0

@Faro Ja mam odmienne zdanie i na takie mam prawo...

2

Duma Katalonii na siłe wypycha z klubu jednego z najlepszych(jeśli nie najlepszego) bramkarza na świecie a mianowicie Ter Stegena. Nie wiem jak to nazwać ale napewno nie Mes que un club! Dla mnie to jest takie samo(jak nie większe) świństwo co pozbycie się Erica Abidala. Po jaką cholere brać jakiegoś zbędnego Garcia, skoro ma się najlepszego bramkarza na świecie? Najwyraźniej Laporta zaczął podążać śladami Bartomeu...

3

@Gibbon_FCB Sam transfer i owszem, znakomity, jednak do Barcuni Ibra nie pasował a zwłaszcza do Guardioli. Natomiast Eto'o pasował jak ulał(!) i został przez Guardiole skrzywdzony...

17

Zamienił stryjek siekierke na kijek!

26 lipca 2009 r. doszło na linii Mediolan-Barcelona do transferowej wymiany Samuela Eto’o na Zlatana Ibrahimovicia. W ten sposób dobiegła końca jedna z najdłuższych sag transferowych w klubowej historii. Blaugrana zapłaciła Interowi za szwedzkiego napastnika 40 mln euro, w pakiecie oddając Eto’o, któremu pozostawał rok do końca kontraktu. Osobiście największy żal jaki mam do Guardioli to właśnie pozbycie się wówczas jednego z najlepszych napastników świata, jakim z pewnością była ,,Czarna perła” z Kamerunu. Przecież to głównie jemu i Messiemu zawdzięczamy wywalczenie dwóch pucharów Champions League.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

0

@zgiru Ja też go bardzo lubiłem, choć jeszcze wówczas nie ,,pokochałem" Barcuni

0

@Krzysztof1987 No tak jak napisał ci Safrani, to jeszcze nie zakończył całkowicie kariery. Grał jeszcze w Go Ahead Eagles.

0

@Seneka Masz na myśli Ter Stegena?

15

Pożegnalny list Overmarsa:

26 lipca 2004 r. holenderski skrzydłowy we wzruszający sposób pożegnał się z fanami Blaugrany, kończąc jednocześnie piłkarską karierę: ,,Kochani barceloniści, gra w tym klubie była moim marzeniem od dziecka i to marzenie stało się rzeczywistością cztery lata temu. Motywem odejścia jest fakt że fizycznie nie jestem już przygotowany do gry na wysokim poziomie wymaganym w FC Barcelonie. Po długim czasie rozmyślań o przyszłości podjąłem bolesną decyzje o zakończeniu kariery profesjonalnej. Z tego powodu i ze względu na szacunek, jakim darzę FC Barcelone i jej socios zrezygnowałem z ostatniego roku kontraktu, nie oczekując niczego w zamian, uważam że tak było uczciwie. Jestem pewien iż FC Barcelona rozpoczyna nową ere sukcesów i dlatego życzę wszystkiego najlepszego moim kolegom, sztabowi technicznemu, zarządowi i przede wszystkim socios, bo zawsze mnie wspieraliście”.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@Astad
@Adran360

12

Debiuty żywych legend FC Barcelony:

26 lipca 2002 r. w towarzyskim meczu z Grenoble Foot 38(przegranym przez Blaugrane 1:0) zadebiutował w pierwszej drużynie Victor Valdes. 20-letni wówczas bramkarz zastąpił w drugiej połowie Roberta Enke.

26 lipca 2007 r. Thierry Henry zadebiutował w barwach FC Barcelony. Debiut przypadł na towarzyski mecz z Dundee United wygrany 1:0. Debiut dla Francuza okazał się wymarzony ponieważ Henry wchodząc na boisko po przerwie strzelił zwycięskiego gola w ostatniej minucie meczu.

@Adran360
@Astad
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

11

Prezentacja Alexisa w FC Barcelonie:

25 lipca 2011 r. odbyła się prezentacja Alexisa Sancheza. Urodzony w 1988 r. Alexis zaczynał karierę w Club de Deportes Cobreola, skąd w 2006 r. kupiło go włoskie Udinese. Włosi wypożyczali go kolejno do chilijskiego Colo Colo i argentyńskiego River Plate, więc na swój debiut we Włoskiej Serie A Sanchez musiał czekać aż do 2008 r. Trzy udane sezony w Udinese zaowocowały transferem do Barçy, która zapłaciła 26 milionów euro i dodatkowe 11 milionów w postaci zmiennych. ,,Przyszedłem uczyć się od najlepszych”- przekonywał Alexis na swojej pierwszej konferencji prasowej w roli piłkarza Blaugrany. Prezentacja i tradycyjna sesja zdjęciowa nie odbyła się na Camp Nou, lecz w "Ciutat Esportiva Joan Gamper".

@Adran360
@Astad
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

10

Przełomowy debiut w dziejach Dumy Katalonii:

24 lipca 2008 r. Josep Guardiola zadebiutował w roli pierwszego szkoleniowca FC Barcelony. Debiut przypadł na mecz towarzyski ze szkockim FC Hibernian wygrany przez Barçe 6:0. Jednocześnie w tym meczu zadebiutował również w wyjściowym składzie młodziutki Sergio Busquets, który rozegrał tylko pierwszą połowe spotkania. Gole zdobywali: Gudjohnsen(2), Messi, Pedro, Krkič oraz Yaya Toure. Tak oto rozpoczęła się jedna z najwspanialszych epopei w historii futbolu.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

0

Legia... grać! kuźwa jego mać!

