FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
35 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
11
Ten pierwszy raz na Argentyńskiej ziemi:
20 czerwca 1867 r. 16 członków miejskiego środowiska biznesowego(sami Brytyjczycy z wyjątkiem Williama Boschettiego, który urodził się na wyspie Saint Lucia) spotkało się by rozegrać pierwszy mecz piłkarski, jaki kiedykolwiek odbył się na argentyńskiej ziemi. Zasady gry w piłke nożną spisane przez Football Association w grudniu 1863 roku, dotarły do Buenos Aires i zostały opublikowane w anglojęzycznej gazecie ,,Standard” w początkach roku 1867. Pismo służyło społeczności, która w 1880 r. liczyła 40 tys. członków największej brytyjskiej populacji zamieszkującej jakikolwiek kraj nie będący wówczas częścią Imperium. Wywierała ona zresztą tak znaczący wpływ że czasami można było odnieść wrażenie że Argentyna w istocie jest częścią Korony Brytyjskiej, jak głosił nagłówek ,,Timesa” w 1806 r. Brytyjczycy zarządzali miejscowym systemem bankowym, budowali koleje, zajmowali się eksportem skór, wełny i mięsa. Wielka Brytania z wyraźną przewagą była największym partnerem handlowym Argentyny. Brytyjczycy w Argentynie robili to, co robią wszędzie na świecie. Tworzyli miniaturowe wersje ojczyzny, zakładając własne szkoły, szpitale, kościoły i kluby sportowe. Te ostatnie z początku organizowały głównie mecze krykieta, tenisa i(zważywszy na dostępność znakomitych koni) polo ale niektórzy ich członkowie musieli też uprawiać jakiś rodzaj piłki nożnej w szkołach i na uniwersytetach. Już w 1840 roku brytyjscy marynarze grali w dokach w coś na kształt futbolu. Była to czynność, która jak się zdaje budziła konsternacje wśród mieszkańców miasta, o czym świadczy notatka w ,,La Razon”, z dozą niepewności opisująca tę rozrywkę jako ,,nieustające bieganie za piłką”. Żeby rozwinąć te grę i rozpocząć jej propagowanie, potrzebna była organizacja i zajął się nią Thomas Hogg. Jego ojciec właścicielem fabryki włókienniczej w Yorkshire a po przeprowadzce do Buenos Aires nie tylko kontynuował swoją działalność w tej branży ale także założył brytyjskie centrum handlowe, brytyjską bibliotekę, brytyjski koledż oraz w 1819 r. klub krykieta. Syn był równie aktywny. Zorganizował Dreadnought Swimming Club, klu pływacki, w którym pierwsze zawody odbyły się w 1863. Trzy lata później przerzucił się na suasha i z bratem Jamesem utworzył Buenos Aires Athletic Society. Mniej więcej w latach 60-tych XIX wieku zakładał również pierwszy klub golfowy w Ameryce Południowej. Słowem był pionierem niemal w każdej dziedzinie sportu, choć to jego praca na rzecz piłki ostatecznie zyskała największe znaczenie, nawet jeśli szybko porzucił tę dyscyplinę dla rugby. Szóstego maja 1867 roku Hogg zamieścił w ,,Standardzie” notatke pod tytułem ,,Foot Ball”. ,,Spotkanie organizacyjne odbędzie się w następny czwartek wieczorem o 7.30 w Calle Temple naprzeciw numeru 46 a jego celem będzie przyjęcie przepisów Meczów Piłki Nożnej, które rozgrywane będą zimą na Stadionie Krykieta. Zapraszamy wszystkich zainteresowanych”.
Pierwszy mecz zaplanowano na 25 maja ale musiał zostać przełożony prawie o miesiąc w związku z zalanym boiskiem przy stacji kolejowej ,,Boca Junction” i w końcu, tamtego rześkiego czerwcowego popołudnia, po krótkim opóźnieniu wywołanym dyskusją o tym, czy przyzwoite jest noszenie szortów na oczach żeńskiej publiczności, drużyna ubrana w czerwone stroje(los Colorados), której kapitanem był Hogg, stoczyła bój z drużyną ubraną na biało(los Blancos), której przewodził przyjaciel Hogga, William Heald. Grano po ośmiu przez dwie 50-minutowe połowy. W centrum Buenos Aires, na miejscu wyjątkowo odległym od któregokolwiek z dzisiejszych stadionów, jakby współczesne kluby były zbyt taktowne i wolały trzymać się z dala od poświęconej ziemi, futbol w końcu objawił się w Argentynie. Heald nie wydawał się szczególnie zachwycony tym doświadczeniem. W swoim dzienniku zapisał że o 10-tej rano wsiadł z Hoggiem w pociąg do Palermo, potem wyznaczali flagami linie boiska a następnie ,,przenieśli się do Confiterii na chleb z serem i trochę portera” w oczekiwaniu na resztę graczy. Niewielka liczba tych ostatnich spowodowała że ,,grało się bardzo ciężko” i pod koniec Heald był ,,całkowicie wyczerpany”. Nie był to jedyny nieprzyjemny efekt. ,,Plecy bolały mnie bardzo i wydawało się że utraciłem cały apetyt, gdyż nie mogłem niczego tknąć na kolacje”. ,,Los Colorados” wygrali 4:0 i kiedy zorganizowano kolejny mecz, Healda w funkcji kapitana zastąpił H.J. Barge. Wyglądało na to że Heald nie przejawiał wielkiej ochoty by zagrać ponownie. Tym razem ,,Los Colorados” zwyciężyli 3:0. Futbol zaczął zapuszczać pierwsze nieśmiałe korzenie. Trzy lata później hiszpańskojęzyczna gazeta ,,El Nacional” wspominało o ,,tej angielskiej grze” i przepowiadała że ,,rychło się do niej przyzwyczaimy”. Futbol potrzebował więc trochę czasu by się przyjąć ale naprawdę tylko trochę. Z początku piłka nożna była tylko jedną z wielu dyscyplin uprawianych przez brytyjską społeczność ale do 1880 roku stała się już sportem najważniejszym, częściowo z powodu swojej prostoty a częściowo dlatego ze forsowały ją brytyjskie szkoły, które(śladem swoich odpowiedników w ojczyźnie) uważały futbol za sposób krzewienia zdrowych chrześcijańskich cnót dyscypliny, siły i wytrzymałości. Co więcej, sporty zespołowe postrzegano jako antidotum na solipsyzm, stanowiący prostą drogę do najbardziej wyniszczającego z występków, onanizmu, prawdziwej obsesji szkół wiktoriańskich…
W takich właśnie realiach XIX wieku narodził się futbol w Ameryce Południowej.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Sysia11
9
Nieoczywisty bohater finału Champions League w barwach Blaugrany:
Brazylijczyk Juliano Belletti nie był jakimś wybitnym obrońcą a do Daniego Alvesa nawet nie miał startu. Jednak znalazłoby się kilku grajków, którzy pozazdrościliby kariery Bellettiemu. W końcu każdemu marzyło się zagrać choć jeden mecz w barwach wielkiego klubu a Juliano zrobił to ładnych kilkadziesiąt razy. Dodatkowo zostanie zapamiętany na wiele lat przez kibiców Barcelony. W końcu to właśnie Brazylijczyk rozpoczął zwyciężanie katalońskiej drużyny w Lidze Mistrzów XXI wieku. Strzelając decydującego gola last-minute, zapewnił swojej drużynie drugi puchar w historii. Dziś obchodzi swoje 48 urodziny a więc feliz cumpleaños(!) panie Belletti. Kariera Juliano miała przebieg wręcz modelowy. Zaczął z dołu, powoli się wspinał na szczyt, aż w końcu musiał z niego zejść. Nie było tu przypadku. Sam Juliano nie był jakimś niesamowitym talentem, o którego biłyby się największe marki świata, ale dzięki wybieganiu, porządnej technice i waleczności swoje zdobył. Nie każdy na przestrzeni czterech lat podnosi najpierw najbardziej prestiżowe trofeum w piłce reprezentacyjnej a następnie w piłce klubowej. Faktycznie, jego rolę na mundialu można uznać za mocno epizodyczną, ale jak dostał zadanie w półfinale, to je wypełnił. Razem z kolegami uniemożliwił Turkom zdobycie wyrównującej bramki.
