8

O takiej postaci pamięta każdy prawdziwy cule:

21 lipca 1898 r. urodził się Josep Sunyol Carriga. Był on osobą bardzo cenioną w FC Barcelonie. Pracę w klubie zaczął już w 1928 r., gdy rządził popierający monarchie prezydent Arcadi Balaguer. Sunyol mimo lewicowych poglądów potrafił jednak znaleźć z nim wspólny język. Poza pracą w Dumie Katalonii wydawał tygodnik ,,La Rambla”, którego hasłem było ,,sport i życie miasta”. 27 lipca 1935 r. wybrano go prezydentem, ponieważ socios docenili poprawę sytuacji ekonomicznej klubu, do której Sunyol wyraźnie się przyczynił. Za jego kadencji Blaugrana zdobyła mistrzostwo Katalonii oraz przegrała słynny finał Pucharu Hiszpanii, w którym wspaniały mecz rozegrał ówczesny bramkarz Realu Madryt Ricardo Zamora. Niestety Josep Sunyol nie dożył sędziwego wieku, bowiem został zamordowany przez armię narodową generała Franco, o czym napiszę 6 sierpnia.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

0

@mekston No raczej nie! Chyba że Leoś również zmieni lige na arabską lub jakąś hinduską to jeszcze byłaby jakaś szansa ale na to się nie zanosi...

4

Lionel Andres Messi po strzeleniu 2 goli ubiegłej nocy w rozgrywkach MLS, uzyskał łącznie 535 goli na poziomie pierwszoligowym. Do drugiego w tejże klasyfikacji Cristiano Ronaldo traci 37 goli.

0

@Herato Dokładnie tak!

8

Fartowny Paragwaj:

20 lipca 2011 roku Paragwaj po starciu z Wenezuelą awansował do finału Copa America nie odnosząc żadnego zwycięstwa w żadnym z poprzednich meczów turnieju. I tak: 3 mecze fazy grupowej zremisował 0-0 z Ekwadorem, 2-2 z Brazylią, 3-3 z Wenezuelą, w efekcie awans do fazy pucharowej z 3 miejsca. W ćwierćfinale 0-0 po dogrywce i wygrana 2-0 w rzutach karnych z Brazylią, w półfinale 0-0 po dogrywce i wygrana 5-3 w rzutach karnych z Wenezuelą. Zwycięstwo po rzutach karnych nie jest odnotowywane jako zwycięstwo po 90 minutach gry lub z dogrywką. Warto zauważyć że Paragwaj w ćwierć i w półfinale zagrał z drużynami, z którymi rywalizował w grupie. Ostatecznie fartowny Paragwaj przegrał w finale z Urugwajem 0:3. Mnie osobiście z owego turnieju najbardziej zabolała porażka „Albicelestes” z Urugwajem w ćwierćfinale w rzutach karnych 4:5 i to na argentyńskiej ziemi(!) w Santa Fe...
@Adran360
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
@Sysia11

2

@FCBparasiempre
Jak pisał Brian Glanville, składowe elementy drużyny brazylijskiej ,, rozleciały się a następnie dziwnie i równomiernie powróciły na swoje miejsce". W ciągu tych czterech lat od poprzedniego Mistrzostwa Świata Brazylii, dwóch kluczowych zawodników tej reprezentacji z mieszanymi sukcesami grało La Liga. Vawa, który strzelił dwa gole w finale z 1958 roku spędził dwa udane sezony w barwach Atletico Madryt. Drugim z graczy był Didi, jedna z nielicznych zagranicznych gwiazd ściągniętych przez Bernabeu, której nie powiodło się w Realu Madryt. Po części wynika to z faktu że nigdy nie potrafił nadążyć za energią i szybkością drużyny a po części z powodu problemów osobistych, który wiązały się z osobą jego żony. Jego partnerka pracowała jako dziennikarka i twierdziła że di Stefano jest zazdrosny o jej męża i źle go traktuje. Tymczasem di Stefano zarzucał Didiemu że za mało walczy o piłkę i zbyt łatwo ją traci. ,, Stadion Bernabeu lubi jakość ale ceni także wysiłek, pracowitość, oddanie- pragnie bitwy. To widownia, która jest przyzwyczajona do wygrywania a aby wygrywać trzeba walczyć"- powiedział kiedyś di Stefano. Innymi słowy Didi się nie liczył. Prawdopodobnie to brak szczęścia a nie słaba gra zadziałał na niekorzyść reprezentacji Hiszpanii dowodzonej przez Helenie Herrera. Zaczęło się od chwiejnego startu, w którym Hiszpanie przegrali z Czechami 01. Ich pierwsze akcje zostały otwarte przez solidną obronę a płynności gry przeszkadzały brutalne ataki, które okaleczyły gwiazdy Herrery. Agresja Czechów doprowadziła do tego że jeden z graczy, Martinez, z czystej frustracji kopnął jednego z rywali w brzuch. W drugim meczu z Meksykiem Hiszpanie odnaleźli swój rytm. Po raz kolejny solidna obrona stawiała opór atakom Hiszpanii ale tym razem Bogowie się do nich uśmiechali i Peiro w ostatniej minucie zdobył zwycięską bramkę. W ostatnim meczu fazy grupowej Hiszpania zmierzyła się z Brazylią. Hiszpanom do wyjścia z grupy wystarczał remis. To był mecz, w którym Didi planował zemścić się na Di Stefano ale ten po naderwaniu mięśnie został pominięty w wyjściowym składzie. Zanim turniej się rozpoczął ojciec di Stefana pojawił się z ,, magiczną" maścią, która jednak nie pomogła kontuzjowanemu. Konflikt osobowości doprowadził do trwałego sporu pomiędzy Di Stefano a Herrerą. Wówczas młody reprezentant Hiszpanii Fuste wspominał: ,, di Stefano był facetem, który chciał przewodzić, chciał być szefem i chciał żyć jak szef. Problem tkwi w tym że Herrera także chciał być szefem i nie było W tej drużynie miejsce dla nich obu". Herrera przed meczem z Brazylią podjął ogromne ryzyko: dokonał 9 zmian w swoim wyjściowym składzie. Wymienił dwóch napastników, del Sola i Suareza, bramkarza Carmelo oraz obrońcę Santamaria. W ich miejsce wystawił atakującą piątkę z Puskasem i Gento obok trzech graczy Atletico Madryt prowadzonych przez Peiro. Dziennikarze ogłosili to spotkanie jednym z najlepszych w turnieju. Hiszpania grała z poświęceniem i sprytem. Wśród tych, którzy oglądali mecz znalazł się angielski dziennikarz i Bryan Granville, który zauważył że przez pierwszą godzinę Hiszpania grała defensywnie, co rozciągnęło grę Brazylijczyków. Szybki kontratak wyprowadzony przez Puskasa pozwolił Hiszpanom zdobyć gola na 10 minut przed przerwą. Hiszpanie pozostali wierni swojej taktyce i utrzymali się przy prowadzeniu do 72 minuty, kiedy to Brazylia wyrównała. Następnie na 4 minuty przed końcem Brazylijczycy strzelili zwycięskiego gola. Glanville doszedł do wniosku że to była ,, wielka niesprawiedliwość wobec Hiszpanii", która jego zdaniem była tamtego dnia lepiej zorganizowana i bardziej zmotywowana. Niemniej jednak odpadnięcie Hiszpanii z mistrzostw świata w 1962 roku odnowiło starą debatę na temat przyszłości hiszpańskiej piłki, które dała dojść do głosu okrutnym uprzedzeniom z przeszłości. Ataki nacjonalistów skupiły się na wpływach zagranicznych, które były widoczną częścią hiszpańskiej ekspedycji. Krytyce przewodził kontrolowany przez państwo dziennik sportowy ,, Marca". Gazeta pisała że słabe osiągnięcia Hiszpanii były spowodowane niedostateczną hiszpańskością w składzie a także w duszy wybranych zawodników. Z jednej strony dziennik uznawał że zagraniczni piłkarze, jak di Stefano, Puskas i Kubala oraz trenerzy, jak Daučik (węgierski teść Kubali), Paragwajczyk Manuel Fleitas czy sam Herrera dodawali ,, barw i emocji", które pomogły klubom takim jak FC Barcelona, Real Madryt oraz Atletico Madryt zdobyć krajowe oraz międzynarodowe trofea ale z drugiej strony twierdzono że obcokrajowcy blokują rozwój rodzimych talentów. ,, Jest jeszcze gorzej, kadra narodowa jest tak pełna zagranicznych graczy i tak wyszkolona na zagraniczną modłę że już przestała grać jak drużyna prawdziwych Hiszpanów: z pasją, agresją, odwagą, męstwem a przede wszystkim z furią"- pisała ,,Marca". Nawet największa gwiazda kadry, urodzonej wychowywany w Hiszpanii Luis Suarez nie umknął przed krytyką. Fakt że postanowił opuścić swój kraj i występować w zagranicznym klubie został użyty przeciwko niemu przez jego adwersarzy, którzy nazwali to aktem niepatriotycznym. Co do Herrery, to podczas swojego pobytu w Hiszpanii narobił sobie tak wielu wrogów że stał się celem bezpardonowych ataków, które uczyniły z niego najemnika, lojalnego wyłącznie wobec siebie.

