tak bulwersować się i opłakiwać niepowodzenie. Dla wielu Canarinhos to dalej najbardziej traumatyczne przeżycie i to nie tylko pod względem sportowym.

1

@Safrani Tak mówił Włodek?

12

Wybitne legendy polskiego futbolu:

16 lipca 1957 r. urodził się Włodzimierz Smolarek, lewoskrzydłowy. Nie ma już z nami tego znakomitego, sprytnego zawodnika. Pozostała jednak pamięć o jego genialnych zagraniach. Jednak największą sławę przyniósł mu nie żaden z goli a… zastawianie piłki ciałem w meczu przeciwko ZSRR w drugiej fazie grupowej MŚ 1982. Remis w tym starciu dawał Polakom awans do półfinału mundialu. Nic dziwnego zatem że to raczej rywalom się spieszyło. Biało-czerwoni jednak umiejętnie się bronili i na tablicy wyników ciągle widniał rezultat 0:0. Na kilka minut przed końcem Smolarek wykorzystał swoje największe atuty: spryt, umiejętności techniczne a przede wszystkim żelazną kondycje. Wziął piłke, pognał w kierunku narożnika i sprytnie zastawiał się ciałem. Obrońca radziecki wybił piłke raz. Po wykonaniu autu, futbolówka trafiła znów do Smolarka i tak jak kilka chwil wcześniej, zakotwiczył z nią w narożniku. Zawodnik Widzewa w ten sposób pozbawił przeciwników piłki w sumie na okres prawie 1,5 minuty gry! To zagranie usiłowali kopiować w tym meczu zarówno Boniek, jak i Kupcewicz. Skutecznie udało się to jednak tylko Smolarkowi. ,,Żelazne Płuca”, przebojowość, zadziorność, ambicja a przy tym dobra technika i skromność poza boiskiem zapewniały mu rzesze fanów. ,,Mało jest w naszym kraju takich piłkarzy obdarzonych takim duchem walki jak Włodek. Dla każdego obrońcy walka ze Smolarkiem jest bardzo trudnym zadaniem. Potrafił obrzydzić na boisku życie każdemu”- charakteryzował go Boniek. On sam twierdził iż szybkość zawdzięczał swojemu pierwszemu szkoleniowcowi, Henrykowi Olszewskiemu. Był podporą Widzewa w okresie największych triumfów. Od Bońka przejął pozycje lidera pod względem liczby goli strzelonych dla tej drużyny w Ekstraklasie(potem wyprzedził go Marek Koniarek). Razem z Widzewem zdobył po 2 medale każdego kruszcu mistrzostw Polski. Wygrał też Puchar Polski. Piękną przygodę przeżył w europejskich pucharach. Z łódzkim zespołem awansował do półfinału Pucharu Europejskich Mistrzów Klubowych. W poprzedniej fazie pokonał bramkarza zdobywców tego trofeum sprzed 2 lat- Liverpool FC. W innych bojach Widzewa na kontynentalnej arenie znalazł sposoby na golkiperów m.in. Anderlechtu(dwukrotnie), Juventusu i Borusii Mönchengladbach. Do czasów Roberta Lewandowskiego był rekordzistą pod względem liczby tytułów Piłkarza Roku katowickiego ,,Sportu”. Zdobył tę nagrodę trzykrotnie. Raz został Piłkarzem Roku według ,,Piłki Nożnej”. Do tego też dochodzi 4 i 9 miejsce w zestawieniu ,,Przeglądu Sportowego” na Sportowca Roku. Na arenie międzynarodowej znalazł się w 1981 r. na 28 miejscu w rankingu ,,Złotej Piłki”. Był filarem reprezentacji Polski na MŚ España ’82, zakończonych na 3 miejscu. Jego rajdy(jak ten z ZSRR) doprowadzały przeciwników do furii. Przez to Smolarek figurował na czele klasyfikacji faulowanych.