Juliano zdecydowanie bardziej się przydał cztery lata później, przy okazji finału LM pomiędzy FC Barceloną a Arsenalem. Jak sam wspominał po latach, „Dumie Katalonii” szło tamtego 17 maja jak po grudzie – nic, a nic im się nie udawało. W efekcie po pierwszej połowie przegrywali z Anglikami (którzy po czerwieni Jensa Lehmanna grali o jednego zawodnika mniej) 0:1. Trzeba było gonić, a wiadomo, że mając dwóch defensywnych pomocników w drugiej linii, nie będzie to łatwe. Murawę opuścił więc Edmilson, a na niej pojawił się młodziutki Andres Iniesta. Wychowanek La Masii rozruszał akcje Hiszpanów, ale wciąż jeszcze czegoś brakowało. Na dwa kwadranse przed końcem holenderski szkoleniowiec wpuścił na boisko Henrika Larssona i ta zmiana – zresztą jak wszystkie trzy – okazała się strzałem w dziesiątkę. Rijkaard zagrał va banque zdejmując drugiego defensywnego pomocnika, czyli Van Bommela, ale Barca potrzebowała takiego wstrząsu. Gdy nadal nie szło, trener katalońskiego zespołu zmienił Oleguera i wprowadził Juliano Bellettiego. Nie był to taki oczywisty ruch. Na ławce Blaugrany siedział jeszcze chociażby Xavi czy Maxi Lopez. Wspomniany Szwed kilkanaście minut po wejściu wyłożył piłkę Samuelowi Eto’o, a Kameruńczyk wyrównał. Zostało kilka chwil do ostatniego gwizdka głównego arbitra, jednak Barcelonie nie w smak było przeciąganie rozstrzygnięcia do dogrywki. 9 minut do końca, Hiszpanie przeprowadzają akcję. Znów Larsson w pole karne, w które wbiegł Belletti, Brazylijczyk uderza i… 2:1! ,,Nie mogłem w to uwierzyć. Po strzale chciałem zrobić jakąś cieszynkę ale zwyczajnie nie byłem w stanie. Upadłem na kolana, zasłoniłem się rękoma i modliłem się, by nie był to tylko dobry sen”- tak mówił o tamtej chwili Belletti. Nie pomylimy się pewnie, że najpiękniejszej w całej piłkarskiej karierze.
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
13
Cóż za historia!
20 czerwca 1993 r. dokonał się kolejny ,,cud na Teneryfie”. Przez wiele kolejek FC Barcelona walczyła o pozycje lidera z Deportivo La Coruña i z Realem Madryt. Ostatecznie drużyna z La Coruñi odpadła z rywalizacji i przed ostatnią kolejką powtórzyła się sytuacja z 1992 roku, gdy Blaugrana traciła jeden punkt do Realu, który wybierał się na Teneryfe. Na Camp Nou o tej samej porze rozpoczęto mecz Barçy z Realem Sociedad. W 13 minucie jedynego gola w meczu strzelił Stoiczkow. Tymczasem na Teneryfie gospodarze w dalszym ciągu trenowani przez Valdano prowadzili do przerwy 2:0 i utrzymali ten wynik do końcowego gwizdka. Duma Katalonii cieszyła się z trzeciego z rzędu mistrzostwa Hiszpanii!
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
8
RFN po raz pierwszy:
18 czerwca 1972 r. RFN pokonuje ZSRR 3:0(Gerd Müller 27 i 58 m. oraz Wimmer 52 m.) w czwartym w historii finale mistrzostw Europy. Faworytami byli Niemcy, których od ośmiu lat prowadził Helmut Schoen. Jak sam potem powiedział: ,,Zespół z 1972 roku był najlepszym jaki prowadziłem”. Zaledwie kilka tygodni wcześniej obaj finaliści zagrali ze sobą mecz towarzyski na otwarcie Stadionu Olimpijskiego w Monachium. RFN wtedy odniosło wysokie zwycięstwo 4:1. Nie tylko sam wynik robił wrażenie ale i okoliczności. Wszystkie 4 gole zdobył Gerd Müller między 49 a 65 minutą. Niebywałe! Tak zaczęła się historia Stadionu Olimpijskiego, który już nie służy futbolowi lecz przez 30 lat był jedną z najważniejszych piłkarskich aren. Dominacja Niemców w finale była niepodważalna. Po kilku zmarnowanych okazjach w końcu Müller w swoim stylu otworzył wynik. W drugiej połowie dobili rywali. Najpierw Herbert Wimmer podwyższył prowadzenie a potem swoją drugą bramkę zdobył legendarny snajper Bayernu, który w eliminacjach i turnieju finałowym zdobył łącznie aż jedenaście goli! Został królem strzelców ME z czterema golami. To najlepszy wynik mistrzostw, gdy rywalizowały w nich tylko cztery drużyny(cztery lata później ten rezultat powtórzył Dieter Mueller). Dwa lata później Beckenbauer i spółka potwierdzili swoją siłę, sięgając przed własną publicznością po mistrzostwo świata.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
10
Polska na mundialu w Argentynie 1978:
18 czerwca 1978 r. reprezentacja Polski pokonała w drugiej fazie turnieju Peru 1:0. ,,Jedna polska bramka na cenę medalowej szansy”– takim tytułem opatrzył „Przegląd Sportowy” relację z tego meczu. Biało-czerwoni znów nie zachwycili ale dzięki błędowi popełnionemu przez Jose Navarro oraz waleczności Grzegorza Laty i doskonałej grze głową Andrzeja Szarmacha zachowali szansę na miejsce w najlepszej czwórce turnieju. W naszej bramce pierwszy raz na mundialu zagrał Zygmunt Kukla. Golkiper Stali Mielec zastąpił Jana Tomaszewskiego, który zdaniem selekcjonera Jacka Gmocha zawiódł w spotkaniu z Argentyną. W tym meczu wreszcie nastąpiło „przebudzenie” Szarmacha. Był szybki, agresywny, ładnie głową zdobył gola a więc przed decydującym meczem stwarzał swą postawą nadzieję na sukces. Tu od razu nasuwały się uwagi o stosowaniu niewłaściwej taktyki. Wprowadzenie do gry Lubańskiego na pięć minut przed końcem za Bońka nie świadczyło o niczym. Wejście na drugą połowę meczu Kasperczaka za Masztalera było wzmocnieniem sił drugiej linii. Cały czas widać było przywiązywanie większej wagi do destrukcji niż konstrukcji, zbyt wielką troskę o własną bramkę nawet w sytuacji, gdy nasi piłkarze panowali na boisku, nadawali ton grze i tylko brak aktywności strzeleckiej nie pozwolił im tego udowodnić w odpowiednich proporcjach.
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
10
Blaugrana w Copa del Rey:
18 czerwca 1981 r. FC Barcelona zdobyła 19-ty tytuł Pucharu Hiszpanii w swojej historii. Blaugrana pokonała w finale Sporting Gijon 3:1 po dwóch golach Quiniego i jednym Estebana. Finał krajowego pucharu był ostatnią okazją do godnego pożegnania legend: Rexacha i Helenio Herrery, którzy po tym sezonie zakończyli kariery, odpowiednio zawodniczą i trenerską. Napastnik nie mieścił się już w pierwszym składzie i ostatni mecz oficjalny zagrał w ćwierćfinale tych rozgrywek. Herrera w wywiadzie pomeczowym stwierdził że potyczka jego drużyny była tysiąc razy lepsza od tej z finału Pucharu Europy w Paryżu pomiędzy Realem a Liverpoolem. Po dobrym występie Quiniego w finale szkoleniowiec był przekonany że handicap związany z porwaniem napastnika sprawił iż Duma Katalonii nie wygrała Primera Division. Skład Barçy z tego finału: Artola, Jose Ramos, Olmo, Alexanco, Paco Martinez (65 m. Tente Sanchez), Zuviria, Simonsen, Schuster, Esteban, Estella, Quini.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
6
@FCBparasiempre
Dwa razy w historii Mistrzostwa Świata odbyły się w Meksyku (1970 i 1986 r.). Resztę turniejów dostawały, zazwyczaj na przemian, Europa i Ameryka Południowa. Od jakiegoś czasu mówiło się, że czempionat powinien dotrzeć na nowe tereny. Pomimo faktu, że obywatele Stanów Zjednoczonych znacznie bardziej niż soccer, jak w swoim kraju mówią na piłkę nożną, cenią choćby hokej, futbol amerykański, koszykówkę czy baseball, na Igrzyskach Olimpijskich w Los Angeles w 1984 roku bardzo chętnie przyglądali się piłkarskim zmaganiom. W walce o organizację Mundialu 1994 zaangażował się sam prezydent Ronald Reagan. Głównymi rywalami USA były Maroko i Brazylia. Po raz kolejny, tak jak w 1986 roku, ostrymi przeciwnikami organizacji turnieju w Kraju Kawy byli Pele, trzykrotny Mistrz Świata i João Havelange, prezydent FIFA. Ostatecznie w lipcu 1988 roku światowa federacja ogłosiła, że 15. edycję największego sportowego święta zorganizują Stany Zjednoczone. W eliminacjach wzięła udział zdecydowanie rekordowa wówczas liczba drużyn – 132 państwa. Wśród nich znalazło się aż 16 debiutantów, w tym m.in. San Marino, Wyspy Owcze, Burundi, Namibia. Polska zajęła dopiero czwarte miejsce w grupie z Norwegią, Holandią, Anglią, Turcją i San Marino, zdobywając raptem osiem punktów. Wielkim zaskoczeniem było odpadnięcie ojców futbolu, Anglików. Kwalifikacje przerosły też Duńczyków, nomen omen świeżo upieczonych Mistrzów Europy. Drugi raz z rzędu na światowy czempionat nie awansowali Francuzi. Tym razem w niesłychanych okolicznościach. Na dwie kolejki przed zakończeniem eliminacji piłkarze znad Loary przewodzili swojej grupie (za nimi plasowali się Szwedzi, Bułgarzy, Austriacy, Finowie i Izraelczycy) i do awansu wystarczył im zaledwie jeden punkt w starciach z Izraelem i Bułgarią. Wydawało się, że zadanie postawione przed podopiecznymi Gerarda Houlliera jest dziecinnie proste, biorąc ponadto pod uwagę, że oba mecze rozgrywali przed własną publicznością, a Izrael był zdecydowanym outsiderem grupy. To właśnie w starciu z Izraelem Francuzi jeszcze w 83. minucie prowadzili 2:1, by ostatecznie przegrać 2:3. Podkreślmy, że był to jedyny komplet punktów wywalczony przez izraelskich zawodników w walce o mundial. W ostatnim spotkaniu eliminacji, na Parc des Princes gospodarze remisowali 1:1 z Bułgarią i na 20 sekund (!) przed końcem regulaminowego czasu gry wykonywali rzut wolny pod bramką rywali. Ginola zaliczył fatalne podanie, piłkę przejęli Bułgarzy i po serii podań uruchomili Emila Kostadinova, a ten atomowym strzałem od poprzeczki zapewnił swojej ekipie zwycięstwo i bilety do Stanów Zjednoczonych. Wielkie problemy z wywalczeniem awansu miała Argentyna. Mistrzowie Świata z 1978 i 1986 roku w niczym nie przypominali drużyny, która nie tak dawno nie miała sobie równych. To i tak nic w porównaniu do tego, jakie problemy dotyczyły w tym czasie największą gwiazdę ekipy znad La Platy, Diego Maradonę. Argentyńczykowi zostało udowodnione zażywanie kokainy, choć wcześniej przysięgał na życie swoich córek, że nigdy nie zażywał środków odurzających. Śledztwo prowadzone przez jego klub, Napoli, oraz niezależne śledztwo policyjne dowiodły, że Maradona pochłaniał biały proszek z taką samą regularnością, z jaką zaliczał nocne orgie z prostytutkami. Bardzo szybko został ochrzczony ,,Maracocą”, objęty nadzorem policyjnym i dzień w dzień pracowało z nim dwóch psychologów, mających za zadanie wyleczyć go z uzależnienia. Kolejne kłopoty, z którymi musiał mierzyć się w tym samym czasie, sprowadził na siebie de facto już w 1990 roku. Przed półfinałowym starciem mundialu na Półwyspie Apenińskim z gospodarzami imprezy, kibice wygwizdali argentyński hymn. Zbliżenie kamery na Maradonę idealnie pokazało, że ten wyszeptał w tym czasie soczyste „skurwysyny”. Po tym zagraniu przeciwko niemu stanęli kibice niemal wszystkich włoskich klubów. Niemal wszystkich, bo rzecz jasna w Neapolu był stale uwielbiany. I to trwało do czasu. Kiedy wyrzekł się nieślubnego dziecka z jedną z jego mieszkanek, urokliwą Cristiną, odwróciła się od niego konserwatywna część miasta. Kiedy zaczął opuszczać treningi, przechodzić obok meczów i publicznie narzekać na klub, cierpliwość stracili pozostali fani. Cały świat, poza Argentyną, podejrzewał, że to już koniec Maradony. Ten coraz rzadziej pojawiał się na boisku i tył w tempie niegodnym zawodowego sportowca. Jego stałą domeną było powiedzenie: „Najbardziej potrzebuję tego, by mnie potrzebowali”.