2

@FCBparasiempre
„El Mago” czarował w Hiszpanii:

W okresie 12 lat pomiędzy mistrzostwami świata z 1950 a 1962 roku reprezentację Hiszpanii prowadziło 16 trenerów. Żaden z nich nie miał talentu, zdolności organizacyjnych czy wizji, aby wyciągnąć to, co najlepsze z klubowej piłki stworzyć drużynę z dolną do zdobywania tytułów. Być może ten jedyny, któremu udało się to osiągnąć, Helenio Herrera, selekcjoner w latach 1959-62, był zbyt arogancki i swoim podejściem powodował zbyt wiele podziałów, aby był w stanie stworzyć prawdziwą kadrę narodową. Podczas gdy kluby podnosiły swój poziom dzięki obecności zagranicznych graczy i pobierały lekcje u zdolnych trenerów, Hiszpania jako kraj piłkarski z pewnym opóźnieniem podchwytywała zagraniczne sztuczki i czary, których przebłyski widziała podczas tournee San Lorenzo de Almagro. Spośród wielu przyczyn sławy Herrery mało która może być tak negatywna jak doprowadzenie do alienacji zarówno Alfredo di Stefano, jak i Ladislao Kubali, dwóch największych postaci w hiszpańskim futbolu. Herrera był koczownikiem, który u szczytu swojej kariery wprowadził do zawodu trenera piłkarskiego magiczne dotknięcie a także silną osobowość. Urodził się w Argentynie jako dziecko hiszpańskich imigrantów, Jego ojciec był wygnanym anarchistą. Kiedy miał 4 lata wyemigrował z rodzicami do Casablanki, gdzie przyjął francuski obywatelstwo. RR w późniejszych latach twierdził że nauczył się wszystkiego, co potrzebował wiedzieć o piłce nożnej, nazywanej przez niego szkołą życia, jako chłopiec dorastający w Afryce północnej, integrując się i grając na jednym boisku z Arabami, Żydami, Francuzami i Hiszpanami. Podczas swojego dwuletniego pobytu w FC Barcelonie w latach 1958-1960 używał swoich mocy psychologicznych, aby motywować drużynę, która zbyt często zdawała się mentalnie obciążona historią klubu, oraz przejawiał skrywane kompleksy wobec swojego rywala Realu Madryt. Szybkość, z jaką barwę wydobywa się z czasowego zastoju i rozkwitła pod wodzą Herrery spowodowała że w Madrycie powstały teorie spiskowe na temat oszustw, sekretnych rytuałów a także nielegalnego stosowania narkotyków. Choć większość negatywnych informacji w prasie dotyczyła bezwstydnego merkantylizmu trenera, to zyskał on szacunek swoim zawodników, z wyjątkiem starzejącego się Kubali, którego uważał za niepotrzebny dodatek. Puste, który w tamtym czasie był jednym z młodszych graczy Bursy wspominał: ,, Herrera był psychologiem piłki nożnej. Był bardzo dobry w motywowaniu piłkarzy. Przekonywał ich że są lepsi od przeciwnika. Zaczął mnie wystawiać, kiedy miałem 17 lat. Patrzyłem na starszych kolegów: Kubalę, Evaristo i Ramalletsa, jakby byli bogami. Herrera wiedział jak najlepiej wykorzystać środki, które miał do dyspozycji". Herdera wprowadził hiszpańską i włoską piłkę nożną w nowoczesną erę trenerów, którzy wpływali na styl i światopogląd swoich zawodników. Z tego powodu był pierwszym trenerem, którego uznano za twórcę sukcesów swojej drużyny. Do tamtego momentu rola szkoleniowca była raczej marginalna, z wyjątkiem przedwojennych przykładów, ekscentrycznych angielskich dżentelmenów jak Mr. Pentland z Athletic Bilbao czy nieustraszonych Irlandczyków jak trener FC Barcelony Patryk O'connel. W latach 50-tych zespoły były bardziej znane ze swoich zawodników niż trenerów, jak chociażby Real Madryt i di Stefano. Jednakże Katalończycy wciąż wspominają erę Herrery, zaś Inter Mediolan z lat 60-tych nadal jest określany jako Inter Herrery. Zaczęto go nazywać ,, Magiem" a to ze względu na innowacyjne metody motywacyjne, które część obecnych utytułowanych trenerów, jak Pep Guardiola czy Jose Mourinho wciąż stosuje. Jego pełne animuszu przemówienia zawierały takie zwroty jak: ,, ten, kto nie daje z siebie wszystkiego nie daje niczego". Herrera gardził innymi hiszpańskimi trenerami, którzy nie byli w stanie nawiązać więzi z podopiecznymi i zmienić ich nawyków. Jego przedmeczowe rozgrzewki, jaki sesje treningowe były bardzo wymagające, jego konferencje prasowe zazwyczaj kontrowersyjne, Podobnie było z przygotowywaniem drużyny do meczów. Po podaniu piłkarzom filiżanek z herbatą zrobioną z różnych ziół i przypraw, których skład znał tylko on, kazał swoim piłkarzom uformować koło. Następnie po kolei rzucę piłkę w kierunku każdego zawodnika i patrząc mu prosto w oczy wykrzykiwał pytania: ,, Co sądzisz o meczu? Jak zagramy? Dlaczego wygramy?" i żądał odpowiedzi. Im dłużej kręcił się wokół okręgu, tym pytania nabierały intensywności. W momencie gdy wrzawa osiągnęła swoje apogeum krąg się rozpadał, piłkarze się rozbiegali, potem wracali do kręgu i wykrzykiwali: ,, wygramy".