W 6 pierwszych meczach wystąpił w podstawowym składzie. W półfinale z Włochami zarobił jednak swą drugą żółtą kartke na tym turnieju, co wykluczyło go ze starcia o 3 miejsce. Krótko tliła się nadzieja na jego występ. W oficjalnym protokole nie było bowiem kartonika dla niego. Dopiero kilkadziesiąt godzin później FIFA zweryfikowała oficjalny dokument i ten ostatni mecz musiał spędzić na trybunach. Osłabieni koledzy zdołali jednak zwyciężyć, co zapewniło Polakom srebro. ,,Jeszcze nie uświadamiamy sobie chyba tego sukcesu ale wiem z doświadczenia że po odpoczynku, kiedy wszyscy dojdą do siebie, radość będzie wielka. Nie grałem w tym meczu i muszę przyznać że strasznie się denerwowałem. Znacznie bardziej niż na boisku”- powiedział po otrzymaniu medalu. Na mundialu strzelił pierwszego gola przeciwko Peru. Przed tym spotkaniem, gdy dalszy udział Polaków wisiał na włosku, w ramach przesądu postanowił wraz z Dziubą się nie golić. Częściej jednak sukces zawierzał umiejętnościom piłkarskim. Jego najsłynniejsze trafienia w biało-czerwonych barwach miały jednak miejsce w kwalifikacjach do tego mundialu. W decydującym starciu z NRD Polacy w Lipsku od pierwszych minut rzucili się zaskoczonym gospodarzom do gardeł. Po 300 sekundach od premierowego gwizdka prowadzili już 2:0! dzięki trafieniom Szarmacha i Smolarka. Włodek okiwał bramkarza rywali ale piłke do bramki wbił na raty bo jeszcze uwikłał się w drybling z obrońcą przeciwników. Po przerwie kontakt demokratycznym Niemcom dal rzut karny wykonany przez Schnuphase. Jednak wkrótce potem drugie trafienie zaliczył Smolarek. Ostatecznie skończyło się wynikiem 3:2 dla Polski, co zapewniło jej trzeci awans z rzędu do MŚ. Było to ostatnie trafienie zawodnika Ekstraklasy w meczu przesądzającym o wyjeździe na mundial aż do gola Mączyńskiego przeciwko Czarnogórze w 2017 r. Gola strzelił też na mundialu w 1986 r. Ten gol dał Polsce awans do 1/8 finału. Pozbawiała zaś tej okazji Portugalczyków. Luis Figo wspominał w swojej biografii że po tym trafieniu w jego domu zapanowała ,,przerażająca cisza”. O mały włos a sytuacja ta nie miała by miejsca. Tuż przed golem Piechniczek kazał rozgrzewać się Zgutczyńskiemu, z myślą wprowadzenia zmiany w ataku. Roszada ta została dokonana wkrótce po golu. Na więcej Polaków nie było już stać. Sam Smolarek narzekał że duży wpływ na ich forme miało rozrzedzone powietrze w Monterrey. Po odpadnięciu otrzymał od miejscowej firmy Pedro Gonzalez brązową statuetkę dla najlepszego polskiego piłkarza turnieju. Zza oceanu przywiózł też sombrero, w którym pokazał się kibicom na Okęciu oraz… odnowione kontakty rodzinne. Nieoczekiwanie po jednym ze spotkań pod hotelem spotkał Polonuske, która okazała się jego daleką krewną. Jej babcia(krewna Smolarka) przed laty wyjechała do Meksyku i zleciła potem wnuczce skontaktowanie się z kuzynem, sławnym piłkarzem. Pan Włodek był ostatnim medalistą MŚ grającym w kadrze. Po raz ostatni biało-czerwoną koszulke założył w 1992 r. Do tego czasu uzbierał 60 meczów i 13 goli. Jest członkiem Klubu Wybitnego Reprezentanta. Po grze w Widzewie występował w Bundeslidze i Eredivisie. Z Eintrachtem zdobył Puchar Niemiec. W Holandii grał dla Feyenoordu i FC Utrechtu. Po zakończeniu kariery pracował jako trener grup młodzieżowych i scout Feyenoordu. Z jego usługi korzystał PZPN. Zmarł nagle w 2012 r. Pochowany został w rodzinnym Aleksandrowie Łódzkim. Jego imię nosi ulica w Łodzi, opodal stadionu Widzewa.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

10

Wybitne postacie Dumy Katalonii:

16 lipca 1934 r. wybrano nowego prezydenta FC Barcelony. Został nim Esteve Sala, jako 27 w kolejności prezydent Blaugrany, zastępując na stanowisku Joana Come. Sala został wybrany podczas zgromadzenia w ,,Teatrze Barcelona” przy „Rambla de Catalunya”, po tym jak kandydat o znacznie lepszej pozycji do objęcia tej funkcji, Josep Sunyol, wycofał swoją kandydaturę, jako powód podając problemy natury zdrowotnej. Do Estevego Sali należał słynny barceloński „Hotel Orient”. Jedna z najbardziej rozpowszechnionych legend na temat hotelu głosi iż Sala(z racji ogromnego uwielbienia jakim darzył Josepa Samitiera) postanowił opłacić jeden z pokoi i utrzymywać go dożywotnio dla piłkarza Barçy. Jednak nie do końca jest to prawdą. Owszem Samitier mieszkał w hotelu Orient, lecz tylko przez jeden sezon. Było to w latach czterdziestych, kiedy wrócił do Barcelony po kilkuletnim pobycie na wygnaniu w Nicei, gdzie grał i trenował w tamtejszej drużynie. Przyjacielskie relacje łączące piłkarza z Estebanem Sala y Solerem, synem właściciela hotelu Orient, umożliwiły powrót Samitiera do miasta, w którym odnosił sportowe sukcesy. ,,Sami” na dłuższy czas zatrzymał się w hotelu ale mimo plotek z tamtych czasów głoszących że nigdy nie płacił za hotel, prawda jest taka iż właściciele pobierali od niego pieniądze, chociaż według niższych stawek.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

30

Feliz cumpleaños panie Sergio! Z okazji urodzin!

Sergio Busquets kończy dzisiaj 37 lat. Dziękujemy ,,Busi” z głębi serca za poświęcenie klubowi i wierność przez długie lata. Zdrówka i powodzenia w nowym klubie nasza żywa legendo!

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

14

Wybitne legendy futbolu:

15 lipca 1954 r. urodził się Mario Kempes, argentyński napastnik, mistrz Świata z 1978 r., zdobywca Pucharu Zdobywców Pucharów oraz Superpucharu Europy z CF Valencia z 1980 r. Swoją karierę rozpoczynał w klubie Instituto Atlético Central Córdoba, w którym grał do roku 1973. Następnie przeszedł do wyżej notowanego Rosario Central. Z czasów gry w hiszpańskim klubie Valencia CF (do którego przeszedł w 1977 r.) pochodzi jego pseudonim – „Matador”. W barwach Valencii dwukrotnie zdobył tytuł „Pichichi” dla najlepszego strzelca Primera División, strzelając odpowiednio 24 i 28 goli w latach 1976–1977 oraz 1977–1978. W zespole z Walencji grał do 1981 (w 1980 zdobywając z tym zespołem PEZP i Superpuchar Europy), kiedy to wrócił na pół sezonu do Argentyny do zespołu Club Atlético River Plate. W 1982 ponownie znalazł się w kadrze Valencii, z którą tym razem nie zdobył żadnych trofeów. Lata 1984–1986 to gra w niżej notowanym Hérculesie Alicante. W 1984 przeniósł się do Austrii do zespołu First Vienna FC. W kolejnych latach grał w zespołach: VSE Sankt Pölten (1987–1990) i Kremser SC (1990–1992). W 1995 grał w chilijskim klubie Fernández Vial Concepción. Oficjalnie karierę zakończył w 1996 r. W 1978 r. został wybrany Najlepszym Piłkarzem Ameryki Południowej. Kempes został uznany za jednego ze 100 najlepszych żyjących piłkarzy FIFA. Mario Kempes, zwany 'matadorem' przybył z Pasiequito i swój debiut w Valencii zaliczył w 'Pucharze Pomarańczy' w 1976 r. gdzie nie miał zbyt udanego występu z powodu nie wykorzystania rzutu karnego. W rodzimej Argentynie, rozpoczął grę w środku pola i kiedy miał 19 lat dostał się do drużyny Rosario Central. Następnie uczestniczył w Mistrzostwach Świata w RFN. Kiedy miał 22 lata przybył do Valencii gdzie pobił godne pozazdroszczenia rekordy i stał się jednym z największych postaci w całej historii klubu.