W Neapolu był już niepotrzebny, w związku z czym usilnie próbował zmienić klub. Zainteresowanie wyraziła Sevilla, jednak włoscy działacze nie chcieli puszczać Diego za bezcen. Wówczas do akcji wkroczyły dwie najwyżej postawione osoby w FIFA, Sepp Blatter i Joao Havelange. Doskonale zdawali sobie sprawę, że Maradona musi wrócić do reprezentacyjnej dyspozycji, bo od niego w dużej mierze zależy sukces medialny i marketingowy Mistrzostw Świata w Stanach Zjednoczonych. Havelange zwrócił się do zarządu Napoli słowami: „Maradona jest członkiem naszej rodziny, którą zawiódł i został za to ukarany. Odcierpiał jednak swoje i teraz rodzina musi zrobić wszystko, aby pomóc mu powrócić na swoje łono”. Ci po takich namowach zgodzili się na transfer Diego do Sevilli. Tam nie był jednak takim zawodnikiem jak kiedyś i po sezonie musiał ponownie zmienić klub. Wrócił do ojczyzny, do Newell’s Old Boys. W międzyczasie dostał policzek od trenera kadry narodowej. Alfio Basile nie powołał go na mecze eliminacyjne, po czym dumny i obrażony Maradona stwierdził, że nigdy więcej nie zagra w reprezentacji prowadzonej przez Basile. Kibice domagali się powołań dla swojego bohatera zwłaszcza po kompromitującej porażce 0:5 z Kolumbią, poniesionej w dodatku przed własną publicznością. Nadmieńmy tylko, że ten mecz stał się dla wielu kibiców znakomitą okazją, by uznać Los Cafeteros za jednych z faworytów turnieju w USA. W kolejnych linijkach przekonacie się, że miało to fatalne konsekwencję dla zawodników z północno-zachodniej części Ameryki Południowej. Wracając do Maradony, pomimo zapowiedzi w kierunku trenera Basile, wrócił do kadry na międzykontynentalny dwumecz barażowy przeciwko Australii i bardzo pomógł w zwycięstwie 1:0 i remisie 1:1, przyczyniając się do wywalczenia awansu na mundial. Tragiczne wydarzenie towarzyszyło eliminacjom w strefie afrykańskiej. Katastrofy lotniczej uległ samolot, którym na mecz z Senegalem leciało m.in. 18 zawodników reprezentacji Zambii. Wszyscy obecni na pokładzie ponieśli śmierć. „Miedziane pociski” miały duże szanse na historyczny awans na mundial. Do dziś zambijscy kibice wspominają tę drużynę jako najlepszą w historii. Zambia dograła kwalifikacje w atmosferze smutku i zadumy. Zmiennicy nie byli w stanie wywalczyć przepustki do USA. Mistrzostwa Świata w 1994 roku rozegrano na dziewięciu imponujących, gigantycznych stadionach w dziewięciu miastach: Pasadena, Stanford, Pontiac, East Rutherford, Dallas, Chicago, Orlando, Foxborough i Waszyngtonie. System rozgrywek był taki sam jak w dwóch poprzednich edycjach. Dwudziestu czterech uczestników – USA (gospodarz), Niemcy (aktualny Mistrz Świata), Belgia, Bułgaria, Grecja, Hiszpania, Holandia, Irlandia, Norwegia, Rosja, Rumunia, Szwajcaria, Szwecja, Włochy, Argentyna, Boliwia, Brazylia, Kolumbia, Meksyk, Kamerun, Maroko, Nigeria, Arabia Saudyjska i Korea Południowa – zostało podzielonych na sześć czterozespołowych grup, z których awans do fazy pucharowej wywalczały dwie najlepsze ekipy każdej z nich oraz cztery najlepsze drużyny z trzecich miejsc. Doszło do kilku istotnych zmian. Od tej serii Mistrzostw Świata za zwycięstwo przyznawano nie dwa, a trzy punkty. Ponadto sędziowie założyli kolorowe stroje, trenerzy w każdym meczu mogli przeprowadzić trzy zmiany i zastąpić kontuzjowanego bramkarza golkiperem rezerwowym. Podział na grupy, wyłoniony podczas losowania w Las Vegas w grudniu w 1993 roku, prezentował się następująco:
Grupa A: Kolumbia, Rumunia, Szwajcaria, USA
Grupa B: Brazylia, Kamerun, Rosja, Szwecja
Grupa C: Boliwia, Hiszpania, Korea Południowa, Niemcy
Grupa D: Argentyna, Bułgaria, Grecja, Nigeria
Grupa E: Irlandia, Meksyk, Norwegia, Włochy
Grupa F: Arabia Saudyjska, Belgia, Holandia, Maroko
Piłkarskie emocje, rozgrywane w dniach 17 czerwca – 17 lipca 1994 roku, zainaugurowało starcie obrońców tytułu, Niemców, z Boliwią. Chwilę przed nim odbyła się huczna ceremonia otwarcia, podczas której głos zabrał prezydent Stanów Zjednoczonych, Bill Clinton. Na scenie pojawiły się gwiazdy amerykańskiej estrady, z Dianą Ross na czele, a w niebo wypuszczono setki balonów w narodowych barwach. Nasi zachodni sąsiedzi wygrali 1:0, jednak nie zaprezentowali się zbyt dobrze. Faza grupowa była o niebo lepsza niż cztery lata wcześniej. Można z niej wyciągnąć masę ciekawostek. Zacznijmy od grupy E, gdzie każda z drużyn zdobyła po cztery punkty przy identycznym bilansie bramkowym, wynoszącym okrągłe zero. Do domu wrócić musieli Norwegowie, ponieważ po ich stronie widniała najmniejsza liczba strzelonych goli (słownie: jeden). Kibice z niecierpliwością oczekiwali meczów Meksyku, nie ze względu na poziom sportowy tej ekipy, a fakt, że w jej bramce stał Jorge Campos, właściciel najbardziej ekstrawaganckiego stroju w dziejach mundiali. Amerykanie zaproponowali FIFA rozgrywanie niektórych spotkań na hali. Międzynarodowa organizacja wyraziła zgodę na ten swoisty test z zastrzeżeniem, że należy zastosować naturalną murawę. Konsekwencją tej decyzji był imponujący obiekt Silverdome w Pontiac. Hala mieszcząca 77,5 tys. widzów spisała się na medal, jednak w przyszłości zrezygnowano z podobnych praktyk. Poniżej zdjęcie wykonane przed starciem USA ze Szwajcarią, zakończonym wynikiem 1:1. Do historycznych wydarzeń doszło w grupie B. Rosja pokonała Kamerun aż 6:1 a pięć goli dla zwycięzców strzelił Oleg Salenko. Do dzisiaj pozostaje to niedoścignionym osiągnięciem. Napastnik Sbornej nigdy nie był wyborowym snajperem, a sześć bramek zdobytych na boiskach w USA (do wspomnianych pięciu trafień dorzucił gola w meczu ze Szwecją) jest jego całkowitą zdobyczą w narodowych barwach. Przy okazji dały mu tytuł Króla Strzelców Mundialu, który dzielił razem z Bułgarem, Christo Stoiczkowem. Zapewne nikt nie spodziewał się takich rozstrzygnięć. Po latach Salenko zasilił szeregi Pogoni Szczecin, jednak jego pobyt w naszej lidze był wielkim nieporozumieniem. Jedyną bramkę dla Kamerunu zdobył natomiast Roger Milla, stając się najstarszym strzelcem gola w dziejach Mistrzostw Świata. W dniu starcia z Rosją liczył sobie 42 lata i 39 dni. Maradona, którego kojarzono już bardziej z pozaboiskowych wybryków niż z piłkarskich czarów, mówił na kilka miesięcy przed mundialem, że jego jedyną motywacją w życiu jest zbliżający się turniej w Stanach Zjednoczonych. Poddał się indywidualnym treningom i związał się z dietetykiem, Danielem Cerrinim, dzięki czemu w niespełna pół roku zrzucił wagę z 92 na 76,8 kg. Kibice dostrzegli efekty jego ciężkiej pracy i wyrzeczeń w meczach z Grecją (4:0) i Nigerią (2:1). Po tym drugim starciu został zaproszony na kontrolę antydopingową. Udał się na nią z uśmiechem na twarzy, dając pielęgniarce prowadzić się za rękę. Po przeanalizowaniu składu jego moczu nie było mu już do śmiechu. Próbki zawierały wiele niedozwolonych substancji, m.in. efedrynę, norefedrynę, pseudoefedrynę, metaefedrynę. Wyrok mógł być tylko jeden – dyskwalifikacja i przedwczesny powrót do domu. W taki sposób zakończyła się międzynarodowa kariera jednego z najlepszych zawodników, jakich świat miał okazję podziwiać. Oczywiście, w swoim stylu, nie zgadzał się z wynikami badań, otwarcie przyznając, że padł ofiarą zorganizowanej akcji swoich przeciwników. Mówił: „Odcięto mi nogi”. Sytuację argentyńskiego wirtuoza fenomenalnie opisał Eduardo Galeano w Blaskach i cieniach futbolu: „Zagrał, wygrał, siknął, przegrał”.