10

A to ci gagatek!

24 lipca 1990 r. niejaki Luis Milla wykupił się z FC Barcelony pieniędzmi otrzymanymi z Realu Madryt. W sezonie 1988/89 Milla awansował do pierwszej drużyny Barçy, od razu stając się ważnym graczem. Był liderem środka pola i otrzymał powołanie do reprezentacji Hiszpanii. W drugim sezonie nadal grał w pierwszym składzie ale w połowie sezonu zaczął się domagać podwyżki i awansu na najwyższy szczebel drabinki płacowej. Cruijff był temu przeciwny i uważał że Milla musi jeszcze potwierdzić swoją przydatność do zespołu. Kulminacją konfliktu był finał Pucharu Króla przeciwko Realowi Madryt, na który Milla nie został nawet powołany. Zwycięstwo z Królewskimi 2:0 spowodowało iż Cruijff zyskał jeszcze mocniejszą pozycje w klubie. Blaugrana, tak jak zapowiadał trener, zaproponowała Milli podwyżke, lecz nie taką jaką oczekiwał piłkarz. W efekcie 24 lipca Hiszpan wykupił swój kontrakt i przeszedł do Realu Madryt a prezydent Gaspart życzył mu wszystkiego najlepszego w życiu prywatnym i wszystkiego najgorszego w karierze piłkarskiej. Johan Cruijff nie przejął się zbytnio stratą jednego piłkarza i oświadczył że bez problemu może ,,wyprodukować nowego Mille”. Na miejsce zwolnione przez pomocnika awansował do pierwszej drużyny…Josepa Guardiole. Natomiast Milla przez pierwsze 4 sezony w Realu grał mało, głównie przez poważną kontuzje w pierwszym sezonie. Później niespodziewanie stał się ważną postacią w drużynie i zdobył z Królewskimi 2 tytuły mistrza Hiszpanii. Jak się później okazało Cruijff nie rzucał słów na wiatr i rzeczywiście ,,wyprodukował nowego Mille”, którym był wychowanek La Masii- Josep Guardiola.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

1

@misterio Ta wyjątkowo majestatyczna muzyka zmusza do głębokiej refleksji o historii Ligi Mistrzów...

12

Zapomniane legendy FC Barcelony:

24 lipca 1930 r. urodził się Eduardo Manchon Molina, hiszpański piłkarz grający jako napastnik. Choć z natury był lewonożnym zawodnikiem, to radził sobie równie dobrze na prawym skrzydle operując prawą nogą. W latach 1950-1957 strzelił 88 goli w 201 meczach dla Blaugrany i był to najbardziej udany okres w jego karierze. Należał do legendarnej drużyny „Five Cups-Barça”, która w 1952 roku zdobyła wszystkie pięć możliwych trofeów. W klubie dwukrotnie wygrał La Liga, cztery razy Puchar Hiszpanii, dwukrotnie „Copa Eva Duarte”, „Trofeo Martini & Rossi” oraz prestiżowe „Copa Latina”. Manchon, pochodził z ubogiej rodziny z Murcji, a dołączył do Barcelony w wieku 16 lat. Po raz pierwszy grał w katalońskim klubie SD España Industrial, który był wówczas rezerwowym zespołem Barcelony. W piątej rundzie La Liga sezonu 1950/51, Manchon zadebiutował w lidze w pierwszym zespole przeciwko Walencji, a także strzelił pierwszego gola dla klubu. Wraz z Laszlo Kubalą, Cesarem Rodrigeuzem i Estanislau Basorą stworzyli jeden z najmocniejszych ataków w dziejach klubu. W sezonie 1951–52 klubowi udało się zdobyć wszystkie pięć trofeów. Po pobycie w Blaugranie grał jeszcze w Granada CF w sezonie 1957–58, a później w Deportivo de La Coruña, Club Atletic Iberia i CE LHospitalet.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

8

Czy prawdziwi cules pamiętają że:

Dokładnie 3 lata temu Robert Lewandowski zadebiutował w barwach FC Barcelony. Debiut przypadł na towarzyskie El Clasico na „Allegiant Stadium” w Las Vegas w ramach Soccer Champions Tour. Mecz zakończył się zwycięstwem Blaugrany 1:0 po golu Raphinii w 27 minucie. Robert zagrał tylko pierwszą połowe meczu.

@Adran360
@Arkon
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

2

@19Macio93 Równie dobrze i miło :)

6

Aitana Bonmati, kocham cie!

0

Es – pa – ña! Es – pa – ña!

Vamos a ganar! Rozbić Szwabów! Zawsze i wszędzie! W proch i pył!