Po zdobyciu dwóch "Pichichis"(czyt. król strzelców) z 24 i 28 golami w sezonach 1976/77 i 1977/78, Kempes został mistrzem świata i zdobył koronę króla strzelców na Mistrzostwach Świata Argentina '78. Wraz z Valencią wywalczył triumf w Pucharze Króla w 1979 r. a rok później zdobył Puchar Zdobywców Pucharów i Superpuchar Europy. Wrócił do Argentyny, gdzie został zatrudniony w River Plate na sezon 81-82, aby rok później powrócić do Valencii. Później występował jeszcze w Herculesie i w lidze austriackiej. W 1993 r. pożegnał się z kibicami Valencii w meczu na jego cześć. Mario Kempes pozostaje jednym z niewielu piłkarzy na świecie, którzy uczestniczyli w trzech mistrzostwach świata. Strzelał karne, wolne, główkował, z pola karnego, z poza niego... dla Kempesa każda pozycja była dobra do oddania strzału.

@Sysia11
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@Adran360

15

Zasłużone postacie Blaugrany:

Dokładnie 100 lat temu urodził się Josep Mussons. W latach 1978-2000 był wiceprezydentem FC Barcelony i przez większość swojej kariery w klubie zajmował się sekcjami juniorskimi. Mussons był zarządcą La Masii i to pod jego rządami do pierwszej drużyny trafili między innymi Amor, Ferrer i Guardiola. W 2000 r. po zakończeniu kariery został wybrany Honorowym Prezesem Sekcji Juniorskich. Josep Mussons zmarł na Covid-19, 17 kwietnia 2021 r. w wieku 95 lat. Duma Katalonii uczciła jego śmierć grając w finale Copa del Rey w czarnych opaskach.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

11

Pionierzy w dziejach polskiego futbolu:

14 lipca 1894 r. we Lwowie odbył się drugi zlot Sokoli. W ramach tego zlotu rozegrano na Polskiej ziemi pierwszy w dziejach mecz piłki nożnej pomiędzy drużynami sokolimi z Krakowa i Lwowa. Głównym organizatorem tego meczu był Edmund Cenar. Program zlotu był tak napięty że mecz trwał tylko 6 minut a przerwano go po pierwszym golu zdobytym przez ucznia seminarium nauczycielskiego ze Lwowa- Włodzimierza Chomickiego. Do Lwowa piłkę z Anglii przywiózł w 1891 r. Edmund Cenar. On też w 1891 r. przetłumaczył z angielskiego pierwsze przepisy gry. Edmund Cenar to postać wyjątkowo zasłużona polskiemu społeczeństwu. Całe swoje życie poświęcił na rzecz wychowania fizycznego i sportu.

To właśnie podczas II Zlotu Towarzystw Sokolich we Lwowie, między „ćwiczeniem maczugami” a zawodami „w biegu, w skoku, w wspieraniu i rzucaniu ciężarów i budowaniu piramid”, postanowiono rozegrać pokazowy mecz nowego sportu zwanego właśnie jako foot-ball. Na teren zjazdu wybrano Park Stryjski. Zbudowano między innymi stadion na siedem tysięcy ludzi oraz utworzono na wzór angielski plac do gry o wymiarach 100 na 120 metrów. Naprzeciwko siebie stanęły dwie jedenastki Sokołów z Krakowa oraz ze Lwowa. Jak donoszą ówczesne opisy, obie drużyny wystąpiły w białych strojach, różniły się jedynie kolorem spodenek. 14 lipca 1894 roku dokładnie o godzinie 17.00 rozpoczęło się to spotkanie. W źródłach historycznych niestety nie zachował się skład gości z Krakowa. Znane natomiast są nazwiska jedenastki gospodarzy: Włodzimierz Chomicki, Ksenofont Teodorowicz, Ludwik Chrystelbauer, Seweryn Rudnicki, Marjan Bielecki, Karol Marcichowski, Wilibald Noach, Stanisław Mjanowski, Bronisław Gołorodski, Aleksander Kozeł i Juliusz Onyszkiewicz. Lwowianie wystąpili pod wodzą wspomnianego wcześniej szkoleniowca, Edmunda Cenara. Ze źródeł wiadomo również, że spotkanie sędziował pan Zygmunt Wyrobek z Krakowa.

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

11

Kochani cules czy wiecie że:

14 lipca 1936 r. ukazał się ostatni numer katalońskiego tygodnika humorystycznego ,,Xut”. W drugim wydaniu gazety z 30 listopada 1922 r. po raz pierwszy w prasie pojawiło się słowo ,,Barça”. Było ono używane w mowie potocznej praktycznie od początku istnienia klubu ale zostało oficjalnie uznane dopiero w latach 60-tych. 29 października 1924 r., również w tygodniku ,,Xut” pojawiła się pierwszy raz postać ,,L’Avi del Barça”(Dziadka Barçy), który jest personifikacją klubu. Od 1984 r. socio klubu Joan Casals stylizuje się na tę właśnie postać. W 1992 r. po finale Pucharu Europy z Sampdorią obiecał że zgoli charakterystyczną białą brode, jeżeli Blaugrana zdobędzie drugi taki tytuł. W 2006 r. po wygranej w finale z Arsenalem dotrzymał słowa.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

1

@FCBparasiempre
Dezerterzy:

W komunistycznej Polsce wyjazd za granicę nie był tak prosty, jak ma to miejsce dziś. Paszporty wszystkich obywateli leżały bowiem w szufladach biur urzędników państwowych. By je czasowo otrzymać należało z pokorą i szacunkiem odnosić się do partii i całego systemu politycznego. Piłkarze nie byli traktowani dużo lepiej w kwestii emigracji. Toteż młodym zawodnikom zdarzały się nielegalne ucieczki na Zachód, a najczęstszym kierunkiem dezercji była sąsiednia Republika Federalna Niemiec, ale przewijały się także inne kraje, nie tylko europejskie. Zawsze wiązało się to z ryzykiem, a więc traktować to należy jako akt sporej odwagi. Nie wszystkim również owa decyzja się opłaciła. Szlak przetarli pod koniec 1957 roku gracze dwóch najznamienitszych śląskich klubów: młody bramkarz Herbert Pohl i dobiegający trzydziestki pomocnik Eryk Nowara. Przypadki te zostały w polskich mediach przemilczane a służby ochrzciły wymieniony duet „zdrajcami ojczyzny”, choć Nowara po kilkunastomiesięcznej walce uzyskał pozwolenie na grę w TUS Lintfort, o czym dowiedzieć się można było jednak wyłącznie z niemieckiego „Kickera”. Dekadę później z bytomskiej Polonii zdezerterował Jan Banaś, ale nie powodowały nim względy polityczno-finansowe. Historia Banasia dowodzi, że nawet rodzina może wpędzić w tarapaty, które ciągnąć będą się przez lata. Ojciec urodzonego w Berlinie reprezentacyjnego obrońcy był czystej krwi Niemcem, z Polską defensora związało pochodzenie matki. Jeszcze zanim mały Hans-Dieter (bo pod takim imieniem figurował przez całą młodość Jan) przyszedł na świat, tata okazał się bigamistą i rzekomo poniósł śmierć w czasie II wojny światowej. Gdy Banaś stał się szerzej znany i dostał do kadry narodowej, po jednym z meczów, transmitowanych także w Niemczech zgłosił się do niego „martwy” od ponad dwóch dekad ojciec. Nagabywał syna, aż ten w końcu dał się namówić na odłączenie od drużyny w Goeteborgu przy okazji meczu z tamtejszym Norrkoeping w 1967 roku. Uciekinierami zostali również Norbert Pogrzeba i Konrad Bajgier. Azyl znaleźli w miejscowości Hof. Pobyt Hansa-Dietera w Niemczech trwał kilka miesięcy, w których trakcie dały o sobie znać prawdziwe intencje odnalezionego cudownie po latach ojca piłkarza. On właśnie wszedł w buty agenta reprezentanta Polski i dogadywał się z klubami niejako w imieniu Banasia. Kiedy podobno dopiął już (nieznane po dziś dzień) szczegóły, wręczył synowi dokument, nazywany dziś przez samego zainteresowanego „cyrografem”. Szkopuł w tym, że zgodnie z treścią pisma samozwańczemu przedstawicielowi defensora należało się 10% zysków jako „ekwiwalent za wychowanie”. W zestawieniu z prawdą wygląda to nadzwyczaj groteskowo. I tamto wydarzenie otrzeźwiło Jana, który porozumiał się z kolegami oraz prezesem klubu, w którym trenował. We czwórkę wsiedli do auta i pomknęli w kierunku Kolonii, gdzie trio z Bytomia przeszło testy. Mimo pozytywnych odczuć władz FC Koeln przepisy okazały się nie do obejścia i chcący grać w piłkę, a nie poprzestawać na treningach Banaś zmuszony został do powrotu na łono ojczyzny. Dziś przyczyny emigracji komentuje: ,,Miałem ojca Niemca, który to wszystko wymyślił, przyjechał, zabrał mnie. Obiecywał mi złote góry i tak to się skończyło.”

Wisiało nad obrońcą widmo zwyczajowej w takich sytuacjach dwuletniej karencji, której jednak za wstawiennictwem gen. Jerzego Ziętka, „syn marnotrawny Polonii Bytom” uniknął. Najdotkliwszą konsekwencją, która zaważyła na reprezentacyjnym niespełnieniu Banasia, stał się zakaz wyjazdów za zachodnią granicę Polski. Odebrał on atakującemu szansę przyłożenia ręki lub raczej nogi do największych sukcesów Orłów Górskiego: złota olimpijskiego w Monachium i srebrnego krążka przywiezionego z mundialu w RFN. Sam Banaś do dziś żałuje porzucenia ojczyzny, a za główny powód żalu uważa powyższą sankcję. Zdrowie nie pozwala mu na dalszą działalność w świecie futbolu, ale jeszcze nie tak dawno szkolił młodzież w Gwarku Zabrze. O losach 73-latka nakręcono film „Gwiazdy”, który ma w niedługim czasie ma wejść na ekrany kin. Nie najlepiej wyszli na zatrzaśnięciu za sobą drzwi samochodu odjeżdżającego z bawarskiego miasteczka inni pasażerowie. Bajgier z opuszczoną głową zawitał do Polonii a Pogrzeba podążył zupełnie odmienną drogą. Zamiast pożegnać się z marzeniami o grze poza granicami ojczyzny, wylądował w amerykańskiej NASL. Szatnię St. Louis Stars dzielił przez rok m.in. z Dragoslavem Sekularacem – znanym reprezentantem Jugosławii. Nim zawiesił buty na kołku, grał jeszcze przez 4 lata w Europie, a konkretnie holenderskim NAC Breda. Co ciekawe oficjalna wersja losów napastnika z Bytomia sugerowała, że miał on zachorować, co poskutkowało utratą pracy. Celem rozpowszechniania owej kłamliwej wiadomości zapewne była przestroga dla prawdopodobnych następców bytomskiej trójki. Ostrzeżenie nie przyniosło skutku i z PRL-u zwiewali kolejni: Waldemar Słomiany (ledwie tydzień po Banasiu),Helmut Dudek, Henryk Broja. Pierwszego z wymienionych pod koniec lat 60. śledziła bezpieka korzystając z informacji TW „Freda”, który oskarżył dawnego defensora Górnika Zabrze o pośrednictwo w wysyłce paczek do Polski. Kontroli poddano więc osobistą korespondencję gracza Schalke, która dowodziła o godnych apanażach Słomianego. Wartą odświeżenia postacią jest Helmut Dudek. Zapomniany, acz wcale nie słaby piłkarz niegdyś grający w Szombierkach Bytom. Jako 19-latek udał się z wycieczką do Jugosławii. Odnalazł się dopiero po dwóch latach, gdy dołączył do bardzo silnej w owym czasie Borussii Moenchengladbach. W jej barwach rozegrał niewiele meczów, ale w sezonie 1978/79 zapisał na swoim koncie jako pierwszy Polak europejskie trofeum – Puchar UEFA. Nie dane mu było wystąpić w finale, ale w trakcie wcześniejszych faz czterokrotnie wchodził na boisko (w tym 3 mecze w pełnym wymiarze, raz zmienił kolegę w drugiej połowie). Na początku lat 80. w pył rozpadł się skład zabrzańskiego Górnika przetrzebionego kolejną falą ucieczek. W krótkim czasie po lepsze życie wyemigrowało sześciu ważnych członków ekipy: Niemcy jako miejsce dalszego życia wybrali broniący bramki Waldemar Cimander, Zbigniew Rolnik oraz Joachim Hutka. Ostatni z wymienionych przejawiał wielki talent, więc jego strata szczególnie mocno zabolała klub z Zabrza. Francję z marnym efektem podbić chcieli Ireneusz Lazurowicz wraz z Bernardem Jarziną, a w Szwajcarii zakotwiczył doświadczony piłkarz drugiej linii Emil Szymura.