Herrera zachęcał do przesądów, które(jak sam wierzył) uzupełniały tradycyjne, z jakimi większość klubów była związana z racji katolickich korzeni dużej części piłkarzy i kibiców. Znalazł podatny cel swoich sztuczek w postaci urodzonego w Galicji Luisa Suareza, atakującego pomocnika, który ze względu na kreatywne podanie i wybuchowy talent strzelecki był przezywany ,, El Arquitecto"(Architekt). Galicja nigdy nie mogła pochwalić się tyloma gwiazdami piłkarskimi co inne duże regiony Hiszpanii. Po Suarezie jedynie Amancio z Realu Madryt stał się znany, obu łączyło także to że na początku swojej kariery postanowili grać dla większych, nie galicyjskich klubów. Pozostali Hiszpanie twierdzą że Galicyjczykom brakuje siły Basków, wyobraźni Katalończyków, odwagi Kastylijczyków i sprytnej zręczności Andaluzyjczyków. Popularne wśród kibiców żart brzmi następująco: ,, Andaluzyjczyk wykopał piłkę na aut i się uśmiechnął. Galisyjczyk potrzebował aż 20 minut by ją odzyskać". Suarez był inny. Nie tylko był świetnym i kreatywnym środkowym napastnikiem, który jako pierwszy piłkarz urodzony w Hiszpanii został wybrany w 1960 roku europejskim piłkarzem roku ale także był niezwykle przesądny. Tak więc uznając Suareza za ,, prawowitego następcę" di Stefano, Herrera wykorzystywał wiarę zawodnika że przypadkowo rozlany kielich z winem podczas przedmeczowego obiadu dobrze wróży jego szansom strzeleckim. Kiedy Suarez nie patrzył Herrera mocno stukał w swój kielich a następnie donośnym głosem mówił: ,, jaka szkoda że zniszczyliśmy taki piękny obrus!" a piłkarz natychmiast podbiegał, maczał palec w rozlanym winie, po czym dotykał nim czoła oraz czubków butów. Oprócz znajomości sztuczek Herrera miał dobrą wiedzę na temat piłki nożnej oraz tego, co zrobić, aby gra bawiła a drużyna wygrywała. Eksperymentował z innowacyjną grą ofensywną, ustawiając obrońców jako skrzydłowych, których w zadaniach defensywnych wspierał Libero bądź środkowi obrońcy. Dzięki temu drużyna mogła szybciej wyprowadzać kontrataki, co powodowało że w meczach ze słabszym przeciwnikiem zespół zdobywał więcej goli. Wiedział także jak wywierać presję na rywalu pozostać za linią obrony A tymczasem reszta drużyny indywidualnie kryła przeciwników i szybko kontratakowała. Herrera twierdził że jego taktyka nieco różniła się od ,,catenaccio”, z którym zaczęto utożsamiać włoskie kluby znane z negatywnej gry. Sam lubił mieć wśród swoich opcji system, w którym stojący przed stoperem środkowi obrońcy pilnowali rywali a bocznie obrońcy musieli biegać z piłką i atakować. Herrera był pełen pochwał dla dwóch zagranicznych nabytków Barçy: Węgra Kocsisa, ,, Złotej głowy", który miał pewne przyjęcie i dużo siły w nodze, oraz jego rodaka Czibora, który potrafił bardzo pewnie biegać z piłką i był równie zdolny w strzelaniu goli. Podczas gdy Czibor lubił określać siebie jako ,, inżyniera pośród pracowników", Herrera kładł nacisk na wspólny wysiłek drużyny. Chciał ducha rywalizacji, siły i prędkości oraz dobrej techniki, co wszystko razem wzięte składało się na zwycięską formułę. W erze zagranicznych transferów w największym wkładem Herrery w dobrą kondycją fizyczną hiszpańskiej piłki było pójście w ślady Atletico Bilbao i promowanie piłkarzy z drużyny młodzieżowych Barçy, takich jak Olivella, Gensana, Gracia, Verges i Tejada. ,, zawdzięczamy im wiele zwycięstw", powiedział. ,, grają nie tylko z klasą ale także z absolutnym oddaniem dla barw klubowych". Jakieś 3 lata przed jego śmiercią w 1997 roku Herrere odwiedził w jego weneckim Palazzo pisarz Simon Kuper. Zapytany o czas spędzony w Hiszpanii trener wytłumaczył że wystawiał swoich ,, sprytnych obcokrajowców do ataku"- Kocsisa, Villaverdego, Czibora i tak dalej, zaś obronę opierał na domorosłych talentach, których lubił określać jako ,, jego Wielkich Katalończyków": Ramalletsie, Olivelli, Rodrze, Gracii, Segarze i Gensanie. ,, Katalończykom mówiłem: kolory Katalonii, grajcie za swój naród, a zaś obcokrajowcom mówiłem: pieniądze...". Herrera przeniósł się z FC Barcelony do mediolańskiego Internazionale w 1960 roku, trenując dalej także reprezentację Hiszpanii. Jak się okazało, to urodzony w Galicji Luis Suarez a nie Katalończyk czy obcokrajowiec, tego samego roku podążył śladami Herrery i za sprawą 250 milionów lirów, który wyłożył na niego Inter został bohaterem najdroższego transferu w świecie piłki nożnej. W swojej karierze Herrera trenował sześć hiszpańskich klubów a w latach 1959-62 reprezentacje. To on prowadził zespół, kiedy po osobistej interwencji Franco wycofano kadrę z ćwierćfinałowego dwumeczu ze związkiem radzieckim podczas pierwszych historycznych Mistrzostw Europy po przekonujących zwycięstwach prowadzonej przez Herrrere reprezentacji w eliminacjach nad Polską i Jugosławią a także dwóch wygranych w meczach towarzyskich (3:1 z Włochami na Camp No oraz 3:0 nad Anglią na Bernabeu) Hiszpanie byli optymistycznie nastawieni do kolejnej rywalizacji. Herrera przejął kadrę w 1959 roku i od początku oparł swoją drużynę na tak utalentowanych graczach, jak gwiazdy Realu Madryt: di Stefano, Gento czy del Sol, bohaterowie Barcy: Luis Suarez, Ramallets i Segarra a także Joaquin Peiro i ,, Chus" Pereda, ofensywni pomocnicy grający odpowiednio dla Atletico Madryt i FC sewilli.

Herrera przekonał swoich zawodników że pokonają Rosjan a następnie sięgnął po mistrzostwo. Jednak franco poskromił jakiekolwiek sny, które ta grupa najlepszych graczy hiszpańskich klubów miała o Europejskiej chwale, zakazując jej rozegrania meczów na terytorium Radzieckim i zamiast tego proponując rozegranie dwóch meczów na neutralnym terenie. Moskwa odrzuciła Tę prośbę. Działania Franco wynikały z pamięci o hiszpańskich weteranach błękitnej Dywizji, który wraz z Niemcami cierpieli na froncie wschodnim i których część rzekomo wciąż przebywała w sowieckich obozach koncentracyjnych. Jednak później twierdził że tym, co zmusiło go do podjęcia takiej decyzji były otrzymane przez niego szczegółowe raporty policji, które ostrzegały przed informacjami radzieckich mediów przewidujących że Rosja otrzyma duże wsparcie kibiców nie tylko w Moskwie ale także i na Bernabeu. Franko wyczuł komunistyczną intrygę: sowiecką sztuczkę propagandową mającą wyeksponować niepopularność reżimów wśród uchodźców z okresu wojny domowej a także pozostałych zwolenników Republiki. Te przypuszczenia wraz z prośbą Rosjan o zagranie hymnu sowieckiego a także zawieszenie flagi ZSRR nad stadionem Bernabeu przyniosły zbyt dużo argumentów aby Franko i jego poplecznicy (towarzysze broni z Wojny domowej) z hiszpańskiego Związku Piłki Nożnej mogli pozostać na nie obojętni, więc wycofali reprezentację Hiszpanii z turnieju. Szczegóły tej kontrowersji nigdy nie zostały przedstawione poddanych w tamtych czasach ostrej cenzurze mediach hiszpańskich, czego głównym powodem była próba obwinienia Związku Radzieckiego o wywieranie nacisków, aby mecz został rozegrany na neutralnym terenie. Spór został źle odebrany wśród części piłkarzy, którzy prywatnie mieli żal do polityków o bezpardonowe wtrącanie się w ich działalność sportową. Reprezentant Hiszpanii Pereda powiedział podczas wywiadu, którego udzielił w 2010 roku: ,, Wszyscy powróciliśmy do domu wielce zasmuceni. Ja a także inni raczej nigdy nie byliśmy w Rosji. Byliśmy naprawdę zaciekawieni tym że zobaczymy kraj, który wydawał się tajemniczy dla nas i innych Hiszpanów, którzy nie udali się po wojnie domowej na wygnanie lub nie walczyli tam podczas II wojny światowej. Była to także dla nas okazja aby zagrać w finale dużego turnieju. Pamiętam że zbieraliśmy się w siedzibie Hiszpańskiego Związku w Madrycie, kiedy nagle powiedziano nam że mecz został odwołany i że możemy wracać do domów. To wszystko z powodu presji politycznej. Niektórzy ministrowi powiedzieli żeby grać, inni żeby nie grać ale to Franco był szefem a on powiedział nie". W imieniu drużyny Herrera publicznie wyraził swoje niezadowolenie, nie czyniąc bezpośredniej wzmianki o polityce a tym bardziej nie obwiniając Franka. Rozgłaszane wszędzie plotki sugerowały że żal nie był wynikiem jakich patriotycznych pobudek czy miłości do piłki nożnej ale raczej utraty bonusów finansowych, które hiszpański Związek Piłki Nożnej obiecał Herrerze w przypadku pokonania Związku Radzieckiego. To posunięcie na pewno nie pomogło Franco w poprawie wizerunku za granicą. ,, The times" potępił to, co nazwał arbitralnym i próżnym politycznie, przymusowym działaniem, które naruszało podstawowe założenia MKOL-u i FIFA. Gazeta sugerowała, całkiem zresztą precyzyjnie że Franco chciał uwierzytelnić swój wizerunek antykomunistycznego wojownika zimnej wojny, aby zyskać w oczach swojego militarnego i handlowego sojusznika Stanów Zjednoczonych. Rzeczywiście sprawa miała niewiele wspólnego z samą piłką nożną. Herrera przetrwał jeszcze dwa lata na stanowisku selekcjonera reprezentacji Hiszpanii, jednak zyskał tyle samo wrogów co przyjaciół i ci pierwsi ostatecznie go dorwali. Argentyńczyk od razu musiał zmierzyć się z krytyką z powodu pozbycia się Kubali, najpierw z Barçy a następnie z drużyny Narodowej. Swoją decyzję usprawiedliwiał utratą formy a także brakiem dyscypliny co wiązało się z nadużywaniem alkoholu przez Węgra. Herrera przepędził nie tylko Kubalę ale także inną legendę hiszpańskiego futbolu- Pepe Samitiera, byłą gwiazdą a następnie dyrektora technicznego FC Barcelony. Po sporze z trenerem Samitier przeniósł się do Realu Madryt, gdzie miał tyle samo przyjaciół, włącznie z samym Franco, co w stolicy Katalonii i tam pielęgnował powiększającą się urazę do Argentyńczyka. Do czasu kiedy Hiszpania awansowała na Mistrzostwa Świata w Chile 1962 roku Herrera stał się, jak przedstawił to Alfredo Relaño ,, czarnym charakterem w filmie... Dla wielu innowator, dla innych prawdziwych antychryst piłki nożnej". Na papierze drużyna Hiszpanii, która pod wodzą Herrery awansowała na mundial w 1962 roku mogła wyłącznie zachwycać ze względu na dużą liczbę utalentowanych zawodników i doświadczenie. W składzie było czterech naturalizowanych obcokrajowców: di Stefano, urodzony w Urugwaju obrońca Realu Madryt Jose Santa Maria, Puskas oraz urodzony w Paragwaju napastnik Barçy Eulogio Martinez i grupa rdzennie hiszpański gwiazd, wśród których byli Gento, Collar, Peiro, Garay, Adelardo i del Sol. Jednak w Hiszpanii a nie zdołała przebrnąć przez pierwszą rundę, w której zmierzyła się z Meksykiem oraz z późniejszymi finalistami turnieju Czechosłowacją i przyszły mistrzem Brazylią.