8

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

23 lipca 1940 r. urodził się Alfred Olek, pomocnik. ,,Żeby Olek był bożyszczem wszystkich Polek”– śpiewali Skaldowie. Jeden z najmniej docenianych piłkarzy Górnika z jego złotych czasów. Przygodę z piłką zaczynał podobnie jak jego kolega Roman Lentner w klubie Czarni Chropaczów. Zaczynał jako 15-latek i to w tym zespole wchodził w wiek seniorski. Dopiero kiedy miał 24 lata przeniósł się do GKS Świętochłowice, a po roku trafił do Górnika. ,,Po pierwszych treningach pukaliśmy się wszyscy w czoło. Kto takiego faceta jak Alfred Olek ściągnął do Górnika? po co? ale potem wszystko się zmieniło, Alfred „urósł” i stał się ważną postacią naszej drużyny”– wspominał Stanisław Oślizło. Dużo czasu poświęcił mu trener Géza Kalocsay, który godzinami trenował z Olkiem rajdy wzdłuż linii bocznej boiska i dośrodkowania. Technicznie był, delikatnie mówiąc, dość surowy, ale nadrabiał to pracowitością. Był wrogiem alkoholu i papierosów, a o jego wydolności krążyły legendy. W pucharowym meczu z Djurgårdens reporter Sportu zachwycał się, że Olek był dosłownie wszędzie. Zygfryd Szołtysik wspominał, że Alfred biegał jak nakręcony, a jak miał kogoś wyłączyć z gry, robił to doskonale. Grał tam, gdzie trener go ustawił i robił to znakomicie. Miał „żelazne płuca” i był niesamowicie waleczny i ambitny. W Zabrzu spędził sześć sezonów. Trzykrotnie zdobywał mistrzostwo Polski (1967, 1971, 1972) i czterokrotnie puchar Polski (1968, 1969, 1970, 1971. Tylko raz dostał szansę w reprezentacji. Trener Koncewicz wpuścił go na boisko w drugiej połowie wygranego 2:1 meczu z Irlandią w Poznaniu 6 maja 1970 r. Z Górnika odszedł do szkockiego Hamilton FC. Po dwóch latach wrócił do kraju i grał jeszcze dla Concordii Knurów a karierę kończył w LZS Gierałtowice. Z tymi dwoma zespołami pracował także jako szkoleniowiec. Na emeryturze trenował młodzież w Victorii Pilchowice, a czasami, kiedy nie miał kto zagrać, sam pojawiał się na murawie. Zawsze bardzo dbał o boisko. Spędzał na nim mnóstwo czasu, równiutko kosząc trawę.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

9

Żywe legendy brazylijskiego futbolu:

23 lipca 1972 r. urodził się Élber de Souza, brazylijski piłkarz występujący na pozycji napastnika. Élber, który dorastał w Londrinie, został kupiony przez AC Milan w 1991 roku. Ze względu na obecność trzech obcokrajowców w kadrze (maksymalnie dozwolonej w tamtym roku), klub najpierw wypożyczył go, a następnie, w 1993 roku, sprzedał na stałe szwajcarskiemu klubowi Grasshoppers. Podczas trzech sezonów spędzonych w Zurychu udowodnił, że jest znakomitym strzelcem, strzelając 41 bramek w 69 meczach ligowych, będąc królem strzelców w sezonie 1993-1994 i zdobywając dwa gole w czterech meczach w Pucharze UEFA 1992-1993. Z tą drużyną zdobył również Puchar Szwajcarii w sezonie 1993-1994.

W 1994 roku przeniósł się do Niemiec, najpierw do Stuttgartu (87 meczów ligowych i 41 bramek w ciągu trzech sezonów), a następnie w 1997 roku do Bayernu Monachium (169 meczów ligowych i 92 bramki oraz kolejne 64 mecze i 23 bramki w Lidze Mistrzów). Ze Stuttgartem zdobył Puchar Niemiec w sezonie 1996/97, strzelając oba gole w finale przeciwko Energie Cottbus ale przegrał finał Pucharu Zdobywców Pucharów w kolejnym sezonie. Z bawarskim klubem wygrał, oprócz czterech mistrzostw kraju, trzech Pucharów Niemiec i czterech Pucharów Ligi, Ligę Mistrzów w sezonie 2000/01 (16 meczów i sześć goli) oraz Puchar Interkontynentalny w 2001 roku. Na poziomie osobistym był również królem strzelców Bundesligi w sezonie 2002/03, ex aequo z Thomasem Christiansenem.

W 2003 roku przeniósł się do Francji, by grać dla Olympique Lyon, gdzie zagrał 30 razy i strzelił 11 bramek w lidze oraz dziewięć razy i trzy bramki w Lidze Mistrzów, wygrywając tytuł Ligue 1 2003-04 i, w rzutach karnych, Superpuchar Francji 2004 (strzelił gola Lyonu w zremisowanym 1-1 meczu z Paris Saint-Germain).

W styczniu 2005 roku wrócił do Niemiec, by grać dla Borussii Mönchengladbach, gdzie zagrał tylko w czterech meczach bez strzelenia bramki. W Bundeslidze zagrał 260 razy, strzelając 133 gole, stając się najlepszym zagranicznym strzelcem w niemieckiej ekstraklasie (później został wyprzedzony w 2010 roku przez Peruwiańczyka Claudio Pizarro).

Élber zakończył swoją europejską karierę w Mönchengladbach a w 2006 roku wrócił do Brazylii, gdzie grał dla Cruzeiro. Zakończył karierę w drużynie Belo Horizonte, ogłaszając przejście na emeryturę trzy dni przed końcem mistrzostw, z powodu kontuzji i straty ojca. W sumie zagrał 40 meczów dla Cruzeiro i strzelił 18 bramek.

Élber wziął udział w Mistrzostwach Ameryki Południowej do lat 20 w 1991 roku, wygranych przez Brazylię, oraz w Mistrzostwach Świata do lat 20 w 1991 roku, gdzie wystąpił we wszystkich sześciu meczach reprezentacji Brazylii aż do finału, który przegrał z Portugalią po rzutach karnych. Podczas turnieju Élber strzelił cztery gole, stając się najskuteczniejszym strzelcem swojej drużyny i ex aequo z Hiszpanem Ismaelem Urzaizem i Meksykaninem Pedro Pinedą, drugim w klasyfikacji generalnej za Siergiejem Szerbakowem (5 goli).