Największy rozgłos zyskała wtedy sprawa innego ślązaka – Rudolfa Wójtowicza. Uważany za jeden z większych talentów na swojej pozycji, obrońca Szombierek zakotwiczył w Austrii. Do igrania z PRLowskim prawem zmusiła go historia ojca, który wcześniej zatrzymał się w Niemczech, które również zostały ostatecznym celem wędrówki Rudolfa. Śląska prasa sportowa, a mianowicie katowicki „Sport” skomentował: „Wójtowicz wyjechał nagle i należy się domyślać, gdzie go poniosło”. Defensor podczas 10 lat gry dla Fortuny Duesseldorf, a potem Bayeru Leverkusen ugruntował swą markę na tyle, że pracuje za naszą zachodnią granicą do dziś. Aktualnie sprawuje funkcję szefa skautingu w VfL Wolfsburg. Wójtowicz zapoczątkował całą plejadę tych uciekinierów, którzy po zakończeniu karier nie silili się na powrót, gdy komunizm odszedł w niepamięć. Obowiązywał stan wojenny, gdy Roman Geszlecht w trakcie wyjazdu na mecz młodzieżówki oderwał się od drużyny. Po wyrwaniu się z Sosnowca zmienił zapis nazwiska na bardziej niemiecki „Geschlecht”. Przeszkody nie stanowił fakt, że słowo to w tamtejszym języku oznacza po prostu „płeć”. W naszym kraju rozpowszechniono krzywdzącą plotkę, jakoby wraz z towarzyszem ucieczki Wenantym Fuhlem zostali przyłapani na kradzieży. Choć komunizm nad Wisłą chylił się ku upadkowi, to granicę nad Odrą przekraczali następni: Aleksander Famuła czy Jarosław Biernat. Pod względem szumu wokół wyjazdu przebił ich Marek Leśniak – trzeci Polak, który wyemigrował nielegalnie, by grać w Leverkusen. Organizacją przewyższył zdecydowanie poprzedników, gdyż wcześniej porozumiał się z Bayerem, by przedstawiciel klubu „przechwycił” go w Danii. Tak też się stało, a dodatkowo za wstawiennictwem Ministra Sportu, a późniejszego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego 24-latkowi darowano karencję, jak i obowiązkową służbę wojskową. Wiemy, że polegałaby ona na grze w Legii Warszawa. Istnieje, poparta dowodami, hipoteza, że w zamian wojsko otrzymało tony lekarstw z fabryki BAYERu. Decyzja o emigracji na 2 lata odebrała Leśniakowi możliwość reprezentowania ojczyzny na arenie międzynarodowej. Choć nie strzelał dla „Aptekarzy” w tempie wystrzałów z karabinu maszynowego to miał pewne miejsce w drużynie przez całe trzy lata pobytu na BayArena. Następnie grał i trenował w niższych ligach, do niedawna dzierżył stery w SpVgg Olpe. Ostatnią z głośnych spraw sprowokował Andrzej Rudy. PRL-owski ustrój chwiał się już w posadach, a wątek zawodnika Pogoni Szczecin stanowił doskonały temat zastępczy. Władze nie omieszkały więc przepuścić okazji do zrównania pomocnika z ziemią. Rudy zwiał ze zgrupowania przed meczem sparingowym z drużyną ligi włoskiej, rozgrywanym w listopadzie 1988 r. na San Siro. Metą jego podróży, tradycyjnie miały być Niemcy. Owa rejterada wywołała rozgoryczenie innych uczestników zgrupowania w hotelu o wdzięcznej nazwie „Leonardo da Vinci”. Dziennikarze też wylali wiadro pomyj na uciekiniera. Rudy nie ustawił się tak dobrze, jak choćby Leśniak. Klubu szukał dosyć długo – następne pół roku, aż do jesieni 1989 r. nie kopał piłki. Wprawdzie do dziś utrzymuje, że niewiele brakło, by włożył koszulkę Bayernu, a rozmawiał i z AS Monaco. Ostatecznie musiał się zadowolić grą w FC Koeln. Po latach w Bundeslidze zasłużył sobie na transfer do Ajaksu Amsterdam, w którym był pierwszym Polakiem. Obecnie, jak inni wymienieni, para się trenerką. Losy dezerterów były różne, ale dziś nie różnią się diametralnie od „zwykłych” imigrantów. Niektórzy, jak Banaś, podjęli złą decyzję i dziś nie postąpiliby w ten sposób. Inni zaś – Leśniak czy Wójtowicz z powodzeniem ułożyli sobie życie na obczyźnie a o powrocie w rodzinne strony zdają się nie myśleć. Różnią ich tylko od reszty wspomnienia z piłkarskich boisk Niemiec czy Francji oraz w wielu przypadkach obecność w kartotekach SB.