2

@Bernard777 dla ciebie

11

Premierowy gol „La Pulgi” w barwach Blaugrany:

20 lipca 2004 r. Lionel Messi strzelił swojego pierwszego gola w seniorskiej drużynie FC Barcelony. Miało to miejsce w 74 minucie towarzyskiego meczu z CF Palamos na „Camp Municipal Palamos”, wygranego przez Barçe 6:0. Messi pojawił się na boisku od początku drugiej połowy a gola strzelił na 4:0.

@Sysia11
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@Adran360

2

@Bernard777 Wiem! Bedzie właśnie o tym mowa 30 lipca :)
Na ten mecz, który się nie odbył 20 lipca chciałem właśnie jechać do Gdańska do ciotki ale nie miałem złamanego grosza przy dupie, niestety...

0

@gumaz A no to chyba że tak...

0

Hejka! @Safrani Żyjesz tam chopie wogóle!? Czemu nie odpowiadasz na mój komentarz?

0

@mekston po ustawionych MŚ 2022?
Ronaldo - 40 lat na karku, a dalej gotuje w top5 ligach i bije kolejne rekordy.

Jakich ustawionych i jakież znowu bije rekordy w top 5 ligach Ronaldo? O co tu chodzi?

14

Smutne wspomnienia:

20 lipca 2013 r. miał odbyć się mecz Barçy, do którego nie doszło. Tego dnia na PGE Arenie w Gdańsku zagrać miały ze sobą mecz towarzyski Lechia Gdańsk z FC Barceloną. Jednak dzień wcześniej na Camp Nou odbyła się konferencja prasowa, na której poinformowano iż „Tito” Vilanova ma nawrót choroby nowotworowej i Blaugrana jest zmuszona odwołać swój przyjazd. Ostatecznie po kilkudniowych negocjacjach termin meczu został przesunięty o 10 dni. Trener Barçy zrezygnował z prowadzenia drużyny i udał się na kolejne leczenie. Niestety 25 kwietnia 2014 r. przegrał walke z chorobą.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

0

@FcPortoFan1999 A no dzięki! Spróbuje

2

@Safrani No jak tam nasz kochany Widzew(?) bo nie mam możliwości oglądania. Canal+ nie posiadam a te pieprzone strumyki wogóle nie działają! Apropo Canal+ Mam kablówke w Vectra pakiet srebrny plus pakiet Elevenów. Gdybym chciał wykupić jakieś sportowe Canal + to ile najtaniej teraz?

10

Planowe zwycięstwo:

19 lipca 2011 r. Wisła Kraków pokonała Skonto Ryga 2:0 w drugiej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. „W tym meczu stworzyliśmy więcej szans niż w pierwszym spotkaniu. Nie były to doskonałe okazje, bo trudno o to, gdy rywal broni się w jedenastu w polu karnym. W przerwie powiedziałem zawodnikom, że robimy dym, a nie pożar. Graliśmy za wolno piłką. Drużyna zareagowała na te uwagi i w drugiej połowie zagrała zdecydowanie lepiej, czego efektem były bramki Patryka Małeckiego i Ivicy Ilieva” – tak po ostatnim gwizdku występ swojej drużyny ocenił trener Białej Gwiazdy, Robert Maaskant. Holender był w trudnej sytuacji, bo musiał tak przygotować zespół, by złapał formę jeszcze przed zaplanowanym na koniec lipca startem ligi. Niespecjalnie się to udało. Wiślacy w starciach ze Skonto zdobyli trzy bramki, nie dali sobie strzelić gola, ale ich postawa na boisku pozostawiała wiele do życzenia. „Na mistrzów Łotwy to wystarczyło, ale jak będzie dalej?” – zastanawiano się przy Reymonta. W kolejnej rundzie na krakowian czekał dużo silniejszy rywal: najlepsza ekipa Bułgarii, Liteks Łowecz.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

2

@Bernard777 No ja, to go nie widziałem w akcji. Jeszcze wtedy nie ,,wzieła" mnie Barcunia ale co do syna Sergio, to tak, mieliśmy szczęście co do niego...

11

Legendy FC Barcelony większe i mniejsze:

19 lipca 1967 r. urodził się Carles Busquets. Ojciec Sergio w 1987 r. zadebiutował w Barcelonie B a od 1990 został włączony do kadry pierwszej drużyny jako zmiennik Andoniego Zubizarrety. W latach 1994-96 miał okazje grać jako pierwszy bramkarz, lecz jego umiejętności nie były imponujące. W 1999 r. odszedł do Lleidy, gdzie zakończył karierę. Ogółem dla Blaugrany rozegrał 117 spotkań i wpuścił 116 goli.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

11

Wybitne legendy polskiego futbolu:

18 lipca 1949 r. w Zabrzu urodził się Jerzy Gorgoń, środkowy obrońca. Mieszanka językowa jakiej używał węgierski trener Górnika Zabrze, Geza Kalocsay, zawsze budziła wielką wesołość. Madziar przeplatał ze sobą język angielski, niemiecki, węgierski i czeski, tworząc niespotykane konstrukcje. Jedną z najśmieszniejszych była wiązanka, którą często rzucał pod adresem swego podstawowego stopera- Jerzego Gorgonia: ,,Ty jesztesz welky elefant. Ty must biegać!”. Bawiła ona jednak głównie zawodników Górnika, bo przeciwnikom nie było już do śmiechu, gdy stawali naprzeciwko potężnego, mierzącego blisko 2 metry środkowego obrońcy, z charakterystycznymi długimi blond włosami. Wtedy pojawiał się raczej strach. W Ekstraklasie był wierny barwom Górnika przez ponad dekade. Trafił tam tuż po ukończeniu 18-tego roku życia. Z miejsca budził ciekawość swoim wzrostem, był prawie 10 cm wyższy od dwóch pozostałych najbardziej okazałych pod względem wzrostu zawodników w składzie Górnika, Jana Gomoli oraz Rainera Kuchty. Gdy zadebiutował w marcu 1968 r., z miejsca stał się jednym z najwyższych zawodników w Ekstraklasie. Z czasem przylgnął do niego pseudonim ,,Wielka Biała Góra”, z racji gabarytów oraz długich blond włosów. O tę gorę potem rozbijali się prawie wszyscy napastnicy. Dobrze zbudowany, twardy a dzięki pracy z Kaloscayem także znakomicie wyszkolony pod względem taktycznym, stanowił jednego z najlepszych obrońców Ekstraklasy w historii. ,,Uważam że był to jeden z lepszych środkowych obrońców w Europie. Warunki fizyczne miał wspaniałe a przy tym był bardzo sprawny i szybki. Wygrywał wiele pojedynków, także biegowych, przede wszystkim głową, ze względu na wzrost. Niektórzy, tak przypuszczam, to zwyczajnie się go bali… i wcale im się nie dziwie bo jak taki olbrzym ruszył i się rozpędził to nie było przeproś…”- opowiadał Kazimierz Górski w swojej książce ,,Pół wieku z piłką”. Nauki wyniesione od partnerów z obrony, Stanisława Oślizły oraz Stefana Florenskiego, sprawiały iż długo był liderem w kraju na swojej pozycji. Dowodziły tego indywidualne wyróżnienia. W 1973 r. wygrał punktacje ,,Złotych Butów” katowickiego ,,Sportu”. Sezon później został zaś sklasyfikowany na 15 miejscu w całej Europie w plebiscycie Złotej Piłki! Z obrońców wyżej od niego znaleźli się tylko Beckenbauer, Breitner oraz Vogts, czyli trzej mistrzowie świata. Jurorom mógł dać się zapamiętać nie tylko ze skutecznej gry w obronie ale też dzięki diabelskiej wręcz umiejętności strzelania goli z dystansu. Pokazał go między innymi podczas meczu fazy grupowej przeciwko NRD w turnieju olimpijskim w Monachium. Dwukrotnie z odległości 30 metrów kropnął nie do obrony dla bramkarza przeciwników. Podobnym wyczynem popisał się 2 lata później w starciu przeciwko Haiti na mistrzostwach świata, gdzie przepięknym strzałem z dystansu zaskoczył bramkarza egzotycznych przeciwników. Został tym samym pierwszym polskim obrońcą ze strzelonym golem na mundialu. Do dziś jego wyczyn skopiowali tylko Majewski, Bosacki i Bednarek spośród przedstawicieli tej pozycji. Mało brakowało a podobnie wpisałby się na liste strzelców też przeciwko Argentynie, jednak bramkarz obronił jego strzał z dystansu końcami palców. Bramkostrzelność pokazywał też w lidze, gdzie skończył z 18 golami, co jak na stopera było znakomitym wynikiem. W ostatniej edycji, w której występował, zanotował aż 5 trafień. W układance Kazimierza Górskiego Gorgoń był absolutnie bezcenny.

Razem z reprezentacją Polski zdobył złoto i srebro olimpijskie a także srebro mistrzostw świata. We wszystkich tych turniejach opuścił tylko jeden mecz! Przed starciem o 3 miejsce na mundialu w RFN mocno bolała go kostka ale zacisnął zęby i zagrał, skutecznie powstrzymując brazylijskie gwiazdy. Po MŚ francuska agencja prasowa umieściła go w drugiej ,,11” turnieju. Na igrzyskach 2 lata wcześniej uznawano go zaś za drugiego po Deynie największego bohatera Polaków. W eliminacjach MŚ 1974 także był filarem drużyny, zwłaszcza w finiszowych meczach z Walia i Anglią. Po pierwszym z nich selekcjoner rywali uznał go za najlepszego zawodnika w szeregach Polski. Po spotkaniu z synami Albionu zachwycił Alfa Ramseya. Także trener Górski wyróżnił go na konferencji prasowej, przyznając że znakomicie asekurował Jana Tomaszewskiego. Tomaszewski zrewanżował się Gorgoniowi już na mundialu, gdy obronił karnego wykonywanego przez Tappera ze Szwecji, podyktowanego właśnie za faul Gorgonia. Niektórzy uważali że jego konto obciążą gol stracony z RFN. Analizy wykazały jednak w tej sytuacji spalonego. ,,Świadomie puściłem Holzenbeina na spalonego”- twierdził po meczu. Potem pojechał z drużyną Gmocha na mundial do Argentyny. Selekcjoner postanowił z niego zrezygnować przed najważniejszym meczem z gospodarzami. Na obronie zastąpił go nominalny pomocnik, Henryk Kasperczak. Do dziś ta decyzja dla wielu znawców jest szokująca, zwłaszcza że 2 gole w tym meczu zdobył Kempes, za którego upilnowanie odpowiedzialny był następca Gorgonia. Gmoch jednak twierdził że absencja obrońcy wynikała tylko z powodu dyspozycji fizycznej. W kolejnym meczu(z Peru) udowodnił jednak dobrą forme. Trafił nawet do ,,11” tej kolejki. Problem jednak często stanowiła jego dyspozycja psychiczna. Z tego powodu został szybko zmieniony w starciu IO 1972 z ZSRR a 4 lata później w finale turnieju nie wybiegł na boisko, choć był w awizowanym składzie. Selekcjoner Górski uważał fakt że nie wymusił na nim udziału w meczu za jeden ze swoich większych błędów szkoleniowych. Na ogół cichy i spokojny raz wplątał się w olbrzymią afere. Wracając pociągiem z meczu z Francji, wraz z Szarmachem naubliżali obsłudze. Dla Gorgonia skończyło się to półroczną dyskwalifikacją. Z tego powodu nie wziął udziału między innymi w meczu decydującym o awans do ME z Holandią, który kadra gładko przegrała 0:3. Ostatecznie karierę w reprezentacji zakończył z 55 rozegranymi meczami. Jest członkiem Klubu Wybitnego Reprezentanta. Na jego koncie znajduje się finał Pucharu Zdobywców Pucharów. Odznaczył się zwłaszcza w tryptyku półfinałowym z AS Romą. Po jego rajdzie przerwanym faulem, sędzia zarządził rzut karny zamieniony przez Lubańskiego na gola. Brał też udział w kolejnej kampanii zakończonej na ćwierćfinale tych rozgrywek. Po wyjeździe z Górnika Zabrze grał w Sankt Gallen. Po zakończeniu kariery osiadł w Szwajcarii.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

9

Wybitne legendy futbolu:

18 lipca 1942 r. urodził się Giacinto Facchetti, lewy obrońca, Wicemistrz Świata z 1970, Mistrz Europy z 1968 r., 2-krotny Zdobywca Pucharu Mistrzów: 1964 i 1965(z Inter Mediolan), 2-krotny Zdobywca Pucharu Interkontynentalnego: 1964 i 1965(Inter Mediolan). Niedoszły lekkoatleta w młodości biegający na 400 metrów, wykorzystywał na boisku naturalną szybkość i wytrzymałość. Był w grupie obrońców, którzy linię wyznaczającą środek boiska przestali traktować jak drut pod napięciem. Na czarno-białych taśmach z fragmentami meczów reprezentacji Włoch długonogiego obrońcę Giachinto Facchettiego częściej można dostrzec pod bramką przeciwnika niż pod własną, zresztą nieprzypadkowo. Oglądaliśmy piłkarza, który wyprzedził swoją epokę, którego gra okazała się kamieniem milowym na drodze emancypacji obrońców. Zygmunt Anczok lewy obrońca w reprezentacji Kazimierza Górskiego jest jednym z wielu, którzy wzorowali się na grze Włocha: ,, Przez lata trenerzy tłukli nam do głowy żebyśmy nie przekraczali tej środkowej linii. Któregoś dnia zobaczyłem faceta, który nic sobie nie robi z tych zakazów. Na Śląsku odbieraliśmy wtedy telewizję czeską. Sygnał ściągaliśmy dzięki takim długim szerokim antenom. Wcześniej jedynie czytałem o Facchettim a w końcu mogłem przyjrzeć się jego grze. 90 minut spędzonych przed telewizorem i gapienie się na niego traktowałem jako korepetycje na odległość”-opowiadał Anczok. Pod koniec lat 50-tych trenerzy eksperymentują z taktyką szukając najlepszych rozwiązań. W każdym z tych systemów gry rola obrońców ogranicza się jedynie do obmyślania sposobu na powstrzymanie napastnika. Własną połowę przekraczają od święta a linię wyznaczającą środek boiska mają traktować jak drut pod napięciem. Opowieści o obrońcach szarżujących w pole karne rywali brzmią jak herezja. Facchetti właśnie wkracza do dorosłego futbolu. Jest juniorem nieśmiało rozmyślającym o podpisaniu kontraktu z Interem Mediolan. W klubie rządzi charyzmatyczny Helenio Herrera, trener mający wielką ochotę wywrócić do góry nogami obowiązujące reguły gry a zajmie mu to kilka lat. Banalną prawdę że najważniejsze dla drużyny jest nie stracić gola uzna za swoje credo. Z czterech obrońców Interu, z jednym cofniętym jako libero, Herrera utworzy zaporę nie do przejścia nazwaną catenaccio(rygiel, zasuwa). Swój system stale udoskonala a jego siłę widzi w kontratakach. Zespół Interu przejmujący piłkę od rywali z żółwia szczelnie skrytego za swoim pancerzem przeistacza się w drapieżnika. Skrajni obrońcy mediolańczyków pędzą przed siebie siejąc popłoch w obozie wroga. Za swój rewolucyjny pomysł argentyński wizjoner nie tylko nie spłonął na stosie ale szybko znalazł naśladowców. Facchetti był dla niego kluczową postacią. W macierzystym klubie Trevigliese piłkarz zaczynał jako napastnik ale Herrera zrobił z niego wzorowego bocznego obrońcę. Sunął on po lewej stronie niczym pociąg ekspresowy zatrzymując się dopiero pod bramką przeciwnika. Niedoszły lekkoatleta w młodości biegający na 400 m. wykorzystywał na boisku naturalną szybkość i wytrzymałość. Do tego silny, o budowie ciała tak idealnej iż mógłby pozować Michałowi Aniołowi. Od Herrery dostał zgodę na improwizowanie a instynkt atakującego dopomógł Fachettiemu strzelić 59 goli w Serie A(skuteczność niebywała jak na zajmowaną przez niego pozycję w grze). Pionierski styl gry Giacinto zmienił sposób myślenia o zadaniach defensywnych. Facchetti, boiskowy dżentelmen w trakcie kariery tylko raz obejrzał czerwoną kartkę i to nie za faul ale za ironiczne brawa dla sędziego po jego błędnej decyzji. Pytany jak mu się udało unikać wykluczeni gdy ryzyko faulu jest wliczone w grę obrońców odpowiadał z niewinną miną: ,,W piłkę gram dla przyjemności i nikomu nie mam zamiaru wyrządzić krzywdy. Nauczyli mnie tego w oratorium”. Katolickie oratoria istniejące we Włoszech od XVI wieku to rodzaj świetlic, w których młodzież zapoznaje się z Pismem Świętym. Ponieważ we Włoszech futbol jest jak religia, w końcu duchowni doszli do wniosku że zgłębianie Biblii warto połączyć z rozrywką. Zaczęli organizować mecze dla swoich podopiecznych. Obok oratoriów wyrastały boiska, na które potem zwabieni okazją zjeżdżali wysłannicy największych włoskich klubów. Giacinto był właśnie takim dzieckiem oratorium gdzie jego talent dostrzegli przedstawiciele Interu i zaprosili na rozmowy do Mediolanu. Młodzieniec jeszcze nie wiedział że w stolicy Lombardii znajdzie piłkarską miłość swojego życia. W bogatym futbolowym dossier Facchettiego zmieściło się 18 wybitnych sezonów spędzonych w Interze. W reprezentacji rozegrał 94 spotkania. Po Mistrzostwo Europy i drugie miejsce na świecie Włosi sięgali z Facchettim jako kapitanem drużyny. W 1978 r. zakończył karierę kiedy to z powodu kontuzji nie mógł pojechać do Argentyny na swój 4 Mundial. Miejsce Facchettiego, ikony włoskiego futbolu mogło być nadal tylko w Interze. Pełnił w nim różne funkcje a nawet zarządzał nim przez kilka lat jako prezydent. Przede wszystkim stanowił wyrocznię we włoskim futbolu. Łatwiej być doskonałym piłkarzem niż wielkim człowiekiem a jemu udało się to połączyć. Giacinto Facchetti zmarł w 2006 roku po długiej walce z rakiem krtani. Dla Interu był świętością i takim pozostanie na zawsze.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

1

@Safrani No i to widać że nigdy nie byłeś dobry w typowanie, zresztą ja również...

9

„Golazo” Piendibene’a:


Był 18 lipca 1926 roku. Strzelec gola Jose Piendibene wcale się nie cieszył. Człowiek niezwykle utalentowany i, co również rzadko spotykane, nadzwyczaj skromny nigdy nie cieszył się gdy zdobył gola żeby nie urazić innych. Urugwajski klub Peñarol, w którym występował Piendibene podejmował w meczu towarzyskim na ,,Parque Central” barceloński Espanyol. Urugwajczycy nie potrafili jednak utorować sobie drogi do bramki świetnie broniącego Zamory. W końcu Anselmo ograł dwóch obrońców, przerzucił piłkę do Suffiatiego i ruszył pędem w oczekiwaniu na podanie. Jednak w to wszystko wymieszał się Piendibene: poprosił o futbolówkę, dostał ją, minął Urquizu i zbliżył się do bramki rywala. Ricardo Zamora zobaczył jak składa się do strzału w krótki róg i rzucił się w tym kierunku. Tymczasem Piendibene zamiast huknąć ile sił posłał piłkę leciutkim uderzeniem w długi róg. Zamora zdołał jeszcze poderwać się na nogi i rzucić w przeciwną stronę ale jedynie musnął palcami futbolówkę nieuchronnie zmierzającą do siatki.


@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

1

@Bernard777 Wybacz ale jestem troche zmęczony życiem a zwłaszcza robotą, no i mało kiedy mam siły i czas na konwersacje. Poza tym Ekstraklasa jakoś nigdy specjalnie mnie nie kręciła, oczywiście poza klasykami typu Lech-Legia, no i przedewszystkim mecze Widzewa, co zresztą na niektóre też nie mogłem już patrzeć. A samo typowanie? W polskiej Extraklasie typowanie jest bliskie wygrania 5-tki a nawet 6-tki w totolotka! Także jak swego czasu obstawiałem mecze, to naszą ,,rodzimą" to omijałem ją szerokim łukiem. Suma sumarum najmocniej kręci mnie historia futbolu ale takie ligi jak argentyńska, hiszpańska, angielska czy włoska również...

12

Wybitne legendy futbolu:

18 lipca 1892 r. urodził się legendarny Brazylijski napastnik Artur Friedenreich. Przez Brazylijczyków nazywany ,,Fried’’ a przez Argentyńczyków ,,Tigre’’ czyli tygrys. To był pierwszy piłkarz na świecie, który strzelił w swojej karierze ponad 1000 goli! Rozegrał ponad 1200 spotkań i strzelał średnio jednego gola na mecz! Takich zawodników w historii futbolu było zaledwie kilku m.i.n. Pele czy Wilimowski. Artur Friedenreich był rasy mieszanej, jego ojciec to emigrant z Niemiec a matka to brazylijka; był postawny, szczupły o mleczno-czekoladowej cerze i szokująco kontrastujących z nią zielonych oczach. Zaczął kopać w piłkę w klubie Germania, skupiającym sportowców pochodzenia niemieckiego a później przywdziewał koszulki w różnych barwach. Niezwykle sprawny i zwinny, cnoty świetnego technika i przebiegłego stratega łączył z przymiotami urodzonego snajpera. Aż 9-krotnie był królem strzelców stanu São Paulo: w drużynie Mackenzie w 1912, w stanie Ypiranga w 1914 i 1917, w Paulistano w 1918,1919,1921,1927,1928,1929.