W 1992 roku grał w Turnieju Przedolimpijskim CONMEBOL z brazylijską reprezentacją olimpijską, rozgrywając cztery mecze i strzelając dwa gole, oba w meczu otwarcia z Urugwajem.

W 1998 roku został powołany do seniorskiej reprezentacji na Złoty Puchar CONCACAF, gdzie zadebiutował w barwach „Seleção” 5 lutego 1998 roku w meczu z Gwatemalą, wchodząc w miejsce Edmundo. Rozegrał cztery mecze w Złotym Pucharze, strzelając dwa gole Salwadorowi. Rozegrał 15 meczów dla Brazylii i strzelił siedem goli, w tym hat-tricka w meczu towarzyskim z Rosją w listopadzie 1998 roku.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

11

Prezydenci Blaugrany:

23 lipca 2000 r. Joan Gaspart wygrał wybory prezydenckie w FC Barcelonie. W ten sposób skończyła się era Josepa Lluisa Nuñeza, który opuścił fotel prezydenta aż po 22 latach rządów. Jego następcą został dotychczasowy wiceprezydent i jednocześnie najbliższy współpracownik. Gaspart uzyskał 25 181 tys. głosów na 45 888 oddanych(uprawnionych do głosowania było nieco ponad 93 tys. socios) i nieznacznie wyprzedził swojego kontrkandydata Lluisa Bassata.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

10

Żywe legendy hiszpańskiego futbolu:

22 lipca 1963 r. urodził się Emilio Butragueño. Legenda reprezentacyjnej oraz klubowej piłki w Hiszpanii. Wspaniały gracz drugiej lub pierwszej linii, który miał ogromną swobodę w poruszaniu się z piłką przy nodze i niebywały zmysł do gry kombinacyjnej. Jego domeną było także zabójcze wykończenie akcji. „To gość, który strzelanie goli ma we krwi!” – zwykł mawiać na temat Emilio Butragueño sam Alfredo Di Stefano. Zatrzymując się dosłownie na krótką chwilę w komplementowaniu Butragueño, należy cofnąć się o 30 lat i sięgnąć do korzeni jego piłkarskiej kariery. Przebijając się przez przedsionek madryckiego zespołu, czyli Castillę, zdołał załapać się do „osiemnastki” meczowej na mecz z Cádiz CF. Gdy gra „Los Blancos” nie układała się najlepiej, 21–letni wówczas Hiszpan dostał swoją szansę od Alfredo Di Stefano, do zaprezentowania swoich umiejętności, w drugiej połowie meczu. Emilio, który wówczas nosił numer 14 na koszulce, ze względu na ogromną sympatię do swojego idola Johana Cruyffa, zdołał wbić dublet i zapewnić wygraną Królewskim. To był jeden z pierwszych jego występów w seniorskiej drużynie, lecz na tyle udany, że zdołał wywrzeć dobre wrażenie na Di Stefano oraz rozpocząć nową, pełną sukcesów erę pod przywództwem „La Quinta del Buitre”. Kiedy miałem osiemnaście lat, kopałem w piłkę na szkolnym boisku, a w momencie gdy miałem dwadzieścia, zadebiutowałem w pierwszej drużynie Realu. W moim życiu działy się cuda. Butragueño swój przydomek „El Buitre” – czyli sęp, zawdzięcza temu, że przewodził kwintetowi złożonemu z takich zawodników jak: Rafael Martin Vazquez, Michel, Miguel Pardeza i Manolo Sanchis. Razem tworzyli „La Quinta del Buitre”, czyli Piątkę Sępów, którzy w przyszłości okazali się kluczowymi postaciami w zdobywaniu kolejnych trofeów przez zespół z centralnej części Hiszpanii. Piątka Sępów pod egidą filigranowego Butragueño, zagwarantowała świetne wyniki Realu Madryt w kolejnych sezonach, wygrywając aż pięć razy z rzędu mistrzostwo kraju, licząc od sezonu 1985/1986. To była całkowita dominacja Królewskich w Hiszpanii, która była niemałym pstryczkiem w nos dla Barcelony. Jednak prym Realu na krajowym podwórku nie przełożył się na triumf w Lidze Mistrzów. Butragueño pytany po latach o brak zwycięstwa w Pucharze Europy odparł: ,,To ciągle nas uwiera. Nie wygraliśmy Ligi Mistrzów z powodu braku szczęścia, które trzeba mieć, aby zwyciężyć. PSV i Bayern wyrzucili nas za burtę w półfinałach, chociaż byliśmy od nich lepsi….”. Butragueño jako reprezentant kraju również został dobrze zapamiętany i to nie tylko przez hiszpańskich kibiców, lecz także sympatyków piłki z całego świata, poprzez niezapomniane występy na mundialu w Meksyku. Hiszpanie wyszli bez większych problemów ze swojej grupy, w której znajdowali się Irlandczycy z Północy, Algierczycy oraz Brazylijczycy. W fazie pucharowej trafili na silną Danię, której przewodził Michael Laudrup, uznawany za jednego z najlepszych zawodników w historii duńskiej piłki. ,,Przeszliśmy do 1/16 rozgrywek, gdzie trafiliśmy na Danię, która była jedną z silniejszych drużyn i faworytem do tytułu”– wspominał Butragueño.