Argentyna nie potrafiła poradzić sobie bez swojego kapitana i odpadła z rozgrywek po porażce 2:3 z Rumunią w 1/8 finału. Wiele gazet określiło sytuację Maradony mianem dramatu. Prawdziwy dramat spotkał jednak Andresa Escobara. Wspomniane wcześniej zwycięstwo 5:0 z Argentyną w eliminacjach podsyciło apetyty kolumbijskich kibiców na sukces w USA. Na turnieju Los Cafeteros zawiedli, odpadając w fazie grupowej. Głównym winowajcą uznano właśnie Escobara, autora samobójczego trafienia w przegranym 1:2 starciu przeciwko gospodarzom. Po powrocie do kraju zawodnik udał się do klubu nocnego, gdzie rozpoznał go człowiek, który prawdopodobnie przegrał wielkie pieniądze, stawiając na Kolumbię w zakładach bukmacherskich. Wyciągnął broń i oddał kilka strzałów w kierunku zawodnika. Te okazały się śmiertelne. Do 1/8 finału awansowały: Rumunia, Szwajcaria, USA, Brazylia, Szwecja, Niemcy, Hiszpania, Nigeria, Bułgaria, Argentyna, Meksyk, Irlandia, Włochy, Holandia, Arabia Saudyjska i Belgia. Na tej fazie rozgrywek swój udział w turnieju zakończył Michał Listkiewicz. Były prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej, jak cztery lata wcześniej, pełnił rolę sędziego liniowego. We Włoszech dotarł do wielkiego finału, rozgrywki w Ameryce musiał opuścić przez swojego głównego arbitra, Kurta Röthlisbergera, który nie odgwizdał ewidentnego faulu w polu karnym Niemców, pomagając im tym samym w zwycięstwie 3:2 nad Belgią. Nasz rodak też ma zapewne tę sytuację na sumieniu, bo miała miejsce na jego połowie. Do ćwierćfinałów awansowała tylko jedna ekipa spoza Europy – Brazylia. Canarinhos trafili na Holandię. Pojedynek z Oranje, a przede wszystkim jego druga połowa, był jednym z najciekawszych widowisk amerykańskich rozgrywek. Europejczycy potrafili wstać z kolan i wyrównać stan rywalizacji, mimo, że przegrywali już dwiema bramkami. Ostateczny cios zadali jednak potomkowie Pelego i dzięki zwycięstwu 3:2 awansowali do fazy medalowej. Warto odnotować, że po bramce Bebeto na 2:0 strzelec bramki, w asyście Romario i Mazinho, zaprezentował gest, który od tej pory powtarzają świeżo upieczeni tatusiowie lub ich koledzy. Kilka dni przed ćwierćfinałem napastnikowi Deportivo La Coruna urodził się syn Mattheus i to jemu postanowił zadedykować swoje trafienie. Dziś popularna „kołyska” jest chlebem powszednim na arenach całego świata, w 1994 roku była nowością zainaugurowaną właśnie przez trójkę brazylijskich zawodników. Na pozostałych stadionach również gościła wielka, emocjonująca piłka. Włosi pokonali Hiszpanię 2:1, Szwecja po 120 minutach remisowała z Rumunią 2:2 i dopiero rzuty karne udowodniły wyższość Skandynawów. Nadal trwał piękny sen Bułgarów, rozpoczęty kilka miesięcy wcześniej w Paryżu. Stoiczkow i spółka sensacyjne wyeliminowali Niemców, wygrywając 2:1 Do niespodzianek nie doszło w półfinałach. Włosi po dwóch golach Roberto Baggio pokonali Bułgarię 2:1, a Brazylia za sprawą Romario wygrała 1:0 ze Szwecją. Mecz o trzecie miejsce okazał się jednostronny widowiskiem. Szwecja pokonała Bułgarię aż 4:0. Mimo porażki Bułgarzy byli bardzo entuzjastycznie witani w swoim kraju. Wielki finał nie był porywającym spektaklem. Włosi obawiali się zagrać z Brazylią, prezentującą do tej pory zdecydowanie najlepszą piłkę, w otwarte karty. Bezbramkowy remis po regulaminowym czasie gry utrzymał się również w dogrywce. Wobec tego Mistrza Świata musiał wyłonić konkurs rzutów karnych. W nich najbardziej zawiódł ten, który miał największy udział w awansie do finału, Roberto Baggio. Włoch przestrzelił decydującą jedenastkę. Brazylijczycy zadedykowali swój triumf zmarłemu dwa miesiące wcześniej Ayrtonowi Sennie. Jeden z najlepszych kierowców F1 w historii uległ śmiertelnemu wypadkowi podczas wyścigu w San Marino. W kadrze zwycięskiej ekipy figurował niespełna 18-letni Ronaldo Luís Nazário de Lima, o którym przed mundialem wypowiadał się asystent Carlosa Parreiry, legendarny Mario Zagalo: „Zwróćcie uwagę na tego chłopaka. To będzie następny Pele”. W Stanach Zjednoczonych nie było mu jednak dane powąchać murawy. W znakomitej książce ,,Ronaldo” Wensley Clarkson wspomina słowa Pedro Biala, reportera brazylijskiej telewizji, korespondenta meczów z Mistrzostw Świata: „Ronaldo był wtedy bardzo dziecinny. Pamiętam go jedzącego hamburgery i oglądającego się za każdą przechodzącą obok ładną dziewczyną”. Brazylijscy kibice nie mieli jednak wątpliwości, że młokos stanie się niebawem najlepszym piłkarzem na świecie. Amerykanie z wielką precyzją podawali liczbę osób na każdym spotkaniu. Finalnie mecze z perspektywy trybun obejrzało 3 567 415 widzów, co daje znakomitą średnią 69 tys. widzów na mecz. Pokazali, że, pomimo słabej orientacji w sprawach stricte piłkarskich, są w stanie przygotować znakomity turniej, który utkwił w pamięci setkom milionów ludzi na całym świecie. Opakowali go znakomicie. Znacznie inny punkt widzenia przedstawił jednak Michał Listkiewicz, mający przyjemność być w centrum rozgrywek: „Mundial w 1994 roku był bardziej jak Disneyland. Do dzisiaj piłka w USA nie cieszy się jakąś większą popularnością i dla Amerykanów turniej był pewnego rodzaju egzotyką. W ogóle nie było czuć tych mistrzostw. Tak jakby przyjechał cyrk, pokazał widowisko i pojechał”.
13
Soccer w stylu Hollywood:
Mistrzostwa Świata w Stanach Zjednoczonych odbyły się w iście amerykańskim stylu: z pompą, przepychem, rozmachem, na oczach rekordowej publiczności. Nie zabrakło również akcji rodem z Hollywood, wyreżyserowanych sytuacji, pozytywnych bohaterów, czarnych postaci, tragicznych scenariuszy. Wszytko pomimo faktu, że Amerykanie o piłce nożnej wiedzieli bardzo niewiele a sam turniej miał pomóc w promowaniu tej dyscypliny w kraju Jankesów. O upadku Maradony, tragedii Escobara, fantastycznej Bułgarii, powrocie na tron Canarinhos i barwnych postaciach oraz wydarzeniach Mundialu 1994 przeczytacie w odpowiedzi na mój komentarz.