W reprezentacji grającej wówczas bardzo rzadko wystąpił 22 razy strzelając w niej 10 goli. Łącznie w swej trwającej 26 lat! przebogatej karierze zakończonej przez 43 letniego weterana we Flamengo Rio de Janeiro w roku 1935 uzyskał nieprawdopodobny bilans 1329 goli! ,,Fried’’ pierwsza tej miary gwiazda brazylijskiej piłki, wielki poprzednik Leonidasa, Zizinho czy Pelego miał jednak jedną poważną wadę. Był mulatem ponad wszelką wątpliwość mimo swych szmaragdowych oczu. Zaś w tamtych czasach była to nie lada przeszkoda. Cóż tu dużo mówić! W arystokratycznym sporcie modelowanym przez styl panujący zwłaszcza w klubie Fluminense, obowiązywały kryteria rasistowskie. Murzyni a nawet mulaci zaliczali się do drugiej kategorii obywatelskiej. W reprezentacji występowali wyłącznie zawodnicy o białym kolorze skóry. Możemy sobie tylko wyobrazić ile upokorzeń musiał znieść Artur i jakie wewnętrzne zmagania z samym sobą stoczyć, zanim zdecydował się na krok groteskowy, żałosny i zarazem tragiczny. Otóż wypomadował sobie twarz nakładając nań grubą warstwę ryżowego pudru! Dopiero tak wybielony niczym nieszczęsny ,,Murzynek Bambo’’ zaryzykował pokazanie się wytwornej publiczności stadionu Laranjeiras. Jest w tym przypadku do głębi coś smutnego i zawstydzającego. Właściwie dopiero w latach 30-tych kryteria rasowe odeszły tam, gdzie ich miejsce czyli na śmietnik haniebnych przesądów, zaś wspaniali atleci o czekoladowej karnacji jak Domingos, Leonidas i legion innych stali się dumą i chlubą Brazylii.

@Adran360
@Bernard777
@Comentateiro
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

13

„Copa Rio”:

„Copa Rio”, czyli pierwsze w historii Klubowe Mistrzostwa Świata zorganizowała Brazylijska federacja w roku 1951, a udział wzięło w nich osiem drużyn. Mistrzowie dwóch brazylijskich stanów (Vasco da Gama oraz Palmerias) i Urugwaju (Nacional) reprezentowali nowy świat, podczas gdy ze starego kontynentu przybyli mistrzowie Austrii (Austria Wiedeń), Francji (OGC Nicea), Jugosławii (Crvena Zvezda Belgrad) oraz Portugalii (Sporting). Mistrz Włoch, Milan odmówił udziału, ale zastąpił go mistrz z poprzedniego sezonu, Juventus. Brytyjczycy jak zwykle odmówili udziału, a w sukurs poszli im Hiszpanie. Atletico Madryt zostało zaproszone, ale wybrało udział w ,,Latin Cup”. Rozważano zaproszenie Malmö FF, lecz mistrzowie Szwecji… nie spodobali się publiczności podczas poprzedniej wizyty w Brazylii, więc z nich zrezygnowano. Chęć udziału wyraził meksykański Atlas i federacja Indyjska, lecz obu odmówiono. Ośmiu uczestników podzielono na dwie grupy, z których wyłoniono pary półfinałowe. Ostatecznie finałowy dwumecz odbył się pomiędzy Palmerias i Juventusem, a wygrali go gospodarze 3-2. Turniej przyjęto z entuzjazmem, lecz nie przetrwał on próby czasu. Zorganizowany ponownie rok później zdołał przyciągnąć tylko trzy drużyny mistrzowskie, a Francja, Włochy i Jugosławia nie wysłały przedstawiciela. Zastąpiły ich drużyny z Paragwaju (Libertad nie był mistrzem kraju), RFN (Saarbrucken, nie był mistrzem) i Szwajcarii (Grasshopers). Pod zmienioną nazwą zorganizowano je jeszcze w roku 1953, lecz przyciągnęły one tylko dwie ekipy z Europy.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

13

„Pequeña Copa del Mundo”:

18 lipca 1957 r. FC Barcelona zdobyła Mały Puchar Świata. Towarzyski turniej o nazwie ,,Pequeña Copa del Mundo” rozgrywano w Wenezueli w latach 1952-75(z przerwami). Łącznie odbyło się 13 edycji. W szóstej z nich poza Blaugraną wystąpiły: FC Sevilla, Botafogo oraz Club Nacional de Montevideo. Co ciekawe grano systemem mecz i rewanż, dlatego turniej trwał od 29 czerwca do 18 lipca i każda z drużyn rozegrała 6 spotkań. Duma Katalonii nie poniosła żadnej porażki a w decydującym o tryumfie meczu zremisowała z Botafogo 2:2. Gole dla Barçy w tym decydującym starciu zdobyli: Evaristo oraz Villaverde. W ekipie Botafogo zagrał genialny Garrincha, który rok później został mistrzem Świata z reprezentacją Brazylii. On również wpisał się na liste strzelców.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

9

@FCBparasiempre
Cesarstwo Austro-Węgierskie jest o wiele ważniejsze dla historii piłki nożnej, niż się powszechnie uważa. Nie mówię tu o słynnej austriackiej drużynie z mundialu w 1934 roku czy potężnej węgierskiej kadrze Gustava Sebesa ale o promocji tego sportu na samym kontynencie. Pierwsza próba dołączenia do europejskich klubów w rozgrywkach miała miejsce w 1897 roku. John Gramlick, Anglik, współzałożyciel Vienna Cricket and Football Club(lepiej znany jako Cricketer), pochodzący ze stolicy Austrii, uważany jest za głównego mentora Challenge Cup, rywalizacji, w którym każdy uczestniczący kraj Cesarstwa Austro-Węgierskiego mógł wystawić dwie drużyny w turnieju. Tylko Budapeszt, Praga i stolica Wiedeń były reprezentowane w pierwszym turnieju, który wygrał zespół Gramlicka- Vienna Cricketer. Challenge Cup, który trwał do 1911 roku, został przerwany przez tlący się już klimat I wojny światowej. Uzgodniono, że pierwsza drużyna, która trzykrotnie wygra turniej, będzie miała ostateczne posiadanie pucharu, co później zostało uzgodnione między zespołami. Puchar definitywnie przypadł ostatniemu mistrzowi, Wiener Sport- Klubowi Austrii, który w ostatniej edycji pokonał Ferencvaros 3:0. Klub, który najczęściej wygrywał rozgrywki, oprócz Wiener AC, mający na swoim koncie trzy tytuły. Warto wspomnieć o Challenge Cup, ponieważ po długiej recesji i trudnościach, jakie wojna przyniosła kontynentowi, w taki czy inny sposób, piłka nożna nie przestała być grą, będąc nawet ważnym instrumentem w odbudowa poczucia własnej wartości i tożsamości narodowej w okresie powojennym. Innymi słowy, w życiu niektórych młodych ludzi nie pozostało wiele satysfakcji, poza grą w piłkę nożną, albo zapomnienie o bólu i stratach, albo dążenie do kariery sportowej, sektora, który dla rozrywki mas, był w pełnym rozkwicie. W tym czasie najbardziej widoczna piłka nożna uprawiana w Europie rezydowała na wschodzie kontynentu, gdzie już w połowie drugiej dekady lat 20-tych XX wieku zaczęły się profesjonalizować ligi narodowe, co dawałoby możliwość wypłacania pensji sportowcom i menedżerowie, którzy mogliby wtedy całkowicie skupić się na piłce nożnej lub pracować mniej i w mniej ryzykownych zawodach, którzy dzielili swój czas na przygotowania jako sportowcy. Austria, Węgry i Czechosłowacja były jednymi z pierwszych krajów, które przeszły na zawodowstwo, zainteresowanie piłką nożną przyciągnęło już tłumy na stadiony.