,,Byli lepsi w pierwszej połowie, ale wróciliśmy do gry po ich błędzie. Przejęli inicjatywę ponownie, ale dopadliśmy ich przy kontrataku.” – kontynuował „El Buitre” – „Strzeliłem cztery gole, co było wręcz niesłychane. Nigdy nie przewidywałbym, że zrobię to na mistrzostwach świata! To było coś więcej, niż mogłem sobie wymarzyć”. Mimo świetnej gry Hiszpanów w meczu z Duńczykami, Butragueño i spółka musieli przełknąć gorycz porażki w następnej rundzie, kapitulując po rzutach karnych z reprezentacją Belgii. Popularny Sęp zdołał jednak uplasować się na drugim miejscu w klasyfikacji najlepszych strzelców turnieju. Butragueño w swoim skromnym stylu tak skomentował całą sytuację: ,,Czułem się trochę dziwnie. Nigdy nie byłem superstrzelcem, ale tamtego dnia miałem po prostu szczęście. Mój tata i moja przyszła żona byli zachwyceni, ale ja byłem dość spokojny. To był szczyt mojej kariery i myślę, że z tego turnieju większość ludzi mnie pamięta”. Butragueño był zawodnikiem, który zawsze zachowywał skromność, uprzejmość oraz wysoką kulturę na boisku, jak i poza nim. Przez całą swoją karierę nigdy nie został zesłany do szatni za otrzymanie czerwonej kartkę, a w ciągu dwunastu lat gry dostał zaledwie pięć żółtych kartoników, co jest ewenementem. W dzisiejszej rzeczywistości piłkarskiej trudno wyobrazić sobie tak dobre statystyki w kategorii fair play, głównie dlatego, że aspekty taktyczne nierzadko nakazują grę faul, która chroni zespół od straty bramki. ,,Jestem wielkim zwolennikiem piłkarzy, którzy po prostu koncentrują się na tym, jak pomóc swojej drużynie i na niczym więcej. Jak zdałem sobie z tego sprawę [z gry fair play], to nie miałem zamiaru osiągnięcia czegoś poprzez niezdrową walkę z piłkarzami z przeciwnej drużyny czy z sędzią. Mój cel był jeden: korzystanie z mojej wizji i zmysłu piłkarskiego by wygrywać”– komentował Butragueño. Po kolejnych, już nie tak obfitych w trofea czasach, postanowił zakończyć swoją przygodę z Królewskimi. Ukoronował to jednak mistrzostwem Hiszpanii, odzyskując prym w kraju, po pięciu latach. 1994/1995 był jego ostatnim sezonem w Realu. Popularny numer 7, po trzynastu latach udanego związku, postanowił udać się na piłkarską emeryturę do meksykańskiego klubu Celaya. Tym samym Emilio zamknął rozdział pod tytułem „Real Madryt”, zdobywając: sześć razy mistrzostwo Hiszpanii, dwa Puchary UEFA, Puchar ligi hiszpańskiej oraz koronę króla strzelców za sezon 1990/91. Gdy w 1998 roku Butragueño już na dobre zawiesił buty na kołku, długo nie próżnował. Ambitny Hiszpan udał się do Stanów Zjednoczonych, by tam rozpocząć studia oraz naukę angielskiego. Jego rozwój i determinacja zaprocentowały, ponieważ w 2004 roku decyzją Fiorentino Pereza, Butragueño dostał posadę pracy w miejscu, które jest dla niego szczególne. W Realu Madryt. ,,Muszę robić sporo różnych rzeczy w mojej nowej pracy”– opowiadał w ekskluzywnym wywiadzie dla FIFA.com Butragueño - ,,Moja żona zawsze mówiła, że kiedy wreszcie skończę karierę piłkarską, to będę miał więcej czasu dla rodziny, ale fakty są takie, że teraz mam go jeszcze mniej”– zakończył Emilio. Butragueño był graczem wybitnym. Jednym z tych, którzy wyprowadzili Real Madryt na właściwą, usłaną sukcesami ścieżkę. Jego styl gry, zachowanie w stosunku do innych na boisku oraz klasa pozaboiskowa, to wszystko powinno przyświecać każdemu piłkarzowi zakładającemu koszulkę Los Blancos.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