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
1
@misterio Wiem, ogladałem go wielokrotnie, zwłaszcza na mundialach...
0
Romelus Lukaku no to wiadomo ale kim są do cholery jacyś Onana i Mangala(?) że grają w reprezentacji ,,Czerwonych Diabłów"...
17
,,Partidazo” Rivaldo!
17 czerwca 2001 r. w meczu z Valencią Rivaldo ustrzelił hattricka. W ostatniej kolejce Primera Division FC Barcelona walczyła o miejsce premiowane grą w eliminacjach Ligi Mistrzów. Brak awansu oznaczałby spore straty finansowe i pogłębienie kryzysu sportowego. Los chciał iż w ostatniej kolejce na Camp Nou przyjechała Valencia CF zajmująca właśnie czwarte miejsce gwarantujące eliminacje do Ligi Mistrzów. Już w 4 minucie Rivaldo otworzył wynik meczu świetnym golem z rzutu wolnego. W 25 minucie wyrównał Ruben Baraja, lecz tuż przed przerwą Rivaldo firmowym strzałem ,,spod siebie” lewą nogą z 25 metrów ponownie pokonał Santiago Canizaresa. Tuż po zmianie stron odpowiedział Baraja i znów to Valencia cieszyła się z czwartego miejsca w tabeli. Rivaldo miał w drugiej połowie kilka szans z rzutów wolnych, lecz przeważnie trafiał w mur. Wreszcie w 89 m. Ronald de Boer posłał wysoką piłke w strone pola karnego, po czym Rivaldo przyjął ją na klatke piersiową na linii szesnastego metra i wykonał spektakularną przewrotkę, umieszczając futbolówkę tuż przy słupku bramki bezradnego Canizaresa. Estadio Camp Nou niemal eksplodowało z radości. Swoją drogą ciekawe kiedy my się doczekamy kogoś takiego jak Rivaldo, strzelającego gole z przewrotki?
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
7
@FCBparasiempre
Jeszcze dobrze nie zakończył się Mundial w 1950 roku, gdy świat zaczął dostrzegać piłkarską potęgę reprezentacji Węgier. Piłkarze Gusztava Sebesa przez ponad cztery lata zachwycali swoimi umiejętnościami, w związku z czym byli murowanymi kandydatami do zdobycia Mistrzostwa Świata w 1954 roku. Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę z faktu, że piłka bywa przewrotna i zaskakująca ale też i nie rzadko zmanipulowana oszustwami. Zapoznajcie się z kulisami Mundialu w Szwajcarii, by dowiedzieć się, dlaczego zdecydowani faworyci nie sięgnęli po złoto. Gospodarza piątej edycji Mistrzostw Świata poznaliśmy już pod koniec 1950 roku. FIFA, założona w 1904 roku, otrzymała dwie oferty organizacji czempionatu – od Szwajcarii i Szwecji. W związku z obchodami 50-lecia istnienia organizacji postanowiono, że gospodarzem Mundialu będzie Szwajcaria, kraj, w którym znajduje się siedziba FIFA. Szwecja dostała zapewnienie, że turniej zorganizuje cztery lata później. Pewny udział w Mistrzostwach Świata w 1954 mieli gospodarze, Szwajcarzy, i obrońcy tytułu, Urugwajczycy. Do obsadzenia pozostało jeszcze 14 miejsc. Chęć udziału w rozgrywkach zgłosiło 45 państw. W eliminacjach podzielono je na grupy lub pary. Warto odnotować trzy ciekawostki. Pierwsza dotyczy dwumeczu Hiszpania – Turcja. Zdecydowanym faworytem był kraj z Półwyspu Iberyjskiego, co udowodnił w pierwszym spotkaniu, wygrywając 4:1. W rewanżu lepsi byli jednak Turcy, którym do zwycięstwa wystarczył jeden gol. Wynik dwumeczu brzmiał więc 4:2 dla Hiszpanii, jednak wówczas bilans bramkowy nie był brany pod uwagę. Zarządzono zatem dodatkowy, dogrywkowy mecz na neutralnym terenie. Barw faworytów bronił niekwestionowany gwiazdor Barcelony, Laszlo Kubala. Węgierski uciekinier został bohaterem poranka w dniu, w którym rozegrano trzeci mecz. Do hotelu Hiszpanów dotarł bowiem tajemniczy telegram o treści: „Zwracamy uwagę Federacji Hiszpanii na sytuację Kubali”. Działacze obawiali się, że to depesza od FIFA, więc nie wystawili swojej gwiazdy. Po czasie podejrzewano, że telegram przysłali Węgrzy, bowiem nikt w FIFA nie podpisał się pod tym czynem. W Rzymie padł remis 2:2. Przy takiej sytuacji konieczne było losowanie. W roli losującego wystąpił 14-letni Luigi Franco Gemma. Wylosował Turcję. Przybysze znad Bosforu byli tak wniebowzięci, że w czerwcu zabrali młokosa do Szwajcarii i opłacili mu wszelkie koszty pobytu i naocznego uczestnictwa w Mundialu. Na wzór poprzedniego turnieju, w ramach eliminacji brytyjskie ekipy (Anglia, Szkocja, Walia i Irlandia Północna) mierzyły się w rozgrywkach British Home Championship. Wielkim wydarzeniem było starcie odwiecznych rywali, Szkotów i Anglików. Na Hampden Park w Glasgow zgromadziło się ponad 134 tys. kibiców. Bój zakończył się zwycięstwem Synów Albionu 4:2. Mimo to obie ekipy awansowały na Mundial. Szkoci, w przeciwieństwie do poprzednich eliminacji, nie unieśli się dumą i pojechali do Szwajcarii mimo zajęcia „dopiero” drugiego miejsca w grupie. Trzecia ciekawostka dotyczy Polaków. Eliminacyjny dwumecz mieliśmy rozegrać z Węgrami. Działacze Polskiego Związku Piłki Nożnej wraz ze wszystkimi najważniejszymi głowami w państwie stwierdzili, że nie ma najmniejszych szans na sukces z bodaj najlepszą drużyną na świecie i w obawie przed pogromem oddali oba mecze walkowerem. Co ciekawe, do opinii publicznej nie dotarła informacja o wycofaniu drużyny narodowej z eliminacji, o co bardzo dobrze zadbały ówczesne władze, mające kontrolę nad środkami masowego przekazu. Gazety rozpisywały się za to o trzyletnim planie odbudowy polskiego piłkarstwa, w myśl którego w 1956 roku polska reprezentacja miała być równie dobra jak bratankowie znad Dunaju. Ostateczny skład Mistrzostw Świata w 1954 roku prezentował się następująco: Szwajcaria, Urugwaj, Austria, Belgia, Czechosłowacja, Anglia, Francja, Węgry, Włochy, Szkocja, Turcja, Republika Federalna Niemiec, Jugosławia, Brazylia, Meksyk i Korea Południowa.