17 lipca 1927 roku na spotkaniu pod przewodnictwem Hugo Meisla, prezesa Austriackiej Konfederacji Piłki Nożnej, ustalono zasady nowych krajowych rozgrywek, które miały nosić nazwę Mitropa Cup. Wybrana nazwa była skrótem niemieckiego terminu ,,Mittel Europa”, oznaczającego Europę Środkową. Podobnie jak w rodowym Challenge Cup, każdy z uczestniczących krajów mógł mieć maksymalnie dwie drużyny, były to Węgry, Austria, Czechosłowacja i Jugosławia. Przyjęto system mecz i rewanż, z podróżami w obie strony. Już w 1927 roku po raz pierwszy rozegrano turniej, który wygrała drużyna Sparty Praga. Czechów nazywano Żelazną Spartą lub Sparta de Ferro, co było idealną nazwą dla tej drużyny, która przez wielu uważana była za najlepszą na świecie, w dużej mierze dzięki osiągnięciom w meczach towarzyskich, które miały oficjalny charakter, jak np. kiedy w 1921 roku pokonali Norymbergę z Niemiec 5:2 w towarzyskim meczu, którego celem było wyłonienie najlepszego klubu w Europie. W 1928 roku Węgrzy z Ferencváros zostali koronowani na mistrzów, co jeszcze bardziej zaostrzyło rywalizację w turnieju, który był już publicznym i krytycznym sukcesem. Jak można sobie wyobrazić, rywalizacja między Austrią i Węgrami, które były częścią tego samego imperium, wykroczyła daleko poza boisko, ale pozostała zdrowa, zapewniając turniejowi jeszcze większą popularność. W roku 1929 Włochy zastąpiły Jugosławię jako uczestnika turnieju, cztery włoskie drużyny rywalizowały o dwa miejsca, aby dołączyć do Mitropy, były to Juventus i Ambrosiana (dawna nazwa Interu Mediolan) a w innym meczu Mediolan i Genua, zdobywcy miejsc były Juventus i Genua. Włosi zostali wyeliminowani z łatwością a mistrzem historycznego roku 1929, roku krachu giełdowego w USA, została węgierska drużyna Újpest Football Club. W 1930 roku szwajcarski klub Servette , równolegle z mistrzostwami świata , zaprosił mistrzowskie kraje: Austrię , Węgry, Belgię, Czechosłowację, Niemcy, Włochy, Holandię i Hiszpanię na zawody, które nazwano Pucharem Narodów . Turniej ten jest wymieniany w wielu źródłach jako prawdziwy ojciec Ligi Mistrzów, ale była tylko ta jedna edycja, którą wygrał Ujpest , który pokonując Slavię Praga 3x0, kontynentalnie zadekretował potęgę węgierskiego futbolu. W edycji Mitropy tytuł powróciłby do Austrii, a finał wygrał Sk Rapid Wien z Wiednia. Nie trzeba dodawać, że ta przemiana między Austrią a Węgrami co roku udoskonalała urok zawodów. Na początku lat 30. XX wieku, wkrótce po tym, jak węgierska drużyna zdobyła Puchar Mistrzów, cała uwaga Europy zwróciła się na firmę Mitropa . Edycję z 1931 roku wygrał First Wiedeń, najstarszy austriacki klub piłkarski, który wyrównał liczbę tytułów pomiędzy dwoma największymi zwycięskimi krajami, Austrią i Węgrami. Wszystko wskazywało na rewanż w 1932 roku , w którym jeden z dwóch krajów zremisuje w liczbie tytułów, ale … Bogowie futbolu chcieli, aby zawody tego roku były najbardziej emblematyczną z edycji Mitropy . Stało się tak, że w półfinale, w meczu Slavii Praga z Juventusem w ostatnim meczu, w którym Slavia wygrała już pierwsze spotkanie wynikiem 4:2, Juventus szybko otworzył wynik dwoma bramkami przewagi, więc bojąc się zdobyć ostatecznego trzeciego gola, drużyna Slavii zaczęła opóźniać mecz wielokrotnymi odwrotami, co zirytowało włoskich kibiców, którzy zaczęli rzucać kamieniami w boisko a jeden z nich trafił legendarnego bramkarza Slavii Plánicke. Drużyna rzuciła się do szatni i pozostała tam do czasu poprawy pogody, co zajęło godziny. Organizacja zawodów uznała postawę opóźniania gry za lekceważącą i ukarała obie drużyny eliminacją z turnieju, co może wydawać się surowe ale jak na ówczesne standardy było to zrozumiałe, dlatego drugiego finalistę uznano za naturalnego mistrza a był to zespół Bolonii, który przeszedł najpierw Wiedeń, ubiegłorocznego mistrza. Więc w końcu mieliśmy mistrza Europy Środkowej rodem z Italii. Ten rok oznaczał oszałamiającą zmianę w sposobie myślenia Europejczyków o piłce nożnej. W latach trzydziestych XX wieku na murawach rozgrywek błyszczały najbardziej emblematyczne nazwiska, takie jak Sindelar, Meazza, Sárosi, Orsi czy legendarny Bican, którego niektórzy statystycy wskazują na najlepszego strzelca w historii futbolu, wyprzedzając m.in. Pele. W 1933 roku, w przededniu nowego Pucharu Świata w eliminacjach, Austria Wiedeń Waltera Nauscha i Sindelara wygrywa zawody. W 1934 roku liczbę przedstawicieli z każdego kraju zwiększono do 4, a Bolonia została mistrzem, ale tym razem regularnie rywalizując w finale. Warto wspomnieć, że Mitropa Cup był bardzo ważny w rozwoju narodowych lig i drużyn narodowych, co uzasadnia strach przed drużyną z Austrii w 1934 roku i później, kiedy Włochy zdominowały mundial. Nawiasem mówiąc, puchar 1934 został rozstrzygnięty między Włochami a Czechosłowacją. Nawet jeśli wszystko poszło dobrze, jak wiemy z historii, nazizm uniemożliwił przyłączonej do Niemiec Austrii udział w turnieju w 1938 roku i już ponoszącej konsekwencje nadchodzącej wojny, tylko dziesięciu z dwudziestu uczestników wzięło udział w 1939 roku. W roku 1940 puchar został odwołany w związku z oficjalnym rozpoczęciem II wojny światowej, obawiając się, że tłum kibiców na stadionie może przerodzić się w prawdziwą rzeź. Puchar Mitropa miał być ponownie rozegrany dopiero w 1955 roku, jednak świat był już inny, inne były czasy i jego blask nie był już tak intensywny.

Wśród najlepszych strzelców rozgrywek w latach 1927-1940 są nazwiska, które są pierwszą wielką falą gwiazd europejskiego futbolu:

1 - György Sárosi (Ferencváros TC) – 50 goli(!) i 42 mecze

2 – Giuseppe Meazza (AS Ambrosiana-Inter) – 29 goli i 27 meczów

3 – Géza Toldi (Ferencváros TC) – 29 goli i 42 mecze

4 – Gyula Zsengellér (Újpest FC) - 24 gole i 19 meczów

5 - Matthias Sindelar (FK Austria Wien) - 24 gole i 31 meczów

6 - Oldrich Nejedlý (AC Sparta Praha) - 22 gole i 42 mecze

7 - István Avar (Újpest FC i Rapid Bucure Ti) - 19 goli i 24 występy

8 - Raymond Braine (AC Sparta Praha) - 19 goli i 40 występów

9 - Franz Weselik (SK Rapid Wien) - 17 goli i 22 występy

10 - Josef Bican (SK Rapid Wien, SK Admira Wien i SK Slavia Praha) – 15 goli i 15 meczów

11 – Ferdinand Wesely (SK Rapid Wiedeń) – 15 goli i 25 meczów

9

Jak powstawał prestiżowy Puchar Mitropa(w odpowiedzi na mój komentarz):

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

2

@Stinger_ Ano faktycznie! Dzięki śliczne za przypomnienie w tą wakacyjną przerwe od futbolowego szaleństwa :)

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?