8

@FCBparasiempre
22 lipca 1960 r. urodził się Andrzej Pałasz, napastnik. ,,Ten mecz ciągle rozgrywam w głowie i pewnie będę go grał do końca życia”- mówi o przegranym starciu Polaków z Włochami w półfinale España ’82 Andrzej Pałasz, były napastnik Biało-Czerwonych i Górnika Zabrze. 8 lipca 1982 r. w półfinale mundialu na Camp Nou do przerwy Polacy przegrywali 0:1 po golu Paulo Rossiego. Naszym gra się nie kleiła, potrzebny był impuls z ławki. Piechniczek postanowił zdjąć pomocnika Ciołka i wstawić napastnika Pałasza. To już była gra na całość, wszystko albo nic. ,,Wiedziałem czego się ode mnie oczekuje. Mówiąc krótko: zmiany wyniku. Ogromna odpowiedzialność a przecież trzy poprzednie mecze przesiedziałem na ławce. Nie, nie czułem się usztywniony. W każdej chwili byłem gotów rzucić się na tych Włochów. Głowę miałem wypchaną pomysłami. Za bardzo jednak chciałem pomóc, zmienić, naprawić. Decydowały niuanse: tu zabrakło centymetrów, tam ułamka sekundy. Zbyt często nie dochodziłem do piłki i zbyt często ją traciłem. Człowiek wyrywał się do przodu, paliło mu się pod nogami, no ale nie wychodziło. Im bardziej zbliżałem się do bramki, tym większe podejmowałem ryzyko i niewłaściwe decyzje. Włosi ustawili w obronie tę swoją przeklętą zapore i tylko się od niej odbijałem. Mundial zaczeli słabo, ledwo wyślizgneli się z grupy ale potem rozwinęli skrzydła. Byli bardzo mocni, nie umieliśmy dobrać się im do skóry. Gdybym zrobił bramkową akcje albo sam strzelił gola, który odwraca losy meczu, chyba bym cholera zwariował! Ależ by to było szaleństwo! Tak, zgadzam się że moja piłkarska historia wyglądała by wtedy zupełnie inaczej. Mieliśmy finał na wyciagnięcie ręki… Jednak równie mocno doceniam fakt że mogłem w takim meczu zagrać. Przypomniałem sobie wtedy jak ganiałem za piłka po podwórkach. Jak uparcie chodziłem na treningi żeby zostać porządnym piłkarzem i nagle na stadionie w Barcelonie grałem w półfinale mistrzostw świata! Rozpierała mnie duma”- opowiada pan Andrzej. Słusznie czuje się wyróżniony. W końcu w dziejach naszej piłki jest tylko 13 reprezentantów Polski, którzy zagrali w półfinale mundialu i on należy do tej grupy. Magicznych chwil w piłkarskim życiu miał więcej. Na przykład jako 19-latek zetknął się z Diego Maradoną. Młodzi Polacy grali w mistrzostwach świata U-20 w Japonii i zajeli 4 miejsce. Argentyna została mistrzem świata a jej asem był Boski Diego. Wtedy jeszcze nie miał takiego przydomku, lecz już uchodził za gigantyczny talent. Rok wcześniej nie było go w kadrze na argentyński mundial, choć wielu uważało to za błąd. W Japonii czarował grą. W fazie grupowej Argentyna pokonała Polske 4:1. Najpierw strzelił Maradona, podwyższył Calderon, inny późniejszy wicemistrz świata z 1990 r. Na 2:1 do siatki trafił… Pałasz. W tamtych czasach do Polski docierały skąpe informacje na temat młodych latynoskich piłkarzy. Nie wiedziałem, jakim graczem naprawdę jest Maradona. Poznawałem go w czasie meczu.”- wspomina Pałasz. W Japonii Pałasz strzelił 5 goli i był trzecim strzelcem turnieju za Ramonem Diazem i Maradoną. ,,W ćwierćfinale po serii rzutów karnych wyeliminowaliśmy Hiszpanie, jednak ja swój strzał zmarnowałem. Potem w półfinale przegraliśmy z Ruskimi 0:1. Ech te moje pierońskie półfinały…”- ciężko wzdycha nasz bohater. W meczu o 3 miejsce Pałasz zdobył gola a po dogrywce Polacy zremisowali 1:1 z Urugwajem i znowu były karne. ,,Tym razem już nie chciałem podchodzić do piłki. Niewiele to pomogło bo i tak przegraliśmy. Szkoda, medal przeszedł nam koło nosa. W sumie była to fantastyczna przygoda. Wiecie co w tamtych czasach oznaczała dla nas, młodych chłopaków z Polski wyprawa na turniej do Japonii? Fujiyama, Tokio, szybka kolej… Wszystko było jak z bajki!”- wspomina były reprezentant. Z ,,japońskiej” kadry niewielu polskich piłkarzy wskoczyło w dorosłej piłce na mundialowi poziom: Kazimierski, Skrobowski, Buncol, no i Pałasz. Do tej wielkiej piłki ruszył z Zabrza; tam się wychował i nauczył grać. ,,Miałem 17 lat. Przychodziłem do pierwszej drużyny i nawet nie wiedziałem czym właściwie jest kontrakt. Człowiek był przywiązany do klubu i robił wszystko aby w nim zaistnieć. Urodziłem się w domu a nie w szpitalu i zawsze żartuje że po otwarciu oczu najpierw zobaczyłem stadion Górnika. Od razu już wiedziałem gdzie w końcu wyląduje. Bez piłki nie mogłem żyć, klub był moim drugim domem, jeśli nie pierwszym, bo spędzałem tam naprawdę mnóstwo czasu.”- opowiada pan Andrzej. Trafił do drużyny, która razem z nim rosła w nową siłe. Pałasz był coraz starszy a Górnik coraz lepszy. W połowie lat 80-tych zdominował lige. ,,To była naturalna kolej rzeczy. Mysle że gdyby poskładać Górnika z ostatnich 7-8 lat, z Milikiem, Mączyńskim, Kądziorem, Kurzawą, to może znowu byłby mistrzem polski. Natomiast za moich czasów coraz mocniejszy Górnik cały czas się konsolidował. Nie tracił nikogo znaczącego i jeszcze był wzmacniany.”- wyjaśnia Pałasz. Jednak żeby nastała nowa, złota era Górnika, najpierw trzeba było wrócić do ekstraklasy po niespodziewanym spadku w 1978 r. Tam hartował się Pałasz. Gdy był nastolatkiem mówiło się o nim że być może jest talentem na miare Lubańskiego. ,,Ja tego nie wymyśliłem ale to był czas, kiedy istniała potrzeba wykreowania nowych bohaterów z Roosevelta. Takie porównania są przyjemne ale też niebezpieczne. Ktoś chciał żebym był jak Lubański a po mistrzostwach w Japonii żebym grał jak Maradona. Poprzeczka szła dramatycznie wysoko a ja mogłem się tylko zastanawiać, jak to wszystko udźwignąć. Tak naprawdę od dziecka byłem zapatrzony w Szołtysika i ciężko pracowałem żeby coś osiągnąć. Widziałem że jest duża konkurencja na prawej stronie, to uparłem się że naucze się grać lewą nogą. Trenowałem do znudzenia, do zmęczenia aż wreszcie się nauczyłem.”- wspomina pan Andrzej. W 1985 r. brylujący na krajowych boiskach Górnik w pierwszej rundzie Pucharu Mistrzów trafił na słynny Bayern Monachium. Nadzieje na dobry wynik wśród zabrzańskich kibiców były przesadzone. ,,Nie mieliśmy międzynarodowego doświadczenia w takich meczach. W momentach, które decydują o wyniku, niestety to wychodziło. Strzeliłem co prawda gola na Stadionie Śląskim ale przegraliśmy 1:2. W Monachium mogliśmy to jeszcze odwrócić. Prowadziliśmy 1:0 ale skończyło się na 1:4. W rewanżu nie zagrałem, miałem naderwany mięsień dwugłowy. Niby był cień szansy na występ ale nie chciałem ryzykować ciężkiej kontuzji. Wtedy się nie zdecydowałem. Szkoda że później w lidze tureckiej, kiedy doznałem urazu stopy, postąpiłem odwrotnie. Popełniłem poważny błąd, bo za szybko wróciłem do gry. W piłce trzeba biegać a ja czasem nie potrafiłem chodzić. Chciałem pomóc kolegom, wziąłem środki znieczulające i to już był dla mnie w zasadzie koniec. Powinienem był się wyleczyć a nie pchać do grania.”- wspomina Pałasz. W Górniku 4 z rzędu mistrzowskiego tytułu już nie zdobył, bowiem wyjechał do Niemiec. Został piłkarzem Hannoveru 96, który akurat awansował do elity. W wyjazdowym meczu z Borussią Mönchengladbach(2:1) w końcówce meczu zdobył gola na wage zwycięstwa. ,,No pewnie że ją pamiętam. Jedynego gola w Bundeslidze się nie zapomina. Lewandowski będzie miał trochę większy problem z zapamiętaniem wszystkich swoich goli.”- śmieje się pan Andrzej. W następnym sezonie Hannover zajął ostatnie miejsce a Pałasz odszedł z klubu. ,,Dla mnie prawo Bosmana przyszło o 10 lat za późno. Cały czas byłem tylko wypożyczany z Górnika a kluby nie dogadały się w sprawie kolejnego kontraktu. Poszedłem na wypożyczenie do tureckiego Bursasporu. Miałem dopiero 29 lat.”- zaznacza nasz bohater. Niezaleczona kontuzja stopy przekreśliła dalszą karierę Pałasza. Wrócił do Niemiec, gdzie do dziś mieszka w Neuss niedaleko Düsseldorfu. Chociaż od dawna ma podwójne obywatelstwo i w Niemczech używa nazwiska Andreas Pallasch, jest zadeklarowanym kibicem Biało-Czerwonych oraz Górnika. Nie może być inaczej, to w końcu polski półfinalista mundialu i chłopak z Zabrza…