Turniej został rozegrany w dniach 16 czerwca – 4 lipca. Niekwestionowanym faworytem do zwycięstwa w rozgrywkach była reprezentacja Węgier. Złota Jedenastka (z węgierskiego Aranycsapat), prowadzona przez Gusztava Sebesa, przypominała rozpędzony walec. Walec, który nie miał litości dla swoich przeciwników. Madziarze wygrywali mecz za meczem, a kwintesencją ich znakomitej gry były dwa mecze przeciwko Anglii. 25.11.1953 roku na Wembley, Grosics, Buzanszky, Lorant, Lantos, Hidegkuti, Bozsik, Zakarias, Budai, Kocsis, Puskas i Czibor przeszli do historii jako pierwsza drużyna, która ograła ojców futbolu na ich terenie. Zwycięstwo w rozmiarze 6-3 było najmniejszym wymiarem kary. Podrażnieni Brytyjczycy momentalnie zażądali rewanżu. Doszło do niego na trzy tygodnie przed Mundialem, 23.05.1954 r. w Budapeszcie. Jeśli zwycięstwo 6:3 na Wembley możemy nazwać upokorzeniem Synów Albionu, to jak nazwać triumf Węgrów 7:1 w swojej stolicy? Przy okazji była to najwyższa porażka reprezentacji Anglii w historii. Węgrzy budzili wielki respekt i bojaźń w szeregach przeciwników, czego jednym z dowodów było wspomniane wycofanie się Polski z eliminacji. Za sukcesami drużyny stał bardzo charyzmatyczny Gusztav Sebes. Jest znakomitym potwierdzeniem tezy, że nie trzeba być wielkim piłkarzem, by zostać wielkim trenerem. Stosunek Sebesa do piłki nożnej, zwłaszcza do taktyki i wyszkolenia indywidualnego, był wręcz fanatyczny. Za jego czasów Węgrzy byli objęci Żelazną Kurtyną i piłkarze mieli bezwzględny zakaz opuszczanie kraju w celu zmiany pracodawcy. Przytoczony wyżej Kubala uciekł z Węgier, przez co często rzucano mu pod nogi kłody. Takie gwiazdy jak Puskas, Czibor, Kocsis, Hidegkuti w dzisiejszych czasach już dawno byliby wytransferowani do czołowych klubów w Europie. Sytuacja polityczna po II Wojnie Światowej na to nie pozwalała, więc stanowili o sile drużyn z Budapesztu. Dla ekipy narodowej było to jednak zbawienne. Spójrzmy, jak wyglądają przygotowania zespołów narodowych. Piłkarze przyjeżdżają na zgrupowania zaledwie kilka dni przed ważnym meczem. Tuż przed wyjazdem na wielki międzynarodowy turniej przebywają ze sobą zazwyczaj dwa, czasem trzy tygodnie. Sumując, przy dobrych wiatrach w ciągu roku trenują wspólnie przez nieco ponad miesiąc. U Sebesa było inaczej. Swoich zawodników miał rozrzuconych w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, więc często zwoływał ich na treningi. Można uznać, że węgierska kadra funkcjonowała niemal jak klub. Klub z najlepszymi piłkarzami na świecie. Sebes nie przywiązywał wagi do panujących trendów, rzadko rozpracowywał grę przeciwników, skupiał się jedynie na swoim planie. Jego zawodnicy byli znakomitymi uczniami i wykonywali jego polecenia bez najmniejszego zarzutu. Ich zgranie było tak idealne, że gdyby przy wyprowadzaniu akcji ofensywnych zasłonięto im oczy, prawdopodobnie skutecznie by ją sfinalizowali. Kluczowym elementem układanki był rozgrywający, Nándor Hidegkuti. Jedyne do czego można się przyczepić to fakt, że Złota Jedenastka traciła całkiem sporo bramek. Cóż z tego, skoro z reguły strzelała ich znacznie więcej? Podczas treningów Madziarze skupiali sporą wagę na zmienność pozycji, czym później totalnie dezorientowali przeciwników. Często ćwiczyli znacznie cięższymi piłkami, dzięki czemu operowanie normalną futbolówką podczas meczu było dla nich pestką. Ich szkoleniowiec był często porównywany do niezwykle troskliwego dziadka. Przez dwadzieścia cztery godziny na dobę myślał tylko o piłce nożnej. Przechadzał się po Budapeszcie i zarażał swoją pasją młodych chłopaków. Gdy widział, że łapie ich rezygnacja, pokazywał im swoje notesy, w których pieczołowicie rozpisywał ustawienie Aranycsapat. To bardzo działało na wyobraźnię dzieciaków, więc szybko brali się do roboty. Znane są przypadki noszenia przez Sebesa kanapek, którymi częstował adeptów futbolu tuż po obejrzeniu ich osiedlowych pojedynków. W Szwajcarii testowano nowy format rozgrywek. 16 drużyn zostało podzielonych na cztery grupy, w grupach dwie drużyny otrzymywały status rozstawionych, a pozostałe nierozstawionych. „Papierowi faworyci” rozgrywali mecze tylko z ekipami pozornie słabszymi. Trzeci grupowy mecz, w formie bezpośredniego barażu, rozgrywać miały tylko te ekipy, które zgromadziły tę samą liczbę punktów. Z grupy A awans uzyskali Brazylijczycy i Jugosłowianie, z grupy C Urugwajczycy i Austriacy, a z grupy D Anglicy i Szwajcarzy. Najważniejsze, z perspektywy finalnych rozstrzygnięć, były wydarzenia w grupie B. Los skojarzył ze sobą Węgry, Turcję, Niemcy i Koreę Południową. Dwa pierwsze narody były rozstawione. Madziarze ze względu na zdobyte dwa lata wcześniej Mistrzostwo Olimpijskie i fakt, że ostatnią porażkę międzynarodową ponieśli 14 maja… 1950 r. (!), kiedy ulegli Austrii 3:5. Turkom uprzywilejowaną pozycję zapewniło jedynie zwycięstwo z Hiszpanią w eliminacjach. Na początek RFN pokonała Turcję 4:1, a Węgrzy, zgodnie z przewidywaniami, zabawili się z Koreą, wygrywając 9:0. W drugiej kolejce Turcy rozgromili Koreańczyków 7:0, a Madziarze podejmowali Niemców. W tym momencie ujawnił się geniusz niemieckiego szkoleniowca, Seppa Herbergera. Przed Mundialem Herberger nie miał w swoim kraju dobrej prasy. Mało kto pokładał nadzieję w jego ekipie. Był często krytykowany za selekcję zawodników, a ta nie była zbyt prosta do wykonania, gdyż profesjonalna liga piłkarska w RFN jeszcze nie istniała. Bundesliga powstała dopiero w 1962 roku. Niemiecki trener przemierzał więc cały kraj w poszukiwaniu kandydatów do gry. Był prawdziwym pasjonatem. W prowadzonych przez siebie dzienniczkach miał zapiski o setkach, jeśli nie o tysiącach piłkarzy, którym bacznie się przyglądał. Powiedzenia, które często przypisujemy naszemu Trenerowi Tysiąclecia, Kazimierzowi Górskiemu, były przez Niemca używane na długie dekady przed sukcesami reprezentacji Polski lat 70′. Herberger był zresztą dla Górskiego jednym ze wzorów do naśladowania. W grupowym starciu przeciwko Węgrom wykazał się, jak się później okazało, majstersztykiem. Wiedząc, że jest skazany na porażkę, wypuścił w bój pięciu swoich rezerwowych zawodników. Wprawdzie przegrał 3:8, ale tak naprawdę odniósł niepodważalne zwycięstwo. Po pierwsze, wzbudził wśród Madziarzy niezwykłą, ale i zgubną pewność siebie. Po drugie, ukrył przed Sebesem swoje najważniejsze ogniwa. Po trzecie, poznał naocznie najmocniejsze i najsłabsze strony Aranycsapat. I wreszcie po czwarte, Werner Liebrich bezpardonowo potraktował największą gwiazdę przeciwników, Ferenca Puskasa, przez co ten nie mógł wystąpić w ćwierćfinale i półfinale, a do dzisiaj mówi się, że nie był w pełni sił także na finał. Zachodnia prasa nie dostrzegała zamierzonych zagrań Herbergera, więc nie pozostawiła na nim suchej nitki. „Der Spiegel” pisał: „Wygląda na to, że przyszedł czas, by zdradzieckiego trenera Herbergera powiesić na jabłoni”. Węgrzy wyszli z grupy mając na koncie dwa zwycięstwa przy niespotykanym nigdy wcześniej i nigdy później bilansie bramkowym 17:3. Drugą drużynę z awansem z grupy B wyłonił baraż pomiędzy Niemcami Zachodnimi a Turcją, pewnie wygrany przez tych pierwszych 7:2. W fazie pucharowej los otworzył dla podopiecznych Herbergera istną autostradę do nieba. RFN trafiła na niezbyt wymagających rywali i po zwycięstwie z Jugosławią 2:0 i z Austrią 6:1 zameldowała się w wielkim finale. Diametralnie inną drogę o najważniejsze piłkarskie trofeum na świecie mieli Węgrzy. W ćwierćfinale mierzyli się z niezwykle mocnymi Wicemistrzami Świata, Brazylijczykami. Mecz został ochrzczony mianem Bitwy pod Bernem. Iskrzyło najpierw na boisku, a później poza boiskiem. Gra była niezwykle atrakcyjna, ale jednocześnie bestialska. Brutalnych, wręcz chamskich fauli było znacznie więcej niż goli i ciekawych zagrań. Znamienne jest, że w czasach, w których sędziowie pozwalali piłkarzom na bardzo dużo pod kątem nieczystej gry, aż trzech zawodników zostało przez arbitra, Arthura Ellisa, przedwcześnie odesłanych do szatni. Wśród „szczęśliwców” znalazło się dwóch graczy Canarinhos (Nilton Santos i Humberto) i jeden Węgier (József Bozsik). Regularna jatka rozpoczęła się jednak dopiero w szatni, tuż po zakończeniu widowiska. Ferenc Puskas, który z powodu kontuzji cały mecz przesiedział na ławce, chwycił za szklaną butelkę i wycelował nią w twarz Pinheiro. Reszta zawodników i działacze obu ekip w momencie do siebie doskoczyli. Słychać było odgłosy uderzeń i tłuczonego szkła, polała się krew, a po wszystkim Węgrzy dumnie stwierdzili, że wynik starcia na pięści był bardzo zbliżony