1

Ponownie coś dla @Bernard777

0

@Inko No dokładnie!

0

@mordini123 Aaaa to o to chodziło! To w takim razie troszeńke zmienia postać rzeczy ale nie całkowicie, gdyż to w końcu mistrz Polski i stoi na nieco uprzywilejowanym miejscu...

1

Nie żebym nie przepadał za ,,Kolejorzem", wręcz całkowicie przeciwnie! Tylko z jakiego powodu mecz o Superpuchar Polski jest rozgrywany na stadionie jednego z rywali a nie na stadionie neutralnym na przykład na ,,Narodowym"? Przecież to chyba nie jest sprawiedliwe...?

8

@FCBparasiempre
Na początku lat dwudziestych XX wieku w Europie panowało przekonanie, że sztukę futbolu najlepiej opanowali piłkarze ze Starego Kontynentu a niepodważalnymi mistrzami są Anglicy. W 1924 r. w Paryżu odbyły się VIII Letnie Igrzyska Olimpijskie. Do rywalizacji w piłce nożnej przystąpiły 22 reprezentacje – 19 europejskich oraz Egipt, Urugwaj i Stany Zjednoczone. Spekulowano, że trzy ekipy spoza kontynentu będą jedynie ciekawostką i urozmaiceniem turnieju, bowiem mało kto brał je na poważnie. Inna kwestia jest taka, że nikt nie wiedział, jak zagrają przybysze z obu Ameryk i Afryki. Jeśli chodzi o taktykę stosowaną w tym czasie przez większość ekip z Europy, najprościej opisać ją trzema słowami: laga do przodu. Dziś można się śmiać, jednak biorąc pod uwagę fakt, że wówczas grano systemem 2-3-5, taka filozofia wcale nie wydaje się niemądra. Stany Zjednoczone odpadły po pierwszym meczu, Egipt po dwóch, a Urugwaj szalał w najlepsze. Swoją grą, opartą na krótkich, szybkich podaniach do nogi, nieprzewidywanej wymienności pozycji oraz niezliczonej liczbie dryblingów, porwali niemal wszystkich obserwatorów. Początkowo brakowało chętnych na oglądanie gry przybyszy z Ameryki Południowej. Na ich pierwszym spotkaniu, przeciwko Jugosławii (7:0), stawiło się zaledwie 2 tys. kibiców. Po Igrzyskach nie było osoby, która nie pałała miłością do futbolu prezentowanego przez piłkarzy w błękitnych koszulkach. Urugwajczycy bez problemu sięgnęli po tytuł, z kompletem pięciu zwycięstw i bilansem bramkowym 20:2. Cztery lata później, na Igrzyska w Amsterdamie, przyjechało już czterech reprezentantów z obydwu Ameryk. Do Urugwaju dołączyła Argentyna, Chile i Meksyk. O ile Chile i Meksyk odpadły po swoich pierwszych spotkaniach, o tyle Urugwaj i Argentyna zamykały turniej. W związku z tym, że w finale padł remis 1:1, spotkanie trzeba było powtórzyć. W powtórce lepsi okazali się Urusi, zwyciężając 2:1, sięgając tym samym po drugie złoto olimpijskie z rzędu. Francuski pisarz, Henri Millon de Montherlant, takimi słowami określił grę prezentowaną przez Urugwajczyków: „Cóż za rewelacja, to jest prawdziwa piłka nożna! To, co znaliśmy i uprawialiśmy do tej pory, było tylko szkolną rozrywką”. Europa w mgnieniu oka poznała siłę południowoamerykańskiej piłki nożnej. Do wyścigu o organizację pierwszych w historii Mistrzostw Świata stanęły cztery kraje: Hiszpania, Węgry, Włochy i Urugwaj. FIFA od początku forowała tę ostatnią opcję, tłumacząc, że turniej należy się krajowi, który triumfował w dwóch Igrzyskach Olimpijskich z rzędu. Ponadto w 1930 roku państwo obchodziło setną rocznicę odzyskania niepodległości i zagwarantowało budowę ogromnego stadionu na ponad 80 tysięcy miejsc – Estadio Centenario. Europejczycy, widząc, że szanse na rozegranie mistrzostw w ich krajach są tylko iluzoryczne, solidarnie wycofali swoje wnioski. Tym samym na polu walki został tylko Urugwaj i to jemu przyznano prawo do zorganizowania dziewiczego czempionatu o piłkarskie panowanie na świecie. Jeden jedyny raz w historii nie rozgrywano kwalifikacji do turnieju. FIFA postanowiła, że szansę na zaprezentowanie swoich umiejętności dostanie każdy kraj będący członkiem organizacji. Wystarczy, że wyrazi taką wolę i w odpowiednim terminie zgłosi swoją obecność. Wielkim zaskoczeniem było otrzymanie potwierdzenia udziału w turnieju zaledwie od dziewięciu państw: Argentyny, Boliwii, Brazylii, Chile, Meksyku, Paragwaju, Peru, USA i, rzecz jasna, Urugwaju. Żaden z przedstawicieli Europy nie chciał wziąć udziału w Mundialu, tłumacząc, że podróż na drugą stronę Atlantyku jest zbyt długa i zbyt kosztowna. Kwestię finansową jeszcze bardziej piętnował krach na Wall Street. Po namowach Julesa Rimeta, prezydenta FIFA i pomysłodawcy Mistrzostw Świata, na uczestnictwo zdecydowały się drużyny Belgii, Francji, Rumunii i Jugosławii. Warunek był jeden – zwrot poniesionych kosztów. Działacze z Urugwaju wysłali specjalne zaproszenie do Anglików, nienależących do FIFA. Zadufani Brytyjczycy, od lat uznający się za najlepszych na świecie i mylnie wierzący, że nie muszą tego nikomu udowadniać, pogardzili propozycją przyjazdu. Na ponad dwa tygodnie przed rozpoczęciem Mundialu z Genui wypłynął statek ,,Conte Verde”. Na jego pokładzie znajdowali się piłkarze Rumunii. W kolejnych dniach dosiedli się Francuzi i Hiszpanie, a jeszcze później Brazylijczycy. Wraz z nimi podróżował Rimet z pucharem, Złotą Nike, oraz trzech wyznaczonych przez niego sędziów. Dwa tygodnie na pokładzie liniowca do Montevideo wydawały się wiecznością. Zawodnicy na wszelkie sposoby próbowali zabić panującą nudę. Trenerzy organizowali im zajęcia siłowe i gimnastyczne, wykorzystując szalupy, schody, leżaki. Na statku panował bezwzględny zakaz gry w piłkę nożną, ponieważ obawiano się, że futbolówki wpadną do wody i bezpowrotnie przepadną. Jugosławianie w tym czasie podróżowali do Urugwaju statkiem pocztowym Florida. Kiedy europejskie ekipy walczyły z nudą, w Montevideo walczono z czasem. Organizatorzy mieli spore opóźnienia w budowie wielkiego stadionu Centenario i wszystko wskazywało na to, że nie zostanie oddany do użytku na inaugurację turnieju. Co ciekawe, w tym samym okresie (26.06-6.07.1930 r.) w Genewie odbył się turniej, mający na celu stanowić poniekąd mundialową konkurencją. Dziesięć europejskich państw wystawiło po jednym klubie, a te rozegrały Klubowy Puchar Narodów. Zwycięzcą okazał się węgierski Ujpest, pokonując w finale Slavię Praga 3:0. Organizacja pierwszych w historii Mistrzostw Świata była wielką niewiadomą. Testowano na żywym organizmie, stąd bardzo dużo niedociągnięć. Sędziowie dostali jedynie prowizoryczne wytyczne dotyczące tego, co mają gwizdać, a czego nie. Nie wybrano oficjalnej piłki mistrzostw, w związku z czym każda ekipa miała swoje własne futbolówki i, niczym na podwórku, każdy chciał grać tą, do której był przyzwyczajony. Trzynaście zespołów podzielono na cztery grupy. Zwycięzca każdej z nich awansował do półfinału. Inauguracyjny gwizdek zabrzmiał 13.07.1930 r. na Estadio Pocitos, jednym z trzech stadionów, na którym rozgrywano mecze. Pierwotnie wszystko miało zacząć się na Centenario, jednak oddano go do użytku dopiero 5. dnia turnieju. Mundialowe granie rozpoczęły drużyny Francji i Meksyku. Na trybunach, wg danych FIFA, zasiadło zaledwie 3 tys. osób. Dane Urugwajczyków wskazują na 4444 kibiców, co i tak nie jest powodem do dumy. Już w pierwszym starciu doszło do sędziowskich kontrowersji. Francuski bramkarz Alexis Thepot został kopnięty w twarz i ze wstrząsem mózgu wylądował w szpitalu. Ówczesne przepisy nie przewidywały zmian, w związku z czym jego miejsce w bramce zajął pomocnik Chantrel, a przybysze znad Loary kończyli mecz w osłabieniu. W osłabieniu, bo urugwajski arbiter nie wyrzucił z boiska winowajcy z Meksyku. Francja i tak zwyciężyła 4:1, a autorem pierwszej bramki w historii Mistrzostw Świata został Lucien Laurent. Stronnicze sędziowanie stało się domeną turnieju. Arbitrzy z Ameryki Południowej często nie widzieli przewinień zawodników ze swojego kontynentu, jednocześnie dostrzegając zbyt wiele w poczynaniach piłkarzy z Europy. Najbardziej perfidny przekręt był autorstwa Almeidy Rego. Brazylijski rozjemca spotkania Argentyna – Francja zakończył mecz, gdy Francuz Langiller gnał samotnie od połowy boiska na bramkę oponentów. Była 84. minuta, wynik 1:0 dla pradziadów Messiego. Nie trzeba chyba dodawać nic więcej. Przyjrzyjmy się jeszcze na moment frekwencji. Starcie Rumunii z Peru oglądało… 300 osób. Grupowe zmagania padły łupem Argentyny, Jugosławii, Urugwaju i Stanów Zjednoczonych. Wszystkie ekipy odniosły komplet zwycięstw. W półfinałach Argentyna podejmowała Stany Zjednoczone, a Urugwaj Jugosławię. Ekipy znad La Platy okazały się bezkonkurencyjne, wygrywając po 6:1. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że przed wielkim finałem odbywa się mały finał o 3. miejsce. W 1930 roku nie został rozegrany. Dlaczego? Istnieją co najmniej trzy wersje zdarzeń. Jedna z nich, oficjalna, uznana przez FIFA, mówi, że w ogóle nie było pomysłu na mecz o najniższe miejsce na podium, więc przyznano je drużynie legitymującej się lepszym bilansem podczas całego turnieju. I tutaj zwyciężyły Stany Zjednoczone, wygrywając dwa mecze przy jednej porażce i bilansie bramkowym 6:6. Jugosławia miała ten sam stosunek zwycięstw i porażek, jednak minimalnie gorszy, zdaniem organizatorów, bilans bramek – 7:7. Druga wersja, przedstawiana m. in. przez piłkarzy Jugosławii, sugeruje, że to europejczycy zajęli trzecie miejsce, bo przegrali z drużyną, która okazała się triumfatorem zmagań w Montevideo. Niektóre pogłoski mówią, że Jugosłowianie przywieźli medal z Ameryki Południowej, ale do dzisiaj nie udowodniono, czy został on wręczony rzeczywiście za zajęcie trzeciego miejsca. I w końcu trzeci wariant. Mały finał był w planach organizatorów, jednak został zbojkotowany przez Jugosławię ze względu na stronnicze sędziowanie w półfinale. Trzecie miejsce przyznano więc Stanom Zjednoczonym. Wielki finał między Urugwajem a Argentyną rozegrano 30. lipca 1930 roku na Estadio Centenario. Od wczesnych godzin porannych do portu w Montevideo napływała cała rzesza statków z dziesiątkami tysięcy kibiców Albicelestes. Tłok był tak duży, że niektórzy nie dali rady wyjść na ląd, a wiedząc, że są spóźnieni, zawracali. Kibice gospodarzy również nie zawiedli, dzięki czemu frekwencja na stadionie wyniosła rekordowe 93 tysiące osób. Chętnych było tyle, że nawet gdyby obiekt był trzy razy większy, ze spokojem zostałby zapełniony. Widząc, że szykuje się mecz podwyższonego ryzyka, rozjemca finałowej batalii, Belg John Langenus, zapewnił sobie gwarancję nietykalności. Została mu powierzona zgraja ochroniarzy, która w przypadku zamieszek miała godzinę, by przetransportować go do portu, skąd drogą morską mógłby spokojnie wrócić do domu. Jego pierwsza ważna decyzja miała miejsce jeszcze przed rozpoczęciem spotkania. Urugwajczycy i Argentyńczycy przedstawili swoje piłki, którymi koniecznie chcieli rozegrać finał. Futbolówki różniły się kształtem, teksturą i gramaturą. Ostatecznie podjęto dość rozsądną i sprawiedliwą decyzję. Pierwszą połowę rozegrano piłką gości, a drugą gospodarzy. Przebieg meczu pokazał, jak wielkie znaczenie miało przywiązanie do własnej futbolówki. Po pierwszej połowie Argentyna prowadziła 2:1. Na bramkę Dorado odpowiedzieli Peucelle i król strzelców Mundialu, Stabile. W drugiej odsłonie zmieniła się piłka, a wraz z nią obraz gry. Gospodarze stłamsili swoich przeciwników i zaaplikowali im aż trzy gole. Na listę strzelców wpisali się Cea, Iriarte i Castro. Autor czwartej bramki, Hector Castro, jedna z największych gwiazd reprezentacji Urugwaju na przełomie lat 20. i 30. poprzedniego wieku, w dzisiejszych czasach nie miałby szans na zrobienie piłkarskiej kariery. Mając trzynaście lat uległ wypadkowi przy cięciu drewna, w wyniku czego stracił niemal połowę prawej ręki. Pomimo niepełnosprawności należał do najbardziej utytułowanych piłkarzy dwudziestolecia międzywojennego. Nie bez kozery kibice nadali mu pseudonim ,,Cudowny Jędnoręki”. Urugwaj, pomimo faktu, że trochę pomagały mu własne ściany, wywalczył Mistrzostwo Świata w stu procentach zasłużenie. Ondino Viera, były piłkarz i trener reprezentacji Urugwaju, trafnie stwierdził: „Byliśmy absolutnymi mistrzami kontroli nad piłką, którzy po przechwycie za nic w świecie nie pozwalali sobie jej odebrać. To była piłka nożna w dzikiej postaci, to była nasza gra. Na bazie empirycznych doświadczeń wykreowaliśmy urugwajski styl piłkarski własnej produkcji, który w najmniejszym stopniu nie przystawał do kanonu stworzonego przez menedżerów ze Starego Świata. Ten styl był tylko nasz. Tak powstała nasza szkoła piłkarstwa dająca podwaliny pod styl charakterystyczny dla całego Nowego Świata”. Na zakończenie ciekawostka z urugwajsko-argentyńskich potyczek finałowych z Igrzysk Olimpijskich w 1928 r. i Mistrzostw Świata 1930 r. W Ameryce Południowej od zawsze wierzy się w przesądy. Eduardo Galeano w swojej znakomitej książce Blaski i cienie futbolu opisał dwie sytuacje związane, jak sam to określił, z ciemnymi siłami. W drodze na finał Olimpiady w 1928 r. desygnowany do wyjściowego składu urugwajski obrońca Adhemar Canavessi zażądał, by autobus się zatrzymał. Zawodnik zabrał swoje rzeczy, ogłaszając trenerowi i kolegom, że nie może zagrać w tym meczu, bo gdy w przeszłości występował przeciwko Argentynie, jego zespół zawsze przegrywał. Nie wiadomo, jaki miało to wpływ na boiskowe poczynania kompanów ale kilka godzin później zwyciężyli 2:1. Dzień przed tym finałem do hotelu swoich rodaków udał się znakomity argentyński śpiewak, Carlos Romuald Gardel. Zaprezentował zawodnikom tango Dandy. Urugwajczycy wyciągnęli wnioski z holenderskiej lekcji – Canavessi już nigdy więcej w reprezentacji nie zagrał. Argentyńczycy nie wiązali porażki z artystycznym występem Gardela. Dwa lata później, w przeddzień finału Mistrzostw Świata, śpiewak został zaproszony do hotelu w Montevideo i zaprezentował piłkarzom ten sam utwór, co w Amsterdamie. Dopiero po porażce 2:4 stwierdzono, że Gardel reprezentacji już nie zaśpiewa.

11

Cudowne lata Blaugrany:

13 lipca 2010 r. Pep Guardiola przedłużył kontrakt z FC Barceloną. Po dwóch latach pełnych sukcesów zarząd chciał zaproponować Guardioli wieloletni kontrakt, mówiono wręcz aby został ,,Fergusonem Barçy” w nawiązaniu do legendarnego menadżera Manchesteru United. Sam zainteresowany preferował jednak krótkie umowy i zgodził się na roczne przedłużenie. Ten sam manewr zastosował rok później i w 2012 r. mógł bez przeszkód opuścić Dume Katalonii.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?