7

3

Vamos ,,Kolejorz"! Vamos a ganar!
Vamos po wysokie zwycięstwo!

0

@Stinger_ No tak, tylko pytanie czy o tym napewno wiedział?

2

@Lionel_Messi10 A coż to kuźwa za zwyczaje zmuszania na siłe zawodnika do meczu w tej Ameryce!? Rodem ze średniowiecza!

9

Najwybitniejsi bramkarze rodzimego futbolu:

Eryk Tatuś to bramkarz, którego noszono na rękach. Współautor największych sukcesów Ruchu Hajduki Wielkie. Plotka o jego śmierci po meczu w 1936 roku okazała się przedwczesna, bo żył jeszcze 49 lat. Urodził się 22 lipca 1914 roku w Bismarckhütte (od 1922 roku Wielkie Hajduki, obecnie Chorzów Batory). Oczywistym jest więc, że gdy zaczął grać w piłkę to właśnie w miejscowym Ruchu, klubie, który powstał w 1920 roku. Treningi rozpoczął w zespole juniorów jako dziewięciolatek. Do drużyny seniorów został włączony w 1934 roku po dyskwalifikacji przez PZPN bramkarza Edwarda Kurka, z którym Ruch, rok wcześniej zdobył pierwsze mistrzostwo Polski. W lidze debiutował – zachowując czyste konto – 5 sierpnia 1934 roku w wygranym 6:0 meczu z ŁKS-em, rozegranym na legendarnym Hasioku (nieistniejącym już boisku na „Kalinie”). Szybko zyskał sobie uznanie komentatorów, szacunek przeciwników i sympatię publiczności. Już w pierwszym sezonie (na przykład 28 października 1934 roku w zremisowanym 2:2 w Krakowie meczu z Garbarnią) bywał uznany za najlepszego zawodnika na boisku. Kibice często nagradzali go owacjami na stojąco, a po spotkaniach wiele razy znosili z boiska na ramionach. Lubiany był także przez kibiców innych drużyn. Kronikarze wspominają jak po meczu w Warszawie z tamtejszą Polonią (19 sierpnia 1934 roku) otoczyły go dzieci, wołając: „Tatusiu, prosimy o autograf”. Jednym z najważniejszych występów Tatusia w barwach Ruchu był ten przeciw utytułowanemu Bayernowi Monachium, z którym chorzowianie, świętujący drugie mistrzostwo Polski, zmierzyli się 30 grudnia 1934 roku. W 20 minucie bramkarz niebieskich obronił rzut karny, wykonywany przez Helmuta Schneidera. Mimo iż zwycięskiego gola (mecz zakończył się wynikiem 1:0) zdobył Teodor Peterek, po precyzyjnym podaniu Gerarda Wodarza, to właśnie Tatuś został obwołany najlepszym zawodnikiem spotkania. Nietrudno wyobrazić sobie poruszenie, jakie w Hajdukach (ale także na całym Śląsku) wywołała informacja podana przez miejscowy komisariat policji w nocy z 10 na 11 kwietnia 1936 roku, jakoby w wyniku kontuzji odniesionej w meczu z drużyną Sportfreunde w niemieckim Halle Eryk Tatuś zmarł. Informacja lotem błyskawicy obiegła cały Śląsk, uwiarygadniał ją też fakt, że Tatuś nie widniał w składzie drużyny na kolejny zaplanowany mecz z DSC Drezno. Jedna z drużyn Ruchu zagrała nawet towarzyski mecz z żałobnymi opaskami. Na szczęście okazało się to jedynie plotką. Kierownictwo klubu oraz piłkarze zapewniali, że chociaż kontuzja rzeczywiście była poważna i Tatusia ze złamanym żebrem przewieziono do szpitala, to jednak piłkarz żyje i dobrzeje. Dziennikarze uwierzyli, dopiero gdy „uśmiercony” bohater podszedł do telefonu. Źródłem plotki okazali się piłkarze reprezentacji Saksonii obecni na meczu w Halle, jadący do Lwowa. Widząc, co się dzieje na boisku, uznali, że Tatuś zmarł. I taką właśnie informację przekazali policjantowi na stacji kolejowej w Katowicach. Ten powiadomił komisariat w Wielkich Hajdukach i informacja poszła w świat.

Eryk Tatuś czterokrotnie zdobył z Ruchem mistrzostwo Polski (w latach 1934, 1935, 1936, 1938). W 1937 roku odbywał służbę wojskową w stacjonującym w Wielkich Hajdukach III Batalionie 75. Pułku Piechoty i grał w drużynie Wojskowego Klubu Sportowego „Bytomiak”. W tym sezonie, w którym Ruch mistrzostwa nie zdobył, rozegrał jedynie 11 spotkań. Z „Niebieskimi” grał do wybuchu II wojny światowej (także w ostatnim przed okupacją meczu Ruchu przeciw Polonii Warszawa 2 lipca 1939 roku). Na koncie miał w sumie 72 spotkania, a 17 z nich zakończył z czystym kontem. Do dzisiaj uważany jest za jednego z najlepszych golkiperów w historii Ruchu, postacią wręcz symboliczną. Zaznaczył to zresztą kibic Ruchu, reżyser urodzony w Szopienicach, Kazimierz Kutz w filmie Perła w koronie. W jednej ze scen strajkujący górnicy dyskutują o szansach Ruchu w meczu z Cracovią (decydującym o mistrzostwie Polski w roku 1933) i stwierdzają: „jak bydzie chytoł Tatuś, to Ruch wygro”. Oczywiście nie było to możliwe – Tatuś w Ruchu debiutował dopiero w następnym sezonie. Do reprezentacji Polski został powołany tylko raz – na mecz z Łotwą 6 września 1936 r. (3:3). Zagrał 65 minut, a gdy schodził z boisko, bo odniósł kontuzję, biało-czerwoni prowadzili 3:1. W latach 1935-1938 był reprezentantem Śląska (wystąpił w dwunastu meczach, raz zachował czyste konto). Dwukrotnie zagrał też w reprezentacji polskiego Górnego Śląska w tak zwanych „małych meczach międzypaństwowych”, w których przepuścił tylko jedną bramkę. W latach 1939-1941 bronił w powołanym przez okupanta w miejsce zlikwidowanego Ruchu Bismarckhütter Sport Vereinigung. W czasie wojny działał w konspiracji. Mimo tego, nie doświadczył pozytywnej weryfikacji, jaką przechodzili sportowcy. Sąd okręgowy w Bytomiu za „antypolską” działalność w czasie wojny skazał Tatusia na 3 lata więzienia, 2-letnią utratę praw obywatelskich oraz konfiskatę majątku. W więzieniu przesiedział półtora roku. W 1947 roku zmienił imię na polskie – Aleksander. Pozostał aktywny, ale na sukcesy i zasłużoną sławę nie było już szans. związał się z RKS-em Łagiewniki, gdzie do 1950 roku rozegrał ponad 100 spotkań. Występował też w robotniczej reprezentacji Polski podczas meczów w Szwajcarii. Po zakończeniu kariery był jeszcze działaczem RKS-u. W 1965 roku wyemigrował do Niemiec. Zmarł 13 (niektóre źródła podają, że 14) kwietnia 1985 roku w Wuppertalu.
@Safrani
@Ogorinho1974
@NeroTFP1
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

11

Tragiczny los wybitnej legendy Blaugrany:

22 lipca 1979 r. zmarł w tragicznych okolicznościach Sandor Kocsis, wybitny Węgierski napastnik. W 1958 r. wraz z reprezentacyjnym kolegą Zoltanem Cziborem, zostali namówieni przez ich rodaka Kubale do zasilenia szeregów FC Barcelony. Gdy przestał grać w piłke życie go nie oszczędzało. Amputowano mu noge, zmarła mu żona a po tym jak dowiedział się że ma raka, wyskoczył z okna szpitala i poniósł śmierć na miejscu. Więcej o genialnym napastniku napiszę przy okazji jego urodzin(21 wrzesień).

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?