do rezultatu osiągniętego na boisku – 4:2. Pod względem sportowym jeszcze cięższy sprawdzian czekał Madziarzy w półfinale. Ich przeciwnikami byli Mistrzowie Świata, Urugwajczycy. Mecz, przez wielu uznawany na najlepszy w historii Mistrzostw Świata, miał niebywale zacięty przebieg i był swoistą wymianą ciosów. Piłka zmierzała od jednego do drugiego pola karnego i z powrotem. Na bramki Hidegkutiego i Czibora Urugwajczycy odpowiedzieli dopiero w ostatnim kwadransie gry za sprawą dubletu Hohberga. Urodzony w Argentynie zawodnik tak mocno przeżył wyrównujące trafienie, że zaraz po nim na dłuższą chwilę stracił przytomność. Finalistę musiała wyłonić dogrywka. Węgrzy rozwiali wszelkie wątpliwości. Niezawodny Kocsis dwukrotnie umieścił piłkę w siatce, dzięki czemu jego drużyna wygrała 4:2. W meczu o trzecie miejsce górą, dzięki zwycięstwu 3:1 z Urugwajem, okazali się Austriacy. Oczy całego świata były jednak zwrócone na Berno i wielki finał między RFN a Węgrami. Fritz Walter, niemiecki kapitan, brał udział w II Wojnie Światowej. Podczas pobytu na południu Europy nabawił się malarii. Od tej pory był wręcz uczulony na słońce i wysoką temperaturę. Przekładało się to na jego boiskową dyspozycję, która stricte zależała od panujących warunków atmosferycznych. Kiedy te były typowo wakacyjne, Walter sprawiał wrażenie nieobecnego i niczym szczególnym się nie wyróżniał. Jego prawdziwy kunszt był widoczny podczas spotkań granych w deszczu przy niskiej temperaturze powietrza. Dzięki niemu w terminologii naszych zachodnich sąsiadów do dzisiaj funkcjonuje pojęcie „Pogoda Fritza Waltera”. Właśnie w takich warunkach, przy deszczu i panującym ziąbie, przyszło Niemcom mierzyć się z Węgrami w meczu o Mistrzostwo Świata. Poza umiejętnościami typowo piłkarskimi wszelkie znaki na niebie przemawiały za RFN. Znacznie prostsza droga do finału, niewiarygodnie zmęczeni Węgrzy i ich zgubna pewność siebie po grupowym zwycięstwie 8:3 oraz zdecydowanie lepsze przygotowanie do panujących warunków atmosferycznych składały się na swoisty handicap dla piłkarzy Herbergera. Pod pojęciem lepszego przygotowania do warunków atmosferycznych kryje się obecność Adolfa Dasslera, współzałożyciela firmy Adidas. Dassler dostarczał obuwie swoim rodakom, dzięki czemu został dokooptowany do szerokiego sztabu reprezentacji. Na finałowy mecz przygotował coś, czego wcześniej świat nie widział – buty z wkręcanymi korkami. Reprezentanci Niemiec znacznie lepiej poruszali się na grząskiej murawie. Mimo to oponenci już po ośmiu minutach prowadzili 2:0 za sprawą bramek Puskasa i Czibora. Od tej pory to nasi zachodni sąsiedzi doszli do głosu, czego efektem było wyrównanie, do którego doprowadzili w zaledwie dziesięć minut. Gole strzelali Morlock i Rahn. Podrażnieni Węgrzy dążyli do ponownego wyjścia na prowadzenie. Z minuty na minutę grało im się coraz ciężej. W nogach mieli trudy pojedynków ćwierć- i półfinałowych oraz niebywale ciężki grunt w Bernie. Dodatkowo Herberger nakazał Horstowi Eckelowi stać się cieniem Hidegkutiego i nie odpuszczać go ani na krok. „Plaster” bardzo ciążył węgierskiemu rozgrywającemu, przez co nie mógł rozwinąć skrzydeł i natchnąć swojej drużyny do walki. Sześć minut przed końcem meczu stało się coś, co przed meczem, a jeszcze bardziej przed samym turniejem, wydawało się niemożliwe. Gola na 3:2 zdobył Helmud Rahn i Niemcy sięgnęli po swoje pierwsze Mistrzostwo Świata. Przerwali zarazem węgierską passę 32 kolejnych meczów bez porażki. Finał z Węgrami został ogłoszony jako najlepszy mecz w historii reprezentacji Niemiec. Nie przebił tego nawet półfinałowy mecz z Brazylią na Mundialu 2014. Miał także bardzo duży wydźwięk emocjonalny i patriotyczny. Po wojnie kraj został, zresztą całkiem słusznie, obciążony różnorakimi sankcjami. Piłkarski sukces spowodował, że mieszkańcy RFN znów poczuli dumę, czego najlepszym dowodem jest krążące wówczas hasło wir sind wieder wer (znów jesteśmy kimś). Powracających do kraju zawodników witały setki tysięcy osób. Wśród nich był niespełna 9-letni Franz Beckenbauer, który zamarzył sobie, że w przyszłości też przywiezie do swojego kraju Złotą Nike. Każdy z zawodników będących w turniejowej kadrze otrzymał skuter Goggo-Motorroler. Bestsellerem na zachodzie stały się kasety z komentarzem radiowego sprawozdawcy szwajcarskiego finału, Herberta Zimmermanna. Mecz z Węgrami relacjonował z wielkimi, rzadko spotykanymi emocjami. Do dzisiaj jego słowa są przypominane na antenach TV oraz radia i nadal budzą wspaniałe wspomnienia. Zgoła odmienny wydźwięk miało wywalczone przez Węgrów wicemistrzostwo. Rodacy tuż po końcowym gwizdku zaczęli oskarżać piłkarzy o sprzedanie meczu finałowego. Spekulowano, że Niemcy za oddanie spotkania zaoferowali każdemu piłkarzowi Sebesa po mercedesie. Powrót zawodników do kraju był bardzo niespokojny. Aby uniknąć ewentualnych zamieszek, zespół lądował nocą w miejscowości Tata, skąd rządowe samochody odwoziły piłkarzy do domów pod osłoną nocy. Emocje jeszcze długo nie opadły. Gdy po Mundialu kilku niemieckich piłkarzy zachorowało na żółtaczkę, Węgrzy zaczęli podejrzewać ich o stosowanie dopingu. Szerzej o tym ,,nieczystym finale” opisze w rocznice tego wydarzenia. Porażka w finale Mistrzostw Świata była tak naprawdę początkiem końca Złotej Jedenastki. Drużyny uznanej za zdecydowanie najlepszą w historii piłki nożnej.
7
,,Aranycsapat”:
@Symson
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
0
@tadzik447 Drzemke? Weź nie żartuj
0
@tadzik447 Można ale co to za oglądanie jak się pisze jednocześnie komentarz?
0
Widze że użytkownicy fcbarca.com zamiast patrzeć w telewizor na mecz Polaków to w tym czasie piszą tutaj komentarze. Ech..
11
Zapomniane legendy futbolu:
16 czerwca 1914 r. urodził się Larbi Ben Barek. Larbi był pierwszą wielką piłkarską gwiazdą z Afryki, która brylowała na europejskich boiskach. Urodzony w Casablance zawodnik przez początkowe lata swojej kariery grał dla różnych marokańskich zespołów. W wieku dwudziestu lat wyjechał do Francji, aby reprezentować barwy Olympique Marsylia (62 meczów, 23 goli). Później występował także w Stade Francais (87 gier i 43 bramki) oraz Atletico Madryt (113 występów i 56 trafień. Ben Barek, nazywany przez fachowców „Czarną Perłą” występował też w reprezentacji Francji (19 meczów i trzy gole), ale nie wziął udziału w żadnym poważniejszym turnieju. Kiedy zmarł w 1992 roku, Pele wypowiedział słynne zdanie: ,,Jeżeli ja jestem królem futbolu, to Larbi Ben Barek był jego bogiem”. ,,Musimy podkreślić przede wszystkim niebywałą klasę araba Ben Barka. Był on w ciągu całego meczu na wszystkich niemal pozycjach. Bez niego drużyna francuska i tak mecz by wygrała, lecz różnicą jednej bramki. Ben Barek nie tylko prowadził swój atak, lecz pilnował skuteczniej Wodarza niż odkomenderowany specjalnie do tego pomocnik. Jego kombinacje z Astonem i Veitante należały do wielkiej klasy”– taką relację dziennikarza tygodnika sportowego „Raz, dwa, trzy”, dotyczącą meczu Polska – Francja z 1939 roku, można znaleźć na Wikipedii.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson
0
@FcPortoFan1999 Ze względu na historie PRL-u, to niemal każdy klub postawi się Legii...
7
Kolejna sensacja w premierowym sezonie ligowym:
16 czerwca 1927 r. w pierwszych w historii rozgrywkach ligowych w Polsce, nie istniejący już klub Jutrzenka Kraków pokonuje u siebie Legie Warszawa 5:4! To była nie lada sensacja, rozpędzona Legia, po zwycięstwie z 1.FC w Katowicach, uległa drużynie, która w lidze spisywała się najgorzej ze wszystkich zespołów. Legioniści prowadzili już 3:1, wydawało się że mecz jest już rozstrzygnięty, gdy zawodnicy Jutrzenki zaczeli siać popłoch w liniach obronnych Legii ,,jakiego nie wywołał by nawet napad Slavii czy też praskiej Sparty”- donosił ,,Stadion”. Nie pomogła gościom gra brutalna pod koniec meczu, w której celował Terlecki. Warszawiacy grali bez mała u siebie bowiem w ich szeregach znalazło się siedmiu graczy pochodzących z klubów krakowskich. Toteż publiczność żegnała Józefa Nawrota(który jako ostatni zasilił Legie) okrzykami: ,,Wracaj do Cracovii!”.
@Symson
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
0
@FcPortoFan1999 Też nie lubie!
1
@FcPortoFan1999 Ależ naturalnie...:)
0
@Prorokk Dokładnie! Jednak przyszedł partyjny mądrala i wszystko rozjebał!
0
@FcPortoFan1999 Nie za bardzo, to mało powiedziane! On generalnie nie jest lubiany. Zmarnował nam jedną z najlepszych reprezentacji w historii polskiego futbolu...
0
@FcPortoFan1999 Przeczytaj sobie mój komentarz o tej ,,legendzie"...
5
,,Filozof” futbolu:
,,Tak naprawdę mistrzostwa w Argentynie przegraliśmy przez Gmocha. Jacek przez lata terminował u boku nauczyciela najlepszego z możliwych- pana Kazimierza Górskiego, w chwili próby zabrakło mu jednak spokoju i zimnej głowy, którą imponował Górski. Jacek zaczął kombinować, mieszać w składzie i kompletnie się pogubił. Kluczowy dla naszych losów na mundialu był otwierający drugą rundę grupową mecz z Argentyną. Oprócz gospodarzy mieliśmy za rywali nieobliczalne i silne Peru oraz Brazylię. Z Argentyną od początku wszystko poszło źle. Kiedy szliśmy do z hotelu do autokaru na naszej drodze ustawił się szpaler miejscowych kibiców, którzy gwizdali, krzyczeli, W każdym razie robili wszystko żeby nas zdekoncentrować i zdenerwować. Doszło do tego(i jestem pewien że to nie był przypadek tylko zaplanowana akcja) że kiedy minąłem jakiegoś typa, ten z całej siły kopnął mnie z tyłu w łydkę. Zabolało jak cholera, odwróciłem się żeby dać bandziorowi nauczkę ale zobaczyłem tylko plecy znikającego w tłumie napastnika. Szczęście w nieszczęściu że nie trafił mnie ,, czysto". Gdybym dostał centralnie w łydkę to jak amen w pacierzu mięsień byłby zbity i wszystko mogłoby skończyć się tym że zamiast na boisku wylądowałbym na lekarskiej kozetce. Kiedy Gmoch podał skład na mecz byliśmy w szoku! Jurka Gorgonia wysłał na trybuny a w jego miejsce na środku obrony wystawił Henia Kasperczaka, klasycznego pomocnika! Trener wymyślił sobie że Argentyńczycy grają szybką piłkę po ziemi i Jurek za nimi nie nadąży. Jurek usiadł zatem na widowni ale się nie nudził. Podczas Mistrzostw na stadionach można było kupić piwo rozlewane za pomocą specjalnej pompki przez gości dźwigających na plecach wielkie kanistry z browarem. Jeden z tych sprzedawców miał strasznego pecha bo trafił na Gorgonia. Jurek wypił jeden kubek piwa, drugi, trzeci. Gość chciał iść dalej ale Gorgoń złapał go za rękę i patrząc mu groźnie w oczy rozkazał: ,, Gdzie?! Stoisz tutaj i polewasz! A że z Jurka był naprawdę kawał zwierzaka, to i wlać miał gdzie. Przypuszczam że po meczu tego gościa od piwa od ruszania pompką tak bolała ręka że mu się ją włożyć do lodu... Jurek leczył złość browarem ale miał ku temu powody. Był autentycznie wściekły na Gmoha! Kiedy Mario Kempes strzelił nam pierwszego gola głową, Gorgoń tylko z przekąsem się uśmiechnął i rzucił pod nosem: ,, No to kurwa zagrali dołem". Kolejną zupełnie nietrafioną decyzją Gmocha było trzymanie na ławce Włodka Lubańskiego. Włodzio znajdował się wtedy w kapitalnej dyspozycji, wrócił do formy sprzed kontuzji, która wyeliminowała go z udziału w mundialu 1974 roku. Zamiast Lubańskiego, którego zimna krew pod bramką bardzo by nam się przeciwko Argentynie przydała, Gmoch w 65 minucie posłał w bój Włodka Mazura. To był fajny kumpel, dobry chłopak ale piłkarsko dużo, dużo słabszy od Lubańskiego i w kadrze grał okazjonalnie, zazwyczaj ogony. Choćby stawał na głowie, Gmoch nie potrafiłby wytłumaczyć się ze swojej niezrozumiałej decyzji. Zrobił krzywdę nie tylko sobie, Lubańskiemu i całej drużynie ale może przede wszystkim Mazurowi, którego wpuścił na konia... Robiąc z niego konia, bo kiedy Mazur szykował się do wejścia na boisko Gmoch chwycił go za ramię i mobilizował: ,, Jesteś moim czarnym koniem. Koniu, strzelasz dwie bramy i wygrywamy. Słyszysz koniu?!" Mocno zestresowany Włodek Mazur popatrzył tylko na trenera jak na wariata...”- szczery aż do bólu Grzegorz Lato
9
Ludzie oddani Dumie Katalonii:
16 czerwca 1970 r. Jose Luis Romero podpisał kontrakt z FC Barceloną. Hiszpan nie zrobił wielkiej kariery w stolicy Katalonii, skąd szybko wypożyczono go do jego poprzedniego klubu CE Sabadell FC. Po zakończeniu kariery został współpracownikiem trenera Barçy Luciena Müllera w sezonie 1979/80 a w 1983 r. po zwolnieniu Udo Lattka prowadził Blaugrane jako pierwszy trener przeciwko Salamance. W latach 1986-89 był sekretarzem technicznym w klubie. W tym okresie po jednym z treningów do jego biura wszedł rozpłakany 16-letni Josep Guardiola, który usłyszał plotke iż jest zbyt wątły i jest to jego ostatni sezon w La Masii. Romero pofatygował się na trening juniorów i spostrzegł że młodziutki Pep ma oczy dookoła głowy i na trzy możliwości podania zawsze wybiera tą czwartą. Po tym co zobaczył powiedział Guardioli że ,,dopóki on jest sekretarzem technicznym nikt go nie wyrzuci z La Masii!”
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson
13
Blaugrana triumfuje w Copa del Rey:
16 czerwca 1957 r. FC Barcelona zdobywa po raz 12-sty w historii Puchar Króla(wówczas Copa Generalisimo). W finale rozgrywanym na Estadio Olimpico w Barcelonie, pokonuje w derbach Espanyol 1:0 po golu Sampedro w 80 minucie. Historyczny skład z tamtego finału: Ramallets, Olivella, Brugue, (Rodri), Segarra, (Gràcia), Verges, Gensana, Basora, Villaverde, Martinez, Kubala, Sampedro.
@Symson
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Arkon
@AssisMoreira
@Adran360
0
@FcPortoFan1999 A mnie wogóle nie dziwi. Gmoch to taka gadająca, przemądrzała futbolowa łajza! Jak napisał Lato: miał duże ego, zbyt duże...
1
,,W czasie wolnym od zajęć Andrzej Strejlau i Jacek Gmoch omijali się szerokim łukiem. Trzeba jednak przyznać że nigdy się nie zdarzyłoby jeden sprowokował drugiego do kłótni. Pewnie cieszyli się w duchu, gdy rywala spotkała jakaś drobna nieprzyjemność ale nie dawali tego po sobie poznać. Tak jak Andrzej Strejlau po historii ze zdjęciem, która bardzo zdenerwowała Jacka. Otóż przed wylotem do Murrhardt zaplanowano sesję zdjęciową z udziałem całej drużyny, której produktem finalnym miał być oficjalny plakat na Mistrzostwa Świata 1974 roku. Traf chciał że tego dnia Gmoch mu się po coś pojechać do domu do Warszawy. Kiedy wrócił było już po wszystkim a jako człowiek bardzo czuły na własnym punkcie i o naprawdę dużym ego nie mógł zrozumieć, jak to w ogóle możliwe że ekipa pozowała do histerycznej fotografii bez niego. Poszedł do pana Kazimierza z oficjalną prośbą o powtórzenie sesji. Trener Górski z tym swoim spokojem, niemal flegmatycznie odparł: ,, Skoro nie było cię na miejscu, to nie ma cię na zdjęciu". I tak na plakacie reklamującym polską kadrę na mundial zabrakło Jacka, czego zresztą jeszcze długo nie mógł przeboleć"- wspominał o kulisach mistrzostw Grzegorz Lato.
11
Zapomniana ,,Garcia Alsina”:
W 1904 r. Jaume Garcia i Alsina otworzył sale gimnastyczną pod numerem 2 przy Rambli de Prat w Barcelonie. Zaczął tam udzielać lekcji szwedzkiej gimnastyki- rodzaju sportu wymyślonego przez pisarza Pera Henrika Linga, polegającego na ćwiczeniu bez przyrządów. To właśnie w tym miejscu, 16 czerwca 1918 r. FC Barcelona zorganizowała swoje coroczne zgromadzenie ogólne, któremu przewodniczył Gaspar Roses. W tamtym czasie klub miał około pół tysiąca członków, co sprawiło że zadłużenie zostało znacznie zredukowane: z 26 796 peset w roku poprzednim do 12 455 w tamtym sezonie. Podczas zgromadzenia przedłużono kadencje zarządowi klubu, natomiast Joan Gamper na nowo objął stanowisko prezydenta. W trakcie tego mandatu towarzyszyli mu: Enric Cardona i Joan Domingo jako wiceprezydenci, Josep Martinez jako skarbnik, Joan Rague jako sekretarz, Lluis Gratacos jako zastępca sekretarza, Joan Franch jako księgowy oraz Joaquim Matas, Josep Barba, Agusti Bo i Josep Segales jako doradcy. Jednym z pierwszych postanowień, które powzięło nowe kierownictwo było rozpoczęcie działań mających na celu pozyskanie legendarnego Ricardo Zamory, wówczas zawodnika Espanyolu, który jednak rozpoczynał karierę w juniorskiej drużynie Blaugrany. Wiele lat później(za sprawą prawnuka założyciela) sala gimnastyczna Garcia Alsina została przeniesiona na poddasze pod numerem 158 przy Via Augusta.
@Arkon
@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson